Wydelikacone męskie podniebienia...

16.04.10, 14:21
Już zaczęło mnie to irytować.
Zrobiłam dziś - dla gości - tagiatelle ze świeżo sparzonym szpinakiem, jajkiem
, śmietanką, serkiem, palce lizać. Chłopaki nie tkną, bo nie lubią szpinaku.
Na weekend pojechaliśmy z innymi znajomymi - kolega nic nie mógł wybrać z menu
w karczmie, bo nie ma kurczaka.
Inny jeszcze wpadł porozpaczać po rozwodzie - w sałatce była papryka, on nie je.
Czy facetom (u kobiet tego nie zauważyłam) już kompletnie poprzewracało się w
głowach?! To jak ktoś ma przyjść, zamiast zrobić jakiś rarytas włoskiej kuchni
mam schabowego z kapustą podawać?!
Chłopaki, przestańcie się tak niańczyć! Przecież najlepsi kucharze i smakosze
to mężczyźni.
    • misself Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 14:42
      To jest brak manier, a nie wydelikacone podniebienia.

      Poza tym jak obserwuję, jak się mamusie trzęsą nad synusiami: "mamusia cię
      pokarmi" do czterolatka, "to ci nie będzie smakować", "to niedobre", "od bitej
      śmietany brzuszek boli", to mnie w ogóle nie dziwi, że taki dorosły facet ma
      wdrukowane jakieś idiotyczne uprzedzenia.

      Ale równie często spotykam wybredne kobiety jak wybrednych mężczyzn - tyle że to
      są zawsze osoby, które "w gościach" zjedzą co się im poda, chyba że mają na to
      alergię bądź wykluczają to ze swojej diety ze względów ideologicznych.

      Ja bym schabowego z kapustą nie zjadła, choćby mnie końmi przymuszali big_grin
      • misself Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 15:20
        misself napisała:
        >
        > Ja bym schabowego z kapustą nie zjadła, choćby mnie końmi przymuszali big_grin

        Ale już cukinię zjem u kogoś, mimo że nie znoszę, to jakoś wmuszę w siebie.
    • allija Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 16:49
      taka jest prawda. Mam 3 mężczyzn w domu i tak to wygląda. Z tego
      wszystkiego jeszcze mąż najlepszy bo ostatecznie zje, pod warunkiem, że
      nie jest to kurczak /w jakiejkolwiek postaci/ z ryżem. Z kolei syn moze
      jadac wyłącznie kurczaki, z ryżem najchetniej, ale ryby pod żadną
      postacią. Drugi syn bez mięsa obiadu nie zjada, no, niby zje ale wstaje
      głodny od stołu.
      Dlatego nienawidzę gotować. Bywa, że robię 3 różne obiady dla 4-osobowej
      rodziny. Oczywiście, mogłabym powiedzieć "kto nie chce niech nie je",
      tylko wtedy za chwilę ma całe towarzystwo szwendające się po kuchi z
      tekstem "coś bym zjadł" więc wolę już z obiadem pokombinować i mieć
      spokój. Na parę godzin przynajmniej.
      Najśmieszniejsze jest to, że ja w ogóle nie lubię jeść specjalnie,
      sałatka z kefirem w zupełności zaspakaja moje obiadowe potrzeby.
      • kk345 Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 19:53
        No niby masz rację, ale o ile mąż może mieć wdrukowane nawyki, wyniesione z
        domu, to już nawyki synów pochodzą z Twojego własnego domu i w jakimś tam
        momencie wynieśli przekonanie, że nie muszą jeść tego, co reszta rodziny... Dla
        mnie to byłoby zwyczajnie niewygodne, tym bardziej, że większość uprzedzeń
        kulinarnych udaje się pokonać, podając jedzenie w innej formie:ktoś nie lubi
        ryb? Nie ma bata, w jakiejś postaci w końcu mu zasmakują, czy to pieczone, czy
        pokryte beszamelem, smażone, czy choćby jako paluszki rybnesmile
        • allija Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 21:08
          jak synowie byli mali jedli w zasadzie wszystko. Nie wiem skąd wzięło
          się to, że teraz każdy jada co innego.
          Pewnie z tymi rybami dałoby radę ale wtedy okazałoby się że jeden je
          tylko w sosie a drugi tylko smażone. Zresztą ja różnie te ryby podaję a
          odzewu i tak brak.
          To nie jest takie proste, szczególnie dla kobiet pracujących zawodowo
          które "sprawy kuchenne" chcą mieć w miarę szybko z głowy.
          Pewnie że jest niewygodne ale ja nigdy nikogo zmuszać do jedzenia tego
          czego nie lubi nie będę. Pamiętam doskonale z dzieciństwa siebie i swoją
          babcię. Babcia była "postrachem" wszystkich dzieci, z babcią nie
          dyskutowało się, także w sprawie jedzenia. Jeśli babcia postawiła
          posiłek na stole należało go zjeść i tyle. Do dziś pamiętam te rosnące
          mi w ustach kaszanki, salcesony, zimne nóżki /od tamtej pory nigdy nie
          zjadłam/ czy czerninę. Nigdy w życiu nie zrobię tego własnym dzieciom.
          • kk345 Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 17.04.10, 12:16
            > jak synowie byli mali jedli w zasadzie wszystko. Nie wiem skąd wzięło
            > się to, że teraz każdy jada co innego.

            Jak to skąd? Bo mieli taką możliwość. Przykład z Babcią jest dla Ciebie traumą,
            ale Babcia miała dobrą zasadę: je się to, co zostaje podane przez gotującego.
            Znasz swoją rodzinę, wiesz, czego absolutnie nie tkną, ale na pewno da się
            zrobić taki sam obiad dla wszystkich, nie gotując 3 osobnych posiłków i bez
            znienawidzenia gotowania w ogóle. Sama piszesz, ze pracujesz zawodowo, jak
            większość z nas, więc tym bardziej nie rozumiem, dlaczego łatwiej gotować Ci dla
            każdego z osobna- to nielogiczne i wychodzi na to, że ani rodzina, ani Ty sama
            nie szanujecie Twojego czasu i pracy.

            Żeby nie być gołosłowną: sama mam rodzinę, gotuję dla niej codziennie, wiem,
            czego nie lubią, więc dobieram potrawy tak, żeby pasowały wszystkim- nie ma
            opcji kilku obiadów, ja jestem zadowolona, rodzina tez jakoś żyje i szanuje moją
            pracę....

            > Pewnie z tymi rybami dałoby radę ale wtedy okazałoby się że jeden je
            > tylko w sosie a drugi tylko smażone.
            Usmaż i podaj osobno sos dla tych, którzy lubią z sosemsmile
      • marzeka1 Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 21:12
        "taka jest prawda. Mam 3 mężczyzn w domu i tak to wygląda."-

        nieprawda, TAK to wygląda u ciebie. Też mam w domu 3 facetów, są
        "wszystkożerni", ale mają wybór albo zjedzą to, co ugotowałam, albo
        niech myślą sami, co chcą zjeść i to robią.
        ". Bywa, że robię 3 różne obiady dla 4-osobowej
        > rodziny."- zbyt sobie cenię wygodę, by zasuwać jako gospocha dla
        pełnosprawnych facetów.
      • misself Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 21:16
        allija napisała:

        > taka jest prawda. Mam 3 mężczyzn w domu i tak to wygląda.

        A jakieś kobiety prócz Ciebie? Jako grupa kontrolna? wink
        • allija Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 18.04.10, 01:33
          no, kobiety były. Zanim nie wyszłam za mąż, w moim domu rodzinnym.
          Generalnie to ja już od dawna namawiam moich na żywienie poza domem,
          tzn. stołówkowe obiady, ale nie chcą. Zresztą jak chcieli, jeszcze w
          szkołach, to tak to wygladało, że pół obiadu albo i więcej nie zjadali.
          W efekcie pieniądze wydane a dzieci głodne.
          Generalnie da się to jakoś zorganizować np kiedy jemy rybę
          to "niejedzącemu" wyciągam kotleta z zamrażalnika. Albo robię
          kotlety "na jutro" a on je jednego dzisiaj. I na ogół tak
          właśnie "zazębiam". Tylko zupy odpuściłam, robię jedną, ten kto chce to
          je. Zupy robię bo ja z kolei lubię.
          Gdyby to chodziło o jeden niezjedzony obiad to nie martwiłabym się ale
          oni mogą i tydzień być na suchym prowiancie a jednak co obiad to obiad.
          Tak do końca to nie robię z tego jakiegoś dramatu, nie latałam i nie
          latam za nimi z talerzami. Jednak dbam żeby w miarę choć raz dziennie
          coś porządnego zjedli. I tak są chudzi, trudno jest spodnie kupić bo
          wszystkie z nich spadają tak wiec nie to, że jestem matka-karmicielka.
          Ale przyznam, że od tego "organizowania" mam już głowę kwadratową.
          Jednak ja chyba nie potrafię tak jak koleżanki w pracy. Jedna w ogóle
          właściwie nie gotuje, wszystko kupuje w półproduktach. Kiedy mówię, że
          zrobiłam gołąbki to ona zdziwiona bo kupuje je w słoikach. Podobnie
          jakieś kopytka, pierogi to wszystko gotowe a barszcz wigilijny to z
          kartonu był. Druga koleżanka opowiadała, że spieszyła się do pracy więc
          zostawiła córce na kuchence pusty garnek a obok zupę w torebce, w
          proszku.
          • misself Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 18.04.10, 11:47
            allija napisała:

            > no, kobiety były. Zanim nie wyszłam za mąż, w moim domu rodzinnym.

            To nie bardzo masz porównanie smile Może gdybyś miała córkę, to byś była w stanie
            określić, czy to od płci zależy, czy od Twojego postępowania smile

            > Ale przyznam, że od tego "organizowania" mam już głowę kwadratową.

            To nie organizuj.
            U mnie w domu dla wszystkich jest kuchnia otwarta. Obiad jest dla wszystkich,
            jak coś się nie podoba - to sobie zrób sam co innego albo nic nie jedz. (To
            oczywiście nie oznacza, że posiłki planuje jakiś kapral nieuwzględniający
            naszych gustów smile) Każdy sobie umie zrobić jakiś prosty posiłek typu jajecznica
            czy makaron, z głodu nie umieramy, a Mama ma trochę spokoju.
      • maria10344 Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 17.04.10, 01:27
        Allija!rany,jak ty tych swoich chłopów wychowałaś.Później żony się dziwią,że
        mają takich walniętych mężów.Moja córka jak była mała też mi waliła podobne
        fochy/każdy próbuje/.Nie chcesz,to nie jedz .Od nie zjedzenie jednego obiadu
        nikt jeszcze nie umarł.Nauczyła mnie tego moja teściowa.Super kobieta.Miała 2
        synów i twierdziła,że by oszalała.Taka metoda świetnie działa.
        • maria10344 Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 17.04.10, 01:36
          No i przypomniało mi się jeszcze.Mój brat jak był mały to nie znosił
          ogórkowej.Fochy byłe straszne.Kiedyś przyjechał mój dziadek i coś tam młodemu
          naszeptał do ucha ,no i mały wpałaszował ogórkową i poprosił o dokładkę.Mamie
          uchylił rąbka tajemnicy.Powiedział po prostu,że ogórkowa,to zupa dla prawdziwych
          mężczyzn.Moja córka natomiast jak była dzieckiem robiła fochy na ser
          żółty.Zachodzę ci ja kiedyś do przedszkola a moje dziecko zjada kanapki z
          serem,że aż jej się uszy trzęsą.Jak zobaczyła,że ja to widzę,to zrobiła się
          czerwona i chciała zapaść się pod ziemię.Od tego czasu ser był już na stałe w
          jej menu.
          Na każdego jest metoda,
          • misself Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 17.04.10, 07:55
            maria10344 napisała:
            > Powiedział po prostu,że ogórkowa,to zupa dla prawdziwych mężczyzn.

            Ja znam lepszy sposób: przeczytać dzieciom kilkuletnim "Sceny z życia smoków"
            Beaty Krupskiej. Na mnie i rodzeństwo podziałało, uwielbiamy ogórkową smile
        • misself Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 17.04.10, 07:54
          maria10344 napisała:
          > Od nie zjedzenie jednego obiadu nikt jeszcze nie umarł.

          Ot co.
          Nie twierdzę, że należy do jedzenia zmuszać - bo rozumiem, że niektóre potrawy
          mogą wywoływać nawet odruchy wymiotne - ale bez przesady...
    • deszcz.ryb Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 16:55
      Czy goście wiedzieli, że zapraszasz ich na włoskie jedzenie? A nawet jeśli wiedzieli, to moim zdaniem mają prawo czegoś nie lubić, chociaż z grzeczności powinni choć trochę zjeść.

      A w knajpie nie zaglądaj ludziom w talerze! To nie twój problem, że ktoś nie zjadł, prawda?
    • gazeta_mi_placi Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 18:31
      forencka napisała:

      > Już zaczęło mnie to irytować.
      > Zrobiłam dziś - dla gości - tagiatelle ze świeżo sparzonym szpinakiem, jajkiem
      > , śmietanką, serkiem, palce lizać. Chłopaki nie tkną, bo nie lubią szpinaku.
      > Na weekend pojechaliśmy z innymi znajomymi - kolega nic nie mógł wybrać z menu
      > w karczmie, bo nie ma kurczaka.
      > Inny jeszcze wpadł porozpaczać po rozwodzie - w sałatce była papryka, on nie je
      > .
      > Czy facetom (u kobiet tego nie zauważyłam) już kompletnie poprzewracało się w
      > głowach?!


      U mnie podobnie.
      Makaron ze szpinakiem to dla mnie ohyda ,mimo że sama robię dla męża,bo lubi i
      czasem sama skubnę.
      A z menu z typowej karczmy czasem faktycznie ciężko coś wybrać jeżeli ktoś nie
      przepada za tłustą,mięsną,ciężkostrawną kuchnią.
      A jak dostaję sałatkę z oliwkami-nie ma bata,oliwek nie tknę uncertain
      Po co wmuszać w siebie coś czego się nie lubi?
      Dla mnie to niepotrzebny masochizm.
      • misself Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 21:18
        gazeta_mi_placi napisała:
        > A z menu z typowej karczmy czasem faktycznie ciężko coś wybrać jeżeli ktoś nie
        > przepada za tłustą,mięsną,ciężkostrawną kuchnią.

        To bierzesz ziemniaki gotowane i zestaw surówek. Albo wychodzisz. Wybrzydzanie
        nad kartą jest niegrzeczne.

        > A jak dostaję sałatkę z oliwkami-nie ma bata,oliwek nie tknę uncertain

        Ja mam tak z owocami morza. Wymawiam się uczuleniem tongue_out
        • gazeta_mi_placi Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 21:28
          > To bierzesz ziemniaki gotowane i zestaw surówek. Albo wychodzisz. Wybrzydzanie
          > nad kartą jest niegrzeczne.

          Za surówkami nie przepadam.
          Poza tym nie zawsze jest opcja zamówienia samych ziemniaków z surówką bez mięsa.
          Jeżeli jestem w towarzystwie któremu akurat podoba się ta konkretna knajpa chyba ciężko wyjść,nie?
          Wtedy poświęcam się dla ogółu i zamawiam coś drobnego.
          Tyle,że ostatnio jak poprosiłam o coś drobnego` dostałam porcję z której musiałam zostawić połowę uncertain
          • misself Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 22:22
            gazeta_mi_placi napisała:
            >
            > Za surówkami nie przepadam.
            > Poza tym nie zawsze jest opcja zamówienia samych ziemniaków z surówką bez mięsa.

            Podałam przykład smile Zawsze jest JAKAŚ opcja - a kręcenie nosem z cyklu "nic tu
            nie ma, bo kurczaka nie mają" jest po prostu buractwem.
    • hela6 Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 19:23
      Jak by mój facet grymasił to by se sam gotował, więc woli nie.
      Kiedy teściowa dowiedziała się czym karmię jej synusia, to mało nie zeszła z
      wrażenia. No bo przecież "on tego nie je".
      A i owszem "mamusiu" je, ma się dobrze a nawet lepiej niż na twoim wikcie.
      Mamusia miała czworo dzieci i pięć wariantów posiłków, bo włącznie z małżonkiem
      każde miało swoje kulinarne dąsy. A mamusia kwadratowy zad i zakrzepy od stania
      nad garami i "próbowania" wszystkiego.

      Kobieta jak się urobi w kuchni to zeżre wszystko co przygotuje ktoś inny, bo
      wtedy nawet byleco smakuje lepiej.
      • karro80 Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 19:46
        W tym coś jest. Lubię gotować, ale strasznie lubię jeść 'u ludzi'.
        Lubię też jak ktoś mi kawę robi -lepsza jakaś.
        • forencka Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 17.04.10, 12:38
          Święta racja smile Nawet zawsze taka sama mdła karkówka teściowej jest cudowna wink
    • truscaveczka Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 20:40
      Mój mąż zje cokolwiek oprócz szpinaku o owoców morza. Ale z bólem w
      oczach. Nauczyłam go już jeść kurczaka (jego mama gotuje rosół na
      udku i to udko serwuje jako drugie danie - też bym nie lubiła
      kurczaka wink Poobgryzać kostki z zupy lubię, ale jako danie...)
      Generalnie częściej mężczyźni, nawet gorzej niż dzieci, wybrzydzają
      przy jedzeniu.
      • misself Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 21:19
        truscaveczka napisała:
        > Generalnie częściej mężczyźni, nawet gorzej niż dzieci, wybrzydzają
        > przy jedzeniu.

        Bo się ich uczy tego.
        • dzioucha_z_lasu Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 17.04.10, 01:45
          Dokładnie. Mój małż też próbował na początku grymasić ( a ja naprawdę dobrze
          gotuję, bo to lubię), ale natychmiast to ukróciłam. Jak mu nie odpowiada to, co
          zrobię, to sobie ma robić sam, albo je kanapki. I teraz przez myśl mu nie
          przechodzi, że marudzić, że czegoś nie je smileTak samo z moim bratem - w domu -
          gdzie mama gotuje - marudzi cały czas, ale jak jest u mnie, to nawet słówkiem
          nie piśnie, tylko zjada wszystko, co podano big_grin
          • maria10344 Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 17.04.10, 07:08
            Kochana.Masz rację.Często to gadanie,że nie lubi się jakichś potraw jest
            nawykowe.Czasem też jest z niewiadomych powodów.Weźmy mnie.Jako kilkunastolatka
            nie znosiłam rosołu.W sumie teraz,/minęła wieczność,no pół wieczności/nie
            potrafię powiedzieć dlaczego.Było tak,że ciotka na wsi miała dla mnie inną
            zupę.Później,nie wiem nawet kiedy/nie pamiętam momentu/pokochałam wręcz rosół i
            sama gotuję pyszne.
            Moja mama wspomina,że jak kiedyś przyjechała na tą wieś /kociewie/to prawie nie
            znali warzyw,oprócz ogórków i kapusty.Moja mama zaczęła te warzywa im gotować,a
            mój wuj odsuwał ze wstrętem,"co wy mi tu dajeta,przecieź ja nie koza".Później
            nie wyobrażał sobie życia bez poomidorków,kalarepki,kalafiorka.
        • truscaveczka Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 18.04.10, 11:30
          Misself, 100% racji - moja teściowa potrafiła 4 obiady różne gotować
          dla czworga domowników!
          • misself Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 18.04.10, 11:50
            truscaveczka napisała:

            > Misself, 100% racji - moja teściowa potrafiła 4 obiady różne gotować
            > dla czworga domowników!

            Kolejny raz widzimy, jak wielkie znaczenie ma to, co same robimy w domu, dla
            kolejnych pokoleń kobiet... sad
            • truscaveczka Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 18.04.10, 11:54
              I widzisz, jak ja się wić muszę wink Żeby wszyscy żarli to samo ;p
    • anu_anu Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 21:10
      Mąż jada wszystko, byle dużo smile
      Podobnie ma córka, która nie pija czarnej herbaty.
      Najwięcej grymaszę ja ale nie jadam raptem paru rzeczy: miodu (jako takiego
      mazidła, już piernikach, cieście, alkoholu mi nie wadzi), szparagów, owoców
      morza i wszystkich rzeczy z kokosem oraz z kminkiem. Nie wiem jak smakują,
      przeszkadza mi ich zapach i nie mogę się zmusić do ich jedzenia. Na szczęście
      jest to taki zestaw, że nie występuje razem i zawsze coś dla siebie znajdę smile
      Mam uraz z dzieciństwa (karmiono mnie "na siłę") i każda taka próba powoduje, że
      natychmiast przestaję jeść. Po prostu nie mogę przełknąć ani kęsa a to co
      zjadałam wykazuje hmmm ... chęć powrotu sad Tyle lat to we mnie siedzi! Dlatego
      jak u mnie goście czegoś nie chcą - to nie jedzą i już.
      • misself Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 21:21
        anu_anu napisała:
        > jak u mnie goście czegoś nie chcą - to nie jedzą i już.

        Nie wpadłabym na to, żeby zmuszać gości do jedzenia smile
        Ale czasami sama się zmuszam - do wspomnianej cukinii zdarzyło mi się dwa razy u
        teściowej in spe, bo poza cukinią nie było nic innego.
        • anu_anu Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 21:45
          Misself, Ty jesteś wyjątkowa!
          Ilość ludzi, którzy utożsamiają gościnność z karmieniem gości jest zatrważająco
          duża...
          • anula36 Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 21:57
            lepiej grymasic,ale to co lubiane jesc ze smakiem, niz jak wiele malolat wpasc w obsesje ciaglego liczneia kalorii i obserwowania wirtualnego tluszczyku.
            • misself Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 22:26
              Rozumiem, że tylko małolaty liczą kalorie?
              • anula36 Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 17.04.10, 23:05
                nie tylko ale w gimnazjum mojej siostrzenicy to jakas chora obsesja. Zero radosci z zycia i jedzenia- grunt zeby 1.000 kcal nie przekroczyc.
                • misself Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 18.04.10, 11:51
                  anula36 napisała:

                  > nie tylko ale w gimnazjum mojej siostrzenicy to jakas chora obsesja.

                  A w gimnazjum mojego Braciszka takiej obsesji nie ma. Odbiegamy od tematu.
          • misself Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 22:25
            anu_anu napisała:

            > Misself, Ty jesteś wyjątkowa!
            > Ilość ludzi, którzy utożsamiają gościnność z karmieniem gości jest zatrważająco
            > duża...

            Karmieniem, ale przecież nie na siłę!
            Oczywistym jest dla mnie, że goście nie siedzą u mnie o suchym pysku (mimo że są
            to wizyty mało i średnio oficjalne, co swego czasu przerobiłyśmy gruntownie w
            innym wątku smile proszonych przyjęć - jeszcze? - nie wydaję), ale nie wciskam im
            na siłę niczego.

            Tyle że ja też byłam karmiona na siłę. Nie przez Rodziców, ale przez Babcię,
            która tak karmiła Mamę i później wszystkie wnuki. W dodatku sama jem mało i
            bardzo mnie złoszczą teksty typu "dam ci dokładkę, bo nic nie zjadłaś" i
            dokładanie pomimo moich protestów.
        • sansty Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 22:00
          na pocieszenie, są i tacy faceci, którzy potrafią się "przełamać" ;p
          mój kuzyn nie jada mięso bardzo wybiórczo, bo żyłki, tłuszcz i te sprawy, w
          sumie to je tylko takie, które przygotuje sam albo jego żona... my już wszyscy
          przyzwyczajeni, więc nawet jak się razem na grilla umawiamy, to normalką jest,
          że on ma oddzielne mięso w pojemniczku wink
          ale wracając do zmuszania wink się, to nie wiem czy go przebijesz big_grin
          pierwszy obiad u babci jego (jeszcze wtedy przyszłej) żony:
          babcia przygotowała mięsko, on cały obiad zachwalał jakie to pyszne i w ogóle,
          potem oczywiście deser i kawka wink trochę sobie pogawędzili i wyszli i dopiero
          wtedy.......... wypluł wszystko co chował w policzkach!!! Chyba wolałabym
          połknąć niż jeść ciasto, zapijając kawą ze świadomością, że w policzku chowa się
          jeszcze schabowy wink
          • misself Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 22:27
            sansty napisała:
            > ale wracając do zmuszania wink się, to nie wiem czy go przebijesz big_grin

            Moja kuzynka robiła dokładnie to samo w dzieciństwie - chowała jedzenie w
            policzkach jak chomik. Z tą różnicą, że wypluć nie było wolno.
    • ko_kartka Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 21:52
      Mam takiego wujka. Je wybrane potrawy, a i to jeszcze przygotowane w określony
      sposób. Najchętniej schabowego z ziemniakami, z surówek to tylko mizerię -
      ogórki ze śmietaną, bez żadnych "dziwnych" dodatków, typu cebulka czy
      szczypiorek. Ewentualnie ogórka konserwowego.

      I koniec. Nie zje żadnej sałatki, nawet kartoflanej, niczego z dodatkiem ziół,
      czosnku i tym podobnych. Dla niego egzotyką nie do przełknięcia są warzywa na
      patelnię Hortexu z ryżem, więc makaron ze szpinakiem to on tylko na obrazkach
      widział.

      Co dziwne (a może nie...) wychowywał się z trzema starszymi siostrami,
      wszystkożernymi z zasady, bo w domu się nie przelewało. Tylko on taki wydelikacony.

      Teraz jedzie do Egiptu na wycieczkę. Wszyscy się zastanawiamy, co on tam będzie
      jadł...

      Mój małżonek je absolutnie wszystko, nawet chyba szarańczy w cukrze by
      spróbował, a najchętniej wielki kawał mięcha - z tego powodu lubi się stołować
      na mieście, bo ja na mięso mam długie zęby i bardzo nie lubię babrać się w
      surowym. Ale nigdy jeszcze nie szykowałam dwóch różnych potraw na wspólny obiad,
      jestem na to za leniwa...

      Mój ojciec nie jadł kurczaków ani wołowiny - jego rodzice mieli gospodarstwo i
      nabrał urazów do latających po zagrodzie kur z odciętymi głowami oraz do
      cielaków płaczących za zarżniętą mamusią.

      Ja nie lubię kilku rzeczy, ale w gościach zjem prawie wszystko (oprócz oliwek i
      owoców morza, bo mi się cofają), ale jeśli nawet pogrzebię tylko w talerzu, to
      staram się wyrazić zachwyt nad wysiłkami gospodyni/gospodarza. I fakt, że prawie
      zawsze to, co przygotuje ktoś inny, smakuje mi ze trzy razy lepiej niż
      własnoręcznie upichcone ulubione danie.

      Generalnie wydaje mi się, że mężczyźni, jeśli coś im nie pasuje, nie próbują
      tego ukrywać i kategorycznie nie idą na żadne kompromisy kulinarne. A kobiety
      starają się pokazać jako dobrze wychowane i nie grymaszące damy, zwłaszcza że
      wiedzą doskonale, jak to jest być niedocenioną przez gości gospodynią.
      • gazeta_mi_placi Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 22:24
        >Mam takiego wujka. Je wybrane potrawy, a i to jeszcze przygotowane w określony
        sposób. Najchętniej schabowego z ziemniakami, z surówek to tylko mizerię -
        ogórki ze śmietaną, bez żadnych "dziwnych" dodatków, typu cebulka czy
        szczypiorek. Ewentualnie ogórka konserwowego.

        Prawie jak ja.


      • misself Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 16.04.10, 22:31
        ko_kartka napisała:
        > Co dziwne (a może nie...) wychowywał się z trzema starszymi siostrami,
        > wszystkożernymi z zasady, bo w domu się nie przelewało. Tylko on taki
        wydelikacony.

        To pasuje do mojej teorii: najmłodszy synuś, może rozpieszczany przez mamusię?

        Ale mój Braciszek (też najmłodszy i też rodzynek) jada wszystko, z wyjątkiem
        marchewki mini, tej małej z mrożonej. Marchewkę w każdej postaci zje, tylko tej
        jednej nie znosi, Bóg wie czemu.

        > zawsze to, co przygotuje ktoś inny, smakuje mi ze trzy razy lepiej niż
        > własnoręcznie upichcone ulubione danie.

        Ja mam dokładnie odwrotnie - u kogoś zawsze mi mniej smakuje. Nie tyczy się to
        restauracji, bo ja w restauracji nigdy nie jem czegoś, co mogłabym zrobić sobie
        w domu.

        > Generalnie wydaje mi się, że mężczyźni, jeśli coś im nie pasuje, nie próbują
        > tego ukrywać i kategorycznie nie idą na żadne kompromisy kulinarne. A kobiety
        > starają się pokazać jako dobrze wychowane i nie grymaszące damy,

        Czyli jest przyzwolenie społeczne na panów buraków?
        • ko_kartka Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 17.04.10, 01:00
          Najmłodszy rodzynek, do końca ukochany synuś babci. W ogóle świetny człowiek,
          ale kulinarnie dogodzić mu można tylko na słodko (zje każdą ilość wszystkiego,
          co zawiera cukier).

          > > Generalnie wydaje mi się, że mężczyźni, jeśli coś im nie pasuje, nie prób
          > ują
          > > tego ukrywać i kategorycznie nie idą na żadne kompromisy kulinarne. A kob
          > iety
          > > starają się pokazać jako dobrze wychowane i nie grymaszące damy,
          >
          > Czyli jest przyzwolenie społeczne na panów buraków?

          Ale czemu od razu buraków? Można odmawiać grzecznie, acz stanowczo, albo nawet
          mało stanowczo, ale skutecznie. A przyzwolenie społeczne - przyznam, że nie
          rozumiem. Nie wpycham nikomu niczego na siłę do gęby, czy to panu, czy pani. BTW
          - po prostu nie znoszę zwyczaju namolnego zachęcania gości do skosztowania
          potrawy i nie rozumiem odwrotnej sytuacji, gdy gość się kryguje i spróbuje
          dopiero za piątym "poproszeniem", ale za to z dwiema dokładkami (czyli widać, że
          smakowało i miał ochotę...).
          • misself Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 17.04.10, 07:58
            ko_kartka napisała:
            > Ale czemu od razu buraków?

            Bo wybrzydzanie jest niegrzeczne, pisałam to już parę razy.
            Można odmówić za pomocą zwykłego "dziękuję, nie jestem głodny", ale krzywienie
            się, wyjaśnianie, że tego się nie jada, jak w wierszyku Brzechwy
            "Kokoszka-smakoszka", to po prostu buractwo.

            Z drugiej strony namolność też nie jest grzeczna smile
            • ko_kartka Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 17.04.10, 22:37
              > Bo wybrzydzanie jest niegrzeczne, pisałam to już parę razy.
              > Można odmówić za pomocą zwykłego "dziękuję, nie jestem głodny", ale krzywienie
              > się, wyjaśnianie, że tego się nie jada, jak w wierszyku Brzechwy
              > "Kokoszka-smakoszka", to po prostu buractwo.

              Jak zwykle - wszystko zależy od tonu. Za cenę dekapitacji nie zjadłabym koktajlu
              z krewetek, nawet u angielskiej królowej. I nie widzę nic buraczanego w
              wyjaśnieniu, że nie jadam, bez fochów i krzywienia się oczywiście. A zwyczaje
              mojego wujka znane są tylko rodzinie, wujek nie kręci nosem, tylko właśnie
              grzecznie mówi, że dziękuje, ale nie jest głodny.

              A szczerze mówiąc, chyba wolałabym od gościa usłyszeć, że bardzo mu przykro, ale
              on nie jada np. kapusty w ogóle, bo nie znosi - niż gdyby przyszedł na proszony
              obiad i odmówił jego spożycia, bo nie jest głodny (?!). Ale ja to ustalam
              wcześniej menu z gośćmi, żeby niepotrzebnie się nie męczyć, zamiast urządzać im
              kosmopolityczne niespodzianki w rodzaju surowej szynki z melonem czy liści palmy
              z cielęcym móżdżkiem i kpić z nich potem, że chamstwo, drobnomieszczaństwo i
              kotleciarstwo (to akurat mi się luźno skojarzyło z tematem, a nie z Twoją
              wypowiedzią).

              > Z drugiej strony namolność też nie jest grzeczna smile

              Zdaje mnie się, że uprzejme naleganie jest zasadą savoir-vivre'u w którymś kraju
              i bardzo niegrzecznie jest sięgnąć po danie po li i tylko jednej zachęcie smile Ale
              nie pomnę, w którym.
              • misself Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 18.04.10, 11:55
                ko_kartka napisała:
                > Jak zwykle - wszystko zależy od tonu. Za cenę dekapitacji nie zjadłabym koktajlu
                > z krewetek, nawet u angielskiej królowej. I nie widzę nic buraczanego w
                > wyjaśnieniu, że nie jadam, bez fochów i krzywienia się oczywiście.

                Ależ ja nie o Tobie pisałam, tylko o tym, co opisane w pierwszym poście smile Też
                bym nie zjadła koktajlu z krewetek. Ale między asertywnością i buractwem jest
                jeszcze całe spektrum zachowań akceptowalnych i nieakceptowalnych.

                > A szczerze mówiąc, chyba wolałabym od gościa usłyszeć, że bardzo mu przykro, ale
                > on nie jada np. kapusty w ogóle, bo nie znosi - niż gdyby przyszedł na proszony
                > obiad i odmówił jego spożycia, bo nie jest głodny (?!).

                Na proszonym obiedzie podaje się raczej zróżnicowane dania i nawet jeśli ktoś
                nie je kapusty, to sobie co innego znajdzie do jedzenia.
                Ja mówię, że nie jestem głodna, kiedy wpadam do kogoś i oferuje mi się np.
                schabowego - bo menu dla zaproszonych wcześniej staram się dostosować do ich gustów.
                • ko_kartka Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 18.04.10, 22:05
                  > Na proszonym obiedzie podaje się raczej zróżnicowane dania i nawet jeśli ktoś
                  > nie je kapusty, to sobie co innego znajdzie do jedzenia.
                  > Ja mówię, że nie jestem głodna, kiedy wpadam do kogoś i oferuje mi się np.
                  > schabowego - bo menu dla zaproszonych wcześniej staram się dostosować do ich gu
                  > stów.

                  Dokładnie tak zachowuje się mój bardzo wybredny wujek smile I oczywiście, że są
                  zachowania akceptowalne i nieakceptowalne, to miałam na myśli mówiąc o
                  "odpowiednim tonie".
                  • misself Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 18.04.10, 22:10
                    ko_kartka napisała:
                    >
                    > Dokładnie tak zachowuje się mój bardzo wybredny wujek smile I oczywiście, że są
                    > zachowania akceptowalne i nieakceptowalne, to miałam na myśli mówiąc o
                    > "odpowiednim tonie".

                    I gra smile W żadnym razie nie chciałam obrażać wujka, pisałam ogólnie o osobach,
                    które zachowują się w sposób nieakceptowalny smile
                    • ko_kartka Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 18.04.10, 22:44
                      Czułam się w obowiązku wyjaśnić, że nie popieram buractwa, skoro zwróciłaś się
                      do mnie z tym pytaniem smile Ale rozumiem grzeczną odmowę.
    • jul-kaa Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 18.04.10, 18:21
      Mój mąż zje wszystko, choć nie wszystko lubi. Jest wielkim smakoszem
      egzotycznych dań. Sam dobrze gotuję, choć to raczej ja się rządzę w kuchni (z
      wyboru).
      Okazało się jednak, ze z jego listy potraw nielubianych kilka już zniknęło, a
      przyczyną ich nie lubienia był chyba sposób podania - nie lubił sufletów (bo
      gumowate), kisielu (bo mdły), buraczków (bo niesmaczne) - teraz je te dania ze
      smakiem. Ostatnią nielubianą potrawą jest zupa ogórkowa - nie lubi i już, a ja
      robię pyszną smile
      • misself Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 18.04.10, 19:02
        jul-kaa napisała:
        > Okazało się jednak, ze z jego listy potraw nielubianych kilka już zniknęło

        Jak miło czytać, że są panowie, którzy się umieją przełamać smile
        • kluska2cv Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 19.04.10, 14:19
          tu gdzie mieszkam pomidor na kanapce to jest egzotyka big_grin

          mój TŻ należy do tych delikatnych co to tego nie je tamtego nie je,
          ale zawsze moze zjesc jajko sadzone jeśli nie chce tego co ja jem.
          Ale moim zdaniem to jest takie pieszczenie się.
          Robiłam makaron ze szpinakiem- pytam czy bedzie jadł, on na
          to "szpinak fuuuuuu" no to robie sobie, zrobiłam duzo pomyslałam ze
          będe miała na jutro, i słysze ze juz tam mi w kuchni myszkuje- i
          mówi "o fuuuuu, szpinak o fuuuu jak mozna to jeść"
          Ide do kuchni a mój zapas na jutro zjedzony- ale nie przyzna się ze
          mu smakowało bo przecież to szpinak o fuuuu
    • budzik11 Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 19.04.10, 13:50
      Jak dla mnie, to szczyt buractwa przyjść do kogoś w gości i nie zjeść czegoś, bo
      nie smakuje. Zjadłam kiedyś szarlotkę z chili zamiast cynamonu i jeszcze
      pochwaliłam, że pyszna (gospodyni później się zorientowała, że pomyliła przyprawy).

      A co do męskich podniebień - mój mąż wielu rzeczy nie lubi, bo tak go matka
      wychowała, że wybrzydzał przy stole, nie podobało mu się coś, to mu gotowała
      drugi obiad, szok! Ja jestem wszystkożerna bo tak zostałam w domu wychowana.
      Wszystko mi smakuje smile

      A mój były nie tknął zupy ze śmietaną. Pomidorówkę musiałam mu odlewać przed
      zaprawieniem śmietanką.
      • truscaveczka Re: Wydelikacone męskie podniebienia... 19.04.10, 14:29
        Szarlotka z chilli...
        Jako osoba aspołeczna i wredna bardziej kocham swoje podniebienie
        niż niefortunnych piekarzy. A że w dodatku pyskata jestem, to
        miałabym parę zabawnych odzywek na temat prób otrucia niewinnych
        gości wink Do przyjaciół ma się rozumieć, obcymi się w ogóle nie
        przejmuję. Burak ze mnie <wzdycha> ale ci, na których mi zależy,
        przyzwyczaili się jakoś wink
        PS Nie wolno mi jeść takich ostrych rzeczy ze względów zdrowotnych
        wink Neutralne bym jakoś zmęczyła, nawet indyka w galaretce
        agrestowej przeżyłam u mojej cioci wink
Pełna wersja