minniemouse
18.03.12, 08:05
Ale przecież ten kontekst też istnieje w twoim spektaklu. Gdy ogłaszałeś do niego casting, informowałeś, że będziesz wymagał pewnych standardów, że niezależnie od stopnia sprawności performera/rki, życzysz sobie, aby ta osoba była przygotowana na to, że postawisz jej pewne wymagania – na przykład musi umieć wykonać obrót na wózku o 180°. Jednak w trakcie pracy nad spektaklem wyraźnie zgodziłeś się na wiele kompromisów. Bo tu nie chodzi o to, czy zrobimy krok w bok i obrót. Nie robimy „Święta wiosny”, tylko spektakl o alternatywnej motoryce, więc także o tym, że Maja ma spierdzielony błędnik, a Magda problem z opanowaniem ostrego skrętu na wózku. Jeśli więc w spektaklu to widać, to super.
Ale przecież ten kontekst też istnieje w twoim spektaklu. Gdy ogłaszałeś do niego casting, informowałeś, że będziesz wymagał pewnych standardów, że niezależnie od stopnia sprawności performera/rki, życzysz sobie, aby ta osoba była przygotowana na to, że postawisz jej pewne wymagania – na przykład musi umieć wykonać obrót na wózku o 180°. Jednak w trakcie pracy nad spektaklem wyraźnie zgodziłeś się na wiele kompromisów. Bo tu nie chodzi o to, czy zrobimy krok w bok i obrót. Nie robimy „Święta wiosny”, tylko spektakl o alternatywnej motoryce, więc także o tym, że Maja ma spierdzielony błędnik, a Magda problem z opanowaniem ostrego skrętu na wózku. Jeśli więc w spektaklu to widać, to super.
A na ile twoje aktorki są świadome opisywanych przez ciebie mechanizmów? Całkowicie. Zapytałem Agatę Wąsik, która ma zespół Treachera Collinsa czy wie, dlaczego wszyscy się wzruszają, kiedy śpiewa. Powiedziała, że ciągle to widzi u siebie w szkole muzycznej. Gdy śpiewa „Listen” Beyonce w naszym spektaklu, to ludzie dookoła wzruszają się i przychodzą jej podziękować, a gdy tę samą piosenkę interpretuje inna równie utalentowana osoba, to już nic takiego się nie dzieje. Po prostu jej głos w zestawieniu z twarzą osoby z tym zespołem jest szokujący dla widza i ewokuje poczucie podziwu. Tak nas przyzwyczajono reagować. Ale to też działa w drugą stronę – w Polsce żadna utalentowana osoba niepełnosprawna nie przebiła się do mainstreamu i nie zarabia na swojej twórczości normalnych pieniędzy.
A dziewczyny chciały w ten sposób o tych mechanizmach mówić? Tak, to raczej ze strony osób o tzw. normalnej motoryce brakuje odwagi, żeby mówić wprost. Ucieka się w język poprawności politycznej, a w końcu w ogóle w tendencję do poruszania się wyłącznie po bezpiecznych sferach, przez co jakiś ważny element naszego wzajemnego spotkania zostaje wycięty.
W sumie mnie to nie dziwi – dla mediów jest to stąpanie po cienkim lodzie. Wiem – niedawno dziennikarka wzbudziła dyskusję w redakcji, bo użyła słowa „karlica”. Musiała wszystkich w pracy przekonywać, że Anna w ten sposób się określa i nie domaga się żadnych eufemizmów. Czasem ten lęk generuje najbliższe otoczenie. Tak było w przypadku Basi, przepraszam, Barbary Lityńskiej. Zauważyłaś, że nawet w materiałach Instytutu Teatralnego prawie wszystkie dziewczyny wymienia się pełnym imieniem i tylko przy „Ani Dzieduszyckiej” i „Basi Lityńskiej” pojawia się zdrobnienie?