Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a związek

04.08.13, 12:48
Sezon urlopowy, a więc spotkania ze znajomymi, długie rozmowy, wino i rozluźnienie języków. Okazuje się nagle, że życie większości z nas nie jest usłane różami, że każdy ma jakieś problemy, każdy szuka rozwiązania, a jednak udaje, że wszystko jest ok.

Kilka spraw po prostu mnie dręczy, każda z nich jest związana z finansami i dla żadnej z nich nie jestem w stanie znaleźć rozwiązania. Może Wy pomożecie?

Wszyscy jesteśmy w okolicach trzydziestki, tak +/- 3 lata, wszyscy są w związkach, niektórzy w długoletnich, inni w dość świeżych i dopiero docierających się.

Wszędzie problemem są finanse, a raczej spore dysproporcje w zarobkach.

1. Małżeństwo. Ona 30, on 32. Razem od 12 lat. Ona nauczycielka, on programista. Mieszkają w niewielkim mieście powiatowym, wydawało się wcześniej, że ich związek może być przykładem dla innych, jednakże nic bardziej mylnego, przynajmniej od roku. Ona na skraju załamania nerwowego, od niego ma najmniejszego wsparcia.

Problem:
Ona pracowała w szkole publicznej, przez trzy lata miała prawie półtora etatu, zarobki niezłe. Jednak szkoła została przeznaczona do wygaśnięcia. Czyli nie ma nowych naborów, część dzieci przeszło do innej szkoły. Oddziałów coraz mniej. Aby nie stracić pracy, zgodziła się pracować na pół etetu. Zarobki poleciały drastycznie w dół. Dorabiała korepetycjami. Mąż sam stwierdził, że lepiej, żeby zgodziła się na owe pół etatu, niż pracy nie miała w ogóle. Pamiętam doskonale tę rozmowę, gdyż sam stwierdził, że zarabia tyle, że bez problemu utrzymają się tylko z jego pensji.

On, coroczne awanse. Praca częściowo zdalna, spotkania w siedzibie firmy raz w tygodniu, dojazd 100 km. Jego zarobek netto to koło 9 tysięcy mięsięcznie (jej 1500 zł).
Wcześniej sprawy finansowe mieli podzielone tak, że za większość rzeczy płaciła ona. To ona robiła zakupy, ona najczęściej płaciła za mieszkanie, on finansował większe zakupy (AGD, wakacje, wyrównanie za ogrzewanie), nie było problemów. Wszystko zmieniło się w kwietniu, kiedy pierwszy raz poprosiła go o przelew, gdyż nie ma pieniędzy na pokrycie bieżących wydatków. Dziewczyna robiła w domu wszystko, sprzątanie, pranie, prasowanie, gotowanie, on można powidzieć, że pod tym wzgłędem był "upośledzony", sam wielokrotnie śmiał się, że po przekroczeniu kuchni/progu sklepu spożywczego dostaje ataku paniki, więc tam nie wchodzi. Koleś nie ma pojęcia o cenach itp… Zaczęły się jazdy. Kazał przygotować jej zestawienie kosztów stałych, z racji, że ona skrupulatnie wszystko notowała, pokazała, koleś siedział nad tymi rachunkami całą noc, po czym stwierdził, że:
- wydaje stanowczo za dużo (mieścili się w wydatkach rzędu 4 tysiące zł miesięcznie)
- że skoro jest ich 2 to opłaty dzielą na połowę i on przeleje jej 2 tysiące miesięcznie i ani grosza więcej nie dostanie, na nic!

Facet nie rozumie, że 2 tysiące jakie ona ma wydać na bieżące utrzymanie to więcej niż ona zarabia. Nie pamięta też swoich zapewnień, że poradzą sobie, bo on ma o wiele wyższe wynagrodzenie. Posuwa się do tego, że nazywa ją darmozjadem, wyrzuca jej bezużyteczność, lenistwo i uważa się za jej sponsora! No ludzie no! Dziewczyna naprawdę jest w kiepskiej formie. Próbowaliśmy z nim rozmawiać, tłumaczyłam, że branża IT jest branżą specyficzną, że rynek pracy w trzydziestotysięcznym miasteczku rządzi się innymi prawami. Niestety, ale ona nie ma możliwości zmienić pracy w miejscu zamieszkania, tam jest 5 podstawówek, 3 gimnazja i 2 licea. Na jeden etat nauczyciela przypada 5 mogących go podjąć. W przyszłym roku szkolnym będzie miała 8 godzin + ustalone korepetycje i zarobki nie przekraczające 1300 zł. Wspólna znajoma zaproponowała jej pół etatu w przedszkolu, praca popołudniami, jednak musi podjąć studia podyplomowe. Na które ona oczywiście nie ma pieniędzy, mąż powiedział, że jak je sobie sfinansuje to proszę bardzo…

Ten koleś jest nienormalny! Nie mam ochoty na niego patrzeć, obrzydza mnie! To jak ją traktuje wzbudza we mnie agresora. ich małżeństwo (poza finansami) również się sypie, właśnie od pamiętnego incydentu pod tytułem pieniądze. Macie jakieś rady?

P.S.:
* nie ma żadnego kredytu
* wspólnota majątkowa big_grin
* mieszkanie jest jej własne, odziedziczone po dziadkach, w czasach kiedy nie byli małżeństwem, wprowadził się do niej po ślubie "na gotowe"
    • nostress.ka21 Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 04.08.13, 12:53
      Bohaterka wątku wyraziła zgodę na opisanie jej sytuacji.
      • czarnagraza Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 04.08.13, 21:43
        wg mnie ma inną kobietę.
    • sasilla Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 04.08.13, 13:29
      Zarobki tu akurat nie maja nic wspolnego. Facet jest po prostu burakiem i tyle. Problem wyszedl akurat przy pieniadzach, ale mogl przy setce innych rzeczy.
      Chyba nie da sie tu udzielic konkretnej rady. Para potrzebuje albo ostrej terapii, moze z udzialem jakiegos doradcy malzenskiego, psychologa albo coz... zakonczenia zwiazku.

      U mnie tez istnieje spora roznica w zarobkach, ale oboje z mezem funkcjonujemy w tym ukladzie swietnie. Nizsza pensja w moim przypadku daje wiele pobocznych bonusow (praca zdalna, brak dojazdow, sztywnego czasu pracy etc.). Przed przyjeciem pracy przedyskutowalismy sprawe doglebnie i stwierdzilismy, ze na tym etapie zycia taki uklad nam odpowiada, nawet kosztem skromniejszej kasy. I nigdy nie uslyszalam jakiegokolwiek wyrzutu czy porownania w kwestii finansowej.
    • dzieciuszek Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 04.08.13, 14:04
      U mnie mąż też zarabia kilkukrotnie więcej niż ja i nie mamy z tym problemu. Owszem, czasem, gdy proszę go o przelew, pozwala sobie zażartować że "znowu na nim pasożytuję", ale wtedy mu odszczekuję, żeby nie zapominał, że skoro mamy wspólnotę majątkową, to połowa jego pensji należy do mnie smile

      I zgadzam się z poprzedniczką - wyszedł z pana kompletny burak sad Nie sądzę by taką mentalność dało się zmienić, niestety. Może, z dużym naciskiem na "może", psychoterapia jakaś by pomogła. Ale wątpię by pan się zgodził, bo pewnie nie uważa, żeby miał z czymkolwiek problem. A wola zmiany jest kluczem do sukcesu.
      • nostress.ka21 Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 04.08.13, 14:45
        Właśnie obawiam się, że to początek końca. Wątpię, żeby on się zgodził na terapię. Najbardziej zastanawia mnie jednak moment, w którym u nich to wyszło. Wcześniej naprawdę nie było problemów, zarówno wynika to z obserwacji, jak i z jej słów. Tak jakby jego awans i spora podwyżka, ostro go zmieniły.


        Tak na marginesie: ja też zarabiam znacznie mniej niż mój partner i niestety, ale 95% sprzeczek to właśnie finanse. I wychodzi na to, że w każdym związku wśród znajomych (w tym samym wieku) właśnie finanse są najbardziej konfliktowym elementem życia. Jedno małżeństwo (oprócz tego opisanego) już jest w separacji, właśnie poprzez dysproporcje w zarobkach, jednak wynikające z pojawienia się dziecka uncertain Ale to historia raczej na melodramat niż wątek na forum sad
    • anu_anu Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 04.08.13, 15:11
      A ryknąć! Są razem, ich dochody są wspólne i nie ma mowy o tym aby ktoś kogoś rozliczał czy wydzielał ustalając jak często wolno kupować pastę do zębów! Trzeba to jasno powiedzieć i jeżeli reakcja będzie inna niż zgoda - to jest tylko jeden rozsądny krok - rozejście się. W każdym razie ja bym nie umiała funkcjonować w związku, w którym co moje to wspólne a co męża - to jego...
    • kamunyak Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 04.08.13, 15:41
      Nie wiem, jak to możliwe, że koleżanka przez 12 lat nie dostrzegła tego, jaki jest jej mąż.
      U siebie dostrzegłam to wkrótce po ślubie, niestety, juz po pojawieniu sie dzieci a, jako dziecko rozwiedzionych rodziców, nie chciałam od męża odchodzić. Jednak od tamtej pory wiedziałam, że liczyc moge wyłacznie na siebie i uwzględniałam to w dalszym życiu. Nigdy nie pozwolilam sobie na żadną zależność od męża, także, czy może przede wszystkim, finansową.
      Trudno cos radzic koleżance. Jesli warunki na to pozwalają a przede wszystkim - jeśli dzieci nie mają to ja bym od faceta odeszła. Po co mi ktoś, na kogo liczyć w trudnej sytuacji nie mogę, kto mnie wykorzystuje, czy też wykorzystywał? Faceta wywalic na bruk (mieszkanie odziedziczone), może otrzeźwieje.
      dziewczyna jest jeszcze na tyle młoda, że może sobie ułożyć z kimś "normalnym".
      Jeśli są dzieci no to na pewno jest trudniej ale trzeba rozważyć wszystkie opcje i, przede wszystkim, zająć się sobą.
      Na studia może wziąć kredyt, to przecież nie jest jakas astronomiczna suma.
      • kklekss Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 04.08.13, 15:58
        To nie jest prawdziwe małżeństwo tylko spółka zoo.
        • kamunyak Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 04.08.13, 16:15
          Jeśli odnosisz to do mnie, chociaz wątek o kim innym, to zadam ci pytanie - a co to jest prawdziwe małżeństwo? i czy to, co dla ciebie jest prawdziwe, jest takze prawdziwe dla twojej przyjaciółki, męża lub musi być prawdziwe dla mnie?
          Każdy ma "swoją prawdę" i ważne, żeby czuł się z nią dobrze.
          Akurat tamta dziewczyna nie czuje się dobrze w swoim związku i go nie akceptuje w nowej formie.
          Ba, raczej szuka pomocy żeby sytuację zmienić.
          W każdym razie, na pewno nie ty będziesz oceniać mój związek i mówić, czy jest on dobry, prawdziwy, czy też nie.
          • kklekss Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 05.08.13, 18:33
            To nie była odpowiedz do ciebie ale ogólnie do postu podnoszącej temat małzeństwa jej koleżanki.
    • tuvalu1 Re: Sezon ogórkowy - dysproporcje w zarobkach 04.08.13, 17:27
      Zaraz mi się pewnie dostanie ale spójrzcie proszę z innej strony:
      Dwie osoby, brak kredytów do spłacania, mieszkanie urządzone, większe wydatki bierze na siebie mąż a i tak co miesiąc ubywa 4 tys. PLN... Sporo.
      Pewnie w spokojnej dyskusji na tematy finansowe pojawiło się o jedno słowo za dużo. Ktoś coś powiedział, kto inny źle zrozumiał a teraz dodatkowo my wszyscy, internetowi specjaliści, popychamy ten wózek ku krawędzi...
      • nostress.ka21 Re: Sezon ogórkowy - dysproporcje w zarobkach 04.08.13, 18:11
        Wyjaśnię:
        - te 4 tysiące nie ubywają jemu, koszty stałe uśrednione do 4 tysięcy miesięcznie, zostały po prostu uśrednione, w tym był bodajże zakup lodówki czy pralki, jakaś "koperta" na wesele, i takie tam nieplanowane wydatki. Oni żyją można powiedzieć, że skromnie, wątpię, żeby on wydawał chociażby tysiaka miesięcznie na ich życie... I tu jest problem. Jeszcze gdyby nie reagował na nagłe zobowiązania tak jak reaguje.

        Ja po prostu zastanawiam się jak w małżeństwie można robić taki podział kosztów. Szczególnie w takiej, chcąc czy nie trudnej, sytuacji. Ok, jak oboje małżonków zarabia powiedzmy po 6 tysięcy netto, ich koszty życia określone są na 5 tysięcy, to się składają po te 2,5 tyś. Wszystko pięknie ładnie. Tutaj mamy sytuację kiedy jedna osoba zarabia 9 tysięcy, druga 1300 zł i oboje mają składać się po równo? Nawet jeśli on byłby taki wspaniałomyślny powiedział, że mają obniżyć standard życia, on przeleje 2500 zł, a ona daje resztę. To serio, ale co w razie jakiegoś nagłego wypadku? Koleś będzie musiał iść do dentysty to pójdzie, ale ona nie będzie miała na to pieniędzy. Nie będzie w stanie kupić sobie butów czy płaszcza, bo każda złotówka pójdzie na ich wspólne życie. Czy to jest fair?

        Zauważ, że to nie jest tak, że ona nic nie robi/nie robiła, że jest pasożytem i ma ochotę leżeć i pachnieć. Szło jej dobrze, miała satysfakcjonującą pracę, niezłe dochody (jak na miejsce zamieszkania), własne mieszkanie itp Nagle można powiedzieć, że zostaje z ułamkiem etatu, bez perspektywy pracy w zawodzie w swoim miejscu zamieszkania, chce podjąć studia, które pozwolą jej zarabiać więcej, ma nagraną pracę w tym zawodzie i można powiedzieć, że będzie to pewna praca, a tutaj jej mąż, każe jej finansować samemu studia, bo on nie jest jej sponsorem?

        Serio?

        Znam tę parę od zawsze. Ją naprawdę od zawsze, jego poznałam wieku lat nastu. Utrzymujemy naprawdę przyjacielskie kontakty, wielokrotnie rozmawialiśmy na przeróżne tematy. On po prostu zmienił się przez ostatni rok, nie zawsze taki był. Nie rozliczali się z każdej złotówki itp

        Jedyne co mogło pójść za daleko to jego podejście do żony. Do żony, która jak nigdy potrzebuje jego wsparcia i akceptacji, a tego nie ma!
      • sasilla Re: Sezon ogórkowy - dysproporcje w zarobkach 04.08.13, 18:16
        Jak by nie bylo, to nazywanie współmałżonka "darmozjadem" i inne miłe określenia jakie w powyższym tekscie padły to nie jest normalna i zdrowa sytuacja.
        4 tysiace, bez kredytow itp. mi tez sie wydaje spora kwota, ale tez bez przesady. Cos fajniejszego do jedzenia, lepsze produkty, jakies wyjscie i kwota pęka.
        Mysle, że dałoby sie im cześć wydatków sciac, tylko w sumie w imie czego? Skapic cale życie, aby więcej w skarpecie zostalo? Ponad połowa dochodu i tak im zostaje. Chyba, ze maja jakis cel, zbieraja na budowe domu, samochód etc. Wtedy należałoby wspolnie przedyskutowac gdzie mozna zrobic oszczednosci, z czego zrezygnowac, co zrobic aby polepszyc sytuacje, zarobic wiecej.

        A nie sytuacja, ze facet wydziela kwote niczym pensje sluzacej i oczekuje obslugi. I tylko ma pretensje, ze jest nie po jego myśli.


        --
        kuchnia-pelna-cudow.blogspot.com/
        • nostress.ka21 Re: Sezon ogórkowy - dysproporcje w zarobkach 04.08.13, 18:48
          Mieszkanie ma około 100 mkw, mieści się w secesyjnej kamienicy, jest wysokie, ogrzewanie gazowe, które w sezonie pożera spore kwoty. Obawiam się, że jakby odjąć od tych 4 uśrednionych tysięcy, kwoty za gaz, to na pewno zmieściliby się w 3 tysiącach, odliczając jakieś większe zakupy czy naprawy, to na bank nie przekroczyliby 1700 zł. Czy to dużo?
    • ewa_2009 Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 04.08.13, 18:36
      A może bohater historii sam myśli o zakończeniu tego związku i nie chce inwestować w aktualną żonę? Albo liczy, że to ona zrobi pierwszy krok w kierunku rozwodu. Tym bardziej, że mieszkanie jest jej własnością i t nic nie ugra.
      Może jestem przewrażliwiona, ale mam złe doświadczenia...
      • nostress.ka21 Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 04.08.13, 18:45
        Też to podejrzewałam, ale dyskretny wywiad środowiskowy jakoś sprawił, że wiele osób powątpiewa. Ja jestem trochę fatalistką w tych sprawach i wiem z własnego doświadczenia, że facet siedzący po 18 godzin na dobę przy komputerze, wyjeżdżający raz w tygodniu na cały dzień, mający spore dochody, z których nikomu się nie spowiada, jest w stanie zdradzić uncertain
        • ewa_2009 Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 04.08.13, 19:16
          Mi bardziej chodzi o fakt, że nagle zaczęło mu zależeć na pieniądzach...
          • irenazu Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 04.08.13, 19:33
            Mój mąż też więcej zarabia ode mnie ale nie mamy z tym problemu. Po prostu, od pierwszego wspólnego dnia (prawie 30 lat po ślubie) mamy wspólne konto i co moje to i jego, i odwrotnie. No ale my jesteśmy, że tak powiem starej daty. Kiedyś przy okazji jakiejś kłótni coś tam napomknął, że on więcej zarabia i zrobimy podział to mu powiedziałam, że owszem, ale ja mam prawo do połowy jego całych dochodów, a on do połowy moich i możemy się dzielić. Ja w ogóle nie rozumiem tych oddzielnych dochodów. Po ślubie wszystko powinno być wspólne. Oczywiście to co zarabiamy od tego dnia.
    • mancipi Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 04.08.13, 21:06
      zarówno z zawodowego pkt widzenia (jako prawnik) oraz życiowego powiem ze sytuaca nie jest normalna, pani potrzebuje zastsowac drastycze srodki i wyjasnic sobie z M pewne kwestie, jak tego nie zrobi to musi się pogodzic ze tak bedzie zawsze a nawet bedzie sie pogłębiało. sama mam męża programistę i obecnie różnica w naszych zarobkach jest spora, ale nigdy nie stanowiło to problemu, ba przez 2 lata (rok przed ślubem) utrzymywał mnie, bo dla niego zrezygnowałam z pracy aby wspólnie wyjechac za granicę. osobiście uważam że takie zachowania jak przedstawione źle wróżą i ktoś powinien potrząsnąc dziewczyną, byc moze skierowac do psychologa
      a odnośnie wydatków na poziomie 4 tys to imo nie musi byc duzo, po prostu zazwyczaj za wyzszymi dochodami ida wyzsze wydatki
    • altu Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 04.08.13, 21:24
      hm.. dla mnie dziwne jest, że małżeństwo, mające wspólnotę majątkową nie ma wspólnego konta, z którego idzie na utrzymanie domu i na wspólne życie.
      pewnie to załatwiłoby większość problemów, z jakimi się bohaterka teraz boryka.

      to, że mąż ją obraził, że jest darmozjadem - mogłaby strzelić focha i zatrudnić panią do sprzątania i gotowania - byłoby płacone także z pieniędzy wspólnych, ale w momencie gdyby mężowi zależało na oszczędności - widziałby ile faktycznie kosztuje praca żony w domu.

      małżeństwo z założenia jest na dobre i złe..
      a co by było, gdyby ona pracę straciła zupełnie? mąż by jej nie utrzymał? zamknąłby lodówkę? zrobiłby zakupy przez internet, tylko dla siebie? zatrudnił służbę do obsługi swojej osoby? żonę by z domu wyrzucił? -> no tutaj nie może, bo to jej mieszkanie..

      skoro ten pan chce tak się liczyć z żoną, niech ona wyceni - że wynajmuje mu pół mieszkania, z darmowym sprzątaniem i praniem, za 2 tysiące miesięcznie wink i będzie miała brakujące swoje 2 tys. do domknięcia budżetu domowego.

      tyle, że to bez sensu - są małżeństwem a będą liczyć się jak obcy.
      tam musi być jakiś pies pogrzebany.
      skoro małżeństwo, to na dobre i złe, ze wspólną kasą i wspólnymi problemami..
      • nostress.ka21 Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 04.08.13, 22:29
        altu napisała:

        > hm.. dla mnie dziwne jest, że małżeństwo, mające wspólnotę majątkową nie ma wsp
        > ólnego konta, z którego idzie na utrzymanie domu i na wspólne życie.
        > pewnie to załatwiłoby większość problemów, z jakimi się bohaterka teraz boryka.
        >

        Tutaj Cię zaskoczę. Nie znam pary, która ma wspólne konto. Ani jednej! Zazwyczaj jest podział, na zasadzie jedna osoba płaci za mieszkanie/media/kredyt a druga za bieżące sprawy/przedszkole lub (częściej) każdy ma osobne konto+ jedno wspólne, na które przelewana jest odpowiednia kwota i z tego konta pokrywane są potrzeby rodziny.

        Ba! Znam parę gdzie, przez pół roku urlopu wychowawczego (decyzja podjęta wspólnie) mąż przelewał żonie codziennie rano 50 zł i wieczorem rozliczał ją z wydatków.

        >
        > to, że mąż ją obraził, że jest darmozjadem - mogłaby strzelić focha i zatrudnić
        > panią do sprzątania i gotowania - byłoby płacone także z pieniędzy wspólnych,
        > ale w momencie gdyby mężowi zależało na oszczędności - widziałby ile faktycznie
        > kosztuje praca żony w domu.

        Proponowałam. Mam nadzieję, że koleś niedługo otworzy oczy, gdyż najpewniej Ona pojedzie na kolonie jako opiekunka. Zarobi dzięki temu na studia podyplomowe, a Pan będzie sam w domu. Teściów nie posiada, a jego rodzice podobno jadą w tym czasie do sanatorium, także nie będzie miał kto koło niego skakać smile Może doceni.
        • altu Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 04.08.13, 23:44
          > Tutaj Cię zaskoczę. Nie znam pary, która ma wspólne konto. Ani jednej! Zazwycza
          > j jest podział, na zasadzie jedna osoba płaci za mieszkanie/media/kredyt a drug
          > a za bieżące sprawy/przedszkole lub (częściej) każdy ma osobne konto+ jedno wsp
          > ólne, na które przelewana jest odpowiednia kwota i z tego konta pokrywane są po
          > trzeby rodziny.

          no to jestem zaskoczona. bo jakoś to do mnie nie przemawia i nie wyobrażam sobie.
          hm.. jak byłam niezaślubiona, to też tak było.. gdyby nie ten 'brak pewności' co do wspólnego dalszego życia, to byłam pierwsza za "składkowym" życiem - czyli dajemy albo po równo kwotowo albo po równo procentowo do wspólnego worka i się rządzimy.
          i w sumie - każde rozwiązanie jest złe, bo np. kupienie takiej lodówki do mojego mieszkania - to niby kto ma pokrywać? a jak się rozstaniemy to jak wyliczyć? itp.

          po ślubie - pierwsze co zrobiłam to się dopisałam jako właściciel do mężowskiego konta. skoro razem życie, ze wspólnotą majątkową, to i wspólne konto.
          dlatego jakoś ciężko byloby mi wyliczać i ustalać budżet miesięczny gdybyśmy nie mieli wspólnych finansów.

          i u nas - był okres, że ja byłam bez pracy, potem ślubny był bez pracy.
          to niby jak to miałoby finansowo wyglądać przy takim "składkowym" życiu??
          a tak - to rządziliśmy się tym co na koncie było, bez wnikania, że ja zjem coś, a nie zarabiam wcale itp. że kupię ciuch, chociaż do pracy nie chodzę itp.

          > Ba! Znam parę gdzie, przez pół roku urlopu wychowawczego (decyzja podjęta wspól
          > nie) mąż przelewał żonie codziennie rano 50 zł i wieczorem rozliczał ją z wydat
          > ków.

          dla mnie obłęd..
          i że jeszcze może uzasadnienie wydatków? dlaczego 8 plastrów szynki, a nie 6? a jak wydatek był nieuzasadniony [dlaczego kupiłaś sobie kajzerki, chlebem się nie najesz?] to żona miała odpracować? oddać? zwrócić? kara była?

          > także nie będzie miał kto koło niego skakać smile Może doceni.

          o ile sobie nie przygrucha jakiejś pani, która początkowo będzie do obsługi domu, a potem może zacząć obsługiwać pana wink

          btw - całkiem niedawno usłyszałam historię, jak to właśnie w układzie - każdy ma swoje konto i się składają na dom - pan opowiadał żonie, jaki to on biedny żuczek, wykorzystują go w pracy, po godzinach musi zostawać, podwyżki nie ma, sknerzył na wszystkim, dzieciakom niemalże butów zimowych nie pozwalał kupować itp., i zupełnie przypadkiem się złożyło, że pani się dowiedziała, że pan to co zarobił dzielił na dwie części - jedną przekazywał żonie (niby całą) na życie dom itp., a z drugiej części utrzymywał fajne mieszkanie na drugim końcu miasta i kochankę..

          i w sumie tak sobie teraz myślę, że nawet gdybym jutro miała się z mężem rozstać, to oszczędności solidarnie na pół bym dzieliła - mimo, że zarabiamy prawie tyle samo, ale to na mnie spada większość obowiązków domowych i okołodzieciowych itp. - bo jednak ta wspólnota małżeńska obowiązuje..
          • nostress.ka21 Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 05.08.13, 00:52
            altu napisała:

            > hm.. jak byłam niezaślubiona, to też tak było.. gdyby nie ten 'brak pewności' c
            > o do wspólnego dalszego życia, to byłam pierwsza za "składkowym" życiem - czyli
            > dajemy albo po równo kwotowo albo po równo procentowo do wspólnego worka i się
            > rządzimy.


            I tutaj jest kolejny problem. Jak widać w tytułowym poście. Ja aktualnie mam podobną sytuację, tzn. wszystko wypłynęło przez problem bohaterki wątku i w sumie zastanawiam się czy nie zaproponować procentowych udziałów w finansowaniu. Małżeństwem nie jesteśmy.


            >
            > i u nas - był okres, że ja byłam bez pracy, potem ślubny był bez pracy.
            > to niby jak to miałoby finansowo wyglądać przy takim "składkowym" życiu??
            > a tak - to rządziliśmy się tym co na koncie było, bez wnikania, że ja zjem coś,
            > a nie zarabiam wcale itp. że kupię ciuch, chociaż do pracy nie chodzę itp.
            >

            Też mnie to zastanawia. Po prostu chyba nie ma jakiegoś rozwiązania sensownego w sytuacji składkowej. Może traktowanie tego jako pożyczki? Bym się w sumie nie zdziwiła, gdyby część facetów tak postąpiła. W sumie jednego takiego znam big_grin Na zasadzie: TY nie masz pracy, ja finansuje wszystko przez powiedzmy 3 miesiące, następnie Ty dostajesz pracę i Ty przez 3 mc finansujesz wszystko = spłacasz dług. Później wracamy do składek. Obłęd uncertain


            > > Ba! Znam parę gdzie, przez pół roku urlopu wychowawczego (decyzja podjęta
            > wspól
            > > nie) mąż przelewał żonie codziennie rano 50 zł i wieczorem rozliczał ją
            > z wydat
            > > ków.
            >
            > dla mnie obłęd..
            > i że jeszcze może uzasadnienie wydatków? dlaczego 8 plastrów szynki, a nie 6? a
            > jak wydatek był nieuzasadniony [dlaczego kupiłaś sobie kajzerki, chlebem się n
            > ie najesz?] to żona miała odpracować? oddać? zwrócić? kara była?

            Mniej więcej tak było. Doszło do tego, że facet kazał dziewczynie przetrzymywać córkę w mokrej pieluszce, żeby za dużo ich nie zużywać. Był w szoku, że półroczne dziecko nie korzysta z nocnika itp... Tragedia. Dziewczyna w tym momencie się rozwodzi. Jednak w tym przypadku skąpstwo i brak wyobraźni już dawał się we znaki przed ślubem, ostrzegaliśmy i nic, skończyło się jak widać dramatycznie sad


            >
            > o ile sobie nie przygrucha jakiejś pani, która początkowo będzie do obsługi dom
            > u, a potem może zacząć obsługiwać pana wink
            >

            Mam nadzieję, że tak nie będzie. Jednakże chyba koleś ma świadomość tego, że na wiele nie może sobie pozwolić. Szczególnie zważywszy na małomiasteczkową mentalność chociażby sąsiadów smile Do domu żadnej Pani nie sprowadzi, gdyż sąsiadki działają lepiej niż niejeden detektyw. Na dłużej też nie wyjedzie bo żona się dowie. Jak zaszyje się w domu i nie będzie go widać, to któraś z sąsiadek i tak będzie się dobijać, jak nie otworzy to wezwie policję smile Serio smile


            >
            > i w sumie tak sobie teraz myślę, że nawet gdybym jutro miała się z mężem rozsta
            > ć, to oszczędności solidarnie na pół bym dzieliła - mimo, że zarabiamy prawie t
            > yle samo, ale to na mnie spada większość obowiązków domowych i okołodzieciowych
            > itp. - bo jednak ta wspólnota małżeńska obowiązuje..

            Ja przy takich samych zarobkach, a przy większym zaangażowaniu czy raczej nakładzie pracy, chyba bym zażądała większości. Nie wiem z 20% więcej na przykład.


            Acha jeszcze jedna mrożąca krew w żyłach historia:
            Para (bez ślubu - taki światopogląd) oboje zarabiali naprawdę niezłe pieniądze. Umówili się, że żyją z jej wynagrodzenia, on całość odkłada "na mieszkanie". Ona wydawała jakieś 70% dochodów, łącznie z tym, że kupowała dla niego odzież, dawała kieszonkowe itp. Co koleś zrobił? Po 4 latach kupił mieszkanie, nie jako ICH mieszkanie, ale jako JEGO mieszkanie, bo przecież z jego ciężko zarobionych pieniędzy.
          • sasilla Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 05.08.13, 02:02
            U mnie wspolne konto sie jakos nie sprawdzilo. Niby dwoch wlascicieli jest, ale w sumie korzystam tylko ja, mezowi juz dawno karta sie przeterminowala. Dodatkowo kazdy z nas ma wlasne konto (ja firmowe, maz przedslubne od kredytu).
            Duzo lepiej sprawdza sie nam system podzialu zobowiazan (np. maz placi za spozywke, ja robie zakupy na chemie i kosmetyki). To stanowczo bardziej pasuje do naszego typu charakterow - meza pieniadze sie nie trzymaja, potrafi wydac kazda nadmiarowa kwote, wiec zajmuje sie "stalymi" wydatkami (typu rachunek za mieszkanie). Ja za to lepiej panuje nad oszczedzaniem, dzieki czemu zajmuje sie naszym "funduszem inwestycyjnym" (odlozenie kwot na sprzet AGD, meble, urzadzanie domu, ciuchy).

            Pomimo tego, nie funkcjonuje zadne moje/twoje. Jemy oboje pomimo, ze zaplacil maz, myjemy sie mydlem oboje mimo, ze placilam ja. Dziala to raczej jako rozdzielenie obowiazkow, rozlozenie odpowiedzialnosci za problemy do ogarniecia.
            Oczywiscie w razie problemow kazda strona jest gotowa przejac dodatkowa "platnosc" jesli ta osoba, ktora sie tym zwykle zajmuje, z jakiegos powodu nie moze jej wykonac.
    • nostress.ka21 Teorię mam 04.08.13, 22:35
      Tak sobie rozmyślałam o tym na wieczornym spacerze i tylko utwierdziłam się w przekonaniu pojęcia równouprawnienia. Oliwy do ognia dodał mój TŻ, na które aktualnie mam focha big_grin

      Mianowicie:
      Równouprawnienie u Panów urodzonych po 1980 roku, zaczyna się kończy na kwestii finansów. Żona ma zarabiać tyle samo co on, ewentualnie te 15% mniej i na tym koniec. Reszta jak w patriarchacie.

      Serio Ci wszyscy faceci z bliższego i dalszego otoczenia tak samo reagują:
      - żona ma pracować i przynosić do domu porównywalne z nim pieniądze
      - żona ma wychowywać dzieci
      - żona ma ogarniać dom i wszystko z nim związane
      natomiast ON - jest równouprawnienie, więc rodziny utrzymywać nie musi i koniec.

      No o żesz! Czy ja mam takiego pecha, czy wszystkie znajome przyciągnęłyśmy frajerów?
      Może to Czarnobyl zrobił swoje?
      big_grin

      Wiem, już przesadzam, ale nawet nie wyobrażacie sobie jaka jestem zła. Normalnie mnie nosi.
      • stara-a-naiwna Re: Teorię mam 05.08.13, 23:00
        o kurse
        to ja więcej nie będę narzekać na mojego Adasia, ze mnie denerwuje (chociaż denerwuje) bo poproszony pomaga i ma swoje obowiązki i wydzieloną cześć do sprzątania weekendowego, a jak nie miałam kasy to mu powiedziałam, ze w tym miesiącu nie dam i on to zrozumiał i "przeżył"

        a też jest rocznik "80"

        a na poważnie
        póki pani z głównego wątku nie ma dzieci i skoro mieszkanie jest jej częścią którą wniosła w małżeństwo (było jej już zanim się pobrali) niech szybciutko spieprza i lepiej organizuje sobie życie smile

        chyba, ze całe życie chce być z trutniem despotą.

        ps. ja na jej miejscu bym ani kromki chleba nie zrobiła do jedzenia, ani skarpetki nie wyprała za to dała rachunek za czynsz - najem mojego mieszkania
        w ogóle bym pogoniła z domu
        • czarnagraza Re: Teorię mam 05.08.13, 23:57
          A może, niech koleżanka wynajmie pokój. Taki lokator może być czasami uciążliwy, i choć będzie zarobkiem dla Pani Panu niekoniecznie się spodoba?
          • nostress.ka21 Re: Teorię mam 06.08.13, 01:28
            czarnagraza napisała:

            > A może, niech koleżanka wynajmie pokój. Taki lokator może być czasami uciążliwy
            > , i choć będzie zarobkiem dla Pani Panu niekoniecznie się spodoba?

            Ha! To była nasza pierwsza myśl. Niech zlikwiduje jego "biuro" czy tam gabinet i wynajmie pokój za kilka stówek smile
            Pożyjemy, zobaczymy. Trochę się uspokoiło. Wygadałyśmy się przez weekend, teraz powrót do rzeczywistości. Zobaczymy jak to się rozwinie.
            • gosza26 Re: Teorię mam 06.08.13, 09:25
              Na mój gust to pan zarobił kasę, która wcześniej mu się nie śniła i mu odpier...o.
              Łatwo poznac czy ktoś kasę ma od niedawna (taki burak nowobogacki) czy ma doczynienienia z dużą kasą od zawsze. Każdy się natknął na takie typy w miejscach publicznych .
    • ookaa Re: Sezon ogórkowy - dysproporcje w zarobkach a zw 05.08.13, 07:43
      Taka nagła zmiana w podejściu do finansów źle wróży. Niewykluczone, że gość ma nowy pomysł na dalsze życie, niekoniecznie z dotychczasową żoną u boku. A nawet jeśli nie, to trwanie przy kimś takim będzie na dłuższą metę niebywale trudne i stresujące. Jeżeli ta pani mimo wszystko woli dalej się męczyć z liczykrupą, to niech przynajmniej uzbroi się w argumenty. Miałam napisać to, co zrobiła już wyżej Altu - cytuję: "skoro ten pan chce tak się liczyć z żoną, niech ona wyceni - że wynajmuje mu pół mieszkania, z darmowym sprzątaniem i praniem, za 2 tysiące miesięcznie i będzie miała brakujące swoje 2 tys. do domknięcia budżetu domowego."
      Niech faktycznie policzy, ile ten pan musiałby zapłacić na wolnym rynku za wynajem takiego w pełni urządzonego mieszkania, ile musiałby zapłacić pomocy domowej za sprzątanie, pranie, zakupy, gotowanie itp. Moim zdaniem to wyjdzie więcej niż 2 tys. Ale niech koleżanka rzetelnie policzy. I dopiero z takim wyliczeniem niech siądą do układania budżetu domowego. Może coś do tego pana dotrze.
      A jeśli nie dotrze, to trzeba zacząć zastanawiać się nad nowym wariantem życia. Już bez pana. Mieszkanie można zamienić na mniejsze. Różnica w cenie wystarczy i na studia, i na przetrwanie do czasu znalezienia lepiej płatnej pracy.
    • autumna Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 05.08.13, 08:05
      > kazała, koleś siedział nad tymi rachunkami całą noc, po czym stwierdził, że:
      > - wydaje stanowczo za dużo (mieścili się w wydatkach rzędu 4 tysiące zł miesięc

      A to niech sam zacznie zarządzać finansami i robić listę niezbędnych wydatków. Z każdą pojedynczą bułką włącznie.
      • nadzieja05 Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 05.08.13, 08:57
        wspolczuje kolezance buraka
        u nas obecnie jest tak, ze ja jestem na wychowawczym 0 dochodow, wiec maz miesiecznie przelewa mi okreslona kwote i sie z niej gospodaruje, jesli mamy jakies nadprogramowe wydatki jak np. lozko dla malej to on kupuje.
        mi sie najbardzie podoba pomysl zeby dziewczyna wyliczyla dokladnie ile jest warta jej prac ai pokazala to mezowi, moze to go ruszy, jesli nie to zastanawialbym sie nad zwiazkiem.
    • agulag76 Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 05.08.13, 08:37
      zaproponowac Panu żeby to on przez m-c lub 2 przejał jej obowiazki, zobaczymy jak szybko zmięknie...
      może trzeba go uświadomić ile się płaci gosposi/sprżątaczce m-cznie wink
    • agnes181jaw2008 Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 05.08.13, 08:51
      Pewnie zaraz siądziecie na mnie nieźle ale co mi tam.....

      Ja jestem w szoku czytając wypowiedzi pt. zrzucamy się po połowie z wypłat na życie a reszta moje twoje.
      Wychowywałam się w domu w którym ojciec przynosił wypłatę mamie a ona robiła opłaty, zajmowała się zakupami. Trzeba było coś kupić? to się brało z kasy i juz. aha... mama też pracowała i jej wypłata była traktowana dokladnie tak samo. Wspólna kasa i koniec kropka.

      Ja uwazam że to dobre wyjście. Oczywiście pod warunkiem że ma się odpowiedniego partnera. Nie wyobrazam sobie czegoś takiego jak podziały. Nigdy nie byłam za tym co moje to moje a co twoje to twoje. Przeraża mnie to nawet.

      Znam takie pary i powiem Wam że prędzej czy późńiej jest własnie problem pt. brakło mi na życie i dołóż bo ja już swoich nie mam. I wtedy oczywiście awantura. Dla przykładu. Ona zarobki około 2 tysięcy on jakieś 2,500 zł. Zrzucali się po połowie na wydatki (opłaty i jedzenie) On niesamowicie oszczędny potrafi jeśc cały miesiąc suche naleśniki albo suchą kasze i ryż bo szkoda wydawać kasy na mieso np. Ona nie mogła tego znieść i zaczeła wydawać nieco więcej niż ustalił właśnie dlatego żeby zacząć odzywiać się w jakiś sensowniejszy sposob. Porażka! Ile awantur ile wyrzutów tam było. Dochodziło do tego że laska dokładała do jedzenia ze swoich a on sobie kurteczki za 400 zł kupował. A ona? w przemakających butach zimowych. Chcecie mi powiedzieć że to jest małżeństwo? Prosić się "dołóż mi ze swoich bo mi moich brakło"?

      U mnie jest tak że moja wypłata (w wysokości taka że wystarcza mi tylko i wyłącznie na rachunki) jest przelewana na konto a jego przynoszona do domu w całości. Umówiliśmy się tak że z mojej robie przelewy za mieszkanie (i tak juz jest na koncie więc wygodniej) a jego kasa idzie na bieżące wydatki typu jedzenie, ubrania itp. NIGDY nie tłumaczylam się dlaczego dzisiaj wziełam 50 zł. a wczoraj kupiłam sobie buty. Nie mamy lekkiej sytuacji finansowej niestety ale nigdy się o kase nie kłucilismy. Zawsze rozmawiamy o tym. Jak jest zle to np zastanawiamy się czy możemy odłożyć kupienie np dekodera na za miesiąc czy jednak starczy nam w tym miesiącu kasy. Mamy w domu kupke pieniędzi i jak potrzebujemy to bieżemy. Informujemy siebie nawzajem tylko ze bieżemy na zakupy itp.

      Mam 27 lat (co by nie było ze starej daty jestem) i naprawde dziwie się temu co piszecie. Ja nie mam takich problemów, ale tak jak pisałam wyżej może to kwestia odpowiedniego dobrania? a może poprostu szczerych rozmów ze sobą. Niestety ale jak się planuje życie na zasadzie moje twoje trzeba wziąźć pod uwage to że życie lubi się zmienić, zawsze ktoś może stracić prace i potrzebować wsparcia tej drugiej osoby, zawsze ktoś może poważnie zachorować i wtedy nie móc pracować (w takim przypadku usłyszeć że jest sie darmozjadem?) Wybaczcie ale ja podziałów nigdy nie zrozumiem
    • claratrueba to jest problem zmiany syt. a nie dysproporcji 05.08.13, 09:14
      Problem znam i z doświadczenia znajomych par i swojego małżeństwa. W tym również problem znaczącego spadku dochodów męża, nie żony. Mojego męża. I do tej pory wstydzę się swojego zachowania wtedy, choć 20 lat minęło.
      To nie jest problem z francuskiego przysłowia "kiedy bieda puka do drzwi, miłość wyskakuje oknem", to jest problem, niestety, naszego przyzwyczajania sie do pewnej syt. stabilnej finansowo, robienia planów pod aktualne dochody. Kiedy to się sypie, czujemy się źle a obrywa "winny" pogorszenia, choć w niczym nie jest winny. Do tego dochodzi, niekoniecznie uświadomiony, strach, że jak i temu nadal dobrze zarabiającemu sie pogorszy to może przyjść prawdziwa bieda.
      Twoja koleżanka popełnia błąd, którego nie popełnił mój mąż. Nie potrafi zdobyć się na szczerość- powiedzieć temu, którego wybrała na dobre i na złe jak się czuje. Jak jej samej jest z tym źle, że jest niepotrzebna, że nie jest niezależna, że takie jego podejście do spraw finansowych pogarsza jej i tak podłe samopoczucie. Zamiast tego wyżala się obcym. Którym bardzo łatwo jest podpowiedzieć, że "burak", że podły, a jak znam"życzliwe koleżanki" to i doradzanie rozwodu bo to takie proste.
      Znam pary, które z powodu dysproporcji finansowych sie rozwiodły czy to mężowi sie noga powinęła, czy to żonie. Dlatego, że szczerość i rozmowę zastąpiły obrażalstwo, pretensje, oskarżenia. Z obu stron, bo to się nakręca. Tym bardziej, im bardziej ludzie nastawieni są na "mieć", im bardziej nie potrafią pogodzić się z tym, że czasem jest gorzej finansowo.
      Nie ma żadnego rozwiązania poza szczerą rozmową. Nie tylko problemów materialnych to dotyczy.
    • araceli Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 05.08.13, 09:22
      nostress.ka21 napisała:
      > Dziewczyna robiła w domu wszystko,
      > sprzątanie, pranie, prasowanie, gotowanie, on można powidzieć, że pod tym
      > wzgłędem był "upośledzony", sam wielokrotnie śmiał się, że po przekroczeniu
      > kuchni/progu sklepu spożywczego dostaje ataku paniki, więc tam nie wchodzi.
      (...)
      > - że skoro jest ich 2 to opłaty dzielą na połowę i on przeleje jej 2 tysiące mi
      > esięcznie i ani grosza więcej nie dostanie, na nic!

      No jak Jaśnie Pan chce na pół, to niech ma na pół ale wszystko. Pani niech przestanie mu prać, gotować, robić zakupy spożywcze. Jak odejdzie jej żywienie jego i większe wydatki np. na AGD to powinni się w 3,5tys zmieścić a pan w końcu 4 litery ruszy, to może coś do niego dotrze. A jak nie to nie ma sensu dalej się z nim męczyć.
      • okto-gon Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 05.08.13, 11:52
        Nie chce źle wieszczyć,ale pachnie mi to nową,fascynującą dla pana znajomością.Kasa misiowi potrzebna, panienka kosztuje.Trzeba obciąć żonie - dla obu nie wystarczy.
        A może mam taką wybujałą wyobraźnię ? Życzę dobrze kobiecie,ale niech powoli organizuje życie po swojemu - małżonek niepewny,kombinuje.
    • budzik11 Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 05.08.13, 16:06
      To nie pieniądze są tu problemem, ale ten pan i ego pojęcie wspólnoty. Wspólnego domu, wspólnego "gospodarstwa domowego".
      U nas jest tak, że mąż pracuje, ja wcale, on tylko zarabia - i jakoś nie wypomina mi, że jestem darmozjadem itd - on pracuje "na zewnątrz", ja w domu - tzn. prowadząc dom i zajmując się dziećmi. Na zakupy jeździmy razem, zakupy inne niż spożywcze mąż konsultuje ze mną - nie pyta, czy może, ale po prostu uzgadniamy to razem. Jak ja coś potrzebuję ekstra - jedziemy to kupić lub zamawiamy. Mamy wspólne konto, każde z nas ma kartę płatniczą - potrzebuję skoczyć do sklepu, to idę i kupuję. Myślę, że na tym polega wspólne prowadzenie domu, nie na przelewaniu żonie połowy kwoty za rachunki. To w końcu nie są jej rachunki i jej opłaty, tylko ich wspólne. On nie robi łaski, że jej wpłaci iles tam na konto, bo jak jej zabraknie i nie zrobi opłat, to im obydwojgu odetną prąd czy inny gaz, nie jej, więc to także w jego interesie. Dziwna sytuacja wg mnie.
    • magdziolina Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 11.08.13, 00:59
      Trudno jest doradzac i dysktowac problem chory u podstaw...
      Tu trzeba zacząc działać.... Wiem, wiem łatwo się mówi ale innego wyjscia nie ma...
      mam z mezem wspólne i jedyne konto... by było śmieszniej ja zarabiam, "wkladam do szuflady" - wydajemy razem... Nie przyszło to łatwo ale zostało wypracowane.

      Na takie syt ja Opisujesz sa rozwiązania prawne..

      cyt ....Z chwilą zawarcia małżeństwa powstaje między małżonkami z mocy ustawy wspólność majątkowa (wspólność ustawowa) obejmująca przedmioty majątkowe nabyte w czasie jej trwania przez oboje małżonków lub przez jednego z nich (majątek wspólny). Przedmioty majątkowe nieobjęte wspólnością ustawową należą do majątku osobistego każdego z małżonków.

      Jakie składniki zaliczają się do majątku wspólnego?
      1) pobrane wynagrodzenie za pracę i dochody z innej działalności zarobkowej każdego z małżonków,
      2) dochody z majątku wspólnego, jak również z majątku osobistego każdego z małżonków,
      3) środki zgromadzone na rachunku otwartego lub pracowniczego funduszu emerytalnego każdego z małżonków
      a tu cd prawo.money.pl/iep/haslo,wspolnosc;majatkowa;malzonkow,973.html
    • osmanthus Re: Sezon ogórkowy -dysproporcje w zarobkach a zw 11.08.13, 07:57
      Brak formalnego rozdzialu majatkowego z prawnego punku widzenia stawia tego milego czlowieka na straconej pozycji.
      Jezeli znajomej zalezy na utrzymaniu zwiazku, to :
      a/ powinna otwarcie, bez szlochow, z uprzednim przygotowaniem wszystkich kwestii (w 2 egzemplarzach) na papierze, porozmawiac z mezem,
      b/ jezeli maz bedzie rznal glupa i nie wyrazi checi kooperowania niech mu wymownym gestem wskaze drzwi.


      1. Jezeli po szczerej rozmowie (znajoma powinna miec wszystko, punkt po punkcie zapisane na kartce, zeby cos jej nie ucieklo, )
Pełna wersja