madohora
25.11.10, 23:45
Po wybrukowanym rynku na Nikiszowcu hula tylko wiatr
Anna Malinowska 2010-11-25, ostatnia aktualizacja 2010-11-25 12:02
Zgodnie z wolą większości mieszkańców Rynek w Nikiszowcu został wybrukowany i zamknięty dla ruchu. Ale na razie jest tu jak kiedyś na ul. Mariackiej - pusto, nudno i nie bardzo wiadomo, po co w takie miejsce przychodzić. Nie wystarczy bowiem wydać pieniądze, trzeba wiedzieć po co - pisze Anna Malinowska
Katowiccy urzędnicy mogą odtrąbić sukces: odrestaurowana zostanie placówka Muzeum Historii Katowic w Nikiszowcu, wyremontowano już tutejszy Rynek. Po latach zapomnienia i marazmu wreszcie w zabytkowej dzielnicy Katowic coś zaczęło się dziać. Tyle tylko, że to działania pozorne, którym wciąż brakuje spójnej strategii. Kierunku, w jakim ma podążyć Nikiszowiec.
Bo miasto, niestety, wciąż nie ma pomysłu na tę dzielnicę. Świadczą o tym słowa Waldemara Bojaruna, rzecznika magistratu. - W dzielnicy odbywają się imprezy takie jak Jarmark Bożonarodzeniowy, zawiązano spółdzielnię socjalną, będzie działało muzeum. Wszystko dzieje się dzięki wsparciu miasta - zapewnia. I chwała mu za to, tyle że pomijając muzeum, za wszystkie pozostałe przedsięwzięcia odpowiadają sami mieszkańcy. Miasto liczy więc na ich kolejne inicjatywy. Ale Jarmark odbywa się raz w roku, podobnie odpust w kościele św. Anny. To nie wystarczy i mieszkańcy, choćby się dwoili i troili, nie podołają takiemu wyzwaniu jak ożywienie dzielnicy.
Ewa Gryt, właścicielka hotelowego apartamentu w Nikiszowcu, kupiła ostatnio sklep przy Rynku. - Z jednej strony jako wielbicielka dzielnicy uważam, że Rynek powinien być zamknięty. Z drugiej strony, biznesowej, muszę przyznać, że od kiedy został zamknięty, obroty spadły o 30-40 proc. - wyznaje.
Przypadek Nikiszowiec przypomina kwestię Mariackiej. Choć to centrum, to przechodniów na niej jak na lekarstwo. Kiedy urzędnicy ulicę zamknęli, zapowiadali, że będzie miejscem "tętniącym życiem". Przez dwa lata po Mariackiej hulał wiatr. Na ulicy tak naprawdę ludzie zaczęli się spotykać dopiero latem tego roku, gdy zagościły na niej klub nocny i całodobowe bistro.
W Nikiszowcu takich lokali nie ma. Gryt co prawda planuje wydzielić część sklepu i tam uruchomić punkt gastronomiczny, ale nie wierzę, że to wiele zmieni. Nikiszowiec to oddalona, położona obok lasu i nieużytków enklawa. Jeśli grupie młodych ludzi zachce się pojechać wieczorem do dzielnicy na piwo, będą musieli wydać dużo pieniędzy na taksówkę. Nikiszowiec to bowiem jedna z najgorzej skomunikowanych dzielnic. Autobusy nie tylko jeżdżą rzadko, ale też zanim dotrą stąd do centrum, długo krążą po mieście. Komu będzie się chciało jechać godzinę?
Mieszkańcy zaproponowali, by do dzielnicy jeździł z planowanego Muzeum Śląskiego tramwaj. Nazwą nawiązywałby do kolejki Balkan, która niegdyś tu jeździła. Do tej pory nie mogą doprosić się urzędników, by w planie zagospodarowania przestrzennego zabezpieczono przynajmniej trasę na potrzeby reaktywacji Balkana! Ludzie sami - mimo ich olbrzymiej pasji i energii - nie zmienią systemu komunikacji. Nie zrobią też wielu innych rzeczy, jakie miasto zrobiło dla Mariackiej - jak np. zgoda, by ogródki piwne działały całą dobę.
Zapytałam Bojaruna, czy miasto mogłoby przygotować strategię rewitalizacji dzielnicy. W odpowiedzi usłyszałam, że zamiast dokumentu lepsze są konkretne działania i takie miasto realizuje (patrz: remont Rynku i muzeum). Jednak nie o papier tu chodzi, ale o pomysł, o jakąś wizję rozwoju. Bo wydawanie pieniędzy na chybił trafił to żadna strategia.
Więcej... katowice.gazeta.pl/katowice/1,73139,8717422,Po_wybrukowanym_rynku_na_Nikiszowcu_hula_tylko_wiatr.html#ixzz16KxJ6D2F