slonecznik963
12.11.13, 13:52
w biznesie ...
W wielkim skrócie.
W marcu otworzyłam działalność.
Wkrótce potem pojawiła się u mnie pani B z ofertą współpracy. Nie bardzo było mi to na rękę ale się zgodziłam. Niestety projekt nie wypalił ( maj - ludzie mieli inne wydatki). Pani się obraziła i na początku wakacji otworzyła swoją firmę. Zapewniła mnie tylko że nie będzie świadczyć takich usług jak ja ( bo się na nich nie zna). Ja też nie wchodziłam w jej - ale jeżeli pojawiał się u mnie klient który miał niższe wymagania odsyłałam go do niej. ( nie wiedziała o tym że klienci Ci ode mnie)
Pod koniec wakacji otworzyła się kolejna firma(pani C) której charakter usług pokrywa się z tym co robi pani B.
Nigdy na głos nie wypowiadałam się na temat tego co robi i jak pracuje pani B.Tylko najbliżsi wiedzieli że wg mnie psuje ona rynek zaniżonymi cenami za usługi. Kiedy dostała dotację ceny spadły jeszcze bardziej. Część klientów dla których liczyła się cena odpłynęła , część oczywiście została bo u pani B nie znajdą tego co jest u mnie. Niestety coraz częściej słyszałam że cena nie idzie w parze z jakością.
Pani C w naszej branży to prawdziwa profesjonalistka. Spotkałyśmy się raz i drugi w ramach spotkań branżowych. Nawet zaproponowałam jej współpracę. Mogłybyśmy utworzyć miejsce w którym byłoby wszystko czego klient sobie życzy. Nasze usługi idealnie się uzupełniają. Na razie pozostaje to w sferze planów na nie wiadomo kiedy - natomiast zawiązała się nić znajomościowo-biznesowa. Ja czasem przyprowadzę jakąś klientkę , ona mając sporo znajomości informuje o mnie. ( mieszkam w tym mieście od roku i brak mi właśnie znajomości które normalnie człowiek tworzy latami)
Pani B podpadła pani C wykonując pewną usługę i szeroko reklamując swój sukces. Przelało to czarę goryczy jaka tkwiła w pani C i pewnego dnia wylała cały swój żal przede mną. Dokładnie taki z jakim ja się chowałam. Niska cena, najgorszej jakości materiały , psucie rynku bo wmawia się klientom że dostają super usługę za super pieniądze. Panie powiedziały sobie kilka gorzkich słów i atmosfera zgęstniała.
Kilka dni temu pojawiła się u mnie pani B z propozycją współpracy. Pieniądze z dotacji musi wydać m.in na to co robię ja. Do tego wchodzi do placówek oświatowych gdzie wśród propozycji są również moje usługi na których ona się jednak nie zna i chciałaby abym to ja prowadziła zajęcia.
Wiem że początek roku dla mojej firmy to marazm. Nawet myślałam o zawieszeniu działalności.
Z jednej strony kusi dopływ gotówki a drugiej nie chcę podpisywać się pod współpracą z firmą o której mam takie zdanie
Właściwie nie wiem czy oczekuję porady - w głowie mam odpowiedź i mogę jej żałować za jakiś czas.