aktywność społeczna ON a aktywność zawodowa

10.05.11, 12:25
Interesuje mnie taki problem: czy osoby niepełnosprawne aktywne społecznie i zintegrowane ze środowiskiem ludzi zdrowych (mające np. zdrowych przyjaciół, partnerów życiowych, chobby, które dzielą ze zdrowymi) łatwiej znajdują pracę, częściej zdobywają samodzielność, czy może raczej praca jest podstawą do integracji.
Jestem ON od zawsze, moje kalectwo jest z tych widocznych i pod wieloma względami mnie ogranicza. Mimo to dzięki (tak mi się wydaje:)) mądremu wychowaniu i nie trzymaniu mnie ,,pod kloszem" przez Rodziców zawsze miałam wielu kolegów i przyjaciół, wyszłam za mąż, urodziłam dziecko, skończyłam jedne studia, teraz kończę drugie, pracuję i realizuję się twórczo. Mam 38 lat i mimo marnego zdrowia (stan po wycięciu płuca, astma, problemy z sercem) i, co tu dużo mówić, zdeformowanego wyglądu (mam dużą skoliozę) jestem zadowolona ze swego życia. Zastanawia mnie jak duży wpływ na to mieli ludzie, których szczęśliwie miałam lub mam wokół siebie, a na ile to kwestia charakteru. Zastanawiam się też, jak osoby takie jak ja, niby ON, a tak naprawdę radzące sobie w życiu często lepiej niż niejeden zdrowy (nie jestem przecież wyjątkiem, znam takich, którym to wychodzi jeszcze fajniej niż mnie) mogłyby pomóc się ,,pozbierać" tym którzy tego potrzebują.
    • re12nia Re: aktywność społeczna ON a aktywność zawodowa 10.05.11, 13:59
      Dużo zależy od osób które Nas ON otacza.Także jak zdrowi dadzą nam szansę,przeciesz potencjalni pracodawcy nawet z ZPH,patrzą na wygląd,a nie wszyscy mają schorzena"Ukryte".Gdyby nie taki zakład ,to dużo z nas nie miałoby pracy.Otwarty rynek pracy{przedewszystkim na wsi i w małych miasteczkach} wedug Tuska to tysiące ludzi chorych bez pracy i będziemy chodzili po jałmużnę do opieki-po 20 zł.W miastach łatwiej żyje się ON,jest więcej możliwości.
      • mat.an Re: aktywność społeczna ON a aktywność zawodowa 12.05.11, 19:24
        A dlaczego mamy czekać na szansę, którą mają nam dawać zdrowi? Nigdy tak na to nie patrzyłam, nauczyłam się fajnego zawodu naprawdę dobrze i robię to co umiem. Zdrowi sami przychodzą wybierając moje usługi mimo, że w branży jest duża konkurencja. Mogą iść do przystojnego faceta, albo ładnej babki, którzy zrobią usługę ,,za pół ceny" a idą i płacą (nie mało) za zdjęcia ślubne u garbatej kobiety w średnim wieku:).
        • limanowa2 Najlepiej widzieć czubek swego nosa ! 13.05.11, 10:43
          Szanowna wymądrzająca się Pani mat.an

          Uprzejmie proszę o odpowiedź na poniższe pytania, a znajdzie pani odpowiedź na postawione w wątku pytania. Przy okazji może trochę pokory nabierzesz jak ZECHCESZ spojrzeć na siebie "z zewnątrz" a na innego jęczącego i narzekającego (według wielu innych "kulawych") niepełnosprawnego.

          1.Jest kalectwo i kalectwo szanowna damo, i proszę nie uogólniać, a PAMIĘTAĆ O TYM ! (pani garbata-proszę nie mieć mi tego za złe, ale sama pani tak się określiła) CHODZI !!!, choć jak twierdzi jest poważnie niepełnosprawna.
          Pytanie proszę powiedzieć PRAWDZIWIE niepełnosprawnej osobie np. z 100% wiotkością, paraliżem ciała z uszkodzonym aparatem mowy (choć UMYSŁ PRACUJE W 100% czyli taki człowiek jest więźniem we własnym ciele, jaką może wykonywać pracę i jak ma się zintegrować ze środowiskiem (znam takie osoby)? Może jestem ograniczona i brak mi wizji, że się da, czekam na sugestie?
          2.Teraz na dokładkę szanowna cwana pani proszę powiedzieć jak takie osoby (całkowity paraliż lub ogromna wiotkość ciała itp schorzenia, mieszkające na wsi w małym miasteczku, mają zacząć studiować (nie ma taksówek dla osób niepełnosprawnych), nawet nie ma jak dojechać do pobliskiego PCPR-u, organizacji charytatywnych, fundacji etc, jest oczywiśćie "niezawodny" kościół-którego pomoc ogranicza się do podania świętego obrazka i odbębnienia modlitwy.
          Jak mają zdobyć wykształcenie (już liceum jest fizycznie nieosiągalne-taka osoba musi mieć opiekę przez 24h, gdy jest np. na respiratorze), jak ma znaleźć ZPCH lub inny rodzaj pracy? Czekam na odpowiedź?

          Bardziej dosadnie proszę mat.an odpowiedz jak takim osobom, o których wspominałam (jest jeszcze grupa niepełnosprawnych w rodzinach patologicznych, DOPS-ach cyt."można by pomóc się ,,pozbierać" tym którzy tego potrzebują". Liczę na odpowiedź.

          Czy nie rozumiesz tego, że daaaaleko Tobie i podobnym Tobie do bycia osobą niepełnosprawną - żenada dziewczyno !

          BTW-proszę sobie wyobrazić-mieszkasz na wsi gdzieś w podlaskiem, podkarpackiem, gdzie jest 100 metrów kostki brukowej kilkaset domów i kościół (często z ogrooomnymi schodami). Ile ślubów dałabyś radę obskoczyć i z tego wyżyć ? Dodaj do tego PRAWDZIWĄ niepełnosprawność (np. nie chodzisz, stan zdrowia nie pozwala na zrobienie prawa jazdy,etc...zacofanie ludzi sprawia, że będą Cię traktować jako jednoznacznie upośledzoną osobę, jakie towarzystwo zorganizujesz sobie, a może wyprawę do teatru to jakieś 150 km) Pominę już wątek, że gdzieś należało zdobyć umiejętności zawodowe (jakiś kurs, szkoła, obsługa oprogramowania-a koszty tego ? często trzeba dostosować sprzęt dla takich osób, które nie ruszają ani ręką, ani nogą, pamiętaj ich umysł jest sprawny-czy wiesz ile jest takich schorzeń, więc nie dziw się, że czasem taki kulawy stęka, więcej empatii). Masz zero wyobraźni, widzisz tylko siebie i innych "niepełnosprawnych" Tobie podobnych.
          Więc chwalisz się nieskromnie ? Chcesz się dowartościować ? Nie rozumiem zupełnie Twojego postu. Równie dobrze mogłabym napisać innym niepełnosprawnym stękającym jak im ciężko, że 10 000 zł na wózek to pestka, bo mnie akurat na takie sumy stać od ręki, ale nie robię tego bo staram się zauważyć, że skoro ktoś pisze, mówi coś, że jest tak, a tak to coś musi być w tym, więc nie ma co się wymądrzać.
          Proszę nie mierzyć innych swoją miarą, tylko open your eyes-i to szeroko.

          Powtórzę: Jest kalectwo i KALECTWO., więc myśl człowieku.
          • mat.an Re: Najlepiej widzieć czubek swego nosa ! 14.05.11, 00:24
            Noo, ale jadu nie żałowałaś... I inwektyw obraźliwych też nie... A niepełnosprawności są różne, w różnym nasileniu (dlatego są stopniowane), w różnych okolicznościach. Oczywiście, że pewnych spraw się nie przeskoczy, ludzie, o których piszesz są w takiej sytuacji, że faktycznie niewiele można, ale jest wiele o.n. , którzy zwyczajnie nie wykorzystują swych możliwości, które, mimo choroby jednak mają. Bywa tak z różnych powodów, często jest to wynik obniżonej samooceny, pewnego rodzaju ,,ubezwłasnowolnienia" przez rodzinę ( przecież sobie z tym, czy z tamtym nie poradzisz, to nie dla ciebie, z tym to sobie niejeden zdrowy nie radzi, a co dopiero ty...itp). Bywa, że ludzie niepełnosprawni unikają kontaktów z innymi, czasem się krepują, czasem obawiają się, że kolejnej dawki litości nie zniosą, że będą traktowani jak dziwadło (wiem to, też tak i u mnie bywa, ale przestałam się przejmować). Czasem te kontakty są utrudnione lub nie możliwe przez jakieś ,,głupie" schody, czy brak dojazdu, wszyscy o tym wiemy, nawet taka bez wyobraźni i empatii, jak ja. Ale czasem największym problemem jest blokada psychiczna albo marazm i beznadzieja, a przecież z takimi przeszkodami można sobie poradzić, nie koniecznie samemu, ale można.
            U mnie na roku jest dziewczyna, która nie chodzi, ma problemy z pisaniem. Skończyła studia licencjackie, teraz jest na magisterskich. Dysponuje imponującą pamięcią i ...poczuciem humoru takim, że trudno jej nie lubić. Mimo wózka i ogromnych trudności z którymi radzi sobie raz lepiej, raz gorzej, nie epatuje nieszczęściem, ma grono z którym się trzyma bliżej, bywa na imprezach, ,,na piwku" itp. Na początku przywoziła ją na zajęcia matka, teraz jeździ z jednym z kolegów z roku. Pobiera rentę, ale jej głównym źródłem dochodów i to wcale nie najgorszym są korepetycje z matematyki. Mieszka w małym miasteczku. A mogłaby siedzieć w domu, bo po co jej studia, i tak pracy nie znajdzie... Ale poszła i może znajdzie.
            Nie mierzę wszystkich jedną miarką, ale też osób z ciężkim inwalidztwem, o których piszesz, jest o wiele mniej niż tych, w/g ciebie pseudo-niepełnosprawnych. Dokładnie: wszystkich o.n. jest 3mln 414 tys, z czego osób ze znaczną niepełnosprawnością jest 910 tys. Natomiast zawodowo pracuje tylko 15,5 % osób niepełnosprawnych. Która z nas więc ma ograniczony nieco pogląd na tą sprawę? Nie warto myśleć o tym gdzie jest powód tak małej aktywizacji o.n.? Do tej pory patrzono na problem tak: osoby niepełnosprawne niepracujące są wykluczane ze społeczeństwa, trzeba więc robić wszystko, aby miały pracę. Nie ważne, czy będą w niej wykorzystywane, nie ważne jak wielu cwaniaków przy tym znajdzie ,,ciepłą posadkę", nie ważne ile prywatne firmy zyskają na dopłatach z PFRON. Ważne aby o.n. pracowały... I co? I efekt imponujący: 15,5%... W takiej sytuacji pytanie odwrócone:,, na ile integracja społeczna pomaga w aktywizacji zawodowej o.n. ?" Nie jest chyba takie głupie, co? Kolejne: co mogłoby pomóc, aby o.n. łatwiej integrowały się ze swoim środowiskiem i dzięki temu łatwiej znajdowały lub same sobie organizowały pracę, też nie jest chyba takie złe? Bo, moim nieskromnym zdaniem, jeśli coś nie działa, to trzeba szukać czegoś co może zadziała...
            I jeszcze jedno, jeśli ja piszę o sobie ,, garbata", to jest to wyraz mojego dystansu do siebie i do problemu, który wiąże się z ogromnymi kompleksami, jeśli Ty tak o mnie piszesz, to jest to po prostu niegrzeczne i obraźliwe.
            Nie dowartościowuję się, nie muszę, moją wartością jest to, co robię, myślę, oraz to, kim jestem dla mojej rodziny i przyjaciół, czego i Tobie życzę. Każdemu tego trzeba, a Twój niefajny sposób wyrażania myśli wziął się może z tego, że miałaś gorszy dzień.
    • ak-69 Re: aktywność społeczna ON a aktywność zawodowa 13.05.11, 15:31
      "Fajnego zawodu" rzeczywiście warto się nauczyć. Studiuję informatykę na jednej z najlepszych uczelni, więc będę taki miał, ale nie wszyscy mają taką możliwość. Pewnie ze znalezieniem pracy nie będę miał problemu, choć będzie o wiele trudniej niż dla osoby pełnosprawnej. CV robi wrażenie, ale po usłyszeniu nazwy mojej ukrytej choroby zdecydowanie większość pracodawców mówi delikatnie i miło: "odezwiemy się wkrótce" i ślad po nich ginie. A co mają powiedzieć osoby w małych miastach, ze słabym wykształceniem i mające np. problem z poruszaniem.
      • mat.an Re: aktywność społeczna ON a aktywność zawodowa 14.05.11, 00:28
        A nie myślałeś o własnej działalności i ewentualnej pracy jako podwykonawca. Wtedy firmy z którą współpracowałbyś nie powinna interesować Twoja choroba. Pozdrawiam, Ania
    • ak-69 Re: aktywność społeczna ON a aktywność zawodowa 14.05.11, 17:36
      >jest wiele o.n. , którzy zwyczajnie nie wykorzystują swych możliwości, które, mimo choroby >jednak mają. Bywa tak z różnych powodów, często jest to wynik obniżonej samooceny, >pewnego rodzaju ,,ubezwłasnowolnienia" przez rodzinę ( przecież sobie z tym, czy z tamtym
      >nie poradzisz, to nie dla ciebie, z tym to sobie niejeden zdrowy nie radzi, a co dopiero >ty...itp). Bywa, że ludzie niepełnosprawni unikają kontaktów z innymi, czasem się krepują, >czasem obawiają się, że kolejnej dawki litości nie zniosą, że będą traktowani jak dziwadło >(wiem to,też tak i u mnie bywa, ale przestałam się przejmować).

      Zupełnie w 100% jakbym widział swoją sytuację. Dopiero jak się przełamałem, przestałem się przejmować chorobą i spojrzałem w przyszłość, zaczynam stopniowo to zmieniać. Ma decydujący wpływ wznowienie po wielu latach nauki i wyjście do ludzi. Jeszcze mało mam nowych kontaktów, ale do niedawna jedyną osoba poza domem z która miałem stały kontakt był lekarz. Teraz uczelnia, organizacje dla niepełnosprawnych. Będę bardzo zadowolony, gdy w najbliższych dniach znajdę pracę. Na targach pracy w Gdyni i Gdańsku znalazłem sporo ofert związanych z komputerami, ale przy oddawaniu CV jak mówiłem niektórym o niepełnosprawności, to nie wymieniałem nazwy swojej choroby, a przez ludzi zupełnie nie mających doświadczeń z chorobami, jest odbierana fatalnie. Boję się, że większość będzie wolała mieć pracownika mniej wykwalifikowanego, ale "bezpiecznego", niż lepszego, ale mogącego w przyszłości sprawić kłopoty.

      • mat.an Re: aktywność społeczna ON a aktywność zawodowa 14.05.11, 20:46
        Wiesz, a może Ty za bardzo obawiasz się tych kłopotów w przyszłości? Dla potencjalnego pracodawcy ,,kłopotliwy pracownik" to nie tylko ktoś z ukrytą chorobą, to również matka samotnie wychowująca dzieci, młoda kobieta, która może niespodziewanie zajść w ciążę, fachowiec ,,złota rączka" - alkoholik, student zaoczny, który się zwalnia w piątki, bo ma zajęcia; takich ,,kłopotów" można by wyliczyć znacznie więcej. Nie wiem na co chorujesz, ale jeśli schorzenie nie przeszkadzałoby Ci w pracy, to może nie mów o nim tak od razu. Jeśli problem polega na sporadycznych atakach, jak np. w niektórych odmianach padaczki, a do tego jesteś ,,zaleczony" to może najpierw daj się poznać od strony umiejętności zawodowych, trochę popracuj, a dopiero później delikatnie o tym powiedz. Zawsze trudniej zrezygnować z dobrego pracownika niż nauczyć się żyć z jego przypadłością. Gdzieś już tu pisałam, że ludzie nie będący w temacie naszych chorób czują się przy nas niepewnie, nie wiedzą jak się zachować, nasze towarzystwo to dla nich dyskomfort z powodu nieznanej inności. Gdy ich z tą naszą innością oswoimy, przestają na nas patrzeć przez jej pryzmat. A z tymi studiami to faktycznie fajnie, mnie moje też dają dużo zadowolenia i takiego życiowego ,,kopa". No i nowe znajomości - bezcenne:)
        Jesteś informatykiem, a dokładniej w czym się specjalizujesz? To tak z babskiej ciekawości, lubię wiedzieć z kim rozmawiam:)
Pełna wersja