qrczeblaszka
26.11.13, 21:11
Dziewczyny

nawet nick zmieniłam
Pracuję w firmie która robi biżuterię. Jakiś czas temu jedna z klientek widząc jak składamy kolejny naszyjnik wyjęła swój i pokazała że zerwało jej się tam coś. Koleżanka naprawiła a wieść że jest w mieście ktoś kto takie rzeczy naprawia rozeszła się lotem błyskawicy. W tygodniu pojawia się 2-3 klientów by coś im zrobić - skrócić , przełożyć, zmienić zapięcie , wkleić kamienie.
Tydzień temu we wtorek przyszła pani. Akurat była moja zmiana. Chciała aby jej przełożyć korale. Terminy mieliśmy napięte i dodatkowo byliśmy przed targami więc chciałam ją zbyć.Najwcześniej mogłam jej to zrobić dopiero w tym tygodniu. Ale tak prosiła że wzięłam te korale , przyszłam następnego dnia rano na godzinę 6:30 ( normalnie zaczynamy od 8) i przełożyłam je. Bo jej chodziło tylko o zmianę sznurka i zapięcia. Kobieta wpadła po 9 korale odebrała przymierzyła - pokazałam jej że w dwóch miejscach trochę się "kanciaście" łamią ale na szyi ładnie się układają, powiedziała że ok zapłaciła i poszła.
Dziś wpadła do sklepu z tymi koralami w ręku. Myślałam że chodzi jej o to że za mocno naciągnęłam nici jubilerskie i jednak ładnie się nie układa. A ona zaczęła krzyczeć że po pierwsze pomyliłam wielkość koralików i są krzywo ponawlekane. ( przyznaję że będąc po 5 godzinach snu nie zwróciłam na to uwagi że nie naniziałam po kolei tylko jak leciało a spieszyłam się bo miałam do zrobienia jeszcze 5 innych naszyjników) a po drugie koralików było 72 a jest 62. Mam jej oddać te 10 korali.
Moje oczy były jak spodki. Bo ja mam takie podejście że nawet te popsute zapięcia i sznurki i koraliki które pękły ( często bursztyny) zbieram , wsypuję do woreczka i oddaję klientowi.
Zaczęła mnie oskarżać że na pewno zrobiłam sobie z nich bransoletkę i sprzedałam pod Sukiennicami za 120zł. Bo w końcu ona je miała policzone. I ma na to świadków. 4 koleżanki które liczyły razem z nią. ( dodam że po nałożeniu 10 korali wielkości jak ona miała wyszłaby bransoletka dla dziecka i to niemowlaka)
Starałam się być spokojna i wytłumaczyć że skoro były 62 to są 62 a gdyby było 72 to tyle by było. My nigdy nie liczymy koralików które dostajemy od klienta. Bierzemy, przekładamy , oddajemy.
W końcu pani wnerwiona tym że odmawiam przyznania się do kradzieży powiedziała że przemyśli co z tym zrobić ale nie popuści - wyszła.
Koleżanka powiedziała mi że nie mam się czymś przejmować ale muszę powiedzieć że chyba nigdy w życiu tak źle się nie czułam.
Przekładałam już prawdziwe perły, wklejałam bursztyny w srebro, miałam rękach naprawdę wiele cennych rzeczy i do głowy by mi nie przyszło żeby połasić się na cokolwiek. Przecież to świadczy i o firmie i mnie. Zwłaszcza że mam odpowiedzialność za to co robię .
Szefa w firmie nie ma. Jest w Afryce po towar. Nie chcę go niepokoić ale chyba nie zasnę z zdenerwowania.
Co byście zrobiły na moim miejscu?