nostress.ka21
04.08.13, 12:48
Sezon urlopowy, a więc spotkania ze znajomymi, długie rozmowy, wino i rozluźnienie języków. Okazuje się nagle, że życie większości z nas nie jest usłane różami, że każdy ma jakieś problemy, każdy szuka rozwiązania, a jednak udaje, że wszystko jest ok.
Kilka spraw po prostu mnie dręczy, każda z nich jest związana z finansami i dla żadnej z nich nie jestem w stanie znaleźć rozwiązania. Może Wy pomożecie?
Wszyscy jesteśmy w okolicach trzydziestki, tak +/- 3 lata, wszyscy są w związkach, niektórzy w długoletnich, inni w dość świeżych i dopiero docierających się.
Wszędzie problemem są finanse, a raczej spore dysproporcje w zarobkach.
1. Małżeństwo. Ona 30, on 32. Razem od 12 lat. Ona nauczycielka, on programista. Mieszkają w niewielkim mieście powiatowym, wydawało się wcześniej, że ich związek może być przykładem dla innych, jednakże nic bardziej mylnego, przynajmniej od roku. Ona na skraju załamania nerwowego, od niego ma najmniejszego wsparcia.
Problem:
Ona pracowała w szkole publicznej, przez trzy lata miała prawie półtora etatu, zarobki niezłe. Jednak szkoła została przeznaczona do wygaśnięcia. Czyli nie ma nowych naborów, część dzieci przeszło do innej szkoły. Oddziałów coraz mniej. Aby nie stracić pracy, zgodziła się pracować na pół etetu. Zarobki poleciały drastycznie w dół. Dorabiała korepetycjami. Mąż sam stwierdził, że lepiej, żeby zgodziła się na owe pół etatu, niż pracy nie miała w ogóle. Pamiętam doskonale tę rozmowę, gdyż sam stwierdził, że zarabia tyle, że bez problemu utrzymają się tylko z jego pensji.
On, coroczne awanse. Praca częściowo zdalna, spotkania w siedzibie firmy raz w tygodniu, dojazd 100 km. Jego zarobek netto to koło 9 tysięcy mięsięcznie (jej 1500 zł).
Wcześniej sprawy finansowe mieli podzielone tak, że za większość rzeczy płaciła ona. To ona robiła zakupy, ona najczęściej płaciła za mieszkanie, on finansował większe zakupy (AGD, wakacje, wyrównanie za ogrzewanie), nie było problemów. Wszystko zmieniło się w kwietniu, kiedy pierwszy raz poprosiła go o przelew, gdyż nie ma pieniędzy na pokrycie bieżących wydatków. Dziewczyna robiła w domu wszystko, sprzątanie, pranie, prasowanie, gotowanie, on można powidzieć, że pod tym wzgłędem był "upośledzony", sam wielokrotnie śmiał się, że po przekroczeniu kuchni/progu sklepu spożywczego dostaje ataku paniki, więc tam nie wchodzi. Koleś nie ma pojęcia o cenach itp… Zaczęły się jazdy. Kazał przygotować jej zestawienie kosztów stałych, z racji, że ona skrupulatnie wszystko notowała, pokazała, koleś siedział nad tymi rachunkami całą noc, po czym stwierdził, że:
- wydaje stanowczo za dużo (mieścili się w wydatkach rzędu 4 tysiące zł miesięcznie)
- że skoro jest ich 2 to opłaty dzielą na połowę i on przeleje jej 2 tysiące miesięcznie i ani grosza więcej nie dostanie, na nic!
Facet nie rozumie, że 2 tysiące jakie ona ma wydać na bieżące utrzymanie to więcej niż ona zarabia. Nie pamięta też swoich zapewnień, że poradzą sobie, bo on ma o wiele wyższe wynagrodzenie. Posuwa się do tego, że nazywa ją darmozjadem, wyrzuca jej bezużyteczność, lenistwo i uważa się za jej sponsora! No ludzie no! Dziewczyna naprawdę jest w kiepskiej formie. Próbowaliśmy z nim rozmawiać, tłumaczyłam, że branża IT jest branżą specyficzną, że rynek pracy w trzydziestotysięcznym miasteczku rządzi się innymi prawami. Niestety, ale ona nie ma możliwości zmienić pracy w miejscu zamieszkania, tam jest 5 podstawówek, 3 gimnazja i 2 licea. Na jeden etat nauczyciela przypada 5 mogących go podjąć. W przyszłym roku szkolnym będzie miała 8 godzin + ustalone korepetycje i zarobki nie przekraczające 1300 zł. Wspólna znajoma zaproponowała jej pół etatu w przedszkolu, praca popołudniami, jednak musi podjąć studia podyplomowe. Na które ona oczywiście nie ma pieniędzy, mąż powiedział, że jak je sobie sfinansuje to proszę bardzo…
Ten koleś jest nienormalny! Nie mam ochoty na niego patrzeć, obrzydza mnie! To jak ją traktuje wzbudza we mnie agresora. ich małżeństwo (poza finansami) również się sypie, właśnie od pamiętnego incydentu pod tytułem pieniądze. Macie jakieś rady?
P.S.:
* nie ma żadnego kredytu
* wspólnota majątkowa

* mieszkanie jest jej własne, odziedziczone po dziadkach, w czasach kiedy nie byli małżeństwem, wprowadził się do niej po ślubie "na gotowe"