Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach

    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 07.03.14, 22:54
      Na talerzykach ulepionych z wosku umieszczone kawałki świeczki i zapalone puszczają w dużym naczyniu na wodę z lekka poruszaną. Z tego, czy świeczki, przedstawiające
      kawalera i pannę, zbliżą się do siebie i zetkną lub oddalą, wróżą sobie na przyszłe ich
      życie.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.11.15, 12:12
        Nadszedł zapustny wtorek
        Zmrok, wieczór - ona siadła
        Toalety dwóch córek
        Wiszą z dwóch stron zwierciadła

        One stoją przy krześle
        Ona wzrokiem je mierzy
        Jak wódz biegły w rzemiośle
        Swych przed bitwą żołnierzy

        Panienki jak jagódki
        Prócz cer trochę niezdrowych
        I matki uśmiech słodki
        Błysł z damy lie surowych

        No Mes demoiselles - rzekła
        Macie już swych tancerzy
        Hrabini mi przyrzekła
        Twoim Zosia, Comte Jerzy

        Twoim Comte Jean Emilko
        Potem w kolej przeciwnie
        Pamiętajcież mi tylko
        By się trzymać niesztywnie

        Myślcież wciąż kto jesteście
        Jak wasz ród i stan
        I że ja patrzę wreszcie
        Bien ma chere maman

        Zaraz w dół spuścić oczy
        Gdy tancerz co przemawia
        Bo to efekt uroczy
        Gdy się panna obawia

        Pozwalam się uśmiechać
        Z bon mats Hrabiego Jean
        I broń Boże nie wzdychać
        Bien ma chere Maman

        Z hrabią Jerzym rzecz jasna
        On zawsze mówi górnie
        Każda go z was powinna
        Słuchać skromnie, pokornie

        Po tańcu dygnąć wdzięcznie
        Lecz gdyby w tańcu stan
        Zbyt objął umknąć zręcznie
        Bien ma chere Maman
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 07.03.14, 22:55
      Leją także roztopiony na łyżce wosk na wodę i wróżą z kształtów zakrzepniętego wosku, czy dziewczyna spotka na drodze swego życia rycerza, to jest męża, czy krzyż tj. klasztor, czy trumnę tj. grób, czy gałązkę ruty, kwiatek lub wianek, to jest dalsze panieństwo.

      Według Zygmunta Glogera
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 17:14
      Tydzień świąteczny do niedzieli Przewodniej poświęcony był po wsiach naszych różnym
      obchod?m, które już teraz powoli wychodzą ze zwyczaju. Kilkadziesiąt lat temu w okolicach Zakroczymia, na Mazowszu, dziewczęta chodziły z gaikiem, a parobczaki z kogutkiem, śpiewając stosowne pieśni, i zbierając dary, to jest; mięsiwo, kołacze, jaja, ser, niekiedy i pieniądze, a w "Przewody" wyprawiali sobie wesołą ucztę. Kogutek był tak urządzony:
      w wózku na dwóch kołach, w samym środku stawiano dużego, wystruganego z drzewa koguta, oklejonego piórami kogucimi; grzebień był z czerwonego sukna, oczy ze szklanych paciorków, a kiedy chłopak poruszał wózkiem, kogut obracał się w dwie strony. Wkoło ptaka stały różne, z drzewa wystrugane i jaskrawo pomalowane figurki: tracze trący drzewo, kowale kujący młotami, chłop w czapie baraniej z pługiem i wołami, wreszcie żyd w jarmułce z brodą i pejsami, z workiem na plecach. Pieśń obrzędowa była bardzo osobliwa i z pewnością bardzo starożytna. Zaczynała się od słów:
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 17:16
      W wielki czwartek, w wielki piątek
      Cierpiał Pan Bóg za nas smętek.
      Za nas smętek, za nas rany.
      Za nas ci to chrześcijany.
      Swięty Pietrze, weźże klucze,
      Idź do raju wpuścić dusze.
      Wszystkie dusze zawróciły.
      Cóżeś duszo uczyniła,
      Żeś już niebo utraciła?
      Na matkę się zamierzyłam.
      Ale jej nie uderzyłam.
      Uderzenie to ludzki śmiech,
      Zamierzenie to wielki grzech,
      Trzeba ci łez wylać zdroje,
      Aże zmyjesz winę swoją.
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 17:17
      Śpiewano ją na nutę żałosną i właściwie trudno w niej dojrzeć związek z owym kogutkiem. Po tej pieśni następowało przemówienie z życzeniami dla gospodarzy i prośba "o kiełbasę co się nią trzy razy opasę (opaszę)", "o parę groszy dla kura i dla kokoszy". Obdarzano wykupników, bo tak ich nazywano, a oni szli dalej, obchodząc okoliczne dwory i chaty. Do wykupników dołączali się: czasem chłopcy ze szkółki kościelnej, którzy znowu prawili mowy, jak oto:
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 17:18
      Ja mały żaczek
      Wlazłem na krzaczek.
      Z krzaczka spadłem w wodc;,
      Stłukłem o kamień brodc;.
      Przyszedł Pan Jezus z nieba,
      Dał mi kromkc; chleba,
      A ja mu za to
      Sukienkc; na lato,
      Kożuszek na zimc;,
      A sam myk pod pierzync;.
      Państwo sic; żaczkowi nie dziwujcie
      I szatkami go obdarujcie.
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 17:19
      Gaik, noszony przez dziewcz<:ta, bardzo pięknie wyglądał. Najwyższa z nich i najładniejsza niosła gałąź choiny, mającą cztery odnogi, i utkwioną zwykle w butelce, owiniętej białą chustką. Boczne gałązki były między sobą powiązane kolorowymi wstążkami; całość
      zdobiły paciorki i świecidła, a w środku tkwiła lalka w wiejskim ubraniu. Jedna z dziewcząt,
      jak przy kogutku parobczak, niosła koszyk z przykrywą na święcone, a wszystkie śpiewały:
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 15.03.14, 16:42
        WIELKI PIĄTEK

        Żebra gotyckiej nawy jak jastrzębie szpony
        zwisły drapieżnie nad twą umęczoną głową-
        Mrok chustą Weroniki litośnie osłonił
        bolesną twarz Chrystusa w Koronie cierniowej -

        Leżał na ziemi cicho na krzyżu rozpięty
        pod nędznych ust miłosierdzia oddając ran kresy-
        Do krynic krwi się modliłem do warg twoich świętych,
        które gorzkiem uśmiechem zranił żółci przesyt -

        W dniu rachunków sumienia nie byłem bez winy,
        raniłem cię złem słowem: nieopatrzną strzałą —
        Modliłem się do ust twych krwawiących rubinów,
        by Słowo przebaczenia Miłością się stało

        Do grobu Chrystusowego wiódł nas las azalij
        i wąwóz łez pokutnych: liljowych hiacyntów -
        Szłas ze mną jak Marja bolesna z Magdali
        Zatrwożona nad serca tajemnicą świętą

        Józef Aleksander Gałuszka
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 15.03.14, 16:48
        W dzień zmartwychwstania

        Jest w roku naszym dzień jaśniejszy nad wszystkie inne, który, zda się goi rany, leczy blizny, ucisza smutki, rozwesela utrapionych i potęgą niebiańską cały świat pochyla pod swe rozkazy, wołając: Alleluja ! Zmartwychwstania dzień 1! Dzień to wielki, prze
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 15.03.14, 16:53
        W świątecznym numerze trudno nie wspomnieć o owym tradycyjnym śmigusie, który w niektórych okolicach zowią dyngnsem. Stary to obyczaj, nietylko ludom słowiańskim, ale i w Azji, w owej kolebce narodów. Śmigust albo śmigus znacz tyle’ co podarek, jak się widzi z kazania na pogrzebie królowej polskiej Cecylji Renaty w r, 1644, na którym ks. Wojsznaro- wicz mówił :„że Wilno, miast śmigusu (t. j. Wielkanocnego podarku) śmierć za upominek oddało". Ks. Kitowicz żyjący za czasów, gdy panowali w Polsce Sasi, tak pisał w owych nader ciekawych pamiętnikach o śmigusie: „Była swawola powszechna w całym kraju, tak pomiędzy pospólstwem jak i pomiędzy dystyngowanymi (t. j. panami); w poniedziałek wielkanocny mężczyźni oblewali wodą kobiety, a we wtorek i dni następne kobiety mężczyzn. Oblewali tym sposobem. Amanci (t. j. kochankowie), chcąc tę ceremonję odprawić, okrapiali lekko różaną, lub inną pachnącą wodą po ręku, czasem po gorsie małą jaką sikawką lub z flaszeczki.
        Ci, którzy swawole nad dyskrecję przekładali, o- blewali damy wodą czystą chlastając garnkami, szklani cami lob dużemi sikawkami prosto w twarz, albo od nóg do góry. Gdy się rozchulała kompanja, panowie i dworzanie, panie i panny, lali jedni drugich ze wszystkich naczyń, jakie dopaść mogli, a hajducy i lokaje cebrami donosili wody. Kompanja dystyngowana goniła się, oblewała od stóp do głów tak, że wszyscy zmoczeni byli, stoły, stołki, krzesła, kanapy,łóża pooblewane, a podłoga cała schlustana. Gdzie taki dyngus, osobliwie u młodego małżeństwa, miał być odprawiany, pouprzątano meble kosztowniejsze, sami przebrali się w suknie najskromniejsze. którym woda nie szkodziła. Największa była rozkosz przydybać jaką damę w łóżku przytrzymana przeźm ężczyzn, w koszulce, musiała pływać w powodzi; w dzień ten wstawały więę panie jak najraniej, albo jak najmocniej zawierały sypialnie. Mężczyźni w łóżkach nie podlegali takiej napaści od kobiet, których skromność tego czynić nie pozwalała. Śmigusem zowią te placki, które dają ubogim dzieciom, chodzącym od domu do domu, co jest bardzo miłym, a ostatecznie polskim zwyczajem

        1928
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 17.03.15, 13:36
          Śmiergus

          W drugim dniu świąt Wielkanocnych, po nabożeństwie parobcy, przygotowawszy karwacze, tj. pręciki ze słodkiego drzewa (lukrecji) gonią za dziewkami, chcąc je uderzyć. Te, bawiąc się, wyrywają parobkom owe słodkie karwacze i konsumują. W domu parobcy skrapiają i zlewają dziewuchy wodą, za co te ostatnie opłacają się sowicie. Sprawia to wszystkim niemałą uciechę. Jeden i drugi zwyczaj nazwywają śmiergustem.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 21.04.14, 13:41
        KULINARNE ZWYCZAJE WIELKANOCNE - Polskie Radio Katowice - 20.04.2014
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 21.04.14, 13:54
        PONIEDZIAŁEK WIELKANOCNY - Polskie Radio Katowice - 21.04.2014
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 21.04.14, 13:56
        ŻADNA DZIEWCZYNA NIE PRZEJDZIE SUCHA....- www.tvn24 - 21.04.2014
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 21.04.14, 13:58
        OKULIŚCI PRZESTRZEGAJĄ - Gazeta.pl - 21.04.2014
        • madohora BARBÓRKA 11.07.14, 23:54
          W Dzień Świętej Barbary - patronki dobrej śmierci a zarazem patronki górników ułamywano gałązkę czereśni i wkładano ją do naczynia z wodą. Powinna zakwitnąć w Dzień Bożego Narodzenia i być symbolem narodzin dzieciątka.
          • madohora Re: BARBÓRKA 12.07.14, 00:02
            Pod koniec XIX wieku w dawnych osadach górniczych górnicy zbierali się w tym dniu na wspólnym posiłku i wspominali swych zmarłych w kopalni kamratów. Święto Barbary czyli Barbórka było bardzo uroczyście obchodzone. Zapraszano na wspólną ucztę najbliższych i rodzinę a także krewnych nie będących górnikami.
            • madohora Re: BARBÓRKA 12.07.14, 00:03
              Barbórka to tradycyjne święto górnicze obchodzone 4 grudnia w dniu św. Barbary patronki górników i hutników (ale też
              i rybaków, marynarzy, żołnierzy i więźniów). W tradycji górniczej barbórka często rozpoczyna się przemarszem orkiestry
              górniczej, grającej marszowe melodie na osiedlach zamieszkanych przez górników i ich rodziny oraz pod domem dyrektora kopalni. Następnie górnicy i ich rodziny udają się na poranną uroczystą mszę w kościele lub w cechowni, przy figurze
              św. Barbary. Odbywają się uroczyste akademie, koncerty i występy artystyczne oraz spotkania w rodzinnym gronie.
              • madohora Re: BARBÓRKA 12.07.14, 00:04
                W dniach poprzedzających to święto lub tuż po nim organizowane są tzw. karczmy piwne, w których biorą udział górnicy oraz osoby związane z górnictwem (emeryci, pracownicy firm kooperujących z kopalniami, naukowcy z wydziałów
                górniczych wyższych uczelni oraz osoby tam studiujące). Udział w karczmie wziąć mogą tylko mężczyźni. Kobietom
                wstęp wzbroniony! Dla kobiet pracujących w kopalni organizowany jest babski comber. Udział w nim biorą wówczas
                tylko kobiety
                • madohora Re: BARBÓRKA 12.07.14, 00:06
                  Karczma piwna przebiega według pewnego stałego rytuału. Uczestnicy zasiadają przy dwóch długich stołach – starsi (Stare Strzechy) oraz młodsi (Młode Strzechy), dzielą się na tzw. tablice lewą i prawą, współzawodniczą ze sobą na punkty. Władzę nad tablicami sprawują tzw. Kontrapunkty powoływane przez Wysokie Prezydium w sprawach piwnych i nie
                  tylko piwnych nigdy nieomylne. Karczma oficjalnie rozpoczyna się odśpiewaniem hymnu górniczego. Podczas biesiady śpiewane są pieśni i piosenki górnicze, opowiada się dowcipy, darowane są również prezenty nawiązujące w jakiś sposób do zabawnych wydarzeń mających miejsce od ostatniej biesiady.
              • madohora Re: BARBÓRKA 12.07.14, 00:08
                Górnicy podczas karczmy piwnej są obowiązkowo ubrani w mundur górniczy. Za nieprawidłowo skompletowany mundur, np. za źle dobrane skarpetki, Górnicze Wysokie Prezydium... stosuje różne kary m.in. zakucie w dyby lub wypicie piwa z solą. Nowi adepci przyjmowani są uroczyście do braci górniczej zwyczajem wywodzącym się ze średniowiecza.
                Najpierw odbywa się ślubowanie, następnie ma miejsce symboliczny skok przez skórę, którą trzyma dwóch seniorów stanu górniczego oraz uderzenie szpadą po ramieniu adepta przez dyrektora kopalni – od tej chwili młody adept jest przyjęty do stanu górniczego
        • madohora MIKOŁAJ 12.07.14, 00:55
          Mikołaj na Śląsku cieszył się wielkim kultem. Świadczy o tym liczba kościołów pod jego wezwaniem. Początkowo "Śląski" Mikołaj był pasterzem, który chronił bydło przed wilkami. W dniu 6 grudnia w kościołach składano w ofierze białe gęsi i koguty. W drugiej połowie XIX wieku zakazano tego typu praktyk.
          • madohora Re: MIKOŁAJ 12.07.14, 00:55
            Obdarowywanie dzieci w tym dniu jest późniejsze i dotarło na Śląsk z kultury zachodniej. Święty przybywał z całym orszakiem. Byli w nim aniołowie, był też i diabeł. W naszych stronach dzieci kładąc się do łóżka w dniu 5 grudnia stawiały czasem talerz na parapet okna. A gdy się budziły w Mikołaja znajdowały na tym talerzu różne słodycze
            • madohora Re: MIKOŁAJ 12.07.14, 00:56
              W tradycji śląskiej ważne miejsce ma – sięgający II połowy XIX w. i zapożyczony prawdopodobnie z Niemiec – zwyczaj obdarowywania dzieci słodyczami 6 grudnia w dzień św. Mikołaja. Mikołaj, czyli postać przebrana za św. Mikołaja biskupa, wedle tradycji przynosi prezenty wieczorem – po zapadnięciu zmroku lub w nocy, kiedy dzieci śpią. W niektórych domach przybycie Mikołaja oznajmia dźwięk dzwoneczka. Podarunki mikołajowe są raczej drobne – np. słodycze, smakołyki, książeczki czy małe zabawki. Czas większych prezentów przychodził po adwentowym oczekiwaniu dopiero w wigilię Świąt Bożego Narodzenia, kiedy w śląskich domach pojawiało się Dzieciątko. Ono to przybywa zwykle z większymi podarunkami. Gdzieniegdzie w powiecie gliwickim zachowały się i są kultywowane dawne formy obchodzenia
              dnia św. Mikołaja i nadal po południu i wieczorem domy odwiedza Mikołaj w mitrze i z pastorałem, któremu zazwyczaj towarzyszą diabeł i anioł. Diabeł z widłami, rzemieniem i powrozem straszy niegrzeczne dzieci, a także wypomina im ich całoroczne przewinienia, zaś anioł zapewnia, że dziecko nie było jednak takie złe i trzeba dać mu jeszcze szansę, po czym
              pomaga Mikołajowi wyciągać z wielkiego wora niespodzianki. W przeszłości „prezentem” dla niegrzecznych dzieci była rózga lub „tytka z wąglem abo łoszkrabinami” (papierowa torebka z węglem lub obierkami – np. z jabłek, kartofli), jednak zazwyczaj nawet największy łobuz dostawał jeszcze choć drobny słodki upominek, z komentarzem, że to „na zachętę”
              i że za rok Mikołaj może nie być już tak pobłażliwy dla wybryków małego gagatka.
              Obecnie zwyczaj ten kultywowany jest w niektórych prywatnych domach, ale przede wszystkim w przedszkolach i szkołach, gdzie dzieci odwiedzane są przez Mikołaja w stroju biskupa, obdarowującego je prezentami. Nie otrzymują ich jednak od świętego za darmo. Maluchy, a nawet starsze dzieci z pierwszych klas szkoły podstawowej muszą powiedzieć wierszyk, zaśpiewać piosenkę, a czasem odmówić krótką modlitwę, wówczas święty łaskawym okiem spogląda i przekazuje wyczekany prezencik. Jednak w ostatnich latach coraz częściej placówki, centra handlowe i ulice naszych miast i wsi nawiedzają „wyrośnięte krasnale” – brzuchate Mikołaje w czerwonych ubrankach, noszące się z „amerykańska”, próbujące wyprzeć Mikołaja w mitrze, w szatach biskupich… Śląskie tradycje są jednak na tyle silne, a rodzice i dziadkowie na tyle mądrzy, by nie dać się oszukać „podrabianym Mikołajkom”.
              • madohora ŚWIĘTA ŁUCJA 12.07.14, 01:01
                W dniu Świętej Łucji zwanej na Śląsku Lucką dziewczęta puszczały dwa listki mirtu na wodę wierząc, że jeden z nich symbolizuje przyszłego narzeczonego. Jeżeli listki spotkały się szczęście miało być zapewnione.
                • madohora Re: ŚWIĘTA ŁUCJA 12.07.14, 01:03
                  W tym dniu chłopcy przebierali się za dziewczęta i zbliżając do nich smarowali im sadzą twarze ogłaszając:
                  Kogo święta Lucka tknie ten zmieni stan kawalerski czy panieński na małżeński
                • madohora Re: ŚWIĘTA ŁUCJA 12.07.14, 01:05
                  Istniał także zwyczaj przynoszenia przez każdy dzień od Łucji do Bożego Narodzenia po jednej szczapie drzewa. Drzewem tym rozpalano "piekarniok" w Wigilię Bożego Narodzenia. Dym miał zwalczać choroby, demony, czarownice i wszelkie zło.
                  • madohora Re: ŚWIĘTA ŁUCJA 12.07.14, 01:07
                    I chyba najbardziej rozpowszechniony zwyczaj to właśnie zapisywanie pogody. Podobno jaka pogoda będzie od Łucji do Wigilii taka nastąpi w ciągu 12 miesięcy następnego roku. Czy się sprawdza? Możecie poczytać w wątku o świętej Łucji

                    forum.gazeta.pl/forum/w,49353,88629513,151946659,Re_Od_imienin_Lucji_13_12_zapisujemy_pogode.html?v=2#p151946659
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 29.05.14, 19:50
        Kiedy dusza człowieka świętego opuszcza śmiertelne ciało i przechodzi do raju, Pan Jezus przeznacza nowemu mieszkańcowi nieba urząd, jaki ma w Jego Królestwie spełniać. Urzędy to wielkie i święte, bo wszystko w niebie jest bliskie Boga, który jest Stwórcą wszechświata
        i najlepszym Ojcem. Kiedy umarł w rzymskim nowicyacie XX. Jezuitów młodzieniaszek, zwany Stanisławem, a z rodu ziemskiego Kostko w pochodzący, jako ze był, pomimo wczesnego nader wieku juz bardzo święty i szczególniejszym przez całe życie miłośnikiem Matki Boskiej,
        sama ta Królowa niebieska wyszła na spotkanie duszy swego niewinnego służki i zaprowadziła ją przed oblicze P. Jezusa, do którego tak rzekła: »Synu najmilszy, oto mój wierny sługa Stanisław, którego cnoty od dawna tutejszych mieszkańców w zdumienie wprawiały. Za jego
        czystość anielską proszę Cię, abyś mi go za dworzanina dał, ale urząd, jaki ma spełniać, niech sam wybierze za to, że na ziemi nigdy własnej woli mieć nie chciał, ale co mu przez starszych kazałeś, spełniał skwapliwie«. Pan Jezus spełnił zaraz prośbę swej Matki Niepokalanej i kazał
        św. Stanisławowi wybrać, czem się chce w niebie zajmować. W kłopocie był święty młodzieniaszek, bo wybierać był nienawykły, a i blask niebieskiego otoczenia jeszcze
        go nieprzyzwyczajonego zbytecznie olśniewał, ale skoro usłyszał wezwanie, rzucił się do nóg miłemu Zbawicielowi i prosił, by mu pozwolonem było kwiecie pod nogi Maryi sypać, zapewniając, że wie, gdzie kwiatków ładnych i pachnących a co dzień świeżych będzie mógł dostać. P. Jezus przytulił do serca pokornego chłopczynę i zaraz mu spełnianie obranego urzędu zalecił, nakazując, aby św. Stanisława nazywano odtąd w niebie Ogrodniczkiem
        Maryi. Sw. Stanisław, jak tylko otrzymał tę nominacyę, wnet dostał ze skarbca niebieskiego kosz z promieni słonecznych spleciony i powędrował na łąki do Polski. I tu pilnie jął zbierać dzwonki, bratki i smółkę czerwoną, w wilgotnych miejscach znajdywał całe pęki storczyków
        i niezabudek, a na leśnych wzgórzach macierzankę i wrzos zrywał pachnący; zachodził też do łanów zbożowych i tam miał do woli bławatów, rumianku i wyki. I niósł to wszystko do nieba, gdzie odtąd tak piękne kwiatki i w ta kiej obfitości były zawsze naokoło tronu Najświętszej Maryi Panny i na drogach, po których szła, usypane, że aż aniołkom oczy się do nich śmiały i święci towarzysze Stanisława nie mogli się ich piękności i zapachowi wydziwić. A gdy niekiedy szczypta tego kwiecia była wrzucona do jednej z siedmiu archanielskich kadzielnic, dymiących
        wciąż przed Majestatem Boskim, niebieskie komnaty wszystkie napełniały się wonnością przedziwną, a dym przejrzysty lecz — rzecz szczególna — z krwawym odblaskiem unosił się w powietrzu i kiedy zawadził o struny anielskiej lutni lub o cienką powłokę tympanu, zaczynały drgać instrumenta i cichy śpiew, wydobywając się z nich słał się u stóp Syna Bożego:
        Serce Jezusa, ucieczko nasza,
        Zlituj się, zlituj nad ludem twym
        Dziwowali się niebianie i co raz to który prosił Ogrodniczka Maryi, aby mu na pamiątkę dał kwiatek z kosza, który św. Stanisław zawsze miał w pogotowiu pełny, aby Matka Boska nigdy nie stąpiła, jak na podesłane stokrotki lub polne powoje. A łąki i wzgórza polskie coraz bujniejszem i mocniej pachnącem zielem się pokrywały i śmiały się w słońcu, snadź rozumiały pod czyje stopy idzie ich ozdoba wzorzysta. A ludzie na ziemi także się dziwili bujności łąk swoich i, widząc piękność kwiatków, zaczęli je rwać do wiązanek, które stawiali na ołtarzu w kościołach albo w domach Bogarodzicy. Wówczas dom taki napełniało błogosławieństwo boże, choroby od niego stroniły i miłość w nim panowała. Nieraz też piękny młodzieniec
        przypiął kwiatek do świtki albo kraśne dziewczę wplotło go do warkocza, a wówczas wstępowała w młodzieńca dziwna moc i siła, a dziewczę stawało się tak piękne i urocze, że aż ptaszki patrząc na nie, milkły na dachach domostw i drzewach z podziwu. Nie długo też tajemnicą pozostało, skąd tę piękność i moc dziwną ma ziele polskie, bo znaleźli się tacy, co podpatrzyli św. Stanisława zbierającego o zorzy kwiaty po polach i łąkach i niosącego
        je w koszu złotym do nieba. A były to duszyczki niewinne pacholąt, pasących konie na łąkach po nocy. Od dzieci dowiedzieli się rodzice i tak dalej i dalej rozeszła się wieść, że kwiecie polskie idzie do nieba, i lud cały cieszył się bardzo, że jego kraj w niebie ma takie znaczenie,
        kochali też wszyscy poczciwe kwiatki, które tyle dobrego zrobiły ludziom, a najwięcej cieszył się Ogrodniczek Maryi, który widział, jak dziwnie błogosławiła Pani krainie, co kwiecia pod Jej święte stopy dostarczała.A była na wschód od Polski ziemia wielka i szeroka i miała też łąki i łany, lecz trawa tam jeno rosła żółtawa, jakby zwiędła, i owies karłowaty, a kwiatki nieładne
        i w znacznej części trujące. Ale lud na biednej tej ziemi mieszkający widział bujność łąk polskich i doszła doń wieść o tem, że z tych łąk niosą aniołowie co dzień kwiaty pod stopy Maryi. Zapragnął też dla siebie tego szczęścia i oto zmówili się mieszkańcy całej tej ziemi,
        aby zbierali codzień nędzne kwiaty i zioła jej i nieśli je na ołtarze swe i przed obrazy swe. I ubierali nimi ikony swoje i prosili, aby Matka Boska w ołtarzach i na ikonach wzięła te kwiaty. A nie wiedzieli, ze Matka Boska nie jest w ołtarzu lub na ikonie ale w niebie i nie było
        aniołów, coby to kwiecie ubogie do nieba zanieśli. Ale Matka Najwiętsza dojrzała z nieba poczciwe chęci ciemnego ludu. I rzekła razu jednego do św. Stanisława: »Żal mi tych ludzi biednych; chcą oni mi złożyć ofiarę, a nie wiedzą jak i z czego. Idź ty, Ogrodniczku mój i zasadź na ich łąkach kwiecia polskiego, a co dzień mi w koszu swym stamtąd wiązkę przynieś; boć i to dzieci moje i kochają mnie, choć nie znają, bo ślepi są«. Poszedł Ogrodniczek Maryi, narwał kwiatów polskich i obsadził nimi szerokie miejsca wschodnie. I weszły kwiatki, korzenie
        puściły i rość zaczęły. Ale oto gad zjadliwy podciął korzenie jednego i kwiatek zwiądł i zginął. Drugi ujrzał człowiek z miejscowego ludu, a widząc nieznaną roślinę, choć piękna była, kopnął nogą, a potem wyrwał z ziemi i rzucił i umarła roślina. A trawy polskie nie mogły się oprzeć wichrowi, który w stepach wschodnich hajdamaczył, i słońcu, które je paliło, i poginęły. A niektóre, rosnąc na obcej ziemi, zdziczały i z pięknych kwiatków stały się dzikiem i szkodliwem zielem. Przyszedł św. Stanisław, a ujrzawszy zniszczoną swą pracę, posmutniał, ale skrzętnie bardzo zebrał powiędłe kwiatki i trawy do kosza i poniósł je do Matki Boskiej. Zdziczałe jednak krzewy wyrwał i precz wyrzucił, a te, co były w koszu, wysypał pod stopy Maryi. A oto
        w tej chwili kwiatki ożyły, barwy poprzedniej nabrały i podniosły ku Maryi łodygi i listki, a szmer cichy napełnił niebieskie przestrzenie:
        Serdeczna Matko, Opiekuuko ludzi,
        Niech Cię płacz sierot do litości wzbudzi,
        Wygnańcy Ewy do Ciebie wołamy,
        Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłuj się nad nami.
        Odtąd codziennie, przeszedłszy polskie ziemie, szedł św. Stanisław na wschód i wyszukiwał biedne roślinki powiędłe i wkładał do kosza i niósł przed tron Maryi, która im życie powracała.
        W czasie zbierania nieraz łza św. Ogrodniczkowi spadła z jasnego oka na ziemię niewdzięczną, gardzącą podarowanem bogactwem kwiecistem dlatego jedynie, że obce, a gdzie łza taka upadła, ziemia zmieniała swą nieużyteczność i w tem miejscu kwiecie Maryi pięknie już i bez przeszkody się rozrastało... A zdziczałe krzewy zawsze zostawały odrzucane, bo ich św. Stanisław do kosza nie brał.
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 17:20
      W wasze progi wstępujemy,
      Zdrowia, szczęścia wam życzymy,
      Gaiku zielony,
      Ślicznie ustrojony.
      Slicznie sobie chodzi,
      Bo mu sic; tak godzi.
      My z naszym gaikiem koło studni,
      Dziwują mu sic; panowie i goście.
      Gaiku zielony itd.
      My z naszym gaikiem, koło studni
      Za naszym gaikiem aże dudni.
      Gaiku zielony itd.
      Na naszym gaiku wstążeczki, szpileczki
      Boć go ustroiły smoszewskie dzieweczki. (Nazwa wsi się; zmieniała)
      Gaiku zielony itd.
      Pani gospodyni kluczykami brząka
      Dla nas ci to dla nas podarunku szuka.
      Gaiku zielony itd.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 17:21
        Po otrzymaniu darów śpiewały:

        Wasze progi opuszczamy,
        Najświętszej Panience oddawamy,
        Byście zdrowi byli, w szczęściu sobie żyli,
        A nas za rok znowu obdarzyli.
        Gaiku zielony, ślicznie ustrojony,
        Pic;knie sobie chodzi, bo mu sic; tak godzi.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 17:21
        Obchód ten sit;ga prawdopodobnie pogańskich czasów i gajów świt;tych, z których ułamaną gałąź obnosiły dziewczęta po siołach na cześć wiosny i młodości. Sama pieśń pochodzi
        już z nowszych czasów.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 18:01
        Kwiat paproci

        Od wieków opowiadają ludzie, że nocą św. Jana kwitnie paproć; a kto jej kwiatuszek
        znajdzie, urwie i schowa, ten wszelkie ziemskie szczęście mieć będzie. Bieda jednak cała w
        tym, że noc ta jest tylko jedna w roku, a taka niezmiernie krótka; nadto paproć w każdym
        lesie tylko jedna zakwita, i to w takim zakątku, tak ukryta, że nadzwyczajnego trzeba
        szczęścia, aby na nią trafić. Mówią jeszcze i to, że droga do kwiatu bardzo jest trudna i nie-
        bezpieczna, że tam różne tam różne strachy przeszkadzają, bronią, nie dopuszczaj ą i że
        potrzeba nadzwyczajnej odwagi, ażeby ten kwiat zdobyć. Pewnego czasu był sobie chłopak, któremu na imię było jacuś; we wsi przezywali go ciekawym, dlatego że zawsze szperał, szukał, a co było najtrudniej dostać, do tego on się najgoręcej garnął. Taką już miał naturę:
        co pod nogami znalazł, po co tylko ręką było sięgnąć, to sobie lekceważył; a o co musiał się
        dobijać, to najwięcej najwięcej mu smakowało. Trafiło się tedy raz, że gdy wieczorem przy
        ogniu siedzieli, a on sobie kij kozikiem wyrzynał, stara babusia, okrutnie rozumna, która po
        świecie bywała i znała wszystko, poczęła opowiadać o tym kwiecie paproci. Jacuś słuchał
        i tak się zasłuchał, że mu aż kij z rąk wypadł. Skoro babusia skończyła, Jacuś powiedział
        sobie: - Niech się dzieje, co chce, a ja kwiat ten znaleźć muszę. Znajdę go, bo człowiek, kiedy chce mocno a powie sobie: "To musi być", zawsze w końcu na swoim postawi.
        Tuż pod wioską, w której stała chatka rodzicieli Jacusia, był niedaleko las i pod nim
        właśnie palono co roku sobótki w noc świętojańską Przez kilka miesięcy Jacuś czekał na
        tę noc i o niczym nie myślał, tylko o tym. Czas mu się strasznie długim wydawał. Na
        ostatek nadeszła wigilia św. Jana. zbliżyła się noc; ze wsi wszystka młodzież się wysypała palić ognie, skakać, śpiewać i zabawiać się. Jacuś umył się czysto, wdział koszulę białą,
        pasik czerwony nowy, łapcie lipowe, nie noszone, czapeczkę z pawim piórkiem, i jak tylko zmrok zapadł, udał się do lasu.
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 18:06
          Las był czarny, głuchy, nad nim noc ciemna z mrugającymi gwiazdkami. Znał Jacuś dobrze drogę w głąb lasu po dniu i jaką ona bywała w czas powszedni. Teraz, gdy się zapuścił w głąb - osobliwa rzecz - nie mógł ani wiadomej drożyny znaleźć, ani drzew rozpoznać.
          Wszystko było jakieś inne. Potem stanęły na drodze gąszcze takie, że ani palca przez me przecisnąć; ale Jacuś, jak się rzucił, pchnął, zepchnął, za połamał i przebił machnął, zdusił je, zmiętosił, się szczęśliwie. Zdawało mu się już, że szedł rok cały, tak długą wydała mu się ta droga... Kwiatu nigdzie!... Nie zawrócił się jednak i nie tracił serca, ale szedł dalej... Aż w końcu tuż pod nogami zobaczył kwiatek: pięć listków miał złotych, a w środku oko świecące. Wyciągnął rękę i pochwycił. Zapiekło go, jak ogniem, ale nie rzucił... trzymał mocno. Kwiat w oczach rosnąć mu poczynał, a taką jasność miał, że powieki musiał Jacuś przymknąć, bo go oślepiało. W cisnął go zaraz za pazuchę pod lewą rękę, na serce... Wtem głos się odezwał do niego: - Wziąłeś mnie - twoje szczęście; ale pamiętaj o tym, że, kto mnie ma, ten wszystko może, co chce; tylko nigdy z nikim swoim szczęściem nie wolno mu się dzielić! Jacusiowi tak się w głowie z wielkiej radości zamąciło, że niewiele na ten głos zważał. - A co mi tam? - rzekł w duchu. - Byle mnie na świecie dobrze było! Z czapeczką na bakier, podśpiewując, wracał do domu. Droga przed nim świeciła, jak pas srebrny, drzewa się ustępowały, krzaki
          odchylały, kwiaty, które mijał, kłaniały mu się aż do ziemi. Z głową podniesioną stąpał dalej
          i tylko roił, czego ma żądać. Zachciało mu się naprzód pałacu; ledwie o tym pomyślał, gdy
          znalazł się na skraju lasu, ale okolicy zupełnie mu nieznanej
          • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 18:10
            Spojrzawszy sam na siebie, poznać się nie mógł. Ubrany był w suknie z najprzedniejszej
            materii, b u t y miał na nogach ze złotymi podkówkami, p a s, sadzony kamieniami drogimi,
            koszulę z najcieńszego płótna. Tuż stał powóz, koni białych sześć w chomątach pozłocistych, służba w galonach; kamerdyner mu podał, kłaniając się wsadził do karety - i wio! Jacuś nie wątpił, że go do pałacu wiodą; jakoż tak się stało. W mgnieniu oka powóz już był u ganku, na którym służba liczna czekała. Tylko twarze wszystkie były mu obce i nieznane.
            Upłynął tak rok i drugi; wszystko miał, cze-go dusza zapragnęła; ale szczęście to wydało
            mu się czasem takie głupie, że mu życie obrzydło. Najwięcej go zaś gnębiła tęsknica do wioski swojej, do chaty i rodziców; żeby ich choć zobaczyć, choć dowiedzieć się co się tam z nimi dzieje! Matkę kochał bardzo, a ilekroć ją wspomniał, serce mu się ściskało. Jednego dnia zebrało mu się na odwagę wielką i, wsiadłszy do powozu, pomyślał, aby się znalazł we wsi przed chatą rodziców. Natychmiast konie ruszyły, leciały, jak wiatr, i nie opatrzył się, gdy się zatrzymały przed znanym mu dobrze podwórkiem. Jacusiowi łzy się z oczu puściły. .
            • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 18:15
              Wszystko tu było tak, jak porzucił przed kilkoma latami, ale postarzałe, a po tych wspaniałościach, do których nawykł, jeszcze mu się nędzniejszym wydawało. Żłób stary przy studni, pieniek, na którym drewka rąbał, wrotka od dziedzińca, dach porosły mchami, drabina przy nim... stały jak wczoraj. A ludzie? Jacuś wysiadł. Pierwszy spotykający go w
              podwórku był stary Burek" jeszcze chudszy, niż był niegdyś, z sierścią najeżoną. Szczekał na niego zajadle i ani myślał go poznać. W progu pokazał się w potarganej koszuli nie najmłodszy brat jego.
              - A matuś gdzie? .:...... zapytał przybyły.
              - Chorzy leżą odrzekł wzdychając.
              - A tatuś?
              - Na mogiłkach... .
              Wszedł Jacuś do chaty. Stara matka leżała w kątku na biednym łóżeczku. Podszedł do niej
              Jacuś popatrzyła nań, nie poznała... Mówić jej było trudno, a on nic pytać nie śmiał. Serce mu się krajało. Już się miał do kieszeni, aby złotem sypnąć na ławę; ale dłoń mu się ścisnęła, bo strach brzydki go ogarnął, że własne szczęście utraci. I wyrwał się z chaty do powozu, a w nim do pałacu ale przybywszy tu zamknął się i płakał. Zbudziło się w nim sumienie i gryzło mu wewnątrz serce. Nie dawał się. Durzył się ciągle czymś, latał, jeździł, strzelał, jadł, pił, hulał... Nic nie pomagało. W uszach ponad wszystkie wrzaski brzmiało: "Nie ma szczęścia dla człowieka, jeśli się nim z drugim podzielić nie może... Rok nie upłynął, aż Jacuś wysechł, jak szczepka, wyżółkł, jak wosk, i w tym swoim dostatku i szczęściu męczył się nad wszelki wyraz.
              • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 18:18
                W końcu po jednej nocy bezsennej, nakładłszy złota W kieszenie, kazał się wieźć do chaty.
                Miał postanowienie, choćby wszystko stracić, a matkę i rodzeństwo poratować. - Niech się już dzieje, co chce! - mówił niech ginę! Dłużej z tym robakiem w piersi żyć nie mogę. .
                Stanęły konie przed chatą. Wszystko tu było, jak przedtem żłób stary u studni, pieniek,
                dach, drabina, ale w progu chAty żywej duszy nie było...Jacuś pobiegł do drzwi - stały kołkiem podparte zajrzał przez okno - chata była pusta. Wtem żebrak, stojący u płotu, wołać nań zaczął: - A czego tam szukacie, jasny panie? Chata to pusta wszystko w niej wymarło z biedy, z głodu i choroby. .
                Jak skamieniały, stanął ów nieszczęśliwiec u progu - stał i stał... - Z mojej winy zginęli oni - rzekł w duchu - niechże i ja ginę!
                Ledwie to rzekł, ziemia się otworzyła i zniknął, a z nim ów nieszczęsny kwiat paproci, którego już dziś próżno szukać n. świecie.

                J. l. Kraszewski
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 20:21
        Wszystkich Świętych

        Pierwsze dwa dni listopada są przeznaczone w Kościele na obchód uroczystości, posiadających znaczenie wielce głębokie. Dnia pierwszego, Kościół wojujący, znajdujący się tu na ziemi, chwałę oddaje Kościołowi triumfującemu, który znajduje się w niebie, innymi zaś słowy mówiąc: społeczność wiernych oddaje cześć wszystkim duszom błogosławionym, które dostąpiły łaski zbawienia i zażywają wiekuistej szczęśliwości w raju, w obliczności Boga. Początek tej uroczystości sięga odległych czasów, kiedy pogańska świątynia
        w Rzymie, zwana Panteonem, zamieniona została na kościół, po-święcony czci Matki Zbawiciela i wszystkich świętych Pańskich. Piękną tę świątynię wybudował cesarz rzymski Marek Antoniusz na lat kilka przed narodzeniem Chrystusa, żeby upamiętnić zwycięstwo swoje pod Akcjum, które go uczyniło władcą świata. Dano jej nazwę grecką Panteon, tzn. przybytek wszystkich bożków, bo przeznaczono ją ku uczczeniu wszystkich bożyszcz pogańskich. Gdy cesarze rzymscy przyjęli wiarę chrześcijańską, kazali burzyć świątynie pogańskie. W Rzymie tylko jedna z nich ocalała, mianowicie Panteon. Zamknięto go i długi czas tak pozostawał, jako dowód triumfu krzyża nad pogaństwem. Dopiero około roku 609 papież Bonifacy IV, uzyskawszy pozwolenie cesarza Fokasa, zamienił Panteon na kościół, przeznaczając go, jak nadmieniliśmy, ku czci Bogarodzicy i świętych Pańskich. Usunąwszy z gmachu bożyszcza, po- budowano ołtarze, a w nich umieszczono relikwie męczenników, wydobyte z różnych cmentarzy rzymskich. Wieść niesie, że zgromadzono dwadzieścia osiem wozów kości umęczonych za wiarę chrześcijan odtąd zaczęto w tym kościele corocznie ob-
        chodzić pamiątkę wszystkich męczenników, nie była to jednak jeszcze właściwa uroczystość Wszystkich Świętych, tę bowiem zaczęto obchodzić w Rzymie później, około r. 731; za papieża Grzegorza III. Papież ten wybudował przy Watykanie kaplicę, przeznaczoną ku czci
        Zbawiciela, Bogarodzicy, apostołów, męczenników i wyznawców, słowem wszystkich
        sprawiedliwych, cieszących się wiekuistym szczęściem w niebie. Z początku ich uroczystość obchodzono tylko w Rzymie; dopiero papiez Grzegorz IV, około roku 835, rozszerzył ją na cały Kościół rzymsko-katolicki. O uroczystości Wszystkich Świętych pisarze kościelni wypowiadają pouczające uwagi. Jeden z nich mówi, że chociaż wielka jest liczba świętych Pańskich znanych światu, których pamiątkę Kościół rzymsko-katolicki obchodzi w każdym dniu roku, ale liczba tych, którzy ze- szli ze świata nieznani, jest bez porównania większa. "Niebo - czytamy dalej u tego samego pisarza - gdzie dusze błogosławione wychwalają na wieki Boga, ma również, jak firmament, który niebem widzialnym nazywamy, swoje słońce, swój księżyc, swoje gwiazdy oraz swoją "drogę mleczną". Słońcem jest Pan Jezus, księżycem - Matka Boża, gwiazdami - święci, przez Kościół do czci wiernych podani, a drogą mleczną, to jest owym zbiorem nieprzeliczonych gwiazdek drobnych, tworzących pas jasny na nieboskłonie, są owe nieprzeliczone zastępy dusz zbawionych, które podobnie jak świtęci uznani przez Stolicę Apostolską, królują w niebie, których nazwisk nie znamy, jak nie możemy dojrzeć okiem tych gwiazd, których ogół stanowi właśnie drogę mleczną. Iluż bowiem jest wielkich sług bożych, wielkich świętych, w każdym wieku, stanie, narodzie,
        kraju, których zasługi Bogu są tylko wiadome! Iluż cnót najszczytniejszych nie dostrzega oko
        człowieka! Iluż bohaterów chrześcijańskich w dawnych czasach zaludniało puszcze, do których nikt sit; nie dostawał, z których nigdy nie wyszli! Iluż wielkich mężów bożych żyło utajonych w stanie ubogim, pokornym, umartwionym, a cnoty ich tylko Bóg ocenił! Ileż dusz
        wzniosło sit; do nieba bez żadnego rozgłosu, z ukrycia klasztornego! Iluż zostało świt;tymi
        przez znoszenie pokorne różnych przeciwności i cierpień, na co zwykle nikt nie zważa! Bóg
        znał ich wszystkich, wynagrodził hojnie, otoczy ich wielką chwałą w oczach całego świata w
        dniu Sądu Ostatecznego, a potem na wieki, lecz słuszne też jest, aby Kościół, aby wszyscy
        wierni również ich uczcili na ziemi. Bo każdy z tych błogosławionych troszczy sit; o nasze zbawienie. Ich wstawiennictwo wielką ma wagę u Boga, gdyż są już w chwale Jego. Toteż udajemy sie do nich o pośrednictwo, udawać się o nie powinniśmy, a jednocześnie powinniśmy wyrażać im cześć szczególną". Hołd taki składamy im właśnie w dniu pierwszym listopada. Kościół atoli nie poprzestaje na pobudzaniu wiernych do składania czci wybrańcom Boga, lecz także każe nam naśladować owe święte wzory. Uroczystość w dniu pierwszym listopada przypomina i poucza, że święci Pańscy, których mądrość podziwiamy, których cnotom cześć oddajemy, których chwałę i zasługi głosimy, byli tu na ziemi ludźmi jak my, żyli i pracowali w tych samych warunkach, w jakich my żyjemy i pracujemy. Tak więc w dzień Wszystkich Świt;tych oddajemy cześć temu rolnikowi, w y l' o b n i k o w i, r z e m i e ś l n i k o w i, p r o s t em u s ł u d z e, którzy w ukryciu swego skromnego zawodu, nierzadko w nędzy, żyli jednak niewinnie i po chrześcijańsku. Cześć oddajemy tym monarchom, którzy zasiadając na tronach, zachowali czystość oby.czajów i osiągnęli świętość, trzymając się zasad Ewangelii. Czcimy m o ż n y c h, którzy nie dali się uwieść czczym blaskom ziemskim, nie pozwolili rozkoszom doczesnym zmiękczyć serc swoich, lecz używali bogactw na chwałę bożą i pożytek bliźnich, dbali o dobro wieczne, przestrzegali przykazań wiary i pozyskali zbawienie.
        cdn

        Opis z 1939 roku "Kalendarz Mariański"
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 20:30
          Czcimy wreszcie krewnych naszych, przyjaciół, towarzyszów, współparafian, którzy, posiadając takie same namiętności, jakim my ulegamy, borykając się z podobnymi jak my
          przeciwnościami, a nie rozporządzając innymi środkami niż te, jakimi my rozporządzamy,
          wywalczyli sobie szczęście wiekuiste. Czymże się wymówimy, jeżeli nie uzyskamy tego, co
          uzyskali oni? Większość bowiem świt;tych dostąpiła świętości nie przez jakieś czyny świetne, nadzwyczajne. Można zostać świt;tym bez takich czynów, a potępionym spełniając czyny
          rozgłośne. Święci dostąpili uświęcenia dlatego, że wypełniali wiernie obowiązki swego stanu,
          że umieli pogodzić te obowiązki z przykazaniami wiary, że zawsze szli za głosem sumienia, za głosem Ewangelii. Święci: Ludwik, Wacław, Elżbieta na tronach; św. Izydor - rolnik, świt;-
          ci Kryspin i Kryspinian - szewcy, św. Zyta - służąca, przekonywają nas najdowodniej, że
          doskonałość ewangeliczna z każdym stanem się godzi, dla każdego jest dostępna. To właśnie nam przypomina, tego nas uczy Kościół przez uroczystość Wszystkich Świętych, a przy tym zachęca nas, pobudza, skłania do naśladowania tych, którzy dostąpili szczęścia wiekuistego, do wstępowania w ich ślady; skłania nas, iżbyśmy się udawali do pośrednictwa wybrańców bożych w pracy dla dostąpienia łaski zbawczej, łaski żywota wiecznego, bo im liczniejsze jest pośrednictwo, tym łatwiej można cel osiągnąć. Na drugi dzień po uroczystości Wszystkich Świt;tych obchodzi Kościół Wspomnienie wiernych zmarłych, a umieścił te dwie uroczystości bezpośrednio obok siebie, żeby uwidocznić, iż pomiędzy Kościołem triumfującym, to jest świt;tymi w niebie, Kościołem cierpiącym, to jest duszami w czyśćcu, i Kościołem wojującym, to jest społecznością wiernych, istnieje łączność. Wprawdzie codziennie w mszy św. są odmawiane modlitwy za dusze zmarłych, lecz Kościół przeznaczył jeden dzień w roku na to, aby wierni w sposób szczególny przynosili ulgę duszom w czyśćcu cierpiącym. Pospolicie dzień ten zwiemy Zadusznym. Zanim powiemy o powtaniu i znaczeniu tej uroczystości, rozważmy wpierw, co należy rozumieć pod nazwą "czyśca" Otóż nazwą tą oznaczamy bądź miejsce, bądź ogół bolesnych mąk, którym ulegają po śmierci dusze sprawiedliwych, przeznaczone do oglądania Boga, lecz bezpośrednio szczęścia te- go posiąść niemogące, wskutek nieodpokutowania jeszcze tu, na ziemi, grzechów powszednich,
          lub też kar doczesnych, na jakie śmiertelnymi grzechami zasłużyły, a których w zupełności za
          życia nie odpokutowały. Czyściec zatem jest przeznaczony tylko dla osób dojrzałych, w stanie łaski, lecz niezupełnie wobec Boga oczyszczonych. Według św. Augustyna koniec czyśćca nastąpi w chwili sądu ostatecznego, w chwili zagłady wszelkiego stworzenia. Czyściec wtedy przestanie być miejscem pośrednim między niebem a piekłem, miejscem nie dla wszystkich przeznaczonym, miejscem, do którego na przykład nigdy nie wchodzą
          dzieci odrodzone przez c h r z e s t, zmarłe zanim jeszcze do używania rozumu przyszły.
          Dzieci, umierające bez łaski odrodzenia duchowego, to jest bez chrztu, idą nie do czyśćca, lecz otrzymują miejsce kary w otchłani, graniczącej z piekłem, do którego jest ona podobna
          tylko przez mękę nieoglądania Boga, nie zaś przez męki inne, wyczuwane zmysłami.
          Dusze w czyśćcu pozostające mogą być wspomagane ofiarą mszy św. jako też modlitwami, jałmużnami i pokutą wiernych. Pismo św. mówi o tym: "Święta i zbawienna modlić się za zmarłych, aby byli od grzechów rozwiązani". Przez długi czas poprzestawano na modlitwie za zmarłych bądź w domu, bądź w kościele przy mszy św., bądź odprawiając za nich zwykłe msze św. Dopiero w początkach XI stulecia ustanowiono jeden dzień w roku, dla wyłącznego za dusze zmarłych nabożeństwa. Stało sit; to dziatki św. Odilonowi, opatowi klasztoru
          benedyktynów w Cluny we Francji. Mąż ten wielką czuł litość dla dusz w czyśćcu zatrzymanych, a mając mnóstwo dowodów na to, że dużą ulgę przynoszą im modlitwy, które Bóg mile przyjmuje, wyznaczył wszystkim klasztorom swego zakonu jeden dzień w roku na szczególne nabożeństwo za dusze czyśćcowe.

          Opis z 1939 roku "Kalendarz Mariański"
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 20:41
          Zwyczaj ten uznała Stolica Apostolska za dobry i pożyteczny i wkrótce (rozciągnęła go na cały świat chrześcijański). Nabożeństwo to tak się odbywa. Po nieszporach w uroczystość Wszystkich Świętych kapłan zaraz odprawia nieszpory żałobne, po czym z ludem odbywa procesję na cmentarz, wśród poważnego i przejmującego śpiewu: "Dzień on, dzień gniewu Pańskiego świat w proch zetrze; świadkiem tego Dawid z Sybillą wszystkiego, jako wielki strach tam będzie, gdy sam Bóg na sąd zasiądzie i roztrząsać wszystko będzie!" W czasie procesji są cztery przystanki czyli stacje. Przy każdej kapłan odprawia modlitwy za zmarłych biskupów i kapłanów, za rodziców, krewnych, powinowatych, dobrodziejów oraz tych,
          których ciała na tym cmentarzu spoczywają. Po powrocie do kościoła przy wystawionym katafalku odbywa się stacja piąta, z modlitwą za wszystkich w ogólności wiernych zmarłych. Obrzęd kończy się odśpiewaniem wzniosłej antyfony do Matki Boskiej: "Witaj, Królowo nieba i Matko litości! Witaj Nadziejo nasza! W smutku i żałości ku Tobie wygnańcy Ewy wołamy synowie, ku Tobie wzdychamy, płacząc, padołu więźniowie. Orędowniczka nasza! racz Twe litościwe oczy spuścić na nasze serca żałośliwe i owoc błogosławiony żywota Twojego racz pokazać po zejściu z świata mizernego. O łaskawa, pobożna, o świt;ta Maria, niechaj wszyscy zbawieni będą grzeszni i ja! O Jezu, niech po śmierci Ciebie oglądamy! O Mario, uproś nam, czego pożądamy! O Jezu, Jezu. Jezu, Jezu mój kochany! Jezu w wielkiej
          dobroci nigdy nieprzebrany!" Nazajutrz, w sam Dzień Zaduszny, kapłan odśpiewuje Jutrznię za zmarłych, odprawia msza; żałobną, wygłasza odpowiednie kazanie i wypomina osoby zmarłe, drogie sercu naszemu. Potem dokoła kościoła odbywa procesja jak w dniu poprzednim z pięcioma stacjami. Podczas stacji ostatniej, przy katafalku, sp lewa, jakby nad osobą zmarłą: "Wybaw mnie, Panie od śmierci wiecznej"... - trumnę skrapia wodą święconą i okadza. Wreszcie mówi: "Wieczny odpoczynek raćz im dać, Panie! A światłość wiekuista niechaj im świeci! Niech odpoczywają w pokoju!" Wierni odpowiadają: "Amen!" - wyrażając życzenie, aby dusze wiernych zmarłych rychło były przypuszczone do oglądania Boga. Obrzęd, równie jak dnia poprzedniego, kończy się odśpiewaniem antyfony: "Witaj Królowo!"
          Istnieje zwyczaj, że w Dzień Zaduszny wieczorem oświetlamy mogiły i przyozdabiamy je
          wieńcami. Cmentarz wtedy nader rzewny przedstawia widok. Na wiejskich cmentarzach
          śpiewają wówczas pieśń starodawną, którą przypominamy: "Przez czyśćcowe upalenia,
          którzy znoszą przewinienia, łzy lejąc bez pocieszenia, żebrzą Twego użalenia, o Mario! Tyś
          źródło grzechy czyszczące, wszystkim zdrowie przynoszące, posilaj umierające, ratuj męki ponoszące, o Mario! Ku Tobie umarli wzdychają, w Tobie ufność pokładają, niech twarz ma-
          cierzyńską znają, niech przez Cię nieba dostają, o Mario! Kluczu do nieba zrządzony, więzień
          w czyśćcu utrapiony pragnie przez Cię być puszczony z więzienia w niebieskie strony, o Ma-
          rio! Sprawiedliwych oświecenie, nadziei grzesznych wzmocnienie, niech przez Twoje przyczynienie, gasną czyśćcowe płomienie, o Mario! Twe zasługi, Twe przyczyny, opłaciwszy grzechów winy, niech wprowadzą ludzkie syny z mąk do niebieskiej krainy, o Mario!"
          Co może być słuszniejszego. co bardziej właściwego ze strony żyjących, nad gorliwe
          niesienie ratunku duszom w czyśćcu cierpiącym? Są to przecież wybrańcy Pańscy, którzy
          po pewnym czasie w niebie zażywać będą wielkich względów bożych. Są to wierni słudzy
          Chrystusowi, nabyci Przenajświętszą Krwią Zbawiciela, którzy wprawdzie cierpią teraz,
          lecz z czasem, dostawszy się do Jego królestwa, w tysiąckroć odwdzięczą się za to, co tu dla
          nich czynimy. Są to bliscy nasi - krewni, rodzice, dzieci, przyjaciele, dobroczyńcy, siostry
          i bracia, którzy wyglądają od nas ratunku, kórzy mają do tego wszelkie prawo i o który rzewnie nas proszą słowami Pisma bożego: "Zmiłujcie się nade mną! Zmiłujcie się nade mną
          przynajmniej wy, przyjaciele moi!" Dla pobudzenia nas do spełnienia tego obowiązku miłości, a nawet sprawiedliwości, Kościół Święty przez obrzędy w Dniu Zadusznym stara się go nam przypomnieć i wzbudzić w sercach naszych pobożną pamięć o duszach zmarłych.
          Zważmy, że cokolwiek dla nich uczynimy, na dobro nasze się obróci. Bo dusze owe, wyzwoliwszy się z mąk, nie zapomną o nas i dostąpiwszy uświęcenia, w niebie za nami przyczyniać się będą do Boga. A skoro wiemy, że Bóg świętych swoich prośby za nami łaskawie przyjmuje, grzeszylibyśmy srodze, nie starając się o takie pośrednictwo. .
          Na zakończenie słów niniejszych przytoczymy wyjątek z poematu Wincentego Pola,
          przepięknie opiewającego Dzień Zaduszny na wsi:

          Opis pochodzi z roku 1939
          • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 20:42
            Z dala słychać wiejskie dzwony,
            I lud tłumnie ciągnie w bieli
            Od kościoła. przez zagony.
            To snać pogrzeb będziem mieli!
            Śpiew żałobny płynie rosą:
            Ale trumny coś nie niosą?...
            T o po zmarłych upominek!
            Po cmentarzu się rozbiegli;
            Klęcząc każdy krzyż oblegli;
            Więc i "wieczny odpoczynek!"
            Dzień Zaduszny serce święci,
            I powszednie dzieje chaty,
            I najcięższe życia straty
            Stają żywo tu w pamięci...
            Kmiecie stoją zadumani:
            Śmierć nie straszna, -lecz sąd boski -
            I niedola serce rani -
            Owo całe dzieje wioski!
            I na grobach każdy składa
            Upominki i obiaty -
            I o swoich opowiada -
            Owo dzieje polskiej chaty!
            W moc modlitwy zbrojna wiaro!
            Co z duchami duchy łączy -
            Co tak wielką mierzysz miarą,
            Że się żywot tu nie kończy:
            Wiarą w karę i w nagrodę -
            W wspólność duchów i swobodę -
            Dobrej woli - świętej woli -
            Ty przyświecaj synom roli,
            Bo ty trzymasz to sumienie,
            Jak na wodzy w ojców wierze;
            I przykazań boskich strzeże,
            Co na pieczy ma zbawienie. -
            Wielka wiaro tej prostoty!
            Ty się trzymaj wiejskiej strzechy -
            I od wdowy i sieroty
            Bierz otuchy i pociechy.
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 11.10.14, 21:38
          Wyjdźcie z mogił, tak zawoła
          W dniu sądu Pan przez archanioła.
          Wy wszyscy, coście zmarli tu !
          Zadrży morze ląd i skała
          l wyda z grobów ziemia cała
          Wzbudzone ludy z śmierci snu.
          I zniknie grobu cień,
          Zabłyśnie życia dzień,
          Zniknie trwoga i jęk i znój,
          A świata Pan
          Ogłosi ludom wyrok Swój.
          Zlituj się nad nami, Panie !
          Bez Ciebie nie jesteśmy w stanie
          W dniu sądu godnie ostać s i ę !
          Racz więc dać nam umysł nowy,
          Do walki z grzechem wciąż gotowy
          l zdolny naśladować Cię !
          Bo Duch Twój może nas
          Odrodzić, póki czas,
          A otwarty wstęp będzie nam
          Przez łaskę Twą
          Do wiecznej szczęśliwości bram.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 09.03.14, 00:29
        Wielkanoc i wiosna tak się łączą ze sobą w duszy naszej, że gdy myślimy o Wielkiejnocy, to oczekujemy wiosny, oczekujemy jej z upragnieniem, witamy z radością. A chociaż rozpamiętywania wielkopostne napełniają duszę uczuciem smutku, przecież uczucie to nie może przytłumić myśli, iż cieplejsze słońce rozbudzi uśpioną przyrodę, która rozweseli oko i duszę pięknością, nie dającą się niczem zastąpić. To też uroczystości i zwyczaje wielkanocne łączą smutek z radością, rozpamiętywanie śmierci Zbawiciela z Jego zmartwychpowstaniem — łączą zwyczaje chrześcjańskie z przedchrześcjańskiem traceniem zimy a powstaniem wiosny. Nie mamy dotąd dokładnych opisów zwyczajów wielkanocnych obchodzonych na całym obszarze naszej wielkiej Ojczyzny, a ponieważ zwyczaje te zmieniają się i zacierają, giną z czasem, jak wiele innych, przeto póki jeszcze istnieją, póki tradycja o nich nie zaginęła, musimy je dla pamięci potomnych, dla badań uczonych opisać i opisy takie zgromadzić razem. Prosimy bardzo wszystkich Ziomków naszych, którzy miłują przyszłość narodu polskiego w jego zwyczajach i obyczajach, którzy oceniają wartość i znaczenie tych zwyczajów i obyczajów, aby nie żałowali czasu i nieco trudów i aby każdy z miejscowości, w której spędzi czas wielkanocny, sporządzi opis dokładny i szczegółowy wszystkich zwyczajów wielkanocnych. Dla ułatwienia tej pracy podajemy poniżej wskazówki, co powinien zawierać opis taki, na co należy zwracać uwagę przy zbieraniu materjałów do niego. Zwyczaje, uroczystości i wierzenia wielkanocne rozpoczynają się juź w niedzielę kwietnią (palmową) i przeciągają się aż poza poniedziałek wielkanocny. Niedziela Kwietnia. Z czego i jak robią palmy do święcenia, czem związują, jak i kto niesie je do kościoła, co się robi z palmą po wyjściu z kościoła i po powrocie do domu. Szczegółowo opisać dlaczego robią tak a nie inaczej, według wiary ludowej. O zaklętych skarbach', otwierających się w czasie czytania ewangelji św. w kościele. Podać opowiadania i zdarzenia o tem. Chodzą też chłopcy w Kwietnią Niedzielę (a(albo w poniedziałek wielkanocny) po domach z oracjami z li- lijką. z wózkiem, z traczykiem, z kurkiem i t. p. Czy się przebierają parobcy? Jak? Czy chodzą po domach? Podać oracje. Wielki Czwartek. Czy chłopcy urządzają jakie zabawy ? N. p. topienie bałwana, Judasza, śmierci; zrzucanie kota z wieży, z chóru, — pogrzeb żuru i t. p. Opisać każdy obchód szczegółowo od początku do końca, co, jak i dlaczego się robi. Wielki Piątek. Zwyczaje wielkopiątkowe od świtania. N. p. myją się w potoku, aby nie mieć chrost,
        — czarownice robią masło przed świtem, — zatykanie krzyżyków z palmy święconej w rolę, na szczytach dachów i t. p. Chłopcy chodzą z kłapaczami, klekotami, taradaj- kami i t. p. zamiast dzwonienia, Opisać i odrysować. jak wyglądają te narzędzia, a jeszcze lepiej nadesłać z palmą do Muzeum etnograficznego w Krakowie. Czy opowiadają o zawięzywaniu i wędrówce dzwonów? Jak stroją groby Chrystusa w kościele? Czy przy grobie trzyma kto straż? Jak się ta straż ubiera i zachowuje? Wielka Sobota. Święcenie ognia i wody i związane z tem zwyczaje. Pierwsze dzwonienie na Glorja. Z czego się składa święcone, jak się je przygotowuje, stroi i przynosi do święcenia? Jakie są zwyczaje przy spożywaniu święconego i przy usuwaniu resztek (o,, jszy- ny)? Jeżeli malują (piszą) jaja, opisać dokładnie, jak się to robi, dlaczego tak, czem barwią jaja, do czego takich jaj używają, a rysunki odrysować i nazwać. Pisanki pożądane są dla Muzeum etnograficznego w Krakowie. Zwyczaje związane z rezurekcją. O czarownicach, które nie mogą obejść kościoła trzy razy w czasie procesji i t. p.
        Wielka Niedziela. Jak ją święcą od rana i jakie zachowują zwyczaje? Wielki Poniedziałek. Czy i jak obchodzą śmigust, dyngus i t. p. ? Chodzenia po śmiguście.
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 11:48
          W zamarłych czasach poganie święcili z wielką okazałością uroczystość bożka lub jak mówią niektórzy bogini urodzajów Kupały. Zwyczaje i obrzędy święta pogańskiego Kupały przechowały się do naszych czasów i z małymi zmianami obchodzone są w dzień Świętego Jana
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 11:49
          https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/5/55/Ivankupala.jpg/225px-Ivankupala.jpg
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 11:57
          Legenda mówi, że święty Jan będąc dzieckiem i rówieśnikiem Chrystusa miłując bardzo wszelkiego rodzaju zioła często prosił o takie nasiona, które by mogły przynieść ulgę cierpiącym. Został wysłuchany i na ziemi pojawiło się wiele roślin pochodzących prosto z nieba. Rośliny wyrastały bujnie a każda z nich posiadała ukrytą moc i leczyła ludzi z różnych chorób. Wierząc w tę legendę uważa się świętego Jana za specjalnego patrona urodzajów, tym bardziej że 24 czerwca zaczynają się zbiory plonów, którym przoduje koszenie siana.
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 11:58
          https://img1.glitery.pl/dev1/0/085/899/0085899573.gif
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:27
          Opowiadają sobie ludzie że w lasach gór Świętokrzyskich rośnie ziele podobne do mięty, które nazywają zielem Świętego Jana a po które czarownice w wilię św. Jana odbywają podróż na Łysicę. Jeśli kto z ludzi zdobędzie czubek tego ziela w tę noc będzie go ono darzyć mocą czarodziejską przez cały rok.
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:29
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/eoaCYdBgFE54rad3iB.jpg
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:30
          W wigilię rankiem dziewczęta zbierają ziele zwane bylicą, które następnie zawieszają nad drzwiami domów i obór, zwyczaj ten zachował się z dawnych lat i miał na celu przeszkodzenie w rzucaniu uroków przez czarownice na zwierzęta
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:30
          https://img1.glitery.pl/dev1/0/087/484/0087484323.gif
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:31
          Noc Świętego Jana w podaniach ludu polskiego była nocą czarów, nadziemskich potęg, uczt czarownic i wróżenia przyszłości. Była nocą gdzie świat nadprzyrodzony zniża się do człowieka, czasami na szkodę czasem by mu pomóc.
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:32
          https://kartki.onet.pl/_i/d/kwiatpaproci.jpg
          • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 26.07.14, 18:10
            https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/wb/qa/5ixj/1LhxMkUGggbxsWsIVX.jpg
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:33
          Oprócz palenia ogni kupalnych, które swój początek mają jeszcze w czasach pogańskich lud idzie do lasu po zioła zdrowotne, szuka też płonącego "kwiatu paproci" a kto go znajdzie
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:33
          https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/e/ef/NocKupaly.jpg/240px-NocKupaly.jpg
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:34
          Tej nocy gospodynie zamykają bydło w oborze na skobel z osiki, wierząc że gdyby tego nie zrobiły czarownice jadące na pohulankę z diabłami zabrałyby je z sobą.
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:35
          https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/8/89/PalekhGarlandDivination.jpg/240px-PalekhGarlandDivination.jpg
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:35
          Kobiety stawiały też przed drzwiami gromnicę wtedy "ciota" (czarownica) choć ją nadgryzie to progu chaty nie przestąpi
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:36
          https://img1.glitery.pl/dev1/0/093/019/0093019007.gif
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:36
          Najpopularniejszym zwyczajem są oczywiście wianki, przystrojone w świeczki. Wianki są puszczane na wodę a chłopcy w łódkach śledzą ich bieg i zatonięcia lub zgaszenia świecy i wyciągają różne wróżby.
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:37
          https://img1.glitery.pl/dev1/0/086/073/0086073853.gif
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:38
          W niektórych okolicach dziewczyna siada przed zwierciadłem mając dwie zapalone gromnice. Wierzy bowiem że o 12-tej w nocy w lustrze zobaczy odbicie swego przyszłego.
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:39
          https://img1.glitery.pl/dev1/0/075/730/0075730467.gif
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:39
          W wigilię Świętego Jana każda skrzętna gospodyni mai chałupę bylicą, łopianem, podbiałem i leszczyną. Jeśli tego zaniedba to znak że jest złą gospodynią.
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:40
          https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/4/40/Dryopteris_filix-mas.jpg/150px-Dryopteris_filix-mas.jpg
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:41
          W wigilię Świętego Jana gospodynie zbierały kwiat lipowy tzw. "anieluchę" zatykając nią strzechę i okadzając chore bydło.
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:41
          https://img1.glitery.pl/dev1/0/077/855/0077855521.gif
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:42
          Popularnym zwyczajem było palenie ogni w lesie. Która dziewczyna przeskoczyła przez płomień bez szwanku czekało ją rychłe wyjście za mąż
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:43
          https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/2/25/MelampyrumNemorosum1.jpg/220px-MelampyrumNemorosum1.jpg
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:43
          Wieczorem przy dojeniu krów przynosiło się wianki zeszłoroczne oraz żarzące węgle i paliło się je a dymem okadzało krowy aby dawały dużo mleka i nie podlegały przez cały roku urokom
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:44
          https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/0/07/Stamp_of_Ukraine_s194.jpg/150px-Stamp_of_Ukraine_s194.jpg
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:45
          W wigilię Świętego Jana rwało się też gałązki bzu i lipy i obdarłszy część wąską łyczka, łyczkiem tym obwiązywało się krowom wymiona i rogi.
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:45
          https://img1.glitery.pl/dev1/0/078/877/0078877489.gif
          • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 17.03.15, 13:33
            Do powszechnych zwyczajów również na Śląsku należał dzisiaj już zupełnie zapomniany - Moik lub Goik - w zależności w jakich okolicach był obchodzony
            • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 17.03.15, 13:34
              W drugie święto Wielkiej Nocy mniejsze dziewczęta chodzą od chałupy z maiczkiem, tj. z choinką, ozdobioną sztucznemi kwiatami, wstążkami z kolorowego papieru z białemi piórkami. Zwykle bywa dziewcząt trzy albo cztery. Śpiewąją przy tern pieśni, ułożone umyślnie na ten cel.
              Przyśliśmy tu, przyśli,
              Pod wasze okienko
              Pocieszać, pocieszać,
              Razem i z gaździnką itd.
              Potem:
              Pójdź, serce me, patrz wesoło,
              Na dary Boskie wokoło.
              Wabi cię lato śliczne itd.
              Gazdowie przy tej sposobności składąją im dary bądź w naturze, tj. kołacze, chleb, jąja itp., bądź w pieniądzach po kilka centów.
              • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 27.03.15, 19:45
                Słynny klejnot pod postacią jajka wielkanocnego ma ciekawą historię. Pierwszy egzemplarz tego cacka sztuki złotniczej trafił do Marii Redorowny, żony cara Aleksandra III. To właśnie on
                wpadł na ekstrawagancki pomysł podarowania swojej ukochanej małżonce czegoś wyjątkowego. Kiedy więc caryca zajrzała w 1883 r. do swego wielkanocnego jajka, ujrzała w środku żółtko ze szczerego złota, a po jego otwarciu -maleńką złotą kurkę. Jajko też było ze złota, pokrytego białą emalią. Jajko dla carycy wykonał carski jubiler Peter Carl Faberge, z pochodzenia Francuz. Tak rozpoczęła się słynna kolekcja jajek Faberge, która po wsze czasy
                przeszła do historii sztuki jubilerskiej. Od tamtej pory w warsztacie jubilerskim firmy Faberge wykonano wiele złotych jaj, które były obiektami nieustannego pożądania osób z otoczenia carskiego dworu. Niektóre były prawdziwymi cacuszkami sztuki jubilerskiej, nafaszerowanymi złotem, platyną, diamentami i drogimi kamieniami szlachetnymi. Dzisiaj firma Faberge już nie istnieje, ale jej wyroby nadal krążą po świecie osiągając zawrotne ceny; słynne jajka sprzedaje się na aukcjach po 10 milionów marek. Spadkobiercą carskiego złotnika Faberge została firma Victor Mayer, której założyciel pracował kiedyś dla wielkiego Rosjanina. Firma ma siedzibę w miasteczku Pforzheim w Badenii-Wirtembergii i jest znana z wyrobów jubilerskich na całym świecie. Wśród milenijnych imprez miasta Gdańska odbyły się także IV Targi Bursztynu i Sztuki Złotniczej. Nie zabrakło na nich również firmy Victor Mayer, która
                wystawiła po raz pierwszy cztery jajka Faberge z przewagą elementów bursztynowych. Eksponaty te mają bursztynową podstawę (nóżkę), wkład, czyli owalną połówkę bryły jajka, oraz kulkę imitującą perłę powiększoną do rozmiaru orzecha laskowego. Polski bursztyn oplata złota siateczka wzorowana na sieci rybackiej. Umieszczono na niej misternie wykonaną
                miniaturę herbu gdańskiego, a całe arcydzieło ozdobiono jeszcze rubinami, szafirami i brylantami. Na uroczystej gali, kończącej Targi ,,Amberif-97", przedstawicielka firmy Victor Mayer, pani Heidrun Mohr-Mayer wybrała spośród czterech eksponowanych egzemplarzy to najpiękniejsze i najcenniejsze jajko, przekazując go dla Muzeum Miasta Gdańska.
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:46
          Wodą święconą na Trzech Króli oraz kredą opisywały gospodynie w koło i na krzyż czoło między rogami, robiły trzy krzyżyki oraz to samo robiono na progu obory i przeżegnując się wypowiadały słowa modlitwy po czym odwiązywały łyko i razem z gałązkami bzu i lipy wtykały w poszycie dachu domu i obory.
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:47
          https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/9/91/Valborg_akalla.jpg/225px-Valborg_akalla.jpg
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:47
          Święty Jan - kręci Jan - dawniej dzień ten był terminem ruchu powszechnego. Od świętego Jana zmieniało się służbę, obejmowało dzierżawy, dopełniało różnych zobowiązań..
          • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 17.03.15, 13:28
            W wigilię św. Jana dziewczęta obchodzą Wieńce, tj. zbierają różne kwiaty polne, zwijają w wieńce i przystrajają wstążkami z kolorowego papieru. Naząjutrz, przed świtem, wieńce zostąją zawieszone na zewnąrz domu, nad drzwiami i oknami. Każda dziewczyna ma swój osobny wieniec.
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:48
          https://img1.glitery.pl/dev1/0/081/178/0081178755.gif
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 13:02
          Hej święty Jonie
          Pytam się ciebie samego
          Coś nam tu przywiózł nowego?
          Hej święty Jonie
          Hej święty Jonie
          Przywiozłem wam beckę rosy
          Hej toć dziewulom do kosy
          Hej święty Jonie
          Hej święty Jonie
          Przywiozłem wam beckę rosy
          Hej toć parobkom do krasy
          Hej święty Jonie!
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 13:04
          https://img1.glitery.pl/dev1/0/085/654/0085654189.gif
          • madohora Sylwester, Nowy rok 12.07.14, 14:26
            Pod koniec roku trzeba uporządkować podwórko i domostwo, aby Nowy Rok zawitał do czystego obejścia. W sylwestrową noc, podobnie jak w Wigilię, nie należy robić prania, bo według wierzeń wróży to rychłą śmierć któregoś z domowników. W niektórych wsiach powiatu gliwickiego m.in. w gminie Pilchowice, ale również w Wielowsi wciąż żywa jest tradycja sylwestrowych psikusów płatanych przez młodych chłopców. Jeszcze w okresie powojennym zdarzało się np. zamalowywanie wapnem okien w domach, brudzenie ich sadzą czy wprowadzanie wozów na dachy chat, dziś najczęściej spotyka się wyjmowanie furtek z ogrodzenia i chowanie ich, aby zrobić psikusa gospodarzom, których zwykle nie ma
            wtedy w domu lub bawią się tak dobrze, że dopiero w Nowy Rok spostrzegą niekompletność ogrodzenia. W razie śnieżnej zimy zdarza się, że furtka znajduje się dopiero po wielu tygodniach, gdy śniegi stopnieją, więc wybierających się na sylwestrowy spacer nie dziwi widok furtek przypiętych do płotu łańcuchem z kłódką przez zapobiegliwych gospodarzy.
            • madohora Re: Sylwester, Nowy rok 12.07.14, 14:28
              O Sylwestrze jako zakończeniu starego roku czytamy już u Kolb erga - Na Wigilę Nowego Roku ludzie bawią się jak na Andrzejki lejąc ołów do wody, rzucając ostróżyny ale obok tego puszczają i łupiny orzechowe, w środku których pali się kawałeczek stoczka - naznaczonego pewnymi imionami - na wodę w miednicy, uważając która z którą się zetknie. Jeśli kawaler i paa do dobra wrożna bo wtedy ślub i wesele śa na widoku. Jest to wiec czas przyszłych wróżb matryminilanych.
              • madohora Re: Sylwester, Nowy rok 12.07.14, 14:29
                Wieczorem odbywało się nabożeństwo dziękczynno - pokutne w czasie którego proboszcz zdawał relację ze swego zarządzania parafią. W trakcie nabożeństwa śpiewano taką pieśń

                Nie tak bystro płynie rzeka
                Jak nam prędko czas ucieka

                Skonczą się nasze dni lata
                My pójdziemy z tego świata
                Któż wie na kim kolej stoi
                Przeto niech się każdy boi

                Ten Nowy Rok poświecamy
                W Tobie ufność pokładamy
                Bądź naszym ojcem i Panem
                Teraz i na wieki Amen
          • madohora CHLEB ŚWIĘTEJ AGATY - zwyczaj u nas nieznany 12.07.14, 14:54
            W dzień św. Agaty czyli 5 lutego w wielu kościołach powiatu gliwickiego święci się chleb, który ma chronić ludność od pożarów i piorunów. Poświęcony chleb, zwany chlebem św. Agaty, posiada także właściwości chroniące kierowców przed wypadkiem i śmiercią, a wszystkich podróżnych i spacerowiczów przed nieszczęśliwymi zdarzeniami, jakie czyhać mogą w drodze. Warto więc mały kawałeczek poświęconego pieczywa nosić ze sobą w torebce lub wozić w samochodzie, podobno wówczas św. Agata, pospołu ze św. Krzysztofem – patronem kierowców, czuwa… Jeszcze po II wojnie światowej w powiecie gliwickim poświęcone kawałki chleba podczas pożaru wrzucano do ognia, by wiatr odwrócił ogień w kierunku przeciwnym. Chlebem poświęconym w dniu św. Agaty karmiono również bydło, by je uchronić od zarazy.
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 13:05
          Wyryć murawkę
          Położyć ławkę
          wierzbową
          A wy dziewczęta
          A wy jedyne
          Spać do domu
          A kiejze się ty
          Mój świety Janie
          Ozenis
          Kiej sobie żonkę
          Kiej tę nadobną
          narais?
          Jest tu nadobna
          Jest Marysienka
          Zostanie
          Bo se Pawełka
          Bo nadobnego
          dostanie
          Jest tu nadobna
          Jest Kasinecka
          Bo se dostanie
          Nadobnego
          Jasiecka
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 13:06
          https://img1.glitery.pl/dev1/0/081/102/0081102739.gif
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 13:25
          Rozpalono ogniska
          Po polanach po lasach
          Bawię się ludziska
          W pieśniach, w krzykach, w hałasach

          W ogniach stoi las cały
          Jak piekielny dwór biesa
          Lud czci święto Kupały
          I...imienin Jotesa

          Jotes - 1926
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 13:26
          https://img1.glitery.pl/dev1/0/081/488/0081488281.gif
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 13:58
          W Noc Świętego Jana lecę na Łysicę
          Czekają już na mnie siostry - czarownice
          Żadna czarownica nie puszczała wianka
          Bo każda już znała swojego kochanka
          Lecz paliła ognie ważne tego święta
          Bo w ogniach Kupały bywa moc zaklęta
          • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 06.09.15, 22:04
            S e c e m i n (pow. \Włoszczowski) w miasteczku w wigiliję św. Jana Chrzciciela mieszkańcy
            zbierają belicę i takową zatykają na czterech węgłach domu; oprócz tego i na drzwiach przy
            samym wnijściu do mieszkania. Służyć to ma na to, aby do tego domu i mieszkania przez cały rok nie wcisnęły się c h o r o b y.
            • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 06.09.15, 22:07
              Węgleszyn (powiat Jędrzejowski). W dzień Jana Chrzciciela opasują się bylicą zaraz po wstaniu rano i tak chodzą do wieczora: żeby ich krzyże (w grzbiecie) nie bolały przy żniwie.
              • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 06.09.15, 22:08
                Sobótek nie palą. "Puszczanie wjanków na wodę, o ile mogłem się wywiedzieć, nie jest zwyczajem ludu wiejskiego, ale mieszczan. W dzień Św. Jana Chrzciciela dziewczęta miejskie wiją wianki z kwiecia w które się zazwyczaj stroją, umieszczają je na deszczkach , w pośrodku stawiają zapaloną świecę i puszczają na wodę. Jeżeli zapalona świeca goreje, jest to
                znak że jej właścicielka pójdzie za mąż; przeciwnie znów rokuje jej panieństwo, gdy świeca zgaśnie.
                • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 06.09.15, 22:09
                  3. Mstyczów (pod Żarnowcem). Wcałej tej okolicy w promieniu kilku milowym chłopaki wiejskie palą sobótki w wigiliją Zielonych świątek wieczorem, a to w tym celu aby n i e d z w i a d k i (owady) korzeni u zboża n i e p o d g r y z a ł y.
                  • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 06.09.15, 22:13
                    W o l b rom. Sobótki w Wolbromie i w okolicy palą w poniedziałek Zielonych świątek. W południowej stronie tego miasta przed Zielonemi świątkami ustawiają sobótki tj. wkopują
                    w ziemię 4 duże drzewa leśne w kwadrat troszkę pochyło, aby się wierzchołkami łączyły; w środku umieszczają rnateryal palny: słomę, gałęzie suche, na to kładą kilka beczułek i naczyń od smoły i znowu to przykrywają, gałęziami na wysokość około 10 łokci. Tak ustawiwszy sobókę, czekają poniedziałku. Wieczorem (okdo 8 g.)podąża na to miejsce gromada młodzieży i ludzi starszych! katolików i żydów, i podpaliwszy sobótkę, latają około tego ognia, śmieją się, ale pieśni nie śpiewają żadnych. Po upływie półtorej lub dwóch godzin, wracają do domów. Jednocześnie dają się widzieć sobótki płonące w okolicy, tak od 6 do 10 godzin; sobótki te pali lud prosto z gałązek, chrustu i słomy, i także bez śpiewów. Co do wianków takowych tu nie puszczają gdyż nie ma wartkiej wody tylko 3 stawy

                    1885
                    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 06.09.15, 22:15
                      B r z u c h o n i a (pod Miechowem). "W okolicy Miechowa odbywają się sobótki w drugi dzień Zielonych świątek. Lecz nie można się od nikogo dowiedzieć na co je palili; na to zapytanie ludzie odpowiadają - czy ja wiem, tak dawno już to robią, że nie pamiętam po co.
                      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 06.09.15, 22:17
                        Gdy się ściemni, zbierają się zazwyczaj na miejscu wzgórzystym zwykle za wsią, i tam zapaliwszy wielkie ognisko na co używają drzewa jakie im pod rękę podpadnie, sprowadzają w6dkę, muzykę, a podpiwszy sobie śpiewają już krótsze już dłuższe piosenki i tańczą do
                        północy nie bez żartów skutkiem których przez wpychanie się w ogień, niejeden u branie na sobie podpali. Biorą w nim udział dorośli parobcy i dziewki, jak i malcy przyuczający się do tej igraszki na przyszłość. Potem (jeśli nie było wypadku) wracają do domu o północy lub później, śpiewając, gawędząc i wykrzykując po drodze. Doświadczeni ojcowie krzywo patrzą na te schadzki, a stateczniejsi zabraniają dzieciom swoim uczęszczać na nie, Po innych znowu wsiach okolicznych, robią sobie wiązki ze słomy, Wsiadają na konie (lub w braku tychże biegają pieszo) i zapaliwszy słomę jeżdżą prędko po polu Na sobótkach słyszeć się teraz dają,
                        następujące pieśni:
                        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 06.09.15, 22:20
                          U kónika biała noga,.
                          I Śrebna ostroga, -
                          zadna mi się nie podoba,
                          ino uboga, - o dana!

                          A ja tys asana nic chcę,
                          bo waść w karty gras.
                          A ja tyz asanki nie chce,
                          brudne nogi mas, - o dana!
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 14:00
          https://www.wrozka.com.pl/images/articles/medium/7741_14031021997.jpg
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 14:09
          Wiem, że przyjdziesz...

          Wiem, że przyjdziesz...Gdy wicher
          Chłodny ogołoci
          Korony drzew i kwiatów
          W wieczór dżdżysty, słotny
          Wiem że przyjdziesz - popatrzysz
          Na mój grób samotny
          Porośnięty miast kwiatów
          W krzew dzikiej paproci
          I odejdziesz smutniejsza
          Jednym smutkiem więcej

          Poznasz wtedy, że paproć
          Ta - to moje pieśni
          Wyśpiewać ich nie mogłem
          W życia złej rozterce
          Paproć ta - to miłość
          Którą kryło serce
          W tajemnicy przed Tobą
          Niech z nad grobu cieśni
          Mówi że nikt nademnie
          Nie kochał goręcej

          Jotes
          • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 11.10.14, 20:48
            Świętojański wieczór,
            Uciecha dla dziatwy
            Zapaliły już ogniska
            Te flisacze tratwy.
            Idzie płomień w górę,
            Sobótka się pali
            Sypie iskry szczerozłote
            Po tej modrej fali
            A ten stary flisak
            Poprawia ognisko ;
            Pal się, pal się, ty sobótka
            Do Warszawy blisko.,
            Sobótko, sobótko
            Nocy świętojańska.
            Widać ciebie od Warszawy
            Do samego Gdańska
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 14:10
          https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/2/25/Ivan_Kupala_Day_in_Belarus_%28USSR_stamp%2C_1991%2C_CPA_6354%29.jpg/240px-Ivan_Kupala_Day_in_Belarus_%28USSR_stamp%2C_1991%2C_CPA_6354%29.jpg
        • madohora Święty Marcin 11.07.14, 21:59
          ŚWIĘTEGO MARCINA
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 11.07.14, 22:00
          Od kilkunastu lat w Sośnicowicach żywa jest tradycja obchodzenia tzw. „Spotkania ze św. Marcinem”, którą zainicjował i kontynuuje ks. Marcin Gajda, proboszcz parafii pw. św. Jakuba Apostoła w Sośnicowicach. Co roku 11 listopada późnym popołudniem mieszkańcy, głównie dzieci i młodzież, gromadzą się przy sośnicowickim gimnazjum, zapalają lampioniki lub świece, oświetlając drogę dla znamienitego gościa. Od strony kościoła przybywa jeździec na koniu, ubrany w strój rzymskiego żołnierza. Na głowie ma hełm i odziany jest w purpurowy płaszcz, który powiewa na wietrze. To jest św. Marcin (rolę tę odgrywa najczęściej mieszkaniec gminy), który podjeżdża pod szkołę i stamtąd prowadzi uroczysty
          pochód do Domu Pomocy Społecznej „Ostoja” w Sośnicowicach. Tam, po przybyciu uczestników pochodu, ma miejsce zwykle jakieś wydarzenie kulturalne np. przedstawienie, koncert czy konkurs. Wszyscy wspólnie jedzą rogale św. Marcina upieczone na tę okazję i ofiarowane przez lokalnych piekarzy i cukierników.
          • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach;) 04.03.15, 17:13
            Opis uczty weselnej na dnie jeziora - zwyczaj z przymrużeniem oka

            Byly wilcze pasztety i kielbasy lisie,
            Para żab szpikowanych na glębokiej misie,
            Zwierciadlo do rosolu, z chrzanem barskie mydlo,
            A do tego ostrego pieprzu kapelusz i szydlo.
            Z księżyca siekanina, slońce do salaty.
            Szoldry z udów komarzych i wątróbki musze,
            Ządla szerszenie w gorzkiej zaprawione 'jusze.
            Salamandra pieczona, żólta krakacica,
            Smolne sęki z wapnem, smażona żywica.
            Obl)ch kwaśno z sieradzka, skówka z furdymentem,
            Stara cźapka z oliwą, karabin z cementem.
            Kuropatwa pod wiecheć, wroni nos z powidlem,
            Sroczy ogon, bocianim przyprawiony skrzydlem.
            Psi bigos z kaparami na zimno sadzony,
            Skok zajęczy. z cebulą woleju smażony.
            Z mlodych żab galareta, chrząszcze do podlewy,
            Z octem, z pieprzem, z cebulą krążone cholewy,
            Nietoperze suszone i sowie frykasy,
            Krecie saMo spuszczone pięknie do okrasy.
            Broda wielka na misie, kaszą popluskana,
            Przy niej poczta niemiecka; jajem pomazana.
            Wilcze zęby na wety, jastrzębie pazury,
            Z golębiego mleka tureckie fafury.
            Świnie maslo. ser z wieprza, cielęce śmietanki,
            l z jesionowej skóry przysmażone grzanki.
            Z mlodych olszyn jagody, z ciernia cierpkie śliwy,
            Z starych sosien daktyle, w doniczkach pokrzywy.
            • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach; 04.03.15, 17:15
              Raj we śnie widziany

              Wśród wiecznej wiosny leży miasto zbudowane,
              Cudowne i przyjemne i rajem nazwane.
              Domy są o dwóch piętrach, przed oknami ganek,
              Wschody z wielkich pirogów a okna z kazanek,
              Piranki z naleźników, franzIe z makaronu,
              Zamki z szynek, pólgęsków;1 klucze z salcesonu.
              Wśród obszernych pokojów są misterne meble;
              Jakie chyba anielskie zdzialać mogą heble.
              Tam po trudach światowych śmiertelnik spoczywa,
              Na noc ldadzie się w pasztet, frykasem przykrywa.
              Na ścianach biszkoptowe torty, a cukiernik
              Wyryl, co zdzialal Popiel, co odkryl Kopernik.
              W doniczkach rośnie bigos lub potrawka z kury,
              Podlug uprawy ziemi i nasion natury.
              Albowiem rajska ziemia jest cudnej zalety,
              Posiać kostki z kotletów, wyrosną kotlety.
              Dalej suknie pierzate, migdaXami tkane,
              Kieszenie owocami różnemi napchane.
              Zamiast guzików, pączki wielkie z powicllami.
              A człowiek je zrywając, żyje guzikami.
              Na głQwie wielki placek pieczony z migdały,
              Żeby mu nie szkodzily deszcze ni upały.
              Wychodzą na ulicę, alić tu szerokiem
              Wali się wino, piwo płynące rynsztokiem.
              Dalej kawa turecka i śmietanka w żyle,
              Kożuszki w niej latają, jak u nas motyle.
          • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.03.15, 17:23
            Powrót z Odpustu

            Poszedł Stach na odpust do bliskiego sioła;
            Zeszedł się z kumami. nie wszedł do kościoła,
            Lecz tram do karczmy. gdzie pełno gawiedzi:
            Zaraz się więc brata, do wieczora siedzi.
            Pije gorzałczysko, przy tem mówi wiele
            I zapomniał biedak że on nie w kościele.
            W końcu przecie skrucha tak go owładnęła,
            le mu głowę silnie do ziemi nagięła.
            Przewraca się Staszek, głową bije szczerze
            I pod nosem mruczy niby to pacierze...
            Wreszcie zniknął z karczmy, szedł i wpadł do chrustu
            I aż rano poznał, że wraca z odpustu...
            Cały poplamiony, cały podrapany,
            A bucisków nie ma i nowej sukmany...
            Wyśmiał go też sasiad. gdy go znalazł w chruście
            Bądź że zdrów Stachu po takim odpuście!.....

            Józef z Bochni
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 11.07.14, 22:02
          Na Nikiszowcu to święto to raczej przyszło z modą. Nie pamiętam aby były jakieś tradycje z nim związane. Od kilku lat można kupić u Michalskich rogale Świętomarcińskie i tyle.
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 09.03.14, 00:23
      Wielkie święto zmartwychwstania, święto wiosennej odnowy ducha ludzkiego było zawsze dniem pięknym, rozśpiewanym i uroczym. Oto dzień, w którym wielcy poeci nasi w proroczych wizjach przepowiadali chwilę odrodzenia i wolności Ojczyzny. Oto dzień, w którego świetle dzwony na ziemiach polskich, bijąc śpiżowem sercem w pancerną pierś, zwołują wszystkie dłonie do uścisku, a w świat daleki leci radosne „Alle- lujal" Niech będzie błogosławiona ta chwila, w której cień życia zaznaczył dniom naszym „Alleluja!" — Niech będą błogosławione długie miesiące, w nieświadomości niemowlęcej przespane, bo gdyśmy otworzyli oczy, dały nam one stokroć radośniejsze poznanie wszystkich na ziemi ojczystej rozsianych piękności! Niech będą błogosławione myśli i uczynki nasze, co nam wydzwoniły godzinę dwukrotnego Cudu! Niech będzie błogosławione słońce zachodu, co nam przepięknie świeciło i. serca nasze rozgrzewało w chwilach smutku i żałoby, co nam posłało ostatnie pożegnanie w dniach ciężkiej niewoli! Niech będzie błogosławione słońce wschodu, co nam zwiastowało dzień zmartwychwstania wolnej i zjednoczonej Ojczyzny naszej! Niech będą błogosławione dzwony rezurekcyjne, które wieść tę radosną rozniosły hen, daleko po szerokim świecie! Niechaj biją zawsze w to święto zmartwychwstania..., niechaj biją donośnie na cześć odrodzenia narodowego i utrwalenia niepodległości Ojczyzny, oraz jej mocarstwowe go znaczenia! Dzisiaj, w tym dniu, kiedy ziemia cała zrzuca z siebie ciężar śmierci, kiedy wszystko odwala kamień niewoli zimowej i pragnie .życia, dzisiaj wszyscy powinniśmy wejść w siebie i ślubować... Odwalać będziemy kamień wad naszych, kamień warcholstwa i sobkostwa, kamień krzykac- twa, filisterstwa i... lenistwa — odwalać będziemy ten kamień spleśniały, co niby zmora zawisł nad naszem życiem go- spodarczem, wielkością czynu ofiarnego, jednością postępowania i tępieniem zła, co niby owad filo ksera winną latorośl, niszczy nasz organizm państwowy. Niech się dokona uroczyste misterjum, co zdejmie opony z serc, które głośniej i tywiej czuć umiały — niech się ramiona rozprężą i niechaj w nie spłynie święta miłość! Niech się rozwieje w mgłę wszelka zawiść, a ból i rany niechaj się goją pod dobrotliwem tchnieniem „Alleluja"! O Chryste Zmartwychwstały! Daj wszystkim utrapionym przystań i palmową gałązką zażegnaj poszumy burz niespodzie- spłynie na Polskę ukojenie, co ją mleczną drogę gwiazd... powiedzie ją do odrodzenia i słonecznej przyszłości! Natenczas przyjdą nowe dni przejasne — i jak zjawił się cudowny dzień zmartwychwstania, tak wkrótce nastąpi odrodzenie miljonów dusz polskich. I popłynie pieśń radości ducha narodu, hymn wesela...Niechaj biją radośnie dzwony w zmartwychwstania dzień!!

      Franciszek J. Tryszczyła.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 09.03.14, 00:24
        Przezemnie droga do jasności grodu, we mnie spełnienie się snów o potędze, jam jest symbolem wielkości narodu, i ja mu piszę wyrok w dziejów księdze...
        Wstąpiłem oto do mroków otchłani, gdzie cierpią duchy światła nie widzące — Eli, o Eli, lama sabathani...
        Otom jest wśród was, jako słońce lśniące —
        Wy, których wołam na triumfu gody, z prawdą na ustach, o prawdę walczące Słowo zanieście pomiędzy narody, by wskrzesić zmarłe i rozbudzić śpiące!...
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 29.04.14, 17:01

    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 28.06.14, 19:56
      Zielone Święta

      Czyliż myślałem kiedy
      Że się zatracę w świecie
      Jak te chmury modrate
      W modratym firmamencie?

      Że się tak stopię z niebem
      I że tak w ziemię wrosnę
      Że wszystkie deszczate pory
      W wieczoną spogodzę wiosnę

      Czy to ja czy to nie ja?
      Czylim jeno cień z drzewa>
      Śpiew kądzielny bezwolnie
      Od rana we mnie śpiewa

      Modli się serce wierne
      Na straży przed myślami
      Patrzy miłość przed siebie
      Świetlistymi oczami

      W siebie patrzy - za siebie
      Dziwuje się modląca
      Spokorniała i biała
      Od wewnętrznego gorąca

      Zanosi się śpiewaniem
      Serce ziemi - a wtórze
      Śpiewa słońce płonące
      W rozgorzałym lazurze

      A ino się noc chyli
      Nad przepaście i tonie
      Oddźwiękują tej pieśni
      Gwiazd krążących harmonie

      Tak zaśpiewam struchlałe
      Zaprzedanie miłości
      Postradałoś o serce
      Wszystko - prócz wieczności!
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 28.06.14, 20:01
        Zielone Świątki

        Ciszo!
        Niczego krom ciszy błękitnej
        Serce sobie nie życzy
        Wyzbyte melancholii
        I w drodze zebranej goryczy

        Tak chodzę w zachwyceniu
        W jedności z ziemi urodą
        Jak trzmiel zapylam kwiaty
        Bezwiednie
        Jak pliszka przystaje nad wodą

        Wszystkie radości owocne
        Na życia wzrosłe przyłogu
        Poświęcam pieśni na chwałę
        Nienazwanemu Bogu
        - każdy dzień jest modlitwą
        - hymnem noc każda
        - o gwiazdy

        zaiskrzone szlakiem złocistym
        pod skrzydła najdalszej jazdy
        o gwiazdy! ziemie! o słońca!
        wieczności nad przestrzenią
        jakże się serce wasze
        pod Boga przelotem płomienią

        o ziemio w przestrzenie rzucona
        z kwitnącym drzewem tęsknoty
        mierząca w trudzie synostwa
        pod te nieznane namioty

        Emil Zegadłowicz
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 28.06.14, 20:13
        Zielone Świątki
        na Panieńskich Skałach

        A Antek grał na harmonii. Uha!
        Po srebrnej polania radosny wzrok gonił
        Tańczyły z Krowodrzy, z Zwierzyńca dziewuchy
        Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/

        Tańczyły zielone i grabiły buki
        A księżyc rechotał że Antek się upił
        Skał Panieńskich las
        Kłaniał mu się w pas
        Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/

        Furczały dziewuchom spodnice na wietrze
        Pohuki od buka do buka szły w przestrzeń
        I księżyc czepicę przekrzywił srebrzystą
        Przez zęby sykliwie jak andrus se swistał
        Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/

        Wśrubował w klawisze opuchłe paluchy
        Basami atłasu pół lasu rozdmuchał
        I tonem czerwonym szelestnych rejestrów
        Pierś nocy jak nożem przeszywał naprzestrzał
        Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/

        Zziajane stawały z Krowodrzy dziewuchy
        Siadały odsapnąć chwileczkę pod bukiem
        Na grabie srebrzystym siadł księżyc jak puchacz
        Przedrwiwał, pokpiwał że Antek się upił

        A Antek grał - wciąż grał
        Las Panieńskich Skał
        Kłaniał mu się w pas
        Raz - wraz - raz - wraz

        Wiosna - hej! Wiosna - buki zielone buki
        Hej graby, zielone graby
        Wami się Antek upił
        I grał, grał
        Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/

        Kamienna Madonna zstąpiła ze skały
        Dzieciątko oddała z Krowodrzy dziewusze
        Na srebrnej polanie zapląsał Cud biały
        W rączęta pulchniutkie zaklaskał Jezusek

        Nóżeczki malutkie spod jasnej sukienki
        Migały trzewiczkiem śnieżyste łasiczki
        Antkowi łzy z oczy jak gwiazdy przez błękit
        Spadały w pluszowe kląskania słowicze
        Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/

        Józef Antoni Gałuszka
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 28.06.14, 20:43
        Dziś jesteś w maju

        Dziś jesteś w maju
        Jak Święta Zielone
        I świat mi krasisz
        Tak wdzięcznie i czule
        I nieraz w noce
        Księżycem srebrzone
        Czynisz mnie bardziej
        Królewskim niż króle
        Dziś jesteś w maju
        Jak Święta Zielone

        I będziesz nadal
        I piękną i młodą
        Gdy po życiowych
        Powabach o godach
        W duszy lecz pogodą
        Pójdę w cmentarnych
        Zamieszkać ogrodach
        Ty będziesz nadal
        I piękną i młodą

        O jak to dobrze
        Że zmarli nie wiedzą
        Jak się na ziemi
        Bawią ich kochania
        Z kim po ogrodach
        Rozmyślając siedzą
        I z kim różane
        Witają świtania
        O jak to dobrze
        Że zmarli nie wiedzą

        Jotes
    • madohora Uczta weselna z 1927 19.10.14, 15:09
      Uczta weselna z ...1927 roku

      Na śniadanie przed ślubem. Albo: a) Zimne mięsiwo, jak kiełbasy, szynka, salceson i chleb i masło
      • madohora Re: Uczta weselna z 1927 19.10.14, 15:11
        b) herbata i pieczywo, (kołacze, pączki, ciastka itp.)
      • madohora Re: Uczta weselna z 1927 19.10.14, 15:11
        Albo: Rosół z makaronem (nudlami);sztuka mięsa (wołowa) z jarzynkami, sosem i ziemniaczkami; pieczeń wieprzowa z kiszoną kapustą albo kiszonym ogórkiem; herbata z pączkami (kołaczykami).
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 19.10.14, 15:14
          II. Rosół z kluseczkami; sztuka mięsa w sosie z ziemniaczkami i kiszonym ogórkiem; sznycel cielęcy z duszonym ryżem i kompotem (śliwki suszone, jabłka, gruszki itp.); pieczeń wieprzowa
          z kiszoną kapustą i smażonemi ziemniaczkami; smażone kurczęta z mizerją; legumina z jabłek (strudel); herbata albo czarna kawa
          • madohora Wesele w 1877 roku 23.11.14, 22:52
            Idąc tym torem - trochę o różnych zwyczajach weselnych z różnych stron świata
            • madohora Re: Wesele w 1877 roku - polska wieś 23.11.14, 22:55
              Jeżeli we wsi polskiej wesele się odprawia niemal cała gmina udział w nim bierze. Wspaniale ubrane towarzystwo zaproszonych gości wsiada na powozy kwiatami uwieńczone, w których pierwsi muzykanci stojąc polskie kawałki wygrywają. Po ślubie przejeżdżają przez wieś do karczmy gdzie przy tańcach i śpiewach się bawią i wódkę albo miód popijają
            • madohora Re: Wesele w 1877 roku - na Węgrzech 23.11.14, 22:59
              W Polsce w nader młodym wieku się żenią, przeciwnie zaś Węgier kilka lat do dziewczyny chodzi i dopiero wtenczas się żeni jak sobie wspaniały kożuch ugospodarzy. Przed ślubem żenich z narzeczoną do jej ojca jedzie i odbiera posag, który się najczęściej z malowanej skrzyni i z łóżka składa. O 10 godzinie w dzień ślubu jedzie młoda para do kościoła i stąd wielki tłum gości odprowadza nowożeńców do domu narzeczonej, gdzie nakryte stoły zaproszonych gości czekają. Po zakończonej uczcie przy której radosne okrzyki u wystrzały słyszeć. Całe zgromadzenie do karczmy się udaje, gdzie przy szalonych tańcach i śpiewach się bawią.
            • madohora Re: Wesele w 1877 roku - w Norwegii 23.11.14, 23:10
              W Norwegii wesela najczęściej w zimie się odprawiają albowiem gospodarze mniej zatrudnienia mają. Już tydzień przed ślubnym wszystkich sąsiadów nawet o kilka mil odległych na wesele zapraszają, w dzień ślubu zaś pokoje osobliwie sypialnię nowożeńców zielonemu gałązkami ozdabiają i stoły najpiękniejszą bielą nakrywają. Matka narzeczonej pożycza u sąsiadów naczynia, szklanki, łyżki itp. piecze wołowinę i nalewa do dużych dzbanów wódkę, co wszystko jak najstaranniej na stole ustawia. O przeznaczonej godzinie tętent koni oznajmia przybycie gości, których serdecznie przywitawszy do pokoju zapraszają i otóż wkrótce 2* /Nie wiem czy tutaj nie ma pomyłki ale jest 2 a nie 200 gości/- 300 gości są świadkami wielce u nich poważnego obrządku ślubnego. Po śniadaniu dopiero młode państwo od rodziców gościom przedstawione bywa: narzeczona z oblubieńcem usiada w środku pokoju na krześle okrytym jedwabnym płaszczem, ksiądz żegna i modli się nad nimi. Po skończonej modlitwie podchodzi służący, ustawia na stole miskę i prosi gości o miłość przyjacielską dla nowożeńców, wszyscy przytomni znając znaczenie tej mowy sięgają do kieszeni i otóż najpierw ojcowie na miskę talarki jak najstaranniej oczyszczone kładą poczem wszyscy przytomni podarują według ich majątku 4-5 talarów, dla nowożeńców oferują nawet służący przychodzą z podarunkami dla młodego państwa. Ku końcu wszyscy około stołu usiadają, jedzą, śpiewają, tańczą i popijają piwo lub najczęściej wódkę na zdrowie nowożeńców.
            • madohora Re: Wesele w 1877 roku - w Persji 23.11.14, 23:15
              Wesele trwa 10 dni i u narzeczonej się odprawia. Dziesiątego dnia oblubieniec podarunki składające się z 3 różnych strojów, klejnotów, mebli a nawet niewolników narzeczonej posyła, jest to najważniejszy obrządek u Persów, dlatego też się często zdarza że oblubieniec meble wypożycza lub próżne skrzynie wielbłądom nakłada aby wielkiej wspaniałości dodać pociągowi wiozącemu posag narzeczonej. W nocy dopiero prowadzą narzeczoną, która na wielbłądzie siedzi do domu oblubieńca. Muzykanci na przodzie idą, służący niosący zapalone świecie następują. Młoda pani rąbkiem zasłoniona jest aby nikt zazdrośnie nie pooglądał na nią. Godzinę po przybyciu oddają kobiety z nią przybyłe młodą panią mężowi.

              1877
            • madohora Re: Wesele w 1877 roku - u Japończyków 23.11.14, 23:21
              Japończyk szukający małżonki bierze gałązkę pewnego drzewa i wtyka ją przy domie dziewczyny, którą za małżonkę pojąć chce. Odebranie tej gałązki przez którego z mieszkańców tego domu jest znakiem, że zamiar Japończyka przychylnie przyjęto, w którym razie dziewczyna na znak przychylności swoje zęby czarną farbą naciera i po ślubie brwi sobie wyrwać się obowiązuje. Po tej ceremonii schodzą się przyjaciele narzeczonego i przyjaciółki narzeczonej do ugody przedślubnej i obierają dwa dni, z których jeden dla pierwszego zejścia się narzeczonych, drugi zaś jako dzień ślubny przeznaczają. Oblubieniec daje narzeczonej według swojego majątku podarunki, która ta zaś ojcom swoim jako dowód wdzięczności za opiekę w dzieciństwie doznaną daruje, dziewczyna przeto u Japończyków majątek ojców powiększa i nas zaś przeciwnie odbiera posag z domu ojca.
          • madohora Re: Uczta weselna z 1927 08.12.14, 17:47
            D z i e ń 24. Wilia, czyli przeddzień Bożego narodzenia, w całym świecie chrześcijańskim
            uroczyście i z biesiadą postną, ale nie suchą bywa obchodzony. Aby zachować przepis postu, raz tylko na dzień, i to dopiero, gdy gwiazdy się ukazały, strzegąc się wszelkiego - nabiału, wieczerzę jadano; co dotąd lud pospolity, a Ruś szczególniej przestrzega. Przytem zaś to zachowywano, iż przede wszystkim opłatkami się łamało, życząc jeden drugim dosiego wieku, to jest lat życia starej Doroty. (ob. d. 6. Lutego.) Łamanie się pamięć braterstwa Chrześciańskiego w pierwiastkach kościoła odnawia, i piękny obraz gościnności Sławiańskiey
            wystawia.
            • madohora Wisła. Dawne Boże Narodzenie 17.03.15, 13:27
              W wigilię Bożego Narodzenia wieczorem dziewka, zwykle naj starsza w domu, wymiata izbę i śmieci wynosi na powórze, wysypuje je i klęka na nich, mówiąc pacierze. Czyni ona to dla wymodlenia sobie męża, a podług usłyszanego w danej chwili jakiego odgłosu odgaduje, czem on będzie, np. jeżeli turkot młyna, wtedy młynarzem, jeżeli stukanie, to cieślą, jeżeli dzwonienie, to kowalem itp. Po zachowaniu przez cały dzień ścisłego postu wieczorem, o zmroku, zasiadają wszyscy członkowie rodziny i domownicy do obrusem przykrytego
              stołu. Pierwsze miejsce zajmuje gazda, a gaździna obok niego. Wieczerza się zaczyna odmówieniem na głos pacierza. Przed każdym z domowników położony jest poceń, tj. bochenek chleba, a na misce kawałek masła. Każdy odkroi sobie kawałek chleba i, posmarowawszy masłem, zjada zapijając mlekiem lub maślanką. Potem podają kapuste z ziemniakami, a na zakończenie kołacze. Na drugi dzień, tj. w pierwsze święto, o 4 rano, udają się na jutrznię do kościoła, oświetlonego rzęsiście, bo oprócz płonących na ołtarzu i w pająkach świeci się na każdej ławce po kilka świec, osadzonych w żelaznych świecznikach.
              Po nabożeństwie powrót do domu na śniadanie; kto ma dalej, wstępuje do krewnych lub przyjaciół, gdzie gościnnie bywa przyjęty.
              Pierwszy dzień święta Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy stanowi wyjątek w życiu wiślan, tak, że trzeba owe dni zapisać złotemi literami; nikt w tak uroczyste święta nie wstępuje do karczmy ani nie pije wódki. Na solenne nabożeństwo w kościele schodzą się z całego zboru, kto tylko może, z naj oddaleńszych nawet osad. Drugi dzień Bożego Narodzenia obchodzony bywa też świątecznie.
          • madohora Re: Uczta weselna z 1927 08.12.14, 17:52
            Izba jadalna słomą a stół do jedzenia sianem pospolicie był zasłany, dla pamięci, iż narodzony. Chrystus na słomie był złożony. Dziś nawet zaścielane były słomą i podłogi w kościołach, którą tak w nich przez wszystkie Święta zostawała. W rogach iżby stały snopki ze zbożem i słomą prostą, z których brano po źdźble jednem, i rzucano do góry, a z utkwionych po za belkami lub siestrzanem, różne wrózby czyniono; Sądy gospodarz przypadkiem biorąc kłosy w rękę, więcey ich znalazł próżnych, niż pełnych, przypadek ten nieurodzay przyszły miał oznaczac. Jeszcze co do tegoż dnia u ludu prostego jest to we zwyczaju, iż drzewa owocowe przewrósłern, którym była związana słoma, co się pod stół ściele obwięzywać
            zwykli, aby lepićy rodziły, i nieprzemarzaly od mrozów. W tymże dniu idzie gospodarz z siekierą do sadu swego, przystępuie do drzew, które mało, lub wcale owoców nie rodzą , zamierza się, jakoby je chciał ścinać, lecz żona lub czeladnik prosi za niemi i ręczy, że się poprawią , i dopiero powrósłem obkreca.
          • madohora Re: Uczta weselna z 1927 08.12.14, 20:50
            Wtenże dzień łańcuchem stół opasuią, aby go się chleb trzymał, a żelazo płużne pod stół
            kładą , aby kruczki i krety roli nie psowały.
          • madohora Re: Uczta weselna z 1927 08.12.14, 20:53
            Gdy się ludzie dobrzy dłużey i ochoczo w wiliię bawić zwykli, źli używali tey doby do
            korzystania z nieostrożności cudzey, co się nazywało szczęścia probować. Zwyczay ten tak
            się był upowszechnił, nie tylko w kraiu naszym, ale i w obcych, iż stolica Rzymska i sobory kościelne musiała użyć groźby klątwy.
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:52
              Przy łamaniu opłatka w wiliją Bożego Narodzenia

              Słońce wschodzi tak mgławo
              Ziemia taka żałosna
              Rychłoż miękką murawą
              Znów uściele ją wiosna?

              Przez te śniegi i lody
              Kiedyż przedrze się kwiatek
              Nim Bóg zeszle te gody
              Złamany biały opłatek

              Ej! Choć bieda na świecie
              Choć dmie w oczy szaruga
              Już krzątają się kmiecie
              Doń sposobią do pługa

              Nich Bóg mnoży im trzody
              Da pszenicy dostatek
              Pracowitym na gody
              Złammy biały opłatek

              A niewiasta w pokorze
              Chroni święte ognisko
              Śpiewa pieśni jak może
              Nad dzieciny kołyską

              Więc na szczęście zagrody
              I pacholąt i matek
              Gdy Bóg zsyła te gody
              Złamany biały opłatek

              Ale otóż nad głową
              Złota gwiazda migocze
              Już nadobnie różowo
              Lśnią jej blaski urocze

              To zwiastunka pogody
              Dni jaśniejszych zadatek
              Gdy Bóg zsyła te gody
              Złamany biały opłatek!
              Autor Seweryna Dunikowska 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:52
              Boże Narodzenie

              Do betlejemskiej dążąc stajenki
              Z serc tylko niesiem ofiary
              O bośmy biedni, Jezu maleńki
              I złotem tkanej brak nam sukienki
              Z prośbą idziemy, nie z dary

              Na naszych łanach chwastów tysiące
              Bo ziemia spiekotą dysze
              Zniknęły kwiaty na naszej łące
              Sercom zadano bólów tysiące
              Zniszczono spokój i ciszę.

              O spojrzyj Jezu na naszą ziemię
              Spojrzyj Swem okiem litości
              Zerwij z bark naszych nieszczęścia brzemię
              Podnieś wzgardzone i biedne plemię
              Naucz je wiary, miłości…

              Do żłóbka Twego biegniem z nadzieją
              I kornie chylimy czoła
              Tyś nam ochroną przed burz zawieją –
              I zmilkną gromy, co tak szaleją
              Gdy głoś Twój „dosyć” zawoła

              Autor nieznany, 1900 rok
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:53
              Na Gwiazdkę

              Chwała Bogu na wysokości a pokój ludziom dobrej woli

              Dawnemi czasy szedł pielgrzym do Ziemi Świętej. Z początku sprzyjała mu pogoda,
              a w każdej chacie gdzie stanął na nocleg witano go chlebem i solą. Po niejakim
              jednakże czasie srogie klęski zaczęły się walić na biednego pątnika. Wszedł na
              bezdroża, gdzie cierpiał niewypowiedziany głód i pragnienie, a ostre kamienie i
              kolczaste ciernie raniły mu stopy. W ciemnym lesie ryk niedźwiedzi i przeraźliwe
              wycie wilków przejmowały trwogą jego serce. Zwierzęta nie uczyniły mu nic złego,
              ale natomiast trzej zbójcy go napadli i nie tylko do szotu zrabowali, ale
              jeszcze na dobitkę go poranili. Nieszczęsny człowiek, leżąc krwią zbroczony
              sądził, że zbliżyła się jego ostatnia godzina. Z trudem wzniósł załzawione oczy
              ku niebu, jakoby na ostatnie pożegnanie, a wtem ujrzał wysoko u góry małą
              promieniejącą gwiazdkę, która rozlewała naokół cudne światło. Nadzieja wstąpiła
              w duszę pielgrzyma. Podniósł się z ziemi i szedł wciąż naprzód, mając wzrok
              utkwiony w niebieską gwiazdę, a wnet napotkał ludzi, którzy go opatrzyli i
              zawiedli do wygodnej gospody. I stało się, że doszedł pielgrzym do celu swych
              życzeń, do Jerozolimy i Betlejem, gdzie złożył hołd Zbawicielowi Świata doznając
              nieziemskiego wesela.
              Z owym pielgrzymem można porównać naród polski, który doznaje srogich utrapień,
              Klęska po klęsce, grom po gromie grozi nam zniszczeniem ojczystego gniazda. W
              tej ciężkiej doli wilijna Gwiazdka i święto Bożego Narodzenia jest pociechą,
              osłodą i zadatkiem szczęśliwej przyszłości, zatem wznoszę toast, abyśmy się
              doczekali wkrótce lepszej przyszłości. Na zdar!

              Autor anonimowy, rok 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:54
              Modlitwa wigilijna

              Kiedy się razem zobaczą za stołem
              Sercami z sobą związani i bliscy
              Gdy się spojrzeniem policzą wesołem
              Że są – są wszyscy

              Na usta im się rwą radosne głosy
              Gronkiem szczęśliwych uczuli się ludzi
              Tylko się w sercu matki siwowłosej
              Cichy żal budzi.

              Dzieci wy moje! – powiada wzruszona
              A łza gorąca zaświeciła w oku -
              Zaliż was znajdę tak znowu u łona
              W następnym roku?

              Dopóki przecież mam to moje mienie
              Którego losy nie tknęły okrutne
              Na okup szczęścia niech dam choć westchnienie
              Za serce smutne!

              Więc wznoszę ręce i wołam: „O Panie!
              Niech dziś te matki i wdowy co płaczą,
              Swoje stracone szczęście i kochanie
              Choć w snach zobaczą…”

              Maryja Ilnicka rok 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:55
              Bóg się rodzi

              Bóg się rodzi – moc truchleje
              Ciemność wieczna już zniszczona
              Miłość wielka raj otwiera
              Ludność w grzechu wybawiona;
              Chwała Bogu na wysokości!
              Tak radosna brzmi pieśń wszędzie
              A nam tutaj na nizkości
              Niechaj pokój zawsze będzie.

              Bóg się rodzi – świat się cieszy,
              A wy wielkich wspomnień chwile
              Przy opłatku i wigilii
              Czcimy razem święcie, mile.
              Chwała Bogu w wyskości!
              My z sercem naszych niesiem dary…
              Przebacz winy w swej litości
              Z cierpień naszych bierz ofiary.

              Bóg się rodzi – dzień wesela
              Serca wszystkich w niebo wznosi
              A lud polski łzą błagalną
              O świat gwiazdy szczęścia prosi.
              Dobroć Boża niech pamięta
              I raczy dać dzień radości,
              A znów zabrzmi ta pieśń święta
              „Chwała Bogu w wysokości”

              Jadwiga z Zubrzyckich S., rok 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:55
              W czasie kolędowym a szczególnie w dzień wilii i Bożego Narodzenia

              Łaskawe Panie i Panowie!

              Wiadomo, że anieli zwiastowali błogie poselstwo o narodzeniu Chrystusa nie
              królom i nie mędrcom ani bogaczom ale biednym pasterzom. I my Polacy jesteśmy
              dziś utrapienie i biedni. Miejmy zatem nadzieję że i nam zabłyśnie gwiazda
              trwałego pokoju, gwiazda pociechy i szczęścia. Pracujmy szczerze i wytrwale pod
              znakiem wiary, nadziei i miłości a z pewnością zmiłuje się Bóg nad nami. Niech
              żyją ci, którzy nie wątpiąc o szczęśliwszej przyszłości naszego narodu usilnie
              nad tem pracują, aby było lepiej. Niech żyją dobrzy katolicy i Polacy

              Autor anonimowy, rok ok. 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:56
              Podczas wigilijnej wieczerzy

              Niech każdy przy tym symbolicznym chlebie
              Przy tym opłatku ci jest świętym znakiem
              Miłości bratniej w jednym ojcu w niebie
              Pamięta o tem, że sercem jednakiem
              Dzielić powinien i swój chleb powszedni
              I skarby ducha i fizyczne siły
              Z tymi co głodni, bezradni i biedni
              Aby i ludziom i Bogu był miły!
              A gdy z pamięcią taką, z taką wiarą
              Opłatkiem z sobą wszyscy się łamiecie
              Nowem on życiem przejmie ludzkość starą
              Bo głód i nędza ustaną na świecie
              Niech nasze dusze przejmie wiara żywa
              Że to jest uczta miłości i zgody –
              I niechaj uczuć tych świętych ogniwa
              W jedną rodzinę sprzęgną wszystkie rody!

              Autor nieznany, rok 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:56
              Pieśń kolędowa

              I

              Po nad szopką w Betlejemie
              Cudna gwiazda lśni w błękicie
              W żłobie leży Boże Dziecię
              Co ma zbawić ludzkie plemię
              Drży z radości ziemia cała
              Szczęsna wróżba lepszej doli
              Brzmi anielskie „Bogu chwała!”
              Pokój ludziom dobrej woli!
              Nieme bydlę gnąc kolana
              Chrystusowi bije czołem
              Z pastuszkami króle społem
              Swemi dary wielbią Pana
              A dziecina słodka cicha
              Wdzięcznie patrząc i na zwierzę
              I na króle i pasterze
              Miłościwie się uśmiecha
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:57
              Pieśń kolędowa

              II

              Wiele odtąd już stulecie
              Przeliczyła ludzkość stara
              A bez przerwy dla niej świecie
              Ina gwiazda: Święta wiara
              Świeci jasna, sama w sobie
              Słońc milionów blaski zestrzela
              Wiodąc wszystkich w każdej dobie
              Ku uczczeniu Zbawiciela
              Nie w odległe judzkie kraje
              Jak trzech króli w wieli one
              Lecz nam z bliska ujrzeć daje
              Boże Dziecię uwielbione
              Na rodzinnej drogiej ziemi
              Pod rodzinnem niebem jasnem
              Między ludźmi, braćmi swymi
              I we swojem sercu własnem.
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:58
              Pieśń kolędowa

              III

              Dziś więc bracia, gdy szczęśliwie
              Narodzenie święcim Boże
              Niechże miłość w nas się wzmoże
              Ku wszystkiemu w czem Bóg żywie
              Czy ubodzy czy bogaci
              Czy ze szlachty czy to z kmieci
              Znajmy jedni drugich braci
              Bośmy wszyscy Boże dzieci
              A tę miłość czystą, szczerą
              Chrystus przyjmnie wdzięczniej, milej
              Niż kadzidło, złoto z mirrą
              I rad nieba nam przychyli
              I szczęśliwa ziemia cała
              Z Aniołami głos zespoli
              I hymn wzniesie: ”Bogu chwała!”
              Pokój ludziom dobrej woli

              Autor nieznany, rok 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:58
              Przemówienie podczas wilii

              którego z małą zmianą można także użyć podczas innych uroczystości

              Lud polski opowiada, ze w wilią Bożego Narodzenia około północy bydło odzywa się
              ludzkim głosem, Jest w tem podaniu głęboka myśl ukryta: Oto narodzenie Chrystusa
              Pana tak jest Ważnem nawet czują to zwierzęta. O ileż więcej rozumieć powinni tę
              ważność ludzie! Jakże radośnie powinni witać Zbawiciela, chwałę jego głosić i
              pieśni na cześć Jego śpiewać! Ale przede wszystkim mają dzieci obowiązek wznosić
              pobożnie pienia do Boskiego Dzieciątka. Dzieci polskie niechaj śpiewają jak
              najwięcej na chwałę Jezusa. Pieśni im nie zabraknie, bo rzadko który naród
              polski posiada tak pięknie i liczne pieśni na uroczystość Bożego Narodzenia jak
              naród polski. Lecz chcąc śpiewać te pieśni trzeba umieć je przeczytać. Co z tego
              wynika? Oto trzeba uczyć się polskiego czytania i pisania. To jest święty
              obowiązek narodowy. Odzywam się do was rodzice i opiekunowie i w ogóle do
              starszych osób, abyście gorliwie zachęcali do nauki polskiego czytania i
              pisania, a wy dzieci polskie garnijcie się chętnie do tej nauki. Niech każde z
              was nauczy się głównie czytać i pisać bez błędu po polsku. W tej myśli wznoszę
              okrzyk: ”Niech żyją dzieci polskie!”

              Autor anonimowy, rok 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:59
              Dzisiaj jest święta godów noc!
              Anielska w górze czuwa moc,
              I duchy Pańskie ziemi strzegą,
              Aby nie działo się nic złego
              By nie płynęła żadna łza.
              Gdy więc straż taką ludzkość ma,
              Niech w sercach naszych zagości
              Nadzieja lepszej przyszłości.
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:59
              Chwała Bogu na wysokości a na ziemi pokój ludziom dobrej woli

              Temi słowy odezwali się anieli zwiastując pasterzom urodzenie Zbawiciela świata.
              Pozwalam sobie dziś, w dniu uroczystym przypomnieć wam drodzy rodacy, to piękne
              zdarzenia, które jest podwaliną szczęścia ludzkości. Oddawajmy chwałę Bogu,
              miłujmy się żyjmy w zgodzie i popierajmy się wzajem – oto hasło nasze i zachęta
              do czynu. Przez niezgodę upadają wielkie państwa a zgodzą z drobnych początków
              osięga się czasem niespożyte dzieła.
              Wigilia i święto Bożego Narodzenia jest przede wszystkiem świętem dzieci, gdyż
              Chrystus Pan przyszedł na świat jako dziecię, a w dniu czwartym, który był u
              naszych przodków świętem, obchodzi Kościół uroczystość młodzianków, co położyły
              życie za Zbawiciela. To też mianowicie podczas świąt Bożego Narodzenia otaczamy
              naszą dziatwę troskliwą opieką. Niech każde polskie dziecko choćby
              najbiedniejsze posiada nie tylko książeczkę do nabożeństwa ale także elementarz
              i dziełko o historyi Polski.
              Wnoszę okrzyk na cześć tych dzieci polskich, które się chętnie uczą polskiego
              czytania i dziejów naszego narodu. Niech żyją.

              Autor anonimowy, rok 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:00
              W wilią

              W wilię Święta gdy wszyscy w rozkoszy
              Do biesiadnego zasiadamy stoła
              Niech z piersi naszej troska się rozproszy
              I do radości powoła

              W górze lśni jasność jakoby pochodnia
              Światło dla wielkich jako i nędzarzy
              Dokąd nas wiedzie ta gwiazda przewodnia
              I wiarę w sercach nam żarzy

              Miłość, nadzieja w postaci dziecięcej
              W ubogiej szacie lecz w bogactwie ducha
              W postaci ludzkiej, biednej, niemowlęcej
              A w niej dla świata otucha

              Bo gwiazda jasna wskazała niemowlę
              Co ludzką postać przyjęło
              I nową świata całego budowlę
              W drobne swe dłonie ujęło

              Więc tej maleńkiej tej Bożej Dziecinie
              Nieśmy serc naszych najwznioślejsze dary
              Niech pieśń nadziei ku górze popłynie
              I mrok rozproszy nam szary

              Z. Morawska rok 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:01
              Na wilią

              Na szczęście na zdrowie
              Na to Boże Narodzenia!
              Żeby się darzyła pszenica i groch
              W komorze
              W oborze
              Daj nam Panie Boże!
              I w polu, żeby był snop przy snopie
              Kopa przy kopie!

              Autor nieznany, rok ok. 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:01
              Kolęda

              Szanowne Zgromadzenie!

              W dniu dzisiejszym rozpoczyna się uroczystość zwana „kolędą”, która trwa
              właściwie do Trzech Króli jednakże w licznych miejscowościach k9ończy się
              dopiero 2 lutego w dzień Matki Boskiej Gromnicznej. Wyraz „kolęda” pochodzący z
              czasów starosłowiańskich kiedy nasi przodkowie byli jeszcze bałwochwalcami, ma
              różnorodne znaczenie. U dawnych Słowian i Litwinów zwano „kolędą” uroczystość na
              cześć słońca obchodzoną w końcu grudnia, kiedy słońce niejako się rodzi to
              znaczy że przybywa światła słonecznego. Nic słuszniejszego że po przyjęciu
              chrześcijaństwa nazwano Boże Narodzenie i dni następne kolędą, gdyż dziecię
              Jezus było i jest dla ludzkości wschodzącem słońcem duchowem, które rozproszyło
              ciemności pogańskie. Zowią się też „kolędą” pieśni śpiewane na cześć
              nowonarodzonego Zbawiciela świata oraz dary rozdzielane na dzień Nowego Roku.
              Chodzić po kolędzie ma dwa znaczenia. W niektórych parafiach utrzymywał się
              zwyczaj, że księża odwiedzają w tym roku swe duchowe owieczki, co się nazywa
              odprawianiem kolędy, Parobcy po wsiach przebierają się w niektórych okolicach za
              dzikie zwierzęta a mianowicie za turów i niedźwiedzi i chodzą po domach,
              zbierając dary. Zowie się to chodzeniem po kolędzie. Jest to zwyczaj
              starosłowiański i bałwochwalczy, ale słusznie go usunięto lub ograniczono bo
              wynikały stąd nadużycia. Pieśni kolędowe natomiast należy nam troskliwie
              pielęgnować, gdyż jest to pamiątka duchowa po naszych pradziadkach, dlatego
              wznoszę okrzyk:
              „Niech żyje nasza polska kolęda!”

              Autor anonimowy, rok 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:02
              Kolęda

              Narodziny świat dziś Twoje
              Święci Chryste
              Dziś tryskają Wiary zdroje
              Zdroje czyste

              Dziś myśl hyżej w Niebo bieży
              Hen – od świata
              Dziś serdeczniej, dziś się szczerzej
              Z bliźnim brata

              Dzisiaj pieśni kolędowej
              Nuta święta –
              Prostaczemi swemi słowy
              Serca pęta

              Pod cielesną dziś powłoką
              Duch się budzi –
              I do nieba bram – wysoko –
              Wznosi ludzi

              Dziś od złego rozgrzeszenie
              Racz dać Panie
              Odetchnienie – ukojenie
              Pojednanie

              Autor anonimowy, ok. 1900 roku
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:03
              Krótkie przemówienie w dzień Wilii Bożego Narodzenia lub w ogóle w czasie
              kolędowym

              Szanowni domownicy i goście!

              Życzycie sobie abym w uroczystym dniu dzisiejszym przemówił. Nie jestem
              wprawdzie mówcą, jednakże spełniam chętnie wasze życzenie. Korzystając ze
              sposobności pragnę zwrócić waszą uwagę na prześliczne pieśni kolędowe, zwane
              powszechnie kantyczkami. Podobnie rzewnych, serdecznych, miłych pieśni nie
              posiada żaden naród katolicki. Początek ich ginie w pomroce wieków, gdyż
              niejedno zdanie i niejedna nuta była śpiewana jeszcze w tych czasach, kiedy nasi
              przodkowie nie znali nauki Chrystusa. Większa część tych pieśni powstała pod
              panowaniem naszych królów polskich z rodu Piasta, dlatego też zalata z nich woń
              odległej przeszłości. Później dorzucano jeszcze pojedyncze piosnki do tego
              narodowego skrabca, a ostatnią kantyczkę utworzył Franciszek Kurpiński,
              zaczynającą się od słów: „Bóg się rodzi, moc truchleje” Jest to prawdziwa
              perełka polskiego piśmiennictwa. Przytoczę choć tylko jeden ustęo z tej pieśni:
              „Podnieś rękę Boże Dziecię
              Błogosław krainę miłą
              W dobrych radach, w dobrym bycie
              Wspieraj jej radę swą siłą
              Dom nasz i ojczyznę całą
              I Twoje wioski z miastami!
              A słowo ciałem się stało
              I mieszkało między nami.”
              Kończę to moje przemówienie życzeniem aby pieśni polskie tak kościelne jak i
              świeckie, znalazły jak najtroskliwszą opiekę w naszym polskim narodzie!

              Autor nieznany, rok 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:04
              Przemówienie w noc wilią do dzieci

              Kochane dzieci! Już przeszłego roku widziałyście, a jutro i następnych dni znowu
              zobaczycie w kościele Pana Jezusa w żłóbku złożonego.
              Spojrzycie na to Boskie Dzieciątko, jak ono się do was uśmiecha, jak rączki
              wyciąga, jakoby powiedzieć chciało: Pójdźcie do mnie dziateczki!...
              Tak jest, woła was do siebie ten nowonarodzony Jezus bo przy Jezusie dobrze jest
              każdemu. Opieka Jazusowa jest najpewniejsza i najmocniejsza; kto się do Niego
              udaje, nie zginie. A przeto teraz i zawsze w radości i smutku, pamiętajcie o
              Panu Jezusie, udawajcie się do Niego i wysławiajcie Go ze wszystkich sił.
              Cały świat chrześcijański śpiewa Mu na chwałę, każdy naród w swoim języku
              ojczystym, bo tym językiem każdy najlepiej śpiewać potrafi. Nasz naród polski
              wielbić Go ma w języku polskim, albowiem na to nam Pan Bóg język dał ażebyśmy go
              używali, pielęgnowali i Boga nim chwalili. Ponieważ nie wszędzie w szkole
              polskiego czytania was uczą, przeto powinniście w domu tego się douczyć, czego
              was szkoła nie nauczy. Proście rodziców waszych aby was polskiego czytania
              nauczyli a które z was już umie, niech nauczy inne dzieci co czytać po polsku
              jeszcze nie potrafią.
              Gdyby polskie dzieci ani czytać ani śpiewać po polsku się nie nauczyły toby
              przed Panem Jezusem były jak nieme, nie umiałyby mu zaśpiewać na chwałę w tym
              języku, który im Bóg dał jako język ojczysty.
              Skoro zaś wszystkie dzieci polskie będą umiały czytać i śpiewać po polsku, to w
              radosne dni Bożego Narodzenia ze śpiewem wszystkich narodów popłynie do Nieba
              także i śpiew polskich dziatek

              Autor anonimowy, rok. 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:06
              W dniu Wilii Bożego Narodzenia

              Najsmutniejszym czasem w roku jest niezawodnie adwent, gdyż dni są bardzo
              krótkie, mgliste, dżdżyste; na niebie zawisły chmury ciężkie, ołowiane; słońce
              ledwie się pokaże a wnet znika – słowem cała przyroda obumarła.
              Zmienia się to wszystko w dniu wilii i Bożego Narodzenia. Radość panuje tak w
              pałacach jak i w ubogich chatach – wszędzie panuje wewnętrzne zadowolenie, zgoda
              i jedność. Przez dziewiętnaście wieków obchodzi już kościół tę uroczystości a
              radość zawsze ta sama, ani się sprzykrzy ani wyczerpie. Skąd to pochodzi? Oto
              stąd, że to nie jest pamiątka jakiegoś ludzkiego czynu ale obchód uroczysty
              Boskiego dzieła, najwyższej łaski i miłosierdzia, to cud miłości Stwórcy dla
              stworzenia, niebywały dowód poświęcenia się Pana za sługę, Boga za grzesznego
              człowieka, - to radosna nowina, błogie poselstwo, które anielskiemi chóry po raz
              pierwszy zabrzmiało pastuszkom: „Zbawiciel się narodził – chwała na wysokości
              Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli!”
              Pod wrażeniem tej uroczystej chwili wnoszę okrzyk: „Niechże od dnia dzisiejszego
              zapanuje w naszych sercach i w naszem społeczeństwie miłość Boga i bliźniego,
              oraz wewnętrzne zadowolenie, które jest podwaliną prawdziwego szczęścia.
              „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”

              (pisownia oryginalna)

              Autor nieznany, rok 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:09
              Kolęda

              W żłobie leży, kto pobieżny
              Uczcić Boże pacholę
              Co ze świata w przyszłe lata
              Wygna starą niedolę

              Tak anieli w świeżej bieli
              Chór zawodzą wesoły
              A w parowie pastuszkowie
              Pasą kozy i woły

              W lot gromada na twarz pada
              Z ziemi zrywa się żwawo
              A tam z góry z kłębu chmury
              Gwiazda błyska jaskrawo

              Za nią w ślady mkną na zwiady
              Kędy radość ich czeka
              Gwiazda złota zwarte wrota
              Ukazuje z daleka

              Wchodzą śmiało, cóż się stało?
              Śpią na sianie Dziecinka
              A Maryja jak lilija
              Słodko patrzy na Synka

              Hejże w tany, dmą w Multany
              Pastuszkowie weseli
              Wtórzą pieśni ptacy leśni
              I niebiescy anieli

              Chwała! Chwała! Pieśń rozbrzmiała
              Po dolinie szerokiej
              Aż z błękitu brzask przedświtu
              Zarumienił obłoki

              Serca rosną, oh! Radosno
              Piosnka płynie a płynie
              Biedni mali hołdowali
              Pierwsi Bożej Dziecinie!
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:10
              Słówko o szopce

              I

              Powszechne były w dawnej Polsce szopki i jasełka. Szopka było to pudło o
              większych lub mniejszych rozmiarach, wykonane na wzór stajenki, w której
              przyszła na świat Boska Dziecina. W takiej szopce była drewniana osóbka Pana
              Jezusa na boku, N. Matya Panna i Św. Józef, a u góry anieli. W niejakiej
              odległości znajdowali się pasterze, wieśniacy, żydzi, przytem król Heród, trzej
              królowie, a oczywista rzecz, że nie brakło też wołu i osła. Figurki te były
              najczęściej ruchome.
              Jasełkami zwano przedstawienie o przyjściu na świat Chrystusa, urządzane dawniej
              w kościołach, które później zniesiono, Z jasełek powstała szopka, która po dziś
              dzień tu i ówdzie jeszcze istnieje, a mianowicie w Krakowie. W kościołach wolno
              ustawiać szopki ale tylko z nieruchomymi figurkami. Staropolska szopka znika
              powoli nad czem godzi się ubolewać, gdyż jest to zabytek odległej przeszłości o
              znaczeniu szopki niech was przekona następujący rzewny wierszyk:

              Autor anonimowy, rok 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:11
              Słowo o Szopce

              II

              Pójdźmy teraz do szopki pokłonić się Panu
              A każdy niech dar weźmie podług swego stanu
              Kto bogaty da więcej, kto ubogi mało
              Jak króle i paterze, na co kogo stało
              Uczony hołd rozumu i pokorną wiarę
              Bogacz niechaj przyniesie Jezusowi złoto
              I potrzebnym biedakom rozda je z ochotą
              Prostaczek szczere czucia złoży na ofiarę
              Ci, których ciężar srogiej przygniata niedoli
              Niech nie bluźnią w rozpaczy przeciw boskiej woli
              Niech brzemię trosk swych złożą dzieciątku pod nogi
              A do zbolałej piersi spłynie balsam błogi
              Wy, którzy w krwawym znoju pracując na życie
              Bogatym dostatniego bytu nie zajrzycie
              Małemu Jezusowi teraz przy kolędzie
              Ofiarując swą pracę a lekką wam będzie
              Wy, bracia powaśnieni, co w wzburzonym łonie
              Jeden przeciw drugiemu chowacie jad złości
              W uścisku szczerej zgody złączcie wasze dłonie.

              Autor anonimowy, 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:11
              Gwiazdkowe życzenia

              Przyśliśmy tu po kolędzie
              Dawniej tak było i będzie
              To staro – polskie zwyczaje
              Więc damy dzieciom co staje

              Także składamy życzenia
              Jak pastuszkowie swe pienia
              Bogu składali w ofierze
              I my życzymy tak szczerze

              Zdrowia, dobrego dostatku
              Życia drogiego w dodatku
              Sławy, potęgi, swobody
              I w niebie wiecznej nagrody

              A. Pluta, organista w Chełmcach po Kruświcą rok. Ok. 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:12
              Na Nowy Rok

              Bądź chwała Tonie Panie waszego świata
              Żeś nam doczekać dał nowego lata
              Daj, byśmy się i sami odnowili
              Grzech porzuciwszy w niewinności żyli
              Łaska Twa święta niechaj będzie z nami
              Bo nic dobrego nie uczynim sami
              Mnóż w nas nadzieję, przysporz prawej wiary
              Niech uważamy Twe prawdziwe dary
              Użycz pokoju nam i świętej zgody
              Niech się nas boją pogańskie narody
              A Ty nas nie chciej odstępować Panie
              I owszem racz nam dopomagać na nie
              Błogosław ziemi z Twej szczodrobliwości
              Niechaj nam dawa dostatek żywności
              Uchowaj głodu i powietrza złego
              Daj wszystko dobre z miłosierdzia swego
              Jan Kochanowski
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:13
              Na Nowy Rok

              przez Sewerynę Duchińską

              Idzie rok nowy – i cóż niesie?
              Pytać daremno
              Gdzie rzucić okiem, głucho jak w lesie
              Pusto i ciemno!

              Biedny rok nowy, cóż on dać może?
              Raczej sam czeka,
              Co twardym pługiem z niego wyorze
              Ręka człowieka!

              A kiedy ziarno padnie na rolę,
              Zaliż on pyta,
              Gorzkie Piołuny – marne kąkole
              Nie zniszczą żyta?

              O! złotych plonów nie tkną powodzie
              Wichry nie zwieję
              Pracujmy tylko w miłości, w zgodzie
              Z wiarą - z nadzieją!
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:13
              Powitanie Nowego Roku

              przez J.I. Kraszewskiego

              Rok nowy, witamy rok nowy
              Choć włos nam siwizną przyprószy
              Choć cierniem opasze nam głowy
              Choć łzy wyciśnie nam z duszy
              Rok niwy, witajmy rok nowy!

              Choć prawda się zaćmi na chwilę
              Choć wrzawa nas fałszem zagłuszy
              Choć prawo da złamać się sile
              My z wiarą idziemy tą w duszy
              Ze trudy krew i łza przelana
              Nie wsiąkną w tę ziemię cmentarną
              Że wszystko zliczone u Pana
              I żadna z tych ofiar nie marną

              Więc choć nas smagają katusze
              Choć burzą nam grozi rok nowy
              My w górę i serca i dusze
              Podnośmy i oczy i głowy
              Witajmy, witajmy Rok Nowy!
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:14
              Nowy Rok

              Szanowni Panowie! W obecnej chwili stoimy na przełomie dwóch lat, Wobec
              otwierającej się nowej kart dziejów ludzkiego życia, nie bez pewnej trwogi
              spoglądamy w mglistą przyszłość, niepewni co też ona nam przyniesie. Jeszcze
              kilka sekund a z ostatniem uderzeniem północy rozpoczniemy nową erę życia.
              W tym dźwięku zegara, obwieszczającym zbliżanie się Nowego Roku jest coś
              uroczystego, coś świątecznego. Ponieważ przywykliśmy życie nasze mierzyć według
              lat, przeto dźwięk ten przypomina nam, że zamknięta już granica pomiędzy nami a
              rokiem ubiegłym, któryśmy tak niedawno z radością na ustach witali, wzbudza w
              nas różnorodne myśli i uczucia, tłoczące się do serc naszych, dwie przeciwne
              sobie fale p fale wspomnień i nadziei.
              Panowie! Północ wesołemi tony zwiastuje w tej chwili N owy Rok.
              Precz z chmurą na czole i ciemnymi smugami przeczuć w duszy, Przeżyliśmy rok
              stary, przeżyjemy da Bóg nowy lepiej i radośniej. Wznieśmy szklanki w górę i
              krzyknijmy pełni nadziei: „Bądź dla nas pomyślnym roku 19..!(20..!)
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:15
              Nowy Rok

              Znowu Nowy Rok rodacy!
              Cóż nowego nam przynosi?
              Jedną starą pieśń nam głosi:
              Hej do pracy! Hej do pracy!

              Niech pracują wszystkie siły;
              Czy to pan, czy kmiotek w chacie
              Lub rzemieślnik przy warsztacie
              Ten trud będzie Bogu miły!

              Bo co Bogu się podoba
              To i dla nas zyskiem będzie
              Łaskę niebios nam zdobędzie
              W szczęściu każda minie doba.

              Niechaj każdy już za młodu
              Czyni co mu Bóg naznaczył
              Jaką pracę mu wyznaczył!
              A nie zazna nigdy głodu!

              Bo kto się pracować wstydzi,
              Kto marnuje ten czas złoty
              Kto jest leniuch do roboty
              Takim to się i Bóg brzydzi.

              Pracujmy więc starzy, młodzi,
              Oszczędzając, chwalmy Boga
              A żadna nie przyjdzie trwoga,
              I nadzieję los osłodzi…

              Władysław Zieliński z Poznania
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:15
              Nowy Rok

              Do mnie! do mnie! polskie dzieci!
              Blaskiem niebian uśmiechnięty,
              Lecę do was pełen kwieci,
              Z łez przeszłości dziś poczęty
              Nowem życiem lśni mój wzrok,
              Bo me imię: Nowy Rok!

              Do mnie! do mnie! polskie dzieci!
              Blaskiem niebian uśmiechnięty,
              Lecę do was pełen kwieci
              Z łez przeszłości dziś poczęty.
              Nowem życiem lśni mój wzrok,
              Bo me imię: Nowy Rok!

              Radomir
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:16
              Do siego Roku

              Dawnemu czasy żyła blisko Krakowa zacna niewiasta imieniem Dorota, którą zwano
              zwykle spieszczoną nazwą Dosia. Przeżywszy w szczęściu sto lat, zgasła
              spokojnie, otoczona dziećmi, wnukami i prawnukami, w wilię Bożego Narodzenia czy
              też w wilię Nowego Roku. Stąd mało powstać wyrażenie: ”doczekać Dosiego roku” to
              jest długiego i szczęśliwego wieku, Inni dowodzą, że nie ma się mówić „Dosiego
              roku” ale „ do siego roku” siego ma znaczyć tyle co przyszłego. Józef Łepkowski
              uczony archeolog czyli badacz starożytności w Krakowie, udowodnił, że wyraz
              „Dosi rok” pochodzi od „dodek” czyli dziadek, a w rodzaju żeńskim „dosia”.
              Dawniej starych ludzi zwano po wsiach „dodkami”. Bądź co bądź „Dosi rok” jest
              wszędzie na ziemiach znany i używany. Wnoszę zatem okrzyk: „Obyśmy doczekali
              zdrowo i szczęśliwie „Dosiego Roku!”
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:17
              Żartobliwy wiersz na dzień Nowego Roku

              Znowu nadszedł roczek nowy
              Trzeba życzyć szczęścia
              Więc wam życzę panny, wdowy
              Prędkiego zamęścia

              Przez to wszystkie stare dziady
              Wezmą wreszcie żony
              Pójdą młodzi z takiej rady
              Do dziewcząt w ukłony

              Życzę starym ciepłej izby
              I miękutkiej strawy
              A wam młodym pośród ciżby
              Ochoczej zabawy

              Wam rolnikom kłos łokciowy
              Niech rodzi pszenica
              Rzemieślnikom w dzień targowy
              Złoto lśni jak świeca

              Robotników niechaj sobie
              Tacy wydzierają
              Co czy w zdrowiu czy w chorobie
              Dubelt opłacają

              Niech się lęgną gęsi, kury
              Jakby w maju pszczoły
              Niech przepadną myszy, szczury
              I wszelkie mozoły

              Niech się wszystkie obfitości
              Z nieba na was leją
              Niech się wszystkie wesołości
              Dzień w dzień do was śmieją

              Czy nie dosyć? Więcej chcecie?
              Ha, cóż robić z wami!
              Niechże wszyscy ludzie w świecie
              Będą więc królami

              Sami króle i królowe
              Z królewiczątkami
              Wdzieją szaty brylantowe –
              Ale cóż z kozami?

              Co z mydełkiem i co z rolą?
              Co z wszelką robotą?-
              Więc lepiej, że z Boską wolą
              Zgodzim się z ochotą.

              I zostaniem w takim stanie
              Jak tam Bóg przeznaczył:
              Tyś nas dotąd żywił Panie
              Obyś nadal raczył

              J.D.
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:18
              Nowy Rok

              Jak słońce rankiem wstając z pościeli
              Wszystkich raduje, wszystkich weseli
              I w przygnębione serca i duchy
              Wlewa ożywczy promień otuchy:

              Tak i Rok Nowy, schodząc do ludzi
              Nowe nadzieje w około budzi
              Podnosi duchy i serca krzepi
              Że jakoś będzie na świecie lepiej.

              Tak będzie lepiej! – Lecz nie z obłoku
              Spadnie nam pomoc w tym Nowym Roku
              Tylko jak iskrą z krzemienia jasną
              Trzeba ją pracą wydobyć własną
              Rąk nie opuszczać, gdy źle się dzieje
              Rozbudzać w sercu wiarę, nadzieję
              Nie iść omackiem, jak ludzie ślepi
              A wtedy wszystkim bam będzie lepiej!

              Wtedy się życie jasno ułoży
              Bo spocznie na niem moc i duch Boży:
              Wtedy się dola nasza poprawi
              Bo krzepkim duchom Bóg błogosławi;
              I nie będziemy – jak to co roku
              Wyglądać cudu ze łzami w oku
              Bo skarby Boże leżą przed nami
              Tylko je musim zdobywać sami!

              Władysław Bełza
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:19
              Dziatwie na Nowy Rok

              Rok się cały przeigrało
              Ej, kochana młodzi…
              Aż tu znowu nieproszony
              Nowy Rok nadchodzi

              Pełen sił i młodości
              Już woła z daleka:
              Proszę, proszę jegomości
              Nowa praca czeka!

              Niejeden się w kącik chroni
              Lecz nic nie pomoże!
              Wszystkich Nowy Rok dogoni
              Nie umkniesz nieboże!

              Z głowy wygna ci figielki
              Chęć do pracy wzbudzi
              Dziatwo uczyć się czas wielki
              Już rośniesz na ludzi!

              A przed Tobą pracy dużo
              Oj dużo, dziecino…
              Ucz się póki latka służą
              Nie wrócąż, gdy miną!

              A więc dziatki! Kto już czyta,
              Niech stanie w kółeczko!
              Niech nas Nowy Rok powita
              Wszystkich nad książeczką.

              Władysław Bełza
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:20
              W Noworoczną noc zimową
              Gdy się zbliża roku zgon
              Gdzieś w przestworzu uwieszony
              Tajemniczy bije dzwon.

              Wtedy dziecię jasnowłose
              Zjawia się wśród chmurnych fal
              W dźwięki dzwonu zasłuchane
              Zapatrzone w mglistą dal

              Co to będzie – pyta z cicha
              Czy niedoli kona jęk
              Czy to światu szczęście głosi
              Tego dzwonu srebrny dźwięk

              I pacholę słucha, słucha…
              A gdy zmilknie dzwonu głos
              Idzie w świat i niesie światu
              Nowy Rok i nowy los

              Lecz w tym świecie jest kraina
              Gdzie nie kwitnie szczęścia kwiat
              Gdzie nie dźwięczy głos swobody
              Bo tam smutek z dawnych lat

              O pachole jasnowłose
              Z Rokiem Nowym zejdź i tam –
              Ulżyj ludziom w klęsk powodzi
              Szczęście, radość przynieś nam!

              St. Kossowska
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:20
              Rok stary poszedł w kąt,
              Zastąpił go już nowy
              Powieje świeży prąd
              Na nasze głowy

              Niech będzie lepszym ten
              I smutków nie udziela
              Niech spłynie jako sen
              Pośród wesela

              Niech wniesie radość, śmiech
              I grosza niech doda
              Wśród dworów i wśród strzech
              Niech kwitnie zgoda

              Nim się pokaże złym
              W dziejowym swoim kroku
              Wypijmy płynem tym
              Pomyślność roku
              Na zdar!
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 21:21
              Po Nowym Roku

              Trzej Królowie w głos wołają
              Niech kolędy nie ustają
              A my toast teraz wznośmy
              O błogosławieństwo prośmy
              O urodzaj,wielkie plony
              Boć z tego żyją miliony!
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 22:01
              Toast weselny

              Wznieśmy w górę kielichy
              Ku chwale pary tej młodej
              Niech szczęścia z4ote uśmiechy
              Rozjaśnią żywot ich cichy
              Pełen majowej pogody!
              Niech łzy ich miną i burze
              I losu chmurna zawiłość
              Jak kwitną lilie i róże
              Tak na ich szczęścia lazurze
              Niech czysta zakwitnie miłość
              Bo wszystko niknie i ginie
              Czem ludzka łudzi się rzesza
              I tylko miłość jedynie
              Trwa – gdy już wszystko przypłynie
              I szczęście umarłe wskrzesza:
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 22:02
              Na weselu
              Nie wie nikt co przyszłość chowa
              Mrok czy słońca smug
              Więc przyjmijcie szczere słowa
              Niech was strzeże Bóg

              Droga życia, drodzy moi
              Najciernistsza z dróg
              Niech was wiara na nij zbroi
              Niech was strzeże Bóg

              Dziś przeszliście doli nowej
              Ukwiecony próg
              Wśród zawiei lar surowej
              Niech was strzeże Bóg!
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 22:03
              Na weselu
              Niech sto lat para ta będzie żywa
              I niech się kocha ogniście
              Niechaj pomyślność tak na nich spływa
              Jakby w jesieni z drzew liście
              Niech o miłości szumią im drzewa
              Świergocą różne ptaszęta
              Niechaj im słowik piosenki śpiewa
              I bocian o nich pamięta
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 22:03
              Na weselu

              Już wianeczek pannie młodej
              Złożyli na skroni
              Już i organ wzniosłą pieśnią
              Nowożeńcom dzwoni
              Błogosławi sam Pan Jezus
              I świeci w błękicie
              Szczęść wam Boże, szczęść wam Boże!
              Na to nowe życie
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 22:03
              Podczas zaręczyn

              Wpadłeś chłopcze w piękną siatkę
              I już wyjścia z tego nie ma
              Narzeczonej liczko gładkie
              Na uwięzi cię dziś trzyma

              Wpadłeś chłopcze w wędki zaradne
              Zadławiłeś się haczykiem
              Narzeczonej oczko ładne
              Zrobiło cię niewolnikiem

              Ha, no trudno!...już się stało!
              To na świecie nie nowina –
              Za pomyślność swoją całą
              Ten kieliszek wychyl wina
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 22:04
              Dla zaręczonych

              Zaręczona oto para
              Nie ułomna i nie stara
              I on młody, ona młoda
              Niech im Pan Bóg szczęścia doda!

              Panna młoda nieboraczka
              Ognistego spiekła raczka
              A pan młody zbladł niebożę
              Niech im Pan Bóg dopomoże

              Pójdą teraz jednym szlakiem
              Ta panienka z tym chłopakiem
              Niech ich Pan Bóg nie opuści
              Ja skończyłem już a juści
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 22:05
              Na weselu

              W chwili gdy humor w każdym z nas gości
              Trunki zaś grzeją wszystkich po trosze
              A zdrowie młodych pełen radości
              Toast mój wznoszę!

              Życzę w imieniu całego grona
              Kłębuszka szczęścia, życia bez troski
              Niechaj nam żyją i mąż i żona
              Dla chwały Boskiej

              Po pracy znojach i trudach wielu
              Gdy owoc marzeń legnie pokotem
              O srebrnym wtedy myślcie weselu
              Po niem o złotem

              Myśl zaś na teraz okrzyk płodzi:
              Niech żyją długo państwo młodzi!
          • madohora Re: Uczta weselna z 1927 08.12.14, 20:56
            Do obchodu Wilii należy S t r u c l a , czyli kołacz pszenny podługowaty na końcach palczasty,
            przez środek plecionką z ciasta obłożony i posypany czarnuszką. W Krakowie i innych miastach tak wielkie strucle pieczono, iż je na sankach ciągniono. Uczony Łukasz Gołębiowski w opisaniu miasta Warszawy jest tego zdania, że i zwyczay i wyraz przyięty jest od Niemców. U ludu prostego od Wilii Bożego Narodzcnia do 3 Królów mieśce chleba zastępuie. Bywały, i jeszcze gdzie niegdzie bywają, po 3 łokcie długie
          • madohora Re: Uczta weselna z 1927 08.12.14, 20:58
            U Rusinów Wiliia bez ulubionej potrawy K u t y a zwaney obeyść się nie może. Jest to pszenica gotowana do przepęknienia i zmięłmienia, zaprawna miodem i makiem. Smotrycki rusin twierdzi, że popi ich chcąc lud zachęcić do starania się o zbawienie, kutyę mu w niebie, jako powszednią strawę obiecywać zwykli.
          • madohora Re: Uczta weselna z 1927 08.12.14, 21:02
            D z i e ń 25. Boże narodzenie jedno z najprzednieyszych świąt w świecie z wesołością obchodzonych i g o d y też niegdyś zwanych. Radość powszechną świata kapłani trzema mszami, lud pobożny okazać śpiewami, które od północy zaczynać się zwykły. Do wesołości świąt należały dawniey komiczne dyalogi, które żaki i publicznie i po domach prywatnych wyprawiali; ciż dotęd bawią lud jeszcze jasłkami, w których wystawiaią w niezgrabnych osóbkach narodzoną dziecinę na łonie matki, lub złożone na słomie. 3 Królów z darami, starego Józefa, siwki i przygrywania i wszystkie okoliczności tey historyi, do tedy zawsze należeć musi wół i osieł, żyd z żydówką, dyabeł i baba z maślnicą.
          • madohora Re: Uczta weselna z 1927 08.12.14, 21:06
            Święcenie uroczyste dnia tego dopiero w wieku 4 początek wzięło. Dawnicy bowiem raczy
            dzień Smierci Chrystusa obchodzono. W tedy tey pamiątce dzielń 25. Grudnia przeznaczono, lubo to przeznaczenie na żadney pewności z podania, lub dziejów, niewspiera sią. Łukasz S. w ewanielii swey daje wiadomość, iż się Chrystus Pan w nocy urodził, przeto obchód kościelny dnia tego w nocy zwaney p a s t e r s k a zaczął się. Niegdyś w czasie tey mszy, gdy kapłan zaśpiewał G l o r i a, chłopcy szkolni po chórach z obu stron rózne głosy ptactwa wydawali, takie sobie piszczki sporządziwszy. - Prócz samego Święta, i 3 dni następne przedtem święone były. Dziś ino dwoma dniami są określone.
          • madohora Re: Uczta weselna z 1927 08.12.14, 21:12
            D z i e ń 26. S. Szczepana pierwszej ofiary Chrystusa męczennika pamięć, jest czczona z
            raz po Narodzeniu Bożym. Lud pospolity dawniey owies w ten dzień święcić dawał, i gdy kapłan miał go kropić święconą wodą, idąc środkiem kościoła, Rzucano nań garściami zboża co by dla pamiątki ukamieniowanego męczennika. Znosił to kapłan cierpliwie, bo w nagrodzie owies się dla niego zostawał. - Ten dzień też jest świętem dla czcicieli zwłaszcza w Mazowszu, iż w tym czasie od jednych gospodarzów odstaje, u drugich służby szuka; starający się zmawiaią ich i raczą. Skąd przysłowie: n a S. S z c z e p a n *każ d y* p a r o b e k* p a n. Haut w swey ekonomice dzieł S. Szczepana Im sprawianiu koni przez krwi puszczenie naznacza, czego dawniey pilnie przestrzegano.
          • madohora Re: Uczta weselna z 1927 08.12.14, 21:57
            Sylwester, czyli Lasota; dawniey w Niemczech, tak i w Polscze weselszy obchód dnia tego w prowadzić chciano, w stolicy zwłaszcza gdzie łatwe jest do zebrania licznieysze
            zgromadzenie cudzoziemców. Dziś pobożność Chrześcian sprawiedliwy znayduic powód dziękczynienia Bogu, ile w ostatnim dniu zbiegłego roku. Krótszy ón jest od nocy o godzin 4. minut 2.
          • madohora Re: Uczta weselna z 1927 23.12.14, 22:14
            Skarga Betlejemska

            Sytych złota możnych mrowie,
            Ziemi tej bogacze,
            Niech sumienia głos nam powie,
            Kto w Betleem płacze?
            Ten, co w żłobie choć złożony
            Trzyma świat w swej dloni,-
            W rogów Polskich w proch starł trony,
            A Lud polski broni.
            W sercu ból się z trwogą splata,
            I niemowlę nękd;
            Bo dziś katem brat dla brata,
            W Polsce głodu męka.
            O, jak palą łzy sieroty.
            Łezki polskich dzieci,
            Którym Gwiazdy promień złuty
            Dziś do skonu świeci.
            Ęwojej doli niech Syn Boży
            Złobu skarb i stajni -
            Przed sumienia sąd wam złoży,
            Skąpcy i przedajni.
            Gdy dziś w Polsce dziatki w głodzie,
            Los ich czarny - twardy -
            Bóg już znaczy was w Narodzie
            Piętuem wiecznej wzgardy!
            Do Betleem od twej pracy
            Duch twój niech uleci;
            Tam Dziecięciu cząstkę płacy
            Złóż dla polskich dzieci.
            Grosz twój wiarą Polsce dany,
            Gdy ból skoi braci,
            Skarbem nieba Pan nad Pany
            W wieczności odpłaci!

            Ks. A. Wróblewski
        • madohora Wigilia 14.12.14, 22:59
          JAK WYGLĄDAŁY ŚWIĘTA NA ŚLĄSKU? - Radio Katowice - 14.12.2014
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 14.12.14, 23:00
          WIELKA WIGILIA W CHORZOWIE - Gazeta.pl - 14.12.2014
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 14.12.14, 23:08
          Jeśli wszystkie narody chrześcijańskie znają wigilię i obchodzą je postem, modlitwą i różnymi tradycyjnymi obchodami to w Polsce w tym dniu łączy się uroczystość kościelną z uroczystością rodzinną. Do Pasterki odprawianej o północy dodajemy wieczerzę wigilijną, do której zasiada się przy pierwszej gwiazdce.
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 14.12.14, 23:12
          W tym dniu wszyscy członkowie rodziny nawet ci najdalej zamieszkali dążą do tego aby zasiąść razem przy Wigilijnym stole, przełamać się opłatkiem, złożyć życzenia "do siego roku", (dlaczego "do siego" i dlaczego akurat w Wigilię dość dokładnie tłumaczył kiedyś p.prof. Miodek w jednym ze swoich wykładów), wspomnieć o tych co odeszli.
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 14.12.14, 23:18
          Wigilię podaje się na stole pokrytym sianem, na które dopiero kładzie się obrus. W wielu miejscowościach w kątach jadalni stawia się snopki niemłóconego zboża. Pierwsze na pamiątkę tego, że Chrystus Pan na sianie spoczął po urodzeniu w stajence, drugie jako dobrą wróżbę urodzaju na przyszły rok.
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 14.12.14, 23:23
          W różnych dzielnicach różne się podaje potrawy na wigilię, różnica jednak główna jest co do sposobu ich przyrządzania, gdyż na wigilię zawsze składają się śledzie i ryby, grzyby i kapusta, ciasto i mak, owoce suszone i miód. W niektórych rejonach spożywa się kutię z pszenicy, maku i miodu. W innych rejonach kutia składa się z różnych gatunków zboża gotowanego w całych ziarnach i kisielu owsianego, wszystko to podlane sytą miodową i mlekiem makowym. U ludzi zamożniejszych jest to dodatek podawany zgodnie z tradycją, w chatach biedoty jest to wigilia właściwa. Każdy region ma też swoje pierniku z rozmaitym nadzieniem, gołąbki a także tradycyjne strucle.
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 14.12.14, 23:59
          Kolęda u Polek w Janowie

          W Święto Trzech Króli o godzinie 5 po południu odbyła się w Towarzystwie Polek z Nikiszowca w Janowie tradycyjna kolęda. W przystrojonej sali p. Knapika zgromadziło się około 300 Polek wraz ze swoimi rodzinami. Zebranie zagaiła przewodnicząca p. Bańczykowa, podnosząc czar i potęgę kolęd naszych. Przy choince odśpiewano tradycyjne kolędy. Wielką atrakcją wieczoru były deklamacje malutkich bo 4 i 5 letnich dziatek, które porwały serca zebranych. Produkował się również chór mieszany, który z precyzją i brawurą odśpiewał szereg aktualnych pieśni. Po pięknym przemówieniu miejscowego ks. Proboszcza Dudka przemówił jeszcze w podniosłych słowach p. dr. Jaworski. Po wyczerpaniu programu podejmowano gości podwieczorkiem przy czym rozdawano wszystkim członkom piękne upominki. Całość wypadła bardzo harmonijnie a członkinie z Nikiszowca złożyły dowód dobrej i trwałej organizacji. Kto był obecny na sali, ten przekonał się, że patriotyzm wśród ludności górnośląskiej tętni całą pełnią, pomimo przejść różnorodnych, jakie przeżywaliśmy. Organizatorom w urządzaniu tradycyjnej kolędy składa się na tem miejscu szczere i serdeczne staropolskie "Bóg zapłać"

          Polonia 1927 rok
        • madohora Boże Narodzenie 23.12.14, 21:05
          Gdy na pasterkę zwołują cię dzwony

          O Bracie dobry!... Górnośląski Bracie!
          Gdy na Pasterkę Cię zwołują dzwony,
          wylegniesz z chaty swej w odświętnej szacie
          śpiewając raźno: Chrystus narodzony

          I pójdziesz modły zanieść przed ołtarze
          do Chrysta usty szczerością drżącemi,
          aby zniknęły dni podłością wraże
          z naszej drogiej Górnośląskiej ziemi

          A wówczas w żłóbku leżąca Dziecina
          pobłogosławi rój pasterzy cały,
          by w dniu, gdy wielka wybiła godzina,
          dożyli oni betlejemskiej chwały.

          I będziesz modlić się do Świętej Matki,
          by w łasce, jako rodzicielka Boża
          sprawiła w chwili, gdy łamiem opłatki,
          żeby nam wzeszła szczęśliwości zorza.

          Zbigniew Orwicz
          • madohora Re: Boże Narodzenie 23.12.14, 21:10
            Kościół Katolicki W początkach zaprowadzenia wiary Chrystusowej na ziemiach naszych, wiedząc że lud jest bardzo przywiązany do zwyczajów i uroczystości pogańskich, zezwalał bez szkody dla katolicyzmu owe zwyczaje i obrzędy zachowywać a nawet łączyć je z uroczystościami kościelnymi. Wiemy, że święta Bożego Narodzenia zwie lud polski także ,,godami". Jest to nazwa pochodząca z czasów pogańskich. Nasi przodkowie w czasach pogańskich na uroczystościami odpowiadającymi czterem porom roku czcili bożka Raka
            Pierwsza uroczystość zimowa przypadała 24 grudnia i nazywała się godami albo koladami. W czasie tych uroczystości śpiewano pieśni sławiące bożka Roka, które zwano koladami, co znów u nas w dzisiejszych czasach odpowiada naszym kolędom. W czasach pogańskich dzień 24
            grudnia zwał się "strdzy wecer" czyli szczodry wieczór albowiem gospodarz pragnąc by bożek Rok był szczodrym dla niego musiał okupić tę szczodrość podarunkami, któremi obdzielał czeladz i pozdrawiaczy t. j. obcych, przychodzących z życzeniami.
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 23.12.14, 21:14
          Zwyczaj ten przetrwał do dni dzisiejszych pod postacią szczodraków i chodzenia po kolędzie. Pogańscy nasi przodkowie mieli w wielkim poszanowaniu uroczystości. Jeżeli ktoś odważył się zakłócić jakimś wybrykiem tę uroczystość był karany śmiercią. I ten zwyczaj w zmienionej formie dotrwał do naszych czasów. Krąży przecież w niektórych okolicach przekonanie, że jeżeli ktoś w jakiś sposób dzień Wigilii zakłóci to nie doczeka do drugiej Wigilii bo umrze.
          • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.03.15, 10:54
            Pan młody, przystrojony barwnymi wstążkami i bukiecikami sztucznych kwiatów przypiętymi do kapelusza i na piersi, nosi z okazji wesela szeroki płaszcz z kołnierzem, dumnie spływający
            z ramion. Państwo młodzi niosą w rękach zielone bukiety z białymi lub zielonymi wstążkami, podczas gdy drużbowie i dziewczynki towarzyszące pannie młodej noszą na głowach czerwone bukieciki ze wstążkami tegoż koloru. Przy tej okazji pan młody ma przy sobie w słomianej plecionce butelkę likieru Rosoglio, która kusząco wygląda z kieszeni płaszcza i z której od czasu do czasu oferuje on swojej kompanii łyk orzeźwiającego napoju, czemu towarzyszy toast na zdrowie nowożeńców oraz przeszywająca uszy radosna wrzawa.
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.03.15, 10:55
              Uczta weselna z obowiązkowymi flakami obok pęczaku, kaszy manny lub ryżu, podczas której goście oddają się z zamiłowaniem tańcom, muzyce i nieskoordynowanym śpiewom, powtarza się na drugi, nieraz i na trzeci dzień, a czasem zabawa przeciąga się na cały tydzień.
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 23.12.14, 21:18
          W dzień kolady skoro pierwsza gwiazda zabłysła na niebie, rozpoczynali nasi przodkowie na uroczyskach przy śpiewie i gęślikach i taniec na cześć bożka i dzielili się kutią. Po tym obrzędzie gospodarze wracają do domów i dzielili się z domownikami przyniesioną kutia składając sobie nawzajem życzenia "do siego Roka". Ten zwyczaj przeszedł również do naszych czasów, bo i my dzielimy się opłatkiem i składamy życzenia.
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 23.12.14, 21:24
          W czasie uroczystości nasi praojcowie palili stosy drzewa na cześć boga Roka a pełniące służbę w świątyni dziewice bożka wróżyły z wody. Ten zwyczaj także przetrwał do naszych czasów w postaci świeczek na choinkach a w niektórych okolicach dziewczęta po Wigili odczytują swoją przyszłość z wody wylanej na miskę. [i]Dzisiaj zwyczaj wróżenia przetrwał jako rodzaj zabawy i wróży się w Andrzejki ale jeszcze w XVIII wieku dziewczyny wróżyły sobie w dzień Wigilii, później w pierwszy Dzień Świąt. Jedną z wróżb było lanie gorącego oleju na wodę i odczytywanie znaczenia figur uzyskanych w ten sposób (tożsame z naszym laniem wosku) [i]
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 23.12.14, 21:28
          W okolicach Krakowa w dzień Wigilijny każdy zrywa się bardzo wcześnie z łóżka i myje się wodą do której poprzednio wrzucono srebrny pieniądz. Mycie się w takiej wodzie ma zapewnić na cały przyszły rok posiadanie dużo pieniędzy.
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 23.12.14, 21:31
          W okolicach Wieliczki dzieci, które zjedzą w Wigilię kawałek placka po kryjomu przed rodzicami po wykryciu przestępstwa wsadzają za karę do chlewika na czas wieczerzy wigilijnej, zaś dzieci niegrzeczne na chwilę pod beczkę
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 23.12.14, 21:34
          W Rymanowej we Wigilię lud kładzie pod stół łańcuch, siekierę, zaś na stół siano a obok stołu snopek słomy. Po obiedzie gospodarz rozwiązuje snopek i rzuca słomę o powałę, aby miał tyle kup zboża ile rzuci garści ku powale.
          --
          https://img1.glitery.pl/dev1/0/114/601/0114601006.jpg
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 23.12.14, 21:35
          Dziewczęta zaś biegają po wodę a wracając wołają:
          "Moi ludzie pijcie wino, co ma przypominać o cudzie w Kanie Galilejskiej
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 23.12.14, 22:08
          Koło Bochni po wieczerzy "biją kopy" t. j. wtykają za stragarze słomę na pamiątkę jak w stajence, gdzie P. Jezus się narodził zewsząd słoma wisiała.
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 23.12.14, 22:12
          W innych okolicach gdzie na stół kładą siano, po wieczerzy wtykają w nie chleb i opłatki zawinięte w chustkę. Między chleb a opłatki wkładają nóż i pozostawiają tak przez całą noc. Jeżeli rano w dzień Bożego Narodzenia po wyjęciu okaże się, że nóż zardzewiał od opłatków to pszenica nie obrodzi.
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 23.12.14, 22:18
          Przygotuj
          matuś, ciasta słodkiego,
          Orzechów, miodu,
          Pozwól z komory
          Ten krężek spory
          Wosku złotego.
          Już mrok na świecie - wszystkie sąsiadki:
          Wesoła Hania
          Basia i Stefka
          I czarna Ewka
          Idą do chatki:
          Jest też najstarsza, poważna Zosia
          Bronka i Hela
          "Złota Marysia"
          Staclma, Juli::,ia
          No i gosposia!
          Już wosk na ogniu... tumanu pary
          W 011 bije pszczelna
          Patrzą jak w tęczę
          Oczy dziewczęce
          Na owe czary...
          Syknęl,,! Skrzepła na wodzie wróżba -
          Rycerz jak żywy .
          Cudnej urody -
          Pewnie pan młody!
          A za nim drużba...
          Hej, Maryś złota! proś na wesele:
          Ona się śmieje,
          Wszystkie dziewuszki
          Proszą na drużki
          Z Zośką na czele!
          I coraz nowe na cieniu dziwy:
          Okręt skrzydlaty
          Kądziel i wiemec
          Pzerście11 - młodzieniec
          Ko-ń urodziwy!..
          A potem warzą z 'wielkim skupieniem
          W garnku z ukropem
          Białe kluseczki
          A w nich karteczki
          Z miłem imieniem.
          Wyścig! Wędrują wszystkie trzewiczki
          Do chaty progu:
          Hanka się smuci
          Bo pierwsza rzuci
          Dom i siostrzyczki...
          Dźwięczące śmiechem płyną godziny
          Księżyc pyzaty
          Zdrzemnął się trochę...
          I tylko płoche
          Marzą dziewczyny...
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 24.12.14, 09:58
          Od wielu wieków Święta Bozego Narodzenia są na ziemi naszej świętem największem i najmilszem rodziny polskiej. Gdy zabłysnie gwiazdka wigilijna i podana zostanie tradycyjna wieczerza, mimo nastroju świątecznego smutek do serca się wciska, gdy przypomnimy sobie, ze kogoś z bliskich braknie nam przy tej uczcie, że kto drogi przełamie z nami białego opłatka, że nie uściskamy się wzajemnie. Stół bowiem siankiem zasłany - to łącznik, skupiający polskie rody. Tego dnia z najdalszych stron starzy rodzice i dziadkowie oczekiwać zwykli swych rozproszonych dzieci i wnuków. Tego dnia w staropolskim domu wszyscy są
          równi, wszyscy zasiadają przy wspólnej biesiadzie. Tego dnia obyczaj dawny przypomina nam, ze wszyscy my, bogaci i ubodzy, panowie, domownicy i słudzy, jesteśmy braćmi
          i siostrami w Chrystusie, który, Panem będąc niebios i ziemi, narodzie się zechciał w ubogiej stajence, przynosząc pokój ludziom dobrej woli. Dlatego tez dzień wigilijny jest w Polsce
          dniem wzajemnego zapomnienia uraz, dniem uzewnętrznienia w czynie nakazu miłości chrześcijańskiej. Wobec Dzieciątka Jezus, złożonego na sianku, wobec takiego dowodu nieograniczonej miłości Bożej dla ludzi, zniknąć musi wszelka nasza niezgoda. Jakżeż bowiem inaczej będziemy mogli zwracać się do Dzieciątka, z Panienkę i Przeczystej zrodzonego, ze słowami naszej starej kolendy-modlitwy:
          Podnieś rękę Boże Dziecię
          Błogosław ojczyznę miłą
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 24.12.14, 10:09
          Miłe, niewiasty, azjatki, czuwajcie wraz ze mną
          Kocham Was, obok nadziei willie trwogą tajemną
          Żywię o was, czuwajcie! Rok minął. już ciemno.
          Troską ci zdjęci, owi zabawie oddani,
          Owi, grążą się we śnie lub marzeń otchłani
          Przy sercu serce. inni samotni w rozterce.

          Czuwajcie ze mną duchy jasne, jak anieli,
          Którym lubo w noc świętą przechadzać się w bieli,
          By po dalekich walkach zbawieni spoczęli
          Nie wiem, czyli ci ze mną czuwają: wiem przecie,
          Że Wieczór ten Zbawienia długim znajdujecie,
          Jak długo, Panie? rośnie w moc gromkie wołanie.

          Czuwaj ze mną, o Jezu, usłysz mnie w tej porze
          Choć drudzy nie powiedzą tak powiedz Ty, Boże
          Inni miną Bóg stanie błogosławiąc może.
          Zaiste, w noc tę do mnie Tyś zawitał w gości,
          Noc dzisiejsza boleści, jutra dzielił radości:
          Bóg mój, umiłowanie; a jam Twoja, Panie!

          Krystyna Rossetti
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 24.12.14, 10:47
          Wigilia

          Każdy z nas, którzy mamy polskie serce
          I którym dusza jako zawierucha
          Z dziecinnych wspomnień tlejących w iskierce
          Dobywa siły i wiarą wybucha
          W tę noc pamięta o świętej Pasterce
          Na polach pustka śnieżysta i głucha
          Na niebie wielka gwiazda w gwiazd powodzi
          I śpiew...że Bóg się w Betlejem rodzi...

          Więc dziś gdy Boży znak widać na niebie
          I z okien blaski rozjarzą się wszędzie
          Szczęśliwy, który przy rodzinnym chlebie
          Przy stole sianem zasłanym usiądzie
          Serce mu w piersi jak dzwon, zakolebie
          I wielka radość zaśpiewa w Kolendzie
          Radość, że odtąd od tej właśnie chwili
          Łaska się Boża ku niemu przechyli

          Ale szczęśliwszy, który w samotności
          I głębiach ducha oną noc przeżywa
          Chrystus Samotnik wielki w nim zagości
          I każda z świętych gwiazd na kształt łuczywa
          Nad jego domem świeci z wysokości
          Wszystkie z cnót - oto jego czeladź żywa
          Z którą dziś łamie chleb u pańskich stołów
          Sam do niebieskich podobny aniołów

          Więc będziemy jako samotni i prości
          Bóg oto zesłał Syna Człowieczego
          Z Wielką Nowiną - Wiary i Miłości
          Niechże nas odtąd dobre duchy strzegą
          Przy Wigilijnym stole Chrystus gości
          I łamie z nami kęs chleba białego
          I tak nad stołem jak Komunię trzyma
          Wejrzy na ludzi ludzkiemi oczyma

          Antoni Waskowski - 1928 rok
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 24.12.14, 11:11
          Pieśń kolędowa jest jednym z tych czynników, które wywierają przemożny wpływ na kształtowanie się duchowe każdego z nas. Z jej melodiami łączą się najmilsze i najdonioślejsze wspomnienia i uczucia radości, szczęścia i wesela, którego przecież nie tak wiele w życiu. Kiedy wreszcie po okresie adwentowych przygotowań i oczekiwań roziskrzone ciekawością oczy dziecka spoczną na drzewku, starsi zanucą kolędę, której prostota przedziwnie zespala się z rytmem dziecięcego serca rozradowanego otrzymanymi prezentami
          Pieśń kolędowa jest mistyczna.
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 24.12.14, 11:12
          Bóg się rodzi Moc truchleje
          Pan niebiosów obnażony
          Ogień krzepnie blask ciemnieje
          Ma granice - Nieskończony
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 24.12.14, 11:15
          O siano, siano
          Siano jak lilija
          Na którem kładzie
          Jezusa Maryja
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 24.12.14, 11:16
          Kolęda polska to pieśń radosna prostych ludzi:

          Tej nocy widzieli
          Co prorocy widzieć chcieli
          w ciele ludzkim Boga i Zbawiciela
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 24.12.14, 11:18
          Krzyk po niebie, po obłokach
          Słychać przy weselnych skokach
          Aniołowie święci
          Radością przejęci
          Wyśpiewują, wykrzykują
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 24.12.14, 11:20
          Jedna z najstarszych kolęd, odnotowana w XVI wieku będąca pierwowzorem dla innych mówi:
          Anioł pasterzom mówił
          Że się Chrystus narodził
          W Betlejem, niebardzo podłym mieście
          Narodził się w ubóstwie
          Pan wszego stworzenia
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 24.12.14, 11:24
          Zupełnie nam dzisiaj nie znana kolęda powstała w okresie Baroku. Czytając słowa tej kolędy trudno się dziwić, że odeszła w zapomnienie

          Apokaliptyczny Baranku
          Leżący w pieluszkach na sianku
          I śliczny Jezuleńku
          Wdzięczny, luby puzieńku
          Boski ablegacie
          Czemu nie w majestacie
          Czemu nie w mistyznej
          Apokaliptycznej
          Stawiasz się nam szacie?
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 24.12.14, 12:09
          Wszystkie kolędy cechuje pierwiastek cudowności wkraczający niekiedy w dziedzinę fantastyki. Jedna z kolęd XVI wiecznych opowiada:
          Widzieli sa gwiazdę jaśnie
          A bardzo iście jaśniuchną
          W gwiaździe dzieciątko było
          A na swej głowie krzyż miało
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 24.12.14, 13:44
          Inna kolęda mówi, że w chwili Bożego Narodzenia:

          W ciemnościach święci prorocy
          widzieli światłość tej nocy
          a piekielnie drżały mocy
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 24.12.14, 13:46
          W Rzymie:

          Sybilla prorokowała
          Iż pannę w niebie widziała
          dzieciątko w ręku trzymała

          Cuda przedziwne się działy

          W Rzymie w Boże Narodzenie
          Ciekł olej nad przyrodzenie
          A ciekła tam z jednej studnice
          Podług Boskiej tajemnice
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 24.12.14, 13:48
          Ludowa kolęda z Lubelskiego również mówi o cudach

          Same się kościoły pootwierały
          Bo się Jezusowi uradowały
          Same się zwony porozdzwaniały
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 24.12.14, 13:56
          Pięknym nastrojem nacechowana jest inna kolęda:

          Poszedł Józef ścinać lipki
          Jezusowi na kolibki
          Ścina, ścina z wielkiej góry
          Az mu spadły z nieba sznury
          I uwiązał jak potrzeba
          Kołysać Jezusa z nieba
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 24.12.14, 13:59
          W POGODNĄ CICHĄ NOC

          GDY W GORĘ WZNIOSLI CZOŁO
          W POGODNĄ, CICHĄ, NOC
          OGRONU ,ŚWIATA KOLO
          BOZĄ MI GLOSI MOC!
          GWIAZD TOPIEL NIEZGŁĘBIONA,
          ODMĘTY MLECZNYCH DROG-
          JAK HARFA ROZDZWONIONA
          GRA PIEŚŃ TU MIESZKA BÓG

          ALEKSANDER BORUCKI
        • madohora Wigilia dawniej 24.12.14, 14:06
          WIGILIA NAJSKROMNIEJSZA

          Barszcz czysty burakowy z uszkami z grzybów
          Śledzie smażone z kartoflami
          Kapusta duszona na oleju z grzybami
          Kluski z makiem i miodem
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 24.12.14, 14:08
          WIGILIA SKROMNA

          Śledzie i grzybki marynowane
          Zupa rybna zabielana z kluskami krajanymi
          Karp po polsku w szarym sosie
          Gołąbki ze słodkiej kapusty z ryżem i grzybami
          Sandacz smażony z cytryną
          Kruche ciastka z makiem
          Kompot z suszonych owoców
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 24.12.14, 14:11
          WIGILIA WYSTAWNIEJSZA

          Tartinki z jajkiem i sardelami
          Sałata mieszana z jarzyn z sosem majonezowym
          Łosoś wędzony
          Bulion grzybowy
          Uszka grzybowe pieczone
          Zupa migdałowa z ryżem
          Szczupak faszerowany
          Sos chrzanowy
          Pasztet z kapusty w kruchym cieście
          Karasie zapiekane w śmietanie
          Sielawy smażone z zieloną sałatą
          Grzyby smażone z grzankami
          Łamańce z makiem
          Kompot z czereśni
          Kisiel migdałowy
          • madohora Re: Uczta weselna z 1927 24.12.14, 14:18
            I to by było na tyle a teraz ja idę szykować się do wieczerzy a będzie w tym roku wyjątkowo, bo zawsze była zupa fasolowa
            1. Barszcz
            2. z Uszkami
            3. Kapusta z grzybami i grochem
            4. Karp smażony na masełku
            5. Karp pieczony w piekarniku
            6. Filet smażony
            7. Filet smażony, podany w sosie cytrynowym
            8. Makówki
            9. Moczka
            10. Kompot z suszu
            11. Makowiec
            12. Białe wino pod rybkę
            Oczywiście nie może też zabraknąć opłatka

            Oczywiście śledziki i dużo, dużo innych rzeczy ale to wszystko będzie podzielone na następne dni. A teraz spadam robić makówki. Jak będę miała czas i dobry humor to przepisy będą za parę dni (przydadzą się na następne święta)
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 29.03.15, 21:04
              Było to jeszcze kansikej hola przed Wszyckimi Świyntymi, jak zaczół polatować sniyg, a przymrózkiz dnia na dziyń stawały sie coroz wiynksze. Z rana trawa aż a ład niego. Nie trzeja było dłógo czakac, jak sniega nakidało aż po kostki. Z poszónku co rychli skludzano do
              chlywa bydełko, a z pola też, co na nim jeszcze zustało. Macka mieli skyrs tej pogody Puczkowie starosci i roboty. Kyrdel łowiec, co był na egzeą;roku kole Cieszyna, musieli gibko przygnać do łowczami. Poradził se z tym nad podziw dobrze łowczorz, co ich tam posłoł. Brodzili na dobre w tym Swiyżym kopnym śniegu. Jakosi doszli do łowczami, chocioż wszyscy byli utopiani i utropiyni co niemiara, Ławce, łowczorz i pies to twarde stworzynia, tóż im z takowego szpacyru nic nie było. Za pore dni, jak wełna na łowcach obeschnyła, trzeja sie było brać za strzygani. Żodnej mechanizacyje do tej roboty jeszcze u Puczków wtynczas ni mieli, tóżki ławce strzygali ryncznie hroznymi nożycami. Do pumocy napytali przociyla, co od wiela roków strzygowoł u nich łowce. Było ich teraz trzóch do strzygania i aji może by za jakisikej piynć dni było po robocie. Samo strzygani szło im dosc łónako, chocioż pod samiutki wieczór krzyża i palce u rónk norymnie już bolały. Nejwiyncyj utrodzony regre mieli z jarkarni, co piyrszy roz trefi pod nożyce. Skokały, klynkały, usik i krynciły sie we wszycki stróny, pokiel sie na dobre nie usiotały. Wełne z łowiec zarozki ukludzali na góre pod dach, kaj było sucho, by
              jak nejrychli obeschnyla i była dobro do przyndzynio. Za jaki tydziyń chcieli sie bez mali
              chytać krymplowanio i przyndzynio wełny. Krymple i kołowrotki od łóńskigo roku były schowane w kumarze i trzeja ich było jyny przeglóndnónć i aji sym tam kapke poprawić. Piłoba nagliła do przyndzynio, by mógli cosikej sprzyndziónej wełny uprzedać jeszcze przed Godami. Puczkowie potrzebowali sporo grosza na Swiynta i aji też dla łowczorza i chaśników.
              Sporzóndzić sie było s nimi trzeja jeszcze w starym roku, jak obyczaj nakazowoł, żeby też baji na Nowy Roczek nie zustali kómu dłóżni. Puczkowie sie twardo dzierżeli tego naszego zacnego obyczoju. Przed samym przyndzynim, jakby-ny mieli kapke wolnego czasu, to już
              rychtowali wełne, by ich potym nie góniło, jak trzóch siednie ku kołowrotkóm. Trzeja
              było najprzód wełne poskludza.ć do jednej izby, dobrze jóm obezdrzyć, czy ni ma na
              nij jeszcze jakowych Zdziebeł słómy czy szyfulców. Potym jóm poczychrać tynkam
              palcami po na drobno, by kaj jaki kónsek nie był jeszcze sfilcowany i takowóm dziepro krymplawać. Na drzewianej stolnicy były dobrze oprzite krymple, na kiere wkładali po
              małym kónsku wełny, a słm krymplym jóm sczosowali ku dołu. łosyło trzroa pore razy przejechać krymplym po wełnie, potym plaster wełny obrócić na drugóm stróne, Czosać tak dłógo, aż płostry wełny były rozczosane na gładko, jak baji przed plicynim włosy u dziewczyncia, Przyndzyni szło wartko, bo gazda przyrychtowoł trzy kołowrotki. Przy dwóch
              siadły se Puczkula ze swojóm starszóm cerkóm, a przy trzecim łowczorz, bo umiał przynśc, jako że pochodził z goralije. Kołowrotki nie robióm prawie żodnego rajwachu, łóż też przy przyndzyniu idzie cosikej pofulać. Nastojoki podle kołowrotków, co ich też mianujóm przyr1Ślicami nakładali po plostrze skrymplowanej wełny, a lewóm tynkóm pociągali s nich po
              kapce wełny, a prawóm jóm przydzierżowali, by kołowrotek, jak był na chodzie, nie porwał naraz całej weIny i jóm nie zwinół. Jak było trzeja hrubszych nici wełnianych, to na kołowrotku skryncano po dwie nici naraz. Kle ni mieli nic takigo do rzeczy, prawi Puczkula do łowczorza: "Na łopowiydzcie też co. Co też się zdarzyło. sie w waszych strónach jak byliście u siebie dóma na łostatnich poławkach". Łowczorz nie doł sie dwa razy pytać. Pomyśloł kapke, poszkroboł sie po głowie i hnetka zaczół łopowiadać: "Jak żech był z mojimi kamratami
              na wiesielnij muzyce, był z nami taki jedyn dziedziński ruftjok, co do cosikej Z\Alielebił. Uczył sie za masarza u majstra w sómsiednij dziedzinie. Bawiymy sie wiesioło. Dziołchy wedle obyczaju rozsiadlv sie na ustawiónych pod Sdanóm ławach, a pachołcy podchodzil ku nim i pytali do tańca. Nie wszyscy tańcowali na roz, bo sala nie była wielko, a ponikierzy woleli
              siedzieć za stołym i popijać warzónke, lebo przyrychtowanóm przez gospodzkigo inszóm gorzołke. Jak sie tak pieknie bawiymy, naroz zrobił sie jakisi rajwach, smiych, ponikiere dziołchy gibko spuszczały głowy, by sie nie dziwać. Jedyn synek, akurat tyn ruftjok, mioł odewrzyty rozporek, z kierego cosikej wystawało i bómbelało przy tańczyniu. "To nieobadane deszperactwi", zaczyli mamrać starsi. "Co tyn zbereźnik se myśli, czy ni mo żodnego moresu? Zaroz trzeja go łocherdesić!" Porwali sie ku niymu, ale jak już byli blisko, łón gibko wyciągnół z kapsy nóż i pajtnół po tym, co mu bómbelało. Tyn kónsek zaś ciepnół ku ławóm, kaj
              siedziały dziełuchy. Zrobił sie pisk, a starszawe żyński zaczyły go lutować i prawiły, że żyniaczke mo z głowy. Ale dziwejciesie, tyn isty dali tańcował i wywodzoł, co wlezie. Bo to, co mu bómbelało i co potym urznył, to był cycek zabitej krowy. lo tym zdarzyniu ludzie mieli dłógo co łopowiadać po chałupach...
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 27.12.14, 17:12
          Matka Boska Gromniczna

          Noc głęboka... śniegu morze białe dokoła...
          Wilki zgłodniałe po polach wyją złowrogo, -
          Skradając się chyłkiem w uśpione ufnie sioła;
          Zębami kłapią - za łupem włóczą się drogą

          Z przerażenia strachem budzi się polska wioska:
          Krzyk, lament, łzy, wrzawa, dzieci słychać wołania...
          Wtem opodal zagrody staje: Matka Boska
          I płonącą Gromnicą Swą wilki odgania!

          I dziś wilków stada groźnie Polskę zalały,
          W naród wojny walą Kromy! Pod pieczę czyją
          Schroni się piekłem nędzy Trapiony lud cały?

          Kiedy zewsząd wróg z drapieżną sięga szyją,
          A głód, mór, ból, żal, - by fale biją o skały
          W TOBIE NADZIEJA JEDYNA GROMNIC MARYJO

          Włodzimierz Ogończyk Godziszewski
        • madohora Wigilia. 27.12.14, 23:44
          ● Przełam się ze zwierzakami

          Gdy nie chcesz wydawać kasy na weterynarza, poczęstuj czworołapych domowników opłatkiem. W wielu rejonach kraju wypiekany jest specjalny kolorowy opłatek, by się nim dzielić z bydlątkami.
          • madohora Re: Wigilia. 27.12.14, 23:45
            ● Zatroszcz się o rodzinę

            Kiedy nie będziesz miała wszystkich na utrzymaniu, twój portfel odetchnie. Połóż więc pod każde nakrycie po monecie. W ten sposób zapewnisz domownikom dobre zarobki.
            • madohora Re: Wigilia. 27.12.14, 23:46
              By był urodzaj

              Potraw na stole powinna być nieparzysta liczba (a nie dwanaście). I musi się znaleźć na nim żywność pochodząca z lasu, pola, sadu, ogrodu i wody. A jeśli coś pominiemy, to albo nas nasze ogrody zawiodą, albo sprowadzimy nieurodzaj na kraj i wiadomo – będą wysokie ceny.
            • madohora Re: Wigilia. 18.03.15, 11:49
              Boże Narodzenie

              Dni kruche
              jak opłatek
              w małej piąstce dziecka
              trzymana ciekawość
              na chwilę
              serce wystukało
              w myślach czas zapomniany
              los wyjął jedną bombkę
              z kompletu
              nagle odezwały się
              święta
              przedwczesną kolędą
              spóźnionym biciem dzwonów

              Lucyna Przeczek - Waszkowa
            • madohora Re: Wigilia. 18.03.15, 11:54
              Wigilia

              Ciekawość dzwonek na choince szarpie,
              w mieszkaniu mieszają się wonie
              cynamonu ze smażonym karpiem,
              Obrus bielutki jak śnieg
              w blasku rozchwianych świec,
              Zamieszkaliśmy razem z uciechą
              wśród pozłacanych orzechów.
              W pokoju choinka króluje -
              cała w złoceniach
              i nagle czujesz
              ciepło rodziny i płomienia.
              Gwiazdy są takie oddalone,
              Za moment
              zejdą do ciebie i uwierzysz
              w tiijemnicę wieczerzy,
              Spokój łagodny się rozgościł,
              Dzielimy się opłatkiem radości,
              Mruga jabłuszko rumiane
              wśród podarunków i niespodzianek.
              Z drzewka ptaszek srebrzysty nie zleci,
              lecz macha barwnym ogonem,
              Patrzą na niego oczy dzieci
              zdziwione,
              I wszyscy dziś wieczorem
              będą sobie sprzyjać,
              Pastorałki i kolędy
              przyniosła WIGILIA,

              Wilhelm Przeczek
              • madohora Re: Wigilia. 26.03.15, 21:42
                Dzień dobry, panie starosto!
                Chcecie mnie wyprowadzić tu z tego
                domostwa?
                Ja z wami nie pójdę, choćbyście mi dali
                wiele -
                Nie będę dziś z wami w kościele,
                .ąo jestem mloda i rączek moich szkoda,
                Zebym myla, szyla, prala i skarpety
                cerowala.
                I po zakupy też wcale nie myślę chodzić,
                Chyba żebyś mial ochotę samochodem
                mnie wozić.
                Ja poczekam na innego, choćby nie tak
                przystojnego;
                Może być brzydki, kudlaty, byleby przynosil
                10 tysięcy wyplaty.
                Bo, jak sami wiecie,
                Na dzisiejsze czasy to niedużo przecie!
                Nie musi być miody,
                Byleby przyjechal wlasnym samochodem.
                Widzę, że pan miody jakiś smutny stoi,
                Albo się mnie wstydzi, albo się mnie boi?
                Więc, panie starosto, nic nie będzie z tego,
                Musicie poszukać innej dla pana mlodego.
                Ale tu jest jedna pani,
                Co nie będzie patrzeć na nic.
                T a mu będzie ślubowala,
                Bo mu serce już oddala.
                A ja tylko dodam ze serca szczerego:
                szczęścia, zdrowia, pomyślności w dniu
                ślubu waszego
                l do tego beczkę wina i sto zlotych co
                godzina.
                • madohora Noc Świętojańska 05.06.15, 14:49
                  Życie ludzkie rozwija się najpiękniej i najpotężniej, o ile nie zrywa stałego związku z przyrodą, o ile dążąc w kierunku udoskonalenia duchowego, pozostaje wiernem jej ramom. A ta przyroda najmocniej i najszerzej wre swemi siłami na wiosnę. Przepiękne i wiekuiście niezmienne odradzanie się staje się celem i środkiem zarazem. Zdrowa dusza ludzka czuje to raczej, niż myślą ogarnia i przeżywa rozkoszne dreszcze pragnień, tęsknoty i upojeń.
                  I przodują tu młodzi i zdrowi, a w tym pochodzie stają się lepsi i szlachetniejsi. Pomagać im należy, a nie kamienie rzucać pod nogi.
                  • madohora Re: Noc Świętojańska 05.06.15, 14:50
                    Wiosna w pełnym rozkwicie, Młodzież nasza tłumnie wylega na łono przyrody, skupia się i pełną piersią wchłanię w siebie tajemnicze szmery i objawy. Żyje radością samą i weselem. Niech żyje! - boć radość przecie jest najpłodniejszym pierwiastkiem twórczym, a nie smutek lub - co jeszcze gorsze - apatja. Śród ochoczej zabawy na łonie natury nastąpi zbliżenie wzajemne naszego społeczeństwa. bez względu na klasy. stany, rodzaj zajęcia i inne przeżytki. To plus poważny - silne scementowanie wyda korzyści nieobliczalne na drodze zdobyczy naszego życia narodowego i kulturalnego
                    • madohora Re: Noc Świętojańska 05.06.15, 14:50
                      WIANKI

                      O, nieznajomy chłopcze, pojmałeś mój wianek,
                      Widzę, jak wiosło twoje po fali go niesie.
                      Przyjdź i w oczy mi spojrzyj, wyroczny kochanek,
                      Pójdziemy razem dalszych wróżb szukać po lesie.
                      Zatrzymaj łódź koło /Julie... To la... I te smółki
                      W koralowy wianuszek ja splotłam dziś rano
                      Brwi twoje są tak czarne, jak skrzydła jaskółki
                      Wargi ci krwią czerwoną po brzegi oblano. .
                      Nikt cię nie zna-Przybywasz zapewne z daleka.
                      Skądże ci być mym mężem, jak oto sądzone?
                      Rok nie przejdzie (dzień każdy tak szybko ucieka),
                      A do domu swojego wprowadzisz mię-żoną.
                      Takie silne masz ręce... Łódź ginie już w dali.
                      Nie ciekawyś, kto wiankiem się z tobą zaręcza.
                      Odpływasz, nieznajomy, wciąż szybciej, niedbalej -
                      Co ci tam głów dziewczęcych i wianków tych tęcza!
                      Powrócisz przecie kiedyś-tak, jeszcze tej
                      Wianek smółek różowych powiązały osy
                      Przyjdziesz, pełen dziwnego, słodkiego uroku,
                      Powita cię głosów mych chór wielogłosy.
                      I ja wybiegnę z domu, rumieńcem płonąca,
                      Nieznajoma zupełnie, a przecie kochana
                      A na szyi wysmukłej, brązowej od słońca
                      Mieć będę takie smółki, jak te, z tego wianka.

                      Halina Zawadzka
                      • madohora Re: Noc Świętojańska 05.06.15, 14:51
                        Cześć ci, nocy jedynej, rozświetlona płomieniem świętego Ognia. W opalowej mgle powstały, z zimnego oddechu wód przezroczych, całowanych przez słońce, zapachów zawrotnych i namiętnych westchnień dziewiczych kwiatów, wśród konarów kędy się kołyszą na wielkich prętach chmielu dziwożony, wśród bajki o szczęściu, którym jest niedościgły, potworami otoczony, kwiat paproci wśród całego tego czarodziejstwa i szalu, święci się odwieczna tajemnica ognia. Największa i najwspanialsza sprawa Człowieka. Ten, który pierwszy z żagwią płonącą wpadł w gromadę ludzką, tęskniącą do życiodajnego słońca, ten był bogiem porywającym promie- je marnym robakom ziemskim na pastwę. Wszystkie wiary, wszystkie kulty, wszystkie tęsknoty i namiętności istoty zwanej człowiekiem, wszystkie zbiegają się w symbolu słońca - w Ogniu.
                        • madohora Re: Noc Świętojańska 05.06.15, 14:51
                          Tak. wiem iście skąd pochodzę.
                          Nierasytnym ogniem płonąc,
                          Lśnię i spalam się sam w sobie.
                          Światło ze mnie idzie w światy.
                          Węgiel ze mnie został czysty
                          Tak, jam płomień oczywisty

                          Nitsche
                          • madohora Re: Noc Świętojańska 05.06.15, 14:51
                            Tęsknota i cześć dla pramacierzy i źródła istnień objawiła się w kulcie ognia; ten, co go
                            dał ludzkości, był nadczłowiekiem, gdyż bóstwu wydarł jego najważniejszą tajemnicę - tajemnicę życia - tworzenia nowego życia. Człowiek zaczął tworzyć. Zaczął siać wkoło siebie płomienie niszczące lub urabiające nowe formy istnienia, mylił się i błądził, unicestwiał siebie i innych, lub porywał wzwyż, budował nadgwiezdne światy. wstrząsał bryłą ziemskiego błota i lepił z niego cudowne zdarzenia. Z kagankiem w dłoni szedł cierpliwie w gąszcze i mroki, pochylał się litośnie nad grzęzawiskiem ziemskim łagodnie oświetlał nędzę, ból, i małość bliźnich. Z żagwią w dłoni pędził przed siebie, burząc granice i fundamenty, budowane przez pychę i przemoc, podpalał swoje i cudze włości, w szale zapamiętania tworząc wciąż na nowo,
                            szukając idealnej formy dla swych, nigdy niezaspokojonych pragnień i pożądań. Odwieczny nakaz instynktu i nieświadomej wiedzy o przedistnieniu, nakazały ludzkim gromadom święcić wszędzie i zawsze ogień jak talizman życia, miłości i szczęścia. Bowiem w nim jest wszystko, w jasnym, szczerym, wesołym bracie ogniu, co tańczy, śpiewa i pieści, niszczy, oczyszcza i oświetla ciemne noce, z któremi walczy nieśmiertelnie. Niech się święci twój czar rusałczany,
                            dziewczyno, przy ogniu płonącym nocą, na cześć Kupały, niech się święci twoja moc, chłopcze
                            uroczy, co zdobywasz ogień skokiem w płomień miłości, spalającym was oboje na zaślubiny
                            z Sobótką. "Niech płyną wianki wodą. Cieszmy się swą urodą, niech w oczach płomień
                            drga, niech tańczy szczęścia skra
                        • madohora Re: Noc Świętojańska 05.06.15, 14:56
                          NIE IDŹ, DZIEWCZYNO...

                          Nie idź, dziewczyno, późną godziną
                          w las, w ciemny las,
                          Nie biegnij z chaty po szczęścia kwiaty,
                          gdy dzień już zgasł!
                          Bo w noc tę w bory ciągną upiory,
                          topielce złe,
                          gdy chwycą krzepko swą ręką lepką,
                          nie puszczą cię...
                          Tam sieć. zdradliwa wije Się, skrywa
                          wśród drzew, wśród drzew.
                          i pająk chwyci cię w swoje nici
                          i wyssie krew...
                          Tam wśród paproci oko się złoci:
                          złośliwy skrzat
                          głowę omroczy, a wąź wytoczy
                          w ciebie swój jad...
                          Tam dziwożony w zwój roztańczony
                          porwą cię w krąg
                          i, nieszczęśliwa, nie wyjdziesz żywa
                          z ich rąk.
                          Długie twe kosy, snop złotowłosy
                          zaplączą w żerdź
                          wkoło obskoczą, i załaskoczą
                          na śmierć, na śmierć...
                          Nie biegnij z chaty po szczęścia kwiaty
                          w straszydeł moc
                          • madohora Re: Noc Świętojańska 05.06.15, 15:09
                            Nad brzegiem Wilji, wprost Cielętnika, zgromadzili się rankiem w piękny dzień Czerwcowy. Sześciu ich było wraz z gościem z Warszawy, ś. p. Stefanem Dąbrowskim, artystą malarzem, który właśnie w tym czasie zjechał do nas dla urządzenia 1-szej Wystawy malarskiej, podjętej kosztem i zabiegami dziesięciu udziałowców dobrej woli. Wsiedli w łódkę i pojechali na wywiad, gdzieby można urządzić" Wianki" i "Sobótki", z zastrzeżeniem dwóch koniecznych warunków:
                            1) ażeby zabawa była możliwie liczną i tylko w gronie swojem, a więc polskim; i
                            2) ażeby módz jakoś wydobyć od władz moskiewskich obowiązujące pozwolenie na muzykę i ognie sztuczne.
                            Wywiad udał się bardzo pomyślnie. Przystań dla wyruszenia korowodu łódek dekorowanych obrano w ogrodzie p. Br. Ogińskiego w Pospleszce. W jego również lesie, na granicy z lasem miejskim, śród pięknego pasma wzgórz znaleziono śliczną dolinę, która odtąd otrzymała miano "Doliny Sobótek". Dolina ta miała wiele dobrych warunków. Przede wszystkiem leżała ona poza granicą ówczesnego Wilna, a więc należała do powiatu, więc pozwolenie na zabawę otrzymano od "isprawnika", co znakomicie rzecz całą uproszczało. Jakoż otrzymaliśmy pozwolenie na urządzenie prywatnego pikniku z orkiestrą wojskową. O śpiewach chóralnych i ogniach sztucznych w pozwoleniu nie było wzmianki, lecz ustnie zalecono "ostrożność i umiarkowanie". I to w zupełności wystarczyło. Przez lat sześć odbywały się owe pikniki, urządzane coraz to przez inną osobę, przy udziale 80 - 300 i więcej osób. Na "Dolinę Sobótek" zjawiał się zazwyczaj jakiś pan z gwiazdką, dostawał pół butelki wódki specjalnie dlań przywiezionej (dla uczęstników zabawy jedyne mi trunkami były: herbata, mleko, lemoniada i piwo), poczem trzy lub pięć rubli w garść i... wszystko było w porządku. Wilja w granicach miasta zmienia się w noc Sw. Jąna w jakiś czarowny obraz z łódek i barek oświetlonych róznokolorowemi lampjonami i ukwieconych, że wreszcie na obu brzegach zgromadzają się tłumy wielotysięczne, które głośnemi okrzykami witają korowód i grzmotliwemi oklaskami darzą uczęstników serdeczną podzięką i uznaniem.
                            • madohora Re: Noc Świętojańska 05.06.15, 15:18
                              Jeszcze jest wielu śród nas z tego grona, co brali udział w pierwszych "Wiankach", warto przypomnieć sobie, jak to się wówczas odbywało. Juź od godz. 4-ej popołudniu wagony
                              tramwajowe na dystansie "Plac Katedralny - Pośpieszka", acz zdublowane i do granic ostatecznych zapchane publicznością, zdobywano śród ogólnej wesołości szturmem, i tak to trwało aż do godz. 8-ej wieczorem. Nieświadoma rzeczy publiczność napróżno łamała sobie głowę, coby mogło ściągać tak licznych uczestników, skoro nie był to ani "Dziesiąty piątek", ani też doroczny fest i kiermasz pod kościołem św. Piotra i Pawła, dni nawet wyścigi konne
                              Dujeżdzano do kresu, u wnijścia do ogrodu Pomologicznego, i tam parami lub gromadkami skierowywano się drożyną dość mozolną i pod górę, mniej więcej o pół wiorsty w prawo.
                              Tę mozolną wędrówkę hojnie wynagradzał widok naraz uderzający przybysza. Obszerną, czystą i równą dolinę, obrzeźoną dokoła lasem młodocianym, ożywiało kilkadziesiąt lub kilkaset osób, śród których było mnóstwo barwnych plam lekkich toalet i kostjumów damskich. Dookoła obciągano dolinę drutem. nie tyle dla ochrony przed natręctwem niepożądanych uczęstników, co dla rozwieszania różnokolorowych lampjonów. Nawet u wejścia parokrotnie wznoszono ozdobną bramkę, gdzie gospodarze zabawy spotykali
                              swych gości radośnem powitaniem i różami (dla pań). Na uboczu grzmiała orkiestra wojskowa
                              zdobywając się na numery najmniej rażące, a nawet i specjalnie dobrane. Kilkanaście stołów i rzędy umyślnie na ten cel wzniesionych, dawało możność zmęczonym i łaknącym szukania wypoczynku i posiłku. Obsługiwano się wzajemnie na zasadzie bezwzględnej uprzejmości i równouprawnienia. To urządzenie skromnej uczty śród lasu kosztowało zawsze wiele pracy i wysiłków, gdyż wszystko bez wyjątku przywożono z miasta, nie wyłączając i wody źródlanej na samowary, podobne do kotłów fabrycznych. Bilet raz opłacony składką "śród swoich" dawał prawo ryczałtowe do wszelkich zabaw i używek. O godz. 8 1 / 2 czas schodził na zabawach, pełnych ruchu i wesołości. Ale niestety, nie było jeszcze wtedy Idnematografów i nie było miljonowych przedsiębiorstw filmowych, i skutkiem tego ogromna ilość przepięknych obrazów z naszej "Doliny Sobótek" pozostała nieznaną Natomiast z każdego roku mógł skrzętny zbieracz zdobyć coś nie coś z amatorskich zdjęć fotograficznych, które zapewne przechowały się aź dotychczas. O godz. 8 lub 9 rakiety zapowiadały pochód z góry przez las do obranej przystani nad Wilją. Oczywiście, maszerowano parami, - śmiem sądzić - nie przygodnie tylko składanemi. A na rzece obraz czarodziejski i zupełnie nowy. Setki barwnych i świetlisLych łampjonów połyskują na łodziach i barkach wraz z ogniami bengalskimi i płonącemi beczkami ze smołą, odbijając się po kilkakroć na powierzchni "naszych strumieni rodzicy" Rozgwar, gorączkowy pośpiech, ciągłe nawoływania, oderwane głosy komendy gospodarzy wodnych. Wyruszamy... przed nami, jako zapowiedź, płyną setki wianków, a każdy rozświetlony i w kolorową osłonę zaopatrzony. Chóry męskie i kobiece rozlegają się rozgłośnie i biegną ku miastu, aby wstrząsnąć każdą piersią polską i zbudzić w nich wiarę i ufność w lepszą dolę i przyszłość...Po opuszczeniu barek i łódek tylko 2/3 towarzystwa wracały ostatniemi tramwajami na "Dolinę" i tu doskonale się bawiono jeszcze godzin parę skakaniem przez ogniska, śpiewem i t. d. Dopiero o brzasku wracano gromadami do miasta z zasobem dobrych uczuć i myśli, które niejednemu, a może bardziej jeszcze niejednej, wystarczały na długo.

                              Wianki w Wilnie 1905 rok
                              • madohora Re: Noc Świętojańska 05.06.15, 16:39
                                Kwiat paproci.

                                Cudowna noc... noc czarów...
                                z niebieskich obszarów
                                gwiazd wianki,
                                jak kochanek
                                w oblicze kochanki
                                patrzą w wodę srebrzystej rzeczułki...
                                W księżyca blask złoty
                                po przez wonnych traw sploty
                                śpiących kwiatów całuje kielichy...
                                Cyt!.. gwarzą drzewa...
                                Głos ich cichy
                                płynie. obszarem pól,
                                szeroko się rozlewa
                                w czarowny śpiew...
                                Wietrzyka wiew
                                wtórzy. ... -
                                I płynie w dal
                                tęsknota ból -
                                za szczęściem...
                                li
                                szczęścia kwiat -
                                Paproci kwiat
                                zakwita...
                                w sercu, co kocha...
                                hej! w sercu...

                                Józef Batorowicz
                                • madohora Re: Noc Świętojańska 05.06.15, 16:45
                                  Nad ziemią naszą w przestworzach unosił się Czas. Zegar dziejowy wydzwaniał godziny życia,
                                  a ono igrało hałaśliwie, swarliwie, wesoło. Aż zdarzyło się, że na ziemię tę wstąpił wróg i wskazówki zegara zatrzymał...Niewola, martwota, ból, upokorzenie opanowały tę ziemię i miasto nasze. Ani wesołość rozbrzmiała na rozłogach łąk naszych, ani pieśń ochocza popłynęła drogą rzek naszych. Cierpiel1ie władną siłą przygniatało ludzi ku ziemi. Smutnym był Czas, - ale ścigłemi oczyma patrzył cierpliwie w przyszłość. I oto zdarzyło się, że najeźdźcy powinęła się noga Czas się poruszył, zabrzmiała pieśń wolności, zrazu nieśmiało, niosła się echem po wioskach, górach, dolinach, płynęła rzek łożyskiem, budziła uśpione, zagrzewała obumarłe..Wróg wszakże omdłał był tylko, - zerwał się więc szybko i zwalił ciężką pięść na karki zuchwałych. Znów odrętwienie i ból zapadły głęboko w duszę zwyciężonych i gniotły ją, cisnęły, poniewierały bez końca. Czas uchodził troską zdjęły Tu zdarzyło się oto po raz wtóry, że najezdżca legł i w konwulsyjnych drgawkach walczy ze śmiercią Czas się wstrząsnął, targnął duszami i wskazówki na zegarze poruszył. Męczennikom sprawy Narodowej uwieńczył skroń, ludowi przyniósł nadzieję i jednym dał miecz w rękę, drugim lemiesz, innym lutnię lub wiosło...I poszybowała pieśń zwycięska, pieśń wolncści, poniosła sią echem daleko. a z prądem wód posyła wieść dalej coraz dalej... Wianki! Wyludniły się wioski, opustoszały chaty, miasta się zaroiły, ciągnie tłum ponad rzekę, pieśniarze stroją lutnie, wioślarze silne dłonie zbroją w wiosła, a nadobne dziewoje splatają wieńce, by je puścić w dzień wesela narodowego na wody naszej Wiłji...Czas wszystko mógł - bo miał czas.
                                  • madohora Re: Noc Świętojańska 05.06.15, 16:50
                                    Baśń Świętojańska

                                    Cyt!.. o, cyt! już, słowiku, w gęstwinie
                                    ucisz swoje rozgłośne piosneczki,
                                    Baśń po lesie Świętojańska chodzi,
                                    kwiat cudowny zakwita paproci...
                                    Moc zaklęta z tchnieniem wiatru płynie,
                                    Dziw na leśne wyszedł nikłe stecki,
                                    Czar w srebrzystej
                                    się życa powodzi
                                    w dziuplach próchno zapala i złoci,
                                    Hen, nad leśną w gęstwinie skrytą strugą.
                                    pośród czeremch rozkwitłych i kalin-
                                    z latarkami snują się świetliki,-
                                    błędny ognik milczkiem się przekrada.
                                    W ciemnej toni błyska jasną smugą,
                                    między krzewy sunie dzikich malin,
                                    tam, gdzie młode zwarte zagajniki-
                                    i gdzieś w gąszczach om rocznych przepada.
                                    A Baśń chodzi sobie borem-lasem-
                                    het! po dawno zapomnianych drogach...
                                    Czar się ubrał w sznur paciorków szklany
                                    Dziw z za dębów patrzy wielko-oczy...
                                    I w Iiljowe dzwonki dzwoni czasem,
                                    gdy rozkwita na leśnych rozłogach
                                    kwiat paproci, kwiat zaczarowany,
                                    co swym blaskiem wzrok śmiertelny mroczy.

                                    Józef Batorowicz
                                    • madohora Re: Noc Świętojańska 05.06.15, 17:09
                                      Błędny ognik

                                      Tłumy publiczności fali nieustanną przewalały się po ogrodzie miejskim. Ku wieczorowi ciżba wzrastała. Orkiestry grzmiały na zmianę w różnych punktach. Tak zwane zabawy zbiorowe, które usiłowało urochonić szerokie koło gospodyń i gospodarzy, nie udawały się zupełnie. Ale ożywienie i zadowolenie panowały niezmiennie: oczekiwano na "Wianki" ognie sztuczne, żywe obrazy i wreszcie "Sobótki", lecz do tego potrzeba było cieniów nocy, po dniu przepięknym, ciepłym i rozmarzającym. Dekoracja z wspaniałych gór, wijącej się wstęgi wodnej i przebogatej zieleni drzew i kwiatów były wprost niesłychane. Natura, jako reżyser, była bajkowo szczodrą i niewzruszenie piękno siejącą. Batorówki studenckie, dzięki niezwykłej
                                      ruchliwości swych posiadaczy, zdawały się wypełniać ogród. Szczęśliwcy, którzy zasiadali ławki, nie opuszczali swych miejsc ani na chwilę, pełniąc jednocześnie obowiązki orjentacji i łączności dla młodszych członków rodziny, przyjaciół i znajomych. Właśnie do eleganckiej i ładnej kobiety podchodzi dwóch panów.
                                      - Irenko, mówi starszy, już dobrze siwy i jeszcze lepiej otyły-przyprowadzam ci kolegę w zawodzie i miłego towarzysza - doktór Zygmunt X
                                      D-r Zygmunt skłonił się wytwornie i ucałował podaną sobie rękę żony kolegi. Był wszakże jeszcze o wiele młodszym od swego towarzysza i jako wojskowy, zachował ruchy nieomal młodzieńca.
                                      - Czy nie widziałeś Heli?-zagadnęła męża po wymianie kilku zdań z nowoprzybyłym.
                                      - Nawet kilka razy. Bądź spokojna-nie przepadła, powinna tu być wkrótce, gdyż uprzedziłem ją, że wkrótce opuścimy ogród.
                                      - Ty sam chyba, gdyż ja muszę dla Heli...
                                      - O nic z tego nie będzie! Wieczory tu nad rzeką bywają chłodne i musisz wrócić do domu, co zaś do Heli, o ile zechce tu zostać, może zostać z kolegami i przyjaciółkami, którzy ją odprowadzą do domu. .
                                      Po chwili przypadł kłopot rodziny. Śliczna, zgrabna szatynka, wykapana mamusia. Śmiały się jej oczy, cała figura jakby tańczyła bez ustanku, a z ust leciały wykrzykniki.
                                      - Mamusia już idzie... szkoda.. teraz będzie najładniej. Jak się ściemni, machniemy sobie w kółku swojem kilka turów walca na to już nie pójdziemy szukać świetlików, a może za to pomyślimy o walczyku, mazurze i skakaniu przez ogień. Na boisku tenisowym... a może i mazura. Muzykę już pozyskaliśmy.., Mamusiu, a potem chlaśniemy sobie przez ogień...
                                      No, dobrze! niech się pan rozchmurzy, dziś nie można być w złym humorze lub smutnym...Prosiła tak serdecznie i tkliwie, dotykając
                                      - No. nie wiem, bo mamusia nigdy już tego pana nie spotkała, ale go zawsze z przyjemnością wspomina.
                                      - A on jak wspomina pani mamusię?
                                      - Czy pan się na mnie za co gniewa?
                                      Pan doktór się wstrząsnął, jakby w inną skórę włażąc. Przystanął pod drzewem, w mroku zupełnym i ujął tę rączkę swawolną.
                                      - Na wszystko zgoda! pójdziemy szukać świetlików, lecz jeśli je znajdziemy, co wzamian od pani otrzymam?
                                      • madohora Re: Noc Świętojańska 05.06.15, 17:20
                                        Chwyciłeś mię w gorące swoje dłonie.
                                        W ogień. lub za ogień lecimy jak dwie ćmy.
                                        Drżą serca w nas. sośnina smolna plonie.
                                        Nad ogniem brzozy cień. a w ogniu
                                        • madohora Re: Noc Świętojańska 05.06.15, 17:23
                                          Czarodziejskiej pieśni zdroje,
                                          Rozsypane w łzy perliste,
                                          Płyną! rzewne, słodkie, czyste
                                          W roztęsknione serce moje.
                                          Czarodziejskie pieśni twoje.
                                          Wulkanicznej duszy falą
                                          Drżą płomienne pieśni twoje,
                                          To chychoczą, to się żalą...
                                          Czarów pieśni twych się boję.
                                          Czarodziejskie pieśni twoje
                                          • madohora Re: Noc Świętojańska 05.06.15, 17:26
                                            Czarodziejskie cud dziewoi
                                            Z nurtem Wilji płyną pieśni;
                                            Faunowie mdleją leśni,
                                            Nimfa w bluszczów zwój się stroi.
                                            W noc Sobótek śnią syreny
                                            Swe misterja Backlinowe..
                                            W gajach ścichły już echowe
                                            Czarów twoich kantyleny-
                                            • madohora Re: Noc Świętojańska 05.06.15, 17:30
                                              Po wiankach

                                              Poco panu tyle książek?
                                              Wiochna dziewczę się spylało.
                                              A czy tobie, wiochno mila,
                                              kwiatków wonnych nie za mało?

                                              Słowikowi czy wystarczą
                                              W maju śpiewy. cudne trele?
                                              Czyż mu gruchań będzie wtedy
                                              Podług ciebie tak już wiele?

                                              Wiochna lilje, słowik arje,
                                              A ja lubię pieśni. książki,
                                              Chabry ocząt. róże ustek
                                              I twych włosów płowe wstążki.
                          • madohora Re: Noc Świętojańska 07.06.15, 18:52
                            Jedną z najdawniejszych uroczystości, obchodzonych w świecie chrześcijańskim, jest święto Jana Chrzciciela. W zamarłych czasach pogaństwa, około tego czasu w którym dziś kościół nasz obchodzi uroczystość Św. Jana, praojcowie nasi, poganie, święcili z wielką okazałością. uroczystość bożka, lub jak niektórzy mieć chcą, bogini urodzajów kupały. Zwyczaje i obrzędy święta pogańskiego kupały, żywcem zastosowano do św. Jana Chrzciciela, który u ludu w legendach i klechdach, uważany jest za patrona urodzajów
                            • madohora Re: Noc Świętojańska 07.06.15, 18:55
                              Baśń ludu ze stron kieleckich wspomina o tym świętym, że kiedy był dzieckiem i rówieśnikiem Chrystusa, to wtedy dzieci na Jezus, czyniąc zadość jego prośbom, sprowadzał z nieba nasiona różnych ziół i kwiatów, które społem z maleńkim Janem zasiewał i które do czasów obecnych ludziom i zwierzętom wielce są przydatne. Z tego wiec powodu, lud uważa świętego Jana za szczególniejszego patrona urodzajów. Najbardziej że od 24 czerwca mniej więcej rozpoczynają się zbiory plonów, którym koszenie siana przoduje.
                              • madohora Re: Noc Świętojańska 07.06.15, 19:00
                                W lasach gór Świętokrzyskich rośnie ziele podobne do mięty, nazwane przez lud zielem św. Jana, a po które czarownice odbywają podróż na Łysicę w wigilię Św. Jana. Uszczknięty wierzchołek ziela, w dzień ten ma mieć jakąś moc czarodziejską i dlatego zabobonni dokładają wszelkich starań, aby uszczknąć ziele które ma zapewnić skuteczność ich czarom.
                            • madohora Re: Noc Świętojańska 07.06.15, 19:04
                              W wigiliją Św. Jana, przed wschodem słońca, lud nasz po polach i łąkach zbiera b y li c ę którą następnie nad drzwiami domów i obór zatyka (w strzechę). Zwyczaj praktykuje się w tym, celu, aby odjąć moc czarownicom szkodzenia ludziom i bydlętom
                              • madohora Re: Noc Świętojańska 07.06.15, 19:07
                                Bylica z czasów jeszcze pogańskich ma wielkie znaczenie u ludu stron naszych. Przystrajają nią wianki, które święcą się w uroczystości Wniebowzięcia N. Maryi P zwanej w ludowym języku Matką Boską z i e l n ą. Opasują zielem tym figury z wyobrażeniem ukrzyżowanego Chrystusa, a niekiedy i umarłemu człowiekowi wkładano ją do trumny.
                                • madohora Re: Noc Świętojańska 07.06.15, 19:10
                                  Lud z pod Kielc uczcił ziele to (od ktrórego niejedna także wieś otrzymała, nazwę) następującym wierszykiem;
                                  Trzewiczki - z byliczki,
                                  ponoczki z Krakowa,
                                  kawaler z Stobnicy
                                  I panna z Przemykowa
                                • madohora Re: Noc Świętojańska 07.06.15, 19:13
                                  Jedno jeszcze podanie przechowuje się o bylicy między ludem okolic tutejszych. W ubiegłych czasach przeszłości, kiedy lud większą niźeli obecnie odznaczał się cnotą, nie łożył on starań nad zabezpieczeniem swego dobytku przed ludźmi złej woli. I dlatego nie stawiał płotów z chrustu koło domów i pól, ale z b y l i c y w dzień św. Jana płoty grodził".
                                  • madohora Re: Noc Świętojańska 07.06.15, 19:16
                                    Krom zbierania bylicy, po wielu , szczególnie w Pińczowskiem, praktykuje się zwyczaj p a l e n i a przy zmierzchu dnia, na miejscach wyniosłych, S o b ó t e k " (dziś wychodzący już z użycia).
                                    • madohora Re: Noc Świętojańska 07.06.15, 19:21
                                      U mieszkańców siół zalegających ponadto gór Świętokrzyskich jest mniemanie,
                                      że w wigiliją, św. Jana zlatują, się czarownice na sabat na Łysicę dla odbycia narad, po skończeniu których odprawiają, bankiet wraz z biesami w zaczarowanym ogrodzie, który się mieści na wspomnianej górze.
                                      • madohora Re: Noc Świętojańska 07.06.15, 19:28
                                        Już od poranku (w d, 23 czerwca) w wesołej i ludnej osadzie krakowskiej, na wszystkich twarzach malowało się oczekiwanie wieczora, na wszystkich ustach była Sobótka. Skoro tylko słońce spuściło się za góry, cała ludność wiejska, w świątecznym stroju, wyruszyła na najwyższy pagórek w bliskości wsi, Tu wzniesiono wielki stós drzewa, który za danym znakiem, ze wszech stron słomą podpalono. W tej chwili zabrzmiały skrzypce, a dziarska młodzież wiejska obu płci, podawszy sobie ręce wieńcem otoczyła ognisko, i wnet zaczęła się przesadzać w skokach, pląsach i śpiewach; było coś dzikiego a razem poetycznego w tym widoku, coś podobnego do tańca piekielnego duchów na łysej-górze, do obrzędu pogrzebnego dzikich ludów. Skoro stos ognia opadł, wtenczas tańczący zrobili opodal koło
                                        obok niego, a chłopaki niedorostki zaczęli przerażające widowisko, skakanie przez płomienienie coby łatwo smutne skutki mieć mogło; kilka godzin w noc trwało to igrzysko przy tlącem się drzewie; w uroczem czerwonawem pół-świetle taniec nie ustawał,
          • madohora Re: Wigilia. 27.12.14, 23:45
            ● Post do kolacji

            Nasi przodkowie nie uważali, by złamaniem postu było zjedzenie chleba maczanego w wódce. Mało tego, taki „posiłek” przed wieczerzą wigilijną miał zapewnić dostatek jedzenia i picia.
            • madohora Re: Wigilia. 24.03.15, 21:42
              Z akiel jeszcze żyli moji starzikowie, kierzy s nami gospodarzili na chałupie za miaslym, każdo wilija Godnich Świónt była clio nos pamiyntnym dniym w roku. Joch była wtenczas dzieckym,
              alech tyn dziyń godnie przeżywała. Nasz dóm był pełny życio, roboty i fórt kogosi w rodzinie przibywało abc i ubywało. Pamiyntóm ty mroźne zimy i wielkucne sniegi. Ład naszej chałupy ku cescie musiało sie lodsypowac sniyg lopaciskami, coby my nie wpadali w zomiynty,
              Już przed wilijóm nasz dóm był do jimyntu wysprzóntany, drzewianne meble, dwiyrze i dłaszki były do czysta wydrzite kartaczami. W loknach wisiały biole, wyszkróbióne gardiny, a wszyndzi wónialo popieczónym ciastym i żywicznym smrekym, co go nasz tatulek z pola przismyczyli i postawili w krziżoku we wielkij izbie, kaj my wieczerzali. Strómek my szumnie
              ustrojili banieczkami, barewnymi łańcuchami, Swiatełkami i rachetlami. Mamulka zaś na rozlożonym w izbie stole, nakrytym biołóm iglowanóm serwetóm, położyła swiycznik, kole niego zaś lopłatki, miód i orzechy. Na stole w koszyczku leżały też do i najlepsze czyrwióne jabuszka z naszego logrodu. Na wieczerze postnóm jodali my dycki rybnióm polvwke i smażo-
              nego karpa z jarzinowym salotym. Bywały też kómpoty z pieczek, sztrucle i kolocz z herbatóm. Kiedy moja stareczka, pieknie obleczóno w nowe szaty i wyczepióno, przyniósla i położyła na stole Biblije, Dombrówke i kancynoły do Spiywanio, to my wiedzieli, że już je wszyćko narychtowane, coby siadac ku wieczerzy. Znaczyło to zaś, że krowy były już v.ydojóne, mlyko zostało Iodcedzóne do warzynio i do schlódzynio w gnnianych Smietanikach.
              Wieczerza przi zapolónych Swiyczkach napoczynała sie dycki glosnym rzykaniym naszego starzika, kiery też czytol nóm wersy z Biblii o narodzyniu Pana Jezusa w Betlejem. Nasze Spiywani kolynd i piesniczek godo",¥=h z kancynola napoczynala 4cki nasza stareczka radosnóm pieśniczkóm: Czas radości, wesolości nastał światu temu. Potym lómalimy sie loplatkym i jedyn drugiemu skłodalimy życzynia. Po wieczerzy zaś nasz tatulek ze starzikyrn obabulUi sie w gunioki i baranice i dycki szli do chlywa i szopki z loplatkym krowiczkóm i gowiyd.zi, żeby też i bydlóntka wiedziały, że sóm Gody. My, dziecka, też dycki były na to ciekawe, ale mama i starzikowie nie chcieli nas tam puszczać, bo, jak pamiyntóm, na polu było dycki pełno sniega, był też i mróz, a z dómu do chlywa był kónszczek cesty, a też godnio
              chwila mijała, zanim tatulkowie wrocali spadki do izby, nierozki i spod fujawicy. Tu zaś, w przestrónnej i cieplej izbie, czekały na nas narychtowane pod strómkym podarki, jak zabawki, a potym nejlepsze, bo moc ciekawe ksiónżeczki, lo kierych sie lod downa jyny słyszało.
              Czasy sie zmiyniły dzisio logrómnie. Tamci ludzie sie potracili i polumiyrali, tego starego dómu, kiery był naszym gniozdym, też już dzisio ni ma, ale po tych downych naszych wilijach zustały nóm zowdy nejmilsze i serdeczne spóminki.
          • madohora Re: Wigilia. 27.12.14, 23:47
            ● Kąpiel w złocie

            W wigilijny ranek, pobiegnij do łazienki. Nalej wody do umywalki lub miski i wrzuć kilka monet. Teraz dopiero umyj w niej twarz, za każdym razem dotykając monet. Przyciągniesz bogactwo na cały rok. Jeśli bierzesz kąpiel w wannie, kilka złotych też nie zaszkodzi.
            • madohora Re: Wigilia. 21.03.15, 15:56
              grudniowy wieczór u drzwi tuż
              kolędę niesie całą w bieli
              za oknem niebo z ziemią już
              srebrzystym się opłatkiem dzieli
              choinka w radość strojna lśni
              wspomnienia wokół jak prezenty
              minionych świąt dziecięcych dni
              w których czas został uśmiechnięty
              i betlejemskiej gwiazdy blask
              w spojrzeniach naszych z wolna wschodzi
              i tyle ciszy światła w nas
              wieczerzy pora wraz nadchodzi
              i jak co roku w domu próg
              gość - cud wstępuje niepojęty
              znowu się w sercach rodzi Bóg
              w ten wigilijny wieczór święty

              Beata Sabath - Rozmus
            • madohora Re: Wigilia. 21.03.15, 16:04
              Plastikowe choinki

              Ludzie wyrywają drzewom
              włosy
              tratują ufność traw
              kaleczą ciszę
              zgrzytającym szkłem
              ryba umiera
              na powierzchni
              zagłady
              Nawet czystość słowa
              zaczyna gnić
              a człowiek macha rękami
              na znak protestu
              i zostawia nadal
              po sobie
              plastikowe choinki

              Anna Wernerowa
            • madohora Re: Wigilia. 22.03.15, 17:16
              POZNAJ ŚLĄSKIE ZWYCZAJE WIELKANOCNE - InSilesia - 21.03.2015
          • madohora Re: Wigilia. 27.12.14, 23:48
            ● Podprowadź coś sąsiadowi

            Drobna kradzież ponoć przyniesie „złodziejowi” szczęście, ale tylko pod warunkiem, że łup odda z nowym rokiem.
          • madohora Re: Wigilia. 27.12.14, 23:49
            ● Ozdoby choinkowe

            Powieś na drzewku orzechy, łakocie, miodowe pierniczki – to wszytko, by przyciągnąć bogactwo. A zajadanie się tymi smakołykami z choinki przyniesie z kolei dużo kasy. Również złote i czerwone kolory ozdób wróżą dostatek.
            • madohora Re: Łucja 13.03.15, 20:42
              Święta Łuca dnia przyrzuca
              • madohora Re: Łucja 13.03.15, 20:46
                Przekazy ustne mówią, że jeszcze w niedawnej przeszłości okres świąt Bożego Narodzenia trwał na Śląsku od Łucji, czyli od 13 grudnia, do oktawy Trzech Króli, czyli do 14 stycznia. Tradycja taka ustaliła się mniej więcej przed 1000 lat. Pogański kalendarzowy rok obrzędowy wyparło na dobre chrześcijal1stwo. Nie umiejąc się uporać z wieloma pogańskimi (ludowymi) zwyczajami i obrzędami i z występującymi w nich irracjonalnymi zabiegami (zabobonami) przyswoiło je sobie w końcu i wchłonęło stare pogańskie treści do swoich obchodów świąt, wzbogacając je równocześnie pewnymi elementami lub wątkami przejętymi z antycznej kultury rzymskiej i greckiej. Dalsze zmiany następowały pod wpływem folkloru wołoskiego (wałaskiego ), italskiego (włoskiego), francuskiego a w niemałej mierze także germańskiego (austriackiego i niemieckiego).
              • madohora Re: Łucja 13.03.15, 20:48
                Pogańscy Słowianie mieli własny kalendarz obrzędowy, głęboko zakorzeniony w świadomości ludu, Był jak najściślej związany ze zmianami pór roku, świętami agrarnymi, uroczystościami ku czci zmarłych i ze świętami miłości. Słowiański kalendarz obrzędowy opierający się na roku księżycowym nie zawsze pokrywał się z nowym, chrześcijańskim kalendarzem, opartym na roku słonecznym, zmienianym zresztą co powodowało dezorientację ludu. Jako drobny przykład może posłużyć motto. Wydać się ono dziś może pozbawione sensu, bo przecież wiemy, że od Łucji, wg obecnej rachuby czasu (kalendarza gregoriańskiego), dnia stale jeszcze przez 10 dni ubywa. Dwuwiersz miał jednak sens w czasach zamierzchłych, kiedy obchodzono Lucę wg kalendarza naszych pogańskich przodków.
              • madohora Re: Łucja 13.03.15, 20:51
                Zwyczaj obchodów Łucji (Łucy, Lucyje) stanowi dziś na Śląsku Cieszyńskim wyłącznie relikt onegdajszej tradycji. Dawniej pod wieczór tego dnia, gdy zaczęło się ściemniać, zapalano lampki olejne (później lampy naftowe, karbidowe) lub świece i wystawiano je w oknach domów. Młodzież chodziła po dziedzinie względnie po ulicach miasteczek ze śpiewem i z zapalonymi świecami. Często ukrywano je w wydrążonych dyniach z otworami przypominającymi czaszkę ludzką lub obwijano papierem, aby ich nie gasił wiatr. Następnie zbierano się w karczmie, gdzie (mimo, iż to był adwent) tańczono do późnego wieczora. Zabawa musiała się jednak obowiązkowo zakończyć przed północą. Był to bowiem dzień przed wielkim postem, od dawna respektowanym przez lud.
              • madohora Re: Łucja 13.03.15, 20:53
                Gospodarze lub gospodynie, ale także służba (cham) od Łucji aż do Wigilii włącznie, skrzętnie zapisywali przez 12 dni (niektórzy rano, w południe i wieczorem) pogodę. Każdy dzień wróżył (pokłodoł), jaka będzie aura w danym miesiącu w nadchodzącego roku. Wprawniejsi brali pod uwagę także fazy księżyca i in. znaki na niebie.
              • madohora Re: Łucja 13.03.15, 20:57
                W wąskim pasie północnym Śląska Cieszyńskiego, wyznaczonym z grubsza Dzielnicami, Strumieniem, Frysztatem i Boguminem, uprawiano przepowiadanie w czasie deszczowej pogody z 12 plastrów cebuli, z których każdy symbolizował 1 miesiąc przyszłego roku. W całym Cieszyńskim panuje natomiast przekonanie, że deszcz w Łucję zapowiada dobrą mleczność krów w następnym roku.
              • madohora Re: Łucja 13.03.15, 20:59
                W Beskidach, szczególnie w Jabłonkowskiem kobiety ubierały się w dzień Łucji w białe Łańtuchy (prześcieradła) i wymiatały gęsim skrzydłem kurz z kątów izby.
              • madohora Re: Łucja 13.03.15, 21:00
                W całym regionie panny na wydaniu wypisywały na 12 kartkach 12 imion chłopców, wkładając następnie te zapisane kartki pod poduszkę" na której spały. Co rano, od Lucji do Wigilii, wyjmowały na oślep jedną kartkę. Imię ostatnie, które dziewczyna wyjęła spod poduszki w Wigilię rano, było imieniem jej przyszłego męża.
              • madohora Re: Łucja 13.03.15, 21:00
                Dziewczyny wkładały też w dzień Łucji między ubrania do trówly (skrzyni) dorodne, zdrowe jabłko. Jeżeli nie zgniło i dziewczyna zjadła je w Wigilię przed lustrem, mogła, jak wierzono, zobaczyć w nim wizerunek przyszłego męża.
              • madohora Re: Łucja 13.03.15, 21:02
                Istnieje także zwyczaj odkładania od Lucji do Wigilii po polanku drewna i spalania wszystkich 12 polan w dzień Bożego Narodzenia. Miał to być sposób uwolnienia się od
                - nieszczęść i czarownic,
                - z popiołu natomiast wróżono pogodę.
              • madohora Re: Łucja 13.03.15, 21:04
                Dość powszechnie umieszcza się w dniu 13 grudnia gałązki czereśni, wiśni lub wierzby, rzadziej jabłoni w naczyniu z wodą. Jeśli gałązka zakwitnie do Bożego Narodzenia, wróży to pomyślność.
              • madohora Re: Łucja 13.03.15, 21:05
                Niektórzy twierdzą jednak, że gałązki ścina się i wkłada do wody na Barbórkę (4 XII) - być może tak jak w przypadku niektórych wróżb związanych z Andrzejkami nastąpiło przesunięcie obrzędów. Dzisiaj pamięta się jedynie o zapisywaniu pogody od Świętej Łucji do Wigilii
            • madohora Chrzciny w Wiśle - dawniej 16.03.15, 23:36
              Zaraz po rozwiązaniu położnicy schodzą się zamężne sąsiadki i krewne i składąją dary pieniężne od 50 ct. do reńskiego, pytąjąc o stan zdrowia jej i dziecka. Dziecko biorą na rękę, wychwaląjąc, że do ojca podobne, że szumne i że rodzice będę mieli radość z tego potomstwa. Szczęśliwy ojciec musi poczęstować takich gości wódką. Po tygodniu schodzą się tam znowu kumoszki i kmotrzy i po uraczeniu jedzeniem i wódką jedna z kobiet domowych, noszaczka, zabiera dziecko, zawinięte w pieluchy i w pierzynkę; udąjąc się wraz z rodzicami chrzestnymi naprzód do księdza, dla spisania metryki, prosząc o udzielenie świętego chrztu,
              następnie do kościoła, gdzie chrzest się 'odbywa w obecności kmotrów i kumoszek. Jeżeli chłopiec, to dwąj kmotrowie i jedna kumoszka, a jeżeli dziewczynka, to dwie kumoszki i jeden kmotr. Po obrzędzie chrztu w kościele całe towarzystwo wstępuje do karczmy, gdzie ojciec nowego chrześcijanina poczęstować je musi piwem i wódką. Przy tem figuruje ogromny weselnik (strucel) z mąki pszennej, który po części zjadąją w karczmie, a resztę, podzieloną na kawałki, goście zabierąją do domu. W karczmie zatrzymują się do wieczora, a wtedy noszaczka sama z ojcem odnosi dziecko do matki. Za tydzień (jeżeli są bogatsi) rodzice zaprasząją kumoszki, kmotrów i krewnych na wieczerzę. Zaczyna się przy tym, jak zwykle, wódką, potem jedzenia: chleb z bryndzą, polewki rozmaite, wołowe lub cielęce, potem mięso gotowane i pieczone, kołacze z kawą i na ostatku ryż, masłem polany. Kończy się wieczerza
              rozdawaniem kołaczów do zabrania ich do domu. Kmotrowie składąją pieniądze, zwykle po złr. 3 do 5, a inni goście po 1 złr. 1 do węzełka, tj. do tutki z papieru kolorowego, związanej wstążką kolorową. Węzełek napełniony otrzymuje matka dziecięcia.
            • madohora Imieniny w Wiśle (u nas urodziny) 16.03.15, 23:37
              W Wiśle młodzież, tak u katolików, jak i u ewangelików, obchodzi imieniny a nie urodziny. W dzień imienin dziewucha swemu ulubionemu parobkowi obwiązuje ramię wstążką, za co on ją musi poczęstować wódką. A nawzajem czyni to parobek na imieniny swojej dziewuchy.
          • madohora Re: Wigilia. 27.12.14, 23:50
            ● W trosce o pszczoły

            By w bród było miodu, należy zawiesić nad stołem jemiołę i to nie byle jaką, ale ściętą trzonkiem topora, a nie żadnym metalowym ostrzem! Przysłowie ostrzega, że „bez jemioły cały rok goły” – nie warto więc ryzykować. Nawet jeśli nie jesteśmy pszczelarzami.
          • madohora Re: Wigilia. 27.12.14, 23:50
            ● Cztery razy NIE

            1. Nie kupuj nic w Wigilię – bo tego będzie ci brakować przez cały rok.
            2. Nie pożyczaj niczego nikomu – bo skażesz się na niedostatek.
            3. Nie miej długów – bo cały rok cię one nie opuszczą.
            4. Nie śpij w dzień Wigilii – bo ściągniesz złodziei.
          • madohora Re: Wigilia. 27.12.14, 23:51
            ● Zadbaj o ogród

            Jeśli masz drzewa owocowe, trzeba je odwiedzić, potrząsnąć każdym i spytać ponuro, z siekierą w dłoni, czy będzie rodziło. Powinno się wystraszyć i posłusznie dać później wiele owoców. Niegdyś jeszcze obwiązywano pnie powrozami ze słomy, która stała w kącie głównej izby.
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 01.01.15, 22:59
          Z rozbłyśnięciem pierwszej gwiazdki następuje uroczysta chwila dzielenia się opłatkiem a potem tradycyjnie siedem, dziewięć lub jedenaście potraw. Dwanaście nie może być w żadnym wypadku, gdyż jeden z apostołów był zdrajcą.
          • madohora Re: Uczta weselna z 1927 01.01.15, 22:59
            A u nas panuje przekonanie, że musi być dwanaście potraw
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 01.01.15, 23:01
              Jako pierwsze danie podajemy śledzia. Na kartoflach ugotowanych, ostudzanych i pokrajanych w talarki układamy dzwonka śledzia, polewamy go oliwą a na wierzch kładziemy talarki cieniutko pokrajanej cebulki i przykrywamy ją jajkami na twardo, również pokrajanemi
              w talarki.
          • madohora Dawne Wesele w Wiśle 16.03.15, 23:19
            Gdy parobczakowi upodoba się jaka dziewka, zwykle bywa w domu jej rodziców przez pewien czas, rok i dłużej. Zaprasza potem ze sobą dwóch albo trzech gazdów i, zabrawszy sporą miarkę wódki, udąje się do rodziców obranej dziewki na namowę. Przybywszy do chałupy około dziewiątej wieczorem, przy wejściu mówią: "dobry wieczór", a stanąwszy w izbie, pytąją: ,jak się macie?". Rodzice na to: "Dzięki Panu Bogu zdrowiśmy. A cobyście radzi?". Gazdowie odpowiadąją: "przyśliśmy kupić jałówkę!". Rodzice im na to: "Mamy ci jedną na
            sprzedaż". To znaczy, że zgadząją się na swaty. Przybysze wtedy częstują domowników wódką, żartobliwie targują się o jałówkę. Ojciec panny chwali jałówkę, że jałówka "szumna", ma wychowanie, zdrowa i dobra i że z niej będzie krowa użyteczna. Pytąją się zaś gazdowie o cenę jałówki. Lecz rodzice nie chcą wymienić ceny, tylko wychwaląją żartobliwie wszystkie jej cnoty i zalety. Następnie konkurent przystępuje do rodziców dziewki, podąje rękę i mówi:
            Czy byście chcieli dać mi waszą Zuzię (albo Hankę lub tp.) za żonę?". A oni na to: "Może to być" albo "chętnie ci ją damy za gaździnę". Po tych oświadczynach młody przystępuje do swojej ulubionej, podąje jej ręce i pyta: "A będziesz mnie chciała za męża?". Ona mu w odpowiedzi: "Chętnie przyzwalam" . Potem występuje jeden z przybyszów, zwykle bliższy krewny narzeczonego i pyta rodziców: "Moc też jej dacie? Ile krów? itp. Na to zazwycząj wymieniąją, co córce wyznacząją na posag, np.: "Damy jej trzy krowy, jedno cielę, cztery owce, jednego konia itp.", pieniędzy moc nie możemy dać, bo ich sami nie mamy wiele,
            chyba nieskorzej (później)". Poczem jeden ze świadków spisuje wszystko, czym rodzice zamierząją wyposażyć córkę. Taką namowę podpisuje ojciec panny. Zwykle po spisaniu namowy raczą się hojnie wódką i około drugiej lub trzeciej po północy wracąją do domu świadkowie, parobek zaś zostąje u swojej narzeczonej do rana. Na drugi dzień zaręczeni sami idą do księdza oświadcząjąc, że chcą przystąpić do stanu małżeńskiego i proszą o zapowiedzi. Po tych formalnościach ksiądz egzaminuje ich z katechizmu i religii, a jeżeli ewangelicy, to i z biblii. Poczem zapisuje nazwiska i potrzebne szczegóły, a przez trzy niedziele zapowiedzi
            wygłaszane bywąją. Na ślub i wesele jeden z krewnych żenicha i młoduchy zaprasząją gości,
            zwykle 30 do 40 par małżeństw. W dniu ślubu goście schodzą się przed chałupą, gdzie witąją ich muzykanci, sprowadzeni przez żenicha, wygrywąjąc marsze; muzykanci to swojscy górale,
            którzy grąją na klarynecie i trąbkach. Goście zresztą obowiązani muzykantów wynagrodzić; dąją im za to granie po 20 centów. "Żenich" ze starostą i drużbami chcą wejść do chałupy rodziców "młoduchy" ale cóż! drzwi są zamknięte wewnątrz. Starosta "żenicha" śpiewa wtedy podług śpiewnika kościelnego:
            Przebudź się, duszo,
            Ze snu ciężkiego,
            Abyś stanęła
            Przed Pana swego!
            • madohora Re: Dawne Wesele w Wiśle 16.03.15, 23:21
              Potem wali pięścią w drzwi, mówiąc:
              - Puście nas, puście!
              A starosta "młoduchy", stojąc w sieni, woła:
              - My was nie puścimy, bo z takim trzaskiem idziecie. Boimy się was!
              - Jeno nas tam puśćcie, nie bójcie się, my nie tacy szpetni ludzie!
              Starosta "żenicha" odzywa się do starosty "młoduchy":
              - Przyszliśmy oglądać, czy tu macie jakie owoce?
              Starosta "młoduchy" na to:
              - Mamy owoce.
              - Przynieście też ten owoc oglądać.
              Starosta "młoduchy" idzie do komórki i przynosi na dwóch talerzach kwiatki i chusteczki. Jeden talerz podąje "żenichowi", a drugi drużbie. Kwiatki przypinąją sobie do kamizelek, a chustki chowąją do kieszeni. Starosta "żenicha" odzywa się następnie:
              - Daliście kwiatki, to przykludźcie (przyprowadźcie) i owoc.
              Tymczasem przybysze na opróżnione talerze kładą każdy po reńskim w srebrze i oddąją te pieniądze staroście "młoduchy", który na to: "Dziękuję wam pięknie za wasze dary". I dąży z talerzami do komórki, gdzie znąjduje się "młoducha". Rodzice razem z gośćmi, "żenichern" i starostą siadąją około stołów, podczas gdy muzyka przygrywa. Goście ugaszcząją się wząjem wódką, której butelkę każdy przynosi z sobą. Starosta wyprowadza "młoduchę" za rękę z komórki i, dochodząc z nią do starosty "żenicha" , odzywa się:
              - Oddawam wam "młoduchę!"
              A starosta "żenicha" , przyprowadząjąc ją do niego, powiada:
              - A to ci ją oddawam za żonę, miej ją w uczciwości.
              Po tych przemowach, "młoducha" przystępuje z płaczem do rodziców i mówi:
              - Przebaczcie mi, tatulku, mamulko, wszystko, com przed wami zawiniła!
              Oni też z płaczem:
              - Przebaczamy ci, kochana córko, bądźże szczęśliwą!
              Błogosławią jej i odprowadząjąją razem z "żenichern" przed chałupę. Tam na przygotowane wozy wsiadają wszyscy, oprócz rodziców, którzy zostają w domu. Na pierwszy wóz siadają "młoducha", starosta, druchna i kilku gości, na drugi "żenich" , starosta, drużba i przedniejsi goście. Pozostali godownicy i muzykanci zajmują resztę wozów. "Żenich" i drużbowie mają na kapeluszach chochołki (bukiety z sztucznych kwiatów i wstążek kolorowych). Inni mężczyźni posiadają także chochołki, tylko mniejsze. Wszystkie chochołki są darem "młoduchy". "Młoducha" i drużki mają na głowie tkanki (korony z kwiatków sztucznych
              z pereł i wstążek).
            • madohora Re: Dawne Wesele w Wiśle 16.03.15, 23:24
              Gdy ksiądz stanie przed ołtarzem, "młoducha", "żenich", drużbowie, drużki i starostowie ustawiają się odpowiednio. "Młoducha" klęka po prawej stronie "żenicha" . W Wiśle nie ma np. zwyczaju wymieniania obrączek ślubnych. Po skończonym obrzędzie nowożeńcy opuszczają ołtarz razem, a za nimi drużba, druchna i starostowie. Przy dźwiękach muzyki wracają oni do domu rodziców "młoduchy", którzy przyjmują przybyszów przed chałupą i wprowadzają do izby. Weselnicy posilają się chlebem z serem i kołaczami (plackami
              z mąki pszennej), pokrajanymi na kawałki, które maczają się w roztopionem maśle, podawanym na misce, a przelewają to jedzenie piwem lub wódką. Teraz zaczynają się tańce, zwykle polki, walce, a niekiedy i kołomyjki i krakowiaki ze śpiewami. Podczas pierwszych tańców przygotowują w drugiej izbie stoły na wieczerzę, do której siadają około stołów na pierwszym miejscu "młoducha" , obok niej "żenich" , a przy nich druchna i drużba, potem starostowie, rodzice "żenicha" i reszta gości. Rodzice "młoduchy" wspólnie z kucharkami i służbą roznoszą jedzenie na miskach i talerzach. Naprzód idzie bryndza z chlebem,
              następnie potrawy z mięsa, zwykle cielęca polewka, podana po jednej misce na każdym stole. Potem na innych miskach mięso cielęce, kapusta okraszona spyrką (słoniną), potem polewka ,ze szkopowego mięsa, potem to mięso pokrajane na kawałki, które drużba dzieli i kładzie każdemu kawałek na stół. Do mięsa nie używają widelców ani noży. Potem podają moczkę (flaki i płuca rozdrobnione w sosie kwaśnym), dalej wołową polewkę z nudlami (makaronem) i mięso wołowe, potem kaszę jaglaną, masłem polaną, którą się je łyżkami. A wśród tego jedzenia popijają wódkę lub piwo. Starosta podczas tej wieczerzy zbiera od gości na biały wieniec, tj. składkę na podarunek dla "młoduchy". Na ten cel starosta bierze talerz, pokrywa go chusteczką i przybliża do każdego z gości po kolei, którzy składają wedle
              możności od 20 et. do reńskiego w srebrze. Zebrane piemądze zostają wysypane
              na fartuch "młoduchy". Na zakończenie wieczerzy przynoszą na każdy stół po 4 kołacze, pokrajane na kawałki i przeznaczone do zabierania przez gości do domu. Po wieczerzy śpiewają za starostą, przy towarzyszeniu muzyki, najpierw nabożną pieśń ze śpiewnika kościelnego: Gdy ksiądz stanie przed ołtarzem, "młoducha", "żenich", drużbowie, drużki
              i starostowie ustawiają się odpowiednio. "Młoducha" klęka po prawej stronie "żenicha" . W Wiśle nie ma np. zwyczaju wymieniania obrączek ślubnych. Po skończonym obrzędzie nowożeńcy opuszczają ołtarz razem, a za nimi drużba, druchna i starostowie. Przy dźwiękach muzyki wracają oni do domu rodziców "młoduchy", którzy przyjmują przybyszów przed chałupą i wprowadzają do izby. Weselnicy posilają się chlebem z serem i kołaczami (plackami
              z mąki pszennej), pokrajanymi na kawałki, które maczają się w roztopionem maśle, podawanym na misce, a przelewają to jedzenie piwem lub wódką. Teraz zaczynają się tańce, zwykle polki, walce, a niekiedy i kołomyjki i krakowiaki ze śpiewami. Podczas pierwszych tańców przygotowują w drugiej izbie stoły na wieczerzę, do której siadają około stołów na pierwszym miejscu "młoducha" , obok niej "żenich" , a przy nich druchna i drużba, potem starostowie, rodzice "żenicha" i reszta gości. Rodzice "młoduchy" wspólnie z kucharkami i służbą roznoszą jedzenie na miskach i talerzach. Naprzód idzie bryndza z chlebem, następnie potrawy z mięsa, zwykle cielęca polewka, podana po jednej misce na każdym stole. Potem na innych miskach mięso cielęce, kapusta okraszona spyrką (słoniną), potem polewka ,ze szkopowego mięsa, potem to mięso pokrajane na kawałki, które drużba dzieli i kładzie każdemu kawałek na stół. Do mięsa nie używają widelców ani noży. Potem podają moczkę (flaki i płuca rozdrobnione w sosie kwaśnym), dalej wołową polewkę z nudlami (makaronem) i mięso wołowe, potem kaszę jaglaną, masłem polaną, którą się je łyżkami. A wśród tego
              jedzenia popijają wódkę lub piwo. Starosta podczas tej wieczerzy zbiera od gości na biały wieniec, tj. składkę na podarunek dla "młoduchy". Na ten cel starosta bierze talerz, pokrywa go chusteczką i przybliża do każdego z gości po kolei, którzy składają wedle możności od 20 et. do reńskiego w srebrze. Zebrane piemądze zostają wysypane na fartuch "młoduchy".
              Na zakończenie wieczerzy przynoszą na każdy stół po 4 kołacze, pokrajane na kawałki i przeznaczone do zabierania przez gości do domu. Po wieczerzy śpiewają za starostą, przy towarzyszeniu muzyki, najpierw nabożną pieśń ze śpiewnika kościelnego:
              Nuż Bogu dziękujemy
              Wszystkiemi usty swemi.
            • madohora Re: Dawne Wesele w Wiśle 16.03.15, 23:25
              Następnie wszyscy dążą do pierwszej izby na tańce. "Żenich" tańcuje zazwyczaj
              tylko z "młoduchą", a jeżeli kto inny chce tańczyć z nią, to musi go o to prosić.
              Podczas tańców śpiewają z muzyką rozmaite pieśni wesołe. Taki taniec ze
              śpiewami nazywa się wolny i jest w tempie powolnej polki.
              Słowa do tego wolnego zaczynają się:
              A tu na tej Wiśle
              Pięknie, szumnie,
              Po cztery panienki
              W jednym domie itd.
            • madohora Re: Dawne Wesele w Wiśle 16.03.15, 23:27
              Wesolo mi w zimie,
              Wesolo mi w lecie,
              Jeszcze mi weselej,
              Jak dobrze na świecie,
            • madohora Re: Dawne Wesele w Wiśle 16.03.15, 23:28
              Gqsiczka dziwoka,
              Leciala z wysoka,
              Nie mogla dolecieć,
              Spadla do potoka
            • madohora Re: Dawne Wesele w Wiśle 16.03.15, 23:29
              Na folwaryi,
              Na dlugim moście,
              Wróć się, dzieweczko,
              Masz doma goście itd.
            • madohora Re: Dawne Wesele w Wiśle 16.03.15, 23:30
              Wędrowali Turcy,
              Przekraśni młodzieńcy,
              Wędrowali czasem
              Jaworowym lasem itd.
            • madohora Re: Dawne Wesele w Wiśle 16.03.15, 23:31
              Tańczą zwykle aż do rana, potem odprowadząią nowożeńców do pokoju "młoduchy", gdzie "żenich" zostąie. Około południa, następnego dnia, odbywąią się przekludziny, przeprowadziny, zwykle z muzyką. Przy opuszczeniu domu rodzicielskiego "młoducha" żegna
              ojców i śpiewa:
              Ach nieszczęsny, zasmucony
              Jest dziś dla mnie dzień,
              Że już muszę od mych miłych
              Odbierać się weń.
              • madohora Re: Dawne Wesele w Wiśle 02.04.15, 19:09
                DOŻYNKI

                Po dziedzinie rozlygo sie muzyka, tako skoczno, że hej! Nie dziwota, dyć przeca sóm dożynki. Kaj kiery idzie wystrojóny, tela norodu sie zebrało - cało wieś do kupy. Słóneczko pieknie Swiyci, isto raduje sie pospołu z gazdami. Dyć przeca kóniec pUoby. Łobili skludzóne do stodoły, podarziły sie latos ty urody, tóż bydzie szwarny chlebiczek. Terozki radujmy sie - dzisio Swiynto wszyckich gazdów, gaździnek, dziywek i pachołków. Podziwejcie sie, jaki to szumne! Nojprzód idóm dwie szykowne frelki w cieszyńskich sukniach. SłIZybne hoczki blyszczóm na słóńcu, a roztomaite kwiotki na żywotkach sóm taki piekne jako baji chabry abo maki na zogónach. Na dłógich binkoczach majóm ZlA!iónzane na kistke modre i fijołkowe maszki, kiere furkajóm wiesioło. Dziywczynta niesóm pospołu wielucny winiec z nejszumniejszej pszynice, ustrojóny maszkami i kwiotkami uszkubanymi kansik na miedzy.
                Za nimi jedzie pumalu łostatni wóz z zebranóm z pola pszynicóm. Też pieknie
                przistrojóny na to Swiynto. Jakisi bandle roztomaite, a pomiyndzy kłóskami kwiotki
                i kistki jarzymbiny. A kóniczki taki szumne - aż radosć sie podziwać. Dali idóm żyńcy
                z kosami i dziywczynta z grabiami i kosokami. Stowajóm przed gazdami a przodownica
                mówi:
                • madohora Re: Dawne Wesele w Wiśle 02.04.15, 19:10
                  Nasi gazdoszkowie roztomili
                  my wóm tyn winiec uwili
                  z pieknych, 'obiyranych k'óseczek,
                  wie'a w tym wióneczku ziorneczek
                  coby Pónbóg do' na rok tela kopeczek
                  cobyście byli dobrej myśli
                  a nóm co dobrego za tyn winiec prziniyśli.
                • madohora Re: Dawne Wesele w Wiśle 02.04.15, 19:10
                  Gazda dziynkuje za robote i czynstuje wszyckich miodónkóm, a gaździno
                  kołoczami. Dziywczynta i pachołki łodgrywają, jako trzeja było łobili siec, kosić, stawiac
                  do móndeli coby uschło, a na kóniec zwozi do stodoły i młócić.
                • madohora Re: Dawne Wesele w Wiśle 02.04.15, 19:11
                  Stóń syneczku z rana, dej kóniczkóm siana
                  jużeś sie móg wyspać przez noc aż do rana.
                  Stowejcie, dziyweczki, miyrejcie siyrpeczki,
                  zeżenijcie, powiónżcie 'ostatni snopeczki.
                  Zwiyźcie do stodoly, siadejcie za stoly,
                  dajóm wóm gazdoszek po dwa, po trzi poly.
                  A naszo gaździnka na'ejóm wóm winka
                  i z makym ko'ocza dajóm wóm gaździnka.
                • madohora Re: Dawne Wesele w Wiśle 02.04.15, 19:11
                  Po całej dziedzinie rozlygajóm sie taki wiesiołe przySpiywki, a muzykanci grajóm skoczne kónski, tóż radujóm sie a tańcujóm wszyscy. Młodzi i starzi, gazdowie i parobki razym spiywajóm:
                • madohora Re: Dawne Wesele w Wiśle 02.04.15, 19:11
                  Gazdoszku, gaździnko do was wstympujymy,
                  wszystkigo dobrego wóm też winszujymy.
                • madohora Re: Dawne Wesele w Wiśle 02.04.15, 19:12
                  Dyć przeca to je wielki świynto wszyckich tych, co robióm na polu. Wszyckich co rano wczas stowali jak jyny kohóty zapioły i harowali telkowne godziny aż do Cmoka. Wiela to dni trzeja w pocie robić, coby tako szumno pszynica na chłyb urosła, tego terozki żodyn nie spómino. Dziywczynta uśmiychnione skoczóm z kawalerami. Masz przi binkoczach furkajóm, spodnice kryncóm sie coroz wyży a zgrabne nogi same tańcujóm.
                  • madohora Re: Dawne Wesele w Wiśle 28.05.15, 09:41

                • madohora Re: Dawne Wesele w Wiśle 02.04.15, 19:12
                  Kozaka bych tańcowala, kozaka mi grejcie
                  kierego jo bydym chciala, tego wy mi dejcie.
                • madohora Re: Dawne Wesele w Wiśle 02.04.15, 19:13
                  Kozaka bych tańcowala, kozaka mi grejcie kierego jo bydym chciala, tego wy mi dejcie.
                  Bawióm sie i śpiywajóm jedyn przez drugigo. Dzisio sóm dożynki, tóż Iyjcie miodule, a nie żałujcie! Zodyn przeca terozki nie rozmyślo ło tym, że na drugi dziyń zaś trzeja wczas stawać, łodbywać gowiydź, dojić i paś krowy, że fórt telkownej roboty czako kole chałupy. Gwiozdki szumnie świycóm na niebie, a wszyckim je wiesioło. Jeszcze je Swiynto, jeszcze gro muzyka, a stary gazda stoji przi szynkwasie i śpiywo:
                • madohora Re: Dawne Wesele w Wiśle 02.04.15, 19:14
                  Za nic nie zamiyniym tej starucnej chatki,
                  tu sie mój lojciec urodzii, jak i moji dziatki.
              • madohora Re: Dawne Wesele w Wiśle 02.04.15, 19:16
                WILIJA

                Staro Jewka zozdrziła do łokna. Śniyg fórt fujo i kole chalpy zbiyrajóm sie wielucne zomiynty. Strómy w zogródce bieluśki, a krzoków rybiźli ganc nie widać. Chodniczek do dziedziny zasuty i Jewce zdo sie, co sama na ostatek żyje na tym świecie. W zimie rychli robi sie cima, agor skyrs taki szu dery i Jewka ani sie nie łobezdziła, a trzeja było rożygać lampe na nafte. Wziyła kónsek trzoski i zapohla jóm pod blachóm, schynyła celinder, zapohła knut, a potym lampe niechała na stole. Zima nióm dyrbała, toż zapiyła hónym knef1e przi jakh i chynyła na pieca strokatóm hacke. Podziwała sie naspadek do łokna, roby aspóń mały janiczek w jaki chałpie pod gróniczkym blysnył. Nale psińco. Za łoknym czomo jak stodno, a śniyg fórt suje i suje...
                Roki żynóm wartko jedyn za drugim bez łopamiyntanio i Jewka downo przikła do tego, że ni ma do kogo gymby łodewrzić. Jak na swoji roki je fórt gibko i aspóń kole siebie porobi i dycki po chałpie sie szmatle. Abo jakisik capart poukJudzo, abo warzi na łobiod bulczónke, abo licuje kopytka, a jak je jako tako pogoda, to sie pumalutku docwancko do przocieIi. Nale dzisio je wihja, nielza nic robić i wieczór sie sztrasznucnie cióngnie, a w izbie tak otympnie. PrzocieIe jóm pytali, coby prziszła do nich na wieczerze, prawili "ni ma możne, a bodej bydziecie sami". Nale Jewka już tako je, nie chce robić żodnymu utropy idopalować, dyc tela roków je sama, to przeca przikła. Pumalutku siadła za stołym, pogładziła wyszkróbiónóm i
                iglowanóm biołóm serwete i rozglóndła sie po izbie. Co wieczór posłócho tej samej muzyki - łogiyń trzasko pod blachóm, godziny, co wiszóm na modrej ścianie malowanej w słIZybne kwiotki, cicho żynóm naprzód, za łoknym wiater rusza gałynzióm i brzinko ło sZ>be. W te wilije zdo sie Jewce, że je bardziyj samotno niŻ w insze dni. dycki se nóndzie jakómsik robote, tóż ani ni mo czasu, coby rozmyślać. A dzisio szolónto sie z kónła w kónt Dziwo sie do
                zdrzadła, poprawio szury kragiel i strzybne homodle we włosach; dyc przeca sóm Swiynta. Rozglóndo sie po kuchyni, na ścianie wisi łobrozek, co go hańdowni mamulka na łodpuście kupili i teschno sie ji robi za łojcarni. Siadła na sztokerle koło pieca i spómino, jako kiedysi stroili z siostrami goiczek, a mamulka piykli kołocze i ciastka. Dziwo sie na puste stołki i rozmyślo, jako hań downi było wiesioło. Wieczerzali pospołu, Spiywali kolyndy i szh do kościoła. Kaj sie podzioły ty czasy? Wóniało ciepłymi ciastkami, jedliczkóm, co jóm łojciec dycki z lasu przismyczył i Swiyczkami, co sie jich moc rożygało na goiczku. Jewka niechała ty spómink bo kocur skoczył z pieca na deliny i zaczył się łochlić kole jeji nóg. Prziniósła mu ze szpajski kónsek szpyrki i ciepła ku kredynsce, nale tyn zeżroł to raz dwa i fórt mu było mało. Podrobiła mu łokrajek z kołocza i naloła mlyka z glinioka. Pumalutku sie zgibała, ba rewolta jóm targała i cosi fórt pichało w krziżu. Zakiel kocur jod, ciepła kapke chebzio pod blache, coby ganc nie wygasło, i zapaIZiła se w gorczku zielin na krzipote. Podziwała sie na godziny - dziepro trzi sztwierci na siódmóm. PIZiniósła buchte, pore jabłek a łorzechÓ\.v, potym na ostatku opłatki i miód. Rożnyla Swiyczke i zaczyla spiywae z kancynoła "Chwała Tobie, Boże miły, żes nam pożywienie dał". Głos starej Jewki zalómoł sie i skyrs tych spóminek nie Iza ji było samej cióngnóe nuty. Porzykała i chyciła sie jedzynio. Już pore raków nic nie warziła na wiJije, dye kiery by to jod, a łónej samej starczy tela co ptaszkowi. Jeszcze raz podziwała sie do łokna. Śniyg przeca przestoł sue, a na niebie Jewka uwidziała złote gwiozdki. Całe wielucne niebo błyszczy sie, jakby go kiery ustroił na Swiynta. Za oknym cicho i cima kaj sie podziwosz, nale Jewce tak sie lekczyj zrobiło na duszy, bo sie ji zdalo, że to łozłocóne niebo ta jeja gwiozdka, co jóm dostała łod Pónbóczka pod goiczek.
            • madohora Re: Dawne Wesele w Wiśle 16.03.15, 23:34
              Na jeden wóz, albo jeżeli "młoducha" mąiętniejsza, na dwa wozy, ładują jej rzeczy i nowożeńcy udąią się na nowe gospodarstwo. Tam ich witają rodzice "żenicha" chlebem i solą, a "młoducha" odzywa się:
              - Chcecie mnie mieć za niewiastę (synową)?
              Rodzice "żenicha" na to:
              - Pięknie witamy! Bardzo radujemy się, że nam będziesz pomocą w naszem gospodarstwie!
              Tymczasem do izby poschodzili się znów goście weselni. Podąią im tedy wódkę z przekąską, a następnie kawę i kołacze. Powtórnie następują tańce; aż do wieczora z "młoduchą" tańczą same dziewczęta, a potem czepiny, do których "żenich" dostarcza litr dobrej rozolki (likieru). Same "czepiny" odbywąją się w komórce, z wykluczeniem dziewcząt i mężczyzn; biorą w nich udział same tylko mężatki. Starościna ustawia na środku komórki konewkę z wodą, sadza na
              nią "młoduchę" i zdejmuje jej z głowy tkankę, oddąjąc ją jednej z obecnych kobiet; inna kobieta podąje na kapeluszu "żenicha" czepiec, inna zaś zwija włosy "młoduchy", starościna przykrywa jej głowę czepcem, a na to kładzie szatkę (chustkę) białą, wyszywaną ozdobnie. Podczas tej ceremonii kobiety przemawiają, jak zachować się ma wobec męża, następnie dzieci itd. Wpuszcząją potem "żenicha" , który podnosi "młoduchę" z konewki i seredecznie
              całuje, wprowadza ją następnie do wielkiej izby, a za nimi przychodzą i kobiety.
              Starościna śpiewa:
              Moi mili goście,
              Co na to powiecie -
              Stracilam wianeczek
              Czy wy o tem wiecie?
            • madohora Re: Dawne Wesele w Wiśle 16.03.15, 23:34
              Wreszcie tańczą z "młoduchą" mężatki, a mężczyźni siedzą na ławkach około ściany. Kiedy już wszystkie mężatki z nią przetańczyły tedy dopiero "żenichowi" wolno ją wziąć do tańca. Dalej następują już ogólne tany. Na tem kończą się uroczystości weselne.
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 01.01.15, 23:09
          Zupa może być wedle upodobań lub przyzwyczajeń:

          - barszcz czerwony z pierożkami z grzybów w kruchem cieście
          - rybna z kluseczkami, albo tez
          - migdałowa, słodka.
          • madohora Re: Uczta weselna z 1927 01.01.15, 23:12
            Po zupie podajemy szczupaka faszerowanego w galarecie. Następnie sandacz z wody w sosie chrzanowym z kartofelkami. Potem karpia na szaro. Karasie smażone oraz doskonała kapusta kwaszona z grzybami.
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 01.01.15, 23:15
          Kompoty z jabłek i z owoców suszonych, mak tarty z kluskami, lub, jeśli kto woli, z biszkoptami, stanowić będą deser.
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 01.01.15, 23:18
          Na zakończenie bakalie, orzechy z miodem. owoce i strucle z makiem i powidlłami dopełnią Świątecznych tradycji
      • madohora Re: Uczta weselna z 1927 19.10.14, 15:13
        Na obiad po ślubie:
        A. Rosół z makaronem; kiszki (jelita) z kiszoną kapustą; pieczeń cielęca z sałatą ziemniaczaną; pieczeń wieprzowa z sałatą kapuścianą i ziemniaczkami; gęsina z duszonym ryżem i kompotem; tort i herbata albo czarna kawa
      • madohora Re: Uczta weselna z 1927 19.10.14, 15:20
        III. Rosół ze smażonym groszkiem (naparstkami); cielęce kotlety siekane z sałatą kapuścianą i duszonemi ziemniaczkami; baranina z słodką kapustą i chlebem; kaczki z ziemniaczaną sałatą
        i kompotem; pączki z herbatą albo białą kawą.
      • madohora Re: Uczta weselna z 1927 19.10.14, 15:21
        Jeżeli podaje się wódkę, to podać kieliszek przed rosołem. Jeżeli podaje się piwo, to podać do mięsa (pieczeni). Jeżeli podaje się wino, to do drobiu
      • madohora Góralskie wesele- 1926 19.12.14, 23:38
        Wcześnie rano idzie pan młody z orkiestrą, drużbą i weselnikami do domu panny młodej. Przychodzą; dom zamknięty nikogo nie wpuszczają. Zaczyna się djalog między drużbą młodego pana i starostą oblubienicy przez drzwi. Krótka wymiana zdań: ktoś ty? Po co?
        Na co? i t. d. Następnie drużba wyjmuje zwój papierów - to "przepustka" dla pana młodego. Zaznaczam, że podaje ją nie przez drzwi, które wciąż są zamknięte, lecz przez jakąś szparę w ścianie. W ówczas starosta drzwi otwiera i wszyscy "wiesielowi" z orkiestrą wchodzą do wnętrza. Lecz cóż to? Nowa niespodzianka. Oto panny młodej nigdzie niema. Okazuje się,
        że została z drużką i "piórkiem" zamkniętą i niewidzialną dla młodego. Teraz starosta wyprowadza z ukrycia małą dziewczynkę może5-8-letnią. Jest to tak zwane "piórko". Pyta starosta młodego: "Jest to ta twoja?" Młody pan milczy, a odpowiadają za niego wszyscy weselnicy: "dobra by była, ale za mała". Starosta przyprowadza drużkę. Znów to samo pytanie i znów odpowiedź tłumu: dobra, ale to dla drużby. Znów starosta wychodzi i przynosi chustkę, do której wieczorem "zaczepią" młodą pannę. VV chustce leży gałązka mirtowa. Znów stare pytanie i odpowiedź tłumu: "dobre, ale to tylko piórko, a gdzie ptaszek". Okazuje się, że za "ptaszka" musi młody pan zapłacić. Tu już mężczyźni nie mają wcale głosu, szacują młodą pannę kobiety same, a młody po targu zwykle płaci. A płacić musi samem "złotem a śrzybłem". Gdy już rachunek uregulowany przyprowadza starosta młodą pannę tj."młoduchę".
        Teraz panna młoda wita w swym domu wszystkich gości poczem z swym oblubieńcem klękają
        przed rodzicami obojga i proszą o błogosławieństwo.
        • madohora Re: Góralskie wesele- 1926 19.12.14, 23:40
          O r k i e s t r a zaczyna wesoło grać, goście jedzą sute śniadanie i pięknie ubranemi wozami jadą co prędzej do kościoła na mszę. Przez cały czas mszy, młody z drużbą klęczą po jednej stronie ołtarza, zaś "młoducha" , drużka i "piórko" po drugiej stronie. Po mszy następuje
          ślub, poczem "młodzi" iadą do swego nowego domu przywożąc błogosławieństwo
          z kościoła dla siebie, goście zaś idą do karczmy.
        • madohora Re: Góralskie wesele- 1926 19.12.14, 23:42
          karczmy. Muzyka gra ochoczo do wieczora, weselnicy wzajemnie częstują się trunkami "po wiesielowemu" t.j. wprost z flaszki kolejno wszyscy piją, tańce trwają do wieczora. Wieczorem "wiesielniczki" wykradają młodemu cichaczem przyszłą żonę i biorą ją z sobą
          "oczepić ją". Gdy młody pan spostrzeże się, że niema obok siebie swej ulubienicy szuka ją, lecz znajduje ją zaczepioną. Teraz jemu do kapelusza wkładają jej wieniec mirtowy, a ona
          idzie tańczyć. Wszyscy chcą pierwsi tańczyć z "młodą babą" bo honor to nielada. Potem jednak trzeba za to zapłacić, "bo to nie zwykły taniec to młoducha wytańcowuje sobie na czepiec". A tańczy bez ustanku. Wreszcie wieczerza. Goście jedzą, a pod stołami pełno małych dzieci. Te skromnie czekają tam na okruchy, lub skubią za spodnie, za spodnice, aż wreszcie jakiś "kąsek" mięsa i im się dostanie. Naraz drzwi się otwielają i wpada rozpłakana kucharka j a lamentując w niebogłosy pokazuje wszystkim obwiązaną, niby to sparzoną rękę, w której trzyma stary stłuczony garnek. Tłumaczy gościom głośno, że to ona gotując dla gości stłukła garnek, sparzyła się, musi iść do doktora, a jest ubogą i niema za co. W uznaniu
          jej zasług goście wszyscy płacą jej pieniądze, kucharka przestaje płakać śmieje się
          i radośnie śpiewa:
          "o już mie moja reńczyczka nie boli,
          O już się ona mi teraz zagoi".
          Po kolacji goście dalej się bawią. Za-
          leży od zamożności: do rana, dwa, trzy
          dni z rzędu, a często gęsto, za tydzień
          urządzają znowu poprawki.
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.12.14, 17:23
      Z opłatkiem w ręku staje m dziś przy stole.
      by się przełamać i złożyć użyczenia,
      a radość szczera osiada na czole,
      żeśmy dożyli znowu Narodzenia.

      Rok znowu minął żmudnej ciężkiej pracy,
      a te ofiary są nie do zliczenia.
      cośmy Ojczyźnie złożyli na tacy.
      by kraj z ciężkiego dobyć położenia.

      I A znowu pójdziem dalej sypać szaniec
      i czoło stawiać złych wrogów nawale.
      I poniesiem dalej oświaty kaganiec,
      spiżową nucąc pieśń ku Polski chwale

      1925
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 05.02.15, 23:37

        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 06.02.15, 21:43

      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 30.03.15, 23:40
        Wigilijna Noc

        Gdy zmierzch wigilijny
        do okien stuka
        i za kolędą przez ster
        pobieży Mazowsze,
        flety w sercu ukryte
        melodię podchwycą,
        pastorałki zagrają
        wspomnienia najdroższe.
        Kiedy troski pierzchną
        jak wróble krzykliwe
        co się cieni świerków
        i jastrzębi boją,
        świecę smukłą zapalisz
        i samotność zaludnisz
        ufnością w seans nadziei
        pełnej niepokoju.
        Potem jutrznia przywoła
        najpiękniejsze misterium
        przemienienia chleba i wina
        a dzieciom śnić się będą
        iskrzące jasełka
        i żłobek a w nim
        mała dziecina.

        Henryk Jasiczek
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 26.03.15, 21:21
      Jak się downi chlyb wypiykało

      Było to pore roków po łostatnij wojnie, jak żech jeszcze był klukym i chodzowołech do szkoły. Jedyn roz prawi do mie mamulka: "Wiysz co, Karel zófidziesz jutro z rana ze skozym do mojij
      mamy, kiero mieszko na Rudniku. Chodnik znosz, bo bylimy tam społym już pore razy, to ni ma możne, byś pobłądził. Mosz akurat jutro jyny trzi godziny nałuki, tóż rechtorek nie weznóm mi tego za złe i nie bydóm tela banować, żech cie nie posłała do szkoły. Jo teraz isto przez jakisikej czas niy bydym mieć sposobu, by tam zozdrzic, jak sie też miywajóm". Naporączóne miołech, tóż też z samiućkigo rana żech tam polecioł. Było to prowie majowym czasym, tóż boskym po rosie dobrze mi sie szło. Wziónech se to na skróty, tóż leciołech przeważnie miedzami. Trefiłech dobrze, bo stareczka z dotkóm były dóma. Prawie rychtowały
      sie do pieczynio chleba. "Nale dobrze żeś prziszeł, mój Karliczku" - prziwitała mie stareczka. "Zaroz przyrychtujym d cosikej do pojedzynio, bos isto niewiela pośniodoł, a przez chodnik żes zgłodnioł. Zustófi u nas do popołednia, to se pojysz świyżego podpłumyka i spoczniesz se kapke, bo czako de spadki kęs chodnika. Mamie isto też już pumogosz jak
      czasami jeszcze piykuje chlyb. Wiym, że zrazu ji to nie wychodziło. Chlebiczek nieraz bywoł unij przypolóny, lebo był niedopieczóny. Wtynczas twój tatulek błoznowoł, a mamie tak przipisywoł "Taki mi sie chlyb wydarził, żebych ani nie był marził. Cieszyn, Opawa, Frydek Morawa chleba napiyk. Z jednej stróny woda ciykla, z drugij stróny mysz uciykła. Cieszyn, Opawa, Frydek, Morawa"... I tak dali, było tej pieśniczki pore zwrotek. Ja, upikóma dobrze chlyb to je wielko sztuka. Do wyrobiynio dasta trzeja mieć sporo siły i jo już tej roboty nie poradzym, a robi to teraz za mnie twoja dotka, co symnóm miyszko. Nale piykować fórt bydymy, bo ni ma, jak se pojodać swój, zdrowy, czomy chlebiczek. Nie sprzikrzi sie, chocióż go jednym cięgym jodómy, a co je suchszy, to je zdrowszy. Jak sie trefi, że nóm rychli
      dóndzie, to kupiymy se światły od piekorza, a przy tym kierómsikej żymłe lebo kajzerke. Starym ludzióm i dzieckóm takowo odmiana dobrze robi. Przipiliło nas do pieczynio dzisio,
      bo my sie ani nie nazdali, jak my z kumory przedwczora wyjyli łostatni pecynek. Tela
      dobrze, że zustała nociastka łod łostatnigo razu, jak my piykli, toch żech jóm hnetka
      pokruszyła i zrobilach wczora zakwas. Je teraz ciepło i dobrze sie ukwasił łóż też zaroz z rana chytómy sie roboty. Mąka grzeje sie w słómiónkach na ławie kole pieca, a je w nich i remo i pszyniczno żamówka. Warzonych ziymnioków dzisio nie dodómy, bach ich zapómniała uwarzić. Obydzie sie aji bez nich i chlyb ani tak gibko nie wyschnie, bo do tydnia bydzie
      zjedzóny" . Tak mi godała stareczka, bo ciotka poszli rychtować piekarszczok. Widziołech jóm przez łokno, jak nosili na narączku zeszczypanóm buczyne z drewutni. Nałożyni drzewa do piekarszczoka nie trwalo dłógo, bo za chwile dotka byli w kuchyni gotowi zarobiać ciasto. Mieli na sobie bioły fartuch, a rękowy łod szot zasukane aż po paże. Po wymyciu na laworzerąk szychtowym mydłym i zawiązaniu na żurek szatki na głowie, prawili, że mogóm zarobiać i że trzeba przynosić słómionki z mąkóm. Dziyża z zakwasym stola na podwyszorku, by tak mocka nie trzeja sie było zgibać. Stareczka zaś dodowali do dziyże letnióm wode, pore gocici soli i gorstke kminku z fyniklym. Wyrobiani ciasta nie trwalo dłógo, może kole pół godziny, aż ciasto samo zaczyło odchodzić łod rąk. Musiołech też przy tej dężkawej robode nikiedy wytnie
      ciotce czoło, bo było zroszóne potym. Ni mógla przeca z czoła żadno kropelka spaść do dziyże. Zarobióne dasto ucapkali do rowna, łopruszyli mąkóm, a dziyże od wyrchu naktyli łoktuszóm. Jak sie ciasto zaczyło ruszać, poszli zapolie podpołke do piekarszczoka. dźwiyrka uchylili od pieca, a szyber do kumina wyciągli, by sie mioł kaj dym podziywać. Za dobróm godzine drzewo prawie zgorzało, a niedopolóne kąszczki i wągliczki trzeja było cioskym rozgrzebae po całym dnie pieca, by sie dobrze i rowno wypoliło.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 26.03.15, 21:25
        W kuchyni móglimy zaczynać kulać ciasto, bo było zatela wyruszane. Stareczka drzewianóm łopatkóm donosiła kąski ciasta na posuty mąkóm stół kiere ciotka kulali na łokrągłe bochynki i zarozwldodali do słómiónek. Łostatek ciasta sfalnie zusławili w dziyżce, by go starczyło na dwa podpłumyki i nociastke. Potym poleciołech za ciotkóm zaglądnąe do piekarszczoka, czy już do samego cna spaliły sie ty kąszczyczki drzewa. Widae że były, bo wziyni do rąk ciosk
        i przygrzebali na kroj niedopolóne wągliczki, a co większe dali do podstawiónego ampra. Popiół zaś wymiótli przyrychtowanym przódzi pomietłvm. Na jego kóncu był przydrótowany wiecheć z olszynowych gałązek z liściami. Czasami sie też zdarzi, że chlyb na spodnij skórce mo aji kąszczyczki czornych wągielków, łóż musi sie też piec dobrze pozwymiatae. Żeby wiedzieć, czy piec zustoł dobrze wypolóny, trzeja zrobie prube z mąkóm. Do palców se wziyni
        ciotkażan1ówki i chynyli jóm na dno pieca, jednak zaroz zbełkły i trzeba było go schłódzie przez odewrzyte dwiyrka i szyber do kumina. Za pore minut pruba wypadła dobrze i mógżech znoszae słómionki z wyruszanym ciastym. Łopata do sodzanio była oprzyto o rant pieca, na kieróm ciotka wywracali słómiónki. Każdy pecynek obmywali wodą i sodzali łopaternie, by chlebiczki były ułożone rowno kole siebie. Na kóniec sodzanio stareczka przyniyśli dwa
        chrubszawe placki, kiere ułożyli na sóm kroiczek. Podpłumyki piekóm sie krótko, tóż muszóm być tak ułożórae. Mie zaś kozali dlo hecy skokae przez łopate. Chyciłech se trzónek do rąk, opnił łopate jednym kóncym o dłaszke i skokoł tam i nazad, aż mie zabolały nogi. Przy tym
        musiołech jeszcze kręcie zadkym, by chlyb był łokrągły i wYsoki. Prawiła stareczka, że
        je to stary łobyczoj, bo jak jo był dzieckym, to też skokowała przez łopate. Śmioły sie przy
        tym, jak żech podskakowoł, bo i przy pieczyniu chleba może być wiesioło. Podpłumyki prawie sie za chwile upiykły i przyniyślimy ich do kuchynie. Jak wychłódły stareczka jich od wyrchu dobrze umaścifa masłym i posypała cukrym. Była to wtynczos dlo mie wielko gościna. Chlyb był upieczóny za półdrugo godziny, a jak sie go wyjmowało łopatóm z pieca, to narobił
        tela wóni po chałupie, jak w nikierej wielkij piekarni.
        • madohora Szkubanie piyrzo 26.03.15, 21:30
          A ż sie łzy do oczu cisnóm, jak se spómnym, jako to po chałupach bywało... Gaździny chowały gęsi, całe lato było ostudy dość, jak puch gęsi był pełny koszar, ogrodzony tyninami. Zaś w jesieni kłapkali po jednej gęsi, piyrze oszkubali i dowali do starych maśniczek. Jak w zimie było kiedy, tóż sie baby ugwarzowały, kany kiera kiery dziyń bedzie mieć szkubaczkwym, coby to naraz nie trefiło we wiyncej izbach. Tóż na dany wieczór baby wczesniej dały ieczerzym, w chlywie zodbli i szli do sómsiadów, kany sie już wysztochlóne baby i dziywki zbiyrały. Gaździno podawała z maśniczki piyrze na stoły, a zaś gotowe poszlmbane piyrze dowali do nowego wsypu pierziny lebo zogłowka, coby potem było na wyprawe slubnóm dla cer. Przi tym było wiela gwaru, śmiychu, bo se przi tym wesoło opowiadali. Nikiere matki czy ciotki miały w młodych rakach ciekawe zdarzynia, tóż teraz to opowiadały. Tacik siedzieli u pieca na nolypi i też opowiadali - o utopcach, nocnicach, co
          niejednego pijaka posmykały, aji zejscały, bo prziszedł do domu mokry jako utopiec.
          Baby se szkubały i opowiadały, a pachołcy ni mógli sie uż doczekać, jak długo to bedzie trwało, tóż hipli do izby i duchali do piyrzo. Przy wrzawie i śmiychu bob i dziywek gaździno piyrzi chute pozbiyrała, przyszedł aji muzykant I już ryszyli do tańca i już sie bawili i wesoło tańczyli. Z tych starych szkubaczek miło mi wspomnieć na Jozefa ze Zapasiek. Borok nie
          widział, ale ludzie go mieli na szkubaczkach radzi, bo na hóslach, na jarganach cudnie grał i śpiywoł swoi wysztudyrowane bojtki, a ludzie sie mu do rozpuku śmioli. Ja wtedy furmanił z drzewnym do Zwardania, a jak miała być u nas lebo u sómsiadów szkubaczka, to ja tego Jazefa muzykanta po ceście prziwoził, coby mu nie trza śniegiym, zomiyntami człapać.
          A po szkubaczce sie przespoł, a jak jech rano jechał do lasa, toch go po ceście zawióz do domu. Jozef był rod, bo pachołcy do kapsy mu dali złocioków, gaździny zaś dały cosi ze zabijaczki, na skosztowani. Ja też był rod, boch od Jozefa dostoł "Boże zapłać"!
          • madohora Re: Szkubanie piyrzo 26.03.15, 21:32
            Za stodołóm, za kapustóm,
            obłapiał sie chudy z tlustóm.
            Tak sie fajnie obłapiali,
            aż kapustym połómali.
            Ja by tebie, dziywczyn, nie chciał,
            bo przi tebie leżoł dziegciar,
            leżał, leżał ale mało,
            bo mu dziegcia brakowało.
            Co z tebie je za ozygał,
            gdy ty nie wiysz, kany lygóm?
            A ja lygóm na piwnicy,
            chodzóm ku mnie zolytnicy.
            Poczkej, dziywczyn, uywiedym ci,
            kupim papiyr, zalypim ci.
            Choćbyś kupił sztyry archi
            nie zalypisz moji marchio
            Poczkej, dziywczyn, uywiedym ci,
            kupim dzwónek, prziprawim ci.
            Jak cie bedzie inszi gónic,
            to ci bedzie zwónek zwónic.
          • madohora Re: Szkubanie piyrzo 26.03.15, 21:33
            Pytała się moja staro,
            czym mnie bedzie żywic,
            bo mi sie uż zaczynajóm
            zadni nogi krziwic.
            Teraz jech sie rozigrała,
            teraz mi zagrejcie,
            kierego ja bedym chciała,
            za tego mnie dejcie.
            Kolybała baba dziada
            na lipowej żerdzi,
            ni mógła go ukolybac,
            bo ji bardzo pierdzi.
            Kolybej mie staro babo,
            dom ci garniec grochu.
            Nie bedym cie kolybała
            ty stary pierdziochu.
            • madohora Re: Szkubanie piyrzo 28.05.15, 22:07
              Na cześć matki

              Ogrom miłości, dobroci i cnoty
              I niezmierzone morze poświęcenia
              Z tych to się listków składa wieniec złoty
              Co głowę każdej matki opromienia
              Dla dzieci ona ni gniewu rumieńca
              Ani skarg nie ma ani smutków cieni -
              Podnieśmy toast za cześć tego wieńca
              Nie z liści sławy lecz z cnót promieni
              • madohora Re: Szkubanie piyrzo 28.05.15, 22:29
                Gdy święcisz dzisiaj dzień imieninowy,
                Czegóż Ci życzyć człeku dobrej woli?
                Bądź w »wojom życiu zawsze tylko zdrowy;
                Bez zgryzot, cierpień i karlsbadzkiej soli,
                A żeś jest czerstwy roztropny i hoży,
                Niech się Twe serce raduje i mnoży.
                Niechaj Ci stale sprzyja łaska Pańska,
                Abyś w Twych troskach rad znalazł pociechę,
                Niech życie Twe płynie jak Wisła do" Gdańska
                I zrób majątek wydając nam „Strzechę“
                Nie licz na zbytnie w tym względzie finanse,
                Majątkiem Twoim są wszak „Strzechy“ szanse
                Zaliczam dziś Cię do estetów znawcy,
                Bcś w pracy wytknął myśl Zicną, niewinną,
                Przyjmując na się kłopoty wydawcy
                Stroisz jak możesz swą „Strzechę Rodzinną“
                Boś tęgi działacz i dziulny kresowiec
                W swem przedsięwzięciu zawsze ideowiec.
                Więc dziś Ci życzę, abyś zawsze kwitnął
                Jak kwiat którego płatek nie opada,
                Bądź zawsze w „Strzesze“ tą bajką błękitną,
                Którą się dużym dzieciom opowiada.
                . .. Tego dziś moje pióro nie wysłowi
                Czego ze serca życzę Kosarzo w i
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 15:41
      Potoczyła wianuszek po stole:
      —Trzymaj ojczeńku sokole.:—
      Ojczeńko wianka nie wstrzymał,
      Bo w nim nadzieję małą miał.
      Potoczyła wianuszek po stole:
      — Trzymaj mateńko sokole.—
      Mateńka wianka nie wstrzymała.
      Bo w nim nadzieję małą miała.
      Potoczyła wianuszek po stole:
      —Trzymaj braciszku sokole.—
      Braciszek wianka nie wstrzymał,
      Bo w nim nadzieję małą miał.
      Potoczyła wianuszek po stole:
      —Trzymaj siostrzyczko sokole.—
      Siostrzyczka wianka nie wstrzymała,
      Bo w nim nadzieję małą miała.
      Potoczyła wianuszek po stole:
      —Trzymaj Jasieńku sokole.—
      Jasieńko wianek wstrzymał,
      Bo w nim nadzieję wszystką miał.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 15:42
        Rozsypała Kasieńka
        drobną ruteńkę po stole,
        Ej po stole, po cisowym,
        po obrusie bielonym.
        Któż tę ruteńkę pozbiera,
        Kasieńce wianek uwić ma?
        Ruteńka moja drobna, zielona,
        we trzy rzędy sadzona.
        Ojczeńko rutki nie zbiera,
        bo w nićj nadzieję małą, ma.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 15:43
        Mateńka rutki nie zbiera,
        bo w niej nadzieję małą, ma.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 15:44
        Jasieńko rutkę pozbierał.
        Bo w nićj nadzieję wszystką, miał.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 15:45
        Nadobna Kasiulenka
        Po pod lasem chodziła,
        Kalineczkę lamala.
        Do liczka przykładała,
        Swego tatulka pytała:
        —Czy będę ja takaja,
        Jak taja kalinaja?—
        —Będziesz córeńko, będziesz,
        Dokąd u mnie pobędziesz
        A jak pójdziesz do świekruchy.
        Wysuszysz swą główeńkę,
        Jak wiater kalineńkę,
        I spadnie z ciebie krasa,
        Jak z kalineńki rosa
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 15:46
        Ubrał się pięknie—na konika siędzie,
        Wnet u Maryś będzie!
        Masz-ci miłego—cblopca dziarskiego,
        Co się i djabła nie zlęknie!
        Oj to chłopiec krzepki—znają ci go lasy,
        Chodził on w załebki—z niedźwiedziem w zapasy!
        Oj strzola-ć on strzela—nigdy nie omyli,
        Ale mu do Maryś—spieszyć się najmilej.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 15:47
        Przeproś Marysiu swoją mateńkę,
        W czśmeś ją przegniewała;
        Jak nie przeprosisz, jak nie przebłagasz.
        Nie będziesz doli miała.
        Oj powstań! powstań pani matko z za stola!
        Oj błogosław swoję córusię do ślubu
        Oj powstań! powstań panie ojcze z za stola,
        Pobłogosław swoją córkę do ślubu.
        A zabierajże się Maryś moja, zabieraj,
        Niech się twoja kompanija, po podwórzu nie tera.—
        -—Już-ci ja się moi drodzy ludzie wybrała,
        Tylkom od matki jeszcze błogosławieństwa uie miała.-
        •—A upadnijże już Marys' moja przez progi,
        A obejroijże już twoję ruatuleńkę za nogi.
        Podziękuj w izbie, podziękuj w sieni,
        Podziękujże w komorze,
        A podziękujże tym wszystkim ludziom,
        Co tu stoją na dworze.
        A już jedziemy, już wyjeżdżamy,
        Z nami Marysia nie chce,
        —O moja matulu! moja kochana!
        Błogoslawźe mnie jeszcze i t. d.
        Rozgłaszajże ty panie wesoły,
        rozgłaszaj, rozgłaszaj!
        A ty Marysiu swoją mateńkę
        przepraszaj, przepraszaj!
        Poznać sierotę, poznać
        Bo ojca, matki nie widać.
        Powstańże matusiu z grobu,
        Błogosław córce do ślubu.
        —Ciężko mnie, ciężko z.grobu wstać,
        Błogosławieństwo dzieciom dać.
        Są-ci tam ludzie na świecie,
        Pobłogosławią sierocie.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 15:48
        Błogosławcież panie dziadku wnuczusi,
        Sieroteńka nie ma ojca, matusi!
        Błogosławcież panie dziadku sierocie,
        Aby jej Bóg darzył w szczęściu, we cnocie.
        Błogosławcież panie dziadku dziewczynie,
        Niecli jej młodość marnie w biedzie nie zginie.
        Błogosławcież, panie dziadku na ten ślub,
        Żeby jej też w gospodarstwie darzył Bóg.
        Błogosławcież sierocie wy ludzie,
        Bo na ten ślub do kościoła już idzie.
        A przełaźże panno młoda przez progi,
        A uchwyćże swego dziadka za nogi
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 15:50
        Przede wroty—kwiatek zlotyr
        lilija, lil i ja I
        Prowadźże nas do kościoła
        Maryja, Maryja!
        Marysia idzie, lilija stoi,
        Mija ją, mija ją,
        Matula idzie, a opłakuje,
        Zbiera ją, zbiera ją i t. d.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 15:51
        Już my idziemy,
        Już dochodziemy
        pod ten kościelny zamek.
        Będziem oglądać
        Najświętszej panny domek.
        Najświętsza Panna dobrze czyni,
        Całemu światu gospodyni.
        Najświętsza Panna stadła łączy,
        Wspomagajże ją Bóg Wszechmogący,
        A na onćj górze,
        Na jedwabnym sznurze,
        Dwoje drzewa pływa:
        Jedno kalinowe,
        Drugie jaworowe.
        A pod kalinowem,
        A pod jaworowym
        Dziewczyna białóm szyciem wyszywa.
        Jedno kalinowe,
        Jedno jaworowe'),
        Nadobna dziewczyna do ślubu się wybiera.
        Ożyli ci ojca żal?
        Czyli ci matki żal?
        Czyli jakiej rodziny?
        —Ojca mi'nie żal,
        Matki mi nie żal,
        Ani żadnej rodziny.
        Komum rączkę raz dała,
        Temu będę ślubowała.—
        Przeleciał sokół
        przez pański okół,
        pióreczka na nim zadrżały.
        Wybierajże się dziewczyno, wybierajże się,
        Masz-ci czas niemały.
        Rozmyślajże się, rozmyślajże się,
        Masz-ci czas niemały.
        Bo to nie na roczek, ani na tydzień,
        Ale na wiek cały.
        Rozmyślajże się w każdy dzień,
        Masz-ci czas niemały
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 15:52
        Oj chmielu! chmielu! ty bujne ziele,
        Nie będzie bez cię żadne wesele
        Oj chmielu! oj nieboże!
        Niech ci Pan Bóg dopomoże,
        (lub: to na dół, to po górze)
        Oj chmielu!
        Żebyś ty chmielu na tyczki nie lazł,
        Nie robiłbyś ty z panienek niewiast.
        Oj chmielu! oj nieboże!
        Niech ci Pan Bóg dopomoże,
        (lub: to na dół, to po górze)
        Oj chmielu!
        Ale ty chmielu na tyczki włazisz,
        Nie jedną, pannę wianeczka zbawisz.
        Oj chmielu! oj nieboże!
        Niech ci Pan Bóg dopomoże,
        (lub: to na dół, to po górze)
        Oj chmielu!
        Oj chmielu! chmielu! drobnego ziarnka,
        Nie będzie bez cię piwo, gorzałka.
        Oj chmielu! oj nieboże!
        Niech ci Pan Bóg dopomoże,
        (lub: to na dół, to po górze)
        Oj chmielu!
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 15:54
        Przede wroty kamień zloty,
        (lub: Przede dworem biały kamień),
        śliczna lilija.
        Uwijże mi z ruty wieniec,
        panno Zofija!
        Odziej szaty najpiękniejsze,
        wyjdzi przed wrota.
        •Jedzie do cię piękny młodzian,
        cały od złota.
        Jedzie, jedzie piękny młodzian^
        kochaneczek mój.
        Bo wyparska, rży zdałeka
        jego siwy koń.
        Otwórzcie mu pacholicy
        szeroko wrota,
        Żeby ten jego koniczek
        nie obtarł złota.
        Posypcie mu pacholicy
        popielec pod próg.
        Żeby sobie ten koniczek
        nie powalał nóg.
        Połóżcie mu pacholicy
        kobierzec na próg,
        Żeby sobie ten koniczek
        nie potłukł nóg.
        Nakryjcie mu pacholicy
        cyprysowy stół,
        Postawcie mu na tym stole
        różny marcypan.
        Odstąpiła się gniewając
        nie takich chciała!
        (lub: Czemuś' mnie grzeczna panno
        nie przywitała)
        —Byłbym ja tu nie przyjechał,
        aleś kazała.
        Kazałam ja ci to prawda,
        tobie samemu
        A tyś przywiózł grzeczniejszego
        ku sercu memu.—
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 15:55
        Pod borem sosna gorzała,
        Pod sosną, panna stojała
        Skry na nią, padały,
        Szaty na niój gorzały.
        Nie dbała.
        Przyjechał do niój stary pan,
        Zarzucił na nią swój żupan,
        Onać go nie chciała.
        Boć się jego bojała.
        Stary-ć on.
        Przyjechał do niój jego syn.
        Zarzucił na nią swój żupan,
        Mówił do niej słóweczko:
        Siadaj ze mną dzieweczko.
        Ona z nim.
        Żebym wiedziała: będziesz mój?
        Darowałabym ci sygnet swój,
        A ten sygnet szczero-złoty,
        Warszawskiej on roboty,
        Jasio mój
        Żebym wiedziała: będziesz mój?
        Darowałabym ci wieniec swój.
        Ale ten wienec ruciany,
        Perłami wysadzany,
        Jasio mój!
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 15:56
        Jużże swatkowie przed wrotami grają:
        Hej wybieraj się, hej wybieraj się,
        Hej wyrządzaj się młoda dziewczyno!
        A ona stała—im odpowiedziała:
        — Hej nie boję się, bej nie boję się,
        U swego ojcseńka zostanę się.
        Jużże swatkowie na podwórzu grają:
        Hej wybieraj się, hej wybieraj się,
        Hej wyrządzaj się młoda dziewczyno!
        A ona stała—im odpowiedziała:
        —Hej nie boję się, hej nie boję się,
        U swój mateńki zostanę się.
        Jużże swatkowie w nowej sieni grają:
        Hej wybieraj się, hej wybieraj się,
        Hej wyrządzaj się młoda dziewczyno!
        A ona stała—im odpowiedziała:
        —Hej nie boję się, hej nie boję się,
        U swego braciszka zostanę się.
        Jużże swatkowie w pierwszój izbie grają:
        Hej wybieraj się, hej wybieraj się,
        Hej wyrządzaj się młoda dziewczyno!
        A ona stała—im odpowiedziała:
        —Hej nie boję się, hej nie boję się,
        U swej siostrzyczki zostanę się.
        Jużże swatkowie w nowej komorze grają:
        Hej wybieraj się, hej wybieraj się,
        Hej wyrządzaj się młoda dziewczyno!
        A ona stała—im odpowiedziała:
        —Hej już boję się, hej już boję się,
        TJ swego Jasieńka zostanę się.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 15:57
        Oj siadaj, siadaj Marys' kochanie,
        Nic nie pomoże twoje płakanie.
        Nic płakanie nie pomoże,
        Bo już konie stoją w wozie,
        Pojedziemy wraz.
        Nie będę jeszcze z wami siadała,
        Bom panu ojcu nie dziękowała.
        Dziękuję ci panie ojcze,
        Że bywali za mnie goście,
        Teraz nie będą.
        Oj siadaj siadaj Maryś kochanie i t. d.
        Nie będę jeszcze z wami siadała,
        Bom pani matce nie dziękowała.
        Dziękuję ci pani matko,
        Chowałaś mnie pięknie, gładko,
        Teraz nie będziesz.
        Oj siadaj, siadaj Maryś kochanie i t. d.
        Nie będę jeszcze z wami siadała,
        Bom panu bratu nie dziękowała.
        Dziękuję ci panie bracie,
        Żeś mię chował w swojćj chacie,
        Teraz nie będziesz.
        Oj siadaj, siadaj Maryś kochanie i t. d.
        Nie będę jeszcze z wami siadała,
        Bom pani siostrze nie dziękowała.
        Dziękuję ci pani siostro,
        Byłaś nieraz na mnie ostrą,,
        Teraz nie będziesz.
        Oj siadaj, siadaj Maryś kochanie i t. d.
        Nie będę jeszcze z wami siadała,
        Bom steczkom, dróżkom nie dziękowała
        Dziękuję warn steczki, dróżki,
        Co chodziły moje nóżki,
        Teraz nie będą.
        Oj siadaj siadaj Maryś kochanie i t. d.
        Nie będę jeszcze z wami siadała,
        Bom ogródkowi nie dziękowała.
        Dziękuję ci ogródeczku,
        Com chodziła w tym wianeczku.
        Teraz nie będę.
        Oj siadaj siadaj Maryś kochanie i t. d.
        Nie będę jeszcze z wami siadała,
        Bom stołom, ławom nie dziękowała.
        Dziękuję wara stoi}', ławy,
        Co me rączki pomywały,
        Teraz nie będą
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 16:32
        Po cożeś mnie matuleńku za mąż wydała,
        Kiedym ja się w gospodarstwie nie rozumiała?
        Teraz ci się muszę uczyć:
        Umieść, ugnieść, uprać, uszyć,
        Matulu moja!
        Lepiej było u matuli słuchać muzyki,
        Kiedy grali i śpiewali jako słowiki.
        Teraz ci ja muszę robić,
        I do muzyki nie chodzić,
        Matulu moja!
        Lepiśj było u matuli—ładniem chodziła,
        Co niedziełko, co świętuszko, tom się stroiła.
        Trudno teraz ładnie chodzić,
        Boć ja ciężko muszę robić,
        Matulu moja!
        Wszakeście wy, matuleńku, męża świadoma,
        Nie użyje nic dobrego za mężem żona.
        Tylko biedy i niewoli,
        Od kłopotu głowa boli,
        Matulu moja!
        Już wyjeżdżam matuleńku z domu waszego,
        Nóżki ściskam i całuję z serca prawego.
        Nóżki ściskam i całuję,
        Za wychowanie dziękuję,
        Matulu moja!
        A i was się pana ojca wcale nie boję,
        I o łaskę pana ojca więcój nie stoję.
        Bijał-ci mnie bez przyczyny,
        Już mnie bierze Jasio miły,
        Przyjaciel wieczny.
        Któremu ja przy ołtarzu rączkę podała,
        I kochać go i szanować przyobiecała.
        Szanować go aż do śmierci,
        Dopomóżcie wszyscy święci,
        Sam Panie Boże!
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 16:33
        Prowadzili bratkowie siostrę ze dwora,
        Nie Aviedziała, którą drożeńką iść miała.
        Stanęła jak biała lilija przy drodze,
        Patrzała którędy rodzina jój pójdzie.
        Rodzina jedzie—białą liliję mija!
        Ona stała—zapłakała—nie wzięlić jój.
        Miody Jasieńko jedzie—białój lilii nie mija
        Ona stała—rozśmiała się—wziął ci ją.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 16:38
        Stoi lipeńka—stoi zielona,
        listeczki opuściła,
        Pod nią dziewczyna—pod nią jedyna,
        z rutki wianeczek wiła,
        Oj czego płaczesz—moja dziewczyno,
        ach cóż ci za niedola?
        Me płaczże Kasiu—smutnaśpo Jasiu,
        oj będziesz-ci go miała.
        0 mój Jasieńku—o mój jedyny!
        da stałać mi się szkoda,
        Uwiłam-ci ja—parę wianuszków,
        zabrała mi je woda.
        Moja dziewczyno—moja jedyno
        nie frasuj ty się o nie.
        Oj mam-ci ja mam—parę łabędzi,
        popłynąć one po nie.
        Już jeden płynie—po rokicinie,
        wianeczka sięgający,
        Już drugi płynie—aż się odchynie,
        wianka nie dostający.
        Łabędzie płyną—wianeczki toną,
        bystra je woda garnie,
        Moje wianeczki—z drobnój ruteczki,
        mam-li was stracić marnie?
        Łabędzie płyną—wianeczki giną,
        bystra je woda niesie;
        Nie masz wianeczka—moja Kasieczka,
        już ja cię nie pocieszę.
        Łabędzie wróćcie—serca nie smućcie!
        Wianeczka nie przyniosły,
        Tylko rąbeczek—to na czepeczek,
        na twoje złote włosy
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 16:42
        Hej! hej! łabędzie płyną, a z łabędziami
        płynie wianeczek,
        Kasi na czepeczek,
        aby siadła z niewiastami.
        Wyszła na pole, stanęła sobie,
        pod jaworem w chłodzie,
        I wyglądała swego Jasieńka
        z której strony przyjedzie.
        Oj jedzie, jedzie mój kochaneczek,
        po majowej dąbrowie;
        Oj płynie, płynie z czepkiem wianeczek,
        Kasieczce na głowę.
        Oj jedzie jedzie mój kochaneczek,
        po majowej dąbrowie,
        Rozpuścił-ci te strusie pióreczka
        konikowi po głowie.
        Oj nie żal mi tych strusich pióreczek,
        com je sobie rozproszył
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 16:44
        Jeno mi żal cię dziewczyno moja,
        com cię marnie opuścił.
        Koniczek lata, koniczek pląsa,
        na cugle następuje-
        Kasieńka plącze—Kasieńka krzyczy,
        i rączki załamuje.
        Kasieńku nie płacz, Kasieńku nie krzycz,
        nie psujże sobie główki:
        Weź se chusteczki, z mśj kieszoneczki,
        i utrzyj sobie oczki.
        Teraz chusteczka, i ta jedwabna,
        i ta nic nie pomoże.
        Mojój urody, mojej swobody,
        pożal się mocny Boże!
        Hej! hej! łabędzie płyną—a z łabędziami
        płynie wianeczek.
        Stoi kochaneczek,
        Kasiu moja Kasiu—między dziewczętami.
        Tak mi żal upłynie,
        jak ten wianek płynie
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 16:47
        Hej! hej! łabędzie płyną, a z łabędziami
        płynie wianeczek,
        Kasi na czepeczek,
        aby siadła z niewiastami.
        Wyszła na pole, stanęła sobie,
        pod jaworem w chłodzie,
        I wyglądała swego Jasieńka
        z której strony przyjedzie.
        Oj jedzie, jedzie mój kochaneczek,
        po majowej dąbrowie;
        Oj płynie, płynie z czepkiem wianeczek,
        Kasieczce na głowę.
        Oj jedzie jedzie mój kochaneczek,
        po majowej dąbrowie,
        Rozpuścił-ci te strusie pióreczka
        konikowi po głowie.
        Oj nie żal mi tych strusich pióreczek,
        com je sobie rozproszył
        Jeno mi żal cię dziewczyno moja,
        com cię marnie opuścił.
        Koniczek lata, koniczek pląsa,
        na cugle następuje-
        Kasieńka plącze—Kasieńka krzyczy,
        i rączki załamuje.
        Kasieńku nie płacz, Kasieńku nie krzycz,
        nie psujże sobie główki:
        Weź se chusteczki, z mśj kieszoneczki,
        i utrzyj sobie oczki.
        Teraz chusteczka, i ta jedwabna,
        i ta nic nie pomoże.
        Mojój urody, mojej swobody,
        pożal się mocny Boże!
        Hej! hej! łabędzie płyną—a z łabędziami
        płynie wianeczek.
        Stoi kochaneczek,
        Kasiu moja Kasiu—między dziewczętami.
        Tak mi żal upłynie,
        jak ten wianek płynie.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 16:51
        Nasieję ja jarej ruty—w nowym ogrodzie,
        hej! hej! mocny Boże—-w nowym ogrodzie
        Uwiję ja dwa wianeczki—puszczę po wodzie,
        hej! hej! mocny Boże—puszczę po wodzie.
        Z tamtej strony jezioreczka—jadą, dworzanie,
        hej! hej! mocny Boże—jadą dworzanie.
        Jeden mówi do drugiego:—wianeczki płyną,
        hej! hej! mocny Boże—wianeczki płyną.
        Drugi mówi do trzeciego:—dziewczyna tonie,
        hej! hej! mocny Boże—dziewczyna tonie.
        Trzeci mówi do czwartego:—ja pójdę po nię,
        hej! hej! mocny Boże—-ja pójdę po nię.
        Hej jak skoczył, suknie zmoczył—i sam utonął,
        hej! hej! mocny Boże—i sam utonął.
        Oj idźże ty wrony koniu—z siodłem do domu,
        hej! hej! mocny Boże—z siodłem do domu.
        Nie powiadaj ojcu, matce—żem ja utonął,
        hej! hej! mocny Boże—żem ja utonął.
        Jeno powiedz wrony koniu—żem się ożenił,
        hej! hej mocny Boże—-żem się ożenił.
        Cóż tam było za żenienie?—w wodzie tonienie,
        hej! hej! mocny Boże—.v wodzie tonienie.
        Cóż tam była panna młoda?—ta bystra woda,
        hej! hej! mocny Boże—ta bystra woda.
        Cóż tam byli za drużbowie?—w wodzie rakowie,
        hej! hej! mocny Boże—-w wodzie rakowie.
        Cóż tam były za drucheńki?—w wodzie rybenki,
        hej! hej! mocny Boże—w wodzie rybeńki.
        Cóż były za muzykanty?—nad wodą dęby,
        hej! hej! mocny Boże—nad wodą dęby.
        Cóż tara było za łożeńko?—w wodzie dziarenko,
        hej! hej! mocny Boże—w wodzie dziarenko
        Cóż tam były za poduszki?—w wodzie kamuszki,
        hej! hej! mocny Boże—w wodzie kamuszki.
        Cóż tam była za pierzyna?—na wodzie trzcina,
        hej! hej! mocny Boże—na wodzie trzcina.
        W innej odmianie pieśń ta zaczyna się
        Są na boru fijołeczki—pójdziewa na nie,
        I uwijem parę wianków—na zalecanie.
        Uwiję ja parę wianków—puszczę na wodę,
        I zobaczę i zobaczę—kogo dostanę.
        Jeden mówi do drugiego:—wianeczek płynie
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 16:54
        Dziewczę piękne na urodzie,
        Twarz jak dwie jagodzie,
        Stojała nad brzegiem rzeczki,
        I rzucała dwa wianeczki.
        Oj płyną, płyną!
        oj toną, toną!
        Marysia się smuci,
        bo już Jasio jej kochany,
        do swej dziewczyny,
        do swój jedynej,
        pewnie nie wróci!
        I rzuciła trzeci wianek.
        Oj czy po kolędzie
        jej Jasieuko ukochany,
        tam jak kościół malowany,
        brać z nią, ślub będzie?
        Wianek pływa]—wianek pływał,
        Jasio się zadumał.
        —Ty Jasieńku! ty mój pierwszy.
        —Jużci nie pójdę do inszój;
        pojedziewa do kościoła,
        moja Maryś niewesoła.
        Tam nam będą grać,
        i ślub dawać.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 16:58
        Ku Dunajowi, ku głębokiemu —leluja!
        Ku gaikowi, ku zielonemu—-leluja!
        A zapalili sobótkę—leluja!
        I piją piwo, i piją wódkę—leluja!
        Chodzi, brodzi nadobna Kasieńka—leluja!
        Chodzi za nią grzeczny parobeczek—leluja!
        •—Oj poczekaj, doczekaj Kasieńko—leluja!
        Oj mam gadeczkę, zagadnę ci ja—leluja!
        —Cóżbyrn ja była za krasna panna—leluja!
        Żebym gadeczki zgadnąć nie miała—leluja!
        —A cóż rośnie bez korzenia?—leluja!
        —Kamień rośnie bez korzenia—leluja!
        —A cóż kwitnie bez kwiateczka?—leluja!
        —Paproć kwitnie bez kwiateczka-—leluja!
        -—A cóż gore bez płomienia?—leluja!
        —Cnota gore bez płomienia—-leluja
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 17:01
        Sobótka.
        Dzisiaj wieczór krótki,
        Zapalmy sobótki.
        Hej dziewki wybrane!
        Byłem przepasane,
        Tańcujcie na dworze,
        Aż do rannój zorze,
        Aż do świtania.
        Lecz nie bez grania.
        Hej grajki wybrane!
        Byłem przepasane,
        Dudy niechaj zagrzmią,
        Kotły, trąby zagrzmią,
        Niech skrzypią skrzy pęczki,
        Piszczą piszczateczki,
        W bęben niech biją,
        Piwo niech piją.
        Hej chłopcy wybrane!
        Byłem przepasane,
        Z dziewkami skakajcie,
        Pożar rozpalajcie,
        Kładąc s'wierkowe,
        Drzewo cisowe.
        Palmy sobótki,
        Bo wieczór krótki!
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 17:04
        Ku Dunajowi ku głębokiemu,
        Oj ku lasowi ku zielonemu,
        Oj palą, palą, palą sobótkę,
        I piją piwo i piją wódkę.
        Kto na sobótce nie będzie,
        Główka go boleć wciąż będzie
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 17:06
        —Janie, Janie, Święty Janie!
        Cożeś nam przyniósł nowego,
        Cożeś nam przyniósł pięknego?
        Janie, Janie, Święty Janie!—
        —Przyniosłem ja rosy,
        Dzieweczkom dla krasy
        Także macierzanki,
        Panienkom na wianki,
        Janie! Janie! Święty Janie!
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 17:09
        Święty Janie! pytam się ciebie samego,
        Cóżeś nam przyniósł dobrego?
        —Przyniosłem wara rosy
        Parobkom do kosy,
        Przyniosłem wam piwa,
        Dziewczętom do żniwa.
        Czyjże to tam wianeczek płynie po wodzie,
        W trawie, w zieleni—z zgrają jeleni?
        — To mój wiaueczek płynie,
        W trawie, w zieleni—z zgrają jeleni.
        Płynie po wodzie, płynie po dole.
      • madohora Re: Cztery pory roku - dożynki 08.06.15, 17:11
        Przepióreczko mala,
        Gdzież się będziesz cliowala?
        My pszenicę już wyżęli,
        W snopy powiązali,
        W kopy poskładali.
        Plon niesiem plon!
        W jegomości dom!
        Bodaj zdrowa plonowała,
        Każda kopa sto korcy dała
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 17:13
        Oj wyleć, wyleć raby (pstry) sokole!
        Bo już nie przyjdziem w to czyste pole.
        Plon niesiem plon!
        Oj wyleć, wyleć, raba przepiórko!
        Bo już nie przyjdziem w to czyste pólko.
        Plon niesiem plon!
        Bodaj zdrowo plonowała,
        Po cztery korce kopa dawała.
        Plon niesiem plon!
        Otwieraj panie nowe wierzeje,
        Bo się na polu już klos nie chwieje.
        Plon niesiem plon!
        Otwieraj panie szerokie wrota,
        Niesiem wianuszek z samego złota.
        Plon niesiem plon!
        Wyjdzijże panie na ten ganeczek,
        Przyjm od dziewczyny panie wianeczek.
        Plon niesiem plon!
        Zaścielaj panie stoły i ławy,
        Jedzie do ciebie gos'ć niebywały.
        Plon niesiem plou!
        Me żałuj panie siwego źrebca,
        Szlij po muzykę choć do Królewca.
        Plon niesieni plon!
        Nie żałuj panie siwego konia,
        Szlij po muzykę choć do Torunia.
        Plon niesieni plon!
        Bodaj zdrowo plonowała,
        Za tak roczek doczekała.
        Plon niesiem plon!
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 17:14
        Poteni'my zytko,
        posiekliśmy owies
        teraz nas, panocku
        uo Krakowa odwieź.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 17:15
        2. Oni pszeniczki nie żęli
        sami-by radzi wypili.
        (mowa o lodzlac,h dwar$ldch)
        3. A ty stróżu otworz wrot.a,
        bo idzie pal1ska hołota.
        4, A ty rz0l1ca otwórz sieni,
        bośmy panu dobrz e że,ni (żęli).
        1. Plon niesiemy, plon
        a w cisawy dwór.
        2, Bodaj zdrowa plonowała,
        kazda kopel1ka sto korcy dała !
        3. Wyjdżi
        j panie na ga.necek,
        przJrjm od dziewcyny wia.necek.
        4. Bodaj zdrowi pożywali,
        a za. rok ż
        ć docekali.
        Plon niesiemy, plon
        a w cisawy dwór.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 17:16
        U na,sego pana
        zielona podłoga,
        zjezdzsją 8i
        ludzie
        jak do Pana Doga.
        2. U Da
        {)go pana
        podłoga woskowa,
        a u sąsiedniego
        prosię sie w nij schowa.
        3. U nasego paDa
        zielony podworzec,
        powiadaj
        ludzie
        t.e ma złota korzec,
        4. U na.se.go pana
        bia.ła kamienica,
        bodaj 8i
        zrodziła
        owies i p'8zenica.
        Bodaj się zrodziła,
        i kłosy chylibi,
        bodaj nas ta pani
        do żniwa prosiła.
        6. U na,sego pana
        piękne konie mają,
        kiedy je WypU8Cą,
        jsk łsnie skakają.
        7. A jesceby óne
        da piełmiejsc były,
        zeby pacho li cek
        nie był do nich zgniły.
        8. Kiedy pan gospoda.n
        pacbolicka budzi,
        to sie pacholicek
        II dziewcyny chludJi.
        Oj za dworem, za dworem 10. Oj karbo?fr)T za to,
        subienicka stoji. bo dziwki całuje,
        Któż tam będzie wisiał? a ekonom za to,
        konom z k.arbowym. bo ludzi kataje.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 17:17
        bo go tam
        ynarec')d - zazeny (zażęł'Y)
        za to by sie gorzś.łeeki - napił)..
        :3. Zaprzęg
        j-ze parobecku
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 17:21
        Hej leluja!
        Na śród dworu jawor stoi,
        Na jaworze złota rzęsa:
        Wybiegła nadobna dziewczyna,
        Rozpuściła biały fartuszek
        Przylecieli rajskie ptaszęta,
        Otrzęśli te złote rzęsy,
        Wybiegła nadobna dziewczyna,
        I pozbierała złote rzęsy.
        I skoczyła do zlotniczka:
        —Złotniczku, namieśniczeńku!
        Ulejże mi złoty kubek,
        Złoty kubek srebrny kraj (brzeg).—
        —Któż mi się będzie z niego napijał?
        —Sam Pan Jezus z aniołami,
        I Maryja z dziewicami;
        Nadobna dzieweczka z parobeczkami.—
        A w niedzielę rano,
        Do dziewczyny jadą,
        Niosą podarunki:
        Złociste pierścionki.
        —Bywajże nam zdrowa,
        Nam kolędę dała,
        Tobie kolędeczka,
        A nam wina beczka.
        Nasza dziewczyna jest wielka uiechluja:
        Talerze pod ławą,
        Zarosły murawą,
        Hej! leluja!
        Kolędę nam dajcie,
        Kolędę nam dajcie
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 17:23
        Że się nam zjawiło odkupienie nowe.
        Chrystus nam się narodził,
        By nas wyswobodził
        Od niewoli szatańskiej.
        Nam się nie dostało szczęścia takowego,
        Byśwa w naszej puszczy mieli zrodzonego
        Jezusa Chrystusa,
        Choćby nasza dusza
        Serdecznie go uściśla.
        U nas w Ostrołęckiem na puszczy starostwie,
        Nie byłbyś się rodził w takowem ubóstwie.
        Mawa izbów wiele,
        I ciepłe pościele,
        Byłbyś leżał wygodnie.
        Choć nam barci w lasach, drzewa zabraniają,
        Uzdy i siekiery w lasach zabierają,
        Jednak byśwa byli
        Choć w nocy zwozili
        Suche drewka dla ciebie!
        Miałbyś buraczki i kapustę Panie,
        Z tłustą wieprzowiną zawsze na śniadanie,
        Mleko z jagiełkami,
        Chlebek z kartoflami
        Z miodem wódki flaszeczki
        A na obiadbyśwa skrzeczków naskwarzyli,
        I kaszy gryczanój tłusto nakrasili.
        Zając, kuropatwy,
        Choć połów niełatwy,
        Byłby Panie dla ciebie!
        Miałbyś pieluszki z partu cieniuchnego,
        Sukmanek do kolan z sukna puścińskiego.
        Faworek nie drogi,
        Kurpiki na nogi,
        Bylibyśwa zrządzili.
        A w Betlejem Żydzi, śmierdzące psiajuchy,
        Tylko swym bachurom napasali brzuchy.
        I chłodno i głodno,
        W niczóm nie dogodno,
        Trzymali cię nasz Panie!
        A że się tak Panie podobało tobie,
        Iżeś cierpiał biedę w maluchnój osobie,
        Przyjmij szczere chęci,
        Miej Kurpiów w pamięci,
        Ty na puszczy i Niebie
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 17:28
        Pode Lwowem łączka zielona,
        Jaś koniki pasie,
        Lwowa dobywać chce
        Wyszli do niego lwowscy mieszczanie,
        I wynieśli mu parę bucików;
        On bucików nie chce,
        Lwowa dobywać chce.
        Pode Lwowem łączka zielona,
        Jas' koniki pasie,
        Lwowa dobywać chce.
        Wyszli do niego lwowscy mieszczanie,
        I wynieśli mu czapkę od złota;
        On czapeczki nie chce,
        Lwowa dobywać chce.
        I tak kolejno wynoszą mu: pas, sukmanę, porteczki,
        kaftan, koszulę, czaprak, siodło, wronego konia, nareszcie:
        I wywiedli mu pannę od złota;
        Wszystkiego poniechał
        Z dziewczyną, pojechał
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.06.15, 17:30
        O matusiu moja,
        Wydajcie mię w czas do ludzi,
        Niechże mi się świat nie nudzi,
        Matusiu moja!
        O córusiu moja,
        Kiedyś ty bardzo młoda,
        Jeszcze cię za chłopa szkoda,
        Córusiu moja!
        O matusiu moja,
        Jak to dobrze matce z ojcem,
        Także mnie też z młodym chłopcem,
        Matusiu moja!
        O córusiu moja,
        Będziesz ci ty chłopa syta,
        Dziewięć razy na dzień bita,
        Córusiu moja!
        O matusiu moja-,
        Jak mnie będzie bardzo bijał,
        Nie będzie mi w domu miło,
        Matusiu moja!
        O córusiu moja,
        Weźmie-ci on kija z sobą,
        Przepędzi cię nazad do dom,
        Córusiu moja!
        O matusiu moja,
        Wy się o to nie pytajcie,
        A mnie posag wydawajcie,
        We świat wędruję!
        O córusiu moja,
        Jak ty będziesz wędrowała,
        To ja będę umierała,
        Córusiu moja!
        O matusiu moja,
        Wy ta sami umierajcie,
        A mnie posag wydawajcie
        Matusiu moja!
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 23.06.15, 21:44
        NOC ŚWIĘTOJAŃSKA - Interia - 23.06.2015
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 23.06.15, 21:50
        ***
        Zalał nas świat rodem z Ameryki
        Czerwone balony, serduszka, wierszyki
        W MC Donaldzie wyznania miłości
        A przecież i u nas prastary zwyczaj gości
        Gdy chcesz poznać wybraną lub wybranka
        Jest taka jedna noc w roku - Świętego Janka
        Bo gdy tradycja dla ciebie się liczy
        Upleciesz wianek z kwiatów i bylicy
        A potem - wszak tego nie robisz na co dzień
        Puścisz swój wianek gdzieś na wodzie
        A on - tak jak tradycja każe
        Tego wybranego niebawem ci wskaże
        Możesz skakać przez ogień przy dźwiękach muzyki
        A więc po co nam te Walentynki - rodem z Ameryki?!
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 23.06.15, 21:56
        Stara tradycja mówi, że w ten dzień przy muzyce
        Na Łysej Górze spotykają się czarownice
        Urządzają tam z diabłami hulanki
        Jakiś nektar piją z dużej szklanki
        Podobno wszystkie stawiają się do Rady
        I dość owocne prowadzą obrady
        Gdy zabłądzisz biada, ci biada
        Już nie zobaczysz swojego sąsiada
        Lecz potem cisza...wszystko znika
        Tylko gdzieś w lesie cicha gra muzyka
        Lecz ja się tego bać nie muszę
        Bo czyste mam serce i czystą duszę...
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 23.06.15, 22:00
        Chociaż w lesie roślin krocie
        I widłaki i paprocie
        Tylko jedna noc się złoci
        Przecudownym kwiatem paproci

        Wielu śmiałków już tam było
        Życie swoje w noc zgubiło
        Oręż tylko się tam złocił
        A nie żaden kwiat paproci
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 23.06.15, 22:51
        Usiadł stary dziadek - bajki opowiada
        Że gdy cień słońca na księżycu siada
        Wówczas różne cuda są i różne czary
        Nawet sabat czarownic - baje stary
        Najważniejszy jednak jest paproci kwiat
        Który w swoim życiu kwitnie jeden raz
        Wszyscy go szukają na polanie w lesie
        Temu kto go znajdzie on szczęście przyniesie
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 18.07.15, 19:57
        Zeszła się jedna z drugą
        miały rozmowę długą
        po ter rozmowie długiej
        wypijmy po kubecku
        bo nie mamy nic w cubecku
        Skoro dziesiąty kbek
        zagrzał się babom cubek
        a jak się baby popiły
        oj o mężów się swarzyły
        oj jedna do drugiej mówiła
        oj tyś do mego chodziła
        Nie turbuj się kumecka
        jest u karcmarza becka
        wiem ze nam skredytuje
        i was kumko pocęstuje
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 27.08.15, 15:33

    • madohora Przesądy 13.09.15, 21:42
      Inni opowiadali, że bardzo często, w chwili gdy kto umierał, spadał z ostatnim tchem człowieka i obraz nad jego łóżkiem zawieszony (lub w pobliżu będący) a gwóźdź był nienaruszony .
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 01.10.15, 22:50
      Miesiąc ten, najostrzejszy zwykle w całej porze zimowej, mało robót przedstawia dla Ogrodnika, który troszczy się jedynie o zachowanie poprzedniej i przysposobienie do dalszej pracy. Mianowicie należy teraz
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 01.10.15, 22:54
      1. Młode szczepy i szkółki drzewek strzedzone od uszkodzenia przez zające, bo zwierzyna, skutkiem stwardnienia śniegów, nie mogąc znaleźć pożywienia w polu, szuka takowego po ogrodach i wielkie w drzewkach zrządza zniszczenie, tak że nie tylko stąd rany szkodliwe pozostają, ale częstokroć jeżeli kora w około obgryziona, drzewko następnej wiosny usychać musi.
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 01.10.15, 22:55
      2. Robić grabie, tabliczki do znaczenia, koły, paliki, okna inspektowe reperować, ażeby kit miał czas zaschnąć, inaczej odwilżony parą z inspektów prędko odpada a tern samem i szkło na potłuczenie się wystawia.
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 01.10.15, 22:57
      3. Szkło w oknach inspektowych powinno być przed kitowaniem sztyftami do spross przymocowane,
      okna z obu stron we wszystkich czterech rogach okute, a pierścienie do podnoszenia u góry i u dołu wkręcone, bo nieraz wypada dla wypuszczenia pary i osuszenia wilgoci,która właśnie w niższym końcu najwięcej się zbiera, okna od dołu podnosić czyli luftować
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 01.10.15, 23:00
      4. Robić m aty nowe, stare zaś reperować
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 01.10.15, 23:01
      5. W pierwszej połowie miesiąca przejrzeć wszystkie nasiona,by dowiedzieć się jakie byłyby na użycie, a jakich brak, by zawczasu takowe sprowadzić; wypisywać je numeram i z ostatnich katalogów, bo ponieważ coraz więcej nasion przybywa a są też i takie które ogrodnicy hodować przestają, porządek nazwisk zmienia się często
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 01.10.15, 23:03
      6. Mając ogrodnika umiejętnego można założyć inspekta w połowie miesiąca na wychowanie wczesnych flanców sałaty, melonów, ogórków, i rzodkwi, na co wystarczy jedno lub dwa okna, stosownie do potrzeby domu.
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 01.10.15, 23:08
      LUTY

      1. Inspektów nie warto wcześniej jak koło 10-go zakładać, chyba przy bardzo starannym i zdolnym ogrodniku, gdyż w każdym razie rzecz to kosztowna, jeżeli więc rezultat ma być wątpliwy to lepiej opóźnić termin. Powtórne inspekta założyć należy w końcu tego miesiąca a zanim w nich ziemia się wy grzeje, powinny być z pierwszych
      do przepikowana tai i dla wzmocnienia korzonków, jak np. sałata, rzodkiew, kalafiory i kalarepa. Siew arbuzów, melonów, ogórków na flance co dwa tygodnie powtarzać.
Pełna wersja