madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 31.03.16, 18:43 Niestety! tu wcale jeszcze kur nie znają. Przed kilku wiekami gdzieś daleko w małej dolinie, otoczonej wieńcem gór niebotycznych, żyło kilkunastu ubogich węglarzy. Naokół były bory i skały. Kilkanaście tylko skromnych strzech wieśniaczych usadowiło się w dolinie. Przy każdej chacie był mały sadek z niewielu drzew wiśniowych i śliwkowych złożony, przybyłem trochę pola jarzynnego, cokolwiek lnu i konopi, krowa i kilka kóz stanowiły całe bogactwo mieszkańców. Zarabiali też nieco, wypalając węgle dla poblizkiej huty żelaznej. O ludzie mało wprawdzie posiadali, jednakżeż mimo to żyli spokojnie i szczęśliwie, gdyż nic więcej nie pragnęli. ?Ten pan daniem mojem, kto przestał na swojem," a właśnie ci węglarze byli z losu swego zadowoleni, gdyż nie pragnęli nic więcej. Żyjąc wśród ciągłej hardej pracy przy surowej mierności, cieszyli się wybornem zdrowiem, dlatego też nie byli tu wcale rzadkością ludzie, co przeszło sto lat wieku dobiegli, nie zaznawszy choroby. Rzadko mieszkańcy pałaców żyją tak długo i tak zdrowo. Pewnego dnia, gdy owies zaczynał się bielić a w górach było bardzo gorąco, przybiegła do rodziców zadyszana pasterka kóz, donosząc, że przybyli jacyś obcy ludzie do doliny, których ubiór i mowa jest dziwną Orszak ten składał się z poważnej pani. z dwojga dzieci i z starego pana, który choć miał na sobie piękne szaty, zdawał się być tylko ich służącym. ?Mój Boże !" rzekło dobre dziewczę, ? obcy ludzie cierpią głód i pragnienie a przytem są bardzo zmęczeni. Spotkałam się z nimi, szukając zbłąkanej kozy, jak upadali prawie ze znużenia. Wskazawszy im drogę do doliny, puściłam się na wyskok aby donieść o tem rodzicom. Udzielmy im nieco jedzenia i picia i postarajmy się, aby na noc u nas lub u sąsiadów schronić się mogli." Rodzice wzięli zaraz ze sobą owsnego chleba; mleka i koziego sera i przyszli do podróżnych, którzy rozłożyli się pod cienistą skałą, gdzie było bardzo chłodno. Pani usiadła na omszałym ułamku skały. Twarz miała zakrytą zasłoną z najdelikatniejszej gazy. Jedno z dzieci, młodziutka przecudnej urody panienka siedziała jej na łonie. Stary służący, czcigodny starzec, był zajęty rozpakowaniem ciężko obładowanego muła, którego mieli ze sobą. Drugie dziecię, piękny dziarski chłopczyk podawał chwasty zwierzęciu, które chciwie pożerało. Węglarz z żoną zbliżali się z wielkiem uszanowaniem do nieznajomej pani. Znać było z jej szlachetnej postaci, z niezwykłej powagi i z długiej białej szaty, że to była niewiasta z wysokiego rodu. ?Spojrzyj tylko", mówiła po cichu węglarka do swego męża, ?na te prześliczne haftowane koronki, na ten cudny rąbek i do stu maćków, toć i nawet trzewiki tej pani są bielutkie, jak kwicie wiśniowe, ozdobione srebrnemi kwiateczkami." Węglarz zganił żonie te słowa, tak mówiąc: ?W twojej głowie siedzi tylko próżność. Wyższym stanom godzić się nosić wspaniały ubiór, który atoli bynajmniej nie uszczęśliwia człowieka. Ta dobra pani, choć w tak pięknych trzewikach, odbyła zapewne niejedną przykrą drogę i doznała bez wątpienia wiele trudów." Następnie węglarz i węglarka podali nieznajomej pani chleb, ser i mleko. Ta odsłoniła welun, a obydwoje zdziwili się wielce nad pięknością i szlachetną powagą jej twarzy. Podziękowawszy uprzejmie, podała zaraz dziewczynce gliniany kubek, napełniony mlekiem. Zapłakała dobra matka, widząc jak córeczka obydwoma rączkami mocno kubek trzymała i chciwie piła. Nadbiegł też miły chłopczyna i napił się także mleka. Potem dała im chleba ? a dopiero po zaspokojeniu dzieci zabrała się sama do picia i jedzenia. Tak to dobrzy rodzice zawsze wprzód o dzieciach, aniżeli o sobie pamiętają, a jednak zdarzają się nieraz niewdzięczne dzieci, które nie umieją ocenić poświęcenia rodzicielskiego. Ów sędziwy starzec, który muła rozpakowywał, znalazł szczególne upodobanie w serze. Podczas gdy podróżni smacznie jedli, poprzychodzili z chat poblizkich dzieci, matki i ojcowie przypatrując się pełni ciekawości przybyłym przychodniom. Starzec, zaspokoiwszy głód i pragnienie, prosił serdecznie mieszkańców, aby na pewien czas odstąpili choć jednej izdebki w jakiej chacie dla jego pani, za co ona dobrze zapłaci. ?Tak jest," odezwała się niewiasta łagodnym, miłym głosem, ?zmiłujcie się nad nieszczęśliwą matką i dwojgiem jej dzieci, które los okropny z ojczyzny wypędził." Węglarze zaraz odeszli na stronę, aby się naradzić, w którymby domu tę panią usadowić. Wysoko z góry wytryskał strumyk z marmurowej skały, roztrącając się z szumem o skał odłamy, przez co woda była białą jak mleko. Strumyk ten obracał koła młyńskie. Młynarz prócz tego posiadał jeszcze śliczny domeczek z drugiej strony strumyka. Był on wprawdzie, jak wszystkie chaty we wsi, cały z drzewa, atoli był bardzo przyjemnie położony między wiśniowemi drzewami i wśród ogródka. Ten domek ofiarował młynarz nieznajomej pani na mieszkanie. ?Ten mój nowy domek tam na pagórku", mówił, wskazując nań ręką, ?chętnie pani odstąpię w zupełności. Jest co dopiero zbudowany, nikt jeszcze w nim nie mieszkał. Wybudowałem go właściwie w tym celu, aby się tam kiedyś przeprowadzić, gdy oddam młyn synowi. Jak też dobry Bóg ? Jemu niech będzie cześć i chwała! ? cudownie o panią się stara. Dopiero wczoraj został ten domek zupełnie skończony, a dziś już możecie szanowni państwo w nim zamieszkać ? jakbym umyślnie go dla was zbudował. Będzie się wam podobał. Nieznajoma ucieszyła się bardzo z tej przyjaznej ofiary. Skoro trochę odpoczęła, udała się zaraz ku nowemu mieszkaniu. Małą dziewczynkę niosła na ramieniu a stary służący prowadził chłopczyka za rękę. Młynarz natomiast zajął się mułem. Domeczek ten spodobał się bardzo nieznajomej pani ku wielkiej radości poczciwego młynarza. W mieszkaniu tern znajdował się już stół, kilka stołków i łóżka. Piękne kołdry i wspaniałe kobierce przywiozła pani ze sobą. Przenocowała tam zatem, a przed pójściem na spoczynek złożyła z dwojgiem dzieci serdeczne dzięki Bogu, że po długich wędrówkach obdarzył ją takiem stósownem schronieniem. ?Któżby sądził," mówiła, ?że ja wychowana w pałacach będę uważała za szczęście, aby w takiej chatce znaleźć przytułek? Jakżeż więc potrzebnem jest, aby bogaci dla ubogich byli dobrymi. Jeżeli już miłość bliźniego do tego nakłonić nie może, to sama roztropność do takiego postępowania zachęcić powinna, gdyż żaden człowiek nie wie co go czeka." Odpowiedz Link
madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 09.04.16, 14:26 Wniebowstąpienie Pańskie jedno z świąt przednich, w którego obchodzie był zwyczaj iż po nabożeństwie lud zgromadzony a zwłaszcza młodzież diabła ze słomy obszytego w chusty włócząc po ulicach wołali - a kiej my go tłukli i w rzece potem topili. Odpowiedz Link
madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 23.04.16, 19:43 Palmowa czyli Kwietna Niedziela zwana także niedzielą Hosanna, święcona jest jako dzień triumfu Chrystusa. Nazwa wzięta z opowiadania ewangelicznego o słaniu dróg palmami przy wjeździe Chrystusa do Jerozolimy, skąd pochodzi zwyczaj święcenia palm w tym dniu. W Rzymie, w tę niedzielę, Papież poświęca i rozaje gałązki palmowe między biskupów, kardynałów i ciało dyplomatyczne. U nas i w północnej oraz środkowej Europie miejsce palm zajmują bazie wierzbowe. Odpowiedz Link
madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 28.04.16, 21:57 Uroczystość Bożego Narodzenia, zwana wśród ludu Godami lub świątkami, posiada najwięcej polskich tradycyj siękających pochodzeniem do pogańskiej naszej przeszłości. Zwyczaje towarzyszące obchodowi świąt Bożego Narodzenia są wspomnieniem dawnych obrządków do których dodano jakby dla przeciwstawienia obchód z z szopką, gwiazdką królem Herodem wszystko to przystosowane do pojęć ludu. Odpowiedz Link
madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 22.05.16, 18:13 Siódmy miesiąc od styczna bierze nazwę od kwiatu lipowego, które w tym miesiącu kwitnie i najlepszej żywności pszczołom dostarcza. Przeto i robota ich, do której zapas z lipiny zbierają tak miód jako i woski lipiec też się zowie. Jedno Słowianie od początkowej liczby Sedemnik, drudzy od Świętego Jakuba Jakobwszczak, Szantiakobnik, inni Lipian nazywali. Niemcy zaś siennym lub ciepłym miesiącem zwykli zwać lipiec. W naszym kraju jest ten miesiąc właściwie początkiem żniwa, używania jagód i owoców rannych. Przednówek, który corocznie mniej lub więcej niezamożnych naszych rolników zwykł trapić już w tym miesiącu doskwiernym być przestaje. Sami w sobie wprawdzie szkodę wyrządzają, urzynając zielone jeszcze zboża, ale musowi głodu któż oprzeć się zdoła. Odpowiedz Link
madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 23.05.16, 17:22 W 1551 roku w tymże miesiącu tak wielka była drogość iż w Krakowie za korzec żyta po 9 złotych polskich płacono. Odpowiedz Link
madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 24.05.16, 14:31 2 sierpnia Najświętszej Maryi Anielskiej, obchodzono ten dzień z dawien dawna odpustem w kościołach zakonu Świętego Franciszka. Święto zwane było pospolicie Parcynkuła, od wyrazu portiunkula - cząstka jakoby łaski bożej udzielonej ludziom za prośbą NM Panny. A iż to święto mniej jest rozumiane i znane prostemu ludowi zgromadzało prawie samą szlachtę. Odpowiedz Link
madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 24.05.16, 19:48 17 paździenika Jadwiga Henryka brodatego księcia Wrocławskiego małżonka z domu Piastów dzielnicy Śląskiej, księżna na cześć znamienitą zasługuje z wielu miar i takową w wielu miejscach odbiera Odpowiedz Link
madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 30.05.16, 16:22 Wyraz jasełek znaczy kolebkę w mowie pospolitej używany. Święcenie uroczyste dnia tego dopiero w wieku 4 początek wzięło. Dawniej bowiem raczej Dzień Śmierci Chrystusa obchodzono. Wtedy yej pamiątce dzień 25 grudnia przeznaczono, lubo to przeznaczenie żadnej pewności z podania lub dziejów nie wspiera się. Święty Łukasz podaje w Ewangelii wiadomość,że Pan w nocy się urodził, przeto obchód kościelny tego dnia w nocy się zaczyna. Niegdyś w czasie tej mszy gdy Kapłan śpiewał Gloria chłopcy szkolni po chórach z obu stron głosy ptactwa wyadawali takie sobie piszczałki sporządziwszy. Prócz samego święta i trzy następne święcone były. Odpowiedz Link
madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 31.05.16, 17:07 Sierpień jasny i pogodny dla win jest bardzo wygodny Odpowiedz Link
madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 11.11.16, 01:50 Nie tylko mnie się tak zdaje Że różne są zwyczaje Odpowiedz Link
madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 29.11.16, 16:41 OBRZĘDY ŚWĘTOlANfSKIE. Ze wszystkich obrzędów ludcvych do naj starszych i najbardziej urozmaiconych należą obchody w wilję św, lana. Różne są i w różnych okolicach różnie zwane - wszystkie jednak niewątpliwie są pozostościi po święcie pogańskiem, związanem z kultem słońca. Dziś pozostała tradycja, wymierająca z każdym rokiem, obrzędów jest coraz mniej, a wianki zeszły poprostu do rzędu zabawy ludowej, Wigilja św lana, Sobótki, czyli, jak w niektórych okolicach Polski mówią, Kupalnocki uważane były i są do dzisiaj p-lZez nasz lud za szczeJ\ćlrie się do wróżb nadające. l est to wieczór, kiedy rozpętują się wszelkie złe moce, ale też jedyny mement do skutecznego ich zwalczania. Wtedy to należy szukać czarodziejskiego kwiatu paproci, ziół leczniczych, które, zebrane tego wieczora, rnąj-ą osobliwe % łaściwojci. Specjalnie używanem żelem w Sobótki jest bylica. Wieńczy się nią bydło, ludzie przewiązują się nią w pasie, co ma chronic od bólów C Z e rw 1 e C w krzyżu i kościach przez cały rok. Dawniej bydło, ubrane bylica, przepędzane było przez ogień, który uświęcał i oczyszczał wszystko. W pogański -h jeszcze czasach gasiło się ogień, utrzymywany cały rok, potem zaś zapalało się nowy, jako symbol rozpoczęcia nowej ery, oczyszczonej i radosnej. Przy ogniskach, rozpalanych nad brzegami uroczysk i rzek, zbierali się starzy i młodzi Starzy zasiadali wokoło, przy teczkach wódki i jadle, a Objecie przez Polskę G, śląska, młodzi, zwłaszcza młodzież męska, skakali przez og;eń, śpiewając pieśni obrzędowe. Gospodynią i dziewczęta wrzucały w ogień, rozniecony pod goleni niebem, różne zio U, aby odpędzć uroki. Ziele bylicy, spalone w ogniu, miało odegnać urok od krów, które ood złemi czarami dawały zam.iło mleka. Rzucano także szałwię, miętę, rutę i inne zioła. W różnychl częściach Polski różne przy tern śpiewano pieśni, jak to: Niechaj ruta w ogniu trzeszczy, Czarownica w ogniu wrzeszczy, Niech bylicy gałąź pęka, Czarownica w ogniu ręka, Myśmy przyszły tu z daleka, Nie zabiorą już nam mleka. Wraz z zio.ami w ogniu miały zginąć wszelkie czary, rzucone rzekomo przez czarownice, i uroki - jeśli ktoś spojrzał "złem okiem". Po powrocie do domu baby rzucały resztki niespal >nych ziół koło chaty, obory, chlewu, s' odoly, aby się dobrze działo przez cały rok. Zwyczaj puszczania wianków na wodę i wróżenia z nich jest bodaj najsilniejszy ze wszystkich obrzędów świętojańskich. Zachował się bowiem nietylko po wsiach, ale i po miastach, gdzie tylko jest jakakolwiek woda. Połączone to jest teraz zwykle z zabawą, urozmaiceniami, fajerwerkami, przejażdżkami łódką i t. p. na wsi jednak traktuje się to poważniej, obrzędowo, a dziewczęta wróżą sobie, dostaną męża i jakiego. leżeli wianki, puszczone przez dziewczynę i przez chłopca, spotkają się, to wróżono im, że sie rychło pobiorą. Pieśni najrozmaitszych istnieje przytem bez liku, z różnemi warjantami w różnych stronach Polski. Odpowiedz Link
madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 29.11.16, 18:44 Wiosna - Dla kobiet zaczyna się od 16 roku. życia i trwa do 20 roku tegoż życia. Odpowiedz Link
madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 29.11.16, 18:51 UWAGA I. Kobiety przyznają sobie tylko dwie pory roku: wiosnę i zimę, zwykle całe lato i początek jesieni liczą do wiosny, koniec zaś jesieni gwałtem już do zimy liczą. Odpowiedz Link
madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 02.12.16, 14:04 Barbórka (dawna pisownia Barburka[1]), Dzień Górnika[2] – tradycyjne święto górnicze, obchodzone w Polsce 4 grudnia, w dniu św. Barbary z Nikomedii[3], patronki dobrej śmierci i trudnej pracy[4]. Poza górnikami Barbórkę obchodzą także geolodzy i inne osoby wykonujące zawody związane z poszukiwaniem paliw kopalnych Odpowiedz Link
madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 23.12.16, 23:53 O gwiazdko złota, gwiazdko ukochana! Wyglądamy ciebie od samego rana Wyglądamy ciebie drobnemi szybkami Rychło się ukażesz wysoko nad nami Rychło nam zabłyśniesz, jak wtedyś błyszczała Gdy Marya Jezusa w żłóbku układała Rychło na rozsiejesz tysiące uciechy Rumiane jabłuszka, złociste orzechy Odpowiedz Link
madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 26.12.16, 11:24 W noc grudniową Noc grudniowa....śnieżyca... Wiatr z północnej dmie strony Tylko światło księżyca Przez chmur pada zasłony Wyją wilki po lesie Drży bór głuchy sosnowy A wichura w dal niesie Grozę nocy zimowej W tę noc ciemną i groźną Co kir* czarny rozpina Drogą śnieżną i mroźną Idzie mała Dziecina Dziwny blask u jej czoła Promieniście się żarzy Choć bez skrzydeł Anioła Wdzięk anielski ma w twarzy Ale cóż to za dziwy Na około się dzieją Bór się zatrząsł sędziwy Blask zapalał nad knieją I wszelki zwierz srogi Do stóp Dziecka się garnie Dziecię patrzy bez trwogi Na tę dziwną owczarnię I podnosi oczęta Ponad jasne swe czoło Błogosławiąc zwierzęta Bór zapadły i sioło.... I tych ludzi co w siole Pracą życie swe słodzą I te dzieci przy stole Co dziś Wilię obchodzą I tak kojąc ból, smutki Kochając serca na nowo Cześć ci Jezus malutki W tę noc śnieżną, grudniową Odpowiedz Link
madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 10.01.17, 13:12 Hejże, z drogi! post już jedzie, Wielkopostny śledź na przedzie!... Powitajmy nowych gości, Kończy okres się tłustości... Miast zajadać boczek, szynkę, Dziś na śledzia łykaj ślinkę, Bo się kiepsko wszystkim wiedzie, Nawet floty brak na śledzie! Lecz na stole pułkowników, Tych pechowych polityków, Z których każdy „mocno" siedzi, Jest coś więcej od tych śledzi! Więc, panowie pułkownicy, Lejcie sznapsa do szklanicy, Powitajcie postnych gości, Lecz bez krzyku i bez złości. Sanatory! Hej chłopczyki! Jedzcie różne smakołyki, Ale baczcie w onej chwili, Byście się nie udławili... Bo i rybki mają ości A te kolą bez litości... Wielkopostny śledź już jedzie, Niespodzianki z sobą wiedzie, Będą zmiany i programy, Których i tak dość już mamy! Może ktoś tam nie usiedzi, Gdy się naje słonych śledzi, Bowiem w poście różnie bywa. Śledzik ludzi też podrywa, Gdyż, to mówię nie na raty, Post jest u nas „głodziowaty Hej! ludziska, śledź już jedzie, Nic nie zmieni w naszej biedzie, O tym poście mniej myślimy, Bo już sześć lat, jak pościmy. A obecny, wiemy lepiej, Śledzik nas już nie pokrzepi, Nie polepszy naszej biedy! Chyba zmiana będzie wtedy, Gdy ...., jak te śledzie, Z postem od nas też wyjedzie 1932 Odpowiedz Link
balzack Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 07.03.17, 16:40 Pisklęta z włóczki. Należy zrobić dwa pompony z żółtej włóczki— jeden okrągły, drugi owalny. Pomponiki należy dobrze wyczesać grzebieniem, ażeby robiły wrażenie pierza. Przy pomocy cienkiego drutu należy oba pompony sczepić z sobą. Dziób ptaszka zrobić należy z papieru mocno ukręconego w palcach. Oczy z perełek, lub z czarnych szpilek. Najtrudniej może jest zrobić nogi ptaszka. W tym celu bierzemy 4 kawałki cienkiego drutu i owijamy żółtą włóczką. Przy obu końcach przeginamy drut, nadając mu postać palców i każdy z nich znowu owijamy włóczką. Wtedy zginamy drut na połowę i przymocowujemy do tułowia ptaszka, przyszywając drut do pompona, lub owijając dwa razy drutem dokoła Odpowiedz Link
balzack Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 07.03.17, 17:57 Przyślim y tu po śmiguście, Ale nós tóz nie opuście. Placków, jdjek nie żałować, Chentnie nds tu pocenstować. Bo jak nic nie dostaniemy, W szyćkie gar ki potłncemy śpiewają chłopcy na Mazowsza, obchodząc w drugi dzień Wielkanocy chaty zamożniejszych gospodarzy. Zbierają dary (dyngują), przyczem nie rzadko muszą się i skąpać, gdy znienacka dziewczęta wylewają na nich cebry lub konwie wody. Zwyczaj oblewania się wodą jest bardzo starożytny, o czem świadczą kroniki i drobne zapiski: spotykamy go zarówno w zaraniu ludów aryjskich w Azyi, jako też i u nas w Słowiańszczyźnie. Głównym punktem uroczystości zakończenia starego roku u Birmanów indyjskich, przypadających w kwietniu, jest zwyczaj obmywania się z grzechów starego roku przez wzajemne oblewanie się wodą. Symes, opisując te uroczystości, powiada, że woda leje się wówczas niespodziewanie z dachu i okien domów na głowy przechodniów. Nawet w pałacu wicekróla goście muszą się poddać temu zwyczajowi, a dokonujągo panny, uzbrojone w konewki. W Polsce spotykamy się z tym zwyczajem już w XV wieku. Synod dyecezyi poznańskiej w roku 1420, w artykule XX XIV: ,. dingus prohibetur“, wyraźnie powiada: „zabraniajcie, aby w drugie i trzecie święto wielkanocne mężczyźni kobiet a kobiety mężczyzn nie ważyły się napastować o jaja i inne podarki, co pospolicie nazywa się dyngować, ani do wody ściągać, boswawole i dręczenia takie nie odbywają się bez grzechu śmiertelnego i obrazy imienia Boskiego. Z następnych lat posiadamy dosyć dużo wzmianek, zakazujących tego zwyczaju. Występują przeciw niemu głównie kaznodzieje, jako zwyczajowi „obmierzłemu". Niedziela wielkanocna i dwa dni następne — czytamy w jednem miejscu — pełne są nierządnej zabawy, obmierzłego dyngowania i rozmaitych guseł. Mężczyźni i kobiety łupią się, dyngują wzajemnie o podarki, mianowicie jajka, ciągną się do wody, przyczem niejednego duszą albo topią, smagają się rózgą i p ięścią... W zbiorze kazań z roku 1462 czytamy: „wczoraj spowiadali się, jutro biegną do domów po izbach, napastując dobrych ludzi, wołając: daj jaja, daj jaja!...Inny kaznodzieja z końca XV wieku zakazuje śmigusu głównie dlatego, że wielu w ten sposób się topi; anonim A. napomina: „ja też radzę opuścić owe złe zwyczaje, które się teraz dzieją, jak oto dyngowanie, bo są przyczyną grzechu11; anonim B. kończy kazanie groźbą: „którzy się nie poprawią, należy ich ekskomunikować i nie chować na cmentarzu, jako i tych, którzy w to święto są rozwiąźli w zabawach wyszukanych, wedle zwyczaju pogańskiego, w dyngusach11. Ksiądz St. Grochowski, poeta czasów Zygmuntowskich, będąc obecnym w Miechowie podczas chrztu pewnego Tatarzyna, dopełnionego przez biskupa Macieja Pstrokońskiego, upamiętnił ten wypadek wierszem, któremu dał tytuł: „Miechowski Śmigorzt abo wielkanocna kolęda i t. d Na początku XVII wieku — jak pisze Karłowicz — spotykamy sam tylko wyraz d y n g u s , użyty wogóle o ulewie. W Judicium astrologicum, książce wyszłej 1608 roku, zawierającej prognostyki pogody, czytamy wróżby deszczu, nazwanego żartobliwie d y n g u s e m . Wkrótce potem pokazuje się książeczka p. t.: „Śmigurzt na wesołe Zmartwychwstanie Pańskie", opisująca tę zabawę (wzmianka o tern dziełku w Mazowszu I Kolberga). Z mowy ks. Makowskiego, wygłoszonej 1636 r. na pogrzebie kaznodziei ks. Fabiana Birkowskiego, dowiadujemy się, że w poniedziałek wielkanocny rano młodzi mężczyźni oblewali panny, że w południe obchodzono t. zw. Emaus, a nazajutrz panny polewały młodzieńców wodą różaną. Przy dyngusowaniu w poniedziałki i wtorki wielkanocne przebierano się w suknie osób płci drugiej. Za Władysława IV Beauplan wspomina o oblewaniu się wodą na Ukrainie. Ks. Wojsznarowicz, pisząc kazanie na zgon królowej Cecylii Renaty w Wilnie 1644 r., powiada, że „Wilno zamiast śmigustu śmierć dało królowej w upominku11, t. zn., że umarła w dniu śmigustowym. Z tegoż wieku mamy wiadomość o śmigusie w Polsce z dziennika podróży Jana Fuggiuolego, w którym pisze: „w dzisiejszy dzień wielkanocny starodawnym kraju tego zwyczajem jest, iż mężczyźni sprawiają tak zwany d y n g u s kobietom, skrapiając je wodą, a to szczególniej się dzieje między kochankami. Na drugi zaś dzień Wielkiejnocy białegłowy zwykły się odwdzięczać mężczyznom; a taka wzajemna łaźnia przeciąga się aż do Zielonych Świątek". Odpowiedz Link
madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 07.03.17, 18:16 Paproć zakwita podług podania ludu w wigilią św. Jana, a kwitnie tylko godzinę. Ktoby tego kwiecia dostał, ten ujrzy wszystkie skarby w ziemi, dowie się o wszystkiem. Żył dawnemi czasy w pewnej wsi gospodarz, mający starego ojca. Żona tego gospodarza była bardzo kłótliwą, a nadewszystko nie mogła wcale zgodzić się z ojcem męża. Wciąż mu dokuczała, biła nawet staruszka. Stało się razu pewnego, że temu gospodarzowi zabłąkała się w lesie krowa. Na dworze było ciemno, wicher straszliwy dął przeraźliwie i deszcz padał rzęsisty, jednak Atoli bardzo trudno owa niegodziwa kobieta wygnała starego ojca, aby poszedł do lasu szukać zgubionej krowy. Szuka biedak i płacze gorzko na swą dolę, ale krowy jak nie ma, tak nie ma. W tern zakwitła paproć, gdyż była to właśnie wigilia św. Jana. Kwitnęła cudnie paproć, blask nadziemski rozsiewając. Poskoczy starzec, aby zerwać kwiat złocisty, ale kwiat spadł na ziemię i wsunął się w but biedakowi. Wiedział on zaraz, gdzie krowa i widział w polu wielkie skarby. Zaprowadził czemprędzej krowę do domu, a poszukawszy rydla poszedł w pole, aby skarby wykopać. Aby śladów nie poznano, postanowił przecież iść boso. Zezuł tedy buty, ale niestety wytrząsnął cudowne kwiecie i nie wiedział gdzie skarby. Daremnie skopał całe pole — skarbów już nie znalazł dostać kwiata paproci, gdyż złe duchy czynią, wielkie przeszkody. Odpowiedz Link
madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 10.04.17, 17:22 ŚWIĘTO PALMY WIELKANOCNEJ - Radio Katowice - 08.04.2017 Odpowiedz Link
madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 12.04.17, 21:47 WIELKANOCNY JARMARK W BĘDZINIE - Wyborcza - 11.04.2017 Odpowiedz Link
madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 17.04.17, 13:03 KOŚCIÓŁ ŚWIĘTEJ ANNY -WIELKANOC - Silesion.pl - 16.04.2017 Odpowiedz Link
madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 17.04.17, 15:08 W Wielką Sobotę – koniecznie przed wschodem słońca – musisz obrać ugotowane w piątek wieczorem jaja, a skorupki zalać źródlaną wodą. Naczynie trzeba wystawić we wschodnim oknie tak, by padły nań pierwsze promienie słońca. Taka woda pomoże na trądzik i wszelkie wypryski skórne. Natomiast w niedzielę wielkanocną pamiętaj, by zjeść jajko razem z kawałkiem surowego chrzanu, który wypali wszystkie grzechy. I nie wyrzucaj przygotowanych na Wielkanoc wydmuszek! Zawieś je w domu, aby zapewnić domownikom pomyślność. Odpowiedz Link