Dodaj do ulubionych

Czym ugoscić nauczycielke w domu?=)

06.12.10, 14:50
Drogie WDPD
Kolezanka potrzebuje porady smile
Jutro ma wizyte wychowawczyni dziecia w domu. I nie wie co postawic na stol do jedzenia?
Musi byc postne smile
macie moze jakies proste i latwe przepisy?
Sledzie itp chyba z gory odpadaja. ale moze jakies salatki?

Z gory dziekuje
Goska.
Obserwuj wątek
      • sadosia75 Re: Czym ugoscić nauczycielke w domu?=) 06.12.10, 14:56
        Mamo rozy wizyta taka jak by zapoznawcza.
        Wychowawca poznaje rodzine swojego wychowanka, po godz. 17 wiec to juz nie obiad i nie kolacja. podejrzewam, ze na godzinke gora dwie
        Niby wczesniejsze matki stawialy na stol jakies lekkie jadlo wiec niby teraz glupio tak postawic tylko ciasto.
        chociaz na proponowalam wlasnie ciasto a jesli juz cos postnego to np. salatka z warzywami albo owocowa.
        Ale moze cos wymyslicie ciekawszego bo ja od zawsze mam problem z ustaleniem menu smile
    • allija Re: Czym ugoscić nauczycielke w domu?=) 06.12.10, 15:46
      wg mnie kawa/herbata i ciasto zdecydowanie wystarczy. Przecież to nie znajoma do "goszczenia", ma być rozmowa, rozumiem, a trudno rozmawiać z pełnymi ustami.
      Wizyta półoficjalna więc i goszczenie powinno być niezobowiązujace, co najwyżej jakieś mini kanapki, tartinki, i to też w ilościach symbolicznych.
      A w ogóle co to za jakieś dziwaczne zwyczaje w szkołach, kiedys to wychowawca kontaktował się z rodziną w domu tylko w sytuacjach kryzysowych.
      To już poznanie rodzica na wywiadówkach nie wystarczy? szczególnie w szkole podstawowej jest wiele okazji do bliższego poznania rodziców. Po dziecku też przecież widać jakie środowisko reprezentuje i czy są powody do obaw.
      Powiem szczerze, że mnie się to w ogóle nie podoba i kojarzy z węszeniem po chałupie a tego nie lubię.
      • sarah_black38 Re: Czym ugoscić nauczycielke w domu?=) 06.12.10, 16:40
        A ja raczej współczuję nauczycielce, która musi wypełniać bzdurne polecenia dyrekcji i zmuszona jest bawić się w domokrążce. A co jak rodzina lekko dysfunkcyjna? Wg najnowszej nomenklatury nie powinno się używać słowa ,, patologiczna" wink , pewnie można zliczyć schody ... co najmniej.

        W dawnych czasach nauczycielką mogła byś pani stanu niezamężnego, po ślubie uczyć już nie mogła tongue_out, albo jeszcze wytyczne rodem ze średniowiecza, kiedy to istniała speckomisja wink sprawdzająca ile książek w swojej biblioteczce posiadał nauczyciel.

        A swoją drogą gdyby dziś taka komisja chodziła to ciekawe wyniki mogłyby być ... poziom czytelnictwa spada nie tylko u ,,zwykłych" obywateli smile smile
      • abc143 Re: Czym ugoscić nauczycielke w domu?=) 07.12.10, 19:57
        Mam takie samo zdanie jak Alija.Poznawanie dziecka i rodziny powinno następować w roku szkolnym na wywiadówkach ewentualnie indywidualnych spotkaniach z rodzicami w szkole.a nie jakieś wizyty domowe.Może od zasobności stołu jakości wykonanych potraw uczeń będzie miał przyznane kryteria oceniania.Jak Pani smakowało to 5 Raczej namawiałabym nauczycielkę do zaprzestania takich wizyt bo może być to różnie interpretowane Co to ma być " oparcie sprawy o bufet " czy chodzenie jak ksiądz po kolędzie ?
        • leonardadikarpia Re: Czym ugoscić nauczycielke w domu?=) 06.12.10, 17:30
          Przyznam dziewczęta , że mam podobny kłopot z wizytą nauczycielki-wychowawczyni. Corka uczęszcza do szkoły niepublicznej i tam także wykonywane są takie praktyki. Lada dzień i u mnie zwali się przedstawicielka szkoly. Kobita na diecie-ciasto odpada.Więc moze i sałatka owocowa byłaby strzałem w 10. Godzina także popołudniowa, a PANI przychodzi jeszcze z 6letnim dzieckiem. Także mi się, to nie podoba, ale cóż szkoła dobra, regulamin zaakceptowany więc.....
    • sensi41 Re: Czym ugoscić nauczycielke w domu?=) 06.12.10, 19:15
      Toż takie praktyki w latach 70tych były na porządku dziennym. teraz w dzienniku nie ma nawet rubryczki POCHODZENIEbig_grin
      Zaproszoną do domu wychowawczynię ugościłam pyszną kawą i ciastem domowej roboty.
      Ale to już był koniec edukacji dziecia w tej szkole wink
    • wadera3 Re: Czym ugoscić nauczycielke w domu?=) 06.12.10, 21:30
      Pomijając sam pomysł wizytowania dzieci i rodzin przez nauczycieli, nie wpadłabym na to, że należy "ugaszczać" wizytatora (o ile w ogóle bym zgodziła się na taką wizytę).
      Jest to spotkanie całkowicie oficjalne, więc grzecznościowo można zapytać czy pani napije się herbaty, cała reszta, to staropolskie "zastaw się ....."
      Coś jakby pytać listonosza czy zje z nami obiad.
      • leonardadikarpia Re: Czym ugoscić nauczycielke w domu?=) 07.12.10, 09:30
        Sam pomysł takze mnie nie nastraja porywająco.
        wadera3-Nie tak do końca całekim oficjalne i nie nazwałabym osoby odwiedzającej w postaci nauczycielki wizytatorem akurat. Faktem jest, ze jesteśmy na pani-pani, ale w tej szkole do której chodzi moja latorośl klasy liczą max 15 osób, dzieci nie są "na sztuki" jak w innych szkołach, a i każdy rodzic jest nauczycielom znany nie tylko z nazwiska, co i z twarzy.Uważam , to akurat za bardzo dobrewink Nauczycielka nie przechadza się przez caluśki miesiąc po chałupkach, a ma umówione wizyty w rozciąglości całego roku szkolnego. Postanowiłam poczęstować ją napojem gorącym i sałatką owocową-z adwokatemwink Zimę mamy srogą, niech się kobiecina rozgrzeje , a i rozmowa może będzie bardziej luźnawink
      • imilla Re: Czym ugoscić nauczycielke w domu?=) 07.12.10, 09:02
        Ja bym zaproponowała kawę albo herbatę, ewentualnie coś słodkiego, ale to zaproponowałabym każdemu kto przychodzi do mojego domu ze sprawą wymagającą dłuższej rozmowy. Nauczycielka jak słusznie zauważyłyście przychodzi służbowo i pewnie jest to dla niej krępująca sytuacja, bo domyślam się, że prikaz ma odgórny, a nie gania po domach dla przyjemności, a zastawianie stołu tylko to skrępowanie może spotęgować.
        Nie obraźcie się, ale jak czytam posty o zapewnianiu sobie darmowej wyżerki na cały miesiąc, to mi się przykro robi, że można takie bezmyślne teksty rzucać. Pewnie trudno w to uwierzyć niektórym, ale nauczyciele to zwykli ludzie, wolimy spędzać popołudnia we własnych domach i z własnymi rodzinami, a pensji też nie mamy takich głodowych żeby nas rodzice uczniów musieli dokarmiać.
        • allija Re: Czym ugoscić nauczycielke w domu?=) 08.12.10, 00:28
          > Nie obraźcie się, ale jak czytam posty o zapewnianiu sobie darmowej wyżerki na
          > cały miesiąc, to mi się przykro robi, że można takie bezmyślne teksty rzucać. P
          > ewnie trudno w to uwierzyć niektórym, ale nauczyciele to zwykli ludzie, wolimy
          > spędzać popołudnia we własnych domach i z własnymi rodzinami, a pensji też nie
          > mamy takich głodowych żeby nas rodzice uczniów musieli dokarmiać

          Ale ja nie sądzę żeby któraś napisała to serio, raczej sarkastycznie, no bo jak można na taką sytuację zareagować?
          Skoro sprawa dotyczy szkół niepublicznych, o czym wyżej, i skoro w tych szkołach, z racji nielicznych klas, nauczyciele doskonale znają rodziców to nich mi ktoś wyjaśni czemu ma służyć ta cała akcja? w której zarówno rodzice jak i nauczyciele jakoby czują się źle?
          Dla mnie jest to sztuczne, nadęte i ma sprawiać, jakieś fałszywe, wrażenie bliskosci szkoły i przyjaźni nauczycieli względem płatników, bo inaczej w tej sytuacji rodziców nazwać nie można.
          Poza tym to nie jest nic innego jak wizytacja właśnie bo ja zwykłam goscić te osoby, które sama zapraszam. Jeśli ktos się do mnie wprasza, zapowiada wizytę bez wzgledu na moje zdanie w tej kwestii, to jest to wizytacja. Tylko ciekawe w jakim celu, żeby sprawdzić czy rodzice wypłacalni, czy co?
          • imilla Re: Czym ugoscić nauczycielke w domu?=) 08.12.10, 19:08
            >w glowie mi sie nie mieszcza takie praktyki.Czyzby zapewnienie sobie przez miesiac >darmowego jadla?Wszak w klasach okolo 30 dzieciakow...

            Powyższy cytat to według Ciebie ironia czy sarkazm?

            Co do reszty zgadzam się z Tobą w 100%, pomysł takiego "poznawania" wychowanków uważam za chybiony, mało taktowny i krępujący.
            Prawda jest taka, że nauczyciel nie moze zbyt wiele poradzić na głupie wytyczne dyrekcji (znam to niestety z autopsji, chociaż na szczęście wizytować domów wychowanków mi jeszcze nie kazano, bo moja dyrekcja sie dopiero rozkręca w wymyślaniu bezsensownych działań szkoły, które mogłyby podnieść jej notowania u organu prowadzącego) i zazwyczaj nikt go o zdanie nie pyta, więc tutaj nauczycielce jedynie bym współczuła.
            Masz rację, sytuacja jest sztuczna, nadęta i raczej może tylko w stosunki rodzic nauczyciel wprowadzić skrępowanie i to obustronne, nic więcej.
            O sensowność działań tego typu wypadałoby chyba raczej zapytać samą dyrekcję.
            A tak poza tym, można przecież się na taką wizytę nie zgodzić i po sprawie, nikt na siłę do domu sie pakował nie będzie.
            Dla nauczyciela to jak najbardziej sytuacja służbowa, więc zastawianie stołu nie na miejscu.
    • nikanor2 Re: Czym ugoscić nauczycielke w domu?=) 08.12.10, 19:29
      kuriozum taka wizytacja, bo przecież nie wizyta. Co ma przynieść? Kontrolę pomieszczeń, szaf, lodówki? Po co poznawać się w ten sposób z rodzicami? No, a ten zwyczaj gośzczenia kolędującej nauczycielki paroksyzm śmiechu u mnie wywołał.Nauczyciele, z tego co się słyszy, lubią być goszczeni pod koniec roku. Nie wiem co teraz jest na topie ale kiedyś to
      gościnność wyrażało się a to zegarkiem, a to jakąs biżuterią, a to dobrymi kosmetykami. Dziś pewnie będą to bardziej wyrafinowane dowody wdzięczności. W tym konkretnym przypadku gościna zalezy od ilorazu uniżoności. Może to być małe przyjatko plus drobny prezencik / aby się dobrze współpracowało / może też być obietnica pomocy załatwienia jakiegoś problemu / musimy sobie pomagać /. Niesamowite obyczaje
      • anula36 Re: Czym ugoscić nauczycielke w domu?=) 12.12.10, 02:10
        herbata kawa, alsolutnie bezalkoholowo, nawet w salatce. Sama czesto bywam na wizytach domowych ,choc nie pracuje w szkole i ja akurat bardzo nie lubie jadac czegokolwiek u ludzi - jestem na diecie i wole wypic gorzka herbate niz wmuszac w siebie cos co mi zaszkodzi.

        Ja akurat mam tylko jedno wspomnienie z wizyty nauczyciela w domu - w 3 kl szkoly podstawowej mialam powazny wypadek samochodowy i wychowawczyni przyszla pogadac z momi rodzicami jak sie czuje i czy bede potrzebowac indywidualnego nauczania w domu. Wizytacji bez okazji sobie nie wyobrazam. jak sie szkole cos nei podoba niech naska na mnie mops w innych przypadkach nie wpuscilabym, chyba ze jest w regulaminie, ktory podpisalam, jak ktos tu pisal wyzej.
        • misself Re: Czym ugoscić nauczycielke w domu?=) 13.12.10, 17:32
          lili2006 napisała:

          > przyjęcie czegokolwiek poza kwiatami / czekoladkami jest w tej chwili zabronion
          > e. Nie wyobrażam sobie dostawać prezentów typu zestaw garnków, jak moje koleżan
          > kilata temu. czasy sie zmieniły...

          Hehehe, ja pamiętam awanturę między mamami, kiedy kończyłam podstawówkę (to była końcówka lat 90). Któraś mama rzuciła pomysł, żeby kupić wychowawczyni obrus w prezencie na pożegnanie...
    • anu_anu Ale w czym problem? 12.12.10, 19:47
      Myślę, że Sadosia już czymś poczęstowała swojego gościa więc problem główny wątku się zdezaktualizował big_grin
      Ale jakoś szczerze mnie zdziwiło oburzenie wielu osób spowodowane taką wizytą.
      Zdziwiło mnie nawet podejrzenie, że wizyty te muszą być na polecenie Dyrekcji, która to Dyrekcja (z definicji) dziwaczy.
      No jakoś nie mogę się dopatrzeć niczego dziwnego (ani tym bardziej negatywnego!) w tym, że nauczyciel zajrzy do domu ucznia. Wprost przeciwnie - wiedza wyniesiona z domu może pomóc w pracy z dzieckiem. Co prawda ani sama dawno temu nie zaliczyłam takich wizyt, ani w czasach nauki mojej córki nikt nas nie nawiedził, ani też nie znam się na dydaktyce i pedagogice - ale tak na zdrowy rozum to umiem sobie odpowiedzieć na pytanie w czym taka wizyta może pomóc. Każda wiedza o dziecku powoduje, że łatwiej doń dotrzeć - i to mi wystarcza.
      Natomiast nijak nie czuję w czym i komu taka wizyta może zaszkodzić? Poza drobnym kłopotem z doborem menu - naprawdę nic mi nię nie udało wymyślić...
            • misself Re: Ale w czym problem? 13.12.10, 17:06
              gamaja napisała:

              > Bogowie nic do wizyt w moim domu nie mają, chyba, że jest przepis O niego tu py
              > tam.

              A musi być przepis? Z czystej ludzkiej życzliwości nie przepuścisz wychowawczyni własnego dziecka przez próg? Psem ją poszczujesz, bo nie ma zarządzenia?
              Autorka wątku napisała wyraźnie, że taka jest zasada w szkole dziecka, szkoła jest niepubliczna, jak się komuś nie podoba, niech przeniesie dziecko. Albo - niech poinformuje wychowawczynię, że sobie nie życzy (ma prawo). Nikt nikomu pistoletu do głowy nie przykłada.
            • anu_anu Re: Ale w czym problem? 14.12.10, 10:07
              A nie można (bez przepisu) potraktować nauczyciela jako partnera, który też wychowuje nasze dziecko?
              Dlaczego traktować go jak wroga, który przychodzi w jakimś złym celu, wymaga wysprzątania mieszkania na błysk i poczęstunku?? I bez zarządzenia się go nie wpuści!
              Nie lepiej potraktować jak przyjaciela, który współpracując z nami pomoże skierować nasze dziecko na właściwe tory?
              • gamaja Re: Ale w czym problem? 14.12.10, 20:15
                >A nie można (bez przepisu) potraktować nauczyciela jako partnera, który też wyc
                > howuje nasze dziecko?
                > Dlaczego traktować go jak wroga, który przychodzi w jakimś złym celu, wymaga wy
                > sprzątania mieszkania na błysk i poczęstunku?? I bez zarządzenia się go nie wpu
                > ści!
                > Nie lepiej potraktować jak przyjaciela, który współpracując z nami pomoże skier
                > ować nasze dziecko na właściwe tory?<

                Można. W miejscu jego pracy. W szkole.
                • anu_anu Re: Ale w czym problem? 14.12.10, 21:39
                  Można ustawić się w pozycji - jest Pan/Pani nauczycielem i ja wymagam!
                  Alternatywą jest partnerska współpraca z nauczycielem.
                  W mojej ocenie więcej się zyskuje działając tą drugą metodą.
        • kasiak37 Re: Ale w czym problem? 15.12.10, 15:29
          nie ma takiego zarzadzenia.A wizytacja w domach uczniow to idiotyczny wymysl.Sama jestem nauczycielem i do glowy by mi nie przyszlo koledowac po domach moich uczniow.Ja na miejscu odwiedzanych rodzicow przy wyjsciu pani nauczycielki spytalabym kiedy termin rewizyty zaplanowalabig_grin
          • gamaja Re: Ale w czym problem? 15.12.10, 15:47
            >kasiak37 napisała:

            > nie ma takiego zarzadzenia.A wizytacja w domach uczniow to idiotyczny wymysl.Sa
            > ma jestem nauczycielem i do glowy by mi nie przyszlo koledowac po domach moich
            > uczniow.Ja na miejscu odwiedzanych rodzicow przy wyjsciu pani nauczycielki spyt
            > alabym kiedy termin rewizyty zaplanowalabig_grin<

            smile
      • allija Re: Ale w czym problem? 12.12.10, 21:08
        mnie by przeszkadzała, np. rozkładając "program" dnia ktory zwyczajowo jest napięty.
        Albo tym, że mieszkanie musiałoby błyszczeć /z szacunku dla gościa zawsze błyszczy/ np. w środę a ja porządki robię w sobotę, musiałabym się dodatkowo spinać.
        Oraz sztucznością rozmowy i sytuacji np. w tym, że zapewne dziecko nie czułoby się swobodnie w towarzystwie swojego wychowawcy a więc argument o wiedzy nt funkcjonowania dziecka w domu raczej chybiony. Wszystko byłoby sztuczne, począwszy od uśmiechów na dzień dobry, poprzez cichego, grzecznego potomka, który przynosi ciasto z kuchni i rozmów o jego osiagnięciach, o naszych trudach dnia codziennego, w końcu o pogodzie. Jedynie westchnienie ulgi na do widzenia byłoby autentyczne.
        No proszę, niech Sadosia zaprzeczy i powie, że u koleżanki było czadowo.
        • anu_anu Re: Ale w czym problem? 12.12.10, 22:30
          A co by się stało gdybyś przyjęła nauczycielkę w domu takim jaki jest, bez tego dodatkowego sprzątania? I gdyby prowadzona rozmowa nie była sztuczna - tylko normalna? Jak między matką i wychowawczynią dziecka?? Sądzę, że wspólny cel - jakim jest dobre wychowanie i wykształcenie dziecka - może być podstawą ciekawszych rozmów niż ta o pogodzie!
          • mama.rozy Re: Ale w czym problem? 13.12.10, 17:18
            a ja się szczerze uśmiałam czytając tę dyskusjęsmile
            wychowałam się w bloku nauczycielskim,jedynym,jaki był w mojej mieścinie
            wszystkie sąsiadki były moimi nauczycielkami,w zasadzie cały czas miałam wizytacjesmile
            dlaczego nauczyciel ma byc wrogiem który przychodzi na inspekcję?
            anu_anu dobrze pisze,czy to nie może byc zwykła rozmowa?
            jeśli to szkoła niepubliczna,to pewnie ma niewielu uczniów w klasie i taka wizyta moze naprawdę zbliżyc.
            tak wszyscy narzekają na wywiadówki,gdzie nauczyciel nie ma czasu,zeby ze wszystkimi spokojnie porozmawiac.to może to byłby dobry czas?
            • gamaja Re: Ale w czym problem? 13.12.10, 17:38
              Nie sądzę, by dom ucznia był odpowiednim miejscem do pracy nauczyciela. Może jeszcze doszukacie się plusów w odwiedzaniu nauczyciela w jego domu, by usprawnić proces dydaktyczno-wychowawczy?
              A potem może odwiedzimy panią z okienka pocztowego, też łatwiej będzie oczekiwać w ogonku znając jej sytuację rodzinną
                • gamaja Re: Ale w czym problem? 13.12.10, 19:24
                  >> przecież nauczyciel ma często większy kontakt z uczniem niż rodzice...<

                  Dlatego nauczyciel powinien poświęcać dodatkowo czas, by rodzicowi ulżyć? Może rodzice poświecą więcej czasu swoim dzieciom, by je poznać.
          • allija Re: Ale w czym problem? 14.12.10, 22:30
            uwierz, stałoby się. W tygodniu dużo pracuję, wolny czas to zwyczajowo zakupy i kuchnia, jedynie chwila relaksu to tu. W domu 3 facetów, którzy wyznaja zasadę "przewróciło się, niech leży" a ja, zwyczajnie, nie mam czasu na sprzątanie. No, jesli nauczycielka mialaby wyrabiać sobie opinię o rodzinie to raczej wzięłabym się za sprzątanie. Różnie jest w różnych rodzinach i domach, może u ciebie funkcjonuje to inaczej.
            Dobrze mi się rozmawia z osobami, które znam, z obcymi właściwie nie bardzo wiadomo o czym. A poza wszystkim to myśle, że przyszłość mojego dziecka /i kilkunastu- kilkudziesieciu innych/ nauczycielce jest w wysokim stopniu obojętna. Dobrze jeśli nauczenie swojego przedmiotu nie jest, reszty nie wymagam. Dobrze porównano to do kolędy, przychodzi w sumie obcy człowiek, podobnie nie wiadomo o czym rozmawiać, jakies tematy zastępcze, silenie sie na uprzejme uśmiechy, sztuczne zainteresowanie i wszyscy tylko czekają kiedy minie ustawowe 15 minut i bedzie juz wypadało zakończyć.
            • anu_anu Re: Ale w czym problem? 14.12.10, 23:02
              Nadal uważam, że nic by się nie stało, gdyby nauczycielka zobaczyła dom takim, jakim normalnie jest. Może nawet przed następną wizytą jej uczeń by coś uporządkował?
              A tematem rozmowy powinien być uczeń, czyli Twoje dziecko. To naprawdę nie musi być nic na siłę...
    • hela6 Sadosiu i jak? 14.12.10, 19:18
      Jaki wariant wybrałaś?
      Za późno na podpowiedzi ale może podjąć tym czym księdza po kolędzie? big_grin

      Nie wiem czym się podejmuje księdza ale mus zaproponować napojenie najprostszą kawą czy herbatą bez brewerii i malutki talerzyk z herbatnikami jeśli już poimy.

      Trudno mi sobie wyobrazić jakie katusze cierpi podejmowana Pani. Przecież nie zawsze i nie wszystko człowiek ma ochotę jeść a tu widać gospodyni się postarała i zastawiła i trudno odmówić trzeba wciskać ze łzami w oczach.

      • misself Re: Sadosiu i jak? 14.12.10, 20:35
        hela6 napisała:

        > Nie wiem czym się podejmuje księdza ale mus zaproponować napojenie najprostszą
        > kawą czy herbatą bez brewerii i malutki talerzyk z herbatnikami jeśli już poimy

        Zaproponować owszem, ale on zawsze odmawia smile
        Wyobraź sobie, że wypijasz jednego popołudnia 15 kaw i 10 herbat... big_grin
        • hela6 Re: Sadosiu i jak? 15.12.10, 08:22
          W końcu w którymś mieszkaniu zapragnie picia /praca mówiona/ a tu nie proponują bo mają wyobraźnie ze te 15 mieszkań big_grin

          A z tego co przyuważyłam to ksiądz się raczy ale u najbliższych mu parafian i ma to sens bo najlepsza konsumpcja to w dobrym, zaprzyjaźnionym towarzystwie. Kiedy nie jesteśmy zaprzyjaźnieni to wizyta jest służbowa i należy zachować umiar.
          • misself Re: Sadosiu i jak? 15.12.10, 09:53
            hela6 napisała:

            > W końcu w którymś mieszkaniu zapragnie picia /praca mówiona/ a tu nie proponują
            > bo mają wyobraźnie ze te 15 mieszkań big_grin

            Nie wiem, jak to jest w blokach (nie wpuszczamy kolędy), ale jak ksiądz przychodził w moim mieście rodzinnym (domki), to co roku u jednych jadł obiad, a u drugich kawę i ciasto. Parafianie się umawiali, kto karmi, a kto poi smile Oczywiście propozycja zawsze padała też od pozostałych, ale raczej pro forma.
            • hela6 Re: Sadosiu i jak? 15.12.10, 16:00
              Ha ha, i ja nie wiem jak to teraz wygląda ale w dziecięctwie wieść gminna niosła ze ksiądz z ambony zażądał oferowania mu w trakcie kolędy "choćby ziemniaków z jajkiem i zsiadłym mlekiem", bo jak nawiedza kilka godzin to głodny jest i już!

              Znaczy na moim osiedlu w blokach nie karmili i nie poili big_grin
              • misself Re: Sadosiu i jak? 15.12.10, 18:03
                hela6 napisała:

                > Ha ha, i ja nie wiem jak to teraz wygląda ale w dziecięctwie wieść gminna niosł
                > a ze ksiądz z ambony zażądał oferowania mu w trakcie kolędy "choćby ziemniaków
                > z jajkiem i zsiadłym mlekiem", bo jak nawiedza kilka godzin to głodny jest i ju
                > ż!
                > Znaczy na moim osiedlu w blokach nie karmili i nie poili big_grin

                big_grin
                Biedny ksiądz tongue_out
                Może był niemiły i to dlatego? wink
                Nasz jest bardzo miły i wszyscy się bardzo cieszą, że mogą go podjąć obiadem - to wyróżnienie big_grin
    • aankaa musztarda po obiedzie, ale 14.12.10, 23:08
      ma wizyte wychowawczyni dziecia w domu. I nie wie co postawic na stol do jedzenia?
      Musi byc postne smile
      macie moze jakies proste i latwe przepisy?
      Sledzie itp chyba z gory odpadaja. ale moze jakies salatki?
      ==
      pani nauczycielka przychodzi poznać dom wychowanka - dostaje herbatę/kawę + niezobowiązujące herbatniki/ciastka
      goszczenie sałatkami itp - to lekka przesada
      • bestraga smutno gdy sie czyta. 15.12.10, 00:16
        smutno gdy sie to czyta.
        Przychodzi człowiek do człowieka , maja wspólny temat i problem-dziecko. Dla wychowawczyni uczeń - dla rodzica jego własne i tyle wrogości , podejrzeń , jakichs wielopietrowych kombinacji i analiz.Jakgdyby dwie wrogie strony, które by sie nawet o ciasto miały pokłócić , ze może nie takie co trzeba. No co wy!? To takie niestety polskie , ta podejrzliwośc, lęk ze ktoś nas wykorzysta, zauwazy jakies niesprzatane smieci , ze chodzi o coś innego, niż chęć poznania rodziców i ucznia, co trzeba wyśledzic i dać odpór.
        Jestem nauczycielka , ale do głowy by mi nie przyszły te wszystkie myśli , które by miały rodzicielki parzące mi kawę , lub herbatę!
        • aankaa Re: smutno gdy sie czyta. 15.12.10, 00:33
          Przychodzi człowiek do człowieka , maja wspólny temat i problem-dziecko. Dla wychowawczyni uczeń <ciach>
          Jestem nauczycielka , ale do głowy by mi nie przyszły te wszystkie myśli , które by miały rodzicielki parzące mi kawę , lub herbatę!
          ==
          A Ty chadzasz do domów swoich uczniów ?
          Lata całe chodziłam na wywiadówki i tam (jeśli były) rozwiązywałam problemy szkolne. Do głowy nie przyszłaby mi myśl, że wychowawczyni "wpadnie do mnie do domu"
          • anu_anu Re: smutno gdy sie czyta. 15.12.10, 11:15
            Wpuszczenie nauczyciela do domu wymaga:
            1. Zarządzenia,
            2. Wysprzątania domu (wiadomo - wizytacja, więc mus się pokazać!),
            3. Ustalenia tematów rozmów (najlepiej w tym zarządzeniu, łącznie z podaniem minimalnego i maksymalnego czasu wizyty).

            Natomiast spotkanie z nauczycielem w domu z własnej woli i w celu wsparcia nauczyciela oraz lepszego poznania ucznia - są wykluczone. Bo tak!

            PS
            Jakby ktoś miał problem to wyjaśniam, że jest to post ironiczny.
            • misself Re: smutno gdy sie czyta. 15.12.10, 18:07
              anu_anu, mnie się wydaje, że chodzi o kwestię nazewnictwa.

              "Wizyta" nauczyciela w domu od razu kojarzy się z "wizytacją", a ta - z "kontrolą".
              Stąd pewnie kategoryczne stwierdzenia, że nie ma "zarządzenia" czy "nakazu".

              Warto chyba w tym przypadku, przeciwniczki "wizytacji", pomyśleć o "spotkaniu", które pomoże nawiązać kontakt z osobą, która pół dnia spędza wychowując Wasze dzieci. Zwłaszcza że te spotkania nie są ogólnie przyjętą regułą, tylko jednorazowym (?) pomysłem jednej z niepublicznych placówek edukacyjnych.
              • kasiak37 Re: smutno gdy sie czyta. 15.12.10, 18:12
                kontakt rodzic-nauczyciel mozna zlapac na konsultacjach,ktore odbywaja sie w szkole i kazdy nauczyciel ma 2 takie godziny w miesiacu.I wtedy moze on sobie zaprosic rodzica na indywidualna rozmowe.A nie zwalac sie ludziom do domu poznym popoludniem.I to jeszcze czasem z dzieckiem swoim(ktorys post powyzej).
                • anu_anu Re: smutno gdy sie czyta. 15.12.10, 19:05
                  Kontakt można złapać w szkole na konsultacjach?
                  To ta praktyka, w której mówi się uczniowi "Proszę przyjść jutro z ojcem!" - jak już nic innego nie działa?
                  A nie lepiej ubiec taką sytuację - i utrzymywać kontakt z rodziną ucznia? Tak, jak pisała Misself - nie na zasadzie wizytacji a spotkań?
                  • kasiak37 Re: smutno gdy sie czyta. 15.12.10, 19:14
                    ze sie tak zapytam,czy Ciebie i pracownikow odwiedza w domach szef zeby zlapac dobre kontakty?
                    Szkola jest miejscem pracy tej pani,nie prywatne domy uczniow i zagladanie po katach i wyrabianie sobie zdania na tej podstawie.Uczen ma byc oceniany za postepy w nauce,za wiedze i nie moze miec na to wplywu zaciesnianie kontaktow rodzice-nauczyciel czy poziom na jakim zyje rodzina.Od tego jest szkola i tam jest miejsce nauczyciela.
                    Nie,to nie jest ta praktyka,o ktorej piszesz...W godzinach konsultacji nauczyciel jest do dyspozycji rodzicow,wtedy prowadzi sie indywidualne rozmowy na temat dziecka.
                    • anu_anu Re: smutno gdy sie czyta. 15.12.10, 19:42
                      Zgadzam się, że uczeń ma być oceniany wg swojej wiedzy i ewentualnie z postępów w jej zdobywaniu. I jestem najdalsza od koncepcji, że lepszy poczęstunek ma się przełożyć na lepsze oceny, nie tędy droga.
                      Natomiast analogia z szefem obrazuje istotę naszego sporu.
                      Uważam, że szef nikogo nie wychowuje i ma prawo wyłącznie oczekiwać efektów, bo za to płaci. I mimo to każdy szef motywuje swoich pracowników do pracy, dostosowując system motywacyjny do poszczególnych osób w zespole.
                      Rolę nauczyciela postrzegam inaczej, on nie jest szefem dzieci, nie może ograniczyć się do powiedzenia, że "równanie z jedną niewiadomą rozwiązuje się tak, proszę zrobić wszystkie ćwiczenia ze strony 78" - a potem rozliczyć z efektów. Dlatego uważam, że takie spotkanie może pomóc obu stronom - nauczycielowi w "dotarciu" do dziecka - i dziecku, które widząc współpracę szkoły i domu - może mieć lepszą motywację.
                      • gamaja Re: smutno gdy sie czyta. 15.12.10, 20:38
                        >że takie spotkanie może pomóc obu stronom - nauczycielowi w "dota
                        > rciu" do dziecka - i dziecku, które widząc współpracę szkoły i domu - może mieć
                        > lepszą motywację<

                        Współpracować można/należy poza domem ucznia, nawet 'zdrowiej'.
                        Widzę, że nie dostrzegasz racji, które przypominają, że nauczyciel pracuje w szkole. Nie w domach uczniów. Nawet w szkołach niepublicznych warto tego się trzymać. A może szczególnie tam, by nie być posądzonym, że lepsze traktowanie ucznia, to wynik smaczniejszego poczęstunkusad Spłycam, by być dać bardziej wyrazistą opinię o poruszanej sprawie.
                          • gamaja Re: smutno gdy sie czyta. 15.12.10, 20:56
                            kasiak37 napisała:

                            > popieram Gamaja,nic dodac nic ujac... a jestem nauczycielem.

                            To ja Ciebie poparłam, Koleżanko, jak mówią niekiedy w pokojach nauczycielskich...brrr
                            Ja też z tej branżysmile Pozdrawiamsmile)
                            • anu_anu Re: smutno gdy sie czyta. 15.12.10, 22:12
                              Miłe Panie Nauczycielki smile
                              Nauczyciel pracuje nie tyle w szkole - co raczej z uczniem. Najczęściej w szkole, czasem na wycieczce, może również w parku. I nic nie stoi na przeszkodzie aby zrobić coś w domu ucznia. Żadna z Was nie podała argumentu, po prostu stwierdzacie, że:
                              1. Nie, bo nie ma ZARZĄDZENIA.
                              2. Nie bo nauczyciel pracuje w szkole.
                              3. Inne nauczycielki też tak uważają.
                              A gdzie tu jest dobro dziecka?
                              • kasiak37 Re: smutno gdy sie czyta. 15.12.10, 22:20
                                dlaczego tak wybiorczo czytasz?
                                To jest przede wszystkim dobro dziecka w kontekscie sprawiedliwego i rzetelnego oceniania wiedzy i umiejetnosci:
                                "Szkola jest miejscem pracy tej pani,nie prywatne domy uczniow i zagladanie po katach i wyrabianie sobie zdania na tej podstawie.Uczen ma byc oceniany za postepy w nauce,za wiedze i nie moze miec na to wplywu zaciesnianie kontaktow rodzice-nauczyciel czy poziom na jakim zyje rodzina.Od tego jest szkola i tam jest miejsce nauczyciela. "
                                • misself Re: smutno gdy sie czyta. 16.12.10, 10:49
                                  kasiak37 napisała:

                                  > To jest przede wszystkim dobro dziecka w kontekscie sprawiedliwego i rzetelnego
                                  > oceniania wiedzy i umiejetnosci:

                                  Ale szkoła nie tylko ocenia wiedzę i umiejętności - również uczy życia i wychowuje.
                                • anu_anu Re: smutno gdy sie czyta. 16.12.10, 13:21
                                  Jestem przeciwna zaglądaniu w kąty i ocenianiu ucznia wg stanu tychże kątów bo jestem przeciwna wizytacji! Jestem za spotkaniem z uczniem i jego rodziną w jego domu. To nie jest to samo!
                                  Natomiast nie zgadzam się z tym, że wyłącznie szkoła jest miejscem pracy nauczyciela.
                                  Reasumując - nie widzę przeciwwskazań - a widzę zalety z nawiązania ściślejszego kontaktu z domem. I w tej sytuacji uważam, że dobro ucznia powinno przeważyć. A nie formalizm, w postaci braku zarządzenia bądź stwierdzenia, że nauczyciel pracuje wyłącznie w szkole.
                                  • gamaja Re: smutno gdy sie czyta. 16.12.10, 16:05
                                    >I w tej sytuacji uważam, że dobro ucznia powinno przeważyć.
                                    > A nie formalizm, w postaci braku zarządzenia bądź stwierdzenia, że nauczyciel
                                    > pracuje wyłącznie w szkole.<

                                    Zlecanie dodatkowych obowiązków powinno wiązać się z zapłatą za takowe. Masz pomysł, skąd wziąć pieniądze, by opłacić dbanie o dobro ucznia... poza szkołą.
                                    • anu_anu Re: smutno gdy sie czyta. 16.12.10, 16:49
                                      Przedmiotem dyskusji nie jest sposób finansowania oświaty - rozmawiamy o sensie odbycia spotkań w domu ucznia smile
                                      Drugim tematem dyskusji może być wymaganie od pracownika dodatkowej pracy a zapłata za tę ekstra pracę. Pewnie się wszystkie zgodzimy, że tak być powinno.
                                      Ale zwykle dodatkowe wymaganie nie jest związane z dodatkowa kasą - to już trzeci temat. Pewnie mi nie uwierzysz, ale nauczyciele są wśród tej części pracowników, którzy mają płacone za większość faktycznie wykonywanych prac. Codzienność w innych grupach zawodowych jest znacznie gorsza, niestety...

                                      ---
                                      . ^ ^
                                      =(-.-)=
                                      .(_|_)
                    • misself Re: smutno gdy sie czyta. 16.12.10, 10:47
                      kasiak37 napisała:

                      > ze sie tak zapytam,czy Ciebie i pracownikow odwiedza w domach szef zeby zlapac
                      > dobre kontakty?

                      Firma nie wychowuje - bo dorośli ludzie, zakłada się, są już ukształtowani.
                      Zresztą pewnie byś się zdziwiła, ale franczyza w dużej firmie wiąże się ze spotkaniami w domu. Shell był u nas dwa razy, raz specjalnie po to, żeby poznać całą rodzinę, łącznie z dziećmi.
                • misself Re: smutno gdy sie czyta. 16.12.10, 10:46
                  kasiak37 napisała:

                  > kontakt rodzic-nauczyciel mozna zlapac na konsultacjach,ktore odbywaja sie w sz
                  > kole

                  Tak samo jak można złapać kontakt student-promotor podczas jednego dyżuru w miesiącu.

                  > i kazdy nauczyciel ma 2 takie godziny w miesiacu.

                  W godzinach pracy. Swojej.
                  Jednocześnie w godzinach pracy innych ludzi.

                  > I wtedy moze on sobie zap
                  > rosic rodzica na indywidualna rozmowe.

                  W praktyce - te rozmowy są zawsze "z okazji" ( przy "trudnych dzieciach").

                  > A nie zwalac sie ludziom do domu poznym popoludniem.

                  Ale to nie był wybór nauczyciela, tylko postanowienie szkoły.
                  Nie wydaje mi się, żeby to było "zwalanie się" - myślę, że da się ustalić dogodny dla obu stron termin spotkania.
              • anu_anu Re: smutno gdy sie czyta. 15.12.10, 18:58
                Właśnie jestem przeciw traktowaniu tego spotkania jako wizytacji!
                Poza tym Sadosie nic nie pisała o niepublicznej szkole, to ktoś inny pisał, że tam też się wdraża taka koncepcja.
    • sadosia75 Re: Czym ugoscić nauczycielke w domu?=) 15.12.10, 22:32
      A wiec smile
      Wizytacja byla u kolezanki ( leonardadicaprio ) a ja z czystej wiedzy o tym, ze Wy wiecie wszystko zapytalam o to co postawic.
      co do samego faktu,ze nauczycielka przychodzi do domu ucznia wole sie nie wypowiadac.
      I bardzo bym prosila aby watek nie byl zmuszony udac sie w niebyt forumowy za pomoca ciec smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka