Dodaj do ulubionych

Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach

      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.11.15, 12:12
        Nadszedł zapustny wtorek
        Zmrok, wieczór - ona siadła
        Toalety dwóch córek
        Wiszą z dwóch stron zwierciadła

        One stoją przy krześle
        Ona wzrokiem je mierzy
        Jak wódz biegły w rzemiośle
        Swych przed bitwą żołnierzy

        Panienki jak jagódki
        Prócz cer trochę niezdrowych
        I matki uśmiech słodki
        Błysł z damy lie surowych

        No Mes demoiselles - rzekła
        Macie już swych tancerzy
        Hrabini mi przyrzekła
        Twoim Zosia, Comte Jerzy

        Twoim Comte Jean Emilko
        Potem w kolej przeciwnie
        Pamiętajcież mi tylko
        By się trzymać niesztywnie

        Myślcież wciąż kto jesteście
        Jak wasz ród i stan
        I że ja patrzę wreszcie
        Bien ma chere maman

        Zaraz w dół spuścić oczy
        Gdy tancerz co przemawia
        Bo to efekt uroczy
        Gdy się panna obawia

        Pozwalam się uśmiechać
        Z bon mats Hrabiego Jean
        I broń Boże nie wzdychać
        Bien ma chere Maman

        Z hrabią Jerzym rzecz jasna
        On zawsze mówi górnie
        Każda go z was powinna
        Słuchać skromnie, pokornie

        Po tańcu dygnąć wdzięcznie
        Lecz gdyby w tańcu stan
        Zbyt objął umknąć zręcznie
        Bien ma chere Maman
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 07.03.14, 22:55
      Leją także roztopiony na łyżce wosk na wodę i wróżą z kształtów zakrzepniętego wosku, czy dziewczyna spotka na drodze swego życia rycerza, to jest męża, czy krzyż tj. klasztor, czy trumnę tj. grób, czy gałązkę ruty, kwiatek lub wianek, to jest dalsze panieństwo.

      Według Zygmunta Glogera
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 17:14
      Tydzień świąteczny do niedzieli Przewodniej poświęcony był po wsiach naszych różnym
      obchod?m, które już teraz powoli wychodzą ze zwyczaju. Kilkadziesiąt lat temu w okolicach Zakroczymia, na Mazowszu, dziewczęta chodziły z gaikiem, a parobczaki z kogutkiem, śpiewając stosowne pieśni, i zbierając dary, to jest; mięsiwo, kołacze, jaja, ser, niekiedy i pieniądze, a w "Przewody" wyprawiali sobie wesołą ucztę. Kogutek był tak urządzony:
      w wózku na dwóch kołach, w samym środku stawiano dużego, wystruganego z drzewa koguta, oklejonego piórami kogucimi; grzebień był z czerwonego sukna, oczy ze szklanych paciorków, a kiedy chłopak poruszał wózkiem, kogut obracał się w dwie strony. Wkoło ptaka stały różne, z drzewa wystrugane i jaskrawo pomalowane figurki: tracze trący drzewo, kowale kujący młotami, chłop w czapie baraniej z pługiem i wołami, wreszcie żyd w jarmułce z brodą i pejsami, z workiem na plecach. Pieśń obrzędowa była bardzo osobliwa i z pewnością bardzo starożytna. Zaczynała się od słów:
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 17:16
      W wielki czwartek, w wielki piątek
      Cierpiał Pan Bóg za nas smętek.
      Za nas smętek, za nas rany.
      Za nas ci to chrześcijany.
      Swięty Pietrze, weźże klucze,
      Idź do raju wpuścić dusze.
      Wszystkie dusze zawróciły.
      Cóżeś duszo uczyniła,
      Żeś już niebo utraciła?
      Na matkę się zamierzyłam.
      Ale jej nie uderzyłam.
      Uderzenie to ludzki śmiech,
      Zamierzenie to wielki grzech,
      Trzeba ci łez wylać zdroje,
      Aże zmyjesz winę swoją.
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 17:17
      Śpiewano ją na nutę żałosną i właściwie trudno w niej dojrzeć związek z owym kogutkiem. Po tej pieśni następowało przemówienie z życzeniami dla gospodarzy i prośba "o kiełbasę co się nią trzy razy opasę (opaszę)", "o parę groszy dla kura i dla kokoszy". Obdarzano wykupników, bo tak ich nazywano, a oni szli dalej, obchodząc okoliczne dwory i chaty. Do wykupników dołączali się: czasem chłopcy ze szkółki kościelnej, którzy znowu prawili mowy, jak oto:
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 17:18
      Ja mały żaczek
      Wlazłem na krzaczek.
      Z krzaczka spadłem w wodc;,
      Stłukłem o kamień brodc;.
      Przyszedł Pan Jezus z nieba,
      Dał mi kromkc; chleba,
      A ja mu za to
      Sukienkc; na lato,
      Kożuszek na zimc;,
      A sam myk pod pierzync;.
      Państwo sic; żaczkowi nie dziwujcie
      I szatkami go obdarujcie.
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 17:19
      Gaik, noszony przez dziewcz<:ta, bardzo pięknie wyglądał. Najwyższa z nich i najładniejsza niosła gałąź choiny, mającą cztery odnogi, i utkwioną zwykle w butelce, owiniętej białą chustką. Boczne gałązki były między sobą powiązane kolorowymi wstążkami; całość
      zdobiły paciorki i świecidła, a w środku tkwiła lalka w wiejskim ubraniu. Jedna z dziewcząt,
      jak przy kogutku parobczak, niosła koszyk z przykrywą na święcone, a wszystkie śpiewały:
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 15.03.14, 16:42
        WIELKI PIĄTEK

        Żebra gotyckiej nawy jak jastrzębie szpony
        zwisły drapieżnie nad twą umęczoną głową-
        Mrok chustą Weroniki litośnie osłonił
        bolesną twarz Chrystusa w Koronie cierniowej -

        Leżał na ziemi cicho na krzyżu rozpięty
        pod nędznych ust miłosierdzia oddając ran kresy-
        Do krynic krwi się modliłem do warg twoich świętych,
        które gorzkiem uśmiechem zranił żółci przesyt -

        W dniu rachunków sumienia nie byłem bez winy,
        raniłem cię złem słowem: nieopatrzną strzałą —
        Modliłem się do ust twych krwawiących rubinów,
        by Słowo przebaczenia Miłością się stało

        Do grobu Chrystusowego wiódł nas las azalij
        i wąwóz łez pokutnych: liljowych hiacyntów -
        Szłas ze mną jak Marja bolesna z Magdali
        Zatrwożona nad serca tajemnicą świętą

        Józef Aleksander Gałuszka
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 15.03.14, 16:48
        W dzień zmartwychwstania

        Jest w roku naszym dzień jaśniejszy nad wszystkie inne, który, zda się goi rany, leczy blizny, ucisza smutki, rozwesela utrapionych i potęgą niebiańską cały świat pochyla pod swe rozkazy, wołając: Alleluja ! Zmartwychwstania dzień 1! Dzień to wielki, prze
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 15.03.14, 16:53
        W świątecznym numerze trudno nie wspomnieć o owym tradycyjnym śmigusie, który w niektórych okolicach zowią dyngnsem. Stary to obyczaj, nietylko ludom słowiańskim, ale i w Azji, w owej kolebce narodów. Śmigust albo śmigus znacz tyle’ co podarek, jak się widzi z kazania na pogrzebie królowej polskiej Cecylji Renaty w r, 1644, na którym ks. Wojsznaro- wicz mówił :„że Wilno, miast śmigusu (t. j. Wielkanocnego podarku) śmierć za upominek oddało". Ks. Kitowicz żyjący za czasów, gdy panowali w Polsce Sasi, tak pisał w owych nader ciekawych pamiętnikach o śmigusie: „Była swawola powszechna w całym kraju, tak pomiędzy pospólstwem jak i pomiędzy dystyngowanymi (t. j. panami); w poniedziałek wielkanocny mężczyźni oblewali wodą kobiety, a we wtorek i dni następne kobiety mężczyzn. Oblewali tym sposobem. Amanci (t. j. kochankowie), chcąc tę ceremonję odprawić, okrapiali lekko różaną, lub inną pachnącą wodą po ręku, czasem po gorsie małą jaką sikawką lub z flaszeczki.
        Ci, którzy swawole nad dyskrecję przekładali, o- blewali damy wodą czystą chlastając garnkami, szklani cami lob dużemi sikawkami prosto w twarz, albo od nóg do góry. Gdy się rozchulała kompanja, panowie i dworzanie, panie i panny, lali jedni drugich ze wszystkich naczyń, jakie dopaść mogli, a hajducy i lokaje cebrami donosili wody. Kompanja dystyngowana goniła się, oblewała od stóp do głów tak, że wszyscy zmoczeni byli, stoły, stołki, krzesła, kanapy,łóża pooblewane, a podłoga cała schlustana. Gdzie taki dyngus, osobliwie u młodego małżeństwa, miał być odprawiany, pouprzątano meble kosztowniejsze, sami przebrali się w suknie najskromniejsze. którym woda nie szkodziła. Największa była rozkosz przydybać jaką damę w łóżku przytrzymana przeźm ężczyzn, w koszulce, musiała pływać w powodzi; w dzień ten wstawały więę panie jak najraniej, albo jak najmocniej zawierały sypialnie. Mężczyźni w łóżkach nie podlegali takiej napaści od kobiet, których skromność tego czynić nie pozwalała. Śmigusem zowią te placki, które dają ubogim dzieciom, chodzącym od domu do domu, co jest bardzo miłym, a ostatecznie polskim zwyczajem

        1928
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 17.03.15, 13:36
          Śmiergus

          W drugim dniu świąt Wielkanocnych, po nabożeństwie parobcy, przygotowawszy karwacze, tj. pręciki ze słodkiego drzewa (lukrecji) gonią za dziewkami, chcąc je uderzyć. Te, bawiąc się, wyrywają parobkom owe słodkie karwacze i konsumują. W domu parobcy skrapiają i zlewają dziewuchy wodą, za co te ostatnie opłacają się sowicie. Sprawia to wszystkim niemałą uciechę. Jeden i drugi zwyczaj nazwywają śmiergustem.
        • madohora BARBÓRKA 11.07.14, 23:54
          W Dzień Świętej Barbary - patronki dobrej śmierci a zarazem patronki górników ułamywano gałązkę czereśni i wkładano ją do naczynia z wodą. Powinna zakwitnąć w Dzień Bożego Narodzenia i być symbolem narodzin dzieciątka.
          • madohora Re: BARBÓRKA 12.07.14, 00:02
            Pod koniec XIX wieku w dawnych osadach górniczych górnicy zbierali się w tym dniu na wspólnym posiłku i wspominali swych zmarłych w kopalni kamratów. Święto Barbary czyli Barbórka było bardzo uroczyście obchodzone. Zapraszano na wspólną ucztę najbliższych i rodzinę a także krewnych nie będących górnikami.
            • madohora Re: BARBÓRKA 12.07.14, 00:03
              Barbórka to tradycyjne święto górnicze obchodzone 4 grudnia w dniu św. Barbary patronki górników i hutników (ale też
              i rybaków, marynarzy, żołnierzy i więźniów). W tradycji górniczej barbórka często rozpoczyna się przemarszem orkiestry
              górniczej, grającej marszowe melodie na osiedlach zamieszkanych przez górników i ich rodziny oraz pod domem dyrektora kopalni. Następnie górnicy i ich rodziny udają się na poranną uroczystą mszę w kościele lub w cechowni, przy figurze
              św. Barbary. Odbywają się uroczyste akademie, koncerty i występy artystyczne oraz spotkania w rodzinnym gronie.
              • madohora Re: BARBÓRKA 12.07.14, 00:04
                W dniach poprzedzających to święto lub tuż po nim organizowane są tzw. karczmy piwne, w których biorą udział górnicy oraz osoby związane z górnictwem (emeryci, pracownicy firm kooperujących z kopalniami, naukowcy z wydziałów
                górniczych wyższych uczelni oraz osoby tam studiujące). Udział w karczmie wziąć mogą tylko mężczyźni. Kobietom
                wstęp wzbroniony! Dla kobiet pracujących w kopalni organizowany jest babski comber. Udział w nim biorą wówczas
                tylko kobiety
                • madohora Re: BARBÓRKA 12.07.14, 00:06
                  Karczma piwna przebiega według pewnego stałego rytuału. Uczestnicy zasiadają przy dwóch długich stołach – starsi (Stare Strzechy) oraz młodsi (Młode Strzechy), dzielą się na tzw. tablice lewą i prawą, współzawodniczą ze sobą na punkty. Władzę nad tablicami sprawują tzw. Kontrapunkty powoływane przez Wysokie Prezydium w sprawach piwnych i nie
                  tylko piwnych nigdy nieomylne. Karczma oficjalnie rozpoczyna się odśpiewaniem hymnu górniczego. Podczas biesiady śpiewane są pieśni i piosenki górnicze, opowiada się dowcipy, darowane są również prezenty nawiązujące w jakiś sposób do zabawnych wydarzeń mających miejsce od ostatniej biesiady.
              • madohora Re: BARBÓRKA 12.07.14, 00:08
                Górnicy podczas karczmy piwnej są obowiązkowo ubrani w mundur górniczy. Za nieprawidłowo skompletowany mundur, np. za źle dobrane skarpetki, Górnicze Wysokie Prezydium... stosuje różne kary m.in. zakucie w dyby lub wypicie piwa z solą. Nowi adepci przyjmowani są uroczyście do braci górniczej zwyczajem wywodzącym się ze średniowiecza.
                Najpierw odbywa się ślubowanie, następnie ma miejsce symboliczny skok przez skórę, którą trzyma dwóch seniorów stanu górniczego oraz uderzenie szpadą po ramieniu adepta przez dyrektora kopalni – od tej chwili młody adept jest przyjęty do stanu górniczego
        • madohora MIKOŁAJ 12.07.14, 00:55
          Mikołaj na Śląsku cieszył się wielkim kultem. Świadczy o tym liczba kościołów pod jego wezwaniem. Początkowo "Śląski" Mikołaj był pasterzem, który chronił bydło przed wilkami. W dniu 6 grudnia w kościołach składano w ofierze białe gęsi i koguty. W drugiej połowie XIX wieku zakazano tego typu praktyk.
          • madohora Re: MIKOŁAJ 12.07.14, 00:55
            Obdarowywanie dzieci w tym dniu jest późniejsze i dotarło na Śląsk z kultury zachodniej. Święty przybywał z całym orszakiem. Byli w nim aniołowie, był też i diabeł. W naszych stronach dzieci kładąc się do łóżka w dniu 5 grudnia stawiały czasem talerz na parapet okna. A gdy się budziły w Mikołaja znajdowały na tym talerzu różne słodycze
            • madohora Re: MIKOŁAJ 12.07.14, 00:56
              W tradycji śląskiej ważne miejsce ma – sięgający II połowy XIX w. i zapożyczony prawdopodobnie z Niemiec – zwyczaj obdarowywania dzieci słodyczami 6 grudnia w dzień św. Mikołaja. Mikołaj, czyli postać przebrana za św. Mikołaja biskupa, wedle tradycji przynosi prezenty wieczorem – po zapadnięciu zmroku lub w nocy, kiedy dzieci śpią. W niektórych domach przybycie Mikołaja oznajmia dźwięk dzwoneczka. Podarunki mikołajowe są raczej drobne – np. słodycze, smakołyki, książeczki czy małe zabawki. Czas większych prezentów przychodził po adwentowym oczekiwaniu dopiero w wigilię Świąt Bożego Narodzenia, kiedy w śląskich domach pojawiało się Dzieciątko. Ono to przybywa zwykle z większymi podarunkami. Gdzieniegdzie w powiecie gliwickim zachowały się i są kultywowane dawne formy obchodzenia
              dnia św. Mikołaja i nadal po południu i wieczorem domy odwiedza Mikołaj w mitrze i z pastorałem, któremu zazwyczaj towarzyszą diabeł i anioł. Diabeł z widłami, rzemieniem i powrozem straszy niegrzeczne dzieci, a także wypomina im ich całoroczne przewinienia, zaś anioł zapewnia, że dziecko nie było jednak takie złe i trzeba dać mu jeszcze szansę, po czym
              pomaga Mikołajowi wyciągać z wielkiego wora niespodzianki. W przeszłości „prezentem” dla niegrzecznych dzieci była rózga lub „tytka z wąglem abo łoszkrabinami” (papierowa torebka z węglem lub obierkami – np. z jabłek, kartofli), jednak zazwyczaj nawet największy łobuz dostawał jeszcze choć drobny słodki upominek, z komentarzem, że to „na zachętę”
              i że za rok Mikołaj może nie być już tak pobłażliwy dla wybryków małego gagatka.
              Obecnie zwyczaj ten kultywowany jest w niektórych prywatnych domach, ale przede wszystkim w przedszkolach i szkołach, gdzie dzieci odwiedzane są przez Mikołaja w stroju biskupa, obdarowującego je prezentami. Nie otrzymują ich jednak od świętego za darmo. Maluchy, a nawet starsze dzieci z pierwszych klas szkoły podstawowej muszą powiedzieć wierszyk, zaśpiewać piosenkę, a czasem odmówić krótką modlitwę, wówczas święty łaskawym okiem spogląda i przekazuje wyczekany prezencik. Jednak w ostatnich latach coraz częściej placówki, centra handlowe i ulice naszych miast i wsi nawiedzają „wyrośnięte krasnale” – brzuchate Mikołaje w czerwonych ubrankach, noszące się z „amerykańska”, próbujące wyprzeć Mikołaja w mitrze, w szatach biskupich… Śląskie tradycje są jednak na tyle silne, a rodzice i dziadkowie na tyle mądrzy, by nie dać się oszukać „podrabianym Mikołajkom”.
              • madohora ŚWIĘTA ŁUCJA 12.07.14, 01:01
                W dniu Świętej Łucji zwanej na Śląsku Lucką dziewczęta puszczały dwa listki mirtu na wodę wierząc, że jeden z nich symbolizuje przyszłego narzeczonego. Jeżeli listki spotkały się szczęście miało być zapewnione.
                • madohora Re: ŚWIĘTA ŁUCJA 12.07.14, 01:03
                  W tym dniu chłopcy przebierali się za dziewczęta i zbliżając do nich smarowali im sadzą twarze ogłaszając:
                  Kogo święta Lucka tknie ten zmieni stan kawalerski czy panieński na małżeński
                • madohora Re: ŚWIĘTA ŁUCJA 12.07.14, 01:05
                  Istniał także zwyczaj przynoszenia przez każdy dzień od Łucji do Bożego Narodzenia po jednej szczapie drzewa. Drzewem tym rozpalano "piekarniok" w Wigilię Bożego Narodzenia. Dym miał zwalczać choroby, demony, czarownice i wszelkie zło.
                  • madohora Re: ŚWIĘTA ŁUCJA 12.07.14, 01:07
                    I chyba najbardziej rozpowszechniony zwyczaj to właśnie zapisywanie pogody. Podobno jaka pogoda będzie od Łucji do Wigilii taka nastąpi w ciągu 12 miesięcy następnego roku. Czy się sprawdza? Możecie poczytać w wątku o świętej Łucji

                    forum.gazeta.pl/forum/w,49353,88629513,151946659,Re_Od_imienin_Lucji_13_12_zapisujemy_pogode.html?v=2#p151946659
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 29.05.14, 19:50
        Kiedy dusza człowieka świętego opuszcza śmiertelne ciało i przechodzi do raju, Pan Jezus przeznacza nowemu mieszkańcowi nieba urząd, jaki ma w Jego Królestwie spełniać. Urzędy to wielkie i święte, bo wszystko w niebie jest bliskie Boga, który jest Stwórcą wszechświata
        i najlepszym Ojcem. Kiedy umarł w rzymskim nowicyacie XX. Jezuitów młodzieniaszek, zwany Stanisławem, a z rodu ziemskiego Kostko w pochodzący, jako ze był, pomimo wczesnego nader wieku juz bardzo święty i szczególniejszym przez całe życie miłośnikiem Matki Boskiej,
        sama ta Królowa niebieska wyszła na spotkanie duszy swego niewinnego służki i zaprowadziła ją przed oblicze P. Jezusa, do którego tak rzekła: »Synu najmilszy, oto mój wierny sługa Stanisław, którego cnoty od dawna tutejszych mieszkańców w zdumienie wprawiały. Za jego
        czystość anielską proszę Cię, abyś mi go za dworzanina dał, ale urząd, jaki ma spełniać, niech sam wybierze za to, że na ziemi nigdy własnej woli mieć nie chciał, ale co mu przez starszych kazałeś, spełniał skwapliwie«. Pan Jezus spełnił zaraz prośbę swej Matki Niepokalanej i kazał
        św. Stanisławowi wybrać, czem się chce w niebie zajmować. W kłopocie był święty młodzieniaszek, bo wybierać był nienawykły, a i blask niebieskiego otoczenia jeszcze
        go nieprzyzwyczajonego zbytecznie olśniewał, ale skoro usłyszał wezwanie, rzucił się do nóg miłemu Zbawicielowi i prosił, by mu pozwolonem było kwiecie pod nogi Maryi sypać, zapewniając, że wie, gdzie kwiatków ładnych i pachnących a co dzień świeżych będzie mógł dostać. P. Jezus przytulił do serca pokornego chłopczynę i zaraz mu spełnianie obranego urzędu zalecił, nakazując, aby św. Stanisława nazywano odtąd w niebie Ogrodniczkiem
        Maryi. Sw. Stanisław, jak tylko otrzymał tę nominacyę, wnet dostał ze skarbca niebieskiego kosz z promieni słonecznych spleciony i powędrował na łąki do Polski. I tu pilnie jął zbierać dzwonki, bratki i smółkę czerwoną, w wilgotnych miejscach znajdywał całe pęki storczyków
        i niezabudek, a na leśnych wzgórzach macierzankę i wrzos zrywał pachnący; zachodził też do łanów zbożowych i tam miał do woli bławatów, rumianku i wyki. I niósł to wszystko do nieba, gdzie odtąd tak piękne kwiatki i w ta kiej obfitości były zawsze naokoło tronu Najświętszej Maryi Panny i na drogach, po których szła, usypane, że aż aniołkom oczy się do nich śmiały i święci towarzysze Stanisława nie mogli się ich piękności i zapachowi wydziwić. A gdy niekiedy szczypta tego kwiecia była wrzucona do jednej z siedmiu archanielskich kadzielnic, dymiących
        wciąż przed Majestatem Boskim, niebieskie komnaty wszystkie napełniały się wonnością przedziwną, a dym przejrzysty lecz — rzecz szczególna — z krwawym odblaskiem unosił się w powietrzu i kiedy zawadził o struny anielskiej lutni lub o cienką powłokę tympanu, zaczynały drgać instrumenta i cichy śpiew, wydobywając się z nich słał się u stóp Syna Bożego:
        Serce Jezusa, ucieczko nasza,
        Zlituj się, zlituj nad ludem twym
        Dziwowali się niebianie i co raz to który prosił Ogrodniczka Maryi, aby mu na pamiątkę dał kwiatek z kosza, który św. Stanisław zawsze miał w pogotowiu pełny, aby Matka Boska nigdy nie stąpiła, jak na podesłane stokrotki lub polne powoje. A łąki i wzgórza polskie coraz bujniejszem i mocniej pachnącem zielem się pokrywały i śmiały się w słońcu, snadź rozumiały pod czyje stopy idzie ich ozdoba wzorzysta. A ludzie na ziemi także się dziwili bujności łąk swoich i, widząc piękność kwiatków, zaczęli je rwać do wiązanek, które stawiali na ołtarzu w kościołach albo w domach Bogarodzicy. Wówczas dom taki napełniało błogosławieństwo boże, choroby od niego stroniły i miłość w nim panowała. Nieraz też piękny młodzieniec
        przypiął kwiatek do świtki albo kraśne dziewczę wplotło go do warkocza, a wówczas wstępowała w młodzieńca dziwna moc i siła, a dziewczę stawało się tak piękne i urocze, że aż ptaszki patrząc na nie, milkły na dachach domostw i drzewach z podziwu. Nie długo też tajemnicą pozostało, skąd tę piękność i moc dziwną ma ziele polskie, bo znaleźli się tacy, co podpatrzyli św. Stanisława zbierającego o zorzy kwiaty po polach i łąkach i niosącego
        je w koszu złotym do nieba. A były to duszyczki niewinne pacholąt, pasących konie na łąkach po nocy. Od dzieci dowiedzieli się rodzice i tak dalej i dalej rozeszła się wieść, że kwiecie polskie idzie do nieba, i lud cały cieszył się bardzo, że jego kraj w niebie ma takie znaczenie,
        kochali też wszyscy poczciwe kwiatki, które tyle dobrego zrobiły ludziom, a najwięcej cieszył się Ogrodniczek Maryi, który widział, jak dziwnie błogosławiła Pani krainie, co kwiecia pod Jej święte stopy dostarczała.A była na wschód od Polski ziemia wielka i szeroka i miała też łąki i łany, lecz trawa tam jeno rosła żółtawa, jakby zwiędła, i owies karłowaty, a kwiatki nieładne
        i w znacznej części trujące. Ale lud na biednej tej ziemi mieszkający widział bujność łąk polskich i doszła doń wieść o tem, że z tych łąk niosą aniołowie co dzień kwiaty pod stopy Maryi. Zapragnął też dla siebie tego szczęścia i oto zmówili się mieszkańcy całej tej ziemi,
        aby zbierali codzień nędzne kwiaty i zioła jej i nieśli je na ołtarze swe i przed obrazy swe. I ubierali nimi ikony swoje i prosili, aby Matka Boska w ołtarzach i na ikonach wzięła te kwiaty. A nie wiedzieli, ze Matka Boska nie jest w ołtarzu lub na ikonie ale w niebie i nie było
        aniołów, coby to kwiecie ubogie do nieba zanieśli. Ale Matka Najwiętsza dojrzała z nieba poczciwe chęci ciemnego ludu. I rzekła razu jednego do św. Stanisława: »Żal mi tych ludzi biednych; chcą oni mi złożyć ofiarę, a nie wiedzą jak i z czego. Idź ty, Ogrodniczku mój i zasadź na ich łąkach kwiecia polskiego, a co dzień mi w koszu swym stamtąd wiązkę przynieś; boć i to dzieci moje i kochają mnie, choć nie znają, bo ślepi są«. Poszedł Ogrodniczek Maryi, narwał kwiatów polskich i obsadził nimi szerokie miejsca wschodnie. I weszły kwiatki, korzenie
        puściły i rość zaczęły. Ale oto gad zjadliwy podciął korzenie jednego i kwiatek zwiądł i zginął. Drugi ujrzał człowiek z miejscowego ludu, a widząc nieznaną roślinę, choć piękna była, kopnął nogą, a potem wyrwał z ziemi i rzucił i umarła roślina. A trawy polskie nie mogły się oprzeć wichrowi, który w stepach wschodnich hajdamaczył, i słońcu, które je paliło, i poginęły. A niektóre, rosnąc na obcej ziemi, zdziczały i z pięknych kwiatków stały się dzikiem i szkodliwem zielem. Przyszedł św. Stanisław, a ujrzawszy zniszczoną swą pracę, posmutniał, ale skrzętnie bardzo zebrał powiędłe kwiatki i trawy do kosza i poniósł je do Matki Boskiej. Zdziczałe jednak krzewy wyrwał i precz wyrzucił, a te, co były w koszu, wysypał pod stopy Maryi. A oto
        w tej chwili kwiatki ożyły, barwy poprzedniej nabrały i podniosły ku Maryi łodygi i listki, a szmer cichy napełnił niebieskie przestrzenie:
        Serdeczna Matko, Opiekuuko ludzi,
        Niech Cię płacz sierot do litości wzbudzi,
        Wygnańcy Ewy do Ciebie wołamy,
        Zmiłuj się, zmiłuj, zmiłuj się nad nami.
        Odtąd codziennie, przeszedłszy polskie ziemie, szedł św. Stanisław na wschód i wyszukiwał biedne roślinki powiędłe i wkładał do kosza i niósł przed tron Maryi, która im życie powracała.
        W czasie zbierania nieraz łza św. Ogrodniczkowi spadła z jasnego oka na ziemię niewdzięczną, gardzącą podarowanem bogactwem kwiecistem dlatego jedynie, że obce, a gdzie łza taka upadła, ziemia zmieniała swą nieużyteczność i w tem miejscu kwiecie Maryi pięknie już i bez przeszkody się rozrastało... A zdziczałe krzewy zawsze zostawały odrzucane, bo ich św. Stanisław do kosza nie brał.
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 17:20
      W wasze progi wstępujemy,
      Zdrowia, szczęścia wam życzymy,
      Gaiku zielony,
      Ślicznie ustrojony.
      Slicznie sobie chodzi,
      Bo mu sic; tak godzi.
      My z naszym gaikiem koło studni,
      Dziwują mu sic; panowie i goście.
      Gaiku zielony itd.
      My z naszym gaikiem, koło studni
      Za naszym gaikiem aże dudni.
      Gaiku zielony itd.
      Na naszym gaiku wstążeczki, szpileczki
      Boć go ustroiły smoszewskie dzieweczki. (Nazwa wsi się; zmieniała)
      Gaiku zielony itd.
      Pani gospodyni kluczykami brząka
      Dla nas ci to dla nas podarunku szuka.
      Gaiku zielony itd.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 18:01
        Kwiat paproci

        Od wieków opowiadają ludzie, że nocą św. Jana kwitnie paproć; a kto jej kwiatuszek
        znajdzie, urwie i schowa, ten wszelkie ziemskie szczęście mieć będzie. Bieda jednak cała w
        tym, że noc ta jest tylko jedna w roku, a taka niezmiernie krótka; nadto paproć w każdym
        lesie tylko jedna zakwita, i to w takim zakątku, tak ukryta, że nadzwyczajnego trzeba
        szczęścia, aby na nią trafić. Mówią jeszcze i to, że droga do kwiatu bardzo jest trudna i nie-
        bezpieczna, że tam różne tam różne strachy przeszkadzają, bronią, nie dopuszczaj ą i że
        potrzeba nadzwyczajnej odwagi, ażeby ten kwiat zdobyć. Pewnego czasu był sobie chłopak, któremu na imię było jacuś; we wsi przezywali go ciekawym, dlatego że zawsze szperał, szukał, a co było najtrudniej dostać, do tego on się najgoręcej garnął. Taką już miał naturę:
        co pod nogami znalazł, po co tylko ręką było sięgnąć, to sobie lekceważył; a o co musiał się
        dobijać, to najwięcej najwięcej mu smakowało. Trafiło się tedy raz, że gdy wieczorem przy
        ogniu siedzieli, a on sobie kij kozikiem wyrzynał, stara babusia, okrutnie rozumna, która po
        świecie bywała i znała wszystko, poczęła opowiadać o tym kwiecie paproci. Jacuś słuchał
        i tak się zasłuchał, że mu aż kij z rąk wypadł. Skoro babusia skończyła, Jacuś powiedział
        sobie: - Niech się dzieje, co chce, a ja kwiat ten znaleźć muszę. Znajdę go, bo człowiek, kiedy chce mocno a powie sobie: "To musi być", zawsze w końcu na swoim postawi.
        Tuż pod wioską, w której stała chatka rodzicieli Jacusia, był niedaleko las i pod nim
        właśnie palono co roku sobótki w noc świętojańską Przez kilka miesięcy Jacuś czekał na
        tę noc i o niczym nie myślał, tylko o tym. Czas mu się strasznie długim wydawał. Na
        ostatek nadeszła wigilia św. Jana. zbliżyła się noc; ze wsi wszystka młodzież się wysypała palić ognie, skakać, śpiewać i zabawiać się. Jacuś umył się czysto, wdział koszulę białą,
        pasik czerwony nowy, łapcie lipowe, nie noszone, czapeczkę z pawim piórkiem, i jak tylko zmrok zapadł, udał się do lasu.
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 18:06
          Las był czarny, głuchy, nad nim noc ciemna z mrugającymi gwiazdkami. Znał Jacuś dobrze drogę w głąb lasu po dniu i jaką ona bywała w czas powszedni. Teraz, gdy się zapuścił w głąb - osobliwa rzecz - nie mógł ani wiadomej drożyny znaleźć, ani drzew rozpoznać.
          Wszystko było jakieś inne. Potem stanęły na drodze gąszcze takie, że ani palca przez me przecisnąć; ale Jacuś, jak się rzucił, pchnął, zepchnął, za połamał i przebił machnął, zdusił je, zmiętosił, się szczęśliwie. Zdawało mu się już, że szedł rok cały, tak długą wydała mu się ta droga... Kwiatu nigdzie!... Nie zawrócił się jednak i nie tracił serca, ale szedł dalej... Aż w końcu tuż pod nogami zobaczył kwiatek: pięć listków miał złotych, a w środku oko świecące. Wyciągnął rękę i pochwycił. Zapiekło go, jak ogniem, ale nie rzucił... trzymał mocno. Kwiat w oczach rosnąć mu poczynał, a taką jasność miał, że powieki musiał Jacuś przymknąć, bo go oślepiało. W cisnął go zaraz za pazuchę pod lewą rękę, na serce... Wtem głos się odezwał do niego: - Wziąłeś mnie - twoje szczęście; ale pamiętaj o tym, że, kto mnie ma, ten wszystko może, co chce; tylko nigdy z nikim swoim szczęściem nie wolno mu się dzielić! Jacusiowi tak się w głowie z wielkiej radości zamąciło, że niewiele na ten głos zważał. - A co mi tam? - rzekł w duchu. - Byle mnie na świecie dobrze było! Z czapeczką na bakier, podśpiewując, wracał do domu. Droga przed nim świeciła, jak pas srebrny, drzewa się ustępowały, krzaki
          odchylały, kwiaty, które mijał, kłaniały mu się aż do ziemi. Z głową podniesioną stąpał dalej
          i tylko roił, czego ma żądać. Zachciało mu się naprzód pałacu; ledwie o tym pomyślał, gdy
          znalazł się na skraju lasu, ale okolicy zupełnie mu nieznanej
          • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 18:10
            Spojrzawszy sam na siebie, poznać się nie mógł. Ubrany był w suknie z najprzedniejszej
            materii, b u t y miał na nogach ze złotymi podkówkami, p a s, sadzony kamieniami drogimi,
            koszulę z najcieńszego płótna. Tuż stał powóz, koni białych sześć w chomątach pozłocistych, służba w galonach; kamerdyner mu podał, kłaniając się wsadził do karety - i wio! Jacuś nie wątpił, że go do pałacu wiodą; jakoż tak się stało. W mgnieniu oka powóz już był u ganku, na którym służba liczna czekała. Tylko twarze wszystkie były mu obce i nieznane.
            Upłynął tak rok i drugi; wszystko miał, cze-go dusza zapragnęła; ale szczęście to wydało
            mu się czasem takie głupie, że mu życie obrzydło. Najwięcej go zaś gnębiła tęsknica do wioski swojej, do chaty i rodziców; żeby ich choć zobaczyć, choć dowiedzieć się co się tam z nimi dzieje! Matkę kochał bardzo, a ilekroć ją wspomniał, serce mu się ściskało. Jednego dnia zebrało mu się na odwagę wielką i, wsiadłszy do powozu, pomyślał, aby się znalazł we wsi przed chatą rodziców. Natychmiast konie ruszyły, leciały, jak wiatr, i nie opatrzył się, gdy się zatrzymały przed znanym mu dobrze podwórkiem. Jacusiowi łzy się z oczu puściły. .
            • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 18:15
              Wszystko tu było tak, jak porzucił przed kilkoma latami, ale postarzałe, a po tych wspaniałościach, do których nawykł, jeszcze mu się nędzniejszym wydawało. Żłób stary przy studni, pieniek, na którym drewka rąbał, wrotka od dziedzińca, dach porosły mchami, drabina przy nim... stały jak wczoraj. A ludzie? Jacuś wysiadł. Pierwszy spotykający go w
              podwórku był stary Burek" jeszcze chudszy, niż był niegdyś, z sierścią najeżoną. Szczekał na niego zajadle i ani myślał go poznać. W progu pokazał się w potarganej koszuli nie najmłodszy brat jego.
              - A matuś gdzie? .:...... zapytał przybyły.
              - Chorzy leżą odrzekł wzdychając.
              - A tatuś?
              - Na mogiłkach... .
              Wszedł Jacuś do chaty. Stara matka leżała w kątku na biednym łóżeczku. Podszedł do niej
              Jacuś popatrzyła nań, nie poznała... Mówić jej było trudno, a on nic pytać nie śmiał. Serce mu się krajało. Już się miał do kieszeni, aby złotem sypnąć na ławę; ale dłoń mu się ścisnęła, bo strach brzydki go ogarnął, że własne szczęście utraci. I wyrwał się z chaty do powozu, a w nim do pałacu ale przybywszy tu zamknął się i płakał. Zbudziło się w nim sumienie i gryzło mu wewnątrz serce. Nie dawał się. Durzył się ciągle czymś, latał, jeździł, strzelał, jadł, pił, hulał... Nic nie pomagało. W uszach ponad wszystkie wrzaski brzmiało: "Nie ma szczęścia dla człowieka, jeśli się nim z drugim podzielić nie może... Rok nie upłynął, aż Jacuś wysechł, jak szczepka, wyżółkł, jak wosk, i w tym swoim dostatku i szczęściu męczył się nad wszelki wyraz.
              • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 18:18
                W końcu po jednej nocy bezsennej, nakładłszy złota W kieszenie, kazał się wieźć do chaty.
                Miał postanowienie, choćby wszystko stracić, a matkę i rodzeństwo poratować. - Niech się już dzieje, co chce! - mówił niech ginę! Dłużej z tym robakiem w piersi żyć nie mogę. .
                Stanęły konie przed chatą. Wszystko tu było, jak przedtem żłób stary u studni, pieniek,
                dach, drabina, ale w progu chAty żywej duszy nie było...Jacuś pobiegł do drzwi - stały kołkiem podparte zajrzał przez okno - chata była pusta. Wtem żebrak, stojący u płotu, wołać nań zaczął: - A czego tam szukacie, jasny panie? Chata to pusta wszystko w niej wymarło z biedy, z głodu i choroby. .
                Jak skamieniały, stanął ów nieszczęśliwiec u progu - stał i stał... - Z mojej winy zginęli oni - rzekł w duchu - niechże i ja ginę!
                Ledwie to rzekł, ziemia się otworzyła i zniknął, a z nim ów nieszczęsny kwiat paproci, którego już dziś próżno szukać n. świecie.

                J. l. Kraszewski
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 20:21
        Wszystkich Świętych

        Pierwsze dwa dni listopada są przeznaczone w Kościele na obchód uroczystości, posiadających znaczenie wielce głębokie. Dnia pierwszego, Kościół wojujący, znajdujący się tu na ziemi, chwałę oddaje Kościołowi triumfującemu, który znajduje się w niebie, innymi zaś słowy mówiąc: społeczność wiernych oddaje cześć wszystkim duszom błogosławionym, które dostąpiły łaski zbawienia i zażywają wiekuistej szczęśliwości w raju, w obliczności Boga. Początek tej uroczystości sięga odległych czasów, kiedy pogańska świątynia
        w Rzymie, zwana Panteonem, zamieniona została na kościół, po-święcony czci Matki Zbawiciela i wszystkich świętych Pańskich. Piękną tę świątynię wybudował cesarz rzymski Marek Antoniusz na lat kilka przed narodzeniem Chrystusa, żeby upamiętnić zwycięstwo swoje pod Akcjum, które go uczyniło władcą świata. Dano jej nazwę grecką Panteon, tzn. przybytek wszystkich bożków, bo przeznaczono ją ku uczczeniu wszystkich bożyszcz pogańskich. Gdy cesarze rzymscy przyjęli wiarę chrześcijańską, kazali burzyć świątynie pogańskie. W Rzymie tylko jedna z nich ocalała, mianowicie Panteon. Zamknięto go i długi czas tak pozostawał, jako dowód triumfu krzyża nad pogaństwem. Dopiero około roku 609 papież Bonifacy IV, uzyskawszy pozwolenie cesarza Fokasa, zamienił Panteon na kościół, przeznaczając go, jak nadmieniliśmy, ku czci Bogarodzicy i świętych Pańskich. Usunąwszy z gmachu bożyszcza, po- budowano ołtarze, a w nich umieszczono relikwie męczenników, wydobyte z różnych cmentarzy rzymskich. Wieść niesie, że zgromadzono dwadzieścia osiem wozów kości umęczonych za wiarę chrześcijan odtąd zaczęto w tym kościele corocznie ob-
        chodzić pamiątkę wszystkich męczenników, nie była to jednak jeszcze właściwa uroczystość Wszystkich Świętych, tę bowiem zaczęto obchodzić w Rzymie później, około r. 731; za papieża Grzegorza III. Papież ten wybudował przy Watykanie kaplicę, przeznaczoną ku czci
        Zbawiciela, Bogarodzicy, apostołów, męczenników i wyznawców, słowem wszystkich
        sprawiedliwych, cieszących się wiekuistym szczęściem w niebie. Z początku ich uroczystość obchodzono tylko w Rzymie; dopiero papiez Grzegorz IV, około roku 835, rozszerzył ją na cały Kościół rzymsko-katolicki. O uroczystości Wszystkich Świętych pisarze kościelni wypowiadają pouczające uwagi. Jeden z nich mówi, że chociaż wielka jest liczba świętych Pańskich znanych światu, których pamiątkę Kościół rzymsko-katolicki obchodzi w każdym dniu roku, ale liczba tych, którzy ze- szli ze świata nieznani, jest bez porównania większa. "Niebo - czytamy dalej u tego samego pisarza - gdzie dusze błogosławione wychwalają na wieki Boga, ma również, jak firmament, który niebem widzialnym nazywamy, swoje słońce, swój księżyc, swoje gwiazdy oraz swoją "drogę mleczną". Słońcem jest Pan Jezus, księżycem - Matka Boża, gwiazdami - święci, przez Kościół do czci wiernych podani, a drogą mleczną, to jest owym zbiorem nieprzeliczonych gwiazdek drobnych, tworzących pas jasny na nieboskłonie, są owe nieprzeliczone zastępy dusz zbawionych, które podobnie jak świtęci uznani przez Stolicę Apostolską, królują w niebie, których nazwisk nie znamy, jak nie możemy dojrzeć okiem tych gwiazd, których ogół stanowi właśnie drogę mleczną. Iluż bowiem jest wielkich sług bożych, wielkich świętych, w każdym wieku, stanie, narodzie,
        kraju, których zasługi Bogu są tylko wiadome! Iluż cnót najszczytniejszych nie dostrzega oko
        człowieka! Iluż bohaterów chrześcijańskich w dawnych czasach zaludniało puszcze, do których nikt sit; nie dostawał, z których nigdy nie wyszli! Iluż wielkich mężów bożych żyło utajonych w stanie ubogim, pokornym, umartwionym, a cnoty ich tylko Bóg ocenił! Ileż dusz
        wzniosło sit; do nieba bez żadnego rozgłosu, z ukrycia klasztornego! Iluż zostało świt;tymi
        przez znoszenie pokorne różnych przeciwności i cierpień, na co zwykle nikt nie zważa! Bóg
        znał ich wszystkich, wynagrodził hojnie, otoczy ich wielką chwałą w oczach całego świata w
        dniu Sądu Ostatecznego, a potem na wieki, lecz słuszne też jest, aby Kościół, aby wszyscy
        wierni również ich uczcili na ziemi. Bo każdy z tych błogosławionych troszczy sit; o nasze zbawienie. Ich wstawiennictwo wielką ma wagę u Boga, gdyż są już w chwale Jego. Toteż udajemy sie do nich o pośrednictwo, udawać się o nie powinniśmy, a jednocześnie powinniśmy wyrażać im cześć szczególną". Hołd taki składamy im właśnie w dniu pierwszym listopada. Kościół atoli nie poprzestaje na pobudzaniu wiernych do składania czci wybrańcom Boga, lecz także każe nam naśladować owe święte wzory. Uroczystość w dniu pierwszym listopada przypomina i poucza, że święci Pańscy, których mądrość podziwiamy, których cnotom cześć oddajemy, których chwałę i zasługi głosimy, byli tu na ziemi ludźmi jak my, żyli i pracowali w tych samych warunkach, w jakich my żyjemy i pracujemy. Tak więc w dzień Wszystkich Świt;tych oddajemy cześć temu rolnikowi, w y l' o b n i k o w i, r z e m i e ś l n i k o w i, p r o s t em u s ł u d z e, którzy w ukryciu swego skromnego zawodu, nierzadko w nędzy, żyli jednak niewinnie i po chrześcijańsku. Cześć oddajemy tym monarchom, którzy zasiadając na tronach, zachowali czystość oby.czajów i osiągnęli świętość, trzymając się zasad Ewangelii. Czcimy m o ż n y c h, którzy nie dali się uwieść czczym blaskom ziemskim, nie pozwolili rozkoszom doczesnym zmiękczyć serc swoich, lecz używali bogactw na chwałę bożą i pożytek bliźnich, dbali o dobro wieczne, przestrzegali przykazań wiary i pozyskali zbawienie.
        cdn

        Opis z 1939 roku "Kalendarz Mariański"
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 20:30
          Czcimy wreszcie krewnych naszych, przyjaciół, towarzyszów, współparafian, którzy, posiadając takie same namiętności, jakim my ulegamy, borykając się z podobnymi jak my
          przeciwnościami, a nie rozporządzając innymi środkami niż te, jakimi my rozporządzamy,
          wywalczyli sobie szczęście wiekuiste. Czymże się wymówimy, jeżeli nie uzyskamy tego, co
          uzyskali oni? Większość bowiem świt;tych dostąpiła świętości nie przez jakieś czyny świetne, nadzwyczajne. Można zostać świt;tym bez takich czynów, a potępionym spełniając czyny
          rozgłośne. Święci dostąpili uświęcenia dlatego, że wypełniali wiernie obowiązki swego stanu,
          że umieli pogodzić te obowiązki z przykazaniami wiary, że zawsze szli za głosem sumienia, za głosem Ewangelii. Święci: Ludwik, Wacław, Elżbieta na tronach; św. Izydor - rolnik, świt;-
          ci Kryspin i Kryspinian - szewcy, św. Zyta - służąca, przekonywają nas najdowodniej, że
          doskonałość ewangeliczna z każdym stanem się godzi, dla każdego jest dostępna. To właśnie nam przypomina, tego nas uczy Kościół przez uroczystość Wszystkich Świętych, a przy tym zachęca nas, pobudza, skłania do naśladowania tych, którzy dostąpili szczęścia wiekuistego, do wstępowania w ich ślady; skłania nas, iżbyśmy się udawali do pośrednictwa wybrańców bożych w pracy dla dostąpienia łaski zbawczej, łaski żywota wiecznego, bo im liczniejsze jest pośrednictwo, tym łatwiej można cel osiągnąć. Na drugi dzień po uroczystości Wszystkich Świt;tych obchodzi Kościół Wspomnienie wiernych zmarłych, a umieścił te dwie uroczystości bezpośrednio obok siebie, żeby uwidocznić, iż pomiędzy Kościołem triumfującym, to jest świt;tymi w niebie, Kościołem cierpiącym, to jest duszami w czyśćcu, i Kościołem wojującym, to jest społecznością wiernych, istnieje łączność. Wprawdzie codziennie w mszy św. są odmawiane modlitwy za dusze zmarłych, lecz Kościół przeznaczył jeden dzień w roku na to, aby wierni w sposób szczególny przynosili ulgę duszom w czyśćcu cierpiącym. Pospolicie dzień ten zwiemy Zadusznym. Zanim powiemy o powtaniu i znaczeniu tej uroczystości, rozważmy wpierw, co należy rozumieć pod nazwą "czyśca" Otóż nazwą tą oznaczamy bądź miejsce, bądź ogół bolesnych mąk, którym ulegają po śmierci dusze sprawiedliwych, przeznaczone do oglądania Boga, lecz bezpośrednio szczęścia te- go posiąść niemogące, wskutek nieodpokutowania jeszcze tu, na ziemi, grzechów powszednich,
          lub też kar doczesnych, na jakie śmiertelnymi grzechami zasłużyły, a których w zupełności za
          życia nie odpokutowały. Czyściec zatem jest przeznaczony tylko dla osób dojrzałych, w stanie łaski, lecz niezupełnie wobec Boga oczyszczonych. Według św. Augustyna koniec czyśćca nastąpi w chwili sądu ostatecznego, w chwili zagłady wszelkiego stworzenia. Czyściec wtedy przestanie być miejscem pośrednim między niebem a piekłem, miejscem nie dla wszystkich przeznaczonym, miejscem, do którego na przykład nigdy nie wchodzą
          dzieci odrodzone przez c h r z e s t, zmarłe zanim jeszcze do używania rozumu przyszły.
          Dzieci, umierające bez łaski odrodzenia duchowego, to jest bez chrztu, idą nie do czyśćca, lecz otrzymują miejsce kary w otchłani, graniczącej z piekłem, do którego jest ona podobna
          tylko przez mękę nieoglądania Boga, nie zaś przez męki inne, wyczuwane zmysłami.
          Dusze w czyśćcu pozostające mogą być wspomagane ofiarą mszy św. jako też modlitwami, jałmużnami i pokutą wiernych. Pismo św. mówi o tym: "Święta i zbawienna modlić się za zmarłych, aby byli od grzechów rozwiązani". Przez długi czas poprzestawano na modlitwie za zmarłych bądź w domu, bądź w kościele przy mszy św., bądź odprawiając za nich zwykłe msze św. Dopiero w początkach XI stulecia ustanowiono jeden dzień w roku, dla wyłącznego za dusze zmarłych nabożeństwa. Stało sit; to dziatki św. Odilonowi, opatowi klasztoru
          benedyktynów w Cluny we Francji. Mąż ten wielką czuł litość dla dusz w czyśćcu zatrzymanych, a mając mnóstwo dowodów na to, że dużą ulgę przynoszą im modlitwy, które Bóg mile przyjmuje, wyznaczył wszystkim klasztorom swego zakonu jeden dzień w roku na szczególne nabożeństwo za dusze czyśćcowe.

          Opis z 1939 roku "Kalendarz Mariański"
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 20:41
          Zwyczaj ten uznała Stolica Apostolska za dobry i pożyteczny i wkrótce (rozciągnęła go na cały świat chrześcijański). Nabożeństwo to tak się odbywa. Po nieszporach w uroczystość Wszystkich Świętych kapłan zaraz odprawia nieszpory żałobne, po czym z ludem odbywa procesję na cmentarz, wśród poważnego i przejmującego śpiewu: "Dzień on, dzień gniewu Pańskiego świat w proch zetrze; świadkiem tego Dawid z Sybillą wszystkiego, jako wielki strach tam będzie, gdy sam Bóg na sąd zasiądzie i roztrząsać wszystko będzie!" W czasie procesji są cztery przystanki czyli stacje. Przy każdej kapłan odprawia modlitwy za zmarłych biskupów i kapłanów, za rodziców, krewnych, powinowatych, dobrodziejów oraz tych,
          których ciała na tym cmentarzu spoczywają. Po powrocie do kościoła przy wystawionym katafalku odbywa się stacja piąta, z modlitwą za wszystkich w ogólności wiernych zmarłych. Obrzęd kończy się odśpiewaniem wzniosłej antyfony do Matki Boskiej: "Witaj, Królowo nieba i Matko litości! Witaj Nadziejo nasza! W smutku i żałości ku Tobie wygnańcy Ewy wołamy synowie, ku Tobie wzdychamy, płacząc, padołu więźniowie. Orędowniczka nasza! racz Twe litościwe oczy spuścić na nasze serca żałośliwe i owoc błogosławiony żywota Twojego racz pokazać po zejściu z świata mizernego. O łaskawa, pobożna, o świt;ta Maria, niechaj wszyscy zbawieni będą grzeszni i ja! O Jezu, niech po śmierci Ciebie oglądamy! O Mario, uproś nam, czego pożądamy! O Jezu, Jezu. Jezu, Jezu mój kochany! Jezu w wielkiej
          dobroci nigdy nieprzebrany!" Nazajutrz, w sam Dzień Zaduszny, kapłan odśpiewuje Jutrznię za zmarłych, odprawia msza; żałobną, wygłasza odpowiednie kazanie i wypomina osoby zmarłe, drogie sercu naszemu. Potem dokoła kościoła odbywa procesja jak w dniu poprzednim z pięcioma stacjami. Podczas stacji ostatniej, przy katafalku, sp lewa, jakby nad osobą zmarłą: "Wybaw mnie, Panie od śmierci wiecznej"... - trumnę skrapia wodą święconą i okadza. Wreszcie mówi: "Wieczny odpoczynek raćz im dać, Panie! A światłość wiekuista niechaj im świeci! Niech odpoczywają w pokoju!" Wierni odpowiadają: "Amen!" - wyrażając życzenie, aby dusze wiernych zmarłych rychło były przypuszczone do oglądania Boga. Obrzęd, równie jak dnia poprzedniego, kończy się odśpiewaniem antyfony: "Witaj Królowo!"
          Istnieje zwyczaj, że w Dzień Zaduszny wieczorem oświetlamy mogiły i przyozdabiamy je
          wieńcami. Cmentarz wtedy nader rzewny przedstawia widok. Na wiejskich cmentarzach
          śpiewają wówczas pieśń starodawną, którą przypominamy: "Przez czyśćcowe upalenia,
          którzy znoszą przewinienia, łzy lejąc bez pocieszenia, żebrzą Twego użalenia, o Mario! Tyś
          źródło grzechy czyszczące, wszystkim zdrowie przynoszące, posilaj umierające, ratuj męki ponoszące, o Mario! Ku Tobie umarli wzdychają, w Tobie ufność pokładają, niech twarz ma-
          cierzyńską znają, niech przez Cię nieba dostają, o Mario! Kluczu do nieba zrządzony, więzień
          w czyśćcu utrapiony pragnie przez Cię być puszczony z więzienia w niebieskie strony, o Ma-
          rio! Sprawiedliwych oświecenie, nadziei grzesznych wzmocnienie, niech przez Twoje przyczynienie, gasną czyśćcowe płomienie, o Mario! Twe zasługi, Twe przyczyny, opłaciwszy grzechów winy, niech wprowadzą ludzkie syny z mąk do niebieskiej krainy, o Mario!"
          Co może być słuszniejszego. co bardziej właściwego ze strony żyjących, nad gorliwe
          niesienie ratunku duszom w czyśćcu cierpiącym? Są to przecież wybrańcy Pańscy, którzy
          po pewnym czasie w niebie zażywać będą wielkich względów bożych. Są to wierni słudzy
          Chrystusowi, nabyci Przenajświętszą Krwią Zbawiciela, którzy wprawdzie cierpią teraz,
          lecz z czasem, dostawszy się do Jego królestwa, w tysiąckroć odwdzięczą się za to, co tu dla
          nich czynimy. Są to bliscy nasi - krewni, rodzice, dzieci, przyjaciele, dobroczyńcy, siostry
          i bracia, którzy wyglądają od nas ratunku, kórzy mają do tego wszelkie prawo i o który rzewnie nas proszą słowami Pisma bożego: "Zmiłujcie się nade mną! Zmiłujcie się nade mną
          przynajmniej wy, przyjaciele moi!" Dla pobudzenia nas do spełnienia tego obowiązku miłości, a nawet sprawiedliwości, Kościół Święty przez obrzędy w Dniu Zadusznym stara się go nam przypomnieć i wzbudzić w sercach naszych pobożną pamięć o duszach zmarłych.
          Zważmy, że cokolwiek dla nich uczynimy, na dobro nasze się obróci. Bo dusze owe, wyzwoliwszy się z mąk, nie zapomną o nas i dostąpiwszy uświęcenia, w niebie za nami przyczyniać się będą do Boga. A skoro wiemy, że Bóg świętych swoich prośby za nami łaskawie przyjmuje, grzeszylibyśmy srodze, nie starając się o takie pośrednictwo. .
          Na zakończenie słów niniejszych przytoczymy wyjątek z poematu Wincentego Pola,
          przepięknie opiewającego Dzień Zaduszny na wsi:

          Opis pochodzi z roku 1939
          • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 08.03.14, 20:42
            Z dala słychać wiejskie dzwony,
            I lud tłumnie ciągnie w bieli
            Od kościoła. przez zagony.
            To snać pogrzeb będziem mieli!
            Śpiew żałobny płynie rosą:
            Ale trumny coś nie niosą?...
            T o po zmarłych upominek!
            Po cmentarzu się rozbiegli;
            Klęcząc każdy krzyż oblegli;
            Więc i "wieczny odpoczynek!"
            Dzień Zaduszny serce święci,
            I powszednie dzieje chaty,
            I najcięższe życia straty
            Stają żywo tu w pamięci...
            Kmiecie stoją zadumani:
            Śmierć nie straszna, -lecz sąd boski -
            I niedola serce rani -
            Owo całe dzieje wioski!
            I na grobach każdy składa
            Upominki i obiaty -
            I o swoich opowiada -
            Owo dzieje polskiej chaty!
            W moc modlitwy zbrojna wiaro!
            Co z duchami duchy łączy -
            Co tak wielką mierzysz miarą,
            Że się żywot tu nie kończy:
            Wiarą w karę i w nagrodę -
            W wspólność duchów i swobodę -
            Dobrej woli - świętej woli -
            Ty przyświecaj synom roli,
            Bo ty trzymasz to sumienie,
            Jak na wodzy w ojców wierze;
            I przykazań boskich strzeże,
            Co na pieczy ma zbawienie. -
            Wielka wiaro tej prostoty!
            Ty się trzymaj wiejskiej strzechy -
            I od wdowy i sieroty
            Bierz otuchy i pociechy.
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 11.10.14, 21:38
          Wyjdźcie z mogił, tak zawoła
          W dniu sądu Pan przez archanioła.
          Wy wszyscy, coście zmarli tu !
          Zadrży morze ląd i skała
          l wyda z grobów ziemia cała
          Wzbudzone ludy z śmierci snu.
          I zniknie grobu cień,
          Zabłyśnie życia dzień,
          Zniknie trwoga i jęk i znój,
          A świata Pan
          Ogłosi ludom wyrok Swój.
          Zlituj się nad nami, Panie !
          Bez Ciebie nie jesteśmy w stanie
          W dniu sądu godnie ostać s i ę !
          Racz więc dać nam umysł nowy,
          Do walki z grzechem wciąż gotowy
          l zdolny naśladować Cię !
          Bo Duch Twój może nas
          Odrodzić, póki czas,
          A otwarty wstęp będzie nam
          Przez łaskę Twą
          Do wiecznej szczęśliwości bram.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 09.03.14, 00:29
        Wielkanoc i wiosna tak się łączą ze sobą w duszy naszej, że gdy myślimy o Wielkiejnocy, to oczekujemy wiosny, oczekujemy jej z upragnieniem, witamy z radością. A chociaż rozpamiętywania wielkopostne napełniają duszę uczuciem smutku, przecież uczucie to nie może przytłumić myśli, iż cieplejsze słońce rozbudzi uśpioną przyrodę, która rozweseli oko i duszę pięknością, nie dającą się niczem zastąpić. To też uroczystości i zwyczaje wielkanocne łączą smutek z radością, rozpamiętywanie śmierci Zbawiciela z Jego zmartwychpowstaniem — łączą zwyczaje chrześcjańskie z przedchrześcjańskiem traceniem zimy a powstaniem wiosny. Nie mamy dotąd dokładnych opisów zwyczajów wielkanocnych obchodzonych na całym obszarze naszej wielkiej Ojczyzny, a ponieważ zwyczaje te zmieniają się i zacierają, giną z czasem, jak wiele innych, przeto póki jeszcze istnieją, póki tradycja o nich nie zaginęła, musimy je dla pamięci potomnych, dla badań uczonych opisać i opisy takie zgromadzić razem. Prosimy bardzo wszystkich Ziomków naszych, którzy miłują przyszłość narodu polskiego w jego zwyczajach i obyczajach, którzy oceniają wartość i znaczenie tych zwyczajów i obyczajów, aby nie żałowali czasu i nieco trudów i aby każdy z miejscowości, w której spędzi czas wielkanocny, sporządzi opis dokładny i szczegółowy wszystkich zwyczajów wielkanocnych. Dla ułatwienia tej pracy podajemy poniżej wskazówki, co powinien zawierać opis taki, na co należy zwracać uwagę przy zbieraniu materjałów do niego. Zwyczaje, uroczystości i wierzenia wielkanocne rozpoczynają się juź w niedzielę kwietnią (palmową) i przeciągają się aż poza poniedziałek wielkanocny. Niedziela Kwietnia. Z czego i jak robią palmy do święcenia, czem związują, jak i kto niesie je do kościoła, co się robi z palmą po wyjściu z kościoła i po powrocie do domu. Szczegółowo opisać dlaczego robią tak a nie inaczej, według wiary ludowej. O zaklętych skarbach', otwierających się w czasie czytania ewangelji św. w kościele. Podać opowiadania i zdarzenia o tem. Chodzą też chłopcy w Kwietnią Niedzielę (a(albo w poniedziałek wielkanocny) po domach z oracjami z li- lijką. z wózkiem, z traczykiem, z kurkiem i t. p. Czy się przebierają parobcy? Jak? Czy chodzą po domach? Podać oracje. Wielki Czwartek. Czy chłopcy urządzają jakie zabawy ? N. p. topienie bałwana, Judasza, śmierci; zrzucanie kota z wieży, z chóru, — pogrzeb żuru i t. p. Opisać każdy obchód szczegółowo od początku do końca, co, jak i dlaczego się robi. Wielki Piątek. Zwyczaje wielkopiątkowe od świtania. N. p. myją się w potoku, aby nie mieć chrost,
        — czarownice robią masło przed świtem, — zatykanie krzyżyków z palmy święconej w rolę, na szczytach dachów i t. p. Chłopcy chodzą z kłapaczami, klekotami, taradaj- kami i t. p. zamiast dzwonienia, Opisać i odrysować. jak wyglądają te narzędzia, a jeszcze lepiej nadesłać z palmą do Muzeum etnograficznego w Krakowie. Czy opowiadają o zawięzywaniu i wędrówce dzwonów? Jak stroją groby Chrystusa w kościele? Czy przy grobie trzyma kto straż? Jak się ta straż ubiera i zachowuje? Wielka Sobota. Święcenie ognia i wody i związane z tem zwyczaje. Pierwsze dzwonienie na Glorja. Z czego się składa święcone, jak się je przygotowuje, stroi i przynosi do święcenia? Jakie są zwyczaje przy spożywaniu święconego i przy usuwaniu resztek (o,, jszy- ny)? Jeżeli malują (piszą) jaja, opisać dokładnie, jak się to robi, dlaczego tak, czem barwią jaja, do czego takich jaj używają, a rysunki odrysować i nazwać. Pisanki pożądane są dla Muzeum etnograficznego w Krakowie. Zwyczaje związane z rezurekcją. O czarownicach, które nie mogą obejść kościoła trzy razy w czasie procesji i t. p.
        Wielka Niedziela. Jak ją święcą od rana i jakie zachowują zwyczaje? Wielki Poniedziałek. Czy i jak obchodzą śmigust, dyngus i t. p. ? Chodzenia po śmiguście.
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 11:57
          Legenda mówi, że święty Jan będąc dzieckiem i rówieśnikiem Chrystusa miłując bardzo wszelkiego rodzaju zioła często prosił o takie nasiona, które by mogły przynieść ulgę cierpiącym. Został wysłuchany i na ziemi pojawiło się wiele roślin pochodzących prosto z nieba. Rośliny wyrastały bujnie a każda z nich posiadała ukrytą moc i leczyła ludzi z różnych chorób. Wierząc w tę legendę uważa się świętego Jana za specjalnego patrona urodzajów, tym bardziej że 24 czerwca zaczynają się zbiory plonów, którym przoduje koszenie siana.
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:27
          Opowiadają sobie ludzie że w lasach gór Świętokrzyskich rośnie ziele podobne do mięty, które nazywają zielem Świętego Jana a po które czarownice w wilię św. Jana odbywają podróż na Łysicę. Jeśli kto z ludzi zdobędzie czubek tego ziela w tę noc będzie go ono darzyć mocą czarodziejską przez cały rok.
            • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 17.03.15, 13:34
              W drugie święto Wielkiej Nocy mniejsze dziewczęta chodzą od chałupy z maiczkiem, tj. z choinką, ozdobioną sztucznemi kwiatami, wstążkami z kolorowego papieru z białemi piórkami. Zwykle bywa dziewcząt trzy albo cztery. Śpiewąją przy tern pieśni, ułożone umyślnie na ten cel.
              Przyśliśmy tu, przyśli,
              Pod wasze okienko
              Pocieszać, pocieszać,
              Razem i z gaździnką itd.
              Potem:
              Pójdź, serce me, patrz wesoło,
              Na dary Boskie wokoło.
              Wabi cię lato śliczne itd.
              Gazdowie przy tej sposobności składąją im dary bądź w naturze, tj. kołacze, chleb, jąja itp., bądź w pieniądzach po kilka centów.
              • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 27.03.15, 19:45
                Słynny klejnot pod postacią jajka wielkanocnego ma ciekawą historię. Pierwszy egzemplarz tego cacka sztuki złotniczej trafił do Marii Redorowny, żony cara Aleksandra III. To właśnie on
                wpadł na ekstrawagancki pomysł podarowania swojej ukochanej małżonce czegoś wyjątkowego. Kiedy więc caryca zajrzała w 1883 r. do swego wielkanocnego jajka, ujrzała w środku żółtko ze szczerego złota, a po jego otwarciu -maleńką złotą kurkę. Jajko też było ze złota, pokrytego białą emalią. Jajko dla carycy wykonał carski jubiler Peter Carl Faberge, z pochodzenia Francuz. Tak rozpoczęła się słynna kolekcja jajek Faberge, która po wsze czasy
                przeszła do historii sztuki jubilerskiej. Od tamtej pory w warsztacie jubilerskim firmy Faberge wykonano wiele złotych jaj, które były obiektami nieustannego pożądania osób z otoczenia carskiego dworu. Niektóre były prawdziwymi cacuszkami sztuki jubilerskiej, nafaszerowanymi złotem, platyną, diamentami i drogimi kamieniami szlachetnymi. Dzisiaj firma Faberge już nie istnieje, ale jej wyroby nadal krążą po świecie osiągając zawrotne ceny; słynne jajka sprzedaje się na aukcjach po 10 milionów marek. Spadkobiercą carskiego złotnika Faberge została firma Victor Mayer, której założyciel pracował kiedyś dla wielkiego Rosjanina. Firma ma siedzibę w miasteczku Pforzheim w Badenii-Wirtembergii i jest znana z wyrobów jubilerskich na całym świecie. Wśród milenijnych imprez miasta Gdańska odbyły się także IV Targi Bursztynu i Sztuki Złotniczej. Nie zabrakło na nich również firmy Victor Mayer, która
                wystawiła po raz pierwszy cztery jajka Faberge z przewagą elementów bursztynowych. Eksponaty te mają bursztynową podstawę (nóżkę), wkład, czyli owalną połówkę bryły jajka, oraz kulkę imitującą perłę powiększoną do rozmiaru orzecha laskowego. Polski bursztyn oplata złota siateczka wzorowana na sieci rybackiej. Umieszczono na niej misternie wykonaną
                miniaturę herbu gdańskiego, a całe arcydzieło ozdobiono jeszcze rubinami, szafirami i brylantami. Na uroczystej gali, kończącej Targi ,,Amberif-97", przedstawicielka firmy Victor Mayer, pani Heidrun Mohr-Mayer wybrała spośród czterech eksponowanych egzemplarzy to najpiękniejsze i najcenniejsze jajko, przekazując go dla Muzeum Miasta Gdańska.
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 12:46
          Wodą święconą na Trzech Króli oraz kredą opisywały gospodynie w koło i na krzyż czoło między rogami, robiły trzy krzyżyki oraz to samo robiono na progu obory i przeżegnując się wypowiadały słowa modlitwy po czym odwiązywały łyko i razem z gałązkami bzu i lipy wtykały w poszycie dachu domu i obory.
          • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 17.03.15, 13:28
            W wigilię św. Jana dziewczęta obchodzą Wieńce, tj. zbierają różne kwiaty polne, zwijają w wieńce i przystrajają wstążkami z kolorowego papieru. Naząjutrz, przed świtem, wieńce zostąją zawieszone na zewnąrz domu, nad drzwiami i oknami. Każda dziewczyna ma swój osobny wieniec.
          • madohora Sylwester, Nowy rok 12.07.14, 14:26
            Pod koniec roku trzeba uporządkować podwórko i domostwo, aby Nowy Rok zawitał do czystego obejścia. W sylwestrową noc, podobnie jak w Wigilię, nie należy robić prania, bo według wierzeń wróży to rychłą śmierć któregoś z domowników. W niektórych wsiach powiatu gliwickiego m.in. w gminie Pilchowice, ale również w Wielowsi wciąż żywa jest tradycja sylwestrowych psikusów płatanych przez młodych chłopców. Jeszcze w okresie powojennym zdarzało się np. zamalowywanie wapnem okien w domach, brudzenie ich sadzą czy wprowadzanie wozów na dachy chat, dziś najczęściej spotyka się wyjmowanie furtek z ogrodzenia i chowanie ich, aby zrobić psikusa gospodarzom, których zwykle nie ma
            wtedy w domu lub bawią się tak dobrze, że dopiero w Nowy Rok spostrzegą niekompletność ogrodzenia. W razie śnieżnej zimy zdarza się, że furtka znajduje się dopiero po wielu tygodniach, gdy śniegi stopnieją, więc wybierających się na sylwestrowy spacer nie dziwi widok furtek przypiętych do płotu łańcuchem z kłódką przez zapobiegliwych gospodarzy.
            • madohora Re: Sylwester, Nowy rok 12.07.14, 14:28
              O Sylwestrze jako zakończeniu starego roku czytamy już u Kolb erga - Na Wigilę Nowego Roku ludzie bawią się jak na Andrzejki lejąc ołów do wody, rzucając ostróżyny ale obok tego puszczają i łupiny orzechowe, w środku których pali się kawałeczek stoczka - naznaczonego pewnymi imionami - na wodę w miednicy, uważając która z którą się zetknie. Jeśli kawaler i paa do dobra wrożna bo wtedy ślub i wesele śa na widoku. Jest to wiec czas przyszłych wróżb matryminilanych.
              • madohora Re: Sylwester, Nowy rok 12.07.14, 14:29
                Wieczorem odbywało się nabożeństwo dziękczynno - pokutne w czasie którego proboszcz zdawał relację ze swego zarządzania parafią. W trakcie nabożeństwa śpiewano taką pieśń

                Nie tak bystro płynie rzeka
                Jak nam prędko czas ucieka

                Skonczą się nasze dni lata
                My pójdziemy z tego świata
                Któż wie na kim kolej stoi
                Przeto niech się każdy boi

                Ten Nowy Rok poświecamy
                W Tobie ufność pokładamy
                Bądź naszym ojcem i Panem
                Teraz i na wieki Amen
          • madohora CHLEB ŚWIĘTEJ AGATY - zwyczaj u nas nieznany 12.07.14, 14:54
            W dzień św. Agaty czyli 5 lutego w wielu kościołach powiatu gliwickiego święci się chleb, który ma chronić ludność od pożarów i piorunów. Poświęcony chleb, zwany chlebem św. Agaty, posiada także właściwości chroniące kierowców przed wypadkiem i śmiercią, a wszystkich podróżnych i spacerowiczów przed nieszczęśliwymi zdarzeniami, jakie czyhać mogą w drodze. Warto więc mały kawałeczek poświęconego pieczywa nosić ze sobą w torebce lub wozić w samochodzie, podobno wówczas św. Agata, pospołu ze św. Krzysztofem – patronem kierowców, czuwa… Jeszcze po II wojnie światowej w powiecie gliwickim poświęcone kawałki chleba podczas pożaru wrzucano do ognia, by wiatr odwrócił ogień w kierunku przeciwnym. Chlebem poświęconym w dniu św. Agaty karmiono również bydło, by je uchronić od zarazy.
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 13:05
          Wyryć murawkę
          Położyć ławkę
          wierzbową
          A wy dziewczęta
          A wy jedyne
          Spać do domu
          A kiejze się ty
          Mój świety Janie
          Ozenis
          Kiej sobie żonkę
          Kiej tę nadobną
          narais?
          Jest tu nadobna
          Jest Marysienka
          Zostanie
          Bo se Pawełka
          Bo nadobnego
          dostanie
          Jest tu nadobna
          Jest Kasinecka
          Bo se dostanie
          Nadobnego
          Jasiecka
          • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 06.09.15, 22:04
            S e c e m i n (pow. \Włoszczowski) w miasteczku w wigiliję św. Jana Chrzciciela mieszkańcy
            zbierają belicę i takową zatykają na czterech węgłach domu; oprócz tego i na drzwiach przy
            samym wnijściu do mieszkania. Służyć to ma na to, aby do tego domu i mieszkania przez cały rok nie wcisnęły się c h o r o b y.
              • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 06.09.15, 22:08
                Sobótek nie palą. "Puszczanie wjanków na wodę, o ile mogłem się wywiedzieć, nie jest zwyczajem ludu wiejskiego, ale mieszczan. W dzień Św. Jana Chrzciciela dziewczęta miejskie wiją wianki z kwiecia w które się zazwyczaj stroją, umieszczają je na deszczkach , w pośrodku stawiają zapaloną świecę i puszczają na wodę. Jeżeli zapalona świeca goreje, jest to
                znak że jej właścicielka pójdzie za mąż; przeciwnie znów rokuje jej panieństwo, gdy świeca zgaśnie.
                  • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 06.09.15, 22:13
                    W o l b rom. Sobótki w Wolbromie i w okolicy palą w poniedziałek Zielonych świątek. W południowej stronie tego miasta przed Zielonemi świątkami ustawiają sobótki tj. wkopują
                    w ziemię 4 duże drzewa leśne w kwadrat troszkę pochyło, aby się wierzchołkami łączyły; w środku umieszczają rnateryal palny: słomę, gałęzie suche, na to kładą kilka beczułek i naczyń od smoły i znowu to przykrywają, gałęziami na wysokość około 10 łokci. Tak ustawiwszy sobókę, czekają poniedziałku. Wieczorem (okdo 8 g.)podąża na to miejsce gromada młodzieży i ludzi starszych! katolików i żydów, i podpaliwszy sobótkę, latają około tego ognia, śmieją się, ale pieśni nie śpiewają żadnych. Po upływie półtorej lub dwóch godzin, wracają do domów. Jednocześnie dają się widzieć sobótki płonące w okolicy, tak od 6 do 10 godzin; sobótki te pali lud prosto z gałązek, chrustu i słomy, i także bez śpiewów. Co do wianków takowych tu nie puszczają gdyż nie ma wartkiej wody tylko 3 stawy

                    1885
                      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 06.09.15, 22:17
                        Gdy się ściemni, zbierają się zazwyczaj na miejscu wzgórzystym zwykle za wsią, i tam zapaliwszy wielkie ognisko na co używają drzewa jakie im pod rękę podpadnie, sprowadzają w6dkę, muzykę, a podpiwszy sobie śpiewają już krótsze już dłuższe piosenki i tańczą do
                        północy nie bez żartów skutkiem których przez wpychanie się w ogień, niejeden u branie na sobie podpali. Biorą w nim udział dorośli parobcy i dziewki, jak i malcy przyuczający się do tej igraszki na przyszłość. Potem (jeśli nie było wypadku) wracają do domu o północy lub później, śpiewając, gawędząc i wykrzykując po drodze. Doświadczeni ojcowie krzywo patrzą na te schadzki, a stateczniejsi zabraniają dzieciom swoim uczęszczać na nie, Po innych znowu wsiach okolicznych, robią sobie wiązki ze słomy, Wsiadają na konie (lub w braku tychże biegają pieszo) i zapaliwszy słomę jeżdżą prędko po polu Na sobótkach słyszeć się teraz dają,
                        następujące pieśni:
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.07.14, 14:09
          Wiem, że przyjdziesz...

          Wiem, że przyjdziesz...Gdy wicher
          Chłodny ogołoci
          Korony drzew i kwiatów
          W wieczór dżdżysty, słotny
          Wiem że przyjdziesz - popatrzysz
          Na mój grób samotny
          Porośnięty miast kwiatów
          W krzew dzikiej paproci
          I odejdziesz smutniejsza
          Jednym smutkiem więcej

          Poznasz wtedy, że paproć
          Ta - to moje pieśni
          Wyśpiewać ich nie mogłem
          W życia złej rozterce
          Paproć ta - to miłość
          Którą kryło serce
          W tajemnicy przed Tobą
          Niech z nad grobu cieśni
          Mówi że nikt nademnie
          Nie kochał goręcej

          Jotes
          • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 11.10.14, 20:48
            Świętojański wieczór,
            Uciecha dla dziatwy
            Zapaliły już ogniska
            Te flisacze tratwy.
            Idzie płomień w górę,
            Sobótka się pali
            Sypie iskry szczerozłote
            Po tej modrej fali
            A ten stary flisak
            Poprawia ognisko ;
            Pal się, pal się, ty sobótka
            Do Warszawy blisko.,
            Sobótko, sobótko
            Nocy świętojańska.
            Widać ciebie od Warszawy
            Do samego Gdańska
        • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 11.07.14, 22:00
          Od kilkunastu lat w Sośnicowicach żywa jest tradycja obchodzenia tzw. „Spotkania ze św. Marcinem”, którą zainicjował i kontynuuje ks. Marcin Gajda, proboszcz parafii pw. św. Jakuba Apostoła w Sośnicowicach. Co roku 11 listopada późnym popołudniem mieszkańcy, głównie dzieci i młodzież, gromadzą się przy sośnicowickim gimnazjum, zapalają lampioniki lub świece, oświetlając drogę dla znamienitego gościa. Od strony kościoła przybywa jeździec na koniu, ubrany w strój rzymskiego żołnierza. Na głowie ma hełm i odziany jest w purpurowy płaszcz, który powiewa na wietrze. To jest św. Marcin (rolę tę odgrywa najczęściej mieszkaniec gminy), który podjeżdża pod szkołę i stamtąd prowadzi uroczysty
          pochód do Domu Pomocy Społecznej „Ostoja” w Sośnicowicach. Tam, po przybyciu uczestników pochodu, ma miejsce zwykle jakieś wydarzenie kulturalne np. przedstawienie, koncert czy konkurs. Wszyscy wspólnie jedzą rogale św. Marcina upieczone na tę okazję i ofiarowane przez lokalnych piekarzy i cukierników.
          • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach;) 04.03.15, 17:13
            Opis uczty weselnej na dnie jeziora - zwyczaj z przymrużeniem oka

            Byly wilcze pasztety i kielbasy lisie,
            Para żab szpikowanych na glębokiej misie,
            Zwierciadlo do rosolu, z chrzanem barskie mydlo,
            A do tego ostrego pieprzu kapelusz i szydlo.
            Z księżyca siekanina, slońce do salaty.
            Szoldry z udów komarzych i wątróbki musze,
            Ządla szerszenie w gorzkiej zaprawione 'jusze.
            Salamandra pieczona, żólta krakacica,
            Smolne sęki z wapnem, smażona żywica.
            Obl)ch kwaśno z sieradzka, skówka z furdymentem,
            Stara cźapka z oliwą, karabin z cementem.
            Kuropatwa pod wiecheć, wroni nos z powidlem,
            Sroczy ogon, bocianim przyprawiony skrzydlem.
            Psi bigos z kaparami na zimno sadzony,
            Skok zajęczy. z cebulą woleju smażony.
            Z mlodych żab galareta, chrząszcze do podlewy,
            Z octem, z pieprzem, z cebulą krążone cholewy,
            Nietoperze suszone i sowie frykasy,
            Krecie saMo spuszczone pięknie do okrasy.
            Broda wielka na misie, kaszą popluskana,
            Przy niej poczta niemiecka; jajem pomazana.
            Wilcze zęby na wety, jastrzębie pazury,
            Z golębiego mleka tureckie fafury.
            Świnie maslo. ser z wieprza, cielęce śmietanki,
            l z jesionowej skóry przysmażone grzanki.
            Z mlodych olszyn jagody, z ciernia cierpkie śliwy,
            Z starych sosien daktyle, w doniczkach pokrzywy.
            • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach; 04.03.15, 17:15
              Raj we śnie widziany

              Wśród wiecznej wiosny leży miasto zbudowane,
              Cudowne i przyjemne i rajem nazwane.
              Domy są o dwóch piętrach, przed oknami ganek,
              Wschody z wielkich pirogów a okna z kazanek,
              Piranki z naleźników, franzIe z makaronu,
              Zamki z szynek, pólgęsków;1 klucze z salcesonu.
              Wśród obszernych pokojów są misterne meble;
              Jakie chyba anielskie zdzialać mogą heble.
              Tam po trudach światowych śmiertelnik spoczywa,
              Na noc ldadzie się w pasztet, frykasem przykrywa.
              Na ścianach biszkoptowe torty, a cukiernik
              Wyryl, co zdzialal Popiel, co odkryl Kopernik.
              W doniczkach rośnie bigos lub potrawka z kury,
              Podlug uprawy ziemi i nasion natury.
              Albowiem rajska ziemia jest cudnej zalety,
              Posiać kostki z kotletów, wyrosną kotlety.
              Dalej suknie pierzate, migdaXami tkane,
              Kieszenie owocami różnemi napchane.
              Zamiast guzików, pączki wielkie z powicllami.
              A człowiek je zrywając, żyje guzikami.
              Na głQwie wielki placek pieczony z migdały,
              Żeby mu nie szkodzily deszcze ni upały.
              Wychodzą na ulicę, alić tu szerokiem
              Wali się wino, piwo płynące rynsztokiem.
              Dalej kawa turecka i śmietanka w żyle,
              Kożuszki w niej latają, jak u nas motyle.
          • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 04.03.15, 17:23
            Powrót z Odpustu

            Poszedł Stach na odpust do bliskiego sioła;
            Zeszedł się z kumami. nie wszedł do kościoła,
            Lecz tram do karczmy. gdzie pełno gawiedzi:
            Zaraz się więc brata, do wieczora siedzi.
            Pije gorzałczysko, przy tem mówi wiele
            I zapomniał biedak że on nie w kościele.
            W końcu przecie skrucha tak go owładnęła,
            le mu głowę silnie do ziemi nagięła.
            Przewraca się Staszek, głową bije szczerze
            I pod nosem mruczy niby to pacierze...
            Wreszcie zniknął z karczmy, szedł i wpadł do chrustu
            I aż rano poznał, że wraca z odpustu...
            Cały poplamiony, cały podrapany,
            A bucisków nie ma i nowej sukmany...
            Wyśmiał go też sasiad. gdy go znalazł w chruście
            Bądź że zdrów Stachu po takim odpuście!.....

            Józef z Bochni
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 09.03.14, 00:23
      Wielkie święto zmartwychwstania, święto wiosennej odnowy ducha ludzkiego było zawsze dniem pięknym, rozśpiewanym i uroczym. Oto dzień, w którym wielcy poeci nasi w proroczych wizjach przepowiadali chwilę odrodzenia i wolności Ojczyzny. Oto dzień, w którego świetle dzwony na ziemiach polskich, bijąc śpiżowem sercem w pancerną pierś, zwołują wszystkie dłonie do uścisku, a w świat daleki leci radosne „Alle- lujal" Niech będzie błogosławiona ta chwila, w której cień życia zaznaczył dniom naszym „Alleluja!" — Niech będą błogosławione długie miesiące, w nieświadomości niemowlęcej przespane, bo gdyśmy otworzyli oczy, dały nam one stokroć radośniejsze poznanie wszystkich na ziemi ojczystej rozsianych piękności! Niech będą błogosławione myśli i uczynki nasze, co nam wydzwoniły godzinę dwukrotnego Cudu! Niech będzie błogosławione słońce zachodu, co nam przepięknie świeciło i. serca nasze rozgrzewało w chwilach smutku i żałoby, co nam posłało ostatnie pożegnanie w dniach ciężkiej niewoli! Niech będzie błogosławione słońce wschodu, co nam zwiastowało dzień zmartwychwstania wolnej i zjednoczonej Ojczyzny naszej! Niech będą błogosławione dzwony rezurekcyjne, które wieść tę radosną rozniosły hen, daleko po szerokim świecie! Niechaj biją zawsze w to święto zmartwychwstania..., niechaj biją donośnie na cześć odrodzenia narodowego i utrwalenia niepodległości Ojczyzny, oraz jej mocarstwowe go znaczenia! Dzisiaj, w tym dniu, kiedy ziemia cała zrzuca z siebie ciężar śmierci, kiedy wszystko odwala kamień niewoli zimowej i pragnie .życia, dzisiaj wszyscy powinniśmy wejść w siebie i ślubować... Odwalać będziemy kamień wad naszych, kamień warcholstwa i sobkostwa, kamień krzykac- twa, filisterstwa i... lenistwa — odwalać będziemy ten kamień spleśniały, co niby zmora zawisł nad naszem życiem go- spodarczem, wielkością czynu ofiarnego, jednością postępowania i tępieniem zła, co niby owad filo ksera winną latorośl, niszczy nasz organizm państwowy. Niech się dokona uroczyste misterjum, co zdejmie opony z serc, które głośniej i tywiej czuć umiały — niech się ramiona rozprężą i niechaj w nie spłynie święta miłość! Niech się rozwieje w mgłę wszelka zawiść, a ból i rany niechaj się goją pod dobrotliwem tchnieniem „Alleluja"! O Chryste Zmartwychwstały! Daj wszystkim utrapionym przystań i palmową gałązką zażegnaj poszumy burz niespodzie- spłynie na Polskę ukojenie, co ją mleczną drogę gwiazd... powiedzie ją do odrodzenia i słonecznej przyszłości! Natenczas przyjdą nowe dni przejasne — i jak zjawił się cudowny dzień zmartwychwstania, tak wkrótce nastąpi odrodzenie miljonów dusz polskich. I popłynie pieśń radości ducha narodu, hymn wesela...Niechaj biją radośnie dzwony w zmartwychwstania dzień!!

      Franciszek J. Tryszczyła.
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 09.03.14, 00:24
        Przezemnie droga do jasności grodu, we mnie spełnienie się snów o potędze, jam jest symbolem wielkości narodu, i ja mu piszę wyrok w dziejów księdze...
        Wstąpiłem oto do mroków otchłani, gdzie cierpią duchy światła nie widzące — Eli, o Eli, lama sabathani...
        Otom jest wśród was, jako słońce lśniące —
        Wy, których wołam na triumfu gody, z prawdą na ustach, o prawdę walczące Słowo zanieście pomiędzy narody, by wskrzesić zmarłe i rozbudzić śpiące!...
    • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 28.06.14, 19:56
      Zielone Święta

      Czyliż myślałem kiedy
      Że się zatracę w świecie
      Jak te chmury modrate
      W modratym firmamencie?

      Że się tak stopię z niebem
      I że tak w ziemię wrosnę
      Że wszystkie deszczate pory
      W wieczoną spogodzę wiosnę

      Czy to ja czy to nie ja?
      Czylim jeno cień z drzewa>
      Śpiew kądzielny bezwolnie
      Od rana we mnie śpiewa

      Modli się serce wierne
      Na straży przed myślami
      Patrzy miłość przed siebie
      Świetlistymi oczami

      W siebie patrzy - za siebie
      Dziwuje się modląca
      Spokorniała i biała
      Od wewnętrznego gorąca

      Zanosi się śpiewaniem
      Serce ziemi - a wtórze
      Śpiewa słońce płonące
      W rozgorzałym lazurze

      A ino się noc chyli
      Nad przepaście i tonie
      Oddźwiękują tej pieśni
      Gwiazd krążących harmonie

      Tak zaśpiewam struchlałe
      Zaprzedanie miłości
      Postradałoś o serce
      Wszystko - prócz wieczności!
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 28.06.14, 20:01
        Zielone Świątki

        Ciszo!
        Niczego krom ciszy błękitnej
        Serce sobie nie życzy
        Wyzbyte melancholii
        I w drodze zebranej goryczy

        Tak chodzę w zachwyceniu
        W jedności z ziemi urodą
        Jak trzmiel zapylam kwiaty
        Bezwiednie
        Jak pliszka przystaje nad wodą

        Wszystkie radości owocne
        Na życia wzrosłe przyłogu
        Poświęcam pieśni na chwałę
        Nienazwanemu Bogu
        - każdy dzień jest modlitwą
        - hymnem noc każda
        - o gwiazdy

        zaiskrzone szlakiem złocistym
        pod skrzydła najdalszej jazdy
        o gwiazdy! ziemie! o słońca!
        wieczności nad przestrzenią
        jakże się serce wasze
        pod Boga przelotem płomienią

        o ziemio w przestrzenie rzucona
        z kwitnącym drzewem tęsknoty
        mierząca w trudzie synostwa
        pod te nieznane namioty

        Emil Zegadłowicz
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 28.06.14, 20:13
        Zielone Świątki
        na Panieńskich Skałach

        A Antek grał na harmonii. Uha!
        Po srebrnej polania radosny wzrok gonił
        Tańczyły z Krowodrzy, z Zwierzyńca dziewuchy
        Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/

        Tańczyły zielone i grabiły buki
        A księżyc rechotał że Antek się upił
        Skał Panieńskich las
        Kłaniał mu się w pas
        Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/

        Furczały dziewuchom spodnice na wietrze
        Pohuki od buka do buka szły w przestrzeń
        I księżyc czepicę przekrzywił srebrzystą
        Przez zęby sykliwie jak andrus se swistał
        Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/

        Wśrubował w klawisze opuchłe paluchy
        Basami atłasu pół lasu rozdmuchał
        I tonem czerwonym szelestnych rejestrów
        Pierś nocy jak nożem przeszywał naprzestrzał
        Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/

        Zziajane stawały z Krowodrzy dziewuchy
        Siadały odsapnąć chwileczkę pod bukiem
        Na grabie srebrzystym siadł księżyc jak puchacz
        Przedrwiwał, pokpiwał że Antek się upił

        A Antek grał - wciąż grał
        Las Panieńskich Skał
        Kłaniał mu się w pas
        Raz - wraz - raz - wraz

        Wiosna - hej! Wiosna - buki zielone buki
        Hej graby, zielone graby
        Wami się Antek upił
        I grał, grał
        Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/

        Kamienna Madonna zstąpiła ze skały
        Dzieciątko oddała z Krowodrzy dziewusze
        Na srebrnej polanie zapląsał Cud biały
        W rączęta pulchniutkie zaklaskał Jezusek

        Nóżeczki malutkie spod jasnej sukienki
        Migały trzewiczkiem śnieżyste łasiczki
        Antkowi łzy z oczy jak gwiazdy przez błękit
        Spadały w pluszowe kląskania słowicze
        Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/Hop - hop - hop/

        Józef Antoni Gałuszka
      • madohora Re: Cztery pory roku czyli o Śląskich Zwyczajach 28.06.14, 20:43
        Dziś jesteś w maju

        Dziś jesteś w maju
        Jak Święta Zielone
        I świat mi krasisz
        Tak wdzięcznie i czule
        I nieraz w noce
        Księżycem srebrzone
        Czynisz mnie bardziej
        Królewskim niż króle
        Dziś jesteś w maju
        Jak Święta Zielone

        I będziesz nadal
        I piękną i młodą
        Gdy po życiowych
        Powabach o godach
        W duszy lecz pogodą
        Pójdę w cmentarnych
        Zamieszkać ogrodach
        Ty będziesz nadal
        I piękną i młodą

        O jak to dobrze
        Że zmarli nie wiedzą
        Jak się na ziemi
        Bawią ich kochania
        Z kim po ogrodach
        Rozmyślając siedzą
        I z kim różane
        Witają świtania
        O jak to dobrze
        Że zmarli nie wiedzą

        Jotes
      • madohora Re: Uczta weselna z 1927 19.10.14, 15:11
        Albo: Rosół z makaronem (nudlami);sztuka mięsa (wołowa) z jarzynkami, sosem i ziemniaczkami; pieczeń wieprzowa z kiszoną kapustą albo kiszonym ogórkiem; herbata z pączkami (kołaczykami).
        • madohora Re: Uczta weselna z 1927 19.10.14, 15:14
          II. Rosół z kluseczkami; sztuka mięsa w sosie z ziemniaczkami i kiszonym ogórkiem; sznycel cielęcy z duszonym ryżem i kompotem (śliwki suszone, jabłka, gruszki itp.); pieczeń wieprzowa
          z kiszoną kapustą i smażonemi ziemniaczkami; smażone kurczęta z mizerją; legumina z jabłek (strudel); herbata albo czarna kawa
            • madohora Re: Wesele w 1877 roku - polska wieś 23.11.14, 22:55
              Jeżeli we wsi polskiej wesele się odprawia niemal cała gmina udział w nim bierze. Wspaniale ubrane towarzystwo zaproszonych gości wsiada na powozy kwiatami uwieńczone, w których pierwsi muzykanci stojąc polskie kawałki wygrywają. Po ślubie przejeżdżają przez wieś do karczmy gdzie przy tańcach i śpiewach się bawią i wódkę albo miód popijają
            • madohora Re: Wesele w 1877 roku - na Węgrzech 23.11.14, 22:59
              W Polsce w nader młodym wieku się żenią, przeciwnie zaś Węgier kilka lat do dziewczyny chodzi i dopiero wtenczas się żeni jak sobie wspaniały kożuch ugospodarzy. Przed ślubem żenich z narzeczoną do jej ojca jedzie i odbiera posag, który się najczęściej z malowanej skrzyni i z łóżka składa. O 10 godzinie w dzień ślubu jedzie młoda para do kościoła i stąd wielki tłum gości odprowadza nowożeńców do domu narzeczonej, gdzie nakryte stoły zaproszonych gości czekają. Po zakończonej uczcie przy której radosne okrzyki u wystrzały słyszeć. Całe zgromadzenie do karczmy się udaje, gdzie przy szalonych tańcach i śpiewach się bawią.
            • madohora Re: Wesele w 1877 roku - w Norwegii 23.11.14, 23:10
              W Norwegii wesela najczęściej w zimie się odprawiają albowiem gospodarze mniej zatrudnienia mają. Już tydzień przed ślubnym wszystkich sąsiadów nawet o kilka mil odległych na wesele zapraszają, w dzień ślubu zaś pokoje osobliwie sypialnię nowożeńców zielonemu gałązkami ozdabiają i stoły najpiękniejszą bielą nakrywają. Matka narzeczonej pożycza u sąsiadów naczynia, szklanki, łyżki itp. piecze wołowinę i nalewa do dużych dzbanów wódkę, co wszystko jak najstaranniej na stole ustawia. O przeznaczonej godzinie tętent koni oznajmia przybycie gości, których serdecznie przywitawszy do pokoju zapraszają i otóż wkrótce 2* /Nie wiem czy tutaj nie ma pomyłki ale jest 2 a nie 200 gości/- 300 gości są świadkami wielce u nich poważnego obrządku ślubnego. Po śniadaniu dopiero młode państwo od rodziców gościom przedstawione bywa: narzeczona z oblubieńcem usiada w środku pokoju na krześle okrytym jedwabnym płaszczem, ksiądz żegna i modli się nad nimi. Po skończonej modlitwie podchodzi służący, ustawia na stole miskę i prosi gości o miłość przyjacielską dla nowożeńców, wszyscy przytomni znając znaczenie tej mowy sięgają do kieszeni i otóż najpierw ojcowie na miskę talarki jak najstaranniej oczyszczone kładą poczem wszyscy przytomni podarują według ich majątku 4-5 talarów, dla nowożeńców oferują nawet służący przychodzą z podarunkami dla młodego państwa. Ku końcu wszyscy około stołu usiadają, jedzą, śpiewają, tańczą i popijają piwo lub najczęściej wódkę na zdrowie nowożeńców.
            • madohora Re: Wesele w 1877 roku - w Persji 23.11.14, 23:15
              Wesele trwa 10 dni i u narzeczonej się odprawia. Dziesiątego dnia oblubieniec podarunki składające się z 3 różnych strojów, klejnotów, mebli a nawet niewolników narzeczonej posyła, jest to najważniejszy obrządek u Persów, dlatego też się często zdarza że oblubieniec meble wypożycza lub próżne skrzynie wielbłądom nakłada aby wielkiej wspaniałości dodać pociągowi wiozącemu posag narzeczonej. W nocy dopiero prowadzą narzeczoną, która na wielbłądzie siedzi do domu oblubieńca. Muzykanci na przodzie idą, służący niosący zapalone świecie następują. Młoda pani rąbkiem zasłoniona jest aby nikt zazdrośnie nie pooglądał na nią. Godzinę po przybyciu oddają kobiety z nią przybyłe młodą panią mężowi.

              1877
            • madohora Re: Wesele w 1877 roku - u Japończyków 23.11.14, 23:21
              Japończyk szukający małżonki bierze gałązkę pewnego drzewa i wtyka ją przy domie dziewczyny, którą za małżonkę pojąć chce. Odebranie tej gałązki przez którego z mieszkańców tego domu jest znakiem, że zamiar Japończyka przychylnie przyjęto, w którym razie dziewczyna na znak przychylności swoje zęby czarną farbą naciera i po ślubie brwi sobie wyrwać się obowiązuje. Po tej ceremonii schodzą się przyjaciele narzeczonego i przyjaciółki narzeczonej do ugody przedślubnej i obierają dwa dni, z których jeden dla pierwszego zejścia się narzeczonych, drugi zaś jako dzień ślubny przeznaczają. Oblubieniec daje narzeczonej według swojego majątku podarunki, która ta zaś ojcom swoim jako dowód wdzięczności za opiekę w dzieciństwie doznaną daruje, dziewczyna przeto u Japończyków majątek ojców powiększa i nas zaś przeciwnie odbiera posag z domu ojca.
          • madohora Re: Uczta weselna z 1927 08.12.14, 17:47
            D z i e ń 24. Wilia, czyli przeddzień Bożego narodzenia, w całym świecie chrześcijańskim
            uroczyście i z biesiadą postną, ale nie suchą bywa obchodzony. Aby zachować przepis postu, raz tylko na dzień, i to dopiero, gdy gwiazdy się ukazały, strzegąc się wszelkiego - nabiału, wieczerzę jadano; co dotąd lud pospolity, a Ruś szczególniej przestrzega. Przytem zaś to zachowywano, iż przede wszystkim opłatkami się łamało, życząc jeden drugim dosiego wieku, to jest lat życia starej Doroty. (ob. d. 6. Lutego.) Łamanie się pamięć braterstwa Chrześciańskiego w pierwiastkach kościoła odnawia, i piękny obraz gościnności Sławiańskiey
            wystawia.
            • madohora Wisła. Dawne Boże Narodzenie 17.03.15, 13:27
              W wigilię Bożego Narodzenia wieczorem dziewka, zwykle naj starsza w domu, wymiata izbę i śmieci wynosi na powórze, wysypuje je i klęka na nich, mówiąc pacierze. Czyni ona to dla wymodlenia sobie męża, a podług usłyszanego w danej chwili jakiego odgłosu odgaduje, czem on będzie, np. jeżeli turkot młyna, wtedy młynarzem, jeżeli stukanie, to cieślą, jeżeli dzwonienie, to kowalem itp. Po zachowaniu przez cały dzień ścisłego postu wieczorem, o zmroku, zasiadają wszyscy członkowie rodziny i domownicy do obrusem przykrytego
              stołu. Pierwsze miejsce zajmuje gazda, a gaździna obok niego. Wieczerza się zaczyna odmówieniem na głos pacierza. Przed każdym z domowników położony jest poceń, tj. bochenek chleba, a na misce kawałek masła. Każdy odkroi sobie kawałek chleba i, posmarowawszy masłem, zjada zapijając mlekiem lub maślanką. Potem podają kapuste z ziemniakami, a na zakończenie kołacze. Na drugi dzień, tj. w pierwsze święto, o 4 rano, udają się na jutrznię do kościoła, oświetlonego rzęsiście, bo oprócz płonących na ołtarzu i w pająkach świeci się na każdej ławce po kilka świec, osadzonych w żelaznych świecznikach.
              Po nabożeństwie powrót do domu na śniadanie; kto ma dalej, wstępuje do krewnych lub przyjaciół, gdzie gościnnie bywa przyjęty.
              Pierwszy dzień święta Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy stanowi wyjątek w życiu wiślan, tak, że trzeba owe dni zapisać złotemi literami; nikt w tak uroczyste święta nie wstępuje do karczmy ani nie pije wódki. Na solenne nabożeństwo w kościele schodzą się z całego zboru, kto tylko może, z naj oddaleńszych nawet osad. Drugi dzień Bożego Narodzenia obchodzony bywa też świątecznie.
          • madohora Re: Uczta weselna z 1927 08.12.14, 17:52
            Izba jadalna słomą a stół do jedzenia sianem pospolicie był zasłany, dla pamięci, iż narodzony. Chrystus na słomie był złożony. Dziś nawet zaścielane były słomą i podłogi w kościołach, którą tak w nich przez wszystkie Święta zostawała. W rogach iżby stały snopki ze zbożem i słomą prostą, z których brano po źdźble jednem, i rzucano do góry, a z utkwionych po za belkami lub siestrzanem, różne wrózby czyniono; Sądy gospodarz przypadkiem biorąc kłosy w rękę, więcey ich znalazł próżnych, niż pełnych, przypadek ten nieurodzay przyszły miał oznaczac. Jeszcze co do tegoż dnia u ludu prostego jest to we zwyczaju, iż drzewa owocowe przewrósłern, którym była związana słoma, co się pod stół ściele obwięzywać
            zwykli, aby lepićy rodziły, i nieprzemarzaly od mrozów. W tymże dniu idzie gospodarz z siekierą do sadu swego, przystępuie do drzew, które mało, lub wcale owoców nie rodzą , zamierza się, jakoby je chciał ścinać, lecz żona lub czeladnik prosi za niemi i ręczy, że się poprawią , i dopiero powrósłem obkreca.
          • madohora Re: Uczta weselna z 1927 08.12.14, 20:53
            Gdy się ludzie dobrzy dłużey i ochoczo w wiliię bawić zwykli, źli używali tey doby do
            korzystania z nieostrożności cudzey, co się nazywało szczęścia probować. Zwyczay ten tak
            się był upowszechnił, nie tylko w kraiu naszym, ale i w obcych, iż stolica Rzymska i sobory kościelne musiała użyć groźby klątwy.
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:52
              Przy łamaniu opłatka w wiliją Bożego Narodzenia

              Słońce wschodzi tak mgławo
              Ziemia taka żałosna
              Rychłoż miękką murawą
              Znów uściele ją wiosna?

              Przez te śniegi i lody
              Kiedyż przedrze się kwiatek
              Nim Bóg zeszle te gody
              Złamany biały opłatek

              Ej! Choć bieda na świecie
              Choć dmie w oczy szaruga
              Już krzątają się kmiecie
              Doń sposobią do pługa

              Nich Bóg mnoży im trzody
              Da pszenicy dostatek
              Pracowitym na gody
              Złammy biały opłatek

              A niewiasta w pokorze
              Chroni święte ognisko
              Śpiewa pieśni jak może
              Nad dzieciny kołyską

              Więc na szczęście zagrody
              I pacholąt i matek
              Gdy Bóg zsyła te gody
              Złamany biały opłatek

              Ale otóż nad głową
              Złota gwiazda migocze
              Już nadobnie różowo
              Lśnią jej blaski urocze

              To zwiastunka pogody
              Dni jaśniejszych zadatek
              Gdy Bóg zsyła te gody
              Złamany biały opłatek!
              Autor Seweryna Dunikowska 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:52
              Boże Narodzenie

              Do betlejemskiej dążąc stajenki
              Z serc tylko niesiem ofiary
              O bośmy biedni, Jezu maleńki
              I złotem tkanej brak nam sukienki
              Z prośbą idziemy, nie z dary

              Na naszych łanach chwastów tysiące
              Bo ziemia spiekotą dysze
              Zniknęły kwiaty na naszej łące
              Sercom zadano bólów tysiące
              Zniszczono spokój i ciszę.

              O spojrzyj Jezu na naszą ziemię
              Spojrzyj Swem okiem litości
              Zerwij z bark naszych nieszczęścia brzemię
              Podnieś wzgardzone i biedne plemię
              Naucz je wiary, miłości…

              Do żłóbka Twego biegniem z nadzieją
              I kornie chylimy czoła
              Tyś nam ochroną przed burz zawieją –
              I zmilkną gromy, co tak szaleją
              Gdy głoś Twój „dosyć” zawoła

              Autor nieznany, 1900 rok
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:53
              Na Gwiazdkę

              Chwała Bogu na wysokości a pokój ludziom dobrej woli

              Dawnemi czasy szedł pielgrzym do Ziemi Świętej. Z początku sprzyjała mu pogoda,
              a w każdej chacie gdzie stanął na nocleg witano go chlebem i solą. Po niejakim
              jednakże czasie srogie klęski zaczęły się walić na biednego pątnika. Wszedł na
              bezdroża, gdzie cierpiał niewypowiedziany głód i pragnienie, a ostre kamienie i
              kolczaste ciernie raniły mu stopy. W ciemnym lesie ryk niedźwiedzi i przeraźliwe
              wycie wilków przejmowały trwogą jego serce. Zwierzęta nie uczyniły mu nic złego,
              ale natomiast trzej zbójcy go napadli i nie tylko do szotu zrabowali, ale
              jeszcze na dobitkę go poranili. Nieszczęsny człowiek, leżąc krwią zbroczony
              sądził, że zbliżyła się jego ostatnia godzina. Z trudem wzniósł załzawione oczy
              ku niebu, jakoby na ostatnie pożegnanie, a wtem ujrzał wysoko u góry małą
              promieniejącą gwiazdkę, która rozlewała naokół cudne światło. Nadzieja wstąpiła
              w duszę pielgrzyma. Podniósł się z ziemi i szedł wciąż naprzód, mając wzrok
              utkwiony w niebieską gwiazdę, a wnet napotkał ludzi, którzy go opatrzyli i
              zawiedli do wygodnej gospody. I stało się, że doszedł pielgrzym do celu swych
              życzeń, do Jerozolimy i Betlejem, gdzie złożył hołd Zbawicielowi Świata doznając
              nieziemskiego wesela.
              Z owym pielgrzymem można porównać naród polski, który doznaje srogich utrapień,
              Klęska po klęsce, grom po gromie grozi nam zniszczeniem ojczystego gniazda. W
              tej ciężkiej doli wilijna Gwiazdka i święto Bożego Narodzenia jest pociechą,
              osłodą i zadatkiem szczęśliwej przyszłości, zatem wznoszę toast, abyśmy się
              doczekali wkrótce lepszej przyszłości. Na zdar!

              Autor anonimowy, rok 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:54
              Modlitwa wigilijna

              Kiedy się razem zobaczą za stołem
              Sercami z sobą związani i bliscy
              Gdy się spojrzeniem policzą wesołem
              Że są – są wszyscy

              Na usta im się rwą radosne głosy
              Gronkiem szczęśliwych uczuli się ludzi
              Tylko się w sercu matki siwowłosej
              Cichy żal budzi.

              Dzieci wy moje! – powiada wzruszona
              A łza gorąca zaświeciła w oku -
              Zaliż was znajdę tak znowu u łona
              W następnym roku?

              Dopóki przecież mam to moje mienie
              Którego losy nie tknęły okrutne
              Na okup szczęścia niech dam choć westchnienie
              Za serce smutne!

              Więc wznoszę ręce i wołam: „O Panie!
              Niech dziś te matki i wdowy co płaczą,
              Swoje stracone szczęście i kochanie
              Choć w snach zobaczą…”

              Maryja Ilnicka rok 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:55
              Bóg się rodzi

              Bóg się rodzi – moc truchleje
              Ciemność wieczna już zniszczona
              Miłość wielka raj otwiera
              Ludność w grzechu wybawiona;
              Chwała Bogu na wysokości!
              Tak radosna brzmi pieśń wszędzie
              A nam tutaj na nizkości
              Niechaj pokój zawsze będzie.

              Bóg się rodzi – świat się cieszy,
              A wy wielkich wspomnień chwile
              Przy opłatku i wigilii
              Czcimy razem święcie, mile.
              Chwała Bogu w wyskości!
              My z sercem naszych niesiem dary…
              Przebacz winy w swej litości
              Z cierpień naszych bierz ofiary.

              Bóg się rodzi – dzień wesela
              Serca wszystkich w niebo wznosi
              A lud polski łzą błagalną
              O świat gwiazdy szczęścia prosi.
              Dobroć Boża niech pamięta
              I raczy dać dzień radości,
              A znów zabrzmi ta pieśń święta
              „Chwała Bogu w wysokości”

              Jadwiga z Zubrzyckich S., rok 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:55
              W czasie kolędowym a szczególnie w dzień wilii i Bożego Narodzenia

              Łaskawe Panie i Panowie!

              Wiadomo, że anieli zwiastowali błogie poselstwo o narodzeniu Chrystusa nie
              królom i nie mędrcom ani bogaczom ale biednym pasterzom. I my Polacy jesteśmy
              dziś utrapienie i biedni. Miejmy zatem nadzieję że i nam zabłyśnie gwiazda
              trwałego pokoju, gwiazda pociechy i szczęścia. Pracujmy szczerze i wytrwale pod
              znakiem wiary, nadziei i miłości a z pewnością zmiłuje się Bóg nad nami. Niech
              żyją ci, którzy nie wątpiąc o szczęśliwszej przyszłości naszego narodu usilnie
              nad tem pracują, aby było lepiej. Niech żyją dobrzy katolicy i Polacy

              Autor anonimowy, rok ok. 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:56
              Podczas wigilijnej wieczerzy

              Niech każdy przy tym symbolicznym chlebie
              Przy tym opłatku ci jest świętym znakiem
              Miłości bratniej w jednym ojcu w niebie
              Pamięta o tem, że sercem jednakiem
              Dzielić powinien i swój chleb powszedni
              I skarby ducha i fizyczne siły
              Z tymi co głodni, bezradni i biedni
              Aby i ludziom i Bogu był miły!
              A gdy z pamięcią taką, z taką wiarą
              Opłatkiem z sobą wszyscy się łamiecie
              Nowem on życiem przejmie ludzkość starą
              Bo głód i nędza ustaną na świecie
              Niech nasze dusze przejmie wiara żywa
              Że to jest uczta miłości i zgody –
              I niechaj uczuć tych świętych ogniwa
              W jedną rodzinę sprzęgną wszystkie rody!

              Autor nieznany, rok 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:56
              Pieśń kolędowa

              I

              Po nad szopką w Betlejemie
              Cudna gwiazda lśni w błękicie
              W żłobie leży Boże Dziecię
              Co ma zbawić ludzkie plemię
              Drży z radości ziemia cała
              Szczęsna wróżba lepszej doli
              Brzmi anielskie „Bogu chwała!”
              Pokój ludziom dobrej woli!
              Nieme bydlę gnąc kolana
              Chrystusowi bije czołem
              Z pastuszkami króle społem
              Swemi dary wielbią Pana
              A dziecina słodka cicha
              Wdzięcznie patrząc i na zwierzę
              I na króle i pasterze
              Miłościwie się uśmiecha
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:57
              Pieśń kolędowa

              II

              Wiele odtąd już stulecie
              Przeliczyła ludzkość stara
              A bez przerwy dla niej świecie
              Ina gwiazda: Święta wiara
              Świeci jasna, sama w sobie
              Słońc milionów blaski zestrzela
              Wiodąc wszystkich w każdej dobie
              Ku uczczeniu Zbawiciela
              Nie w odległe judzkie kraje
              Jak trzech króli w wieli one
              Lecz nam z bliska ujrzeć daje
              Boże Dziecię uwielbione
              Na rodzinnej drogiej ziemi
              Pod rodzinnem niebem jasnem
              Między ludźmi, braćmi swymi
              I we swojem sercu własnem.
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:58
              Pieśń kolędowa

              III

              Dziś więc bracia, gdy szczęśliwie
              Narodzenie święcim Boże
              Niechże miłość w nas się wzmoże
              Ku wszystkiemu w czem Bóg żywie
              Czy ubodzy czy bogaci
              Czy ze szlachty czy to z kmieci
              Znajmy jedni drugich braci
              Bośmy wszyscy Boże dzieci
              A tę miłość czystą, szczerą
              Chrystus przyjmnie wdzięczniej, milej
              Niż kadzidło, złoto z mirrą
              I rad nieba nam przychyli
              I szczęśliwa ziemia cała
              Z Aniołami głos zespoli
              I hymn wzniesie: ”Bogu chwała!”
              Pokój ludziom dobrej woli

              Autor nieznany, rok 1900
            • madohora Re: Uczta weselna z 1927 28.05.15, 20:58
              Przemówienie podczas wilii

              którego z małą zmianą można także użyć podczas innych uroczystości

              Lud polski opowiada, ze w wilią Bożego Narodzenia około północy bydło odzywa się
              ludzkim głosem, Jest w tem podaniu głęboka myśl ukryta: Oto narodzenie Chrystusa
              Pana tak jest Ważnem nawet czują to zwierzęta. O ileż więcej rozumieć powinni tę
              ważność ludzie! Jakże radośnie powinni witać Zbawiciela, chwałę jego głosić i
              pieśni na cześć Jego śpiewać! Ale przede wszystkim mają dzieci obowiązek wznosić
              pobożnie pienia do Boskiego Dzieciątka. Dzieci polskie niechaj śpiewają jak
              najwięcej na chwałę Jezusa. Pieśni im nie zabraknie, bo rzadko który naród
              polski posiada tak pięknie i liczne pieśni na uroczystość Bożego Narodzenia jak
              naród polski. Lecz chcąc śpiewać te pieśni trzeba umieć je przeczytać. Co z tego
              wynika? Oto trzeba uczyć się polskiego czytania i pisania. To jest święty
              obowiązek narodowy. Odzywam się do was rodzice i opiekunowie i w ogóle do
              starszych osób, abyście gorliwie zachęcali do nauki polskiego czytania i
              pisania, a wy dzieci polskie garnijcie się chętnie do tej nauki. Niech każde z
              was nauczy się głównie czytać i pisać bez błędu po polsku. W tej myśli wznoszę
              okrzyk: ”Niech żyją dzieci polskie!”

              Autor anonimowy, rok 1900