Dodaj do ulubionych

Nowi "polscy święci"

29.12.08, 21:49
Jeden jest już prawie “kanonizowany” - to Jacek Kuroń, uznany za
niemal wcielenie dobroci i dobrego patrioty. Ma już szkoły swojego
imienia, pewnie niedługo będą ulice. W lukrowanych podręcznikach
historii i licznych hagiograficznych publikacjach prasowych stawiany
jest na równi z największymi Polakami. “Wykształciuchy”, które
niewiele wiedzą, pieją z zachwytu, a za nimi uczniowie i
młodzież. “Ciemny lud kupi wszystko” - powtórzmy za Jackiem Kurskim,
ale tym razem ten “ciemny” lud to - niestety - “polska
inteligencja”. Jak można w ogóle kogoś takiego jak Kuroń uznawać za
godnego do naśladowania, jak można kogoś takiego niemal czcić niczym
świętego? Kuroń, skrajny lewicowiec (to jeszcze nie grzech),
nienawidzący polskiej tradycji, zbuntowany przeciwko PRL trockista,
marzący o “prawdziwej rewolucji” w stylu chińskim, niszczyciel
polskiego harcerstwa, w okresie Sierpnia zwolennik doprowadzenia do
totalnego starcia z władzami (Wałęsę uznawał za “mięczaka”wink, a w
1982 nawołujący naród do krwawego wystąpienia. Chwalić Boga, że temu
człowiekowi nigdy nic się do końca nie udało, bo sprowadziłby na
Polskę tragedię.Pod koniec życia grał rolę zatroskanego o los
biednych, ale w rzeczywistości był tylko parawanem dla grabieżczej
polityki Balcerowicza. W tym czasie dał się poznać jako zaciekły
przeciwnik rozliczenia zbrodni dokonanej przez UPA, stając de facto
po jednej stronie z mordercami Polaków. O jego zachowaniu,
manierach, prymitywnym stylu bycia i abnegacji - nie wspomnę. I taki
ktoś jest dzisiaj przedstawiany młodemu pokoleniu jako wzór do
naśladowania.

engelgard.salon24.pl/84335,index.html
Ale oto mamy kolejnego “świętego” - jest nim prof. Bronisław
Geremek. Człowiek niewątpliwie wyższego formatu niż Kuroń, ale tak
jak on wywodzący się z tzw. postępowej i komunistycznej
inteligencji. Ciąży na nim to, że nigdy publicznie nie podziękował
Polakom za to, że został ocalony. Można zrozumieć to, że miał na tym
punkcie kompleks, ale wobec nasilającej się tendencji do fałszowania
historii, obciążania nas odpowiedzialnością za holocaust - Geremek
był żywym przykładem, jak było naprawdę. Polski chłop Stefan
Geremek, działacz PSL, a potem ZSL - dał mu nie tylko nazwisko, ale
i uratował życie. Dlaczego mając takie posłuchanie na Zachodzie
nigdy nie chciał o nim mówić? Dlaczego dopiero Jarosław Kalinowski
ujawnił to publicznie w TVP 3? Geremek był “obywatelem świata”,
często wykorzystywał swoją pozycję na Zachodzie do załatwiania spraw
wewnętrznych. Geremek okrzyczany został przez Lecha Wałęsę
jako “najwybitniejszy polski polityk w XX wieku”. Jest to śmieszne,
nie tylko dlatego, że Wałęsa nie ma pojęcia kim był Dmowski,
Piłsudski, Witos, Korfanty czy Sikorski, ale także dlatego, że tak
naprawdę Geremek był politykiem marnym, nieskutecznym, by wspomnieć
tylko jego niezgrabne zabiegi o utworzenie rządu, czy tez
liderowanie Unii Wolności.

Mamy już dwóch “świętych” ery postsolidarnościowej - Jacka i
Bronisława, nie muszę chyba mówić kto będzie trzecim.
Obserwuj wątek
    • hansgrubber Re: Nowi "polscy święci" 29.12.08, 23:29
      1. Z Kuroniem jest problem. Swiety zgodnie z hagiograficznym wzorcem
      nie byl. Ale przeciez prawdziwi swieci tez nie byli. Tu pamiec i
      wiedza autora zawodzi. smile
      2. Do poczatku lat 80-tych Kuroń byl jedna z najwazniejszych jesli
      nie najwazniejsza postacia opozycji. Za wiele mozna go krytykowac
      ale droga ktora szedl byla zmiana na lepsze. Bezkompromisowa. I nie
      cyniczna. I jakos nie widac zbyt wielu takich ktorzy lata spedziliby
      w komunistycznym pierdlu, ich ukochana zona zmarlaby w czasie
      internowania a syn nie mial normalnego dziecinstwa i mlodosci.
      3. A teraz notka o autorze wpisu - nota bene tez cytat: "A co Pan
      Panie Engelgard robił w 1977 i latach następnych, sądząc z daty
      urodzin był Pan pewnie bojownikiem antykomunistycznym
      tymczasem z notki w wikipedii czytamy:
      Jan Engelgard (ur. 2 grudnia 1957 w Sycowie) - polski historyk,
      publicysta, były działacz PAX, komentator "Słowa
      Powszechnego", "Katolika" i "Kierunków", a w latach 90. XX w. -
      następcy "Słowa Powszechnego" - "Słowa - Dziennika Katolickiego".
      Współpracownik Muzeum Niepodległości w Warszawie, członek Kresowego
      Ruchu Patriotycznego. W roku 2005 kandydował do sejmu z listy
      wyborczej LPR w Warszawie. Redaktor naczelny tygodnika "Myśl Polska"
      i jego kontynuacji: "Nowa Myśl Polska", były członek Zarządu
      województwa mazowieckiego.Przewodniczący Komisji Programowej Ruchu
      Ludowo-Narodowego.
      Walki przeciwko komuchom w tej notce nie ma, to jak było wtedy Panie
      Janie, jak Pan walczył z tą komuną."
      4. Zamieszczanie wpisu cynicznego goscia ktory jadl z reki komunie a
      gdy upadla stal sie wojujacym antybolszewikiem nie wystawia Ci
      najlepszego swiadectwa Mat.
      5. Wiem ze nie lubisz Kuronia za jego poglady w sprawach ukrainskich
      ale zestawienie Engelgarda z Kuroniem to tak jak UPA z Armia
      Czerwona. smile
      • pisz_pan_na_berdyczow Re: Nowi "polscy święci" 29.12.08, 23:43
        hansgrubber napisał:

        > 1. Z Kuroniem jest problem. Swiety zgodnie z hagiograficznym
        wzorcem
        > nie byl. Ale przeciez prawdziwi swieci tez nie byli. Tu pamiec i
        > wiedza autora zawodzi. smile
        > 2. Do poczatku lat 80-tych Kuroń byl jedna z najwazniejszych jesli
        > nie najwazniejsza postacia opozycji. Za wiele mozna go krytykowac
        > ale droga ktora szedl byla zmiana na lepsze. Bezkompromisowa. I
        nie
        > cyniczna.

        Facet, który nawołuje naród do samobójczego ataku na silnie
        trzymającą się komunę w epoce Breżniewa w latach 80tych...a potem
        pod koniec epoki Gorbaczowa podaje rękę upadającym komunistom i
        pomaga im stać się naszymi właścicielami...głupek...lub...cyniczny
        gracz...nie do końca wiadomo w czyim interesie...
        I ogólnie straszna menda...choć w latach 80tych byłem jego
        fanem...nawet orgaznizowałem mu spotkania z młodzieżą u siebie w
        domu...
      • mat120 Re: Nowi "polscy święci" 30.12.08, 14:58
        ad.1/Owszem z Kuroniem jest problem. Nie wolno go krytykować, choć
        to postać co najmniej kontrowersyjna. Przykład dał sam A. Michnik
        obrzucając błotem dziennikarzy, którzy ujawnili tajne negocjacje
        jakie Kuroń w latach osiemdziesiątych prowadził z SB. To trochę tak
        jak ze "świętym" Bolkiem.
        ad.2/Gdyby nie wyrzucono go z partii to śmiało moznaby określić go
        jako partyjnego opozycjonistę. Jego zasługi dla wolnej Polski są tak
        samo duże jak dla komunizmu, któremu niegdyś wiernie służył i tak
        naprawdę walczył jedynie o nadanie mu "ludzkiej" twarzy co mu się
        nie udało i co było powodem jego frustracji.
        ad.3/ Jeśli chodzi o Engelgarda - Nie spodziewałbym się po Tobie, że
        dla zdyskredytowania jego poglądów, zamiast solidnych argumentów,
        zaczniesz ważyć kto więcej z komuną walczył.smile
        ad.4/Nie wiem czy Engelgard jadł komunie z ręki - bezsporne jest, że
        Kuroń wiernie jej przez długie lata służył a potem pomógł się jej
        uwłaszczyć. Kuroń, jako osoba publiczna, nie ma prawa do
        nietykalności, czyli jak chcieliby inni - świętości.
        ad.5/J. Kuroń to uosobienie naiwności, żeby nie powiedzieć więcej
        i to nie tylko w sprawach ukraińskich. To chyba stąd wziął się fakt,
        że przyjął nacjonalistyczny punkt widzenia polskiej historii -
        "Najpierw zabijali działaczy PPR, z czasem cała ich działalność
        ograniczyła się do rabowania" - tak o Armii Krajowej wyraził się
        Kuroń w książce "PRL dla początkujących" wydanej w 1995 roku.
        Niczego innego w działalności AK, on historyk, nie zauważył.
        • hansgrubber Re: Nowi "polscy święci" 30.12.08, 19:39
          1. Nie ma nic dziwnego w tym ze sie rozmwia nawet z przeciwnikiem
          politycznym, w historii AK wspopracowało z radzieckimi partyzantami
          a AK dogadywało się z UPA. Michnik ma racje - Kuronia usilowano
          spotwarzyc a robiły to osoby pokroju Engelgarda.
          2. Duzy format czlowieka to i duze zaslugi. Proste. Byl szczerym
          komunista a potem prawdziwym opozycjonistą.
          3. Englegard nalezy do tej samej grupy co np Maciej Giertych -
          antykomunista ale z komunistami wspolpracowal ( nie dogadywał się
          ale wspolpracowal!), radykalny przeciwnik UE ale kase od Unii
          bierze, bo polityczne znaczenie parlamentu UE jest niewielkie. Itp.
          4. Nie bede odnosił sie do zaprawionych zlosliwa ironia klamliwych
          pamfletow ludzi ktorzy oskarzaja jedengo znajwazniejszych w Polsce
          opozycjonistów a sami mają zalosne zyciorysy. Skoro jestes taki
          przenikliwy w sprawie Kuronia ciekawe dlaczego tej cechy brakuje Ci
          w przypadku stowarzyszenia PAX czy Słowa Powszechnego. smile
          5. Kuron nie jest nietykalny ani swiety. Sam nigdy takim sie nie
          kreowal. Dobrze byloby jednak aby krytyka byla na poziomie.
          6. Gdybys czytal ksiazke a nie korzystal ze "skrotow" to bys
          wiedzial ze nie chodzi o AK a o niektorych przedstawicieli poziemia
          niepodleglosciowego. Zdaje sie ze wlasnie zlapalem Cie na -
          delikatnie rzecz ujmujac - manipulacji, mat na mily Bog...
          • preminger Re: Nowi "polscy święci" 30.12.08, 21:34
            hansgrubber napisał:
            > 2. Duzy format czlowieka to i duze zaslugi. Proste. Byl szczerym
            > komunista a potem prawdziwym opozycjonistą.


            Farbowane lisy to niestety polska przypadłość. Zamiast zrobić to co w Niemczech
            po 1991 ... ech, można sobie tylko zanucić "ten niewinny, ten niewinny, może
            winien jest ktoś inny".
          • mat120 Re: Nowi "polscy święci" 01.01.09, 23:07
            Gwoli ścisłości - AK z UPA nigdy się nie dogadywało. Skoro jest
            faktem, że Kuroń negocjował z SB - to dlaczego ujawnienie tego ma
            być potwarzą? "Świętych" nie wolno krytykować?. Nie wolno ujawniać
            ciemnych kart ich zyciorysów?
            Różnica między Engelgardem i Gietrychem a J. Kuroniem polega m.in.
            na tym, że dwaj pierwsi nigdy komunistami nie byli a Kuroń nigdy
            w zasadzie komunistą być nie przestał (naiwny trockista). I nie
            przesadzaj z tym dużym formatem - polityk z niego był nadzwyczaj
            marny - stawianie go za wzór oraz kreowanie na "świętego" jest
            naprawdę bardzo ryzykowne.
            Fakt - korzystałem ze skrótu ale to jeszcze nie dowód na
            manipulację. Czy mógłbyś powiedzieć o jakich działaczach podziemia
            Kuroń pisał?




            • hansgrubber Re: Nowi "polscy święci" 02.01.09, 19:19
              1. Chodzi o AK-WiN oczywiscie, slowem chodzi o to ze czasem
              konfiguracje sa bardzo zaskakujace. Rozmowy z bezpieka nie sa niczym
              nadzwyczajnym, pogadaj z ludzmi z Solidarnosci, ale tej prawdziwej.
              Pan na E przeszedl do opozycji po upadku komuny i powiem szczerze
              bardzo wydaje mi sie zabawny. Zyciorys Kuronia broni go najlepiej.
              Zaklecia nie pomogą.
              2. Jezeli uwazasz ze Kuron nie przestal byc komunita to pozostaje mi
              tylko zwatpic w Twoja wiedze o komunizmie.
              3. Marny polityk? Ja tak nie myslę. Dla wielu Polakow byl wazny. I
              mial te zanikajaca ceche ze kompromis nie byl dla Niego pustym
              slowem. A tylko tak mozna robic politykę.
              4. O ile pamietam pisal o poakowskiej partyzantce.
              • mat120 Re: Nowi "polscy święci" 02.01.09, 21:00
                hansgrubber napisał:
                Zyciorys Kuronia broni go najlepiej.

                Hmm... Jeśli wymazać z jego życiorysu okres do połowy lat
                sześćdziesiątych...

                hansgrubber napisał:
                Jeśli uwazasz ze Kuron nie przestal byc komunista to pozostaje mi
                > tylko zwatpic w Twoja wiedze o komunizmie.

                Hans, przecież on sam siebie uważał za marksistę.smileJeżeli Maleszka
                napisał w swoim raporcie prawdę o celach walki J.Kuronia to
                i późniejszy życiorys nie jest już tak jasny.

                hansgrubber napisał:
                Marny polityk? Ja tak nie myslę.

                Tak pisał o nim St. Kisielewski:
                "Teraz jest ministrem pracy i spraw socjalnych, a mówi tylko o
                filantropii. Nic o tym gdzie pracować, co robić, jak się dorabiać.
                Po prostu on o tym nie ma pojęcia (...). Kuroń rozzłościł mnie, gdy -
                jako minister w rządzie Mazowieckiego - zamiast uczyć jak ludzie
                mają szukać pracy w nowym ustroju, radził, gdzie i jak żebrać, dokąd
                zgłaszać się po zasiłki?"

                I myślę Hans, że przeciętny obywatel II RP lubił go głównie za to za
                co krytykował go St. Kisielewski. Oczywiście nie odmawiam Kuroniowi
                dobrej woli ale też bezgranicznej naiwności, delikatnie mówiąc.
                Nie widzę powodu by rozpinać nad nim parasol świętości.
                • hansgrubber Re: Nowi "polscy święci" 02.01.09, 22:18
                  1. W Polsce jest taki archetyp postaci. Kmicic-Babinicz. smile Mozna
                  Kuronia nie lubic za poglady ale trudno odmawainie mu roli jednego z
                  najwazniejszych opozycjonistow - to cos wiecej niz blad.
                  2. Ja tam nie wiem jak to bylo z marsizmem Kuronia. Ale wiem ze ma
                  sie on nijak do komunizmu w rosyjskiej wersji.
                  3. Kisiel zaslynal takze z protestu przeciw wyprowadzeniu wojsk
                  radzieckich z Polski. smile Problem polegal na tym ze wtedy nikt nie
                  mial pomyslu jak robic polityke spoleczna. Kuron probowal. Zapewne
                  nieudolnie. Ale pomysl - w takim rzadzie byc ministrem pracy... smile
    • anglik_z_kolomyi Czerwony harcerz 01.01.09, 18:56
      Kuroń, bard „czerwonego harcerstwa", trockizmu i KOR-u, był przez
      całe życie równie zagorzałym wrogiem Pana Boga i krzyża (nawet
      enkawudystę Bieruta nienawidził za to, że ten wziął raz udział w
      kościelnej procesji — określił wtedy Bieruta jako „zdrajcę"). Był
      również konsekwentnym lewakiem, chociaż ewoluował taktycznie
      (pragmatycznie) od stalinizmu i skrajnego goszyzmu do liberalnego
      (różowego) lewactwa „Salonu" III RP. Gdy po kilkudziesięciu latach
      znajomości (kiedy skompromitowany całkowicie komunizm już się walił)
      W. Lenkiewicz spytał Kuronia: „ — Czy wyleczyłeś się wreszcie z
      komunizmu?", ten twardo odparł: „ — Jestem i pozostanę marksistą!".
      Był i pozo­stał do końca życia czerwonym harcerzem — prowadził jako
      harcmistrz stalinowskie harcerstwo i nigdy nie przestał być
      harcerskim luzakiem, noszącym wytartą dżinsową kurtkę nawet wtedy,
      gdy jako podstarzałemu dygnitarzowi przypinano mu wstążki orderów.
      Według jego wielbicieli, powołujących się na Komitet Obrony
      Robotników, na „ kuroniówki" (zasiłki) i na „zupę Kuronia" — był
      tzw. dobrym człowiekiem. Właśnie przez to inni „dobrzy ludzie"
      kochali go, płakali u jego trumny i wychwalali epitafiami oraz
      epitafijnymi publikacjami jako niezmordowanego dobroczyńcę, „brata-
      łatę", naturę arcyszlachetną, zawsze gotową do poświęceń dla
      bliźnich. Miały go też za to kochać miliony szarych rodaków — w
      pierwszej dekadzie III RP przez kilka lat wszystkie sondaże
      wskazywały, że jest politykiem najpopularniejszym: 72%-78%
      zwolenników. Słowem „żelazny elektorat", właściwie aklamacja, ergo:
      murowana prezydentura, w cuglach! Lecz coś chyba było z tymi
      sondażami nie tak, bo życie boleśnie zweryfikowało to poparcie —
      zredukowało do poparcia jedynie przez elitę salonową i przez
      okołosalonowych „użytecznych idiotów". Gdy w 1995 Unia Wolności (był
      jej współzałożycielem i wice­przewodniczącym UD) wystawiła Kuronia na
      arenę elekcji prezy­denckiej — mimo gigantycznych starań propagandy
      („Gazeta Wyborcza" i inne media UW szalały wprost), zainkasował
      ledwie... 9% głosów, co było kompromitacją. Wyborcy nie okazali się
      dobrymi ludźmi i „popędzili" różowy „Salon", woląc czerwonego
      oczywistego, a nie farbowanego na różowo liska. Aż żal było wtedy
      salonowych „dobrych ludzi", gdy się widziało ich oczy „szeroko
      zamknięte" wskutek szoku. B. Geremek mógł powtórzyć swoje zdanie
      sprzed kilku lat, iż „społeczeństwo polskie nie dojrzało do
      demokracji".
      (Waldemar Łysiak: Rzeczpospolita kłamców. Salon)
      www.polonica.net/rzeczpospolita_klamcow_2.htm
      • anglik_z_kolomyi Czerwony harcerz II - Ręce opadają! 02.01.09, 11:27
        Własne dojrzewanie do demokracji Kuroń opisał w kilku (sześciu czy
        siedmiu) wspomnieniowych książkach. Mimo że są one napisane „ze
        szwungiem" (miał i „gadane", i pióro; wzorem rasowych demagogów
        potrafił i krzykiem, i drukiem wmawiać ludziom co tylko chciał) —
        zyskały aprobatę ledwie kilku pro­cent czytelników. Były powszechnie
        wykpiwane („Moja zupa" zyskała uliczne, przedrzeźniające
        nazwy: „Moja kupa" i „Moja d..."), a poważni komentatorzy nie
        zostawili na tych memuarach-„wybielaczach" suchej nitki (chwaliła je
        tylko sfora re­cenzentów pracujących dla „Salonu"). Krakowska „Arka"
        no­minowała dzieło Kuronia „Spoko!, czyli kwadratura koła" do Nagrody
        Intelektualnego Knota Roku (1992), i nawet
        okołosalonowa „Rzeczpospolita" wkurzyła się (piórem K. Masłonia),
        widząc liczbę „zafałszowań, przemilczeń i prymitywnych sądów" w
        kuroniowej pracy pt. „PRL dla początkujących" (1995), stąd dała
        książce notę: „Ręce opadają!".
        Ręce opadają jeszcze niżej (razem ze szczęką), gdy się czyta
        najważniejszą książkę J. Kuronia, „Wiara i wina — do i od komunizmu"
        (1989). Mnie opadły niegdyś bardziej niż komukolwiek innemu, bo jako
        bibliofilowi udało mi się zdobyć ten egzemplarz dru­giego (pierwszego
        krajowego) wydania (1990), który Kuroń podarował szefowi bezpieki
        schyłkowego PRL-u, genera­łowi Kiszczakowi (egzemplarz ów sprzedała
        antykwariuszowi pani Kiszczakowa!). Widnieje tam nakreślona
        długopisem dedy­kacja autora dla obdarowanego:
        „Panie Czesławie, może ta dedykacja Pana skompromituje w tzw.
        pewnych kręgach (mnie w innych), ale pragnę oświadczyć, że jestem
        pełen podziwu dla Pana osobiście i roli jaką Pan odegrał w
        naszej «pokojowej rewolucji».
        Jacek Kuroń 11 czerwca 1990".
        www.polonica.net/rzeczpospolita_klamcow_2.htm
        • hansgrubber Łysiak 02.01.09, 22:42
          wyborcza.pl/1,76842,3811004.html
          Nie chce mi sie o Łysiaku gadac. Jesli w Kolomyi lubia frustratow i
          fantastow - prosze bardzo. Ale tez mam dla Ciebie cytat.

          PIERWSZY WARYJAT

          Jam nie osoba, jam się dawno w krzyż zamienił.

          Ja byłem krzyżem w Chrystusa męce,

          Do mnie zmarłego przybili;

          A jam go zamiast ćwieków unosił za ręce,

          Jak małe dziécię, gdy kwili.

          Jestem krzyżem; gdy papiéż daje krzyża drzewo,

          Nie wierzcie! ja mam nogi, rękę prawą, lewą,

          Nic ze mnie nie ubyło, niech kto części liczy...


          (Smutnie mówi odchodząc.)


          Boże! odwróć ode mnie ten kielich goryczy.




          DOKTOR


          (do Kordiana)


          Widzisz, on się poświęcił za lud.




          KORDIAN

          Zwaryjował!...




          DOKTOR


          (do waryjata z podniesioną ręką)


          A ty, czemuś tak ręką w niebo wygórował?...




          DRUGI WARYJAT

          Ciszéj mów! nieba sufit lazurowy

          Trzymając na téj dłoni, zasłaniam świat cały.

          Niebo, słońce, księżyc biały,

          Chcą upaść ludziom na głowy;

          Lecz ja stoję pod nieba nachylonym stropem,

          Znużony, tęskny, bezsenny.

          Módlcie się do mnie, jam zbawca codzienny,

          Zasłaniam ludy przed nieba potopem...

          Spijcie, ludzie! dobréj nocy!


          A Łysiak z komuną walczył! smile
                • preminger Re: prawda w oczy kole! 03.01.09, 18:55
                  anglik_z_kolomyi napisał:
                  > był smile Kuroń był ideowym komunistą, wrogiem religii.

                  i szczerym idealistą, co zauważył nawet Paweł Smoleński. w "Szermierzach
                  okrągłego stołu " - ... po spotkaniu Walesa - Kiszczak i wygaszeniu strajków
                  termin "Okrągły stół " zawojował polską rzeczywistość polityczną i wszyscy
                  spodziewali się, że tego typu debata nastąpi szybko. Mimo szumnych zapowiedzi
                  antrakt był szalenie długi - trwał do wrzesnia 1988 ... Jeżeli to wszystko
                  trzaśnie, to i my i oni przegramy. Śmiejemy się że jeśli proces zapoczątkowany
                  przez okrągły stół pęknie, to Kuroń z Kiszczakiem w jednej celi siądą. No, może
                  aż tak nie będzie jednak w tym żarcie jest ziarenko politycznej ...
                  • anglik_z_kolomyi Czerwony harcerz III - komunistyczne Hitlerjugend 05.01.09, 10:16
                    Kuroń był zawsze szczerym "idealistą". Nawet jak podejmował się
                    wykonywania najbardziej parszywych zadań powierzonych mu przez matkę
                    Partię, takich jak tworzenie (na wór Komsomołu i z zastosowaniem
                    jego haniebnych "ideałów") hufców im. gen. Waltera, w celu
                    zniszczenia tradycyjnego polskiego harcerstwa.
                    www.polonica.net/rzeczpospolita_klamcow_2.htm
                    Natomiast marzenia towarzysza Jacka spełniały się jedno po drugim.
                    Partia, widząc, że słowami włada jak cyrkowy żongler piłeczkami,
                    zleciła mu wychowywanie pokoleń młodszych od zetempowców: przejął
                    harcerstwo. Przejął i stworzył „walterowców", czyli „czerwone
                    harcerstwo", najbardziej upadlającą ze wszystkich młodzieżowych
                    organizacji, jakie kiedykolwiek po­wstały w Polsce, istną
                    komunistyczną Hitlerjugend. Zabronił dzieciakom śpiewania
                    tradycyjnej „Roty" — jego „czerwoni harcerze" śpiewać musieli o
                    chwale bolszewizmu. I to nie po polsku. Ówczesny „czerwony harcerz",
                    A. Michnik, wspominał później: „Bez sentymentu nie umiem myśleć o
                    tej gromadce chłopców i dziewcząt, która latem 1958 roku w
                    czerwonych chustach nawiedzała chłopskie zagrody, śpiewając piosenki
                    po rosyjsku i po żydowsku". Michnik zapamiętał też, że wśród har­
                    cerzy Kuronia panował „nastrój komsomolskich idealistów".
                    Kuroń podsycał ów idealizm, zalecając ścisłą współpracę z mili­cją i
                    bezpieką (proszę przeczytać jego książkę o harcerstwie, dro­dzy
                    salonowcy!). Jeszcze w roku 1995 „Gazeta Polska" przypo­minała, że
                    harcmistrz Kuroń wygłaszał szkolne prelekcje, agitu­jąc dzieci, by
                    donosiły na swych rodziców słuchających „wra­żych radiostacji"
                    imperializmu. Wiem, że za to dawanie wzoru Pawlika Morozowa bił się
                    w piersi później, i wiem, że człowiek może się jak Szaweł zmienić,
                    ale wiem też, że pewne cechy cha­rakteru, pewne inklinacje mentalne,
                    choćby minione, durno-młodzieńcze, mówią o człowieku, o jego duszy,
                    coś ważnego, coś wedle diagnozy „ten typ tak ma".
                    (Waldemar Łysiak: Rzeczpospolita kłamców. Salon)
                    • venus99 Re: Czerwony harcerz III - komunistyczne Hitlerju 05.01.09, 10:24
                      obrzydliwe.coś takiego mógł napisać tylko podły człowiek ale jak się
                      było za PRLu pieszczoszkiem władzy jak Łysiak to trzeba teraz zmazać
                      swoje stare grzechy.kim jest Łysiak wobec Kuronia?bardzo małym
                      człowieczkiem.
                      nie oznacza to,że Łysiak przeinacza fakty.on je tylko wypreparował z
                      bardzo szerokiego tła.
                      • anglik_z_kolomyi Re: Czerwony harcerz III - komunistyczne Hitlerju 05.01.09, 10:47
                        venus99 napisał:

                        > nie oznacza to, że Łysiak przeinacza fakty.

                        Bardzo mnie cieszy, że przyznajesz Łysiakowi rację co do faktów. Z
                        faktami się nie dyskutuje, fakty się zna. Wiarygodność Łysiaka
                        próbował tu kwestionować "hansgrubber", ale jakoś nieudolnie smile
                        A co do "pieszczocha komuny", to bardziej na to miano zasługuje
                        jednak, niestety, Kuroń, wierny syn PZPR smile
                        Łysiak swoją pozycję w PRL zawdzięczał wyłącznie świetnemu
                        pisarstwu, a nie haniebnemu wysługiwaniu się komunie!
                        • hansgrubber Re: Czerwony harcerz III - komunistyczne Hitlerju 05.01.09, 12:02
                          1. Tylko swietnemu pisarstwu? smile Wielu swietnych pisarzy nie
                          publikowano w PRL lub w ograniczonym wymiarze. Łysiaka publikowano
                          nawet w stanie wojennym, w czasie gdy zgody na publikacje swoich
                          utworow nie dawalo wielu pisarzy.
                          2. Trzeba miec naprawde nieortodoksyjne poczucie przyzwoiosci by
                          sadzic ze gosc ktory w PRL-u spedzil lata w komunistycznym pierdlu,
                          byl symbolem opozycji ma mniejsze zaslugi od czlowieka ktory w PRL
                          glownie zarabial pieniadze i byl pieszczochem czerwonego salonu.
                          3. Wedlug Twoich standardow Sw Pawel jest swinia bo przeciez kiedys
                          walczyl a moze i mordowal chrzescijan.
                          • anglik_z_kolomyi Re: Czerwony harcerz III - komunistyczne Hitlerju 05.01.09, 12:45
                            Kuroń w PRL uświnił się aż do nieprzyzwoitości. Już same jego
                            niewątpliwe zasługi dla czerwonego harcerstwa, promowanie w Polsce
                            donosicielstwa na rodziców wzorem Pawlika Morozowa, kompromitują go
                            doszczętnie. Wysługiwał się gorliwie partii w najgorszych czasach
                            stalinowskich, a symbolem "opozycji" stał się dzięki listowi do
                            partii, który napisał w dobrej wierze, jako gorliwy komunista smile
                            Partia się jednak niestety nie poznała na jego naiwnej i
                            głęboko "idealistycznej" komunistycznej szczerości i naiwności. A
                            przecież chciał dla partii jak najlepiej smile
                            • venus99 Re: Czerwony harcerz III - komunistyczne Hitlerju 05.01.09, 14:26
                              a największe świństwo takim oszołomom jak ty zrobił pozwalając się
                              wielokrotnie zamknąć w więzieniu gdzie miał luksusową celę,wykwintne
                              wyżywienie,basen,saunę i panienki do towarzystwo.i na tym kończę tę
                              dyskusję bo wiadomo,że paraliż postepowy i angielskie trafia głowy.
                              • anglik_z_kolomyi Czerwony harcerz IV - błędny rycerzyk 05.01.09, 14:37
                                Nie będę wyprowadzał Cię z błędu. Jacek K. jest "święty" i basta smile
                                www.polonica.net/rzeczpospolita_klamcow_2.htm
                                Ów podziw dla oberszefa esbeckich skrytobójców (używali na­wet
                                trucizn — w Radomiu próbowali wykończyć przy pomocy zatrutej herbaty
                                czołową działaczkę „Solidarności", A. Walentynowicz) jest prostą
                                kontynuacją sofizmatów Kuronia na temat własnej ewolucji od PZPR-u
                                do „okrągłego stołu". „Wiara i wina", kluczowa ekspiacyjno-
                                wybielająca pozycja ober„dobrego człowieka", pisana jest, można
                                rzec, „z sercem na dłoni". Rozczulająca szczerość, typowa
                                dla „dobrych ludzi", którzy (po tym można ich poznać) nawet gdy
                                kłamią, to patrzą uczciwie w oczy, i jeśli nawet popełniają jakąś
                                nikczemność, to tylko w walce o byt lub żeby nie wyjść z wprawy.
                                Jawi się spomiędzy tych kilkuset stron błędny rycerzyk —
                                przepraszam: błędny harcerzyk (nie mogący uniknąć błędów) —
                                notoryczny (regularny) prawiczek o naiwnej duszyczce, gołębim sercu
                                i bardzo bystrym wzroku, dzięki któremu widzi, że świat wokół niego
                                to tylko wielka platforma odchodów, które jednak harcerz, przez swą
                                wzniosłą łatwowierność, co i rusz bierze w rączki albo miesi
                                zapalczywie dla dobra odchodowej (dochodowej) idei, utopii czy
                                doktryny, by po niejakim czasie zauważyć (ten bystry wzrok!), że się
                                ubrudził, więc dla obmycia z fekaliów nurkuje w rwący nurt historii
                                i wychodzi na drugim brzegu, by dopiero tam spo­strzec, że wskutek
                                pomyłki znowu przepłynął szambo, co rodzi konieczność samobiczowania
                                nim nie porwie go kolejny rycerski miraż zbawiciela bliźnich,
                                przynoszący kolejną czystą motywację i wkrótce kolejne
                                rozczarowanie, które jest karą za lewico­we marzycielstwo
                                pięknoducha. Jak w tym starym powiedzonku:
                                „Za wszystkie dobre uczynki spotka cię zasłużona kara".
                                Biedny „dobry człowiek" — fatum dziejowe płatało mu tyle brzyd­kich
                                figlów! Wreszcie jednak dorósł do demokracji, po wielu
                                latach „błędów i wypaczeń". Niestety — „społeczeństwo nie dorosło".
                                (Waldemar łysiak: Rzeczpospolita kłamców. Salon)
                                • hansgrubber Re: Czerwony harcerz IV - błędny rycerzyk 05.01.09, 15:20
                                  1. Troche to pachnie intelekualna impotencja - ciagle wieszanie sie
                                  na cudzych tekstach - no ale jak sie nie ma wlasnych pogladow to
                                  pozostaje klakierstwo.
                                  2. Nie odpowiedziales mi na przyklad ze sw. Pawlem - pewnie dlatego
                                  ze Lysiak o tym nie napisal. Dorzuce jeszcze kilka: Jozef Pilsudski -
                                  na sluzbie u zaborcow, do tego terrorysta i lewicowiec (!!!),
                                  przelal wiecej polskiej krwi w czasie zamachu majowego niz
                                  Jaruzelski w czasie stanu wojennego. Badz konsekwentny: powiedz ze
                                  zdrajca i swinia, inaczej wyjdzie na to ze masz fobie a nie
                                  kategorie moralne.
                                  3. A moze porozmawiamy np o Romualdzie Traugtcie, Zofii Kossak-
                                  Szczuckiej czy Jerzym Waldorfie? smile A i tak wielu pominałem.
                                  • anglik_z_kolomyi Re: Czerwony harcerz IV - błędny rycerzyk 05.01.09, 15:31
                                    To Ty starasz się "myśleć" i mówić Michnikiem, ale wychodzi Ci to
                                    raczej marnie. To nie jest wątek o Łysiaku, św. Pawle, Piłsudskim i
                                    Traugutcie czy Zofii Kossak-Szczuckiej, tylko o KURONIU! Załóż jakiś
                                    wątek na ich temat, to może sobie porozmawiamy. Choć o Łysiaku nie
                                    mam zbyt wiele do powiedzenia. Nie jestem wcale jego wielbicielem. W
                                    tym wątku interesuje mnie tylko to, co napisał o Kuroniu i czego nie
                                    byłeś w stanie podważyć, pomimo usilnych starań smile
                                    • hansgrubber Re: Czerwony harcerz IV - błędny rycerzyk 05.01.09, 15:39
                                      1. O prosze. Potrafisz sie uczyc. Wreszcie nie cytujesz. Brawo
                                      gratuluje.
                                      2. Otoz ja mowie soba. Wiem ze jak ktos jak Ty ma "pozyczone"
                                      poglady to trudno mu to zrozumiec, ale tak jest w swiecie - ludzie
                                      maja wlasne poglady i nie musza przepisywac cudzych cytatow.
                                      3. Oczywiscie watek o Kuroniu. Ale wiedza plynie z porownania. Ty
                                      wiedzy nie potrzebujesz, wystarcza Ci fobie i belkocik Lysiaka,
                                      spoznionego dekade antykomunisty.
                                      • anglik_z_kolomyi Re: Czerwony harcerz IV - błędny rycerzyk 05.01.09, 15:50
                                        Tobie wystarczą poglądy różowego "salonu", które starasz się tutaj
                                        kopiować, bardzo zresztą nieudolnie. Nie starcza talentu smile
                                        Dla "salonu" zagorzały konunista Kuroń jest "święty" i tego się
                                        dalej trzymaj, skoro nie stać Cię na samodzielne myślenie smile
                                        Ale nie wymagaj takiego "salonowego" zaślepienia od innych!
                                • anglik_z_kolomyi Czerwony harcerz V - kocham cię jak partię 07.01.09, 12:28
                                  Pierwsza demokracja, którą obstawił J. Kuroń, to była „demo­kracja
                                  ludowa", czyli anty demokracja — stalinowski zamordyzm. Wyniósł tę
                                  skłonność z domu, gdyż jego ojciec był „nało­gowym bezbożnikiem" i
                                  aktywnym komunistą. Jako młodzian nieletni, czytał Kuroń z zapałem
                                  stosy literatury komunistycznej, od dzieł Marksa do dzieł Stalina, a
                                  jego ulubioną bajeczką by­ła praca Lenina „Państwo i rewolucja" („Ta
                                  ostatnia wywarła na mnie szczególne wrażenie"). Kiedy tylko się
                                  upełnoletnił, wstąpił do partii (wtedy, gdy dokonywała ona rzezi
                                  patriotów), a swoją dziewczynę zapewniał: „ — Kocham cię prawie tak
                                  sa­mo jak partię!". Dzięki tej miłości szybko awansował — został
                                  kierownikiem Wydziału Propagandy ZS ZMP. Propagandystą był wybornym:
                                  Piłsudskiego prezentował jako „faszystę", akowców jako „bandytów" i
                                  morderców Żydów (powtórzy te kalumnie później w jednej ze swych
                                  książek, w latach 90-ych!), etc. No­tabene patrioci-antykomuniści
                                  będą przezeń flekowani zawsze. Na starość Kuroń-dygnitarz państwowy,
                                  za inicjatywę lustracyjną obrzuci stekiem wyzwisk ekipę premiera
                                  Olszewskiego: „Nie­przejednani patrioci, niepokalani rycerze
                                  najjaśniejszej Rzeczypospolitej! Całe życie marzyli o wielkim
                                  oczyszczeniu, o naro­dowym powstaniu, które zmiecie komunę i wymierzy
                                  ostateczną sprawiedliwość! Chwalić Boga, nie spełniły im się te
                                  marze­nia". Którego Boga, panie Jacku?
                                  (Waldemar Łysiak: Rzeczpospolita kłamcow. Salon)
                                  www.polonica.net/rzeczpospolita_klamcow_2.htm
                                  • anglik_z_kolomyi Czerwony harcerz VI - opozycja licencjonowana 10.01.09, 13:51
                                    Zmieniać się Kuroń zaczął w drugiej połowie lat 60-ych. Nie od
                                    swojej i Modzelewskiego propozycji przerobienia partii
                                    komunistycznej na bardziej komunistyczną czyli trockistowską („List
                                    otwarty do członków PZPR"), za co partyjna wierchuszka sko­pała mu
                                    tyłek, lecz od roku 1968, czyli od antysemickich sza­leństw reżimu. W
                                    latach 70-ych był już „opozycjonistą" peł­ną gębą, a w roku 1980 jego
                                    żoliborskie mieszkanie stało się nie tylko centralą KOR-u, lecz i
                                    centralą telefoniczną — tam dzwo­nili wszyscy dysydenci i stamtąd
                                    dzwoniono po całej Polsce, jak również do zagranicznych gazet
                                    tudzież agencji prasowych, sie­jąc propagandę antyreżimową. A
                                    bezpieka jakoś nie umiała tele­fonu Jacka K. wyłączyć! Może dlatego,
                                    że nawet nie próbowała. Sam ryżowłosy gensek ze Śląska, E. Gierek,
                                    dziwił się później („Przerwana dekada", 1990): „— Jakimś dziwnym
                                    trafem te­lefon Kuronia działał bez usterek, nie było żadnych awarii.
                                    Są­dzę, że odpowiedni funkcjonariusze pilnowali, aby nic się w tej
                                    bezcennej dla Kani aparaturze nie zepsuło". Czy można się dzi­wić, że
                                    prawicowcy mówili o „opozycji licencjonowanej"? Żar­ty skończyły się
                                    jednak, gdy gen. Jaruzelski wprowadził „stan wojenny" — przywódcę
                                    KOR-u znowu zapuszkowano.
                                    (Waldemar Łysiak: Rzeczpospolita kłamców. Salon)
                                    www.polonica.net/rzeczpospolita_klamcow_2.htm
                                  • anglik_z_kolomyi Czerwony harcerz VII - kuroniada 11.01.09, 12:00
                                    „Stan wojenny", co wszyscy wiedzą, był efektem powstania i rośnięcia
                                    w siłę Wolnych Związków Zawodowych, a te były efektem masowych
                                    strajków 1980 roku.
                                    Ówczesną rolę KOR-u tak wspomina (2003) jeden z pierwszych
                                    współzałożycieli WZZ, K. Wyszkowski: „— Podkreśla się dziś chętnie,
                                    że bez «stanu wojennego» nie byłoby «okrągłego stołu». Owszem, bez
                                    czołgów i ZOMO, bez zniszczenia pierwszej «Solidarności», nie
                                    udałoby się przerobić Kuronia, Geremka, Michnika i Mazowieckiego na
                                    przywódców narodu, bo przed 13 grudnia 1981 oni wcale takiej pozycji
                                    nie zajmowali (...) Wobec kuroniady długo mieliśmy złudzenia, gdyż
                                    Kuroń potrafił ukrywać rzeczywiste motywy swoich działań. Nie
                                    wiedzieliśmy, że KOR to typowa leninowska jaczejka, składająca się z
                                    kadrowej partii wewnętrznej i otaczającego ją środowiska tzw.
                                    pożytecznych idio­tów. Złudzenia straciłem późno, bo nie brałem wtedy
                                    pod uwa­gę trwałego porażenia złem, jakie zostawia w człowieku
                                    zaangażowanie w leninizm (...) W sierpniu 1980 roku i władze, i
                                    lewica korowska, tzw. eksperci i doradcy, mieli wspólny program — za
                                    wszelką cenę nie dopuścić do powstania prawdziwie wolnej organizacji
                                    związków zawodowych. Kuroń przyjechał do Gdańska z chytrze
                                    skonstruowanym planem działań, który (gdyby został przyjęty)
                                    zniweczyłby nasze długotrwałe starania. Przyjechał jako działacz
                                    niezależnej struktury opozycyjnej, a działał niczym wysłannik
                                    jakiegoś powołanego przez władze sztabu kryzysowego (...) Kuroń
                                    przywiózł też, wręcz zbrodniczy koncept zniszczenia dzieła strajku.
                                    Podczas strajku tzw. doradcy usilnie namawiali nas do rezygnacji z
                                    prawa do tworzenia wolnych związków zawodowych (...) Ustalenie
                                    źródeł koncepcji nałożenia «Solidarności» kagańca powinno być jednym
                                    z pilniejszych zadań badawczych dla historyków IPN".
                                    www.polonica.net/rzeczpospolita_klamcow_2.htm
                                  • anglik_z_kolomyi Czerwony harcerz VIII - fatalny minister pracy 12.01.09, 11:53
                                    Założycielowi i faraonowi Komitetu Obrony Robotników jakoś nigdy nie
                                    udało się zdobyć zaufania robotników. Ostatni raz przekonał się o
                                    tym roku 1994, gdy gniewni proletariusze nie wpuścili go do
                                    klubu „Ursus", gdzie przyjechał, by z nimi rozmawiać. Czekał pod
                                    drzwiami prawie godzinę i musiał odjechać jak niepyszny. Wrogość
                                    tych robociarzy wobec Kuronia wynikała z dawnych jego „zasług",
                                    pacyfikujących „Solidarność", i ze świeżych, ministerialnych, bo
                                    dopiero co pełnił funkcję ministra w ekipach T. Mazowieckiego i H.
                                    Suchockiej.
                                    Że dawny trockista zostaje dygnitarzem państwowym — to nic dziwnego;
                                    dla lewicowej Europy wprost reguła (były goszystowski bojówkarz, J.
                                    Fischer, został niemieckim ministrem spraw zagranicznych; były
                                    maoista, Portugalczyk J. Barroso, został przewodniczącym Komisji
                                    Europejskiej UE; etc.). Ale że lewak zostaje ministrem fatalnym dla
                                    proletariatu — to już sprawa przynajmniej terminologicznie osobliwa.
                                    Kuroń był fatalnym ministrem pracy, gdyż zamiast pracy dawał ludziom
                                    zupki przed kamerami i w blasku fleszów, nosząc kucharski czepek na
                                    głowie. Jak to „dobrzy ludzie". Źli ludzie krytykowali go za to
                                    mocno. Prof. A. Tymowski: „Minister nie może kłaść głównego akcentu
                                    na zbieranie jałmużny". „Kisiel": „Kuroń rozzłościł mnie, gdy jako
                                    minister pracy i spraw socjalnych, zamiast uczyć ludzi jak mają
                                    szukać pracy w nowym ustroju, mówił tylko o filantropii, radził
                                    gdzie i jak żebrać, dokąd zgłaszać się po branie zasiłków". Prof. J.
                                    R. Nowak: „Stał się jaskrawym przykładem bezgranicznej
                                    niekompetencji, której koszty odczuwamy po dziś dzień. Efektem tej
                                    jego niekompetencji, braku walki z bezrobociem i fatalnego braku
                                    polityki społecznej, było bezrobocie 2 600 000 osób (...)
                                    Kompetencje Kuroń zastępował ckliwym sentymentalizmem ".
                                    www.polonica.net/rzeczpospolita_klamcow_2.htm
                                  • anglik_z_kolomyi Czerwony harcerz IX - nie gardzący kielichem 13.01.09, 11:57
                                    Ale tak właśnie, dzięki taniemu aktorstwu i „ckliwemu
                                    sentymentalizmowi", rodzi się idolatria. Czerwony harcerz stał się
                                    maszynką różowego „Salonu" do uwodzenia rzesz półinteligentów i
                                    biedaków. Prof. A. Sarapata (tekst „Idol", 1995); „Jacek Kuroń
                                    posiada wielki kunszt aktorski, wie dobrze jak «grać», jak zręcznie
                                    blagować. Bez zająknienia mówi o «gigantycznych rozmiarach
                                    zaniedbań», słowem nie wspominając o swym resortowym podwórku, za
                                    które jest odpowiedzialny. W spo­łeczeństwie naszym, pobłażliwym
                                    wobec nierzetelności i bra­ku kwalifikacji, tęskniącym za idolami i
                                    bohaterami, mistrz autoreklamy zdobywa powszechne uznanie i
                                    zaufanie. Nieudolny, nierzetelny, blagier, lecz «rozumiejący
                                    ludzi», «troszczący się» o nich, mówiący, że «serce go boli»,
                                    dowcipny, nie gardzący kielichem, «nasz»".
                                    Wśród Polaków „niegardzenie kielichem" zawsze było cnotą, ale
                                    cudzoziemców trochę zdumiewało, że to cnota ministerialna. Znany
                                    francuski ekonomista, G. Sorman, po wizycie w Polsce i zetknięciu
                                    się z J. Kuroniem pisał: „Wódka jest obecna już od rana w biurze
                                    ministra. On nie tyle pije, co wręcz tonie wewnątrz szklanki.
                                    Fioletowy, wrzeszczący, dziwny, przekrzykuje i nie słucha pytań. Czy
                                    nie runie przy mnie na podłogę? (...) W jakim innym kraju taki Kuroń
                                    byłby ministrem?". Niestety, prócz opisów zostały i zdjęcia. Znany
                                    papieski fotografik, A. Bujak: „— Są fotografie, które ścinają
                                    człowieka z nóg. Proszę sobie wyobrazić, zasiadam w jury
                                    Ogólnopolskiego Konkursu na Fotografię Prasową. Otwieramy kopertę i
                                    cóż widzimy? Towarzysz Kuroń, z białkami wywróconymi do góry, z
                                    rozpiętymi spodniami...".
                                    www.polonica.net/rzeczpospolita_klamcow_2.htm
                                  • anglik_z_kolomyi Czerwony harcerz X - Kuroń faworyzuje esbeków 14.01.09, 13:42
                                    Lecz przecież zawsze i z rozpostartymi ramionami, co jest typowe
                                    dla „dobrych ludzi" — rozpostartymi zwłaszcza wobec komunistów
                                    (exemplum gwałtowna obrona SLD przez Kuronia na łamach „Gazety
                                    Wyborczej" w szczytowym momencie tzw. „sprawy Oleksego", gdy
                                    wałkowano tegoż agenturalność) i wobec peerelowskich
                                    nomenklaturowców tudzież esbeków, których z upodobaniem przyjmował
                                    do pracy, dając wysokie stanowiska (jak choćby byłego członka KC
                                    PZPR, J. Szretera, czy byłego zastępcę Kiszczaka, płk. A.
                                    Gdulę). „Express Wieczorny" pisał wtedy (artykuł „Esbek u Kuronia",
                                    1993): „Po ministerstwie rozniosła się fama, ze Kuroń ma wobec Gduli
                                    dług wdzięczności z dawnych czasów". Gorzej było z długiem
                                    wdzięczności wobec dawnych wyrobników KOR-u, których Kuroń do
                                    ministerstwa nie ciągnął. „Tygodnik Solidarność" pisał o nich,
                                    że „mają wszelkie powody czuć się przegranymi. Bo kiedy było ciężko,
                                    i trzeba było nadstawić karku, przewieźć bibułę, byli potrzebni, ale
                                    kiedy w wolnej Polsce rozdzielało się posady, funkcje i zaszczyty —
                                    już nie". Kuroń, odpierając zarzut, iż faworyzuje esbeków,
                                    burknął: „— Potrzebni mi są fachowcy z kompetencjami!". Naiwni eks-
                                    towarzysze walki mieli kompe­tencje do czegoś innego — nie te, co
                                    trzeba. Byli tragarzami KOR-u, ale nie członkami różowego „Salonu" —
                                    cecha dyskwalifikująca tout court.
                                    www.polonica.net/rzeczpospolita_klamcow_2.htm
                  • anglik_z_kolomyi "Kanonizacja" Kuronia 08.01.09, 11:56
                    A papież Jan Paweł II przyjął na audiencji Fidela Castro. W swoim
                    wpisie do księgi kondolencyjnej po śmierci papieża Fidel nazwał
                    go "niezapomnianym przyjacielem". I co z tego? Podpieranie się
                    autorytetem prymasa Wyszyńskiego jest w tym przypadku akurat mocno
                    chybione, bo wcale nie darzył on skrajnego komunisty Kuronia
                    sympatią, zresztą ze wzajemnością. Prymas Wyszyński trzymał
                    trockistowskich lewaków z KOR na dystans. Kościół przygarnął to
                    czerwone tałatajstwo dopiero po jego śmierci. Takie są fakty, a
                    reszta to już tylko Twoje "pobożne" życzenia.
                    nowaonline.strefa.pl/54_Giertych_M_2.htm
                    W czasach stalinowskich był on organizatorem czerwonego harcerstwa.
                    W marcu 1968 znalazł się w konflikcie z PZPR, do której należał.
                    Był, wraz z Karolem Modzelewskim, jednym z najgłośniejszych
                    dysydentów rewolty marcowej. Był to konflikt wewnątrz-komunistyczny.
                    Kuroń reprezentował nurt trockistowski, a więc niejako był na lewo
                    od obozu władzy. Znalazł się w opozycji. Przez następne 22 lata nie
                    należał do nomenklatury, a sporo lat przesiedział w więzieniach. Ale
                    czerwonych poglądów nie wyrzekł się nigdy.
                    W sierpniu 1980 r. przy strajkujących stoczniowcach pojawili się
                    tzw. „doradcy”, a wśród nich Kuroń ze swoją lewicową ideologią.
                    Prymas Wyszyński był doskonale zorientowany, z kim ma do czynienia,
                    i póki żył trzymał środowisko KOR-owskie na dystans. Ale środowisko
                    to miało wsparcie Tygodnika Powszechnego a więc „gazety papieskiej”,
                    za jaką się wówczas uważało i po śmierci kard. Wyszyńskiego KOR-owcy
                    otrzymali glejt poprawności politycznej w kręgach katolickich.
                    Książka Adama Michnika „Kościół, lewica, dialog” zaczęła przynosić
                    efekty. Kościół dał się wciągnąć w popieranie lewicowej opozycji
                    wobec PZPR. Obserwowaliśmy głodówki tych ludzi w kościołach, gdzie
                    głosili oni także referaty, na terenie kościelnym odbywały się ich
                    spotkania polityczne itd. A przy tym wszystkim nie przestali być
                    lewicą.
                    Kuroń wygrał, ale czy z pożytkiem dla Polski? Śmiem wątpić, a z
                    prawa do własnej, negatywnej, oceny tej postaci i jej środowiska nie
                    zrezygnuję.
                    Pointę do tej historii dopisało życie. Z okazji obecnych wyborów
                    samorządowych powstało czwór-porozumienie – SLD, SDPl, UP i PD-
                    demokraci.pl. Okrągły stół znowu znalazł się razem. Michnik na
                    wspólnym wiecu tych ugrupowań powiedział, że „Jacek [Kuroń] gdyby
                    żył, byłby z nami”. Oczywiście, że tak. Czerwonym nie przestał być
                    nigdy.
          • anglik_z_kolomyi Re: Łysiak 04.01.09, 10:11
            hansgrubber napisał:

            > Nie chce mi sie o Łysiaku gadac. Jesli w Kolomyi lubia frustratow
            > i fantastow - prosze bardzo. Ale tez mam dla Ciebie cytat.
            > PIERWSZY WARYJAT

            Widzę, że jako salonowy "prymus" dobrze odrobiłeś lekcje z Michnika
            www.polonica.net/rzeczpospolita_klamcow_4.htm
            Prymus „Salonu", wierny wyznawca Michnika, T. Jastrun (syn
            żydowskiego poety ze stajni PRL-u), przywdział kitel lekarski i na
            łamach „Polityki" zdiagnozował „chorobę" Z. Herberta
            jako „cyklofrenię": „W każdym człowieku mieszka kilku ludzi, są też
            upiory, mieli je nawet święci, mocowali się z nimi. I są choroby,
            które powodują, że jesteśmy słabsi od swoich demonów. W Polsce osoby
            publiczne nie cierpią na psychiczne schorzenia. Czy nie czas ze­rwać
            z tą tradycją? Herbert był chory na cyklofrenię (depresja, z fazami
            obniżonego nastroju i pobudzenia). To zapewne w tej ostatniej fazie
            szokująco brutalnie zaatakował wielu, jakoś nisko, niemądrze". S.
            Remuszko celnie skomentował tę nikczemność Jastruna: „Dzięki Bogu,
            że Herbert nie żył w kraju osławionych «psychuszek»". Istotnie —
            gdyby żył w ZSRR, doktor Jastrun mógłby go wsadzić za kraty
            represyjnej „psychuszki" ordynatora Michnika. Mielibyśmy łóżka w tym
            samym pawilonie przybytku, bo kilka lat później podręczny Michnika,
            A. Pawlak, mnie też zdiagnozował i skierował (via „GW") na terapię
            tworkową: „Przykro mi bardzo, panie Łysiak — powinien pan jak
            najszybciej rozejrzeć się za jakimś kompetentnym lekarzem. Zarówno
            dla swojego dobra, jak i dla bezpieczeństwa najbliższego otoczenia".
            Słowem: anty,,Salon" to dom wariatów — Herling, Herbert, Łysiak, e
            tutti quanti. Dzięki Bogu, są jednak i zdrowi wśród Polaków — to
            nasz swojski, różowy „Salon". Gdyby nie ona, elitarna, postępowa,
            tolerancyjna, politycznie poprawna „lewica laicka" — trzeba byłoby
            wsadzić w kaftan całe to maniakalne społeczeństwo, które wskutek
            swej schizofrenii i cyklofrenii bez przerwy, wzorem AK, gnębi Żydów!
            (Waldemar Łysiak: Rzeczpospolita kłamców. Salon)
              • anglik_z_kolomyi Re: Łysiak 04.01.09, 12:47
                Nie nazywasz się Jastrun i nawet Cię o to nie podejrzewałem. Nie
                schlebiaj sobie. Stosujesz jednak ten sam nikczemny chwyt, typowy
                dla różowego salonu. Ludzi o poglądach "niesalonowych" uważasz
                za "wariatów", tak jak Jastrun Herberta.
            • venus99 Re: Łysiak 04.01.09, 10:52
              jako wielbiciel Cesarza Łysiak był wielki i wspaniały.za czasów PRL
              jego książki rozchodziły się w dziesiatkach tysięcy
              egzemplarzy.potem był już tylko upadek i narodziny niszowego pisarza
              dla frustratów.
              • anglik_z_kolomyi Re: Łysiak 04.01.09, 13:09
                venus99 napisał:

                > jako wielbiciel Cesarza Łysiak był wielki i wspaniały.za czasów
                > PRL jego książki rozchodziły się w dziesiatkach tysięcy
                > egzemplarzy.potem był już tylko upadek i narodziny niszowego
                > pisarza dla frustratów.

                Z tą "niszowością" to bym nie przesadzał, bo książki Łysiaka także i
                teraz zaliczają się do bestsellerów. Nakład "Salonu" należy liczyć
                nie w dziesiątkach, lecz w setkach tysięcy egzemplarzy (ok. ćwierć
                miliona).
      • mat120 Jestem marksistą... 02.01.09, 14:00
        anglik_z_kolomyi napisał:
        ...ten twardo odparł: „ — Jestem i pozostanę marksistą!".

        Hmm... Czyli sam potwierdził moją teorię.smile)

        Jakieś dwa lata temu "narodowe sumienia" z GW zareagowały świętym,
        moralnym oburzeniem na publikację Piotra Gontarczyka, w której
        historyk ten cytując akta SB przedstawił cel jaki przyświecał tzw.
        komandosom, organizujacym strajki w 1968r. Oczernianiem Kuronia
        miało być twierdzenie, że organizując te studenckie protesty
        komandosi mieli wyłącznie na celu włączenie się w we frakcyjne walki
        w PZPR. Tak miał sam Kuroń powiedzieć kilka lat później kapusiowi
        SB, który to zaraportował - a na ten raport powoływał się
        Gontarczyk. W/g GW donosy w archiwach operacyjnych SB były
        niewiarygodne z zasady. Trudno powiedzieć na ile i czy przekonanie
        to wypływało stąd, że autor tego donosu - Lesław Maleszka - był
        wówczas redakcyjnym kolegą redaktorów GW.smile) Oburzenie wzbudził
        tylko historyk, który donosy Maleszki badał i cytował. Sam ich autor
        natomiast podlegał ochronie.smile
        Nie wiem jak to postrzegają w Kołomyi ale dla tych, którzy czytają
        Gazetę Wyborczą, Jacek Kuroń na zawsze pozostanie bohaterem, ci
        którzy unikają tego dziennika mogą wyrobić sobie własną niezależną
        opinię.smile

        • anglik_z_kolomyi Re: Jestem marksistą... 02.01.09, 16:10
          Tu w Anglii (he he) nie mają o tzw. żydokomunie (Kuroń, Michnik,
          Geremek etc.) najlepszego zdania. Ci zagorzali komuniści wysługiwali
          sie PZPR w najgorszych czasach stalinowskich, dopuszczając się
          różnych łajdactw. "Oprzytomnieli" z reguły dopiero w wyniku
          antysemickiej nagonki partyjnej z marca 1968 roku. Wtedy dopiero
          zrozumieli, że partia niekoniecznie musi być dla nich matką
          karmiącą. Kreowanie aparatczyków partyjnych typu Kuroń czy Geremek
          na sumienie narodu polskiego jest zwyklym naduzyciem. Nie dziwi
          mnie, ze Kuron takim podziwem darzyl Kiszczaka. To dzieki niemu i
          Jaruzelskiemu dorwal sie w koncu do ministerialnego zloba, dzieki
          zmowie Okraglego Stolu, gdzie czerwoni dogadali sie z rozowymi. A
          ciemny narod to kupil...
        • hansgrubber Re: Jestem marksistą... 02.01.09, 22:22
          Gontarczyk to ten ktory "zamordowal" zyjacego SB-ka? Jednego z
          najwazniejszych swiadkow dla sprawy Walesy? smile Duza klasa. Nie musi
          sprawdzac faktow bo ma swoje zdanie o rzeczywistosci. Takich
          towarzyszy nam trzeba.
        • anglik_z_kolomyi komandosi - ortodoksyjni marksistowcy 03.01.09, 11:28
          Jaki obraz marca 1968 r. przedstawił Kuroń na spotkaniu w Krakowie?
          Kuroń pokazuje zajścia marcowe jako wielką prowokację
          nacjonalistycznej frakcji Mieczysława Moczara, która dążyła do
          władzy w PZPR. Poniosła ona jednak klęskę przy istotnym udziale
          komandosów. Nie historiograficzne wywody są tu jednak najważniejsze.
          Otóż z gawędy warszawskiego gościa wyłania sie obraz marca 1968 r.
          zasadniczo odmienny od tego, jaki można odtworzyć na podstawie
          książki Eislera. Przytoczone w relacji wypowiedzi Kuronia wskazują,
          iż główny motyw działań komandosów nie był bynajmniej głęboko
          moralny. Bardziej istotne wydają się natomiast cele taktyczne: jakoś
          trzeba było się odnieść do spontanicznie narastających wydarzeń,
          gdyż komandosi zdawali sobie sprawę, że "atmosfera na uczelni jest
          taka, że wcześniej czy później dojdzie do wystąpień - i one są
          nieuchronne". Opowieść Kuronia dowodzi, że nie chodziło też o
          dawanie jakiegokolwiek świadectwa na wzór Pana Cogito, tylko o
          udział w walce dwóch konkurencyjnych frakcji wewnątrz PZPR.
          Niepodległość, wolność czy inne transcendentne wobec taktyki
          politycznej wartości były tu mniej istotne. Komandosi działali, bo
          chcieli zwycięstwa "partyjnych rewizjonistów" (z którymi związane
          było środowisko Kuronia) nad frakcją Mieczysława Moczara. W szerszym
          kontekście ideowym jako "ortodoksyjni marksistowcy bez reszty"
          komandosi występowali w obronie komunistycznego internacjonalizmu, a
          przeciwko stanowiącemu zagrożenie dla partii "nacjonalizmowi".
          (dr Piotr Gontarczyk: Relacja TW "Returna" ze spotkania z Jackiem
          Kuroniem. Przyczynek do rozważań na temat wydarzeń marca 1968 r.)
          www.ipn.gov.pl/portal.php?serwis=pl&dzial=2&id=1003
            • anglik_z_kolomyi Re: komandosi - ortodoksyjni marksistowcy 03.01.09, 12:26
              Warto wspomnieć, że raport "Returna" relacjonuje opinie i poglądy
              Kuronia przedstawione w wąskim gronie działaczy SKS. Wartość tego
              rodzaju dokumentów jest z reguły znacznie większa, niz odczytów
              pisanych ad memoriam na rocznicowe uroczystości. Także osobie
              relacjonującej wypowiedzi Kuronia należy wystawić jak najlepszą
              opinię pod wzgledem źródłoznawczym. Maleszka z pewnościa należał do
              grona najbardziej wnikliwych i inteligentnych obserwatorów działań
              opozycji, jakich miała na służbie SB. Świadczą o tym zachowane w
              archiwach dziesiątki jego doniesień, notatek, sprawozdań i innych
              elaboratów. Koledzy z krakowskiej opozycji nazywali
              go "wysokobiałkowym komputerem" - określenie to miało odzwierciedlać
              jego znakomitą pamięć. Nadto należy pamiętać, iż raport z pobytu
              Jacka Kuronia w Krakowie "Return" złożył tuż po opisywanym
              wydarzeniu. Trudno wskazać jakiekolwiek logiczne powody, dla których
              Maleszka mógłby chcieć zniekształcić poglądy Kuronia. Gospodarz
              spotkania, Bogusław Sonik, określił relację "Returna" jako "wierną".
              (dr Piotr Gontarczyk, op. cit.)
              www.ipn.gov.pl/portal.php?serwis=pl&dzial=2&id=1003
    • lokis1271 O wiarygodności akt byłej UB-SB 03.01.09, 13:12
      Witam Państwa !
      Z ciekawością czytam ten wątek, a ponieważ spór o postawę śp. Jacka Kuronia zaognia się coraz bardziej, do tego w dyskusji niektórzy uczestnicy powołują się na zachowane akt UB-SB, chciałbym jako zawodowy archiwista zwrócić uwagę na tą bazę źródłową.
      Wbrew pewnym opiniom, pracownicy tych służb byli ludźmi z wszelkimi tego stanu rzeczy konsekwencjami, tak jak inni byli podatni na indoktrynację, łapówki, awanse itp. Wytwory ich rąk i umysłów były tak samo niedoskonałe jak pozostałych członków społeczeństwa. Proszę zwrócić uwagę na ostatnią wypowiedź ge. Kiszczaka odnośnie kwalifikowania podsłuchów jako źródeł uzyskanych od agentów. Proszę też wziąć poprawkę na to, że ranga oficera tajnych służb rosła wraz z liczbą zwerbowanych przez niego agentów, a co za tym idzie większym budżetem operacyjnym, środkami technicznymi...
      W warunkach tajności działań dość łatwo było tu o nadużycia i mistyfikację. Oczywiście wszelkie dane były weryfikowane przez kontrolę wewnętrzną UB-SB, ale i tam pracowali tylko ludzie.
      Uważam, że dokumenty b. służb specjalnych każdy badacz winien poddawać skrupulatnej krytyce naukowej (tak zewnętrznej, a w szczególności wewnętrznej) przed ich wykorzystaniem do prac naukowych, czy też postępowania sądowego.
      Akta te są tak samo wiarygodne jak wszelkie inne, to nie są ewangelie.
      Pozdrawiam
      L. Bodio
      • preminger Re: O wiarygodności akt byłej UB-SB 03.01.09, 13:29
        lokis1271 napisał:

        > Witam Państwa !
        > Z ciekawością czytam ten wątek, a ponieważ spór o postawę śp. Jacka Kuronia zao
        > gnia się coraz bardziej, do tego w dyskusji niektórzy uczestnicy powołują się n
        > a zachowane akt UB-SB, chciałbym jako zawodowy archiwista


        z czym do ludzi; poprzebierane teczki po okrągłym stole, działalnośc
        opozycjonistów z nominacji Kiszczaka?
        • anglik_z_kolomyi Re: O wiarygodności akt byłej UB-SB 03.01.09, 14:08
          Coś tam się jednak zachowało, w tym raporty Maleszki, konfidenta
          niezwykle inteligentnego i świetnie poinformowanego,
          redaktora "Gazety Wyborczej" smile Wiarygodność jego przekazu na temat
          spotkania Kuronia ze środowiskiem opozycjonistów krakowskich
          potwierdził Bogusław Sonik (relacja z 30 marca 2005 r.), gospodarz
          tego spotkania. Nie można więc zarzucić Gontarczykowi, że nie
          sprawdził wiarygodności tego konkretnego źródła, informacji
          operacyjnej TW "Return" z 14 listopada 1977 r.
          www.ipn.gov.pl/portal.php?serwis=pl&dzial=2&id=1003
          Na spotkaniu u Pochitonowa byli obecni: Kuroń, Pochitonow, Zalewska,
          ks. Boniecki i Sonik. No i oczywiście "Return" Maleszka smile
          • preminger Re: O wiarygodności akt byłej UB-SB 03.01.09, 18:26
            anglik_z_kolomyi napisał:

            > Coś tam się jednak zachowało,

            zabrać się za tzw. koryfeuszy nauki, gospodarki ..., jeśli w pracach magisterskich, doktoratach, habilitacjach znajdzie się tylko wzmianka "o przewodniej roli partii" kopa w tył ..., pomysł nie nowy, ale skuteczny był w Niemczech i Czechach.
            • liberum_veto Kaczyński powołuje się na Lenina 03.01.09, 19:36
              Jest już pierwszy do odstrzału smile
              wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3235880.html
              Po Sejmie krąży, wzbudzając powszechną wesołość, praca doktorska
              Lecha Kaczyńskiego z 1979 r. Pracę pt "Zakres swobody stron w
              zakresie kształtowania treści stosunku pracy" cytowały
              wczoraj "Fakty" TVN. Kaczyński przywołuje w niej Lenina: "Możliwość
              dążenia administracji zakładu pracy do realizacji postawionych zadań
              kosztem naruszenia uprawnień pracowników została dostrzeżona już
              przez Lenina. Odegrała ona pewną rolę w kształtowaniu leninowskiej
              koncepcji związków zawodowych".
              Kaczyński pisze też: "Może ona służyć zasadzie socjalistycznej
              sprawiedliwości społecznej nakazującej przyznawać równe uprawnienia
              za równe obowiązki".
              Zapytany o doktorat brata Jarosław Kaczyński wyjaśnił "Faktom": - Ja
              wiem, że w latach 70. w Polsce w każdej praktycznie pracy
              doktorskiej z dziedziny prawa gdzieś tam Marks czy Lenin był
              wspominany.
                  • venus99 Re: Kaczyński powołuje się na Lenina 03.01.09, 21:12
                    nie,nie powiedziałbym tak ponieważ:
                    1.uważam,że Niemcy rozliczyły się ze swojej przeszłości i chyba
                    odpokutowali swoje winy.od czasu kiedy Willy Brand kleknął w
                    Warszawie mój stosunek do Niemiec i Niemców się zmienił.w dodatku
                    manifestacje np.byłych członków SS w Niemczech są nie do pomyslenia.
                    2.Rosjanie,niezależnie od meandrów polityki władz uznali np.winę w
                    sprawie Katynia,Jelcyn przeprosił.ich stosunek aczkolwiek daleki od
                    poprawności jest jednak inny niż Ukraińców.
                    3.może to zabrzmi niewłaściwie i dziwnie ale po wszystkich masowych
                    mordach jakich dokonywano w XX wieku w Europie i na świecie liczba
                    100 tysięcy ofiar przestaje robić wrażenie.natomiast
                    nieprawdopodobne bestialstwo morderców UPA pozostaje na zawsze w
                    pamięci.
                      • mat120 Taras Szewczenko 05.01.09, 17:38
                        hansgrubber napisał:

                        > Ale co ma do tego kultura? Czy Szewczenko, Andruchowycz i Okean
                        Elzy wzywaja do ludobojstwa? Prosze Cie... smile

                        Nie wiem jak Andruchowycz i Okean Elzy ale Szewczenko ma jak
                        najbardziej zasługi w nawoływaniu do ludobójstwa. Treści zawarte
                        w Hajdamakch były wzorcem do naśladowania dla rezunów z okresi II
                        wojny. We wspomnianym utworze Hajdamaki Szewczenko pisał, że
                        hajdamaka bierze święty nóż, poświęcony we krwi lackiej i morduje
                        wszystko, co lackie, nawet żony i dzieci z Laszki urodzone. Takie
                        przypadki nie należały przecież do rzadkości. Sam widzisz, że czego
                        nie dotkniesz to krwią ocieka...smile

                        • mat120 Jeszcze raz Taras Szewczenko 09.01.09, 22:50
                          W swoich "Hajdamakach" Taras Szewczenko jasno i dobitnie wskazuje
                          jaka była motywacja buntowników, którzy nie mieli żadnych zahamowań
                          przy mordach - Iwan Gonta zamordował nawet własne dzieci zrodzone
                          z Polką:

                          "Machnum nożom i ditej ne maje, popadły zariżani. Pochowaty chiba?
                          Netreba wony katołyky"
                          [Machnął nożem i dzieci już nie ma, padły zarżnięte. Czy trzeba je
                          pochować? Nie trzeba, bo to katolicy"].

                          209.85.129.132/search?
                          q=cache:UuvQZSLSH9gJ:www.historycy.org/index.php%3Fact%3DPrint%
                          26client%3Dwordr%26f%3D286%26t%
                          3D46404+szewczenko+hajdamaki&hl=pl&ct=clnk&cd=7&gl=pl
              • mat120 A może tak poprosimy p. Maleszkę o wyjaśnienia? 05.01.09, 19:58
                Celny komentrz do tej całej sprawy:

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=36685490&a=36686262
                Re: IPN oczernia Jacka Kuronia
                Autor: kataryna.kataryna ☺ 12.02.06, 20:32Dodaj do ulubionych
                Skasujcie
                Odpowiedz cytującOdpowiedz

                A dlaczego panowie nie poprosili o wypowiedź sprawcy tego
                zamieszania czyli swojego kolegi Lesława Maleszki? Serio. Przecież
                to on obsmarował komandowsów.
                Dlaczego teraz to nie on prostuje? Mógłby wyjaśnić co wtedy
                powiedział i dlaczego nakłamał. Aż się prosiło. Czy to wina
                Gontarczyka, że uwierzył w relację bezpośredniego świadka zdarzeń,
                Maleszki?
                • anglik_z_kolomyi Re: A może tak poprosimy p. Maleszkę o wyjaśnieni 06.01.09, 11:06
                  chyba Czuchnowskiemu nie chcialo sie pojsc do pokoju obok...
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=36685490&a=36721151
                  Ciekawe, że różowe hansy uważają za niewiarygodne zeznania Maleszki,
                  do dziś zatrudnionego na etacie w redakcji "Gazety Wyborczej".
                  Przecież w ten sposób sam "święty guru" Michnik wystawia mu bardzo
                  osobliwe świadectwo prawdy.
                  • mat120 Re: A może tak poprosimy p. Maleszkę o wyjaśnieni 06.01.09, 11:37
                    Z Maleszką GW rozstała się chyba już na dobre.smile

                    Zastępca Adama Michnika podkreśla, że o zwolnienie poprosił sam
                    Maleszka. Jednak jego żona w rozmowie z DZIENNIKIEM mówi krótko, że
                    inicjatywa rozwiązania umowy o pracę nie wyszła od jej męża. Sam
                    Maleszka nie chce rozmawiać z dziennikarzami.

                    "Redaktor został zwolniony z obowiązku świadczenia pracy, oddał już
                    legitymację prasową. – Rozstaliśmy się ostatecznie i definitywnie" -
                    mówi Jarosław Kurski.

                    www.dziennik.pl/wydarzenia/article195603/Wyborcza_zwolnila_Maleszke_ze_wspolpracy.html

                    Ta sprawa rzuca bardzo nieciekawe światło na polityczny "saloon".
                    • anglik_z_kolomyi Re: A może tak poprosimy p. Maleszkę o wyjaśnieni 06.01.09, 11:46
                      Pozostaje tlko pogratulować "Gazecie Wyborczej" refleksu, że JUŻ PO
                      SIEDMIU LATACH (!!!) pozbyła się z redakcji agenta SB smile
                      www.dziennik.pl/wydarzenia/article195603/Wyborcza_zwolnila_Maleszke_ze_wspolpracy.html
                      W redakcji "GW" mówi się, że szefostwo gazety podjęło decyzję, gdy
                      zobaczyło na filmie, jak Maleszka przez telefon redaguje artykuł w
                      gazecie. Używa przy tym kategorycznego tonu, który może dowodzić
                      jego wpływu na linię "Gazety Wyborczej". "Widziałem ten film. Wymowa
                      tej sceny jest nieprawdziwa. Ale muszę przyznać, że ta scena i
                      występ w filmie Lesława Maleszki nie były okolicznościami, które
                      poprawiły sytuację" - mówi DZIENNIKOWI Jarosław Kurski, pierwszy
                      zastępca naczelnego "GW".
                      Film "Trzej kumple" opowiada o przyjaźni Maleszki, Wildsteina i
                      Pyjasa. To, że Maleszka w latach 70. współpracował z bezpieką, w
                      listopadzie 2001 roku ujawnił Wildstein. Maleszka, który w tym
                      czasie był publicystą "GW" i wielokrotnie na jej łamach wypowiadał
                      się przeciwko lustracji, w tekście "Byłem Ketmanem" przyznał się do
                      winy. Gazeta, mimo krytyki środowiska dziennikarskiego, nie zwolniła
                      go, ale umieściła w cieniu. "Leszek Maleszka stracił w naszych
                      oczach wiarygodność i szacunek. Jego nazwisko musi na długie lata
                      zniknąć z łam "Gazety", bo to nazwisko wprowadzało nas i czytelników
                      w błąd" - pisali 13 listopada szefowie "GW" z Adamem Michnikiem na
                      czele. Ale Maleszka nie zniknął.
                      Od siedmiu lat pracuje w domu: jako skromny redaktor, który redaguje
                      przysłane mu teksty, głównie z działu opinii. – To, że Lesław
                      Maleszka pozostał w redakcji „GW” było tylko i wyłącznie aktem
                      humanitarnym i socjalnym. Nigdy nie oznaczało to jakiejkolwiek formy
                      akceptacji i abolicji dla jego postawy. Ten fakt był trudny do
                      zaakceptowania dla zespołu. Wysoka była cena tego miłosierdzia –
                      mówi Jarosław Kurski.
              • anglik_z_kolomyi partacze :) 07.01.09, 12:21
                IPN OCZERNIA MALESZKĘ I KURONIA!
                Autor: m635 12.02.06, 23:30
                Jak tak można bezkarnie pisać prawdę o przeszłości!?
                Ktoś za to powinien beknąć.
                A swoją drogą, komisja Michnika spartoliła sprawę. Tyle siedzieli w
                archiwach MSW i nie wyczyścili wszystkiego. Partacze...
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=36685490&a=36696961
    • lokis1271 Re: Czerwony harcerz IV - błędny rycerzyk 05.01.09, 16:35
      Szanowni Państwo !
      Każdy ma prawo do swoich poglądów, cytowania myśli innych ludzi,
      więc nie schodźmy poniżej pewnego poziomu dyskusji. W końcu to Forum
      Polska-Ukraina , a nie jakiś PuK-nięty rezerwat.
      Ad meritum - każdy w czasie tzw. "komuny" robił to co umiał, wielu
      przeszło ewolucję, od fascynacji marksizmem do opozycji
      antysocjalistycznej. W tamtych czasach nie było zbyt wielkiego pola
      manewru. Mógł być socjalistą marsz. Piłsudski to mógł być i J.
      Kuroń, a Łysiak... w moim odczuciu znakomity pisarz i nie ma
      potrzeby łączenia go z tamtym ustrojem. Inna sprawa, iż nie tacy jak
      on pisali poważne prace z podrozdziałem w stylu: "Socjalizm a pompy
      wirowe...".
      Ot, powiem tak - skoro wyprawy Polaków z motyką na słońce nie bardzo
      się udawały, to trzeba było czekać lepszej sposobności, aby pozbyć
      się nieproszonych gości z kraju, a do tego czasu jakoś żyć i
      pracować. Nie sztuka pchnąć ludzi do katastrofy, sztuką było się nie
      świnić i nie klaskać łobuzom.
      Pozdrawiam
      L. Bodio
        • lokis1271 Czerwony harcerz i Człowiek z sercem 06.01.09, 04:18
          Kolego Hansie !

          Odpowiedź na Twoje pytanie, cyt.: "kto ma wiesze zaslugi w
          doprowadzeniu Polski do wolnosci i demokracji - Kuroń czy Łysiak ?",
          jest prosta, to nie J. Kuroń czy Łysiak, ale miliony Polaków
          zaryzykowały mieniem, życiem i zdrowiem, aby obalić PRL i każdy z
          nich miał tu swoją zasługę. Bez nich (kilku milionów szarych
          obywateli) obóz "solidarnościowy", KOR-u czy ROBCiO byłby niczym i
          trudno tu "zważyć" precyzyjnie zasługi. Nie byłoby tego zrywu bez
          Listu 77, ale bez prozy chociażby Łysiaka i Konwickiego również.
          Pozdrawiam
          L. Bodio
    • mat120 Nienawidzę Polaków 18.01.09, 15:12
      Dużo było w tym arcyciekawym wątku o J. Kuroniu.
      Poniżej fragment znalezionego w necie wywiadu Hanny Krall z B. Geremkiem
      zamieszczonego na stronie:

      www.jvlradio.com/forum/posts/1030655993.html
      "Wywiad przeprowadzony przez Hanne Krall do wybiórczego opublikowania w
      tygodniku "POLITYKA" w 1981 roku. Zapis magnetofonowy dokonany przez ekipe Radia
      i Telewizji KKP NSZZ "Solidarnosc".
      Podajemy w calosci fragment wywiadu wylaczony z druku przez "Polityke", a
      wydrukowany w powielaczowym periodycznym wydawnictwie pod tytulem "Solidarnosc
      Radia i Telewizji" /biuletyn wylaczne do uzytku wewnetrznego/.

      Hanna Krall: Panie profesorze, wydaje mi sie, ze pan niezbyt lubi Polaków!

      Bronisław Geremek: Niezbyt lubie? Takie określenie jest niezbyt ścisle!

      Ja ich po prostu nienawidzę.

      Tak nienawidzę, że nie wiem jak to wyrazić słowami.

      Hanna Krall: Ale przeciez pana i pana matke uratował własnie Polak!"





    • mat120 Ponad prawem 18.01.09, 19:23
      Nie podoba mi się, że ktoś tu próbuje stawać ponad prawem, twierdząc że go ono
      nie obowiązuje. Co więcej, występować przeciwko temu prawu na forum
      międzynarodowym, angażować w swój prywatny parlament europejski. To trochę
      niepoważne i nieprofesjonalne a przy tym w moim przekonaniu niepatriotyczne.

      blog.krajniak.info/2007/04/25/eh-to-wystapienie-prof-geremka/
    • mat120 Pytanie do Hansa 31.01.09, 18:58
      J. Giedroyć prowadził na Zachodzie ożywioną korespondencję
      z wieloma przedstawicielami ukraińskiej emigracji, m.in. w dn. 24.09.1964 r. B.
      Łewycki tak pisał do niego:

      "Przed paru dniami był tu bardzo ciekawy młody człowiek z Warszawy, stały
      czytelnik Kultury. Namówiłem go, ażeby spotkał się z Panem, on bał się, że przez
      niedyskrecję dowie się o tym ktoś z kół "syszczyków". Więc bardzo proszę Pana
      urządzić z nim spotkanie w sposób bardzo dyskretny. Może mógłby Pan coś dla
      niego zrobić; on jest zainteresowany kontaktami z kołami rewizjonistycznymi. Sam
      uważa się za przedstawiciela młodych polskich "komunistów-rewizjonistów. Dla
      mnie była rozmowa z nim wielką satysfakcją, on opowiadał mnie tylko o reakcji
      młodzieży na moje artykuły w "Kulturze", ale też sporo dyskutował ze mną i
      zmusił mnie do, ażeby te artykuły jeszcze raz przeczytać, jego polemika była
      konkretna. Dla mnie to jeszcze jeden dowód, że sposób polemiki z komunistami,
      który wybrałem, jest słuszny i efektywny".

      Kim był w/g Ciebie ten młody komunista z Warszawy? Dla ułatwienia dodam, że
      miał wtedy /1964r./ zaledwie 18 lat.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka