Dodaj do ulubionych

Dialektyka dawania i brania

02.10.07, 12:17
Co ja daje osobie ,ktora kocham?
Przeciez nie bombonierke czy kwiaty,nawet nie pocałunek.
Mówi sie ,że "daję siebie".Ale jak mam wziąć calego siebie,stanąc
obok siebie i dac siebie?wink
To jest poetycko-leksykalny zwrot,za ktorym kryje sie prawda,że dla
osoby ,ktora mnie kocha, sama moja obecnośc jest po prostu
njawiekszym darem./mówimy wciąż o miłości/.Bo ona nie kocha mnie za
cos,tylko dla mnie samego.Więc tym czyms nie moze byc tez to ,co dla
niej zrobie dobrego,ani zadna rzecz,żaden prezent.Najdrozszy prezent
ma byc przecież tylko symbolem ,sugestią bezgraniczności mojego
uczucia.
Powiem wam ,co jest dla mnie największym moim darem dla osoby ,ktora
kocham:jest nim chęc odkrycia jej Istoty,poznania calkowitej prawdy
o Niej ,wydobycia calkowitej ,nieskonczonej wartości tej Istoty.
W milości prawdziwie i absolutnie istniejemy ,w najwyzszym stopniu
istniejemy,najintesywniej przezywamy swoje zycie.To co ja
chcę "wziąć" jest więc zarazem tym co mogę "dać"
Obserwuj wątek
    • kryskaedka Re: Dialektyka dawania i brania 02.10.07, 12:25
      jest nim chęc odkrycia jej Istoty,poznania calkowitej prawdy
      > o Niej ,

      oj ..czułabym sie dalej osaczona..bo ja nie chce aby mnie partner
      odkrywal i znal do szpiku kosci


      Bo ona nie kocha mnie za
      > cos,tylko dla mnie samego

      troszke sie nie zgadzam..kochamy jednak za cos..za to ze jestes
      taki i smiaki..ze lubisz to i owo..ze jestes czuły i namietny..ze
      jestes dobry i troskliwy..itp

      natomiast jesli chodzi o milosc do dziecka to nie kochamy za cos
      tylko dlatego ze jest czescia nas samych
      • krytyk2 Re: Dialektyka dawania i brania 02.10.07, 12:31
        kryska rozumiesz miłośc empirycznie a to oznacza dla ciebie kłopoty
        w przyszłości...
        Gdy piszę o Istocie przez duże I to nie mam na mysli zadnych
        empirycznych cech,raczej jedną jedyna nipowtarzalną ,niewidzialna
        duszę.Kochamy przecież Kogoś a nie-zlepek cech psychofizycznych..
          • krytyk2 Re: Dialektyka dawania i brania 02.10.07, 12:57
            pewnie prawda lezy po srodku,bo nie wyobrazam sobie ,żebym kochal za
            coś, co dzis jest a jutro nie ma/np za przysłowiowy stojący biust/
            Jeżeli opierasz swoje uczucie na czyms zmiennym to i miłośc nie
            bedzie trwala...
              • krytyk2 Re: Dialektyka dawania i brania 02.10.07, 13:13
                ok,tylko ,ze ja uwazam ,ze o nadciagającym kryzysie związku
                wiemy/czujemy/ duzo wczesniej zanim wyjda na powierzchnie jego
                widzialne oznaki- to po pierwsze
                Że po drugie-ja jestem w rownym stopniu a moze -kto wie -czy nie w
                wiekszym stopniu odpowiedzialny za ten kryzys/bo to ja go
                dostrzegam ,moimi oczami,wiec jest to niejako kryzys we mnie,w mojej
                subiektywności/Wiec takie rozmowy o uczuciach/o jakich ladnie
                pisalas w innym wątku/sa tu bardzo na miejscu.Tam gdzie w grę nie
                wchodzi choroba ,np psychiczna partnera ,da się -tak uważam -
                wszystko odkrecic w dobrym kierunkusmile
      • 7zahir Re: Dialektyka dawania i brania 02.10.07, 12:41
        kryskaedka napisała:

        > troszke sie nie zgadzam..kochamy jednak za cos..za to ze jestes
        > taki i smiaki..ze lubisz to i owo..ze jestes czuły i namietny..ze
        > jestes dobry i troskliwy..itp
        >
        > natomiast jesli chodzi o milosc do dziecka to nie kochamy za cos
        > tylko dlatego ze jest czescia nas samych>

        Dla mnie miłośc to bezwarunkowa akceptacja,
        bez oceniania za co kocham.
        • kryskaedka Re: Dialektyka dawania i brania 02.10.07, 12:58
          wink) bezwarunkowa tak ale do Dzieckasmile)) a do faceta bezwarunkowa to
          raczej nie.. i jak widac wiem to ja i Ty ... bo zakonczylysmy
          zwiazki w ktorych bylo nam zle..a przeciez kochalysmy tych
          facetow..no wiec gdzie ta bezwarunkowosc?
          • 7zahir Re: Dialektyka dawania i brania 02.10.07, 13:10
            kryskaedka napisała:

            > wink) bezwarunkowa tak ale do Dzieckasmile)) a do faceta bezwarunkowa
            to
            > raczej nie.. i jak widac wiem to ja i Ty ... bo zakonczylysmy
            > zwiazki w ktorych bylo nam zle..a przeciez kochalysmy tych
            > facetow..no wiec gdzie ta bezwarunkowosc?>

            Bo u mnie to nie był związek oparty na miłości,
            tylko na współuzaleznieniu....o czym dowiedziałam się później.
              • 7zahir Re: Dialektyka dawania i brania 02.10.07, 13:29
                kryskaedka napisała:

                > aa to co innego..ja kochałam poprzedniego meza..naprawde..ale
                > umiałam odejsc w pore ..a moja milosc przeciez i tak mam w sobie
                > wiec moge ja przenosc na kogo chce i kiedy chce;wink)>

                Na tym polega jej urok, tez na odmiennym jej pojmowaniu.
                Mnie sie podoba dla jej zilustrowania symbol jin i jang.
        • jan_stereo Re: Dialektyka dawania i brania 02.10.07, 15:57
          7zahir napisała:

          > Dla mnie miłośc to bezwarunkowa akceptacja,
          > bez oceniania za co kocham.

          Ciekawe. A wedle jakiej metody selekcji oceniasz kogo mozesz
          bezwarunkowo zaakceptowac, a kogo nie ?
          I jest tu tez jeszcze jedna ciekawostka, bo piszesz w drugim zdaniu,
          ze jednak kochasz za cos, ale nie bierzesz tego pod ocene...nie
          bierzesz bo juz to kiedys widac ocenilas :"))
          • 7zahir Re: Dialektyka dawania i brania 03.10.07, 10:36
            jan_stereo napisał:

            > 7zahir napisała:
            >
            > > Dla mnie miłośc to bezwarunkowa akceptacja,
            > > bez oceniania za co kocham.
            >
            > Ciekawe. A wedle jakiej metody selekcji oceniasz kogo mozesz
            > bezwarunkowo zaakceptowac, a kogo nie ?>

            Kieruję się uczuciami: najważniejsze z nich to poczucie
            bezpieczeństwa - taka skaza z przeszłosci, oraz czy czuję, ze ten
            ktoś" nadaje na tej samej fali"...tzn jest równie głodny wiedzy i
            błyskotliwy jak ja smile

            > I jest tu tez jeszcze jedna ciekawostka, bo piszesz w drugim
            zdaniu, ze jednak kochasz za cos, ale nie bierzesz tego pod
            ocene...nie bierzesz bo juz to kiedys widac ocenilas :"))>

            Błędny wniosek...okreslenie " za coś" było odniesieniem do
            wypowiedzi poprzedników.
    • 7zahir Re: Dialektyka dawania i brania 02.10.07, 12:26
      To było tylko dawanie....to umiem perfekcyjnie.
      A co z braniem?
      Co czujesz jak bierzesz?

      Mnie się wydaje, że musi byc zachowana równowaga,
      podobna do symbolu jin i jang...wzajemne uzupełnianie się,
      bez dominajcji którejkolwiek strony.
      • krytyk2 Re: Dialektyka dawania i brania 02.10.07, 12:35
        moze niezbyt jasno wyrazilem swoje mysli,więc jeszcze raz
        krotko:pożadanie czyjejs Istoty chęc Jej absolutnego poznania-to
        jest przeciez przejaw mojego egoizmu,"ogrzewanie sie" przy
        Niej,pobieranie tej energii-czy to nie jest branie?
        • 7zahir Re: Dialektyka dawania i brania 02.10.07, 12:38
          krytyk2 napisał:

          > moze niezbyt jasno wyrazilem swoje mysli,więc jeszcze raz
          > krotko:pożadanie czyjejs Istoty chęc Jej absolutnego poznania-to
          > jest przeciez przejaw mojego egoizmu,"ogrzewanie sie" przy
          > Niej,pobieranie tej energii-czy to nie jest branie?

          Tralalala, napisałeś o energii żeby mnie zadowolić.
          Zappewniam Cie, że Tantra nie jest mo obca.
          Mnie chodziło o szara codzienność, a nie łózkowe igraszkismile
              • 7zahir Re: Odpowiedz na pytania! 02.10.07, 12:53
                krytyk2 napisał:

                > kurde ,Zahir ,ja tu chce ludzi na wyzsze poziomy duchowosci z rana
                > powyciągać,gimnastykuje sie jak pawian na linie-a Ty mi tutaj z
                taką tam codziennoscią wyjeżdżasz...wink))))>

                Nie bądź taki skromny ( mam na mysli pawiana )smile
                Wykręcasz się od odpowiedzi...jak.....tu sobie dopowiedz
                zwierzątko smile
                • krytyk2 Re: Odpowiedz na pytania! 02.10.07, 13:07
                  wiesz,szukalem długo,nawet bardzo długo..i teraz wlasnie jestem z
                  osoba ,dla ktorej to co niematerialne jest moze wazniejsze od
                  wszystkiego innego.Tak sie nasz miłośc zaczęła i tak trwa imam
                  nadzieje,ze przetrwa mimo przeciwieństw losu.Ale wlasnie dzieki
                  duchowoscismile
                  • kryskaedka Re: Odpowiedz na pytania! 02.10.07, 13:13
                    Zyczę Ci tegosmile))!! z całego serca

                    pogadamy za 5 lat ..no i moze urodza wam sie jakies dzieciaki i
                    trzeba bedzie noce zarywac (kolki)..kase ciagle wydawac (nic dla
                    siebiewink..duzo pracowac i zrezygnowac z wlasnych potrzeb w imie
                    zycia codziennego...czyli umiejetnosc dogadywania sie na poziomie
                    praktycznym a nie duchowym

                    duchowym tez ale... tylko chwile wam na to pozostanąsmile)))
      • 7zahir Ponawiam prosbę Krytyku.To dla mnie bardzo wazne! 02.10.07, 13:13
        7zahir napisała:

        > To było tylko dawanie....to umiem perfekcyjnie.
        > A co z braniem? Co to znaczy brać? jak sie to robi?
        > Co czujesz jak bierzesz?
        >
        > Mnie się wydaje, że musi byc zachowana równowaga,
        > podobna do symbolu jin i jang...wzajemne uzupełnianie się,
        > bez dominajcji którejkolwiek strony.
        >
                  • krytyk2 Re: OK... Rozumiem. 02.10.07, 15:41
                    Umieć brać oznacza milczeć gdy ktoś mówi.
                    Milczeć i nie miec w tym momencie w głowie gotowych do wypowiedzenia
                    zdań,ktore jedynie dlatego stoja w miejscu, bo maja czerwone swiatlo
                    przyzwoitości.
                    Umieć brać to umieć słuchać.
                    Naprawdę słuchając kogoś przyjmuję wszystko co mi On oferuje.To jest
                    wg mnie prawdziwa umiejętnośc brania.
                    • kryskaedka Re: OK... Rozumiem. 02.10.07, 15:46
                      nie zgadzam sie..umiec milczec i słuchac to dawanie.. bo dajesz
                      siebie jako odbiorcę mysli partnera..czasem flustracji czasem
                      nie..ale dajesz swoja uwage i skupienie oraz pomoc w trudnych
                      decyzjach


                      • kryskaedka branie 02.10.07, 15:51
                        kurde...co ja biore od męza??..kase na wakacje we włoszech..bo
                        drogie są ;wink)
                        to wszystkowink)) a prasuje, wynosi smiecie i sprzata w kuchni-
                        pomaga mi ..czy to jest branie?
                      • krytyk2 Re: OK... Rozumiem. 02.10.07, 16:05
                        i masz i nie masz racji,bo w sluchaniu kryja sie obydwa te
                        kierunki.ale skoro zahir pyta o branie to powtarzam:sluchanie jest
                        braniem.I to braniem dla mnie najważniejszym.Nie tym
                        egoistycznym,małostkowym ,materialnym ,czy tez energetycznym.Tamte
                        tez sa braniem ,ale mniej waznym.Słuchanie jest braniem z najwyzszej
                        pólki,takim ,ktore przynosi nam najwieksze korzyści,bo potrafi nas
                        zmienić.
                        Przyjmuje kogoś w całości,biore wszystko to ,co on mi ofiarowuje.
                        Moze to być pogoda ducha a moze to być styl zycia ,a moze to być
                        sposob na zarobienie na zycie.Biore co chcę.Jest to niezwykłe
                        dzisiaj ,bo ludzie siebie nie sluchaja ,więc najwyraxcniej nie
                        potrafia wynieśc ze sluchania zadnych korzyści.więc sluchanie wydaje
                        sie z takiej perspektywy bezuzyteczne,wiec- w ogole nie jest
                        braniem.Myslisz Kryska ,ze filozofuję ?..smile
                            • e_w_a_g_5 Re: OK... Rozumiem. 02.10.07, 21:43
                              krytyk2 napisał:

                              > Ewo,to jest tylko dyskusja teoretyczna nt dawania i brania,a kochać-
                              > kazdy z nas kochal,czy sie mylę?

                              oczywiście, że się nie mylisz. Nie raz...to jest nawet fajne uczucie, tylko
                              cholernie stresujące. Ciągle jakies zagrożenia, wyimaginowane, czy nie. Obawy,
                              zadrości. Kocha, nie kocha... a jak kocha, to dlaczego tak nie inaczej.
                              A w ogóle, to zawsze źle lokowałam uczucia, nie mówiąc już o tym największym,
                              które od początku do końca było skazane, na zagładę

                              Teraz jestem wolny człowiek!!! I żame newer w życiu nigdy więcej
                        • kryskaedka Re: OK... Rozumiem. 02.10.07, 16:29
                          jak zwyklesmile i cały Twoj urok w tym filozofowaniusmile

                          wiec masz racje z tym braniem w sensie ze partner pomaga ci sie
                          zmienic poprzez rozmowy.. biore jego rady i korzystam ..z nich ..bo
                          zmieniam sie na lepsze..tak smile)
      • jan_stereo Re: Dialektyka dawania i brania 02.10.07, 16:01
        7zahir napisała:

        > To było tylko dawanie....to umiem perfekcyjnie.
        > A co z braniem?
        > Co czujesz jak bierzesz?

        Zahir, to nie jest bazar. Bardzo czesto dajac komus cos, samoistnie
        bierzesz sobie radosc tej osoby z Twojego daru, to juz jest branie,
        dosc subtelne,stad tak latwo je przeoczyc.
      • krytyk2 Re: a moze 02.10.07, 13:28
        rok czasu...na poczatku było drzenie ziemi..potem trzęsienie..potem
        wszystko zaczęło nam się w zyciu walic na głowe jako skutek naszego
        wyboru..teraz ,mam nadzeje ,ze wypłyniemy na spokojne wody..smile
        • kryskaedka Re: a moze 02.10.07, 13:38
          znam pare podobna do wassmile rzucili swoje rodziny i dzieciaki..maja
          ok 45 lat. juz od kilku lat ich milosc zaskakuje wszystkich..jak
          jakas bajka..wrecz nie mozliwa do zrealizowania... ludzie sie od
          nich odwrocili bo myslą ze oni tak na pokaz sie kochaja..
    • mskaiq Re: Dialektyka dawania i brania 02.10.07, 14:19
      Co to znaczy dawac. Mysle ze mozna dawac usmiech, wybaczyc kiedy
      osoba ktora kochasz dziala przeciwko Tobie, pomoc kiedy potrzebuje
      pomocy, zrezygnowac z czegos dla niej i cieszyc sie tym, itp.
      Kiedy dajesz wtedy pojawia sie energia milosc ona jest w Tobie,
      jestes pod jej wplywem, rozswietla Cie to uczucie.
      Milosc innej osoby nie ma wplywu na Twoja milosc, najbardziej
      kochajaca Cie osoba nie obudzi w Tobie milosci chocby starala sie
      dac wszystko co ma. Ty musisz ta osobe kochac aby czuc milosc.
      Tylko dajac milosc komus budzisz ja w sobie, biorac cudza milosc bez
      kochania budzisz pyche.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • jan_stereo Re: Dialektyka dawania i brania 02.10.07, 15:46
      krytyk2 napisał:

      > Co ja daje osobie ,ktora kocham?
      > Przeciez nie bombonierke czy kwiaty,nawet nie pocałunek.

      Nie dajesz takich rzeczy osobie ktora kochasz ?
      :"))

      > Mówi sie ,że "daję siebie".Ale jak mam wziąć calego siebie,stanąc
      > obok siebie i dac siebie?wink
      > To jest poetycko-leksykalny zwrot,za ktorym kryje sie prawda,że
      >dla osoby ,ktora mnie kocha, sama moja obecnośc jest po prostu
      > njawiekszym darem./mówimy wciąż o miłości/.Bo ona nie kocha mnie
      >za cos,tylko dla mnie samego.Więc tym czyms nie moze byc tez to ,co
      >dla niej zrobie dobrego,ani zadna rzecz,żaden prezent.Najdrozszy
      >prezent ma byc przecież tylko symbolem ,sugestią bezgraniczności
      >mojego uczucia.

      Ta niejasnosc wynika tylko z jednej prostej rzeczy, pomieszania tu
      dwoch procesow. Mamy okres pokochiwania danej osoby, i tu trudno
      powiedziec, ze pokochalo sie kogos za nic,jako ze wowczas mozna by
      pokochac wszystko jedno kogo,kto zaoferuje nam nic. Pokochujemy wiec
      za swego rodzaju systematycznosc pewnych zachowan, u pokochiwanej
      osoby, wobec nas, badz innych osob/zdarzen. Kiedy ten proces
      pokochiwania (poczatkowo jest tu szybki przyrost pozytywnych uczuc
      zamienianych na milosc, potem ten proces zwalnia/zatrzymuje sie,
      czasami trwa nawet do konca zycia). Jak juz kogos pokochamy, wowczas
      nasze uczucie milosci jest swego rodzaju procentowaniem tego co nam
      wplacono do naszego banku milosnego. Zatem nie musi sie nasze
      uczucie odnosic tylko do czynnosci terazniejszych , stad pojawia sie
      bledne wrazenie, ze kochamy/kochaja nas za nic. Nieprawda, kochamy
      zawsze za cos,na podstawie czegos, czy to realnie zaistnialego czy
      tez wydumanego w naszym umysle wobec ukochanej osoby :")

      > Powiem wam ,co jest dla mnie największym moim darem dla
      >osoby ,ktora kocham:jest nim chęc odkrycia jej Istoty,poznania
      >calkowitej prawdy o Niej ,wydobycia calkowitej ,nieskonczonej
      >wartości tej Istoty.

      Czasami moze sie okazac, ze podczas tego procesu poznawania drugiej
      osoby okaze sie, ze nie chce ona byc wcale zupelnie naga w naszych
      oczach, i dobrze sie o tym dowiedziec w pierwszwej kolejnosci, jako
      ze pewna powsciagliwosc w poznawaniu nas przez partnera tez moze byc
      milowanym/docenianym elementem.

      > W milości prawdziwie i absolutnie istniejemy ,w najwyzszym stopniu
      > istniejemy,najintesywniej przezywamy swoje zycie.To co ja
      > chcę "wziąć" jest więc zarazem tym co mogę "dać"

      Tu juz dales sie poniesc milosnej poezji :"))
      • krytyk2 Re: Dialektyka dawania i brania 02.10.07, 16:37
        jan_stereo napisał:

        > krytyk2 napisał:
        >
        > > Co ja daje osobie ,ktora kocham?
        > > Przeciez nie bombonierke czy kwiaty,nawet nie pocałunek.
        >
        > Nie dajesz takich rzeczy osobie ktora kochasz ?
        > :"))

        Przeciez wiesz,ze jestem z Poznaniawink))

        > Ta niejasnosc wynika tylko z jednej prostej rzeczy, pomieszania tu
        > dwoch procesow. Mamy okres pokochiwania danej osoby, i tu trudno
        > powiedziec, ze pokochalo sie kogos za nic,jako ze wowczas mozna by
        > pokochac wszystko jedno kogo,kto zaoferuje nam nic.

        Uścisle więc:mam swoje preferencje i upodobania.nie pokocham
        piewrwszej lepszej osoby-to prawda.ale moja miłośc jest na tyle
        pojemna gatunkowo,ze nie moge z gory okreslić kgo tylko i wyłacznie
        na podstawie listy cech mógłbym pokochać.Raczej mialoby to charakter
        listy cech negatywnych -"kogo raczej nie"

        Pokochujemy wiec
        > za swego rodzaju systematycznosc pewnych zachowan, u pokochiwanej
        > osoby, wobec nas, badz innych osob/zdarzen.

        Janie ,jestem w szokusmile))I kto to mowi?smile)))Rozumiem ,ze wg Ciebie
        osoby dobieraja sie na zasadzie przeciwieństwwink

        Bardzo podoba mi sie Twoje okreslenie bank miłosnego i to rosnące
        oprocentowanie!Rzeczywiście ,czesto nawet po dłuższym okresie bycia
        ze soba siegam do takiego banku i przypominam sobie pierwsze
        świetliste spojrzenie.Dziala to na mnie odświeżajaco.znowu patrze na
        Ukochaną jakbym ją pierwszy raz widziałsmile

        Jak juz kogos pokochamy, wowczas
        > nasze uczucie milosci jest swego rodzaju procentowaniem tego co
        nam
        > wplacono do naszego banku milosnego. Zatem nie musi sie nasze
        > uczucie odnosic tylko do czynnosci terazniejszych , stad pojawia
        sie
        > bledne wrazenie, ze kochamy/kochaja nas za nic. Nieprawda, kochamy
        > zawsze za cos,na podstawie czegos, czy to realnie zaistnialego czy
        > tez wydumanego w naszym umysle wobec ukochanej osoby :")

        Odzierasz Jasiu wszystko z aury tajemniczości.Ja tylko w teorii
        jestem tak radykalny jesli chodzi o chęc poznania swojej
        ukochanej.Ostatecznie tak dlugo jak kocham ,nie potrafie ostatecznie
        powiedziec "za co"...Mowiąc jezykiem zbiorow;wszystkie uswiadamiane
        sobie przxez mnie cechy kochanki nie wyczerpują zbioru przymiotów
        dzieki ktorym Ją kocham.Reszta jest dla mnie zagadką.

        > > W milości prawdziwie i absolutnie istniejemy ,w najwyzszym
        stopniu
        > > istniejemy,najintesywniej przezywamy swoje zycie.To co ja
        > > chcę "wziąć" jest więc zarazem tym co mogę "dać"
        >
        > Tu juz dales sie poniesc milosnej poezji :"))

        Nigdy nie czules intensywniej swojego istnienia gdy byłes zakochany ?
        nie czules intensywniej zapachów wiosny,kolorow
        jesieni ,dźwięków,itd?
        Tezą tego fragmentu jest po prostu stwierdzenie ,że samo kochanie
        kogos/czyli wg potocznych standardow"obdarowywanie kogoś miłością"/
        jest dogadzaniem swojemu egoizmowi w najwyzszym stopniu..
        • kryskaedka przepraszam ze wtrace:) 02.10.07, 16:44
          Nigdy nie czules intensywniej swojego istnienia gdy byłes
          zakochany ?
          nie czules intensywniej zapachów wiosny,kolorow
          jesieni ,dźwięków,itd?

          Kryryku jaki ty jestes fajny zakochany dzieciakwink)

          to szczescie.. ale niektore osoby czuja to wszystko(zapachy,smaki)
          bez zakochania..lecz gdy sa poprostu szczesliwesmile)
        • jan_stereo Re: Dialektyka dawania i brania 02.10.07, 16:57
          krytyk2 napisał:

          > Uścisle więc:mam swoje preferencje i upodobania.nie pokocham
          > piewrwszej lepszej osoby-to prawda.ale moja miłośc jest na tyle
          > pojemna gatunkowo,ze nie moge z gory okreslić kogo tylko i
          >wyłacznie na podstawie listy cech mógłbym pokochać.

          Nie mozna tych cech podac, a to dlatego, ze czesto ich nawet nie
          znamy,a osoby ktore poznajemy moga dostarczac nowych gatunkowo
          pozytywnych wrazen, wczesniej niedoswiadczonych. Zwlaszcza,, ze
          realizacja niby tych samych spraw moze przebiegac jakby podobnie,ale
          w ostatecznie zupelnie inaczej, a te trudne do wyartykulowania
          niuanse licza sie czesto najbardziej.

          > Janie ,jestem w szokusmile))I kto to mowi?smile)))Rozumiem ,ze wg Ciebie
          > osoby dobieraja sie na zasadzie przeciwieństwwink

          Przyznam, ze nie wiem jak z 'tego; mojego zdania wyciagnales taki
          wniosek ?? Nie pisze, ze sie calkiem nie zgadzam,a jedynie, ze
          napisalem cos calkiem innego (nie mylic z przeciwstawnym) i to dosc
          przejrzyscie (tak sadzilem).

          > Ostatecznie tak dlugo jak kocham ,nie potrafie ostatecznie
          > powiedziec "za co"...Mowiąc jezykiem zbiorow;wszystkie
          >uswiadamiane sobie przez mnie cechy kochanki nie wyczerpują zbioru
          >przymiotów dzieki ktorym Ją kocham.Reszta jest dla mnie zagadką.


          Nigdy nie potrafimy na goraco powiedziec za co kochamy (czesto wiele
          zalet partnerki bierzemy za cos co bylo wokol zawsze i dopiero po
          jej odejsciu mozemy zobaczyc cop konkretnie zniknelo)jako ze jest to
          rtak wielki zbior, ze po pierwsze trudnu do wypunktowania ciurkiem,
          a dwa, nasze swiadome postrzeganie nie wylapuje zwyczajnie
          wszystkiego co do nas dociera i wywiera wplyw.

          > Nigdy nie czules intensywniej swojego istnienia gdy byłes
          >zakochany ?

          Oj czulem, stad tak wlasnie napisalem, tu nie bylo co komentowac
          zwyczajnie,jak cos jest piekne, to takie jest i koniec :"))
          • krytyk2 Re: Dialektyka dawania i brania 03.10.07, 11:17
            jan_stereo napisał:

            > krytyk2 napisał:
            > > Janie ,jestem w szokusmile))I kto to mowi?smile)))Rozumiem ,ze wg
            Ciebie
            > > osoby dobieraja sie na zasadzie przeciwieństwwink
            >
            > Przyznam, ze nie wiem jak z 'tego; mojego zdania wyciagnales taki
            > wniosek ?? Nie pisze, ze sie calkiem nie zgadzam,a jedynie, ze
            > napisalem cos calkiem innego (nie mylic z przeciwstawnym) i to
            dosc
            > przejrzyscie (tak sadzilem).


            Szok wywołalo u mnie poniższe Twoje zdanie z poprzedniego postu
            "Pokochujemy wiec
            za swego rodzaju systematycznosc pewnych zachowan, u pokochiwanej
            osoby, wobec nas, badz innych osob/zdarzen."
            Na podstawie pewnych Twoich postow mozna wysnuć wniosek ,ze nie
            nalezysz do super poukladanych i systematycznych osób,więc
            podkreslenie u partnera takiej cechy jak systematycznośc skłoniło
            mnie do wyciągniecia tak karkolomnego wniosku ,ze przyciagaja sie
            przeciwienstwawink)
            Oczywiscie ,dokonalem tu wielu skrotow myslowych ,nadużyc
            założen,ale pomyslane to zostalo ciepło i z przymruzeniem okasmile)
            • jan_stereo Re: Dialektyka dawania i brania 03.10.07, 11:49
              to ja moze wyjasnie co mialem na mysli pod slowem 'systematycznosc'
              w tym temacie, chodzilo o swego rodzaju nieco dluzszy przedzial
              czasowy w ktorym dokonujemy obserwacji danej osoby. Rzadko
              pokochujemy kogos tylko za jeden gest, nawet jesli jest wysokiej
              klasy milosnej,ale kiedy ta osoba zademonstruje nam podobnych
              zachowan kilkadziesiat i to rozciagnietych w czasie (dla
              potwierdzenia jego stabilnosci w kreowaniu zachowan ktore sie nam
              podobaja)wowczas milosc do tej osoby posiada dosc solidny fundament.
              Mysle, ze teraz juz sie rozumiemy :"))
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka