krol-czy-krolik
30.11.09, 19:52
Opiniotwórcza GW zamieściła wczoraj tekst z dziejów najnowszych, tym razem o
niejakich Czerwonych Khmerach, reżimie spod znaku czerwonej gwiazdy, który w
imię "lepszej przyszłości" wymordował ok 30% własnego narodu. Reżim ten
podciąga się zwykle pod generalnie reżimy komunistyczno- totalitarne, które
mają swoje źródła w
zbrodniczej ideologii Lenina, Stalina, Mao Tse-tunga i w ogóle to wszystko co
pachnie sierpem i młotem oraz w/w wspomnianą czerwoną gwiazdą. I słusznie bo
ci towarzysze na swój sposób wprowadzali idee zrównania wszystkich obywateli z
ziemią.
Ale też w tym tekście "Kłamstwo najczystszej rewolucji" autora francuskiego
Leysa wyczytałem z osłupieniem, ze ten paranoiczny reżim miał sojusznika w
postaci koalicji amerykańsko-chińskiej... Tu zacytuję:
"Chcąc odpowiedzieć na mało prawdopodobne zagrożenie sowiecko-wietnamskie,
wątpliwa koalicja podtrzymywała upadły reżim Czerwonych Khmerów w dwojaki
sposób. Po pierwsze, tolerowano nielegalny handel drewnem i rubinami na
granicy tajlandzkiej, z którego zyski czerpały niedobitki reżimu; po drugie, w
Nowym Jorku utrzymywano przedstawiciela nieistniejącej Kampuczy przy ONZ.
Realpolitik wymoszona przez Chiny i Zachód skutkowała tym, że w czasie
głosowań w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ glos morderców liczył się tak samo jak
głos np. Niemiec, Japonii, czy Watykanu.
I dalej:
Po upadku Sajgonu w 1975 r. Henry Kissinger zobowiązał ministra spraw
zagranicznych Tajlandii, by ten przekazał Pol Potowi zapewnienie o przyjaźni
USA, dodając jednocześnie na użytek rozmówcy: "To mordercy, ale to nie powinno
się między nami liczyć". Administracja Jimmy'ego Cartera pod wpływem doradcy
Zbigniewa Brzezińskiego i mimo retorycznej wagi, jaką prezydent przywiązywał
do praw człowieka, kontynuowała tę politykę.
I wyszło na to, ze komuchy z Wietnamu i Sojuza walczyły ze zbrodniami innych
komuchów, których broniła Ojczyzna Wolności - USA!
Czy nie powinnismy potępić Ameryki za współudział w ludobójstwie w Kambodży?
DB. Rabbit