madohora
06.10.12, 21:24
Geniusze, czy hochsztaplerzy? Sprawa Gische przed sądem
Dziś przed warszawskim sądem okręgowym zaczyna się sądowy thriller, jakiego jeszcze nie było. Dotyczy przyszłości dziesiątek tysięcy mieszkańców Katowic, setek milionów złotych i tajemnicy drewnianych skrzyń, zagubionych w PRL.
Skrzynie wypełnione były papierem. Ale nie był to zwykły papier. W 1968 r. rząd Stanów Zjednoczonych przesłał Polsce 44 skrzynie wypełnione papierami wartościowymi - akcjami i obligacjami - przedwojennych spółek, które należały przed wojną do amerykańskich inwestorów, a po wojnie zostały znacjonalizowane. Rząd PRL zapłacił za nie 40 mln dolarów. Skrzynie powinny do dziś leżeć w tajnym, bezpiecznym skarbcu ministerstwa finansów. I część leży. Ale część ich zawartości - jak opowiadał "Gazecie" i prokuraturze jeden z największych kolekcjonerów przedwojennych papierów wartościowych Ryszard Kowalczuk - w 1981 r. zawieziona została do punktu skupu makulatury. Wśród nich 172 akcje na okaziciela potężnej przed wojną spółki Giesche SA (w 1926 r. wykupiła ją Silesian-American Corporation). Dlaczego zostały przywiezione na makulaturę? Kto to zrobił? I czy - jak wynika tylko z listu przewozowego - były zdeponowane w ministerstwie finansów? Okrywa to tajemnica.
Wiadomo, że te 172 papiery wartościowe Kowalczuk w 2005 r. sprzedał za 200 tys. zł. Dla niego miały tylko kolekcjonerską wartość. Ale kupcy akcji - Marek N., Paweł R., Jacek S., Marek K. i ich pełnomocnik prawny mec. Leszek P. - reaktywują na ich podstawie przedwojenną spółkę Gische. I domagają się od skarbu państwa, miasta Katowice, Katowickiego Holdingu Węglowego i Hutniczo-Górniczej Spółdzielni Mieszkaniowej zwrotu majątku wartego, bagatela - 341 mln zł. Geniusze, czy hochsztaplerzy? Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu twierdzi, że to drugie. Dziś rozpoczyna się ich karny proces, w którym tych pięciu mężczyzn oskarżonych jest o usiłowanie wyłudzenia właśnie takiej kwoty. Grozi im do 10 lat więzienia. Odpowiadają z wolnej stopy.
Sąd kilka miesięcy temu nie zgodził się na umorzenie sprawy albo jej zwrot prokuraturze. Mimo że kwestionowano, że śląska spółka skutecznie w 1946 r. została znacjonalizowana, że ABW i prokuratura nie mają twardych dowodów, że akcje Giesche były w rękach skarbu państwa. Jest tylko list przewozowy, brakuje pokwitowania odbioru.
To jak się potoczy karny proces może mieć kolosalny wpływ na sprawy cywilne, w których właściciele reaktywowanej spółki domagają się zwrotu nieruchomości w katowickich dzielnicach Szopienice czy Giszowiec. Gra idzie o naprawdę wysoka stawkę.
Mecenas Andrzej Grania reprezentujący oskarżonych powiedział nam przed czwartkową rozprawą, że sprawą powinien zająć się sąd cywilny, a nie karny.
Więcej... wyborcza.biz/Gieldy/1,114507,12605522,Geniusze_czy_hochsztaplerzy__Sprawa_Gische_przed_sadem.html#ixzz28Y4baFFm