madohora
21.01.12, 18:13
Dziś w Warszawie zmarła piosenkarka Irena Jarocka. Miała 66 lat.
Jarocka ciężko chorowała. Zmarła w jednym z warszawskich szpitali - poinformowała menedżerka artystki Agnieszka Pasternak. Debiutowała w 1968 r. na festiwalu w Sopocie. Jej pierwszym przebojem była piosenka "Gondolierzy znad Wisły". Przez lata spopularyzowała tak znane utwory jak: "Motylem jestem", "Kocha się raz", "Odpływają kawiarenki", "Wymyśliłam Cię", "Beatlemania story". Zagrała także w filmie "Motylem jestem czyli romans czterdziestolatka" i sztuce Mrożka "Piękny widok".yła laureatką wielu prestiżowych nagród na światowych festiwalach piosenki, a także plebiscytów prasowych i radiowych na najpopularniejszą piosenkarkę roku. Nagrała wiele płyt, ostatnie z nich to "Małe rzeczy" wydane w 2008 r. i "Ponieważ znów są Święta" w 2010 r. "Kojarzyła się z uśmiechem" - wspominają artyści
Piosenkarz Stan wspomina Irenę Jarocką jako bardzo ciepłą i miłą osobę, pełną radości życia. Dlatego nie mógł uwierzyć w informację o śmierci artystki. - Zawsze kojarzyła mi się z radością, z uśmiechem - powiedział piosenkarz.- Bardzo żałuję, będę ją miło wspominał" - powiedział Stan Borys. Aktor Andrzej Kopiczyński, z którym Jarocka zagrała w filmie "Motylem jestem, czyli romans czterdziestolatka", powiedział, że informację o jej śmierci przyjął z ogromnym smutkiem. Choć znali się tylko z planu filmowego, to zapamiętał ją jako wyjątkową, uroczą i piękną kobietę. - To była bardzo urocza, zawsze bardzo koleżeńska, bardzo wspaniała pani - powiedział Kopiczyński. - Bardzo mi żal - dodał aktor. "Nie chciałabym nikogo zawieść" - Mam świadomość, że nagrałam sporo przebojów i choćby przez to zapisałam się w polskiej kulturze. Dla mnie jednak ważniejsze jest to, że mogę przekazywać publiczności serce, duszę i pewne moje ciepełko. Czerpię radość z tego, że słuchacze darzą mnie zaufaniem, ale czuję też odpowiedzialność. Nie chciałabym nikogo zawieść, nagrywając na przykład słabą płytę - powiedziała w jednym z wywiadów. Od 1990 roku mieszkała w USA, ale w ostatnich latach wróciła do Polski. - Nie potrafiłam się odnaleźć w Ameryce. Miałam depresję, przestałam śpiewać. Było mi źle. Jedyne, czego pragnęłam, to wrócić do mojego polskiego świata i publiczności. Owszem, miałam swój wymarzony dom, rodzinę u boku, spokój i czas dla dziecka, ale czegoś mi brakowało. Ale gdy po roku odwiedziłam Polskę, znów zatęskniłam za Ameryką. Zmieniłam sposób myślenia. Przestałam narzekać i zaczęłam dostrzegać pozytywy nowej sytuacji. To zaowocowało - mój świat się zmienił, znów mogłam śpiewać i poczułam się szczęśliwa i spełniona - opowiadał o późnych latach swojej kariery.
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,11009695,Irena_Jarocka_nie_zyje.html