Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce???

15.03.11, 17:14
Kochane wdpd- wiem, moze nie to forum, ale moze moderatorki mnie nie wytną....a zawsze mi doradzałyscie, moze i tym razem też. Dużo tych "moze", ale spróbujesmile
Chodzi o moja przyjaciółkę, 40latka, praca biurowa, 2 dzieci (liceum i III klasa podstawówki)+ maż pasożyt- nie pracujacy od 5 lat. Chodzi o to, jak jej pomóc, jak ja zmobilizować, zeby z tym pasożytem, pijawką meżem coś zrobiła. Chłop w sile wieku, mechanik+ elektryk z zawodu, ale po prostu nie pracuje bo nie, bo mu sie nie chce. I tak 5 lat już ta biedna dziewczyna utrzymuje cały dom. Mieszkanie jest jej, ale pasozyt jest tam zameldowany. Próbowala sie rozwieść,ale pasozyt przed sądem przysięgał, że znajdzie prace, nie wyobraża sobie utraty wiezi z dziećmi itp pierdoły. Od tej sprawy sądowej mineły 3 lata i nic, 0 zmian. Namawiam moja przyjaciółkę na kolejna sprawę, ale ani za bardzo pieniędzy nie ma na dobrego adwokata(chcialam jej pożyczyć, ale ona twierdzi, zę nie będzie miała z czego oddać), ani wsparcia w rodzinie (najbliżsi uwazaja, ze mężuś jest dobry- chodzi na wywiadówki do szkoły, na msze dzieci w niedziele prowadza). Żal mi dziewczyny bo widzę (tzn. słysze bo ona mieszka w innym mieście), że jest z nią coraz gorzej psychicznie. próbowałam ja namówić na wizytę u psychologa, ale jej sie nie chce- twierdzi, że jak przyjdzie do domu z pracy to już na nic nie ma siły (zaznaczam, ze mężus-pasożyt w domu nic nie zrobi-nawet nie odkurzy), nie stac ją na dobrego adwokata, a w ogóle powiedziała, że kolejnej ew. sprawy rozwodowej nie przetrzyma. Jak można jej pomóc? Wiem, zę sama za nia nic nie zrobię, ale chciałabym jej jakos pomóc i nic mi nie przychodzi do głowy. Serce mi sie kraje, ale jednocześnie trafia mnie cos, jak u niej widze taką bierność. Wiem, ze to trochę patowa sytuacja- bo ona sama musi chcieć zmian, ale moze coś mi doradzicie...
    • kasiak37 Re: Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce??? 15.03.11, 18:01
      nic nie zrobisz jezeli ona sama nie zechce.A zeby sie rozwiesc z pasozytem nie trzeba miec adwokata, czyli zadne koszty.Piszesz ze mieszkanie jej.Znaczy kupila je/dostala przed slubem?Zreszta obojetne bo pasozyta mozna sie z niego pozbyc.Aneta za malo danych zeby cos doradzac.W kazdym razie glowa muru nie przebijesz...moze ona go kocha i wierzy w obietnice przemiany?(w tej materii nadzieja matka glupich ale....)
    • marzeka1 Re: Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce??? 15.03.11, 18:56
      NIC, po prostu nic nie zrobisz, dopóki ona SAMA nie zdecyduje się na wykopanie pasożyta z domu. Pomijam, że ona go utrzymuje, ale widać, że robi też za wielofunkcyjne urządzenie domowe, które tego pasożyta obsługuje. Bo zaczęłabym od gotowania obiadu tylko dla siebie i dzieci, NIC po panu bym nie robiła, tylko wokół siebie i dzieci. Dopóki ona sama godzi się na to, NIC nie zrobisz. Pomijam, że jest zwyczajnie niemądra, bo daje zły przykład męskiego wzoru, a i kobiecy nie najlepszy, bo przekaz jest taki: matka to taki obsługujący dom motorek.
    • dwapsyikot Re: Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce??? 15.03.11, 18:59
      może robote mu jakąś znaleźć...A serio, to raczej nie ma sposobu, żeby jej pomóc ,jeśli ona tego nie zechce. Koszty rozwodu to może jest poważny problem, ale jeśli by jej zależało to by kredyt wzięła, bo w sumie i tak by wyszła na plus. Czasem też jest tak, że kobieta narzeka, obwinia męża, ale tylko po to, żebyś sie litowała i przytakiwała. Jeśli ona nie jest w stanie jasno odpowiedziec na pytanie czy chce w tym dalej tkwić czy nie, to znaczy, że chce.
    • anu_anu Re: Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce??? 15.03.11, 19:30
      Dawno temu nie wytrzymałam nerwowo i nakrzyczałam na dziewczynę - a obie miałyśmy podówczas po trzydzieści parę lat - że dlaczego ona siedzi z tym facetem, który jej grosza na dom nie daje, ją i dzieciaki bije a co w domu znajdzie to wyniesie i sprzeda - na wódkę.
      Żadna bliska znajomość, ot mieszkała niedaleko od moich rodziców. Dziewczyna wyglądała źle, zmęczona, jakieś siniaki na buzi, brakujący wybity ząb też urody nie dodawał. Popatrzyła na mnie takimi wielkimi, ciężko zdziwionymi oczami, po czym odezwała się w te słowa:
      - A co ja bym sama sierota na tym świecie zrobiła...
      No majtki z nóg spadają na takie dictum...
      Ale nauczyłam się - że nie da się nijak przemówić, tu nie chodzi o argumenty i logikę, osoba zainteresowana musi chcieć... W zasadzie do dziś nie wiem co można by w takiej sytuacji zrobić...
      • nancy_callahan Re: Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce??? 15.03.11, 22:21
        Od strony prawnej.
        Adwokat żaden ani dobry ani zły do prostego rozwodu nie jest potrzebny.
        Wzór pozwu można znaleźć w necie. Opisać swoją sytuację życiową w uzasadnieniu każdy potrafi sam.
        Z opłaty od pozwu przyjaciółka może być zwolniona, jeśli faktycznie jej nie stać.
        Co do mieszkania to zameldowanie nic nie znaczy. W jaki sposób przyjaciółka stała się właścicielką mieszkania i kiedy - w trakcie trwania małżeństwa czy wcześniej? Jest właścicielką, to mieszkanie spółdzielcze czy może jest tyko wynajmowane?
        Mało danych, ale z każdej sytuacji jest wyjściesmile
        ******************
        Twój biust nawet o tym nie śnił...
    • claratrueba Re: Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce??? 16.03.11, 06:21
      Twoje przyjaciółka nie chce rozstać się z mężem.
      Zaproponowałaś jej wiele rodzajów pomocy- odrzuciła je podając argumenty typowe dla osób, które tylko chcą się komuś wygadać. Osoby, które naprawdę chcą zmienić sytuację a nie mogą, przyjmują pomoc i działają. Jeśli brak im siły psychicznej- idą do psychologa a nie "nie chce im się."
      Nie można pomóc komuś, kto sam nie chce sobie pomóc.
    • anetapzn Uzupełnienie... 16.03.11, 09:21
      Dziękuje dziewczyny, na prawdę. Wiem, że przede wszystkim ona sama musi chcieć. Mieszkanie jest jej- dostała od jakiegoś tam narzeczonego 18 lat temu i ten narzeczony umarł zanim sie pobrali, wiec to mieszkanie jest jej-własnosciowe. Póżniej poznała pasożyta i wyszła za niego. Też jej tłumaczę, jakie ona wzorce przekazuje dzieciom-tym bardziej, zę to 2 dziewczynki. Rozumiem nie stac jej na psychologa prywatnie, ale znalazłam jej w Centrum Interwencji Kryzysowej za darmo, poszła kilka razy i dalej nie bo...psycholog jej nie odpowiada. To jej mówię-zmień na innego tam jest kilku. Z tym, ze ona chyba oczekuje, że psycholog poda na tacy gotowe rozwiązanie, a wiem po sobie, ze tak nie jest- daje wędkę, ale nie przysłowiową rybę. Mówie jej- wyjdż do ludzi, idż na spacer, rower, basen, przyjedż na weekend do mnie. Argument koronny- nie mam siły po pracy (pracuje 7-15) i jak wraca do domu to tak gnije w mieszkaniu i tak dzień w dzien. Z zawodu jest ksiegową, ma licencjat, radziłam jej uzupełnij wykształcenie, zrób mgr, znajdż inną pracę- nie ma siły. Kurcze ręce opadaja. Kwadratura koła- taka sytuacja jaką ma nie odpowiada jej, ale żeby coś zmienić nie ma siły. Dla mnie to wyglada na depresję, ale żeby z tym walczyć trzeba iść do psychologa, na terapie grupową, a w ogóle to sie ruszyć.
      Rozumiem, ze sama za nia tego nie załatawie, tylko żal mi dziewczyny.
      • mama.rozy Re: Uzupełnienie... 16.03.11, 09:53
        a pan pasożyt czasem sobie piwka w domku nie popija?
        Aneto,tu chyba sa WDPD,która po prostu by pasożyta kopnęły jak najdalej,to chyba tylko tak możemy doradzic.
        jakakolwiek forma uzależnienia od małża,czy to alkoholika,czy pasożyta innego,jest nie do rozwiązania,jeśli ta druga osoba tego nie będzie chciała...
        możesz sobie wejśc na takie fora
        forum.gazeta.pl/forum/f,571,Samodzielna_mama.html
        forum.gazeta.pl/forum/f,898,Zycie_rodzinne.html
        tam było już kilka takich tematów,moze znajdziesz jakąś podpowiedź
        • anetapzn Re: Uzupełnienie... 16.03.11, 10:00
          mama.rozy napisała:

          > a pan pasożyt czasem sobie piwka w domku nie popija?
          > Aneto,tu chyba sa WDPD,która po prostu by pasożyta kopnęły jak najdalej,to chyb
          > a tylko tak możemy doradzic.

          Ja tez bym go kopnęła w...., a pasożyt popija piwko, a jakże, a na piwko daje mu...mamusia emerytka mieszkajaca 2 przystanki od nich. Mamusia ma 2 pokoje w blokach, więc w przypadku ew. nakazu eksmisji jest gdzie pasożyta wyeksmitować. No, ale do tego ta moja przyjaciółka musi też 4 litery ruszyć.
          Aha i co najlepsze on przynosi od mamusi...pranie, zeby wyprać u nich w domu żeby mamusia tyle za prąd i wodę nie płacila. No kurde jakaś czeska komedia- wiem, aż nie do uwierzenia. Gdyby to wszystko nie było w sumie takie smutne, to bym sie śmiać zaczęła.
          Moj mąż ma możliwość załatwienia pasozytowi pracy, ale on nie będzie pracował bo nie.
          • mm1501 Re: Uzupełnienie... 16.03.11, 10:15
            Mamusia, można było sie domyśleć przez kogo to wszystko.

            Kochane mamusie. Pozdrawiam moja kochana teściową.

            • anetapzn Re: Uzupełnienie... 16.03.11, 10:19
              mm1501 napisała:

              > Mamusia, można było sie domyśleć przez kogo to wszystko.
              >
              > Kochane mamusie. Pozdrawiam moja kochana teściową.
              >
              Dobrze, ze moja jest jakieś 1,500km od nassmile Kocham kobietę na odległosćsmile
          • hela6 Re: Uzupełnienie... 18.03.11, 09:49
            anetapzn napisała:

            > Moj mąż ma możliwość załatwienia pasozytowi pracy

            Oszalałaś?

            Polecasz kogoś to ręczysz za niego. Honorem.
            • anetapzn Re: Uzupełnienie... 18.03.11, 10:12
              hela6 napisała:

              > anetapzn napisała:
              >
              > > Moj mąż ma możliwość załatwienia pasozytowi pracy
              >
              > Oszalałaś?
              >
              > Polecasz kogoś to ręczysz za niego. Honorem.
              Mój maż twierdzi tak samo od 3 dni, ze oszalałam sad
    • kasiask Re: Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce??? 16.03.11, 10:21

      A może on nie taki znów pasożyt, skoro na wywiadówki jeździ itp. W gruncie rzeczy, gdyby ona nie pracowała tylko on, to nikt by nie mówił, że ona jest pasożytem. Więc jeżeli on sprząta, gotuje, pierze, z dziećmi lekcje odrabia, to dlaczego się z nim rozwodzić???
      Chyba, że faktycznie nic nie robi, z piwkiem leży przed TV, a dzieci głodne. Wtedy rozumiem, że trzeba sie rozwodzić1 smile
      • anetapzn Re: Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce??? 16.03.11, 10:24
        kasiask napisała:

        >
        > A może on nie taki znów pasożyt, skoro na wywiadówki jeździ itp. W gruncie rzec
        > zy, gdyby ona nie pracowała tylko on, to nikt by nie mówił, że ona jest pasożyt
        > em. Więc jeżeli on sprząta, gotuje, pierze, z dziećmi lekcje odrabia, to dlacze
        > go się z nim rozwodzić???
        Kasia, on chodzi owszem na wywiadówki, na mszę w niedziele z dziećmi i finito kropka. Napisałam moze nie doczytałaś- nie sprząta, nie gotuje- jego aktywność to co najwyżej dłubanie w ich prawie pełnoletnim aucie i przerzucanie pilotem kolejnych kanałów w tv- aha i wizyty codzienne u mamusi. Gwoli uzupełnienia- jego mamusia ma lepsza krzepę niż ja, nie jest schorowana, nie wymaga ciągłej opieki 24h, a poza tym pasozyt ma brata, który mieszka w obrębie tego samego osiedla i moze opieke nad mamusia z nim podzielić.
        • kasiask Re: Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce??? 16.03.11, 10:37
          To faktycznie nie doczytałam!
          Mąż pasożyt, wywalić na bruk. Niestety tego musi chcieć przyjaciółka, a nie Ty. Może on ma jeszcze jakieś ukryte zalety, które przyjaciółkę tak trzymają przy nim???? smile)
          • anetapzn Re: Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce??? 16.03.11, 10:41
            Mąż (mój smile ) mnie wczoraj wieczorem ochrzanił, że próbuje ja uszczęśliwiać na siłę, żebym odpusciła i nie wtrącała sie, chyba, ze wyrażnie poprosi mnie o pomoc. I chyba zastosuję sie do jego rady- to samo mniej więcej wyczytać mogę z Waszych rad, za które serdeczne dziękismile. Niestety- nie mozna za kogoś przeżyć i naprawić jego życia.
            • anetapzn uzupełnienie 2 16.03.11, 10:48
              anetapzn napisała:

              > Mąż (mój smile ) mnie wczoraj wieczorem ochrzanił, że próbuje ja uszczęśliwiać na
              > siłę, żebym odpusciła i nie wtrącała sie, chyba, ze wyrażnie poprosi mnie o pomoc. I chyba zastosuję sie do jego rady- to samo mniej więcej wyczytać mogę z Waszych rad, za które serdeczne dziękismile. Niestety- nie można za kogoś przeżyć i
              naprawić jego życia.
              Tym bardziej, ze mieszkamy w różnych miastach Łódż-Częstochowa. Niby nie duża odległość, ale zawsze coś. Odwiedzamy sie od czasu do czasu, 2-3 lata temu częściej, ale obecnie mam nawał pracy (działalnosć gospod. typowo sezonowa)+ własną rodzinę i siłą rzeczy w dużej części pozostaje nam skype+ telefon...
              Spróbuję na spokojnie z nia porozmawiać w weekend (zadzwonie jak pasożyt wezmie dzieci na mszę smile ) jeszcze raz wszystkie argumenty delikatnie przytoczę i zobaczymy. Jak to nic nie zmieni, odpuszczę na razie, poczekam aż sama wyrażnie poprosi o pomoc.
        • kotwtrampkach Re: Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce??? 16.03.11, 10:41
          ten ośrodek interwencji kryzysowej to dobra rzecz. Jeżlei chcesz jej pomóc, możesz iść sama porozmawiac z psychologiem - będzie łatwiej.
          nie zadziałają w tym przypadku polecenia "zrób to, idź tam, zmień to i to" - to co opisujesz, to takie "brzęczenie", już nastolatek uczy się wyłączać (żeby tego nie słyszeć/nie zajmować się tym). Po prostu mama sobie brzęczy, a on myśli o niebieskich migdałach.
          Jezeli chcesz, zeby wyszła na kawę - zaproś ją. NIe pokazuj, ze jej mąż to pasożyt - dowiedz się, co ma w sobie pozytywnego, co ona w nim lubi. MOżesz pokazać związek, gdzie nie ma pasożytów, że tak można. Pomóż jej podbudować poczucie własnej wartości (bez tego nie uwierzy, ze może jej być lepiej).
          Zamiast adwokata można skorzystać z pomocy np.radcy prawnego. Prawnicy są dostępni bezpłatnie w ośrodkach interwencji kryzysowej, w mopsie, w stowarzyszeniach róznych. Ale nie ma sensu, zeby zakładała sprawę, dokąd nie będzie przekonana, ze tego chce (bo skończy się jak poprzednio). Tak sobie mysle - rozwód jest jej mało potrzebny na teraz - teraz to potrzebuje, żeby facet dawał kasę (wykonywał jakąś pracę ) na swoje utrzymanie. Może rozdzielnosć majątkowa, jeżeli są jakieś przesłanki?
          MOżna jesczze spróbować przekazać w sposób zwięzły i dosadny, jak wygląda zycie jej dzieci. Ale to może tez spowodować całkowite załamanie dziewczyny , kt.jest już w nienajlepszej kondycji.

          Mam nadzieję, ze coś się przyda i że nie stracisz cierpliwości, zanim zacznie działać i przynosić efekty.. Trzymam kciuki.
          • mama.rozy Re: Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce??? 16.03.11, 12:08
            tej mamuśki to mi w tym opowiadaniu brakowało!wink
            no niestety,dziewczyna chyba sama sobie tego bagna zażyczyła
            nawet jeśli on jest boski w łóżku-to za nic mi sie taki układ nie podobawink
            • bestraga Re: Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce??? 16.03.11, 12:16
              w tym nie ma pomocy !Przyjaciółka tylko chce się od czasu do czasu wygadać i poskarżyć , jak ją będziesz przyciskać, to ona nie dostanie tego czego oczekuje , poczuje się za bardzo krytykowana i przyjaźń tez się skończy .Bo czuć się totalnie nieakceptowanym to tez nie podstawa dla przyjaźni.Ale fakt ,ze jak to czytam to aż się we mnie gotuje! No co tu gadać "baby " bywają głupie! Smutne , ale sama tego chce!
              • anetapzn Re: Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce??? 16.03.11, 12:21
                bestraga napisał(a):

                Ale fakt ,ze jak to cz
                > ytam to aż się we mnie gotuje! No co tu gadać "baby " bywają głupie! Smutne , a
                > le sama tego chce!
                Właśnie, we mnie tez się gotuje. Tym bardziej, jak mi ze 2x dziennie smsem lub w rozmowie tel. powtarza, ze jej sie żyć nie chce, ma wszystkiego dosyć itd.
                No to kurde zrób coś ze swoim życiem. I odpowiedż - nie mam siły.
                Ręce, pończochy, majtki i łupież razem opadają.
    • ladyjm Re: Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce??? 16.03.11, 14:14
      skoro przyjaciolka NIE CHCE zmian to nie mas tu nic do gadania. domyslam sie, ze krew cie zalewa ale nic na to nie poradzisz. niektorzy ludzie uwialbiaja sobie utrudniac zycie.
      • f.l.y Re: Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce??? 16.03.11, 15:33
        niech koleżanka kolegów poprosi o pomoc i niech mężem pasożytem potrząsną w ciemnej bramie...

    • magdalaena1977 Re: Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce??? 16.03.11, 20:30
      Ale dlaczego uważasz, że po rozwodzie i rozstaniu z mężem będzie szczęśliwsza ?

      Być może koleżanka chciałaby mieć troskliwego męża ze sporą pensją - ale nie ma i nikt - żaden psycholog ani adwokat jej tego nie zapewni.
      I w tej sytuacji dziewczyna ma zapewne wybór między mniejszym a większym złem. I w porównaniu do utrzymywania męża nieroba, agresywne rozstanie wydaje jej się być większym złem.
      W końcu jest wielu mężczyzn, którzy utrzymują swoje niepracujące zawodowo żony.
      • anetapzn Re: Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce??? 17.03.11, 10:02
        magdalaena1977 napisała:

        > Ale dlaczego uważasz, że po rozwodzie i rozstaniu z mężem będzie szczęśliwsza ?
        >
        >
        Ja tak nie uważam, szczerze mnie ejst wszystko jedno czy ona sie rozwiedzie czy nie-każdy (takze ona) żyje jak chce, tylko, ze to ona chce sie go pozbyć, dzwoni i mówi, ze oddałaby wszystko, zeby zniknął z jej życia, zeby sie od niego mogła uwolnić etc. Czyli rozumiem to jako rozwód, a nie np. wynajęcie kogoś z mafii do odstrzału małżonka.
    • kasia-em Re: Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce??? 16.03.11, 21:01
      Moim zdaniem: albo dziewczyna ma depresję (nie stany depresyjne a DEPRESJĘ, prawdziwą), albo lubi sobie ponarzekać, albo jest hm... niezorganizowana życiowo.
      W pierwszym przypadku - wiadomo, tylko lekarz, prochy, terapia. W drugim przypadku - nic nie poradzisz, musisz wysłuchiwać (jeśli chcesz). W trzecim - tak jak radzi kot w trampkach - powolutku, malutkimi kroczkami trzeba dziewczynie pokazywać pozytywy wynikające z "ruszenia czterech liter" i delikatnie ją na właściwe ścieżki podprowadzić.
      Ale to Ty musisz ocenić, o co chodzi tak na prawdę - to Twoja przyjaciółka.
      Z drugiej strony - musisz też w pewnym momencie wyczuć, kiedy przez jej bierność się nie przebijesz... Nie ma sensu marnować swojej energii na rzeczy niemożliwe.
      Rozwód może nie kosztować nic. Pozew pisze się samemu, koszty sądowe w wys. 600 zł (chyba) można odzyskać.
      • dwapsyikot Re: Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce??? 16.03.11, 23:32
        e tam, depresja to trochę inaczej wygląda, po prostu masz za koleżanke troche nieszczęsliwą mężatke, piszę trochę, bo nie piszesz, ze ją bije, znęca się nad dziećmi, pije, wynosi z domu rzeczy na wódkę, więc do patologii póki co daleko. Daj jej spokój, ale nie przytakuj, bo sie nie opędzisz od tych zwierzen. Wiem co mówię, bo moja teściowa jest taką osobą.
    • claratrueba historia mojego pomagania 17.03.11, 09:48
      może Ci coś wyjaśni.
      Nie było to właściwie "moje pomaganie" bo naiwnie zaangażowałam w nie i kolegę adwokata i koleżankę psycholożkę. Po latach oceniam to, ze zrobiłam z siebie idiotkę podwójnie. Ponieważ w dobroci swojej (czytaj: mile podłechtanej próżności, że do mnie przyjaciółka się zwraca z taka ważną sprawą czyli jestem godna zaufania i mądra pewnie ) uznalam, że skoro ona biedna taka i "sił nie ma" (słyszałam to równie jak Ty często) to ja muszę działać i umówić z fachowcami.. Do psychologa poszła trzy razy- za pierwszym była zachwycona, za drugim mniej, o trzeciej wizycie nie chciała gadać. Poczułam, że ją zawiodłam, że poleciłam osobę zbyt słabą w swoim zawodzie by jej pomóc. Przejęta swoja rolą dobrej Samarytanki nie zupełnie spokojnie pominęłam fakt, że owa psycholożka miała naprawdę świetne osiągnięcia w tego rodzaju terapii.
      Adwokat dał jej pozew za "Bóg zapłać". Wytłumaczył jak ma sie zachować w sądzie,czego może sie spodziewać. O reprezentowanie jej nie poprosiła. Zresztą sprawa była oczywista (oprócz braku pracy- zwolniony za picie, nieposzukujący pracy, parę awantur z rękoczynami- jak twierdziła, mieszkanie nabyte przed małżeństwem więc majątek odrębny). Pozew nigdy do sądu nie wpłynął.
      Ja nadal odbierałam telefony, jak to mąż nie odebrał dziecka z przedszkola, jak to poszedł po zakupy i wrócił bez, za to podpity, jak to gnije przed tv w brudnych ubraniach itd.Początkowo słuchałam cierpliwie, rad juz nie dawałam, bo mi zbrakło. Potem zaczęłam kończyć rozmowy pod byle pretekstem. Przestała dzwonić, co mnie początkowo bolało, miałam wyrzuty sumienia ale nie bardzo wiedziałam (i chyba nie chciałam) jak odnowić tę znajomość.
      Okazja nadarzyła się po latach. Mąż pasożyt zginął w wypadku. Nie powiem, że mnie zasmuciło. Pomyślałam, że Pan Bóg jednak pomaga i tym, którzy nie chcą sobie pomóc. Znajomość nam się odnowiła i polegała na tym, że ona "już nie miała siły mieć wszystkiego na swojej głowie" a ja próbowałam jej wytłumaczyć jak jej się poprawiło oraz namawiać do różnego rodzaju aktywności. Co trwało mniej więcej rok i przez ten czas udało mi się wynegocjować ze dwa wspólne wyjścia do kina i raz na koncert. Więcej razy cyt. "nie miała siły się zebrać". Potem przestała się odzywać, zadzwoniłam kilka razy ale rozmowa się kompletnie nie kleiła- bardzo starannie unikała mówienia czegokolwiek o sobie. Było mi bardzo przykro bo pomyslałam, że ona podejrzewa, że ja plotkowałam o jej problemach, co nie było prawdą. Nawet mojemu mężowi nie mówiłam a psychologowi i adwokatowi powiedziałam tylko "że przyjdzie bo ma problem" -wszystkiego dowiedzieli sie od niej samej.
      Zrozumiałam, kiedy poprosiła mnie o pomoc, bo córka miała problemy w nauce. Przyjechałam, poznałam pana, który sie do niej wprowadził. Bezrobotny -ponoć bardzo zdolny i pracowity, ale jakoś nie ma szczęścia znaleźć pracy ale szuka, szuka już chyba ze dwa lata, a przynajmniej tyle u niej mieszka.





    • anetapzn Dziękuję wdpd:) 17.03.11, 10:10
      Dziękuje dziewczyny z całego serca. Wasze wpisy pomogły mi podjać decyzję- spróbuje w weekend telefonicznie z nią porozmawiac bedzie to ostatnia rozmowa i na tym koniec, chyba po 20 latach przyjażni będę musiała trochę rozlużnic znajomosć- odległosc pomoze. Szkoda, ale trudno sie mówi. tez mam swoje życie, problemy, rodzine-dzieci, meża, którym musze czas poświecić. Takie głosy z zewnątrz jak Wasze były mi bardzo potrzebne. Dziękuje jeszcze raz i pozdrawiamsmile
      • claratrueba Re: Dziękuję wdpd:) 17.03.11, 10:43
        >spróbuje w weekend telefonicznie z nią porozmawiac bedzie to ostatnia rozmowa i na tym koniec,
        Słuszna decyzja. Istnieje bardzo niewielka szansa, że tym jej pomożesz.
        Powiem Ci, co usłyszałam od tej psycholożki, o której wspomniałam. Osoba, która chce zmienić swoje życie szuka konkretnej pomocy- tę zaoferowałaś. Osoba, która go zmienić nie chce często szuka "wiernego słuchacza", którym się stałaś. I jest głęboko przekonana, że samym opowiadaniem o swoich problemach "coś dla siebie i swojej rodziny zrobiły" i więcej nie mogą/ nie muszą. Im częściej sie wyżalą, tym bardziej są przekonane, że ratują związek.
        Najczęściej utrata jednego "wiernego słuchacza" skutkuje jedynie znalezieniem następnego, potem następnego, bo każdy w końcu straci cierpliwość. Kiedy już chętnych na to, by ktoś wylewał swoje żale zabraknie, zdarza się, że taka nieszczęsliwa osoba uświadomi sobie, że przez lata nic to jej "działanie" nie przyniosło. Poza tym, że wiele osób życzliwych odsunęło sie od niej, dla wielu stała sie pośmiewiskiem.
        To czasem zmusza je do konkretnych kroków. Jedynie czasem- dla wielu kobiet strach przed samotnościa jest nieznośny i wolą kogokolwiek byle był. Wiele powstrzymuje fakt, że dzieci z takim ojcem są mimo wszystko bardzo związane emocjonalnie. A wiele- po prostu takiego faceta mimo wszystko kocha i wierzy, że wszystko się zmieni. Bo przecież kiedyś był inny to może jeszcze będzie.
        I tego nikt z zewnątrz nie zmieni. Tego nie zmienią żadne racjonalne argumenty.
        • anetapzn Re: Dziękuję wdpd:) 17.03.11, 10:49
          Masz rację, tylko mnie wkur.... takie biadolenie, narzekanie i nicnierobienie. I czuję się jakos zobowiązana- w końcu tyle lat się przyjażnimy. No, ale cóż zrobiłam ile mogłam, mąż mnie ostro ochrzanił za całą tą sytuacje i nie mam zamiaru tak tego ciągnąć dalej. Ostatnia szansa to rozmowa tak prosto z mostu w weekend- przez telefon bo nie mogę jechac do Częstochowy żeby porozmawiać, ale powiem szczerze co mi lezy na sercu, jeżeli to nic nie zmieni- trudno, czas zadbać o siebie i swoja rodzinę.
          • kasia-em Re: Dziękuję wdpd:) 17.03.11, 12:24
            I bardzo mądrze smile Powodzenia smile
          • kokosznik Re: Dziękuję wdpd:) 18.03.11, 01:08
            Przeczytałam Twoje wpisy i uważam, że problem tkwi w Twojej przyjaciółce. Niestety. Nie jestem lekarzem, ale w/g mnie jej podstawowym problemem jest zaawansowana depresja. Moim zdaniem jako osoba szczerze jej oddana powinnaś namówić ją na wizytę u psychiatry. Antydepresanty to być może najlepsza pomoc, ale to musi ocenić i dobrać fachowiec. Ona aż "krzyczy" o pomoc. To pewnie zajmie trochę czasu, ale dopiero jak nabierze sił i chęci do życia będzie mogła podejmować decyzje. Teraz tak jak Ci mówi nie ma na to siły. Pomóż jej wybrnąć z depresji. Przemyśl to pod tym kątem i pomóż przyjaciółce, bo wszystko na to wskazuje, że ona jest już na skraju wyczerpania, a to jest bardzo niebezpieczy stan. Jej mąż jakkolwiek jest darmozjadem i przyczyną nieszczęścia nie jest teraz najważniejszy.
            • anetapzn Re: Dziękuję wdpd:) 18.03.11, 09:32
              kokosznik napisała:

              > Przeczytałam Twoje wpisy i uważam, że problem tkwi w Twojej przyjaciółce. Ni
              > estety. Nie jestem lekarzem, ale w/g mnie jej podstawowym problemem jest zaa
              > wansowana depresja. Moim zdaniem jako osoba szczerze jej oddana powinnaś namówi
              > ć ją na wizytę u psychiatry. Antydepresanty to być może najlepsza pomoc, ale to
              > musi ocenić i dobrać fachowiec. Ona aż "krzyczy" o pomoc. To pewnie zajmie tro
              > chę czasu, ale dopiero jak nabierze sił i chęci do życia będzie mogła podejmowa
              > ć decyzje. Teraz tak jak Ci mówi nie ma na to siły. Pomóż jej wybrnąć z depresj
              > i. Przemyśl to pod tym kątem i pomóż przyjaciółce, bo wszystko na to wskazuje,
              > że ona jest już na skraju wyczerpania, a to jest bardzo niebezpieczy stan.
              Dzieki za radę, ale proponuje przeczytac dokładnie moje wpisy- przyjaciółka 3x była u psychologa, nie pasowało, próbowałam ją namówić na zmianę terapeuty- nie chce, a poza tym dzieli nas odległośc kilku km (Łódż-Częstochowa) niby nie aż tak wielka, ale ja też mam swoja rodzinę, problemy, dzieci, prace sezonową- i teraz akurat zaczyna się boom w mojej branży i meża, który powoli zaczyna mieć dosyć tej całej sytuacji i problemów mojej przyjaciółki.
              Co mam zrobić? Jechać do Częstochowy i w d... za przeproszeniem ja kopać i zmusić do wizyty u specjalisty? Nie da sie tak- jeżeli ktos nie chce, to specjalista mu nie pomoze- wiem, bo sama kiedyś dosć długo chodziłam do psychologa, wiem jak to działa- owszem pytania psychologa mogą się wydawać głupie czy bezsensowne albo dołujące(tak twierdzi moja przyjaciółka), ale one maja jakiś ukryty sens- no chyba, ze trafi sie na wyjatkowo niekompetentnego terapeutę, ale takiego zawsze mozna zmienić, a moja przyjaciółka nie chce... No sorry, ale w tym zakresie niewiele mogę, praktycznie nic juz nie mogę. Proponowałam jej nawet przyjazd do mnie i, ze w ramach urodzinowego prezentu zapłace jej za 2-3 wizyty u mojej pani psycholog- też nie chce, nie ma siły, co jej psycholog pomoze, i tak musi wrócic do tej samej pracy i tego samego domu....
              • kokosznik Re: Dziękuję wdpd:) 18.03.11, 14:13
                Cieszę się, że przeczytałaś mojego posta. Ja doradzam psychiatrę i tabletki. Psycholog i terapia - to już okazało sie niewystarczające. Jak czytam Twoje opisy sytuacji to widzę siebie w przeszłości. Antydepresanty też są dla ludzi, stanowią czasami najlepszą pomoc. To są leki, które działają dopiero po jakimś czasie, po nasycenie organizmu, najczęściej po dwóch tygodniach.
                Widzę jak się zaangażowałaś w tą sytuację i dlatego doradzam z pełnym przekonaniem. Jak Twoja przyjaciółka nabierze sił to znajdzie czas na spotkanie z Tobą. I spojrzy inaczej na siebie, swoją rodzinę i męża pasożyta. Teraz jest jakby w zaklętym kręgu. Potrzebuje czasu, by z tego powolutku wyjść.
                I Tobie też życzę dużo sił, bo doceniam jak bardzo Ci zależy na przyjaciółce.
              • kokosznik Re: Dziękuję wdpd:) 18.03.11, 15:20
                I jeszcze jedno; może Twojej przyjaciółce przydałoby się zwolnienie lekarskie. U psychiatry, jeśli ona na depresję nie będzie z tym problemu. Może to będzie dla niej argument za pójściem do specjalisty. Że wreszcie trochę odpocznie.
                Pozdrawiam i Ciebie i Twoją znajomą.
                • anetapzn Re: Dziękuję wdpd:) 18.03.11, 15:24
                  kokosznik napisała:

                  > I jeszcze jedno; może Twojej przyjaciółce przydałoby się zwolnienie lekarskie.
                  > U psychiatry, jeśli ona na depresję nie będzie z tym problemu. Może to będzie
                  > dla niej argument za pójściem do specjalisty. Że wreszcie trochę odpocznie.
                  > Pozdrawiam i Ciebie i Twoją znajomą.
                  Dziękismile To mógłby być argument- codziennie rano dobieram smsy, ze jej gorzej jak ma isć do pracy, marzy om możliwosci siedzenia w domu itp. W niedzielę z nią porozmawiam.
                  Dziękujesmile
    • anetapzn Po weekendzie;( 22.03.11, 09:56
      Krótko zdam relację, bo ręce mi opadłysad W niedziele zadzwoniłam do mojej przyjaciółki, z pół godziny jej tłumaczyłam, klarowałam, wypisałam sobie wcześniej punkt po punkcie, że ja jej moge pomóc ale przede wszystkim ona musi zrobić 1. krok, ze poszukam jej dobrego psychiatry albo psychologa u niej w mieście itd, itp wygadałam sie, a ona...rozłączyła się. Myślałam, ze musi przetrawić wszystko. czekam cierpliwie, a wczoraj sms taki o niczym i 0 (zero !!!) nawiazania do niedzielnej rozmowy. Ok, nie chce o tym rozmawiać, trudno nie wpieprz... się dalej. tylko dziś rano sms z typu " o Boże żyć mi sie nie chce itd" Już nie odpowiedziałam, no sorry, ale nie mam siły. Ręce opadły.
      • mama.rozy Re: Po weekendzie;( 22.03.11, 10:15
        przestań jej odpowiadac.po prostu.albo napisz,że Ci na nowe buty brakuje a mąż sadysta nie chce się dołożyc.serio.kiedyś już był tutaj taki wątek,jak się pozbyc upierdliwej znajomej.
        sorki,ale nic nie zrobisz,a jeszcze sama oberwiesz.
        nie da się pomóc komuś,kto sam tego nie chce.
        zostaw ją,bez współczucia.
        • anetapzn Re: Po weekendzie;( 22.03.11, 13:40
          mama.rozy napisała:


          > zostaw ją,bez współczucia.
          Chyba nie mam wyjścia, ale po 20 altach przyjażni, zal, niestety sad.
          Dzięki wdpd za wszystkie rady.
          • bestraga Re: Po weekendzie;( 22.03.11, 19:24
            a weisz , ja bym sie tak zezłościła , ze bym postanowiła trochę ja podenerwować i ostentacyjnie bym narzekała , przerywając jej i uparcie narzekając i wybrałabym takie tematy demonstracyjnie głupawe - na przykład ciąg narzekań na pogodę , ciśnienie , ból głowy , albo na młodzież może.Po prostu założyłabym się z sama z sobą, po jakim czasie będzie mnie miała dosyć .. i po cichu bawiłabym się tym.. trochę okrutne , ale...
            • marzeka1 Re: Po weekendzie;( 22.03.11, 19:47
              ". się dalej. tylko dziś rano sms z typu " o Boże żyć mi sie nie chce itd" Już nie odpowiedziałam, no sorry, ale nie mam siły. Ręce opadły."

              - moim zdaniem próbujesz uszczęśliwić kogoś, kto nie chce wykonać żadnego sensownego ruchu. Trudno, masz własne życie, przestałabym w ogóle reagować na takie smsy, omijałabym temat męża. W sumie nie dziwię się irytacji twojego męża, bo ile można????
            • anu_anu Re: Po weekendzie;( 22.03.11, 21:38
              Nie warto robić pokazówek, nic nie dają a szarpią nerwy obu stron.
              Wg mnie Aneta wybrała najlepsze wyjście - tzn. brak reakcji.
              • bestraga Re: Po weekendzie;( 22.03.11, 22:43
                a tak na serio, to faktycznie najlepiej nic nie zrobić. Koleżankę lubisz, pomóc jej nie można, bo ona tego nie chce - wiec jedyny problem który pozostaje, to czy będziesz jej pozwalała się wyżalać, czy cie to na tyle dołuje ,ze wolisz zmniejszyć zasadniczo intensywność przyjaźni.Ale bez wielkich scen wyjaśniających, nie zamykajcie sobie drogi do powrotów, bo życie bywa zaskakujące a jedna więcej życzliwa osoba się przyda.
              • anetapzn Re: Po weekendzie;( 23.03.11, 09:44
                anu_anu napisała:

                > Nie warto robić pokazówek, nic nie dają a szarpią nerwy obu stron.
                > Wg mnie Aneta wybrała najlepsze wyjście - tzn. brak reakcji.
                Chociaz szlag mnie trafia, jak dostaje kolejne smsy. Ja jestem z tych ludzi, którzy nie lubia siedzieć, narzekac i nic nie robic-10000x bardziej wole działanie.
                • anu_anu Re: Po weekendzie;( 23.03.11, 18:25
                  anetapzn napisała:

                  > Chociaz szlag mnie trafia, jak dostaje kolejne smsy. Ja jestem z tych ludzi, kt
                  > órzy nie lubia siedzieć, narzekac i nic nie robic-10000x bardziej wole działanie.

                  Oj, wierzę Ci bo ja też się wtedy gotuję, nie znoszę narzekania, a już ze szczególnym uwzględnieniem narzekania w tonie pretensji skoligaconego z absolutnym "nic-nie-robieniem"
                  Unikam usób, które mają pretensje do wszystkich i o wszystko - bo to są pijawki energetyczne.
          • kokosznik Re: Po weekendzie;( 22.03.11, 23:47
            Bardzo Ci współczuję. Domyślam się jak fatalnie się z tym czujesz.
            Ale zrobiłaś dobrze, powiedziałaś co powinna zrobić.
            Jeśli moje domysły, że to jest jakaś faza depresji są słuszne to do Twojej przyjaciółki dotarła informacja. Być może musi się z nią jeszcze oswoić, ale wie co jej oferujesz, na jaką pomoc może liczyć od Ciebie i że powinna szukać lekarza. Miejmy nadzieję, że dotrze to do jej głowy i się zdecyduje. Ty nic już zrobić nie możesz. Bo tylko ona może zgodzić się ona pomoc. Lub nie. Niestety. Jeśli teraz ona poprosi Cię o wsparcie i pomoc np. w znalezieniu poradni to jeśli możesz to znajdź. Ale tak naprawdę możesz tylko czekać na jej gest.
            I tylko się nie obrażaj, bo na chorobę nie należy się gniewać.
            A sprawy z jej mężem trochę później.
            • mama.rozy Re: Po weekendzie;( 23.03.11, 08:31
              przyszło mi do głowy jeszcze takie coś-możesz jej otwarcie powiedziec-słuchaj,jak tobie mogę pomóc,ale to będzie radykalne.albo tego chcesz,albo o tym nie rozmawiamy.i koniec.
              jak nie będzie chciała,to za każdym razem,jak zacznie,powiedz-o tym nie rozmawiamy.kropka.
              żeby był jasny przekaz,że jej nie lekceważysz,tylko chcesz naprawdę pomóc
    • anetapzn Mamy postep- no powiedzmy... 24.03.11, 12:26
      Właśnie dostałam smsa od przyjaciółki, że znalazła sobie poradnię psychiatryczną na NFZ i bedzie dzwonić umawiać się an wizytę. Wiem jedna jaskółka (a może to skowronek...?) wiosny nie czyni, ale zawsze cos, mam nadzieję, ze to dobry znak, a nie tylko coś żebym sie odczepiła i nie truła...
    • anetapzn Ręce opadają.... 06.06.11, 12:54
      ....ponieważ nic się nie zmieniło, ponad 2 miesiace minęły odkąd założyłam wątek i nic ale to zupełnie nic się nie zmieniło. Czyli te, które pisały, że moja przyjaciółka po prostu nie chce nic w swoim życiu zmienić-miały rację.
      • anu_anu Re: Ręce opadają.... 06.06.11, 13:15
        No mówię Ci - pijawka energetyczna, nie dość, że wyssie z człowieka całą enerię to ją zmarnuje...
      • niedobre Re: Ręce opadają.... 07.06.11, 01:14
        Przeczytałam. I mam wrażenie, że albo nigdy nie miałaś problemów z facetem, albo nie masz faceta. Stan twojej przyjaciółki miałam jeszcze niedawno i rozumiem dlaczego się rozłączyła. Ona jest po prostu cholernie zmęczona. Wyprana z energii, siły i chęci do życia. Rozstanie z drugim człowiekiem, szczególnie takim, którego się kocha jest BARDZO TRUDNE. Psychicznie. I z jednej strony ma gniota psychicznego, bo facet jej nie pomaga, ona jest odpowiedzialna za wszystko i utrzymać swoje dzieci, a z drugiej nie ma już siły do walki z tym facetem, a przede wszystkim ze sobą, ze swoimi lękami, jak to będzie kiedy zostanie sama (nie chodzi o finanse), a jeżeli jeszcze zobaczyła jak wygląda sprawa rozwodowa to jej ręce opadły. Musi zawalczyć a nie ma już siły. I twoje doradztwo nic jej nie pomoże. Męczysz ją dodatkowo. Rozłączyła się, bo jej psychika wysiadła. Nie rozumiesz jej, a ona nie umie ci tego wytłumaczyć, nie ma to siły ani chęci. Coś w rodzaju depresji. Jedyne co możesz to słuchać. Ale daj jej spokój i jej nie doradzaj. To nic nie da.
        • anetapzn Re: Ręce opadają.... 07.06.11, 07:27
          niedobre napisała:

          > Przeczytałam. I mam wrażenie, że albo nigdy nie miałaś problemów z facetem, alb
          > o nie masz faceta.
          I tu się mylisz- psychologia, jak widzę nie jest Twoja mocną stroną- mam męża, od ponad 10 lat tego samego, bywały gorsze i lepsze dni, jak to w każdym małżeństwie, aha gwoli informacji- to mój drugi mąż- z pierwszym sie rozwiodłam, bo wyobraż sobie, ze miałam z nim problemy i to poważne.
          Niedobre, daruj sobie te pseudo psychologiczne analizy, bo jakos nie bardzo Ci to wychodzi.
          • niedobre Re: Ręce opadają.... 16.06.11, 23:19
            Nigdzie nie twierdziłam, że jestem psychologiem. Taki stan jak twoja przyjaciółka własnie miałam. I wiem, że jej nie pomożesz, szczególnie dlatego, że jej nie rozumiesz. Daruj sobie zbawianie świata - nie bardzo ci wychodzi.
            • bestraga Re: Ręce opadają.... 16.06.11, 23:31
              no i widzisz jak to wygląda z tamtej strony ? Jest ktoś kto miał to samo i się jeszcze złości na tych co pomagają, i ma pretensje ze się w głupia angażowałaś , skoro ci nie wychodzi! I oczywiście nie potrafi porządnie ci powiedzieć co właściwie powinnaś była zrobić i jak powinno "wychodzić" aby świat dał się zbawić!!! Oj ,...
    • mmena Re: Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce??? 06.06.11, 14:00
      Nic nie robic. To nie twoja sprawa, nie wtracaj sie, tylko zajmij swoim zyciem.
      Zawsze wiemy lepiej co jest lepsze dla naszych przyjaciol, gorzej tylko, ze nie potrafimy zaakceptowac tego co oni sami wybrali.
      • anula36 Re: Poradżcie- jak pomóc przyjaciółce??? 16.06.11, 23:35
        ja bym sie tez nie pchala z pomoca, chyba ze przyjaciolka sama poprosi. Inaczej jeszcze Ci wypomni ze psujesz jej relacje z mezem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja