Dodaj do ulubionych

Okrutne słowo "nadzieja".

22.10.07, 14:36
Nie cierpię, nie cierpię gdy ktoś znowu , po dwóch latach szukania,
budzi we mnie nadziję na znalezienie przyczyny zaburzeń rozwojowych
Mojego Skarba...
Pewien Bardzo Rozchwytywany Profesor zasugerował nam dalsze
szukanie, skierował do innego specjalisty, wg niego w końcu znajdą u
Małej jakiś problem metaboliczny - mimo, że już dyła pod tym kontem
diagnozowana w CZD... Jej, teraz nawet zaczynamy myśleć nad za
granicą, mimo, że znalezienie czegoś, co umożliwiłoby leczenie Małej
jest chyba b. mało prawdopodobne.
No i tak mi się w głowie znów ta głupia nadzieja obudziła, znów się
łudzę... To jest uczucie bliskie obsesji, obłędu, wszystko znów się
kręci wokół szukania rzeczy chyba na dzisijszy stan medycyny
niemożliwej...
Macie nadzieję, żę będzie lepiej lub całkiem dobrze ? Lubiecie
nadzieję ?
Obserwuj wątek
    • guderka Re: Okrutne słowo "nadzieja". 22.10.07, 18:03
      trafnie to ujęłaś..

      my 3lata czekaliśmy na właściwią diagnozę-słyszeliśmy wiele
      obietnic, dobrych i złych scenariuszy, informacje o mozliwości
      operacji i calkowitym uzdrowieniu..
      dzień w którym W KOŃCU usłyszlam diagnozę był dla mnie jak..jak
      wypuszczanie powietrza z wielkiego balonu. bardzo mi ulzyło. pewien
      etap został zakończenia i już miałam jakąkolwiek wiedzę na temat
      chocby najbliższej przyszłości..
      oczekiwanie jest potworne

      przytulam..
    • fajka7 Re: Okrutne słowo "nadzieja". 22.10.07, 23:34
      Mysmy kiedys szukali przyczyny, bo mogloby to cos wniesc, moze cos
      waznego, ale sie w koncu poddalismy, bo ilez mozna sie tluc po
      rozmaitych instytutach i wiecznie czekac a to w kolejce z innymi z
      calej Polski, a to az jakis ordynator skonczy spotkanie, a to az pan
      profesor dojedzie, bo sie spoznia i takie tam.
      Od kilku lat nie jezdze i niedobrze mi sie robi jak ktos gdzies
      znowu chce mnie wyslac. Zmusilam sie do wycieczki do ortopedy w
      zeszlym roku, no ale to wazne i biezace bylo, a tak chromole. Dalam
      z siebie tyle ile moglam.
      Nadziei takiej wbrew zdrowemu rozsadkowi nie mam. Mam raczej
      momentami takie marzenia smile Ale na codzien raczej na chlodno
      kalkuluje ile jeszcze mozemy osiagnac i po prostu jasne jest, ze
      nigdy nie bedzie jednak zadowalajaco. Zadowalajaco, to dla mnie
      samodzielnosc dziecka. No wiec to jest niemozliwe. Zawsze bedzie
      wymagal opieki.
      • igge Re: Okrutne słowo "nadzieja". 23.10.07, 00:32
        nienawidzę nadziei, rozkładała mnie psychicznie skłaniając do
        wysiłku ponad siły
        przyczyną niesprawności mojego dziecka jest moja lekkomyślność w
        czasie ciąży
        Ja też od kilku lat nie jeżdżę specjalnie po lekarzach, profesorach
        etc, szkoda mi czasu, wysiłku, pieniędzy i nie wierzę, że to coś
        zmieni a przecież i tak ciągle gdzieś latam w sprawach córki i z
        córką
        Nadzieję i marzenie mam, że mała będzie kiedyś miała zawód i
        rodzinę. Będę zawsze jej pomagać o ile będzie tego chciała.
    • zzz12 Re: Okrutne słowo "nadzieja". 23.10.07, 11:30
      czemu okrutna? Wedlug mnie nadzieja pozwala lagodniej przyjac
      brutalna prawde, zamiast obuchem po glowie- stopniowe oswajanie
      trudnej rzeczywistosci. Zamiast skoku o tyczce na wysokosc 10 pietra
      powolne wchodzenie po schodach, stopniowanie informacji o takim, a
      nie innym rokowaniu. Co najmniej w 2 sytuacjach nadzieja pozwolila
      mi nie oszalec z bolu, pozwolila zaadaptowac sie do zupelnie nowej
      rzeczywistosci.
          • iwona.fa Re: Okrutne słowo "nadzieja". 30.10.07, 13:12
            nie wiem jak będzie ,jeżeli stracę nadzieję. Z jednej strony wiem ,
            że moje dziecko nie będzie zdrowe , z drugiej strony liczę jeszcze
            na jakis cud. Chociaz przważnie myślę oby nie gorzej , to kochane
            pogodne dziecko , proszę nie zamieniaj się w roślinkę. To nie
            znaczy ,ze przestanę ją kochac . Wiem ,ze na swój sposób ona jest
            szczęśliwa (pomijając ćwiczenia)
            Dorka , trzymaj się
            Ps . ja też mam 36 lat , czuję się staro, myslisz ,że przez tą
            sytuacje , czy przesadzam?
            • dorka1971 Re: Okrutne słowo "nadzieja". 31.10.07, 12:47
              Dzięki Iwonko za dobre słowo,ale słowo nadzieja w życiu każdej z nas nabiera
              innego znaczenia.Ja żyję z dnia na dzień i wciąż słyszę ,że będzie tylko gorzej
              i nie ma nadziei...Może też czasem liczę na jakiś cud,ale sama nie wiem jak go
              sprecyzować.Czy cud to samo przeżycie dziecka i dalsza walka o każdy kolejny
              trudny dzień ? Innej opcji nie ma.Próbuję się w to wszystko nie wgłębiać bo mogę
              rozwalić się psychicznie,a do tego najkrótsza droga.Jednakże życzę sobie i wam
              wszystkim tej odrobiny nadziei,aby przetrwać te najcięższe chwile...
            • mamaronja Re: Okrutne słowo "nadzieja". 31.10.07, 10:06
              Reasumując - nadzieja na to, że będzie ciut lepiej, że usprawnianie
              dziecka da efekty - dopinguje, pomaga ćwiczyć Voytą i jeździć po
              specjalistzch. Ale dana mi ostatnio nadzieja, że może być super,
              pełna poprawa - to destrukcyjne uczycie. Mąci w głowie ustalony już
              spokój i utrwalony stan rzeczy.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka