minniemouse
18.03.12, 07:35
.. "alternatywnej motoryce":
...alternatywnej motoryce
ultramaryna.pl/tekst.php?id=949
Tak nas przyzwyczajono reagować. Ale to też działa w drugą stronę – w Polsce żadna utalentowana osoba niepełnosprawna nie przebiła się do mainstreamu i nie zarabia na swojej twórczości normalnych pieniędzy.
no, przepraszam, ale piosenkarki z Treacher's Collins to ja u nas tez nie widzialam.
Twórczość Rafała Urbackiego przekracza teatr równie mocno, jak podjęty przez niego temat przekracza jego biografię. Obecnie porusza się o kulach, a dzieciństwo spędził na wózku inwalidzkim, więc od podszewki zna mechanizmy segregacji, z jakimi stykają się osoby niepełnosprawne.
Dziś tworzy o nich wywrotowe spektakle – najnowsze i najgłośniejsze z nich to projekt solowy „Mt 9,7” i przedstawienie „W Przechlapanem”, w którym wystąpił wspólnie z młodymi kobietami o alternatywnej motoryce. Opracował też ruch sceniczny w trzech najlepszych spektaklach Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego: „W sprawie Jakuba S.”, „Tęczowej trybunie 2012” oraz „Położnicach szpitala świętej Zofii” zrealizowanych w chorzowskim Teatrze Rozrywki.
Ultramaryna: Kilka miesięcy temu było dość głośno o tym, że organizujesz casting dla amatorów z alternatywną motoryką. Ile osób się zgłosiło?
Rafał Urbacki: Dwa razy więcej, niż ostatecznie pojawiło się w spektaklu.
I jak wyglądała praca z nimi? Zacząłem od indywidualnej pracy z każdą z pojawiających się na scenie osób. Działamy na osobistych historiach, więc zależało mi, żeby każdą z nich bardzo dobrze poznać. Od początku mówiłem, że pojedziemy po bandzie. Potem dobrałem każdemu odpowiednie medium – Anna tańczy, Agata śpiewa, Maja robi stand-up, itd. – i zaczęliśmy ten materiał szlifować. Nie było łatwo. Czasem dochodziliśmy do czegoś ważnego, byliśmy szczęśliwi, że udało nam się to pokonać, a potem wystarczył jakiś źle trafiony żart, żeby jednak okazało się, że to ciągle jest problem.
Na przykład? Dopóki Anna Dzieduszycka tylko tańczyła do muzyki Lady Gagi, wszystko było w porządku. Potem wyszperaliśmy w piwnicy mojego chłopaka konia na biegunach i przerobiliśmy go na jednorożca, co oczywiście jest czystym cytatem z teledysku Gagi. Najpierw się Ani spodobał, ale po kilku dniach pojawił się kryzys, więc zaczęliśmy rozmawiać, o tym, czemu ten rekwizyt służy – że w ten sposób na scenie pojawia się obraz tego, co widz zwykle ma w głowie, gdy myśli o karłach – cyrk, muzeum osobliwości itd. I wtedy pojawiły się wątpliwości, o których rozmawialiśmy. Z drugiej strony zależało mi na tym, żeby dziewczyny wiedziały, co chcemy osiągnąć. Żeby nie zostały i nie poczuły się wykorzystane. Sam, gdy tańczyłem na wózku w przedstawieniach Teatru Tańca Kierunek przy Śląskim Teatrze Tańca, często miałem wrażenie, że chodziło o to, aby, to co wnosimy, czyli naszą motorykę wykorzystać, by opowiadać mdławe historyjki o sile ludzkiego ducha. Z perspektywy czasu czuję się przez organizatora wykorzystany.
W końcu o tym między innymi jest ten spektakl – o upupianiu osób niepełnosprawnych, także przez niektóre projekty integracyjne, które czasem służą wyłącznie produkowaniu poczucia komfortu u pełnosprawnych widzów. Chodziło mi też szerzej o problem postrzegania osób niepełnosprawnych. Zasadniczo obowiązują w nim dwa modele. Przez pierwszy przeszedłem w liceum, gdy zbierano dla mnie pieniądze na komputer. Generalnie chodzi w nim o to, że proszę o pomoc, bo jestem biedny, mieszkam na drugim piętrze, mam do pokonania czterdzieści dwa stopnie w dół, przez siedem miesięcy w roku nie wychodzę z domu, więc proszę, dajcie mi Internet i „otwórzcie mi drzwi do świata”. Tego się nie zapomina, bo gdy przychodzą ludzie z mediów, natychmiast czujesz, że zaczynasz się ruszać wolniej niż na co dzień. Ciało samo dostosowuje się do roli, w której nie wolno ci pokazać, że jesteś silny – wolno ci co najwyżej udowodnić, że jesteś utalentowany, a ja już wtedy zbierałem minerały i byłem objęty patronatem wykładowców Politechniki Śląskiej, reżyserowałem spektakle w szkole, więc to był jakiś argument, taki „medialny”.
A model numer dwa? Na „bohatera mimo wszystko”. Jeśli ten pierwszy model można nazwać „caritasowym”, to ten drugi jest spod znaku fundacji Anny Dymnej. W nim podkreśla się, że pomimo tego, iż nie mam czucia w nogach, to jednak…
…prę do przodu, więc wnoszę o order za dzielność? Tak. I ten model też realizowałem, gdy na przykład jeszcze w liceum zostałem Osobowością Roku, śmiałem się, że szkoda, że nie Osobliwością. Wiadomo, że było to związane z tym, że poruszałem się na wózku. Podstawą tego modelu jest założenie: „pozwalam ci robić to, co ja, mimo, że należysz do mniejszości, mimo że jesteś słabszy”.
Nie do końca się z tobą zgadzam – to, że widz ma świadomość, że performer miał do przejścia dłuższy dystans niekoniecznie jest deprecjonujące. To dlaczego, gdy oglądasz tancerza baletowego, nie interesujesz się tym, jakie on musiał pokonać trudności, a w festiwalu Zaczarowana Piosenka, który miał już chyba siedem edycji, koniecznie musi się pojawić ten kontekst? Moich spektakli też z początku nie traktowano jak pełnoprawnego teatru, lecz pisano o nich, jako o terapii.