Dodaj do ulubionych

ignorancja i cynizm Grzegorza M.

19.12.07, 17:30
Książka Grzegorza Motyki pt. „Ukraińska partyzantka 1942-1960” jest
wydana przez Instytut Studiów Politycznych PAN, który wziął moralną
odpowiedzialność za jej poziom. Zaopatrzona w aparat naukowy,
powinna to być publikacja naukowa, tymczasem po zapoznaniu się z jej
treścią okazuje się że, mimo patronowaniu jej przez szereg
instytucji naukowych - Archiwum Wschodnie, Instytut Historii PAN,
Instytut Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego i inne, polskie i
zagraniczne, w żadnej mierze ona na taką kwalifikację nie zasługuje.
Mało tego, recenzowana książka, właśnie dlatego, że prezentowana
jest jako pozycja naukowa, jest ze wszech miar publikacją szkodliwą,
bowiem pogłębia istniejący w historiografii polskiej z zakresu badań
stosunków polsko-ukraińskich zamęt, utrudnia ustalenie prawdy
historycznej co do podjętego w książce przedmiotu badań. Istnieją
poważne powody do twierdzenia, że recenzowana książka jest przejawem
cynizmu i jednocześnie ignorancji jej autora.
Powstaje pytanie zasadnicze: czy daleko nieobiektywna, wręcz
tendencyjna prezentacja opisywanych w książce wydarzeń, jest
spowodowana niskim poziomem fachowego przygotowania Grzegorza
Motyki, czy kryją się za tym inne przyczyny? Odpowiedź na to pytanie
powinna wynikać z analizy treści i formy książki. Sam tylko tytuł
książki pozwala na sformułowanie wobec jej autora zarzutu
nieadekwatności, co do mających miejsce zaszłości i jednocześnie
tendencyjności politycznej. Tytuł książki nie odpowiada
rzeczywistości, jest on odzwierciedleniem poglądów przedstawicieli
nurtu integralnego (a więc faszystowskiego typu) nacjonalizmu
ukraińskiego na opisywane w książce wydarzenia.
Motyka już w poprzedniej swej książce, „Pany i Rezuny”, napisanej
wespół z Rafałem Wnukiem, przejawił swoją nienaukowość, utożsamiając
naród ukraiński z jego zbrodniczym, sięgającym niespełna 1% (jednego
procentu), odłamem, mającym nazwę Organizacja Ukraińskich
Nacjonalistów wraz z utworzonymi przez nią formacjami
zbrojnymi. "Pany" - to mieli być Polacy, a "rezuny" - Ukraińcy.
Motyka, dając recenzowanej książce tytuł „Ukraińska partyzantka”,
ujawnia swoją niezdolność do rozróżnienia całości od części. Poza
tym: uczestnicy utworzonych przez OUN Bandery formacji zbrojnych w
postaci tzw. Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) nie
byli "partyzantami", partyzantami nauka nie może nazywać ludzi,
którzy w drodze terroru zostali włączeni do UPA,
takich "zmobilizowanych" było w niej około 90 %. O tendencyjności
autora i jego uleganiu propagandzie (propagandzie, bo nawet
historiografia banderowska stoi na bardziej obiektywnym stanowisku)
jest przyjęcie zupełnie nieprzekonywującej cezury
działań "partyzantki ukraińskiej" - lata 1942-1960, podczas gdy
faktycznie należy mówić o latach 1943-1950.
Obserwuj wątek
    • pisz_pan_na_berdyczow Re: ignorancja i cynizm Grzegorza M. 19.12.07, 20:52
      liberum_veto napisał:


      > Motyka, dając recenzowanej książce tytuł „Ukraińska partyzantka”,
      > ujawnia swoją niezdolność do rozróżnienia całości od części. Poza
      > tym: uczestnicy utworzonych przez OUN Bandery formacji zbrojnych w
      > postaci tzw. Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) nie
      > byli "partyzantami", partyzantami nauka nie może nazywać ludzi,
      > którzy w drodze terroru zostali włączeni do UPA,
      > takich "zmobilizowanych" było w niej około 90 %.

      Po pierwsze - skad te dane? Po drugie - mowi sie o "partyzantce"
      radzieckiej, gdzie 100% to byli zawodowi lub poborowi zolnierze,
      tylko dzialajacy w sposob partyzancki...

      > jest przyjęcie zupełnie nieprzekonywującej cezury
      > działań "partyzantki ukraińskiej" - lata 1942-1960, podczas gdy
      > faktycznie należy mówić o latach 1943-1950.


      Ja w ukrainskich zrodlach czytalem o roku 1953 jako koncu UPA.
    • mat120 Re: ignorancja i cynizm Grzegorza M. 19.12.07, 21:36
      Nigdy nie byłem zwolennikiem G. Motyki, który dość długo
      przedstawiał historie polsko-banderowską przez pryzmat różnych
      nacjonalistycznych historyków a głównie Łwa Szankiwśkiego. Nic
      dziwnego, że twórczość ta wzbudzała protesty. Jednak jego ostatnia
      książka, która co prawda dość powierzchownie ale całościowo traktuje
      o UPA, nie zasługuje chyba na tak surową krytykę. Widać w niej
      pozytywne zmiany, będące najprawdopodobniej wynikiem dążenia tego
      historyka do dochodzenia prawdy w co dotychczas wątpiłem. Nie znaczy
      to, że ze wszystkim można się zgodzić. Pisałem już, że wiele można
      mu jeszcze zarzucić, jak chociażby sposób widzenia roli IB czy też
      przedstawianie przesiedleń Polaków ze wschodu jako swoistej AW.
    • liberum_veto Nie „Ukraińcy”, tylko banderowcy 20.12.07, 07:10
      Autor, wbrew nauce logiki, w sposób właściwy dla propagandy, w
      stosunku do uczestników walk OUN-UPA używa nieadekwatnej
      nazwy "Ukraińcy" i pochodnych od tego rzeczownika, co, gdy się
      weźmie pod uwagę, że dopuścili się oni zbrodni ludobójstwa na
      ludności polskiej i ukraińskiej, jest obrazą dla narodu
      ukraińskiego, w tym obrazą autora niniejszej recenzji, który jest
      Ukraińcem, ale ze zbrodniami banderowskimi nie miał nic wspólnego.
      Dla przykładu, w samym tylko "Spisie treści" Autor
      pisze: "Ukraińskie podziemie", "Ukraińska dywersja", "konflikt
      ukraińsko-niemiecki", "Polsko-ukraińska gra polityczna", "Ukraińska
      decyzja" itd., co najmniej kilkaset razy w całej książce, chociaż
      powinien używać nazw adekwatnych do rzeczywistego stanu
      rzeczy: "banderowcy", "banderowskie podziemie" itd. Należy
      powtórzyć, że formacje zbrojne nacjonalizmu ukraińskiego i
      tzw. "podziemie banderowskie", nie przekraczały 1 % od narodu
      ukraińskiego. Gdy chodzi o sprawców przestępstw w ogóle, a tym
      bardziej o sprawców zbrodni ludobójstwa, winni oni być
      identyfikowani jak najściślej, żeby kogoś niewinnego nie urazić.
      Sprawców rzezi na ludności polskiej (i ukraińskiej) najogólniej
      należy nazywać banderowcami, upowcami, członkami "Służby Bezpeky"
      OUN itp., a nie "Ukraińcami". Inaczej ma się sprawa z
      pokrzywdzonymi, których, jak w tym przypadku, można
      nazywać "Polakami", "ludnością polską".
      Autor, wydając swoją książkę w 2006 roku, nie zauważa, że ukraiński
      ruch nacjonalistyczny nie miał i nadal nie ma (rok 2006) poparcia
      znaczącej liczby ludności ukraińskiej, o czym świadczy chociażby to,
      że ruch ten nie jest w stanie wystąpić pod swoim (czerwono-czarnym)
      sztandarem do wyborów parlamentarnych na Ukrainie, że jego
      zwolennicy wchodzą do Rady Najwyższej Ukrainy tylko z tzw. "bloków"
      politycznych. Tymczasem z opisów książki wynika, że OUN-UPA miała
      poparcie prawie całej ludności Ukrainy, a przynajmniej całej
      ludności ukraińskiej Wołynia i Halicji.
      Ulegając tendencji usprawiedliwiającej przywództwo OUN Bandery,
      Motyka jednemu z rozdziałów książki dał tytuł Ukraińska Powstańcza
      Armia "Kłyma Sawura", po to tylko, żeby z przywództwa OUN Bandery
      zdjąć odium organizatora ludobójstwa i to nawet w warunkach, gdy
      tenże "Kłym Sawur" - Stepan Łenkawśkyj, był członkiem tego
      przywództwa.
      • mat120 Re: Nie „Ukraińcy”, tylko banderowcy 20.12.07, 20:45
        Faktem jest, że G. Motyka popełnił też sporo błędów. Podam tu np.
        zadziwiający pogląd, że zdaniem Motyki, że "W lutum-kwwietniu 1945r.
        doszło, przede wszystkim na Rzeszowszyźnie, do wielu pojedynczych
        lub zbiorowych mordów /na Ukraińcach/ pod hasłem odwetu za wypadki
        na Kresach."
        I dalej wymienia jako przykład Pawłokomę, Piskorowice, Małkowice.
        To bardzo "odkrywczy" i całkowicie wyssany z palca pogląd. Dziwię
        się, że G. Motyce kojarzy się to z odwetem za Kresy. Nawet
        przeciętny znawca historii wie, że te tzw. odwety to skutek
        zbrodniczej działalności banderowców z Pawłokomy, Piskorowic itd.
        • mat120 Re: Nie „Ukraińcy”, tylko banderowcy 20.12.07, 20:48
          Jeszcze jedno. Zakreślenie okresu działalności band do 1960r. to też
          nieporozumienie. To tak jak z tym japońskim żołnierzem, który
          ukrywał się gdzieś pol lata 70-te, nie wiedząc, że działania wojenne
          zakończyły się w 1945r. Nikt z tego nie wyciąga przecież wniosku, że
          II wojna trwała jeszcze 25 lat po jej zakończeniu.
    • liberum_veto rycerze bez skazy? 21.12.07, 07:24
      Nienaukowym jest używanie przez Autora terminu "Galicja Wschodnia"
      wobec przedwojennych województw: lwowskiego (niecałego),
      tarnopolskiego i stanisławowskiego. Termin "Galicja" jest
      pochodzenia austriackiego, etymologicznie jest utworzony od
      ukraińskiej nazwy "Hałyczyna" (ta zaś od nazwy miasta stołecznego
      Księstwa Halickiego - Halicza). Termin "Galicja Wschodnia" nie ma
      żadnego uzasadnienia w używaniu go w pracach naukowych. "Galicja"
      jest krainą historyczną położoną w północno-zachodniej Hiszpanii.
      Polskiej literaturze naukowej znane są niekwestionowane
      nazwy "Księstwo Halickie", "Ruś Halicka", w przedwojennym Lwowie był
      Plac Halicki. Tolerowany w ukraińskiej nacjonalistycznej literaturze
      termin "Galicja Wschodnia" (Schidna Hałyczyna) ma swe polityczne
      uzasadnienie w terytorialnych pretensjach OUN do "Zachodniej
      Galicji", to znaczy do terenów Rzeszowszczyzny, aż po Krynicę. Na
      marginesie dodać należy, że często używana w odniesieniu do Halicji
      nazwa "Małopolska Wschodnia" jest pochodzenia politycznego, nie ma
      ona nic wspólnego ani z historią, ani z geografią tego obszaru.
      Małopolska, to Ziemia Krakowska i Sandomierska, Małopolską wschodnią
      jest Ziemia Sandomierska.
      Uogólnienie, wyolbrzymianie w korzyść OUN jest cechą
      charakterystyczną całej recenzowanej książki. Motyka, na przykład,
      pisze: „Liczna grupa Ukraińców uważa, iż członkowie tych formacji
      [OUN-UPA - W.P.] byli ucieleśnieniem cnót żołnierskich, wręcz
      rycerzami”, przy czym nie precyzuje o jaki, chociażby w
      przybliżeniu, odsetek "Ukraińców" chodzi. Trzeba, zgodnie z prawdą
      historyczną, powiedzieć, że upowców (w większości terrorem
      wcielanych do UPA) tylko banderowska literatura określa
      mianem "żołnierzy", "rycerzy" (bez skazy), ale to nie jest liczna
      grupa Ukraińców. Tylko ta literatura, a w ślad za nią Motyka, nazywa
      upowców "żołnierzami". Motyka odwołuje się do polsko-ukraińskiej
      dyskusji, chociaż powinien pisać o "polsko-ukraińsko-
      nacjonalistycznej dyskusji", odbywającej się w ramach organizowanych
      konferencji historyków polskich i ukraińskich nacjonalistycznych.
    • liberum_veto Wymowne przemilczenie 22.12.07, 07:39
      Najważniejszym dowodem nienaukowości recenzowanej książki jest
      pominięcie w niej przez Motykę problemów, zasad ideologicznych i
      założeń programowych Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN),
      chociaż bezspornym jest, że ona była i pozostaje nadal formą
      zorganizowaną ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego. Istnieje dowód
      bezpośredni na to, że OUN w 1929 roku przyjęła doktrynę Dmytra
      Doncowa na swe ideologiczne uzbrojenie, Motyka mógł się o tym
      przekonać z pracy Petra Mirczuka „Narys istoriji OUN 1929-1939”,
      którą dysponuje. Motyka, jak widać z innych jego opracowań, nie
      rozumie ani pojęcia, ani znaczenia ideologii ukraińskiego ruchu
      nacjonalistycznego. W tej samej pracy P. Mirczuka, a także w innych,
      na które Motyka powołuje się, opublikowane są teksty uchwał OUN, ale
      Motyka nie uwzględnia ich. To jest tak, jak gdyby historyk pisał o
      działalności Kościoła katolickiego, nie znając, nigdy nie sięgnąwszy
      do Nowego Testamentu i do uchwał synodów tego Kościoła; to jest tak,
      jak gdyby historyk pisał o bolszewizmie, nie znając prac Marksa,
      Engelsa, Lenina, nie znając uchwał plenów WKP(b)-KPZR. Kto nie zna
      zasad ideologicznych nacjonalizmu ukraińskiego i założeń
      programowych OUN, ten nie powinien brać się za opisywanie działań
      ukraińskich formacji nacjonalistycznych.
      Motyka ujawnia swoje nienaukowe podejście do podjętego tematu,
      pomijając niewygodną mu literaturę przedmiotu, na przykład pomija on
      całkowicie prace ukraińskich nienacjonalistycznych historyków
      (Witalij Masłowśkyj), ignoruje prace autora niniejszej recenzji, w
      szczególności jego, jedyną w skali światowej, pracę „Ideologia
      nacjonalizmu ukraińskiego”, jak też opublikowane przez tegoż
      dokumenty z ukraińskich archiwów (548 dokumentów, w większości
      autorstwa funkcyjnych OUN-UPA - w oryginale i w tłumaczeniu na
      polski). W przypadku niezgodności z tezami tych autorów, Motyka,
      który zamierzał napisać pracę naukową, winien był ustosunkować się
      do nich. Ale za to Motyka szeroko korzysta z ukraińskiej
      banderowskiej historiografii, z serią „Litopys UPA” włącznie. Dla
      Motyki autorytatywnym jest opracowanie pod kierownictwem prof.
      Stanisława Kulczyckiego, historyków z Instytutu Historii Ukrainy
      Ukraińskiej Akademii Nauk, podczas gdy jest to opracowanie
      polityczne, a nie historyczne, ono nie wytrzymuje jakiejkolwiek
      naukowej krytyki.
      • pisz_pan_na_berdyczow Re: Wymowne przemilczenie 22.12.07, 11:52
        liberum_veto napisał:

        > Najważniejszym dowodem nienaukowości recenzowanej książki jest
        > pominięcie w niej przez Motykę problemów, zasad ideologicznych i
        > założeń programowych Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN),
        > chociaż bezspornym jest, że ona była i pozostaje nadal formą
        > zorganizowaną ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego. Istnieje
        dowód
        > bezpośredni na to, że OUN w 1929 roku przyjęła doktrynę Dmytra
        > Doncowa na swe ideologiczne uzbrojenie,

        Na razie chyba jedynym HISTORYKIEM DOKTRYN POLITYCZNYCH ktory
        dokonal analizy ideologii Doncowa jest Tomasz Stryjek...wg niego nie
        ma zadnego zwiazku miedzy banderowskimi rzeziami a tym co Doncow
        pisal...moze Stryjek nie ma racji...ale na razie nikt sie tym
        (przynajmniej w Polsce) naprawde nie zajal...chociaz wiele osob
        wypisuje banialuki na podstawie "przyjetych opinii" lub jakiegos pol
        zdania wyjetego z kontekstu...Niestety nawet moj ulubiony Filar
        powtarza za innymi bzdury o Doncowie...ale Filar jest dla mnie
        specem od historii najnowszej, zwlaszcza na Wolyniu...ale nie od
        doktryn politycznych...

        > Motyka nie uwzględnia ich. To jest tak, jak gdyby historyk pisał o
        > działalności Kościoła katolickiego, nie znając, nigdy nie
        sięgnąwszy
        > do Nowego Testamentu i do uchwał synodów tego Kościoła;

        No...trzymajac sie tej analogii - czy doktryna Kosciola Katolickiego
        odpowiedzialna jest na przyklad za zbrodnie inkwizytorow
        hiszpanskich? Moim zdaniem - nie....
    • liberum_veto OUN - ukraińska odmiana faszyzmu 23.12.07, 07:32
      Jednym z najważniejszych niedociągnięć recenzowanej książki jest
      brak charakterystyki i ocen formacji biorących udział w opisywanych
      wydarzeniach, jest pomijanie prawa międzynarodowego i prawa
      wewnętrznego państw, na terenie których miały miejsce opisywane
      zaszłości, brak jest analizy sytuacji geopolitycznej czasu
      opisywanych wydarzeń. Motyka opisuje zdarzenia tak, jak gdyby
      chodziło o równoprawne statusy stron, ich wzajemne zwalczanie się.
      Sytuacja opisywanego czasu była jasna: OUN powstała jako organizacja
      terrorystyczna, z czym się ona wcale nie kryła, dokonała ona na
      terenie II RP szeregu aktów sabotażu, morderstw politycznych,
      uprawiała terror indywidualny. Władze II RP miały prawo i obowiązek
      zwalczania wykonawców i organizatorów działań terrorystycznych UWO i
      OUN. W okresie okupacji hitlerowskiej ludność polska południowo-
      wschodnich obszarów II RP, mordowana w sposób planowy, z
      doktrynalnych pobudek, miała prawo oczekiwać pomocy ze strony
      partyzantki sowieckiej (w której większość stanowili Ukraińcy).
      ZSRR, jako członek koalicji antyhitlerowskiej, mimo wywózek z roku
      1940, mimo Katynia, mógł być traktowany jako mniejsze zło w
      porównaniu z panującym terrorem hitlerowskim i banderowskim.
      Tymczasem z opisów Motyki wynika, że dwie strony: polska
      i "ukraińska", jak równorzędne, nawzajem się zwalczały.
      Motyka, unikając kwalifikacji OUN, zignorował jedyny w literaturze
      światowej archiwalny dokument autorstwa działacza OUN, który
      (dokument) zaświadcza, że Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów w
      okresie międzywojennym była członkiem międzynarodówki faszystowskiej
      o nazwie "Zjazd zagranicznych nacjonal-socjalistycznych partii" z
      siedzibą w Stutgarcie, bo w takim przypadku musiałby on ustosunkować
      się do ukraińskiej odmiany faszyzmu w postaci zorganizowanej w OUN.
      Zwrócić uwagę należy na użycie przez Motykę nazwy stopnia wojskowego
      wobec jednego z dowódców OUN-UPA (płk Wasyl Kuk), chociaż poza
      organem państwowym nikt nie ma prawa nadawania takich stopni, to, że
      nadawała je OUN, nie upoważnia kogokolwiek do ich uznawania. W innym
      miejscu Motyka bez żenady informuje o nadaniu przez tzw. UHWR
      stopnia "generała" działaczowi banderowskiemu.
    • liberum_veto „Ukraińskie podziemie w II Rzeczypospolitej” 26.12.07, 09:32
      Już sam tytuł rozdziału ujawnia prymitywne postrzeganie przez Motykę
      wydarzeń: co to znaczy ukraińskie podziemie? Czy nie należało pisać
      o konkretnie ounowskim podziemiu? Członkowie OUN stanowili znikomy
      procent ludności ukraińskiej, nie można więc jej utożsamiać z nią.
      Poza tym, Ukraińcy zorganizowani stanowili poważny odsetek w KPZU,
      byli w UNDO. Nauka wymaga ścisłych sformułowań, a nie propagandowych.
      W rozdziale, z uporem godnym lepszej sprawy, Motyka, mając na myśli
      akcje terrorystyczno-sabotażowe Ukraińskiej Wojskowej Organizacji
      (UWO), pisze o "skali ukraińskich wystąpień", chociaż ich autorzy
      byli znani jako należący do wymienionej organizacji. W tym czasie,
      jak też w trakcie wyrzynania ludności polskiej przez OUN-UPA,
      zdecydowana większość ludności ukraińskiej Halicji (wspomniane akcje
      miały miejsce na jej terenie), często skoligacona z Polakami, nie
      popierała poczynań terrorystów.
    • liberum_veto faszyzm, a nie nacjonalizm 27.12.07, 17:57
      W podrozdziale „Powstanie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów
      (OUN)” Motyka, celem uniknięcia powiązania OUN od jej narodzin z
      faszyzmem, pisze że, gdy chodzi o powstającą OUN, jej ideologicznym
      orężem stała się coraz "modniejsza" w ówczesnej Europie ideologia
      nacjonalizmu. Kto chociaż trochę zna historię rozwoju myśli
      filozoficznych powojennej Europy, ten wie, że tam po I wojnie
      światowej zaczęły rodzić się idee faszystowskie, a nie
      nacjonalistyczne. Człowiek nauki ma obowiązek rzeczy nazywać po
      imieniu, nie może udawać się do kamuflowania rzeczywistości przez
      podmianę pojęć. Różnica między faszyzmem a nacjonalizmem jest
      wyraźna, i to mimo, że ukraińska odmiana faszyzmu nosi
      miano "nacjonalizmu", nacjonalizmy są różne, między nimi funkcjonuje
      nacjonalizm integralny, jako jedna z odmian faszyzmu.
      Wskazując, że za twórcę ideologii nacjonalizmu ukraińskiego uważa
      się Mykołę Michnowśkiego i nie ustosunkowując się do tego
      twierdzenia, Motyka ujawnia absolutne braki w rozróżnianiu
      pojęć "ideologii" i "celów politycznych". Dlatego Motyka nie widzi
      istoty ideologii nacjonalizmu ukraińskiego. Jest to, niestety, cecha
      właściwa wielu historykom polskim, nie wyłączając profesorów Tomasza
      Strzembosza, Władysława Serczyka i innych. Tutaj należy powtórzyć:
      brak znajomości zasad ideologicznych i założeń programowych ruchu
      ideologiczno-politycznego czyni niemożliwym poznanie przyczyn,
      przebiegu i motywów działania formacji i członków takiego ruchu.
      Brak znajomości ideologii i programów OUN u Motyki jest przyczyną,
      dla której jego książka nie może być uznana za pracę naukową.
    • liberum_veto całkowite usunięcie wszystkich "najeźdźców" 05.01.08, 13:08
      Skoro Motyka wspomniał o Jarosławie Stećce, to, w kontekście
      ideologii nacjonalizmu ukraińskiego, winien był (gdyby znał zasady
      tej ideologii) wskazać na ideologiczne stanowisko tegoż, gdy on,
      jako "premier (banderowskiego) rządu ukraińskiego", w 1941 r. "stał
      na stanowisku wyniszczenia Żydów oraz celowości przeniesienia na
      Ukrainę niemieckich metod eksterminacji żydostwa". Ujawniający to
      stanowisko dokument (własnoręcznie pisany przez J. Stećkę życiorys)
      jest opublikowany, przełożony na język polski.
      Motyka tylko wyrywkowo powołuje się na założenia polityczne, w tym
      na postanowienie założycielskiego Kongresu OUN, przewidujące
      całkowite usunięcie wszystkich najeźdźców z ziem ukraińskich, ale w
      żaden sposób nie wiąże tej części uchwały z praktyką OUN na Wołyniu
      i w Halicji w latach 1943-1944, nie dokonuje analizy logicznej i
      lingwistycznej tej, tak tragicznej w skutkach, części uchwały.
      Motyka, chociaż pisze o "ukraińskich ziemiach etnograficznych" w
      rozumieniu OUN, charakteryzuje je ogólnikowo, nie wskazuje na
      wypływające z tej części uchwały zagrożenia dla państw sąsiadujących
      z Ukrainą, w tym dla Polski.
      Przytaczając "Dekalog nacjonalisty ukraińskiego", Motyka nie
      wskazuje na autorstwo Dmytro Doncowa w odniesieniu do ideologicznej
      inwokacji do niego. Motyka głęboko myli się,
      określając "nacjokrację" jako "rządy narodu". "Nacjokracja"
      Sciborśkiego nie miała nic wspólnego w "rządami narodu", na jej
      czele miał stać "wódz", który miał mieć do dyspozycji "mniejszość
      inicjatywną", a "naród ukraiński" miał być traktowany
      jako "tłum", "czerń" itp.
    • liberum_veto usługi wywiadowcze dla wrogów Polski 08.01.08, 07:31
      Tamże Motyka cytuje treści piosenek OUN, z których wynika, że Polacy
      znęcali się nad Ukraińcami, gnębili ich w więzieniach i z tego
      powodu wzywali do rozprawy nad gnębicielami. Motyka nie
      ustosunkowuje się do tych zaszłości, choć powinien. Przede wszystkim
      piosenki te nie były popularne, poza tym, co najważniejsze, nie
      odzwierciedlały one prawdziwego stanu rzeczy, bo ludność ukraińska
      (wbrew twierdzeniom warszawskiego „Naszego Słowa” i prof. Wołodymyra
      Serhijczuka) nie była gnębiona, Polacy nie zaprzęgali ich do pługa,
      nie orali nimi, również warunki więzienne w II RP, w tym w takich
      surowych zakładach karnych, jak Wronki, były wręcz łagodne. O tym
      Motyka powinien był napisać po cytatach słów ounowskich piosenek, a
      nie pisząc o tym, Motyka faktycznie zgadza się z tekstami piosenek.
      W podrozdziale „Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów w Polsce”
      Motyka wspomniał tylko, że główny twórca OUN, Jewhen Konowalec,
      bezpośrednio po zakończeniu I Kongresu OUN udał się do USA i Kanady,
      skąd pochodziła duża część pomocy finansowej dla organizacji.
      Konowalec nie pojechał do Ameryki Północnej, by podziękować
      ukraińskiej diasporze za pomoc finansową, bo ona do tego czasu (1929
      rok) nie była istotną dla powstałej OUN. Kontynuując działania UWO,
      finanse na swe utrzymanie czerpała z innych źródeł, mianowicie z
      zapłat za usługi wywiadowcze od wrogich Polsce państw, czego Motyka
      nie może nie wiedzieć. J. Konowalec pojechał do USA i Kanady, by
      stworzyć tam nie tylko finansowe zaplecze dla OUN, on pojechał za
      ocean, by stworzyć placówki OUN: w USA powstała "Orhanizacija
      Derżawnoho Wyzwołennia Ukrajiny", a w Kanadzie "Ukrajinśke
      Nacionalne Objednannia". Formalnie miały one charakter organizacji
      społecznych, faktycznie zaś były to (i są nadal) zakamuflowane
      struktury OUN, które stanowią bazę działalności ukraińskiego ruchu
      nacjonalistycznego – przeprowadzając tam "zbory" OUN, usadawiając
      się we władzach zachodnich państw, tworząc nacjonalistyczne
      ośrodki "naukowe" itp. Przykładem tego z roku 2006 jest w USA z-ca
      sekretarza stanu d/s Europy Wschodniej Paula Dobriansky, córka
      działacza banderowskiego. Bez tej bazy nacjonalizm ukraiński, OUN,
      będąca członkiem międzynarodówki faszystowskiej, której formacje
      wzięły udział w rozpętaniu II wojny światowej, nie przeżyłaby. Tych
      aspektów wyjazdu J. Konowalca w 1929 roku do USA i Kanady Motyka nie
      zauważa, albo o nich nie wie, bo, jak widać, nie mieszczą się one u
      niego w obrazie zbrodniczej, faszystowskiej, OUN.
    • liberum_veto Co to jest „pacyfikacja”? 15.01.08, 11:04
      Opisując tzw. "pacyfikację" niektórych, podejrzanych o dokonywanie
      akcji terroru i sabotażu, wsi ukraińskich w Halicji, Motyka
      przytacza opinie o niej zarówno Władysława Pobóg-Malinowskiego, jak
      i Petro Mirczuka, ale nie formułuje swojej o niej oceny, co robi
      wrażenie, że utożsamia się ze stanowiskiem ukraińskich
      nacjonalistycznych autorów w tym zakresie. Przede wszystkim operując
      ounowskim pojęciem "pacyfikacja", Motyka powinien był wskazać, że
      nie jest ono adekwatne do semantyki tego słowa. Pacyfikacją jest
      zbrojne uśmierzanie buntów, niepokornej ludności itp., "pacyfikacja"
      w ujęciu Motyki w odniesieniu do akcji przeciwounowskiej z 1930
      roku, nie ma żadnej analogii z pacyfikacjami hitlerowskimi, w
      których udział brała też banderowska ukraińska policja pomocnicza
      (patrz przykładowo: Kortelisy). Motyka nie ustosunkowuje się do
      przeciwstawnych twierdzeń co do tego – były ofiary śmiertelne
      opisywanej "pacyfikacji", czy ich nie było.
      Ważnym w tym zakresie są ustalenia w literaturze przedmiotu, że
      takich ofiar nie było. Bez tego ustosunkowania się można wyciągać
      wniosek, że w toku "pacyfikacji" władze Polski mordowały ludzi. Poza
      tym Motyka powinien był ustosunkować się do prawa Państwa Polskiego
      i międzynarodowego z tego okresu, zgodnie z którym Halicja była
      częścią Państwa Polskiego, jej mieszkańcy z mocy prawa byli
      obywatelami polskimi, a obywateli obowiązuje lojalność wobec
      państwa, państwo ma prawo i obowiązek przeciwdziałać terrorowi i
      sabotażowi, a że w tym przypadku przekroczyło granice prawa, to
      tylko w tym zakresie (w jakim?) winno ono być obwiniane. Motyka
      poszedł jednak po linii ukraińskiej nacjonalistycznej literatury,
      przedstawiając zakres i przebieg "pacyfikacji". W pracy mającej
      pretensje do naukowej nie można usprawiedliwiać jednej strony
      opisywanej konfrontacji, a drugą obarczać całą winą, nauka ma to do
      siebie, że ma być obiektywną, w tym przypadku należało dokonać oceny
      działań terrorystyczno-sabotażowych UWO-OUN, a także przedstawić w
      obiektywnym świetle poczynania władz polskich.
      Motyka, pisząc że fala aresztowań [pierwszej połowy lat
      trzydziestych – W.P.] nadwyrężyła OUN, ale nie złamała jej
      kręgosłupa, w sposób wręcz żenujący powtarza ounowskie oceny skutków
      tych zaszłości. Opisując dokonany w 1938 roku zamach na J.
      Konowalca, Motyka błędnie pisze o tym, że był on dziełem GPU, to
      znaczy "Gosudarstwiennowo Politiczeskowo Uprawlenija", które już w
      1934 roku zostało zlikwidowane, a jego funkcje przejęło NKWD.
    • liberum_veto Kto czekał na wojnę? 23.01.08, 17:24
      W podrozdziale „Uderzenie Niemiec na Polskę. Postawy ukraińskiej
      społeczności wobec agresji” Motyka, uogólniając, pisze że Ukraińcom
      mogło się wydawać, iż długo oczekiwana wojna przyniesie im uzyskanie
      niepodległości. Jest to przykład powtarzania przez Motykę ocen
      ukraińskich nacjonalistycznych autorów, co bowiem
      oznacza "Ukraińcom"? Jakim Ukraińcom? Tym z OUN? Jeżeli tak, to
      Motyka winien ustosunkować się do tego poglądu. Jakie warstwy
      Ukraińców długo oczekiwały na wojnę? Z postaw władz Niemiec, w
      szczególności Adolfa Hitlera, nigdy nie mogła wyniknąć nadzieja OUN
      na uzyskanie niepodległości przez Ukrainę, twierdzenie o możliwości
      uzyskania dzięki Niemcom hitlerowskim przez Ukrainę niepodległości
      pochodzi z propagandy OUN. Poza tym: masy ukraińskie chciały pokoju,
      a nie wojny. Niezależnie od tego – wśród Ukraińców Wołynia i Halicji
      było więcej zwolenników komunizmu, niż nacjonalistów w rozumieniu
      OUN. Czym więc, jak nie nienaukowością Motyki, tłumaczyć jego
      sformułowania o tym, że "Ukraińcom" mogło się wydawać itd. Co to
      znaczy, na czym oparte, z czego wynika to mogło się wydawać? To samo
      dotyczy twierdzenia, że doszło do dywersji, zorganizowanych przez
      Ukraińców. Motyka, w ślad za ukraińską nacjonalistyczną literaturą,
      utożsamia "Ukraińców" z członkami OUN. W jakim celu? Z jakiego
      powodu? Jest to następstwo ignorancji Motyki, czy świadome
      naśladowanie propagandy OUN?
      Przy tym temacie Motyka, prócz opisów dywersji OUN we wrześniu 1939
      r., powinien był ustosunkować się do tego, czy były one
      spontaniczne, czy nakazane, dlaczego miały one stosunkowo wąski
      zakres? Znane są ustalenia, że powstanie na tyłach armii polskiej
      (na południowo-wschodnich terenach II RP), w wykonaniu zadania
      Niemiec, miało wybuchnąć po ataku Niemiec na Polskę, ale pierwotne
      plany i zadania OUN pokrzyżował pakt Ribbentrop-Mołotow.
      Eksponowanie przez Motykę wątpliwych faktów co do tego, że w toku
      akcji OUN na tyłach wojsk polskich członkowie OUN zdobyli czołg,
      osiem samolotów, siedem dział, 23 ciężkie i osiemdziesiąt lekkich
      karabinów maszynowych, 3757 karabinów, 3445 pistoletów, 25
      samochodów, bez ustosunkowania się do nich, zakrawa na pochwałę tej
      OUN. Udział ounowskiego Legionu Suszki w agresji Niemiec na Polskę
      ma ogromne polityczne znaczenie: OUN wzięła udział w rozpętaniu II
      wojny światowej. Tego Motyka nie zauważa, ograniczając się do
      wskazania, że ten Legion w zasadzie nie brał udziału w walkach.
      Świadczy to o nienaukowości autora recenzowanej książki.
    • liberum_veto nieznajomość terminologii 01.02.08, 06:25
      A Abwehry nie było?
      W pierwszym podrozdziale rozdziału „Organizacja Ukraińskich
      Nacjonalistów w latach 1939-1941” („Sytuacja na terenach okupowanej
      Polski”wink Motyka ujawnia nieznajomość rzeczy w zakresie terminologii:
      tereny zajęte przez ZSRR nie pozostawały pod okupacją, one zostały
      anektowane, okupacja dotyczy tylko terytoriów Polski zajętych przez
      Niemcy. Między "aneksją" a "okupacją" istnieje różnica, którą Motyka
      powinien znać. Niepełną, a przez to nieobiektywną, jest informacja o
      skierowaniu członków Legionu R. Suszki na szkolenie do Zakopanego.
      Ta szkoła w Zakopanem ma szeroką (ounowską melnykowską) literaturę,
      z której wynika, że przygotowywała ona przyszłych zbirów (inaczej
      tego nazwać nie można) formalnie do prowadzenia wywiadu i
      kontrwywiadu na rzecz Niemiec, faktycznie zaś dla wprowadzania w
      życie polityki eksterminacyjnej Niemiec. W tej szkole jedną z
      głównych sił "pedagogicznych" był przyszły twórca UPA, Mykoła
      Łebed', onże przyszły agent służb specjalnych USA.
      Nie ma nic wspólnego z rzeczywistością przytoczenie twierdzenia o
      tym, że jesienią 1939 roku masom ukraińskim wydawało się,
      że "program OUN" jest bliski zrealizowania, a sama OUN jest jedynym
      czynnikiem, który prowadzi naród ukraiński po właściwej drodze.
      Jeżeli została sformułowana taka ocena przez ukraińskich
      nacjonalistycznych polityków, to nie znaczy, że odpowiada ona
      faktycznemu stanowi rzeczy, w książce mającej pretensje do naukowej
      należało to twierdzenie (skoro zostało zacytowane) przeanalizować i
      ustosunkować się do niego. Trzeba było ustosunkować do problemu –
      czy droga faszyzmu jest drogą właściwą dla Ukrainy? Poza tym, jak
      widać, Motyka nie ma rozeznania co do stanu "narodu ukraińskiego",
      on chyba nie wie, że ten naród do dziś nie uformował się w nację w
      rozumieniu współczesnych nacji europejskich – polskiej, niemieckiej,
      francuskiej, rosyjskiej, czeskiej itp., bowiem, jak widać z jego
      publikacji, nigdy nad tym problemem nie zastanawiał się od strony
      naukowej, używa terminologii z zasobów propagandy, szczególnie
      banderowskiej.
      • tomekk46 Re: nieznajomość terminologii 01.02.08, 08:54
        wlasnie przez te 15 lat chyba juz do konca uformowal sie narod ukrainski.jakiego
        bys mlodego mieszkanca ukrainy(nie wazne czy mowi po ukrainsku czy po rosyjsku)
        zapytal kim jest to ci odpowie ze ukraincem.i kazdy chce niepodleglej ukrainy.
      • pisz_pan_na_berdyczow Re: nieznajomość terminologii 01.02.08, 11:29
        liberum_veto napisał:

        > Polski”wink Motyka ujawnia nieznajomość rzeczy w zakresie
        terminologii:
        > tereny zajęte przez ZSRR nie pozostawały pod okupacją, one zostały
        > anektowane, okupacja dotyczy tylko terytoriów Polski zajętych
        przez
        > Niemcy. Między "aneksją" a "okupacją" istnieje różnica, którą
        Motyka
        > powinien znać.

        Niemcy tez anektowaly czesc polskiego terytorium. Okupacja dotyczyla
        tylko ziem Generalnej Guberni.
      • pisz_pan_na_berdyczow Re: nieznajomość terminologii 01.02.08, 11:35
        liberum_veto napisał:


        > widać, Motyka nie ma rozeznania co do stanu "narodu ukraińskiego",
        > on chyba nie wie, że ten naród do dziś nie uformował się w nację w
        > rozumieniu współczesnych nacji europejskich – polskiej,
        niemieckiej,
        > francuskiej, rosyjskiej, czeskiej itp.,

        Moim zdaniem uformowal sie duzo wczesniej niz narod rosyjski. To co
        trwa dluzszy czas to wedlug mnie nie "formowanie sie" lecz
        asymilacja pokrewnych ludow.
    • liberum_veto unik analizy faszystowskiego charakteru OUN 08.02.08, 07:24
      Tylko pobieżnie Motyka wspomniał o powstaniu, melnykowskiej
      proweniencji, Ukraińskiego Komitetu Centralnego (UCK) i jego
      ekspozytur terenowych w postaci Ukraińskich Komitetów Dopomogowych
      (UDK). Autor nie wspomniał o przyznanym nawet przez "przywódcę" UCK
      W. Kubijowycza faktu, że ten Komitet był finansowany z kasy Abwehry,
      że była to organizacja współdziałająca z wywiadem niemieckim, która
      depolonizowała tzw. "Zacurzonie", której działalność w znacznej
      mierze doprowadziła do pogłębienia uprzedzeń ludności ukraińskiej do
      Polaków. Niezorientowany czytelnik po lekturze recenzowanej książki
      może nawet porównywać działającą w Generalnej Guberni polską,
      rzeczywiście charytatywną, Radę Główną Opiekuńczą, z politycznym,
      prohitlerowskim UCK. Niedopowiedzenia w takiej dziedzinie świadczą o
      stronniczości Motyki.
      Zastanawiającym jest fakt, że Motyka omawia tylko banderowski II
      (krakowski) Wielki Zbór Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów
      (WZOUN), odbyty w kwietniu 1941 roku w Krakowie, nie wspomina
      natomiast II (rzymskiego) Wielkiego Zboru Ukraińskich Nacjonalistów
      (WZUN), odbytego w Rzymie przed rozłamem w OUN, w przeddzień agresji
      Niemiec na Polskę, w sierpniu 1939 r. To przemilczanie, znając
      tendencje Motyki do wybielania OUN, można interpretować jako unik
      analizy faszystowskiego charakteru OUN, bowiem Zbór ten cechował
      wyraźnie faszystowski charakter. Informacja Motyki o utworzeniu
      przez OUN Bandery przy pomocy Abwehry batalionów "Nachtigall"
      i "Roland" wprowadza w błąd, bowiem te bataliony były utworzone nie
      tylko przy pomocy Abwehry, ale w ramach tej wywiadowczo-dywersyjnej
      formacji Wehrmachtu, nazwa niemiecka tego pierwszego batalionu
      brzmiała „Sondergruppe Nachtigall”, a więc nie była to zwykła
      jednostka wojskowa.
    • krouk stek bzdur 08.02.08, 09:54
      "stek bzdur" - tak właśnie trzeba nazwać zamieszczaną tu w odcinkach
      recenzję książki "Ukraińska partyzantka 1942-1960" Grzegorza
      Motyki. Tytuł wątku jest kompletnie bez sensu, bowiem wspomniane
      dzieło p. Motyki jest właśnie zaprzeczeniem zarówno ignorancji jak i
      cynizmu.
      • liberum_veto stek bzdur??? 09.02.08, 12:34
        A w czym konkretnie prof. Poliszczuk nie ma racji? O ignorancji
        Motyki świadczy już sam tytuł tej książki. Nie można mówić o UPA w
        kategoriach partyzantki. Zacytuję tu jeszcze raz prof. Poliszczuka:

        "uczestnicy utworzonych przez OUN Bandery formacji zbrojnych w
        postaci tzw. Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) nie
        byli "partyzantami", partyzantami nauka nie może nazywać ludzi,
        którzy w drodze terroru zostali włączeni do UPA,
        takich "zmobilizowanych" było w niej około 90%."

        A cynizm Grzegorza M. polega na tym, że w swojej pracy świadomie
        przyjmuje banderowski punkt widzenia, banderowską terminologię.
        Posługuje się argumentami przejętymi wprost z banderowskiej
        propagandy. Nie ma to nic wspólnego z obiektywizmem i naukowym
        podejściem do tematu. Ale Motyka wie, gdzie są konfitury. Obliczone
        to jest na poklask środowisk związanych z polskojęzyczną "gazetą",
        zatrudniającą Myrona Czecha, Pawło Smoleńskiego i innych tego
        typu "patriotów". Dla nich staje się prawdziwym mentorem,
        niekwestionowanym "autorytetem" w dziedzinie stosunków polsko-
        ukraińskich. Tak robi się w Polsce karierę naukową. Na zakłamywaniu
        historii i zaprzaństwie narodowym. Ordynarny cynizm. Ale Instytut
        Historii PAN, a potem pewnie i profesura zapewnione.
        • tomekk46 Re: stek bzdur??? 09.02.08, 13:25
          a walki po wojnie to co to jest?jak nie partyzantka.no ale w sumie przez swoich
          przecwinkow partyzanci sa nazywanie bandytami z lasu,terrorystami.skad my to znamy.
    • liberum_veto powtarza twierdzenia banderowskiej propagandy 21.02.08, 06:49
      Nieprecyzyjne są rozważania Motyki w zakresie wydarzeń
      poprzedzających proklamację tzw. "Aktu 30 czerwca 1941 r.", to
      znaczy banderowskiego proklamowania "państwa ukraińskiego", z
      których wynika, że podstawowe wówczas pytanie zadawane w szeregach
      ukraińskich nacjonalistów nie brzmiało "Czy Niemcy utworzą państwo
      ukraińskie", ale "jakie, kiedy i pod czyim kierownictwem?". Jeżeli
      nawet taki dylemat istniał w środowiskach ukraińskich nacjonalistów,
      to Motyka winien się był do niego ustosunkować, bowiem znając „Mein
      Kampf” Hitlera nie mogły w stosunku do Ukrainy mieć miejsca
      jakiekolwiek rozważania co do utworzenia państwa ukraińskiego,
      chociażby na wzór Słowacji czy Chorwacji, które nie były celem
      utworzenia na ich terytoriach hitlerowskiego Lebensraum. Motyka nie
      jest samodzielny w analizie zaszłości, powtarza twierdzenia
      ukraińskiej nacjonalistycznej propagandy.
      Nie stać go na samodzielne konstatacje, na przykład powtarza za
      banderowską propagandą, że S. Bandera i J. Stećko znaleźli się w
      pierwszych dniach lipca 1941 r. w Berlinie w areszcie domowym.
      Pojęcie "aresztu domowego" jest jednoznaczne – delikwentowi aresztu
      domowego nie wolno opuszczać zajmowanego lokalu. Z książki, na którą
      powołuje się Motyka, wyraźnie wynika, że Bandera i Stećko, po
      otrzymaniu do swej dyspozycji w Berlinie luksusowej willi, swobodnie
      poruszali się po obszarze Wielkiego Berlina. Można więc tylko mówić
      o niemieckim zakazie opuszczania Berlina przez Banderę i Stećkę, a
      nie o ich "areszcie domowym". Przyznać trzeba Motyce, że używa on
      sformułowania "areszt domowy", podczas gdy banderowska propaganda
      mówi tylko o "areszcie" Bandery i Stećki. Powyższe nie może być
      traktowane jako sprawa błaha, ono bowiem świadczy o faktycznym
      stosunku władz niemieckich do przywódców OUN.
    • mat120 Wiktor Poliszczuk 21.02.08, 19:27
      Prawosławny Ukrainiec, urodzony na Wołyniu. Czy się to komuś podoba
      czy nie, ma najwięcej do powiedzenia o ukraińskim nacjonaliźmie,
      jego istozie i zbrodniach. W latach dziewięcdziesiątych, korzystając
      z pomocy prominentnego polityka gruntownie przebadał archiwa
      ukraińskie. Zrobił tysiące kopii dokumentów, które cytuje w swoich
      pracach. Archiwa państwoe w Kijowie, w Równem i innych
      miejscowościach zostały wtedy przez niego dośc dokładnie
      spenetrowane. Zbadał zbiór mikrofilmów archiwum moskiewskiego
      /znajdujący się w Robarts Research Library w Toronto/, fotokopie
      dokumentów z Archiwum Akt Dawnych w Warszawie, kopie dokumentów
      przekazanych autorowi przez innych naukowców, relacje ponad tysiąca
      świadków wydarzeń i inne materiały. Sekowany wśród "poprawnych
      politycznie" historyków, zaangażowanych w "poprawianie" historii
      i wybielanie OUN-UPA, a tworzących w zamian różne historyczne
      potworki.
      Żaden z polskich historyków, zajmujących sie tą tematyką nigdy nie
      miał dostępu do tak dużej ilości dokumentów. Cytowany również przez
      G. Motykę w ostatniej jego książce "Ukraińska partyzantka..."
      O ile wiem jedyny zarzut jaki postawił ten ostatni W. Poliszczukowi
      to wydanie jednej z jego książek przez KPU oraz, że był
      "komunistycznym" prokuratorem. Jak na historyka zarzuty dośc
      śmieszne i niepoważne.
    • liberum_veto zarzut stronniczości na korzyść OUN 28.02.08, 06:30
      Nie do końca prawdziwie pisze Motyka o "grupach pochodnych" obu
      frakcji OUN. Autor zna książkę Jewhena Stachowa, kierownika jednej z
      (banderowskich) "grup pochodnych", na którą powołuje się, a z niej
      wynika, że Ukraińcy "podsowieckiej" Ukrainy, inteligencja ukraińska
      tego obszaru, wyraźnie odrzucali wszelkie podteksty faszystowskie w
      OUN, Ukraińcy Wielkiej Ukrainy nie podjęli znaczącej współpracy z
      tymi grupami, co – zgodnie z prawdą – należało podkreślić, a tego
      Motyka nie czyni, co usprawiedliwia zarzut jego stronniczości na
      korzyść OUN. Wynika to chociażby z faktu, że Motyka o jednym z
      przywódców OUN-UPA pisze, że był to legendarny dowódca UPA w
      Karpatach. Dlaczego i dla kogo "legendarny"? Że kierował, zgodnie z
      uchwałą OUN Bandery, operacją oderwania południowo-wschodnich
      powojennych terytoriów Polski celem utworzenia na nich przyczółka
      ukraińskiego państwa faszystowskiego typu, czy za efektywne
      kierowanie sprzeciwem wobec przesiedlania ludności ukraińskiej na
      Ukrainę, palenie wsi, mordowanie członków komisji przesiedleńczych?
      • wianuszek_kresowy Re: zarzut stronniczości na korzyść OUN 28.02.08, 07:06

        liberum_veto napisał:

        > Nie do końca prawdziwie pisze Motyka o "grupach pochodnych" obu
        > frakcji OUN. Autor zna książkę Jewhena Stachowa, kierownika jednej
        z
        > (banderowskich) "grup pochodnych", na którą powołuje się, a z niej
        > wynika, że Ukraińcy "podsowieckiej" Ukrainy, inteligenc ukraińska
        > tego obszaru, wyraźnie odrzucali wszelkie podteksty faszystowskie
        w
        > OUN, Ukraińcy Wielkiej Ukrainy nie podjęli znaczącej współpracy z
        > tymi grupami, co – zgodnie z prawdą – należało podkreślić, a tego
        > Motyka nie czyni, co usprawiedliwia zarzut jego stronniczości na
        > korzyść OUN.


        Co prawda stracilem zaufanie do GM, ale moze liberum wyjasni kogo
        autor cytowanego fragmentu uwazal za inteligencje
        Ukrainy "podsowieckiej", czy ma na mysli bylych wojskowych jak
        Panwitz, czy moze uwaza, ze w 1941 roku byla tam inteligencja,
        oprocz tej no.... wladzy proletariatu, produktu glodu i terroru
        stalinowskiego.
        Liberum jak sie nazywa debil, ktorego cytowales?
        • liberum_veto Re: zarzut stronniczości na korzyść OUN 28.02.08, 10:42
          Zapewne masz rację. Stachow się pomylił, bredzi coś o tzw.
          ukraińskiej "inteligencji". To przejaw tzw. myślenia życzeniowego
          (wishful thinking), nie mającego nic wspólnego z rzeczywistością. Na
          Ukrainie nigdy nie było prawdziwej inteligencji. Tylko zwykły
          motłoch, pospólstwo, określane przez ideologów OUN jako "czerń"
          ew. "bydło".
          I niewiele się w tym temacie zmieniło. Dziś też na Ukrainie rządzą
          tzw. ełyty kołchozowe smile
            • liberum_veto Re: zarzut stronniczości na korzyść OUN 28.02.08, 15:44
              Już pisałem. Autorem recenzji jest dr hab. Wiktor Poliszczuk,
              wybitny ukraiński naukowiec, specjalizujący się w badaniach
              ideologii nacjonalizmu ukraińskiego jako odmiany faszyzmu
              www.polonialife.ca/kto_poliszczuk.htm
              Odznaczony w 1998 r. przez Kongres Polonii Kanadyjskiej, Zarząd
              Główny, Złotą Odznaką Zasługi za działalność na rzecz Polonii.
              Urodził się 10 października 1925 r. w Dubnie, na Wołyniu z ojca
              Bartłomieja, Ukraińca i matki Janiny, Polki. Rodzice zawarli ślub w
              prawosławnej cerkwi i wychowali swe dzieci w duchu chrześcijańskim,
              patriotyzmu ukraińskiego, poszanowania członkow innych narodowości
              oraz lojalności wobec Polski.
              W 1939 r. jego ojciec - wójt gminy Dubno zostal aresztowany przez
              bolszewików a w kwietniu 1940 r. rozstrzelany na podstawie decyzji
              Biura Politycznego WKP(b) ze Stalinem na czele. Wiktor z matką i
              siostrami został deportowany na Sybir. Tam pracował przy budowie
              kolei. W listopadzie 1944 r. rodzinę przetransportowano na tereny
              Wschodniej Ukrainy a stamtąd, w marcu 1946 r. do Polski.
              Ukończył Liceum Pedagogiczne i pracował jako nauczyciel, a po
              ukończeniu w 1955 r. studiów prawniczych na Uniwersytecie
              Wrocławskim, pracował po kolei jako prawnik i adwokat. Obronił pracę
              doktorską na temat ideologii nacjonalizmu ukraińskiego.

              Napisał trzy obszerne eseje:
              "Prawa człowieka w teorii i praktyce ZSRR",
              "Prawa narodów w teorii i praktyce ZSRR"
              i "Zarys anatomii bolszewizmu",
              które nielegalnie były rozpowszechniane w Polsce w maszynopisach.

              W Kanadzie od 1981 r. Początkowo pracuje jako korektor techniczny w
              ukraińskim tygodniku w Toronto i przez 8 miesiecy w Scranton, w
              Stanach jako redaktor tygodnika ukraińskiego. Następnie podjął
              badania nad problemem nacjonalizmu ukraińskiego.

              Jest autorem następujacych książek w jęz. polskim:
              "Gorzka prawda"
              "Ideologia nacjonalizmu ukraińskiego"
              "Apokalipsa według Wiktora Ukraińca"
              "Fałszowanie historii najnowszej Ukrainy"
              "Ocena polityczna i prawna OUN i UPA"
              "Akcja Wisła - próba oceny"
              "Zginęli z rąk ukraińskich"
              "Pojęcie integralnego nacjonalizmu ukraińskiego"
              "Ukraińskie ofiary OUN-UPA"
              "Integralny nacjonalizm ukraiński jako odmiana faszyzmu"
    • liberum_veto Ukrywanie zbrodni 06.03.08, 06:36
      Motyka niejako na marginesie wydarzeń mówi o tym, że
      batalion "Nachtigall" dokonał co najmniej jednego pogromu
      żydowskiego, nic nie wspominając o jego roli w aresztowaniach
      polskich uczonych we Lwowie, tylko mimochodem wspomina o
      przekształceniu obu banderowskich batalionów ("Nachtigall"
      i "Roland") na 201. batalion policji, który pod dowództwem generała
      Ericha von dem Bach-Zelewskiego pacyfikował, to znaczy mordował
      ludność, palił wsie na pograniczu białorusko-ukraińskim. Tymczasem
      Motyka powtarza za obrońcami banderowców, że ten batalion został
      skierowany do ochrony ważnych obiektów (mostów, sztabów itp.) oraz
      do akcji przeciwpartyzanckich ... Prawdopodobnie ofiarą 201.
      batalionu padała nierzadko ludność cywilna. Rzeczą dotychczas
      niewyjaśnioną jest ewentualny udział batalionu w pacyfikacji
      białoruskich wsi. Tak mówi Motyka, bo dla niego nie istnieją
      niebanderowskie dowody zbrodni tego batalionu, a jest przecież w
      literaturze dokładny opis pacyfikacji w pełnym znaczeniu tego słowa
      jednej ze wsi na pograniczu białorusko-ukraińskim. Motyka nie mówi
      wyraźnie, że banderowcy z tego batalionu zostali wezwani przez OUN
      Bandery do tworzonej przez nią UPA, w której stanowili trzon
      wyższych dowódców, z Romanem Szuchewyczem na czele.
      (dr hab. Wiktor Poliszczuk)
    • liberum_veto udział OUN w wyniszczaniu Żydów 13.03.08, 07:16
      Dla Motyki dotąd niejasną sprawą jest udział OUN w pogromach Żydów.
      Dla niego, jak się okazje, nie jest wiarygodny niemiecki dokument, z
      którego jednoznacznie wynika zobowiązanie przywódcy OUN Bandery,
      Mykoły Łebedia, wobec wysokiej rangi funkcjonariusza hitlerowskiego
      we Lwowie z lipca 1941 r. co do sprzyjania OUN w zakresie
      wyniszczania Żydów, nie ma znaczenia stanowisko J. Stećki
      (pierwszego z-cy S. Bandery) co do tego, że on, jako "premier"
      powołanego przez banderowców "rządu" (30 VI 1941 r.) jest "za
      przeniesieniem na Ukrainę niemieckich metod eksterminacji Żydów".
      Przy tym wszystkim Motyka nie omieszkał napisać, że "Ukraińcy" (nie
      ounowcy, a właśnie Ukraińcy") podpalili synagogę w Dobromilu itd.,
      aby, nie mogąc zaprzeczyć faktom, winą obarczyć "Ukraińców",
      uwalniając od niej OUN. Tym samym celem Motyka kieruje się
      niewątpliwie, pisząc o "ukraińskich bojówkarzach" w kontekście
      pogromów żydowskich, zamiast pisać zgodnie z prawdą, że byli to
      banderowscy (bardziej prawdopodobne) lub melykowscy bojówkarze, bo
      przecież nie sowieccy. Motyka pisze, że brak jest dowodów na odgórne
      organizowanie [żydowskich pogromów – W.P.] przez kierownictwo OUN.
      Motyka przytacza wypowiedź Stepana Łenkawśkiego: „Jeśli chodzi o
      Żydów, zastosujemy wszystkie metody, jakie służą do ich
      zniszczenia”, ale zaraz po niej mówi: „Niezależnie od tego czy
      Łenkawśkiemu chodziło o fizyczną likwidację, czy raczej o
      wypędzenie, jego wypowiedź brzmi złowróżbnie”. Nie można nie być w
      takich przypadkach sarkastycznym: czy Motyka nie rozumie semantyki
      słowa "zniszczenie", usiłując zastąpić je słowem "wypędzenie", a
      więc czy on ma braki w wykształceniu ogólnym podstawowym, czy też
      inne przyczyny nim kierują? Niezależnie od powiedzianego trzeba na
      marginesie Motyce przypomnieć (ma to związek również z eksterminacją
      ludności polskiej przez OUN-UA), że dotychczas brak jest rozkazu
      Hitlera na piśmie co do wyniszczania ludności żydowskiej.
      (dr hab. Wiktor Poliszczuk)
      www.myslpolska.org/?article=109
      • tomekk46 Re: udział OUN w wyniszczaniu Żydów 13.03.08, 12:29
        no wlasnie.kilka dni temu yad vashem wydalo oswiadczenie ze szuchewycz nie ma
        nic wspolnego z mordami na zydach i nie bral udzialu w pogromach i ze nie ma
        zadnych dokumentow na to i relacji.to jak to jest?
        ukrainsko-zydowski spisek.moze mysla polska albo radio ma ryja ma jakies
        dokumenty a moze kalinowski?
        • tomusniepiskaj Re: udział OUN w wyniszczaniu Żydów 13.03.08, 17:24
          tomekk46 napisał:

          > no wlasnie.kilka dni temu yad vashem wydalo oswiadczenie ze szuchewycz nie ma
          > nic wspolnego z mordami na zydach i nie bral udzialu w pogromach i ze nie ma
          > zadnych dokumentow na to i relacji.to jak to jest?
          to jest tak tomus jad wasem ino w swintej ziemi siedzi i nikaj samomu sie nie wybiro coby prowdem poznoc i tymu takie loswiadczenia pise jak by se tak z ludzmi pogodolo toby prowde znalo
          > ukrainsko-zydowski spisek.moze mysla polska albo radio ma ryja ma jakies
          > dokumenty a moze kalinowski?
          a na co ci tomus dokumenta ? ano wes se lopatke i pogzeb kole kijowa gdzie babi jar jest bliziuchno i sam se bez jad wasem obacys
    • liberum_veto OUN nigdy nie miała zamiaru pojednania z Polakami 20.03.08, 07:24
      Znając ukierunkowanie celów i działalności OUN, do politycznych
      zabiegów trzeba zaliczyć podaną przez Motykę informację co do tego,
      że niektóre kroki OUN można interpretować jako próbę wyciągnięcia
      ręki do Polaków, i to niezależnie od czasu i okoliczności wydarzeń:
      OUN nigdy, do chwili obecnej (chyba, że pozornie, ze względów
      taktycznych) nie miała w zamiarze pojednania z Polakami. Taka
      informacja służy nie ustaleniu rzeczywistych zaszłości, ona ma na
      celu dezinformowanie czytelnika co do stosunków między OUN a Polską.
      Wydarzenia, kierowane przez OUN Bandery w odniesieniu do
      organizowanych, planowych, kierowanych, dokonywanych z pobudek
      doktrynalnych mordów masowych na ludności polskiej można datować od
      wczesnej wiosny 1943 roku, o czym pisze nawet sam Motyka. Co więc,
      poza politycznymi motywami (OUN Bandery wiąże UPA z kozaczyzną - 14
      października - czczone za czasów kozaczyzny święto "Pokrowy", jako
      patronki Siczy Zaporoskiej), stanowiło przyczynę dla przyjęcia przez
      Motykę cezury dla początku działalności UPA na rok 1942? Jeżeli były
      to polityczne przyczyny, to tylko gwoli zaspokojenia oczekiwań OUN
      Bandery, żadne inne nie wchodzą w grę, jeszcze bowiem w październiku
      1942 roku OUN Bandery ogłosiła swe stanowisko, w którym odżegnywała
      się od wszelkiej zbrojnej aktywności.
    • liberum_veto unikanie obciążających OUN momentów 27.03.08, 05:58
      Temat dywizji SS-Galizien nie należy, co prawda, do "ukraińskiej
      partyzantki", ale Motyka zasadnie porusza kontakty między tą dywizją
      a OUN-UPA, jednak i w tym wypadku jego enuncjacje noszą znamiona
      unikania obciążających OUN momentów, co widać gołym okiem. Nie
      dokonał on oceny wspólnych działań tej dywizji z UPA, nie napisał,
      że gdy chodzi o 4 (policyjny) pułk tej dywizji, który, pacyfikując
      Hutę Pieniacką, dopuścił się zbrodni wojennej, a współdziałające z
      nim w tejże Hucie Pieniackiej i w Podkamieniu oddziały OUN-UPA
      dopuściły się zbrodni ludobójstwa na ludności polskiej.
      Z rozdziału V: „Działania zbrojne Organizacji Ukraińskich
      Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii pod okupacją niemiecką
      1943-1944”. Ogólnie ten rozdział książki można scharakteryzować tak:
      Motyka opisuje w nim fakty mordów masowych OUN-UPA na ludności
      polskiej, których, w świetle przedstawionych przez dokumenty
      archiwalne faktów, nie można przemilczeć. Ważne jest, że mówi on o
      pierwszych akcjach banderowskich w odniesieniu do wczesnej wiosny
      1943 r., bo właśnie wtedy miały początki UPA, a nie, jak w ślad za
      banderowską propagandą przyjął Motyka w tytule książki rok 1942.
      Jednak już w opisie napadu banderowskiego na Parośle Motyka nie
      dokonał oceny prawnej i moralnej okoliczności tego mordu masowego,
      brak takiej oceny jest dowodem na nienaukowość książki. Zgodnie z
      prawem międzynarodowym zbrojne struktury podziemnie mają obowiązek
      występować pod swoimi znakami (takim znakiem w OUN-UPA
      był "tryzub"), tymczasem w tym (i w wielu innych przypadkach!)
      banderowcy działali pod marką Sowietów. Taka "taktyka" działań OUN-
      UPA miała miejsce w bardzo wielu wypadkach, przy jednoczesnym
      obciążaniu ich skutków partyzantki sowieckiej (czy też oddziałów z
      ruchu Tarasa Bulby-Borowca).
      (dr hab. Wiktor Poliszczuk)
    • liberum_veto niezgodnie z prawdą Motyka przedstawia... 06.04.08, 07:01
      Jak UPA z Niemcami walczyła
      Niezgodnie z prawdą Motyka przedstawia przejście ukraińskiej policji
      pomocniczej "do lasu", do dyspozycji OUN Bandery. To przejście
      Motyka przedstawia jako spontaniczną "dezercję" spod niemieckiego
      zwierzchnictwa, tymczasem, jak to wynika z wielu dowodów, większość
      tej policji przeszła "do lasu" na rozkaz OUN Bandery, jako podległa
      jej ideologicznie, po to, by stać się średnią kadrą tworzonej UPA
      (kadrą wyższą zostali byli żołnierze i oficerowie
      batalionów "Nachtigall" i "Roland"). Motyka jednak, mając na myśli
      ukraińską policję pomocniczą, pisze, że nie wiadomo np., co było
      bezpośrednim impulsem pójścia do lasu.
      Przejście, podporządkowanej ideologicznie OUN Bandery, ukraińskiej
      policji pomocniczej "do lasu", co miało miejsce w kwietniu 1943 r.,
      zapoczątkowało, trwającą do grudnia 1943 r., a więc tylko przez 7
      miesięcy, formalną konfrontację tej frakcji OUN z Niemcami. Mordy
      masowe na ludności polskiej dokonywane przez OUN-UPA utrudniały
      Niemcom zbieranie nałożonych na ludność polską i ukraińską,
      kontyngentów i tylko z tego powodu Niemcy zwalczały OUN-UPA. Podczas
      gdy jedną z głównych form działań sabotażowych sowieckiej
      partyzantki było wysadzanie niemieckich pociągów, to tym nie
      zajmowała się OUN-UPA, a mimo to Motyka, w ślad za banderowską
      propagandą, w osobnym akapicie opisuje dwa odosobnione wypadki akcji
      OUN-UPA na kolei, żeby zaznaczyć, że tego rodzaju akcje były.
      (dr hab. Wiktor Poliszczuk)
      • kre-pak Rozkaz OUN 06.04.08, 08:36
        To nie wiele dowodów na to wskazuje, tylko był rozkaz OUN (b)
        opuszczenia niemieckich formacji pomocniczych, a maruderom grożono
        śmiercią.
    • liberum_veto "Konflikt ukraińsko-niemiecki" 13.04.08, 07:09
      Jeden z podrozdziałów książki nosi tytuł „Konflikt ukraińsko-
      niemiecki na przełomie 1943/1944 roku”. Jest to nie tylko formalnie,
      ale też merytorycznie nieadekwatna do zaszłości informacja.
      Jaki "ukraiński" konflikt? Może z partyzantką sowiecką, w której,
      jak już powiedziano, Ukraińcy stanowili ponad 50% jej składu? Może z
      Ukraińcami z OUN Melnyka? W tym czasie Niemcy utworzyli melnykowski
      31. batalion SD, nie było więc "konfliktu" tej frakcji OUN z
      Niemcami. Pojęcie "konflikt" dotyczy mniej więcej równych stron, ich
      spór, nieporozumienia itd., zaś OUN Bandery nie była stroną w
      wydarzeniach. Poza tym – właśnie od grudnia 1943 r. do wiosny 1944
      r. trwały rozmowy przedstawicieli OUN-UPA z władzami niemieckimi, od
      wiosny 1944 r. w uzgodnieniu z władzami Niemiec w Berlinie. Motyka
      pisze nieprecyzyjnie, tendencyjnie, a więc nienaukowo.
      W podrozdziale „Starcia obronne Ukraińskiej Powstańczej Armii z
      Niemcami w Galicji Wschodniej”, Motyka słusznie wprowadza do niego
      przymiotnik "obronne". Faktycznie bowiem OUN-UPA nie prowadziła
      działań celem zniszczenia sił zbrojnych Niemiec czy też partyzantki
      sowieckiej, wszystkie jej działania zbrojne miały charakter obronny.
      (dr hab. Wiktor Poliszczuk)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka