Dodaj do ulubionych

Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę.

20.09.13, 13:20
Długie będzie.
W sierpniu wyprowadziłam się z rodzinką za granicę na rok. W domu został najstarszy syn, futrzaki i wprowadziła się moja mama, żeby domu i wnuka doglądać.
I niby ok, poza tym, że syn średnio z babcią się dogaduje. Ale nie o to chodzi.

W czym rzecz, otóż jedna powiedzmy znajoma (nazwijmy ją A) opowiadała wszem i wobec, że jestem podła, bez serca, wredna i w ogóle nieczuła, bo mieszkanie będzie ..odłogiem stało !!????, a ja powinnam o niej (czyli o A) pomyśleć i jej za opłaty tylko wynająć. Dom cały wynająć na rok za mediasmile Zaznaczam, że A ma mieszkanie, ma gdzie mieszkać, ale chce w domu.
Po 1. nigdy nie braliśmy tego pod uwagę,
po 2. zostawiamy wszystkie rzeczy i nie wyobrażamy sobie, żeby ktoś (obojętnie czy zaprzyjażniony czy nie, a A nie jest zaprzyjażniona nawet w minimalnym stopniu) w nich grzebał, BRRRsad
a po 3. A będąca po 40-tce nigdy, ale to przenigdy nie skalała się pracą, pobiera z różnych instytucji państwowych zapomogę na..6 dzieci. I jest z tego dumna (sama tak mi kiedyś opowiadała), że doi państwo,a frajerzy tyrają.
A gdybym jednak dostała jakiejś pomroczności, nagle, niespodziewanie i użyczyła domu A i jej pacholętom, to istnieje wielce uzasadniona obawa, że nigdy bym się A z przychówkiem nie pozbyła z domusad
No comments, jakoś nie mam ochoty być zaliczona do grona dojonych frajerów...

I tak dzwonię dzisiaj do mojej mamy i po raz kolejny słyszę w tle harmider i głosy dzieci. Mój syn do dzieci gaworzących już się nie zalicza, własnych o ile mi wiadomo jeszcze nie ma. Pytam więc moją rodzicielkę czy ma gościa, może znam, żeby pozdrowiła. Moja mama zmieszana, w końcu eeee A jest. Osz w mordkę jeża. Dzwonię do przyjaciółki, która przez płot mieszka. Pobiegła po coś do mnie, i oddzwania i faktycznie A siedzi z całym przychówkiem. Już ją ostatnio u mnie kiedyś widziała, ale nie przywiązywała wagi.
Dzwonię do mamy mówię, że wolałabym, żeby A nie przychodziła, a moja mama że ma prawo zapraszać kogo chce, że jestem nieczuła, że A ma ciężką sytuację (taaaa bo ma pusto w głowie) i w ten deseń.
I awantura wisi w powietrzu. Powiedziałam, że póżniej zadzwonię.
I teraz pytanie do was- mądre kobitki jesteściesmile
jak spowodować, żeby moja mama A z przychówkiem czy bez nie zapraszała. Ja rozumiem, że mama nam pomaga, domu pilnuje etc, ale kurcze A to jest znany w okolicy roszczeniowo-pazerny typ, który jak wspomniałam nie skalał się nigdy praca. Powiem szczerze, obym się myliła, ale mam obawę, że A nam sie zagnieżdzi.
Jak mój mąż się dowie to się wścieknie, bo z moją mamą delikatnie ujmując w najlepszych stosunkach nie są.

RADY WDPD, RADY!!!

Obserwuj wątek
    • joanna_poz Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 20.09.13, 14:16
      z własną matką to porozmawialabym przede wszystkim szczerze - kawa na lawe.

      ze A obrabia Wam tyłki za plecami, że wyglasza publicznie zakusy na Wasz dom i z tego to powodu nie zyczysz sobie jej (A) odwiedzin w Waszym domu, pod Twoją nieobecność.
      jak mama na ochotę spotkac się z A na kawie i jej pomoc to nie u Was.
      • anetapzn Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 20.09.13, 14:22
        Zapomniałam dodać, ze problem w tym, że o A moja mama wszystko wie, że nei pracuje etc, ale lituje się bo A ma tak ciężko. A jak A u nas posiedzi to mi domu nie ubędzie...no nie jestem taka pewna. Moja mama ma niestety miękkie serce i pewnych spraw nie dostrzega.
        Chciałabym załatwić to sama bez męża, bo on jak sie dowie to rodzinna awantura.
        • gryfb Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 20.09.13, 16:17
          anetapzn napisała:
          > Chciałabym załatwić to sama bez męża, bo on jak sie dowie to rodzinna awantura.

          Witam.
          Jestem tu czytającym, a bardzo rzadko piszącym, jednak teraz nie wytrzymałem.
          Nie wiem co prawda, czy ten dom jest odrębnym Pani majątkiem czy też wspólnym z mężem, ale jeżeli wspólnym, to mnie by szlag ciężki trafił gdybym dowiedział się , że moja żona jakieś takie siupy za moimi plecami załatwia. Boi się Pani awantury na linii mąż - mamusia, ale nie myśli pani o konflikcie między Wami gdy mąż się jednak dowie.
          A dowie się na pewno. Chyba Wasz 16-letni syn to nie żadna niemota, sąsiadów zaprzyjaźnionych też jak czytam macie, więc prędzej czy później mąż się dowie. Lepiej prędzej niż później i niech kategorycznie zadziała. Nawet gdyby mamusia obraziła się na niego na amen.
          Ja bym zaczął od telefonu albo skype'a do syna. Niech szczerze chłopak powie jak to wygląda, czy A tylko wysiaduje z babcią godzinki, czy może już tam dzieci kąpie, gotuje im i pierze ciuchy w Waszej pralce. Jeżeli jest już aż tak daleko - poszczuć mężem.
          Snuje Pani czarne wizje, że baba z dziatwą się zalęgnie. I gdyby się tak stało, to co? Po Waszym powrocie mąż spokojnie to przyjmie? Bo ja na jego miejscy bym babci nogi z dupy powyrywał a nie wiem czy przy okazji nie żonie, że to przede mną ukrywała.
          Za dużo przed nami próbujecie ukrywać niby "dla dobra", a my i tak prędzej czy później nie tędy to owędy się dowiadujemy.
          Pozdrawiam i życzę odwagi.

          • anetapzn Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 20.09.13, 16:54
            gryfb napisał:


            > Za dużo przed nami próbujecie ukrywać niby "dla dobra", a my i tak prędzej czy
            > później nie tędy to owędy się dowiadujemy.
            To dla waszego dobra, z miłościbig_grin
            A serio, zawsze próbuję tak załatwić, żeby wilk syty był i owca...ale w tym wypadku się nie da.
            Dobrze, że zbierałam się do telefonu do mamy, i zbierałam, przeczytałam w międzyczasie męski punkt widzenia i..poczekam po 18tej mąż wróci, powiem mu wszystko i będziemy radzić jak rozwiązac sprawę poza zastrzeleniem A.

            > Pozdrawiam i życzę odwagi.
            >
            Dzięki i dziękuję za wpis, dał mi sporo do mysleniabig_grin
            • gryfb Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 20.09.13, 17:22
              Miło czytać, że męski punkt widzenia bywa brany pod uwagę big_grin
              Jeszcze o jednym chciałbym napisać i przy okazji niech to będzie argumentem w rozmowie z mamusią.
              Ludzie wyjeżdżający na dłuższy czas często odnajmują mieszkania i domy.
              Ale takie lokum do wynajęcia jest do tego odpowiednio przygotowane.
              Pozostawia się do użytku i oglądu tylko te sprzęty i rzeczy, które się uważa za stosowne.
              Państwa dom nie został w ten sposób przygotowany, bo nie było to Państwa zamiarem.
              Więc niech szanowny małżonek uświadomi mamusi, że nie życzy sobie, żeby ktoś zerkał do jego szuflad ze skarpetkami i bielizną, oglądał jego księgozbiór, wąchał w łazience jego after shave, bo nie można tego wykluczyć jeżeli po Waszym domu harcuje horda cudzych dziecioków. One z natury są ciekawskie. A może po powrocie paru srebrnych łyżeczek się nie doliczycie?
    • stara-a-naiwna szczerze współczuję 20.09.13, 14:59
      nie wiem co zrobić
      i nie ma co być taktownym (sępy tego typu jak A żerują na taktowności)

      wplątać w to męża, niech zrobi awanturę i w ten sposób będzie przynajmniej jasno wiadomo jakie macie stanowisko na ten temat
      matka Ciebie specjalnie nie słucha, męża nie wiadomo na ile - ale przynajmniej się zastanowi zanim sprosi hołotę do domu.

      PO 16 latku bym sie spodziewała takiego zachowania a nie po dorosłej kobiecie wink

      ps. myślę, ze możesz jasno powiedzieć, że jak się musi spotkać z A to na mieście albo u siebie w mieszkaniu.
      I gdyby A się u Was zagnieździła wzywać policję i opiekę społeczną - bez skrupułów.

      I A można wyprostować, ze każdy ma swoje mieszkanie i odwiedzać to się można raz w miesiącu, i najlepiej skonfrontować ją, że niby z jakiej racji miała byś udostępniać jej swój dom? Każdy ma to na co sobie zapracował. TY nie dostałaś nic za darmo i nie widzisz powodów dlaczego akurat jej miała byś pomagać (skoro robi to już państwo z naszych podatków było by to lekką przesadą)

      Nienawidzę takich osób!


      • anetapzn Re: szczerze współczuję 20.09.13, 15:20
        stara-a-naiwna napisała:

        > nie wiem co zrobić
        > i nie ma co być taktownym (sępy tego typu jak A żerują na taktowności)
        Niestetysad

        >
        > wplątać w to męża, niech zrobi awanturę i w ten sposób będzie przynajmniej jasn
        > o wiadomo jakie macie stanowisko na ten temat
        > matka Ciebie specjalnie nie słucha, męża nie wiadomo na ile - ale przynajmniej
        > się zastanowi zanim sprosi hołotę do domu.
        To ja juz ci od razu powiem co będzie. Wystarczą dwa słowa do mojego meża jaka jest sytuacja, dzwoni do domu i konflikt w Syrii to jest pikuś.
        Chciałabym tego uniknąć, stąd moje pytanie. Mam dosyć cichych miesięcy miedzy mężem a moją mamą.


        > Nienawidzę takich osób!

        To jesteśmy dwiebig_grin
        • anetapzn Jeszcze pytanie. 20.09.13, 15:26
          Moja mama cały czas twierdzi, że przesadzam i, że A miała mniej szczęścia ode mnie w życiu , to jak się czasem z nią spotka, porozmawia to mi nic nie ubędzie, ani sie nie stanie.

          I mam pytanie, wiem może przesadzam. Ale gdyby jednak A jakimś cudem się nie daj Bóg zagnieżdziła, nie wyobrażam sobie, ale gdyby jednak, to czy takie osoby cos chroni w sensie okres zimowy,dzieci etc. Przy czym zaznaczam A ma mieszkanie.
          Wiem, że panikuję, ale wolę się upewnić.
          Najchętniej to bym moją matką potrząsnęła raz a porządnie, ale
          1. domem i futrami ktoś sie musi zając, a wiem, że mama dobrze to zrobi,
          2.to w końcu moja matka. Argument średni w tym wypadku, bo to nie powinno mieć znaczenia ale jednak.
          Jak wspominałam, przez płot mieszka moja przyjaciółka i będzie miała na wszystko oko (w domu pracuje), ale jednak się stresuję. Już widzę w wyobraźni, jak A w nocy po kryjomu mi się osiedla w domubig_grin
          • autumna Re: Jeszcze pytanie. 20.09.13, 17:04
            > j Bóg zagnieżdziła, nie wyobrażam sobie, ale gdyby jednak, to czy takie osoby c
            > os chroni w sensie okres zimowy,dzieci etc.

            No co ty. Gdyby miała z tobą umowę najmu, to pewnie tak. Ale nie można ot tak sobie zamieszkać w cudzym mieszkaniu.
            • kor-ka Re: Jeszcze pytanie. 06.10.13, 19:03
              autumna napisała:

              > No co ty. Gdyby miała z tobą umowę najmu, to pewnie tak. Ale nie można ot tak s
              > obie zamieszkać w cudzym mieszkaniu.

              Nieprawda, żadna umowa nie jest niestety konieczna.
              Eksmisje dotyczą właśnie sytuacji, kiedy ktoś gdzieś realnie mieszka, nie mając prawa do mieszkania tam. Czyli jak A. by się zagnieździła, korzystając z grzeczności babci opiekującej się mieszkaniem i odmawiała jego opuszczenia, to konieczne byłoby uruchomienie całej procedury eksmisji - od uzyskania wyroku sądowego zaczynając.
          • thiallin Re: Jeszcze pytanie. 07.10.13, 21:21
            Niestety, autumna nie ma racji. Tak z polskim "PRAWEM" mozna "sobie zamieszkac" w cudzym mieszkaniu. I nie wywalisz jej bo to mamunia z 6 dzieci, a widze z opisu ze swietnie zna sie na mydleniu oczu jaka to ona nieszczesliwa...
        • to-wlasnie-ja Re: szczerze współczuję 20.09.13, 15:30
          A nie moglabys po prostu poprosic mame o to? Normalnie drukowanymi literami ? Mamus bardzo, bardzo cie prosze , zapros do domu na kawe ciocie Kazie, swoja przyjaciolke , kolezanke z pracy, ALE NIE A. Mamo, naprawde bardzo mi na tym zalezy, czy moglabys to dla mnie zrobic ?
          • anetapzn Re: szczerze współczuję 20.09.13, 15:32
            to-wlasnie-ja napisała:

            > A nie moglabys po prostu poprosic mame o to? Normalnie drukowanymi literami ?
            > Mamus bardzo, bardzo cie prosze , zapros do domu na kawe ciocie Kazie, swoja
            > przyjaciolke , kolezanke z pracy, ALE NIE A. Mamo, naprawde bardzo mi na tym za
            > lezy, czy moglabys to dla mnie zrobic ?
            Przecież mi nie u będzie, jak A sobie u ans z dziećmi posiedzi, dzieci w ogrodzie pobiegająGRRR. Koronny argument.
            • squirk Re: Spróbuję... 20.09.13, 15:39
              anetapzn napisała:

              > ...ostatni raz porozmawiać z mamą, zaraz dzwonię. Jak nie to męża zaprzątne, al
              > e to bedzie masakra wtedy- mąż wściekły, mama foch...

              Czasem inaczej sie nie da a sprawę trzeba załatwić jak najszybciej zanim Ci się pasożyty na dobre rozpanoszą. Szanownej mamie też przyda się otrzeźwienie.
              smile
            • to-wlasnie-ja Re: Spróbuję... 20.09.13, 15:43
              Znow - mamo, WIEM, ZE MI NIE UBEDZIE A MIMO TO PROSZE. Prosze, bo nie chce sie z Toba posprzeczac o to.
              W ostatecznosci mozesz dolozyc argument, ze nie masz zaufania do tej kobietyi ze nie macie dobrych relacji.
              Ale tu bym sie zastanowila, bo mama moze zaczac, ze ludzie nie sa tacy zli itp. wink
              Najlepiej krotko , super grzecznie tak, zeby mame rozbroic uprzejmoscia i zaufaniem .
      • squirk Re: szczerze współczuję 20.09.13, 15:30
        Dokładnie tak bym zrobiła - niech mąż się tym zajmie i oznajmi, niekoniecznie łagodnie, że to on Wy decydujecie o tym, kto może przebywać w Waszym domu. Niech sobie babcia gości przyjmuje w swoim albo na mieście. Nie rozumiem jak matka może Cię nie posłuchać i nadal wpuszczać do Twojego mieszkania osobę, której Ty nie życzysz sobie tam widzieć, na pewno nie podeszłabym do tego spokojnie (ale też moja mama nie ośmieliłaby się tak zachować).
    • sadosia75 Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 20.09.13, 15:25
      Powiedzieć mamie, że i owszem doceniacie jej pomoc, i powinna się u Was czuć jak u siebie w domu ALE macie jedno zastrzeżenie. nie życzycie sobie A w Waszym domu i koniec kropka. Mama ma uszanować wasz wybór, bo dom jest jednak Wasz i dzieć jest Wasz i jako właściciele domu end rodzice macie prawo decydowac o tym kto się w domu znajduje i kto ma styczność z dzieciem.
      jeśli mama chce to niech się z A spotyka u siebie w domu. bo jej dom to jej zasady.
    • anu_anu Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 20.09.13, 16:45
      Generalnie jestem zwolennikiem metod pokojowych.
      Ale w tym wypadku metody pokojowe NIE zadziałały, Mama nadal uważa, że nie masz racji - LUB nie potrafi odmówić Pani A więc później Tobie mówi "przecież nie ubędzie".
      W obu wypadkach bym nie liczyła, że Mama zmieni swoje postępowanie.
      Wyjścia są dwa, można je stosować pojedynczo lub łącznie:
      - zadzwonić do A i oświadczyć, że póki Was nie ma - nie może odwiedzać Waszego domu. Najlepiej byłoby aby oświadczyć to Pani A w obecności Mamy (złapać ją podczas takiej wizyty jak opisywałaś). Przy tej rozmowie NIE należy podawać powodów i wdawać się w dyskusje - tylko powiedzieć, że NIE MOŻE, bo NIE jest zapraszana.
      - powiedzieć mężowi, który skutecznie wyjaśni teściowej, że nie życzycie sobie wizyt Pani A.
      Oba rozwiązania prowadzą do zerwania stosunków z Panią A - ale jak sądzę nie będziesz długo cierpieć.
        • squirk Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 20.09.13, 17:20
          anetapzn napisała:

          > anu_anu napisała:
          \
          > > Oba rozwiązania prowadzą do zerwania stosunków z Panią A
          > Oby anu anu, obybig_grin to moje gwiazdkowe życzeniesmile już nic wiecej od Mikołaja na
          > Boże Narodzenie nie chcębig_grin
          > Skad się tacy ludzie biorą, jak A.

          Czemu w takim razie nie zakończysz znajomości? Telefon do A i informacja, że w związku z tym, że opowiada o Tobie plotki, narzuca się Twojej rodzinie i przeszkadza dziecku w nauce nie życzysz sobie kontynuowania znajomości. Twoja matka nie ma prawa zapraszać osób, których właściciele domu widzieć u siebie nie chcą. Jeśli jeszcze kiedykolwiek się u Was pojawi będzie nieprzyjemnie.

          Miłe to nie jest ale krótkie cięcie powinno załatwić sprawę - nie chcesz tych ludzi w swoim życiu więc trzeba to zakończyć i mieć spokój. Mam wprawę w odcinaniu osob, których nie chcę już znać (nigdy nie jest to kaprys bo znajomości traktuję poważnie ale jak ktoś zasłuży to wyjaśniam, dlaczego żegnam, i żegnam) - nie są to rozmowy przyjemne ale konieczne a ja już się nabyłam wszystkoznosząca i łagodna, wystarczy mi do końca życia.
          smile
          • anetapzn Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 20.09.13, 17:26
            squirk napisała:

            > anetapzn napisała:
            >
            > > anu_anu napisała:
            > \
            > > > Oba rozwiązania prowadzą do zerwania stosunków z Panią A
            > > Oby anu anu, obybig_grin to moje gwiazdkowe życzeniesmile już nic wiecej od Mikoła
            > ja na
            > > Boże Narodzenie nie chcębig_grin
            > > Skad się tacy ludzie biorą, jak A.
            >
            > Czemu w takim razie nie zakończysz znajomości? Telefon do A i informacja, że w

            Bo nie mam nr. tel. A???!!!!
            Zaraz maż wracabig_grin
            • squirk Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 20.09.13, 17:35
              anetapzn napisała:

              > > Czemu w takim razie nie zakończysz znajomości? Telefon do A i informacja,
              > że w
              >
              > Bo nie mam nr. tel. A???!!!!

              Gratuluję, wymyśliłas najsłabszą wymówkę świata wink
              Macie wspólnych znajomych, mama też pewnie nr do A. zna skoro ją zaprasza, są książki telefoniczne, da się znaleźć smile

              > Zaraz maż wracabig_grin

              Załatwcie to, chwila emocji a potem spokojny weekend. Mama może się nieco obrazić ale zrozumie w końcu że nie ona rządzi w Waszym domu.
              smile
              • anetapzn Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 21.09.13, 06:38
                squirk napisała:

                > anetapzn napisała:
                >
                > > > Czemu w takim razie nie zakończysz znajomości? Telefon do A i infor
                > macja,
                > > że w
                > >
                > > Bo nie mam nr. tel. A???!!!!
                >
                > Gratuluję, wymyśliłas najsłabszą wymówkę świata wink
                > Macie wspólnych znajomych, mama też pewnie nr do A. zna skoro ją zaprasza, są k
                > siążki telefoniczne, da się znaleźć smile
                >
                Nie, nie jest to najsłabsza wymówka świata. A jest daleką znajomą. Ja jestem w Austrii, nie mam ochoty wydzwaniać do jej i moich potencjalnych znajomych, żeby szukać nr. tel. do A. Sorry ale książki telefonicznej pod ręką też nie posiadam. A poza tym wiesz, nie wszyscy mają telefony stacjonarne, a chyba książek tel. tel komórkowych nie ma.
                Zrozum, to jest bardzo daleka znajoma, ja nawet nie wiem, jak ona ma na nazwisko. Jest to znajoma na zasadzie cześć cześć i koniec. Tak trudno to zrozumieć? Tym bardziej, ze jest to mega pasożyt i typ człowieka, którego nie strawiam, więc jej unikam, nie utrzymuję z nią kontaktu. A na prawde nie jest sensem mojego życia, żebym się o niej różnych rzeczy dowiadywała. Mnie interesuje moja rodzina, przyjaciele i wsio. Nawet dalszych znajomych czesto nie mam nr. tel. bo są mi one zwyczajnie nie potrzebne.
    • ginalina Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 20.09.13, 18:31
      Ja generalnie zgadzam się z większoscią, tzn. przekazać mamie, ze nie życzysz sobie wizyt A.
      Ale... to delikatna sprawa. Po pierwsze:
      Przekazać to mamie w odpowiedni sposób, np.
      - Moja droga mamo, cenie sobie twoją pomoc i jestem wdzięczna, ze otoczyłaś opieką mojego syna i mój dom. Widzę, ze dzięki twojej trosce nic złego się nie dzieje, dbasz jak o swoje. Proszę cię jednak, byś uszanowała moją prośbę i nie zapraszała A do domu, ponieważ nie chcę, by ktoś obcy dla mnie chodził po nim podczas mojej nieobecności, obawiam się, że szóstka dzieciaków mogłaby jednak coś spsocić.
      - Mamo, wiem, że współczujesz A, rozumiem to, pomyśl także o mnie i proszę, nie zapraszaj A do domu.
      I metodą zdartej płyty, aż się zgodzi - podczas jednej rozmowy.
      Po drugie:
      Mama może być w trudnej sytuacji, bo może A przychodzi bez zapowiedzi i mam nie wie, jak się zachować. Co wtedy? Trzeba poddać mamie jakiś pomysł na to, aby jej nie wpuścić. Np. przykro mi, ale właśnie wychodzę po zakupy/kina/lekarza/do szkoły itp.
      Albo mama na widok A z przychówkiem ubiera się i mówi: tym razem idziemy do Ciebie, bo tutaj bałagan.
      Albo przykro mi, nie możemy teraz porozmawiać, bo czekam na ważnych gości itd.

      Trzeba mamę trochę przygotować do takiej rozmowy. Życzę powodzenia smile
      • squirk Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 20.09.13, 18:45
        ginalina napisała:

        > Mama może być w trudnej sytuacji, bo może A przychodzi bez zapowiedzi i mam nie
        > wie, jak się zachować.

        Podpowiem prosty sposób - nie otwiera się gościom, którzy się nie zapowiedzieli. Brak zapowiedzi to brak szacunku. Nie rozwinę tematu bo nie o nim jest wątek.

        Ponieważ mama autorki wątku jest uparta i "miękka", skoro pozwala niechcianemu przez autorkę gościowi sobą manipulować, łagodna i spokojna rozmowa może dać efekt krótkotrwały (bo tamta znów przyjdzie, taka biedna, nadal jej ciężko, i dzieci takie mizerne) albo żaden bo mama uprze się, że skoro zajmuje się domem ma prawo zapraszać, kogo chce. Czasem dla wspólnego dobra trzeba nawet w rozmowie z ukochanymi najbliższymi walnąć pięścią w stół i postawić twarde warunki.
        • squirk Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 20.09.13, 21:20
          horpyna4 napisała:

          > A ja mam inny pomysł:
          >
          > - Mamo, właśnie dowiedziałam się, że A opowiada znajomym, jaką jesteś frajerką
          > i jak łatwo mogła ciebie zbajerować. Nie przeszkadza ci to, że nabija się z cie
          > bie za twoimi plecami?

          Proponuję jednak załatwić sprawę po dorosłemu, bez gierek i podchodów i nie ryzykując, że się panie "zgadają", ustalą że córka skłamała i wyciągną niewesołe dla tejże córki wnioski. Dorośli ludzie muszą brać takie rzeczy "na klatę", znajomości czasem się kończą, nic przyjemnego wyprosić kogoś ze swojego życia ale niektórzy po prostu nie rokują i nie są warci poświęcania im czasu i emocji, życie jest jedno i szkoda go marnować na jednostki niczego dobrego w to życie nie wnoszące.
        • anetapzn Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 21.09.13, 06:39
          horpyna4 napisała:

          > A ja mam inny pomysł:
          >
          > - Mamo, właśnie dowiedziałam się, że A opowiada znajomym, jaką jesteś frajerką
          > i jak łatwo mogła ciebie zbajerować. Nie przeszkadza ci to, że nabija się z cie
          > bie za twoimi plecami?

          Reakcja mojej mamy by była zapewne..aj coś żle zorumiałaś... Uwierz tak by byo, moją matkę znam 40 lat.
      • anetapzn Re: Aneto... 21.09.13, 06:40
        madzioreck napisała:

        > Ty się nie zastanawiaj, jak to załatwić taktownie, tylko jak to załatwić sku
        > tecznie
        ...

        Chcialam połączyć to i to, ale się nie dało...
      • squirk Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 20.09.13, 21:34
        Sześcioro dzieciaków i plotkara-naciągaczka w mieszkaniu kogoś, kto sobie takich wizyt nie życzy, to nie jest wydumany problem.
        Skoro mama autorki przejmuje się, że pani A. jest taka biedna i potrzebująca to zapewne nie żałuje poczęstunku, może i wspomaga jakoś konkretniej zamiast pasożyta pogonić, oby nie ale starsze panie zwykle dają się nabrać na bajki o okrutnym losie.
        Nawet, gdyby mama autorki nie wspierała gościa jakimiś darami czy obiadami wpuszczanie do domu córki pod jej nieobecność kogoś, kogo sobie ta córka we własnym domu nie życzy a kto w dodatku obgaduje ją podle "na mieście" jest nie w porządku i mam nadzieję, że do pani mamy to dotrze zanim zepsuje sobie stosunki z najbliższą rodziną.
      • anetapzn Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 21.09.13, 06:41
        misiowazona napisała:

        > Nie wiem, dla mnie to jakiś wydumany problem.
        A przyszło ci do głowy, ze z różnych względów ( o części wspomniałam) mogę sobie tego najzwyczajniej w świecie nei życzyć. Jak chcesz organizuj świetlicę dla nygusów i pasozytów społecznych, którzy ci doopę obrabiają. Ja nie mam zamiaru.
    • drzewkopomaranczowe Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 20.09.13, 21:50
      czytając twoją opowieśc przypomniały mi się studia,na psychologii prowadząca opowiadała ,ze mala taką sąsiadke która wpadala do nich bezustannie i nic nie pomagało nawet jej wykształcenie,wszystkie prosby i rózne gadki nie skutkowaly,była zalamana,tamta potrafiła przyjsc o 7 rano i siedzieć podczas gdy oni szykowali się do wyjscia a potem mowiła że moze na nich poczekać do ich powrotu z pracy,nie wiem jak to sie w koncu skonczylo...
      ale tobie wspołczuje nie zniosłabym gdyby ktoś obcy pałętał mi się po domu,ja nawet nie lubie jak ktoś z rodziny przyjedzie i myszkuje mi po szafkach( no chyba że jest to moja siostra)

      "Kochaj tych,których nie kochasz.Miłość jest przykazaniem,a nie uczuciem.Jest ona aktem woli,jedynym aktem naprawdę godnym człowieka." Brat Efraim
    • kamunyak Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 20.09.13, 21:51
      Pani A pewnie przymierza się gdzie którego dzieciaka ulokuje i jak będzie sie jej mieszkało, jak już babcia zgodzi się na to.
      Nie wiem w ogóle skąd u ciebie taka znajoma. "Taka" czyli, której nie lubisz.
      Popros syna (bo babcia ściemnia) żeby zadzwonił do ciebie kiedy A będzie w twoim domu przesiadywać.
      Kiedy juz będzie telefon popros syna żeby dał słuchawkę A i powiedz jej, że nie zyczysz sobie jej wizyt z przychówkiem podczas twojej (właściciela) nieobecnosci.
      I to wszystko.
      Nawet jeśli A sie obrazi to cie to obchodzi? jaka to dla ciebie znajoma?
      Jesli A bedzie później obrabiabiała ci tyłek wśród znajomych (tym, którym teraz rozpowiada jaka jesteś podła) to też - co cie to obchodzi? chyba tamci znajomi też orientują się kim jest pani A.
      Jednym słowem, pogonic babsko bez skrupułów.
      • anetapzn Ogłaszam, A nie ejst znajoma, nie jest!!! 21.09.13, 06:44
        kamunyak napisała:


        > Nie wiem w ogóle skąd u ciebie taka znajoma. "Taka" czyli, której nie lubisz.

        No jasny gwint to znajoma z dawnego miejsca zamieszkania (z okresu mojego i jej dzieciństwa), wychowywała sie 2 podwórka dalej, mega pasozyt, którego nie zapraszam, nie toleruję, nie lubię, nie wpuszczam za płot, gdy jestem w kraju. Znajoma, jakich każda z nas ma wiele, ale której nie toleruje, nie utrzymuje kontaktu.
        NIE JEST TO MOJA KOLEŻANKA ANI BLISKA ZNAJOMA!!!
    • wielkajolka Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 20.09.13, 23:46
      miałem takiego "znajomego" na studiach. Przyszedł do naszego mieszkania studeckiego (był kolegą kolegi) i został w tym mieszkaniu pół roku. Najpierw poprosił, czy może pomieszkać tydzień bo nie ma gdzie iść potem następny i tak zleciało. Nikt go nie umiał/nie chciał wyprosić, a sam twierdził, że tu nie mieszka tylko nas odwiedza smile. Załatw sprawę zdecydowanie (niekoniecznie taktownie), bo inaczej możesz potem żałować
    • anetapzn Po wczorajszej rozmowie... 21.09.13, 07:01
      Mąż jak mu powiedziałam, dostał szczękościsku, nie wiem czy na A czy na moją mamę, czy na obie. Syna złapał na komórkę wypytał się. Okazało się, że ostatnio jak syn wychodzi do szkoły A już jest, jak wraca jeszcze jest. Nie sądzę żeby drugi raz przychodziła. Bardziej podejrzewam, że się zadomowiła na całe dnie. Nastolatka mało w domu co jest, ale A widzi 2x dziennie to o czymś świadczy.
      Póżniej telefon do teściowej. Jezuuuu wojna w Iraku to mały pikuś przy tym co było. Teraz to juz się pożarli na amen, mąż z moją mamą. Dlatego pytałam, czy da się to taktownie i skutecznie załatwić. W przypadku mamy mojej nie da się. Jak ja nie lubię takich konfliktów.
      Za niecałe 2 tygodnie lecę na kilka dni do domu, zobaczę jak się sprawa ma. A w międzyczasie przyjaciółka (ta co przez płot mieszka) ma trzymać rękę na pulsie. Ona jest lepsza niż najlepszy detektywbig_grin
      Uznaliśmy z mężem (tzn. on uznał a ja się potulnie zgodziłambig_grin), że jak mama się nie zastosuje do zakazu wpuszczania A na teren naszego domu a nawet trawnika to podziękujemy mamusi za pomoc. Nie wiem co wtedy z futrami i nastolatkiem, ale na razie o tym nie myślę, może mama zrozumiała coś, poza tym że ma zięcia sku...big_grin (to ona zawsze tak twierdzi).
      To na tyle. Jestem padniętabig_grin
        • anetapzn Re: Po wczorajszej rozmowie... 21.09.13, 10:44
          stara-a-naiwna napisała:

          > zaangażowałam się z sprawę A i bezkrytycznej mamusi
          >
          > smile
          Mamusia jest krytyczna, tylko czasami nie tam gdzie trzeba.
          A jeszcze trochę i A zostanie kultowym pasozytem forumbig_grin

          > czekam na dalszy rozwój wypadków
          Mam nadzieję, ze to już koniec.
      • ann.38 Re: Po wczorajszej rozmowie... 21.09.13, 10:22
        Nie wiem co tam mąż powiedział teściowej, ale na pewno w sytuacji kiedy mama przeprowadziła się do Was aby pomóc, to argumenty, że to Wasz dom byłyby co najmniej niegrzeczny. Jak zięć tak nie lubi teściowej, to po co prosi ją o pomoc? Ale z drugiej strony bardziej niż zagnieżdzenia A ja martwiłabym się o dziecko. Babcia zgodziła opiekować się wnukiem, a tu dzieciak ciągle poza domem, a kiedy jest to jest też chmara hałaśliwych dzieciaków. Jeżeli faktycznie A przestanie bywać, to babcia nagle zacznie zajmować się wnukiem? No wiem, wiem, to nastolatek, ale pewnie gdzieś w liceum teraz albo ostatnia gimnazjum. Babcia czuwa czy on się uczy, zdrowo odżywia itp? Przecież z gromadką małych dzieci to nawet normalne odwiedziny są kłopotliwe a co dopiero ciągle przesiadywanie. Wiem, że w domku to pewnie jest trochę przestrzeni no ale mimo wszystko takie podejście babci do opieki, do której się zobowiązała mnie by się nie podobało (sama lepszej ani nawet takiej pomocy nie mam jakby co)
        • anu_anu Re: Po wczorajszej rozmowie... 21.09.13, 10:40
          Nawet jeżeli kogoś proszę o coś znaczącego - to mój dom nadal jest moim domem i nie mogą się tam dziać rzeczy, które ja uważam za złe. Wszyscy by się pewnie zgodzili, że Babcia nie może np. wykopać dołu na trawniku bądź przebudować schodów - bo to zmiana/destrukcja do której nikt jej nie upoważnił.
          Ale jeżeli destrukcja jest innej natury - to niby inne zasady obowiązują? Tym bardziej, że - jak podejrzewam - takich zastrzeżeń za wiele nie było (a prawdopodobnie to było jedyne).

          A co do troski o wnuka to się zgadzam - prawdopodobnie Babci nie wystarczyło czasu i siły po wizytach Pani A.
          • anetapzn Re: Po wczorajszej rozmowie... 21.09.13, 10:43
            anu_anu napisała:


            > Ale jeżeli destrukcja jest innej natury - to niby inne zasady obowiązują? Tym b
            > ardziej, że - jak podejrzewam - takich zastrzeżeń za wiele nie było (a prawdopo
            > dobnie to było jedyne).
            >
            Dokładnie tylko jeżeli o A i jej przychówek. A tak, niech mama sobie przyjaciółki zaprasza na brydża (bo tak robi), moja ciotka a jej siostra ma do niej na kilka tygodni przyjechać. I ok, nam to nie przeszkadza. Poza Abig_grin
        • anetapzn Re: Po wczorajszej rozmowie... 21.09.13, 10:41
          ann.38 napisał(a):

          Al
          > e z drugiej strony bardziej niż zagnieżdzenia A ja martwiłabym się o dziecko. B
          > abcia zgodziła opiekować się wnukiem, a tu dzieciak ciągle poza domem,

          Ann chłopak ma skończone 16 lat, chodzi do lo, jest sportowcem, trenuje intensywnie 2 dyscypliny w soboty dorabia w McDonaldzie, ma znajomych, to kiedy i w jakim celu ma przesiadywać w domu? Ja bym sie martwiła, jakby siedział w domu, gdyby prosto po szkole wracał do domu i tam zostawał. Na noce wraca, w szkole ma dobre oceny, trener i nauczyciele proszeni są o natychmiastowy kontakt gdyby sie coś działo. Zaufanie do syna mam. Ja w jego wieku też bez przerwy byłam w ciagu dnia poza domem.
      • squirk Re: Po wczorajszej rozmowie... 22.09.13, 14:38
        anetapzn napisała:

        Jezuuuu wojna w Iraku to mały pikuś przy tym co b
        > yło. Teraz to juz się pożarli na amen, mąż z moją mamą.

        Czasem inaczej sie nie da. Oby zadziałało.
        Ktoś tu pisał (nie chce mi się szukać) że biedna starsza pani jest samotna. To naprawdę, naprawdę nie jest argument żeby do nie swojego domu ściągać jakieś męty. Zgaduję, że nie masz nic przeciwko temu, żeby mama zapraszała jakieś miłe kulturalne osoby na kawę czy obiad a mama zapewne nie ma szczególnego upodobania do pasożytów tylko akurat trafił się pasożyt przedsiębiorczy i mamę sobie wokół palca owinął.
        Problem ewentualnych złych stosunków współmałżonka z rodzicami rozwiązaliśmy w ten sposób, że do teściowej dzwoni tylko jej dziecko, drugie się nie miesza, wizytując jest miłe i uczynne a wizytujemy max. 2x w roku. Z moją mamą pokłócić się nie da, teściowa miała do awantury dwa podejścia - pierwsze i ostatnie bo ze mną też pokłócić się nie da. Zamierzamy kontynuować, jeśli któraś z mam nagle uzna, że sobie zrobi siarczystą awanturę albo wyskoczy z jakąś rażącą głupotą musi - i obie o tym wiedzą - liczyć się z tym, że jej dziecko murem stanie za partnerem i może, choć bardzo mamę kocha, wyjść i nie wrócić. Obie o tym wiedzą więc spodziewamy sie, odpukać, wielu lat spokoju i miłych spotkań.
        smile
        • anetapzn Re: Po wczorajszej rozmowie... 23.09.13, 06:04
          squirk napisała:

          > anetapzn napisała:
          >
          > Jezuuuu wojna w Iraku to mały pikuś przy tym co b
          > > yło. Teraz to juz się pożarli na amen, mąż z moją mamą.
          >
          > Czasem inaczej sie nie da. Oby zadziałało.
          > Ktoś tu pisał (nie chce mi się szukać) że biedna starsza pani jest samotna. To
          > naprawdę, naprawdę nie jest argument żeby do nie swojego domu ściągać jakieś mę
          > ty. Zgaduję, że nie masz nic przeciwko temu, żeby mama zapraszała jakieś miłe k
          > ulturalne osoby na kawę czy obiad a mama zapewne nie ma szczególnego upodobania
          > do pasożytów tylko akurat trafił się pasożyt przedsiębiorczy i mamę sobie wokó
          > ł palca owinął.

          Dokładnie. Te zapraszane osoby nawet nie muza być milę byle nie były pasożytem ala A.
          Ja juz w której wypowiedzi wspomniałam, ze mama spotkania bryzowe organizuje kumy emerytki na kawę wpadają, ciotka lada dzień na kilka tygodni przyjedzie. I ok. to nam na prawdę nie przeszkadza. A nam przeszkadza. Tzn. po akcji męża już nie przeszkadzabig_grin
          Pozdrawiam i myszowate niemyszy tezsmile
          • anetapzn Re: Po wczorajszej rozmowie... 23.09.13, 06:10
            anetapzn napisała:

            > Dokładnie. Te zapraszane osoby nawet nie muza być milę byle nie były pasożytem
            > ala A.
            > Ja juz w której wypowiedzi wspomniałam, ze mama spotkania bryzowe organizuje ku
            > my emerytki na kawę wpadają, ciotka lada dzień na kilka tygodni przyjedzie.

            Sorry za literówki, przed 1. kawą jestemsmile
            muza=muszą, milę=miłe, której=którejś, bryzowe= brydżowe sad
          • squirk Re: Po wczorajszej rozmowie... 23.09.13, 16:00
            anetapzn napisała:

            > Dokładnie. Te zapraszane osoby nawet nie muza być milę byle nie były pasożytem
            > ala A.
            > Ja juz w której wypowiedzi wspomniałam, ze mama spotkania bryzowe organizuje ku
            > my emerytki na kawę wpadają, ciotka lada dzień na kilka tygodni przyjedzie. I o
            > k. to nam na prawdę nie przeszkadza.

            Czyli stanowczo nie jest tak że starsza pani cierpi z powodu samotności, dobrze dla niej. Tym bardziej nie powinna protestować przeciwko Waszej decyzji, zwłaszcza że to nie jej mieszkanie.
            smile

            A nam przeszkadza. Tzn. po akcji męża już
            > nie przeszkadzabig_grin

            Mam nadzieję, że to koniec stresu i zamieszania. Przygotuj się na nową porcję plotek na swój temat, A. zapewne zdążyła wyżalić się już połowie miasta, przecież to okropne i nieludzkie nie chcieć gościć u siebie, dokarmiać i hołubić dodatkowych 7 osób za rzetelne wynagrodzenie w postaci plotek i oczerniania, serca nie masz.
            smile

            > Pozdrawiam i myszowate niemyszy tezsmile

            Dziękuję, pozdrowiłam, dostępna była Większa i omiotła mnie pękami wąsów, Mniejsza zakopała się w mysich kołderkach i nawet nosa nie raczyła wystawić - co rozumiem bo też mam jakiś taki senny i nijaki dzień i najchętniej bym spała wink
    • anetapzn Dziękuję:) 22.09.13, 06:53
      Za wszystkie rady, te szczere od serca (dziewczyny wiedzą o które chodzi). Za te dowalające i osądzające też dziękuję, bo przypomniały mi, że ulubionym sportem części Polaków jest dowalanie komuś, szczególnie w sieci, gdzie wydaje się, że jest się anonimowym.
      Tym osobom proponuję zająć się sobą, swoim podwórkiem.
      Aha dostałam od jednej z nieznanych mi osób bardzo niemiłego emaila na priv. Jeżeli to się jeszcze raz powtórzy, od kogokolwiek, zamieszczę te emaile wraz z adresem nadawcy na forum. Email anonimowy, podpisany nickiem. Masz odwagę obrażać, podpisz się imieniem i nazwiskiem. Pamiętaj, w sieci nikt nie jest anonimowy.
      Wątek osobiście uważam za zakończony. Pozdrawiam i miłej niedzielibig_grin
      Ps. sprawa, o którą pytałam w tym poście załatwiona, dzięki wielu radom dobrych dusz z tego forum, za co serdecznie dziękujębig_grin
      • anachoresis Re: Dziękuję:) 22.09.13, 09:25
        Anetko a będzie to problem jeżeli podasz jakieś szczegóły? bo jestem ciekawa na czym stanęło tzn czy ta kobieta z progeniturą w znacznych rozmiarach nadal będzie odwiedzać Twój dom?
      • jadowita71 Re: Dziękuję:) 23.09.13, 14:30
        ale napisz proszę koniecznie, co zastałaś po powrocie. Bardzo fascynujący wątek.

        A jak wyobraziłam sobie tabun niechcianych dzieci w MOIM domu, miętoszących MOJE zwierza, to dostałam gęsiej skórki smile

        -----
        www.przynudzam.blogspot.com
        • squirk Re: Dziękuję:) 23.09.13, 16:02
          jadowita71 napisała:

          > A jak wyobraziłam sobie tabun niechcianych dzieci w MOIM domu

          Mam tak z wszelkimi dziećmi, aż mnie dreszcz przeszedł wink
          Przyłączam się do prośby i mam nadzieję, że Aneta znajdzie chwilę i napisze, jak się sprawa zakończyła, mam nadzieję, ostatecznie.
          smile
          • anetapzn Re: Dziękuję:) 07.10.13, 07:51
            squirk napisała:

            > jadowita71 napisała:
            >
            > > A jak wyobraziłam sobie tabun niechcianych dzieci w MOIM domu
            >
            > Mam tak z wszelkimi dziećmi, aż mnie dreszcz przeszedł wink
            > Przyłączam się do prośby i mam nadzieję, że Aneta znajdzie chwilę i napisze, ja
            > k się sprawa zakończyła, mam nadzieję, ostatecznie.
            > smile
            >
            Nie opisze zakończenia, bo nie chcę się narażać ani na niemiłe emaile, ani komentarze w tym wątku. Napiszę tylko, ze sprawa została załatwiona po naszej myślismile
            • kor-ka Re: Dziękuję:) 07.10.13, 21:07
              anetapzn napisała:
              > Nie opisze zakończenia, bo nie chcę się narażać ani na niemiłe emaile, ani kome
              > ntarze w tym wątku. Napiszę tylko, ze sprawa została załatwiona po naszej myśli
              > smile

              Nawet się nie wygłupiaj. To my się tu wczuwamy w Twoją mrożącą krew w żyłach historię, a na końcu ma być "nie opiszę zakończenia"?
              Tak się nie godzi, opisuj smile
              • anetapzn Re: Dziękuję:) 08.10.13, 10:22
                madzioreck napisała:

                > No Aneta, ale jesteś wiśnia tongue_out Myślałam, że tu zakończenie dopisałaś tongue_out
                big_grinbig_grinbig_grin

                Może się zbiorę po niedzieli i opiszę, ale może. Przylatuje na weekend do Polski, zobaczę jak w realu sytuacja wygląda, czy tak jak optymistycznie szacujemy na odległość.
                Dziękuję za wszystkie rady, trzymanie kciuków i śledzenie wątku z wypiekami na twarzy.
    • thiallin Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 07.10.13, 21:19
      Kobieto, specjalnie zalozylam tu konto zeby Ci odpowiedziec. NIGDY, NIGDY nie pozwol takiemu komus sie sprowadzic. Znajomi wyjechali, odnajeli swoj dom (wybudowany wlasnymi rekoma) facetowi. Dorosly, sprawny, pracujacy...
      1) Przebudowal dom (wybil nowe drzwi "do ogrodu", rozwalil sciane dzialowa)
      2) Zmienil zamki gdy prawny "opiekun" majatku, brat kolezanki chcial tam wejsc.
      3) Nie placil rachunkow, wisza elektrowni i wodociagom fortune
      4) Jak weszli, wylamujac zamki, znalezli dom w stanie gorszym od niejednej meliny, zniszczone sciany, podlogi itp
      3) NIE WYPROWADZIL SIE gdy wymowili mu mieszkanie, PODAL ICH DO SADU!!! I SAD SPRAWE PRZYJAL, TERAZ WALCZA ROZPACZLIWIE O WLASNY DOM
      NIE MIELI Z POLSKIM PRAWEM (PRAWEM, ha!) ZADNYCH SZANS GO WYRZUCIC, PROCESUJA SIE. jESLI TA RZECZONA a MA 6 DZIECI TO NIGDY W ZYCIU SIE JEJ NIE POZBEDZIESZ! SERIO CHCESZ JEJ SPREZENTOWAC DOM???
      Nie moglam znajomym uwierzyc, jak mi to powiedzieli, ale to swieta prawda. I poznalam wiecej takich przypadkow. Moja siostra kupila mieszkanko i boi sie wynajac nawet najblizszym przyjaciolom. "Prawo" jest takie ze jak wynajmiesz np parze i oni beda miec dziecko i oswiadcza ze sie nie wyprowadza to nie jestes w stanie ich wyrzucic. a jak dasz sprawe do sadu... Coz, policz koszta, a nie wiem, czy wygrasz.
      Zgadzam sie z mezczyzna ktory radzil nie ukrywac przed mezem, to nie jest droga. To wasz dom i oboje powinniscie zdecydowac. Mame tez uchronisz, bo z taka naiwnosci to moze spotkac ja nieszczescie. Masm taka przyjaciolke, lata i kupe zdrowia kosztuje mnie odwodzic ja od nadmiernej "litosci".
      Pozdrawiam i powtarzam - porozmawiaj z mezem, synem i matka i STANOWCZO usun pania A ze swojego domu.
      • autumna Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 08.10.13, 07:44
        No moment, ale ty mówisz o WYNAJĘCIU. Czyli jakaś tam umowa między nimi była, choćby ustna.
        Oczywiście ciąg dalszy sytuacji tak czy siak jest totalnie chory. Ale w przypadku omawianym do mieszkania wpuszcza ludzi osoba niebędąca właścicielem, bez tychże właścicieli zgody. To co, może ja się do sąsiada wprowadzę (np. jak mi zostawi klucze na wakacje, żebym mu podlewała kwiatki) , i nie będzie mnie można wyrzucić?
        • ja.dorcia Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 08.10.13, 16:25
          >To co, może ja się do sąsiada wprowadzę (np. jak mi zos
          > tawi klucze na wakacje, żebym mu podlewała kwiatki) , i nie będzie mnie można w
          > yrzucić?
          >

          Teoretycznie będzie można, ale to trochę potrwa. W tym przypadku, to jest tzw bezumowne korzystanie z lokalu. Czyli sąsiad chcąc wrócić do swojego mieszkania musi:
          - wezwać cię pisemnie zpo do opuszczenia swojego mieszkania
          - założyć sprawę w sądzie
          - sąd rozpatrzy, czy przysługuje Ci prawo do lokalu socjalnego, czy nie i wyda wyrok o eksmisji
          - o ile się nie odwołasz, sąsiad po uprawomocnieniu się musi wnieść o wydanie klauzuli wykonywalności, czy jakoś tak
          - z tym iść do komornika, zapłacić mu 1/2 średniego wynagrodzenia wg GUS * ilość izb z których ma nastąpić eksmisja
          - wskazać lokal, do którego eksmisja ma zostać przeprowadzona, i jeżeli np nie masz żadnego, musi go zapewnić na swój koszt, a jeżeli masz prawo do lokalu socjalnego - musi taki lokal zapewnić gmina, a to potrwa
          - dopiero jak znajdzie i nie będzie tzw okresu ochronnego, może nastąpić eksmisja...

          Średnio to trwa w najlepszym przypadku półtora roku, lub dłużej jeżeli dochodzi oczekiwanie na lokal socjalny. A teraz pomyśl, do jakiego stany Ty, chcąc zrobić na złość, możesz przez te półtora roku doprowadzić mieszkanie?
          • sangrita Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 08.10.13, 17:16
            > Teoretycznie będzie można, ale to trochę potrwa. W tym przypadku, to jest tzw b
            > ezumowne korzystanie z lokalu. Czyli sąsiad chcąc wrócić do swojego mieszkania
            > musi:
            > - wezwać cię pisemnie zpo do opuszczenia swojego mieszkania
            > - założyć sprawę w sądzie
            > - sąd rozpatrzy, czy przysługuje Ci prawo do lokalu socjalnego, czy nie i wyda
            > wyrok o eksmisji
            > - o ile się nie odwołasz, sąsiad po uprawomocnieniu się musi wnieść o wydanie k
            > lauzuli wykonywalności, czy jakoś tak
            > - z tym iść do komornika, zapłacić mu 1/2 średniego wynagrodzenia wg GUS * iloś
            > ć izb z których ma nastąpić eksmisja
            > - wskazać lokal, do którego eksmisja ma zostać przeprowadzona, i jeżeli np nie
            > masz żadnego, musi go zapewnić na swój koszt, a jeżeli masz prawo do lokalu soc
            > jalnego - musi taki lokal zapewnić gmina, a to potrwa
            > - dopiero jak znajdzie i nie będzie tzw okresu ochronnego, może nastąpić eksmis
            > ja...


            Tak z czystej ciekawości, ale:

            Jeżeli sąsiad po prostu sprowadzi ślusarza i swoim własnym mieszkaniu wymieni zamki, eksmituje lokatora osobiście, a jego graty wystawi w kartonach na śmietnik z info, że są do odebrania do najbliższej wizyty śmieciarki - to co wtedy? Lokator może dzwonić na policję i podać właściciela do sądu?
              • madzioreck Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 09.10.13, 10:58
                Pogrzebałam, poczytałam, i nigdzie nie piszą o sytuacji takiej jak tu sobie hipotetycznie rozpatrujemy, wbicie się na chatę sąsiada, który zostawił nam klucze żeby kwiatki podlewać.
                Wszędzie jest założenie, że bezumowne korzystanie z lokalu następuje po wygaśnięciu/wypowiedzeniu umowy najmu.
                Nie jestem pewna, czy osoba, która nie miała nigdy tytułu prawnego na moje mieszkanie a postanowiła sobie wbrew mojej woli zamieszkać, jest taka nieruszalna i bezkarna.
                • iwoniaw Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 10.10.13, 15:46
                  Myślę, że nie jest wcale taka bezkarna z tej prostej przyczyny, że nie mając nigdy wcześniej tytułu prawnego do korzystania z lokalu nie udowodni tak łatwo, że w ogóle ktokolwiek ją stamtąd wyrzucił. Przecież gdyby taki właściciel szedł w zaparte, że nigdy nikt tu nie mieszkał i nikogo nie wyrzucał, to co? Sąd w ogóle rozpatrywałby sprawę, gdybym oświadczyła, że sąsiad z tego ładnego domu, co to mi wpadł w oko, właśnie wyrzucił mnie stamtąd z nieletnim potomstwem i wnoszę o przywrócenie?
              • sangrita Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 09.10.13, 09:55
                > Jeśli faktyczne są takie przepisy, to jest przecież zarzynanie potencjalnego ry
                > nku wynajmu mieszkań. Jak same piszecie, lepiej trzymać puste i bulić czynsz, n
                > iż wynająć...

                Dokładnie - powiem wręcz, że w takich warunkach to trzeba być jeleniem, żeby brać kredyt na 30 lat li i tylko po to, żeby nie płacić za wynajem. Skoro można nie płacić i mieszkać.
        • kor-ka Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 10.10.13, 14:16
          autumna napisała:

          > No moment, ale ty mówisz o WYNAJĘCIU. Czyli jakaś tam umowa między nimi była, c
          > hoćby ustna.

          Bo to są 2 odrębne problemy.
          1) W obu sytuacjach ktoś zajmuje mieszkanie BEZPRAWNIE.
          Nie ma znaczenia, czy wcześniej miał takie prawo, a potem właściciele wypowiedzieli mu umowę, czy też NIGDY żadnej umowy nie było.
          W obu wypadkach trzeba osobę bezprawnie zajmującą mieszkanie wyzuć z posiadania. Przez procedurę eksmisji. I to jest problem, konieczność uzyskania wyroku sądowego, założenia pieniędzy komornikowi, nie licząc na ich odzyskanie itd.

          2) Natomiast osoba, która wcześniej mieszkanie wynajmowała, jest objęta dodatkową ochroną z ustawy o ochronie praw lokatorów. Wtedy jest jeszcze trudniej, choć nie aż tak źle, jak było kilka lat temu.
          Zmianę prawa w tej kwestii wyjaśniałam w pierwszym przypisie do tego tekstu
          kor.blox.pl/2012/01/Problemy-przerzucone-na-obywateli-wracaja.html
      • squirk Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 08.10.13, 11:27
        thiallin napisała:

        > Kobieto, specjalnie zalozylam tu konto zeby Ci odpowiedziec. NIGDY, NIGDY nie p
        > ozwol takiemu komus sie sprowadzic.

        Dzięki opowieściom takim jak Twoja mimo wyprowadzki za granicę postanowiliśmy mieszkania nie wynajmować, nawet znajomym. Niech stoi puste, trudno, nikt mi tu nie wejdzie.
        smile
    • hugu Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 08.10.13, 06:11
      A mnie się zdaje, że ta sprawa wcale się jeszcze nie skończyła. Będzie nawrót. Za jakiś czas znów mama ulegnie i znów A. z dziećmi będzie zasiedlać Wasz dom.
      Mama to zapewne starsza osoba, z osłabionym krytycyzmem, nieco naiwna i spragniona towarzystwa, pochlebstw, uwagi, poczucia własnej ważności. Na takich cechach większości osób starszych żerują naciągacze sprzedający im kołdry za kilka tysięcy zł. i wszelkiego rodzaju "cudowne" (i odpowiednio drogie!) urządzenia. I to działa. A. to wie. Wkrótce powróci - co najmniej po darmową strawę i wybieg dla dzieci, co najwyżej - po wymarzone locum.

      Uważam, że warto mieć w zanadrzu "plan B", czyli kogoś, kto zadba o dziecko i futra zamiast mamy. Tym planem może być zaprzyjaźniona sąsiadka. Rozważyłabym też powierzenie domu samemu synowi, jeśli to rozsądny chłopak. Tylko niech nie mówi w szkole, że babcia się wyprowadziła, bo będą go naciskać o urządzanie imprez. Niech utrzymuje, że mieszka z babcią. Ja mając 18 lat zamieszkałam sama i było ok, ale utrzymywałam, że mieszkam z ciocią, właśnie po to, by nie organizować imprez i by żeby nie sprowadziły mi się pasożyty.
    • minor_swing Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 10.10.13, 14:02
      cieszę się, że jak na razie sprawa się dobrze zakończyła. ale również jestem ciekawa szczegółów smile
      nie przejmuj się niemiłymi komentarzami. dla niektórych może się to nie mieścić w głowie, że sie pasożyta nie można pozbyć, ale nie takie sytuacje się zdarzają.
      ja osobiście przeżyłam coś o podobnym stopniu absurdalności. gdyby mi ktoś to opowiadał, to w życiu bym nie uwierzyła, że takie rzeczy mogą się dziać. scenariusz na czarną komedię.
      bądź twarda!!! pozdrawiam
            • minor_swing Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 10.10.13, 23:28
              ach, z tym drzewkiem różnie bywa smile

              ale do rzeczy, postaram się jak najkrócej.
              mama moja, przez jakiś czas spotykała się z pewnym człowiekiem, za którego wyszła za mąż (za granicą, chodziło głównie o uregulowanie pobytu). osobnik ten okazał się jednak alkoholikiem i awanturnikiem, i mama, nie zważając na papiery postanowiła się z tym człowiekiem rozstać. minęło kilka lat (2 lub 3). babcia, przebywając na stałe w tym kraju, na gwałt musiała robić remont domu, i nie wiedzieć czego, wynajęła tego osobnika. on sobie tam remontował, aż nadszedł czas, że papiery same się uregulowały i mogłyśmy (ja, mama i siostra) wyjechać. i już pierwszego wieczoru, po sporej dawce procentów (ponieważ zwykł przynosić prowiant w płynie, coby robota lepiej szła),panu włączyła się agresja. wyzwiska, krzyki, szczodrze okraszone puszczanym na cały regulator disco polo. sądziłyśmy, że w takim razie, babcia grzecznie podziękuje za dalszą współpracę. ale nie! stwierdziła, że remont musi być zrobiony i przez około miesiąc pan przychodził, wypijał co miał i zaczynał swój monolog. wyzywał nas od gnojów, wrzeszczał, przeklinał a my biedne siedziałyśmy we trzy zamknięte w pokoju, modląc się by wreszcie sobie poszedł.
              wyobraźcie sobie taką sytuację, wynajmujecie robotnika, płacicie mu a on twierdzi, że jest u siebie i jest tu gospodarzem, próbuje spraszać znajomych na wódkę, urządza awantury. a babcia jakby tego nie zauważała, jakby żyła w innym świecie. snułyśmy różne domysły, że babcia się zakochała, że on babcię czymś szantażuje, że rzucono na nią urok albo jej coś dosypuje do herbaty tongue_out
              awantury i wyzwiska szanownego pana były naprawdę mocnego kalibru. wiele nerwów straciłyśmy przez ten czas, nie miałyśmy gdzie się wynieść, jedyną alternatywą byłby powrót do kraju. nie mogłyśmy uwierzyć, że ukochana mama i babcia funduje nam takie piekło.we własnym domu byłyśmy wyzywane, gnojone i terroryzowane przez opłacanego robotnika. na szczęście w końcu poszedł sobie w diabły.
              nie muszę chyba dodawać, jak wielki żal mamy do babci, że pozwoliła na coś takiego.
    • banieczka Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 18.10.13, 00:26
      anetapzn napisała:

      > Może się zbiorę po niedzieli i opiszę, ale może. Przylatuje na weekend do Polsk
      > i, zobaczę jak w realu sytuacja wygląda, czy tak jak optymistycznie szacujemy
      > na odległość.
      > Dziękuję za wszystkie rady, trzymanie kciuków i śledzenie wątku z wypiekami na
      > twarzy.

      I jak sprawa się skończyła? Jeśli się skończyła (czego życzę).
      • anetapzn Re: Teraz ja pytam jak taktownie załatwić sprawę. 18.10.13, 06:49
        banieczka napisała:

        > anetapzn napisała:
        >
        > > Może się zbiorę po niedzieli i opiszę, ale może. Przylatuje na weekend do
        > Polsk
        > > i, zobaczę jak w realu sytuacja wygląda, czy tak jak optymistycznie szac
        > ujemy
        > > na odległość.
        > > Dziękuję za wszystkie rady, trzymanie kciuków i śledzenie wątku z wypieka
        > mi na
        > > twarzy.
        >
        > I jak sprawa się skończyła? Jeśli się skończyła (czego życzę).
        Napisałam pokrótce w wątku dot. zarzutówsmile gdzieś obok ten wąteksmile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka