Powiedzmy, że reportaż
Zostałam zaproszona na wycieczkę do Elektrowni Halemba i oczywiście skwapliwie
skorzystałam z zaproszenia tym bardziej, że moim zadaniem było również
zaprosić uczestników tej wycieczki na nasz Jarmark.
Drugim powodem dla którego zdecydowałam się pojechać było to, że jak wiele
zakładów pracy i ten w najbliższej przyszłości przeznaczony jest do wyburzenia.
Tak prawdę powiedziawszy w Halembie znam tylko jedną ulicę i to tę główniejszą
no to nie obeszło się bez przygód. Zaczęło się już w Katowicach, gdyż na
rozkładzie jazdy nie było jednego autobusu, który sobie upatrzyłam to znaczy
się pojawiła się informacja, że on jeździ tylko w soboty i niedziele po czym
autobus pojawił się na przystanku. Wsiadłam z karteczką na której miałam
wypisane wszystkie przystanki, znajomy dość dokładnie wytłumaczył mi jak i
gdzie mam się przesiąść, niestety nie mógł wiedzieć, że z uwagi na roboty
drogowe przystanek został zlikwidowany. Tak więc optymistycznie o godzinie
siódmej rano zwiedziłam sobie pół Halemby.
W końcu udało mi się wsiąść we właściwy autobus, który miał mnie podwieźć pod
samą elektrownię. Skrupulatnie na paluszkach liczyłam przystanki. Liczyłam i
liczyłam no i ...się przeliczyłam. No cóż, tak jak już wspomniałam cała
dzielnica - zresztą jak wszystkie miasta - jest pocięta i rozkopana przez
roboty drogowe. Tak więc przystanek na którym miałam wysiąść tylko mi mignął
przed oczami a ja znalazłam się w miejscowości Stara Kuźnica.
Za jakieś dwadzieścia minut dowiedziałam się, że nie jestem w tym odosobniona
bo takich osób jak ja było więcej.
Dotarliśmy na teren zakładu. Każdy z nas dostał kask. Ja miałam gustowny
niebieski, który pasował mi idealnie do granatowej kurteczki. Ech kobiety,
zawsze zwracają uwagę na szczegóły

Zostaliśmy zaproszeni na krótką prezentację dotyczącą pracy elektrowni. I
muszę powiedzieć, że chyba byłam nie mniej zaskoczona niż prowadzący, bo moi
koledzy z wycieczki zadawali panu tyle pytań i to naprawdę fachowych, że aż
się zdziwiłam i zawstydziłam. Bo wiadomo, że człowiek stara się w niektórych
sytuacjach być niewidzialnym. Ale jak widać nie wszyscy.
Później zostaliśmy oprowadzeni po zakładzie, gdzie mogliśmy zapoznać się z
pracą dyspozytorni oraz zobaczyć na własne oczy to co przedstawiał schemat. Ta
elektrownia jeszcze pracuje, więc trasa była bardziej ograniczona niż np. w
Szombierkach.
Spędziliśmy jeszcze tam chwilę na dobrej kawie i przejrzeniu prasy. A później
jeden z uczestników zaprowadził nas na miejsce gdzie w okresie drugiej wojny
znajdował się obóz pracy między innymi dla przymusowych robotników budujących
tę elektrownię. Dzisiaj po obozie został kamienny obrys jednego baraku,
fragment muru oraz tablica pamiątkowa (Zdjęcia w wątki na Śląskim Szlaku)