Kraków

  • madohora Re: Kraków. 04.03.14, 17:31
    I tak zaraz za kościołem Mariackim stoi kościół św. Barbary, którego gotycką przeszłość zatarły czasy barokowe. W dobudowanym Ogrojcu nad ołtarzem rzeźba Wita Stwosza: Modlitwa Chrystusa w Ogrojcu. Kośció! mieli wznieść w wolnych chwilach murarze, zajęci przy budowie kościoła Mariackiego. Obejdźmy teraz śródmieście, zapuszczając się czasem za planty. Otaczają one śródmieście dokoła pierścieniem i zatożone zostały na miejscu dawnych murów i wałów. Miejsce przechadzek i schadzek. Nazywają je słusznie „płucami" Krakowa. Ozdobą ich jest trochę pomników. Od kościoła św. Barbary kierując się na lewo przez malowniczy Nowy Rynek i ul. św. Krzyża, dochodzimy do placu, gdzie stoi Teatr im. J. Słowackiego i kościół ś w. Krzyża, bardzo stary i oryginalny, dzięki sklepieniu palmowemu, opartemu na jednym filarze. U wylotu ul. Floriańskiej stoją resztki fortyfikacji miejskich: Brama Florjańska z częścią murów i Barbakan albo Rondel, jedem z ostatnich tego rodzaju zabytków w Europie. Baszt na murach broniły poszczególny cechy. W dawnym arsenale miejskim obok mieści się Muzeum Czartoryskich. Na pl. Matejki za Rondlem popatrz na najpiękniejszy pomnik w Krakowie i w Polsce. pomnik Grunwaldzki, wykonany za ofiarne pieniądze Ign. Paderewskiego przez art. A. Wiwulskiego w r. 1910 na pamiątkę 500-eij rocznicy sławnego, lecz, niestety, niewyzyskanego zwycięstwa pod Grunwaldem: na górze Jagiełło na koniu, ma przodzie W. ks. Witold, u stóp pokonany Krzyżak. Źmudzin, dmący w róg, symbolizuje z wielką siłą żywioł walki. (niestety nie zachował się)Parę kroków stąd nia Kleparz, gdzie stoi, kościół ś w. F 1 ,o r j a n a. Posiada bardzo cenne zabytki, ale i żałobną pamięć: pogrzeby królów stąd ruszały.
  • madohora Re: Kraków. 04.03.14, 17:33
    Wróćmy teraz przed planty i idźmy dalej w lewym kierunku. Przy ul. Sławkowskiej naprzeciw kościoła św. Marka, jeszcze z czasów Bolesława Wstydliwego, wznosi się A k a d e m i a Umiejętności, o której już słyszeliśmy. Dalej na pŁ Szczepańskim Pałac T o w. Sztuk Pięknych. W tej okolicy za plantami k o- ściół Karmelitów z cudownym obrazem Matki Boskiej. Modlił się przed nim Sobieski przed wyprawą wiedeńską. Przy ul. św. Amny znajduje się kościół &w. Anny w stylu barokowym z grobowcem św. Jana Kantego, prof. Uniw. Krak. Kościół ufundował Sobieski. Obok Biblioteka J a g(i e H o-ń s k a, jedna z tych budowli, które tworzą dumę Krakowa. Pochodzi z XV w. Obok kaplicy św. Jana Kantego przechodzi się na przepiękny dziedziniec arkadowy. Na, miejscu jest tu pomnik Kopernika. Biblioteka sama ma ponad pól miljona tomów!
  • madohora Re: Kraków. 04.03.14, 17:35
    Wreszcie pozostają jeszcze w śródmieściu do zwiedzenia: Kościół 00. Franciszkanów, który w częściowej architekturze romańskiej ma jeszcze ślady pochodzenia, z XIII w. Teraz zdobi go genjatoa polichromia i witraże St. Wyspiańskiego. Znajduje się tu cudowny obraz Matki Boskiej Bolesnej z XV w., zwanej dawniej „Smętną Dobrodziejką". Z klasztorem obok kościoła łączy się wiele wspomnień historycznych.
    Kościół 0 0. Dominikanów niedaleko, także pierwotnie romański, teraz gotycki (z XIV w.). Posiada również cudowny obraz Matki Boskiej.. Spoczywa tu w osobnej kalplicy św. Jacek. Piękne są klaplice renesansowe: Lubomirskich na prawo od wejścia i na lewo- Zbaraskich. Nad licznemd pomnikami góruje bronzowy pomnik Kalińiacha (Filipa Buonacorsi), zasłużonego w piśmiennictwie poi. Wiocha, jako dzieło Wita Stwosza. Kościół św Piotra, fundacji Zygmunta III, z grobowcem ks. Piotra Skargi. Obok kościół ś w. Andrzeja z XII w., ongiś obronny.
  • madohora Re: Kraków. 04.03.14, 17:38
    Chcąc zobaczyć jeszcze parę innych pięknych kościołów, trzeba podjąć trudy niebardzo miłej przechadzki na Kaźmierz. Wznoszą się tutaj: Kościół Bożego Ciała, z cudownym obrazem Matki Boskiej, ufundowany przez Jagiełłę. W lewej nawie w renesansowym ołtarzu spoczywają zwłoki błog. Stanisława Kaźmier- czyka (t 1489 r.). Ołtarz barokowy — jak w kościele ś w. Katarzyny, również w tych stronach. Dar Kazimierza W., jeden z najpiękniejszych gotyków w Krakowie i w Polsce. Wewnątrz kłócą się ze sobą trzy style: gotycki (kruchta, obrazy krakowskich mistrzów cechowych, tryptyk św. Jana Jałmużnika, krużganki klasztorne), renesansowy (pomnik Jordanów, największy w Krakowie) i bafokowy (wielki oitarz). Cudami słynie obraz Matki Boskiej i Jezusa w tym kościele. Wreszcie barokowy kościół 00. Paulinów na Skałce, na miejscu kościoła, gdzie Bolesław Śmiały miał zabić św. Stanisława. Obok sadzawka, do której miały być wrzucone zwłoki zamordowanego biskupa. W grobach zasłu- ż o n y c h pod kościołem spoczywają między irmemi zwłoki Długosza Kraszewskiego, Pola i Wyspiańskiego Najnowszym kościołem w Krako-wie, konsekrowanym w r. 1921, jest kościół O O. Jezuitów. Interesować może, jako próba wyzwolenia się ze wszystkich dotychczasowych stylów. Z nowszych gmachów .świeckich trzeba zobaczyć przynajmniej D om T o w. Lekarskiego ze względu na ornamentykę, projektowaną przez Wyspiańskiego.
    Pożegnać Kraków najlepiej spojrzeniem na całość. I jeśli nam nie wystarczył widok z wieży marjackiej i z Wawelu, to trzeba i warto wyiść ma Kopiec Kościuszki na wzgórzu św. Bronisławy, usypany w latach 1820—23 i zawierający urny z ziemią racławicką i maciejowicką, a również na Kopiec Krakusa na Krzemionkach, usypany w czasach przedhistorycznych

    Podróże po Polsce
  • madohora Re: Kraków. 04.03.14, 17:39
    https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/wb/qa/5ixj/WcRpjz3YuBmxGsteiB.jpg
  • cirano Re: Kraków. 05.03.14, 08:35
    Fajny stary Krakow, ale im dłużyj sie tym zdjynciom prziglodndom, tym wiyncyj mom wontpliwości, że cośkolwiek tam nosi podpis polskij rynki.
    W Cieszynie zauważyłem kiedyś, przy ulicy prowadzącej z rynku do granicy dom oznaczony tablicami i pieczęciami podpisany że to "pamiątka polskiej architektury w mieście Cieszyn".
    Bez obrazy, ale to była buda jednopiętrowa (?) i bardzo skromniutka wyraźnie kontrastująca z pysznymi kamienicami po austriackimi tej ulicy. Dziś tej tabliczki już nie ma
  • firiduri2 Re: Kraków. 05.03.14, 14:11
    Zirankiewitchz, tabliczki nie ma, bo ją prawdopodobnie odkręciłeś z zamiarem sprzedania na złomie.
  • cusiew44 Re: Kraków 06.03.14, 09:35
    Pojechałabym do Krakowa. Kusi mnie też krakowski Kazimierz. Jakoś zawsze brakuje mi czasu by tam dotrzeć.
  • cirano Re: Kraków 07.03.14, 07:56
    Wart obejrzynia, ale jedyn dziyń niy styknie
  • madohora Re: Kraków 07.03.14, 11:02
    Mnie też niestety brakło czasu. Trzeba by spędzić w Krakowie dwa, trzy dni...
  • madohora Re: Kraków. 13.03.14, 23:14
    Rok 1927 sprowadzenie zwłok Słowackiego na Wawel - wyszperane

    „Siedmdziesiąt ośm lat upływa od śmierci J. Słowackiego na obczyźnie i pochowania go na paryskim cmentarzu; czterdzieści lat od zawiązania sią Komitetu dla sprowadzenia jego zwłok do ojczyzny. Najwyższy już czas, by śmiertelne jego szczątki nieśmiertelnego króla-ducha narodu wróciły w triumfie do kraju, którego żywy nie chciał oglądać w niewoli, a którego wolność była gwiazdą przewodnią jego myśli i uczucia. Otwórzmy więc serca — i sakiewki, by wielki pielgrzym mógł wreszcie wrócić do Ojczyzny.
    Oto przemowy przedstawicieli Komitetu młodzieży, którzy zainicjowali składki w szkołach, teatrach i kinach, na sprowadzenie zwłok Słowackiego. Do akcji tej przystąpił rząd i w czerwcu b. r. odbędzie się powtórny pogrzeb genjalnego poety. Nareszcie naród polski zdobył się na czyn, którego powinien był dokonać w czasie niewoli — postanowił sprowadzić te drogie prochy do kraju wolnego. W czerwcu trumna wieszcza będzie już w ojczyźnie złożona w podziemiach katedry wawelskiej. Zdawało się, te decyzja tak słuszna będzie wyrazem jednomyślnej woli narodu, tymczasem nad trumną wieszcza rozegrały się spory różnych klik literackich i koterji, które nie mogą swym głosem sprawie tak ważnej zaszkodzić. „Straż Piśmiennictwa Polskiego" oświadczyła się za pochowaniem Słowackiego w katedrze św. Jana w Warszawie, do niej przyłączył się P. E. N. robiąc wymówkę rządowi, że bez porozumienia się z nim przedsięwziął tak ważną sprawę. Za nim poszły pisma stołeczne, a ostatnio „Wiadomości Literackie" swą niepotrzebną ankietą „Gdzie powinny spocząć zwłoki Słowackiego ?“ wywołały nową „burzę" tak, że smutne to jest, iż w ważnych chwilach nie może być u nas jednomyślności, ale tysiące głosów woła o swe prawo, a każda klika wścibia swe „trzy grosze".
    Sprawa pomnika, wyboru miejsca na niego, wywołuje przykre polemiki i walki. 1 tu nie obeszło się bez tego przy tak ważnej sprawie jak pogrzeb Słowackiego Czyż potrzebne były te swary, klótnte tyle wylanego atramentu?
    Niektórzy chcą pochować Słowackiego obok jego matki, w Krzemieńcu, za którym przemawiają motywy uczuciowe, a także wzg]ą*d na wielkie znaczenie jakie grób Słowackiego na Wołyniu mógłby mieć dla sprawy unarodowienia wschodnich kresów, inni pragną go pochować w Tatrach, w Poznaniu, Lwowie, aby tylko dogodzić swej ambicji. Wiemy że każde miasto pragnęłoby posiadać u siebie drogie szczątki wieszcza, ale jego spoczynek winien być tylko w Mecce polskiej w Krakowie. Słowacki nie był nigdy w Krakowie — związany był więcej z Warszawą, katedra św. Jana byłaby niewątpliwie także godnem miejscem spoczynku. Zapominają jednak wszyscy o tem, że tylko Wawel należy się Słowackiemu, bo na to zasługuje w całej pełni. Gdyby Słowacki był Anglikiem, pochowano by go w Westminsterze, gdyby był Włochem spocząłby w Panteonie rzymskim lub w Santa Croce we Florencji, gdyby był Francuzem pochowanoby go w Panteonie paryskim, a że jest Polakiem, leżeć będzie w Panteonie polskim na Wawelu Artysta słowa, który mowie polskiej nadał blask niewysłowiony i świetność najdostojniejszą, mocarz ducha, twórca jednej z najwspanialszych uniwersalnych koncepcji metafizycznych, na jakie zdobyła się ludzkość, godny stanąć obok Goethego, Szekspira, Danta i innych, nasz Król - Duch narodu — winien spocząć na Wawelu.
    W hierarhji duchów stoi na równi z Tadeuszem Kościuszką, Poniatowskim i Mickiewiczem, a grób jego w bliskości ostatniego nie będzie pomniejszycie- lem olbrzyma. —
    Czekajmy więc tej wzruszającej chwili w Polsce, kiedy do ojczyzny przypłyną morzem prochy wieszcza, a pochowamy je z najgłębszą czcią. —

    Fr. Lipiński - 1927 rok
  • madohora Re: Kraków. 14.03.14, 00:02
    https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/wa/qa/uuil/yMbSdlIIn6ll7VUEHB.jpg
  • madohora Re: Kraków. 14.03.14, 22:38
    Pozostał tylko pusty grób na cmentarzu Montmar- tre .. . Rodacy na obczyźnie nie będą już mieli do kogo przychodzić co roku, pomodlić się nad Jego grobem i pomyśleć o ojczyźnie .. . Prochy Jego zabrała wolna ojczyzna. Spełnił się sen Jego; rzeczywistość zadała Jego słowom cios — bo oto wraca w triumfie na wzgórze wawelskie wśród bicia dzwonów, w serce Polski, by spocząć na wieki obok genjalnego Mickiewicza. Jedno z naszych marzeń gorących spełniło się. Będziemy my, uczniowie wielkiego mistrza, słońca mowy polskiej, cisi i spokojni, kiedy te drogie szczątki będą śród nas i codziennie, przez setki lat czciciele Jego ducha przychodzić będą do polskiego Westmins- teru, składać pokłon wieszczowi i modlić się przy Jego sarkofagu.
    Heljos słowiańszczyzny, Król - Duch jasnowłosego plemienia, śród świeczników serc płonących, wraca do wolnej ojczyzny po tułaczem życiu. Nieście Go w śpiewie dzwonów, śpiewajcie nad drugą Jego mogiłą Jego pieśni, co tchną, wieczności złotem, pod niebem płowem, kryjącem lud północy. —Duchu nasz święty! 78 lat nie było śród nas Twego ciała, które pożarła ziemia francuska, wessała Twe ciało w siebie, że prochem się stało tylko ! Dziś do żywego narodu powracasz, w inną Polskę, współczesną, oglądnąć ją oczyma duszy, lecz jakże zmienioną wobec oblicza świata i historji! Niegodni dotknąć Twych szat, mali, dźwigający na barkach wielki ojczyzny glob — dostąpiliśmy zaszczytu witania Ciebie, Czcząc Cię wtórnym królewskim pogrzebem, który się już nigdy nie powtórzy na ziemi. Hołd nasz, za cud Twoich pieśni, jest marnością jeno i późną wdzięcznością za zapomnienie przez jeden wiek 1 . . Twe biedne życie, troski, tułaczka i niezasłużona pogarda współczesnych, staje nam w oczach i wyciska łzy — wstyd pali nas,gdy sięgniemy myślą do pierwszego pogrzebu i samotności w ostatnich chwilach życia . . .Dziś Cię czcimy — daruj te grzechy przeszłości narodowi, a błogosław współczesnym. W duszach naszych wyrósł Twój posąg ze słów złotych, świętych, a wokoło niego wieją wieczne wichry boże, nieśmiertelne. Duchu! Pod łukami tęcz płynąć będą Twe prochy przez morza polskie i Wisłę, a za Tobą pójdą na wzgórze wawelskie wszystkie stany, a potem słońce, gwiazdy i księżyce, aby Ci hołd oddać i pożegnać Cię na sen wieczysty. Lato polskie ubrało się strojnie w zieleń wonną, aby Cię chwalić — co roku słowików chóry śpiewać Ci będą w każdej wiośnie, rozkrzyczane burze oświetlone błyskawicami, poruszą Twe prochy, gdy ucałują wieżyce wawelskie w przelocie — jesień zapłacze smutno o smętku dni Twoich na ziemi, a zima ubieli kraj na sen podobny Twemu.
    Wieszczu, który modliłeś się o wolność ojczyzny w każdej godzinie smutku, ilekroć ukazała się żałobtta postać Polski przed Twemi czarnemi oczyma — chwała Ci! Otwórzcie wasze dusze na przyjście jego promiennego ducha, niech zmartwychwstaje śród was, póki ziemia nosić na sobie będzie Polaków! Niech dzwony ze wszystkich kościołów grają żałobae larum nad jego trumną, a niebo się pokłonił Pieśniarz świata do ojczyzny wraca! Napełnijmy ten czas Jego duchem wzniołym, a tęczą pieśni Jego owińmy ciała — mówmy Jego pieśnią co dnia, jak on je śpiewał — wznieśmy się nią w czyny świetlane, byśmy poznali Go i byli Jego duchem wielcy. Kąpmy się w fontannach Jego natchnienia a wyjdziemy czyści i wielcy w Jutra dziedziny srebrne
  • madohora Re: Kraków. 14.03.14, 22:41
    Witaj nieśmiertelny duchu w bramach ojczyzny w hymnie zielonych drzew, w śpiewie ziemi rodzonej, w blasku gwiazd, księżyców, słońca, o których tak śpiewało Twoje kochające, czyste serce. Szumcie mu góry, rzeki, lasy, kłaniajcie się czerwone Tatry, grajcie mu morza i cały polski narodzie uskrzydlony w najwyższy podziw — Herubinowi poetów ! Nieś prochy swego syna - tułacza, tam gdzie schowałeś prochy wielkich ojców bezdzietnych ! Zanieś Go pod strojne z marmurów sklepienia, pod śpiż, bronzy i złoto tam, gdzie schowała się przeszłość
    w posągach. Słońce, stań nad prochami wieszcza i pokłoń się twemu śpiewakowi, gwiazd girlandy, sypcie perły nocą z swych zaczarowanych światów na wzgórze kościołów i grobów, za piękno, w które On was zaklął na w ie k i! Pozwól wieszczu, słońcu Twemu błyszczeć w narodzie i niech o cześć winną Tobie zawsze się upomina ! Niech małość nasza stanie się wielkością Twych pieśni i w nieśmiertelność się przetworzy

    Fr. Lipiński
  • madohora Re: Kraków. 14.03.14, 22:46
    Portret Jego.
    (wyjątek z , Pamiętników" arcyb. Z. Szcz. Felińkiego)

    Powierzchowność miał bardzo niepospolitą: budowa ciała wątła, mało rozwinięta, z jednem ramieniem nieco podniesionem, z piersią zapadłą i wychudłemi rękami, ukoronowana była głową kształtną o wyniosłem czole, z pod którego świeciły ogromne czarne oczy, patrzące tak głęboko i wyraziście, iż wzrokiem jednym mógłby całe poematy wypowiadać. Mały czarny wąsik zaledwie ocieniał wąskie lecz bardzo ruchome wargi, na k tó r y c h każde odbijało się uczucie, tak, iż na przemian już to drżały one rzewnem wzruszeniem, już zaciskały się gniewem, już wreszcie w y kwitał na nich wyraz takiego szyderstwa, iż biada temu, kto ten ironiczny uśmiech wywołał: żadna zniewaga nie zabolałaby go tyle, co ta lekceważąca
    wzgarda. Ze wszystkich wieszczów naszych, nie wyłączając nawet Mickiewicza, który w chwilach natchnienia przeistaczał się nie do poznania, żaden nie miał oblicza tak uduchowionego w życiu codziennem jak Słowacki. A nie tylko wyraz twarzy lecz i mowa jego
    nie schodziła nigdy z wyżyn poetyckiego nastroju. W epoce, w której go poznałem, t. j. na parę lat przed jego śmiercią, nie widziałem go ani razu w usposobieniu, nie mówię już trywialnem, ale pospolitem nawet. Czuć w nim było zawsze mędrca i poetę, zajętego wyłącznie kwestjami ducha i wieczności, albo opatrznościowego posłannictwa narodów. Nawet nierozdzielnie z ludzką naturą uczucia serca umiał on podnieść do tych wyżyn nadziemskich, gdzie panuje niezainąćony spokój z zamiłowania woli Bożej płynący Żadnej burzy, żadnego narzekania, żadnej nawet niecierpliwej żądzy dusza jego nie znała, pomimo, iż po ciernistej postępował drodze, tęskniąc ustawicznie do lepszego niż obecny świata. A i za grobem nie
    marzył o możebności jakiegoś szczęścia, zasadzającego się na ciągiem używaniu, lecz się odzywa do odchodzącego bohatera: „Niechaj nie sądzi, że jest upomijninek dla ducha in n y jaki nad spoczynek

    Opis z roku 1927 - zachowana oryginalna pisownia
  • madohora Re: Kraków. 14.03.14, 22:48
    JuijuszowI Słowackiemu w hołdzie na sprowadzenie zwłok Jego do kraju

    A oto wreszcie wybiła godzina,
    Ojczyzny wracają. Twe k o ś c i!
    Polska dziś Ciebie - najlepszego Syna
    W swem Panteonie wieki będzie gościć
    Między królami, którzy śnią tam smutni
    Ty wśród nich spoczniesz królu polskiej lutni 1 . •
    Wracasz do Polski po śnie nieprzespanym,
    W złotej girlandzie z słońc na swojej skroni
    W płaszczu z purpury - co nie wyżebranym
    Jest na Twym Duchu, bo pieśń Twoja dzwoni
    Potęgą tonów, czarodziejską siłą,
    Które] Ojczyźnie przed Tobą nie było 1 . .
    Ty Ją kochałeś jak najlepsze dziecię,
    Dla Niej sterałeś swoje lata młode
    Sławiąc Jej imię po szerokim świecie —
    Chciałeś Jej wrócić słoneczną swobodę . . .
    Dziś Ona wolna chrobrych synów mocą
    W której sztandary Wolności łopocą . . .
    Polska na Twoje W ie s zc zu powitanie
    Przed sarkofagiem chyli ze czcią czoła,
    Kładać swe serca na śmierci rydwanie
    I jakby wiankiem oplata dokoła . . .
    Bo Twej mocarnej pieśni czarnoksięstwo
    Wyczarowało za grobem zw y c ię stw o ! . . .
    W sercach Narodu znicz się wielki pali,
    Któryś rozżarzył Twą natchnioną duszą!
    Myśmy wsłuchani w oną p ieśń - wytrwali,
    Chociaż m ów ion o : oni zginąć muszą . . .
    Bo Tyś nam Mistrzu wśród tej nocy mglistej
    Świecił Swym Duchem, jako słup ognisty! . .
    U stóp Twej trumny zginamy kolana,
    By Cię powitać - oddać hołd popiołom,
    Które Ojczyzna wolnością świetlana
    W swoim przybytku każe strzec aniołom —
    Przy harfie złotej grającej w Narodzie,
    Abyś śnił wieczność na Wawelskim grodzie!

    Robert Rydz.
  • madohora Re: Kraków. 14.03.14, 23:12
    Otwierają się bramy Wawelu...

    Otwierają się bramy katedry wawelskiej; dzwon „Zygmunt11 pręży swe serce, aby dźwięk wydać donośny, aby echo zatrzęsło szczytami Tatr, aby się wryło w stalowe fale Bałtyku. Lecz nietylko dzwon „Zygmunt" na wawelskim akropolu serce swe pręży; nieujarzmiony prąd wzrus-zenia zaczyna ogarniać także żywe ludzkie serca od Warty, Wisły po Prypeć, od Dniestru po Niemen. Coż to, czy jaki wódz wsławił się wielkiem zwycięstwem? Czy może Sobieski wraca z pod Wiednia, ocaliwszy od zagłady państwa Europy i wiarę Chrystusową? A może któryś z królów przywdziewać ma złocistą koronę i płaszcz purpurowy?
    Nie. Nie czcimy dziś wodza, który dzielnie umiał topić miecz we krwi wrogów i za tę krew, częstokroć nawet niewinną, chciał zbierać wieńce laurowe. I nie oczekujmy też królewskiej koronacji: nasi królowie pokładli swe głowy do trumien wawelskich podziemi, a berła swej władzy oddali w ręce śmierci.
    Dziś u nas inne święto: oto wraca do nas Król - Duch, którego władza nad nami jest nieśmiertelna. Wraca ten, który, jak niegdyś przed 90 laty, tak i dziś, woła do nas:
    „Baranki z ducha, ja pasterz wasz;
    Nad piękne zdroje powiodę was;
    Puszczę was, owieczki, na piękne kwiateczki I będę pasł".
    Skądże ta władza? Oto odpowiedź samego poety:
    \Pan Bóg mnie słucha, ozłocił twarz:
    Bogiem promienny, odprawiam bezsenny Anielską straż
    Wraca sternik naszemi duchami napełnionej łodzi, wraca wieszcz i największy poeta polski, Juljusz Słowacki. Źle powiedziałem — wracają tylko jego ziemskie prochy, które przed 78 latami spoczęły na ziemi francuskiej. Bo on sam, z swym duchem królewskim z swą podniebną poezją, która nas miała z przyziemnych zjadaczy chleba w aniołów przemienić — on był zawsze między nami.
    Był z nami, kiedy nam w swej młodzieńczej twórczości tragiczne dzieje Araba, Mnicha, czy Bieleckiego pokazywał; kiedy pieśniami do powstania listopadowego zagrzewał; kiedy nas po Szwajcarji oprowadzał i przecudną pieśń miłości śpiewał. Chciał nas mieć przy sobie, gdy w stroju Kordjana na alpejskich szczytach stoi i, pięknem przyrody odurzony, spala w słońcu wszelkie duszy wędzidła, aby tę duszę oczyszczoną, złożyć w ofierze wielkiego czynu na ołtarzu swej ojczyzny. Szkoda, że niewielu na taką wyżynę za Kordjanem wspiąć się mogło. Jakby wyzwanie do współzawodnictwa rzuca Kordjan słowa: „Pośród szlachetnych Kordjan zwycięzcą zostanie". Gdzie dowód? — Bo jak inni pokazują tylko swe oblicza, on pokaże swe czyste myśli i serce. — Był z nami, gdy nam pokazywał tragedję kobiety bez serca — Balladyny, lub anielską ofiarę Lilii Wenedy, lub nieukojony ból ojca zadżumionych, któremu straszna zaraża całą rodzinę wydarła. Naszym smutkiem przemówił, kiedy, jako tułacz bez ziemi ojczystej, znajdując się na pokładzie statku, oświetlonego blaskiem zachodzącego słońca, wyśpiewał ów hymn wieczorny ; „Smutno mi, Boże“. Jakże nie będzie smutno, kiedy okręt, zamiast ku północnej ojczyźnie, unosi go gdzieś w obce, dalekie strony. A choć to będzie ziemia słoneczna, ziemia, po której Chrystus stąpał — to jednak nie ta z nad Wisły, czy z pod Krzemieńca, więc woła pełen rezygnacji: Smutno mi, Boże!
    Z nami jest poeta, gdy z Anhellim oprowadza nas po ziemi sybirskiej, pokazując okropne rany życia społecznego. Nie wzdryga się, choć widzi, jak bledniemy na tyle okropności, choć dusza nam zamiera i chciałaby się cofnąć przed obrazem okropnego życia w mrok śmierci. On ją ciągnie i prowadzi dalej aby przeszła wszystkie męki, cierpienia i ofiary, a przez to
    aby się odrodziła i weszła na taką drogę, po której chodzą ludzie bez skazy — ludzie anieli — ludzie z ducha. Bo „wszystko przez Ducha i dla Ducha stworzone jest, a nic dla cielesnego celu nie istnieje. O tego to ducha walczył Słowacki przez całe życie.
  • madohora Re: Kraków. 14.03.14, 23:20
    Jeżeli dziś chcemy prochy naszego wieszcza należycie uczcić, to dokonamy tego tylko niezłomnem ślubowaniem, źe ducha własnego wciąż kształcić będziemy, stale go uszlachetniać, że go skierujemy ku idejom miłości, prawdy, poświęcenia i dobra wszelkiego.
    Duch na pierwszem miejscu a nie ciało. Duch światły a dobry. O to modlą się szczątki naszego
    wieszcza, powracając na łono ukochanej ojczyzny. Nie pozwólmy, aby te święte prochy miały w nas widzieć tylko to, co jest prochem ciała, co z duchem się nie łączy i dla ducha nie ży je ! Nie dopuścimy, aby nasz Król - Duch, wracając po latach tułaczki do wolnej ojczyzny, do której tak tęsknił za życia, miał znów wyrzec: Smutno mi, Boże! Z kwiatami, któremi
    obsypaliśmy jego trumnę, rzućmy mu nasze dusze, wołając: oto są takie, jakiemi chciałeś je widzieć — cierpieniem oczyszczone, nauką wiary i wiedzy oświecone, w pracy dla przyszłości zahartowane, na piękno wszelkie czułe a dla ciała niepobłażliwe. Panuj nad nami, książę niezłomny! Królu - Duchu! nad duszami naszemi trzymaj straż aby znamienia boskości nie utraciły, aby swej ludzkie godności nie sponiewierały. Królem - Duchem nazwaliśmy Słowackiego, mimo źe nigdy korony ani berła nie nosił, — ale prowadził zwykły żywot polskiego wygnańca - tułacza, który, opuściwszy kraj w r. 1831, t. j. w 22 roku życia, nie
    miał go już nigdy zobaczyć. Do końca bowiem życia przebywał za granicą, przenosząc się z miejsca na miejsce. Paryż, Londyn, Genewa, Rzym, Neapol, Grecja, Egipt, Palestyna — oto ważniejsze punkty, w których gościł nasz tułacz, nie mogąc wrócić na łono tej, dla której żyć pragnął. Na obczyźnie też powstały niemal wszystkie jego dzieła. Zmarł w Paryżu
    w r. 1849, mając zaledwie 40 lat. Zwłoki jego przez 78 lat spoczywały na ziemi francuskiej. Za życia pragnął, by szczątki jego śmiertelne spoczęły na glebie polskiej, a oto ta Polska otwiera przed nim najgłębsze skrytki swego serca, bo świątynię królewską na Wawelu i tam, pośród największych i najdzielniejszych dzieci swych go składa. Wraca Król - Duch, — wraca za życia. Bo któż śmie powiedzieć, że Słowacki nie żyje. Owszem, żyje on wśród nas życiem niesłychanie potężniejszem, niż kiedy wiek temu przebywał na obczyźnie i stamtąd
    do narodu przemawiał, a głos jego głuszyły walki i różne prądy polityczne tak na emigracji jak i w ojczyźnie. Dziś przebrzmiały drobne zgrzyty i fałszywe czasami akordy, a z muzy Słowackiego idzie ku Polsce jeden wielki, natchniony śpiew, wzywający nas do umiłowania tego co najwznioślejsze Boga i ojczyzny I nie pójdzie ten śpiew na daimo, nie przebrzmi
    bez echa. On będzie gwiazdą przewodnią naszego życia, jak był za czasów niewoli.
    Spojrzyjmy na te czasy. Na kraj nasz przyszły po latach świetności chwile klęski: rozbiory, upadek Napoleona, a tem samem upadek żywej nadziei w zmartwychwstanie Polski, potem jeszcze upadek powstania listopadowego. Naród, odurzony tylu klęskami, począł się gubić w niemocy i zapadać w stan odrętwienia. Któż go miał z tego chorobliwego stanu obudzić, jeśli wszystkie ważniejsze osobistości, jak oficerowie, posłowie, profesorowie, żołnierze i poeci,
    opuściły kraj, rzucając światu w oczy tym gestem żywy protest przeciw brutalnej przemocy.
    Wtedy to ster i władzę nad duchami opuszczonych przez jenerałów, dyplomatów i królów poezja, narzuciła się narodowi za przewodniczkę i stała się, jak może nigdy przedtem ani potem, wszechwładną panią serc i umysłów całego społeczeństwa. Poezja, odmieniwszy walkę na broń w walkę na pióra, broniła świętości narodowych, podtrzymywała wiarę w sprawiedliwość, wskazywała jutrzenkę swobody i zmartwychwstania Polski. Najsilniej przemówił Adam Mickiewicz, stając się odrazu duchowym przywódcą opuszczonego na łaskę
    wrogów narodu. Jednakże jego męskiej poezji brakło ideału kobiecości; jego poezji, pełnej barw i postaci, brakło muzykalności i lotności; jako realiście brak mu było płomiennej fantazji — braki te uzupełnił Juljusz Słowacki. Słowacki nie patrzał na ziemię, lecz wzrok w niebo utkwił i z gorejącą pochodnią poezji, która mu była światłem i postępem, przodował narodowi, wierząc, że go mocą słowa przeanieli. A dziwne są te jego słowa, pełne subtelnej kobiecej tkliwośei, pełne muzykalności i krasy. Język to brylantowy, język jakim nikt jeszcze nie władał przed nim. Słowacki dopiero pokazał, że nasz język nie jest mową barbarzyńców, jak sądzono na Zachodzie, ale jest językiem, którym można wszystkie uczucia wyrazić i wszystkie
    dźwięki wyśpiewać, niczem na harfie. „Chodzi mi o to, — mówi w „Beniowskim" — aby język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa ; . . . a czasem był jak piorun jasny, prędki, a cząsem smutny jako pieśń stepowa, a czasem jako skarga Nimfy miętki, a czasem piękny, jak aniołów mowa. Prawdziwy to więc władca mowy polskiej. Prawdziwy poeta, którego wyobraźnia królewska szła w parze z miękką uczuciowością, o wrażliwości niezwykłej,
    zdolna do wyśpiewania wszystkich tęsknot duszy, wszystkich czarów przyrody. On sam zresztą do swojej poezji przywiązywał znaczną wagę. Wierzył, że słowa jego nie pójdą na marne, że prędzej, czy później dostrzegą Polacy te perły bezcenne i będą się niemi karmić, niby manną,
    idąc ku światom ideału. „Jestem posągiem Memnona — mówi w „ Pamiętniku“ — ostawionym na grobie mojej ojczyzny i długo dźwięk mój będzie budził niknących na tej ziemi Polaków".
  • madohora Re: Kraków. 14.03.14, 23:24
    Wierzy poeta, że w jego dziełach jest siła fatalna, króra nas po wieki będzie gniotła, aż nas przerobi w aniołów. Ducha kształćcie: rozum i serce! W tern leży zbawienie kraju i jego zmartwychwstanie i cała przyszłość. Dlatego zaklina nas w „Testamencie": — „Niech żywi nie tracą nadziei i przed narodem niosą oświaty kaganiec". Niech żywi będą żywymi, to znaczy niech nie patrzą w groby, lecz ożywieni nadzieją, niech podążają ku szczytom swych pragnień ducha. „Miejcie nadzieję — woła Szaman w „Anhellim,, — bo nadzieja przyjdzie z was do przyszłych pokoleń i ożywi je; ale, jeśli w was umrze, to przyszłe pokolenia będą z ludzi martwych". Nadzieją żył sam poeta: nadzieja była mu jedyną osłodą w jego tułaczem życiu. Wierzył Słowacki, że choć niedoceniony przez współczesnych, znajdzie uznanie u potomnych; że niedola jego ojczyzny skończy się. Chwilowo smuci się, że nie będzie świadkiem tego cudu, kiedy Bóg rozwinie tęczę blasków wolności nad jego ziemią ojczystą, lecz musi się z tem zgodzić i zarazem pocieszyć tą myślą, że „na tęczę blasków, którą tak ogromnie anieli Twoi w niebie rozpostarli, nowi gdzieś ludzie, w sto lat będą po mnie, patrzący umarli. I niespełna sto lat minęło od chwili, kiedy Słowacki te słowa wymówił, gdy istotnie znaleźli się nowi ludzie, którym dane było ujrzeć swą ojczyznę w aureoli blasków wolności. Tymi ludźmi jesteśmy my-
    Ledwie się to stało, ledwie Polska otrząsła się z pyłu niewoli, gdy głos całego narodu zaczął się dopominać, aby ten, który z nazwiska Polski zrobił pacierz, co płacze i piorun, co błyska, który modlił się: „O Polsko! Polsko! Święta! Bogobojna! Jeżeli kiedy jasna i spokojna obrócisz twoje rozwidnione oczy na groby nasze, gdzie nas robak toczy; Polsko ty moja! gdy już nieprzytomni będziemy, wspomnij ty o nas, o wspomnij! “ — aby on znalazł się na ziemi ojców swoich. Nie pogrzeb to, ale raczej triumfalny pochód poprzez całą wolną ojczyznę wielkiego wieszcza naszego. Ta ojczyzna wita go jak matka najlepszego syna, otwierając mu bramy, ścieląc mu do stóp wonne kwiecie łąk naszych i serc naszych. On zaś w cichości zamyślenia podąża zwolna ku wawelskiej strażnicy, aby stamtąd, wraz z duchem Mickiewicza i Kościuszki, trzymać nad narodem anielską straż, by czuwać aż do dni ostatka. Król - Duch z nami!
    Król - Duch, który nie mieczem włada, ale boską muzyką słowa. Oto poprzez stosy wieńców dolatuje już od trumny Juljusza Słowackiego głos: Obyście wy, którzy często wołacie: Polska, Polska! — nie zapomnieli pewnego razu, co to słowo wogóle znaczy! Wszystko z Ducha jest i dla Ducha! „Niech się tak moje słowa, jak gromnice żarzą, „Gdy rydwan się potoczy na Górę Wawelską, „Niech wam palą sumienia, mózgi wam przerażą, „Aż się naród przerodzi w gromadę anielską
  • madohora Re: Kraków. 14.03.14, 23:27
    Śpiące duchy

    Szept. .. Czyj ? — złudzenie !
    To pustki mej celi,
    Uśmiechnąwszy się w lampy wyblakłem odbiciu,
    Pokumawszy się z ciszą, co z roga pościeli
    Wypełzła, niby robak zraDiony w ukryciu
    Żądzą poznania cieni, — powiodły ją w tan ...
    Pustka i cisza razam ruszyły w swój tan.
    Patrzę i słucham — grobowiec zamknięty
    Milczeniem śpiących duchów, co zeszły w podziemia
    Oddane jeno śmierci, w kraj senny, zaklęty
    Przez wrogie bóstwu słońca ponure istnienia,
    Które mrokiem się cieszą i wiodą swój tan —
    Drapieżnej nocy hasło — nienasytu tan.
    Patrzę i słucham — wzrok wpada w martwotę; Czucie z konaniem pisze pojednania karty, Wyrzucając jęk ducha w pustynną golgotę,
    Gdzie życia cień migoce, z krasnych lic odarty,
    I szarpie się z otwarciem mocno skutych bram,
    Przed któremi milczenie wiedzie z pustką tan.
    Mój dech: — Zbudźcie się, śpiących duchów cienie!
    Pomóżcie zedrzeć kratę, która w śmierć nas kładzie!
    Pomóżcie zdusić zmorę, iść w ełońca skinienie!
    Pomóżcie krzyknąć gromem, myśl złożyć na szpadzie
    Własnego tętna mocy i ruszyć w ten bój,
    Za którym stoi życia pełen szczęścia zdrój!

    Władysław Wosnak.
  • madohora Re: Kraków. 20.03.14, 22:09
    Wewnętrzne urządzenie Wawelu

    Kustosz państwowych zbiorów na Wawelu Dr. Ma- rjan Morelowski wygłosił w Tow. im. Piotra Skargi odczyt, którym oddał dobrą przysługę Wawelowi. Mówił o „wewnętrznem urządzeniu Wawelu w przeszłości i w przyszłości" i zdołał przekonać, że warto się trudzić nad wygnaniem pustki, wiejącej dziś z jego komnat. Na wstępie podniósł, że dzięki kilkutomowej pracy pp. Stanisława Tomkowicza i Adama Chmielą, urządzenie Wawelu w przeszłości jest nam dziś znane. Z dzieła tego czerpiąc, przedstawił, w pierwszej części swego odczytu, zmiany wyglądu wewnętrznego, jakie zamek wawelski przechodził od ostatnich Piastów aż do przeniesienia stolicy do Warszawy. Wygląd zamku zmieniał się wraz z duchem epoki. Surowości średniowiecza odpowiadała mała skala komnat, mrocznych z powodu małych, wąskich okien,' oszklonych gru- bemi, tłumiącemi światło, okrągłemi szybami (Scheibe) osadzonemi w sieci ołowianych ram. Jako umeblowanie służyły proste twarde drewniane meble gotyckie (ławy były często kamienne). O ile w budownictwie dominował duch zachodni, gotyk (jak o tem świadczą komnaty części zamku t. zw. Kazimierza W.) o tyle na upiększenie wnętrz składały się wytwory sztuki wschodniej: tkaniny i obrazy relig. ruskiego pochodzenia. Tych obrazów było niewiele. Mnóstwo za to wzorzystych tkanin wschodnich wyścielało wnętrza komnat zamkowych. One stanowiły główną ozdobę. Tkaniny nie przestały być głównym przedmiotem prże- pychu wnętrz z nastaniem renesansu. Tylko były to już inne zachodnie przeważnie tkaniny. Radosny duch renesansu wprowadził też inne barwy dekoracji i inne nadał cechy budownictwu. Rozkochany w słonecznym blasku wprowadził wielką skalę przestrzeni komnat o wielkich (trójdzielnych) oknach, by jak najwięcej światła
  • madohora Re: Kraków. 20.03.14, 22:14
    przesycało wnętrza i z powodu tej skali zmienił stropy sklepione na belkowanie, t. zw. skrzyńcowe (od kwadratów powstających ze skrzyżowania belek). W dekoracjach zaś dał przewagę złotu, błękitowi, zieleni czerwieni. Pogodnie zharmonizowany umiar był bowiem przy całej buj noś ci życia ideałem renesansu. Ten ideał przewodził w urządzeniu wnętrz Wawelu. Sale zdobiono brokatami, jedne złocistemi, inne błękit- nemi, inne czerwonemi. Nie okrywały one zazwyczaj ściany aż pod sam strop; nad górnym brzegiem pozostał, poniżej stropu, wolny pas na malowany fryz. Najcenniejszą artystycznie tkaniną, zdobiącą niektóre tylko wnętrza, były arrasy i to nie same arrasy flan- dryjskie, ale i wcześniejsze od nich, o których rzadkiej piękności pisze Partenopeo Suavio, Włoch obecny na weselu Bony w 1518 r. Sensacją dla miłośników tkanin było usłyszeć od prelegenta, że owe arrasy, uznane za zaginione, odkryto częściowo niedawno i że istnieje możliwość odzyskania ich dla Wawelu. Obrazów obok tkanin było niewiele w tej epoce; o kilkunastu tylko wspominają źródła. Zygmunt Stary bowiem interesował się głównie architekturą swej rezydencji. ^Dzięki niemu wyróżnił się Wawer wielką skalą swych komnat z pośród wszystkich zamków zachodnio-europejskich XVI w. nie wyłączając zamku królów francuskich, we Fontainebleau, gdzie tylko bardzo niewiele jest wielkich sal, a zato znaczna ilość komnat małych i niskich. Świadczy to dobrze o jagielońskiem poczuciu wielkości swej władzy monarszej. O królewskiem upodobaniu we wystawności świadczy znów ogromna ilość sreber Około 1300 sztuk wymieniają dokumeritą a to tac wypukło rzeźbionych, puharów, roztruhanów, miednic i różnych innych sprzętów, bardzo misternie nieraz zdobionych. Były nawet olbrzymie zegary srebrne
  • madohora Re: Kraków. 20.03.14, 22:16
    z postaciami ludzkiemi naturalnej wielkości. Podana w dokumentach wielka skala niektórych sreber jest zastanawiająca, jako pewien akcent wschodniego ducha na Wawelu. Na zachodzie bowiem dla wyrobów srebrnych przyjętą była niewielka skalą rozmiarów (najwyżej półmetrowa). Wielkie zaś rozmiary dawali złotnicy zachodnio-europejscy swym wyrobom wtedy, gdy były przeznaczone dla odbiorców wschodniej Europy.
    Z końcem XVI w. tracą wnętrza Wawelu swój harmonijny, pełen umiaru i spokoju wygląd renesansowy. W następstwie pożaru z 1595 r. wkroczył na Wawel barok, zamiłowany w kontrastach i niepokoju' a tak przytem kunsztowny. W architekturze, w spokojną dotąd budowę z kamieniu i cegły wprowadza on masy marmuru czarnego i białego lub wielobarwnego; w miejsce skrzyńcowych stropów, stropy gładkie, dzielone ramami , na wielkie geometryczne pola, dla malowideł. Malowidła wchodzą, na Wawel jako główne dekoracje wnętrz. W tym dopiero okresie znaczną ich ilość zgromadzono na Wawelu. Omówieniu ich poświęcił prelegent drugą część swego odczytu. Zwrócił szczególnie uwagę na włoskiego malarza Dolabellę z którego ręki wyszedł między innemi obraz, przedstawiający zdobycie Smoleńska przez Zygmunta III w 1611 r. i obraz przedstawiający hołd carów Szujskich. Podobne sceny historyczne namalował Dolabella dla zamku warszawskiego, ale wszystkie oryginały zaginęły. Odnalazł się tylko dzięki p. A. Wolańskiemu w muzeum Czartoryskich sztych zrobiony wedle Dolabelli, przedstawiający zdobycie Smoleńska. Z pośród obrazów zdobiących zamek największy był rozmiarami obraz przedstawiający wjazd Zygmunta III do Krakowa w r. 1595. Na malowidle 14 m długiem i 1.50 m wysokiem odtworzył jakiś niemiecki prawdopodobnie artysta, to wszystko co w pochodzie brało udział z ogromną, niemal portretową dokładnością, jak na to wskazuje porównanie postaci posła perskiego, zwracającego uwagę swym strojem, z późniejszym sztychem portretowym, robio- Dym przez innego artystę w Pradze, dokąd później tego posła szach przeniósł. Na tem też malowidle posiadamy jedno z najdawniejszych i najdokładniejszych odtworzeń naszego skrzydlatego rycerstwa. Zygmunt III, sam wprawny malarz-amator, dbał przedewszyst- kiem o dzieła sztuki malarskiej dla uświetnienia swego zamku. Niemała też ilość portretówa ożywiła wnętrze zamkowe i to tak w Krakowie jak później w Warszawie. Z pomiędzy portretów królów, które zdobiły rezydencję, najznamientniejszym pewnie jest portret konny Zygmunta III, naturalnej wielkości, dzieło być może samego Rubensa, jeśli nie jego ucznia Soutmana. Portret ten wśród łupów wojennych przez Szwedów z Polski wywieziony znajduje się obecnie w Muzeum Narodowem w Sztokholmie. Przez wzg!ąd na Wawel zarząd muzeum obiecał dostarczyć dobrą kopję za wca le mierną cenę 200 dolarów. Cały szereg (około 30) portretów królów i znakomitości polskich odnalazł prelegent w Szwecji na zamku Gripsholm i znacznym
  • madohora Re: Kraków. 20.03.14, 22:18
    nakładem kosztów własnych uzyskał ich fotografje i Wyróżniają się pomiędzy niemi, jako wielka rzadktfść portrety Władysława Jag., króla czeskiego i jego żony Ludwika Jag króla węgierskiego i Zygmunta Starego: delej portret żony Władysława IV i malowany przez słynnego malarza gdańskiego Daniela Schulza, portret Jana Kazimierza. Poza Szwecją zaś znajdują się szsze- gólnie piękne portrety królów polskich w Norymberdze w Schleissheim i we Florencji. Wątpliwem, by dało się wszystkie odzyskać dla Wawelu. Gdzie się to riie uda, należy się postarać o pierwszorzędne kopjie. Poza obrazami podnosiły świetność komnat wawelskich płaskorzeźby i trofea wojenne. Niespokojny duch baroku wyrażał się w szozególnych pomysłach dekoracyjnych: np. w niektórych salach, gdzie były trofea, spuszczono ze stropu rzeźbione orły zawieszone tak misternie, źe poruszając się za najmnieiszytn powiewem robiły wrażenie żywych.
    Przechodząc do kwestji wewnętrznego urządzenia Wawelu w przyszłości stwierdził szanowny prelegent, że z tego wszystkiego co zdobiło dawny Wawel, wróciły dotąd na Wawel tylko arrasy jagiellońskie i to nie wszystkie. Sowiety bowiem urzędowo przyznały, że jeszcz 19 arrasów odnalazło się w Rosji, ale do tąd ich nie zwracają. Inne przedmioty urządzenia wnętrz przeszły bądź drogą wojennych rabunków c|o obcych muzeów, bądź też są w posiadaniu osób prywatnych w Polsce i zagranicą, bądź wreszcie przepadły zupełnie.
    Wawelowi dla odtworzenia iego wnętrz potrzebne są tkaniny, meble renesansowe i barokowe, zbroje i srebra (których wiele nabyć by się dało w Wiedniu), a nadto portrety królów i znakomitości polskich dla, uprzytomnienia jak wyglądali ludzie, co tu przebywali i stąd władali Polską. By to wszystko w niewielu latach zgromadzić nie wystarczy szczupły zastęp konserwatorów. Trzeba pomocy społeczeństwa. To też kończąc swój świetny odczyt prelegent rzucił myśl zawiązania w Polsce „Towarzystwa przyjaciół Wawelu11, któreby się zajęło odszukiwaniem i gromadzeniem przedmiotów, mogących stylowo odtworzyć jego opustoszałe wnętrza. Myśl to godna gorącego oddźwięku w społeczeństwie. Wawel, gdzie się rodziła i promieniowała na podziw świata chwała Polski XV, XVI, XVII w. wart jest przywrócenia do świetności przez Polskę odrodzoną XX. wieku.
  • madohora Re: Kraków 28.04.14, 23:06
    ****
Inne wątki na temat:
Pełna wersja