anetapzn
15.03.11, 17:14
Kochane wdpd- wiem, moze nie to forum, ale moze moderatorki mnie nie wytną....a zawsze mi doradzałyscie, moze i tym razem też. Dużo tych "moze", ale spróbuje

Chodzi o moja przyjaciółkę, 40latka, praca biurowa, 2 dzieci (liceum i III klasa podstawówki)+ maż pasożyt- nie pracujacy od 5 lat. Chodzi o to, jak jej pomóc, jak ja zmobilizować, zeby z tym pasożytem, pijawką meżem coś zrobiła. Chłop w sile wieku, mechanik+ elektryk z zawodu, ale po prostu nie pracuje bo nie, bo mu sie nie chce. I tak 5 lat już ta biedna dziewczyna utrzymuje cały dom. Mieszkanie jest jej, ale pasozyt jest tam zameldowany. Próbowala sie rozwieść,ale pasozyt przed sądem przysięgał, że znajdzie prace, nie wyobraża sobie utraty wiezi z dziećmi itp pierdoły. Od tej sprawy sądowej mineły 3 lata i nic, 0 zmian. Namawiam moja przyjaciółkę na kolejna sprawę, ale ani za bardzo pieniędzy nie ma na dobrego adwokata(chcialam jej pożyczyć, ale ona twierdzi, zę nie będzie miała z czego oddać), ani wsparcia w rodzinie (najbliżsi uwazaja, ze mężuś jest dobry- chodzi na wywiadówki do szkoły, na msze dzieci w niedziele prowadza). Żal mi dziewczyny bo widzę (tzn. słysze bo ona mieszka w innym mieście), że jest z nią coraz gorzej psychicznie. próbowałam ja namówić na wizytę u psychologa, ale jej sie nie chce- twierdzi, że jak przyjdzie do domu z pracy to już na nic nie ma siły (zaznaczam, ze mężus-pasożyt w domu nic nie zrobi-nawet nie odkurzy), nie stac ją na dobrego adwokata, a w ogóle powiedziała, że kolejnej ew. sprawy rozwodowej nie przetrzyma. Jak można jej pomóc? Wiem, zę sama za nia nic nie zrobię, ale chciałabym jej jakos pomóc i nic mi nie przychodzi do głowy. Serce mi sie kraje, ale jednocześnie trafia mnie cos, jak u niej widze taką bierność. Wiem, ze to trochę patowa sytuacja- bo ona sama musi chcieć zmian, ale moze coś mi doradzicie...