basilisque
20.09.09, 16:15
Słowo daję, trudno już to zdzierżyć. Z. już w swym propagandowym zapale
przerasta Urbana, tylko po drugiej stronie barykady. Po raz kolejny daje odpór
rosyjskim fałszerzom historii (którzy głoszą z kolei inne idiotyzmy o podobnej
wartości co bzdury pana Z.) powtarzając idiotyczną tezę o Stalinie jako
"najwierniejszym sojuszniku Hitlera". I to jako "oczywista oczywistość"
bezdyskusyjna prawda objawiona.
I to wszystko zamieszcza w poważnym dzienniku Rz-plita.
To co - znaczy S. miałby byc wierniejszym sojusznikiem niż np. Mussolini, czy
Japończycy, czyli tzw. państwa Osi. To dlaczego odmówił przystąpienia do
państw Osi. A może podporządkował Armię Czerwoną Niemcom hitlerowskim, jak
zrobił to ze swoją armią rumuński fuehrer Antonescu? Czy Mussolini?
Wierniejszym niż ks. Tiso, Quisling i inni naprawdę wierni sojusznicy?
Stalin był bezwzględnym, pozbawionym skrupułów dyktatorem, ale nie był idiotą.
Niewątpliwie toczył z Niemcami, jak i z innymi liczącymi się graczami w tej
bezlitosnej rozgrywce, grę, której szczegółów jeszcze dziś nie znamy. Na pewno
liczył się z konfrontacją, wiedział, że stawką jest tu być albo nie być jego i
jego reżimu. Na pewno w tej grze nie brakło elementów gry na czas, mizdrzenia
się do Niemców,ale - propozycja zacieśnienia więzi wyszła od Hitlera i została
odrzucona w grudniu 1940 roku podczas wizyty Mołotowa w Berlinie.
Nie został więc sojusznikiem. Więc po co pisać takie bzdury?
Nie wiem - a może ktoś z piszących tu uważa że. Z. ma jednak rację?
Cheers. Baz