basilisque
20.10.09, 23:03
Trochę z opóźnieniem i w TV obejrzałem ten film. Mam dość mieszane odczucia.
Nie chodzi o drastyczność, czy szczerość do bólu, to podziwiam.
Bardzo byłem ciekaw bohaterów tego filmu. I tu jakoś poraziła mnie ich
miałkość, może nawet płaskość. Pomimo, że stawali oko w oko ze śmiercią, wciąż
grali, samo-oszukiwali siebie, oszukiwali innych. Uderzająca niedojrzałość. A
może, autorka chciała powiedzieć - tak wobec śmierci stajemy bezradni jak dzieci.
Jako kontrapunkt mogę przytoczyć inne filmy o umieraniu. U nas specjalizował
sie w tym Zanussi. Ale mnie najbardziej trafił do przekonania film "Inwazja
barbarzyńców" Denysa Arcanda. To podobny film, bo jego bohaterem jest
intelektualista, który prowadzi grę ze śmiercią. Próbuje się z nią zmierzyć,
właśnie dojrzeć do niej, ogarnąć ją duchowo i oswoić. Pięknie i subtelnie
pokazana jest ta właśnie gra... Tego zabrakło mi w filmie Szumowskiej. Choć
cenię też ten film za ten osobisty ton. Coś czego bardzo niewiele w naszej
pełnej idiotycznych błyskotek sferze audiowizualnej.
Cheers. baz