Dodaj do ulubionych

Wigilia w podolskie wsi Ihrowica - 24.12.1944r.

23.12.07, 16:33
Do śmierci nie zapomnę
Szykowaliśmy się do wieczerzy wigilijnej, gdy prawie równocześnie z
serią karabinową i dźwiękiem sygnaturki usłyszeliśmy ujadanie psów i
podejrzane hałasy w pobliżu naszego domu. Na te odgłosy matce
wypadły z rąk talerze, na których niosła opłatki z miodem.
Krzyknęła:
- Dzieci uciekajmy bo mordują!
Ten krzyk i brzęk rozbijanych talerzy słyszę do dziś.
Siostra rzuciła się do okna i uchylając okiennicę zawołała:
- Idą do nas.
Wszyscy wypadli do sieni, by uciekać na strych. Wiedziałem czym to
grozi i siłą ściągnąłem matkę i brata Kazika z drabiny.
- Chodźcie za mną! – rozkazałem.
Chciałem uciekać przez pokój na wschód, ale okazało się, że drzwi do
pokoju były zamknięte. Matka wcześniej odruchowo zamknęła je na
klucz, który schowała w kieszeni, o czym w panice zapomniała. A na
stole w zamkniętym pokoju leżała moja broń ...
O naszym życiu decydowały sekundy. Mordercy szli od południa więc
szybko otworzyłem okno w kuchni wychodzące na północ. Wypychałem
wszystkich kolejno. Zdążyliśmy. Wyskoczyłem jako ostatni i jeszcze
przymknąłem za sobą okno.
Z naszego podwórka uciekliśmy przez dziurę w płocie do obejścia
sąsiada Ukraińca. Bez jego wiedzy skryliśmy się na strychu obory.
Gdy wszyscy znaleźli się już na górze, wciągałem za sobą drabinę.
Wtedy usłyszeliśmy, jak jeden z napastników, którzy byli już pod
drzwiami naszego domu, zawołał po polsku:
- Janek ty jesteś? Janek, ty jesteś? Otwórz.
Jego głos wydał mi się dziwnie znajomy. Trwale go zapamiętałem.
- Przyszli twoi koledzy z domu ludowego - powiedziała do mnie matka.
- Ciszej, bo nas usłyszą – uciszyłem mamę pewny, że się myli.
W tej samej chwili wszystko się wyjaśniło. Łomem i siekierami
napastnicy zaczęli rozbijać drzwi domu. Wdarli się do środka i
szukali przede wszystkim domowników. Uratowało nas zamknięte okno,
bo szukali tylko wewnątrz budynku. Słyszeliśmy ich głosy:
- Zdieś ich niet i zdieś ich niet.
Słyszalność tego wieczoru była doskonała. Słowa, odgłosy, strzały
niosły się daleko z powodu zmrożonej pokrywy śnieżnej i
kilkustopniowego mrozu. Słyszeliśmy jak bandyci szukając nas na
strychu w sianie zaczepiali o blachę dachu, jak do siebie mówili.
W tym czasie z plebani dochodziły do nas wyraźne odgłosy rozbijanych
drzwi i okien. Walenie siekierami przeplatało się z trzaskiem
wyłamywanego drewna. Po jakimś czasie usłyszeliśmy straszliwy lament
kobiet od Białowąsów „Głąbów”. Była tam babcia, matka, trzy córki i
mieszkająca z nimi zaprzyjaźniona nauczycielka z Cebrowa. W czasie
napadu uciekły na strych zamykając za sobą właz. Teraz paliły się
żywcem, gdyż Ukraińcy podpalili ich dom. Tego wołania Boga i ludzi o
pomoc opisać nie potrafię. To był jakiś koszmar. Chwilami dłońmi
zatykałem uszy. Do końca życia nie zapomnę ich przerażonych, wręcz
oszalałych z bólu krzyków. Kobiety te doznały piekła na ziemi.
Tymczasem ci, którzy włamali się do naszego domu, pobiegli dokonywać
dalszych mordów, ale dwóch uzbrojonych ludzi pozostało u nas na
czatach. Stali w ukryciu zachowując ciszę. Z pewnością byli to
miejscowi nacjonaliści, którzy nas znali. Mieli nas zabić, gdybyśmy
się tylko pojawili.
Blask bijący od palących się polskich zagród sprawiał, że we wsi
było widno jak w słoneczny dzień. Ze strychu widziałem wszystko jak
na dłoni. Pamiętam nawet taki szczegół, że łąkami przy rzeczce na
koniu jechał i szukał po zaroślach ukrywających się Polaków
mężczyzna w dużej kozackiej czapie z automatem przewieszonym przez
pierś. Nikogo nie znalazł. Kiedy zbliżył się do nas słychać było, że
nucił sobie jakąś pieśń. Tak, Ukraińcy to muzykalny naród ...

Trupy i zgliszcza
Na strychu siedzieliśmy wszyscy do czasu, gdy nieludzkie wycie
palących się kobiet stało się nie do wytrzymania. Nie sposób było
tego słuchać siedząc na strychu. Pierwsza nie wytrzymała nerwowo
siostra Stasia. Siłą wyrwała łatę ze strzechaczami, spuściła
czteroletnią siostrzenicę Kazię i sama zeskoczyła na ziemię za nią.
Z dzieckiem pobiegła do piwnicy pod naszą stodołą. Za nią podążyła
matka z bratem Kazikiem. Dołączył do nich mężczyzna mieszkający u
sąsiadów - pan Czumalski, który cudem uniknął śmierci w czasie
napadu na jego dom w Berezowicy Małej w lutym 1944 r.
W tym czasie inni Ukraińcy zajechali furmanką na nasze podwórko i
zaczęli rabunek. Następnie podpalili dom wraz ze stodołą. Ukrytym w
piwnicy brakowało powietrza do oddychania, czekali jednak z wyjściem
zanim rabusie i podpalacze oddalą się. Siostra z dzieckiem po
wybiegnięciu z piwnicy uciekając wpadła do dołu po kartoflach i
przesiedziała tam do rana. Matka z bratem ukryta się w oborze u
sąsiada Ukraińca za jego zgodą. Do mieszkania bał się jednak ich
wpuścić.
Ja pozostałem na strychu do rana. Świtało, kiedy usłyszałem rozmowy
po polsku. Z ukrycia zobaczyłem, że po pogorzelisku z naszego domu
chodzi kuzyn Kazimierz Białowąs, syn Sylwestra, z drugą jeszcze
osobą. Szukali naszych zwęglonych ciał. Zszedłem ze strychu, a kuzyn
zapytał:
- Gdzie są pozostali z rodziny?
Wskazałem miejsce ukrycia. Wtedy wróciła też matka z bratem i
siostra z dzieckiem. Widząc pogorzelisko matka zaczęła płakać.
– Jak będziemy teraz żyć? – pytała przez łzy.
Wtedy kuzyn zwracając się do mojej mamy powiedział:
- Niech ciocia nie płacze. Dobrze, że wszyscy żyjecie. Ja już nie
mam matki, zabili.
Mówił to przyciszonym, żałosnym głosem powstrzymując łzy.
Zapytałem, kogo jeszcze zabili.
- Chodź to zobaczysz – odpowiedział.
Poszliśmy w stronę kościoła. Za studnią, naprzeciwko plebanii, w
przydrożnym rowie leżała najmłodsza córka Białowąsów „Głąbów” -
Stefcia. Owinięta była w naszą pierzynę, którą musieli zgubić
rabusie. Już nie żyła. Chociaż ciało jej było mocno popękane i
częściowo spalone, ocalał od ognia długi warkocz splecionych włosów.
Oczy miała otwarte. Przez uchylone usta widać było śnieżnobiałe
zęby. Wszyscy, którzy się jej wtedy przyglądali, płakali. Stefcia
była piękną, 13 letnią dziewczyną, wyrośniętą, zgrabną i zawsze
uśmiechniętą. Tak ją zapamiętałem. Stała się dla nas symbolem
cierpienia pomordowanych Ihrowiczań. Był to widok szczególnie
tragiczny i przygnębiający. Kto ją wtedy widział martwą, leżącą w
rowie na tle dymiących jeszcze zabudowań, z całą pewnością
zapamiętał na całe życie .
Postaliśmy chwilę nad jej zwłokami i poszliśmy na plebanię. Przed
budynkiem leżał zastrzelony pies. Masywne drzwi ganku były połamane.
Wszędzie pełno śladów po uderzeniach siekier i łomów. Ze środka
wychodzili zapłakani ludzie. Nie mogłem tego znieść i nie wszedłem
do środka, gdzie leżały porąbane zwłoki ks. Szczepankiewicza, jego
matki, siostry i brata. Może podświadomie chciałem zapamiętać
księdza żywego, pełnego powagi i dostojeństwa, choć czasem również
wesoło żartującego z ludźmi? Nie wiem. Byłem wtedy 17 letnim,
wrażliwym chłopcem . Jak twierdzą ludzie, którzy weszli wtedy na
plebanię, był to krwią ociekający widok. W pomieszczeniu była
dosłownie ogromna kałuża krwi ...
Spod plebanii poszliśmy przez wieś w kierunku południowym. Przy
studni koło Bojka Jantocha leżał Antoni Białowąs zwany „Wusaj” z
racji dorodnych wąsów. Dostał strzał w prawy policzek. Po drugiej
stronie drogi leżeli Aniela i Franciszek Białowąsowie wraz z babcią
Julią. A z lewej strony, w bramie - Maria i Franciszek
Białowąsowie „Wojtkoho Wicka”.
Wystarczyło mi tych przeżyć. Nie chciałem więcej oglądać tych
okropności, skrwawionych zwłok ludzi żyjących jeszcze przed paroma
godzinami, osób które od lat znałem i szanowałem.
Wróciłem na nasze podwórko i trochę ogrzałem się od dopalających się
zgliszcz rodzinnego domu. Czas płynął, zaczęliśmy szykować się do
ucieczki. Ktoś z sąsiadów przyszedł z wiadomością, że zbierają
pomordowanych i saniami będą ich wieźć na cmentarz. Czekaliśmy przy
drodze. Ukraińcy prawie nie poka
Obserwuj wątek
    • mat120 Re: Wigilia w podolskiej wsi Ihrowica - 24.12.1944 23.12.07, 16:35
      Wystarczyło mi tych przeżyć. Nie chciałem więcej oglądać tych
      okropności, skrwawionych zwłok ludzi żyjących jeszcze przed paroma
      godzinami, osób które od lat znałem i szanowałem.
      Wróciłem na nasze podwórko i trochę ogrzałem się od dopalających się
      zgliszcz rodzinnego domu. Czas płynął, zaczęliśmy szykować się do
      ucieczki. Ktoś z sąsiadów przyszedł z wiadomością, że zbierają
      pomordowanych i saniami będą ich wieźć na cmentarz. Czekaliśmy przy
      drodze. Ukraińcy prawie nie pokazywali się. Stali w oknach uważnie
      obserwując co robimy.
      Nadjechały sanie wypełnione zwłokami poukładanymi warstwami. Ciała
      były zamarznięte. Ludzie zastygli w pozach, które przybrali w chwili
      śmierci. Porozkładane na boki ręce pomordowanych jakby prosiły o
      litość. Prawie wszyscy mieli pootwierane oczy. Jedni patrzyli w
      niebo, drudzy spoglądali na stojących przy drodze ludzi. Na widok
      tych twarzy coś ściskało za gardło, do oczu napływały łzy.
      Żegnaliśmy ich na zawsze modląc się i płacząc.
      Za saniami pełnymi trupów szła mała grupka ludzi. To najbliżsi
      odprowadzali swoich zmarłych. Szli zrezygnowani i milczący.
      Wiem, że tych obrazów i przeżyć nigdy się już nie zapomni. One
      wracają i wracać będą przez całe życie bez naszej woli, w snach i na
      jawie.
      Trudno to pojąć, ale zmarli żegnani byli zza zamkniętych okien
      obojętnym, a nawet niekiedy nienawistnym wzrokiem części współbraci
      Ukraińców. Smutne to, ale prawdziwe ...


    • lukas1492 idiotyzm 23.12.07, 17:18
      bajki

      "zdieś ich niet" to nie po ukraińsku
      ukraińscy nacjonaliści mówią po rosyjsku? ciekawe...

      Mat nie dość, że się wygłupił, to jeszcze nie umie uszanować, że
      jest czas świąt i nie wypada - po prostu nie wypada... brawa dla
      tego pana...
      • mat120 Re: idiotyzm - czyj? 23.12.07, 22:34
        Lukas, czy możesz wyjaśnić; co nie wypada podczas świąt?
        Dokonywania czynów haniebnych czy przypominania o nich?

        lukas1492 napisał:

        "zdieś ich niet" to nie po ukraińsku

        Gratuluję spostrzegawczości. Brawo.

        lukas1492 napisał:
        ukraińscy nacjonaliści mówią po rosyjsku? ciekawe...

        Też się zdziwiłem, ale potrafili mówić także po polsku:

        "Wtedy usłyszeliśmy, jak jeden z napastników, którzy byli już pod
        drzwiami naszego domu, zawołał po polsku:
        - Janek ty jesteś? Janek, ty jesteś? Otwórz."

        Ciebie to nie dziwi?
        • lukas1492 Re: idiotyzm - czyj? 23.12.07, 23:59
          Bardzo mnie dziwi. Autor bajki jest Polakiem, zna ruski, ale
          ukraińskiego nie, to i kombinuje jak koń pod górkę, a Mat powtarza.
          I dokonywanie i przypominanie i wszystko co haniebne jest w pewnym
          sensie idiotyzmem, gwoli ścisłości. Imo oczywiście.
    • liberum_veto Re: Wigilia w podolskie wsi Ihrowica - 24.12.1944 24.12.07, 13:28
      Nie określajmy może jako "bajki" relacji naocznych świadków tych
      tragicznych zdarzeń.
      www-kresy.pl/wolyn/inne.wigilia.doc
      „... jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”
      Mieczysław Albert Krąpiec O.P.

      Świadectwa naocznych świadków zbrodni dokonanych przez bandy OUN-UPA
      na Polakach zamieszkujących od pokoleń Kresy są w dużej mierze
      pomijane w wielu określanych jako „naukowe”, a faktycznie
      pseudonaukowych dyskusjach na temat tamtych wydarzeń. Niektórzy
      historycy specjalizujący się w tematyce stosunków polsko-ukraińskich
      nie dosyć pilnie i rzetelnie zwracają uwagę na fakty, które od razu
      oplatają pozornie naukowymi teoriami. Mowa w nich o wzajemnych
      walkach między Polakami a Ukraińcami, o domniemanym konflikcie
      polsko-ukraińskim, o jakiejś akcji OUN-UPA, bez jasnego
      stwierdzenia, że chodzi po prostu o zbrodnię ludobójstwa dokonaną na
      narodzie polskim.
      Tymczasem wymowa faktów jest jednoznaczna. Walk polsko-ukraińskich
      na Kresach w latach 1939-1945 w zasadzie nie było. Bandy UPA
      prowadziły zbrodniczą eksterminację ludności polskiej w sytuacji
      przyzwolenia i życzliwości okazywanych im tak przez siły okupacyjne
      niemieckie, jak i bolszewickie. Ukraińskie rzezie zaskoczyły
      Polaków, którzy byli w zasadzie bezbronni i niezdolni do podjęcia
      walki.
      Książka pana Jana Białowąsa dostarcza niezwykle cennego
      materiału do opracowania prawdziwej historii wydarzeń, jakie
      rozegrały się na Kresach w latach ostatniej wojny. Można w niej
      znaleźć wiele relacji bezpośrednich świadków, wiele jest też głosów
      drugiego pokolenia Kresowian wypędzonych z rodzinnych ziem. Opisy
      przeżyć związanych z faktem nieludzkich mordów niewinnych ludzi –
      starców, kobiet, dzieci, niemowląt – przez bandy nacjonalistów
      ukraińskich stały się okazją do pisania listów o tych przeżytych
      zdarzeniach. Dobrze, że Jan Białowąs obficie je w swojej książce
      przytacza.
      Niestety wielu historyków dość lekceważąco odnosi się do relacji
      Kresiowan z tamtych strasznych czasów twierdząc, że najważniejsze są
      dokumenty zamknięte w archiwach, a obecnie częściowo i selektywnie
      ujawniane. Trudno się zgodzić z takim podejściem. Dokumenty pisane
      stają się najważniejszymi źródłami wiedzy historycznej wtedy, gdy
      nie ma bezpośrednich świadków wydarzeń. Gdy bada się historie
      Średniowiecza czy Mezopotamii trzeba się opierać na zachowanych
      dokumentach, bo innej drogi nie ma. Ale jeśli historyk nie liczy się
      z żyjącymi ludźmi, którzy bezpośrednio doświadczyli tego, co się
      stało, to tworzona przez niego historia niewiele jest warta.
      Stosowanie w najnowszej historii metody historycznej, którą bada się
      odległe wieki, jest nieporozumieniem. Istnieją całe biblioteki
      fałszywych książek i dokumentów tworzonych np. przez hitlerowców czy
      bolszewików. Ukraińscy nacjonaliści mieszczą się w tej samej
      kategorii zbrodniarzy przeciwko ludzkości. Ich dokumenty mają tu
      wartość drugorzędną w stosunku do bezpośrednich świadków ich
      zbrodni.
      Dlatego stanowczo twierdzę, że jeśli dziś – gdy jeszcze żyją
      bezpośredni świadkowie zbrodni na Kresach, jak np. pan Białowąs -
      ktoś uważa, że sowieckie czy ukraińskie archiwa są najważniejsze w
      ustaleniu prawdy o ludobójstwie na Kresach, to z pewnością nie
      chodzi mu o ustalenie prawdy, lecz o cele, których można się tylko
      domyślać.
      Nawet jeśli Kresowianie, którzy przeżyli banderowskie rzezie, do
      dziś reagują na wydarzenia sprzed 60 lat w sposób bardzo
      emocjonalny, to tylko potwierdzają tym prawdziwość swoich relacji.
      Oni tych strasznych faktów nie stworzyli, lecz je bezpośrednio
      przeżywali jako ofiary zbrodni. Dlatego nie można pomijać ich
      relacji jako pierwszoplanowego źródła wiedzy.
      • wianuszek_kresowy Re: Wigilia w podolskie wsi Ihrowica - 24.12.1944 24.12.07, 15:05

        Wokol domu ludowego rozwijala sie polska dzialalnosc w Ihrowicy,
        cala ihrowicka druzyna harcerska przeszla do sluzby w
        Istriebitielnych Batalionach, bandyci, ktorzy wlamywali sie do domu
        rodziny autora mowili po rosyjsku i polsku, matka kiedy uslyszala
        kto sie dobijal do ich domu zwrocila sie do autora:
        To ci twoi z domu ludowego....
        Wszystko to za slowami samego autora.
        • mat120 WK- manipulant 25.12.07, 16:36
          wianuszek_kresowy napisał:
          To ci twoi z domu ludowego...., Wszystko to za slowami samego autora.

          No nie wszystko. Bo dalej autor tak pisze:

          "Ciszej, bo nas usłyszą – uciszyłem mamę pewny, że się myli.
          W tej samej chwili wszystko się wyjaśniło. Łomem i siekierami
          napastnicy zaczęli rozbijać drzwi domu".
      • liberum_veto manipulacje, negowanie i zakłamywanie przeszłości 25.12.07, 09:13
        Podaję jeszcze raz poprawny link do ksiązki Jana Białowąsa
        www-kresy.pl/wolyn/inne/wigilia.doc
        Niestety w Polsce publiczny dyskurs na temat czystek etnicznych na
        Kresach prowadzony jest w sposób urągający zasadzie wyświetlania
        prawdy. Ludzie zaangażowani w nim z urzędu zdają się zapominać o
        podstawowych zasadach tego rodzaju debaty.
        Po pierwsze, należy w niej liczyć się z faktami. Mówi się, że
        dżentelmeni nie dyskutują o faktach, tylko je stwierdzają. Nie można
        negować, czy pomijać milczeniem faktów powszechnie i jednoznacznie
        potwierdzanych w relacjach osób – bezpośrednich świadków.
        Zaprzeczenie istnienia tych faktów jest równoważne z zanegowaniem
        rzeczywistości - to kłamstwo najbardziej pierwotne, szkodliwe
        zarówno dla nauki i kultury, jak i dla życia ludzkiego w aspekcie
        indywidualnym i społecznym.
        Drugim nadużyciem stosowanym nagminnie w dyskusjach polsko-
        ukraińskich jest osłabianie wymowy faktów. Niektóre fakty, które są
        tak oczywiste i udokumentowane, że nie można ich zanegować,
        zniekształca się, ogranicza ich zasięg, przytacza się wybiórczo,
        nadaje się im kolejność nie odpowiadającą rzeczywistej itp. Chodzi o
        to, aby fakty te straciły swoją jednoznaczną wymowę.
        Trzeci rodzaj manipulowania faktami, to umieszczanie ich w
        kontekście spraw, które narzucają pewne określone, lecz fałszujące
        rzeczywistość, interpretacje. W tym właśnie celuje duża część naszej
        publicystyki na temat zbrodni na Kresach. Interpretacja faktów
        dokonuje się w kontekście wątpliwych, nieistotnych dla sprawy lub
        wręcz nieprawdziwych zdarzeń.
        W dyskusjach polsko-ukraińskich i planach pojednania między
        naszymi narodami nie widać znaczących postępów właśnie ze względu na
        istnienie tych trzech form zakłamania w odsłanianiu naszej
        tragicznej przeszłości: negacji faktów, manipulowania nimi, a także
        ustawiania ich w niewłaściwym kontekście.
        Pewną manipulację widać też w inicjatywie zaplanowanych na lato 2003
        r. obchodów 60. rocznicy masowych zbrodni na Wołyniu, traktowanych
        jako centralne uroczystości rozliczeniowe między Polakami a
        Ukraińcami. Dlaczego w tym kontekście mówi się tylko o Wołyniu,
        ograniczając sprawę zbrodni nacjonalistów ukraińskich na Polakach do
        tego województwa? Przecież podobne, masowe rzezie były dokonywane
        również w województwie tarnopolskim, które należy do Podola, a nie
        do Wołynia. Tak został wymordowany cały powiat zbaraski, powiat
        zborowski i inne. Śmiertelne ofiary tego ludobójstwa szły w
        dziesiątki tysięcy. W mojej rodzinnej Berezowicy Małej Ukraińcy
        dopuścili się jednej nocy 131 potwornych zbrodni. I o tym już nie
        będziemy mówili, usuniemy z narodowej pamięci, bo to już
        Tarnopolszczyzna, a nie Wołyń? Od razu widać w tym manipulacje, chęć
        pomniejszenia rozmiarów ludobójstwa na Kresach.
        A przecież fala zbrodniczego terroru rozlała się z terenu Wołynia po
        województwie tarnopolskim, stanisławowskim, lwowskim, a nawet
        lubelskim. Jakżeż można problem ukraińskich zbrodni na Polakach
        okrajać tylko do województwa wołyńskiego? Do fałszywych wniosków
        może też doprowadzić porównywanie zaniżonej liczby polskich ofiar
        zbrodni UPA popełnionych tylko na Wołyniu, z zawyżonymi stratami
        wśród ludności ukraińskiej, która przecież ginęła także z rąk swoich
        ukraińskich współbraci z UPA karzących „nieposłuszeństwo”. Niestety
        często dochodzi do tego rodzaju zabiegów.
        • liberum_veto Ukraińska wdzięczność 26.12.07, 19:19
          Wczesną wiosną 1943 r. zaczęły docierać do Ihrowicy pierwsze wieści
          o mordach wołyńskich. W wysiłkach uchronienia swoich parafian przed
          zbliżającą się falą zbrodni nie ustawał niekwestionowany przywódca
          duchowy Polaków w Ihrowicy, ks. proboszcz Stanisław Szczepankiewicz.
          Wydawało się, że ma duże szanse na obronę Polaków od ukraińskiej
          nienawiści. Ważną rolę odgrywały tu jego osobiste zasługi. Ks.
          Szczepankiewicz od lat bezinteresownie leczył zarówno Polaków, jak i
          Ukraińców. Niektórzy z nich zawdzięczali mu życie i zdrowie, a
          nawet – jak się okazało - dożyli późnej starości. Z groźnej choroby
          wyleczył np. Omeliana Widłowskiego, którego ojciec Stefan był
          aktywnym banderowcem. Nie bacząc na to, ks. Szczepankowski chodził
          do niego rano i wieczorem. Podobnie troszczył się i wyleczył Ihora
          Nakoniecznego chorującego na dyzenterię. Mykoła Kuć, za okupacji
          niemieckiej wójt Ihrowicy, chorował na niedowład kończyn dolnych.
          Nie mógł już chodzić, lecz ksiądz wyleczył go ziołami i zdobytymi
          gdzieś lekarstwami. Podobnie było z Anną Sapun „Dumą”. Wobec
          długotrwałego opuchnięcia kolana sprawiającego wielki ból lekarze w
          Tarnopolu zadecydowali o amputacji nogi. Anna nie zgodziła się.
          Udała się do księdza, który wyleczył ją ziołami. O swojej
          wdzięczności Anna Sapun pamiętała również po napadzie na Ihrowicę i
          zamordowaniu księdza. Gdy inni Ukraińcy bali się głośno mówić o
          wigilijnym mordzie, ona nazywała tę zbrodnię po imieniu.
          Pamięć o ksiedzu-lekarzu żyła wśród Ukraińców długo po ekspatriacji
          Polaków. Nawet ihrowiccy banderowcy, którzy kryli się w
          ziemiankach „w chłodzie, głodzie i smrodzie” żałowali ponoć, że nie
          wydobyli od księdza przed zabiciem receptury ma maść przeciw
          świerzbowi. Ta bowiem, którą im za życia sporządzał, doskonale
          leczyła tę przypadłość.
          www-kresy.pl/wolyn/inne/wigilia.doc
          • liberum_veto Trzej „misjonarze” 27.12.07, 18:05
            Narastającemu zagrożeniu Polaków ze strony Ukraińców wiosną 1944 r.
            miały przeciwdziałać wspólne rekolekcje wielkopostne. Poprowadzili
            je w cerkwi trzej misjonarze grekokatoliccy. Ks. Szczepankiewicz
            wielokrotnie zachęcał Polaków do uczestnictwa w rekolekcjach i
            wieńczącej je uroczystości.
            Polacy dość licznie wzięli udział w procesji, która poprzedzała
            uroczystości zakończenia rekolekcji. Każdy był zaniepokojony
            wieściami dochodzącymi z Wołynia i chciał usłyszeć, co powiedzą
            misjonarze uniccy.
            W procesji grekokatolicy wspólnie z łacinnikami nieśli na ramionach
            masywny, dębowy krzyż. Było dosyć ciepło, wiał lekki, południowy
            wiatr. Procesja zdążała ku najwyższej w okolicy górze zwanej
            Dyblanką, by tam na pamiątkę kończących się rekolekcji ustawić
            przyniesiony symbol wiary.
            Na szczycie wzgórza rozpoczęła się ceremonia poświęcenia miejsca, na
            którym miał stanąć krzyż. Ku zaskoczeniu Polaków uroczystość
            religijna zamieniła się w mityng polityczny przepełniony wrogością
            wobec wszystkiego, co nie ukraińskie. Szokująco brzmiały słowa
            padające z ust osób duchownych zachęcające do likwidacji innych
            narodowości mieszkających na tej ziemi. Jeden z kaznodziejów
            posłużył się słowami przypowieści o kąkolu, który należy wyplenić
            z „naszej ukraińskiej pszenicy".
            Brzmiało to jak oficjalne błogosławieństwo cerkwi greckokatolickiej
            dla nacjonalistycznych haseł unicestwienia Polaków na Kresach, a
            zarazem usankcjonowanie zbrodniczej działalności banderowskich
            bojówek OUN–UPA.
            Słuchając tych kazań odniosłem wrażenie, że Polacy i Ukraińcy modlą
            się do dwóch różnych Bogów. Taką opinię podzielała większość Polaków
            obecnych na rekolekcjach. Wyraźnie nie spełniły się nadzieje ks.
            Szczepankiewicza, aby wspólne dźwiganie krzyża - symbolu wiary w
            jednego Boga - tak jak wspólne znoszenie cierpień ze strony
            hitlerowskiego okupanta - zjednoczyły lokalną społeczność. Stało się
            coś wręcz przeciwnego.
            W tłumie składającym się głównie z Ukraińców, słowa unickich
            misjonarzy przyjęto z aprobatą. Szczególne manifestowała ją
            ukraińska młodzież ubrana w narodowe stroje. Jednak ludzie starsi,
            także niektórzy Ukraińcy, okazywali zdziwienie i zakłopotanie
            zaistniałą sytuacją. Stwierdzenia, że Podole to ziemia ukraińska
            przeznaczona tylko dla Ukraińców, że należy ją oczyścić z obcych
            narodowości, a błogosławić ma temu krzyż widoczny z Ihrowicy i
            okolic - wzbudzały najwyższe zaniepokojenie. Wyraźnie nie chodziło
            tu tylko o wyzwolenie tej ziemi spod okupacji hitlerowskiej ...
            Po usłyszeniu pełnych grozy słów Polacy zaczęli niepostrzeżenie
            opuszczali uroczystość. Odchodzili do swoich domostw pytając jeden
            drugiego, jak to możliwe, żeby we wsi, w której od wieków wszyscy
            żyli zgodnie, osoby duchowne wygłaszały podobne hasła. Od czasu tych
            rekolekcji, zamiast o pojednaniu w wielu polskich rodzinach zaczęto
            poważnie myśleć o samoobronie. Wzmacniano i zabezpieczano drzwi i
            okna, przygotowywano schrony i kryjówki.
            www-kresy.pl/wolyn/inne/wigilia.doc
            • mat120 Re: Trzej „misjonarze” 28.12.07, 20:59
              Duża część unickiego kleru złowrogo zapisała się w pamięci Polaków,
              tych kresowych i tych z Lubelszczyzny i Rzeszowszczyzny. Zamiast
              prowadzić swoje owieczki do Boga uniccy księża prowadzili je do
              zbrodni i nieprawości wobec bliskich. Świadectw jest dostatecznie
              dużo. Dlatego śmieszyć musi biadolenie nad losem tych "niewinnych"
              podżegaczy do zbrodni, zamkniętych m.in. w Jaworznie.
        • liberum_veto Ukraiński kopiec pamięci 28.12.07, 17:57
          Na najwyższym ihrowickim wzniesieniu, górze zwanej „Nad źródłami”, w
          1943 r. Ukraińcy usypali kopiec ku czci i pamięci rządu Jarosława
          Stećko.
          Rząd ten proklamowano 30 czerwca 1941 r., pierwszego dnia po
          zdobyciu Lwowa przez wojska niemieckie. Choć metropolita
          greckokatolicki abp Andriej Szeptycki w liście pasterskim uznał nowy
          rząd ukraiński i wezwał społeczeństwo do podporządkowania się
          mu, „państwo ukraińskie” przetrwało niecały tydzień. Hitler nakazał
          Himmlerowi „zrobić porządki z tą bandą”, a 5 lipca gestapo
          aresztowało Jarosława Stećko, Stepana Banderę oraz innych członków
          samozwańczego rządu. Był to wielki cios dla nacjonalistów
          ukraińskich uważających się za sojuszników Niemiec hitlerowskich.
          Bardzo ich to dotknęło. Przestali okazywać swą wyższość, chodzili po
          wsi przygnębieni. Według krążącej po wsi anegdoty, jeden z Ukraińców
          idąc ulicą tak był smutny i zamyślony, że aż rozbił głowę o słup
          telefoniczny.
          Przy robotach ziemnych przy sypaniu kopca odkryto dużą ilość
          pocisków artyleryjskich z czasów I wojny światowej. Dzieci w wieku
          12-13 lat wykradały pociski, rozkręcały je i wydobywały z nich kulki
          do zabawy. Pewnego dnia po szkole dwóch chłopców wdrapało się na
          górę zabierając ze sobą pocisk artyleryjski. Gdy próbowali go
          rozkręcić nastąpiła eksplozja, która rozerwała dzieci. Jednym z
          chłopców był 12 letni Tadzio Komański z Korczunku.
          Usypany przez Ukraińców kopiec był mało widoczny ze wsi. Widać było
          jednak dobrze krzyż ustawiony na jego szczycie. Po zakończeniu prac
          i uroczystym przecięciu wstęgi spod cerkwi wyruszyła procesja z
          chorągwiami i sztandarami. Młodzież ubrana była w stroje narodowe, a
          wystąpienia nacjonalistów ihrowickich - bardzo ostre. Oskarżano
          Polaków, że żyją na ukraińskiej ziemi, zapowiadano zrobienie z tym
          porządku. Nie zdradzano jednak, w jaki sposób.
          Pod koniec lata 1943 r. z ust ukraińskich nacjonalistów padały już
          wyraźne zapowiedzi, że „ukraińska ziemia” będzie oczyszczona.
          Jedynym – jak się wydawało – ratunkiem dla Polaków były odgłosy
          zbliżającego się od wschodu frontu. Mimo tragicznych doświadczeń
          gorąco modliliśmy się o jak najszybsze przybycie Armii Czerwonej.
          www-kresy.pl/wolyn/inne/wigilia.doc
      • mat120 Re: Wigilia w podolskiej wsi Ihrowica - 24.12.1944 26.12.07, 15:51
        Kontrowersyjny dla wielu Kresowian historyk G. Motyka tak opisuje
        pamiętną wigilię w Ihrownicy:

        "Napad na Ihrownicę rozpoczął się ok. godz. 17.30, a wiąc w chwili
        gdy mieszkańcy usiedli do wigilijnej wieczerzy. Upowcy mordowali
        mieszkańców w domach m. in. siekierami i nożami. Na służbie było
        tylko sześciu żołnierzy IB, pozostali udali się do do domów na
        wigiliną kolację. Pomimo to upowct nie opanowali posterunku IB.
        Wartownicy zauważyli zbliżających się "partyzantów" i otworzyli
        ogień. Strzały oraz dźwięk sygnaturki ostrzegły ludność, która
        próbowała szukać ratunku w ucieczce, różnych kryjówkach iraz
        u "dobrych sąsiadów Ukraińców". Rzeź przerwał sygnał zielonej
        rakiety, po którym sotnia rozpoczęła odwrót. Zabito ok.
        osiemdzesięciu Polaków. Zginął m. in. ks. Stanisław Szczepankiewicz
        z matką i rodzeństwem."

        G, Motyka - Ukraińska partyzantka...."
    • mat120 Udawali kolędników - i Kruhowo - 24.12.1943 26.12.07, 15:57
      Ten sam G. Motyka tak opisuje tę wigilię w Kruhowie:

      "W Boże Narodzenie 1943r. w Kruhowie pow. Złoczów członkowie UPA,
      udając kolędników , zmylili wiejskie straże i zabili 15 Polaków oraz
      dwóch Ukraińców zaproszonych na Wigilię."

      G. Motyka - "Ukraińska partyzantka...."
    • liberum_veto Morderstwo ks. Karola Procyka 30.12.07, 16:18
      Ks. Karol Procyk w latach 1907-1909 sprawował funkcję ekspozytora,
      czyli proboszcza niestałego, parafii w Ihrowicy. Bardzo przyjaźnił
      się z „Małym Jankiem”. Obydwaj działali w Towarzystwie Szkół
      Ludowych zaszczepiając wśród miejscowej ludności idee polskości i
      ducha patriotyzmu.
      Druga wojna światowa zastała go na probostwie w Baworowie. Naraził
      się UPA w 1943 r. za organizowanie pogrzebów ofiar banderowskich
      mordów. W pogrzebach tych uczestniczyli Polacy nie tylko z
      miejscowej parafii, ale z całej okolicy. Był to rodzaj demonstracji
      wobec banderowców, jak liczni i zorganizowani są żyjący tu od
      pokoleń Polacy. Nacjonaliści wydali na ks. Procyka, a także na ks.
      wikariusza Ludwika Rutynę i organistę Szymona Wiśniewskiego, wyroki
      śmierci.
      Pierwszy, nieudany napad na plebanię nastąpił 28 października 1943
      r. Drugi, tragiczny w skutkach, bandyci przeprowadzili 2 listopada
      1943 r. o godz. 18. Najpierw sterroryzowali służbę w kuchni, a
      następnie pięciu napastników wtargnęło do pokoju ks. Procyka, gdzie
      przebywali wszyscy poszukiwani przez UPA mężczyźni. Jedynie
      młodszemu wikaremu udało się przeżyć. Widząc napad szybko cofnął się
      do swojego pokoju i zamknął drzwi na klucz. Kiedy bandyci zajęli się
      ich wyważaniem, ksiądz wyskoczył przez okno. Uciekając wzywał
      pomocy.
      Tymczasem oprawcy przebili bagnetem stawiającego opór księdza
      Procyka, powalili go na podłogę, włożyli knebel do ust i
      skrępowanego wynieśli z domu. Po wrzuceniu księdza na wóz odjechali.
      Organistę Szymona Wiśniewskiego zastrzelili na miejscu w pokoju.
      Ciała ks. Procyka nigdy nie odnaleziono.
      www-kresy.pl/wolyn/inne/wigilia.doc
      • liberum_veto Mord Polaków w Berezowicy Małej 03.01.08, 07:36
        Na początku lutego 1944 r. Mykoła Kuć, sołtys Ihrowicy, wspólnie z
        Niemcami wyznaczał z każdego domu ludzi do pracy przy budowie
        umocnień obronnych. Słychać już było strzały artyleryjskie z linii
        frontu, więc Polacy uznali, że niebezpieczeństwo napadu UPA jest już
        niewielkie.
        Jednak niektórych mieszkańców Ihrowicy, wbrew powszechnemu
        uspokojeniu, nie opuszczał niepokój. Mój ojciec ze szwagrem Stefanem
        Grabasem czuwali całą noc z 22 na 23 lutego 1944 r. Przeczuwając, że
        dzieje się coś złego, siedzieli w sieni naszego domu i rozmawiali
        szeptem. Domownikom ojciec przykazał spać w ubraniach. Przed świtem
        ojciec ze szwagrem widzieli, jak wracał do domu nasz niedaleki
        sąsiad, Ukrainiec Wołodymyr Ostiak „Kuź”. Uchodził on za „rezuna”. W
        pobliżu naszych zabudowań padł strzał, który ranił go w nogę.
        Dopiero rano dowiedzieliśmy się o wymordowaniu Polaków w Berezowicy
        Małej. Wiadomość ta spadła na wieś jak grom z jasnego nieba. Jednej
        nocy zamordowano tam 131 osób, 40 spalono żywcem. Splądrowano
        polskie domy, a te, które nie graniczyły z obejściami Ukraińców,
        spalono. Berezowica Mała leżała w odległości zaledwie o 7 km od
        Ihrowicy. Owej tragicznej nocy zaniedbano tam wystawienia nocnych
        posterunków.
        Jak się później okazało, Włodymyr Ostik, który najprawdopodobniej
        wracał właśnie z napadu na Berezowicę, postrzelił się przypadkowo
        sam. Jednak wśród swoich głosił, że strzelał do niego Stefan Grabas.
        Sławka Ościak, Ukrainka, szkolna koleżanka mojej siostry, ostrzegała
        nas, że banda miejscowych nacjonalistów wydała na Grabasa wyrok
        śmierci. Od tej chwili Stefan nie rozstawał się z bronią i
        przeważnie nocował poza domem.
        Uratowani z pogromu Berezowiczanie uciekali do Tarnopola przez
        Ihrowicę. Na furmankach wieźli sprzęt domowy i żywność. Niektórzy
        zatrzymali się u krewnych w Ihrowicy. Mówili, że napadu dokonali
        Ukraińcy z Wołynia przy udziale miejscowych band. Sądzili, że
        Ihrowica, jako bardziej oddalona od Wołynia, jest dla Polaków
        bezpieczniejsza.
        Po mordzie w Berezowicy Małej Polacy z Ihrowicy czekali na Armię
        Radziecką jak na „zbawienie”. Widzieli w niej wyzwolicielkę z
        niewoli lęku, strachu, ciągłego czuwania dniem i nocą.
        www-kresy.pl/wolyn/inne/wigilia.doc
      • liberum_veto Ucieczka ukraińskich esesmanów z pod Brodów 05.01.08, 10:26
        Pod koniec lipca 1944 r. w okolicy pojawili się ukraińscy esesmani
        przedzierający się z północy na południe. Byli brudni, zarośnięci i
        nie przypominali już tych butnych, pewnych siebie hitlerowskich
        kolaborantów paradujących w białych kożuszkach po Tarnopolu czy
        okolicznych wsiach, z których zresztą w dużej części pochodzili.
        Ukraińska dywizja zorganizowana przez Niemców w 1943 r. po
        niezbędnym przygotowaniu wojskowym została skierowana na front pod
        Brodami. W dniach 21-22 lipca 1944 r., została całkowicie rozbita
        przez wojska radzieckie. To właśnie niedobitki z 14 Dywizji
        SS „Galizien” przemykały w kierunku większych ugrupowań UPA,
        chroniących się w górskich terenach Małopolski Wschodniej. Swoje
        mundury wymieniali na byle „łachy cywilne”, żeby się wtopić w
        środowisko wiejskie.
        Wczesnym lipcowym porankiem do siostry mojej matki, Stefanii Sroki,
        mieszkającej na kolonii Karczunek, wtargnęło 2 ukraińskich
        esesmanów. Poprosili o posiłek i jakiekolwiek cywilne ubrania.
        Wystraszona kobieta z małym dzieckiem na ręku naprędce przygotowała
        posiłek i powyciągała z kufra wszystkie ubrania wujka, który w tym
        czasie walczył w Wojsku Polskim.
        W czasie posiłku esesmani bacznie przyglądali się gospodyni i
        wiszącym na ścianach obrazom. Byli pewni, że jest to dom polski,
        lecz zachowywali się poprawnie. Ukraińcy na hitlerowskiej służbie
        byli czujni i nie rozstawali się z bronią gotową do użycia. Po
        posiłku przebrali się, zostawili swoje uniformy i odeszli w kierunku
        południowym.
        Jak podają źródła historyczne, pod Brodami zginęło 7 z 11 tys.
        zgrupowanych tam żołnierzy ukraińskich.
        www-kresy.pl/wolyn/inne/wigilia.doc
      • liberum_veto Pamięć Ukraińców o ofiarach mordu 12.01.08, 06:57
        Po 1956 roku Ihrowiczanom z Polski pozwolono odwiedzać rodzinną wieś
        i modlić się na zbiorowej mogile pomordowanych. Gdy pierwsi przyszli
        na cmentarz okazało się, że groby były zarośnięte chaszczami i
        trudno dostępne. Dzięki pomocy towarzyszących Polakom Ukraińców na
        grobach wykonano rabatki i postawiono krzyż z tabliczką w języku
        ukraińskim. Zawdzięczać to należy głównie Parascewii Białowąs,
        znanej i szanowanej także przez Ukraińców nauczycielce z ihrowickiej
        szkoły. To ona zachęciła pracującego na cmentarzu Wasyla Łysoho do
        uporządkowania grobu ks. Stanisława Szczepankiewicza. Ale kiedy już
        pojawiło się obramowanie grobu i krzyż, część Ukraińców była
        niezadowolona. Chętnie zatarliby wszelki ślad przypominający o
        holokauście tutejszych Polaków. Obecnie godzą się na postawienie
        krzyża na zbiorowej mogile, tylko nurtuje ich sprawa napisu. Śp.
        Karolka Białowąs „Wusajowa” odpowiedziała wprost, że „napysaty
        prawdu złe, a neprawdu szcze hirsze”.
        W 2002 r. otrzymałem wiadomość z Ihrowicy, że część rodzin
        ukraińskich pragnie dokonać składki i ufundować trwały nagrobek na
        mogile księdza Szczepankiewicza. Kobiety zwróciły się do Hanki Hołyk
        o powiadomienie i opinię Polaków. Prosiłem Hankę o przekazanie
        naszych podziękowań za szlachetną inicjatywę. Jednocześnie prosiłem
        o wstrzymanie się z tym pomysłem, ponieważ załatwiam upamiętnienie
        zbiorowej mogiły na szczeblu państwowym, z tablicami, na których
        będą imiona i nazwiska wszystkich pomordowanych. Wówczas również
        upamiętnimy grób księdza. Zaznaczyłem, że nigdy nie zgodzimy się na
        upamiętnienie tylko jednej ofiary, nawet tak wielkiej, jaką był ks.
        Szczepankiewicz, a pominięcie pozostałych.
        Hanka Hołyk opowiada, że każdej soboty chodzi na cmentarz
        porządkować groby. Grób księdza jest zawsze oplewiony i najczęściej
        w słoiku są ogrodowe lub polne kwiaty. Pielęgnacją zajmują się
        Ukrainki mieszkające w pobliżu cerkwi. Dziękujemy tym kobietom za te
        gesty pamięci. Ksiądz bardzo lubił kwiaty i nawet je malował.
        O ofiarach ukraińskich mordów na Kresach pamięta Dmytro Pawłyczko,
        współczesny poeta ukraiński pochodzący z Pokucia, były ambasador
        Ukrainy w Warszawie. Jeszcze w 1959 r. zamieścił w zbiorze
        poezji „Bystryna” wiersz pt. „Dermanski Krynyci” napisany pod
        wrażeniem banderowskiego mordu dokonanego na Polakach w wołyńskiej
        wsi Dermanów.
        Budesz Ukraino
        Dowho pamiataty
        Wykoleni oczi,
        Oczi – zorianyci.
        Budesz pamiataty
        Dermanśki krynyci!
        W wolnym tłumaczeniu na język polski, dokonanym przeze mnie wiersz
        ten brzmi następująco:
        Będziesz Ukraino
        Długo pamiętać
        Wykłute oczy,
        Oczy – gwiazdeczki.
        Będziesz pamiętać
        Dermańskie studnie!
        www-kresy.pl/wolyn/inne/wigilia.doc
    • mat120 Ks. Stanisław Szczepankiewicz 12.01.08, 09:10
      Jan Białowąs:

      "Ponieważ Stefcia leżała naprzeciwko plebanii, poszliśmy zobaczyć
      księdza ST. Szczepankiewicza, który został zamordowany razem z matką
      Anną, siostrą Stefanią i bratem Tadeuszem. Ludzie, którzy wychodzili
      z pomieszczenia gdzie leżeli pomordowani, strasznie płakali. Cała
      czwórka została zamordowana w straszny sposób. Siekierami
      porozcinano im głowy. Proboszcz miał rozciętą pierś. Ks. ST.
      Szczepankiewicz zajmował się leczeniem ludzi i za to był bardzo
      ceniony. Nikomu nie odmówił pomocy, Wiem na pewno, że leczył rodziny
      tych, którzy go zamordowali. (...)
      W 1956r., kiedy byłem w Ihrowicy po wojnie po raz pierwszy,
      odwiedziłem dawnych sąsiadów, którzy chętnie mnie przyjmowali.
      Ciocia Karpowniczka powiedziała mi wówczas, że księdza
      zamordował Iwaś Zahaluk. Na potwierdzenie tego dawała przykład, że
      żona mordercy po kilku miesiącach od pamiętnej wigilii., oddała do
      przeróbki buty księdza.. Jeśli to jest prawdą, potwierdzają się moje
      przypuszczenia, że księdza zamordowali ci których leczył."


      • wianuszek_kresowy Ks. Stanisław Szczepankiewicz vel.. 12.01.08, 16:33
        ladna para butow.

        > Szczepankiewicz zajmował się leczeniem ludzi i za to był bardzo
        > ceniony. Nikomu nie odmówił pomocy, Wiem na pewno, że leczył
        rodziny
        > tych, którzy go zamordowali. (...)

        A to nieladnie zamordowac czlowieka, ktory rodzinie pomagal..
        Na pewno nieladnie


        > W 1956r., kiedy byłem w Ihrowicy po wojnie po raz pierwszy,
        > odwiedziłem dawnych sąsiadów, którzy chętnie mnie przyjmowali.
        > Ciocia Karpowniczka powiedziała mi wówczas, że księdza
        > zamordował Iwaś Zahaluk.

        Mamy morderce!!!!!!

        Na potwierdzenie tego dawała przykład, że
        > żona mordercy po kilku miesiącach od pamiętnej wigilii., oddała do
        > przeróbki buty księdza.. Jeśli to jest prawdą,

        Ale do konca nie wiemy czy to prawda.

        potwierdzają się moje
        > przypuszczenia, że księdza zamordowali ci których leczył."


        Z pewnosci przechodzimy w sfere przypuszczenwink
      • liberum_veto beatyfikacja ks. Szczepankiewicza 15.01.08, 11:15
        Stanisław Białowąs - Wałbrzych
        ... O pańskim istnieniu dowiedziałem się od pana Bogdana Moroza
        podczas wspólnego spotkania z ks. M. Żydowskim ze Zbaraża.
        Dowiedziałem się wówczas, co się kryło pod pojęciem „wigilijna
        rzeź”, o której wspominała moja matka. Wiele z tego nie
        zapamiętałem, bo byłem nieco za mały. Matka nie potrafiła mi
        wytłumaczyć, dlaczego Polacy nie stawiali masowego i zorganizowanego
        oporu UPA, tylko uciekali w pola lub lasy rozpraszając się. Teraz
        wiem, że to był jedyny rozsądny i skuteczny sposób na przetrwanie.
        Co kryło się za tymi ludobójczymi mordami? Wiem już
        dzięki „Wspomnieniom z Ihrowicy na Podolu”. Świadczą o tym owe
        furmanki, którymi wożono rabowany dobytek Polaków. Chodziło o mord i
        rabunek, a nie walkę o niepodległość.
        Włos mi się jeży na głowie na samą myśl o tym, że nasi senatorowie –
        „arcypatrioci” potępili akcję „Wisła” zapominając, że po jej
        zakończeniu zgasły łuny w Bieszczadach i ucichł żałobny płacz.
        Zdziwiony jestem - czego nie ukrywam – swoistą „ukrainizacją” naszej
        polityki zagranicznej, czego nie widać na zasadzie wzajemności
        zrównoważonej po stronie Ukrainy. Oni mają w Polsce tablice
        pamiątkowe UPA na obszarach Zasania, a uzgodnienia prezydentów nie
        mogą doprowadzić do rozwiązania syndromu „Orląt Lwowskich”.
        Zbliża się powoli Wigilia 2004 roku, czyli 60. rocznica pamiętnej
        masakry. Żadne wspólne komisje rządowe nie będą w stanie wymazać
        tego z pamięci ludzkiej, choć próbuje się zmniejszyć do
        karykaturalnych rozmiarów straty żywiołu polskiego na Kresach.
        Warto byłoby spowodować zainicjowanie procesu beatyfikacji
        wspaniałego człowieka, którego twórcze i pracowite życie bez skazy
        skończyło się tak tragicznie. Chodzi o ks. Stanisława
        Szczepankiewicza, który do ostatniej chwili swego życia trwał tam,
        gdzie było jego miejsce powołania, gdzie znalazł sens życia,
        działając na rzecz współpracy obu narodów, polskiego i ukraińskiego.
        Zginął bo był Polakiem, osobą niezwykłego autorytetu i głębokiej
        wiary. Tak jak Janusz Korczak nie opuścił swoich dzieci, tak samo
        postąpił ks. Stanisław.
        Aby ta inicjatywa zrodziła pierwszy krok, potrzebne będą do tego
        dane osób, które albo były bezpośrednimi świadkami, albo znają tę
        tragedię od bezpośrednich świadków i są świadkami pośrednimi.
        To pozwoli uzyskać od nich - w razie potrzeby - pisemne relacje dla
        potrzeb beatyfikacyjnych ...
        Nie wiem jak długo ten proces będzie trwał, ale jestem przekonany,
        że zakończy się pomyślnie ....
        Ofiary zbrodni UPA nie mogą ulec zapomnieniu, tym bardziej, że
        Ukraina powoli dryfuje w kierunku „drugiego Perejesławia” (ten
        pierwszy niczego ich nie nauczył) ...
        Wigilijny wieczór, wsparty m.in. pustym talerzem dla
        niespodziewanego gościa, niech już nigdy więcej nie będzie
        przerywany napadami z toporem i widłami w rękach, jękiem konających
        ludzi ....
        Zaznaczam, że nie mam nic do zarzucenia mniejszościom narodowym
        mieszkającym z nami pod wspólnym niebem. Pragnę, aby stereotyp
        Ukraińca – jeśli już taki jest - kojarzył się z postacią Iwana
        Franki, zamiast ryzuna, bandery, czy też .... mafii.
        Myślę, że warto byłoby zrobić coś dla następnych pokoleń, aby
        utrwalić charakter polskości wspaniałych Kresów ...
        • wianuszek_kresowy Re: beatyfikacja ks. Szczepankiewicza 16.01.08, 00:29
          liberum_veto napisał:

          Aby ta inicjatywa zrodziła pierwszy krok, potrzebne będą do tego
          dane osób, które albo były bezpośrednimi świadkami, albo znają tę
          tragedię od bezpośrednich świadków i są świadkami pośrednimi.
          To pozwoli uzyskać od nich - w razie potrzeby - pisemne relacje dla
          potrzeb beatyfikacyjnych ...

          Zapewno ewidencja cudow dokonanych tez moze byc przydatna, moze i
          buty sie jeszcze u domniemanego mordercy zachowaly.

          P.s.
          Prosze dac znac jak dalece zaawansowany jest proces beatyfikacyjny.
    • liberum_veto Próba zafałszowania prawdy o ihrowickiej zbrodni 28.01.08, 17:54
      Uchwała Krajowego Prowidu OUN z 22.06.1990 r. pt. „Tajne plany
      Ukrainy” w punkcie 2 kładzie nacisk na zniekształcanie prawdy o
      morderstwach dokonanych na Polakach przez UPA. – „Eliminować
      wszelkie polskie próby zmierzające do potępienia UPA za rzekome
      znęcanie się jej na Polakach. Wykazywać, że UPA nie tylko nie
      znęcała się nad Polakami, ale przeciwnie, brała ich w obronę przed
      hitlerowcami i bolszewikami (...) Mordy, którym zaprzeczyć nie
      można, były dziełem sowieckiej partyzantki lub luźnych band, z
      którymi UPA nie miała nic wspólnego”.
      Przykładem realizacji owych „tajnych planów Ukrainy” jest
      artykuł pt. „Spowid’ kata” zamieszczony 18.08.1998 r. w ukraińskim
      piśmie „Swoboda”. Stało się to niedługo po ukazaniu się pierwszego
      wydania mojej książki pt. „Wspomnienia z Ihrowicy na Podolu”, w
      której opisałem ludobójstwo w Ihrowicy.
      Spowiedź kata
      Umierał długo i ciężko. Początkowo jęczał, z czasem zaczął
      krzyczeć tak, że słychać było w całym szpitalu. Jako oficer KGB
      leżał on w specjalnym pokoju, korzystając z wszelkich przywilejów.
      Ale życie opuszczało jego ciało. Narkotyki już nie działały.
      Wyniszczone ciało błagało o śmierć. Wówczas poprosił o księdza, ale
      tego już dawno nie było. Wtedy ktoś mu poradził, żeby wyspowiadał
      się przed ludźmi. Przyszli wszyscy chorzy, którzy mogli chodzić. On
      zaczął ledwo słyszalnym głosem opowiadać.
      - Ukończyłem specjalną leningradzką szkołę wojsk Ministerstwa Spraw
      Wewnętrznych do walki z bandytyzmem i byłem skierowany do
      województwa tarnopolskiego. Brałem udział w wielu bitwach z
      banderowcami. Myśmy wysiedlali rodziny banderowców i tych, którzy im
      pomagali - na Sybir. Wszystko to, co można było zrabować,
      zabieraliśmy, a ludzi wywoziliśmy na stację kolejową, gołych i
      bosych, bez kawałeczka chleba. Stalin, jak wy oczywiście wiecie,
      oddał część zachodniej Ukrainy Polakom, ale miejscowi Polacy nie
      chcieli wyjeżdżać do Polski. Dlatego otrzymaliśmy rozkaz organizować
      specjalne banderowskie bojówki. Zadaniem tych bojówek było napadać
      na polskie wsie i pozorując banderowców, wyganiać ich do Polski.
      ...Wydaje się, że było to we wsi Ihrowica wielkogłębockiego
      (albo - tarnopolskiego) rejonu. Był polski wieczór wigilijny. W
      domach świeciły się kaganki, ludzie jedli kutię, kolędowali. My
      przebrani za banderowców okrążyliśmy wieś. Wszczęliśmy strzelaninę.
      Rozszczekały się psy, ludzie wybiegali z chat, a my w tym czasie
      zabieraliśmy to, co w ręce wpadło, a chaty podpalaliśmy. Do jednego
      z domów wskoczyło nas czterech. Przed obrazami klęczały na kolanach
      matka i córka. One modliły się. Jakże piękna była młodziutka Polka.
      Ja nie wahając się zaciągnąłem ją do łóżka, potem oddałem ją swoim
      chłopcom. Stara milczała i tylko jeszcze głośniej modliła się. Kiedy
      wszyscy do syta „pobawili" się, ja chwyciłem młodą Polkę za
      włosy ... i wbiłem nóż w samo serce.
      - Bandery! Bandyci! - Krzyczała stara. My wywlekliśmy stare
      ścierwo na podwórze, a dom podpaliliśmy. Stara długo jeszcze
      przeklinała banderowców.
      ... Akcja trwała niemal do północy. Rano nasz garnizon
      przyszedł do wsi już w mundurach armii radzieckiej. Wszyscy Polacy
      witali nas i opowiadali o strasznych zbrodniach, jakich na nich
      dokonali banderowcy. Po dokonaniu tych „czynów" nasz garnizon
      przerzucili do województwa stanisławowskiego ....
      Dmytro Czernychiwskij

      Niestety - obok pełnej współczucia poezji Dmytra Pawłyczko -
      banderowskie mordy na Polakach na Wołyniu i Podolu doczekały się
      wielu takich kłamstw.
      www-kresy.pl/wolyn/inne/wigilia.doc
    • liberum_veto zbrodnie banderowskie: Dobrowody 12.02.08, 08:25
      Antoni Iżycki - Wrocław
      Ogromnie się cieszą, że powstała książka, w której opisana jest
      tragedia w Ihrowicy. Dziękuję za zamieszczenie mojej relacji o
      Dobrowodach. Takie książki stają się pamięcią o tych, którzy
      pozostali na zawsze w Małych Ojczyznach naszego urodzenia. Dobrze,
      że są jeszcze tacy ludzie jak Pan, którzy tę pamięć pielęgnują.
      W tym czasie w Dobrowodach z rąk banderowców śmierć ponieśli
      • rodzina Karola Dziedzica, który był na wojnie (w WP): żona Jadwiga
      zginęła przez uduszenie, córka - przez uduszenie, niemowlę - pierś
      przebita nożem.
      • Jan Witomski, lat ok.60, zamieszkały na Górze Babija. Został on
      zastrzelony na progu swojego domu przez sąsiada - bandytę, Andreja
      Koszyka. Żona zamordowanego, Ukrainka, oświadczyła, że bandyta
      zapukał w nocy do okna i poprosił po ukraińsku - Dliad'ku wiczynit!
      (Wujku otwórz!). Zastrzelił Witomskiego, gdy ten otwierał drzwi.
      • Stachów mieszkał w uliczce blisko kościoła i Kooperatywy.
      Zwolniono go z wojska z powodu złego stanu zdrowia. Nocą, po kilku
      dniach od chwili jego powrotu, został napadnięty we własnym domu i
      zastrzelony w ogrodzie, gdy próbował uciekać przez okno. Ciało
      zamordowanego było zmasakrowane.
      • Paweł Sąsiadek, lat 70, mieszkał na ul. Kurnickiej. Był dziadkiem
      Kazimierza Iżyckiego, obecnie mieszkającego w Nysie oraz Władysława
      Taratuty z Korfantowa. W nocy został porwany z domu i uduszony
      drutem kolczastym. Ciało zamordowanego znaleziono po kilku dniach w
      rzece pod wsią Czumale. Pochował go mój dziadek - Franciszek Iżycki.
      Ponieważ nie było już polskiego księdza, zwrócono się do parocha
      grekokatolickiego z prośbą o chrześcijański pochówek. Ksiądz
      grekokatolicki kategorycznie odmówił. W czasie transportu ciała na
      cmentarz zebrani obok cerkwi Ukraińcy - była niedziela - śmiali się
      z tej tragedii i z takiego pogrzebu.
      • Minartowicz - lat 70. Mieszkała na ulicy Kurnickiej. Nocą została
      porwana z domu i ślad po niej zaginął. Wg miejscowych Ukraińców,
      ciało zamordowanej rozdziobały kruki i wrony w tzw. Kominyci na
      Dojihodach.
      • Olijowska, Polka, żona Ukraińca, lat 52, mieszkanka ul.
      Dubowieckiej. Wyszła z domu do rodziny w Opryłowcach i ślad po niej
      zaginął. Wg Ukraińców, prawdopodobnie zamordowana została w lesie.
      • Piotr Wysocki - powrócił z robót przymusowych z Niemiec. Żona
      jego była Ukrainką. Mieszkali przy drodze na Dubowce w mieszkaniu
      opuszczonym przez Polaków. W 1946 roku został zastrzelony, rzekomo
      przez NKWD, za współpracę z banderowcami. Do jego śmierci
      przyczyniła się żona. Po jego śmierci ukrywała się ona razem z
      banderowcami.
      • Piotr Wiciak - wrócił po wojnie zwolniony z wojska. Żona jego
      była Ukrainką. Mieszkali w gospodarstwie opuszczonym przez Polaków
      (Jadwigę Kurtesz). W 1946 roku rzekomo powiesił się. Do jego śmierci
      przyczyniła się również żona. Ukraińcy opowiadali, że najpierw
      został zamordowany, a następnie powieszony, co miało upozorować
      samobójstwo.
      • Niezidentyfikowana kobieta i mężczyzna. Pochodzili oni z innej
      miejscowości. Zostali zamordowani w oborze Zielińskich, na kolonii,
      przed wsią Kurniki. Wg Ukrainki Kowalskiej, mordu dokonali
      banderowcy z Dobrowód, bracia Buczkowscy.
      Z opowiadań moich rodziców wiem, że na Korczunku zostały zamordowane
      dwie kobiety z Dobrowód. Wiem również, że mieszkały one na Górze
      Babija - w kierunku na Dubowce i Kol. Korczunek. Były to Ukrainki -
      Michalina Kupyna i Czesława Nakonieczna.
      www-kresy.pl/wolyn/inne/wigilia.doc
    • liberum_veto Feliks Budzisz – Gdańsk 24.02.08, 06:48
      ... serdecznie dziękuję za cenną przesyłkę: książkę, broszurę,
      artykuły i list oraz jeszcze raz za książkę, która jest ładnie,
      rzeczowo napisana i bogato ilustrowana. Są to niezaprzeczalnie jej
      duże zalety. Dzięki temu pana praca stanowi najtrwalszy pomnik, bo w
      bibliotekach przetrwa wieki. Pamięć ludzka wraz z naszym odejściem
      ustanie, a książka będzie trwać i przypominać tamtą tragedię i
      zbrodnię.
      Ja chętnie takie książki gromadzę i wypożyczam znajomym, którzy
      często twierdzą, że o czymś takim pierwszy raz słyszą ...
      Dziękuję również za ciepłe słowa o moim tekście, chociaż i cierpkie,
      czy tylko krytyczne przyjmę z wdzięcznością, bo one mi podpowiadają,
      jak można inaczej spojrzeć na problem czy fakt.
      Przesyłam w rewanżu swoje wspomnienia, które napisałem może zbyt
      infantylnie, ale z taką intencją, żeby właśnie spojrzeć na tamte
      czasy oczyma trzynastoletniego chłopca. Czy mi się to udało, trudno
      powiedzieć. Ocenić mogą to inni.
      Miałem kłopoty z wydaniem, ale na szczęście znalazł się ktoś i
      wydał. Liczył, że na tym zarobi, ale nie jest to takie proste.
      Trzeba by trochę reklamy, a wydaje mi się, że położył łapę na tym
      Związek Ukraińców w Polsce. Jednym książka się podoba, innym pewnie
      nie, bo nic nie mówią. Wielu domaga się, by napisać dalszą część, bo
      ich ciekawią dalsze losy osób wymienionych we wspomnieniach. Może
      nawet się i zabiorę, ale najpierw muszę zdobyć materiał, zwłaszcza z
      gazet Polski Lubelskiej, bo ciąg dalszy dotyczyłby tamtych czasów.
      Jestem nastawiony na wszelkie uwagi krytyczne i o nie chcę prosić.
      Wysyłam Panu również teksty, które pisałem w różnym czasie. Niech
      Pan zwróci uwagę na ten pt. „Nie obrażajcie nas”, który jest reakcją
      na bojkot uroczystości we Wrocławiu. Redakcja wykreśliła kilka zdań,
      ale pewnie bez szkody dla całości. Pan Siemaszko wysłał mi nawet
      gratulacje, co sprawiło mi radość i uspokojenie, że nie jest to złe.
      Teraz siedzę nad materiałami z polsko-ukraińskich seminariów.
      Ukazały się już 4 tomy, a wkrótce będzie piąty. Takich zuchwałych,
      pokrętnych wypowiedzi, jakie są tam zamieszczane, poza Litopysami
      UPA, trudno pewnie znaleźć. A polska strona przyjmuje je milcząco,
      bez protestu i jeszcze pozwala na ich druk. W 1. tomie, jeżeli
      usunie się referat prof. W. Filara, otrzymamy Litopys najczystszej,
      a właściwie - najbrudniejszej wody. Chcemy tutaj zaprotestować wobec
      wszystkich środowisk 27 DW AK.
      Co do Przemyśla i Wrocławia, a właściwie władz tych miast, ich
      niegodziwych postaw - powinniśmy dać im to odczuć, by nigdy nie
      zaznawały spokoju, a zamiast życzeń świątecznych i noworocznych
      wysłać im odpowiednie teksty za tak bolesne upokorzenie nas i Ofiar
      OUN-UPA ...
      www-kresy.pl/wolyn/inne/wigilia.doc
          • wianuszek_kresowy Re: Feliks Budzisz – Gdańsk 24.02.08, 16:09
            Nie sadze, akcja udokumentowana, zbyt wiele sie juz nie da zrobic,
            tyn krupniok sie juz przypalil i tyle.
            Ale slyszalem, ze polskiej stronie gdzies pare setek tysiecy(liczac
            skromnie) ofiar zaginelowinkZmartwychwstania masowe sie na Wisla
            odbywaly, czy moze felusiopodobni bez liczydel, "na oko" straty
            szacowali?
                • cudowianek Re: Feliks Budzisz – Gdańsk 24.02.08, 19:12
                  wianuszek_kresowy napisał:

                  > Nie oplaca sie,
                  zeby prawde zamazac wszystko sie oplaca nawet bandziorow w mundury z arielkiem i zwiezda poprzebierac
                  prawda zawsze na jaw wyjdzie,
                  juz dawno wyszla
                  tak jak nie oplacalo
                  > sie burkom kresowym, nawywijali wianuszkow az milo,
                  troche dobrej woli zgody panow prokuratorow z ukrainy i lopata a wykopac mozna tych wianoszkow bez liku chocby w bazaltnoje 9 dawniej janowa dolina 9
                  dzial w
                  > matematyce stworzyli kresowe rachunki krzywdowewink
                  chyba nie liczysz na gruba kreske kresowianie nie maja mazowieckich bo mazowieccy szczaja na kresowiakow od zawsze
                    • mat120 Re: Feliks Budzisz – Gdańsk 25.02.08, 01:12
                      WK, wyznaj szczerze, które ukraińskie trupy z Terki są dla ciebie
                      cenniejsze; te, które sprzyjały za życia narodowi polskiemu,
                      odmawiały służby w UPA czy te które zginęły tam z rąk polskich?

                      PS. O Lachach i Żydach z Terki, ofiarach policji ukr. i UPA nie
                      warto chyba wspominac bo wiadomo, że nic dla ciebie nie znaczą.
                      • wianuszek_kresowy Re: Feliks Budzisz – Gdańsk 25.02.08, 11:09
                        mat120 napisał:

                        > WK, wyznaj szczerze, które ukraińskie trupy z Terki są dla ciebie
                        > cenniejsze; te, które sprzyjały za życia narodowi polskiemu,
                        > odmawiały służby w UPA czy te które zginęły tam z rąk polskich?


                        Szczerze mowiac, nie wiedzialbym od czego wycene trupa zaczac,
                        jakies wskazowki?
                        WOP to regularne polskie wojsko, obrzucili granatami i spalili
                        zywcem ukrainskich zakladnikow(starcy, kobiety i dzieci).


        • tomusniepiskaj Re: Feliks Budzisz – Gdańsk 24.02.08, 15:46
          tomekk46 napisał:
          nie moga zydzi i ukraincy rzadzic na naszej polskiej ziemi!
          ano prowda tomus to jak jus wicie panocku cyja to jest ziemnia to se tak gembe lobetsyjcie literka popijcie jak macie galoty to je wciongnijcie i idzta gdziesitam zydkow sukoc do kompaniji
      • liberum_veto Możemy przebaczyć, ale nie zapomnieć 25.02.08, 17:27
        Obchody 50. rocznicy mordu Polaków w Ihrowicy, Kołodnie, Netrebie i
        Kurnikach
        Od 1993 r. czyniłem starania o uporządkowanie zbiorowej mogiły
        Polaków zamordowanych w Ihrowicy oraz postawienie na niej krzyża lub
        innego symbolu właściwego temu miejscu. Decyzję uzależniono od zgody
        Tarnopolskiej Rady Narodowej. Jednak ten władny urząd uzależnił
        zezwolenie od werdyktu Rady Najwyższej Ukrainy w Kijowie. Czas
        płynie, a zezwolenia jak nie było, tak nie ma.
        Starsze pokolenie z niecierpliwością oczekiwało uroczystości
        chociażby symbolicznego pochówku ofiar banderowskich mordów, jeśli
        już nie na cmentarzu w Ihrowicy, to w jakiejś parafii w Polsce,
        gdzie żyją Ihrowiczanie. Wybór padł na Korfantów w województwie
        opolskim. Jest tam piękny kościół w stylu rokoko oraz duży i zadbany
        cmentarz. Ks. dziekan, proboszcz tej parafii, Andrzej Ziółkowki
        okazał przychylność i pomoc tej inicjatywie.
        Naoczni świadkowie zbrodni UPA-SKW to ludzie starsi. Nie można więc
        było zwlekać z uroczystością, ale jak najszybciej zorganizować
        spotkanie, by mogli jeszcze uczestniczyć w tym symbolicznym
        pogrzebie pomordowanych. W Korfantowie mieszkają nie tylko
        przesiedleńcy z Ihrowicy, ale również byli mieszkańcy Kurnik,
        Netreby, Kołodna i innych miejscowości z Wołynia i Małopolski
        Wschodniej, w których popełniono ukraińskie zbrodnie.
        Kresowianie szybko doszli do porozumienia i wyłonili Komitet Budowy
        Pomnika. W jego skład weszli przedstawiciele czterech miejscowości:
        Ihrowicy, Kurnik, Kołodna i Netreby. Dzięki ich ofiarności pomnik
        został odsłonięty 10 września 1995 r.
        www-kresy.pl/wolyn/inne/wigilia.doc
    • liberum_veto odsłonięcie pomnika w Ihrowicy 09.07.08, 06:59
      Główna uroczystość z Mszą św. koncelebrowaną pod przewodnictwem ks.
      Tomasza Anisiewicza, kapelana garnizonu Rzeszów, odbyła się na
      cmentarzu rzymskokatolickim w Ihrowicy. Celebrans rozpoczął
      Eucharystię słowami pieśni Wajdeloty Adama Mickiewicza: "Skarby
      mieczowi spustoszą złodzieje, pieśń ujdzie cało, tłum ludzi obiega".
      - Ci, którzy tu spoczywają, karmili się wartościami Bóg, Honor,
      Ojczyzna - mówił ks. Anisiewicz. - Niech ta pieśń i nam przypomina o
      tych wartościach w naszym życiu, byśmy nimi kierowali się jako
      drogowskazami - dodał.
      W homilii ks. Władysław Iwaszczuk, proboszcz parafii w Krzemieńcu,
      wyraził nadzieję, że upamiętnienie Polaków zamordowanych na Kresach
      oraz modlitwa "za ofiary i ich oprawców" nie spowoduje "nowej fali
      wzajemnych żalów, pretensji i nienawiści".
      - To właśnie prawda prowadzi człowieka do przebaczenia Bożego i
      tego, które otrzymujemy od bliźnich - podkreślił ks. Iwaszczuk. -
      Jest to prawda trudna dla obu narodów, prawda o tych, którzy byli
      zbrodniarzami, ale i o tych, którzy ratowali ludność polską - mówił
      kaznodzieja.
      Choć kresowianie, którzy w minioną sobotę doczekali się po 65 latach
      od tragicznych wydarzeń mogił na grobach swoich najbliższych, nie
      kryli radości, wzruszenia i wdzięczności wobec Rady Ochrony Pamięci
      Walk i Męczeństwa, kierującego radą Andrzeja Przewoźnika, a także
      ihrowiczanina, płk. Jana Białowąsa, prawdziwego spiritus movens
      upamiętnień na Podolu, to jednak sobotnia uroczystość nie obyła się
      bez pewnych dysonansów. Jednym z nich była pięciogodzinna odprawa
      przez ukraińskie służby graniczne trzech autokarów z uczestnikami
      uroczystości, co spowodowało konieczność jej przesunięcia o dwie
      godziny. Jako niepotrzebne i ujawniające brak po stronie ukraińskiej
      woli zmierzenia się z trudnym problemem ludobójstwa dokonanego przez
      Ukraińską Armię Powstańczą na ludności polskiej odebrano fragment
      wystąpienia przedstawiciela obwodu tarnopolskiego deputowanego
      Tkaczuka, który próbując relatywizować ukraińską winę, przypomniał o
      sprawie Pawłokomy, Zawadki Morochowska i akcji "Wisła". - Jak można
      porównywać jakieś jednostkowe akcje odwetowe czy sprawę wysiedleń z
      1947 r. z przeprowadzoną na ogromną skalą akcją zaplanowanego
      ludobójstwa - mówił z goryczą jeden ze starszych ludzi obecnych na
      uroczystości (mężczyzna prosił o niepodawanie nazwiska). Wprawdzie w
      uroczystościach wziął udział poseł Maciej Płażyński, prezes
      Wspólnoty Polskiej, a minister Przewoźnik odczytał list od premiera
      Donalda Tuska, ale niedosyt budziła u Kresowian absencja
      przedstawicieli najwyższych polskich urzędów.
      - To dobrze, że powstały te upamiętnienia, ale moim zdaniem, nie
      spowodują one przełomu w stosunku Ukraińców do tamtych wydarzeń i
      nadal u tych naszych sąsiadów o każdą piędź i pamiątkę trzeba będzie
      zabiegać i walczyć bardzo uporczywie - uważa ks. Tadeusz Pater,
      który poświęcił pomnik na mogile zamordowanych w Berezowicy Małej. -
      Szkoda, że ta uroczystość nie miała charakteru centralnej
      uroczystości rządowej na najwyższym szczeblu, choć powinna go mieć.
      W Pawłokomie były najwyższe władze państwowe i najwyższe władze
      kościelne z obu stron, co bardzo nagłośniło tę sprawę. Tu raczej
      starano się nie nadawać tej uroczystości rozgłosu. To niedobra dla
      Polski polityka historyczna - uważa ks. Pater.
      Adam Kruczek, Ihrowica
      www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20080707&id=po03.txt
    • liberum_veto zabijanie siekierami - ukraiński etos narodowy 11.07.08, 17:40
      Ojciec dobrze rąbał
      2008-07-05
      Dziś w Ihrowicy k. Tarnopola odbędą się uroczystości ku czci 90
      Polaków pomordowanych przez faszystów z Ukraińskiej Armii
      Powstańczej. Mord tutaj dokonany był przeprowadzony w perfidny
      sposób. Na datę ataku na polską wioskę wybrano bowiem Wigilię 1944
      r., a więc czas kiedy Polacy, głównie kobiety, dzieci i starcy
      (mężczyźni zostali bowiem wcieleni do armii Berlinga) zgromadzili
      się przy wigilijnych stołach. Napastnicy zarąbali wówczas siekierami
      90 Polaków, w tym tamtejszego proboszcza ks. Stanisława
      Szczepankiewicza oraz jego matkę, siostrę i brata. W czasie napadu
      obrabowano i spalono wszystkie polskie domy.
      Podobnych napaści w tej okolicy było bardzo wiele. Dla przykładu, w
      pobliskiej Berezowicy Małej zamordowano 131 Polaków, a w Lozowej
      106. Największa jednak zbrodnia miała miejsce w Hucie Pieniackiej, w
      której wymordowano, głównie przez spalenie żywcem, 1100 osób, oraz w
      Podkamieniu, gdzie zamordowano 600 osób, które skryły się w
      klasztorze dominikańskim.
      Odsłaniany dziś monument nie będzie mówił jednak całej prawdy, bo na
      widniejącym na nim napisie nie będzie informacji, kto zamordował
      Polaków. Taka jest bowiem polityka tak strony ukraińskiej, jak i
      polskiej Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Przewodniczącym
      Rady jest Władysław Bartoszewski, ale jest on tam kompletnym
      figurantem, a całością spraw od 1992 r. kieruje niepodzielnie jej
      sekretarz, Andrzej Przewoźnik, osoba, mówiąc delikatnie,
      kontrowersyjna. Piszę to tak dlatego, że ponosi on osobistą
      odpowiedzialność za to, że ciało arcybiskupa Józefa Teodorowicza
      nadal nie powróciło na swoje miejsce, czyli do Alei Zasłużonych na
      Cmentarzu Orląt we Lwowie.
      O działaniach samych Rady i jej zamierzeniach niewiele można się
      dowiedzieć, jej strona internetowa jest w ustawicznej "przebudowie".
      W ubiegłym roku otrzymałem informację, że Rada ustawi pomnik na
      mogiłach 176 Polaków pomordowanych w Korościatynie, skąd pochodzą
      moim dziadkowie, ale na obietnicach się tylko skończyło.
      Powracając do sprawców zbrodni, to warto zaznaczyć, że wbrew
      ukraińskiej propagandzie UPA formacją zbrojną nie była i w
      regularnych walkach na froncie nie brała udziału. Trudno nawet
      nazwać ją partyzantką. W rzeczywistości była to zbieranina
      przeróżnych rzezimieszków, posługujących się nie tyle bronią palną,
      co siekierami, widłami i nożami. Ich specjalnością były podstępne
      napady rabunkowe na bezbronne wioski oraz wyrzynanie cywili, głównie
      kobiet i dzieci. Grabili przy tym, co się tylko dało np. pierzyny,
      garnki i kury.
      Zabijanie bezbronnych siekierami stało się ukraińskim etosem
      narodowym. Najlepiej ilustruje to opis zawarty w monografii
      ludobójstwa Polaków na Tarnopolszczyżnie. Otóż Stefan Dancewicz,
      były mieszkaniec wsi Puźniki w powiecie Buczacz, wymordowanej przez
      UPA, przybył parę lat temu w rodzinne strony. O to co zapisał w
      swojej relacji:
      Zapytani młodzi Ukraińcy na Zalesiu, gdzie była suszarnia, w której
      banderowcy w 1945 r. spalili żywcem kilkudziesięciu Polaków,
      niewiele wiedzą o tamtych tragicznych czasach (...) Inny młody
      Ukrainiec zapytany, "Czy on walczył za Samostijną Ukrainę?",
      odpowiedział, że nie, bo wtedy był jeszcze za mały i żałuje, że nie
      mógł tego robić, ale dodał: "mój ojciec za to dobrze rąbał". Nie
      potrafił jednak odpowiedzieć, za co "rąbał" sąsiadów - Polaków.
      (ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski)
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=932
    • mat120 Re: Wigilia w podolskiej wsi Ihrowica - 24.12.1944 12.12.08, 17:30

      5 lipca 2008r. odbyły się w Ihrownicy uroczystości odsłonięcia
      i poświęcenia pomnika banderowskich ofiar "krwawej wigilli" z 1944r.

      Napis na pomniku brzmi:
      "Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej
      Do Ciebie Panie, Woła ten głos"

      Mszę celebrowało siedmiu księży.

      Fragmenty przemówienia byłego mieszkańca Ihrownicy Jana Białowąsa:

      "Na ten dzień czekaliśmy 63 lata. (...) My starsi wiekiem jesteśmy szczęśliwi,
      że doczekaliśmy chwili, że na cmentarzu gdzie spoczywają prochy naszych przodków
      możemy sie modlić za pomordowanych.
      (...) W Wigilię Bożego Narodzenia 1944r. w wielu domach dzielono się opłatkiem,
      spożywano kutię i składano sonie wzajemnie życzenia doczekania końca wojny. W
      tym uroczystym momencie napadnięto nas. Zamordowano wówczas 92 osoby.
      Szczególnym rodzajem tragedii jest śmierć ks. Szczepankiewicza. Oddał on zycie
      by uratowac wiele polskich rodzin, bo kiedy rozbijano drzwi jego domu, on
      powiadomił parafian dzwonkiem zawieszonym na strychu o napadzie. Ci którzy nie
      usłyszeli - zginęli. A ci, którzy skryli się na strychach domów spłonęli żywcem.
      Np. rodzina Białowąsów "Głombów". Ich wołanie do Boga i ludzi o ratunek, słyszę
      do dzisiejszego dnia. Ks. Szczepankiewicz został w porę ostrzeżony przez księdza
      grekokatolickiego. Odmówił wyjazdu do Tarnopola, lub ukrycia się z rodziną u
      niego przy cerkwi.Odpowiedział, że dobry pasterz nie opuszcza swego stada w
      niebezpieczeństwie, co będzie moim parafianom to i mnie.
      To nie był tylko kapłan/ Jako lekarz skutecznie leczył wszystkich: Polaków,
      Ukraińców i Żydów. (...) Dwa dni przed śmiercią powiedział do ks. Jana Mądrzak z
      Berezowicy Małej; Ja w Ihrownicy od swoich Ukraińców nie spodziewam się takiej
      tragedii jakiej doświadczyliście wy od swoich w Berezowicy. Nie ma słów
      dostatecznie mocnych by wyrazić po nim żal. Swoją służbą Bogu i bliźnim nie
      zasłużył na śmierć zadaną siekierą.
      (...) jesteśmy wdzięczni tym ukraińskim sąsiadom, którzy ratowali nas Polaków.
      Nie wymieniam ich po nazwisku, żeby kogoś nie pominąć. Było Was wielu. Chwała
      Wam za to, że okazaliście się ludźmi."
    • mat120 Banderowska "wersja" Ihrownicy 31.03.09, 20:17
      Na forum NSiW zamieszczono tłumaczenie artykułu z NS autorstwa znanego skądinąd
      niejakiego Huka Bogdana. Poziom zamieszczonych tam bredni bije wszelkie rekordy.
      Nie warto byłyby się tym zajmować gdyby nie fakt, że tę antypolską gadzinówkę
      finansuje lacki podatnik.sad

      A oto próbka hukowego "pisarstwa" dotycząca Ihrowicy:

      "Wszyscy autorzy z „Na rubieży” są przekonani: w Ihrowicy mordowali
      ukraińscy nacjonaliści. A oto możliwość całkiem innego scenariusza -
      wspomnienie Dmytra Czernychiwśkoho, wydrukowane w gazecie „Swoboda”
      z 18 sierpnia 1998 r. On, były oficer KDB, na łożu śmierci
      zeznał: „... zdaje się, że to było w wiosce Ihrowica (...). Była
      polska wigilia. (...) My, przebrani za banderowców, obstawiliśmy
      wieś. I zaczęliśmy strzelać. (...) Akcja trwała prawie do północy.
      Rano nasz garnizon wszedł do wsi już w mundurach radzieckiej armii.
      Wszyscy Polacy nas witali i opowiadali o strasznych morderstwach
      popełnionych u nich przez banderowców.” I, o czym Czernychiwśkyj już
      nie wspomina, masowo zgłaszali się na wyjazd do Polski. Mieli
      wyjechać, bo była zawarta umowa pomiędzy USRR i Polską z 9 września
      1944 r. o wymianie ludności, a ihrowiczanie nie chcieli jej wykonać,
      bo jak wszyscy chłopi świata chcieli pozostać na swoim. Czy za nich
      nie podjęło decyzji NKWS?"
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=49301&w=89444055&a=93430870

      Artykuł jest jednym wielkim atakiem na Andrzeja Przewoźnika, który..:

      "...powinien nauczyć się całej historii, a nie
      tylko polskiego jej fragmentu. Historia ma wiele znaczeń, co dla
      sekretarza Rady w międzynarodowych stosunkach powinno być
      aksjomatem! A. Przewoźnik odrobił lekcję z polskich ofiar na
      Kresach, ale dlaczego, wyciągnąwszy z niej wnioski, postanowił
      poniżać godność Ukraińców i historii Niepodległej Ukrainy?"

      Nota bene krążą pogłoski, że Andrzej Przewoźnik ma być zastąpiony przez
      uczennicę Osadczuka - B.Berdychowską, co zapewne byłoby powitane z wielką
      radością przez kainowych potomków.


      • seba-1 Re: Banderowska "wersja" Ihrownicy 01.04.09, 13:49
        Chciałem nawet coś odpisać na ten post w NSiW ale... machnąłem ręką.
        To że Huk i jemu podobni wierzą w takie opowiastki rzekomych
        oficerów sowieckiej bezpieki mówi samo za siebie. Ale gdyby
        zamieścić zeznania upowca przed bezpieką, powiedzą - niewiarygodne,
        wymuszone. Żenada.
        • mat120 Re: Banderowska "wersja" Ihrownicy 01.04.09, 20:42
          seba-1 napisał:
          Chciałem nawet coś odpisać na ten post w NSiW ale... machnąłem ręką.

          I miałeś rację. Zamieszczanie panahukowych idiotyzmów na pretendującym do
          "rozsądnego" forum NSiW lepiej pominąć milczeniem. A Huk komentuje się sam, że
          przytoczę tu słowa Hansa.smile
    • liberum_veto Jedni Ukraińcy spalili dom, drudzy uratowali życie 24.12.09, 07:54
      www.rp.pl/artykul/410039_Jedni_spalili_dom__drudzy_uratowali_zycie.html
      Kwiaty na pomniku
      Jaki jest stosunek mieszkających dziś w Ihrowicy Ukraińców do
      masakry sprzed 65 lat?
      — Często odwiedzam rodzinną wieś i nigdy nie spotkałem się z
      oznakami wrogości. Ukraińcy powtarzają mi, że bardzo żałują tego, co
      się stało. Przyjmują mnie w domach, z ciekawością wypytują o Polskę.
      Zawsze przywożę im naszą przyprawę do zupy, którą oni uwielbiają –
      opowiada pan Białowąs.
      Po wielu latach starań doprowadził do upamiętnienia ofiar masakry. W
      zeszłym roku na miejscowym cmentarzu Rada Ochrony Pamięci Walk i
      Męczeństwa postawiła pomnik. Niestety, protest w jego sprawie
      zgłosiły tarnopolskie władze. Ich zdaniem zamiast „pomordowani” na
      tablicy powinno być napisane: „zginęli tragicznie”.
      – To groteskowe żądanie. Czy można powiedzieć, że człowiek zarąbany
      siekierą czy utopiony w studni „zginął tragicznie”? Najwyraźniej w
      lokalnej administracji nadal zasiada wielu ludzi, którym bliska jest
      ideologia UPA – mówi Białowąs. – Dla mnie ważne jest jednak co
      innego. Że nie ma niedzieli, by na naszym pomniku miejscowi Ukraińcy
      nie złożyli kwiatów. Oni pamiętają o wymordowanych polskich
      sąsiadach.
      Również pani Ciszak podkreśla, że gdy pojechała do Ihrowicy,
      spotkała się z wielką życzliwością ze strony mieszkańców. Nawet
      człowiek, który przejął jej rodzinne obejście, przyjął ją bez
      wrogości. – W każdym narodzie są ludzie źli i dobrzy. Choćby moja
      historia. Ukraińcy spalili mi wieś, zamordowali moich krewnych i
      sąsiadów, ale jednocześnie to Ukrainka uratowała mnie przed
      straszliwą śmiercią – podkreśliła pani Ciszak, która mieszka obecnie
      w Chełmie.
      Środowiska kresowe od dawna protestują przeciwko polityce
      ukraińskiej kolejnych rządów III RP. Kresowiacy oskarżają je
      o „poświęcanie pamięci o ofiarach UPA w imię dobrych stosunków z
      Kijowem”. – Pojednanie, strategiczne partnerstwo z Ukrainą?
      Oczywiście! Ale nie za cenę prawdy. Nie wolno nam zapominać o tych
      wszystkich ludziach, którzy zginęli tylko dlatego, że byli Polakami –
      uważa Jan Białowąs. Kilka dni temu został odznaczony przez RPWiM
      Złotym Medalem Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej.
    • liberum_veto Pogrzeb po 64 latach 06.01.10, 06:28
      Grekokatolikom życzę Wesołych Świąt Bożego Narodzenia
      www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20091223&typ=my&id=my42.txt
      Przez dziesiątki lat komunistycznego totalitaryzmu panującego po obu
      stronach Bugu nie wolno było wspominać o jakichkolwiek śladach
      polskości na przyłączonych do Sowietów Kresach. Po ogłoszeniu
      niepodległości Ukrainy, którą Polska uznała jako pierwsza na
      świecie, Jan Białowąs doszedł do wniosku, że nadszedł czas, aby
      upomnieć się o katolicki pogrzeb i krzyż na mogile zamordowanych
      mieszkańców Ihrowicy. Rozpoczynając starania, nie przypuszczał, iż
      zajmą mu one 15 lat i że zamienią się w prawdziwą drogę przez mękę.
      Wydana niedawno książka Jana Białowąsa pt. "Pogrzeb po
      sześćdziesięciu czterech latach" zawiera opis i dokumentację tych
      trudnych doświadczeń.
      Wszystko zaczęło się w 1992 r. od wizyty autora książki w nowo
      utworzonej ambasadzie ukraińskiej w Warszawie i otrzymania
      zapewnienia od jej pierwszego sekretarza Oleksandra Urbana, że
      suwerenna Ukraina nie będzie czyniła żadnych przeszkód w
      porządkowaniu i upamiętnianiu mogił Polaków. Za tymi słowami poszły
      jednak czyny całkowicie przeczące złożonym deklaracjom. Jana
      Białowąsa usiłowano się "pozbyć" na różne sposoby, głównie za pomocą
      biurokratycznej machiny ukraińskiego państwa. Przez kilkanaście lat
      jego pisma krążyły między ambasadą ukraińską w Warszawie a
      ministerstwami kultury i spraw zagranicznych w Kijowie oraz
      administracją obwodu tarnopolskiego. Białowąs cierpliwie ponawiał
      swoje prośby, zapewniał, że pomnik na grobie nie podzieli narodów:
      polskiego i ukraińskiego, ale je ostatecznie pojedna. Gdy usłyszał,
      że sprawa utknęła na szczeblu gminnym, pojechał w 2004 r. do
      Ihrowicy i osobiście przekonał miejscowego wójta oraz duchownych -
      grekokatolickiego i prawosławnego - do wyrażenia zgody na
      upamiętnienie zbiorowej mogiły. Wiele ciepłych słów Jan Białowąs
      kieruje do pracowników Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa i
      Konsulatu RP we Lwowie, którym w rozmowach z ukraińskimi urzędnikami
      udzieliła się jego determinacja. Zdaje sobie sprawę z tego, że bez
      ich zaangażowania jego misja nie miałaby szans na powodzenie.
      Ostatecznie, dzięki negocjacjom Andrzeja Przewoźnika, sekretarza
      generalnego ROPWiM, władze ukraińskie wydały zgodę na postawienie
      czterech pomników ku czci pomordowanych w położonych blisko siebie
      Ihrowicy, Płotyczy, Łozowej i Berezowicy Małej, które zostały
      odsłonięte w lipcu 2007 roku.
      Białowąs w swojej książce dokumentuje przebieg uroczystości
      poświęcenia monumentów i przejmująco dzieli się z czytelnikami swoim
      wzruszeniem przeżywanym w czasie Mszy św. na ihrowickim cmentarzu.
      Wskazuje również na wrogie reakcje współczesnych ukraińskich
      nacjonalistów na pierwsze próby upamiętnienia ludobójstwa dokonanego
      przez OUN-UPA na Polakach zamieszkujących Galicję Wschodnią. Dość
      powiedzieć, że autokary z polskimi uczestnikami uroczystości nie
      dojechały na czas, gdyż przez 5 godzin przetrzymywane były przez
      ukraińskie służby graniczne, a w kilka miesięcy po poświęceniu
      pomników Tarnopolska Obwodowa Administracja Państwowa powołała
      komisję mającą za zadanie wykazanie nielegalności pomników i
      doprowadzenie do ich rozebrania. W Polsce przeciwko Andrzejowi
      Przewoźnikowi wystąpiło wydawane za pieniądze polskich podatników
      pismo mniejszości ukraińskiej "Nasze Słowo". Jan Białowąs w swojej
      książce dokumentuje te fakty i komentuje je w liście otwartym
      skierowanym do Bogdana Huka, autora napastliwych tekstów.
      We wstępie do książki Jana Białowąsa dr Leon Popek, prezes
      Towarzystwa Przyjaciół Krzemieńca i Ziemi Wołyńsko-Podolskiej,
      nazywa ją wypełnieniem zobowiązania "ocalonych z rzezi wobec Tych
      wszystkich, którzy zginęli w latach 1943-1944 na Podolu i Wołyniu z
      rąk OUN-UPA i SS Galizien". - Dzięki takim badaczom jak Jan Białowąs
      historia poszczególnych miejscowości czy pojedynczych osób, które w
      nich żyły, nie zginie w mrokach zapomnienia, a śmierć Polaków
      niewinnie pomordowanych na zawsze zostanie utrwalona w kamieniu i na
      papierze - podkreśla dr Popek.
      Adam Kruczek
    • liberum_veto Zniszczono pomnik w Ihrowicy 11.05.13, 16:43
      Monument upamiętniający ofiary mordu mieszkańców Ihrowicy na Podolu (Ukraina) został zdewastowany.
      www.kresy.pl/wydarzenia,ukraina?zobacz%2Fzniszczono-pomnik-w-ihrowicy
      Ktoś usiłował wydrapać z granitowej płyty słowo „zamordowanych”. Wiele wskazuje na zorganizowaną na szerszą skalę akcję, gdyż podobnego aktu wandalizmu dopuszczono się na innym postawionym w tej okolicy przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa pomniku w Płotyczy. – Właśnie dostałem wiadomość z mojej rodzinnej Ihrowicy, że jacyś „nieznani sprawcy” usiłowali usunąć słowo „zamordowanych” z pomnika ofiar mordu na miejscowym cmentarzu – mówi „Naszemu Dziennikowi” zdenerwowany płk Jan Białowąs, Kresowiak, inicjator wybudowania monumentu. – Bardzo mnie to zbulwersowało i zaskoczyło, bo wiem, że pomnik jest traktowany z czcią przez mieszkających w Ihrowicy Ukraińców, którzy modlą się przy nim, stawiają znicze i przynoszą kwiaty. Komuś to najwidoczniej musiało przeszkadzać – dodaje.

      Jak wynika z relacji płk. Białowąsa, do dewastacji pomnika doszło najprawdopodobniej w minioną sobotę. Sprawa wyszła na jaw w Niedzielę Wielkanocną, obchodzoną w Cerkwi Greckokatolickiej w ubiegłym tygodniu. Uszkodzenie jako pierwszy dostrzegł miejscowy proboszcz, który wraz z parafianami modlił się przy mogile. Ze wstępnych oględzin wynika, że była to próba wydrapania metalowym narzędziem z inskrypcji: „Pamięci spoczywających tu około 90 Polaków, mieszkańców wsi Ihrowica zamordowanych 24 grudnia 1944 r.” słowa „zamordowanych”. Jeszcze w ubiegły piątek napis był cały. – To jest twardy kamień i nie mogli bez silnych odgłosów zniszczyć napisu całkowicie – twierdzi Jan Białowąs. – Litery są wykute w granicie i powleczone czarną farbą. Oni to mocno drapali jakimś metalowym przedmiotem, ale z moich informacji wynika, że napis jest uszkodzony, ale nie zniszczony całkowicie – tłumaczy.

      Białowąs jest zbudowany postawą miejscowego proboszcza greckokatolickiego, który nie tylko jako pierwszy zwrócił uwagę na dewastację, ale później w cerkwi potępił ją. – To młody duchowny, który odbył studia w Rzymie i niedawno objął tę parafię, bardzo mu jestem wdzięczny za taką reakcję – mówi liczący już sobie 86 lat Kresowianin. – Z tego, co wiem, podobnie uważają mieszkańcy Ihrowicy. Doszli do wniosku, że nie zrobił tego nikt z miejscowych, ale jakaś przybyła z zewnątrz ekipa – dodaje.

      O zorganizowanej akcji świadczy też podobna dewastacja pomnika w pobliskiej Płotyczy. O sprawie poinformowana została już Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, która niezwłocznie wszczęła przewidziane prawem procedury. – Czekam właśnie na potwierdzenie tego faktu i zdjęcia z konsulatu we Lwowie – poinformował „Nasz Dziennik” Maciej Dancewicz, naczelnik wydziału zagranicznego ROPWiM. – Jak już będziemy dysponowali tymi danymi, napiszemy do Obwodowej Administracji Tarnopolskiej i zwrócimy się do naszej ambasady w Kijowie o podjęcie interwencji. – To bardzo smutne i zarazem zastanawiające wydarzenie, bo z jednej strony mamy na Ukrainie do czynienia z gestami w rodzaju wyciągniętej do pojednania ręki, a z drugiej takie akty wandalizmu wymierzone w miejsca pamięci – wskazuje Ewa Siemaszko, historyk badająca zbrodnie ukraińskich nacjonalistów. – Strona polska nie może na te akty przymykać oczu, gdyż zachodzi podejrzenie, że im bliżej lipcowych obchodów 70. rocznicy ludobójstwa na Kresach, tym może być ich więcej. Zwykle zrzuca się to potem na tzw. nieznanych sprawców, ale nasze placówki dyplomatyczne powinny domagać się wszczęcia śledztwa przez służby ukraińskie – dodaje.

      Pomniki na zbiorowych mogiłach mieszkańców Ihrowicy (92 zamordowanych), Berezowicy Małej (ok. 130 zamordowanych), Łozowej (120 ofiar pogrzebanych na cmentarzu w Szlachcińcach) i Płotyczy (43 zamordowanych) odsłonięto w maju 2008 roku. Były to pierwsze upamiętnienia ofiar ukraińskich nacjonalistów na Podolu, gdzie w tzw. drugiej fali banderowskiego ludobójstwa zginęło ok. 60 tys. osób. Wcześniej na Wołyniu OUN-UPA wymordowała ok. 80 tys. Polaków.
      Adam Kruczek, „Nasz Dziennik”
    • liberum_veto 70. rocznica zbrodni UPA w Ihrowicy 24.12.14, 17:11
      70. rocznica zbrodni UPA w Ihrowicy
      środa, 24, grudzień 2014

      24 grudnia 1944 r. bandy UPA napadły na Ihrowicę. Atakujący byli bardzo dobrze przygotowani do akcji - najpierw ginęły rodziny z tradycjami patriotycznymi. Tego dnia zamordowano blisko 80 Polaków.

      Ihrowicę, wieś leżącą w dawnym powiecie tarnopolskim na Podolu, zamieszkiwali Polacy i Ukraińcy. Podobnie jak w wielu miejscowościach leżących na terenach zajętych przez sowietów stacjonował tam oddział istriebitielnych batalionów (IB), ochraniający ludność przed nacjonalistami z UPA.

      24 grudnia 1944 r. doszło tu do potyczki między żołnierzami IB i ukraińskimi bandytami. Jak się okazało, było to tylko preludium do późniejszych krwawych wydarzeń.

      Później tego samego dnia wieś została zaatakowana przez oddział UPA wspomagany przez miejscowy oddział samoobrony ukraińskiej (SKW) stanowiący zaplecze dla nacjonalistów. Bandyci przypuścili atak na posterunek IB, którego nie udało im się jednak zdobyć. Zaalarmowany strzałami ksiądz Stanisław Szczepankiewicz ostrzegł mieszkańców biciem w dzwon, dzięki czemu wielu z nich uciekło. Sam ksiądz i jego najbliższa rodzina zostali zamordowani siekierami.

      W pierwszej kolejności ginęły rodziny z tradycjami patriotycznymi, co świadczyło o tym, że atakujący byli bardzo dobrze przygotowani do akcji. Polacy mieszkający na skraju wsi, nie mający świadomości co się dzieje, często w ostatniej chwili ratowali się ucieczką odrywając się od wieczerzy wigilijnej. Niektórzy miejscowi Ukraińcy pomagali Polakom, ukrywając ich we własnych domach z narażeniem życia.

      Dzień później Polacy, którzy przeżyli pogrom, opuścili wieś. Brak jakiegokolwiek dochodzenia ze strony sowieckiej rozzuchwalił miejscowych sprawców mordu. W 1945 r. zostało zabitych jeszcze kilka osób polskiej narodowości z mieszanych małżeństw.

      W sumie liczba ofiar zbrodni UPA i SKW w Ihrowicy wyniosła 89 osób. Według danych historycznych NKWD zginęło 67 Polaków.

      W lipcu 2008 r. został odsłonięty w Ihrowicy pomnik w hołdzie pomordowanym.

      opr. Paweł Brojek
      Źródło: stankiewicze.com
      www.prawy.pl/historia/839-70-rocznica-zbrodni-upa-w-ihrowicy

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka