Oceńcie..proszę...

10.09.13, 13:23
Dziewczyny oceńcie same. Sprawa nie dot. mnie a mojej koleżanki. Bardzo dobra koleżanka, nie przyjaciółka, ale wieloletnia koleżanka, znamy się jeszcze ze szkoły (czyli hehe już kupę lat), raz częściej raz rzadziej spotykamy sporo lat, bardzo ją lubię. I poprosiła mnie o radę. Tylko sytuacja z typu patowych, chociażby dlatego, że nie mam prawa decydować za nią.
W czym rzecz..
Dziewczyna 40 lat, 1 dziecko 7lat liczące, 2 nieudane małżeństwa, jedno bardziej parszywe od drugiego.
Ona wolny zawód, który w zasadzie można wykonywać wszędzie. Finansowo powodzi jej się średnio-biedy nie ma, ale kokosów tez nie. Próbowała poznać jakiegoś męźczyznę, ale co jeden jak opowiadała to gorszy od poprzednika. I w końcu trafiła chyba dobrze, ale...
On po 50tce rozwiedziony, bardzo fajny tak na 1. rzut okiem (raz z nimi wieczór spędziłam), znają się ponad rok, ale on...i tu kwestia...z USA (NY konkretnie). Była u niego 2x w tym część tegorocznych wakacji spędziła. Facet się oświadczył, a ona w kropce co zrobić. Swój zawód, jak napisałam może wykonywać wszędzie. Na diamenty to ona nie zarobi, ale pracę by miała. On by ich utrzymał. Dziecko polubił w niczym mu nie przeszkadza, chce żeby oboje tam zamieszkali etc. Czyli ok powinno być, tym bardziej, że dziecko jadem na pana nie pluje, akceptuje.
Ale: tu mamusia jej zostanie, przy czym zaznaczam, że mamusia zniedołężniała nie jest, tak po 60tce jakoś dobrze daje sobie radę, ale z typu tych co to 5x dziennie do dziecka dzwonią, rodzeństwa koleżanka nie ma, więc mamusia troskę i nadmierną opiekę (z lekka toksyczną dla mnie) przelewa na koleżankę.
Poza tym (to minus wg. koleżanki) tu zostaje eks, ojciec dziecka, z którego alimenty musi siłą wyciągać, a który dziecię widuje w porywach 2x w roku. I padło hasło z ust koleżanki-ale to w końcu ojciec. Nosz w mordę, dawca plemników nie ojciec.
Co byście zrobiły w takiej sytuacji? Co (i czy w ogóle) byście koleżance doradziły? Ja się miotam- z jednej strony mam ochotę jej doradzić, żeby pakowała sie i jechała, a z drugiej strony uważam, ze nie mam prawa się wtrącać, chociaż ona wprost zapytała mnie - a co ty byś zrobiła...
    • baba-baba Re: Oceńcie..proszę... 10.09.13, 13:41
      Ja bym wyraziła swoje zdanie ale powiedziała też,że to jej zycie i musi byc pewna decyzji.Napewno nie wyszłabym za mąż znając gościa rok i to pewnie z doskoku.
      • anetapzn Re: Oceńcie..proszę... 10.09.13, 13:54
        baba-baba napisała:

        > Ja bym wyraziła swoje zdanie ale powiedziała też,że to jej zycie i musi byc pew
        > na decyzji.
        A czy w zyciu można być pewnym swoich decyzji na 100%? Nie wydaje mi się, przynajmniej jeżeli o te poważne chodzi.
    • anetapzn Uzupełnienie 10.09.13, 13:53
      Aha nie dodałam, że moja koleżanka język zna bardzo dobrze, a pan dosyć często, średnio 1x w miesiącu na 4-5 dni przylatywał do Polski, ma taki zawód, że może sobie pozwolić.
      Ostatnim, co dręczy moją koleżankę jest fakt że mało zna pana, tym najmniej się przejmuje. Chociaż, znajomość kilkuletnia też nie daje gwarancji na szczęście wiekuiste w związku, czego dowodem są przepełnione szafy na akta w sądach rodzinnych.
      Koleżanka poznała pana siostrę, znajomych, co można dowiedziała się o nim...ale wątpliwości ma, czemu się nie dziwię. Wyjazd z dzieckiem do USA to poważny krok, to nie Czechy, czy Niemcy skąd mozna w każdej chwili wrócić. Ale, kto nie ryzykuje, ten..
      No nie wiem co jej radzić.
      • ajaksiowa Re: Uzupełnienie 10.09.13, 14:26
        Na mój gust to Pan ma raczej same plusy.Ja na jej miejscu bym pojechała-przecież zawsze można wrócić.Mamusię też z czasem \jak się wszystko unormuje /można ściągnąć/.Dziecko też przecież kontaktu z ojcem tracić nie musi bo są wszak listy lub skyp.Mamusi można wytłumaczyć że zostaje póki co w odwodzie tymbardziej że opieki córki nie jest wymagająca.Nie wiem czy nie chciałabym mieć takiego dylematuwink
    • quark_xpress Re: Oceńcie..proszę... 10.09.13, 15:00
      Zapytala co Ty bys zrobila na jej miejscu - ja bym odpowiedziala szczerze, ze na jej miejscu juz bym sie pakowala.
      Niech koniecznie ma osobne konto z sumami wystarczajacymi na kupienie prawie natychmiastowych biletow powrotnych dla siebie i dziecka, paszporty niech schowa w sobie tylko znanym miejscu, jesli sie boi co mily pan moze na miejscu wyczarowac. Ale mysle, ze bedzie dobrze. Z mamusia moze na skajpie konwersowac nawet 5 razy dziennie.
      • anetapzn Re: Oceńcie..proszę... 10.09.13, 15:05
        quark_xpress napisała:


        > Niech koniecznie ma osobne konto z sumami wystarczajacymi na kupienie prawie na
        > tychmiastowych biletow powrotnych dla siebie i dziecka, paszporty niech schowa
        > w sobie tylko znanym miejscu, jesli sie boi co mily pan moze na miejscu wyczaro
        > wac.
        Ona taka przezorna tez jest, zastanawiała sie czy jakby sie zdecydowała biletu open sobie nie zakupićbig_grin ile on wazny jest ? rok , czy jakos tak?

        Z mamusia moze na skajpie konwersowac nawet 5
        > razy dziennie.
        Różnica czasu, ale mamunia i tak spac nie moze. Sądze, ze taka rozłąka, odcięcie swoistej pępowiny dobrze by im zrobiło.
        • quark_xpress Re: Oceńcie..proszę... 10.09.13, 15:10
          Nie znam sie na otwartych biletach, ale wyobrazam sobie ze cena jest bardzo wysoka?

          Darowalabym sobie, ale srodki na ewentualny bilet powrotny bym na koncie na pewno zostawila.
          Zawsze mozna kupic bilet w dwie strony i wykorzystac ten powrotny do odwiedzin rodziny i znajomych, a potem znowu poleciec do USA. Nie wiem jak z formalnosciami wizowymi w takim przypadku jak kolezanki...
    • nicol.lublin Re: Oceńcie..proszę... 10.09.13, 17:49
      ja bym jej poradziła wyjazd, ale bez brania ślubu na początek. tak, zawsze może zwinąć żagle i wrócić, w przeciwnym wypadku szarpanina i złe emocje kolejny raz....

      a mamusię olać - dobrze jej zrobi rozłąka
    • kaga9 Re: Oceńcie..proszę... 10.09.13, 18:40
      Odpowiem jako dziecko toksycznej matki, właśnie takiej, co to by najchętniej 5 razy dziennie ze mną rozmawiała: nią niech się średnio przejmuje, komunikacja z toksycznym rodzicem jest zawsze trudna i zawsze wpędzająca w poczucie winy. Ja marzę o tym, żeby wyprowadzić się do innego miasta i znacznie mniej "musieć". Ma okazję, fajne perspektywy -ja bym koleżankę namawiała na wyjazd.

      Natomiast oczy dookoła głowy niech ma, bo -znów piszę z doświadczenia, nie tylko mojego, ale z doświadczenia dzieci toksycznych rodziców -takie osoby mają tendencję do pakowania się w niezupełnie zdrowe relacje międzyludzkie. Zresztą tu idealnie pasuje Jej opis: nieudane małżeństwa, jedno bardzi
      > ej parszywe od drugiego.(...) Próbowała poznać jakiegoś mę
      > źczyznę, ale co jeden jak opowiadała to gorszy od poprzednika.


      O ojcu =dawcy plemników w tym wypadku mam podobne zdanie.
      • kklekss Re: Oceńcie..proszę... 10.09.13, 19:19
        Koleżanka sama nie wie czy jechać więc nich da sobie i partnerowi trochę więcej czasu. Pan często bywa w Polsce to mogą jeszcze się bardziej zbliżyć. Nic nie radziłabym koleżance na twoim miejscu, decyzję musi podjąć sama . Musi ''czuć'' ze na tym etapie życia partnerowi i jej zależy na wspólnym życiu i po prostu pragną być razem.
    • lilyrush Re: Oceńcie..proszę... 10.09.13, 19:27
      Byłam osobiście w lekko podobnej sytuacji i oczywiście pojechałam
      Niestety ślubu nie bylo i nie było tez możliwości zielonej karty i pracy dla mnie. Co z innymi rzeczami spowodowało, ze wróciłam. Acz nie żałuje ze pojechałam, a na pewno żałowałabym, gdybym nie spróbowałam.
      jak chcesz - albo ona- chce wecej to n maila
      • mitta Re: Oceńcie..proszę... 10.09.13, 19:44
        Opowiem historię, która wydarzyła się w mojej rodzinie.
        On - Polak mieszkający w Stanach, przyjechał na miesiąc do Polski szukać żony. Nie znalazł i na dzień przed odlotem poszedł z rodziną i znajomymi do kawiarni. Ona, moja kuzynka, właśnie miała zacząć pierwszą pracę i na dzień przed jej rozpoczęciem udała się w tym samym czasie z koleżankami do tego samego lokalu. To była miłość od pierwszego wejrzenia. On musiał wracać, ale słał listy, paczki, ona załatwiała formalności związane ze ślubem. Pół roku później byli małżeństwem, ona wyjechała do Ameryki. Było to jakieś dwadzieścia lat temu. Małżeństwo, niestety, nie przetrwało, ale kuzynka urządziła się za oceanem i nie ma zamiaru wracać.
      • anetapzn Lilyrush... 11.09.13, 07:08
        lilyrush napisała:

        > Byłam osobiście w lekko podobnej sytuacji i oczywiście pojechałam
        > Niestety ślubu nie bylo i nie było tez możliwości zielonej karty i pracy dla mn
        > ie. Co z innymi rzeczami spowodowało, ze wróciłam. Acz nie żałuje ze pojechałam
        > , a na pewno żałowałabym, gdybym nie spróbowałam.
        > jak chcesz - albo ona- chce wecej to n maila

        Odezwij się jeżeli mozesz do mnie na gazetowego emaila.
        • anetapzn Dzięki dziewczyny:) 11.09.13, 07:12
          Wszystko suma sumarum co mi napisałyście pozbieram, przedstawię koleżance wszystkie za i przeciw.
          Ja osobiście będę ją namawiać na spróbowanie i wyjazd .
          Tylko jak to jest bez ślubu z zielona karta? Wchodzi w grę coś takiego, że narzeczony poręczy, ze będzie utrzymywał etc a ona może tam siedziec powiedzmy kilka miesięcy? Jak to wygląda?
          I jak to jest z wizą? Bo co innego gdyby wzięli ślub, ale bez ślubu ona z dzieckiem do USA...dla imigracyjnego i p. konsula w Pl nic jej tu nie trzyma...
          Ja sie zupełnie nie orientuję, Stany to dla mnie Manhattan, Disneyland i Wielki kanion na obrazkusmile
          Też sobie nie mogła faceta w Europie znaleźćsmile
Pełna wersja