Dodaj do ulubionych

Śląskie Legendy, również te z Janowa:)

27.08.11, 11:48
Obserwuj wątek
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 10.09.11, 19:01
        Boronów [bɔˈrɔnuf] ( listen) is a village in Lubliniec County, Silesian Voivodeship, in southern Poland. It is (since 1993) the seat of the gmina (administrative district) called Gmina Boronów.[1] It lies approximately 16 kilometres (10 mi) east of Lubliniec and 47 km (29 mi) north of the regional capital Katowice. it is on the Liswarta river. The village has a population of 2,793. Between 1975 and 1998 it was in the former Częstochowa Voivodeship.
        The name Boronów originates from the coniferous forests (pl bory) in the area or from the surname Boronowski, who was one of owners of this village. In old chronicles the names Borunow and Bornów are found. But on the herb of Boronów there is a harrow, because it was a sign on the old village's stamp.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 10.09.11, 19:11
        Po 1989 r. w wyniku prywatyzacji większość pracowników Spółdzielni Produkcyjnej "Jedność" straciła pracę. W 1993 r. Boronów odzyskał status siedziby gminy wiejskiej. Zagospodarowane zostały obiekty, będące niegdyś częścią folwarku. W tym czasie w zachodniej części Boronowa w okolicy pól określanych jako Królicza Górka odkryte zostały znaczne obszary zasypane złomem pochodzącym ze składowiska w Herbach. Okazało się, że na terenie miejscowości znajdują się obszary w znacznym stopniu zdegradowane ekologicznie.
        W latach 90. XX w. w Boronowie oddano do użytku sieć telefoniczną oraz rozpoczęto budowę kanalizacji. Od 1999 r. działa oczyszczalnia ścieków. W roku 1998 Boronów włączony został w obszar nowego Parku Krajobrazowego Lasy nad Górną Liswartą. W 2003 r. Boronów zajął drugie miejsce w konkursie Złota Miejscowość Radia Katowice.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 10.09.11, 19:19
        Na terenie miejscowości znajduje się 19 obiektów zabytkowych:

        Zespół kościoła parafialnego MB Różańcowej w Boronowie:
        Kościół MB Różańcowej położony na szlaku architektury drewnianej województwa śląskiego – zabytek klasy "0";
        kapliczka św. Jana Nepomucena z II połowy XIX w.;
        brama na plac przykościelny z XVII w.;
        altana na obszarze ogrodu plebanii;
        organistówka od XVIII do połowy XX w. pełniąca także rolę szkoły;
        Kaplice:
        kapliczka św. Barbary w dzielnicy Piasek z 1740 roku (wcześniej obiekt ten znajdował się w Zumpach);
        kapliczka Serca Jezusowego w dzielnicy Siodłoki, ul. 3 maja;
        zabudowania dawnej szkoły i przedszkola przy ul. Szkolnej z poczatku XX w.;
        budynek stacji kolejowej z magazynem;
        budynek dawnej komory celnej w dzielnicy Piasek, ul. Boczna;
        budynek dawnej karczmy, obecnie sklep "Lewiatan";
        budynki dawnego folwarku przy ul. Wojska Polskiego (dzielnica Dwór) – obora, czworak i dwie stodoły;
        budynek dawnego młyna z 1920.

        Poza tym do zabytków należy jeszcze 9 innych domów z XIX i XX wieku oraz pozostałości po dawnej zaporze wodnej przy stawie zbudowanym na potrzeby tartaku. Część zabytków, zwłaszcza stare domostwa, uległa na początku XXI wieku pożarom lub została rozebrana. Do obiektów nie ujętych w rejestrze zabytków, ale związanych z ważnymi dla miejscowości postaciami zaliczyć można kapliczkę Trójcy Św. w dzielnicy Zamoście, stworzoną przez Jana Kulisza.
        Poza tym w miejscowości znajduje się szereg zabytków przyrodniczych, m.in. pomniki przyrody w centrum miejscowości. Należy do nich kilkusetletni dąb, który według podania zasadzić miał król Jan III Sobieski podczas wyprawy pod Wiedeń.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.10.17, 13:42
        Legenda o "Złotej Kaczce" jest jedną z moich ulubionych legend.

        Jedna z nich mówi, że biedny chłopak kręcił się w okolicach Toszeckiego zamku. Nagle podpłynęła do niego Złota Kaczka dała mu woreczek z pieniędzmi i przykazała, że ma te wszystkie pieniądze wydać podczas jednej nocy a wówczas stanie się bardzo bogaty. Kaczka stawia mu tylko jeden, prosty warunek - musi te wszystkie pieniądze wydać tylko na siebie i na swoje potrzeby. Niestety, chłopak - nie przyzwyczajony do bogatego życia - mimo starań nie wydał tych pieniędzy i tak cały skarb przepadł.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 15.11.17, 22:53
        O WIERZN10WICACH I ŚWIYNTYM JANIE
        Mój starzik dycki powiadali, że sie ty Wierzniowice nie nazywały Wierzniowice. Że sie nazywały Wierzbowice. A że były całe za mostym. Tam za mostym była karczma, tam był kościół. Tam był zamek w Dymbinie. A że tam był kościół, to je we skutku, bo mómy pamióntke przi Kaplicy Świyntego Jana. Tam go wyorol niejaki Giecek. Wyoroł go, wykopoł go, drudzy mu pomogli i postawił se go na swoji zegrodzie. A jak go postawił na swoji
        zegrodzie, tak se też roz wypiół. Ale za swoji. A potym go przedoł gmi­nie, bo go chcieli obywatele kupić, że go postawióm ku kaplicy. Jak go postawili ku te kaplicy, tak mu też coś za to dali, bo sie chłop też przi
        tym urobiół. A tak jak se szeł popiyty, to stanół na przeciw tego Jana Świyntego a powiado: „Ty, Jan, jo cie wykopoł, jo cie prziniós, a tyś mi teraz ku kaplicy uciyk“. Yny że go sprzedoł, to nie powiedzioł. I tam sie nazywała ta dziedzina Wierzbowice. Do kościoła że sie chodziyło do Gorzic. Tam był kościół. To eszcze musiało być przed Maryjom Terezyjóm. A potym jeszcze ta wojna była. Bo óni to tak powiadali. No a że sie zamek zapod w Dymbinie. To idzie wytłumaczyć, że uż kiedyś kanony musiały być i strzylali, prowda, i rozstrzylali i zamek. Ni? Tam była wojna ogromno, bo potym sie tam skończyła za tóm wodóm. A ta dziedzina sie odbudowała po drugi stronie, ale uż sie nic nazy­wała Wierzbowice, że była miyndzy samymi wiyrzbami. Nó i tak sie to tu potym nazywało Wierzniowice.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 17.09.20, 19:56
        Niedaleko zamku na Wawelu, niemal na stokach Wisły stoi w Krakowie Kościół OO Paulinów zwany "Kościołem na Skałce" pw.Świętego Michała i Stanisława. Prawdopodobnie znajdowała się tam początkowo pogańska świątynia. Później wystawiono na jej miejscu niewielki, kamienny kościółek. Z czasem zabudowania kościoła rozszerzono a w XV wieku na jego miejscu wybudowano gotycki kościół w którym osiedlili się OO Paulini. Zabudowania kościoła były ufortyfikowane, gdyż kościół ten odgrywał istotną rolę w obronie Krakowa. W XVIII wieku kościół całkowicie przebudowano nadając mu styl barokowy. U podstawy fasady znajdują się szerokie schody pośrodku których mieści się wejście do krypty zwanej "Grobem Zasłużonych" kryjący grobowce sławnych postaci zasłużonych w dziedzinie literatury, poezji, histroii i malarstwa.
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.08.11, 11:49
      Dzisiaj już śląski folklor zanika i odkładany jest między bajki ale przecież jeszcze nie tak dawno wierzyliśmy w pewne rzeczy, które są w nich zawarte. Pamiętam, że z jakiegoś powody na Planty mogłam chodzić tylko z bratem - może z uwagi na wypadki utonięć jakie miały tam miejsce. Możecie się śmiać ale jako mała dziewczynka i nie tylko ja wierzyłam w zmory, dzisiaj uważam historię jaka przytrafiła się w związku z tym wierzeniem, mojej koleżance za świetną anegdotkę ale wtedy...(na końcu pozwolę sobie ją opisać)
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.01.20, 22:59
        Legenda wiąże powstanie Kielc z Mieszkiem, synem Bolesława Szczodrego. Przed ponad 900 laty w miejscu, gdzie dziś leży stolica województwa świętokrzyskiego, były nieprzebyte, pełne zwierzyny lasy, które przyciągały myśliwych. Polował tu także Mieszko. Kiedy w pogoni za zwierzyną zgubił swoich kompanów, wyjechał na nieznaną polanę i strudzony zasnął w trawie. Przyśniło mu się, że został napadnięty przez zbójców, a ci usiłują wlać mu do ust truciznę. Gdy zaczął już tracić siły, nagle objawił mu się św. Wojciech, uniósł pastorał i na ziemi nakreślił kręty szlak, który przemienił się w strumień wody. Mieszko obudził się, nieopodal ujrzał źródło. Woda w nim była smaczna, przejrzysta, taka jak we śnie. Poczuł przypływ nowych sił i szybko odnalazł swój orszak. Odjeżdżając z polany Mieszko zauważył ogromne, białe kły nieznanego zwierzęcia, być może dzika. Zapowiedział, że wybuduje tu gród z kościołem. Niedługo potem zbudowano w sercu puszczy osadę. Na polanie postawiono kościół pw. św. Wojciecha, a strumień, z którego woda przywróciła księciu siły, mianowano Silnicą. Osadę nazwano zaś Kiełce – na pamiątkę znalezionych tajemniczych kłów. Nazwa z biegiem czasu przekształciła się w Kielce.
    • madohora Jak Wójtową Wieś dwukrotnie zakładano 27.08.11, 12:02
      Jak Wójtową Wieś dwukrotnie zakładano - dzisiaj dzielnica Gliwic

      Na pagórkowatym terenie ciągnęła się od Żernicy w kierunku Gliwic schodkowa dolina porośnięta olchami a przez środek płynął strumyk. Gdy przybyli tutaj osadnicy znaleźli piękną polanę i zaczęli urządzać wioskę z pięknymi domami otoczoną urodzajnymi polami. Zdarzyło się jednak nieszczęście, zaczęły padać obfite deszcze i w końcu powódź porywała i burzył domy. Tylko nieliczni zdołali się uratować uciekając na Gliwickie wzgórza. Po pewnym czasie ludzie wrócili do swojej wsi lecz prawie jej nie poznali. Tam, gdzie wcześniej płynął spokojny strumyk rozciągała się szeroka i głęboka dolina na dnie której płynęła bystra rzeka. Chłopi postanowili wybudować nową wieś od strony północnej. Gdy wioska była wybudowana mieszkańcy podzielili między siebie pola i tak powstała Wójtowa Wieś.

      Na podstawie: "Legendy Górnego Śląska" - tłumaczenie z niemieckiego Krystian Ciper
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.08.11, 12:05
      Wójtowa Wieś (niem. Richtersdorf) - dzielnica miasta Gliwice od 19 stycznia 1927 roku.
      Dzielnica jest przez niektórych Gliwiczan zwana Wojtulą, natomiast w gwarze funkcjonuje wyłącznie jako Wojtowo Wieś. W dzielnicy mieszka około 6000 mieszkańców.
      Przez dzielnicę przepływa niewielki strumień Ostropka wpadający do rzeki Kłodnicy oraz niewielki, okresowo wysychający strumyk Wójtowianka wpadający do Ostropki.Dzielnica powstała na przełomie XVI i XVII wieku.

      Źródło :Wikipedia.pl

      pl.wikipedia.org/wiki/W%C3%B3jtowa_Wie%C5%9B_%28Gliwice%29
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.08.11, 12:15
      Wikipedia podaje, że Wójtowa Wieś pochodzi z XVII wieku ale zarówno legenda oraz sama nazwa wskazuje na wcześniejsze istnienie wsi. W średniowieczu założycielami miast jak i wsi na prawie magdeburskim (większość śląskich osad) zarządzał wójt, którym zazwyczaj był zasadźca.
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.08.11, 12:16
      Początki Wójtowej Wsi (nazwa niemiecka Richtersdorf) sięgają końca XIII wieku. Znane są dwie wersje pochodzenia nazwy. Pierwsza z nich mówi, że w roku 1296 wieś należała do wójta Berttolda Klejczera i nazwa pochodzi od sprawowanej przez niego funkcji wójta, natomiast druga mówi o istnieniu we wsi dworu należącego do wójta Richtera, który część swego majątku rozparcelował wśród ośmiu uboższych gospodarzy, a oni dali początek nowej wsi.

      www.gliwiczanie.pl/Reportaz/dzielnice_Wojtowa_Wies/Wojtula.htm
    • madohora Tatarski grób w Górze 27.08.11, 12:32
      Tatarski grób w Górze

      Blisko ogrodnictwa w Górze stała jeszcze przed stu laty kamienna kolumna. Na niej znajdował się obrazek przypominający czasy tatarskie. Gdy miejsce to miało zostać zabudowane w czasie robót koło kolumny znaleziono mnóstwo kości oraz części metalowych z hełmów i mieczy. Opowiada się jakoby w okolicy Góry zostali pogrzebani Tatarzy, którzy zginęli w czasie powrotu do Azji. Resztki kości pozbierano i pogrzebano pod krzyżem, który stoi w Górze.

      Na podstawie: Legend Górnego Śląska - tłumaczenie z niemieckiego Krystian Cipcer
    • madohora Śpiące wojsko- legenda związana z Bytomiem 27.08.11, 12:48
      Śpiące wojsko- legenda związana z Bytomiem

      Bitwa na Legnickim Polu z 1241 roku zakończyła się i wielu śląskich rycerzy oddało tam życie. Tatarzy pociągnęli z powrotem w stepy. Księżna Jadwiga zebrała resztę swojego wojska i podążyła na wchód ku granicy by tu straż pełnić. Doszła do Bytomia, gdzie jej wojsko ukryło się w olbrzymiej jaskini na wschód od miasta. Tam rycerze zasnęli i śpią po dzień dzisiejszy. Nie zdarzyło się jednak aby jakiś człowiek do jaskini trafił. Jednak pewnemu Bytomskiemu kowalowi się poszczęściło. A było to tak:
      Szedł kowal przez miasto smutny i zniechęcony ponieważ nie miał pracy i nie wiedział jak rodzinę wyżywić. Spotkał na swej drodze mężczyznę ubranego w dziwny sposób. Ów jegomość zapytał go czy nie wie gdzie jakiś kowal mieszka. Pełen radości powiedział, że właśnie on jest kowalem. Mężczyzna ostrzegł go, że będzie musiał podkuć wiele koni. Kowal zgodził się bez wahania. Podkowy, haceletongue_out i inne narzędzia były już przygotowane...Mężczyzna poprowadził go aż do granic miasta. Tam zawiązał kowalowi oczy i szli dalej. Gdy mu wreszcie opaskę zdjęto ujrzał wielką, podziemną salę. Wszędzie stali rycerze przy swoich koniach w pozach jakby za chwilę mieli wsiąść na konia. Nie jeden z nogą opartą o strzemię i z wodzami w dłoniach. Ale oczy mieli zamknięte. Spali...Kowal rozpoczął podkuwanie a że koni było dużo a kowal sam jeden trwało to bardzo długo. Uderzenia młotka obudziły jednego z rycerzy, który zapytał:
      - Czy nadszedł już czas?
      Gdy mężczyzna, który przyprowadził kowala potrząsnął przecząco głową rycerz znowu zasnął. Kowal ukończył swoją pracę, otrzymał sowite wynagrodzenie i po ponownym zawiązaniu mu oczy wyprowadzono go z jaskini. Opaskę zdjęto mu gdy doszedł do pierwszych domów w Bytomiu ale gdy się rozejrzał nikogo już nie było.

      Na podstawie: Legend Górnego Śląska

      *Legenda bardzo przypomina inną "O śpiącym rycerzu na Giewoncie" - a może jest to sama legenda tylko zaadoptowana do potrzeb Górnego Śląska
    • madohora Założenie miasta Gliwic 27.08.11, 13:07
      Założenie Gliwic
      Wiadomo, że miasto Gliwice zostało założone około roku 1250. Jednak zgodnie z pewną legendą Gliwice zostały zbudowane w czasach najazdów husyckich. Kiedy husyci z czeskiego kraju ciągnęli przez Śląsk na częstochowski klasztor, by tam niszczyć i plądrować, po drodze natknęli się na miasteczko Far niedaleko Lublińca i doszczętnie je zniszczyli. Mieszkańcy rozproszyli się i uciekli aż do Kłodnicy. Prosili potem księcia by mogli wybudować miasto. Książę zezwolił i tak powstało miasto Gliwice. Gdy się wojny husyckie skończyły wielu husytów nie miało odwagi wrócić do kraju - do Czech. Zostali tutaj i osiedlili się w powstających Gliwicach.

      Legendy Górnego Śąska
    • madohora Zamurowana panna na zamku w Zabrzu 27.08.11, 15:13
      Zamurowana panna na zamku w Zabrzu

      Setki lat minęły od czasów gdy wydarzyła się ta historia. Dzisiaj Zabrze jest wielkim miastem, ale wtedy były małą wioską. Obok drewnianych chatek wznosił się piękny zamek w którym mieszkał pewien odważny rycerz. Jego żona zmarła zostawiając mu ukochaną córeczkę. Wyrosła ona ku radości ojca na piękną pannę. Rycerz ożenił się po raz drugi. Macocha była niedobra dla dziewczyny. Potrafiła to jednak skrzętnie ukrywać przed mężem więc nie wiedział co się dzieje. Wybuchła wojna i rycerz musiał ruszać do boju. Gdy nadszedł czas pożegnał się z żoną i córką. Myślał, że wojna będzie trwała długo polecił córkę miłości i opiece macochy. Jego żona obiecała o nią dbać. Po jakimś czasie macocha przyszła do dziewczyny i powiedziała:
      "Jesteś fałszywą żmiją i rozbijasz miłość mojego męża do mnie. Dlatego musisz umrzeć" Nieszczęśliwa dziewczyna rzuciła się macosze do stóp i prosiła o darowanie jej życia. Wszystko na darmo. Żona rycerza zawołała dwóch zaufanych służących, kazała zabrać pannie wszystkie klejnoty i odziać ją w żebraczą sukmanę. Słudzy poprowadzili dziewczynę do najciemniejszych lochów. Wepchnęli ją do wąskiej i mokrej niszy i zamurowali wejście a także malutkie okienko. Jeden ze służących, który był wierny swojemu panu zlitował się nad nieszczęsną i mimo zakazu złej pani zostawił w murze maleńki otwór przez który podawał pannie jedzenie i picie by nie umarła z głodu. Wydawało jej się, że minęła już wieczność jak nie oglądała światła słonecznego i przebywała w tym więzieniu. Pewnego dnia usłyszała tupot kopyt i poznała głosy. Zaczęła głośno śpiewać piosenkę, którą jej ojciec bardzo lubił. Rycerz usłyszał śpiew ale nie wiedział skąd dochodzi. Wreszcie wszedł do zamku, ucałował żonę i zapytał o córkę, ponieważ zdziwił się że nie córka nie przybywa na jego powitanie. Macocha z udawanym żalem powiedziała mu, że córeczka w krótkim czasie po jego odjeździe umarła. Rycerz bardzo się zdenerwował ponieważ wyraźnie słyszał śpiew córki i oskarżył żonę o kłamstwo. Zrozpaczony rycerz przeszukał cały zamek aż wreszcie dotarł do lochów i oswobodził swoją córkę. Ojciec i córka padli sobie z płaczem w ramiona a zła macocha musiała opuścić zamek.

      Na podstawie "Legend Górnego Śląska"
    • madohora Dzielne kobiety z Gliwic 27.08.11, 15:33
      Dzielne kobiety z Gliwic

      W roku 1626 szwedzkie wojsKa ciągnęły przez Śląsk i chciały zająć Gliwice. Mieszkańcy miasta jednak pozamykali bramy, zaparli je belkami i obłożyli obornikiem by kule nie mogły się przedostać. Gdy wreszcie Szwedzi posłali do miasta posłańca zauważył on po drodze do ratusza, że w każdej obszernej sieni stoi po kilka pojemników prosa. Gliwickie kobiety użyły następującego postępu; puste beczki kapuściane odwróciły do góry nogami i nasypały kaszy jaglanej by wyglądało tak jakby były pełne. Natomiast na rynku stali uzbrojeni mieszkańcy z odwagą wypisaną na twarzach i w obecności szwedzkiego posła przysięgali burmistrzowi, że się nie poddadzą. Głośno zapewniali, że się nie poddadzą a Święta Maria Panna swą prośbą u Boga ochroni miasto a ich w walce wspomoże. Rozpoczął się atak, Szwedzi przyłożyli do murów drabiny ale niż wspięli się na jakąkolwiek zostali oblani gorącą kaszą jaglaną. Przodowały w tym dzielne, gliwickie kobiety. Szwedzi po trzech dniach odstąpili od ataku. Opowiadali później, że nad miastem widzieli w jasnej chmurze Najświętszą Pannę, która rozpostarła swój płaszcz nad miastem. I w ten sposób Gliwice zostały uratowane. Na pamiątkę tego wydarzenia w Gliwicach w Kościele Wszystkich Świętych oraz w Muzeum Gliwickim (kopia) wisi obraz upamiętniający to wydarzenie.

      Legendy Górnego Śląska, Muzeum w Gliwicach
    • madohora Dąb z Trach 27.08.11, 17:19
      Dąb z Trach

      Gdybyśmy chcieli przejść pieszo z Tworogu do Trach po drodze mijamy niewielką dolinkę nad potoczkiem przy której stoją trzy wiekowe dęby. Jeden z nich stoi na niewielkim wzniesieniu. Legenda opowiada, że przed wieloma laty kiedy na Śląsku trwała wojna książę bojąc się utracić swoje skarby. Polecił więc swoje złoto i inne cenne rzeczy zakopać w lesie koło Trach. Wykonać to zadanie mieli szwedzcy jeńcy, którzy zaraz po zakończeniu zadania zostali zabici i pochowani w tym samym miejscu gdzie został ukryty skarb. Książę postąpił w tak okrutny sposób by nikt nie mógł ujawnić jego tajemnicy. Nad zabitymi jeńcami powstał kopiec a na nim posadzono dąb. Drzewo to stoi do dzisiaj ale wyrósł na olbrzyma. Każdy kto chciałby posiąść skarb musiałby najpierw ściąć dąb.
    • madohora Trachy 27.08.11, 17:24
      Trachy – wieś sołecka w Polsce położona w województwie śląskim, w powiecie gliwickim, w gminie Sośnicowice.
    • madohora Szwedzkie groby w Bojkowie 27.08.11, 17:40
      Szwedzkie groby w Bojkowie

      W pobliżu Gliwic w środku lasu osiedlili się Niemcy. Tam gdzie wcześniej istniał nieprzebyty gąszcz stały teraz ładne, zadbane domy z dobrze utrzymanymi ogrodami. Osadnicy nazywali wioskę Piękny Las - dzisiaj jest to dzielnica Gliwic Bojków. W czasie wojny trzydziestoletniej przeszedł tędy szwedzki oddział lecz nie zauważył wioski. Gdy wojska nie było widać chłopi przeszukali drogę i znaleźli trzech zabitych żołnierzy oraz jednego rannego oficera. Żołnierzy bardzo szybko pochowano a oficera zabrano do wioski by go leczyć, jednak rana była bardzo głęboka i po kilku dniach oficer również zmarł. Przed śmiercią podarował swoje pieniądze i kosztowności chłopu, który się nim opiekował. Nie chciał jedynie rozstać się z pasem nabijanym złotym bo jak twierdził była to pamiątka po matce. Chciał być w nim pochowany. Chłopi spełnili jego prośbę i pochowali go w złotym pasie obok towarzyszy. Jednak jeden ze służących, któremu pas bardzo się podobał poszedł nocą do lasu, odkopał grób i wyjął pas. Przez kolejne trzy noce pokazywał mu się zmarły oficer i żądał oddania swojego pasa. Nieszczęśnik aby zaznać spokoju ponownie odkopał grób i oddał pas. Jednak tak bardzo przejął się swoim czynem i całą historią, że niebawem zmarł. Legenda mówi, że groby szwedzkich żołnierzy przetrwały do roku 1850
    • madohora Bojków 27.08.11, 17:42
      Bojków (dawniej Szywałd, śl. Szywołd, Šywoud, niem. Schönwald, wcześniej Scuenevalde, gwara szynwaldzka Schewaud) - dzielnica miasta Gliwice od 1975. W latach 1945-1954 siedziba gminy Bojków. Dzielnica jest położona w południowej części miasta i dzieli się na: Bojków Dolny, Bojków Środkowy i Bojków Górny. Pierwsza nazwa dzielnicy to Szywałd (niem. Schönwald). Oznaczała: piękny las i była używana do 1946 roku. Obecna nazwa prawdopodobnie pochodzi od położenia ówczesnej wsi Szywałd na terenach leśnych Boycou (Bojkowo).
      Pierwsze wzmianki o wsi Scuenevalde (Schönwald / Szywałd / Bojków) pochodzą z 1263 roku. Wieś była kolonią niemieckich osadników oraz ich potomków, którzy zachowali zachowali odrębność kulturową. W początkowym okresie należała do klasztoru cysterskiego w Rudach. Podczas plebiscytu ponad 99% ludności Szywałdu opowiedziało się za pozostaniem wsi w Niemczech, do czego zresztą doszło. W styczniu 1945 wchodząca do wsi Armia Czerwona przeprowadziła w kilka godzin akcję wysiedlenia całej niemieckiej ludności wsi, podczas której zamordowano ponad 120 jej mieszkańców w tym kobiety i dzieci. Istnieje wiele teorii na temat masakry w Bojkowie. Jedna z nich mówi że była to zemsta za zabicie sowieckiego oficera, zastrzelonego przez jednego z członków Volkssturmu. Druga popularna wersja mówi że była to zaplanowana czystka etniczna potomków niemieckich osadników, stanowiących zamkniętą niemiecką społeczność. Być może obie teorie są prawdziwe - temat jest obszarem badań historyków z IPN.
    • madohora Odkrycie rudy cynku przez szwedzkiego żołnierza 27.08.11, 18:35
      Odkrycie rudy cynku przez szwedzkiego żołnierza

      W czasie wojny trzydziestoletniej Miechowice koło Bytomia zostały zajęte przez wojska szwedzkie. Ich wódz zamieszkał w zamku należącym do wsi. Oficer ten doskonale znający się na rudach penetrował tereny wokół Miechowic i odkrył koło Szarleju rudę cynku. Założono tam kopalnię a dzięki wydobywanej tam rudzie rozpoczęto produkcję mosiądzu
    • madohora Karol Godula 28.08.11, 11:13
      Karol Godula wywodził się z biednej rodziny. Mimo tego udało mu się w krótkim czasie zdobyć olbrzymi majątek. Wielu podejrzewało go że doszedł do tego w nieuczciwy sposób a wręcz o paktowanie z diabłem. Ludzie bardzo bali się tego mrocznego, zamkniętego w sobie i unikającego ich milionera. Podobno po śmierci Godula żył dalej w postaci straszydła. W Orzegowie ludzie opowiadali, że we wietrzne, jesienne noce mężczyzna bez głowy goni po ulicach i każdemu kogo spotka głowę ukręca. Ta zjawa musi być duchem Goduli.

      Legendy Górnego Śląska
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.08.11, 11:15
      Gdy byłam w Orzegowie w wietrzny, deszczowy jesienny poranek zaczepił mnie jakiś mężczyzna o niezbyt "zachęcającym wyglądzie" ii na skróty poprowadził do przystanku przy miejscowym cmentarzu (byłam umówiona w takim dziwnym miejscu). To na pewno musiał być ów duch. Zresztą nie zawsze to co wydaje nam się zewnętrznie brzydkie musi budzić w nas odrazę, czasem gdzieś tam w środku kryje się dobre serce.
    • madohora Srebrny bruk Goduli 28.08.11, 11:30
      Srebrny bruk Goduli

      Dla Karola Goduli jedyną wartością w życiu było skupianie i pomnażanie niezmiernego majątku. W głębi duszy marzył też o otrzymaniu tytułu szlacheckiego.
      Gdy król Fryderyk Wilhelm IV miał jechać koleją przez Rudę na polowanie do Pszczyny, Godula polecił udekorować budynek dworca. Sam zaś stawił się z załogami swych hut i kopalń oraz orkiestrą na powitanie króla. By zwrócić na siebie uwagę monarchy sprawił mu również drogocenny prezent. Król jednak nie zważając na przygotowania przejechał przez Rudę nie zważając na Godulę. Godula zawiedziony niepowodzeniem planu postanowił się zemścić. Polecił podłogi swego domu wyłożyć królewskimi talarami i to wizerunkiem króla do góry, tak aby po podobiźnie stąpał. Gdy doszło to do dworu monarcha zagroził Goduli więzieniem, nie pozostało mu nic jak tylko posłuchać. Ale miał satysfakcję, że zniewaga poskutkowała.

      Legendy Górnego Śląska
    • madohora Godula w Szombierkach 28.08.11, 11:38
      W Szombierkach o północy pojawia się Godula i pędzi bezszelestnie w kierunku huty Godula. Jego wóz jest ciągniony przez dwa kare konie, którym z nozdrzy i pyska bucha ogień. Niekiedy na wozie widać też trumnę. Kto tę zjawę przypadkowo spotka ten jeszcze tego samego roku musi umrzeć. Ci natomiast, którzy specjalnie na ten wóz czekają zostaną na długo oślepieni i będą chorowali na oczy.
      • madohora Próba Goduli 28.08.11, 11:49
        Karol Godula był miłośnikiem zegarów, których posiadał bardzo dużą ilość. Pieczę nad nimi przekazał sekretarzowi prowadzącemu także księgowość. Człowiek ten przez lata pracy zżył się ze swoim panem i doskonale się z nim rozumiał. Jednak Godula nie do końca wierzył swojemu sekretarzowi. Postanowił wystawić go na próbę. Zaplanował podróż do Wrocławia zostawiając mu wszystkie klucze od drzwi i szaf do użytku według potrzeb. Tylko jednego miedzianego, małego kluczyka miał użyć tylko wówczas, gdyby przyszła wiadomość o śmieci Goduli. Księgowy został sam i otwierał wszystkie szafy by do woli pobawić się zegarami. Tylko zabronioną szafę mijał z daleka choć oczywiście ciekawość go męczyła. W końcu na trzeci dzień nie mógł już wytrzymać i otworzył drzwiczki. W tym samym momencie z szafy wychyliła się ręka i mocno uderzyła go w twarz. Był to sam Godula, który udając że wyjechał ukrył się w szafie by sprawdzić wierność swojego sługi.

        Legendy Górnego Śląska
    • madohora Karol Godula- życiorys 28.08.11, 11:54
      Karol Godula (polska pisownia), Karl Godulla (niemiecka pisownia), Carolus Godulla (ur. 8 listopada 1781, zm. 6 lipca 1848 we Wrocławiu) – górnośląski przedsiębiorca. Godula położył znaczne zasługi dla Rudy Śląskiej i dla rozwoju gospodarczego Górnego Śląska.
      Został ochrzczony w drewnianym kościele w Przyszowicach (obecnie, przeniesiony, znajduje się w Borowej Wsi). Początkowo chodził do ludowej szkoły w Przyszowicach, później w 1793 r. ze względu na wybitne uzdolnienie dziecka rodzice przenieśli go do gimnazjum cystersów w Rudach Wielkich. Następnie uczył się od 1798 r. w liceum w Opawie.
      W 1801 r. Karol Godula rozpoczął pracę u hrabiego Ballestrema. Dzięki swojej inteligencji szybko awansował na zarządcę majątku hrabiego. W 1809 r. Ballestrem nadał mu tytuł "Amtmanna" (ekonoma), a 5 lat później mianował go głównym ekonomem swoich dóbr.

      W 1812 r. rozpoczęto budowę huty cynku "Karlhütte". Hutą zarządzał Godula, a w 1815 r. dostał od swojego pracodawcy 28 kuksów (udziałów) w hucie. W 1828 r. otrzymał drugie tyle kuksów w hucie. Karol Godula zaczął pracę na własny rachunek.

      Pierwszą kopalnię "Maria" zbudował Karol Godula w roku 1823. Kopalnia zajmowała się wydobyciem galmanu, a działała do 1895 r. Dzięki zarobionym pieniądzom Godula kupił dobra ziemskie: Orzegów, Szombierki, Bobrek, Bujaków. Zakupił także kopalnie "Stein" i "Rosalie" oraz huty "Morgenroth" i "Gute Hoffnung". W latach 20. XIX wieku kryzys przeżywały huty cynku. Wielu przedsiębiorców zbankrutowało, jednak Karolowi Goduli udało się wtedy zwiększyć swój majątek.
      W dniu śmierci Karola Goduli jego majątek szacowano na 2 miliony talarów. Na majątek składało się: 19 kopalń galmanu, 40 kopalń węgla kamiennego, 3 huty cynku, 28 kuksów w hucie "Karol", do tego dochodzą tereny: Orzegów, Szombierki, Bujaków, Bobrek, Paniowy. Dla porównania średnia pensja nauczycielki (bardzo dobrze płatna) rocznie wynosiła około 300 talarów.
      Karol Godula zmarł 6 lipca 1848 roku.

      Źródło: Wikipedia
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 25.02.16, 23:40
        Floryan Szary

        Rumiane słońce nad Polską wstało
        Wielki pamiętny nastąpił dzień
        Miecz bohatera zajaśniał chwałą
        Roty krzyżackie pierzchły jak cień

        Pomszczone krzywdy i łzy sieroty
        I gwałt ołtarzów i ojców krew
        Wróg uciekł z pola z klątwą sromoty
        A za nim gonił zwycięzców śpiew

        W polu gdzie wrzała przed chwilą bitwa
        Gdzie grały strzały i broni szczęk
        Dziękczynna w niebo płynie modlitwa
        Z nią konających błagalny jęk

        Skończone modły, powstał król dzielny
        Młodzieniec z ducha choć starzec z lat
        Bo kto w dniu jednym jest nieśmiertelny
        Ten wiecznie młody jak Boży świat

        I król przebiegał skrwawione pole
        I bohaterską nachylał skroń
        Tkliwy na braci nędzę i bóle
        Wyciągał ku nim ojcowską dłoń

        Tam rycerz ducha nim odda Bogu
        Wspomina miły rodzinny dom
        I widzi młodą żonę na progu
        Więc srogi mu jest wyroków grom

        Pierś co przed chwilą nadzieją brzmiała
        Gdzie żywo serca uderzał dzwon
        Jak potrzaskana lutnia zmartwiała
        Żaden już w niej się nie ozwie ton

        Tam leżał we krwi wojownik stary
        Przeszyty srodze od pięciu strzał
        Imieniem Floryna tak zwany szary
        A wielką w boju sławę on miał

        Król nań spojrzawszy zżalił się srodze
        I rzecze: Bracie widzę twój ból
        Mów czego żądasz ja cię nagrodzę
        Jeżeli żyć będziesz bom ja twój król

        A on mu na to to mniej mię boli
        Niżli zły sąsiad, niżli mój wróg
        co niecnie szydzi z mojej niedoli
        Co domu mego najechał próg

        Nie dość że wydarł mi ojcowiznę
        Wiele mi innych przyczynił strat
        Zasiał niezgody straszną truciznę
        Odkąd zamieszkał wśród naszych chat

        W nasz ogród wśliznął się jak gadzina
        I rzucił zdrady na serca cień
        Brat nie poznaje brata, przeklina I ściąga gniewu Bożego dzień

        On zburzył szczęście cichego sioła
        W krwi naszych dzieci zaszczepił jad
        On wstyd poczciwy starł z niewiast czoła
        Wszędzie stóp jego czarny jest ślad

        Wyrwij mnie królu z mocy sąsiada
        Co wiarołomstwa i zbrodni znan
        Bo biada starej głowie mej biada
        Jeżeli żywot ocalę z ran

        Więc król mu na to Floryanie szary
        Za krew przelaną nagrodzi Bóg
        Bo kto Ojczyźnie dochowa wiary
        Przed tym drży piekło i pierzcha wróg

        Bądź dobrej myśli w potomne wieku
        Pamiętny będzie podjęty trud
        Bóg cię osłoni tarczą opieki
        I on podniesie zacny twój ród
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.02.16, 14:16
        -3-
        Te słowa biednemu sercu sieroty
        Wyryte odtąd złotemi zgłoski
        Nadały hart jej naddziałów cnoty
        I marą były mi życia troski

        Nie miałam matki, ojca ni brata
        Dawno pod trumny oni śpią wiekiem
        Ale znośniejszą była mi strata
        Bo miłość ziemi wyssałam z mlekiem

        Płochej rozkoszy czarów nie znałam
        Nie dla mnie złotych motylów kwiatki
        Bo jak samotny krzew wyrastałam
        W serca i z serca ziemi mej matki

        Ona mem była szczęściem i światem
        A moją chwilą wspomnień jej chwała
        I ten był moim kochankiem bratem
        Kogo swym stróżem ona uznała

        Z pośród rycerzy znanych mi wielu
        Wybór na ciebie padł Samuelu
        Bo byłeś mężem sercem i głową
        A w twarzy twojej czytałam blizny
        I na najświętsze przysiągłeś słowo
        Że będziesz wiernym mężem ojczyzny

        Jesteś mym mężem, więc porzuć żale
        Nie czas dziś myśleć o losie żony
        Ja sama z synem stanę na wale
        Słyszysz? Kraj wzywa nas do obrony!

        Rzekła i ręką na wał wskazała
        Krasą jej słońca jaśniały lica
        A kiedy zbroję lśniącą przywdziała
        Wybiegła groźna gniewem jak lwica

        Ona najpierwsza stanęła w dziele
        Za nią Samuel Chrzanowski bieży
        A widząc panią zamku na czele
        Garnie się zewsząd zastęp rycerzy

        Wiec przez dzień cały z chorągwią w dłoni
        Jak Anioł mściciel z mieczem i w zbroi
        Z aureolą świata na skroni
        Niewiasta - rycerz na wałach stoi

        I przez dzień długi do późnej nocy
        Piorunnym hukiem ziemia jęczala
        A serca mężnych szydzą z przemocy
        nie ustają bić z wałów działa

        Legendy Polskie - 1862
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 27.02.16, 15:39
        -9-
        Znowu rok mija i ranek dnieje
        Hukiem dział ziemia zadrżała święta
        Z dymem uchodzą wrogów nadzieje
        Bo twierdzę broni moc niepojęta

        I znów jak wczoraj tam u wyłomu
        Śnieżną chorągwią suknia powiewa
        Jak groźna wieszczba pogan pogromu
        Co serce Baszy trwogą przeszywa

        Nigdy rad polską pono dzielnicą
        W cudnejszej krasie słońce nie wstało
        Miecz w każdym ręku lśnił błyskawicą
        A czoła zorzy świtały chwałą

        Nagle rycerze z Trembwoli szczytów
        Widzą z podziwem w obozie wroga
        Jakby grom wypadł z czystych błękitów
        Powstaje wrzawa i rośnie trwoga

        Toczą się działa, chorągwie lecą
        Jako śnieg w słońcu znikły namioty
        Jeszcze księżyce nad niemi świecą
        Ale w tumanie giną już roty

        W tem z dala ziemia jęknęła gromem
        Jakby świat cały z posad się walił
        Niewiasta stojąc ponad wyłomem
        Woła - o bracie Bóg nas ocalił

        Słyszę głos jego to mściciel Boży
        To nasz Jan III przybył na sławę
        Nim słońce głowę do snu położy
        On skosi mieczem wrogów jak trawę
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 30.04.16, 18:43
        Dawne roczniki wspominają często o straszliwych wypadkach zamieniania dzieci przez boginki i podają zbawienną radę dla strapionych matek. Otóż należy dziecko przemienione głodzić, bić i wogóle okrutnie się doń odnosić, a wówczas matka takowego dziecka, nocnicą zwana, ulituje się nad pastwionem maleństwem, nie wytrzyma i weźmie je sobie z powrotem, zwracając równocześnie prawowite niemowlę prawowitym rodzicom.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 18.09.17, 17:17
        Jacek, zabrawszy z kościoła Najświętszy Sakrament i posąg Matki Bożej, przeprawił się suchą nogą przez Dniepr w czasie napadu Tatarów w 1240 roku. Z tej legendy wywodzi się tradycja Matki Bożej Jackowej, której najstarsza rzeźba jest przechowywana dzisiaj w Krakowie
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 04.10.17, 14:19
        I jeszcze jedna legenda, taka jakich wiele w zamkach a więc Legenda o Białej Damie. Ponoć dawno, dawno temu strażnik zamkowy miał piękną córkę, która bardzo podobała się właścicielowi zamku toszeckiego. Zapragnął pojąć ją za żonę, ale ojciec
        nie chciał się na to zgodzić. Rozzłoszczony tym właściciel zamku rozkazał pobić ojca dziewczyny i ledwo żywego wypędził z Toszka. Jego piękną córkę uwięził w zamkowej wieży, gdzie zmarła z tęsknoty i głodu. Kiedy nieszczęśliwy ojciec po latach wrócił na zamek, dowiedział się o tragicznym losie swojej córki. W odwecie rzucił na zamek klątwę, która miała obrócić budowlę w ruinę. I tak rzeczywiście się stało. Na zamku wybuchł pożar, który całkowicie strawił jego wnętrze. Od tej pory raz w roku duch dziewczyny przechadza się po dziedzińcu zamkowym, bo wciąż nie zaznał spokoju.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 15.11.17, 22:59
        0 MORACH
        Był jedyn szewiec a ón szył, a wiecznie go ta drzymka brała. A tak sie zniżoł, zniżoł. Nie wiedziol, co mu to je. Aż roz prziszoł jedyn gospodorz se dać bóty uszyć a tyn sic mu użaloł, że jako wieczór na chwile
        robi, a za chwile że go drzymka weźnie, a nie idzie sie obudzić. I że stanie taki unawióny, że aż hruza. A prawi: „Podziwej sie, jaki móm eucfleki po siebie“. Miol taki zagryzki. A ón mu powiado: „Wiysz, co ci
        powiym. To cie mora dusi“. — „Nale loboga, jakóż to z tóm moróm zrobić, aby mie nie dusiyła?“ Nó mówi: „Nagotuj se nożyce a óna sie, ta mora, to je duch, zamiyni w cokolwiek. I przelezie i przez malóm szparkę. Jak cie chce podusić, to cie podusi“. No i tyn szewiec se też nagotowoł, a ta mora prziszła. A eszcze była za dwiyrzami. A tyn szewiec sie tak bróniół tymu spaniu, a nie chcioł usnyć. A ta mora za tymi dwiyrzami: „Szsz, szszewiec, szszewiec, je, jeszszcze szszszszszyje“. A óna uż chciała iść na niego, ni, bo uż było ku północy. A szewiec eszcze szył, tak ni miała prawa, bo nie społ. Ni? A óna go naprzód dycki unawiyła, a potym tóm krew cyckała. Nó. I zaś na drugi dziyń se nagotowo»! nożyce. A teraz uż zaś czuje, że mu coś za dwiyrzami szybrzikuje. A jak przez tóm szparę sie cisła,była zamiynióno w reżne ściebło, ón wzión nożyce a ustrzignół trochę tych fusów z tego reżnego ściebła. A to była baba. Prziszła rano do niego, prawi: „Podziwej sie, Francek, coś mi zrobiół. Obie rynceś mi ustrzignół“. A że sie to podobno taki dziecio narodziyło, co miało zymby. A że jak
        mu dali kołek, to chodziyło drzewa cyckać, a jak mu matka dała pierś, tak tych ludzi
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 23.04.19, 19:54
        SM. O czterech głupich kobietach. (Jedna miała się za ptaka, druga nie umiała szyć, trzecia nie wiedziała zkąd brać światła, czwarta chciała nieboszczykowi do nieba posłać bieliznę.) Mąż z żoną, mieli na wsi nie wielkie gospodarstwo. Mąż posłał żonę na jarmark z krową i kurą do sprzedania. Tu zbliżył się do niśj rzeżnik i pyta: „Wiele chcecie za krowę?*—Ona odpo wiada mu: „Krowę sprzedaję razem z kurą; krowę za 2 złote, a kurę za 25 złotych*.—Kzeźnik pomyślał: jedno przy drugióm nie jest tak drogie; więc zapłaciwszy ile żądała, spojił ją według zwy czaju wódką. Pijanej i bezprzytomnćj zabrał następnie pieniądze, poczśm wsadził ją najprzód do beczki smoły, a potem utarzał w pierzu, że baba wyglądała jak straszydło. Na drugi dzień, baba przespawszy się, nie może rozpoznać samej siebie i mówi: „Czy ja zwierz czy nie zwierz? pójdę do domu, jeżeli psy nie będą na mnie szczekać, a cielęta ryczeć, to będę człowiek; jakby psy szczekały, cielęta ryczały, to będę ptak.* — Przychodzi do domu, nie zastaje męża, tylko psy szczekają i cielęta ryczą 1 ). „Więc jestem ptakiem* mówi i wyszła na drzewo; tu ręce wznosi i chce latać. Mąż tymczasem nadbiegłszy, widzi, że coś się tłucze dziwnego na drzewie; bierze kija i chce ją bić. — „Nie bij mnie mężu, bom twoja żona*, wołała baba.—„Jak-eś moja żona*, odpowiada chłop, „to zchodź z drzewa, żebym ci się przypatrzył*. — Dopieroż ona zeszła i wyznaje, za ile krowę i kurę sprzedała, ale ją rzeźnik spojii obrał z pieniędzy, poczem taką z niój zrobił maszkarę.„Trudno”, rzekł chłop, „byłaś głupia i będziesz głupia; więc żebym mógł żyć dalej z tobą, muszę iść w świat, i wyszukać trzy podobnie tobie głupie baby”. Wybierając się w drogę, wziął chłop z sobą siekierę, młotek, i dłutko. Długi czas wędrując, przychodzi on do jednój baby, która mężowi sz) r ła koszulę, ale w tej koszuli nie było wyciętych dziur ani na szyję ani na ręce. Mając mężowi swemu wdziać uszytą już koszulę, baba ta chciała przekłuć dziurę patykiem, i mówi po dróżnemu: „Mój przyjacielu, żebyście wy co poradzili na włożenie koszuli, zapłaciłabym wam ile byście chcieli.”—Ów podróżny wziął siekierę i na pniaku wyciął w koszuli dziury na szyję i ręce, ale sobie za tę sztukę kazał dać 300 złotych. Zabrawszy. dane przez głupią babę pieniądze, poszedł dalej. Po niejakim czasie dostał się znowu do jednej wsi, w której inna baba, że w jej chałupie bez okien widoku nie było, wnosiła słońce wiadrem wody do chałupy (że się woda we wiadrze od słońca lśniła). Zdziwiony chłop pytał się baby: „po co ona się męczy, próżna to robota”.—Odpowiedziała mu: „że skoro pomimo wnosze nia słońca wiadrem, i tak widoku w izbie niema, przeto niechby jej co doradził, a za radę hojnie mu ona zapłaci”. — Chłop wyrąbał w ścianie okna i zaraz był widok, ale za tę sztukę kazał zapłacić sobie 300 złotych. Niemądra baba dała żądane pieniądze, z któremi podróżny poszedł w dalszą drogę. Gdy przybył znowu do innej wsi, wyszła z jednej chałupy baba, pytając go: „Zkąd jest rodem i gdzie idzie?” — Chłop odpo wiedział, że przychodzi z królestwa Judzkiego”. — Baba sądziła, że mówił: z Niebieskiego, a więc niecierpliwie zapytuje: „Kiedy idziecie z Królestwa Niebieskiego, to powiedzcie: czyście nie widzieli tam albo nie poznali mego pierwszego męża Piotrusia, zmarłego przed kilku laty”.— „A cobym nie znał”, odpowie chłop, „nie dobrze mu się powodzi, Chodzi bez butów i w jednej koszuli, co mu się już zdarła, żebyście-no co posłali przezemnie, tobym wracając zaniósł”. „Mój dziadku”, rzekła baba, „dam wam dla niego skrzynkę z bie lizną i przyodziewą”. — „Ho, ho, ho, gosposiu”, mówi chłop, „na plećach nie uniosę tego w tak daleką drogę, dajcież wózek i konia, co się pasie na łące”. — Baba dała skrzynkę z rzeczami, konia i wózek podróżnemu, który zabrał to i odjechał do swego Judzkiego kraWkrótce nadszedł mąż tej kobiety i zdziwił się, że nie ma w domu konia, wózka ani skrzynki. Gdy mu całą rzecz opowie działa, rozgniewał się srogo i rzecze: „Dałaś się okpić oszustowi, szukajże teraz głupia konia, wozu i skrzynki". Wziął drugiego konia ze stajenki i pojechał za podróżnym. Ten zaś jadąc a widząc że go mąż baby goni, ukrył konia z wózkiem w krzakach, i siadłszy nad wąwozem przy drzewie na którego gałęzi zaczepił kawałek końskiego ogona, patrzy się do góry. Nadjechał goniący konno i pyta podróżnego: „Kumoterku, nie widzieliście drugiego siwego konia jak ten na któiym jadę?" — „Oj widziałem", odpowie podróżny, „bo jeżdżą na nim po niebie; patrzcie, oto włósie, jak wjeżdżał w niebo, kawałek mu się ogona o drzewo zaczepił; jeżeli się chcecie o tern przekonaó, to połóżcie się na ziemi i patrzcie z boku do góry, a z pewnością zobaczycie waszego konia w niebie". — Chłop goniący zsiadł z konia, położył się na ziemi i wlepił oczy w niebo; ale że tego konia na którym przyjechał uwiązał u płotu, więc podróżny duchem go odwiązał, wskoczył nań i w nogi. Zamiast jednego, miał tedy podróżny już dwa konie z wózkiem i temi szczęśliwie zajechał do domu. Stanąwszy przed chałupą, zastał swoją głupią żonę niezmiernie zatrudnioną. „Co ty robisz?" pyta jej się.— Ona odpowiada: „Pod czas twej niebytności nie próżnowałam wcale, i zasiałam całą beczkę soli; jak będzie rok suchy, to ona pewnie zejdzie; a jak mokry, to chyba przepadnie".—„Oj ty głupcze!" rzecze mąż, „chcąc dosiedzióć z tobą resztę żywota, musiałem wyszukaó przynajmniej trzy jeszcze baby równie jak ty głupie, bo mądry człowiek nie wyżyłby na świecie, gdyby się nie starał otoczyć towarzystwem głupców, z któ rych korzyści ciągnąć dla siebie może.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 01.07.19, 12:54
        Praktykowano też wiązanie zwłok, przybijanie ich gwoździem lub wkładanie do ust kawałka żelaza.

        Charakterystycznym zabiegiem było też nadpalanie kości, najczęściej nóg, by uniemożliwić wampirowi chodzenie po śmierci. Albo chowanie zmarłego bez butów. Za najskuteczniejszy sposób uznawano jednak przebicie osikowym kołkiem. Ten typ pochówku jest jednak rzadko znajdowany, jako że drewno z biegiem czasu się rozkłada. W Polsce znany jest tylko jeden taki przypadek. Jeżeli archeolodzy ostatecznie potwierdzą, że gliwickie groby to pochówki antywampiryczne, będzie to największe takie znalezisko w Europie. Dzięki „wampirom" Gliwice stały się sławne w całym świecie, pisano o nich nawet w prasie afrykańskiej.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 07.10.19, 00:03
        O młynarzu.
        Był tćz to jeden menarz (młynarz), a ten menarz to nigdy niemógł posnia(u)dać, poka kogo nie osydził (oszukał); przed śnia daniem. I jeden dzień chodzi po inónicy (młynicy) i nimoze żadnego osydzić; byli menacy (młynarczycy) ale się nie dali juz osydzić. I przysed do izby i powiada: Zono moja, jak mi się tez chce jeść, juz niedaleko połednie, a ja jesce nie śniadał. A ona mu powiada: > Mógbyś tych figli poniechać, a móg byś tez bez tego pośnia(u)dać. A on: Nie mogę, poka kogo nie osydzę. I otworzył sobie okno i dziwał się na dwór. Ujźrzał tam owcarza pod borem owce paść, powiada: Moja zono. pasie owcarz pod borem, to ja pójdę i jego osydzę. On zased do niego, powiada mu: Jakoż bracie [ 173 ] GÓRNY SZLĄSK 35 owea(u)rzu, nie widziałeś tu mego kamienia, wysed mi ze mćnice i nie wiem, (g)dzie mi posed. A owcarz mu powiada: Bracie mena- rzycku, widział, przed małą godzinką tu ten kamień, płynął po — rzóce i pies na nim siedział i mąkę ś niego lizał. A ón mu po wiada: Bracie owcarzu, toś ty jesce więksy wickłac, jak ja; jako by to móg kamień po wodzie płynąć i pies jesce na nim siedzieć; weź ty te owce a zazeń do dom i oddej panu, i my pójdziemy we świat i będziemy osydzać i dobrze się będziemy mieć, i zarobiemy sobie wielkie piniądze. I owcarza namówił, i owcarz owce pognał do domu i panu owce oddał. A pan mu powiedział: Cyli mas mało zasługi, aby ornaryje? To ja ci dołożę, jak mas za mało. A on: Nie mam mało, ale juz tu żyć nie będę. I pan mu zapłacił wsyśtko co do grosa i ón się zaraz wyniós na wieś. Jak się wyniós na wieś i posed do tego mćnarza, powiada mu: Bracie mynarzu, juz-eh jes(t) terazki casowy. mozem iść pospołu do światu. I zabrali się i pośli. I przyśli pod jedno miasto; powiada mćnarz owcarzowi: Idź terazki do tego miasta sydzić. A ten owcarz: Idź ty bracie, boś ty jes(t) mądrzejsy, jak ja, a ja tu zostanę przed miasty a ja twoję prawdę ci oświacę (oświadczę). I ten mćnarz posed do miasta, C a w ten dzień prawie był targ. I przywióz tam jeden chłop ptaka I na sprzedaj w klatce i ludzie się do niego schodzili i na tego ptaka się dziwowali, ize taki wielki jes(t). I ón mćnarz powiada do tych ludzi: Moi ludzie, co wy się tak dziwacie na tego ptaka. A óni mu powiedzieli: C(ł)owieku, jak ino żyjemy na świecie, tak my takiego ptaka wielkiego nie widzieli. A on: Ludzie, w moim kraju, z kąd-ech ja jes(t), to są takie ptaki wielkie, ze jak panu śniesie jajko na łące, a ten pan nie chce mieć tego ptaka, zeby mu tam wyląg(ł), to musi naijmać dwadzieścia ótery chłopów a każdy musi mieć zielazny drąg. co te jajko skulają z łąki temi drągami. Ci ludzie mu powiedzieli: A prawda to c(ł)owieku, to my pójdziemy oglądać tego ptaka s wami. co to może być za ptak wielki, co takie ma jajko wielkie. Tak się zebrała bardzo wielka kompanija luda, i idą, az za miasto przyśli. I ten owcarz powiada: Ludzie (g)dzie to idziecie, tćle was idzie? — Oni: A idziemy z tćm c(łjowiekiem obejźrzćć takiego wielkiego ptaka. A ten owcarz po wiada: Prawda jes(t), bo ja jes(t) tam ztąd. możecie mi wierzyć. I tak powiadali ci ludzie: Poskładamy wam się po paru grosach, a my juz tam nie pódziemy s wami. Jak przydzieiny do domu, to tćz będziemy wiedzieć, co w doma powiedzieć, ize w tej ziemi takie ptaki wielkie są. I tak się naskładadali po paru grosach, i tych piniędzy było sto talarów. I ten mćnarz te pieniądze odebrał i pośli do drugiego miasta. I zaśli pod te drugie miasto i powiada ten mćnarz: I ty bracie owcarzu idź do tego miasta, a sydź tak. co nasydzis sto talarów, tak jak-ech ja nasydził, a ja tu zostanę osed do tego miasta a mćnarz został pod miastem. I w ten dzień prawie był targ. I w tern mieście murowali murarze kamienice bardzo wysoką; ludzie się schodzili, jak to na dziwy wielkie, jak to ci murarze poradzą postawić ze ziemie taką kamienicę. A ten owcarz posed do tych ludzi i powiada: Moi ludzie, cóz wy się tak dziwacie na tę kamienicę?—A oni: C(ł)owieku, eózby my się nie mieli dziwać. kiedy my, jak żyjemy na świecie, nie widzieli takiej wysokiej kamienice ze ziemie postawić. A on rozśmiał się i po wiada: Ha, ha. ha! to jes(t) mała kamienica do nasój; u nas są takie kamienice, jak se kokot wleci na dach, to sobie biega po dachu a dzióbie sobie po gwia(u)zdach. Tak oni mu powiedzieli: 0(ł)owieku, to my pódziemy s wami obejźrzyć te kamienice, co by to były za wielkie takie. Tak się zebrała wielka kompanija luda. i pośli z tym owcarzem, i zaśli az za miasto, gdzie mćnarz stał i ten się ożywa: Ludkowie. gdzie wy idziecie, taka wielka kompa nija was? — A oni mu odpowiedzieli: Idziemy z tym c(ł)owiekiem do jego ziemie, zeby zobacyć te wysokie kamienice, co kokot biega po dachu, i dziubie se po gwiazdach. A ten menarz powiada: Mo żecie mu wierzyć, bo ja tam jes(t) ztąd. Tak oni się znów po paru grosach poskładali i nazad się do dom powra(u)cali. Mćnarz po wiada: Widzis bracie owcarzu, juz mamy dwieście talarów, lepsej po świecie sydzić i piniądze letko zarobić i dobrze się mieć, niz rnie na monie (młynie) ciężko pracować, a tobie się za owcami na słońcu palić; pódź, teraz się powróciemy nazad do dóm. Przyśli do jednej karćmy na nocleg, i dali sobie przynieść dobrego jadła i dobrego picia na kolacyją, i za to nic nie zapłacili. I dali se przynieść pościel dobrą cło spania. I temu karcmarzowi powiedzieli: Jak nazajutrz wstaniemy, to za wsyśko zapłaciemy. I ten owcarz usnąn. a menarz nie spał. I ten menarz zebrał wsyśkie piniądze do siebie, i w nocy od tego owcarza uciek z tćj pościeli. I ten owcarz przecucił, patrzy wele siebie, mónarza ni ma. I sobie powiada: Miły Boże jedziny, jako tu se mną bćdzie, my tyle przejedli na kolacyi i przejedli, i w pościeli my się przespali, i cćm ja teraz zapłacę, kiej ja ani grosa przy sobie nimarn; i ten menarz pewno uciók z pićniądzami i mnie tu teraz do więzienia wsadzą. I ón sobie jescc pomyślał: Kiejs ty menarzu uciek, to ja tćz za tobą będę patrzeć uciec. I ten owcarz z ty karćmy za tćm mćnarzem znów uciek(ł). i leci drogą, a r-zał tak, jak kóń. I przy tej drodze była pastwa (pastwisko), i na tej paustwie były talde krzaki; i ten mćnarz do- s(ł)vchnąn ize leci kóń i r-zał, i stanąn przy drodze za jednym krzakiem i myślał sobie: Z pewnością tutaj który koń pozostał na pa(u)sy (paszy); kieby ja jego móg złapać to-bych na niego siad, co by-ch móg temu owcarzowi uciec- I przyleciał owcarz az cło krzaka i za-rzał głośno, i mćnarz wystąpił na drogę, temu koniowi A owcarz: A ha bracie, tutaj-ś jes(t)? Siadaj na ziemię a dawaj piniądze, będziema się dzielić; widzis bracie, tam w tej karcmie my tela przejedli i przepili i w pościeli my się wyspali, a tyś z pi- niądzami ucićk; jakby mnie byli złapali, toby mnie do więzienia byli dali, bo ja nimiał piniędzy ani grosa przy sobie. A rnćnarz powiada: Nie gorz się (nie gniewaj się), boć-ech tak chciał zrobić, bo my się dobrze najedli i napili a nic-emy nie zapłacili, i to zaś piniędzy więey będziemy mieli, a pódź do domu, w domu się pi- niądzami dzielić będziemy. Jak przyśli do dom, tak się piniądzami rozdzielili, a jesce przypadło dać temu owcarzowi (ten menarz) seśó grosv. I ten menarz powiada: Ni mam tych seści grosy zgod nych. przyńdź na niedzielę, to ci je dam. I owcarz powiada: Dobrze bracie, przyńdę. Przysło w niedzielę rano, powiada ten mćnarz swoji zonie: Przyńdzie owcarz po seść grosy, ale mu ich nie damy; ja przyniesę związkę słomy do komory i układę się na nię i tv mię przykryj białą płachtą i jak on przyńdzie. to ty płac i powiedz mu, izech ja juz umar, tak my mu tych seściu grosy juz nie damy. I ón owcarz w niedzielę po połedniu przysed i wlaz do izby, po wiedział: Dobre połednie. a menarka płace. A ón: Cóz płacecie? Ona: Cózbyrn nimiała płakać, kiedy juz mój mąz umar. A owcarz powiada: A skoda-ć, toć ja juz swoich seści grosy nie dostanę. A ona: Toć nie dostaniecie, boć ja ich nimom, a on ich nie da bo umar. I spytał się: A (g)dziez lezy ten was mąz? — A ona: A to sam w komorze lezy. I on komorę otworzył i zobacył go i powiada: A prawda, skoda-ć go, kiej-ć juz umar; dajc
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 07.10.19, 00:23
        O chłopaku, co służył w piekle
        Był jeden pan i nimóg żadnego lokaja przy sobie utrzymać. Co który przysed do nigo na s(ł)uzbę, tak przebył parę dni i pan go wybił i wygnał. I przysed taki niewielki chłopacek do niego i było mu na miano: Matysek. I za parę dni pan go wybił, i ten Matysek od niego u ciek. I ten Matysek sobie idzie drogą, a ku niemu jedzie pan ćtyrma końmi bardzo pieknemi. I jak się spotkali, tak ten pan wyjźdrzał z tój kolasy a powiedział: Chopacku, (g)dzie ty idzies?— A ckopacek odpowiedział: Ja idę do światu, bo mię pan wybił i ja od niego uciek. I ten pan: Chopacku, a nieprzy- jonbyś ty służby do mnie? —A ón: A cemu nie, przyjon bych. I ten cbopacek jesce pyta się pana, co będzie za robotę u niego robi(u)ł? — A pan: Nie będzies nic robił, ino będzies pod kotłem palił, ale musis u mnie służyć trzy lata, a jak trzy lata przesłuzys, to ci zasługę dam; ale musis się nie meć (myć), ani pacićrza nie mówić, ani paznotów u palców nie obcinać, ani się golić, ani głowy nie ostrzydz; będzies miał dobrze jeść i dobrze pić dostanies. I ten cbopacek powiedział: Panie, to się ugodzę. Pan odpowie: Dobrze, pódź teraz do kolasy se mną; pojedziemy do dom. A ten cbopacek: Jakoż ja pojadę panie z tobą, kiedy ty jedzies ku tej wsi, zkądech ja ucićk od tego pana, bo ja się tego pana boję, zeby mię zaś wybił. A ten pan mu odpowiedział: Siednij do kolasy, bo my tam nie pojedziemy. I on siad i pojechał ś nim. A ten pan, co cbopacka namówił, to był diabeł i te konie były diabły, i po tego samego pana lecieli, co ten cliopak u niego był. Tak. jak przywióz ten pan tego chopacka do piekła, tak go zawied do kotła, i pokazał mu, jak ma palić i jak ma w jednej mierze ogień w kotle trzy mać; a ten kocioł był nakryty, i co by chopak nie weźrzał do tego kotła, co tam jes(t). I pan diabeł mu powiedział: Terazki pal, bo ja do ciebie nie przyjdę, az za pół roku. I posed od niego (chopca) prec. I on cbopak pod ten kocioł drzewo przykładał i pali. I przysło półroku; i przysed diabeł do niego, zobacyć jak ón robi. Ale on bardzo dobrze robi(u)ł, jak nakazał ten diabeł. I powiedział mu ten pan (diabeł): Dobrze wsćsko jes(t), udało mi się, dobrze robis, tak rób, jak robis, to będzie dobrze, bo ja terazki juz do ciebie nie przyńdę, az twoje trzy lata przejńdą. I trzy lata przesły i pan (diabeł) przyseł, i bardzo mu się podobała ta jego robota. I tak mu powie: Mój Matyjusu, ugódź się u mnie jesce na śtyry lata. to będzie do kupy siedem lat; ja ci zasługi poprawię, i wicbtu i trunku. A on ckopiec: Panie, jesce zostanę u ciebie, bo mi tu dobrze. Jak ten pan (diabeł) odchodził, to mu jesce przykazał, aby meńsego ognia, ani więksego nie palił pod ten kocioł. I posed od nieI on przepalił znów półscwarta roku, a w tym kotle to ino coś tak sobie usiłowało: au-u-u, au-u-u, a-u-u! I on sam powiada do siebie: Juzech tu jes(t) półsiodma roku, a jescech do tego kotła nie wejźrzał; mam od pana zakazane, ale ja wejźrzę do niego, bo ja musę wiedzieć, co sobie tam tak usiłuje w onym kotle. I on odetkał troskę tego dekla, a tam siedzi ten pan jego, co go tak wybił, jak był na s(ł)uzbie u niego. I on Mateus mu powiada: Aha, panie, toś tu jes(t) w tym kotle? — A ten pan: Smiłuj się Matensu a nie kładź takiego ognia wielkiego pod ten kocioł. A on wzion, kocioł zawar(ł), i jesce więksego ognia poprawił i powiada mu: Jakeś mię ty panie wybił, tak ja ci teraz z-godzę dobrze. I on wielki ogień kładł, a ten pan bardzo se w tym kotle usiło wał. I jesce nie wyseł siódmy rok i ten jego pan (diabeł) przyseł do niego. I tak mu powiada: Mateusu, jakech od ciebie odchodził, przykazał ci. żebyś więksego ognia nie robił, ani do tego kotła zaglądał, a tyś tam wejźdrzał. A Mateus: Panie, ja słysał, co tak usiłuje w tym kotle, ja chciał wiedzieć, co tam jes(t), i ja-ch tam widział pana swego, co mnie na ty służbie wybił, i za to jesce mu lepsego ognia pod kotły poprawił. Ten pan (diabeł): Ujmij jedno drewko meny, a mensy ogień kładź, bo ja tu do ciebie nie przyjdę, az twój rok przejńdzie, i będzie siedm lat. I on go posłuchał i ujon jedno drewko menij, jak miał kłaśdź. I siódmy rok przysed, i ten pan (diabeł) do niego przysed i powiada mu: Słuchaj Mateusu, juz twój rok doseł; terazki sobie mozes iść na świat i sukaj sobie zony. i mozes się żenić, a jak sobie zonę (g)dzie wysukas, to przydź tu do mnie po zasługę; ja pojadę z tobą na twoje wesele. I ón Ma teus posed na świat. Idzie sobie drogą; kto go napotkał bardzo go się bał; w(ł)osy miał na głowie d(ł)ugie az na ramiona, broda d(ł)uga az po pępek, pazury u rąk d(ł)uzse jak palce, i carny tak, jak diabeł, bo bez całe siedem lat się nie mćł. (G)dzie zaseł do wsi, każdy powiedział: Diabeł idzie. (G)dzie zased do ka(r)cmy, wsyscy z ka(r)cmy ludzie pouciekali przed nim. I ón se wzion wódki, bułków, napił się, pojad i posed. Przychodzi ku drugi wsi i po wiada sobie: Miły Boże, cóz mnie się tez ci ludzie boją, kiedy ja sobie nie mogę dać głowy ustrzydz ani u rąk paznotów poobrzy- nać, ani się umyć, bo mi ten pan zakazał, abych się nieochłudził, az sobie zonę wynajdę. I przysed do tój wsi i wlaz do tej ka(r)cmy i tam trze panowie w karty grają. I ci dwa panowie ograli tego jednego pana ze wsćskich piniędzy, i ten pan przegrał jesce konia, kolasę i stangryta, i na ostatku jesce swoje dobra sadził, i te dobra przegrał. I ci dwa panowie powiedzieli temu, co przegrał: Teraz sobie mozes iść i do diabła. A tego Mateusa przy drzwiach, jak wlaz, nie widzieli. I ten pan co przegrał dobra, wstaje i dziękuje im za to, co go tak ograli ze wsystkiego; i zabiera się od nich odchodzić, a ten Mateus powiada: Panie, nie chodź! mas tu parę 1191 ] GÓRNY SZLĄSK 53 talarów odemnie, graj jesce ś nimi a niebój mię się, bo-ch ja jes(t) taki c(ł)owiek, jak ty, ale-cb był bez siedem lat na puscy. i tak-ech zarós i ocerniał. Ale óni wsescy trzech go się bali, bo myśleli prawie, ize to diabeł jes(t). I óni się znów dali do tych kart, i grali. I ten pan. co pozycył sobie tych parę talarów, tak tych dwóch panów znów ograł ze wsyskich piniędzy. Piniądze i dobra swoje poprzegrawali, on wygrał wsśsko od nich, i powiada: Terazki idź cie sobie obadwa do diabła. I oni pośli prec. I ten pan, co został, zapytał się Matyusa: A cóześ ty jes(t) za jeden? — On: Panie, nie bój mnie, bo ja nie jes(t) diabeł, bo ja-ch jes(t) taki c(ł)owiek, jak ty, ale był-ech bez siedem lat na puscy, tak-ech ocyrniał i zarós(ł), i teraz bych się rad ożenił, kiebych se móg zonę kędy wynajść. A ón mu powiedział: Mój kochany Mateusie. ja mam trzy córki, to ja tobie dam jedną, która cię będzie chciała, za to coś mnie ty pozycył tę parę talarów, co ja te dobra wygrał, i tak terazki po- jedzies do moich dobrów se mną. Pan wsiad do kolasy, i ón za nim; wsiedli i pojechali do domu. I jak przyjechali do domu, tak ten pan zawołał swoich trzech córków na dwór. bo onego nie chciał wziąść do pałacu, zeby się te panienki jego nie wylękały, ize taki carny był. I jak te panienki na dwór wylazły, tak im ten ojciec powiedział: Teraz moje córki powiedzcie mi, która będzie chciała tego c(ł)owieka, bo jedna s was trzech go wziąść musicie, bo ón mnie tak dobrze ucynił, co ja swoje wygrał nazad i drugich jesce dobra wygrał jeich. Tak, która go weźnie-cie, to ja jemu dobra jedne oddam i będzie panem. Ta najstarsa powiedziała: Choćby mnie zaraz diabeł wzion, tobych go nie chciała. Ta druga powie działa: Choćbych się zaraz utopić miała, to bych go nie chciała. Ta najmłoda powiedziała: Choćby mi inny we złocie stanon, to go nie chcę, ino tego. I diabeł przyseł, i wzion tę najstarsą córkę; i ta druga do studnie weskocyła i utopiła się. Tak on powiedział temu panu (ojcu córki): Pójdę do tego pana (diabła), co-ch u niego służył, po zasługę. I ón zaseł do piekła do tego pana po zasługę i powiada: Juz-ech sobie zonę wynalaz, teraz mi daj moją zasługę. A ten pan (diabeł) mu odpowie: Dobrze jes(t), Matejusku, idź sobie do domu, a idź do kościoła i weź ślub, a ja ta za tobą przyjadę na twoje wesele. Jak tam przyjadę, to tobie twoją zasługę odclam. I ten pan tej
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 13.10.19, 21:44
        Po krótkim zgiełku, zamek drzemie w ciszy, Z znamion odarte smutne sterczą wieże,W długich krużgankach nieliczni żołnierze Gwarzą o krwawych dziejach towarzyszy.Córka hetmanów w kwiecistśj swój celi, Wsparta na miękkiśm siedzeniu z makaty, W zadumie z listków obrywała kwiaty, Wonny kobierzec siejąc z róż i bieli.U nóg jśj także biała i różana0 jasnym włosie klęczała dzieweczka,Coś bardzo smutna i łzami zalana,Lecz także miała rumiane usteczka1 takie oczy z lazuru i słońca,Iż snać z jej twarzy łezkę przeźroczystą Śmiech łatwo spędzał i wnet w promienistą Zamieniał iskrę tęczy lub miesiąca.

        95Nad ogniem stoją dwie ciemne postacie: Starzec na kiju oparty o ziemię I piękny młodzian w jeńca wschodniej szacie. Na licach obu znać Kirgizów plemię —Na licach obu żal swe ślady ryje,Lecz dość raz spojrzeć na młodziana skronie, liaz widzieć wielkość co mu z oczu bije,B y poznać duszę, co mu gore w łonie;I by odgadnąć, że pojman za młodu,Miał być przewódzcą dzielnego narodu.Starzec doń ze czcią przemawia głęboką,I w twarz schyloną lepiąc bystre oko Zda się pocieszać, to znów napomina Z czułością ojca i pokorą syna.Młodzian stał milcząc nieruchomy, blady, Oblany ognia czerwonym połyskiem;Nagle się ocknął i dłoni uściskiem Wiernemu słudze dziękując za rady:„Starcze, zawołał, w żadnej ludzkićj mowie Niema wyrazu, co mój żal w ypow ie!W zbolałćj głowie w-ije się powoli j Myśl — ta nić czarna wysnuta z całuna; Chwilami zadrży jak pęknięta struna!W tedy się budzę... i jak serce boli! Namiętność życia targa śmierci szałem,Dusza się miota i spocząć nie m oże!
        86Długo pomocy Allaha błagałem —Dzisiaj zapóżno — mnie piekło wspomoże! Dzisiaj zapóżno! W y duchy podziemne Lejcie żar piekła, duszę spalcie — strujcie — A serce z piersi stłumionej w yzujcie,Bo jeszcze kocha to serce nikczemne!Kocha — choć ogniem nienawiści gore;Wre żądzę zemsty — to znów słabe, drżące, Za jeden uśmiech, jeden uścisk, skore Pod stopy lubćj rzucić serc tysiące\ ...Gdybym jak ojciec był księciem narodu,I na bój wodził wojowników krocie,Dawnoby gwiazda Koniecpolskich grodu Jaśniała w białym Kirgiza namiocie!Lecz jam niewolnik — spętany, zgnębiony, Mnie wić się podle — i gniewać się skrycie,I żuć wędzidło — i rwać się szalony,A jam tak młody i tak długie ży c ie !...O gdzieżeś! gdzieżeś mój koniu bułany,Me jasne niebo, mój stepie bez końca,Mnie duszą mury, krępują kajdany,Mnie brak powietrza, przestrzeni i słońca!“Umilknął. Rękę przycisnął do czoła, Chcąc siłą stłumić uczucia wezbranie; Lecz wpośród ciszy drzemiącej dokoła Tak dzikie z piersi dobyło się łkanie,
        9?Iż skrzydłem wiatru niesione przez wody Trąciło groźnie w okno Wojewody,I coraz słabsze płynęło pow oli,Jak cicha skarga miłosnćj niedoli,A ż przez okienko, sunąc między kwiaty, Wbiegło do jasnćj dziewiczej komnaty.A starzec dumał — i śledząc u góry Jasne gwiazd roje, na ziemi z pośpiechem Kreślił dziwaczne cyfry i figury.Wreszcie się podniósł z proroczym uśmiechem, A rzadko, uśmiech sine krasił u sta,Spojrzał dokoła, czy kto nie podsłucha?Lecz nie — noc ciemna, wszędzie cichość głucha, Drzemią namioty i równina pusta__„Synu, rzekł zwolna, nie rozpaczać tobie!Łzom nie przystało na twarzy Selima.Nam trzeba działać; bo spoczynek w grobie Temu należy — kto końca dotrzyma.Czy widzisz synu ten obłoczek biały Wśród niebios wielkiej zgubiony przestrzeni? Chmury go czarne długo zakrywały,Mdlał, księżycowych pozbawion promieni.A teraz — patrzaj! znikły chmur zasłony, Księżyc go blaski srebrzystemi pieści!13
        98I ty mój synu, bez chwały, bez części Wpośród chmur czarnych nieszczęścia rzucony, Niedługo ujrzysz twą smutną niewolę Zmienioną w hołdy pokornego ludu,I w stepie skrzydła rozwiniesz sokole: Czytałem w gwiazdach — spodziewaj się cudu ! Nim błyśnie zorza, wodze chrześcian pilni Zbiorą swe wojska w odzieźach ze stali,I Wojewoda z grodu się oddali,A my zostaniem przebiegli i silni.Broni nie braknie — gdy zapłacim w złocie, Dziewczyna lekka — a koń bystry w locie! Kozumiesz synu?"Śniada twarz młodziana Błysnęła, żywym rumieńcem oblana.Chciał coś przemówić, lecz wargi blednące Silne wzruszenia zawierało drżenie;A starzec Pana szanując milczenie,Patrzał ja k w słońca w oczy pałające,I snać w nich dobrą odpowiedź w yczytał,Gdyż dłoń Selima biorąc w obie dłonie,W iódł go jak dziecię i więcćj nie pytał,Aż znikli razem w namiotu zasłonie,A gorejące ogniska ostatkiI fale, wiatru toczone oddechem,Dzikićj rozmowy pozostałe świadki Szeptały długiem i przeciągłóm echem__-s * 8 - i -g s=-
        IV.Przed świtem w zamku pełno zgiełk u , w rzaw y: Tam zbroją ludzi, tu konie kulbaczą,Tam słychać śmiechy, tu kobiety płaczą, Wszędzie wre żądza do boju i sławyI wszędzie ręce do pracy gotowe,Tak, że gdy pierwszy promy czek złocony Przez mgliste ranku przedarł się zasłony, Oświecił zbroje i hełmy stalowe;Bo już stał w rzędzie jasny, okazały Kwiat polskićj młodzi z piersiami wrzącemi, Zelaznćm skrzydłem rwąc się na szczyt chwały, Sercem przykuty do ojczystej ziemi!Już w bramie czeka rumak niecierpliwy,Już ziemię grzebią polotne kopyta,Rwie się z rąk giermka i wstrząśnieniem grzywy Z radosnćm rżeniem swego pana wita.
        100Już przed wielkiemi kamiennemi schody,W srebrzysty pancerz i hełm złoty zbrojna, Stoi poważna postać W ojewody,Przy nim Nawojka smutna lecz spokojna.Już pożegnania pocałunek długi Żałośnie zawisł na perłowej skroni,I z oczu starca zpod żelaznćj dłoni Dwie łez gorących stoczyły się strugi.Już dosiadł konia — prawicy skinieniem Powitał wojsko stojące wokoło,I tysiąc piersi jednogłośnćm brzmieniem Okrzykiem wodza przyjęło wesoło.Na okrzyk wojska odpowiedział echem ,Jakiś śmiech dziki, szyderczy, przerwany, Gkłzieś z głębi ziemi — takim chyba śmiechem Uwiódłszy duszę śmieją się szatany.Zdziwieni wszyscy dokoła spojrzeli,Zkąd się odezwał ten głos niespodzianie;Lecz nikt się nie śmiał — i tylko widzieli,Jak się cień lekki przesunął po ścianie. Nawojka — czy ją przejął strach proroczy,Lub treść zagadki niemiłćj odgadła?0 mur się wsparła i nagle pobladła1 drżącą ręką zasłoniła oczy.
        101Lecz nikt nie zważał na dziewczęcia trwogę, Bo już czas naglił, już trąbki zagrały,Już biały orzeł pokazywał drogę,A za nim jasne proporce powiały.Biedna Nawojka na szerokie schody Wstąpiła smutnym i powolnym krokiem,I w ową stronę podążyła okiem ,Gdzie zniknął,w cieniu rumak Wojewody:I tak widziała, jako w rzędzie długim Szeregi wojska ciągnęły w przestrzeni,I jako jeden proporzec za drugim K rył się i niknął pośród drzew zieleni.Tam promień słońca, jak Boga spojrzenie, Światłem i ciepłem oblewał rycerzy I blask chorągwi, szyszaków, pancerzy Stokroć słoneczne odbijał promienie;A kiedy święta pieśń „Boga Rodzica11 Ostatniem echem wzleciała do góry,Do komnat zamku wróciła dziewica I promień słońca schował się za chmury. —-S3S--8--8SE&-
        102V .Po krótkim zgiełku, zamek drzemie w ciszy, Z znamion odarte smutne sterczą wieże,W długich krużgankach nieliczni żołnierze Gwarzą o krwawych dziejach towarzyszy.Córka hetmanów w kwiecistśj swój celi, Wsparta na miękkiśm siedzeniu z makaty, W zadumie z listków obrywała kwiaty, Wonny kobierzec siejąc z róż i bieli.U n
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 16.09.20, 00:21
        Kszysztofory

        Według innej legendy duchem "Białej Damy" ma być duch żony Sebastiana Lubomirskiego - Anny z domu Branickiej. Podobno po przedwczesnej śmierci swego męża miała zapisać duszę diabłu by go chociaż jeszcze raz móc ujrzeć. Żałując swego czynu pod koniec życia zaczęła oddawać się modłom i umartwianiu. Jednak to się nie udało i duch jej pokutuje po dziś dzień w pałacu. Widmo Anny Lubomirskiej miało się niejednokrotnie ukazywać pod postacią "białej damy" przepowiadając bliską śmierć lub choroby osobom które je widziały.
        W dawnych rocznikach Krakowa odnotowano opisy zdarzeń związanych z "Białą Damą" i tak w 1769 roku pałac pod Krzysztoforami nabył biskup Kajetan Sołtyk, który właśnie powrócił z rosyjskiej niewoli. Osiedlił się ze swoim sekretarzem Ossowskim i siostrami pozostającymi na jego utrzymaniu. Biskup żył w całkowitym odosobnieniu od reszty świata a czas spędzał na modlitwach i rozmyślaniach.
      • madohora Re: Karol Godula- życiorys 17.09.20, 23:54
        Krakowskie Krzemionki

        Na jednym ze wzgórz w Krakowie znajduje się Kopiec Kraka według legendy ma on być mogiłą założyciela Krakowa. Naprzeciw stoi niewielki kościółek pod wezwaniem Świętego Benedykta. Kościółek prawdopodobnie pochodzi z XIII wieku ale prawdopodobnie jest starszy. Wokół kościółka krąży legenda, że miał tutaj mieć swój warsztat legendarny mistrz Twardowski, w którym odprawiał czarnoksięskie praktyki, studiował magię i spotykał się z czartami.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka