4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki

07.09.11, 10:56
zamknięty
Juliusz Słowacki herbu Leliwa (ur. 4 września 1809 w Krzemieńcu, zm. 3 kwietnia 1849 w Paryżu) – jeden z najwybitniejszych poetów polskich doby romantyzmu, dramaturg i epistolograf. Obok Mickiewicza i Krasińskiego określany jako jeden z Wieszczów Narodowych. Twórca filozofii genezyjskiej (pneumatycznej), epizodycznie związany także z mesjanizmem polskim. Był też mistykiem. Obok Mickiewicza uznawany powszechnie za największego przedstawiciela polskiego romantyzmu. Utwory Słowackiego, zgodnie z duchem epoki i ówczesną sytuacją narodu polskiego, podejmowały istotne problemy związane z walką narodowowyzwoleńczą, z przeszłością narodu i przyczynami niewoli, ale także poruszały uniwersalne tematy egzystencjalne. Jego twórczość wyróżniała się mistycyzmem, wspaniałym bogactwem wyobraźni, poetyckich przenośni i języka. Jako liryk zasłynął pieśniami odwołującymi się do Orientu, źródeł ludowych i słowiańszczyzny. Był poetą nastrojów, mistrzem operowania słowem. Obok Cypriana Kamila Norwida i Tadeusza Micińskiego uważany za największego z mistyków polskiej poezji. Miał zresztą (i opisał je w Raptularzu)doświadczenia mistyczne. Wywarł ogromny wpływ na późniejszych poetów Młodej Polski i Dwudziestolecia międzywojennego w Polsce, m.in. Antoniego Langego, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego czy Jana Lechonia. 9 stycznia 2009 r. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ogłosił rok 2009 Rokiem Juliusza Słowackiego
    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 07.09.11, 11:54
      zamknięty
      Urodził się w Krzemieńcu w południowo-wschodniej części dawnej Rzeczypospolitej. Jego ojciec, Euzebiusz, był profesorem literatury w Liceum Krzemienieckim i Uniwersytecie Wileńskim. Matka Słowackiego, Salomea z Januszewskich, osoba o dużej kulturze literackiej i osobistej, po śmierci męża zajmowała się wychowywaniem syna. W domu państwa Słowackich panowała atmosfera uwielbienia twórczości klasycystów, co miało decydujący wpływ na późniejsze przemiany światopoglądowe twórcy Króla-Ducha. W 1818, dzięki licznym znajomościom wśród wysoko postawionych elit, Salomea wyszła za mąż po raz drugi, za lekarza Augusta Bécu. Matka przyszłego poety prowadziła coś na kształt salonu literackiego, dzięki czemu Juliusz miał w dzieciństwie i wczesnej młodości szeroki kontakt z ówczesną elitą intelektualną, zwłaszcza z kręgu Uniwersytetu Wileńskiego. Tym sposobem poznał m.in. Adama Mickiewicza przed jego deportacją z Litwy i Ludwikę Śniadecką – pierwszą, nieodwzajemnioną miłość. Po studiach prawniczych (w latach 1825–1828) w Wilnie wyjechał do Krzemieńca, gdzie kilka miesięcy przebywał z matką.

      W połowie lutego 1829 wyjechał z Krzemieńca do Warszawy. 30 marca objął posadę aplikanta w Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu. Na początku 1830 w roczniku Melitele zadebiutował bezimiennie powieścią poetycką Hugo. Po wybuchu powstania listopadowego poeta, niezdolny do służby z bronią w ręku, 9 stycznia 1831 podjął pracę w powstańczym Biurze Dyplomatycznym księcia Adama Jerzego Czartoryskiego. 8 marca opuścił Warszawę i przez Wrocław udał się do Drezna. Wieczorem 25 lipca, w ramach misji dyplomatycznej zleconej przez powstańczy Rząd Narodowy, wyruszył z pilnymi listami do polskich przedstawicieli w Paryżu i Londynie. Jadąc przez Lipsk, Weimar, Eisenach, Fuldę, Frankfurt, Moguncję, Metz i Verdun, 31 lipca w południe dotarł do Paryża. Następnego dnia specjalnie wynajętym statkiem z Calais przepłynął do Dover i dotarł do Londynu
    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 07.09.11, 11:54
      zamknięty
      Pobyt w Londynie, który zachwycił Słowackiego, przeciągnął się do września. Przez wzburzone wody Cieśniny Kaletańskiej poeta wrócił na kontynent z zamiarem pozostania przez jakiś czas na emigracji we Francji. Zawiedziony Paryżem (który oceniał znacznie gorzej od Londynu) i zniechęcony stosunkami wśród polskiej emigracji podjął decyzję o wyjeździe do Szwajcarii. 30 grudnia 1832 r. opuścił stolicę Francji i osiadł nad Jeziorem Genewskim, w Pâquis na przedmieściu Genewy. Czas poświęcał na pisanie, długie pobyty w bibliotekach, wycieczki łodzią po jeziorze i liczne spotkania towarzyskie. W tym czasie wydał trzeci tom Poezji (1833).

      Na początku sierpnia 1834 r. wraz z polską rodziną Wodzińskich wyruszył na długą wyprawę w Alpy. Statkiem przez Jezioro Genewskie dotarli do Villeneuve, skąd wyruszyli w górę doliny Rodanu. Na mułach pokonali góry osiagając Spiez, po czym statkiem przez jeziora Thun i Brienz dopłynęli do słynnej kaskady Giessbach. Stąd ponownie przez góry, przez Grindelwald i masyw Gotharda ze sławnym Teufelsbrücke nad rzeką Reuss osiągnęli Jezioro Czterech Kantonów z kapliczką Wilhelma Tella. Powrót nastąpił drogą kołową przez Lucernę i Berno do Genewy[2]. Wycieczka ta zaowocowała wieloma pięknymi wierszami, stanowiąc także tło dla najpiękniejszego poematu miłosnego pt. "W Szwajcarii".

      W lutym 1836 r. Słowacki opuścił Szwajcarię. Z Genewy dotarł do Marsylii, stamtąd parowcem przez morze do Livorno, skąd dyliżansem przez Civitavecchia do Rzymu. Tam nawiązał przyjaźń z Zygmuntem Krasińskim, który stał się pierwszym wnikliwym krytykiem twórczości Słowackiego[3]. Trzy miesiące później wyjechał do Neapolu, a stamtąd do Sorrento. Od sierpnia 1836 do czerwca 1837 podróżował po Grecji, Egipcie, Palestynie i Syrii. W końcu osiadł na stałe w Paryżu. Kiedy w czerwcu 1842 w Nanterre pod Paryżem powstało Koło Sprawy Bożej założone przez Andrzeja Towiańskiego, przystąpił do niego również Słowacki. Dzięki temu, że działał tu również Mickiewicz, poeci spotykali się wielokrotnie. Niezgoda na zasady panujące wśród towiańczyków (zakaz pisania, wzajemna spowiedź, uległość wobec Rosji) spowodowała odejście Słowackiego z Koła w listopadzie 1843. W 1848, mimo że był poważnie chory, wyruszył do Wielkopolski, by wziąć udział w powstaniu, jednak zamierzeń swych nie zrealizował. Wtedy też ostatni raz spotkał się z matką we Wrocławiu.
      Nigdy się nie ożenił. Był typowym rentierem. Przysyłane przez matkę pieniądze umiejętnie pomnażał, inwestując je na paryskiej giełdzie, m.in. w akcje kolei lyońskiej. Pozwoliło mu to zyskać pewną niezależność finansową. Umożliwiło to też Słowackiemu nie tylko wydawanie własnej twórczości, ale przede wszystkim poświęcenie sie tej twórczości.
    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 07.09.11, 11:54
      zamknięty
      Juliusz Słowacki został pochowany na paryskim Cmentarzu Montmartre. 14 czerwca 1927 ekshumowano szczątki Słowackiego[4], które następnie na polecenie marszałka Józefa Piłsudskiego zostały przewiezione do Polski. Jego trumna płynęła w górę Wisły z Gdańska do Krakowa na pokładzie statku Mickiewicz, który zatrzymywał się w licznych portach rzecznych, gdzie miejscowa ludność składała hołd prochom wieszcza. 28 czerwca na dziedzińcu zamku na Wawelu odbyła się uroczysta ceremonia pogrzebowa. Na jej zakończenie Józef Piłsudski wypowiedział wielokrotnie cytowane słowa: W imieniu Rządu Rzeczypospolitej polecam Panom odnieść trumnę Juliusza Słowackiego do krypty królewskiej, bo królom był równy. Jego prochy zostały złożone obok Adama Mickiewicza w Krypcie Wieszczów Narodowych w Katedrze na Wawelu. Był ulubionym poetą Józefa Piłsudskiego.
      Odnowiony, pierwotny grób Juliusza Słowackiego, zaprojektowany przez przyjaciela poety, francuskiego artystę Charles'a Pétiniaud-Dubos, można nadal oglądać na Cmentarzu Montmartre.
    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 28.01.12, 23:17
      zamknięty
      ...
    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 23.03.12, 12:50
      zamknięty
      ...
    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 05.07.12, 17:58
      zamknięty
      ....
    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 03.10.12, 13:18
      zamknięty
      ***
    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 14.12.12, 14:37
      zamknięty
      ***
    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 04.02.13, 22:23
      zamknięty

    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 09.04.13, 22:51
      zamknięty

    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 18.07.13, 11:00
      zamknięty

    • madohora W 1927 roku sprowadzono prochy Słowackiego na Wawe 14.03.14, 22:38
      zamknięty
      Pozostał tylko pusty grób na cmentarzu Montmar- tre .. . Rodacy na obczyźnie nie będą już mieli do kogo przychodzić co roku, pomodlić się nad Jego grobem i pomyśleć o ojczyźnie .. . Prochy Jego zabrała wolna ojczyzna. Spełnił się sen Jego; rzeczywistość zadała Jego słowom cios — bo oto wraca w triumfie na wzgórze wawelskie wśród bicia dzwonów, w serce Polski, by spocząć na wieki obok genjalnego Mickiewicza. Jedno z naszych marzeń gorących spełniło się. Będziemy my, uczniowie wielkiego mistrza, słońca mowy polskiej, cisi i spokojni, kiedy te drogie szczątki będą śród nas i codziennie, przez setki lat czciciele Jego ducha przychodzić będą do polskiego Westmins- teru, składać pokłon wieszczowi i modlić się przy Jego sarkofagu.
      Heljos słowiańszczyzny, Król - Duch jasnowłosego plemienia, śród świeczników serc płonących, wraca do wolnej ojczyzny po tułaczem życiu. Nieście Go w śpiewie dzwonów, śpiewajcie nad drugą Jego mogiłą Jego pieśni, co tchną, wieczności złotem, pod niebem płowem, kryjącem lud północy. —Duchu nasz święty! 78 lat nie było śród nas Twego ciała, które pożarła ziemia francuska, wessała Twe ciało w siebie, że prochem się stało tylko ! Dziś do żywego narodu powracasz, w inną Polskę, współczesną, oglądnąć ją oczyma duszy, lecz jakże zmienioną wobec oblicza świata i historji! Niegodni dotknąć Twych szat, mali, dźwigający na barkach wielki ojczyzny glob — dostąpiliśmy zaszczytu witania Ciebie, Czcząc Cię wtórnym królewskim pogrzebem, który się już nigdy nie powtórzy na ziemi. Hołd nasz, za cud Twoich pieśni, jest marnością jeno i późną wdzięcznością za zapomnienie przez jeden wiek 1 . . Twe biedne życie, troski, tułaczka i niezasłużona pogarda współczesnych, staje nam w oczach i wyciska łzy — wstyd pali nas,gdy sięgniemy myślą do pierwszego pogrzebu i samotności w ostatnich chwilach życia . . .Dziś Cię czcimy — daruj te grzechy przeszłości narodowi, a błogosław współczesnym. W duszach naszych wyrósł Twój posąg ze słów złotych, świętych, a wokoło niego wieją wieczne wichry boże, nieśmiertelne. Duchu! Pod łukami tęcz płynąć będą Twe prochy przez morza polskie i Wisłę, a za Tobą pójdą na wzgórze wawelskie wszystkie stany, a potem słońce, gwiazdy i księżyce, aby Ci hołd oddać i pożegnać Cię na sen wieczysty. Lato polskie ubrało się strojnie w zieleń wonną, aby Cię chwalić — co roku słowików chóry śpiewać Ci będą w każdej wiośnie, rozkrzyczane burze oświetlone błyskawicami, poruszą Twe prochy, gdy ucałują wieżyce wawelskie w przelocie — jesień zapłacze smutno o smętku dni Twoich na ziemi, a zima ubieli kraj na sen podobny Twemu.
      Wieszczu, który modliłeś się o wolność ojczyzny w każdej godzinie smutku, ilekroć ukazała się żałobtta postać Polski przed Twemi czarnemi oczyma — chwała Ci! Otwórzcie wasze dusze na przyjście jego promiennego ducha, niech zmartwychwstaje śród was, póki ziemia nosić na sobie będzie Polaków! Niech dzwony ze wszystkich kościołów grają żałobae larum nad jego trumną, a niebo się pokłonił Pieśniarz świata do ojczyzny wraca! Napełnijmy ten czas Jego duchem wzniołym, a tęczą pieśni Jego owińmy ciała — mówmy Jego pieśnią co dnia, jak on je śpiewał — wznieśmy się nią w czyny świetlane, byśmy poznali Go i byli Jego duchem wielcy. Kąpmy się w fontannach Jego natchnienia a wyjdziemy czyści i wielcy w Jutra dziedziny srebrne
    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 14.03.14, 22:41
      zamknięty
      Witaj nieśmiertelny duchu w bramach ojczyzny w hymnie zielonych drzew, w śpiewie ziemi rodzonej, w blasku gwiazd, księżyców, słońca, o których tak śpiewało Twoje kochające, czyste serce. Szumcie mu góry, rzeki, lasy, kłaniajcie się czerwone Tatry, grajcie mu morza i cały polski narodzie uskrzydlony w najwyższy podziw — Herubinowi poetów ! Nieś prochy swego syna - tułacza, tam gdzie schowałeś prochy wielkich ojców bezdzietnych ! Zanieś Go pod strojne z marmurów sklepienia, pod śpiż, bronzy i złoto tam, gdzie schowała się przeszłość
      w posągach. Słońce, stań nad prochami wieszcza i pokłoń się twemu śpiewakowi, gwiazd girlandy, sypcie perły nocą z swych zaczarowanych światów na wzgórze kościołów i grobów, za piękno, w które On was zaklął na w ie k i! Pozwól wieszczu, słońcu Twemu błyszczeć w narodzie i niech o cześć winną Tobie zawsze się upomina ! Niech małość nasza stanie się wielkością Twych pieśni i w nieśmiertelność się przetworzy

      Fr. Lipiński
    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 14.03.14, 22:46
      zamknięty
      Portret Jego.
      (wyjątek z , Pamiętników" arcyb. Z. Szcz. Felińkiego)

      Powierzchowność miał bardzo niepospolitą: budowa ciała wątła, mało rozwinięta, z jednem ramieniem nieco podniesionem, z piersią zapadłą i wychudłemi rękami, ukoronowana była głową kształtną o wyniosłem czole, z pod którego świeciły ogromne czarne oczy, patrzące tak głęboko i wyraziście, iż wzrokiem jednym mógłby całe poematy wypowiadać. Mały czarny wąsik zaledwie ocieniał wąskie lecz bardzo ruchome wargi, na k tó r y c h każde odbijało się uczucie, tak, iż na przemian już to drżały one rzewnem wzruszeniem, już zaciskały się gniewem, już wreszcie w y kwitał na nich wyraz takiego szyderstwa, iż biada temu, kto ten ironiczny uśmiech wywołał: żadna zniewaga nie zabolałaby go tyle, co ta lekceważąca
      wzgarda. Ze wszystkich wieszczów naszych, nie wyłączając nawet Mickiewicza, który w chwilach natchnienia przeistaczał się nie do poznania, żaden nie miał oblicza tak uduchowionego w życiu codziennem jak Słowacki. A nie tylko wyraz twarzy lecz i mowa jego
      nie schodziła nigdy z wyżyn poetyckiego nastroju. W epoce, w której go poznałem, t. j. na parę lat przed jego śmiercią, nie widziałem go ani razu w usposobieniu, nie mówię już trywialnem, ale pospolitem nawet. Czuć w nim było zawsze mędrca i poetę, zajętego wyłącznie kwestjami ducha i wieczności, albo opatrznościowego posłannictwa narodów. Nawet nierozdzielnie z ludzką naturą uczucia serca umiał on podnieść do tych wyżyn nadziemskich, gdzie panuje niezainąćony spokój z zamiłowania woli Bożej płynący Żadnej burzy, żadnego narzekania, żadnej nawet niecierpliwej żądzy dusza jego nie znała, pomimo, iż po ciernistej postępował drodze, tęskniąc ustawicznie do lepszego niż obecny świata. A i za grobem nie
      marzył o możebności jakiegoś szczęścia, zasadzającego się na ciągiem używaniu, lecz się odzywa do odchodzącego bohatera: „Niechaj nie sądzi, że jest upomijninek dla ducha in n y jaki nad spoczynek

      Opis z roku 1927 - zachowana oryginalna pisownia
    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 14.03.14, 22:49
      zamknięty
      JuijuszowI Słowackiemu w hołdzie na sprowadzenie zwłok Jego do kraju

      A oto wreszcie wybiła godzina,
      Ojczyzny wracają. Twe k o ś c i!
      Polska dziś Ciebie - najlepszego Syna
      W swem Panteonie wieki będzie gościć
      Między królami, którzy śnią tam smutni
      Ty wśród nich spoczniesz królu polskiej lutni 1 . •
      Wracasz do Polski po śnie nieprzespanym,
      W złotej girlandzie z słońc na swojej skroni
      W płaszczu z purpury - co nie wyżebranym
      Jest na Twym Duchu, bo pieśń Twoja dzwoni
      Potęgą tonów, czarodziejską siłą,
      Które] Ojczyźnie przed Tobą nie było 1 . .
      Ty Ją kochałeś jak najlepsze dziecię,
      Dla Niej sterałeś swoje lata młode
      Sławiąc Jej imię po szerokim świecie —
      Chciałeś Jej wrócić słoneczną swobodę . . .
      Dziś Ona wolna chrobrych synów mocą
      W której sztandary Wolności łopocą . . .
      Polska na Twoje W ie s zc zu powitanie
      Przed sarkofagiem chyli ze czcią czoła,
      Kładać swe serca na śmierci rydwanie
      I jakby wiankiem oplata dokoła . . .
      Bo Twej mocarnej pieśni czarnoksięstwo
      Wyczarowało za grobem zw y c ię stw o ! . . .
      W sercach Narodu znicz się wielki pali,
      Któryś rozżarzył Twą natchnioną duszą!
      Myśmy wsłuchani w oną p ieśń - wytrwali,
      Chociaż m ów ion o : oni zginąć muszą . . .
      Bo Tyś nam Mistrzu wśród tej nocy mglistej
      Świecił Swym Duchem, jako słup ognisty! . .
      U stóp Twej trumny zginamy kolana,
      By Cię powitać - oddać hołd popiołom,
      Które Ojczyzna wolnością świetlana
      W swoim przybytku każe strzec aniołom —
      Przy harfie złotej grającej w Narodzie,
      Abyś śnił wieczność na Wawelskim grodzie!

      Robert Rydz.
    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 14.03.14, 22:53
      zamknięty
      Życiorys Słowackiego wydrukowany w 1927 roku

      Genjalny nasz. wieszcz, Juljusz Słowacki, urodził się dnia 23 sierpnia 1809 roku w Krzemieńcu. Ojciec jego, Eujzebjusz, pochodził z Podhorzec z Mołopolski i odznaczał się nieskazitelnym i prawem charakterem. Niezmiernie wykształcony (był geometrą), w wolnych chwilach poświęć a się poezji, tłumacząc na język polski „Henrjadę" Woltera. W czasie tworzenia liceum krzemienieckiego przez Czackiego, powołano go na katedrę profesora literatury i historji polskiej. Żeni się z 16 letnią Salomeą, córką zarządcy dóbr licealnych w Krzemieńcu. Nie była ona piękna, lecz odznaczała się niezwykłym urokiem. W rok po ślubie przyszedł na świat syn Juljusz. W roku 1811 powołano ojca Juljusza na katedrę prof. literatury uniwersytetu wileńskiego. Życie małego Juljusza toczyło się pogodnie i szczęśliwie w gronie rodziców i znajomych. Dziecko wątłe, było fenomenem w rodzinie i przepowiadano mu niezwykłą przyszłość. W roku 1811 zmarł ojciec Juljusza. Juljusz wraz z matką przenoszą się do Krzemieńca i zamieszkują w domu rodziców. W cztery lata po śmierci męża oddała rękę prof. Dr. Becu. Przenosi się znowu do Wilna. Gościem codziennym, w domu ich była Ludwika Śniadecka, córka słynnego prof. uniwersytetu wileńskiego, pierwsza miłość poety. Przybrane siostry A- leksandra i Hersylja rozpieszczały braciszka, klóry w ich towarzystwie spędzał najszczęśliwsze lata. Pani Salomea ubóstwiała jedynaka, widząc w nim wcielenie wszystkich cnót i zalet. Pierwszych lekcji udziela mu sama, ucząc go czytać „Bajki“ Krasickiego i francuskiego, w którym to języku czytał „Ujadę11 Homera, „Żywoty11 Plutarcha. W roku 1819 wstąpił dogimnazjum w W ilnie. Na ławie szkolnej zaprzyjaźnił się ze starszym odeń Ludwikiem Spitz- naglem, niezwykle zdolnym, któremu także przepowiadano wielką przyszłość. Ludwik skończył samobójstwem. Wypadek ten wstrząsnął do głębi Słowackim. Dnia 26. września 1824 zmarł nagle, ojczym Juljusza, rażony piorunem. Pani Becu otrzymała dożywotną emeryturę, że byt jej i syna był zabezpieczony. Po ukończeniu gimnazjum zapisał się na uniwersytet wileński. Od młodych lat modlił się o sławę poetycką, toteż poezji zupełnie się poświęcił. Zapisawszy się na wydział nauk politycznych, przerzuca się na więcej nęcący go wydział filozoficzny. Zaznajamia zię z utworami Byrona, któremu, prawie ulega całe pokolenie poetyckie. Po skończeniu uniwersytetu wyjeżdża do Krzemieńca do matki, robiąc wycieczki do Odessy i w okolice. Dziewiętnastoletni poeta, mimo iż nie miał upodobania do zawodu urzędniczego, wyjeżdża do Warszawy i dostaje posadę ,,w oddziale sekretarjatu jen. Komisji skarbu. Nudne życie biurowe i samotność nie podobało mu się wcale, wolne chwile poświęcał pisaniu. Powstały wówczas „Hugo“, „Mnich", „Arab", „Jan Bielecki", oraz dwie tra- gedje „Mtndowe11 i „Marja Stuart*. W utworach tych znać wpływ Mickiewicza. W czasie powstania. 1830 roku, porwany nastrojem stolicy, napisał „Odę do wolności11, „Hymn do Bogarodzicy11 i „Kulig". Dnia 8. marca 1831 wyjeżdża z Warszawy na zawsze. W roku 1835 jest już w Genewie. We Wrocławiu pisze drugą część „Żmiji i spisuje pamiętniki. W kraju powstanie chyliło się ku upadkowi. Dnia 25. lipca niejaki Gorzeński wręcza Słowackiemu list od Warszawskiego rz^du narodowego do marszałka francuskiego Grouchy,, bawiącego w Londynie. Poeta otrzymawczy fundusz na podróż, wyjechał przez Paryż do Londynu. Zabawił tam miesiąc, zwiedzając w nim pamiątki. We wrześniu był już w Paryżu. Osiada w Paryżu pisząc dalszą część „Żmiji“ i powieść po francusku p. t. Le’roi de Ladava. W Paryżu otrzymuje od matki 3 000 franków na druk pierwszych tomików poezyj. Rozkup był żwawy, lecz w prasie było o nich cicho. W kraju były mało komu znane. W roku 1833 ogłasza trzeci tomik, kreśląc w przedmowie parę gorzkich uwag pod adresem społeczeństwa. Pierwsze utwory jego odznaczają się niepospolitą formą i pięknością języka.
    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 14.03.14, 22:57
      zamknięty
      W roku 1832 zawiera w Paryżu znajomość z Mickiewiczem, lecz krótkotrwałą, gdy dowiedział się, że ten porównał jego poezje do Kościoła bez Boga, a w trzeciej części „Dziadów11 przedstawił jego ojczyma Dr. Becu, jako zausznika Nowosilcowa gniębiciela polskości, wyjechał do Genewy. Zamieszkawszy w pensjonacie Pani Pattey, pisze „Kordjana11 wydaje go bezimiennie w Paryżu, Utwór ten świadczy o wielkim talencie dramatycznym Słowackiego, I może się równać z tragedjami Szekspira i Szyllera. Pochłania go lektura Kochanowskich, Szekspira, Danta, G. Sand, biblja i pisanie ‘ nowych utworów „Mazepy11 i „Balladyny11. Poznaje się z Wodzińską. Marją, z której rodziną robi wycieczki w góry szwajcarskie. Góry zrobiły na po- poecie wielkie wrażenie, jak o tem pisał do matki. Przenosi się później na drugą stronę Lemanu do wioski Veytoux. Tutaj pisze parę prześlicznych liryk: „Rozłączenie" „Stokrotki" i wiele innych. Pisze „Balladynę" uważając ją za jeden, z najlepszych swych utworów, która miała być irylogją dramatyczną (Balladyna — Lilia Weneda—Krakus).
      W roku 1836 udaje się do Rzymu, gdzie poznaje się z Zygmuntem Krasińskim i zawiera z nim serdeczną przyjaźń. W Rzymie rodzi się pomysł dalszej podróży do Grecji, Egiptu i ziemi Świętej. Proponowali ją przyjaciele Brzozowski i Holyński. Poeta zdecydp- wał się na jazdę i wyruszył w podróż dnia 24 sierpnia 1836 r. w towarzystwie Zenona Brzozowskiego w kierunku Grecji. Wrażenia z podróży postanowił od- zwierciadlić w poemacie „Podróż na wschód". Płynąc okrętem przez morze Śródziemne, pisze przecudowny „Hymn o zachodzie słońca na morzu" Kairo i Alek- sandrja zachwyciły naszego poetę, pisze tam „Rozmowę z piramidami11 i „Pieśń na Nilu11. Zwiedza Memfis, ruiny Denderach, Teby i statny Memnona. Po mozolnej podróży przez Gazę i Jaffę, stanęli 13 stycznia u bram Jerozolimy. Wrażenie było potężne. Zwiedza grób Chrystusa, okolice Jerozolimy, Morze Martwe, Betłeem, Jerycho i inne osobliwości. W górach libańskich zamknął się na przeciąg 6 tygodni w klasztorze Bet—chesz—bau. W podniosłym nastroju tworzy tam poeta „Posielenie11 i „Anhellego“. Dnia 4 maja wyjechał do Włoch, do Florencji. Stąd wysyła do druku rękopis „Anhellego“ który wyszedł tamże tego samego roku; pisze dalsze ustępy „Podróży na wschód11 „Trzy poemata11 (Wacław, Ojciec zadżumio- nych, w Sz.wajearji). W roku 1838 przybywa do Paryża, żyje osamotniony, nie wdając się w spory emigracyjne. Wydaje tu drukiem „Balladynę11, pisze „Lilię Wenedę11, „Krakusa11, „Wallenroda11, „Jana Kazimierza11, ,,Beatrix Cenci11 i cały szereg poezyj lirycznych W roku 1841 ogłasza pięć pierwszych części „Beniowskiego11 jedno z jego największych arcydzieł. W lataćh 1841—42 pisze dalszy ciąg „Beniowskiego11, „Fantazego11, „Złotą czaszkę" i przekłada genjalnie dramat Calderona „Książę niezłomny1'. Około 1842 poznaje się z mistykiem i mesjanistą polskim Andrzejem Towiańskim, który ulega jego wpływowi, tak samo jak Mickiewicz. Wszedł w grono towiańczyków i godzi się z Mickiewiczem. Poetę jednak niecierpliwiła pedantyczna i ciasna formalistyka towiańczyków, występuje z koła i pracuje nadal nad sobą. Pisze „Księdza Marka, „Sen srebrny Salomei. Rozczytuje się z zapałem w dziełach filozoficznych, pisząc później „Genezis Ducha“. W niem też tkwią wszystkie zarodkowe pomysły arcypo- ematu „Króla-Ducha“. Rapsod pierwszy wydaje w r. 1847 bezimiennie. Pod koniec 1847 pojawiły się gwałtowne krwotoki, gorączka i zupełne wyczerpanie sił. Ostatnim wysiłkiem przerwawszy pracę nad „Królem Duchem11 rzuca się w wir życia politycznego. W drodze powrotnej z Poznania (pragnąc rozpocząć działanie w tym zaborze) we Wrocławiu, po 18 letniej rozłące, spotyka się z ukochaną matką, którą miał nigdy już nie zobaczyć. Gorączka i krwotoki trawiły przemęczony organizm dalej, mimo to nie zaniechał pracy nad „Królem Duchem ". Szczęsny Feliński (późniejszy arcybiskup) często wyręczał poetę, nie porzucając go ani na chwilę. Umiera 4 kwietnia 1849 Pogrzeb odbył się w 24 godzin po zgonie. Wszystkich naszych poetów przewyższa Słowacki wspaniałym językiem i stylem. Krasiński, który go najlepiej rozumiał, napisał w 1841 o nim, co następuje: Potęga Juljusza najbardziej w stylu zawarta. Styl Słowackiego, to on sam, to ducha jego kierunek, roztapianie się nieustanne na wszystkie strony i ku wszystkim stronom; Nikt tak smukłe, gibko, fantastycznie po polsku nie pisał; pokora, z którą wiersz mu niewolnikiem, przechodzi wszelkie prawdopodobieństwo; na króla nam wygląda, kiedy zacznie mowie polskiej rozkazywać, Biegną ku niemu tłumem miary, rymy, obrazy, a on je despotycznym kaprysem posyła, gdzie chce — każe im płynąć — a płyną — wić się powoli, a pełzną — wylecieć, a wylatują i lecą, jak orły, aż prosi się język o folgi nieco, ale napróżno, mistrz go ujął i nie puści — musi się on pod jego twórczem tchnie rozkazywać, Biegną ku niemu tłumem miary, rymy, obrazy, a on je despotycznym kaprysem posyła, gdzie chce
      — każe im płynąć — a płyną — wić się powoli, a pełzną — wylecieć, a wylatują i lecą, jak orły, aż prosi się język o folgi nieco, ale napróżno, mistrz go ujął i nie puści — musi się on pod jego twórczem tchnieniem rozrabiać i przerabiać bez końca, musi wszystkich kształty przybrać od prozy, nad którą poetyczniejszej w żadnym języku nie znamy, aż do wiersza krótkiego, doraźnego co jak nóż ostry pada i utyka w sercu. W czarnoksięstwie stylu Słowacki stanął tak wysoko, że nikt wyższym od niego, a równym rzadko kto.
      F. L. 1927 rok
    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 14.03.14, 23:00
      zamknięty
      Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami.
      Nigdy mi, kto szlachetny, nie był obojętny:
      Dziś was rzucam i dalej idę w cień z duchami
      A jak gdyby tu szczęście było — idę smętny.

      Nie zostawiłem tutaj żadnego dziedzica
      Ani dla mojej lutni, ani dla imienia:
      Imię moje tak przeszło jako błyskawica
      I będzie jak dźwięk pusty trwać przez pokolenia

      Lecz wy, coście mię znali, w podaniach przekażcie
      Żem dla ojczyzny sterał moje lata młode,
      A póki okręt walczył, siedziałem na maszcie,
      A gdy tonął, z okrętem poszedłem pod wodę . ..

      Ale kiedyś — o smętnych losach zadumany
      Mojej biednej Ojczyzny
      Że płaszcz na moim duchu był niewyżebrany.
      Ale świetnościami moich dawnych przodków świetny.

      Niech przyjaciele moi w nocy się zgromadzą,
      I biedne serce moje spalą w aloesie,
      I tej, która mi dała to serce, oddadzą —
      Tak się matkom odpłaca świat, gdy proch odniesie . . .

      Niech przyjaciele moi siędą przy pucharze
      Jeżeli będę duchem, to się im pokażę,
      Jeśli Bóg nie uwolni od męki, nie przyjdę . .
      .zapiją mój pogrzeb — oraz własną biedę:

      Lecz zaklinam — niech żywi nie tracą nadziei
      I przed narodem niosą oświaty kaganiec;
      A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei,
      Jak kamienie, przez Boga rzucane na szaniec!..

      Co do mnie — ja maleńką zostawiam tu drużbę
      Tycb, co mogli pokochać serce moje dumne;
      Znać, że srogą spełniłem, twardą bożą służbę
      I zgodziłem się tu mieć niepłakaną trumnę.

      Kto drugi tak bez świata oklasków się zgodzi
      Iść ?. . . taką obojętność, jak ja mieć dla świata ?
      Być sternikiem duchami napełnionej łodzi,
      I tak cicho odlecieć, jak duch, gdy odlała?

      Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna
      Co mnie żywemu na nic . . . tylko czoło zdobi,
      Lecz po śmierci was będzie gniotła niewidzialna,
      Aż was, zjadacze chleba — w aniołów przerobi.

      Juljusz Słowacki
    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 14.03.14, 23:06
      zamknięty
      Jako naoczny świadek ostatnich chwil wieszcza Szczęsny Feliński, zaraz po śmierci poety napisał wspomnienie dla rodziny Słowackiego, które poniżej zamieszczamy : Od tej chwili nie odstąpił już przyjaciela aż do samego zgonu. Przy pierwszym powitaniu zagadnął go Słowacki takiemi słowy: „Dobrze, żeś przyjechał. Nie będę tak samotny w ostatnich chwilach, bo już wszystko się kończy. Pan Bóg mnie wzywa do siebie." — Następnych dni mało już mówił o swoim zdrowiu i chociaż po nocach nie sypiał i często cierpiał mocno, w dzień jednak był rzeźwy i czynny, jak dawniej. Pierwszego kwietnia powiedział Szczęsnemu, że w nocy tak mu źle było, że dnia nie spodziewał się dożyć. Pytał, czy nie zna jakiego ubogiego, któryby chciał sypiać u niego. Szczęsny ofiarował mu sam usługi swoje. Nie przyjął ich jednak, za powód to podając, że mu zajęć jego nie chce przerywać. Zresztą mieli jeszcze później pomówić o tem. „Wreszcie — dodał — może mnie Bóg i tak jakoś przeniesie.” —Nazajutrz mówił Szczęsnemu, że zaczął przepisywać jeden z niewydanych jeszcze swoich poematów ale tak mało ma siły, że musiał zaprzestać. Szczęsny mu zaproponował, żeby mu dyktował, co też przyjął. I tak napisali jedną pieśń; ale i to Słowackiego męczyło, tak iż resztę odłożyli na później.
      Kiedy miał Szczęsny już odchodzić do siebie polecił mu Słowacki, żeby poszedł pytać się księdza, czy będzie mógł przyjść z Sakramentem do niego. Zlecenie to Szczęsny wypełnił. Kiedy dnia następnego przyszedł do Juljusza, pytając, kiedy się chce spowiadać, zastał u niego przyjaciela jego Petiniauda, który od czasu choroby codziennie Słowackiego odwiedzał. Ten mu powiedział, że chory bardzo źle noc przepędził; a chociaż z rana wstał i chodził, jednak go to męczyło że koło dziesiątej zemdlał i zdawało się, że już skończył. Na pytanie Szczęsnego, jak się czuje, odrzekł Słowacki, że ma teraz gorączkę, i czuje się bardzo nie dobrze. Przyzwano księdza. Ten pomówiwszy z nim trochę, poszedł do kościoła po Najśw, Sakrament. Tymczasem Juljusz widząc obecnych w rozrzewnieniu, wziął Szczęsnego za rękę i głosem przerywanym, lecz spokojnym rzekł te słowa do niego: „Powiedz mojej matce, że nic do niej nie napisałem, bo tych rzeczy pisać niemożna; ale szczęśliwy jestem, że dziś jakby na pożegnanie, wspomnienie jej odebrałem, i z myślą o niej umieram". Po chwili milczenia, wzniósł oczy w górę i tonem jeszcze uroczystszym mówił dalej: „Wiara w nieśmiertelność ducha i sprawiedliwość bożą jest wielkim darem Stwórcy nam udzielonym! Ta wiara tylko pozwala spokojnie śmierć przyjąć. Ale dziś ja ufam W sprawiedliwość Bożą bo ją pojmuję; i tak ufam, że gdybym mógł powierzyć ducha mego w ręce matki, aby ona wynadgrodziła go stosownie do zasługi, nie- oddałbym go z taką ufnością, z jaką go dziś oddaję w Wszechmocne ręce Stwórcy. Wszak prawda? ciągnął dalej, obracając mowę do Szczęsnego: gdziekolwiek ostatnia godznia cię zastanie, czy na wysokim urzędzie, czy w skromnym wiejskim
      domku, czy we własnym dworze: przyjmiesz wolę Bożą spokojnie i z godnością, jaka nieśmiertelnemu duchowi przystoi. W tem wszedł ksiądz; a po odbytej spowiedzi ofiarował mu przenajświętszy Sakrament, Juljusz wstał o własnych siłach i ukląkł na łóżku, potem przyjął ostatnie namaszcenie’ z zupełną przytomnością i modląc się się ciągle. Po przyjęciu św. Sakr, gorączka opuściła go zupełnie, oczy się rozjaśniły i na pogodnej twarzy uśmiech się ukazał tak łagodny i ujmujący, że niebyło można oderwać wzroku, od tego oblicza cudownie pięknego świętem zachwyceniem. Po chwili takiego wewnętrznego skupieuia wyciągnął ręce do przyjaciół i z łagodnem uśmiechem powiedział: — Niech będą dzięki Stwórcy, że pozwolił mi przed zgonem przyjąć Sakramenta Święte. Myślałem często o tem, czy też tej łaski dostąpię".
      Potem wypił trochę gorącej herbaty i prośił, żeby go zostawi-. Ii samego, gdyż chciał spocząć.
      Wyszli wszyscy do drugiego pokoju, ale drzwi były otwarte, i widzieli, jak zamykał oczy na chwilę i jakby lękając się, by to nie był sen ostatni, znowu otwierał je nagle. Oddech jego pył trudny przerywany. Widząc, że nie śpi, obecni weszli do jego pokoju; prosił o trochę wina czerwonego. Podano wino, ale je już z trudnością przełknął. Potem kazał Szczęsnemu przynieść książkę, z której mu wigilję dnia owego dyktował i pokazywał mu, w jakim porządku dalej pisać trzeba. Ale nie doszedłszy do końca, zamknął ją mówiąc z uśmiechem: „Wszystko to głupstwo. Potem prosił, żeby go posadzić w innej pozycji, a kiedy to uskuteczniono, powiedział, zawsze z uśmiechem: „może to w tem położeniu śmierć mię zastanie. Zamilkł, ale ciągle spozierał na zegarek, jakby chciał wiedzieć, o której godzinie do wieczności się przenosi. Przed samym zgonem wyciągnął ręce i zrobił znak, że chce wstać. Lecz zaledwie go podnieśli, obfity pot zaczął prawie lać się z jego twarzy i całe ciało mocno drżeć poczęło — oddech jego był coraz cięższy — coraz powoli słabł — oczy na wpół się zamknęły i mgłą zaszły. Nacieranie skroni i pulsu eterem nic nie pomogło. Powoli oddech ustał —serce bić przestało — wszystko się skończyło — już nie żył. Było to dnia 3. kwietnia 1849 roku. Liczył poeta wtedy lat czterdzieści niespełna. We dwa dni potem wiózł wóz skromny zwłoki zmarłego do kościoła św. Filipa du Roule, a stąd na cmentarz Montmartre. Nie było mu tedy dano spocząć w tym śnie nieprzespanym na miejscu, na którem dawniej, w pełni jeszcze żywota swego marzył nieraz, że spocznie kiedyś na wieki. Miało to być w ojczyźnie na cmentarzu Krzemienieckim, pod cieniem znanej czereśni, która tam grób dziada i babki jego ocienia. Orszak żałobny, postępujący za trumną, składał się z małej garstki samych tylko rodaków, po większej części wspołtowarzyszów w tułactwie. Adama Mickiewicza nie widziano pomiędzy nimi. Nad grobem nie odezwało się żadne słowo ostatniego pożegnania na tę daleką drogę wieczności. Ponure milczenie przerywały tylko grudki obcej ziemi, które z głuchym stukiem z rąk przyjaciół spadały na wieko trumny

      Rok 1927
    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 14.03.14, 23:08
      zamknięty
      Idzie wielka, wszechpotężna, najczystsza niby kryształ i najpiękniejsza Diby słońce Moc po ziemi, daje narodom „męże zacne i proroki“, mężów wielkich duchem, daje wieszczów i prometeuszów o dantejskiej sile natchnienia, daje genjuszów, sięgających łotem myśli „w niebios strop" — to Opatrzność!
      Od najdawniejszych czasów wszystkie ludy ze szczególniejszem uwielbieniem czciły poetów własnych a nawet obcych, twierdząc, że Bóg uposarzył ich ja- kiemiś szczególniejszemi darami. 1 słusznie czynili dawni ludzie, że czcili tych, których uważali za najszlachetniejszych i najlepszych pośród siebie. Słusznie też i my czynimy, że wielkim mężom w narodzie oddajemy cześć za życia i szanujemy ich pamięć po śmierci. Przez to bowiem uznajemy także i własną wartość moralną, umiejąc szanować to, co jest godne szacunku. Znaczenie i stanowisko wieszcza w narodzie określa przepięknemi i wzniosłemi słowy Bohdan Zaleski: t
      „Wieszcz, to wybrane przedrogie naczynie,
      To coś z wszechmocy Bożej w kruchej glinie Darowanego ludowi na chlubę,
      Na światłość wiekom pod ciemności grube.
      Jako wysoka wieżyca u morza,
      Na której czole zapalona zorza
      Świeci żeglarzom w nocach ku przystani
      Wieszcz świeci ziomkom śród czasów odchlani..."
      W dziejach naszych mamy wielu mężów sławnych którym należy się od nas hołd i uwielbienie.
      W rzędzie tych wielkich świateł, gorejących na niebie naszem jaśnieje obok wielu innych szczególnym blaskiem świetlane imię Juljusza Słowackiego! Imię to rozbrzmiewa dzisiaj w całej Polsce, jak długa i szeroka i każdy wymawia je z uszanowaniem, dumą i miłością. Cały kraj chyli czoło przed prochami wielkiego poety. On całem sercem umiłował swą ojczyznę, bolał i płakał nad jej nieszczęściem. Genjusz Słowackiego przyozdobił świątynię mowy ojczystej szafirem, mozaiką brylantów i miljonem pereł — on odział ją w purpurowy płaszcz królewski i uczynił ją tak dzwięczną, miłą i piękną, a niby mimoza czułą, że najdelikatniejsze odcienia, z nitek pajęczych złożone mogą być złożone mogą być oddane. On zaglądnął do .matecznika" poezji, tworząc z niej przepiękne komnaty pałaców królewskich. Poeta dał jej teką siłę mocy czarodziejskiej, że nie tylko Polska chyli czoło przed giganlyczną potęgą Króla-Ducha lecz również i ludy Europy oddają hołd temu Mocarzowi słowa. Słowacki miał niepospolitą zdolność twórczą, lotną i bujną wyobraźnię, jak żaden z naszych poetów W parze z fantazją szła uczciwość o niezwykłej wrażliwości, zdolna do wyśpiewania wszystkich tęsknot duszy, marzeń i wszystkich czarów przyrody. Jest to prawdziwy władca Jmowy polskiej i mistrz nad mistrze! Dał nam właśnie to, co dać pragnął:
      „Chodzi mi o to aby język giętki Powiedział wszystko, co pomyśli głowa.
      A czasem był jak piorun jasny, prędki,
      A czasem smutny jako pieśń stepowa A czasem jako skarga nimfy miętki A czasem piękny jak aniołów mowa ..."
      Te pierwiastki w nim podziwiamy i kochamy go za jego miłość ojczyzny, którą chciał widzieć potężną, a w serca Polaków wlać moc niezłomną i przekuć ich dusze na granit. Jeżeli duch Mickiewicza rozniecił wielki ogień poezji, posyłającej swe promienie aż pod strzechy wieśniacze, to siła genjusza Słowackiego polega na podtrzymywaniu ognistego słupa poezji w ciągłej jasności i blasku. Dzieła poety nie zbłądziły dotąd pod strzechy wieśniacze, bo one są mniej dostępne dla ogółu — powoli jednak coraz więcej zaczynają przemawiać do duszy narodu.
      Dzisiaj, w dniu sprowadzenia zwłok Słowackiego na ojczyzny łono, w 78 rocznicę zgonu najdalsze zakątki ziemi naszej, gdzie tylko mowa polska brzmi i serca polskie biją, powstają, by godnie uczcić Tego, co poezję polską wzbogacił i odkrył największe tajniki dróg, co dał narodowi rozkosze ducha i najszlachetniejsze uczucia, aby tajemnica zmartwychwstania stała się ciałem ...
      Poeta umiłował całą przeszłość i wszystko, co polskie — on przepowiedział, że Polski nie odrodzi obca moc, lecz siła jej ducha oraz praca dla ludu, w ludzie i przez lud. On zwątpiałym i upadłym na duchu dawał pokrzepienie, wołając: „Niech żywi nie tracą nadziei i przed narodem niosą oświaty kaganiec!" A więc dorodne ziarna oświaty mówi wielki duch, trzeba ponieść w lud. Wiedział bowiem, że światło nauki, światło miljonów kagańców utworzy wielki żar, który mocą swego blasku rozprószy ducha ciemnoty i odrodzi naród. Uczcić więc trzeba godnie tę Relikwję narodową, tego Znicza poezji i powtarzać za Konopnicką słowa piękne a dostojne:
      „Chcemy proroka — chcemy Króla - Ducha — chcemy wieczystego oka — chcemy wieszczego ucha .. .

      Franciszek J. Tryszczyła - 1927
    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 14.03.14, 23:14
      zamknięty
      Otwierają się bramy Wawelu...

      Otwierają się bramy katedry wawelskiej; dzwon „Zygmunt11 pręży swe serce, aby dźwięk wydać donośny, aby echo zatrzęsło szczytami Tatr, aby się wryło w stalowe fale Bałtyku. Lecz nietylko dzwon „Zygmunt" na wawelskim akropolu serce swe pręży; nieujarzmiony prąd wzrus-zenia zaczyna ogarniać także żywe ludzkie serca od Warty, Wisły po Prypeć, od Dniestru po Niemen. Coż to, czy jaki wódz wsławił się wielkiem zwycięstwem? Czy może Sobieski wraca z pod Wiednia, ocaliwszy od zagłady państwa Europy i wiarę Chrystusową? A może któryś z królów przywdziewać ma złocistą koronę i płaszcz purpurowy?
      Nie. Nie czcimy dziś wodza, który dzielnie umiał topić miecz we krwi wrogów i za tę krew, częstokroć nawet niewinną, chciał zbierać wieńce laurowe. I nie oczekujmy też królewskiej koronacji: nasi królowie pokładli swe głowy do trumien wawelskich podziemi, a berła swej władzy oddali w ręce śmierci.
      Dziś u nas inne święto: oto wraca do nas Król - Duch, którego władza nad nami jest nieśmiertelna. Wraca ten, który, jak niegdyś przed 90 laty, tak i dziś, woła do nas:
      „Baranki z ducha, ja pasterz wasz;
      Nad piękne zdroje powiodę was;
      Puszczę was, owieczki, na piękne kwiateczki I będę pasł".
      Skądże ta władza? Oto odpowiedź samego poety:
      \Pan Bóg mnie słucha, ozłocił twarz:
      Bogiem promienny, odprawiam bezsenny Anielską straż
      Wraca sternik naszemi duchami napełnionej łodzi, wraca wieszcz i największy poeta polski, Juljusz Słowacki. Źle powiedziałem — wracają tylko jego ziemskie prochy, które przed 78 latami spoczęły na ziemi francuskiej. Bo on sam, z swym duchem królewskim z swą podniebną poezją, która nas miała z przyziemnych zjadaczy chleba w aniołów przemienić — on był zawsze między nami.
      Był z nami, kiedy nam w swej młodzieńczej twórczości tragiczne dzieje Araba, Mnicha, czy Bieleckiego pokazywał; kiedy pieśniami do powstania listopadowego zagrzewał; kiedy nas po Szwajcarji oprowadzał i przecudną pieśń miłości śpiewał. Chciał nas mieć przy sobie, gdy w stroju Kordjana na alpejskich szczytach stoi i, pięknem przyrody odurzony, spala w słońcu wszelkie duszy wędzidła, aby tę duszę oczyszczoną, złożyć w ofierze wielkiego czynu na ołtarzu swej ojczyzny. Szkoda, że niewielu na taką wyżynę za Kordjanem wspiąć się mogło. Jakby wyzwanie do współzawodnictwa rzuca Kordjan słowa: „Pośród szlachetnych Kordjan zwycięzcą zostanie". Gdzie dowód? — Bo jak inni pokazują tylko swe oblicza, on pokaże swe czyste myśli i serce. — Był z nami, gdy nam pokazywał tragedję kobiety bez serca — Balladyny, lub anielską ofiarę Lilii Wenedy, lub nieukojony ból ojca zadżumionych, któremu straszna zaraża całą rodzinę wydarła. Naszym smutkiem przemówił, kiedy, jako tułacz bez ziemi ojczystej, znajdując się na pokładzie statku, oświetlonego blaskiem zachodzącego słońca, wyśpiewał ów hymn wieczorny ; „Smutno mi, Boże“. Jakże nie będzie smutno, kiedy okręt, zamiast ku północnej ojczyźnie, unosi go gdzieś w obce, dalekie strony. A choć to będzie ziemia słoneczna, ziemia, po której Chrystus stąpał — to jednak nie ta z nad Wisły, czy z pod Krzemieńca, więc woła pełen rezygnacji: Smutno mi, Boże!
      Z nami jest poeta, gdy z Anhellim oprowadza nas po ziemi sybirskiej, pokazując okropne rany życia społecznego. Nie wzdryga się, choć widzi, jak bledniemy na tyle okropności, choć dusza nam zamiera i chciałaby się cofnąć przed obrazem okropnego życia w mrok śmierci. On ją ciągnie i prowadzi dalej aby przeszła wszystkie męki, cierpienia i ofiary, a przez to
      aby się odrodziła i weszła na taką drogę, po której chodzą ludzie bez skazy — ludzie anieli — ludzie z ducha. Bo „wszystko przez Ducha i dla Ducha stworzone jest, a nic dla cielesnego celu nie istnieje. O tego to ducha walczył Słowacki przez całe życie.
    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 14.03.14, 23:21
      zamknięty
      Jeżeli dziś chcemy prochy naszego wieszcza należycie uczcić, to dokonamy tego tylko niezłomnem ślubowaniem, źe ducha własnego wciąż kształcić będziemy, stale go uszlachetniać, że go skierujemy ku idejom miłości, prawdy, poświęcenia i dobra wszelkiego.
      Duch na pierwszem miejscu a nie ciało. Duch światły a dobry. O to modlą się szczątki naszego
      wieszcza, powracając na łono ukochanej ojczyzny. Nie pozwólmy, aby te święte prochy miały w nas widzieć tylko to, co jest prochem ciała, co z duchem się nie łączy i dla ducha nie ży je ! Nie dopuścimy, aby nasz Król - Duch, wracając po latach tułaczki do wolnej ojczyzny, do której tak tęsknił za życia, miał znów wyrzec: Smutno mi, Boże! Z kwiatami, któremi
      obsypaliśmy jego trumnę, rzućmy mu nasze dusze, wołając: oto są takie, jakiemi chciałeś je widzieć — cierpieniem oczyszczone, nauką wiary i wiedzy oświecone, w pracy dla przyszłości zahartowane, na piękno wszelkie czułe a dla ciała niepobłażliwe. Panuj nad nami, książę niezłomny! Królu - Duchu! nad duszami naszemi trzymaj straż aby znamienia boskości nie utraciły, aby swej ludzkie godności nie sponiewierały. Królem - Duchem nazwaliśmy Słowackiego, mimo źe nigdy korony ani berła nie nosił, — ale prowadził zwykły żywot polskiego wygnańca - tułacza, który, opuściwszy kraj w r. 1831, t. j. w 22 roku życia, nie
      miał go już nigdy zobaczyć. Do końca bowiem życia przebywał za granicą, przenosząc się z miejsca na miejsce. Paryż, Londyn, Genewa, Rzym, Neapol, Grecja, Egipt, Palestyna — oto ważniejsze punkty, w których gościł nasz tułacz, nie mogąc wrócić na łono tej, dla której żyć pragnął. Na obczyźnie też powstały niemal wszystkie jego dzieła. Zmarł w Paryżu
      w r. 1849, mając zaledwie 40 lat. Zwłoki jego przez 78 lat spoczywały na ziemi francuskiej. Za życia pragnął, by szczątki jego śmiertelne spoczęły na glebie polskiej, a oto ta Polska otwiera przed nim najgłębsze skrytki swego serca, bo świątynię królewską na Wawelu i tam, pośród największych i najdzielniejszych dzieci swych go składa. Wraca Król - Duch, — wraca za życia. Bo któż śmie powiedzieć, że Słowacki nie żyje. Owszem, żyje on wśród nas życiem niesłychanie potężniejszem, niż kiedy wiek temu przebywał na obczyźnie i stamtąd
      do narodu przemawiał, a głos jego głuszyły walki i różne prądy polityczne tak na emigracji jak i w ojczyźnie. Dziś przebrzmiały drobne zgrzyty i fałszywe czasami akordy, a z muzy Słowackiego idzie ku Polsce jeden wielki, natchniony śpiew, wzywający nas do umiłowania tego co najwznioślejsze Boga i ojczyzny I nie pójdzie ten śpiew na daimo, nie przebrzmi
      bez echa. On będzie gwiazdą przewodnią naszego życia, jak był za czasów niewoli.
      Spojrzyjmy na te czasy. Na kraj nasz przyszły po latach świetności chwile klęski: rozbiory, upadek Napoleona, a tem samem upadek żywej nadziei w zmartwychwstanie Polski, potem jeszcze upadek powstania listopadowego. Naród, odurzony tylu klęskami, począł się gubić w niemocy i zapadać w stan odrętwienia. Któż go miał z tego chorobliwego stanu obudzić, jeśli wszystkie ważniejsze osobistości, jak oficerowie, posłowie, profesorowie, żołnierze i poeci,
      opuściły kraj, rzucając światu w oczy tym gestem żywy protest przeciw brutalnej przemocy.
      Wtedy to ster i władzę nad duchami opuszczonych przez jenerałów, dyplomatów i królów poezja, narzuciła się narodowi za przewodniczkę i stała się, jak może nigdy przedtem ani potem, wszechwładną panią serc i umysłów całego społeczeństwa. Poezja, odmieniwszy walkę na broń w walkę na pióra, broniła świętości narodowych, podtrzymywała wiarę w sprawiedliwość, wskazywała jutrzenkę swobody i zmartwychwstania Polski. Najsilniej przemówił Adam Mickiewicz, stając się odrazu duchowym przywódcą opuszczonego na łaskę
      wrogów narodu. Jednakże jego męskiej poezji brakło ideału kobiecości; jego poezji, pełnej barw i postaci, brakło muzykalności i lotności; jako realiście brak mu było płomiennej fantazji — braki te uzupełnił Juljusz Słowacki. Słowacki nie patrzał na ziemię, lecz wzrok w niebo utkwił i z gorejącą pochodnią poezji, która mu była światłem i postępem, przodował narodowi, wierząc, że go mocą słowa przeanieli. A dziwne są te jego słowa, pełne subtelnej kobiecej tkliwośei, pełne muzykalności i krasy. Język to brylantowy, język jakim nikt jeszcze nie władał przed nim. Słowacki dopiero pokazał, że nasz język nie jest mową barbarzyńców, jak sądzono na Zachodzie, ale jest językiem, którym można wszystkie uczucia wyrazić i wszystkie
      dźwięki wyśpiewać, niczem na harfie. „Chodzi mi o to, — mówi w „Beniowskim" — aby język giętki powiedział wszystko co pomyśli głowa ; . . . a czasem był jak piorun jasny, prędki, a cząsem smutny jako pieśń stepowa, a czasem jako skarga Nimfy miętki, a czasem piękny, jak aniołów mowa. Prawdziwy to więc władca mowy polskiej. Prawdziwy poeta, którego wyobraźnia królewska szła w parze z miękką uczuciowością, o wrażliwości niezwykłej,
      zdolna do wyśpiewania wszystkich tęsknot duszy, wszystkich czarów przyrody. On sam zresztą do swojej poezji przywiązywał znaczną wagę. Wierzył, że słowa jego nie pójdą na marne, że prędzej, czy później dostrzegą Polacy te perły bezcenne i będą się niemi karmić, niby manną,
      idąc ku światom ideału. „Jestem posągiem Memnona — mówi w „ Pamiętniku“ — ostawionym na grobie mojej ojczyzny i długo dźwięk mój będzie budził niknących na tej ziemi Polaków".
    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 14.03.14, 23:25
      zamknięty
      Wierzy poeta, że w jego dziełach jest siła fatalna, króra nas po wieki będzie gniotła, aż nas przerobi w aniołów. Ducha kształćcie: rozum i serce! W tern leży zbawienie kraju i jego zmartwychwstanie i cała przyszłość. Dlatego zaklina nas w „Testamencie": — „Niech żywi nie tracą nadziei i przed narodem niosą oświaty kaganiec". Niech żywi będą żywymi, to znaczy niech nie patrzą w groby, lecz ożywieni nadzieją, niech podążają ku szczytom swych pragnień ducha. „Miejcie nadzieję — woła Szaman w „Anhellim,, — bo nadzieja przyjdzie z was do przyszłych pokoleń i ożywi je; ale, jeśli w was umrze, to przyszłe pokolenia będą z ludzi martwych". Nadzieją żył sam poeta: nadzieja była mu jedyną osłodą w jego tułaczem życiu. Wierzył Słowacki, że choć niedoceniony przez współczesnych, znajdzie uznanie u potomnych; że niedola jego ojczyzny skończy się. Chwilowo smuci się, że nie będzie świadkiem tego cudu, kiedy Bóg rozwinie tęczę blasków wolności nad jego ziemią ojczystą, lecz musi się z tem zgodzić i zarazem pocieszyć tą myślą, że „na tęczę blasków, którą tak ogromnie anieli Twoi w niebie rozpostarli, nowi gdzieś ludzie, w sto lat będą po mnie, patrzący umarli. I niespełna sto lat minęło od chwili, kiedy Słowacki te słowa wymówił, gdy istotnie znaleźli się nowi ludzie, którym dane było ujrzeć swą ojczyznę w aureoli blasków wolności. Tymi ludźmi jesteśmy my-
      Ledwie się to stało, ledwie Polska otrząsła się z pyłu niewoli, gdy głos całego narodu zaczął się dopominać, aby ten, który z nazwiska Polski zrobił pacierz, co płacze i piorun, co błyska, który modlił się: „O Polsko! Polsko! Święta! Bogobojna! Jeżeli kiedy jasna i spokojna obrócisz twoje rozwidnione oczy na groby nasze, gdzie nas robak toczy; Polsko ty moja! gdy już nieprzytomni będziemy, wspomnij ty o nas, o wspomnij! “ — aby on znalazł się na ziemi ojców swoich. Nie pogrzeb to, ale raczej triumfalny pochód poprzez całą wolną ojczyznę wielkiego wieszcza naszego. Ta ojczyzna wita go jak matka najlepszego syna, otwierając mu bramy, ścieląc mu do stóp wonne kwiecie łąk naszych i serc naszych. On zaś w cichości zamyślenia podąża zwolna ku wawelskiej strażnicy, aby stamtąd, wraz z duchem Mickiewicza i Kościuszki, trzymać nad narodem anielską straż, by czuwać aż do dni ostatka. Król - Duch z nami!
      Król - Duch, który nie mieczem włada, ale boską muzyką słowa. Oto poprzez stosy wieńców dolatuje już od trumny Juljusza Słowackiego głos: Obyście wy, którzy często wołacie: Polska, Polska! — nie zapomnieli pewnego razu, co to słowo wogóle znaczy! Wszystko z Ducha jest i dla Ducha! „Niech się tak moje słowa, jak gromnice żarzą, „Gdy rydwan się potoczy na Górę Wawelską, „Niech wam palą sumienia, mózgi wam przerażą, „Aż się naród przerodzi w gromadę anielską
    • madohora Re: 4.09.1809 urodził się Juliusz Słowacki 14.03.14, 23:28
      zamknięty
      Śpiące duchy

      Szept. .. Czyj ? — złudzenie !
      To pustki mej celi,
      Uśmiechnąwszy się w lampy wyblakłem odbiciu,
      Pokumawszy się z ciszą, co z roga pościeli
      Wypełzła, niby robak zraDiony w ukryciu
      Żądzą poznania cieni, — powiodły ją w tan ...
      Pustka i cisza razam ruszyły w swój tan.
      Patrzę i słucham — grobowiec zamknięty
      Milczeniem śpiących duchów, co zeszły w podziemia
      Oddane jeno śmierci, w kraj senny, zaklęty
      Przez wrogie bóstwu słońca ponure istnienia,
      Które mrokiem się cieszą i wiodą swój tan —
      Drapieżnej nocy hasło — nienasytu tan.
      Patrzę i słucham — wzrok wpada w martwotę; Czucie z konaniem pisze pojednania karty, Wyrzucając jęk ducha w pustynną golgotę,
      Gdzie życia cień migoce, z krasnych lic odarty,
      I szarpie się z otwarciem mocno skutych bram,
      Przed któremi milczenie wiedzie z pustką tan.
      Mój dech: — Zbudźcie się, śpiących duchów cienie!
      Pomóżcie zedrzeć kratę, która w śmierć nas kładzie!
      Pomóżcie zdusić zmorę, iść w ełońca skinienie!
      Pomóżcie krzyknąć gromem, myśl złożyć na szpadzie
      Własnego tętna mocy i ruszyć w ten bój,
      Za którym stoi życia pełen szczęścia zdrój!

      Władysław Wosnak.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja