madohora
21.04.11, 13:43
Od początku roku wszystkie gazety informowały nas o tym co mogą nam zrobić kontrolerzy w autobusach, tramwajach i nie wiem w czym tam jeszcze. Jednym słowem starach się bać i aby się nie narazić to może najlepiej zacząć chodzić na piechotę bo na wszystkich padł blady strach. Tylko w tym wszystkim zastanawiam się czy kontrolerom wolno być już od pierwszej chwili osobami aroganckimi? Bo chyba nawet przy tak wielkich uprawnieniach obowiązują jakieś zasady - chociażby taka podstawowa jak przedstawienie się - zarówno kierowcy jak i pasażerom (nie chodzi o imię i nazwisko) ale o to jaką rolę spełniamy no i taki drobiażdzek jak identyfikator. Nie tak dawno czytałam w autobusie książkę - stanął nade mną zwalisty, łysy facet, na tyle agresywny że agresja budziła się też we mnie i zionął mi w twarz słowami:
- Ma pani bilet?
Zaraz mi się przypomniała historia z przed kilku lat, kiedy to nie mogłam się dogadać z panią, która też się nie przedstawiła (wówczas panie - kontrolerki to była nowość). Stanęła taka nade mną i też do mnie mówi:
- Ma pani bilet?
Patrzę na nią i przekonana, że chce ode mnie kupić mówię;
- Nie mam, bo mam miesięczny
- To ma pani ten bilet czy nie?
- Nie mam, bo mam miesięczny. Może ktoś z pasażerów pani sprzeda
- Ale ja nie chcę kupić
Tragikomiczna sytuacja trwała przez parę minut. Pani nawet nie wyjaśniała tego, że jest kontrolerem już o pokazaniu legitymacji nie wspomnę. Sytuacja stawała się - no nie wiem jak to nazwać:
- To ja poproszę dowód
- A po co pani mój dowód?
I dopiero teraz pani przyznała się do roli jaka jej przypadła; pokazała identyfikator i powiedziała to że ona sprawdza bilety. A nie można było od samego początku?