jagodamalina
02.08.13, 18:36
Jakiś czas temu kupiłam spory kawałek polędwicy sopockiej, czy łososiowej - w każdym razie takiej surowej, wędzonej. Była świeżutka i pachnąca, ale musieliśmy pilnie wyjechać, więc zamroziłam. Postanowiłam więc, że użyję jej do pizzy. Dzisiaj rozmroziłam, pokroiłam i pomyślałam, że lepiej przesmażę. Kiedy wrzuciłam to na patelnię zaczęła kipieć jakaś piana, omal z patelni nie wylazła. Okazało się, że wytrąciło się pełno białej, tłustej mazi. Pływające w niej plasterki czegoś??? były wręcz oślizgłe. Od razu wiedziałam, że nie dam tego rodzinie, ale chciałam sprawdzić, co to jest. A więc to białe po chwili ostygło i miało konsystencję tłustego, mączytego klajstru. To, co miało być mięsem okazało się pokrojoną, gumową podeszwą, z tym, ze podeszwa chyba byłaby smaczniejsza. To cóś nie miało w ogóle smaku, ulotniło się też nagle całe wędzenie - a więc wszystko było całkowicie sztuczne, twarde, gumiate i niejadalne.
Gdybyśmy to zjedli od razu, nie widziałabym, że to takie świństwo. Tylko zastanawiam się, ile razy już coś takiego, nieświadomie, jedliśmy. Do tej pory kupowałam drogie wędliny, bo uważałam, że te tanie są całkowicie sztuczne. Ale teraz widzę, że opłaca się fałszować drogie wyroby, bo jest większe przebicie.
Czy są jeszcze jakieś naturalne wędliny, bo już jestem blisko wegetarianizmu. Do tej pory mną trzęsie na myśl o tym ohydztwie.