Wywiad z Michalem Urbackim, tamcerzem o ....

18.03.12, 08:05

Ale przecież ten kontekst też istnieje w twoim spektaklu. Gdy ogłaszałeś do niego casting, informowałeś, że będziesz wymagał pewnych standardów, że niezależnie od stopnia sprawności performera/rki, życzysz sobie, aby ta osoba była przygotowana na to, że postawisz jej pewne wymagania – na przykład musi umieć wykonać obrót na wózku o 180°. Jednak w trakcie pracy nad spektaklem wyraźnie zgodziłeś się na wiele kompromisów. Bo tu nie chodzi o to, czy zrobimy krok w bok i obrót. Nie robimy „Święta wiosny”, tylko spektakl o alternatywnej motoryce, więc także o tym, że Maja ma spierdzielony błędnik, a Magda problem z opanowaniem ostrego skrętu na wózku. Jeśli więc w spektaklu to widać, to super.

Ale przecież ten kontekst też istnieje w twoim spektaklu. Gdy ogłaszałeś do niego casting, informowałeś, że będziesz wymagał pewnych standardów, że niezależnie od stopnia sprawności performera/rki, życzysz sobie, aby ta osoba była przygotowana na to, że postawisz jej pewne wymagania – na przykład musi umieć wykonać obrót na wózku o 180°. Jednak w trakcie pracy nad spektaklem wyraźnie zgodziłeś się na wiele kompromisów. Bo tu nie chodzi o to, czy zrobimy krok w bok i obrót. Nie robimy „Święta wiosny”, tylko spektakl o alternatywnej motoryce, więc także o tym, że Maja ma spierdzielony błędnik, a Magda problem z opanowaniem ostrego skrętu na wózku. Jeśli więc w spektaklu to widać, to super.

A na ile twoje aktorki są świadome opisywanych przez ciebie mechanizmów? Całkowicie. Zapytałem Agatę Wąsik, która ma zespół Treachera Collinsa czy wie, dlaczego wszyscy się wzruszają, kiedy śpiewa. Powiedziała, że ciągle to widzi u siebie w szkole muzycznej. Gdy śpiewa „Listen” Beyonce w naszym spektaklu, to ludzie dookoła wzruszają się i przychodzą jej podziękować, a gdy tę samą piosenkę interpretuje inna równie utalentowana osoba, to już nic takiego się nie dzieje. Po prostu jej głos w zestawieniu z twarzą osoby z tym zespołem jest szokujący dla widza i ewokuje poczucie podziwu. Tak nas przyzwyczajono reagować. Ale to też działa w drugą stronę – w Polsce żadna utalentowana osoba niepełnosprawna nie przebiła się do mainstreamu i nie zarabia na swojej twórczości normalnych pieniędzy.

A dziewczyny chciały w ten sposób o tych mechanizmach mówić? Tak, to raczej ze strony osób o tzw. normalnej motoryce brakuje odwagi, żeby mówić wprost. Ucieka się w język poprawności politycznej, a w końcu w ogóle w tendencję do poruszania się wyłącznie po bezpiecznych sferach, przez co jakiś ważny element naszego wzajemnego spotkania zostaje wycięty.

W sumie mnie to nie dziwi – dla mediów jest to stąpanie po cienkim lodzie. Wiem – niedawno dziennikarka wzbudziła dyskusję w redakcji, bo użyła słowa „karlica”. Musiała wszystkich w pracy przekonywać, że Anna w ten sposób się określa i nie domaga się żadnych eufemizmów. Czasem ten lęk generuje najbliższe otoczenie. Tak było w przypadku Basi, przepraszam, Barbary Lityńskiej. Zauważyłaś, że nawet w materiałach Instytutu Teatralnego prawie wszystkie dziewczyny wymienia się pełnym imieniem i tylko przy „Ani Dzieduszyckiej” i „Basi Lityńskiej” pojawia się zdrobnienie?

    • minniemouse Re: Wywiad z Michalem Urbackim, tamcerzem o .... 18.03.12, 08:07

      Sądzisz, że się je automatycznie infantylizuje? Dokładnie. O Barbarę przede wszystkim obawiali się bliscy, ale ona trochę też. Nie chciała sama czytać swoich wierszy, bo niewyraźnie mówi i jest gruba. Długo ją przekonywałem, że oczywiście najważniejsze jest, żeby te wiersze pojawiły się na scenie, bo jest w nich ogromna siła, ale też, że jest szalenie istotne, aby to ona je przeczytała, bo jeśli się zestawi je z jej sposobem czytania, to najsilniej widać, z jaką reakcją na co dzień stykają się osoby z zespołem Downa. Zresztą ja na początku tej pracy też miałem spore obawy, chociaż wcześniej już pracowałem z chłopcem z zespołem Downa. Był to mój pierwszy spektakl w życiu i dedykowałem go biskupowi gliwickiemu. Obawiałem się, że może się pojawić niebezpieczeństwo manipulacji z mojej strony. Tymczasem, gdy Barbara czegoś nie rozumiała, to nie miała problemu, żeby to sygnalizować i domagać się wyjaśnień.

      Spektakl kończy się interakcją obliczoną na wywołanie konsternacji – widzowie jako turyści w Przechlapanem, zamiast wrzucać pieniążek do fontanny mogą sobie usiąść na wózku inwalidzkim, zgodnie ze starym przesądem, że jak raz na tym sprzęcie usiądziesz, to już na pewno na niego wrócisz. Graliście to przedstawienie w Instytucie Teatralnym, a to jest specyficzne miejsce, gdzie, nikt nie boi się ani przesądów ani wyjścia na scenę, więc ludzie siadali na tym wózku całymi stadami. W innych salach pewnie się to nie powtórzy. Jak wtedy będzie wyglądać zakończenie? Sądzę, że tak będą się zachowywać i poza Instytutem. Na wszelki wypadek mamy przygotowane dwie wersje zakończenia. Jedną dla publiczności, która się przełamuje i siada na wózku. Wtedy jest, tak jak widziałaś. Od trzeciego spektaklu, jeszcze wzmocniliśmy ten efekt – zza kulis słychać, jak mówię: „Noo chooodźcie. Oni będą jeszcze długo bić brawo. Zawsze przy takich rzeczach są owacje. I jeszcze na pewno wstaną”, no i rzeczywiście publiczność czuje się wtedy w obowiązku, żeby zrobić standing ovation. Druga wersja istnieje w zarysie, bo jeszcze się nie zdarzyło, żeby ktoś z publiczności tego wózka nie odczarował. Jeśli tak będzie, to w końcu usiądziemy na nim sami i poczujemy się zdyskryminowanymi przez publiczność kalekami, zamkniętymi w swoim paralickim getcie.

      Nie mogłam być na „Mt 9,7”, ale czytałam, że pojawia się tam podobna prowokacja. W pewnym momencie, rzucasz w stronę męskiej części widowni, że jesteś gotowy na bliższą znajomość. Ktoś odpowiedział na to wezwanie? Tam nie ma żadnego zaproszenia. Ten wątek jest poprowadzony trochę inaczej. Księża w Polsce mówią, że seks z osobą niepełnosprawną nie jest grzechem, lecz aktem miłosierdzia, więc pytam publiczność…


      Czy ktoś jest gotowy dokonać takiego aktu? Czy udzieli ci tego rodzaju jałmużny? Tak. Mówię tekst: „czy znajdzie się tutaj jeden człowiek dobrej woli, który pójdzie ze mną w imię Pańskie tam za scenę i napełni mnie łaską? Czy znajdzie się chociaż jeden sprawiedliwy mąż?” W „Mt 9,7” interakcja pojawia się gdzie indziej – zaczynam ten spektakl, siedząc na wózku i proszę aby ludzie powstali ponieważ chcę odczytać słowa ewangelii wg św. Mateusza i zazwyczaj ludzie rzeczywiście wstają. Najcudowniej wyszło to w Berlinie, gdzie po przetłumaczeniu mojej prośby 400 osób wstało naraz. Finałem tego przedstawienia są moje wspomnienia z doświadczenia pierwszej komunii, kiedy po raz pierwszy zrozumiałem, na czym polega wykluczenie z powodu tego, że chodzę inaczej niż większość. Opowiadając tę historię, przyszywam sobie różaniec do stóp i mimo że ten motyw szycia nie pojawia się znikąd (nawiązuje do innego wspomnienia, o tym, jak poprawiano mi spodnie, bo przytyłem po tym jak byłem źle prowadzony przez lekarzy i miałem nogi w gipsie. Za tę scenę spotkały mnie zarzuty o obrazę uczuć religijnych, Polonia w Berlinie jednomyślnie opuściła salę, pani historyk sztuki w Instytucie Teatralnym poprosiła o zwrot kasy za bilety.
    • minniemouse Re: Wywiad z Michalem Urbackim, tamcerzem o .... 18.03.12, 08:13
      przepraszam, ale mi sie poknocilo przy wklejaniu - uprzejmie prosze o calkowite skasowanie tego watku.

      Minnie
Pełna wersja