Dodaj do ulubionych

Sprawy kryminalne - te mniej znane

15.10.12, 20:56
ZBRODNIA DAMAZEGO MACOCHA

26 lipca 1910 roku w rowie przydrożnym niedaleko wsi Zawady koło Częstochowy znaleziono sofę zawierającą zwłoki nieznanego człowieka. Początkowo zidentyfikowano zmarłego jako niejakiego Wojciechowskiego; ustalenie tożsamości nie było rzeczą łatwą, albowiem denat miał twarz całkowicie zmasakrowaną i pozbawiony był wierzchniej odzieży. Ale rzekomy nieboszczyk wkrótce znalazł się żywy i zdrowy, zatem dochodzenie trwało dalej, choć prowadzone było zrazu niedbale i przewlekle. Można by odnieść wrażenie, że policji nie zależało na wykryciu sprawcy zbrodni i zanosiło się na umorzenie sprawy. Aliści znalazł się pewien dociekliwy policjant, mianowicie komisarz Denisow, który sprawę wziął w swe ręce, i ustalił ponad wszelką wątpliwość, iż zmarłym jest Wacław Macoch z Warszawy, zabójcą zaś jego stryjeczny brat, zakonnik-paulin Damazy Macoch. Morderca nie czekał na aresztowanie i zbiegł w niewiadomym kierunku.
Gorliwość w tropieniu przestępcy nie wyszła na dobre komisarzowi Denisowowi, bowiem nie dano mu doprowadzić sprawy do końca i aresztowano pod zarzutem popełnienia przestępstwa politycznego.
Zbrodnia nabrała wielkiego rozgłosu. Ze zrozumiałych względów - zważywszy status społeczny zabójcy - wieść o niej docierała do społeczeństwa polskiego przez wszystkie granice zaborów. Wśród różnych plotek i pogłosek funkcjonowała i ta, że Macoch był agentem ochrany, związany z Rybakiem, prowokatorem zabitym przez polskich rewolucjonistów w Krakowie na początku 1910 roku. I wersja o agenturalnej pracy Macocha wydaje się bardziej niż prawdopodobna. Zda się za nią przemawiać zarówno wspomniane wyłączenie Denisowa, jak i odebranie sprawy pierwszemu prokuratorowi. Powierzenie prowadzenia śledztwa dwom prokuratorom też wiele mówi: po prostu jeden drugiego pilnował. Znani ze współpracy z ochraną, sformułowali wobec Macocha i współoskarżonych wyłącznie zarzuty natury kryminalnej. I wreszcie ostatnia okoliczność: z zeznań niektórych świadków można wnioskować, że Damazy Macoch zabił brata bynajmniej nie z zazdrości o jego żonę. Gdyby tak było, to Damazy by małżeństwa Heleny ze swym kuzynem nie skojarzył. A uczynił to na dwa czy trzy miesiące przed dniem zbrodni, wyprawiając huczne wesele nie byle gdzie, bo w Hotelu Europejskim w Warszawie za 1400 rubli (suma ta stanowiła równowartość trzech lat pracy średniego urzędnika), potem młode małżeństwo wyposażył w luksusowe mieszkanie oraz finansował wcale nie biedne życie. Skąd więc ta zazdrość?
Dlatego też bardziej prawdopodobna jest inna motywacja, mianowicie ta, że Wacław Macoch wiedział coś o Damazym, co tego ostatniego dyskredytowało i zaczął brata szantażować. Ten uznał sytuację za beznadziejną i sięgnął po ostateczne rozwiązanie. Z pewnością - niektóre szczegóły procesu na to wskazują - zabił z całą premedytacją.
Oczywiście groźbą ujawnienia go jako agenta ochrany, nasłanego na klasztor ojców paulinów w ściśle określonym celu. Teoretycznie dostać się w szeregi zakonne nie było łatwo, jako że reguła wymagała wytrwania czterech lat w nowicjacie. Praktycznie w latach 1905-1910 rzecz przedstawiała się o wiele prościej.
"Przyjęcie kandydata do zakonu uwarunkowano koniecznością spełnienia szeregu warunków. Wymienić trzeba przede wszystkim te, które stawiano celowo, by osłabić wewnętrzną spoistość, poziom umysłowy i morale zakonników.
Kandydat musiał uzyskać aprobatę gubernatora i zezwolenie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych po policyjnym sprawdzeniu jego lojalności. Musiał uprzednio odbyć służbę wojskową i ukończyć dwadzieścia cztery lata. Śluby uroczyste mógł złożyć dopiero po ukończeniu trzydziestego roku życia. Nie wymagano natomiast od kandydatów właściwego cenzusu naukowego. Klasztorom zaś zabroniono organizowania studiów, prowadzenia seminariów, a nawet szkół początkowych. Otworzono szeroko furty klasztorne dla ludzi niegodnych noSzenia habitu".
Również Damazy Macoch uzyskał status księdza zakonnego już po czterech miesiącach nowicjatu. Pretekstem, który to umożliwił, był fakt, że Macoch studiował w seminarium duchownym, co mu zaliczono do stażu. Na księdza diecezjalnego nie nadawał się z przyczyny niedostatku zdolności do nauki. Przypadek Macocha, jeśli idzie o skrócony okres nowicjatu, nie stanowił wyjątku do czasu, kiedy władzę przeora dzierżył ojciec Rejman. Ten szanowany skądinąd paulin był człowiekiem miękkim, zabiegał - jego zdaniem w interesie zakonu - o względy władz państwowych, więc protegowanym przez te władze kariera duchowna przychodziła łatwo. W tych warunkach wprowadzenie na teren klasztoru prowokatorów i agentów ochrany nie mogło przedstawiać żadnych trudności. A że ochrana liczyła na dokonanie przez Macocha prowokacji, świadczy nalot żandarmerii na klasztor zaraz po ucieczce zabójcy. W czasie rewizji zaglądano w każdy kąt klasztorny, szukano bomb, broni i ulotek nawet za głównym ołtarzem. Prowokacja nie wypaliła, pozostało prowadzić śledztwo w sprawie kryminalnej. Damazy Macoch został ujęty pod koniec września, może na początku października, w Krakowie, na dworcu, przez komisarza policji Jasieńskiego. Komisarz przesłuchiwał go nieprzerwanie siedem godzin.
Obserwuj wątek
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 15.10.12, 20:59
      W przededniu rozprawy sądowej przeciwko Macochowi i jego wspólnikom do Piotrkowa zjechały tłumy. Samych dziennikarzy przeszło stu. Zabrakło miejsc noclegowych. Najwięcej korzyści z sensacyjnego wydarzenia odniósł jednak zapobiegliwy naczelnik urzędu pocztowego. Przekonał mianowicie swoich zwierzchników, że wobec najazdu dziennikarzy, a co za tym idzie zwiększonego ruchu telekomunikacyjnego, musi mieć aparaty najwyższej klasy i wydajności. Trudno uwierzyć, znając carską biurokrację, że to żądanie zostanie spełnione, a jednak zostało.
      1 marca 1912 roku, czyli po półtora roku trwającym śledztwie w sprawie przecież oczywistej i procesowe łatwej, prowadzeni przez liczny kordon policyjny z karabinami "na sztyk", wkroczyli na salę rozpraw oskarżeni.
      Po ich wejściu za stołem sędziowskim zajął miejsce trybunał z przewodniczącym Wołkowem - prezesem Sądu Okręgowego w Piotrkowie na czele. Stawili się też prokuratorzy: Niedźwiecki i Katranowski, adwokaci: dr Korwin-Piotrowski (obrońca Macochowej) oraz dr Dobrosław Kleyna (obrońca Damazego Macocha). Tu, dla scharakteryzowania postaci doktora Korwin-Piotrowskiego, warto nadmienić, że zrezygnował on z honorarium w kwocie 1500 rubli na rzecz klasztoru. Piękny gest. Mecenas Kleyna nie mógł iść w ślady kolegi, ponieważ bronił z urzędu.
      Przemówienie oskarżycielskie wygłosił prokurator Niedźrwiecki. Trwało ono kilka godzin.
      Aktem oskarżenia objęto siedem osób, a wśród nich trzech księży zakonnych - ściślej: byłych zakonników, albowiem po wykryciu zbrodni i innych przestępstw zostali oni z tej społeczności wykluczeni - Damazego Macocha, Izydora Starczewskiego i Bazylego Olesińskiego. I tak:
      Damazy Macoch - lat 38, oskarżony został o to, że w nocy z 23 na 24 lipca 1910 zabił swojego stryjecznego brata Wacława Macocha w czasie jego snu; od 1908 do 1910 czynem ciągłym dopuścił się wraz z Izydorem Starczewskim kradzieży z zamkniętego skarbca klasztornego kwoty 9000 rubli, zaś wspólnie z Bazylim Olesińskim przywłaszczył 5000 rubli, które skradli z celi ojca Bonawentury Gawełczyka, kustosza klasztornego, po jego śmierci. Nadto Damazy Macoch winien jest podrobienia w 1909 roku świadectwa ślubu z Heleną Krzyżanowską oraz świadectwa własnej śmierci. Zarzuty przeciwko dwóm pozostałym byłym zakonnikom wynikają z ich przestępczego wspólnictwa z Macochem. Starczewski odpowiada dodatkowo przed Sądem za udział w ukryciu zbrodni zabójstwa. Starczewski ma lat 40, Olesiński 45.
      Helena Krzyżanowska-Macochowa - lat 27 została oskarżona o korzystanie z pieniędzy uzyskanych drogą przestępstwa - pomimo świadomości, że było to mienie kradzione - oraz o posługiwanie się fałszywymi dokumentami, a także o udzielenie pomocy w ukryciu zbrodni.
      Trzej ostatni oskarżeni to: Wincenty Pianka, 27-letni dorożkarz, który zawiózł ukryte w sofie zwłoki w pobliże wsi Zawady i pomagał w zatopieniu ich w rowie, zaś - dowiedziawszy się o zawartości sofy - nie zawiadomił o tym właściwych władz, Józef Pertkiewicz podejrzany o dorobienie kluczy do penetrowanych przez oskarżonych pomieszczeń klasztornych, wreszcie Lucjan Cyganowski postawiony przed sądem pod zarzutem wykonania fałszywych dokumentów.
      Po odczytaniu przez prokuratora aktu oskarżenia sąd wszczął postępowanie dowodowe. Pierwszy składał wyjaśnienia Damazy Macoch. Oto krótki fragment przesłuchania:
      Przewodniczący: Oskarżony Macoch, czy pan przyznaje się do zarzucanych zbrodni?
      Macoch: Tak! Jestem winny, lecz nie w tym stopniu, jak mi to akt zarzuca (unosząc się). Wacława nie zabiłem, gdy spał, lecz po gwałtownej sprzeczce, jaka między nami wybuchnęła. Wacław dał mi w twarz i wtedy opadł mnie szał, i zabiłem go. Nie zamierzałem tego uczynić i stąd nie działałem z premedytacją i zastanowieniem. Wpadła mi w oczy siekiera, uderzyłem raz, drugi, trzeci i czwarty. Nie wiedziałem, gdzie uderzam i kogo uderzam! Wacławowi dawałem ciągle pieniądze, lecz nigdy nie było mu dość i ustawicznie chciał więcej. Stąd dochodziło między nami do kłótni gwałtownych, których następstwem był ten straszny czyn.
      Przewodniczący: Czy chce pan wypowiedzieć się co do stosunku swego do Macochowej?
      Macoch: Helenę Krzyżanowską poznałem w czasie spowiedzi. Odczułem od razu skłonność do niej i zbliżyliśmy się do siebie. Poświadczam jednak, że kochaliśmy się tylko platonicznie (wesołość audytorium).
      Oskarżony, wzburzony tym, woła:
      - Zaręczam, że Helena nie była moją kochanką (ponowne szydercze śmiechy).
      Przewodniczący: Czy Helena wyszła za mąż za poręką pana?
      Macoch: Tak jest, ale Wacław i Helena kochali się i wszyscy byliśmy przeświadczeni, że to będzie szczęśliwe małżeństwo.
      Przewodniczący: Wacław był jednak zazdrosny, zapewne więc wiedział coś o pańskim stosunku do Heleny lub może działo się to za jego wolą i wiedzą?
      Macoch: Nie sądzę tak. Gdy jednak niebawem po ślubie byłem u nich w Warszawie, z powodu pewnej niewinnej uwagi z mej strony dał mi w twarz
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 18:47
        Koledzy milicjanci z powiatu byli jeszcze sprytniejsi i obstawili dom Kurki w Żarowie. No i złapali jej kogucika w samych kalesonach. Zaczęły się przesłuchania. Ale Łowczyk do niczego się nie przyznawał poza sfałszowaniem dowodu. Czemu się ukrywał? Okradł sklep w Wawrzeńczycach, razem zresztą z teściem, to się ukrywał. A ukrywał się właśnie u Śmierciaka Alojzego, któremu ukradł dowód. Przedtem usiłował swój dowód przerobić na nazwisko Potomek, ale go niechcący zalał atramentem. Gadał dużo i chętnie, ale nie o tym, co organa najbardziej interesowało.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.03.20, 01:34
        Sprawa Hałasa W dniu wczorajszym uległy w związku z głoe śttą sprawą Hałasa konfiskacie wydania popołud niowe pism: „Dziennik Poznański", „Kurjer Poz- uański", Nowy Kurjer", „Posener Tageblatt" oraz i „Piast Wielkopolski", w dn u dzis ejszym zaś wy danie poranne „Kurjera Poznańskiego". Wobec powyższego stwierdzamy, że wiadomo ści, za które wczorajsze nasze wydane popolud- n owo zostało skonfiskowane opierały się szęśco* wo na meskonfiskowanych szczegółach z wczoraj- 1 szych poznańskich pism porannych względnie opar- . te były na of.cjalnytn komur. kacie b ulctycu kra jowego nr. 43 Polskiej Agencji Telegiaficznei i (H. K./K. K./416/t) oraz na ofcjalnym komunikacie prasowym Wydziału Śledczego P. P. na miasto Poznań. Pozatem stwerdzamy, że a. identyczne wiadomości w tej sprawie dzisiejszy „111. Kurjer I Codzienny" nie został skonfiskowani'. | Nie chcąc narażać nasze wydawnictwo na dalsze straty, spowodowane ewentualną nową konfiskatą, .ograniczamy się do podania... dopuszczalnych ' szczegółów a mianowicie: że Hałas oddany do dy spozycji władz sądowych jest... zdrów i przeby wa w areszcie.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 12.06.20, 14:12
        W 1916 roku pewna pani z Londynu zapuściła się na mały, podmiejski cmentarz. Przechadzając się alejkami nagle odkryła nie dawno postawiony grób a na nim tabliczka ...z jej imieniem, nazwiskiem, datą śmierci i napisem :"Drogim cieniom mojej ukochanej żony Edyty, zgasłej przedwcześnie - niepocieszony mąż" - data urodzenia i data śmierci. Edyta czym prędzej udała się do Urzędu Stanu Cywilnego by wyjaśnić tę straszną pomyłkę. Urzędnik po sprawdzeniu akt oświadczył, iż nie ma mowy o żadnej pomyłce, bo Edyta zmarła 16 maja 1916 roku i tak jest odnotowane w aktach. Edyta prosto z Urzędu udała się na policję a ta wszczęła dochodzenie. I to nie jedno. Bo jak się okazało sprawcą całego zamieszania był były mąż Edyty. W Sądzie znalazły się aż trzy sprawy:
        - o uznanie Edyty za żywą
        - oskarżenie męża za tak makabryczny żart lub akt zemsty na byłej żonie
        - dojście do tego w jaki sposób udało się dokonać zarejestrowania zgonu żony - może się okazać że ta sprawa będzie "rozwojowa"
        - sąd musi ustalić też czy grób jest pusty
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 12.06.20, 14:17
          Znaki szczególne - 1934 rok

          W pobliżu pewnego miasta policja rozplakatowała następujące obwieszczenie:

          Wysoką nagrodę wypłaci się temu, kto odnajdzie lub pomoże w odnalezieniu zwłok sędziego Petrowicza, który prawdopodobnie utopił się. Rysopis zmarłego: Wzrost 178 cm, wysoki, szczupły, ciemny brunet, oczy szare, wąs golony. Znaki szczególne - jąka się.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 15.10.12, 21:02
      Damazy Macoch, zanim obrał karierę duchowną, był pisarzem gminnym. Z seminarium duchownego, nie mając szans zostania kapłanem, bowiem nie posiadał intelektualnych po temu kwalifikacji - sposobem, jaki już przedstawiłem - dostał się do klasztoru ojców paulinów na Jasnej Górze. Cztery miesiące nowicjatu i świadectwo prawomyślności wystarczyło, aby stał się paulinem ze wszystkimi właściwymi temu statusowi społecznemu obowiązkami i przywilejami. Mógł to być rok 1906-1907. Już jako zakonnik związał się z dwoma podobnymi pod względem osobowości żądnymi użycia karierowiczami: Izydorem Stanisławem Starczewskim oraz Bazylim Józefem Olesińskim. Zaczęło się od tego, że zatrzymywali na własne potrzeby pieniądze za msze i intencje, które im wręczali pątnicy. Kustoszem w klasztorze był ojciec Bonawentura Gawełczyk. Wkradli się w jego zaufanie, a że często chorował, więc zastępując go mieli otwartą drogę do tak zwanego skarbczyka, w którym składano pieniądze bez przeliczenia. W dni świąteczne i uroczyste trafiało do skarbczyka i po sześć-siedem tysięcy rubli. Czerpali z tego źródła, ale ze stosownym umiarem, aby kradzieży nie zauważono. Za zagarnięte pieniądze, przebrani w szaty świeckie, pili i hulali.
      Damazy Macoch poznał - jak mówi: przy spowiedzi - młodą kobietę z tak zwaną przeszłością, Helenę Krzyżanowska i uczynił z niej swoją kochankę, a dla zachowania pozorów wymyślił następujące rozwiązanie problemu. Przy pomocy wytwórcy pieczęci, Lucjana Cyganowskiego z Częstochowy, sfabrykował świadectwo ślubu niejakiego Kacpra Macocha z Heleną Krzyżanowska. Kacper to było imię świeckie Damazego i dziwić się tylko wypada, że przed sądem odpowiadał pod imieniem zakonnym. Równocześnie na to samo imię wystawił sobie świadectwo zgonu. Tym sposobem Helena Krzyżanowska mogła się legitymować wobec swojej, zresztą przyzwoitej rodziny majątkiem kilku tysięcy rubli, otrzymanym dzięki małżeństwu zawartemu z człowiekiem na łożu śmierci. Jako rzekomy brat zmarłego, dłuższy czas uchodził za opiekuna Heleny, a gdy sytuacja zaczęła stawać się dwuznaczna, wydał podopieczną za mąż za swojego stryjecznego brata Wacława, małego urzędniczynę, chętnie zgadzającego się na familijny parawan. Huczne wesele, luksusowe mieszkanie, służąca, podróż poślubna do Zakopanego, Damazy wszystko finansował. I trwało to małżeńskie szczęście zaledwie sześć tygodni. Wacław rychło się znarowił i zaczął żądać coraz wiecej pieniędzy. Damazy gotówki odmawiał, więc doszło do ... szantażu. Bo nie zazdrość, lecz konieczność definitywnego usunięcia szantażysty była motywem zbrodni. Dowód? Znajdziemy w zeznaniach świadków.
      Niejaki Chęciński, człowiek z kręgu Damazego, zeznał, iż pamiętnego dnia, 23 lipca 1910, Wacław Macoch, udając się z wizytą do brata, powiedział, i to przy kilku świadkach, że jeśli Damazy nie zgodzi się spełnić jego żądania, to opowie o czymś, czego nikt się nie spodziewa...
      To samo powtórzył Olesiński, który, kiedy go Macoch przed sądem obciążał, wszczął z nim wręcz kłótnię:
      - A może on tak na mnie wygaduje, to już taki sposób tego pisarza gminnego! Wielu ludzi słyszało, co mówił Wacław, kiedy szedł ostatni raz do twojej celi: - Idę do Damazego i jeśli nie zgodzi się na to, czego żądam, to wówczas dowiecie się o takich rzeczach, o których nawet nie myślicie...
      - Powiedz! Dlaczego zabiłeś Wacława, a od razu wszystko się wyjaśni!
      - Tym krzyżem się świadczę, że prawdę mówię.
      - Właśnie, właśnie, ten krzyż...
      - Bóg nas sądzić będzie!
      - Właśnie, właśnie! Bóg osądzi!
      Sędzia Wołkow szybko przerwał tę kłótnię. Co też zmarły Wacław miał ludziom do powiedzenia? Chyba to tajemnica tych czternastu stron usuniętych z pierwszej wersji aktu oskarżenia. Tajemnica, której nigdy nie poznamy, a której tylko się można domyślać. Tajemnica, której rozwiązanie sugerowali adwokaci, wypytując ojca Piusa Przeździeckiego, a także komisarza Jesieńskiego z Krakowa, czy wiadomo im, jakoby Macoch miał powiązania z prowokatorem Rybakiem z carskiej ochrany. Pytania te prezes Wołkow szybko ucinał.
      - Nie mogę zbrodni usprawiedliwiać - powiedział o. Przeździecki - ale wyznać muszę, że my, zakonnicy, w trudnym bardzo znajdujemy się położeniu. Z jednej strony bowiem mamy prawa zakonne, które nas w sumieniu obowiązują, z drugiej strony mamy tym prawom całkiem przeciwne przepisy prawa rządowego. Zachowując te prawa, działamy przeciwko sumieniu, zachowując zaś nasze, narażamy się rządowi. Oto parę przykładów: według naszych przepisów kandydatów do zakonu przyjmują przeorowie i definitorzy wybrani przez Zakon, tymczasem u nas o przyjęciu kandydatów decyduje nie Zakon, lecz rząd. Urzędy przeorów i definitorów rząd skasował i sam wyznacza przełożonego na czas nieokreślony, co również jest przeciwne ustawom naszym. Przyjęci do zakonu winni odbyć roczny nowicjat, tymczasem rząd skasował i nowicjat i urząd magistra. Po nowicjacie winny się odbywać przez szereg lat studia filozoficzno-teologiczne, tymczasem rząd wszelkie studia skasował. W tych warunkach zakon nie może ponosić odpowiedzialności za smutne następstwa, jakie się po tym muszą wytworzyć wśród zakonników.
      Przebieg procesu śledził z ramienia generała gubernatora dyrektor departamentu obcych wyznań. Słyszał wystąpienie o. Piusa. Niebawem w rosyjskim dzienniku urzędowym, w sprawozdaniu z procesu Macocha, zamieszczono taką oto wzmiankę: "Rzecz godna podziwu - na procesie Macocha w Piotrkowie o. Przeździecki nie zawahał się odpowiedzialnym za zbrodnię Macocha uczynić nie kogo innego, tylko panujący rząd rosyjski".
      O. Pius niedługo musiał czekać na skutki swego przemówienia. Po raz trzeci opuścił klasztor. Skazano go ponownie na pięć lat zesłania, ale ostatecznie pozwolono mu "dobrowolnie" opuścić Częstochowę i wyjechać za granicę...
      Przytoczony fragment rozprawy, pochodzący z wspomnianej wcześniej pracy Jana Pietrzykowskiego, stanowi niejako dalsze rozwinięcie owego drugiego aktu oskarżenia. Czego nie powiedział mecenas Korwin-Piotrowski - odważył się wyrazić człowiek w habicie mnicha.
      Wróćmy teraz jednakże do owego - jak to chciał sędzia Wołkow - ściśle kryminalnego procesu.
      Według wersji Heleny Macochowej, jej mąż Wacław przyjechał z Warszawy do Częstochowy, wezwany przez Damazego obietnicą 1000 rublowej pożyczki. Skończyło się na morderstwie. Po dokonaniu tego czynu, Damazy Macoch przy pomocy swojego sługi - jak to formułują przekazy prasowe - a raczej wspólnika, Stanisława Załoga, zabrał z przedsionka klasztornego czarną, podobną do trumny sofę i złożył w niej zwłoki ofiary. Wczesnym rankiem przy pomocy furtiana, zmyśliwszy jakiś nieważny pretekst, wynieśli sofę, wynajęli dorożkarza Piankę i polecili mu jechać do wsi Rudniki, gdzie miał na nich poczekać. Sami zabrali się inną dorożką, należącą do niejakiego Pawlaka, który ich dowiózł do Rudnik, gdzie przesiedli się do dorożki Pianki i pojechali w kierunku Zawad. Właśnie u Pawlaka policja złapała trop do Pianki, a od Pianki do Macocha.
      Po utopieniu zwłok Wacława Macoch i Załóg pojechali do Warszawy, skąd ten ostatni czmychnął w świat. Dał o sobie znać z Hamburga, ale Załóg to uboczny wątek sprawy. W Warszawie Damazy opowiedział o krwawej zaszłości Helenie. Trudno powiedzieć, jak przyjęła śmierć męża, w każdym razie zgodziła się rozpuścić pogłoskę, że Wacław ją opuścił i wyjechał do Ameryki. Dziwne, że oprócz służącej nader obciążające dla Macochowej zeznania złożył jej rodzony brat, który był w Warszawie akurat tego dnia co obaj zbrodniarze. Pamiętajmy jednak, że w tamtych latach przysięga była czymś bardzo ważnym, co zobowiązywało ludzi do mówienia prawdy pod grozą mąk piekielnych. Szokujący i wzruszający pod tym względem jest przykład wspomnianego dorożkarza Pianki, który na rozprawie wołał zrozpaczony:
      - Nie wiedziałem, wielmożny sądzie, co robię, nie wiedziałem, głupi. Księdzu wierzyłem, bo gdzieżbym mógł księdzu nie wierzyć! A nie wydałem go później, bo mi przysięgać kazali. Gdybym wiedział wcześniej, co wiozłem, to, wielmożny sądzie, za tyli worek pieniędzy bym nie wiózł...
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 15.10.12, 21:04
      - Nie wiedziałem, wielmożny sądzie, co robię, nie wiedziałem, głupi. Księdzu wierzyłem, bo gdzieżbym mógł księdzu nie wierzyć! A nie wydałem go później, bo mi przysięgać kazali. Gdybym wiedział wcześniej, co wiozłem, to, wielmożny sądzie, za tyli worek pieniędzy bym nie wiózł...
      Otóż kiedy sofę do rowu wyrzucono, Pianka zaczął się domyślać, że coś tu jest strasznego, ale Macoch najpierw sterroryzował go rewolwerem, a później wymógł przysięgę milczenia. Pianka wobec alternatywy kary boskiej i ludzkiej wybrał ludzką.
      Informowany na bieżąco przez Izydora Starczewskiego o rozwoju śledztwa, Damazy Macoch, kiedy mu się grunt pod stopami zaczął palić, wyjechał wraz z kochanką z Warszawy, zawiózł Helenę do jej siostry, sam zaś opuścił nielegalnie teren zaboru rosyjskiego i ukrył się w Trzebini. Finał tego epizodu już znamy - było nim ujęcie Macocha przez komisarza Jasieńskiego na dworcu w Krakowie.
      Przesłuchiwany po ujęciu wielokrotnie - w ciągu kilku godzin - zmieniał zeznania, a to, że zabił śpiącego, a to że zabił podczas kłótni, raz z zazdrości, drugi - z premedytacją. Wersję ostateczną, tę dla sądu, przyjął po półtora roku trwającym śledztwie.

      Jeśli idzie o pozostałych oskarżonych, to w stosunku do zbrodni Damazego Macocha ich sprawy są zaledwie odpryskami procesu. Kilka słów warto może poświęcić Helenie Krzyżanowskiej-Macochowej, "kobiecie fatalnej", moralnej wspólniczce kochanka. Otóż podczas rozprawy sądowej kobieta ta zionęła wprost nienawiścią do mordercy, zaklinała się, że ślubnego męża kochała, a zgodziła się na ukrywanie winowajcy tylko ze strachu przed rewolwerem. Za pośrednictwem adwokata Korwin-Piotrowskiego przekazała klasztorowi 10 tysięcy rubli i klejnoty otrzymane od Macocha. Chyba zbyt wielka była presja moralna opinii publicznej, by ta przewrotna i zepsuta niewiasta mogła inaczej postąpić.
      W czasie trwania sprawy Macocha nie zabrakło i przykładów niezwykle pozytywnych postaw ludzkich.
      Podczas rewizji przeprowadzonej w mieszkaniu siostry Heleny Macochowej zakwestionowano u właścicielki, Zofii Zajączkowskiej, sporo biżuterii, którą zresztą potem zwrócono. Mąż Zajączkowskiej nie tylko że tę biżuterię przekazał Jasnej Górze, ale dodał nie ujawniony podczas rewizji (był w naprawie) złoty zegarek. Zajączkowscy nie chcieli zatrzymać nic, co pochodziło ze świętokradczej kradzieży. Przyjmowali od siostry prezenty w dobrej przecież wierze i nie przypuszczali, że Helena jest cyniczną, zdeprawowaną istotą.
      O końcowych przemówieniach obu prokuratorów niewiele można powiedzieć. Macoch zabił z zazdrości o kochankę, ale z premedytacją. Właściwie cały sens oskarżenia oddaje cytowany na wstępie fragment mowy Katranowskiego. Znacznie ciekawsze były wystąpienia adwokatów. Motywów stoczenia się swojego klienta na dno moralne obrońca Macocha doszukiwał się przede wszystkim w warunkach środowiskowych, w których kształtował on swą osobowość. Zdaniem mecenasa Kleyny miał tu decydujące znaczenie fakt, iż oskarżony był długi czas pisarzem gminnym. Pisarz gminny, powolne narzędzie w rękach naczelnika powiatu, rządzący de facto gminą, bo wójtem jest najczęściej analfabeta, staje się przestępcą z reguły. Posada pisarza gminnego to szkoła zepsucia.
      Z kolei, broniąc Heleny Macochowej, dr Korwin-Piotrowski powiedział między innymi:
      - Dla mnie, dla Polaka i katolika, Macoch zasługuje tylko na jedną karę, a mianowicie na karę śmierci. Jako prawnik, niestety, przyznać muszę, że wobec danych śledztwa sądowego wykręcił się tanim kosztem, bo tylko robotami aresztanckimi...
      A zakończył swą mowę obrończą następująco:
      - Reasumując wszystko, co powiedziałem, sądzę, żem dostatecznie dowiódł niewinności Heleny Macochowej wobec kodeksu państwowego. Wyrok uniewinniający, o który proszę, nie zmieni jednak w niczym potępienia, jakie cały kraj wydał już na tragicznie ohydnych bohaterów tej sprawy.
      Wydany przez Sąd Okręgowy w Piotrkowie wyrok w tej sprawietanowił:
      Damazy Macoch - pozbawienie wszystkich praw stanu i dwanaście lat ciężkiego więzienia; Izydor Starczewski - pozbawienie wszystkich praw stanu i pięć lat więzienia; Bazyli Olesiński - pozbawienie wszystkich praw stanu i dwa i pół roku więzienia; Helena Macochowa - pozbawienie wszystkich praw i dwa lata więzienia; Pertkiewicz - rok więzienia; Wincenty Pianka - cztery miesiące aresztu; Lucjan Cyganowski - siedem dni aresztu policyjnego. Wszystkim zaliczono w poczet kary areszt śledczy.
      12 marca 1912 umarł w rodzinnej wsi Lipie siedemdziesięcioletni ojciec Damazego Macocha. Jak mówiono - utrapił się synem...
      A "Kurier Śląski" z 19 marca 1912 donosił:
      "O ile dotychczas wiadomo, że ze skazanych w procesie Macocha i towarzyszy będzie apelował przeciwko wyrokowi Bazyli Olesiński, Damazy Macoch jest zadowolony z wyroku i wobec dozorcy więziennego wyraził nadzieję, że zapewne w 1913 roku z powodu trzechsetletniego jubileuszu domu Romanowych kara jego będzie zmniejszona do połowy. Pianka, który jest obecnie na wolnej stopie, będzie apelował, gdyż jako skazany musi ponosić koszta procesu, co równa się dla niego ruinie. Jest on właścicielem dorożki i dwu koni, na które już położono areszt. Starczewski, który spodziewał się większej kary, nie będzie apelował. Podobnie ma się rzecz z Heleną Macochową".

      niniwa2.cba.pl/zbrodnia_damazego_macocha.htm
        • madohora Ucieczka Macocha 18.12.13, 09:47
          We wtorek rozesłano telegram z Warszawy, że Damazy Macoch uciekł z więzienia piotrowskiego. Wszystkie gazety wiadomość tę przyjęły za prawdziwą. Zapytaliśmy się telegraficznie w Piotrkowie czy wiadomość ta podlega prawdzie i odpowiedziano nam że jest nie prawdą. Znamiennym jest, że wszyscy uważali ucieczkę Damazego Macocha za prawdziwą

          Polak Nr 33/1912
          • madohora Re: Ucieczka Macocha 18.12.13, 09:53
            Z Piotrkowa donoszą: Damazy Macoch, Helena Macochowa, Izydor Starczewski i Bazyli Olesiński niezadowoleni są z wyroku sądu okręgowego piotrkowskiego i apelują do izby wyższej w Warszawie. Bazyli Olesiński wrócił na Jasną Górę i wystąpił z prośbą by udzielono mu pomocy w złożeniu wymaganej przez sąd kaucyi. OO Paulini odmówili odnosząc się w tej sprawie do biskupa. Dorożkarz Pianki, furtian Błasikiewicz i ślusarz Pertkiewicz wypuszczeni na wolność powrócili do Częstochowy

            Polak Nr 34/1912
            • madohora Re: Ucieczka Macocha 18.12.13, 10:45
              Z Łodzi donoszą - otrzymano tu z Piotrkowa wiadomość, że Stanisław Załóg były sługa klasztorny oskarżony o udział w zbrodni Damazego Macocha nadesłał list datowany z Chicago do sądu okręgowego. w liście tym oświadcza iż oskarżenie Macocha o okradzenie obrazu cudownego jest bezzasadne. Kosztowności zabrał on sam, Załóg do spółki z innymi. Ostrzega iż poszukiwać go w Chicago nie warto gdyż potrafi swój ślad dobrze zatrzeć

              Polak 38/1912
              • madohora Re: Ucieczka Macocha 19.12.13, 11:06
                10 kwietnia 1912 roku

                Macoch znowu napisał list z więzienia jak donoszą gazety częstochowskie . List jest adresowany do jednego z wybitniejszych przedstawicieli inteligencji częstochowskiej. W liście tym zbrodniarz ponownie przeprasza, rozpisuje się o swej skrusze, cytuje ustępy z Pisma Świętego...

                Polak 46/1912
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:48
          Zbrodnia pod Kłomnicami i świętokradztwo na Jasnej Górze

          Dwie zbrodnie

          Niespodziewane i bolesne wiadomości nadchodzą z Częstochowy. Przy progu świątyni Jasnogórskiej otoczonej czcią całego narodu, w murach klasztoru częstochowskiego spełniona została ohydna zbrodnia a zbrodniarzem okazał się członek zakonu Ojców Paulonów. Oburzenie i rozpacz bezsilna ogarnia każdego na tę wieść potworną. Czyż więc nie ma na tej nieszczęsnej ziemi miejsca do którego by zbrodnia nie miała wstępu!
          Jak wiadomo prowadzone w sprawie ohydnego świętokradztwa na Jasnej Górze śledztwo nie wydało żadnych wyników. Znaleziono wprawdzie w polu około Częstochowy nieznaną część skradzionych kosztowności, widocznie porzuconych przez zbrodniarzy dla zmylenia śladu lecz na ich ślad nie natrafiono. Zdawało się, że sprawcy ohydnej zbrodni na razie przynajmniej nie zostaną wykryci, gdy do oto niespodzianie śledztwo prowadzone w sprawie tajemniczych zwłok w sofie, które wyłowiono w stawie pod Kłomicami ujawniło, że niewyjaśnione morderstwo ma stać właśnie w związku z świętokradztwem na Jasnej Górze
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:48
            Dla zorientowania się w bardzo skąpych i niejasnych dotychczas wiadomościach, które wskazują na związek tych dwóch zbrodni, należy przypomnieć tajemniczą sprawę znalezionych pod Kłomnicami zwłok w sofie. Mianowicie przed kilku miesiącami w stawie pod Kłomnicami w Królestwie Polskim wyłowiono zatopioną kanapę w której wnętrzu znajdowały się zwłoki nieznanego człowieka w straszny sposób zeszpecono licznymi ranami zadanemi jakimś ostrym narzędziem. Śledztwo prowadzone tego tajemniczego morderstwa nie tylko nie wpadło na trop zbrodniarzy ale nie mogło nawet stwierdzić tożsamości zamordowanej ofiary. I dopiero teraz w zamordowanym rozpoznano Wacława Macocha, urzędnika pocztowego z Granicy, który miał brata stryjecznego w klasztorze częstochowskim Damazego, u którego często bawił.
            • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:49
              Wynik śledztwa
              Dotychczasowe śledztwo wykazało ze ks. Damazy Macoch zamordował sweg brata stryjecznego Wacława, przy pomocy dwóch służących klasztornych. Sprawa wydała się w następujący sposób. Do usz policji doszły rozmowy dorożkarzy częstochowskich, którzy opowiadali że jeden z dorożkarzy wywoził z klasztoru przedmiot przypominający kształtem sofę. Przesłuchany dorożkarz wskazał na innego dorożkarza, który na początku nie chciał nic powiedzieć, w końcu jednak zeznał co następuje:
              W dniu 24 lipca wieczorem gdy stał na stacji dorożek przed bramą Lubomirskich, wyszedł z bramy służący klasztorny o kazał mu wjechać w szyję prowadzącą do tylnej bramy klasztoru. Po chwilowym oczekiwaniu przed tą bramą ukazało się dwóch ludzi niosących ciężką sofę i zakonnik ubrany w czarny płaszcz z pod którego wystawał biały habit paulinów.
              Sofę umieszczono na dorożce, siadło na niej dwóch ludzi i kazali jechać drogą ku Rędzinom. Gdy przejeżdżali koło bramy Lubomirskich, z tej bramy wyszedł ten sam zakonnik, który asystował przy ładowaniu sofy, wsiadł do stojącej przed bramą dorożki i ruszył przodem. W osobie tego zakonnika dorożkarze poznali oo Damazego Macocha.
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:49
                Po ujechaniu paru wiorst od Częstochowy, dorożkarz nr 31 wiozący zakonnika mając zmęczone konie prosił o uwolnienie go z dalszej jazdy, otrzymał rubli 6 zapłaty i zawrócił do Częstochowy. Zakonnik przesiadł się do dorożki nr 36 na której była złożona sofa i w której siedzieli służący klasztorni. W tej kompani dojechano do miejsca pod Zawadami, gdzie Watra utworzyła w rodzaju małego stawu wyrwę zapełnioną wodą. W tę wyrwę wrzucono sofę poczem kierujący całą sprawą zakonnik odprowadził dorożkarza do pobliskiego lasku, wyjął krucyfiks, kazał dorożkarzowi uklęknąć i zaprzysiądz, że pod żadnym pozorem nie zdradzi nic z tego co widział i w czem uczestniczył a to dla “dobra sprawy chrześcijańskiej”.Dorożkarz przysiągł i milczał. Za jazdę otrzymał 30 rubli zapłaty, odwiózł zakonnika i służących do Noworadomska, skąd koleją powrócił do Częstochowy.
                • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:49
                  Zakonnik lekkich obyczajów
                  Władze śledcze zarządziły aresztowanie Ojca Macocha i służącego klasztornego Stanisława Załogi. Wykonaniu tego rozporządzenia stanęła na przeszkodzie nieobecność. Ks. Macoch wyjechał z klasztoru, jak mówił w celu wystarania się o posadę księdza świeckiego w dyecezyi warszawskiej. Od tego czasu znikł bez śladu. O. Damazy Macoch, który nie umiał zastosować się do ścisłej reguły a postępowanie jego nie licowało wcale z godnością kapłana. Ojcowie Paulini domagali się wykluczenia z zakonu O. Macocha, przeor paulinów faworyzował go i popierał. Stąd też okazała się niechęć do przeora Rejmana, który przy oborze nowego przeora przepadł a wybranym został O. Weloński.
                  Z życia O. Damazego Macocha
                  Ks. Damazy Macoch jest synem włościanina pochodzi ze wsi Lipiny par. Dańków pod Częstcohową, przed wstąpieniem do klasztoru pełnił jakiś czas urząd pisarza w tej gminie. Do zakonu wstąpił w roku 1893-ym, przygotowywał się tam do stanu duchownego przez 6 lat z górą i dopiero w roku 1902 otrzymał święcenia zakonne. Lekkomyślność jego postępowania wyrażała się w poszukiwaniu pokątnych przygód natury erotycznej, nikt jednak a ni z zakonników ani z tych, którzy go bliżej znali nie mógł nawet przypuścić ażeby możliwe było wplątanie się go w tak ohydnie potworną zbrodnię. Nie chcą dać wiary by ten zwykle pogodny i wesoły, choć pozornie lekkomyślny człowiek mógł spełnić czyn tak ponury i okropny.
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:50
                    Przyczyna zbrodni
                    Pogłoski krążą uparcie, że zamordowanie Wacława Macocha jest w ścisłym związku ze sprawą okradzenia Matki Boskiej na Jasnej Górze, inna wersja zaprzecza tej pogłosce i twierdzi że motyw zbrodni jest raczej natury erotycznej. Zwrócono uwagę na stosunki jakie łączyły ks. Damazego Macocha z jego bratenką, żoną zamordowanego Wacławową Macochową. Zbiegły utrzymywał z nią stosunki jeszcze gdy była żoną jego rodzonego brata, który zmarł wkrótce po ślubie. Przed paru miesiącami wdowa Helena wyszła powtórnie za mąż za stryjecznego brata męża, Wacława, odwiedzała często Jasną Górę i brata mężowskiego ks. Damazego, bywała tam czasem sama, niekiedy z mężem. Zamordowany Wacław Machoch był urzędnikiem pocztowo - telegraficznym najpierw w Częstochowie, później w Granicy. W czasach ostatnich Wacławowa Machochowa mieszkała w Warszawie. Znikła wraz z o. Damazym, którego widziano podobno niedawno w jej mieszkaniu.
                    Haniebny czyn świętokradzki, okardzenie Matki Boskiej w Częstochowie zelektryzował całą Polskę. Zbrodnia ta oburzyła do żywego wszystkich Polakó. Nie mniej oburzyła społeczeństwo polskie ohydna zbrodnia morderstwa a oburzenie to rośnie i zwraca się przeciwko oo Paulinom częstochowskim w ogóle.
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:50
                      Do świątyni częstochowskiej przywiązane są serca wszystkich Polaków. Jasna Góra jest dla narodu polskiego świętym miejscem, pałacem chociaż skromnym Królowej Korony Polskiej.
                      Naród polski składa tam cześć i hołd Matce Boskiej OO. Paulni strzegą tego świętego miejsca i dla tego że w murach klasztory spełnione zostały dwie ohydne zbrodnie, spada na zakon wielka wina. Wina ta leży w niedbałym doborze nowicjatu, w luźnej dyscyplinie, w niedostatecznej kontroli religijnej i moralnej, w zbyt wielkiej swobodzie jakie mają ojcowie zakonni a o której świadczy historya wykrytego zbrodniarza. I tu spada na klasztor na strzegący na Jasnej Góze zakon odpowiedzialność straszna. Naród w stróżach swej najpierwszej świątyni chce widzieć ludzi świętych, ludzi wielkiego religijnego powołania a nie sprytnych psiarzyków, którzy rozumieją że u Paulinów lepiej się żyje, niż na posadzie w gminie i którzy dając bezgraniczną folgę swej chęci używania dochodzą do zbrodni.
                      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:50
                        .
                        OO Paulini wydali w sprawie ohydnej zbrodni odezwę.
                        Odezwa OO Paulinów
                        Wobec stwierdzonego udziału Damazego Macocha Paulina, w ohydnej zbrodni morderstwa ojcowie Paulini ciężko dotknięci straszną zniewagą Boga w miejscu szczególnej czci Jego Matki od wieków poświęcone dotknięci sprofanowaniem tej Jasnej Góry, będącej twierdzą ducha narodu dotkniętego wreszcie zhańbieniem swej Matki Zakonu czują się w obowiązku z najwyższym bólem i oburzeniem przeciwko ohydnej zbrodni zaprotestować i wobec świata i narodu z całą mocą zaznaczyć iż najmniejszego nie mieli w niej udziału.
                        My niegodni stróże najdroższego skarbu narodu pojmujemy cały bezmiar zbrodni, wobec której zda się niknie i blednie świętokradzkie znieważenie Cudownego Obarazu odarcie go z kosztownych koron i szat. Tamta zbrodnia dla zakonu naszego była to klęska i ból, obecna jest hańbą, tamta wywołała po całej ziemi polskiej nieprzerwane ekspiacyjne nabożeństwa zakończone epokową niezapomnianą chwilą koronacyi, która zwiększyła w narodzie cześć i miłość dla naszej Jasnogórskiej Pani, obecna wzbudza tylko drżenia i lęk, czy przez nią nie zachwieje się wiara narodu wobec ogromu nieszczęścia jakie nas przygniotło. Złamani, bezradni w miłosierdziu Boga jedynie całą ufność naszą pokładamy. Odruchowo tylko raz jeszcze wobec kraju całego prostując. Zapewniamy że wszystkich dołożymy usiłowań by świętobliwem i zacnem czyciem odpowiedzieć szczytnemu powołaniu stróżów miejsca świętego. Od kilku lat czyniliśmy wszystko co było w naszej mocy aby na drodze zaprowadzić ścisłe przestrzeganie reguł i konstytucji zakonu.
                        Nie od nas jednak zależało zmienić przepis prawa państwowego, które czuwanie nad karnością zakonną nie całemu zgromadzeniu ale jednej tylko osobie powierza. Przed kilkoma miesiącami opierając się na dekrecie Stolicy Świętej przez obecnie panującego Monarchę Najwyżej zaakceptowanym, staraliśmy się przepis rządowego prawa ku lepszemu pełnieniu cnot zakonnych wykorzystać zmieniając oso


                        Polak Nr 122/1910 z 11 października 1910 roku
                        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:51
                          Brat stryjeczny Wacław Macoch i służący klasztorny Stanisław Załoga . W celi ks. Damazego Macocha znaleziono bowiem pewną ilość fałszywych pereł. Któryś z zakonników zauważył tę zmianę pereł. W ciszy klasztornej rozpoczęły się narady, jakby się można było salwować z tej fatalnej pozycji. I wtedy to wobec grożącego zakonowi ujawnienia fatalnej wymiany kosztowności na fałszywe, wobec strasznej za taką kradzież popełniona przez złodzieja “domowego” odpowiedzialności przed społeczeństwem chwycono się ostatecznego, bardzo ryzykownego kroku.
                          Symulowano świętokradztwo
                          Wprawdzie z powodu świętokradztwa tego poczęto szemrać przeciwko niedostatecznemu ze strony Paulinów nadzorowi nad klejnotami jasnogórskimi ale ostatecznie świętokradztwo uznano za siłę wyższą nie plamiącą czci stróżów obrazu.
                          • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:51
                            Kto w całej tej możliwej komedii brał udział poza mnichem Damazym, jego służącym Stanisławem Załogą i Wacławem Macochę (pośredniczącym w sprzedaży łupów) - na razie nie wiadomo,
                            Zachodzi kwestya, czy nie uczestniczyli skompromitowaniu przyjacielskimi stosunkami z Damazym ks. Bazyli Olesiński oraz ks. Izydor Starczewski, którzy zostali ostatnio w tej sprawie intrweniowani.
                            Zaznaczyć należy że zaraz po ogłoszeniu kradzieży klejnotów na Jasnej Górze zaraz w pierwszych początkach śledztwa policja spostrzegła ślady, odbitki palców świętokradcy na ścianie. Gdy w kilka godzin potem chciano ślady te fotografować, zniknęły one w sposób tajemniczy.
                            Fakt ten naprowadził władze na domysł, że jeśli świętokradztwo nie zostało spełnione wewnątrz murów, to w każdym razie wspólnik ukrywać się musiał w murach klasztornych.
                            Z tego też powodu dokonano aresztować między służbą klasztorną a na o. Izydora padły tak poważne poszlaki iż go nawet na jakiś czas poddano ścisłej obserwacji
                            • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:52
                              Formalny ślub notorycznej kochanki
                              Wacław Machoch, ofiara morderstwa, pośrednicząc w sprzedaży pereł musiał doskonale - jak wskazują dotychczasowe poszlaki - wiedzieć o pochodzeniu tych pereł, czyli inaczej mówiąc dokładnie zdawał sobie sprawę ze świętokradztwa.
                              Na tem tle wspólnych interesów wyrosła ich przyjaźń z Damazym, która istotnie musiała być silną jeśli ten zgodził się na poślubienie notorycznej kochanki o. Damazego, wdowy po ich bracie Heleny Krzyżanowskiej.
                              Uczta weselna odbyła się w hotelu Europejskim w Warszawie. Ślub dawał ojciec Izydor. “Dobrana” para wyjechała do Krakowa. I tutaj kończy się sielanka. Zapewne dana przez Damazego gotówka rozeszła się rychło w poślubnej podróży. Wacławostwo Macochowie wracają też wkrótce do Częstochowy, od stojącej dla nich otworem kieszeni O. Damazego. Według wszelkiego prawdopodobieństwa Damazy przed ślubem obiecał Wacławowi wywianować żonę Wacław więc przyjechał po owe wiano. Niewątpliwie żądania swe poparł pogróżką, że w razie niedopełnienia zobowiązania ujawni kradzieże Damazego. Na tem tle wynikła prawdopodobnie gwałtowna sprzeczka, która uprzytomniła ks. Damazemu mogące mu grozić ze strony Wacława niebezpieczeństwo. Tu nastąpił krwawy dramat. W nocy 23-go lipca został Wacław Macoch zamordowany. Trupa jego wyłowiono w zatopionej w stawie pod Kłomnicami sofie. Ojciec D. Stara się potem jak wiadomo o posadę świeckiego księdza. Starania te nie zostały uwieńczone pomyślnym skutkiem. Sprawia przewlekała się. W tym czasie bawił się ojciec Damazy bez przerwy.
                              • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:52
                                Sielanka w Warszawie

                                Damazy po zamordowaniu Wacława często odwiedzał swą kochankę Helenę w Warszawie, w jej mieszkaniu w Alejach Jerozolimskich. Lokatorowie tego domu zgorszeniu ciągłemi odwiedzinami mnicha oraz rozlegającymi się po nocach hałasami podczas rozłsnych orgii pijackich zaczęli robić starania u właściciela aby mieszkanie Macochowej wymówił. To też gdy ta zgłosiła się do niego oświadczając, że dłużej mieszkać w jego domu nie chce, chętnie zgodził się na to i Macochowa wynajęła mieszkanie przy ulicy Żelaznej. Tutaj w dalszym ciągu odwiedzał jąka. Damazy, który bez ceremonii - mimo szat zakonnych - nocował u pięknej wdowy. A jeśli zdarzyło się że Damazy przez kilka dni się nie zjawił to przyjeżdżał jego służący Stanisław Załoga, który cieszył się również względami pięknej Heleny Machochowej
                                • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:53
                                  Pierwszy grom

                                  Ojciec Damazy zażywający sielankowych rozkoszy w gniazdku przy ulicy Żelaznej, zaalarmowany został w ubiegły poniedziałek o godzinie 9 rano depeszą z Częstochowy przysłaną pod adresem Heleny Macoch. Depesza ta zwiastująca nadciągającą burzę brzmiała: “Niech ksiądz wyjeżdża z Warszawy, grozi niebezpieczeństwo - 31 - Stach” Dziś depesza ta przedstawia się jasno. Liczba 31 była dla Damazego zabójczą. Oznaczła ona, że dorożkarz, ów jedyny postronny świadek wycieczki nocnej do Zawad został aresztowany. Nawet przysięga “na zbawienie duszy” nie dawała pewności zachowania tajemnicy wobec środków jakimi rozporządzają władze śledcze.
                                  Na gwałt poczęto pakować rzeczy, gotując się do podróży. Chodziło spłoszonym, by podróż tę odbyć bez zwrócenia na siebie uwagi, porzucono więc zamiar wzięcia z sobą większych kufrów, które też odesłano do krewnych na ulicę Chłodną. Z małym, podręcznym pakunkiem O. Damazy i Helena Machochowa opuszczali mieszkanie polecając służącej Maryannie Kosmale pilnować mieszkania aż do dalszych zaleceń listownych. W ogóle robili wrażenie ludzi, których parzy ziemia pod stopami. Macochowa oznajmiła służącej, że wyjeżdża na dłuższy czas, być może na rok i na taki czas zostawiła jej pieniadze na życie. Ojciec Damazy Macoch uciekł wraz ze swą kochanką. Urządzono rewizye w ich mieszkaniu i znaleziono w nim oprócz rzeczy i bielizny ks. Damazego, bieliznę ojca Izydora i fotografię Załogi.
                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:53
                                    Zarządzony pościg za zbiegami został w części uwieńczony pomyślnym wynikiem. Władze przyaresztowały bowiem Krzyżanowską, wdowę po Wacławie Macochu. Ojcec Damazy Macoch zdołał umknąć a jak z Zagłębia Dąbrowskiego donoszą błądzi ks. Damazy w tamtejszych lasach. Do pism krakowskich nadeszła zaś wiadomość, że ks. Damazy przeszedł granicę i znajduje się w Galicyi.
                                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:53
                                      Klątwa

                                      Z Rzymu, z kancelarii papieskiej telegraficznie nadeszła klątwa więsza (excomunicato major anatema) rzucona na o. Damazego Macocha. Jak wiadomo klątwa taka wyłącza ekskomunikowanego ze społeczności kościelnej.

                                      Polak Nr 123/ 1910 z 12 października 1910
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.10.12, 22:50
      SERYJNY MORDERCA - STEFAN RACHUBIŃSKI

      Urodzony w 1929 roku, zgwałcił i zamordował na terenie Bydgoszczy dwie kobiety.
      Stefan Rachubiński miał wówczas 37 lat i czworo dzieci. Pracował jako kowal. Sąsiedzi i znajomi określali go jako spokojnego człowieka, ale okropnie niesamodzielnego. Nigdy nie notowany, unikał zawierania przyjaźni, a ożenił się za namową rodziców.
      Przeprowadzono analizę plam krwi na ubraniu Rachubińskiego i śladów znalezionych na scyzoryku. Na szaliku, kurtce i marynarce wykazano obecność krwi ludzkiej. Występowała w niej antyglutyna beta. Nie ujawniono natomiast obecności aglutynogenów. Analiza krwi podejrzanego wykluczyła możliwość, aby na odzieży znajdowała się krew pochodząca od Rachubińskeigo. Mogła natomiast pochodzić od Danuty Kuklińskiej. "...spośród 14 świadków, którzy widzieli "Bogacza" w towarzystwie Kuklińskiej, 3 osoby rozpoznały go kategorycznie. Na uwagę zasługują tu zeznania i rozpoznanie Ignacego P. Ten 80-letni schorowany staruszek mimo podeszłego wieku złożył - jak się później okazało - bardzo dokładne i szczere zeznania, które posłużyły do odtworzenia wyglądu osoby podejrzanej z bardzo dużą dokładnością. Nie był on w stanie rozpoznać Rachubińskiego z fotografii, ale zrobił to doskonale, gdy okazano mu go z bliska.
      Po rozpoznaniu Rachubińskiego przez świadków jako osobnika, który dnia 12.III.1966 r. po nawiązaniu kontaktu osobistego z Kuklińską w "Gromadzie" był z nią widziany w "Sielance", a następnie przed wejściem do lasu, niedaleko miejsca, gdzie następnego dnia znaleziono zwłoki Kuklińskiej, wiceprokurator wojewódzki wydał postanowienie o tymczasowym aresztowaniu Stefana Rachubińskiego..."
      Rachubiński przyznał się do obu morderstw. "...Motywy zbrodniczego działania sprawca przedstawił w sposób następujący:
      Przyczyną zabójstwa Ługowskiej i Kuklińskiej było to, że w krajaniu obu kobiet odczuwał przyjemność płciową. "Ciągnęło mnie do tego, miałem ku temu wielką chęć" - wyznał. Nieodpartą chęć do przeżycia tej przyjemności odczuwał wtedy, gdy miał nastąpić wytrysk nasienia. Ługowską, podobnie jak Kuklińska, właśnie w momencie zbliżania się wytrysku nasienia chwycił rękami za szyję, aby obezwładnić ofiarę, a następnie móc ciąć scyzorykiem. Krając te kobiety, odczuwał wielkie podniecenie i przyjemność płciową tak jak przy wytrysku. W czasie doznawania tej przyjemności wytrysk jednak nie następował. Takie pierwsze uczucie chęci krajania kobiet w związku z odbywanym stosunkiem płciowym stwierdził u siebie przed paru lały. Nawet podczas stosunków płciowych z żoną takie myśli i uczucia go nawiedzały, lecz żal mu było dzieci i obawa przed ich osieroceniem nie pozwalała mu dopuścić się takiego czynu..."

      www.pinger.pl/szukaj/po_tagu/p/3/?t=kryminalistyka
    • madohora JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.08.13, 23:11
      SPRAWA JANINY BOROWSKIEJ

      Janina Borowska w roku 1909 była na ostatnim roku medycyny. Ta całkiem ładna kobieta miała jeszcze 10-ro rodzeństwa. Jej własne dziecko zmarło w 1905 roku. Aby zapomnieć o tragedii Janina zaangażowała się bardzo mocno w działalność partii socjalistycznej.

      Była powszechnie lubiana i szanowana, tak więc sensację wywołał artykuł Emila Haeckera w "Naprzodzie" oskarżający ją o bycie agentka carskiej "Ochrany". Urażeni Borowscy wynajęli adwokata - dr Włodzimierza Lewickiego aby wniósł skargę przeciw autorowi artykułu. Adwokat swoje zrobił i 23 lutego 1909 roku Haecker został uznany winnym zniesławienia. Nie była to jednak jedyna konsekwencja tej sprawy. Lewicki zapewne spodziewał się po tej obronie rozgłosu. Dostał coś więcej - kochankę. Na początku procesu wybuchł płomienny romans pomiędzy Borowską a prawnikiem. Ale jak to czasem bywa, pod koniec procesu Lewicki stracił także zainteresowanie Janiną i nawet skarżył się na jej nachalność. Na nieszczęście uczucia kobiety nie osłabły.
      Sam Lewicki zaś znalazł sobie nowy przedmiot westchnień (powszechnie wiedziano że prawowitą małżonkę pozostawił bez środków do życia). Dobrze to skończyć się nie mogło...
      5 czerwca 1909 roku do mieszkania Lewickiego wezwano karetkę. Prawnik miał podobno postrzelić się z pistoletu. Na miejscu ratownicy zastali ... Borowską. Nieprzytomny Lewicki leżał na podłodze. Pod głową miał poduszkę, zaś na prawej skroni ranę postrzałową. Za szezlongiem dało się zauważyć stłuczony klosz lampy naftowej.
      Borowska wyjaśniła, że wypadek zdarzył się przed godziną, a pogotowie wezwała tak późno, ponieważ Lewicki był przytomny i wydawało się iż rana nie jest ciężka. Włodzimierz miał strzelić do siebie sam. Rannego zabrano do szpitala Św. Łazarza. Stan pacjent określono jako agonalny. Lekarz powiadomił policję.

      Śledczy zatrzymał Borowską w areszcie. W mieszkaniu Lewickiego przeprowadzono wizję lokalną. Niestety w sposób, trzeba powiedzieć jasno - karygodny. Nie dość że nic z niej nie wynikło, to jeszcze poprzestawiano przedmioty. Zaś w pokoju Borowskiej znaleziono i zabezpieczono rewolwer.

      W tym czasie ofiara postrzału zmarła w szpitalu. Zaczynała się więc sprawa o morderstwo lub samobójstwo. Jako biegłych sądowych powołano prof. Leona Wachholza i dr Jankowskiego. Dokonali oni ponownie oględzin pokoju denata i spostrzegli, że pościel była czysta, bez śladów krwi.
      Znaleziono bardzo zakrwawioną poduszkę, a na podłodze ślady wycierania wymiocin. Ślady krwi były także pod stolikiem nocnym.
      Jak się można domyślić opinia po przeprowadzeniu sekcji zwłok brzmiała, iż przyczyną śmierci był "...postrzał zadany z broni palnej małego kalibru...".

      Rozpoczęto śledztwo. Borowska upierała się przy wersji, iż Lewicki sam się postrzelił, a potem był jeszcze przytomny przez pewien czas. Rozmawiał z nią i wycierał ręką krew z czoła. (Potwierdziły to ślady na rękawie). Przesłuchano mnóstwo świadków, wyciągnięto mnóstwo brudów z życia prawnika i Janiny, a jednak śledztwo utknęło w martwym punkcie. Nie można było ocenić, czy Lewicki sam się postrzelił, czy został z zimną (a raczej zbyt gorącą) krwią zamordowany. Wówczas dr Jankowski wystosował do sądu pismo, w którym radził, aby:

      Znaleziony pistolet Browinga ostrzelać w celu sprawdzenia jak wystrzeliwane są łuski, a na tej podstawie wysnuć wnioski o odległości z której strzelano i kierunku strzału.

      Po tym pistolet wraz z zapasem naboi miał zostać wydany lekarzom, w celu określenia odległości z której strzelano do ciała.

      Krótko mówiąc Dr. Jankowski radził przeprowadzenie ekspertyzy batalistycznej. Pamiętajmy o tym, że był to początek ubiegłego wieku i takie postępowanie nie było na porządku dziennym.

      Tak też zrobiono - powołano dwu znawców broni - oficera armii i rusznikarza. Najpierw eksperci potwierdzili fakt, że z broni niedawno strzelano (na podstawie spalonego prochu w lufie). Następnie udano się do mieszkania Lewickiego aby przeprowadzić ostrzelanie na miejscu. 17 czerwca po uprzednim wykonaniu szkicu i zdjęć miejsca zdarzenia (jedna z pierwszych fotografii miejsca zbrodni) przystąpiono do eksperymentu. Nieszczęsnego manekina usadawiano w różnych pozycjach i różnych miejscach pokoju i strzelano do niego bezlitośnie.

      Co wynikło z tej próby? Otóż łuskę po pocisku, który zabił prawnika znaleziono pod ścianą. Aby tak upadła jedna z łusek "próbnych" trzeba było strzelać do manekina leżącego na lewym boku twarzą do ściany. Na podstawie rozrzutu ziaren prochu ustalono, iż strzał padł z odległości około 6 cm.
      Niestety nie możliwe stało się stwierdzenie, czy pierwsza łuska upadła w miejsce pod ścianą po strzale, czy też przesunęła się tam przypadkiem.

      Borowskiej zarzucono morderstwo. 20 października 1909 roku w Krakowie rozpoczęto proces. Zeznawali w nim oczywiście jako biegli prof. Leon Wachholz i dr Jankowski. Co wywnioskowali? Otóż nie udało się jednoznacznie odpowiedzieć (z medycznego punktu widzenia) czy Lewicki sam się zastrzelił, czy też zrobiła to Janina. Za samobójstwem przemawiało usytuowanie rany i brak śladów walki na ciele denata i Borowskiej. Biegli uznali, że mogło to być bardzo typowe samobójstwo, lub bardzo nietypowe morderstwo. Potwierdzono również, że Lewicki mógł być przez pewien czas po strzale przytomny (kula nie uszkodziła części mózgu za to odpowiadającej - przytomność prawnik mógł stracić dopiero na skutek ucisku spowodowanego dużą ilością krwi napływającej do czaszki).

      10 stycznia 1910 roku ogłoszono wyrok w tej sprawie. Brzmiał on : niewinna...


      www.kryminalistyka.fr.pl/crime_polska_borowska.php
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.08.13, 23:16
        S p raw a B o row ski e j. Obrony Janiny Borowskiej podjął się adwokat dr. Luclwik Szalay, Czytanie koresponcencyi zabranej w mieszkaniu Lewickiego, dobiega końca, w tych dniach
        ukończone zostanie przesłuchanie reszty świadków w sprawie śmierci Lewickiego, poczem sędzia śledczy odstąpi akta prokuratoryi państwa, tak że rozprawa przeciw Borowskiej mogłaby się odbyć w kadencyi wrześniowej. Przedtem jeszcze Borowska poddana będzie, jak to juś donieślismy, badaniu psychatrów.

        Kurier Śląski z 1 lipca 1909 roku
        --
        MADOHORA
        FORUM NIKISZOWIEC
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.08.13, 20:55
        Tajemnicą jaką władze sądowe od samego początku otaczają sprawę Janiny Borowskiej jakkolwiek nie została zupełnie usunięta to jednak uchylono jej rąbka. We czwartek wieczór przesłuchiwał Borowską sędzia śledczy Dr. Nowotny na miejscu czynu, w mieszkaniu śp. Dr. Lewickiego. Celem uniknięcia zbiegowiska, poza faktem że wyjazd sam trzymano w najściślejszej tajemnicy przy przewiezieniu Borowskiej z więzienia inkwizycyjnego na ulicę Sławkowską, zatrzymano karetkę przed inną zupełnie kamienicą, poczem dopiero stąd pieszo udano się do właściwego celu podróż. Borowska z wyrazem zdenerwowania na twarzy starała się przez cały czas przesłuchania trwającego do godziny 8 do 10 wieczór, zachować spokój i pewność siebie. Treść przesłuchania jest nam nieznaną, wedle jednak zaciągniętych informacji zeznania jej czwartkowe złożone w mieszkaniu śp. Dra Lewickiego są zupełnie identyczne ze złożonymi dotychczas i nie odbiegają od nich nawet w najdrobniejszych szczegółach.

        Kurier Śląski nr 180 z 1908 roku - strona 1
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.08.13, 21:03
        - 2 -

        Rozumie się, że Borowska do zbrodni się nie przyznała obstając stanowczo przy śmieci samobójczej Dr. Lewickiego. Śledztwo sądowe w tej sprawie jest już prawie zupełnie ukończone; przesłuchano wszystkich świadków, skonfrontowano ich z Borowską, zebrano wszelkie możliwe dowody. W najbliższych dniach przedłożą lekarze psychiatrzy, badający od miesiąca stan Borowskiej - swoje orzeczenie, które o ile nam wiadomo stwierdza poczytalność umysłową Borowskiej. Również przybył przed kilkoma dniami do Krakowa profesor chemii w Akademii handlowej w Wiedniu Dr Nikole Teklu, specjalista do odcyfrowania pism uszkodzonych, spalonych etc. - celem odczytania spalonych listów, znalezionych w piecu kuchennym w mieszkaniu Dr. Lewickiego. Prawdopodobnie więc już w najbliższej kadencji we wrześniu stanie Borowska przed sądem przysięgłych

        Kurier Śląski 180 z 1909
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.08.13, 21:16
        Pisma krakowskie zwracają uwagę na dziwny zbieg okoliczności, który na kancelarii adwokackiej śp. Włodzim. Lewickiego wycisnął prawdziwie tragiczne piętno. Kiedy śp. Lewicki otworzył kancelarię w skład pracowników wchodzili : solicytator adwokacki Ścibora i dwaj pisarze Opioła i Gralewski. Między nimi a śp. Lewickim panowały stosunki więcej niż przyjacielskie aniżeli urzędowe. Ale nikt nie przypuszczał, że nad tymi czterema ludźmi; nad całą kancelarią zawisło tragiczne fatum. Oto wszyscy ci ludzie poumierali w przeciągu ostatnich 10 miesięcy. Rzecz tem bardziej ciekawa, że wszyscy byli młodzi i że śmierć każdego z nich była do pewnego stopnia niespodzianką. Przed 10 miesiącami wystrzałem z rewolweru odebrał sobie życie pisarz kancelaryjny Gralewski. W kilka miesięcy po nim w zimie rb. umarł niespodziewanie Ścibora, przed kilku tygodniami zginął Lewicki, a kilka dni temu zmarł w szpitalu po powrocie z Ameryki, gdzie jakiś czas bawił pisarz Opioła.
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.08.13, 21:25
        Sprawa Borowska - Lewicki dotąd nie wyjaśniona. O wynikach przeprowadzonego śledztwa na razie nic nie wiadomo, to jednak pewne że klucz do wyjaśnienia sprawy tkwi w spalonych listach, które znaleziono w piecu w mieszkaniu Lewickiego. Listy te zabrał ze sobą niedawno chemik wiedeński Mikołaj Teclu i biedzi się nad ich odczytaniem. Jedno z pism krakowskich kreśli proceder odczytywania spalonych listów w sposób następujący: Powodzenie odczytania spalonych listów leży tylko częściowo w rękach chemika. Papiery spalone zamieniają się w popiół: chemik może wprawdzie zbadać ich składniki, lecz nie może zrestytuować zawartego na nich pisma, czy druku. Może on jedynie oznaczyć czy przedstawiony mu do badania papier był zapisany, zadrukowany czy czysty.
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.08.13, 21:34
        Natomiast z papierów zwęglonych nie jedno jeszcze odczytać można. Jak wiadomo spalenie jest procesem chemicznym, które dokonuje się przez połączenie materii z tlenem. Węgiel jest produktem ogrzania materii roślinnych lub zwierzęcych bez dostępu powietrza. O ile więc papier spali się bez przystępu powietrza lub z bardzo szczupłym zostaje właściwie nie spalony lecz zwęglony. Przechodzi on chemiczne zmiany bez względu na to czy jest zadrukowany czy zapisany. Rozmiar tych zmian zależy od różnych okoliczności. Ślady pisma znikają prędzej niż ślady druku, ponieważ jak wiadomo farba drukarska jest rozdrobniona sadzą.
        Dla badania ważne jest stadium w jakim bywają zwęglone papiery oraz jak długo były wystawione na działanie gorąca. Niekiedy wystarcza szkło powiększające aby osiągnąć wynik. Ważną rolę odgrywa także grubość i rodzaj papieru zwęglonego

        Kurier Śląski 1909 rok
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.08.13, 21:51
        Profesor Mikołaj Teclu wykładający chemię w wiedeńskiej akademii handlowej jest specjalistą w tym zakresie i człowiekiem bogatym w doświadczenie. Od dziesiątek lat zajmuje się swoją wiedzą tajemną . Europejska jego sława datuje się od roku 1898. Wskutek gwałtownej eksplozji dynamitu w Amsterdamie zostało zwęglonych 67 obligacji długu państwowego każda o nominalnej wartości 1000 guldenów austriackich wraz z należącymi do nich kuponami. Były one w żelaznej kasie lecz wskutek wielkiego żaru uległy zniszczeniu. Adwokat wiedeński dr. Hornbostel zastępował wówczas interesy właścicieli tych papierów wartościowych. Z jego to porady oddano zwęglone resztki profesorowi Mikołajowi Teclu aby ułatwił odczytanie numerów obligacji i wywołał chemicznie liczby tak by można je było niewątpliwie rozpoznać. Było to niezwykle ważne celem amortyzacji zwęglonych obligacji inaczej bowiem nie dano by za nie odszkodowania. Właściciel tych obligacji otrzymał pełne odszkodowanie 67 000 guldenów.
        Profesor Teclu liczy obecnie 70 lat życia, jest w pełni sił i energii. Dotychczas szczegóły swej metody utrzymywał w tajemnicy. Nie chce jej jednak utrzymywać w tajemnicy i dlatego postanowił jeszcze w tym roku w jesieni ogłosić dokładne szczegóły systemu reprodukowania zwęglonych papierów.
        Jak donoszą pisma wiedeńskie badania profesora Teclu w sprawie Borowskiej mają być już niebawem ukończone a rezultaty zostaną przedłożone krakowskiemu sądowi.

        Kurier Śląski Nr 180// 1909
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 14.08.13, 15:44
        Rozprawa Borowskiej o zbrodnię morderstwa nastąpi z początkiem kadencji listopadowej. Sędzia śledczy Dr. Nowotny po powrocie z urlopu podjął dalej śledztwo, które ma się zakończyć w najbliższych dniach, po czym akta zostaną przesłane do prokuratoryi państwa. Wystylizowanie aktu oskarżenia i formalności z nim związanych zajmą prawdopodobnie tyle czasu, że rozprawa nie mogłaby się odbyć nawet za sprawą oskarżonej w kadencji wrześniowej, tem bardziej że kadencja ta jak donosiliśmy jedna z najdłuższych zajęta jest innymi rozprawami, które sięgają do końca października.

        Kurier Śląski Nr 207/1909
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 14.08.13, 23:16
        Z Wiednia dowiaduje się czas że Mikołaj Teclu tamtejszy chemik, profesor na akademii handlowej zdołał odczytać pewne fragmenty spalonych przez Borowską w mieszkaniu Lewickiego papierów, do których przywiązywano tak wielką wagę, sądząc że kryją one jądro prawdy. Pewna część opinii publicznej przypuszczała że spalone papiery są właśnie tym materiałem, który Borowska musiała odzyskać nawet za cenę życia Lewickiego.; przypuszczano że te papiery stanowią dowód jej szpiegostwa i oddawania usług ochranie warszawskiej,
        Zdaje się, że spalone papiery nie mają tak wielkiego znaczenia dla śledztwa, skoro o ile słychać dalsze odczytywanie spalonych papierów na razie wstrzymano. Odczytywanie takie jest związane ze sporymi kosztami, nie żałowano by ich tam gdzie mogłyby przynieść decydujący moment w poglądach na tak ważną sprawę.
        Zresztą o ile słychać w Krakowie kwestia odczytania reszty spalonych papierów nie wpłynie wcale na ukończenie śledztwa prowadzonego dalej przez sędziego śledczego Dr Nowotnego po powrocie z urlopu. Termin zakończenia śledztwa dzisiaj podać nie można z tego powodu, że obrońca Dr Szalay w zakresie ustawą wskazanym może poczynić wnioski, przedłużające dochodzenie. Dotychczasowe śledztwo zebrało spory materiał, który cały czas wzrasta.
        O ile słychać Borowska po niedawnych przejściach o światło w kaźni i o współtowarzyszkę więzienną zachowuje się obecnie spokojnie. W jej celi więziennej płonie dzień i noc elektryczna lampa z niebieskim szkłem. Pogodziła się też Borowska ze współtowarzyszką więzienia, której dawniej znosić nie chciała.
        Przed sądem przysięgłych stanie Borowska najpewniej z końcem listopada lub z początkiem grudnia. Rozprawy wyczekuje z niecierpliwością zaznaczając, że męczą ją niesłychanie monotonne dni więzienia

        Kurier Śląski 222/1909
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 16.08.13, 15:32
        Jak slychać, śledztwo w sprawie Janiny Borowskiej o zastrzelenie adwokata Lewickiego jest
        Ukończone i w najbliższych dniach zostanie przestane do prokuratryi państwa celem postawienia ostatecznych wniosków i wygotowania aktu oskarżenia. Dopiero po wrześniu Borowskiej będzie mogła obrona przedstawić materiał dowodowy i powołać świadków obwodowych. Dopiero wtedy dlatego, bo obecnie odmówiono jej podobno wglądu w akta śledcze i rozpatrzenia się w obciążającym materiale. Po przedłożeniu przez obronę środków dowodowych poweźmie uchwałę co do ich dopuszczenia lub odrzucenia i wtedy może się okazać potrzeba uzupełnienia dochodzenia. Wobec tego nie można dzisiaj przewidzieć ostatecznego terminu rozprawy

        Kurier Śląski 233/1909
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 16.08.13, 15:33
        Po długich tygodniach głuchej ciszy i braku najdrobniejszych nawet szczegółów w sprawie Borowskiej został przed kilkoma dniami ujawniony fakt rzucający nowe światło na tajemnicę. Otóż sędzia śledczy przejął list pisany przez Borowską z celi więziennej do męża i wysłany drogą nieoficjalną. Jedynie przypadek sprawił, że list dostał się w ręce władzy. W liście tym
        Serdecznie i szczerze, w gorliwie utrzymanym w tonie melancholii lecz poważnym pisze Borowska słowami temi “Nie obawiaj się skandalu. Wystąpienia publiczności nie robią na mnie wrażenia. Akt oskarżenia będzie dla mnie wyrokiem śmierci” Z listu wynikałoby, iż Borowska zamierza targnąć się na swoje życie przed rozprawą by nie stawić się na niej. A dodać należy ż jako prawie ukończonej medyczce przyszłoby to jej łatwo. Odebranie sobie w jakikolwiek sposób życia mimo najpilniejszego dozoru. Jak informuje prokuratura państwa Kazmierz Tryblowski wygotował już akt oskarżenia przeciwko Borowskiej o zbrodnię skrytobójczego morderstwa i ukończy go w dniach najbliższych. Tak iż sprawa ta wpłynie prosto na trybunał

        Ks 246/1909
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 30.07.19, 00:26
          Śledztwo nad morderstwami wampira (tak prasa i okoliczna ludność zaczęły nazywać sprawcę) dokonanymi w Gałkówku i okolicach prokuratura w Łodzi umorzyła w 1957 r. Pomimo intensywnego śledztwa od początku wysiłki milicji zostały skierowane na zły tor. Ponieważ zbrodnie w większości popełnione były niedaleko torów kolejowych, a kilka kobiet, które przeżyły atak wampira zeznało, że sprawca był w mundurze, założono że morderca jest pracownikiem PKP. Sprawcy nie udało się wykryć. Pozostał strach wśród okolicznej ludności.
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 19.08.13, 21:36
        W dniu 12 stycznia 1910 roku wystąpi po raz drugi Janina Borowska jako heroina* kryminalna, tym razem w roli oskarżonej o zamordowanie adwokata dr Włodzimierza Lewickiego w jego mieszkaniu w nocy na sobotę 5 czerwca zeszłego roku upamiętnionej także strasznym wybuchem magazynu prochowego pod Krakowem. Po raz pierwszy stanęła Borowska w krakowskiej sali sądowej 16 lutego zeszłego roku jako oskarżycielka redaktora "Naprzodu" pana Heckera, który na podstawie odkryć Burcewa i Bakaja umieścił jej nazwisko w liście szpiegów i konfidentów rosyjskiej ochrany. W procesie tym doradcą prawnym Borowskiej był adwokat krakowski dr Włodzimierz Lewicki; po ośmiodniowej rozprawie obfitującej w dramatyczne epizody przysięgli potwierdzili winę Heckera a trybunał wydał w dniu 23 lutego wyrok skazujący go na miesiąc aresztu.

        Polak Nr 7 z 1910


        *bohaterka
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.02.16, 22:20
          W jednej kawiarni w Krakowie w roku 1860 zebrało się kółko złożone z osób nie polskiej narodowości, gdzie wśród wielkiej wesołości przesadzali się na dowcip. Do tego dowcipu użyli psa, którego postawiwszy na stole wsadzili mu na głowę koronę z papieru i nazywali go królem polskim. Gdy się tak śmiali przystąpił do nich jakiś nieznajomy i śmiało pyta ich o nazwiska. Dowcipnisie śmiali się jeszcze więcej. Cywliny ów zniknął ale po krótkiej chwili wrócił w pełnym mundurze wyższego oficera rosyjskiego i powtórnie zawezwał dowcipnisiów o wyjawienie mu swych nazwisk. Natychmiast śmiech i wesołość ustały. Rosyjski oficer udał się natychmiast do władz austriackich i opierając się na tem, że jego Car jest także królem Polski żądał zadośćuczynienie, skutkiem czego kara surowa nastąpiła.
        • madohora 124 lata temu w Warszawie 25.02.16, 21:30
          — Jeszcze O morderstwie przy ulicy Freta. Jeden z zabójców Tuszyńskiej, a mianowicie Juljan Barański, jest synem chrzestnym zamordowanej przez siebie kobiety Do spełnienia zbrodni przyznaje sie on i opowiada zarazem, iż pomagał mu towarzysz jego Józef Czyżewski. Je den
          z nich uderzył Tuszyńską żelazkiem w głowę, drugi zaś przerzynał jej gardło. Czyżewski zaś czynnego udziału w zbrodni zaprzecza.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 18:20
          W połowie XIII wieku rozpaliła stosy również i w Polsce. Do najciekawszych polskich procesów
          o czary i o leczenie urokami należą: sprawa Małgorzaty Binkowskiej z 1502 roku oraz sprawa i spalenie na stosie Doroty Gnieszko w Poznaniu w 1544 r., a wreszcie spalenie również w Poznaniu Reginy Boroszko w 1645 roku.
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 15.04.20, 18:24
            Nie można tego jednak z całą pewnością wykluczyć. Ale żadnego innego wyjaśnienia jego zniknięcia nie ma, ponieważ porwany samolot jest następnie przeszukiwany kawałek po kawałku. Setki żołnierzy, policjantów i ochotników przez kilka miesięcy przeszukują duży obszar, gdzie ewentualnie mógł spaść Cooper. Jednak teren jest zbyt wielki i nie można go dokładnie określić. Wielu śledczych było wówczas przekonanych, że skok w mroźną noc był tak niebezpieczny, że szansa na przeżycie porywacza była znikoma. Ale nawet po długich poszukiwaniach, nie znaleziono jego ciała, spadochronu ani ubrania wskazującego na jego śmierć lub nawet pomyślne lądowanie.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 04.04.18, 00:16
          Zdzisław Marchwicki – chyba najbardziej znany, bohater kilku filmów i książki. Jego sprawa do dzisiaj budzi wiele kontrowersji. Twierdzi się też, że morderstwa zostały mu przypisane bo „nie pasował do ówczesnego systemu”. Jedno zabójstwo nie pozostawia wątpliwości co do winy Marchwickiego. W tym samym czasie podejrzewano o te czyny inną osobę, która na krótko przed aresztowaniem Zdzisława Marchwickiego popełniła samobójstwo. Dzisiaj twierdzi się, że to właśnie ów samobójca był prawdziwym wampirem. Marchwicki zwany też „Wampirem z Zagłębia” zamordował 14 kobiet, siedmiu ofiarom udało się ujść z życiem.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 04.04.18, 00:24
          Stanisław Modzelewski – zwany „Wampirem z Gałkówka” . Przez 15 lat licząc od pierwszego morderstwa pozostawał bezkarny. W okolicach Gałkówka panowała taka psychoza, że Modzelewski już nie żył a ludzie jeszcze bali się przechodzić tą drogą na której zabijał.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 04.04.18, 00:26
          Śledztwo nad morderstwami wampira (tak prasa i okoliczna ludność zaczęły nazywać sprawcę) dokonanymi w Gałkówku i okolicach prokuratura w Łodzi umorzyła w 1957 r. Pomimo intensywnego śledztwa od początku wysiłki milicji zostały skierowane na zły tor. Ponieważ zbrodnie w większości popełnione były niedaleko torów kolejowych, a kilka kobiet, które przeżyły atak wampira zeznało, że sprawca był w mundurze, założono że morderca jest pracownikiem PKP. Sprawcy nie udało się wykryć. Pozostał strach wśród okolicznej ludności.

          Do sprawy powrócono po 10 latach z powodu morderstwa dokonanego w Warszawie. Szybko wytypowano podejrzanego o morderstwo Marii Gałeckiej. Był nim jej były sąsiad Stanisław Modzelewski, z którym staruszka w przeszłości miała wiele zatargów. Dwa lata wcześniej groził jej śmiercią. Modzelewskiego aresztowano 24 września 1967 roku o 4.30 nad ranem we wsi Patoki gdzie przebywał wraz z żoną i szwagrem pod adresem Patoki 58. Nie zdziwił się widząc aresztujących go uzbrojonych milicjantów. Podczas przesłuchań zaczął opowiadać o tym, że odbywał kiedyś służbę wojskową w leśnym garnizonie w Gałkówku. Był kierowcą i łatwo poruszał się po terenie. Przyznał się do drugiego morderstwa, jak się okazało Józefy Pietrzykowskiej. Śledczy słuchali mrocznej opowieści Modzelewskiego o tym jak napadał na kobiety w mundurze wojskowym. Znał bardzo dobrze teren, powracał tam również po odbyciu służby wojskowej dokonując kolejnych morderstw. Według niego ofiary zawsze po pewnym czasie wstawały i odchodziły. W kolejnych etapach śledztwa przyznał, że było jednak inaczej i szczegółowo opisał serię morderstw przypisanych „Wampirowi z Gałkówka”. Bez emocji opowiadał o mrożących krew w żyłach wydarzeniach. Podczas wizji lokalnych dokładnie pokazał miejsca zbrodni. Obrońca z urzędu Modzelewskiego, mecenas Juliusz Leszczyński, po zapoznaniu się z aktami sprawy uznał, że tylko uznanie za niepoczytalnego uratuje jego klienta od szubienicy.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 04.04.18, 00:33
          „Zespół Ottela” to urojenia związane z niewiernością partnerki. Nawet jeżeli nie ma jakichkolwiek oznak zdrad czy romansów. Podejrzewający o niewierność każde zachowania partnera interpretuje jako zdradę. Kontroluje, śledzi i często bywa agresywny. Na „Zespół Ottela” najczęściej cierpią mężczyźni. Bardzo często występuje u alkoholików. Zespół Otella niszczy związek. Zapewnianie o niewinności tylko utwierdzają paranoika, że jego podejrzenia są słuszne.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.06.18, 18:23
          Ludzie kradną wszystko co się da
          Czasem ich pomysły podziwiam
          Lecz to się w głowie nie mieści
          Co ukradł młody człowiek w jednym mieście
          A mianowicie - komplet drukarskich czcionek
          I chciał je sprzedać nim minie dzionek
          Lecz niestety "złomowy" był bardzo dokładny
          I teraz chłopak na chwilę do aresztu wpadnie.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.06.18, 18:37
          To też działo się w Polsce i to w ostatnim czasie. W jednym z naszych miast grupa złodziei włamała się do miejscowej piekarni. Ich łupem padły jedynie jajka. Nie pokusili się ani o kasetkę z pieniędzmi ani o inne wyroby mistrzów piekarstwa i cukiernictwa. Niestety byli w takim stanie, że podczas ucieczki część jajek potłukli a skorupkami i resztkami jajek znaczyli swoją drogę. Po złapaniu przez policję - co nie było trudne - nie potrafili wytłumaczyć po co im był tak nietypowy łup. Właściciel cukierni oszacował, że taka ilość jaj wystarczyłaby na 3 lata, dla przeciętnej rodziny. I taki też wyrok zaproponował sąd.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.06.18, 20:24
          Księgi wieczyste. Za Kazimierza Wiel kiego sprzedaże dóbr odbywały się na pi śmie przed królem, zatem należy przy puszczać, że musiały już być do jakichś stałych ksiąg wpisywane. Statut, za Ja giełły w Warce r. 1420 ustanowiony, roz porządza, że gdy dostojnicy zastępują kró la na wiecu i przed nimi dziedzictwa się sprzedają, lub uskuteczniają inne ważne czynności, których ślad na zawsze ma po zostać, przeto księga, do zapisywania ta kich rzeczy na wiecach walnych służąca, ma być chowana pod trzema kluczami, z których jeden będzie u sędziego, drugi u podsędka, a trzeci u pisarza ziemskiego. Gdy sędzia będzie miał otwierać te księgi, powinien obwieścić, w którym powiecie, miejscu i czasie księgi będą otworzone, aż Żydom ponownie zakazano, aby na piśmienne rewersa nie pożyczali pienię dzy, ale chciano utrzymać w mocy obli gacje, przedtem wydane, przeto nakazano r. 1420, aby takowe do akt wieczystych złożyli. Za Jana Olbrachta r. 1493 z powo du nadużyć postanowiono, aby w Pozna niu księgi grodzkie były pod kluczem nie podsędka, lecz wojewody i kasztelana. W Wielkopolsce najwięcej czynności wpisy wano do ksiąg grodzkich i z nich zawsze swoją moc miały, kiedy po innych pro wincjach czynności zapisane w księgach grodzkich musiały być oblatowane czyli przeniesione w ciągu roku do ksiąg ziem skich. W wieku XVI każdy, kto miał do zrobienia akt urzędowy, albo chciał • mieć zasadę do skargi, przychodził do kancela- ryi, w której była suscepta czyli przyjmo wanie zeznań. Suscepta zaś była w kance- larjach ziemskich i grodzkich, dla pryma sa i jego ludzi w Łowiczu w kancelaryi prymasowskiej, dla mieszczan w każdem mieście w ratuszu, gdzie były księgi wój towskie. Przy księgach wieczystych ziem skich był zawsze rejent lub zastępujący go wicerejent albo susceptant. W Mazowszu przy księgach wieczystych siedział sam pisarz, a wyręczali go podpisek lub także susceptant. W grodzie przyjmował zezna nia i manifesty rejent albo susceptant. W województwie sandomierskiem były księ gi wieczyste podkomorskie dla spraw gra nicznych. Nad niemi był przełożony pisarz graniczny. Podczas trybunału w Piotrko wie otwierał księgi pisarz ziemski sieradz ki, a w Lublinie—ziemski lubelski. Wogó- le księgi ziemskie nie były przez cały rok otwarte, ale tylko podczas kadencyi sądo wych i przez dwie niedziele przed każdą kadencją. Księgi wieczyste były czwora kie. Jedna obejmowała zapisy i kwity pie niężne, druga ugody względem długów, obiaty rewersów i ubezpieczenia posagorelacje czyli zażalenia. Relacje były to ze znania wszelkiego rodzaju, protesty i ma nifesty. Tak np. skaleczony pokazywał za dane mu rany, skrzywdzony pieniężnie lub majątkowo manifestował w księdze wieczystej swoją krzywdę. Broniący wol ności sejmikowej protestował przeciwko naciskowi lub nieformalności i uchybieniu prawa, albo woźny donosił, że został znie ważony i t. d. Jednem słowem księga ta była przeznaczona głównie dla manife stów (ob. manifest). Każdy, kto chciał, miał prawo księgi wieczyste przeglądać i kazać z nich wypisać, co mu było potrze bne. Niewolno było tylko ksiąg tych zkan- celaryi wynosić. Chorych więc przywożo - no do kancelaryi. Król tylko sam mógł ze zwolić, żeby susceptant udał się zksięgądo domu prywatnego. Za wydarcie karty lub fałszerstwo urzędnik podpadał karze śmier ci. Od zaprowadzenia papieru stemplowe go rewidowali księgi
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.08.18, 21:11
          Zabójstwo studentki z Czechowic - Dziedzic. Jej ciało odnaleziono po czterech latach

          Joanna Surowiecka, 20-letnia mieszkanka Czechowic-Dziedzic koło Bielska-Białej, zaginęła w czerwcu 2006 roku. Studentka Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej wyszła rano w kierunku dworca kolejowego w Goczałkowicach. Jechała wówczas na egzamin. Do pociągu już jednak nie wsiadła. Jej telefon logował się jeszcze w południe, ale nikt go nie odbierał. Po czterech latach zalogował się znowu. Wtedy policja wpadła na trop 36-letniego Marka Z. z Goczałkowic. Najpierw kręcił, że to był nieszczęśliwy wypadek - Asia spadła ze skarpy i uderzyła się w głowę. Potem mówił, że uderzył ją kamieniem tylko raz. Zaatakował kilkaset metrów przed dworcem. Pracował w pobliskim barze w Goczałkowicach. Wyrok zapadł w 2012 roku: 25 lat więzienia dla Marka Z. za morderstwo i usiłowanie gwałtu studentki Joanny Surowieckiej z Czechowic-Dziedzic.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.08.18, 21:15
          Morderstwo w Częstochowie na Złotej Górze: Sąd Najwyższy oddalił kasację skazanego na dożywocie

          Sprawą zniknięcia Jarosława G. pod koniec 2013 roku żyła cała Częstochowa. Zaginionego mężczyznę szukała rodzina oraz przyjaciele. Okazało się, że padł on ofiarą brutalnego zabójstwa. Jak ustaliła w toku śledztwa prokuratura, jeden z oskarżonych, Dawid N. dobrze znał swoją ofiarę. Jarosław G. załatwił mu pracę przedstawiciela handlowego, a nawet oddał mu do dyspozycji samochód. W śledztwie ustalono, że 16 listopada 2013 roku Dawid N. i Sebastian B. za pieniądze z zastawionego w lombardzie laptopa kupili taśmę budowlaną, folię ochronną, paralizator elektryczny oraz zaciski na ręce.
          Wcześniej N. zaprosił ofiarę na ognisko na Złotej Górze w Częstochowie, gdzie bywali już razem w przeszłości. Dawid N. i pokrzywdzony udali się tam samochodem. Czekał już na nich Sebastian B., który dojechał autobusem i ukrył się w krzakach.
          W dogodnym momencie zakradł się do ofiary i poraził paralizatorem. Nie zadziałał on jednak tak, jak planowali mordercy. Jarosław G. zaczął uciekać. Został jednak schwytany. Dawid N. zadał mu cios szpadlem w twarz, a B. ranił kilka razy nożem. Napastnicy związali ofiarę i torturowali ją, by pozyskać hasła do kont bankowych.

          Gdy Jarosław G. nie dawał już oznak życia, owinęli go folią budowlaną i wrzucili do bagażnika samochodu. Ciało ukryli w jednym z grobowców na cmentarzu w Zawodziu. Potem pojechali do bankomatu przy Rynku Wieluńskim, z którego wypłacili 600 złotych z konta Jarosława G.. Kilka dni później próbowali to samo zrobić w Katowicach i Jastrzębiu-Zdroju, ale im się nie udało. 5 grudnia 2013 roku zostali zatrzymani. Sąd Okręgowy w Częstochowie skazał Dawida N. i Sebastiana B. na dożywocie. Sąd Apelacyjny w Katowicach utrzymał wyrok w mocy, a Sąd Najwyższy oddalił kasację Dawida N.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.08.18, 21:19
          Zabójstwo w Mikołowie. Bartosz J. i Daniel R. ułożyli ciało Dariusza na torach i chcieli upozorować samobójstwo

          Ciało 24-letniego Dariusza Fojcika znaleziono w sobotę, 18 listopada 2017 roku, nad ranem na torach kolejowych przy dworcu PKP w Mikołowie. Wstępnie zakładano, że doszło do nieszczęśliwego wypadku, a młody chłopak został potrącony przez pociąg relacji Katowice-Racibórz, który przez mikołowską stację przejeżdżał o godz. 5.09. Okazało się jednak, że 24-letniego Dariusza zamordowano. W czerwcu 2018 roku ruszył proces dwóch mężczyzn zamieszanych w zabójstwo i upozorowanie samobójstwa na torach w Mikołowie. Bartosz J. odpowiada za zabójstwo i zastraszanie świadka, a jego kolega Daniel R. za zacieranie śladów i również zastraszanie. Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanych im czynów. Obaj odmówili składania wyjaśnień.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.08.18, 21:27
          Zabójstwo Madzi w Sosnowcu. Jej matka Katarzyna Waśniewska skazana na 25 lat więzienia

          Dokładnie 24 stycznia 2012 roku w Sosnowcu zginęła 6-miesięczna Madzia. Udusiła ją jej własna matka, a tę historię wielokrotnie opisywaliśmy na naszych łamach. Pierwsza wersja wydarzeń, jaką przedstawiała Katarzyna Waśniewska, matka Madzi, była jednak zupełnie inna. Kobieta mówiła, że gdy wracała do domu, około godziny 18, ktoś nagle na ulicy uderzył ją w tył głowy. Katarzyna straciła przytomność, a kiedy się ocknęła, w wózku nie było już jej półrocznej córeczki. Policja przesłuchała świadków, którzy widzieli leżącą na ulicy kobietę. W nocy trwały poszukiwania prowadzone przez policjantów i strażaków. W akcję poszukiwawczą włączyli się internauci, publikując zdjęcia dziecka na portalach społecznościowych. W trakcie przesłuchania matka zmieniała zeznania, a na jej ciele nie znaleziono śladów obrażeń, które wskazywałyby, że została napadnięta. 26 stycznia do akcji poszukiwania Madzi włączył się właściciel biura detektywistycznego Krzysztof Rutkowski. Trzy dni później na zorganizowanej przez niego konferencji prasowej prasowej rodzice Magdy zaapelowali do domniemanego porywacza, obiecując mu całkowitą bezkarność, jeśli dobrowolnie odda dziecko. Katarzyna Waśniewska wówczas była już objęta policyjną obserwacją. Stąd wiadomo, że po konferencji poszła do kina na film. 2 lutego Krzysztof Rutkowski skłonił Katarzynę do wyznania, że jej córka wcale nie została porwana. Nagrał swoją rozmowę, podczas której powiedziała mu, że dziecko zginęło w wyniku nieszczęśliwego wypadku: dziewczynka miała upaść na podłogę i uderzyć głową o próg, gdy wypadła jej z rąk. Wedle wersji Rutkowskiego spanikowana W. postanowiła upozorować porwanie. Wówczas prokuratura przedstawiła jej zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci.
          W lipcu 2012 została sporządzona opinia biegłych, specjalistów w zakresie medycyny sądowej, którzy uznali, że dziecko zmarło na skutek gwałtownego uduszenia. Katarzyna Waśniewska została skazana za zabójstwo swojej córki na 25 lat pozbawienia wolności. A jej nazwisko zostało oficjalnie podane do publicznej wiadomości. Sąd orzekł, że zabójstwo było zaplanowane. Na nic nie zdała się apelacja, a Sąd Najwyższy oddalił kasację.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.08.18, 21:32
          Zabójstwo w Piekarach Śląskich. Paweł D. ma trafić do więzienia na 25 lat

          W czerwcu 2018 roku Sąd Okręgowy w Gliwicach wydał wyrok w sprawie Pawła D., oskarżonego o zabójstwo 68-letniej Róży K. w Piekarach Śląskich. Do zbrodni doszło w 2016 roku, a śledczy ustalili, że mężczyzna działał wspólnie z nieletnią Weroniką G. Sąd skazał Pawła D. na 25 lat więzienia za zabójstwo Róży K. O warunkowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się najwcześniej po 20 latach. Wyrok nie jest prawomocny. Pawła D. oskarżono o to, że w nocy z 13 na 14 kwietnia 2016 roku, w domu przy ulicy Paderewskiego w Piekarach Śląskich, działając wspólnie i w porozumieniu z nieletnią Weroniką G., zamordował Różę K. Sprawcy skrępowali jej ręce i nogi oraz uderzali w głowę obuchem siekiery. Następnie zostawili ją leżącą na brzuchu, a jej głowa przylegała do poduszki. Ukradli biżuterię i pieniądze. Paweł D. przyznał się do zarzucanego mu czynu, ale jak stwierdził - „nie bezpośrednio”. Jego obrońca, radca prawny Jacek Betlejewski, dopytywał, co oskarżony przez to rozumie. - Przyznaję się do włamania i kradzieży, a nie do zabójstwa - podkreślał Paweł D. Kto zatem uderzał Różę K. obuchem siekiery w głowę? - Weronika G. - mówił oskarżony. Nastolatka, która - zdaniem prokuratury - dokonała zbrodni wspólnie z Pawłem D., po roku od morderstwa została zwolniona ze schroniska dla nieletnich. Taka była decyzja Sądu Rejonowego w Tarnowskich Górach (Wydział III Rodzinny i Nieletnich). Podejrzana o brutalne zabójstwo - po decyzji sądu - przez półtora miesiąca cieszyła się wolnością, mimo że w szczególnych przypadkach sąd mógł przedłużyć ten pobyt. Weronika G. miała trafić do młodzieżowego ośrodka wychowawczego, ale... nie było w nim miejsc. W takiej sytuacji wróciła do domu i - pod nadzorem kuratora sądowego - korzystała z życia. W internecie można było znaleźć zdjęcia uśmiechniętej nastolatki bawiącej się w dyskotece. Po naszej interwencji sprawą zajęło się Ministerstwo Sprawiedliwości. G. ostatecznie trafiła do młodzieżowego ośrodka wychowawczego, a 14 kwietnia zeszłego roku minister sprawiedliwości zażądał, by podjąć wobec sędziego czynności dyscyplinarne i zwrócił się w tej sprawie do zastępcy rzecznika dyscyplinarnego w Sądzie Apelacyjnym w Katowicach. Ostatecznie odmówiono wszczęcia postępowania, na nic zdało się także zażalenie ministra Zbigniewa Ziobry. Sąd Rejonowy w Tarnowskich Górach orzekł, że Weronika G. ma trafić do zakładu poprawczego. Tak się jednak nie stało. Po apelacji Sąd Okręgowy w Gliwicach uchylił bowiem orzeczenie i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Obecnie G. przebywa w schronisku dla nieletnich
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.08.18, 21:41
          Zabójstwo noworodka w Rudzie Śląskiej

          Zabójstwo nowo narodzonego synka - taki zarzut usłyszała Elwira G. z Rudy Śląskiej. Jej najstarszy syn Bogdan G. odpowiada natomiast za to, że miał pomagać matce w zacieraniu śladów. 27 lipca 2018 roku ruszył proces przed Sądem Okręgowym w Gliwicach. Za zamkniętymi drzwiami, ponieważ sąd wyłączył jawność.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.09.18, 19:46
          Uwaga: Jak wczoraj podały media pojawiło się również nowe oszustwo - na ZUS. Ktoś wysyła faktury z logo ZUS-u. Pamiętajcie. Nawet, jeżeli macie zaległości w ZUS to możecie dostać upomnienie, informację, tytuł wykonawczy ale nigdy nie F A K T U R Ę.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 11.10.18, 21:29
          Mieszkanie nie podoba mi się. Typowe nowoczesne mieszkanie. A tak ogólnie to nie podobają mi się te nowoczesne łazienki w sypialniach. Brrrr. Zaprosicie teściów, starszych ludzi. I co?! I ta modna cegła. Widziałam kilka mieszkań, które sobie wyremontowali młodzi ludzie i te mieszkania są naprawdę piękne. A tutaj czerwona cegła, naturalne drzewo i to niebieskie. Niestety - nie mój gust.crying.
          Szkoda, że mój tato i nasz znajomy - nie skończyli architektury, bo potrafi projektować naprawdę piękne rzeczysmile
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.04.19, 00:25
          mil mnie z stosunkami firmv i zareczyl, ze na Bis-
          markhut?, jej gl6wnq odbiorczyznie. b?de mogl
          stale liczyt'::. Posiadajqe 15000 mk. majqtku, objq-
          lem w rotm 1903 firme Bernhard na takich warun-
          kach: Z kasy odbior? co miesi'le 250 marek, tylez
          wyplacc: wsp61niczce wdowie Bernhardowej, a 200
          marek eichej wsp61niczce, wdowie rritschowej;
          z zysku otrzymuje co rok 50%, Bernhardowa 3U%,
          a Fritschowa 20%. Wsp61niey mieeli prawo dozo-
          ru k?i'lzek; co rok rewidowano ksiqzki. I3ernhar-
          dowa mogla wyst'lpic z sp6tki po 15 lataeh, Fri-
          tschowa kiedy zechciala. Umowa ta byla dla mnie
          niekorzystna, bo przy obj?ciu firmy byly obroty
          bardzo male, in teres zanieabany, ksiqiki w niepo-
          rz'ldku; ponadto doznatem zawodu z strony pana
          KolImanna, bo Bismarkhuta ogl'ldala sie za innymi
          dostawcami, i tylko dzieki moim staraniom u iei
          urzednik6w, tego odbiorcy nie utracilem. Ciqzy'
          tez interesowi stosunek z Pritschow'l' kt6ra z swe-
          gO kapitalu wyci'lgala prawie 70% zysku. Gdy po
          trzeeh lataeh Bernhardowa umarIa, pozostawila
          pieciu spadkobierc6w i w cz?sei wycofala swoje
          dziaty. Sqd zwr6cil uwage, ze zyski w pierwszych
          latach byly wieksze nit w nastc;pnych i gdy w roku
          1905 ezysty zysk wynosil 19000 mk., w roku 19U6
          at 21 700 mk., tu w dalszych lataeh sic: stale obni-
          zat a w roku 1910 wynosil juz tylko 10 700 marek;
          mimo to jednak obroty firmy rosly z roku na rob.;
          wspolnicy wskutek tego pos'ldzali oskarzonego 0
          sztuczne okrajanie czystyeh zysk6w na wlasnq ko-
          rzyscOskarZony odparl, ze mimo wielkich O'bro-
          tow nie bylo znacznego zarobku. bo zysk wynosil
          rzadko kiedy ponad 2?v; przytem. a zwlaszcza w
          ostatnich latach, ponosHa firma straty do 20000
          marek; mianowicie dlatego. ze odbiorey mniej to-
          warn kupili, anizeli zamowili.
          - Sqd dale] przytO'-
          czyt niezgodnost'::, stwierdzonq przez rewizy? w
          bilansie z dnia 31 grudnia 1910 r. Aktywy wyno-
          sHy tam 471 000 mk.. z ezego naleialo sie wsp6lni-
          kom 47000 mk.; leez zamiast tych 424 000 mk. ka-
          sY. znaleziono tylko 5 000. Oskarzony O'dpowie-
          dzial, ze znikly gdzies ksiqzki niekt6re, kwity ban-
          kOw itp., wskutek ezego nie magI tej sprawy wy-
          jasnic.
          - Podpadajqcem bylo tez, ze oskarzony w
          dniu 1 stycznia 1910 r. obliczyt swoj wlasny ma-
          J'ltek na 34 000 mk., a w rok pozniej ten majqtek
          wynosil iuz przeszlo 200 000 mk.! Oskarzony tlu-
          maczyl. ie w roku 1910 spekulowal karbidcm. kto-
          rego obr6cil za przeszlo milion rnarek i dorobil sic:
          na tern okolo 150 000 rnk.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 16.05.19, 23:48
          Zabrze. Pewna kobieta znalazła w żołądku szczupaka złoty pierścionek ślubny i dwa kluczyki od zegarka. Wiadomo już od dawna, że szczupak, to wielki żarłok i nie pierwszy to raz podobne przedmioty w jegu żołądku znaleziono
        • madohora Jak naprawdę było w Sarajewie? 17.05.19, 00:51
          e rozległy się wystrzały, wymierzone przeciw następcy tronu, Franciszkowi Ferdynandowi i jego żonie. Te wystrzały były sygnałem wielkiej wojny światowej. Cóż dziwnego, że katastrofa w Sera jewie wy tworzyła całą Hterąturę? . Ileż domysłów, twierdzeń, prz^usŻczeń! Ile intryg politycznych omotało mord w Sera je wie ! Są tacy, którzy utrzymują, że Berlin oraz wyższe koła Wiednia kierowały tern mordem, dą żąc do osiągnięcia dwóch celów. Pierwszy cel — usunięcie z areny politycznej stanowczego, posiadającego silną wolę i nie chcą cego podlegać Wilhelmowi, areyksięcia, następcy tronu. Cel drugi — chęć wywołania wojny,, 'do której powód miał dać mord w Sera je wie. Historja wyświetli jak było istotnie, wykaże czyim wpływom podlegała grupa zamachowców patrjlotów serbskich. Dotychczas nigdzie, w żadnem dziele, nie zo stała wyświetlona należycie rola w tej sprawie Tankosicza, majora królewskiej armji serbskiej. Tankosicz, major sztabu generalnego, patrjota gorący i człowiek, odznaczający się wielką odwagą osobistą, już na długo przed wojną, czynnie wystę pował w Macedonii Serbskiej, organizując oddziały powstańców przeciw ciemiężcom turkom. Tanko sicz, w przebraniu albańczyka, uzbrojony od stóp do głów, dowodził tymi oddziałami. Mając pod so bą jakich stu zuchwalców, opanowywał miasta; wy cinał w pień władze tureckie i tureckie garnizony. Nietylko cała Macedonia, lecz i jej centrum Saloniki ogarniała panika. Przeciw nieznanemu serbowi, przebranemu za albańczyka występowały od ziemię. Groźna sława tego nieulęknio- nego, nieuchwytnego dowódcy powstańców dotarła do Konstantynopola! Rząd turecki wyznaczył poważną nagrodę za głowę Tankosicza, żywego lub martwego. Lecz Tankosicz nie wpadł w ręce swoich śmiertelnych wrogóy/. Dla turków był on jakimś legiendowym, wy wołującym strach i zgrozę, przywódcą powstań czym, dla Serbów w tymże stopniu był legendo wym bohaterem narodowym! Wybuchła wojna Bałkańska! Zwycięscy serbowie przyłączają do swojego królestwa wszystkie ziemie, gdzie dotąd jęczeli pod' jarzmem tureckiem ich bracia! Wraz z terni zdobyczami zakończyła się rola Tankosicza w Macedonii. Lecz nie zaznał spokoju jego duch! Zwraca całą uwagę przeciw Austro-Węgrom, przekonany, że wcześniej lub później małe królest wo serbskie musi się zmierzyć z imperjum Hab sburgów, liczącem około czterech miljonów podda nych serbów. Tankosicz wysyła swoich wywiadowców i agitatorów na Węgry, udaje się tam osobiście w sposób nielegalny i bada fortece oraz węzły dróg żelaznych, mosty strategiczne i wszystko to, czego znajomość może przynieść korzyści Serbom w razie wybuchu wojny z tym tak potężnym wrogiem. Wiosną 1914 roku Tankosicz dowiaduje się, że na manewry wojskowe w Bośnii przybędzie do Se ra jew a Franciszek Ferdynand. Zgoliw’szy wąsy, zdobywszy podrobione do wody osobiste, Tankosicz przyjeżdża do Serajewa, u spotyka się z dwoma młodzieńcami, patrio tami serbskimi Gawr [łowiczem i Princzipem. Oby dwaj oni konspiracyjnie działali przeciw! austr- jakom. Tankosicz- udaje się wraz z nimi w góry, ćwi czy ich w strzelaniu i na wszelki wypadek zaopa truje w najsilniejszą truciznę cyjankali. Powiada im: — Ten proszek zaszyjcie sobie w nogawki spodni, powyżej kolan. Jeśli bedziecie schwytani po dokonaniu zamachu i nie zdołacie uciec, to nawet związani, będziecie mogli przegryść zębami to miejsce i zażyć truciżnę. Jak wiadomo, obaj po zamachu zostali schwy tani, lecz obydwaj pozostali przy życiu. Jedno z dwojga: albo zabrakło im odwagi ode brać sobie życie, albo też trucizna wywietrzała i utraciła swoją moc zabójczą. Tankosicz przypuszczał to drugie. Nie przy puszczał zapewne, iż obydwaj oni go przeżyją! Tankosicz zginął na początku wojny. Padł śmiercią bohaterską podczas walki na terytorium Serbji, w pobliżu swego rodzinnego miasteczka Wajlewo, gdzie zamieszkiwała jego matka sta ruszka. Wkrótce po tej bitwie, Serbowie wyparli austrjaków. Po upływie roku nastąpiła nowa ofenzywa. Wróg krok za krokiem obejmował ziemie serbów. Król rząd i armja cofali się przez Albanję ku brzegom morza Adriatyckiego, skąd na okrętach sojuszników odpłynęli na wyspę Korfu. Zaledwie wojska austriackie wkroczyły do Waljewa, gdy późnym już wieczorem przybyło sa mochodem z Wiednia kilku oficerów szt ab ułudne- ralńego. Pi er wszem ich zapytaniem było: — Gdzie się znajduje dom, w którym mieszkał major Tankosicz? Wskazano im mały domek. — Zdaje się, że on miał matkę? — Istotnie. Lecz staruszka opuściła miasto wraz z arm ją. Oficerowie wdarli się do domku i przez całą noc, w obecności miejscowego księdza szczegółow ewidowali każdy pokój, opukiwali ściany, pruli pokrycie meblowe i pościel. — Szukamy archiwum majora Tankosicza. Nie zdołali jednak znaleźć nic ciekawego ofice rowie wiedeńscy. Niezadowoleni, kazali księdzu, aby zaprowadził ich na grób majora. Ksiądz spełnił rozkaz. Kilku żołnierzy zapaliło pochodnie, kilku innych zaczęło rozkopywać mogiłę. Wydobyto trumnę ze szczątkami bohatera i przetrząśnięto ją. Tu nawet szukano archiwum. Nad grobem pozostawiono wartę, na drugi zaś dzień oficer austriacki sfotografował grób i trumnę. Jednak ciało, które już podległo rozkładowi, nie było bynajmniej trupem majora. Gdy rozpoczę ła się wojna, Tankosicz polecił swoim 1 oddanym przyjaciołom, aby, jeśli padnie na polu chwały, po chować go w tajemnicy gdzieś w głuszy. Spełnio no jego wolę. Urzędowo zaś na cmentarzu w Wali- jewie pochowano zwłoki innego oficera, zabitego w tejże bitwie i pochowano pod nazwiskiem Tan kosicza. Przytoczony fakt autentyczny dowodzi wy mownie, jak wielkie znaczenie dla austriackiego sztabu generalnego miało odnalezienie archiwum Tankosicza. Nie koniec na tern. Osierocona matka majora, straciwszy syna i całą rodzinę, zamieszkała na południu Francji, w Marsylji,* żyjąc w ubóstwie. Pewnego razu zja wia się, -ij niej bąrdzo, poważnie prezentujący się jegomość. — Pani Tankosiewiczowa! — powiada. Ja wiem, że pani znajduje się w wielkiej potrzebie. Proponuję więc pani pięćdziesiąt tysięcy franków za wszystkie papiery, listy i dokumenty, które po zostały po synu pani, jednem słowem za całe ar chiwum syna. Odmówiła, nie przyznając się, że archiwum majora Tankosicza znajduje się w Londynie, w bar dzo pewnych rękach