Noc Kupały czy Walentynki?

  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 18:56
    Niby to dobrze dla kultury, gdyż konsekwencją są miłosne pienia Salomona i oderżnięty łeb Holofernesa. Ale dla codziennego życia już gorzej – za łeb na tacy można obskoczyć dożywotkę. Niemniej problem pozostaje. Początkujące panie walentynkowe w Dzień Zakochanych ganiają na swoich wysokich obcasach zamiast przez chwilę pomyśleć twórczo. I odkryć, że facet to tylko facet. Walentynki miną, a on niestety zostanie.
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 18:56
    *https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/wb/qa/5ixj/ATtIztHQt58Oy5eWvX.jpg
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 18:57
    Zdrowa miłość własna rzadko spada z nieba. W udany związek z samym sobą trzeba włożyć sporo mozołu. Czasem droga wiedzie przez manowce.
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 18:57
    W Walentynki wszyscy sobie wyznają miłość, więc i ja ją wyznam. Sobie. Kocham się w słońcu i przy blasku świec, w kapeluszu i berecie (chociaż w berecie fatalnie wyglądam). Nie wiem, za co kocham; nie jestem piękna, mądra ani bogata. A zatem to chyba naprawdę wreszcie ta Miłość przez wielkie „M”, na którą wszyscy czekają, łkając na projekcji „Love story”!
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 18:58
    Początki były trudne. Toporna, z krzywym zgryzem, do tego dostawałam pozytywne komunikaty, należne pokrace od kochającej rodziny. Dla przykładu: babcia latami podkreślała, że ładnie tańczyłam na weselu kuzynki Marzeny. Wszakże, o ile pamiętam tamto wesele, to wujek Władek kazał mi tańczyć w pustym i przestronnym klozecie.
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 18:58
    Bądź rozsądna, żabciu – klarował, ponieważ od brzydactw wszyscy się spodziewają rozsądku. – Sięgasz ludziom do pasa, na parkiecie wcale cię nie widać, mogą cię rozdeptać, każdy jest na bani!... W ogóle, lepiej idź spać do babci, zamiast się pałętać! Ale… do poduszki czytano mi Andersena, więc była nadzieja. Stawiałam na przyszłość, w której przemienię się w łabędzia. Poniewczasie wszakże żałowałam, iż nie zajrzałam do Wikipedii, by sprawdzić, co mnie czeka i się nie łudzić.
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 18:58
    Bo moje sny się wyśniły – faktycznie z szarego kaczątka wyrosłam na łabędzia. Czyli „dużego ptaka (…) nadrząd neognatyczne, rodzina kaczkowatych (…) Dorosłe osobniki białe, dziób pomarańczowy, u nasady czarna narośl (…). Nogi czarne”. Dziś wszystko się zgadza, gnaty, kaczki i narośla. Oprócz tych nóg w żałobie: toż czarne rajstopy, które wyszczuplają łydki, są wartością dodaną! Ale też już nie walczę z prawdziwą naturą. Odwrotnie, wkrótce zakładam klamry ortodontyczne, aby dopełnić przeznaczenie: będę, jak przystało na kaczkowate, blaszkodzioba.
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 18:59
    Zmianę upierzenia, zmianę jakości życia zawdzięczam trzem osobom. Pierwsza była ciocia Dziunia. Otóż ciocia Dziunia stanęła raz u wezgłowia szpitalnego łóżka mej matki, otoczonej przez trójkę zasmarkanych bachorów – i westchnęła z litością: – Tobie to dobrze! Możesz sobie poleżeć!... A ja ciągle nie mam chwili dla siebie… Było wiadomo, że mama, tuż po operacji i naświetlaniach, ma statystyczne 3-5% szans na przeżycie kolejnych trzech lat. Tak więc litość zdrowej jak byk i bezdzietnej cioci Dziuni, przeznaczona dla samej siebie – i jej kompletna niewrażliwość na los bliźnich zrobiła piorunujące wrażenie. Ale to nie powód do chwały, iż komuś nie zabrakło przytomności umysłu.
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 18:59
    Popisałam się bowiem identyczną znieczulicą: – Nie martw się, ciociu – wyrąbałam. – Ten rak jest przecież dziedziczny! Jeszcze sobie poleżysz, a poleżysz…
    Ciocia Dziunia obraziła się koncertowo. I natychmiast wyrzucili mnie za drzwi, zresztą razem z dziadkiem, który posykiwał, że dobrze gadam. Na wygnaniu zaś dokonałam odkrycia, od którego posypały się ze mnie pierwsze szare pióra. A mianowicie pojęłam, iż umysłowy punkt ciężkości cioci Dziuni spoczywa w jej własnym pępku. Ona kocha wyłącznie siebie! Zrozumiałam, że grunt, aby człowiek był dobry sam dla siebie. Bo żadna istota oddana samej sobie, nie jest zdana na niełaskę świata.
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 18:59
    Potem, pełna zachwytu, popatrywałam na rzeczywistość oczami cioci Dziuni. Kombinowałam, co by na to lub tamto powiedziała ta niedościgła egoistka. W myślach kleciłam nieczułe puenty, podszyte czarnym humorem... Woda wybiła w zlewie, zalało mieszkanie piętro niżej, przyszli sąsiedzi ze skargą, że są ledwo po remoncie? – …powinni krzyczeć ciszej, mam migrenę.
    W biegu na przystanek stratowałam staruszkę? – …i obiłam sobie goleń.
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 19:00
    Wujkowi dali po głowie, zrabowali znaczną sumę, właśnie podjętą z banku na zakup mebli? – cudownie, będzie gdzie upłynnić te stare graty z piwnicy! Ukochany dziadek zapadł na cukrzycę? – …hurra! W dobie kartek na cukier wreszcie będę mogła słodzić herbatę do woli! Niebawem poszłam dalej: co środę mówiłam na głos tekstami cioci Dziuni. Była to ryzykowna zabawa, gdyż atmosferę w rodzinie rozgrzewała do białości. Jednak patrząc z obecnej perspektywy – także świetne ćwiczenie z poczucia własnej… ważności. Piórko po piórku, osuwała się nijaka szarość okrywy, aż spod spodu jęła przezierać śnieżna biel. Błaha rozrywka, idiotyczne koncepty wykuwały granicę między tym, co chcę i mogę, a tym, czego nie mogę, nie chcę, nie zrobię: kluczowa sprawa dla higieny psychicznej.
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 19:00
    Ale daleko było do zdrowych proporcji. I zapewne wyrosłabym na kolejną ciocię Dziunię, lecz na szczęście Ela odbiła mi narzeczonego, a dziuniowata filozofia poniosła fiasko. Moje uczucie własne oberwało wtedy w dziób. Trwale go przefasonowało… stąd obecne narośle, znamionujące dorosłego łabędzia. W pokorze uznałam, że Ela jest istotą doskonalszą, bardziej zasługuje na zainteresowanie; widać na brzuszku nadal byłam podbita szarym puchem.
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 19:00
    Jednak po jakimś czasie obejrzałam sytuację z zewnątrz, z rozmaitych perspektyw i pod każdym kątem, dorabiając się przy okazji długiej, ruchliwej, esowatej szyi. I co do Eli, stwierdziłam, że… Hm, obiektywnie, wszystkie zasługujemy na miłość. Lecz nie sposób, żebyśmy wszystkie były idealnie piękne. Zatem w przyrodzie w roli bogdanek występują najróżniejsze stworzenia, pełne samoakceptacji. Niektóre, jak Ela, brzydsze ode mnie. Tak łudząco podobne do produktów garmażeryjnych, że fachowcy dopiero po zmyciu majonezu, zerwaniu tipsów oraz analizie DNA uznają w nich płeć żeńską homo sapiens! A jednak tamten młodzieniec rzucił mnie właśnie dla niej. Dlaczego?
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 19:01
    O sukcesie Eli w miłości zadecydowało to, co ją też przywiodło do triumfów w sprzedaży nieruchomości: inteligencja emocjonalna. To, że Ela potrafi wejść w punkt widzenia rozmówcy, podbić mu bębenek i uruchomić jego wyobraźnię. Ciemną, ciasną wnękę w korytarzu chrzci więc z przekonaniem „aneksem kuchennym”, jakby na właściciela lokalu z takim aneksem spływała gloria lepszego świata, chociaż smażąc frytki, potyka się o rower, buty albo sedes.
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 19:01
    W życiu prywatnym zaś Ela potrafi dostrzec w lustrze boginię seksu. I ma dość siły przebicia, aby ten błędny pogląd upowszechnić, drogą twórczych sugestii dopasowanych do wyobraźni odbiorcy.
    Nie sposób polemizować z sugestiami Eli, gdy cioci Dziuni, dosłownej, stawiającej kropkę nad „i”, ślepej na potrzeby innych ludzi, łatwo zadać kłam.
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 19:01
    Ostatnią lekcję – już zdrowej i uczciwej miłości własnej – odebrałam od Niny Andrycz. Wielkiej aktorki stworzonej do ról caryc i królowych.
    Podczas przygotowań do pewnego programu TV mój wówczas trzyletni syn wdarł się do jej garderoby i zastał ją w peniuarze, bez makijażu. Zanim wbiegłam w ślad, zdążył już oprzeć się o toaletkę, badawczo obciąć dostojną damę i beznamiętnie oznajmić:
    – Pani jest bardzo stara.
    Za taki skandal mogłam wylecieć z pracy… Lecz Nina Andrycz potwierdziła bez wahania:
    – W istocie, chłopcze, jestem stara.
    A potem władczym gestem zatrzymała mnie w progu, ciekawa odpowiedzi dziecka. Syn zasępił czoło:
    – Nie szkodzi, proszę pani. Kiedyś pani była piękna – a ja też będę stary.
    Wielka aktorka zmrużyła oczy:
    – Oto słuszna ocena sytuacji!
    – Wiem – orzekł dzieciak. – Jak mi się zachce, to zostanę premierem.
    Osłupiałe popatrzyłyśmy na niego, walcząc z szaleńczym śmiechem: Nina Andrycz, cudem nagle młoda, czarująca i zalotna – oraz ja, świeżo wykluty stuprocentowy łabędź. A pomiędzy nami, w smudze światła, tańczyło ostatnie szare kacze piórko z mojego ogona.
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 19:01
    Kto nie kocha siebie, nie potrafi szczerze kochać innych. Kto nie umie być szczęśliwy sam ze sobą – nie da szczęścia drugim. To banał, ale wart przypomnienia. Zwłaszcza w Walentynki.
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 20:16
    Rano 14 lutego listonosz wrzucił do skrzynki kartkę walentynkową...
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 20:16
    W południe wyjęła ją Anna. Zobaczyła na zielonej kopercie pierwszą literę swojego imienia i nazwisko... I mocniej zabiło jej serce. Od Łukasza! Delikatnie oddarła brzeg koperty, wyjęła kolorowy kartonik z zabawnym rysunkiem i przeczytała: „Ciągle czekam i mam nadzieję".
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 20:17
    Anna od miesięcy nie miała wiadomości od mężczyzny, który pojawił się w jej życiu nieoczekiwanie i okazał się prawdziwą miłością. Rzuciła się w to uczucie bez zastanowienia. Ale gdy po paru miesiącach przyszło do poważnej decyzji, nie umiała jej podjąć.
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 20:17
    Przestraszyła się ceny, jaką przyszłoby jej zapłacić za życie u boku ukochanego. Musiałaby opuścić swoje miasto, dom, rodzinę... Męża opuścić byłoby najłatwiej. Po jego ostatniej zdradzie żyli z Andrzejem w faktycznej, choć nieformalnej, separacji. Ale Łukasz nie zgodził się na zwykły romans. Anna proponowała mu wszystkie weekendy, wakacje letnie i zimowe. Nie chciał tak.
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 20:18
    – Z Andrzejem mamy wspólną kancelarię – tłumaczyła. – Jako adwokat nie mogę z dnia na dzień zostawić swoich klientów i zacząć karierę od zera w twoim mieście.
    – Słyszysz samą siebie? – pytał. – Wszystko jest ważniejsze od nas?
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 20:18
    Żadne z nich nie powiedziało – żegnaj. Ale wkrótce ich kontakty się urwały. Anna cierpiała, a jednocześnie była zawiedziona, że Łukasz nawet przez moment nie pomyślał, żeby zostawić dla niej swój szpital i stanowisko ordynatora i przenieść się z Wrocławia do Warszawy. I teraz po prawie roku ta walentynka! „A więc mnie kocha".
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 20:18
    Kiedy Andrzej wpadł do domu, zastał Annę dziwnie poruszoną.
    – Stało się coś? – zapytał, patrząc na żonę.
    – Obchodzi cię to?
    – Skoro pytam...
    Anna bez słowa wyszła z pokoju.
  • madohora Re: Noc Kupały czy Walentynki? 19.02.23, 20:18
    Wtedy Andrzej zobaczył wsuniętą pod torbę z zakupami rozerwana zieloną kopertę. Przeczytał pierwszą literę swojego imienia i nazwisko. „No ładnie – pomyślał wściekły – teraz kochana żona otwiera moją korespondencję!". Wyjął zabawną walentynkową kartkę: „Ciągle czekam i mam nadzieję
Pełna wersja