madohora
17.01.11, 23:19
Stan wojenny, kolejki w sklepach. Nic nie ma i nagle do kiosku obok (nie na Nikiszu) rzucili szampony i coś jeszcze. Wiadomo, momentalnie utworzyła się kolejka i każdy brał to co dawali. W kolejce ustawił się taki pan "co mu się nóżki zepsuły" i pyta tubalnym głosem:
- Co rzucili "wodę brzozową"
- Nie. Spirytus salicylowy
I nagle słychać taki świst wydychanego z ulgą powietrza i głos:
- O! to jeszcze lepiej!!!