Dodaj do ulubionych

4 listopada jest Dzień Taniego Wina

          • madohora Re: 4 listopada jest Dzień Taniego Wina 23.11.14, 00:57
            zamknięty
            Tanie wino.

            Pewne towarzystwo mężczyzn jechało w piękny dzień zimowy w dobrze i pięknie zbudowanych saniach ze Saksonii do jednego miasta w Czechach. Było ich czterech. Ubrani byli we
            futra i czapki futrzane, tak że im w starych saniach cieplej było, niż niektóremu przy piecu. Oprócz tego mieli w saniach całkiem nową flaszkę ogrzewającą, aby przypadkiem sobie nóg nie odmrozić. Podróż odbywała się bez żadnej przeszkody, a austryackie wino smakowało im pod "czarnym koniem", gdzie wstąpili po drodze, tak znakomicie, że w krótkim czasie stała na stole
            cała baterya próżnych flaszek.
            "Znakomite wino!" - powiedział pierwszy, właściciel dóbr, "życzyłbym sobie tylko, żeby i u nas zamiast ziemniaków wino rosło."
            "Gdyby nie było na wino tak wielkiego cła," -powiedział drugi, kupiec z zawodu, "porzuciłbym mój interes zaraz i handlowalbym winem."
            - "A ja urządziłbym winiarnię," - rzekł trzeci, fabrykant, "a wy, moi panowie, bylibyście u mnie codziennymi gośćmi."
            - "Toby mi się podobalo," powiedział czwarty, budowniczy z zawodu. "Wiwat Austrya i jej wino!" zawołał właściciel dóbr. "Wiwat, wiwat," zawołali i inni.
            "Heda, panie gospodzki!" zawołał właściciel dóbr. "Ma pan jeszcze dużo tego szlachetnego trunku w zapasie?,
            "Będzie tak z tego jeszcze kilka beczek - odpowiedział na to gospodzki, zdjąwszy swą czapeczkę i przystąpiwszy bliżej do gości.
            "Gdyby tylko nie było tak wysokiego cła!" powiedział kupiec, "wziąłbym sobie też kilka flaszek."
            "Idzie to też bez cła," wtrącił fabrykant, "przemycimy wino przez granicę."
            "Oho!" odezwał się właściciel dóbr, "to nie idzie tak łatwo; strażnicy cłowi mają baczne oko; toby nas potem dużo kosztowało !"
            "Mam dobrą myśl," rzekł budowniczy. "Każmy sobic flaszkę ogrzewająaą napełnić winem, na to nikt nie przyjdzie, że tam wina."
            "Brawo!" zawołali inni jednogłośnie. "To się nazywa dobry pomysł, tak też zrobimy."
            Gospodzki przyniósł natychmiast wychłodzoną flaszkę ze sanek i napełnił ją tym szlachetnym trunkiem. Goście zapłacili za jadło i trunek i odjechali śmiejąc się i śpiewając w zimną noc.
            Owinięci we futra, wino w głowie, wino przy
            nogach, jak im miało być zimno? A przecież dreszcz ich począl przechodzić, gdy po półgodzinnej jeździe stanęli przed saskiin urzędem cłowym i na zapytanie strażnika, mającego służbę: "Jest co do opłacenia?"
            odrzekli "Nie!"
            Ale strażnik nie dawał wiary wszystkiemu i wsunął rękę do sanek, aby pomacać, czy też tam
            niema co podejrzancgo. Ale jak prędko rękę wsunął, tak ją prędko wyrwał napowrót, gdy się domacał zimnej jak lód flaszki. "To 'przecież można było też w domu zostawić, jeżeli jest
            zimna," mruczal strażnik gniewnie, podczas gdy sanie po gładkim śniegu,dalej ruszyły.
            "Teraz,wygraliśmy," powiedział z cicha właściciel dóbr.
            "To był znakomity figicel" zawołał kupiec.
            "Panie budowniczy, z pana szczwany lis," powiedział fabrykant.
            "A ,wy jestcście jeden jak drugi okropnymi filutami," odrzekł ,budowniczy.
            "Budowniczemu ,musimy dzisiaj jeszcze zaśpiewać "Niech żyje nam" zawołał kupiec.
            "Ma się rozumieć, w najbliższej gospodzie!" zawołali wszyscy chórem. Sanki stanęły rzeczywiście zaniedlugo przed gospodą. Po
            półgodzinnej przerwie, w której wypili na zdrowie budowniczego, wsiedli znów do sanek. Ale jak się zadziwili, uczuwszy w nogach przyjemne ciepło.
            "Do dyabła!" zawołał fabrykant. "Flaszka ogrzana”
            "Jak to możliwe? Może co gore! - powiedział przestraszony kupiec.
            Parobek, który prawie konie zaprzęgał, przybiegł i rzekł z radością: "Nieprawda, panowie? dobry miałem pomysł. Fłaszka byla zimna jak lód, więc napelniłem ją gorącą wodą." "A to, co tam było ?, zagadnął budowniczy z przerażeniem.
            Wylałcm do rynsztoku," odpowiedział parobek z zadowoleniem i z największym spokojem.
            ,,O ty głupoczec!" zawołal właścicieł dóbr i porwał z gniewem za cugle tak, że sanie nagle ruszyły z miejsca i że o mało wszyscy z nich nie wylecieli. Parobek stał jak skamieniały i patrzał mrucząc w swoją pomiętą dłoń. Ani jednej flaszki nie napełnię gdyby sobie nawet wszyscy nogi poodmrażali- rzekł gniewnie. Ci czterej panowie jechali z wielkiem niezadowoleniem do domu, jeden do drugiego nawet się nie odezwał, ale w duchu poprzysiągł sobie każdy z nich nie oddawać się więcej przemycaniu.
            --
            MADOHORA FORUM NIKISZOWIEC
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka