Po amputacji...

19.11.09, 11:44
Witam,
jak pomóc komuś, kto stracił nogę. Walczył 3.5 miesiaca - implant stawu, kolejne operacje, nie udało się. Młody, silny mężczyzna - odechciało mu się żyć. Jak go przekonać, że to nie koniec życia. Skąd czerpać siłę, aby mu ją przekazać. Dotąd to on wspierał mnie...
Jak się nie załamać. W pierwszej chwili opowiadałam mu o Janku Meli, o protezach, o przystosowanym dla niego samochodzie, że bedzie w dalszym ciagu mógł prowadzić firmę (nie mieszka w Polsce). Dziś - opad z sił.
Wiem, że ludzie albo załamują się, albo wręcz przeciwnie: walczą częstokroć skuteczniej niż osoby zdrowe. Tu dodatkowo jest odepchnięcie "nie chcę Ciebie skrzywdzić"...

Będę bardzo wdzięczna za wszelkie odpowiedzi, wskazówki.
    • de.fect Re: Po amputacji... 19.11.09, 14:51
      Masz tu masę argumentów. Od 43 lat na protezie. A działam
      społecznie, zawodowo i prawie wyczynowo. Bo jak nazwać samotną
      wyprawę rowerem do Rzymu?
      • tamten_ludzik Re: Po amputacji... 19.11.09, 15:40
        Uff, bałam się że na tym forum nie udziela się odpowiedzi
        dotyczące raczej kwestii psychicznych.

        Jeśli wolno zapytać:

        Na jakiej wysokości była amputacja? (tu: powyżej kolana)
        Po jakim czasie można z wózka przejść na protezę? Orientacyjnie, bo
        domyślam się, że są to kwestie indywidualne
        I najtrudniejsze pytanie: Co zrobić, aby ktoś nie kojarzył własnej
        atrakcyjności a raczej jej obecnego braku (?) wyłącznie z okaleczoną
        nogą? Jak można pomóc komuś zaakceptować siebie i obecny stan?
        (to dopiero tydzień po operacji)

        Duże dzięki za odzew.
    • c-leg Re: Po amputacji... 24.11.09, 12:32
      Wyslalem Ci mail na Twoja gazetowa poczte.
      • c-leg Re: Po amputacji... 24.11.09, 12:50
        Mail, ktory Ci wyslalem wrocil :-(
        Nie wiem dlaczego?
        • tamten_ludzik Re: Po amputacji... 24.11.09, 15:55
          Bo ja nie mam poczty gazetowej.
          Cudnie, że ktoś pisze.
          A zdjęcie robi wrażenie...
          Już wysyłam maila do Ciebie.
          • c-leg Re: Po amputacji... 24.11.09, 19:09
            ludziku,
            nic nie dostalem. Sprobuj, prosze, jeszcze raz. Moze adres byl zle
            napisany?
            Jezeli i tym razem nie dojdzie, wymysle cos innego. Wolalbym nie
            upubliczniac tu mijego prywatnego adresu, ale mam jeszcze jakis
            stary "martwy".
            Na razie.
            • c-leg Re: Po amputacji... 24.11.09, 19:35
              zalatwilo sie :-)
              juz odpisalem.
              • kopciuszek125 Re: Po amputacji... 25.11.09, 22:23
                Ja tak w skrócie opiszę sytuacje mojego ojca. Ma amputowaną nogę pod kolanem,
                czyli kolano zachowane. Miał 78 lat i był tak strasznie załamany że to się nie
                da powiedzieć. Wszystko to kwestia czasu, pomału małymi kroczkami i
                zapewnieniami jak bardzo jest dla nas ważny z wózka inwalickiego po otrzymaniu
                protezy pomału zaczął chodzi. Obecnie ma 81 lat bardzo sprawnie chodzi po
                mieszkaniu, wychodzi sam na spacery i nawet dał się namówić na wyjazd z nami do
                Muszyny na turnus. Proszę mi wierzyć wszystko jest możliwe. Ja sama osobiście
                nie wierzyłam że tak będzie.
                • tamten_ludzik Re: Po amputacji... 26.11.09, 11:47
                  Bardzo dziękuję. Bardzo to ważne dla mnie to, co tu piszecie.
                  • madziach1 Re: Po amputacji... 26.11.09, 18:12
                    Witaj

                    Jestem psychologiem i pracuję z osobami z szeroko rozumienymi problemami zdrowotnymi, więc pozwolę sobie coś dodać....

                    Strata części ciała i pewnej sprawności przypomina podobny proces jaki zachodzi w przypadku żałoby po stracie bliskiej osoby. Podobne są etapy dochodzenia do siebie i podobne emocje. Dlatego całkowicie naturalny jest szok i rozgoryczenie. Rozpacz po utracie czegoś/Kogoś ważnego jest bardziej naturalna i zdrowa, od braku reakcji. Dlatego teraz ważne jest po prostu bycie przy nim i pomoc w ekspresji emocji (płaczu, złości, wściekłości) - po prostu przyjacielskie bycie. Przykłady osób, które sobie świetnie poradziły mogą w tej chwili nie odnieść konkretnego skutku, bo na to potrzeba czasu. On pierw musi uwierzyć, że naprawdę nie ma tej nogi, może cały czas mieć nadzieję, że to koszmar z którego się obudzi. Ma prawo czuć się wściekły, zły, zdruzgotany... to po prostu ludzkie. Także bądź przy nim, to najważniejsze.
                    Potem z czasem można mu właśnie posyłać info o ludziach, którzy świetnie funkcjonują mimo niepełnosprawności. Na to też będzie pora i z pewnością mu to pomoże.
                    Inna rzecz... praca nad tym aby nie utożsamiał straty nogi z utratą wszelką (atrakcyjności, siebie etc...). Jeśli to nie pzyjdzie samoistnie można pomyśleć o pracy z dobrym psychologiem/terapeutą.

                    Pozdrawiam, Magdalena
Inne wątki na temat:
Pełna wersja