do Lwowa - samochodem czy PKSem?

IP: *.crowley.pl 27.06.05, 21:34
witam, chcę na parę dni pojechać do Lwowa. oryginalnie chciałam samochód
zostawić w Przeyślu a potem PKSem do Lwowa. ale nie wiem czy nei lepiej
pojechać samochodem? najbardziej obawiam się przejścia granicznego - w której
opcji jest szybciej i bezpieczneij? będę jechała sama z nastoletnim synem. o
sam Lwów się nie obawiam - słyszałam że strzeżonych parkingów jest
wystarczająco dużo.
    • Gość: asia Re: do Lwowa - samochodem czy PKSem? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.06.05, 08:35
      staliśmy na granicy 2 godz i w jedną i w drugą stronę samochodem, z autokarami
      jest różnie w jedną stronę autokary jechały szybko ale już przy powrocie stały
      równo z nami, a moja znajoma niedawno stała 4 godz autokarem, ja oczywiście
      polecam samochód - standardowo smile
      • uhu_an Re: do Lwowa - samochodem czy PKSem? 01.07.05, 00:55
        dlatego tak dlugo stala, bo pewnie byl spory przemyt. na ogól te autokary
        (zwlaszcza na ukrainskich numerach) tak dlugo sa odprawiane. ja tez czekalam
        jakies 3 godziny. widzialam takie sceny jakie byly pokazywane w TVNie w
        serialu 'granica'.
    • Gość: marko Re: do Lwowa - samochodem czy PKSem? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 28.06.05, 21:00
      Jeśli tylko do Lwowa to lepiej PKSem. Jezdzilem juz i autobusem z Przemysla i
      autkiem. Drogi sa dziurawe, a korki przy skrzyzowaniach rownorzednych.
    • osmol Re: do Lwowa - samochodem czy PKSem? 28.06.05, 21:04
      Ja do Lwowa zazwyczaj dostawałem sie transportem kombinowanym. PKS albo PKP do
      przemyśla potem spod dworca PKP busikiem za 2zl (chyba) do Medyki, granicę na
      piechote, potem zaś marszrutką spiod granicy do Lwowa, przystanek przy dworcy
      kolejowym.
      O tym jak sie jeżdzi po Ukrainie samochodem nic nie wiem, ale w tym wariancie
      (nazwijmy go pieszym) najmniej czasu zejdzie Ci na stanie na granicy a i w
      przeciwnym kierunku raczej nie bedziesz stała z "mrówkami" bo pogranicznicy
      zazwyczaj wyłuskuja osoby po ktorych wuidać ze to turyści i popychaja ich do
      przodu kolejki..



      __________
      osmól
      • Gość: uncla Re: do Lwowa - samochodem czy PKSem? IP: *.roehlig.pl 29.06.05, 12:00
        potwierdzam, najlepiej na piszo przez Medyke.
        PKSem nie polecam - długo sie stoi na granicy, może mieliśmy pecha, bo
        ukraiński nasz kierowca przemycał pszenicę, kontrola i negocjacje trwały 3
        godziny.
        A na pieszo - chwilkę!
        • uhu_an Re: do Lwowa - samochodem czy PKSem? 01.07.05, 00:51
          uwaga przy przekraczaniu granicy pieszo . za budka celnika, stoi taka druga
          budka, w ktorej sa jacys goscie w mundurach. zdzieraja pieniadze. kaza placic,
          a to za ekologiczne, a to zas ubezpieczenie. jest to haracz, poniewaz wszelkie
          oplaty na granicy zostaly zniesione. jedyne co trzeba wypelnic to deklaracja.
          aha, jak sie przechodzi przez granice to trzeba isc smialo, nie zatrzymywac sie
          przy budce. nie bac sie tego kałasza, ktorego trzyma w reku-łatwo mowic;o). my
          sie zatrzymalysmy. zaplacilysmy 40 griwien. inne babki poszly dalej i jeszcze
          nakrzyczaly na gosciowca.
    • Gość: Lwowiak Re: do Lwowa - samochodem czy PKSem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.05, 01:22
      Ja bylem w zeszly czwartek samochodem z Warszawy. Makabra. Nie wiem, jak jest
      busem czy pociagiem, ale na bank lepiej niz autem.
      Jechalem przez Hrebenne. Kolejka juz po polskiej stronie. Na szczescie mialem
      argument w postaci legitymacji pewnej i dali mnie celnicy na poczatek. Polscy
      celnicy raz dwa, ukrainscy w sumie tez (pare minut wypelnialem druk migracyjny -
      wazne zeby zachowac, bo patrza na to przy powrocie), chwile tlumaczylem, ze auto
      ojco. W dowodze rej. zgadzalo sie nazwisko z moim i kazali jechac. Formalnie
      trzeba miec upowaznienia napisane od wlasciciela pojazdu.
      Cyrki chwile za granica. Gosc mowi, ze trzeba wykupic ubezpiecznie, choc od 2001
      roku zadnych tego typu rzeczy nie mam. Pokazalem znow legitymacje i powiedzieli
      tylko szerokiej drogi.

      A droga szeroka. Faktycznie. Ale dziurwa, ze ho ho. Takich dziur nigdzie nie
      widzialem. W Polsce by ja zamkneli dla ruchu, w Niemczech pewnie wogole nie
      bylaby to droga. Masakra.

      I sam Lwow. Kostka brukowa pamietajaca Kazimierza Wielkiego i cala poprzecinana
      torami tramwajowymi. Bez strachu to moze jezdzic nia Czachor i Dabrowski przed
      Rajdem Paryz Dakar. Do tego tego wolna amerykanka na drogach. Zero znakow, zero
      swiatel, zero kierunkowskazow, zero przejsc dla pieszych. I tylko klakson grzmi
      w uszach. Pod zadnym pozorem nie mozna czekac, az ktos wpusci , tylko pchac sie
      na sile.

      I powrot. Cztery godziny przez przejscie w Korczowej. Choc gdbyby nie
      ligitymacja, byloby z kilkanascie godzin. Celnicy drucikiem sprawdzali co jest
      pod tapicerka, ile benzyny. W moim przypadku nie mogli sie nadziwic, ze mam
      zapalona rezerwe na paliwie i ze ktos moze jechac na Ukraine ot tak, jak turysta
      . "mogl pan jechac pasem dla korpusu dyplomatycznego" - wyjasnil mi polski
      celnik na moje pytanie, czemu musze sterczec jak palka, jesli caly moj wywoz z
      Ukrainy to jedna paczka papierosow.
      Pozdrawiam.
      • Gość: asia Re: do Lwowa - samochodem czy PKSem? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.07.05, 10:21
        opis lwowa się zgadza, tylko że na tym polega też jego urok, niesamowite
        wrażenia po przejechaniu lwowa samochodem - a dziury w polsce na drogach
        głównych są gorsze niż na ukrainie, tam jest tylko kiepski asfalt a dziur mniej
        niż u nas, na granicy trzeba celnikowi powiedzieć że nie jedzie sie po paliwo
        ani na żadne zakupy tylko turystycznie i wpuszczają i nie dać sie naciągać na
        żadne ubezpiecznia
        • Gość: wowo Re: do Lwowa - samochodem czy PKSem? IP: *.arcor-ip.net 03.07.05, 01:09
          Drogi glowne wcale nie sa takie zle a bywaja odcinki bardzo dobre. W zlym lub
          bardzo zlym stanie sa drogi lokalne, ale nie zawsze.
Pełna wersja