Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 1.09

  • Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 1.09 02.09.11, 11:26
    Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 1.09.1992

    Zabójstwo Piotra Jaroszewicza i jego żony, Alicji Solskiej – miało miejsce w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 roku na warszawskim Aninie. Piotr Jaroszewicz był premierem w latach 1970–1980, wcześniej natomiast między innymi nauczycielem, zastępcą dowódcy 1. Armii Ludowego Wojska Polskiego do spraw polityczno-wychowawczych, wiceministrem obrony narodowej, głównym kwatermistrzem Wojska Polskiego, wiceprzewodniczącym Państwowej Komisji Planowania Gospodarczego i wicepremierem. Po nieoczekiwanym ustąpieniu ze stanowiska premiera, w lutym 1980 roku, pozostał w PZPR do roku 1981, kiedy to został z tej partii usunięty. W stanie wojennym był internowany.
  • madohora Re: Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 02.09.11, 11:27
    Piotr Jaroszewicz i jego żona, Alicja Solska, zostali zamordowani w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 roku w ich willi w Aninie przy ulicy Zorzy 19. Nie wiadomo, w jaki sposób włamywacze dostali się do domu Jaroszewiczów (klucze mieli tylko oni i ich syn, Jan; nie posiadał ich nawet syn Piotra z pierwszego małżeństwa, Andrzej). Po gości, z którymi terminy wizyt były wcześniej ustalane, wychodzili sami. Co więcej, Piotr Jaroszewicz zawsze, nawet siedząc w fotelu, miał przy sobie broń. Nie wiadomo też, w jaki sposób zabójcy poradzili sobie z groźnym psem Jaroszewiczów. Mordercy spędzili w domu Jaroszewiczów wiele godzin. Byłego premiera okrutnie torturowali, a ranem 1 września zadzierzgnęli ciupagą pasek na jego szyi. Alicję Solską początkowo związali i położyli w łazience, by ranem zabić ją strzałem w tył głowy ze sztucera jej męża. Ciała ofiar odnalazł około godz. 23 pierwszego września ich syn, Jan, zaniepokojony faktem, iż jego rodzice nie odbierają telefonu.
  • madohora Błędy w śledztwie 02.09.11, 11:28
    Od początku śledztwa założono motyw rabunkowy zbrodni. Nie znajdowało to jednak pokrycia w rzeczywistości: nie splądrowano mieszkania, nie została skradziona biżuteria, kolekcja znaczków pocztowych czy książeczki czekowe. Bałagan mordercy zostawili jedynie w gabinecie Jaroszewicza, co by wskazywało na kradzież jakichś dokumentów – Jan Jaroszewicz stwierdził, że z domu zniknęły notatki ojca. Ponadto prawa ręka byłego premiera nie była związana, być może w celu wskazania albo podpisania czegoś. Policja ustaliła, mimo że nie było żadnych śladów, które by na to wskazywały, że zabójcy do domu Jaroszewiczów dostali się przez okno na piętrze. W śledztwie (nie był przy nim obecny prokurator) popełniono sporo uchybień: nie zabezpieczono śladów, nie zbadano zamka do drzwi domu, zabrudzeń na drzwiach i ościeżnicach willi, zignorowano zeznania świadka (który powiedział, że widział, jak ranem 1 września z domu Jaroszewiczów wychodziła kobieta i dwóch mężczyzn).
  • madohora Re: Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 02.09.11, 11:29
    W 1994 roku rozpoczął się proces rzekomych sprawców: Krzysztofa R. (ps. Faszysta), Wacława K. (ps. Niuniek), Jana K. (ps. Krzaczek) i Jana S. (ps. Sztywny). Głównym dowodem w sprawie miało być zeznanie konkubiny Krzysztofa R., która zeznała, że on i Wacław K. planowali napad na Piotra Jaroszewicza. Proces zakończył się w roku 2000 prawomocnym uniewinnieniem oskarżonych, jako że konkubina Krzysztofa R. skorzystała z prawa do odmowy składania wyjaśnień.
  • madohora Re: Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 02.09.11, 11:30
    Jeszcze za życia Jaroszewicza dziennikarz Bohdan Roliński opublikował przeprowadzone z byłym premierem dwa wywiady rzeki. Z drugiego z nich wynikało, że Jaroszewicz rozmawiał z Karolem Świerczewskim, który wyjawił mu, iż od gen. Gieorgija Siergiejewicza Żukowa dowiedział się, że istnieje metoda „matrioszek”, tj. odpowiednio wyszkolonych radzieckich agentów, którzy pełnią funkcję sobowtórów ważnych polskich polityków. Co więcej, Jaroszewicz i Świerczewski mieli zidentyfikować kilka „matrioszek”, między innymi Józefa Światły i Bolesława Bieruta. Jaroszewicz sugerował, że śmierć Świerczewskiego mogła mieć związek z posiadaną przez niego na ten temat wiedzą. Informacjom tym zaprzeczył syn Bieruta, Jan Chyliński, jak i większość historyków. Nie postąpił tak sowietolog Paweł Wieczorkiewicz, ale przyznał, że trudno je zweryfikować.
  • madohora Re: Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 02.09.11, 11:34
    Nie wiem co w tym byłoby takiego dziwnego. Przecież nie od dzisiaj wiadomo, że ludzie związani z polityką poslugują się czasami sobowtórami. Skoro robili tak i Niemcy i Amerykanie to dlaczego sensacją ma być to, że takie rzeczy działy się też u nas. Powodem rzeczywiście mogło być rozpoznanie kogoś takiego ale co były premier by poleciał jak baba z magla i o tym mówił? Musiało być "coś więcej"
  • madohora Re: Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 02.09.11, 11:35
    Tygodnik „Wprost” opublikował informację sugerującą, że śmierć Jaroszewicza ma związek z jego wiedzą na temat barokowego pałacu w Radomierzycach. Podobno do pałacu tego pod koniec II wojny światowej trafiły archiwa Reichssicherheitshauptamt, a w czerwcu 1945 roku mieli przejąć je Jaroszewicz i kilku innych oficerów – wkrótce potem archiwa zostały przewiezione do ZSRR. Miały się w nich znajdować między innymi dokumenty dotyczące kolaboracji Francji z III Rzeszą czy akta Léona Bluma oraz rodziny Rothschildów.
    Tymi informacjami zasugerował się dokumentalista Jerzy Rostkowski, który uważa, iż podobne do siebie okoliczności śmierci Jaroszewicza, Tadeusza Stecia i Jerzego Fonkowicza mają związek z tymi archiwami.
  • madohora Re: Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 02.09.11, 11:36
    Dziennikarz tygodnika „Angora” Leszek Szymowski stwierdził, że powodem morderstwa było tzw. archiwum Jaroszewicza, w którym znajdowały się kopie dokumentów obciążających Wojciecha Jaruzelskiego, Czesława Kiszczaka i innych polityków lat '80. Zbrodnia ta była częścią szerszego planu eliminacji wszystkich, którzy mogli zagrozić przebiegowi transformacji ustrojowej, wyreżyserowanej przez generałów Kiszczaka i Jaruzelskiego
  • madohora Re: Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 02.09.11, 12:03
    W 2005 roku, w celu wykorzystania możliwości oferowanych przez wprowadzony w 2001 roku system automatycznej identyfikacji odcisków palców (AFIS), zostało wznowione śledztwo w sprawie zabójstwa małżeństwa Jaroszewiczów.

    Pod koniec 2005 roku analitycy Archiwum X (sekcji zajmującej się wyjaśnianiem skomplikowanych spraw kryminalnych) odkryli, że z akt sprawy zabójstwa Jaroszewiczów zaginęły kluczowe dowody, to znaczy trzy folie ze śladami niezidentyfikowanych odcisków palców. Odciski te zostały znalezione na miejscu zabójstwa – na ciupadze, okularach Jaroszewicza i drzwiach szafy znajdującej się w jego gabinecie – i nie należały do Jaroszewiczów, ich rodzin, znajomych ani policjantów. Nie udało się, mimo dwuletnich poszukiwań, odszukać tych folii. Znaleziono jedynie zdjęcie odcisków zebranych z ciupagi – jednak próba ustalenia, kto je na niej pozostawił, mimo zastosowania systemu AFIS, zakończyła się niepowodzeniem.

    Źródło: Wikipedia.pl

    pl.wikipedia.org/wiki/Zab%C3%B3jstwo_ma%C5%82%C5%BCe%C5%84stwa_Jaroszewicz%C3%B3w
  • madohora Re: Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 02.09.11, 12:08
    Zamordowane śledztwo
    Rzeczpospolita, 13.04.2008 r Agnieszka Rybak

    W cieniu skandalicznych zaniedbań popełnionych podczas śledztwa w sprawie porwania Krzysztofa Olewnika w mediach znalazła się wiadomość, że ślady odnalezione w trakcie badania zabójstwa Jaroszewiczów bezpowrotnie zaginęły.
    Technicy kryminalni pracujący 2 września 1992 r. w willi w Aninie utrwalili na czterech foliach odciski linii papilarnych. Nie należały do ofiar zbrodni: Piotra Jaroszewicza i Alicji Solskiej. Ani do nikogo z ich rodziny, przyjaciół oraz tłumnie stawiających się na miejscu zbrodni policjantów. Kto więc pozostawił odcisk palca na głowicy ciupagi, która posłużyła do zadzierzgnięcia pętli na szyi byłego premiera? Kto pozostawił odcisk w jego gabinecie, ślady w łazience i na piętrze w pokoju? Czy byli to mordercy? W śledztwie prowadzonym przez ponad dwa lata nie udało się tego ustalić.
    Znikające dowody
    Folie zostały dołączone do akt sprawy, gdy prokurator skierował akt oskarżenia przeciw czterem drobnym kryminalistom z Mińska Mazowieckiego. Były tam jeszcze w 2000 r., gdy proces zakończył się spektakularnym uniewinnieniem. Potem akta trafiły do sądowego archiwum. Wiosną 2005 r. dostali je ponownie śledczy z tzw. policyjnego archiwum X badający dawne niewyjaśnione zbrodnie. Szef MSWiA Ryszard Kalisz ogłosił wtedy, że przy zastosowaniu nowych technik oraz doświadczeniu prowadzącej sprawę grupy są duże szanse na ujęcie zabójców byłego premiera i jego żony. Jednak gdy policjanci otrzymali akta, odkryli ze zdumieniem, że biologicznych dowodów w tej sprawie już nie ma.
    Wewnętrzne dochodzenie nakazał były komendant główny policji Marek Bieńkowski. Wyniki kontroli przesłano do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która na ich podstawie w październiku ub.r. wszczęła śledztwo. Katarzyna Szeska, rzecznik prasowy, mówi: ? Nadal trwa postępowanie w sprawie i będą przesłuchiwani nowi świadkowie. Jednak Paweł Biedziak, kiedyś rzecznik policji, dziś redaktor w ?Super Expressie?, doniósł właśnie, że dwa lata poszukiwań zaginionych folii zakończyły się niepowodzeniem.
    To brzmi jak ogłoszona ostatecznie kapitulacja śledczych kwituje mecenas Marian Hilarowicz, który reprezentował Andrzeja Jaroszewicza, oskarżyciela posiłkowego w procesie o zabójstwo Jaroszewiczów. Do przedawnienia się tej zbrodni pozostało 14 lat. Trudno się oprzeć wrażeniu, że sprawcy odliczają ten czas już coraz spokojniej. Dzieje się tak, bo sprawę zaginionych dowodów można dopisać do długiej listy tajemniczych zaniechań popełnionych przez organy ścigania. Zaniedbań nasuwających na myśl skojarzenia z innymi prestiżowymi dla nich ścigania sprawami. Ciała 83-letniego Piotra Jaroszewicza i jego żony Alicji Solskiej-Jaroszewicz znalazł syn Jan, kiedy 1 września 1992 r. ok. godziny 23 przyjechał do willi rodziców w Aninie przy ul. Zorzy 19. Zaniepokoiło go, że od kilkunastu godzin nie odbierali telefonu. Drzwi do willi były zamknięte tylko na klamkę. Jan Jaroszewicz po tym, co zobaczył, wybiegł zawiadomić policję.
    Zadeptane ślady
    To, co się działo potem, sędzia z Sądu Wojewódzkiego w Warszawie określił mianem zadeptywania śladów po sprawcach. Od razu nasuwają się też skojarzenia z tym, co działo się na miejscu zabójstwa Marka Papały. W willi Jaroszewiczów pojawiło się mnóstwo ludzi: funkcjonariusze lokalnego komisariatu, Komendy Stołecznej Policji, MSW, Komendy Głównej i prawdopodobnie UOP. Nie było tylko osoby najbardziej potrzebnej, czyli prokuratora, która wyrzuciłaby większość ludzi z terenu, na którym popełniono zbrodnię. Nigdy nie ustalono dokładnej listy funkcjonariuszy, którzy ?służbowo? przewinęli się wtedy przez willę.
    Zidentyfikowano tych, którzy zostawili po sobie peta, ślady odbitego na rozsypanych przyprawach w kuchni adidasa, odciski na blacie stołu. Wszystkie te ślady starannie zabezpieczyli potem i zbadali technicy kryminalni. Niestety, nie wiadomo dlaczego, nie zrobili tego z innymi tropami. Drzwi do willi nie były zamknięte, więc badanie mechanoskopijne zamka mogłoby wyjaśnić, jak doszło do ich otwarcia. Nie wykonano go jednak. Klucz miały tylko trzy osoby: małżeństwo Jaroszewiczów oraz ich syn Jan. Andrzej, syn Jaroszewicza z pierwszego małżeństwa, dysponował tylko kluczem do furtki i garażu. Jaroszewiczowie wychodzili po gości, a Alicja Solska sama wprowadzała na posesję nawet przychodzącą raz na tydzień sprzątaczkę. Być może zatem sprawcy weszli za pomocą dorobionego klucza, a może gospodarze otworzyli im drzwi sami? Choć prawdopodobieństwo, że dobrowolnie wpuściliby kogoś do domu, do tego w nocy, graniczyło z cudem. Jaroszewiczowie bowiem nie przyjmowali nieproszonych gości nawet w dzień. Alicja Solska zapisywała terminy wizyt. Dzieci także musiały się wcześniej zapowiadać. Willę chroniła niewidoczna, choć wyczuwalna nieufność gospodarzy do otoczenia. Śledczy przyjęli, że sprawcy weszli do domu przez okno na piętrze. Dlaczego? Pozostaje to zagadką. Nie zbadano zabrudzeń na drzwiach i futrynach willi opisanych jako ?ślady koloru brunatnego?. Co prawda je zabezpieczono, jednak jeden z funkcjonariuszy stwierdził, że to politura. I nigdy się już nie dowiemy, czy mógł się mylić. A może były śladami krwi? Natomiast ani na murze, ani na roślinach (willa opleciona była bujną winoroślą) nie stwierdzono śladów wdrapywania się na piętro.
    Zdobyta twierdza
    Pozostanie także tajemnicą, co włamywacze zrobili z psem, olbrzymim czarnym sznaucerem Remusem, który przecież powinien przynajmniej szczekać. Remus był ostry, bywał agresywny ? także wobec domowników. Za przewodnika uznawał jedynie Solską. Innym nie pozwalał wejść do jej gabinetu. Po wejściu do willi policja znalazła Remusa zamkniętego w pokoju Solskiej. Miał problem z chodzeniem. A jednak go nie zbadano. Wkrótce potem zdechł.
    W śledztwie ustalono, że Jaroszewiczów zamordowano w nocy z 31 sierpnia na 1 września. W poniedziałek, 31 sierpnia, do Stanów Zjednoczonych odlatywała Hanna P., córka Alicji Solskiej z pierwszego małżeństwa. To ona później zeznała, że pewnego razu zaniepokoiło ją, gdy w oknie sąsiedniej pustej willi zobaczyła obserwującego posesję Jaroszewiczów mężczyznę.
    Dziwny to był dom przy Zorzy 19 w Aninie. I dziwne panowały w nim zwyczaje. Sterylną czystość i obsesyjny wręcz porządek lubili zarówno pan, jak i pani domu. Na poręczach fotela trzymali ręczniki chroniące przed zabrudzeniem. Jaroszewicz miał swoje utarte zwyczaje. Jednym z nich był spacer z psem, zawsze ok. godziny 22, gdyż wtedy już nie ma ludzi na ulicach tłumaczył syn Jan. Jednak wędrował z bronią, z pistoletem Walter model PK 38, jeszcze z czasów wojny. Nigdy się z nim nie rozstawał. Gdy czytał w bujanym fotelu, pistolet leżał na stole na tacy. Obok słodyczy, które uwielbiała Solska. Jak Jaroszewiczowie spędzili ostatni w życiu wieczór? Gdy napastnicy znaleźli się w willi, ona była już w nocnej koszuli, on prawdopodobnie oglądał telewizję w salonie. Świadkowie ? ochroniarz pilnujący znajdującej się w pobliżu willi biznesmena i jedna z sąsiadek ? około pierwszej w nocy usłyszeli dwa strzały. Zlekceważyli je, przypuszczając, że to młodzież bawi się petardami. Mecenas Hilarowicz przypuszcza, że jeden ze strzałów mógł oddać Jaroszewicz. I mógł napastnika zranić. Niestety ? to, że jeden z napastników krwawił, także pozostanie już tylko hipotezą. W sypialni Alicji Solskiej ? chociaż nie była ona torturowana ? ujawniono ślady koloru jasnobrunatnego. Nikt ich jednak nie zabezpieczył. Nie zabezpieczono także śladów ?wyglądem przypominających krew?, które znaleziono na wewnętrznej powierzchni drzwi otwartej kasy pancernej.
  • madohora Re: Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 02.09.11, 12:12
    -2-
    Piotr Jaroszewicz prawdopodobnie został zaatakowany od tyłu, we wnętrzu domu. Z parteru sprawcy przenieśli go do gabinetu, na piętro. Jaroszewicza, siedzącego na fotelu, torturowali. I charakteryzowali się przy tym niezwykłym okrucieństwem. Ale robili przerwy. Jakby chcieli uszanować zamiłowanie pana domu do czystości ? założyli mu na głowę opatrunek i zmienili zabrudzoną krwią koszulę. Alicji Solskiej nie dręczyli. Skrępowanej ?w kołyskę?, leżącej w łazience kobiecie podsunęli nawet pod głowę psią kołdrę. Podawali leki. I wyraźnie się nie spieszyli. Po przeprowadzeniu sekcji biegli stwierdzili, że torturowanie byłego premiera mogło trwać nawet kilka godzin. Wyrok wykonali nad ranem. Na szyi ofiary zadzierzgnęli ciupagą pasek. Jego żonę zabili strzałem w tył głowy z należącego do Jaroszewicza sztucera.
    Niewyjaśnione tajemnice
    Ale sztucer także kryje niewyjaśnione w śledztwie tajemnice. W opisie z miejsca zdarzenia odnotowano, że łuska po naboju tkwiła w środku broni. Podczas odtwarzania filmu z wizji lokalnej okazało się, że leży obok.Nigdy nie udało się też wyjaśnić, kim byli kobieta i dwóch mężczyzn wychodzący rankiem 1 września z willi Jaroszewiczów. Widziała ich jedna z sąsiadek, która szła na pocztę dokonywać opłat. Policja nigdy jednak nie podjęła tego wątku.
    Dziwne zachowanie morderców nie było zaskoczeniem dla biegłego psychologa. Wyjaśnił, że tak właśnie zachowują się sprawcy seryjnych napadów rabunkowych. Najpierw torturują, by wymusić oddanie cennych przedmiotów. Kiedy ofiara myśli, że najgorsze ma już za sobą, następuje zabójstwo twierdził. Ale z willi prawdopodobnie zginęły tylko dwie sztuki broni i zegarek. Zresztą nie najcenniejszy. Bardziej wartościowy gospodarz miał na ręku, w gabinecie zaś zostały jeszcze cztery inne ekskluzywne. Wiadomo, że sprawcy w salonie przeszukali tylko dwie szuflady. Za to dość dokładnie spenetrowali gabinet byłego premiera. Zostawili w spokoju obrazy Kossaka, Picassa, bezcenną kolekcję numizmatów premiera i kosztowności premierowej zamknięte w stojącej na wierzchu szkatule.W metalowej szafie w gabinecie premiera znaleziono dokumenty. Nikt jednak nie postarał się zrobić ich opisu. Była tam też schowana skórzana teczka ? aktówka, w niej zaś kartki, na których Jaroszewicz robił odręczne zapiski, a także fotografie. Na zdjęciach ze wstępnych oględzin sejfu na parterze willi w Aninie widać stojącą na górnej półce wiśniową kasetkę zamkniętą na klucz. Podczas wizji lokalnej przeprowadzonej dziesięć dni później kasetka jest otwarta i stoi na półce środkowej. Mecenas Hilarowicz zwracał uwagę, że klucz do niej miał tylko Jan Jaroszewicz, a sejf przez cały czas był zaplombowany. Niezależnie od błędów, jakie popełniono przy zbieraniu dowodów, śledczy przyznawali, że trudno cokolwiek ustalić na pewno, gdy członkowie rodziny tak niewiele o sobie wiedzą. Ta wzajemna nieufność była zadawniona. Andrzej był synem Piotra Jaroszewicza z pierwszego małżeństwa. Alicja Solska z poprzedniego związku miała dwoje dzieci. Po ślubie z Jaroszewiczem jej syn wychowywał się przy ojcu, córka Hanna opiekowała się rodzicami Solskiej. Z zeznań składanych przez świadków wynika, że Alicja Solska robiła wszystko, by się pozbyć pasierba Andrzeja. Gdy małżeństwo Jaroszewiczów zawisło na włosku, premier zdecydował się 12-letniego Andrzeja oddać na wychowanie przyjacielowi nauczycielowi z Pruszcza Gdańskiego. Jedynym dzieckiem wychowującym się w rodzinie Jaroszewiczów był Jan, syn z ich wspólnego związku. Gospodyni pomagająca w domu Jaroszewiczów opowiadała, że w byłym premierze w miarę upływu lat narastało poczucie winy w stosunku do Andrzeja. Ponoć publicznie opowiadał, że Andrzej w testamencie nie będzie pokrzywdzony. Jednak nie wiadomo, co się stało z tym dokumentem. Jeśli istniał, w sejfach go nie znaleziono. Sprawdzany był też wątek problemów finansowych Andrzeja. Chodziło o zaliczkę, którą miał odebrać od wydawnictwa za książkę ojca "Przerywam milczenie", z której się rzekomo nie rozliczył. Andrzej Jaroszewicz wydał nawet specjalne oświadczenie: Nie mam żadnych zobowiązań materialnych. Nigdy i przez nikogo nie byłem ścigany. (?) nie mam żadnych kłopotów finansowych, które mogłyby posłużyć jako tło zabójstwa.
  • madohora Re: Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 02.09.11, 12:18
    Jak domek z kart
    W sprawie Jaroszewiczów do zbrodniarzy nie prowadzą ani ślady, ani motyw. Rabunkowy wysuwany wstępnie podczas trwającego sześć lat procesu jest trudny do udowodnienia. Bo dlaczego sprawcy mieliby wynieść z naszpikowanego cennymi przedmiotami domu jedynie zegarek i fiński nóż Gdy prokuratorzy stawiali przed sądem, w procesie poszlakowym, Krzysztofa R. Faszystę, Wacława K. Niuńka, Henryka S. Sztywnego i Jana K. Krzaczka recydywistów z okolic Mińska Mazowieckiego mieli zeznania konkubiny jednego z nich o skoku w Aninie, w wyniku którego stary pryk się przekręcił, dowód rzeczowy w postaci fińskiego noża skradzionego na miejscu zdarzenia i badania wariografem, które potwierdziły u dwóch oskarżonych silny związek ze sprawą, u dwóch innych zaś z zabójstwem. Akt oskarżenia runął jednak jak domek z kart po wycofaniu zeznań konkubiny i wobec braku pewności co do pochodzenia noża. Nie było dowodów, że oskarżeni w ogóle byli w willi. W końcowych przemówieniach obrońcy twierdzili, że prawdziwi mordercy Jaroszewiczów pozostają na wolności. Padały wręcz sugestie, by jak dziś przy okazji sprawy Olewnika okoliczności śledztwa zbadać pod kątem ukrywania przez organy ścigania faktycznych sprawców.
    Po spektakularnym uniewinnieniu oskarżonych znaczenia nabrał wątek polityczny. Od początku sugerował go Andrzej Jaroszewicz. Uważam, że nie jest jeszcze pora, by mówić o tych sprawach, o których dowiedziałem się od ojca. Głównie dlatego, że nie mam możliwości zweryfikowania zasłyszanych informacji, były przeznaczone wyłącznie dla mnie zeznawał. I dodawał, że do milczenia skłaniają go również względy bezpieczeństwa. Podobne sugestie przedstawiali współpracujący z byłym premierem dziennikarze, w tym współautor wspomnieniowej książki Jaroszewicza Przerywam milczenie Bohdan Roliński. Sama książka była rozczarowaniem, autor twierdził jednak, że Jaroszewiczowie dbali, by za dużo nie powiedzieć. Świadkowie twierdzą jednak, że były premier przygotowywał poprawione wydanie książki. Inni widzieli u niego 1800 stron pamiętników.
    Mówiono także o tajnym archiwum Jaroszewicza. Roliński jednak powątpiewał: Przynajmniej nie w Aninie, choć możliwe, że gdzieś mógł przechowywać jakieś dokumenty mówił prasie. W Przerywam milczenie największą opowiedzianą przez Jaroszewicza sensacją była sprawa matrioszek agentów radzieckich skierowanych do Polski na kierownicze stanowiska w rządzie, partii i wojsku. Rosjanie ponoć szukali sobowtórów Polaków wywiezionych do ZSRR i po szkoleniu dokonywali podmiany. Jaroszewicz miał powziąć na ten temat wiedzę od Karola Świerczewskiego. Historycy do tych rewelacji podchodzili sceptycznie. Zdaniem wielu Jaroszewicz nie miał żadnej wiedzy, która mogłaby zagrozić jego życiu. Pojawiają się jednak pewne sensacyjne spekulacje. Jedna z teorii wiąże zabójstwo Jaroszewicza z zeznaniami, jakie miał złożyć w Moskwie na procesie KPZR. Świadkiem w tej sprawie miał być także Aleksander Dubczek, który zginął w tajemniczym wypadku samochodowym.
    W ub.r. tygodnik Wprost opublikował artykuł, w którym spekuluje, że były premier mógł zostać zabity z powodu tajemnic, jakie poznał w 1945 r., przeglądając niemieckie archiwum zdeponowane w pałacu w Radomierzycach. Dwaj inni wojskowi, którzy wtedy do archiwum weszli, także zginęli w latach 90. Tadeusz Steć w styczniu 1993 r., a Jerzy Fonkowicz w 1997 r. Obu przed śmiercią torturowano. Być może jednak w grę wchodziła osobista zemsta. Dla wszystkich, którzy znali małżeństwo Jaroszewiczów, nie ulegało wątpliwości, że się bali. Były premier był przekonany o istnieniu w swoim domu podsłuchu. Drażliwe sprawy poruszał z gośćmi w ogrodzie. Żyli w stanie niepokoju zeznawał Stanisław Kociołek, były I sekretarz PZPR w Warszawie mieli poczucie, że są inwigilowani. Dlatego coraz częściej słychać głosy: tej sprawie może pomóc jedynie przypadek. Być może przy okazji innego śledztwa wyjdą na jaw powiązania z zabójstwem w Aninie. Na profesjonalne działania organów ścigania nawet metodami z archiwum X jest już najpewniej za późno.

    www.rp.pl/artykul/119612.html
  • madohora Re: Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 02.09.11, 12:20
    Nasza Polska

    www.medianet.pl/~naszapol/0819/0819siei.php
  • madohora Re: Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 02.09.11, 12:36
    Tadeusz Steć (ur. 1 września 1925 w miejscowości Ścianka, powiat Złoczów, województwo tarnopolskie (dziś Ukraina), zm. 12 stycznia 1993 w Jeleniej Górze) – przewodnik sudecki, krajoznawca, gawędziarz, autor przewodników górskich, książek oraz artykułów poświęconych przeszłości Sudetów Zachodnich. Po drugiej wojnie światowej reaktywował przedwojenne schronisko górskie - schronisko PTTK "Szwajcarka". Był inicjatorem i współorganizatorem wytyczenia sudeckiej trasy turystycznej znanej jako Szlak Zamków Piastowskich. W czerwcu 1945 wraz z Piotrem Jaroszewiczem i Jerzym Fonkowiczem brał udział w przejęciu hitlerowskiego archiwum w Radomierzycach. Składały się nań zwożone przez Niemców pod koniec wojny do miejscowego pałacu liczne skrzynie, zawierające zebrane w całej Europie, tajne dokumenty. Został zamordowany we własnym mieszkaniu. Jego niewyjaśniona śmierć i nieujęcie sprawców stało się kanwą do snucia sensacyjnych hipotez dotyczących przyczyn tej zbrodni.
  • madohora Echa zbrodni doskonałej 02.09.11, 12:40
    Władzy ludowej nie lubił, ale jej nie odmawiał. Przyjaźnił się z Piotrem Jaroszewiczem, premierem rządu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Autorytet niekwestionowany, jeśli chodzi o znajomość historii i geografii Sudetów. Według niektórych – homoseksualista. Zamordowany w tajemniczych okolicznościach w 1993 roku. Tadeusz Steć, postać legenda Jeleniej Góry i okolic. I nie tylko. 1 września obchodziłby swoje 81. urodziny. O Steciu znów zrobiło się głośno po ostatniej publikacji J. Lamparskiej w tygodniku Wprost i książce J.Rostkowskiego „Radomierzyce – archiwa pachnące śmiercią”. Joanna Lamparska sugeruje, że zarówno ex-premier Piotr Jaroszewicz, jak i Tadeusz Steć zostali zamordowani przez nieznanych sprawców, ponieważ mieli wiedzę o zawartości teczek archiwum w pałacu w Radomierzycach pod Zgorzelcem. W 1944 roku Niemcy zwieźli tu ściśle tajne, zebrane w całej Europie dokumenty. Archiwum pełne haków dla misji płk. Jaroszewicza
    Rok 1945. Po klęsce III Rzeszy, do Radomierzyc (Radiemeritz) przybywa inspekcja cywilów i żołnierzy w polskich mundurach. Wśród nich jest pułkownik Piotr Jaroszewicz (od 1971 do 1980 roku premier rządu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej). Według Lamparskiej Jaroszewiczowi towarzyszy Tadeusz Steć. Wszyscy zamierzali przeszukać ogromne niemieckie archiwum. – Po sforsowaniu drzwi uczestnicy misji Jaroszewicza zobaczyli tysiące teczek zawierających tajne dokumenty Głównego Urzędu Bezpieczeństwa III Rzeszy – podaje Joanna Lamparska. Dodaje, że były tam akta personalne, listy, plany: głównie archiwa wywiadu francuskiego, a być może także belgijskiego i holenderskiego. Miało się tam także znajdować archiwum paryskiego gestapo, zawierające listy konfidentów. Były to dane o ludziach, ich ciemnych interesach i kolaboracji z Niemcami oraz wydarzeniach prowokowanych przez niemieckie tajne służby, w których uczestniczyły znane osobistości. Pod muszką i kopniakami sowietów – Z Jaroszewiczem (nie znał niemieckiego – Red.) zostałem w Radomierzycach jeszcze dwa lub trzy dni. Cały czas tłumaczyłem. Jaroszewicz przebierał. Wybrał stosik dokumentów. Zrobił z nich dwie lub trzy niewielkie paczki. (...) Byłem akurat pod pałacem, razem z dwoma cywilami, specjalistami od zabytków. Nagle na dziedziniec pałacu wpadła grupa czerwonoarmiejców z bronią gotową do strzału. Ani się obejrzeliśmy, jak ustawiono nas pod ścianą z rękami do góry. Na szczęście wyszedł Jaroszewicz, pogadał z dowódcą grupy, jakimś lejtnantem chyba. Czerwonoarmiści pognali nas w kierunku wioski, nie szczędzili kopniaków, doprowadzili do drogi Bogatynia – Zgorzelec i kazali iść, doradzając, abyśmy zapomnieli o pałacu i wszystkim, co widzieliśmy i słyszeliśmy – to, według relacji Henryka Piecucha, słowa Tadeusza Stecia opisujące wydarzenia z misji. W lipcu 1945 roku całą zawartość niemieckiego archiwum wywieziono do Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. – 300 tys. teczek, średnio po 250 stron każda, w tym 20 tys. teczek niemieckiego i francuskiego wywiadu wojskowego, 50 tys. teczek sztabu generalnego i liczące 150 teczek akta Leona Bluma i archiwum rodziny Rothschildów. Oprócz tego był tam ogromny zbiór dokumentów dotyczących kolaboracji Francuzów z Niemcami – podaje J. Lamparska.
    Klątwa czerwonych?
    Autorka dodaje, że do lat 90. ubiegłego wieku dożyły trzy osoby przeglądające w czerwcu 1945 r. radomierzyckie archiwum: Piotr Jaroszewicz, Tadeusz Steć i Jerzy Fonkowicz.
    – Przez lata te trzy osoby utrzymywały z sobą kontakt. Wszystkie trzy zostały zamordowane przez nieznanych sprawców; ofiary torturowano przed śmiercią. Piotra Jaroszewicza i jego żonę zabito w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r. W nocy z 11 na 12 stycznia 1993 r. zamordowano Tadeusza Stecia, a Jerzego Fonkowicza - w 1997 r.
    W żadnym z tych zabójstw śledztwo nie wykazało motywu rabunkowego – konkluduje autorka. Czy te zbrodnie mogą mieć związek z tajemniczymi aktami? Tego nikt się nie dowie.
  • madohora Re: Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 02.09.11, 12:43
    Sfałszował życiorys? Tadeusz Steć (w 1945 roku miał 20 lat) według wspomnianego artykułu już wówczas przebywał na ziemiach odzyskanych. Tymczasem według życiorysu własnoręcznie sporządzonego przez przewodnika, na Ziemie Zachodnie przybył on… 1 czerwca 1946. Życiorys Stecia jest w zbiorach Muzeum Okręgowego w Jeleniej Górze.
    Z danych biograficznych wynika, że po wojnie do Polski przyjechał w 1945 roku, ale nie na poniemieckie tereny. Od czerwca 1945 przebywał w nowicjacie w klasztorze benedyktynów w Tyńcu. Wcześniej, przed wojną, chodził do niższego seminarium duchownego w Niepokalanowie. Ta rozbieżność między relacją „Wprost”, a danymi biograficznymi Stecia budzi sporo wątpliwości… Można pokusić się o hipotezę, że sam zainteresowany nieco sfałszował swój życiorys z obawy o konsekwencje penetrowania tajnego archiwum w Radomierzycach. Co do tego, jednak, pewności mieć nie można. Pewne jest natomiast, że w okolicach Jeleniej Góry najpierw zamieszkał w Trzcińsku razem z matką Anną, która wróciła z hitlerowskiego obozu pracy, oraz ciotką. Zachowała się informacja, że Steć przez krótki okres czasu nauczał religii w szkole w Janowicach Wielkich. W końcu osiadł w popularnym dziś Schronisku Szwajcarka, które – razem z matką – prowadził. Przewodnik z duszą
    Z czasem staje się jednym z najbardziej cenionych przewodników górskich.
    – Ogromna wiedza i talent gawędziarski zjednują mu uznanie również wśród słuchaczy niemieckich wycieczek sentymentalnych – wspomina Stanisław A. Jawor. – Ślązak ze Lwowa, przewodnik karkonoski, historyk, geolog, znawca regionu, Polak! Rzadko spotyka się człowieka, który opanował doskonale wszystkie dziedziny, który zna się na sztuce ludowej, starych zwyczajach, legendach i pieśniach. Spędziliśmy trzy dni z żyjącym leksykonem Śląska – napisał anonimowy niemiecki turysta. Dodajmy, że Steć biegle mówił po niemiecku.
    Steć dużo pisze. Jego bibliografia to setki książek i przewodników wydawanych od 1949 roku oraz liczne publikacje w prasie. Steć ma żyłkę kolekcjonerską: zbiera znaczki, dawne pocztówki, stare książki. W swojej kolekcji ma bezcenne niemal pozycje: rękopisy w języku niemieckim z 1644 roku, oraz w polskim z 1695 roku. W sumie 1085 zabytkowych, mniej lub bardziej wartościowych książek. Epizody z Edwardami: mniejszym i większym, czyli herbatka od Tadka Tadeusz Steć nie lubił władzy ludowej, ale też nie przeciwstawiał się jej i nie odmawiał – pisze Cezary Turski. Wiadomo, że często przyjeżdżał do niego w odwiedziny wspomniany już Piotr Jaroszewicz, podobno nawet wtedy, kiedy już był premierem rządu PRL.
    Łączyła ich pasja kolekcjonerska i oczywiście znajomość związana z wydarzeniami z roku 1945 w Radomierzycach. Jednak wizyty te z powodów jasnych w żaden sposób nie były nagłaśniane. Jaroszewicz incognito miał chodzić ze Steciem na wycieczki w góry. O czym panowie rozmawiali, tego się nie dowiemy. Cezary Turski w swoim artykule „Jak to Obywatel Steć najważniejszych towarzyszy prowadził” wspomina odwiedziny dostojników partyjnych w Karkonoszach. Wojewódzkie władze Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, chcąc przypodobać się swoim pryncypałom, na przewodnika wyznaczały wówczas właśnie Stecia. Zdarzyło się, że pan Tadeusz prowadził ze Szrenicy w Śnieżne Kotły następcę Jaroszewicza na premierowskim stołku Edwarda Babiucha (w odróżnieniu od potężnego Edwarda Gierka potocznie zwanego Edwardem mniejszym) z małżonką.
    – Tadziu przez całą drogę niósł na ramionach swój słynny plecak z nie mniej słynną herbatą. Ci z obstawy nie mieli odwagi w wiadomym komitecie sprawdzić, co, co w nim jest i na Kotłach nastąpiła niesamowita konsternacja. Ledwie usiedli, a Tadziu wyciągnął z plecaka termos, nalał do kubka i zanim któryś z chłopców zdążył mu go wyrwać, podał pani Babiuchowej. Ta napiła się i kurde… podała mężowi, czyli najważniejszej osobie. Obstawa wpadła w panikę, ale towarzysz Babiuch na zakończenie wycieczki pochwalił herbatkę od Tadka – wspomina Turski. Głośny protest sekretarza Cioska Cezary Turski przekazuje równie ciekawe wspomnienie z wizyty I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka w Jeleniej Górze. Na początku aparat partyjny chciał umilić „pierwszemu” pobyt w Karkonoszach i wymyślił spacer od Orlinka do Łomniczki. Gierka miał oprowadzać właśnie Tadeusz Steć. Przewodnika pilnie ściągnięto i kazano mu czekać na szlaku na przyjazd niezwykle ważnej osobistości.
    Jednak pomysł podwładnych nie spodobał się ówczesnemu I sekretarzowi KW PZPR w Jeleniej Górze Stanisławowi Cioskowi, którego – kiedy decyzja zapadała – w mieście nie było.
    – Jaki Steć?! – wrzeszczał – Kto wymyślił Stecia? Przecież jak Gierek go posłucha, to nie będzie chciał z nami rozmawiać, a przecież wiecie, ile spraw jest do załatwienia. Odwołać Stecia! Odwołać Karpacz! – według relacji C. Turskiego burzył się Ciosek.
    A Tadeusz Steć wydeptywał szlak pod Orlinkiem w oczekiwaniu na dostojnego gościa, który w obstawie miał tam przyjechać. Tymczasem raptem podjechał milicyjny gazik i zgarnął przewodnika.
    – Na co czekacie? – spytali milicjanci.
    – Na Gierka – odparł Steć.
    – Co? Na Gierka? A skąd wiecie, że on tu będzie? – dociekali funkcjonariusze…
    Steć nic nie odpowiedział z obawy przed konsekwencjami.
    Przywieźli go do siedziby KW PZPR przy ulicy Kochanowskiego. Stecia poinformowano, że nastąpiły nieprzewidziane zmiany w programie wizyty tow. pierwszego sekretarza. Przewodnika wprowadzono do bufetu.
    – Możecie jeść i pić ile tylko chcecie. Wszystko na nasz rachunek! – powiedzieli.
    O barze w KW krążyły wieści, że pełno tam było towarów niedostępnych dla szarych obywateli.
    Stecia, który w bufecie przesiadział pół dnia, wieczorem – kiedy Gierek odjechał do Warszawy – odwieziono do domu.
    Mieszkanie pełne tajemnic
    Ulica Orla 3. Cieplice Śląskie Zdrój. Poniemiecka, skromna willa. To właśnie tam od lat 60-tych ubiegłego wieku w niewielkim lokalu mieszka Tadeusz Steć. Tam gromadzi swoje kolekcjonerskie skarby, tam pisze, tam pracuje.
    Tam również przyjmuje gości, wśród nich Piotra Jaroszewicza.
    Z upływem lat Steć staje się nieufny. Nawet z sąsiadami rozmawia przez drzwi. Do środka wpuszcza tylko dobrych znajomych. Według relacji są to najczęściej mężczyźni. Przewodnik stroni od kobiet.
    Choć podupada na zdrowiu i coraz rzadziej wychodzi z domu, wciąż bodźcem dla Stecia jest praca. Na początku lat 90-tych ubiegłego wieku nagrywa narrację po polsku i niemiecku do filmu o klasztorze w Krzeszowie. Realizatorem obrazu jest Henryk Szoka.
    – Tadek, chcąc zaprezentować akustyczne walory kościoła Najświętszej Marii Panny (dziś bazylika – Red.), wszedł w barokowe stalle przed ołtarzem głównym i począł śpiewać jakiś psalm. Po chwili wtórował mu proboszcz o. Augustyn Węgrzyn. Wtedy uświadomiłem sobie, że Tadek miał być księdzem i spędził rok w murach klasztornych – wspomina Szoka.
    Steć nagrał teksty do filmu bez przygotowania, a vista. Najpierw opowiadał po polsku, później po niemiecku. Premierę filmu, w którym wystąpił jako narrator, przewodnik obejrzał w sierpniu 1992 roku.
  • madohora Re: Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 02.09.11, 12:46
    Zbrodnia doskonała? Ranek 12 stycznia 1993. Bogdan W., który opiekował się zapadającym na zdrowiu Steciem, zastaje otwarte drzwi do jego mieszkania przy ulicy Orlej 3. Przewodnik leży na podłodze i nie daje oznak życia. W. myśli początkowo, że Steć zasłabł, bo miał kłopoty z sercem. Na 12 stycznia wyznaczono mu badania w szpitalu. Okazuje się jednak, że ofiara nie żyje. Została zamordowana kilkoma ciosami młotkiem budowlanym.
    Według ekspertyz Stecia pobito wieczorem 11 stycznia. Zmarł około 7 rano następnego dnia.
    śledztwo staje w martwym punkcie. Wiadomo, że Steć otwierał drzwi tylko znajomym. Śladów włamania nie było, więc osoba, która zabiła przewodnika, musiała być mu znana. Stróże prawa nie znaleźli jednak nikogo z kręgu przyjaciół Stecia, na kogo mógł paść choćby cień podejrzeń o dokonanie tej zbrodni. Do popełnienia zabójstwa przyznał się, co prawda, pewien mieszkaniec Gdańska, ale dochodzenie wykazało, że mężczyzna nie mógł znać Stecia. Biegli uznali gdańszczanina za niezrównoważonego psychicznie. Wersję zdarzeń z jego udziałem wykluczono. Brano też pod uwagę wątek rabunkowy. Według plotek Steć miał zgromadzić ogromne pieniądze, złoto, dokumenty, bezcenne starodruki i inne zabytki, w tym sporą kolekcję znaczków pocztowych. Później okazało się, że hipoteza, że Stecia zabito dla łupów materialnych, była nietrafiona. Policja, która prowadziła czynności, nie stwierdziła śladów kradzieży czegokolwiek. Nie wykluczano motywów na tle płciowym. Wielu znajomych podkreślało, że Steć miał skłonności homoseksualne, choć jednoznacznych dowodów na to nie ma. Ukazały się nawet publikacje wprost o tym wspominające. Zdaniem Stanisława A. Jawora, kolegi przewodnika, szkalują jego dobre imię i opluwają go. Według tych relacji, Steć był współpracownikiem tajnych służb, z przekonania – antykomunistą i zdeklarowanym homoseksualistą. – To sprawiło, że musiał pogodzić wodę i ogień: wierność służbom i niechęć do systemu. Służby specjalne podsuwały Steciowi różne zadania związane z bliskim mu środowiskiem. W 1993 roku Tadeusz Steć został zamordowany we własnym domu. Jak twierdzi jego przyjaciel, za dużo widział i za dużo wiedział – oto cytat z jednej z publikacji.
    Żaden z wątków nie znalazł jednak uzasadnienia w śledztwie, które – z powodu niewykrycia sprawców – umorzono. Kolejna hipoteza pojawiła się ostatnio w związku z odświeżeniem dziejów wspomnianego już archiwum w Radomierzycach, o którym – nawet w Polsce na początku lat 90-tych ubiegłego wieku – mało kto mówił i pisał.
    Z pozoru cała „układanka” pasuje jak logiczna całość. Trzej żyjący świadkowie, którzy widzieli tajne dokumenty giną w niewyjaśnionych okolicznościach, zamordowani przez nieznanych sprawców. Są wcześniej bestialsko torturowani. Pobity młotkiem budowlanym Steć żyje jeszcze kilka godzin. Jaroszewiczowi w jego warszawskiej willi oprawcy przybijają gwoździami stopy do podłogi i duszą go. Czy Danuta W. kradła zabytki? Po T. Steciu pozostała bogata spuścizna, ale też nie wiadomo, czy udało się przejąć wszystkie rarytasy jego kolekcji. Po śmierci przewodnika jedyną osobą, która prawnie mogła dziedziczyć „wszystko” po swoim synu, była jego matka Anna Steć. W 1993 rok
    u miała 90 lat i była kobietą zniedołężniałą, która – jak pisze Stanisław Firszt – nie mogła samodzielnie funkcjonować. Mieszkała za ścianą lokalu zajmowanego przez Stecia.
    Sąd Wojewódzki w Jeleniej Górze przydzielił jej radcę-opiekuna Danutę W. Stanisław Firszt, dziś dyrektor Muzeum Karkonoskiego dziwi się, że w dniu, kiedy opiekunka zaczęła pracę i otrzymała klucze do mieszkania Stecia, matka przewodnika sporządziła testament na rzecz Danuty W. Anna Steć zmarła 3 listopada 1993 roku. Sądowe utarczki, które z opiekunką toczyły instytucje starające się o przejęcie zbiorów Stecia, trwały niemal dwa lata.
    Dopiero 13 września 1995 roku komornik i przedstawiciele muzeum okręgowego wchodzą po raz pierwszy do mieszkania Tadeusza Stecia. Co zastali? – Bałagan, ślady penetracji mebli, porozrzucane luźne papiery, ubrania, zdjecia, dokumenty i do tego nieznośny fetor – pisze Stanisław Firszt. Prace przy porządkowaniu rzeczy znalezionych w mieszkaniu Stecia i jego matki trwały niemal trzy miesiące, ale sensacyjnych odkryć nie było. – Mit o ogromnych i wspaniałych zbiorach Tadeusza Stecia rozwiał się jak mgła, przynajmniej jeśli chodzi o przedmioty, które zastała wspólna komisja komornika i muzeum – podkreśla Firszt.
    Nie można jednak wykluczyć, że najcenniejsze przedmioty zostały wcześniej z lokalu zabrane i sprzedane. Danuta W. miała przecież klucz do mieszkania Stecia. Gazeta Robotnicza, w jednym ze swoich magazynowych wydań, sugerowała, że opiekunka wyniosła wiele zabytkowych książek, choć nie miała do tego prawa…Pytania bez odpowiedzi Nie zmienia to faktu, że okoliczności zamordowania Tadeusza Stecia najpewniej nigdy na światło dzienne nie wyjdą. Pozostają wątpliwości: dlaczego przewodnik w swoim życiorysie napisał, że na ziemie zachodnie przyjechał w czerwcu 1946 roku, a wcześniej niemal rok przebywał w klasztorze w Tyńcu? Z elacji świadków jak i wypowiedzi samego Stecia wynika, że w czerwcu 1945 roku penetrował tajne archiwa w Radomierzycach pod Zgorzelcem.
    Jak poznał pułkownika Piotra Jaroszewicza, który był od Stecia starszy o 16 lat?
    Dlaczego akurat dwudziestoletni człowiek, który planował być księdzem, udaje się z misją Ludowego Wojska Polskiego do radomierskiego pałacu, aby obejrzeć tajne akta niemal z całej Europy zgromadzone tam przez uciekających przed aliantami hitlerowców? Co takiego widział w Radomierzycach Steć? Z jego relacji wynika, że zabrał stamtąd tylko książki o walońskich skarbach, a jego wiedza o służbach specjalnych równała się wówczas zeru.
    Literatura: Skarbiec Ducha Gór, nr 3 (15) 2000, Jawor Stanisław A, Firszt Stanisław, Turski Cezary, Szoka Henryk – autorzy artykułów poświęconych T. Steciowi, Print Jelenia Góra, 2000
  • madohora Re: Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 02.09.11, 12:47
    Artykuł o Tadeuszu Stecu pochodzi z tej strony

    www.jelonka.com/news,single,init,article,3168
    Z jedną uwagą:


    " 12-09-2007 12:06 | ~henryk@piecuch.pl |

    Branie treści książek z gatunku political fiction [vide: "Bruderszaft ze śmiercią"] jest zadiwiające, acz, jak widać, często stosowane. Majdrowanie na tej podstawie mat. prasowych a nawet filmowych i przedstawianie ich jako prawdę objawioną jest, moim zdaniem, już czymś znacznie gorszym. Przykro mi, że moje książki niekiedy stają się przedmiotem manipulacji i spekulacji. Mając to na uwadze ogłosiłem w "Odkrywcy" stosowne wyjaśnienia dotyczące T. Stecia, P. Jaroszewicza, Radomierzyc etc. Niestety, niewiele to pomogło. Nic na to nie mogę poradzić. Pozdrawiam serdecznie Henryk Piecuch"
  • madohora Jerzy Fonkowicz 02.09.11, 12:50
    Jerzy Henryk Fonkowicz (ur. 19 stycznia 1922 w Warszawie, zm. 7 października 1997 w Konstancinie-Jeziornie) – generał brygady Wojska Polskiego, szef Departamentu Kadr MON od października 1956, attaché wojskowy PRL w Helsinkach, od 1968 w stanie spoczynku.
    W konspiracji ukończył szkołę podchorążych piechoty; studiował chemię na Politechnice Warszawskiej, w 1961 ukończył ASG WP. Jako ppłk Oddziału II Armii Ludowej, mianowany szefem specjalnej grupy bojowej przy Sztabie Głównym tej formacji. 17 kwietnia 1944 na rozkaz Mariana Spychalskiego przeprowadził akcję na archiwum Delegatury Rządu na Kraj przy ul. Poznańskiej 12 w Warszawie. W jej wyniku kontakt konspiracyjny Armii Krajowej ujawniony został gestapo za pośrednictwem podwójnego agenta Artura Jastrzębskiego, a AL zdobyła materiały o przedwojennej policyjnej agenturze w szeregach komunistów. Spowodowało to falę aresztowań żołnierzy AK.W 1944 aresztowany, uwięziony na Pawiaku i wywieziony do obozu pracy w Niemczech. W 1945 mianowany szefem Oddziału III Głównego Zarządu Informacji WP (osłona kontrwywiadowcza jednostek WP). Z jego ramienia w czerwcu 1945 wraz z Piotrem Jaroszewiczem i Tadeuszem Steciem brał udział w przejęciu niemieckiego archiwum w Radomierzycach[3]. Składały się nań zwożone przez Niemców pod koniec wojny do miejscowego pałacu liczne skrzynie, zawierające zebrane w całej Europie, tajne dokumenty. Migrację akt o nieocenionej - gdyż mogły być wykorzystywane w rozgrywkach po wojnie - wartości, nadzorował bezpośrednio Walter Schellenberg, szef VI departamentu Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA)[4].. W l. 1949–50 pracował w kwatermistrzostwie, 1955–1956 z-ca Dyrektora Generalnego Wojskowego Korpusu Górniczego. Od października 1956 do grudnia 1964 szef Departamentu Kadr MON (przeprowadził oczyszczenie polskiej armii z dowódców i kadry oficerów radzieckich), następnie do 1967 r. attaché wojskowy w Finlandii. Po wydarzeniach marcowych w kwietniu 1968 r. zwolniony z zawodowej służby wojskowej. Zafascynowany Skandynawią, wieloletni sekretarz Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Fińskiej, autor Helsińskiego i Sztokholmskiego ABC oraz ABC Oslo, a także kilku innych przewodników po Skandynawii (Kwiaty w dolinach fiordów, O czym śpiewa kantele). Odznaczony fińskim Krzyżem Komandorskim Orderu Białej Róży.
    Torturowany, zginął w wyniku długotrwałych tortur podczas napadu rabunkowego na jego dom w Konstancinie.Jest jednym z bohaterów książki Krzysztofa Kąkolewskiego Generałowie giną w czasie pokoju.

    Źródło: Wikipedia.pl

    pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Fonkowicz
  • madohora Re: Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 27.01.12, 08:26
    I w dalszym ciągu sprawa pozostaje w tak zwanej sferze tajemnic. Pewnie nigdy się nie dowiemy co tak naprawdę się wydarzyło.
  • madohora Re: Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 28.03.12, 13:54
    Niedawno czytałam Detektywa no cóż i tak w dalszym ciągu nic nie wiadomo.
  • madohora Re: Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 09.07.12, 15:15
    >...<
  • madohora Re: Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 30.08.12, 18:48
    Pierwszego września 1992 roku i zapisano już sterty makulatury a dalej nie wiadomo o co w tym wszystkim chodziło?
  • madohora Re: Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 04.10.12, 22:38
    ***
  • madohora Re: Sprawy nie wyjaśnione zabójstwo Jaroszewiczów 16.12.12, 19:16

Inne wątki na temat:
Pełna wersja