Jeszcze o dywizji "Hałyczyna" i jej dowódcy

06.03.08, 15:22
Jeszcze o dywizji "Hałyczyna" i jej dowódcy
Dywizja SS Hałyczyna (14. SS-Schützendivision Galizien) została
powołana w kwietniu 1943 r. decyzją współpracującego z Niemcami
Ukraińskiego Komitetu Narodowego i za zgodą władz Generalnego
Gubernatorstwa. W marcu 1943 zgodę na utworzenie początkowo 3,5-
tysięcznego ukraińskiego pułku wyraził Himmler. Rzecznikami
formowania oddziałów ukraińskich byli: szef Głównego Urzędu SS, SS-
Obergruppenfuehrer Gottlieb Berger, a także Alfred Bisanz oraz SS-
Sturmbannfuehrer Fritz Arlt.
W czerwcu 1944 r. dywizję skierowano na front wschodni, gdzie
została (pod Brodami) prawie całkowicie rozbita (zginęło ok. 70-80%
oficerów i żołnierzy). Jednostkę odtworzono zimą 1945 r. nadając jej
nazwę Ukraińskiej Armii Narodowej. UAN skierowano do południowej
Austrii , gdzie dostała się do niewoli alianckiej. Przez obozy
jenieckie we Włoszech żołnierze ci trafili w r. 1947 do Wielkiej
Brytanii, na mocy osobistej decyzji ówczesnego premiera Clementa
Atlee, który nie chciał wydać ich sowietom. Stąd wielu wyjechało
potem do Kanady, USA czy Australii.
Dowódcą 1. ukraińskiej dywizji SS-Galizien został pułkownik Pawło
Szandruk, mianowany następnie niemieckim generałem-porucznikiem.
Pawło Szandruk to postać niezwykle kontrowersyjna. Szandruk służył w
czasie kampanii wrześniowej 39 r. w Polskim Wojsku jako oficer
kontraktowy w randze pułkownika. Wyróżnił się wówczas wielką
walecznością jako dowódca 29. Brygady Piechoty, za co został po
wojnie odznaczony przez gen. Władysława Andersa Krzyżem Virtuti
Militari).
- - - - -
Virtuti Militari gen Szandruka
budzi wiele kontrowersji, stąd warto poznać podstawę przyznania tego
odznaczenia Szandrukowi (wg zeszytów paryskiej "Kultury"):
Z resztek rozbitej na zachód od Wisły 29. D.P. oraz innych luźnych
oddziałów żołnierzy, w dniach 16-19 września 1939 r. utworzona
została w rejonie Rejowca 29. Brygada Piechoty, nazywana również
Grupą płk Bratry. Szefem sztabu tej Brygady mianowany został oficer
kontraktowy, Ukrainiec, ppłk dypl. Paweł Szndruk.
W dniach 20-29 września 29. Brygada brała udział w walkach w rejonie
Zamościa. Najpierw samodzielnie, a później w składzie Grupy
Operacyjnej gen Przedrzymirskiego. W czasie bitwy, jaka rozegrała
się pod Łabuniami pomiędzy 39. D.P. a Korpusem Bawarskim, 29 Brygada
osłaniała działania od Zachodu, od strony Zamościa organizując
obronę po obu stronach szosy Zamość - Hrubieszów, w rejonie Horyszów
Dwór.
Grupa niemiecka w Zamościu pod dowództwem płk Macheusena uderzała
kilkakrotnie na tę osłonę starając się ją przełamać, czego nie udało
jej się uczynić. Ponieważ płk Bratro zachorował, faktycznym dowódcą
29-tej Brygady był płk Szandruk.
22 września wieczorem Korpus Bawarski zaprzestał bezskutecznych
natarć i przeciwnatarć z Łabuń na północ, przegrupował się w rejonie
Zamościa i od świtu 23 września rozpoczął natarcie na kierunku
Zamość - Hrubieszów, zwiększając stopniowo nacisk na osłaniającą ten
kierunek 29. Brygadę Piechoty.
Grupa gen. Przedrzymirskiego osłonięta od południa nadeszła w nocy z
22 na 23 września na ten odcinek frontu, rozkazując 29. Brygadzie
Piechoty utrzymywanie dalszej osłony na tym kierunku, aż do czasu
otrzymania rozkazu wycofania się wraz z siłami głównymi w
charakterze tylnej straży.
W dniu 23. września 29. Brygada była zagrożona natarciem niemieckiej
czołowej straży przedniej i oddziałami zmotoryzowanymi i pancernymi,
które pojawiły się na odsłoniętym prawym-północnym skrzydle
odizolowanej Brygady. W tej sytuacji płk Szandruk udał się osobiście
na pozycje czołowych baonów, aby przekazać ich dowódcom plan
odwrotu. Goniec gen. Przedrzymirskiego przybył z rozkazem odwrotu
ok. godz. 10-tej rano. Ponieważ płk Bratro nie było na stanowisku
dowodzenia, rozkaz ten przekazano na pozycje czołowe płk
Szandrukowi, który po jego otrzymaniu pilnował osobiście kolejnego
wycofywania się baonów z ich pozycji. Odwrót odbywał się pod silnym
ogniem artylerii niemieckiej i przy okrążonym skrzydle, do którego
zbliżały się już niemieckie pojazdy pancerne. Sytuacja Brygady była
właściwie beznadziejna, jednakże wojska wyszły z pułapki
szczęśliwie, unikając zagłady w dużej mierze dzięki osobistej
ingerencji płk Szandruka, jego zdolności przewidywania, jego energii
i odwadze. Zrobił on o wiele więcej dla uratowania wojska, niż można
się było spodziewać od przeciętnego dowódcy w podobnej sytuacji.
Przez cały czas działań wojennych w 1939 r., płk Szandruk zachowywał
się jak przystało na lojalnego i dzielnego oficera. W konsekwencji
odznaczony został po wojnie krzyżem Virtuti Militari.
    • eres2 Re: Jeszcze o dywizji "Hałyczyna" i jej dowódcy 06.03.08, 15:24
      Ze wspomnień generała Pawło Szandruka
      "[...] W poczuciu pełnej odpowiedzialności za moje słowa i aby
      skończyć ze sprawą 1-szej Dywizji Ukraińskiej i wszystkich innych
      formacji Ukraińskiej Armii Narodowej, stwierdzam, co następuje:
      1. Wersja, jakoby Dywizja, względnie poszczególni żołnierze Dywizji
      brali udział w walkach przeciw sojusznikom, a w szczególności wobec
      Polsce, jest kłamstwem rzuconym w interesie czynników wrogo
      nastawionych zarówno do nas, jak i do Polaków;
      2. 2-ga Dywizja Ukraińska została sformowana w drugiej połowie marca
      i na początku kwietnia 1945r.;
      3. Wszystkie inne formacje Ukraińskiej Armii Narodowej znajdowały
      się na terenie Austrii, Danii, Belgii, Holandii i Niemiec w służbie
      wartowniczej lub Przeciwpożarowej;
      4. Brygada Specjalnego Przeznaczenia sformowana została w Berlinie i
      przeniesiona do Czech;
      5. Niestety są jeszcze osoby, które uważają, że Ukraińska Armia
      Narodowa nie istniała, a ja byłem dowódcą 1-szej Dywizji Ukraińskiej.
      Sensacyjne wiadomości należy opierać na rzeczywistych danych, a nie
      na kłamstwie, ani na ignorancji.
      Paweł Szandruk
      Luty, 1965
      (Przełożył z ukraińskiego Józef Łobodowski)
    • mat120 Re: Jeszcze o dywizji "Hałyczyna" i jej dowódcy 06.03.08, 16:29
      eres2 napisał:

      Jeszcze o dywizji "Hałyczyna" i jej dowódcy

      O SS Galizien nigdy za dużo /jest tu już wątek solidnie opracowany
      przez Lokisa/.

      Twoja wersja wydaje sie byc również ciekawa. Zawiera jednak sporo
      luk. Np. okres wiosny 1944r pominąłeś całkowicie. Również nic nie
      mogę się dowiedziec o bojowej działalności SS Galizien jesienią,
      zimą 44r. i na wiosnę 1945. Czy mógłbyś nas oświecic?
      Jeszcze jedna sprawa. Ordery VM przyznaje się zwykle wkrótce po
      bohaterskich czynach lub też natychmiast po ustaniu okoliczności,
      które to uniemożliwiają, Czy mógłbyś wyjaśnic dlaczego O. Szandruk
      otrzymał go po z górą dwudziestu paru latach?
      I na koniec pytanie o J. Łobodowskiego. Kim był, jakie były jego
      poglądy przed wojną - w tym na sprawy polsko-ukraińskie?
      • eres2 IGOR T. MIECIK o Szandruku i Hałyczynie 07.03.08, 15:11
        Kiedy Pawło Szandruk odbierał z rąk gen. Władysława Andersa krzyż
        Virtuti Militari, prasa
        szalała. Komentarze z „Trybuny Ludu” niewiele różniły się od tych z
        endeckiego,
        emigracyjnego „Narodowca”. Wszystkie tytuły pożółkłych dziś gazet są
        duże i krzykliwe:
        „Pochwała kolaboracji i zdrady”, „Virtuti dla SS-mana”, „W cieniu
        prywatnej kapituły”. Teksty nie zostawiają cienia
        wątpliwości: „Szandruk renegat i kolaborant”, „Wcześnie zasmakował
        ludzkiej krwi”, „Szandruk zbrodniarz wojenny”, „brał udział w
        rzeziach i gwałtach”. I tylko jedyna paryska „Kultura” próbuje
        stawiać pytania.
        SS-man
        W wydanych w 1959 r. w Nowym Jorku wspomnieniach Szandruka „Arms of
        Valor” jest duże
        zdjęcie autora. Kwietniowe słońce ostatnich dni wojny. Szandruk
        mruży oczy, w dłoni ma
        grube cygaro. Przystojny, nie wygląda na swoje pięćdziesiąt siedem
        lat ani też na
        Gruppenführera. Płaszcz wprawdzie ma niemiecki, ale bez żadnych
        insygniów, tylko na
        czapce tryzub. To właśnie Paweł Szandruk jako dowódca Ukraińskiej
        Armii Narodowej, której trzon stanowiła SS Galizien (o tej formacji
        pisaliśmy w artykule "Hałyczyna", patrz też
        ramka "SS Galizien").
        W listopadzie 1944 r. Andrij Livyćki, głowa ukraińskiego państwa na
        uchodźstwie, poprosił
        Szandruka, by ten stanął na czele Ukraińskiego Komitetu Narodowego i
        Ukraińskiej Armii
        Narodowej mającej walczyć u boku Niemców. Livyćky miał już ich zgodę
        i poparcie
        wszystkich liczących się ukraińskich stronnictw politycznych.
        Szandruk był propozycją
        zaskoczony i podjął się misji niechętnie. We wspomnieniach pisze: „W
        ostatnich godzinach
        wojny – w jakim celu? Lecz gdy mi została przedstawiona sytuacja
        Ukraińców, znajdujących
        się jako robotnicy w Niemczech, lub jako żołnierze w armii
        niemieckiej i między innymi 1 Dyw. Ukr. (chodzi o SS Galizien –
        red.) skapitulowałem. Istotnie – ratować!. (...) Pierwszym aktem UKN
        było mianowanie mnie dowódcą Armii Ukraińskiej. Od razu (...)
        wysłałem zaufanych ludzi do oddziałów ukraińskich, ażeby natychmiast
        usunęli dowódców Niemców i przeszli wraz z oddziałami na stronę
        Aliantów. W wypadku, gdyby to było niemożliwe do wykonania musieli
        kazać oddziałom rzucić broń i rozproszyć się. A było Ukraińców w
        wojsku niemieckim nawet według statystyki niemieckiej 222 000 ludzi.
        Drugim zadaniem, które postawiłem sobie do wykonania, było
        przerzucenie możliwie wszystkich naszych działaczy politycznych,
        społecznych, instytucji, duchowieństwa na zachód, ażeby jak
        najprędzej dostali się w ręce Aliantów, celem uratowania siebie oraz
        jako moi wysłannicy, ażeby poinformowali o sprawie ukraińskiej w
        ogóle i o mojej pracy również”. Prof. Ryszad Torzecki, specjalista
        problematyki ukraińskiej, uważa, że tylko Szandrukowi żołnierze
        dywizji zawdzięczają to, iż nie trafili do sowieckich łagrów, ale
        jako emigranci polityczni do Wielkiej Brytanii. W ostatnich dniach
        wojny zdążył on doprowadzić do przemianowania dywizji z 14
        Grenadierdivision der Waffen SS na I Dywizję Ukraińską, nie zgodził
        się na uznanie zwierzchnictwa gen. Andrieja Własowa (dowódcy
        rosyjskich oddziałów wojskowych stworzonych u boku hitlerowców), na
        co naciskali Niemcy, a także wymógł na nich zgodę, by żołnierze
        złożyli przysięgę wyłącznie na wierność ukraińskiemu narodowi i
        państwu. Wydał też ukraińskim oficerom dokumenty świadczące o tym,
        że są żołnierzami Ukraińskiej Armii Narodowej znajdującej się pod
        rozkazami UKN. On też 7 maja wydał rozkaz, by dywizja
        opuściła front, przebijała się na zachód i poddała aliantom. Po
        wojnie w ukraińskim tygodniku emigracyjnym „Szlach Peremochy” Paweł
        Iwanczenko, weteran SS Galizien, napisał: „Niezatarte wrażenie na
        żołnierzach dywizji wywarła wizytacja stanowisk przez gen.
        Szandruka (...) Przywiózł on ze sobą Tryzuby”. Szandruk
        wspominał: „Postawiłem warunek (ukraińskim politykom, którzy
        działali w UKN – red.), że nikt poza mną nie śmie z Niemcami
        rozmawiać, bałem się posunięć, które mogłyby być potraktowane jak
        kolaboracja”. Z Torzeckim zgadza się inny znawca tematu dr Grzegorz
        Motyka z Instytutu Studiów Politycznych PAN. – Nazwisko Szandruk
        często pojawia się wśród dokumentów i listów
        z kolekcji Stanisława Paprockiego (wysokiego urzędnika rządu RP na
        uchodźstwie) złożonej
        w Londyńskim Instytucie Polskim. Szandruk już jako dowódca
        Ukraińskiej Armii Narodowej
        prowadził korespondencję z wieloma oficerami polskimi i zawsze był
        traktowany przez nich
        z najwyższym szacunkiem. Zaś przed wydaniem Sowietom uchroniła
        Ukraińców prawdopodobnie także interwencja samego gen. Władysława
        Andersa, który już po kapitulacji podobnie jak gen. Tadeusz Kutrzeba
        spotykał się z Szandrukiem. Według zaś ukraińskich źródeł, w czerwcu
        1945 r. specjalna komisja II Korpusu wizytowała dywizję i prowadziła
        zaciąg do polskich jednostek. Z oferty skorzystało 176 dawnych
        żołnierzy SS Galizien. Takie kontakty z aliantami mógł zapewnić
        tylko jeden ukraiński oficer – Szandruk.
        • eres2 Re: IGOR T. MIECIK o Szandruku i Hałyczynie II 07.03.08, 15:13
          Obóz
          W 1947 r. w liście do kolegi, polskiego oficera, Szandruk
          napisał: „Za Polskę się biłem, bo
          uważałem, że przez to biję się za Ukrainę (...) A gdy potrzeba
          zajdzie, bić się jeszcze raz za
          Polskę – będę! Z tych samych powodów. Polska była moją drugą
          ojczyzną”. Druga ojczyzna zaczęła się dla Szandruka w listopadzie
          1920 r. w towarowym wagonie pociągu wiozącego żołnierzy ukraińskiej
          Trzeciej Dywizji Żelaznej do obozu internowania w Szczypiornie koło
          Kalisza. Miesiąc wcześniej Polska podpisała rozejm z bolszewikami i
          opór osamotnionej ukraińskiej armii załamał się w kilka tygodni.
          Wsiadając do tego pociągu Szandruk zostawiał za sobą sześć lat
          wojny. Pisał: „Nie widziałem żadnych szans ani na dalszą walkę, ani
          na jakąkolwiek zmianę naszego militarnego i politycznego położenia”.
          Na front wyruszał w 1914 r. jako dowódca carskiego regimentu
          piechoty, w 1917 r. na jego bazie sformował jednostkę ukraińską. Pod
          Petlurą walczył z Denikinem, Wranglem i bolszewikami. Brał udział w
          zimowym pochodzie armii Ukraińskiej Republiki Ludowej na
          bolszewickie tyły, a później razem z Polakami w wyprawie na Kijów,
          razem z nimi też cofał się później do bram Warszawy i kontratakował.
          O sojuszu polsko-ukraińskim w swoich wspomnieniach pisał bez
          entuzjazmu. Wszak oznaczał on rezygnację z Małopolski Wschodniej i
          części Wołynia. Jeden z rozdziałów zatytułował: „Polska okupacja”. –
          To był wybór mniejszego zła – mówi prof. Torzecki. – Wybór drogi do
          ojczyzny człowieka ojczyzny pozbawionego, pierwszy z szeregu, jakich
          Szandruk musiał dokonywać przez całe swoje życie. Z kim iść do
          wolnej Ukrainy? Wszyscy z jego pokolenia dokonywali tego wyboru.
          Jedni lepiej, inni gorzej. Szandrukowi w pierwszych latach w Polsce
          mogło się wydawać, że nie wybrał najlepiej. „Mundury naszych ludzi
          były w łachmanach. Niektórzy oficerowie nie mogli wstawać z łóżek,
          gdyż nie mieli już niczego co mogliby na siebie założyć” – pisał o
          pierwszych miesiącach w obozie internowania. Gdy specjalna polsko-
          sowiecka komisja rozmawiała z internowanymi o powrocie na Ukrainę,
          polskie kierownictwo obozu aresztowało kilku wysokich oficerów
          ukraińskich, a szef sztabu generalnego gen. Stanisław Szeptycki
          powiedział ponoć ukraińskiemu generałowi i ministrowi emigracyjnego
          rządu URL Wołodymirowi Salskiemu:
          Wynoście się z Polski wy szmaciarze. Przygnębienie, poczucie klęski
          i opuszczenia, tęsknotę za ojczyzną – to wszystko musiał wyczuwać
          marszałek Józef Piłsudski, który wizytując 15 maja 1921 r. obóz w
          Kaliszu mówił do ukraińskich oficerów: „Ja was przepraszam, panowie,
          ja was przepraszam – to miało być zupełnie inaczej”. Ci, którzy
          wracali na sowiecką Ukrainę, kończyli tragicznie. Tak jak gen. Jurij
          Tiutiunnyk, dowódca nieudanej wyprawy, która jesienią 1921 r.
          wyruszyła z Polski, by wzniecić na Ukrainie ogólnonarodowe
          powstanie. W 1929 r. został aresztowany, przewieziony do Moskwy i
          bez procesu rozstrzelany. Albo gen. Wiktor Pawlenko, niegdyś, w 1917
          r. szef ochrony powietrznej naczelnego dowództwa Rosji carskiej,
          później zaś dowódca wojsk powietrznych URL. Osobiście zorganizował
          cztery pułki myśliwskie i eskadrę bombowców. Na rodzinnym Kubaniu
          otrzymał posadę stróża w kołchozie. Zmarł z głodu w 1932 r.
          Ukraińscy żołnierze godzili się więc z losem emigranta. Wtapiali się
          w otaczające ich życie, żenili z Polkami, a baraki powoli zamieniały
          się w domy i mieszkania. Szczypiorno to dziś dzielnica Kalisza. Po
          obozie dawno nie ma śladu. Ostatnia pamiątka to zagubiony wśród
          kiełkującego zboża mały cmentarzyk. Deszcze dawno wypłukały nazwiska
          z połamanych, żołnierskich krzyży. I tylko skromny pomnik
          informuje: „Tym co umarli, ale nie zdradzili Ukrainy. Armia
          Ukraińska 1923”. W bramie, która mogła być bramą obozu, ciężarówki
          wzbijają tumany kurzu. Dziś jest tu fabryka mebli. Ukraińcy, którzy
          przeżyli w Szczypiornie II wojnę, zostali po wyzwoleniu przekazani
          Armii Czerwonej i wywiezieni. Marian Kryciński ze Szczypiorna, dziś
          ponaddziewięćdziesięcioletni staruszek, wspomina czasy
          międzywojenne: – Kiedy lager stał, nie było różnicy czy nasz, czy
          Ukrainiec. Do szkoły ich dzieciaki z naszymi razem, do pracy my z
          nimi razem. Kto tam by się zwiedział, któren jest który. Fachowcy
          byli pierwszorzędni: ślusarze, maszyniści, kowale. Orkiestrę mieli
          jedną, drugą, znane były w okolicy. Szandruk w obozie pisał artykuły
          i wspomnienia. Założył ukraiński miesięcznik historyczno-
          wojskowy „Tabor”, publikował też w polskiej prasie
          wojskowej: „Bellonie”, „Przeglądzie Wojskowym” i „Polsce Zbrojnej”.
          Po przewrocie majowym w 1926 r. obozy internowania zlikwidowano.
          Kaliski zaś stał się
          ukraińskim osiedlem z własnym samorządem, które nazwano Ukraińską
          Stanicą. Szandruk
          wspomina: „Dojście Piłsudskiego do władzy było punktem zwrotnym w
          życiu ukraińskiej
          emigracji w Polsce. Wszyscy emigranci dostali paszporty i status
          uchodźców politycznych”. Sam Szandruk wyjechał do Warszawy i został
          szefem powołanego za zgodą Piłsudskiego,
          a z inicjatywy gen. Włodymira Salskiego tajnego sztabu ministra
          spraw wojskowych URL.
          Sztab prowadził działalność wywiadowczą i propagandową. Miał także w
          wypadku wojny
          odtworzyć u boku wojska polskiego ukraińską armię. W Warszawie
          Szandruk związał się
          z Prometeuszem, organizacją emigrantów wielu narodowości z krajów,
          które stały się
          częściami ZSRR. Prezesem Prometeusza był wybitny ukraiński profesor
          Uniwersytetu
          Warszawskiego Roman Smal-Stocki, który w czasie wojny internowany w
          Pradze pomagał
          więzionym przez hitlerowców polskim naukowcom. Szandruk wspomina, że
          wówczas nawiązał wiele znajomości i przyjaźni, z których liczne
          przetrwały wojnę. Wymienia senatora
          Siedleckiego, Adama Koca, dyrektora Instytutu Wschodniego Stanisława
          Paprockiego,
          pułkownika w sztabie generalnym Tadeusza Pełczyńskiego (później
          szefa sztabu u gen.
          Tadeusza Bora-Komorowskiego), a także „młodych, wybitnych polskich
          dziennikarzy, którzy
          rozumieli ukraińskie dążenia niepodległościowe W. Baczkowskiego i
          Jerzego Giedroycia”.
        • eres2 Re: IGOR T. MIECIK o Szandruku i Hałyczynie III 07.03.08, 15:16
          Krzyż
          W 1936 r. Szandruk jako oficer kontraktowy wstąpił do polskiej
          armii. Pytany dlaczego
          w wieku czterdziestu ośmiu lat założył polski mundur, odpowiadał: By
          się uczyć. By móc
          zostać przyjętym do Wyższej Szkoły Wojennej, zgodził się na
          degradację do stopnia majora
          (w armii URL był generałem). Napisał później: „Polska szarża nie
          miała dla mnie znaczenia”. Wrzesień 1939 r. zastał więc Szandruka w
          polskim mundurze w stopniu pułkownika
          dyplomowanego, na stanowisku zastępcy dowódcy 18 Pułku Piechoty ze
          Skierniewic.
          Siódmego dnia wojny Szandruk został na rozkaz gen. Tadeusza Kutrzeby
          wezwany do
          Warszawy do dyspozycji szefa Sztabu Naczelnego Wodza. Miał formować
          ukraińską brygadę, która walczyłaby u boku wojska polskiego. Na to
          jednak już czasu nie było. We wrześniowym chaosie pod Mińskiem
          Mazowieckim oddał się do dyspozycji dowódcy 1 Armii gen. Stefana Dąb-
          Biernackiego i objął szefostwo sztabu 29 Brygady Piechoty, a
          faktycznie jej dowództwo, gdyż płk Bratro chorował, a później dostał
          się do niewoli. W 1965 r. M.K. Dziewanowski, opierając się
          na „licznych relacjach kolegów” Szandruka opisał w „Kulturze”, za co
          pułkownik dostał Virtuti Militari: „23 września rano Brygada była
          zagrożona natarciem czołowej straży przedniej niemieckiej i
          oddziałami pancerno motorowymi (...), które pojawiły się na
          odsłoniętym skrzydle odizolowanej brygady. Goniec gen.
          Przedżymirskiego przybył z rozkazem odwrotu ok. 10-ej rano (...)
          rozkaz ten przekazano na pozycje czołowe płk. Szandrukowi, który po
          otrzymaniu go dopilnowywał osobiście kolejnego wycofywania się
          baonów z pozycji. Odwrót odbywał się już pod silnym ogniem artylerii
          niemieckiej i przy okrążonym skrzydle, do którego zbliżały się już
          niemieckie samochody pancerne. Sytuacja Brygady była właściwie
          beznadziejna, jednakowoż wojska wyszły z pułapki szczęśliwie,
          unikając zagłady w dużej mierze dzięki osobistej ingerencji płk.
          Szandruka, jego przewidywaniu, energii i odwadze. Zrobił on o wiele
          więcej dla uratowania
          wojska niż można się było spodziewać od przeciętnego dowódcy w
          podobnej sytuacji”. Szandruk opisał ten dzień w „Arms of
          Valor”: „Widziałem niewiarygodną odwagę i poświęcenie polskich
          żołnierzy. Wszędzie wokół nas leżały setki ciał martwych żołnierzy,
          koni, zniszczone działa, porozbijane skrzynie z amunicją i
          zaopatrzeniem, obraz kataklizmu, straszny nawet dla żołnierza, który
          nie raz śmierci w oczy zaglądał”. Jeszcze w 1947 r. w liście do gen.
          Pełczyńskiego zabiegał o uhonorowanie swoich żołnierzy: „Za walkę
          pod Krasnobrodem, szereg oficerów polskich przedstawiłem do nagród
          bojowych: Rzecz naturalna, że akta zaginęły. Lecz moim zdaniem
          byłoby sprawiedliwym sprawę nagród ponowić”. 23 września nie było
          już szans na ukraińską brygadę, nie było już żadnych szans.
          Jednostka Szandruka kapitulowała przed Niemcami mając sześć
          kilometrów za plecami Armię Czerwoną. „Nawet przez myśl mi nie
          przeszło, by zrzucić polski mundur w chwili nieszczęścia tego
          kraju”.
        • eres2 Re: IGOR T. MIECIK o Szandruku i Hałyczynie IV 07.03.08, 15:17
          Złudzenie
          Prof. Ryszard Torzecki twierdzi, iż Szandruk kilkakrotnie odrzucał
          propozycje hitlerowców, by objąć różne stanowiska wojskowe w
          tworzonych u boku Niemiec ukraińskich formacjach ze stanowiskiem
          szefa sztabu SS Galizien włącznie. Współpracę podjął tylko raz u
          progu wojny niemiecko-sowieckiej, by zerwać ją raptem po kilkunastu
          dniach. W październiku 1939 r. jako ciężko ranny został zwolniony z
          oflagu, ale gdy tylko wyzdrowiał, aresztowało go gestapo. Zarzut
          brzmiał: próba organizowania na zlecenie polskiego sztabu
          działalności sabotażowej na tyłach niemieckich. Zadenuncjowali dawni
          towarzysze broni, którzy dokonali odmiennego niż Szandruk
          ukraińskiego wyboru: Mychajło Pohotowko (pułkownik wojsk URL,
          podczas okupacji ściśle współpracujący z hitlerowcami, zlikwidowany
          z wyroku Specjalnego Sądu AK 31 marca 1944 r. – red.) i Mychajło
          Sadowski (gen. wojsk URL i minister obrony w rządzie URL). Niemcy
          wypuścili Szandruka, bo szykowali wojnę z ZSRR. Prof. Torzecki
          twierdzi, że po zwolnieniu Szandruk został zaangażowany do tworzenia
          ukraińskich jednostek na terenie Małopolski. Potwierdza to Jerzy
          Kulczycki, który znał Szandruka podczas okupacji. – Opowiadał, że
          Niemcy wsadzili go do samolotu i wozili nad Ukrainą. Pokazywali Lwów
          z lotu ptaka. Mówili – wkrótce to będzie samostijna (niepodległa –
          red.). Miał pomagać w tworzeniu ukraińskiego wojska. Okazało się
          szybko, że ochotnicy trafiają do policyjnych jednostek kierowanych
          do mordowania Żydów. Szandruk się na to zgodzić nie chciał, zerwał
          współpracę. „Zostałem 17 czerwca 1941 r. przewieziony do Iasi
          (Rumunia – red.), dano mi rumuński mundur bez insygniów i
          przydzielono do sztabu zgrupowania jako doradcę. Kilka dni czytałem
          zdjęcia lotnicze. 22 czerwca Niemcy rozpoczęli ofensywę i
          otrzymywaliśmy meldunki o ich totalnym sukcesie. Od pierwszego dnia
          prosiłem o zwolnienie i Niemcy się nieoczekiwanie zgodzili.
          Powiedziano mi: Już nie potrzebujemy ani ukraińskich generałów, ani
          polityków. Widziałem, jak Niemcy postępują w Polsce i nie miałem
          najmniejszych powodów, by oczekiwać od nich jakichkolwiek dobrych
          intencji w stosunku do Ukrainy. Byłem pewny, że zarówno zwycięstwo
          Niemiec jak i Sowietów będzie miało potworne konsekwencje dla
          Ukrainy” – pisał we wspomnieniach Szandruk.
        • eres2 Re: IGOR T. MIECIK o Szandruku i Hałyczynie V 07.03.08, 15:19
          Pan Tadeusz
          Ulica Senatorska w Skierniewicach to właściwie część rynku. Od
          frontu kolorowe domki
          witają przechodniów witrynami butików: jeans, adidas, kosmetyki,
          foto-kodak. Za bramą
          domu nr 5 kolory blakną: klepisko, kałuże, potrzaskane schodki
          prowadzą do budynku
          dawnego kina miejskiego, na wypaczonych drzwiach zardzewiały skobel
          i kłódka. Od lat nikt
          tam nie wchodził. W czasie okupacji dyrektorem tego kina był
          Szandruk. Torzecki: – Mimo
          ciągłych odmów Niemcy nie chcieli z niego zrezygnować i dali mu tę
          posadę. Z tamtych lat pamięta go Jerzy Kulczycki, wówczas 16-letni
          chłopak, dziś profesor i wybitny neurolog: – Przed wojną Szandruk
          często bywał w naszym domu. Przyjaźnił się z moim ojcem, który był
          majorem w 18 Pułku Piechoty. To była zadziwiająca przyjaźń. Ojciec
          pochodził z Bełżan i w 1918 r. dostał Krzyż Walecznych za obronę
          Lwowa, a dokładnie za wzięcie do niewoli ukraińskiego oddziału i w
          domu o Ukraińcach nigdy najlepiej się nie mówiło. Do dziś prof.
          Kulczycki trzyma w biurku pamiątkę po ojcu: przedwojenne
          wydanie „Pana Tadeusza” w języku ukraińskim. Książka ma postrzępioną
          wyblakłą okładkę, kruche gdzieniegdzie poplamione kartki i trudną do
          odczytania dedykację, coś jakby „Wysoko poważanemu i drogiemu
          majorowi Kulczyckiemu pułk. dypl. Pawło Szandruk”. – W 1943 r.
          Szandruk dał mi posadę biletera w swoim kinie, czym uratował mnie
          przed wywiezieniem do Niemiec – opowiada Kulczycki. – Jedni się go
          bali, uważali, że trzyma z Niemcami, inni mrugali porozumiewawczo,
          że to swój człowiek. Sam Szandruk zmienił pisownię nazwiska i na
          tabliczce gabinetu widniało: Paul Shandruck. Niemcy traktowali go z
          dużą kurtuazją. Oficerowie mówili per herr Director, salutowali. Z
          drugiej strony w kinie zawsze pracowało 4–5 osób zagrożonych
          wywózkami. Wiadomo było, że się można tu schować. – Po wizytach
          gestapowców Szandruk wołał mnie i kazał ostrzegać ludzi, których
          Niemcy szukali – wspomina prof. Kulczycki. – W gabinecie zawsze miał
          aktualne numery „Biuletynu Informacyjnego”. Kiedyś jeden z oficerów
          18 Pułku kpt. Ratyński, w czasie okupacji dowódca skierniewickiego
          AK, powiedział mi: Gdyby Szandruk puścił farbę, to nie
          wiadomo, co by z nami wszystkimi było. Ratyńskiego Szandruk wymienia
          w swoich wspomnieniach: „Cały czas byłem w kontakcie z miejscowym
          kołem Polski Podziemnej w osobach kpt. Ratyńskiego, st. sierż.
          Gortatowskiego i dyr. Gimn. Kaczyńskiego. Tym ludziom i w ogóle
          podoficerom 18 pułku zawdzięczam nieraz ratowanie przed głodowaniem
          (..) niemiecki przydział dla mnie i dla żony wynosił 400 gramów
          mięsa, 80 gramów masła i komplet bielizny raz do roku, resztę trzeba
          było wyprosić po ludziach”. Prof. Kulczycki wspomina: – Szandruk
          wyjechał ze Skierniewic w grudniu 1944 r. Na pożegnanie powiedział
          mi: „No, panie Jurku, jadę do Berlina. Będę tworzyć ukraińskie
          wojsko. Co to będzie, nie wiem”. Mam wrażenie, że się bardzo tego
          bał. Nigdy więcej go już nie widziałem. Pawło Szandruk zmarł na
          emigracji w Kanadzie w 1979 r. Przedtem z dala od życia
          politycznego, utrzymywał się z pisania artykułów o tematyce
          wojskowej. Zaraz po uratowaniu 1 Dywizji Ukraińskiej ukraińscy
          nacjonaliści usunęli go z UKN, zarzucali, że w drodze do wolnej
          Ukrainy dokonywał wyborów złych, a głównie to, że stał się
          polonofilem.
          • mat120 Re: IGOR T. MIECIK o Szandruku i Hałyczynie V 07.03.08, 22:09
            Tak, ale to wszystko nie wyjasnia dlaczego Szandrukowi przyznano
            order dopiero po z górą dwudziestu paru latach.
        • mat120 Re: IGOR T. MIECIK o Szandruku i Hałyczynie 07.03.08, 18:19
          eres2 napisał:

          > Kiedy Pawło Szandruk odbierał z rąk gen. Władysława Andersa krzyż
          > Virtuti Militari, prasa szalała. Komentarze z „Trybuny Ludu”
          niewiele różniły się od tych z endeckiego,
          emigracyjnego „Narodowca”.
          Wszystkie tytuły pożółkłych dziś gazet są duże i krzykliwe:
          „Pochwała kolaboracji i zdrady”, „Virtuti dla SS-mana”,
          „W cieniu prywatnej kapituły”.

          Pzryznanie Szandrukowi VM spotkało sę też z krytyką części emigracji
          ukraińskiej, która trzeźwo oceniała rolę Szandruka i jemu podobnych
          w prowadzonej przez Niemców grze.
          Np.Borys Łewicki tak pisał do J. Giedroycia po zamieszczeniu przez
          niego fragmentu wspomnień P. Szandruka o UNA w
          paryskiej "Kulturze":

          "Nie mam najmniejszego zamiaru sugerować Panu moje stanowisko do
          spraw czysto redakcyjnych...(..), chciałem panu powiedzieć, że
          zamieszczenie głupkowatych i nieprawdziwych, kolaboranckich
          medytacji pana Szandruka było fatalnym policzkiem dla jednej
          z politycznych linii "Kultury". Żadnego tabu Pan nie łamał bo
          haniebne zachowanie się części ukraińskiej inteligencji w czasie
          okupacji jest prawdziwym tabu." Sprawa Szandruka była źródłem
          poważnych nieporozumień między Łewickim /i nie tylko/ a Gedroyciem.

          eres2 napisał:
          Od razu (...) wysłałem zaufanych ludzi do oddziałów ukraińskich,
          ażeby natychmiast usunęli dowódców Niemców i przeszli wraz z
          oddziałami na stronę > Aliantów.
          W wypadku, gdyby to było niemożliwe do wykonania musieli kazać
          oddziałom rzucić broń i rozproszyć się.

          No to już raczej fantazjowanie, o czym wspominał Łewickij.
          Niemcy nie po to stworzyli Ukraiński Komitet aby za jego sprawą
          usuwac niemieckich dowódców i poddawac się aliantom.smile) To chyba
          dośc oczywiste. Zresztą dowódcą SS Galizien do dnia poddania się
          aliantom był Freitag a nie Szandruk.
          • tomekk46 Re: IGOR T. MIECIK o Szandruku i Hałyczynie 07.03.08, 18:50
            chyba nie.szandruk przejol dowódctwo w koncu kwietnia 1945.
            • mat120 Re: IGOR T. MIECIK o Szandruku i Hałyczynie 07.03.08, 22:17
              tomekk46 napisał:

              > chyba nie.szandruk przejol dowódctwo w koncu kwietnia 1945.

              Nie, Freitag był dowódcą Galizien do dnia poddania się aliantom.
              • tomekk46 Re: IGOR T. MIECIK o Szandruku i Hałyczynie 08.03.08, 09:38
                no nie wiem bo wszedzie pisze ze to jednak szandruk przejol dowocdwo w koncu wojny.
            • hak_amoniak Re: IGOR T. MIECIK o Szandruku i Hałyczynie 07.03.08, 22:45
              Mat ma rację. Szandruk nigdy dowódcą SS Hałyczyna nie był.
              Był dowódcą Ukraińskiej Armii Narodowej
              • mat120 Re: IGOR T. MIECIK o Szandruku i Hałyczynie 08.03.08, 08:14
                hak_amoniak napisał:

                > Mat ma rację. Szandruk nigdy dowódcą SS Hałyczyna nie był.
                > Był dowódcą Ukraińskiej Armii Narodowej

                Oczywiście, z tym zastrzeżeniem, że tzw. UNA nigdy de facto nie
                istniała a Szandruk został za sprawą Niemców dowódcą tegoż niebytu.

                Zresztą sam Szandruk w liście do paryskiej "Kultury" przyznawał, że
                UNA to była fikcja i pobożne życzenia.

                Całą bohaterską "łehendę" UNA, podobnie jak i upowskich
                rzezimieszków, zaczęto tworzyc po wojnie.
                To bezczelne fałszowanie historii trwa do dziś. A dowodem na to jest
                chociażby pamiątkowa tablica ilustrująca szlak bojowy ukraińskich
                esesmanów, umieszczona w ich panteonie we wsi Czerwone. Wynika
                z niej, że UNA powstała w 1944r. i już jako taka brała udział
                w walkach pod Brodami:

                fotoforum.gazeta.pl/3,0,779481,4,1,1756,mat120.html

                Widziałem to na własne oczy.
                • tomekk46 Re: IGOR T. MIECIK o Szandruku i Hałyczynie 08.03.08, 09:40
                  a u nas nsz mordercy zydow i kolaboranci to nie maja tablic?nawet w kosciolach im sie tablice stawia i pomniki.
                  • hansgrubber Re: IGOR T. MIECIK o Szandruku i Hałyczynie 08.03.08, 11:25
                    Gdzie? Jakis przyklad.
                    • tomekk46 Re: IGOR T. MIECIK o Szandruku i Hałyczynie 08.03.08, 11:58
                      np.w lublinie.a co to jest z ta tablica oddzialu ktory dokonal mordu na ukraincach w pawlokomie.bo byla afera ze tablica ku jego czci znajduje sie w kosciele.no ale tu wynika z tego forum ze za mordowanie ukraincow i zydow to sie naleza takie tablice?
    • mat120 Re: Jeszcze o dywizji "Hałyczyna" i jej dowódcy 02.03.09, 20:34
      Warto podciągnąć ten wątek, żeby bolało dłużejsmile
Pełna wersja