Sprawy kryminalne - te mniej znane

15.10.12, 20:56
ZBRODNIA DAMAZEGO MACOCHA

26 lipca 1910 roku w rowie przydrożnym niedaleko wsi Zawady koło Częstochowy znaleziono sofę zawierającą zwłoki nieznanego człowieka. Początkowo zidentyfikowano zmarłego jako niejakiego Wojciechowskiego; ustalenie tożsamości nie było rzeczą łatwą, albowiem denat miał twarz całkowicie zmasakrowaną i pozbawiony był wierzchniej odzieży. Ale rzekomy nieboszczyk wkrótce znalazł się żywy i zdrowy, zatem dochodzenie trwało dalej, choć prowadzone było zrazu niedbale i przewlekle. Można by odnieść wrażenie, że policji nie zależało na wykryciu sprawcy zbrodni i zanosiło się na umorzenie sprawy. Aliści znalazł się pewien dociekliwy policjant, mianowicie komisarz Denisow, który sprawę wziął w swe ręce, i ustalił ponad wszelką wątpliwość, iż zmarłym jest Wacław Macoch z Warszawy, zabójcą zaś jego stryjeczny brat, zakonnik-paulin Damazy Macoch. Morderca nie czekał na aresztowanie i zbiegł w niewiadomym kierunku.
Gorliwość w tropieniu przestępcy nie wyszła na dobre komisarzowi Denisowowi, bowiem nie dano mu doprowadzić sprawy do końca i aresztowano pod zarzutem popełnienia przestępstwa politycznego.
Zbrodnia nabrała wielkiego rozgłosu. Ze zrozumiałych względów - zważywszy status społeczny zabójcy - wieść o niej docierała do społeczeństwa polskiego przez wszystkie granice zaborów. Wśród różnych plotek i pogłosek funkcjonowała i ta, że Macoch był agentem ochrany, związany z Rybakiem, prowokatorem zabitym przez polskich rewolucjonistów w Krakowie na początku 1910 roku. I wersja o agenturalnej pracy Macocha wydaje się bardziej niż prawdopodobna. Zda się za nią przemawiać zarówno wspomniane wyłączenie Denisowa, jak i odebranie sprawy pierwszemu prokuratorowi. Powierzenie prowadzenia śledztwa dwom prokuratorom też wiele mówi: po prostu jeden drugiego pilnował. Znani ze współpracy z ochraną, sformułowali wobec Macocha i współoskarżonych wyłącznie zarzuty natury kryminalnej. I wreszcie ostatnia okoliczność: z zeznań niektórych świadków można wnioskować, że Damazy Macoch zabił brata bynajmniej nie z zazdrości o jego żonę. Gdyby tak było, to Damazy by małżeństwa Heleny ze swym kuzynem nie skojarzył. A uczynił to na dwa czy trzy miesiące przed dniem zbrodni, wyprawiając huczne wesele nie byle gdzie, bo w Hotelu Europejskim w Warszawie za 1400 rubli (suma ta stanowiła równowartość trzech lat pracy średniego urzędnika), potem młode małżeństwo wyposażył w luksusowe mieszkanie oraz finansował wcale nie biedne życie. Skąd więc ta zazdrość?
Dlatego też bardziej prawdopodobna jest inna motywacja, mianowicie ta, że Wacław Macoch wiedział coś o Damazym, co tego ostatniego dyskredytowało i zaczął brata szantażować. Ten uznał sytuację za beznadziejną i sięgnął po ostateczne rozwiązanie. Z pewnością - niektóre szczegóły procesu na to wskazują - zabił z całą premedytacją.
Oczywiście groźbą ujawnienia go jako agenta ochrany, nasłanego na klasztor ojców paulinów w ściśle określonym celu. Teoretycznie dostać się w szeregi zakonne nie było łatwo, jako że reguła wymagała wytrwania czterech lat w nowicjacie. Praktycznie w latach 1905-1910 rzecz przedstawiała się o wiele prościej.
"Przyjęcie kandydata do zakonu uwarunkowano koniecznością spełnienia szeregu warunków. Wymienić trzeba przede wszystkim te, które stawiano celowo, by osłabić wewnętrzną spoistość, poziom umysłowy i morale zakonników.
Kandydat musiał uzyskać aprobatę gubernatora i zezwolenie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych po policyjnym sprawdzeniu jego lojalności. Musiał uprzednio odbyć służbę wojskową i ukończyć dwadzieścia cztery lata. Śluby uroczyste mógł złożyć dopiero po ukończeniu trzydziestego roku życia. Nie wymagano natomiast od kandydatów właściwego cenzusu naukowego. Klasztorom zaś zabroniono organizowania studiów, prowadzenia seminariów, a nawet szkół początkowych. Otworzono szeroko furty klasztorne dla ludzi niegodnych noSzenia habitu".
Również Damazy Macoch uzyskał status księdza zakonnego już po czterech miesiącach nowicjatu. Pretekstem, który to umożliwił, był fakt, że Macoch studiował w seminarium duchownym, co mu zaliczono do stażu. Na księdza diecezjalnego nie nadawał się z przyczyny niedostatku zdolności do nauki. Przypadek Macocha, jeśli idzie o skrócony okres nowicjatu, nie stanowił wyjątku do czasu, kiedy władzę przeora dzierżył ojciec Rejman. Ten szanowany skądinąd paulin był człowiekiem miękkim, zabiegał - jego zdaniem w interesie zakonu - o względy władz państwowych, więc protegowanym przez te władze kariera duchowna przychodziła łatwo. W tych warunkach wprowadzenie na teren klasztoru prowokatorów i agentów ochrany nie mogło przedstawiać żadnych trudności. A że ochrana liczyła na dokonanie przez Macocha prowokacji, świadczy nalot żandarmerii na klasztor zaraz po ucieczce zabójcy. W czasie rewizji zaglądano w każdy kąt klasztorny, szukano bomb, broni i ulotek nawet za głównym ołtarzem. Prowokacja nie wypaliła, pozostało prowadzić śledztwo w sprawie kryminalnej. Damazy Macoch został ujęty pod koniec września, może na początku października, w Krakowie, na dworcu, przez komisarza policji Jasieńskiego. Komisarz przesłuchiwał go nieprzerwanie siedem godzin.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 15.10.12, 20:59
      W przededniu rozprawy sądowej przeciwko Macochowi i jego wspólnikom do Piotrkowa zjechały tłumy. Samych dziennikarzy przeszło stu. Zabrakło miejsc noclegowych. Najwięcej korzyści z sensacyjnego wydarzenia odniósł jednak zapobiegliwy naczelnik urzędu pocztowego. Przekonał mianowicie swoich zwierzchników, że wobec najazdu dziennikarzy, a co za tym idzie zwiększonego ruchu telekomunikacyjnego, musi mieć aparaty najwyższej klasy i wydajności. Trudno uwierzyć, znając carską biurokrację, że to żądanie zostanie spełnione, a jednak zostało.
      1 marca 1912 roku, czyli po półtora roku trwającym śledztwie w sprawie przecież oczywistej i procesowe łatwej, prowadzeni przez liczny kordon policyjny z karabinami "na sztyk", wkroczyli na salę rozpraw oskarżeni.
      Po ich wejściu za stołem sędziowskim zajął miejsce trybunał z przewodniczącym Wołkowem - prezesem Sądu Okręgowego w Piotrkowie na czele. Stawili się też prokuratorzy: Niedźwiecki i Katranowski, adwokaci: dr Korwin-Piotrowski (obrońca Macochowej) oraz dr Dobrosław Kleyna (obrońca Damazego Macocha). Tu, dla scharakteryzowania postaci doktora Korwin-Piotrowskiego, warto nadmienić, że zrezygnował on z honorarium w kwocie 1500 rubli na rzecz klasztoru. Piękny gest. Mecenas Kleyna nie mógł iść w ślady kolegi, ponieważ bronił z urzędu.
      Przemówienie oskarżycielskie wygłosił prokurator Niedźrwiecki. Trwało ono kilka godzin.
      Aktem oskarżenia objęto siedem osób, a wśród nich trzech księży zakonnych - ściślej: byłych zakonników, albowiem po wykryciu zbrodni i innych przestępstw zostali oni z tej społeczności wykluczeni - Damazego Macocha, Izydora Starczewskiego i Bazylego Olesińskiego. I tak:
      Damazy Macoch - lat 38, oskarżony został o to, że w nocy z 23 na 24 lipca 1910 zabił swojego stryjecznego brata Wacława Macocha w czasie jego snu; od 1908 do 1910 czynem ciągłym dopuścił się wraz z Izydorem Starczewskim kradzieży z zamkniętego skarbca klasztornego kwoty 9000 rubli, zaś wspólnie z Bazylim Olesińskim przywłaszczył 5000 rubli, które skradli z celi ojca Bonawentury Gawełczyka, kustosza klasztornego, po jego śmierci. Nadto Damazy Macoch winien jest podrobienia w 1909 roku świadectwa ślubu z Heleną Krzyżanowską oraz świadectwa własnej śmierci. Zarzuty przeciwko dwóm pozostałym byłym zakonnikom wynikają z ich przestępczego wspólnictwa z Macochem. Starczewski odpowiada dodatkowo przed Sądem za udział w ukryciu zbrodni zabójstwa. Starczewski ma lat 40, Olesiński 45.
      Helena Krzyżanowska-Macochowa - lat 27 została oskarżona o korzystanie z pieniędzy uzyskanych drogą przestępstwa - pomimo świadomości, że było to mienie kradzione - oraz o posługiwanie się fałszywymi dokumentami, a także o udzielenie pomocy w ukryciu zbrodni.
      Trzej ostatni oskarżeni to: Wincenty Pianka, 27-letni dorożkarz, który zawiózł ukryte w sofie zwłoki w pobliże wsi Zawady i pomagał w zatopieniu ich w rowie, zaś - dowiedziawszy się o zawartości sofy - nie zawiadomił o tym właściwych władz, Józef Pertkiewicz podejrzany o dorobienie kluczy do penetrowanych przez oskarżonych pomieszczeń klasztornych, wreszcie Lucjan Cyganowski postawiony przed sądem pod zarzutem wykonania fałszywych dokumentów.
      Po odczytaniu przez prokuratora aktu oskarżenia sąd wszczął postępowanie dowodowe. Pierwszy składał wyjaśnienia Damazy Macoch. Oto krótki fragment przesłuchania:
      Przewodniczący: Oskarżony Macoch, czy pan przyznaje się do zarzucanych zbrodni?
      Macoch: Tak! Jestem winny, lecz nie w tym stopniu, jak mi to akt zarzuca (unosząc się). Wacława nie zabiłem, gdy spał, lecz po gwałtownej sprzeczce, jaka między nami wybuchnęła. Wacław dał mi w twarz i wtedy opadł mnie szał, i zabiłem go. Nie zamierzałem tego uczynić i stąd nie działałem z premedytacją i zastanowieniem. Wpadła mi w oczy siekiera, uderzyłem raz, drugi, trzeci i czwarty. Nie wiedziałem, gdzie uderzam i kogo uderzam! Wacławowi dawałem ciągle pieniądze, lecz nigdy nie było mu dość i ustawicznie chciał więcej. Stąd dochodziło między nami do kłótni gwałtownych, których następstwem był ten straszny czyn.
      Przewodniczący: Czy chce pan wypowiedzieć się co do stosunku swego do Macochowej?
      Macoch: Helenę Krzyżanowską poznałem w czasie spowiedzi. Odczułem od razu skłonność do niej i zbliżyliśmy się do siebie. Poświadczam jednak, że kochaliśmy się tylko platonicznie (wesołość audytorium).
      Oskarżony, wzburzony tym, woła:
      - Zaręczam, że Helena nie była moją kochanką (ponowne szydercze śmiechy).
      Przewodniczący: Czy Helena wyszła za mąż za poręką pana?
      Macoch: Tak jest, ale Wacław i Helena kochali się i wszyscy byliśmy przeświadczeni, że to będzie szczęśliwe małżeństwo.
      Przewodniczący: Wacław był jednak zazdrosny, zapewne więc wiedział coś o pańskim stosunku do Heleny lub może działo się to za jego wolą i wiedzą?
      Macoch: Nie sądzę tak. Gdy jednak niebawem po ślubie byłem u nich w Warszawie, z powodu pewnej niewinnej uwagi z mej strony dał mi w twarz
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.10.19, 22:39
        DZIWNE SAMOBÓJSTWO SPRZED 106 LAT
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 18:47
        Koledzy milicjanci z powiatu byli jeszcze sprytniejsi i obstawili dom Kurki w Żarowie. No i złapali jej kogucika w samych kalesonach. Zaczęły się przesłuchania. Ale Łowczyk do niczego się nie przyznawał poza sfałszowaniem dowodu. Czemu się ukrywał? Okradł sklep w Wawrzeńczycach, razem zresztą z teściem, to się ukrywał. A ukrywał się właśnie u Śmierciaka Alojzego, któremu ukradł dowód. Przedtem usiłował swój dowód przerobić na nazwisko Potomek, ale go niechcący zalał atramentem. Gadał dużo i chętnie, ale nie o tym, co organa najbardziej interesowało.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.03.20, 01:34
        Sprawa Hałasa W dniu wczorajszym uległy w związku z głoe śttą sprawą Hałasa konfiskacie wydania popołud niowe pism: „Dziennik Poznański", „Kurjer Poz- uański", Nowy Kurjer", „Posener Tageblatt" oraz i „Piast Wielkopolski", w dn u dzis ejszym zaś wy danie poranne „Kurjera Poznańskiego". Wobec powyższego stwierdzamy, że wiadomo ści, za które wczorajsze nasze wydane popolud- n owo zostało skonfiskowane opierały się szęśco* wo na meskonfiskowanych szczegółach z wczoraj- 1 szych poznańskich pism porannych względnie opar- . te były na of.cjalnytn komur. kacie b ulctycu kra jowego nr. 43 Polskiej Agencji Telegiaficznei i (H. K./K. K./416/t) oraz na ofcjalnym komunikacie prasowym Wydziału Śledczego P. P. na miasto Poznań. Pozatem stwerdzamy, że a. identyczne wiadomości w tej sprawie dzisiejszy „111. Kurjer I Codzienny" nie został skonfiskowani'. | Nie chcąc narażać nasze wydawnictwo na dalsze straty, spowodowane ewentualną nową konfiskatą, .ograniczamy się do podania... dopuszczalnych ' szczegółów a mianowicie: że Hałas oddany do dy spozycji władz sądowych jest... zdrów i przeby wa w areszcie.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 12.06.20, 14:12
        W 1916 roku pewna pani z Londynu zapuściła się na mały, podmiejski cmentarz. Przechadzając się alejkami nagle odkryła nie dawno postawiony grób a na nim tabliczka ...z jej imieniem, nazwiskiem, datą śmierci i napisem :"Drogim cieniom mojej ukochanej żony Edyty, zgasłej przedwcześnie - niepocieszony mąż" - data urodzenia i data śmierci. Edyta czym prędzej udała się do Urzędu Stanu Cywilnego by wyjaśnić tę straszną pomyłkę. Urzędnik po sprawdzeniu akt oświadczył, iż nie ma mowy o żadnej pomyłce, bo Edyta zmarła 16 maja 1916 roku i tak jest odnotowane w aktach. Edyta prosto z Urzędu udała się na policję a ta wszczęła dochodzenie. I to nie jedno. Bo jak się okazało sprawcą całego zamieszania był były mąż Edyty. W Sądzie znalazły się aż trzy sprawy:
        - o uznanie Edyty za żywą
        - oskarżenie męża za tak makabryczny żart lub akt zemsty na byłej żonie
        - dojście do tego w jaki sposób udało się dokonać zarejestrowania zgonu żony - może się okazać że ta sprawa będzie "rozwojowa"
        - sąd musi ustalić też czy grób jest pusty
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 12.06.20, 14:17
          Znaki szczególne - 1934 rok

          W pobliżu pewnego miasta policja rozplakatowała następujące obwieszczenie:

          Wysoką nagrodę wypłaci się temu, kto odnajdzie lub pomoże w odnalezieniu zwłok sędziego Petrowicza, który prawdopodobnie utopił się. Rysopis zmarłego: Wzrost 178 cm, wysoki, szczupły, ciemny brunet, oczy szare, wąs golony. Znaki szczególne - jąka się.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 02.07.20, 19:35
        W OŚWIĘCIMIU, W SOLE ZNALEZIONO KOŚCI.PROKURATURA BADA SPRAWĘ - www.msn.com.pl - 02.07.2020
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 05.07.20, 19:07
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/wd/qa/jcow/aRtC7sIJXPdaJsdowX.png
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.12.20, 16:24
        CHORWACJA MIERZY SIĘ Z TRZĘSIENIEM ZIEMI - Gazeta - 31.12.2020
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 15.10.12, 21:02
      Damazy Macoch, zanim obrał karierę duchowną, był pisarzem gminnym. Z seminarium duchownego, nie mając szans zostania kapłanem, bowiem nie posiadał intelektualnych po temu kwalifikacji - sposobem, jaki już przedstawiłem - dostał się do klasztoru ojców paulinów na Jasnej Górze. Cztery miesiące nowicjatu i świadectwo prawomyślności wystarczyło, aby stał się paulinem ze wszystkimi właściwymi temu statusowi społecznemu obowiązkami i przywilejami. Mógł to być rok 1906-1907. Już jako zakonnik związał się z dwoma podobnymi pod względem osobowości żądnymi użycia karierowiczami: Izydorem Stanisławem Starczewskim oraz Bazylim Józefem Olesińskim. Zaczęło się od tego, że zatrzymywali na własne potrzeby pieniądze za msze i intencje, które im wręczali pątnicy. Kustoszem w klasztorze był ojciec Bonawentura Gawełczyk. Wkradli się w jego zaufanie, a że często chorował, więc zastępując go mieli otwartą drogę do tak zwanego skarbczyka, w którym składano pieniądze bez przeliczenia. W dni świąteczne i uroczyste trafiało do skarbczyka i po sześć-siedem tysięcy rubli. Czerpali z tego źródła, ale ze stosownym umiarem, aby kradzieży nie zauważono. Za zagarnięte pieniądze, przebrani w szaty świeckie, pili i hulali.
      Damazy Macoch poznał - jak mówi: przy spowiedzi - młodą kobietę z tak zwaną przeszłością, Helenę Krzyżanowska i uczynił z niej swoją kochankę, a dla zachowania pozorów wymyślił następujące rozwiązanie problemu. Przy pomocy wytwórcy pieczęci, Lucjana Cyganowskiego z Częstochowy, sfabrykował świadectwo ślubu niejakiego Kacpra Macocha z Heleną Krzyżanowska. Kacper to było imię świeckie Damazego i dziwić się tylko wypada, że przed sądem odpowiadał pod imieniem zakonnym. Równocześnie na to samo imię wystawił sobie świadectwo zgonu. Tym sposobem Helena Krzyżanowska mogła się legitymować wobec swojej, zresztą przyzwoitej rodziny majątkiem kilku tysięcy rubli, otrzymanym dzięki małżeństwu zawartemu z człowiekiem na łożu śmierci. Jako rzekomy brat zmarłego, dłuższy czas uchodził za opiekuna Heleny, a gdy sytuacja zaczęła stawać się dwuznaczna, wydał podopieczną za mąż za swojego stryjecznego brata Wacława, małego urzędniczynę, chętnie zgadzającego się na familijny parawan. Huczne wesele, luksusowe mieszkanie, służąca, podróż poślubna do Zakopanego, Damazy wszystko finansował. I trwało to małżeńskie szczęście zaledwie sześć tygodni. Wacław rychło się znarowił i zaczął żądać coraz wiecej pieniędzy. Damazy gotówki odmawiał, więc doszło do ... szantażu. Bo nie zazdrość, lecz konieczność definitywnego usunięcia szantażysty była motywem zbrodni. Dowód? Znajdziemy w zeznaniach świadków.
      Niejaki Chęciński, człowiek z kręgu Damazego, zeznał, iż pamiętnego dnia, 23 lipca 1910, Wacław Macoch, udając się z wizytą do brata, powiedział, i to przy kilku świadkach, że jeśli Damazy nie zgodzi się spełnić jego żądania, to opowie o czymś, czego nikt się nie spodziewa...
      To samo powtórzył Olesiński, który, kiedy go Macoch przed sądem obciążał, wszczął z nim wręcz kłótnię:
      - A może on tak na mnie wygaduje, to już taki sposób tego pisarza gminnego! Wielu ludzi słyszało, co mówił Wacław, kiedy szedł ostatni raz do twojej celi: - Idę do Damazego i jeśli nie zgodzi się na to, czego żądam, to wówczas dowiecie się o takich rzeczach, o których nawet nie myślicie...
      - Powiedz! Dlaczego zabiłeś Wacława, a od razu wszystko się wyjaśni!
      - Tym krzyżem się świadczę, że prawdę mówię.
      - Właśnie, właśnie, ten krzyż...
      - Bóg nas sądzić będzie!
      - Właśnie, właśnie! Bóg osądzi!
      Sędzia Wołkow szybko przerwał tę kłótnię. Co też zmarły Wacław miał ludziom do powiedzenia? Chyba to tajemnica tych czternastu stron usuniętych z pierwszej wersji aktu oskarżenia. Tajemnica, której nigdy nie poznamy, a której tylko się można domyślać. Tajemnica, której rozwiązanie sugerowali adwokaci, wypytując ojca Piusa Przeździeckiego, a także komisarza Jesieńskiego z Krakowa, czy wiadomo im, jakoby Macoch miał powiązania z prowokatorem Rybakiem z carskiej ochrany. Pytania te prezes Wołkow szybko ucinał.
      - Nie mogę zbrodni usprawiedliwiać - powiedział o. Przeździecki - ale wyznać muszę, że my, zakonnicy, w trudnym bardzo znajdujemy się położeniu. Z jednej strony bowiem mamy prawa zakonne, które nas w sumieniu obowiązują, z drugiej strony mamy tym prawom całkiem przeciwne przepisy prawa rządowego. Zachowując te prawa, działamy przeciwko sumieniu, zachowując zaś nasze, narażamy się rządowi. Oto parę przykładów: według naszych przepisów kandydatów do zakonu przyjmują przeorowie i definitorzy wybrani przez Zakon, tymczasem u nas o przyjęciu kandydatów decyduje nie Zakon, lecz rząd. Urzędy przeorów i definitorów rząd skasował i sam wyznacza przełożonego na czas nieokreślony, co również jest przeciwne ustawom naszym. Przyjęci do zakonu winni odbyć roczny nowicjat, tymczasem rząd skasował i nowicjat i urząd magistra. Po nowicjacie winny się odbywać przez szereg lat studia filozoficzno-teologiczne, tymczasem rząd wszelkie studia skasował. W tych warunkach zakon nie może ponosić odpowiedzialności za smutne następstwa, jakie się po tym muszą wytworzyć wśród zakonników.
      Przebieg procesu śledził z ramienia generała gubernatora dyrektor departamentu obcych wyznań. Słyszał wystąpienie o. Piusa. Niebawem w rosyjskim dzienniku urzędowym, w sprawozdaniu z procesu Macocha, zamieszczono taką oto wzmiankę: "Rzecz godna podziwu - na procesie Macocha w Piotrkowie o. Przeździecki nie zawahał się odpowiedzialnym za zbrodnię Macocha uczynić nie kogo innego, tylko panujący rząd rosyjski".
      O. Pius niedługo musiał czekać na skutki swego przemówienia. Po raz trzeci opuścił klasztor. Skazano go ponownie na pięć lat zesłania, ale ostatecznie pozwolono mu "dobrowolnie" opuścić Częstochowę i wyjechać za granicę...
      Przytoczony fragment rozprawy, pochodzący z wspomnianej wcześniej pracy Jana Pietrzykowskiego, stanowi niejako dalsze rozwinięcie owego drugiego aktu oskarżenia. Czego nie powiedział mecenas Korwin-Piotrowski - odważył się wyrazić człowiek w habicie mnicha.
      Wróćmy teraz jednakże do owego - jak to chciał sędzia Wołkow - ściśle kryminalnego procesu.
      Według wersji Heleny Macochowej, jej mąż Wacław przyjechał z Warszawy do Częstochowy, wezwany przez Damazego obietnicą 1000 rublowej pożyczki. Skończyło się na morderstwie. Po dokonaniu tego czynu, Damazy Macoch przy pomocy swojego sługi - jak to formułują przekazy prasowe - a raczej wspólnika, Stanisława Załoga, zabrał z przedsionka klasztornego czarną, podobną do trumny sofę i złożył w niej zwłoki ofiary. Wczesnym rankiem przy pomocy furtiana, zmyśliwszy jakiś nieważny pretekst, wynieśli sofę, wynajęli dorożkarza Piankę i polecili mu jechać do wsi Rudniki, gdzie miał na nich poczekać. Sami zabrali się inną dorożką, należącą do niejakiego Pawlaka, który ich dowiózł do Rudnik, gdzie przesiedli się do dorożki Pianki i pojechali w kierunku Zawad. Właśnie u Pawlaka policja złapała trop do Pianki, a od Pianki do Macocha.
      Po utopieniu zwłok Wacława Macoch i Załóg pojechali do Warszawy, skąd ten ostatni czmychnął w świat. Dał o sobie znać z Hamburga, ale Załóg to uboczny wątek sprawy. W Warszawie Damazy opowiedział o krwawej zaszłości Helenie. Trudno powiedzieć, jak przyjęła śmierć męża, w każdym razie zgodziła się rozpuścić pogłoskę, że Wacław ją opuścił i wyjechał do Ameryki. Dziwne, że oprócz służącej nader obciążające dla Macochowej zeznania złożył jej rodzony brat, który był w Warszawie akurat tego dnia co obaj zbrodniarze. Pamiętajmy jednak, że w tamtych latach przysięga była czymś bardzo ważnym, co zobowiązywało ludzi do mówienia prawdy pod grozą mąk piekielnych. Szokujący i wzruszający pod tym względem jest przykład wspomnianego dorożkarza Pianki, który na rozprawie wołał zrozpaczony:
      - Nie wiedziałem, wielmożny sądzie, co robię, nie wiedziałem, głupi. Księdzu wierzyłem, bo gdzieżbym mógł księdzu nie wierzyć! A nie wydałem go później, bo mi przysięgać kazali. Gdybym wiedział wcześniej, co wiozłem, to, wielmożny sądzie, za tyli worek pieniędzy bym nie wiózł...
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 15.10.12, 21:04
      - Nie wiedziałem, wielmożny sądzie, co robię, nie wiedziałem, głupi. Księdzu wierzyłem, bo gdzieżbym mógł księdzu nie wierzyć! A nie wydałem go później, bo mi przysięgać kazali. Gdybym wiedział wcześniej, co wiozłem, to, wielmożny sądzie, za tyli worek pieniędzy bym nie wiózł...
      Otóż kiedy sofę do rowu wyrzucono, Pianka zaczął się domyślać, że coś tu jest strasznego, ale Macoch najpierw sterroryzował go rewolwerem, a później wymógł przysięgę milczenia. Pianka wobec alternatywy kary boskiej i ludzkiej wybrał ludzką.
      Informowany na bieżąco przez Izydora Starczewskiego o rozwoju śledztwa, Damazy Macoch, kiedy mu się grunt pod stopami zaczął palić, wyjechał wraz z kochanką z Warszawy, zawiózł Helenę do jej siostry, sam zaś opuścił nielegalnie teren zaboru rosyjskiego i ukrył się w Trzebini. Finał tego epizodu już znamy - było nim ujęcie Macocha przez komisarza Jasieńskiego na dworcu w Krakowie.
      Przesłuchiwany po ujęciu wielokrotnie - w ciągu kilku godzin - zmieniał zeznania, a to, że zabił śpiącego, a to że zabił podczas kłótni, raz z zazdrości, drugi - z premedytacją. Wersję ostateczną, tę dla sądu, przyjął po półtora roku trwającym śledztwie.

      Jeśli idzie o pozostałych oskarżonych, to w stosunku do zbrodni Damazego Macocha ich sprawy są zaledwie odpryskami procesu. Kilka słów warto może poświęcić Helenie Krzyżanowskiej-Macochowej, "kobiecie fatalnej", moralnej wspólniczce kochanka. Otóż podczas rozprawy sądowej kobieta ta zionęła wprost nienawiścią do mordercy, zaklinała się, że ślubnego męża kochała, a zgodziła się na ukrywanie winowajcy tylko ze strachu przed rewolwerem. Za pośrednictwem adwokata Korwin-Piotrowskiego przekazała klasztorowi 10 tysięcy rubli i klejnoty otrzymane od Macocha. Chyba zbyt wielka była presja moralna opinii publicznej, by ta przewrotna i zepsuta niewiasta mogła inaczej postąpić.
      W czasie trwania sprawy Macocha nie zabrakło i przykładów niezwykle pozytywnych postaw ludzkich.
      Podczas rewizji przeprowadzonej w mieszkaniu siostry Heleny Macochowej zakwestionowano u właścicielki, Zofii Zajączkowskiej, sporo biżuterii, którą zresztą potem zwrócono. Mąż Zajączkowskiej nie tylko że tę biżuterię przekazał Jasnej Górze, ale dodał nie ujawniony podczas rewizji (był w naprawie) złoty zegarek. Zajączkowscy nie chcieli zatrzymać nic, co pochodziło ze świętokradczej kradzieży. Przyjmowali od siostry prezenty w dobrej przecież wierze i nie przypuszczali, że Helena jest cyniczną, zdeprawowaną istotą.
      O końcowych przemówieniach obu prokuratorów niewiele można powiedzieć. Macoch zabił z zazdrości o kochankę, ale z premedytacją. Właściwie cały sens oskarżenia oddaje cytowany na wstępie fragment mowy Katranowskiego. Znacznie ciekawsze były wystąpienia adwokatów. Motywów stoczenia się swojego klienta na dno moralne obrońca Macocha doszukiwał się przede wszystkim w warunkach środowiskowych, w których kształtował on swą osobowość. Zdaniem mecenasa Kleyny miał tu decydujące znaczenie fakt, iż oskarżony był długi czas pisarzem gminnym. Pisarz gminny, powolne narzędzie w rękach naczelnika powiatu, rządzący de facto gminą, bo wójtem jest najczęściej analfabeta, staje się przestępcą z reguły. Posada pisarza gminnego to szkoła zepsucia.
      Z kolei, broniąc Heleny Macochowej, dr Korwin-Piotrowski powiedział między innymi:
      - Dla mnie, dla Polaka i katolika, Macoch zasługuje tylko na jedną karę, a mianowicie na karę śmierci. Jako prawnik, niestety, przyznać muszę, że wobec danych śledztwa sądowego wykręcił się tanim kosztem, bo tylko robotami aresztanckimi...
      A zakończył swą mowę obrończą następująco:
      - Reasumując wszystko, co powiedziałem, sądzę, żem dostatecznie dowiódł niewinności Heleny Macochowej wobec kodeksu państwowego. Wyrok uniewinniający, o który proszę, nie zmieni jednak w niczym potępienia, jakie cały kraj wydał już na tragicznie ohydnych bohaterów tej sprawy.
      Wydany przez Sąd Okręgowy w Piotrkowie wyrok w tej sprawietanowił:
      Damazy Macoch - pozbawienie wszystkich praw stanu i dwanaście lat ciężkiego więzienia; Izydor Starczewski - pozbawienie wszystkich praw stanu i pięć lat więzienia; Bazyli Olesiński - pozbawienie wszystkich praw stanu i dwa i pół roku więzienia; Helena Macochowa - pozbawienie wszystkich praw i dwa lata więzienia; Pertkiewicz - rok więzienia; Wincenty Pianka - cztery miesiące aresztu; Lucjan Cyganowski - siedem dni aresztu policyjnego. Wszystkim zaliczono w poczet kary areszt śledczy.
      12 marca 1912 umarł w rodzinnej wsi Lipie siedemdziesięcioletni ojciec Damazego Macocha. Jak mówiono - utrapił się synem...
      A "Kurier Śląski" z 19 marca 1912 donosił:
      "O ile dotychczas wiadomo, że ze skazanych w procesie Macocha i towarzyszy będzie apelował przeciwko wyrokowi Bazyli Olesiński, Damazy Macoch jest zadowolony z wyroku i wobec dozorcy więziennego wyraził nadzieję, że zapewne w 1913 roku z powodu trzechsetletniego jubileuszu domu Romanowych kara jego będzie zmniejszona do połowy. Pianka, który jest obecnie na wolnej stopie, będzie apelował, gdyż jako skazany musi ponosić koszta procesu, co równa się dla niego ruinie. Jest on właścicielem dorożki i dwu koni, na które już położono areszt. Starczewski, który spodziewał się większej kary, nie będzie apelował. Podobnie ma się rzecz z Heleną Macochową".

      niniwa2.cba.pl/zbrodnia_damazego_macocha.htm
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 18.12.13, 09:43
        Na temat Macocha mam trochę więcej materiałów ale muszę je jeszcze "Obrobić"
        • madohora Ucieczka Macocha 18.12.13, 09:47
          We wtorek rozesłano telegram z Warszawy, że Damazy Macoch uciekł z więzienia piotrowskiego. Wszystkie gazety wiadomość tę przyjęły za prawdziwą. Zapytaliśmy się telegraficznie w Piotrkowie czy wiadomość ta podlega prawdzie i odpowiedziano nam że jest nie prawdą. Znamiennym jest, że wszyscy uważali ucieczkę Damazego Macocha za prawdziwą

          Polak Nr 33/1912
          • madohora Re: Ucieczka Macocha 18.12.13, 09:53
            Z Piotrkowa donoszą: Damazy Macoch, Helena Macochowa, Izydor Starczewski i Bazyli Olesiński niezadowoleni są z wyroku sądu okręgowego piotrkowskiego i apelują do izby wyższej w Warszawie. Bazyli Olesiński wrócił na Jasną Górę i wystąpił z prośbą by udzielono mu pomocy w złożeniu wymaganej przez sąd kaucyi. OO Paulini odmówili odnosząc się w tej sprawie do biskupa. Dorożkarz Pianki, furtian Błasikiewicz i ślusarz Pertkiewicz wypuszczeni na wolność powrócili do Częstochowy

            Polak Nr 34/1912
            • madohora Re: Ucieczka Macocha 18.12.13, 10:45
              Z Łodzi donoszą - otrzymano tu z Piotrkowa wiadomość, że Stanisław Załóg były sługa klasztorny oskarżony o udział w zbrodni Damazego Macocha nadesłał list datowany z Chicago do sądu okręgowego. w liście tym oświadcza iż oskarżenie Macocha o okradzenie obrazu cudownego jest bezzasadne. Kosztowności zabrał on sam, Załóg do spółki z innymi. Ostrzega iż poszukiwać go w Chicago nie warto gdyż potrafi swój ślad dobrze zatrzeć

              Polak 38/1912
              • madohora Re: Ucieczka Macocha 19.12.13, 11:06
                10 kwietnia 1912 roku

                Macoch znowu napisał list z więzienia jak donoszą gazety częstochowskie . List jest adresowany do jednego z wybitniejszych przedstawicieli inteligencji częstochowskiej. W liście tym zbrodniarz ponownie przeprasza, rozpisuje się o swej skrusze, cytuje ustępy z Pisma Świętego...

                Polak 46/1912
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 18.12.13, 10:06
          Damazy Macoch uciekł

          Telegramy donoszą dzisiaj dnia 12 marca 1912 roku że skazany Damazy Macoch uciekł z więzienia. Zaginął ślad po nim i nie wiadomo czy Macocha zdoła się ująć. (...)

          Polak nr 32/1912
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:48
          Zbrodnia pod Kłomnicami i świętokradztwo na Jasnej Górze

          Dwie zbrodnie

          Niespodziewane i bolesne wiadomości nadchodzą z Częstochowy. Przy progu świątyni Jasnogórskiej otoczonej czcią całego narodu, w murach klasztoru częstochowskiego spełniona została ohydna zbrodnia a zbrodniarzem okazał się członek zakonu Ojców Paulonów. Oburzenie i rozpacz bezsilna ogarnia każdego na tę wieść potworną. Czyż więc nie ma na tej nieszczęsnej ziemi miejsca do którego by zbrodnia nie miała wstępu!
          Jak wiadomo prowadzone w sprawie ohydnego świętokradztwa na Jasnej Górze śledztwo nie wydało żadnych wyników. Znaleziono wprawdzie w polu około Częstochowy nieznaną część skradzionych kosztowności, widocznie porzuconych przez zbrodniarzy dla zmylenia śladu lecz na ich ślad nie natrafiono. Zdawało się, że sprawcy ohydnej zbrodni na razie przynajmniej nie zostaną wykryci, gdy do oto niespodzianie śledztwo prowadzone w sprawie tajemniczych zwłok w sofie, które wyłowiono w stawie pod Kłomicami ujawniło, że niewyjaśnione morderstwo ma stać właśnie w związku z świętokradztwem na Jasnej Górze
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:48
            Dla zorientowania się w bardzo skąpych i niejasnych dotychczas wiadomościach, które wskazują na związek tych dwóch zbrodni, należy przypomnieć tajemniczą sprawę znalezionych pod Kłomnicami zwłok w sofie. Mianowicie przed kilku miesiącami w stawie pod Kłomnicami w Królestwie Polskim wyłowiono zatopioną kanapę w której wnętrzu znajdowały się zwłoki nieznanego człowieka w straszny sposób zeszpecono licznymi ranami zadanemi jakimś ostrym narzędziem. Śledztwo prowadzone tego tajemniczego morderstwa nie tylko nie wpadło na trop zbrodniarzy ale nie mogło nawet stwierdzić tożsamości zamordowanej ofiary. I dopiero teraz w zamordowanym rozpoznano Wacława Macocha, urzędnika pocztowego z Granicy, który miał brata stryjecznego w klasztorze częstochowskim Damazego, u którego często bawił.
            • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:49
              Wynik śledztwa
              Dotychczasowe śledztwo wykazało ze ks. Damazy Macoch zamordował sweg brata stryjecznego Wacława, przy pomocy dwóch służących klasztornych. Sprawa wydała się w następujący sposób. Do usz policji doszły rozmowy dorożkarzy częstochowskich, którzy opowiadali że jeden z dorożkarzy wywoził z klasztoru przedmiot przypominający kształtem sofę. Przesłuchany dorożkarz wskazał na innego dorożkarza, który na początku nie chciał nic powiedzieć, w końcu jednak zeznał co następuje:
              W dniu 24 lipca wieczorem gdy stał na stacji dorożek przed bramą Lubomirskich, wyszedł z bramy służący klasztorny o kazał mu wjechać w szyję prowadzącą do tylnej bramy klasztoru. Po chwilowym oczekiwaniu przed tą bramą ukazało się dwóch ludzi niosących ciężką sofę i zakonnik ubrany w czarny płaszcz z pod którego wystawał biały habit paulinów.
              Sofę umieszczono na dorożce, siadło na niej dwóch ludzi i kazali jechać drogą ku Rędzinom. Gdy przejeżdżali koło bramy Lubomirskich, z tej bramy wyszedł ten sam zakonnik, który asystował przy ładowaniu sofy, wsiadł do stojącej przed bramą dorożki i ruszył przodem. W osobie tego zakonnika dorożkarze poznali oo Damazego Macocha.
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:49
                Po ujechaniu paru wiorst od Częstochowy, dorożkarz nr 31 wiozący zakonnika mając zmęczone konie prosił o uwolnienie go z dalszej jazdy, otrzymał rubli 6 zapłaty i zawrócił do Częstochowy. Zakonnik przesiadł się do dorożki nr 36 na której była złożona sofa i w której siedzieli służący klasztorni. W tej kompani dojechano do miejsca pod Zawadami, gdzie Watra utworzyła w rodzaju małego stawu wyrwę zapełnioną wodą. W tę wyrwę wrzucono sofę poczem kierujący całą sprawą zakonnik odprowadził dorożkarza do pobliskiego lasku, wyjął krucyfiks, kazał dorożkarzowi uklęknąć i zaprzysiądz, że pod żadnym pozorem nie zdradzi nic z tego co widział i w czem uczestniczył a to dla “dobra sprawy chrześcijańskiej”.Dorożkarz przysiągł i milczał. Za jazdę otrzymał 30 rubli zapłaty, odwiózł zakonnika i służących do Noworadomska, skąd koleją powrócił do Częstochowy.
                • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:49
                  Zakonnik lekkich obyczajów
                  Władze śledcze zarządziły aresztowanie Ojca Macocha i służącego klasztornego Stanisława Załogi. Wykonaniu tego rozporządzenia stanęła na przeszkodzie nieobecność. Ks. Macoch wyjechał z klasztoru, jak mówił w celu wystarania się o posadę księdza świeckiego w dyecezyi warszawskiej. Od tego czasu znikł bez śladu. O. Damazy Macoch, który nie umiał zastosować się do ścisłej reguły a postępowanie jego nie licowało wcale z godnością kapłana. Ojcowie Paulini domagali się wykluczenia z zakonu O. Macocha, przeor paulinów faworyzował go i popierał. Stąd też okazała się niechęć do przeora Rejmana, który przy oborze nowego przeora przepadł a wybranym został O. Weloński.
                  Z życia O. Damazego Macocha
                  Ks. Damazy Macoch jest synem włościanina pochodzi ze wsi Lipiny par. Dańków pod Częstcohową, przed wstąpieniem do klasztoru pełnił jakiś czas urząd pisarza w tej gminie. Do zakonu wstąpił w roku 1893-ym, przygotowywał się tam do stanu duchownego przez 6 lat z górą i dopiero w roku 1902 otrzymał święcenia zakonne. Lekkomyślność jego postępowania wyrażała się w poszukiwaniu pokątnych przygód natury erotycznej, nikt jednak a ni z zakonników ani z tych, którzy go bliżej znali nie mógł nawet przypuścić ażeby możliwe było wplątanie się go w tak ohydnie potworną zbrodnię. Nie chcą dać wiary by ten zwykle pogodny i wesoły, choć pozornie lekkomyślny człowiek mógł spełnić czyn tak ponury i okropny.
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:50
                    Przyczyna zbrodni
                    Pogłoski krążą uparcie, że zamordowanie Wacława Macocha jest w ścisłym związku ze sprawą okradzenia Matki Boskiej na Jasnej Górze, inna wersja zaprzecza tej pogłosce i twierdzi że motyw zbrodni jest raczej natury erotycznej. Zwrócono uwagę na stosunki jakie łączyły ks. Damazego Macocha z jego bratenką, żoną zamordowanego Wacławową Macochową. Zbiegły utrzymywał z nią stosunki jeszcze gdy była żoną jego rodzonego brata, który zmarł wkrótce po ślubie. Przed paru miesiącami wdowa Helena wyszła powtórnie za mąż za stryjecznego brata męża, Wacława, odwiedzała często Jasną Górę i brata mężowskiego ks. Damazego, bywała tam czasem sama, niekiedy z mężem. Zamordowany Wacław Machoch był urzędnikiem pocztowo - telegraficznym najpierw w Częstochowie, później w Granicy. W czasach ostatnich Wacławowa Machochowa mieszkała w Warszawie. Znikła wraz z o. Damazym, którego widziano podobno niedawno w jej mieszkaniu.
                    Haniebny czyn świętokradzki, okardzenie Matki Boskiej w Częstochowie zelektryzował całą Polskę. Zbrodnia ta oburzyła do żywego wszystkich Polakó. Nie mniej oburzyła społeczeństwo polskie ohydna zbrodnia morderstwa a oburzenie to rośnie i zwraca się przeciwko oo Paulinom częstochowskim w ogóle.
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:50
                      Do świątyni częstochowskiej przywiązane są serca wszystkich Polaków. Jasna Góra jest dla narodu polskiego świętym miejscem, pałacem chociaż skromnym Królowej Korony Polskiej.
                      Naród polski składa tam cześć i hołd Matce Boskiej OO. Paulni strzegą tego świętego miejsca i dla tego że w murach klasztory spełnione zostały dwie ohydne zbrodnie, spada na zakon wielka wina. Wina ta leży w niedbałym doborze nowicjatu, w luźnej dyscyplinie, w niedostatecznej kontroli religijnej i moralnej, w zbyt wielkiej swobodzie jakie mają ojcowie zakonni a o której świadczy historya wykrytego zbrodniarza. I tu spada na klasztor na strzegący na Jasnej Góze zakon odpowiedzialność straszna. Naród w stróżach swej najpierwszej świątyni chce widzieć ludzi świętych, ludzi wielkiego religijnego powołania a nie sprytnych psiarzyków, którzy rozumieją że u Paulinów lepiej się żyje, niż na posadzie w gminie i którzy dając bezgraniczną folgę swej chęci używania dochodzą do zbrodni.
                      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:50
                        .
                        OO Paulini wydali w sprawie ohydnej zbrodni odezwę.
                        Odezwa OO Paulinów
                        Wobec stwierdzonego udziału Damazego Macocha Paulina, w ohydnej zbrodni morderstwa ojcowie Paulini ciężko dotknięci straszną zniewagą Boga w miejscu szczególnej czci Jego Matki od wieków poświęcone dotknięci sprofanowaniem tej Jasnej Góry, będącej twierdzą ducha narodu dotkniętego wreszcie zhańbieniem swej Matki Zakonu czują się w obowiązku z najwyższym bólem i oburzeniem przeciwko ohydnej zbrodni zaprotestować i wobec świata i narodu z całą mocą zaznaczyć iż najmniejszego nie mieli w niej udziału.
                        My niegodni stróże najdroższego skarbu narodu pojmujemy cały bezmiar zbrodni, wobec której zda się niknie i blednie świętokradzkie znieważenie Cudownego Obarazu odarcie go z kosztownych koron i szat. Tamta zbrodnia dla zakonu naszego była to klęska i ból, obecna jest hańbą, tamta wywołała po całej ziemi polskiej nieprzerwane ekspiacyjne nabożeństwa zakończone epokową niezapomnianą chwilą koronacyi, która zwiększyła w narodzie cześć i miłość dla naszej Jasnogórskiej Pani, obecna wzbudza tylko drżenia i lęk, czy przez nią nie zachwieje się wiara narodu wobec ogromu nieszczęścia jakie nas przygniotło. Złamani, bezradni w miłosierdziu Boga jedynie całą ufność naszą pokładamy. Odruchowo tylko raz jeszcze wobec kraju całego prostując. Zapewniamy że wszystkich dołożymy usiłowań by świętobliwem i zacnem czyciem odpowiedzieć szczytnemu powołaniu stróżów miejsca świętego. Od kilku lat czyniliśmy wszystko co było w naszej mocy aby na drodze zaprowadzić ścisłe przestrzeganie reguł i konstytucji zakonu.
                        Nie od nas jednak zależało zmienić przepis prawa państwowego, które czuwanie nad karnością zakonną nie całemu zgromadzeniu ale jednej tylko osobie powierza. Przed kilkoma miesiącami opierając się na dekrecie Stolicy Świętej przez obecnie panującego Monarchę Najwyżej zaakceptowanym, staraliśmy się przepis rządowego prawa ku lepszemu pełnieniu cnot zakonnych wykorzystać zmieniając oso


                        Polak Nr 122/1910 z 11 października 1910 roku
                        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:51
                          Brat stryjeczny Wacław Macoch i służący klasztorny Stanisław Załoga . W celi ks. Damazego Macocha znaleziono bowiem pewną ilość fałszywych pereł. Któryś z zakonników zauważył tę zmianę pereł. W ciszy klasztornej rozpoczęły się narady, jakby się można było salwować z tej fatalnej pozycji. I wtedy to wobec grożącego zakonowi ujawnienia fatalnej wymiany kosztowności na fałszywe, wobec strasznej za taką kradzież popełniona przez złodzieja “domowego” odpowiedzialności przed społeczeństwem chwycono się ostatecznego, bardzo ryzykownego kroku.
                          Symulowano świętokradztwo
                          Wprawdzie z powodu świętokradztwa tego poczęto szemrać przeciwko niedostatecznemu ze strony Paulinów nadzorowi nad klejnotami jasnogórskimi ale ostatecznie świętokradztwo uznano za siłę wyższą nie plamiącą czci stróżów obrazu.
                          • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:51
                            Kto w całej tej możliwej komedii brał udział poza mnichem Damazym, jego służącym Stanisławem Załogą i Wacławem Macochę (pośredniczącym w sprzedaży łupów) - na razie nie wiadomo,
                            Zachodzi kwestya, czy nie uczestniczyli skompromitowaniu przyjacielskimi stosunkami z Damazym ks. Bazyli Olesiński oraz ks. Izydor Starczewski, którzy zostali ostatnio w tej sprawie intrweniowani.
                            Zaznaczyć należy że zaraz po ogłoszeniu kradzieży klejnotów na Jasnej Górze zaraz w pierwszych początkach śledztwa policja spostrzegła ślady, odbitki palców świętokradcy na ścianie. Gdy w kilka godzin potem chciano ślady te fotografować, zniknęły one w sposób tajemniczy.
                            Fakt ten naprowadził władze na domysł, że jeśli świętokradztwo nie zostało spełnione wewnątrz murów, to w każdym razie wspólnik ukrywać się musiał w murach klasztornych.
                            Z tego też powodu dokonano aresztować między służbą klasztorną a na o. Izydora padły tak poważne poszlaki iż go nawet na jakiś czas poddano ścisłej obserwacji
                            • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:52
                              Formalny ślub notorycznej kochanki
                              Wacław Machoch, ofiara morderstwa, pośrednicząc w sprzedaży pereł musiał doskonale - jak wskazują dotychczasowe poszlaki - wiedzieć o pochodzeniu tych pereł, czyli inaczej mówiąc dokładnie zdawał sobie sprawę ze świętokradztwa.
                              Na tem tle wspólnych interesów wyrosła ich przyjaźń z Damazym, która istotnie musiała być silną jeśli ten zgodził się na poślubienie notorycznej kochanki o. Damazego, wdowy po ich bracie Heleny Krzyżanowskiej.
                              Uczta weselna odbyła się w hotelu Europejskim w Warszawie. Ślub dawał ojciec Izydor. “Dobrana” para wyjechała do Krakowa. I tutaj kończy się sielanka. Zapewne dana przez Damazego gotówka rozeszła się rychło w poślubnej podróży. Wacławostwo Macochowie wracają też wkrótce do Częstochowy, od stojącej dla nich otworem kieszeni O. Damazego. Według wszelkiego prawdopodobieństwa Damazy przed ślubem obiecał Wacławowi wywianować żonę Wacław więc przyjechał po owe wiano. Niewątpliwie żądania swe poparł pogróżką, że w razie niedopełnienia zobowiązania ujawni kradzieże Damazego. Na tem tle wynikła prawdopodobnie gwałtowna sprzeczka, która uprzytomniła ks. Damazemu mogące mu grozić ze strony Wacława niebezpieczeństwo. Tu nastąpił krwawy dramat. W nocy 23-go lipca został Wacław Macoch zamordowany. Trupa jego wyłowiono w zatopionej w stawie pod Kłomnicami sofie. Ojciec D. Stara się potem jak wiadomo o posadę świeckiego księdza. Starania te nie zostały uwieńczone pomyślnym skutkiem. Sprawia przewlekała się. W tym czasie bawił się ojciec Damazy bez przerwy.
                              • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:52
                                Sielanka w Warszawie

                                Damazy po zamordowaniu Wacława często odwiedzał swą kochankę Helenę w Warszawie, w jej mieszkaniu w Alejach Jerozolimskich. Lokatorowie tego domu zgorszeniu ciągłemi odwiedzinami mnicha oraz rozlegającymi się po nocach hałasami podczas rozłsnych orgii pijackich zaczęli robić starania u właściciela aby mieszkanie Macochowej wymówił. To też gdy ta zgłosiła się do niego oświadczając, że dłużej mieszkać w jego domu nie chce, chętnie zgodził się na to i Macochowa wynajęła mieszkanie przy ulicy Żelaznej. Tutaj w dalszym ciągu odwiedzał jąka. Damazy, który bez ceremonii - mimo szat zakonnych - nocował u pięknej wdowy. A jeśli zdarzyło się że Damazy przez kilka dni się nie zjawił to przyjeżdżał jego służący Stanisław Załoga, który cieszył się również względami pięknej Heleny Machochowej
                                • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:53
                                  Pierwszy grom

                                  Ojciec Damazy zażywający sielankowych rozkoszy w gniazdku przy ulicy Żelaznej, zaalarmowany został w ubiegły poniedziałek o godzinie 9 rano depeszą z Częstochowy przysłaną pod adresem Heleny Macoch. Depesza ta zwiastująca nadciągającą burzę brzmiała: “Niech ksiądz wyjeżdża z Warszawy, grozi niebezpieczeństwo - 31 - Stach” Dziś depesza ta przedstawia się jasno. Liczba 31 była dla Damazego zabójczą. Oznaczła ona, że dorożkarz, ów jedyny postronny świadek wycieczki nocnej do Zawad został aresztowany. Nawet przysięga “na zbawienie duszy” nie dawała pewności zachowania tajemnicy wobec środków jakimi rozporządzają władze śledcze.
                                  Na gwałt poczęto pakować rzeczy, gotując się do podróży. Chodziło spłoszonym, by podróż tę odbyć bez zwrócenia na siebie uwagi, porzucono więc zamiar wzięcia z sobą większych kufrów, które też odesłano do krewnych na ulicę Chłodną. Z małym, podręcznym pakunkiem O. Damazy i Helena Machochowa opuszczali mieszkanie polecając służącej Maryannie Kosmale pilnować mieszkania aż do dalszych zaleceń listownych. W ogóle robili wrażenie ludzi, których parzy ziemia pod stopami. Macochowa oznajmiła służącej, że wyjeżdża na dłuższy czas, być może na rok i na taki czas zostawiła jej pieniadze na życie. Ojciec Damazy Macoch uciekł wraz ze swą kochanką. Urządzono rewizye w ich mieszkaniu i znaleziono w nim oprócz rzeczy i bielizny ks. Damazego, bieliznę ojca Izydora i fotografię Załogi.
                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:53
                                    Zarządzony pościg za zbiegami został w części uwieńczony pomyślnym wynikiem. Władze przyaresztowały bowiem Krzyżanowską, wdowę po Wacławie Macochu. Ojcec Damazy Macoch zdołał umknąć a jak z Zagłębia Dąbrowskiego donoszą błądzi ks. Damazy w tamtejszych lasach. Do pism krakowskich nadeszła zaś wiadomość, że ks. Damazy przeszedł granicę i znajduje się w Galicyi.
                                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.01.14, 00:53
                                      Klątwa

                                      Z Rzymu, z kancelarii papieskiej telegraficznie nadeszła klątwa więsza (excomunicato major anatema) rzucona na o. Damazego Macocha. Jak wiadomo klątwa taka wyłącza ekskomunikowanego ze społeczności kościelnej.

                                      Polak Nr 123/ 1910 z 12 października 1910
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.10.12, 22:50
      SERYJNY MORDERCA - STEFAN RACHUBIŃSKI

      Urodzony w 1929 roku, zgwałcił i zamordował na terenie Bydgoszczy dwie kobiety.
      Stefan Rachubiński miał wówczas 37 lat i czworo dzieci. Pracował jako kowal. Sąsiedzi i znajomi określali go jako spokojnego człowieka, ale okropnie niesamodzielnego. Nigdy nie notowany, unikał zawierania przyjaźni, a ożenił się za namową rodziców.
      Przeprowadzono analizę plam krwi na ubraniu Rachubińskiego i śladów znalezionych na scyzoryku. Na szaliku, kurtce i marynarce wykazano obecność krwi ludzkiej. Występowała w niej antyglutyna beta. Nie ujawniono natomiast obecności aglutynogenów. Analiza krwi podejrzanego wykluczyła możliwość, aby na odzieży znajdowała się krew pochodząca od Rachubińskeigo. Mogła natomiast pochodzić od Danuty Kuklińskiej. "...spośród 14 świadków, którzy widzieli "Bogacza" w towarzystwie Kuklińskiej, 3 osoby rozpoznały go kategorycznie. Na uwagę zasługują tu zeznania i rozpoznanie Ignacego P. Ten 80-letni schorowany staruszek mimo podeszłego wieku złożył - jak się później okazało - bardzo dokładne i szczere zeznania, które posłużyły do odtworzenia wyglądu osoby podejrzanej z bardzo dużą dokładnością. Nie był on w stanie rozpoznać Rachubińskiego z fotografii, ale zrobił to doskonale, gdy okazano mu go z bliska.
      Po rozpoznaniu Rachubińskiego przez świadków jako osobnika, który dnia 12.III.1966 r. po nawiązaniu kontaktu osobistego z Kuklińską w "Gromadzie" był z nią widziany w "Sielance", a następnie przed wejściem do lasu, niedaleko miejsca, gdzie następnego dnia znaleziono zwłoki Kuklińskiej, wiceprokurator wojewódzki wydał postanowienie o tymczasowym aresztowaniu Stefana Rachubińskiego..."
      Rachubiński przyznał się do obu morderstw. "...Motywy zbrodniczego działania sprawca przedstawił w sposób następujący:
      Przyczyną zabójstwa Ługowskiej i Kuklińskiej było to, że w krajaniu obu kobiet odczuwał przyjemność płciową. "Ciągnęło mnie do tego, miałem ku temu wielką chęć" - wyznał. Nieodpartą chęć do przeżycia tej przyjemności odczuwał wtedy, gdy miał nastąpić wytrysk nasienia. Ługowską, podobnie jak Kuklińska, właśnie w momencie zbliżania się wytrysku nasienia chwycił rękami za szyję, aby obezwładnić ofiarę, a następnie móc ciąć scyzorykiem. Krając te kobiety, odczuwał wielkie podniecenie i przyjemność płciową tak jak przy wytrysku. W czasie doznawania tej przyjemności wytrysk jednak nie następował. Takie pierwsze uczucie chęci krajania kobiet w związku z odbywanym stosunkiem płciowym stwierdził u siebie przed paru lały. Nawet podczas stosunków płciowych z żoną takie myśli i uczucia go nawiedzały, lecz żal mu było dzieci i obawa przed ich osieroceniem nie pozwalała mu dopuścić się takiego czynu..."

      www.pinger.pl/szukaj/po_tagu/p/3/?t=kryminalistyka
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 18.12.12, 18:26
      Przyznam się że części tych spraw nie znałam
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 07.02.13, 12:44

    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 10.04.13, 22:50
      ***
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.07.13, 20:43

    • madohora JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.08.13, 23:11
      SPRAWA JANINY BOROWSKIEJ

      Janina Borowska w roku 1909 była na ostatnim roku medycyny. Ta całkiem ładna kobieta miała jeszcze 10-ro rodzeństwa. Jej własne dziecko zmarło w 1905 roku. Aby zapomnieć o tragedii Janina zaangażowała się bardzo mocno w działalność partii socjalistycznej.

      Była powszechnie lubiana i szanowana, tak więc sensację wywołał artykuł Emila Haeckera w "Naprzodzie" oskarżający ją o bycie agentka carskiej "Ochrany". Urażeni Borowscy wynajęli adwokata - dr Włodzimierza Lewickiego aby wniósł skargę przeciw autorowi artykułu. Adwokat swoje zrobił i 23 lutego 1909 roku Haecker został uznany winnym zniesławienia. Nie była to jednak jedyna konsekwencja tej sprawy. Lewicki zapewne spodziewał się po tej obronie rozgłosu. Dostał coś więcej - kochankę. Na początku procesu wybuchł płomienny romans pomiędzy Borowską a prawnikiem. Ale jak to czasem bywa, pod koniec procesu Lewicki stracił także zainteresowanie Janiną i nawet skarżył się na jej nachalność. Na nieszczęście uczucia kobiety nie osłabły.
      Sam Lewicki zaś znalazł sobie nowy przedmiot westchnień (powszechnie wiedziano że prawowitą małżonkę pozostawił bez środków do życia). Dobrze to skończyć się nie mogło...
      5 czerwca 1909 roku do mieszkania Lewickiego wezwano karetkę. Prawnik miał podobno postrzelić się z pistoletu. Na miejscu ratownicy zastali ... Borowską. Nieprzytomny Lewicki leżał na podłodze. Pod głową miał poduszkę, zaś na prawej skroni ranę postrzałową. Za szezlongiem dało się zauważyć stłuczony klosz lampy naftowej.
      Borowska wyjaśniła, że wypadek zdarzył się przed godziną, a pogotowie wezwała tak późno, ponieważ Lewicki był przytomny i wydawało się iż rana nie jest ciężka. Włodzimierz miał strzelić do siebie sam. Rannego zabrano do szpitala Św. Łazarza. Stan pacjent określono jako agonalny. Lekarz powiadomił policję.

      Śledczy zatrzymał Borowską w areszcie. W mieszkaniu Lewickiego przeprowadzono wizję lokalną. Niestety w sposób, trzeba powiedzieć jasno - karygodny. Nie dość że nic z niej nie wynikło, to jeszcze poprzestawiano przedmioty. Zaś w pokoju Borowskiej znaleziono i zabezpieczono rewolwer.

      W tym czasie ofiara postrzału zmarła w szpitalu. Zaczynała się więc sprawa o morderstwo lub samobójstwo. Jako biegłych sądowych powołano prof. Leona Wachholza i dr Jankowskiego. Dokonali oni ponownie oględzin pokoju denata i spostrzegli, że pościel była czysta, bez śladów krwi.
      Znaleziono bardzo zakrwawioną poduszkę, a na podłodze ślady wycierania wymiocin. Ślady krwi były także pod stolikiem nocnym.
      Jak się można domyślić opinia po przeprowadzeniu sekcji zwłok brzmiała, iż przyczyną śmierci był "...postrzał zadany z broni palnej małego kalibru...".

      Rozpoczęto śledztwo. Borowska upierała się przy wersji, iż Lewicki sam się postrzelił, a potem był jeszcze przytomny przez pewien czas. Rozmawiał z nią i wycierał ręką krew z czoła. (Potwierdziły to ślady na rękawie). Przesłuchano mnóstwo świadków, wyciągnięto mnóstwo brudów z życia prawnika i Janiny, a jednak śledztwo utknęło w martwym punkcie. Nie można było ocenić, czy Lewicki sam się postrzelił, czy został z zimną (a raczej zbyt gorącą) krwią zamordowany. Wówczas dr Jankowski wystosował do sądu pismo, w którym radził, aby:

      Znaleziony pistolet Browinga ostrzelać w celu sprawdzenia jak wystrzeliwane są łuski, a na tej podstawie wysnuć wnioski o odległości z której strzelano i kierunku strzału.

      Po tym pistolet wraz z zapasem naboi miał zostać wydany lekarzom, w celu określenia odległości z której strzelano do ciała.

      Krótko mówiąc Dr. Jankowski radził przeprowadzenie ekspertyzy batalistycznej. Pamiętajmy o tym, że był to początek ubiegłego wieku i takie postępowanie nie było na porządku dziennym.

      Tak też zrobiono - powołano dwu znawców broni - oficera armii i rusznikarza. Najpierw eksperci potwierdzili fakt, że z broni niedawno strzelano (na podstawie spalonego prochu w lufie). Następnie udano się do mieszkania Lewickiego aby przeprowadzić ostrzelanie na miejscu. 17 czerwca po uprzednim wykonaniu szkicu i zdjęć miejsca zdarzenia (jedna z pierwszych fotografii miejsca zbrodni) przystąpiono do eksperymentu. Nieszczęsnego manekina usadawiano w różnych pozycjach i różnych miejscach pokoju i strzelano do niego bezlitośnie.

      Co wynikło z tej próby? Otóż łuskę po pocisku, który zabił prawnika znaleziono pod ścianą. Aby tak upadła jedna z łusek "próbnych" trzeba było strzelać do manekina leżącego na lewym boku twarzą do ściany. Na podstawie rozrzutu ziaren prochu ustalono, iż strzał padł z odległości około 6 cm.
      Niestety nie możliwe stało się stwierdzenie, czy pierwsza łuska upadła w miejsce pod ścianą po strzale, czy też przesunęła się tam przypadkiem.

      Borowskiej zarzucono morderstwo. 20 października 1909 roku w Krakowie rozpoczęto proces. Zeznawali w nim oczywiście jako biegli prof. Leon Wachholz i dr Jankowski. Co wywnioskowali? Otóż nie udało się jednoznacznie odpowiedzieć (z medycznego punktu widzenia) czy Lewicki sam się zastrzelił, czy też zrobiła to Janina. Za samobójstwem przemawiało usytuowanie rany i brak śladów walki na ciele denata i Borowskiej. Biegli uznali, że mogło to być bardzo typowe samobójstwo, lub bardzo nietypowe morderstwo. Potwierdzono również, że Lewicki mógł być przez pewien czas po strzale przytomny (kula nie uszkodziła części mózgu za to odpowiadającej - przytomność prawnik mógł stracić dopiero na skutek ucisku spowodowanego dużą ilością krwi napływającej do czaszki).

      10 stycznia 1910 roku ogłoszono wyrok w tej sprawie. Brzmiał on : niewinna...


      www.kryminalistyka.fr.pl/crime_polska_borowska.php
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.08.13, 23:16
        S p raw a B o row ski e j. Obrony Janiny Borowskiej podjął się adwokat dr. Luclwik Szalay, Czytanie koresponcencyi zabranej w mieszkaniu Lewickiego, dobiega końca, w tych dniach
        ukończone zostanie przesłuchanie reszty świadków w sprawie śmierci Lewickiego, poczem sędzia śledczy odstąpi akta prokuratoryi państwa, tak że rozprawa przeciw Borowskiej mogłaby się odbyć w kadencyi wrześniowej. Przedtem jeszcze Borowska poddana będzie, jak to juś donieślismy, badaniu psychatrów.

        Kurier Śląski z 1 lipca 1909 roku
        --
        MADOHORA
        FORUM NIKISZOWIEC
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.08.13, 20:55
        Tajemnicą jaką władze sądowe od samego początku otaczają sprawę Janiny Borowskiej jakkolwiek nie została zupełnie usunięta to jednak uchylono jej rąbka. We czwartek wieczór przesłuchiwał Borowską sędzia śledczy Dr. Nowotny na miejscu czynu, w mieszkaniu śp. Dr. Lewickiego. Celem uniknięcia zbiegowiska, poza faktem że wyjazd sam trzymano w najściślejszej tajemnicy przy przewiezieniu Borowskiej z więzienia inkwizycyjnego na ulicę Sławkowską, zatrzymano karetkę przed inną zupełnie kamienicą, poczem dopiero stąd pieszo udano się do właściwego celu podróż. Borowska z wyrazem zdenerwowania na twarzy starała się przez cały czas przesłuchania trwającego do godziny 8 do 10 wieczór, zachować spokój i pewność siebie. Treść przesłuchania jest nam nieznaną, wedle jednak zaciągniętych informacji zeznania jej czwartkowe złożone w mieszkaniu śp. Dra Lewickiego są zupełnie identyczne ze złożonymi dotychczas i nie odbiegają od nich nawet w najdrobniejszych szczegółach.

        Kurier Śląski nr 180 z 1908 roku - strona 1
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.08.13, 21:03
        - 2 -

        Rozumie się, że Borowska do zbrodni się nie przyznała obstając stanowczo przy śmieci samobójczej Dr. Lewickiego. Śledztwo sądowe w tej sprawie jest już prawie zupełnie ukończone; przesłuchano wszystkich świadków, skonfrontowano ich z Borowską, zebrano wszelkie możliwe dowody. W najbliższych dniach przedłożą lekarze psychiatrzy, badający od miesiąca stan Borowskiej - swoje orzeczenie, które o ile nam wiadomo stwierdza poczytalność umysłową Borowskiej. Również przybył przed kilkoma dniami do Krakowa profesor chemii w Akademii handlowej w Wiedniu Dr Nikole Teklu, specjalista do odcyfrowania pism uszkodzonych, spalonych etc. - celem odczytania spalonych listów, znalezionych w piecu kuchennym w mieszkaniu Dr. Lewickiego. Prawdopodobnie więc już w najbliższej kadencji we wrześniu stanie Borowska przed sądem przysięgłych

        Kurier Śląski 180 z 1909
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.08.13, 21:16
        Pisma krakowskie zwracają uwagę na dziwny zbieg okoliczności, który na kancelarii adwokackiej śp. Włodzim. Lewickiego wycisnął prawdziwie tragiczne piętno. Kiedy śp. Lewicki otworzył kancelarię w skład pracowników wchodzili : solicytator adwokacki Ścibora i dwaj pisarze Opioła i Gralewski. Między nimi a śp. Lewickim panowały stosunki więcej niż przyjacielskie aniżeli urzędowe. Ale nikt nie przypuszczał, że nad tymi czterema ludźmi; nad całą kancelarią zawisło tragiczne fatum. Oto wszyscy ci ludzie poumierali w przeciągu ostatnich 10 miesięcy. Rzecz tem bardziej ciekawa, że wszyscy byli młodzi i że śmierć każdego z nich była do pewnego stopnia niespodzianką. Przed 10 miesiącami wystrzałem z rewolweru odebrał sobie życie pisarz kancelaryjny Gralewski. W kilka miesięcy po nim w zimie rb. umarł niespodziewanie Ścibora, przed kilku tygodniami zginął Lewicki, a kilka dni temu zmarł w szpitalu po powrocie z Ameryki, gdzie jakiś czas bawił pisarz Opioła.
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.08.13, 21:25
        Sprawa Borowska - Lewicki dotąd nie wyjaśniona. O wynikach przeprowadzonego śledztwa na razie nic nie wiadomo, to jednak pewne że klucz do wyjaśnienia sprawy tkwi w spalonych listach, które znaleziono w piecu w mieszkaniu Lewickiego. Listy te zabrał ze sobą niedawno chemik wiedeński Mikołaj Teclu i biedzi się nad ich odczytaniem. Jedno z pism krakowskich kreśli proceder odczytywania spalonych listów w sposób następujący: Powodzenie odczytania spalonych listów leży tylko częściowo w rękach chemika. Papiery spalone zamieniają się w popiół: chemik może wprawdzie zbadać ich składniki, lecz nie może zrestytuować zawartego na nich pisma, czy druku. Może on jedynie oznaczyć czy przedstawiony mu do badania papier był zapisany, zadrukowany czy czysty.
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.08.13, 21:34
        Natomiast z papierów zwęglonych nie jedno jeszcze odczytać można. Jak wiadomo spalenie jest procesem chemicznym, które dokonuje się przez połączenie materii z tlenem. Węgiel jest produktem ogrzania materii roślinnych lub zwierzęcych bez dostępu powietrza. O ile więc papier spali się bez przystępu powietrza lub z bardzo szczupłym zostaje właściwie nie spalony lecz zwęglony. Przechodzi on chemiczne zmiany bez względu na to czy jest zadrukowany czy zapisany. Rozmiar tych zmian zależy od różnych okoliczności. Ślady pisma znikają prędzej niż ślady druku, ponieważ jak wiadomo farba drukarska jest rozdrobniona sadzą.
        Dla badania ważne jest stadium w jakim bywają zwęglone papiery oraz jak długo były wystawione na działanie gorąca. Niekiedy wystarcza szkło powiększające aby osiągnąć wynik. Ważną rolę odgrywa także grubość i rodzaj papieru zwęglonego

        Kurier Śląski 1909 rok
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.08.13, 21:51
        Profesor Mikołaj Teclu wykładający chemię w wiedeńskiej akademii handlowej jest specjalistą w tym zakresie i człowiekiem bogatym w doświadczenie. Od dziesiątek lat zajmuje się swoją wiedzą tajemną . Europejska jego sława datuje się od roku 1898. Wskutek gwałtownej eksplozji dynamitu w Amsterdamie zostało zwęglonych 67 obligacji długu państwowego każda o nominalnej wartości 1000 guldenów austriackich wraz z należącymi do nich kuponami. Były one w żelaznej kasie lecz wskutek wielkiego żaru uległy zniszczeniu. Adwokat wiedeński dr. Hornbostel zastępował wówczas interesy właścicieli tych papierów wartościowych. Z jego to porady oddano zwęglone resztki profesorowi Mikołajowi Teclu aby ułatwił odczytanie numerów obligacji i wywołał chemicznie liczby tak by można je było niewątpliwie rozpoznać. Było to niezwykle ważne celem amortyzacji zwęglonych obligacji inaczej bowiem nie dano by za nie odszkodowania. Właściciel tych obligacji otrzymał pełne odszkodowanie 67 000 guldenów.
        Profesor Teclu liczy obecnie 70 lat życia, jest w pełni sił i energii. Dotychczas szczegóły swej metody utrzymywał w tajemnicy. Nie chce jej jednak utrzymywać w tajemnicy i dlatego postanowił jeszcze w tym roku w jesieni ogłosić dokładne szczegóły systemu reprodukowania zwęglonych papierów.
        Jak donoszą pisma wiedeńskie badania profesora Teclu w sprawie Borowskiej mają być już niebawem ukończone a rezultaty zostaną przedłożone krakowskiemu sądowi.

        Kurier Śląski Nr 180// 1909
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.08.13, 21:51
          Popatrzcie a dzisiaj komputer...pstryk...i mamy wyniki. No czasem odczynniki...
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 14.08.13, 15:44
        Rozprawa Borowskiej o zbrodnię morderstwa nastąpi z początkiem kadencji listopadowej. Sędzia śledczy Dr. Nowotny po powrocie z urlopu podjął dalej śledztwo, które ma się zakończyć w najbliższych dniach, po czym akta zostaną przesłane do prokuratoryi państwa. Wystylizowanie aktu oskarżenia i formalności z nim związanych zajmą prawdopodobnie tyle czasu, że rozprawa nie mogłaby się odbyć nawet za sprawą oskarżonej w kadencji wrześniowej, tem bardziej że kadencja ta jak donosiliśmy jedna z najdłuższych zajęta jest innymi rozprawami, które sięgają do końca października.

        Kurier Śląski Nr 207/1909
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 14.08.13, 23:16
        Z Wiednia dowiaduje się czas że Mikołaj Teclu tamtejszy chemik, profesor na akademii handlowej zdołał odczytać pewne fragmenty spalonych przez Borowską w mieszkaniu Lewickiego papierów, do których przywiązywano tak wielką wagę, sądząc że kryją one jądro prawdy. Pewna część opinii publicznej przypuszczała że spalone papiery są właśnie tym materiałem, który Borowska musiała odzyskać nawet za cenę życia Lewickiego.; przypuszczano że te papiery stanowią dowód jej szpiegostwa i oddawania usług ochranie warszawskiej,
        Zdaje się, że spalone papiery nie mają tak wielkiego znaczenia dla śledztwa, skoro o ile słychać dalsze odczytywanie spalonych papierów na razie wstrzymano. Odczytywanie takie jest związane ze sporymi kosztami, nie żałowano by ich tam gdzie mogłyby przynieść decydujący moment w poglądach na tak ważną sprawę.
        Zresztą o ile słychać w Krakowie kwestia odczytania reszty spalonych papierów nie wpłynie wcale na ukończenie śledztwa prowadzonego dalej przez sędziego śledczego Dr Nowotnego po powrocie z urlopu. Termin zakończenia śledztwa dzisiaj podać nie można z tego powodu, że obrońca Dr Szalay w zakresie ustawą wskazanym może poczynić wnioski, przedłużające dochodzenie. Dotychczasowe śledztwo zebrało spory materiał, który cały czas wzrasta.
        O ile słychać Borowska po niedawnych przejściach o światło w kaźni i o współtowarzyszkę więzienną zachowuje się obecnie spokojnie. W jej celi więziennej płonie dzień i noc elektryczna lampa z niebieskim szkłem. Pogodziła się też Borowska ze współtowarzyszką więzienia, której dawniej znosić nie chciała.
        Przed sądem przysięgłych stanie Borowska najpewniej z końcem listopada lub z początkiem grudnia. Rozprawy wyczekuje z niecierpliwością zaznaczając, że męczą ją niesłychanie monotonne dni więzienia

        Kurier Śląski 222/1909
        • cusiew44 Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 15.08.13, 13:34
          Widzę, że w sprawie Borowskiej jest jakiś dalszy ciąg. Ciekawa jestem czy dojdziesz do zakończenia sprawy, czy jak to czasami bywa(ło) sprawa zostanie przemilczana?...
        • cusiew44 Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 15.08.13, 13:35
          Widać, że od tamtego czasu nic się nie zmieniło. Tutaj też niby przypadkiem zginęli jacyś ludzie.
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 16.08.13, 15:32
        Jak slychać, śledztwo w sprawie Janiny Borowskiej o zastrzelenie adwokata Lewickiego jest
        Ukończone i w najbliższych dniach zostanie przestane do prokuratryi państwa celem postawienia ostatecznych wniosków i wygotowania aktu oskarżenia. Dopiero po wrześniu Borowskiej będzie mogła obrona przedstawić materiał dowodowy i powołać świadków obwodowych. Dopiero wtedy dlatego, bo obecnie odmówiono jej podobno wglądu w akta śledcze i rozpatrzenia się w obciążającym materiale. Po przedłożeniu przez obronę środków dowodowych poweźmie uchwałę co do ich dopuszczenia lub odrzucenia i wtedy może się okazać potrzeba uzupełnienia dochodzenia. Wobec tego nie można dzisiaj przewidzieć ostatecznego terminu rozprawy

        Kurier Śląski 233/1909
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 16.08.13, 15:33
        Po długich tygodniach głuchej ciszy i braku najdrobniejszych nawet szczegółów w sprawie Borowskiej został przed kilkoma dniami ujawniony fakt rzucający nowe światło na tajemnicę. Otóż sędzia śledczy przejął list pisany przez Borowską z celi więziennej do męża i wysłany drogą nieoficjalną. Jedynie przypadek sprawił, że list dostał się w ręce władzy. W liście tym
        Serdecznie i szczerze, w gorliwie utrzymanym w tonie melancholii lecz poważnym pisze Borowska słowami temi “Nie obawiaj się skandalu. Wystąpienia publiczności nie robią na mnie wrażenia. Akt oskarżenia będzie dla mnie wyrokiem śmierci” Z listu wynikałoby, iż Borowska zamierza targnąć się na swoje życie przed rozprawą by nie stawić się na niej. A dodać należy ż jako prawie ukończonej medyczce przyszłoby to jej łatwo. Odebranie sobie w jakikolwiek sposób życia mimo najpilniejszego dozoru. Jak informuje prokuratura państwa Kazmierz Tryblowski wygotował już akt oskarżenia przeciwko Borowskiej o zbrodnię skrytobójczego morderstwa i ukończy go w dniach najbliższych. Tak iż sprawa ta wpłynie prosto na trybunał

        Ks 246/1909
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 30.07.19, 00:26
          Śledztwo nad morderstwami wampira (tak prasa i okoliczna ludność zaczęły nazywać sprawcę) dokonanymi w Gałkówku i okolicach prokuratura w Łodzi umorzyła w 1957 r. Pomimo intensywnego śledztwa od początku wysiłki milicji zostały skierowane na zły tor. Ponieważ zbrodnie w większości popełnione były niedaleko torów kolejowych, a kilka kobiet, które przeżyły atak wampira zeznało, że sprawca był w mundurze, założono że morderca jest pracownikiem PKP. Sprawcy nie udało się wykryć. Pozostał strach wśród okolicznej ludności.
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 19.08.13, 21:36
        W dniu 12 stycznia 1910 roku wystąpi po raz drugi Janina Borowska jako heroina* kryminalna, tym razem w roli oskarżonej o zamordowanie adwokata dr Włodzimierza Lewickiego w jego mieszkaniu w nocy na sobotę 5 czerwca zeszłego roku upamiętnionej także strasznym wybuchem magazynu prochowego pod Krakowem. Po raz pierwszy stanęła Borowska w krakowskiej sali sądowej 16 lutego zeszłego roku jako oskarżycielka redaktora "Naprzodu" pana Heckera, który na podstawie odkryć Burcewa i Bakaja umieścił jej nazwisko w liście szpiegów i konfidentów rosyjskiej ochrany. W procesie tym doradcą prawnym Borowskiej był adwokat krakowski dr Włodzimierz Lewicki; po ośmiodniowej rozprawie obfitującej w dramatyczne epizody przysięgli potwierdzili winę Heckera a trybunał wydał w dniu 23 lutego wyrok skazujący go na miesiąc aresztu.

        Polak Nr 7 z 1910


        *bohaterka
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.02.16, 22:04
          Żydzi w Amsterdamie chcieli dnia 14 lipca 1860 roku swego rabina ukamieniować, ponieważ niektóre zmiany od niemieckich Żydów przyjęte zaprowadził. Ledwie za pomocą kilu chrześcijan został uratowany.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.02.16, 22:20
          W jednej kawiarni w Krakowie w roku 1860 zebrało się kółko złożone z osób nie polskiej narodowości, gdzie wśród wielkiej wesołości przesadzali się na dowcip. Do tego dowcipu użyli psa, którego postawiwszy na stole wsadzili mu na głowę koronę z papieru i nazywali go królem polskim. Gdy się tak śmiali przystąpił do nich jakiś nieznajomy i śmiało pyta ich o nazwiska. Dowcipnisie śmiali się jeszcze więcej. Cywliny ów zniknął ale po krótkiej chwili wrócił w pełnym mundurze wyższego oficera rosyjskiego i powtórnie zawezwał dowcipnisiów o wyjawienie mu swych nazwisk. Natychmiast śmiech i wesołość ustały. Rosyjski oficer udał się natychmiast do władz austriackich i opierając się na tem, że jego Car jest także królem Polski żądał zadośćuczynienie, skutkiem czego kara surowa nastąpiła.
        • madohora 124 lata temu w Warszawie 25.02.16, 21:30
          — Jeszcze O morderstwie przy ulicy Freta. Jeden z zabójców Tuszyńskiej, a mianowicie Juljan Barański, jest synem chrzestnym zamordowanej przez siebie kobiety Do spełnienia zbrodni przyznaje sie on i opowiada zarazem, iż pomagał mu towarzysz jego Józef Czyżewski. Je den
          z nich uderzył Tuszyńską żelazkiem w głowę, drugi zaś przerzynał jej gardło. Czyżewski zaś czynnego udziału w zbrodni zaprzecza.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 18:20
          W połowie XIII wieku rozpaliła stosy również i w Polsce. Do najciekawszych polskich procesów
          o czary i o leczenie urokami należą: sprawa Małgorzaty Binkowskiej z 1502 roku oraz sprawa i spalenie na stosie Doroty Gnieszko w Poznaniu w 1544 r., a wreszcie spalenie również w Poznaniu Reginy Boroszko w 1645 roku.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 18:21
          a wreszcie spalenie również w Poznaniu Reginy Boroszko w 1645 roku.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:06
          2. Bliciarze, czyli złodzieje kosztowności,
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:07
          4. Hołota - koniokrady,
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 14.02.18, 21:44
          KiM BYŁ JAROSŁAW ZIENTARA? - Fakt - 2014
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 14.02.18, 21:47
          NOWY TROP W SPRAWIE ŚMIERCI PAPAŁY - Fakt - 2016
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 14.02.18, 21:54
          DOKUMENTY ZE ŚLEDZTWA - Polskie Radio - 2011
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 14.02.18, 22:03
          MIJA DZIESIĘĆ LAT OD ZAGINIĘCIA MADELEINE - Onet.pl 2017
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 14.02.18, 22:35
          TRAGEDIA NA PRZEŁĘCZY DIATROWA - Wikipedia
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 14.02.18, 22:59
          KRAKOWSKA MIESZCZKA SPŁONĘŁA NA STOSIE - na temat.pl
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 04.04.18, 00:13
          Krzysztof Gawlik – zwany „Skorpionem” - zabił pięć osób
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 04.04.18, 00:14
          Karol Szczepan Kot – znany również jako wampir z Krakowa. Oskarżony o zamordowanie dwóch osób i dziesięciu prób zabójstwa
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.03.20, 00:53
            Ale najważniejsze było fizyczne utrudnienie wampirowi wyjścia z grobu. W tym celu przywalano go ciężkimi głazami, czasem kamienie były układane jeszcze bezpośrednio na zwłokach w trumnie.
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 15.04.20, 18:24
            Nie można tego jednak z całą pewnością wykluczyć. Ale żadnego innego wyjaśnienia jego zniknięcia nie ma, ponieważ porwany samolot jest następnie przeszukiwany kawałek po kawałku. Setki żołnierzy, policjantów i ochotników przez kilka miesięcy przeszukują duży obszar, gdzie ewentualnie mógł spaść Cooper. Jednak teren jest zbyt wielki i nie można go dokładnie określić. Wielu śledczych było wówczas przekonanych, że skok w mroźną noc był tak niebezpieczny, że szansa na przeżycie porywacza była znikoma. Ale nawet po długich poszukiwaniach, nie znaleziono jego ciała, spadochronu ani ubrania wskazującego na jego śmierć lub nawet pomyślne lądowanie.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 04.04.18, 00:16
          Zdzisław Marchwicki – chyba najbardziej znany, bohater kilku filmów i książki. Jego sprawa do dzisiaj budzi wiele kontrowersji. Twierdzi się też, że morderstwa zostały mu przypisane bo „nie pasował do ówczesnego systemu”. Jedno zabójstwo nie pozostawia wątpliwości co do winy Marchwickiego. W tym samym czasie podejrzewano o te czyny inną osobę, która na krótko przed aresztowaniem Zdzisława Marchwickiego popełniła samobójstwo. Dzisiaj twierdzi się, że to właśnie ów samobójca był prawdziwym wampirem. Marchwicki zwany też „Wampirem z Zagłębia” zamordował 14 kobiet, siedmiu ofiarom udało się ujść z życiem.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 04.04.18, 00:18
          Henryk Moruś – skazany za popełnienie siedmiu morderstw na terenie dawnego województwa Piotrkowskiego
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 04.04.18, 00:24
          Stanisław Modzelewski – zwany „Wampirem z Gałkówka” . Przez 15 lat licząc od pierwszego morderstwa pozostawał bezkarny. W okolicach Gałkówka panowała taka psychoza, że Modzelewski już nie żył a ludzie jeszcze bali się przechodzić tą drogą na której zabijał.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 04.04.18, 00:26
          Śledztwo nad morderstwami wampira (tak prasa i okoliczna ludność zaczęły nazywać sprawcę) dokonanymi w Gałkówku i okolicach prokuratura w Łodzi umorzyła w 1957 r. Pomimo intensywnego śledztwa od początku wysiłki milicji zostały skierowane na zły tor. Ponieważ zbrodnie w większości popełnione były niedaleko torów kolejowych, a kilka kobiet, które przeżyły atak wampira zeznało, że sprawca był w mundurze, założono że morderca jest pracownikiem PKP. Sprawcy nie udało się wykryć. Pozostał strach wśród okolicznej ludności.

          Do sprawy powrócono po 10 latach z powodu morderstwa dokonanego w Warszawie. Szybko wytypowano podejrzanego o morderstwo Marii Gałeckiej. Był nim jej były sąsiad Stanisław Modzelewski, z którym staruszka w przeszłości miała wiele zatargów. Dwa lata wcześniej groził jej śmiercią. Modzelewskiego aresztowano 24 września 1967 roku o 4.30 nad ranem we wsi Patoki gdzie przebywał wraz z żoną i szwagrem pod adresem Patoki 58. Nie zdziwił się widząc aresztujących go uzbrojonych milicjantów. Podczas przesłuchań zaczął opowiadać o tym, że odbywał kiedyś służbę wojskową w leśnym garnizonie w Gałkówku. Był kierowcą i łatwo poruszał się po terenie. Przyznał się do drugiego morderstwa, jak się okazało Józefy Pietrzykowskiej. Śledczy słuchali mrocznej opowieści Modzelewskiego o tym jak napadał na kobiety w mundurze wojskowym. Znał bardzo dobrze teren, powracał tam również po odbyciu służby wojskowej dokonując kolejnych morderstw. Według niego ofiary zawsze po pewnym czasie wstawały i odchodziły. W kolejnych etapach śledztwa przyznał, że było jednak inaczej i szczegółowo opisał serię morderstw przypisanych „Wampirowi z Gałkówka”. Bez emocji opowiadał o mrożących krew w żyłach wydarzeniach. Podczas wizji lokalnych dokładnie pokazał miejsca zbrodni. Obrońca z urzędu Modzelewskiego, mecenas Juliusz Leszczyński, po zapoznaniu się z aktami sprawy uznał, że tylko uznanie za niepoczytalnego uratuje jego klienta od szubienicy.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 04.04.18, 00:33
          „Zespół Ottela” to urojenia związane z niewiernością partnerki. Nawet jeżeli nie ma jakichkolwiek oznak zdrad czy romansów. Podejrzewający o niewierność każde zachowania partnera interpretuje jako zdradę. Kontroluje, śledzi i często bywa agresywny. Na „Zespół Ottela” najczęściej cierpią mężczyźni. Bardzo często występuje u alkoholików. Zespół Otella niszczy związek. Zapewnianie o niewinności tylko utwierdzają paranoika, że jego podejrzenia są słuszne.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.06.18, 18:23
          Ludzie kradną wszystko co się da
          Czasem ich pomysły podziwiam
          Lecz to się w głowie nie mieści
          Co ukradł młody człowiek w jednym mieście
          A mianowicie - komplet drukarskich czcionek
          I chciał je sprzedać nim minie dzionek
          Lecz niestety "złomowy" był bardzo dokładny
          I teraz chłopak na chwilę do aresztu wpadnie.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.06.18, 18:37
          To też działo się w Polsce i to w ostatnim czasie. W jednym z naszych miast grupa złodziei włamała się do miejscowej piekarni. Ich łupem padły jedynie jajka. Nie pokusili się ani o kasetkę z pieniędzmi ani o inne wyroby mistrzów piekarstwa i cukiernictwa. Niestety byli w takim stanie, że podczas ucieczki część jajek potłukli a skorupkami i resztkami jajek znaczyli swoją drogę. Po złapaniu przez policję - co nie było trudne - nie potrafili wytłumaczyć po co im był tak nietypowy łup. Właściciel cukierni oszacował, że taka ilość jaj wystarczyłaby na 3 lata, dla przeciętnej rodziny. I taki też wyrok zaproponował sąd.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.06.18, 20:24
          Księgi wieczyste. Za Kazimierza Wiel kiego sprzedaże dóbr odbywały się na pi śmie przed królem, zatem należy przy puszczać, że musiały już być do jakichś stałych ksiąg wpisywane. Statut, za Ja giełły w Warce r. 1420 ustanowiony, roz porządza, że gdy dostojnicy zastępują kró la na wiecu i przed nimi dziedzictwa się sprzedają, lub uskuteczniają inne ważne czynności, których ślad na zawsze ma po zostać, przeto księga, do zapisywania ta kich rzeczy na wiecach walnych służąca, ma być chowana pod trzema kluczami, z których jeden będzie u sędziego, drugi u podsędka, a trzeci u pisarza ziemskiego. Gdy sędzia będzie miał otwierać te księgi, powinien obwieścić, w którym powiecie, miejscu i czasie księgi będą otworzone, aż Żydom ponownie zakazano, aby na piśmienne rewersa nie pożyczali pienię dzy, ale chciano utrzymać w mocy obli gacje, przedtem wydane, przeto nakazano r. 1420, aby takowe do akt wieczystych złożyli. Za Jana Olbrachta r. 1493 z powo du nadużyć postanowiono, aby w Pozna niu księgi grodzkie były pod kluczem nie podsędka, lecz wojewody i kasztelana. W Wielkopolsce najwięcej czynności wpisy wano do ksiąg grodzkich i z nich zawsze swoją moc miały, kiedy po innych pro wincjach czynności zapisane w księgach grodzkich musiały być oblatowane czyli przeniesione w ciągu roku do ksiąg ziem skich. W wieku XVI każdy, kto miał do zrobienia akt urzędowy, albo chciał • mieć zasadę do skargi, przychodził do kancela- ryi, w której była suscepta czyli przyjmo wanie zeznań. Suscepta zaś była w kance- larjach ziemskich i grodzkich, dla pryma sa i jego ludzi w Łowiczu w kancelaryi prymasowskiej, dla mieszczan w każdem mieście w ratuszu, gdzie były księgi wój towskie. Przy księgach wieczystych ziem skich był zawsze rejent lub zastępujący go wicerejent albo susceptant. W Mazowszu przy księgach wieczystych siedział sam pisarz, a wyręczali go podpisek lub także susceptant. W grodzie przyjmował zezna nia i manifesty rejent albo susceptant. W województwie sandomierskiem były księ gi wieczyste podkomorskie dla spraw gra nicznych. Nad niemi był przełożony pisarz graniczny. Podczas trybunału w Piotrko wie otwierał księgi pisarz ziemski sieradz ki, a w Lublinie—ziemski lubelski. Wogó- le księgi ziemskie nie były przez cały rok otwarte, ale tylko podczas kadencyi sądo wych i przez dwie niedziele przed każdą kadencją. Księgi wieczyste były czwora kie. Jedna obejmowała zapisy i kwity pie niężne, druga ugody względem długów, obiaty rewersów i ubezpieczenia posagorelacje czyli zażalenia. Relacje były to ze znania wszelkiego rodzaju, protesty i ma nifesty. Tak np. skaleczony pokazywał za dane mu rany, skrzywdzony pieniężnie lub majątkowo manifestował w księdze wieczystej swoją krzywdę. Broniący wol ności sejmikowej protestował przeciwko naciskowi lub nieformalności i uchybieniu prawa, albo woźny donosił, że został znie ważony i t. d. Jednem słowem księga ta była przeznaczona głównie dla manife stów (ob. manifest). Każdy, kto chciał, miał prawo księgi wieczyste przeglądać i kazać z nich wypisać, co mu było potrze bne. Niewolno było tylko ksiąg tych zkan- celaryi wynosić. Chorych więc przywożo - no do kancelaryi. Król tylko sam mógł ze zwolić, żeby susceptant udał się zksięgądo domu prywatnego. Za wydarcie karty lub fałszerstwo urzędnik podpadał karze śmier ci. Od zaprowadzenia papieru stemplowe go rewidowali księgi
        • balzack Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 11.08.18, 22:16
          Polska zajmuje srodkowe miejsce wsrod wsrod 28 panstw rozwinietych ze wzgledu na liczbe zgonow dzieci w wyniku przemocy lub zaniedban ze strony rodzicow lub opiekunow.
        • balzack Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 11.08.18, 22:31
          Wiekszosc takich przypadkow jest kwalifikowane jako przemoc w rodzinie czyli znecanie sie nad dzieckiem przez czlonkow rodziny.
        • balzack Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 11.08.18, 22:39
          26% zna rodziny w ktorych dochodzi do przemocy wobec dzieci
          25% zna rodziny w ktorych dochodzi do przemocy fizycznej.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.08.18, 21:11
          Zabójstwo studentki z Czechowic - Dziedzic. Jej ciało odnaleziono po czterech latach

          Joanna Surowiecka, 20-letnia mieszkanka Czechowic-Dziedzic koło Bielska-Białej, zaginęła w czerwcu 2006 roku. Studentka Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej wyszła rano w kierunku dworca kolejowego w Goczałkowicach. Jechała wówczas na egzamin. Do pociągu już jednak nie wsiadła. Jej telefon logował się jeszcze w południe, ale nikt go nie odbierał. Po czterech latach zalogował się znowu. Wtedy policja wpadła na trop 36-letniego Marka Z. z Goczałkowic. Najpierw kręcił, że to był nieszczęśliwy wypadek - Asia spadła ze skarpy i uderzyła się w głowę. Potem mówił, że uderzył ją kamieniem tylko raz. Zaatakował kilkaset metrów przed dworcem. Pracował w pobliskim barze w Goczałkowicach. Wyrok zapadł w 2012 roku: 25 lat więzienia dla Marka Z. za morderstwo i usiłowanie gwałtu studentki Joanny Surowieckiej z Czechowic-Dziedzic.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.08.18, 21:15
          Morderstwo w Częstochowie na Złotej Górze: Sąd Najwyższy oddalił kasację skazanego na dożywocie

          Sprawą zniknięcia Jarosława G. pod koniec 2013 roku żyła cała Częstochowa. Zaginionego mężczyznę szukała rodzina oraz przyjaciele. Okazało się, że padł on ofiarą brutalnego zabójstwa. Jak ustaliła w toku śledztwa prokuratura, jeden z oskarżonych, Dawid N. dobrze znał swoją ofiarę. Jarosław G. załatwił mu pracę przedstawiciela handlowego, a nawet oddał mu do dyspozycji samochód. W śledztwie ustalono, że 16 listopada 2013 roku Dawid N. i Sebastian B. za pieniądze z zastawionego w lombardzie laptopa kupili taśmę budowlaną, folię ochronną, paralizator elektryczny oraz zaciski na ręce.
          Wcześniej N. zaprosił ofiarę na ognisko na Złotej Górze w Częstochowie, gdzie bywali już razem w przeszłości. Dawid N. i pokrzywdzony udali się tam samochodem. Czekał już na nich Sebastian B., który dojechał autobusem i ukrył się w krzakach.
          W dogodnym momencie zakradł się do ofiary i poraził paralizatorem. Nie zadziałał on jednak tak, jak planowali mordercy. Jarosław G. zaczął uciekać. Został jednak schwytany. Dawid N. zadał mu cios szpadlem w twarz, a B. ranił kilka razy nożem. Napastnicy związali ofiarę i torturowali ją, by pozyskać hasła do kont bankowych.

          Gdy Jarosław G. nie dawał już oznak życia, owinęli go folią budowlaną i wrzucili do bagażnika samochodu. Ciało ukryli w jednym z grobowców na cmentarzu w Zawodziu. Potem pojechali do bankomatu przy Rynku Wieluńskim, z którego wypłacili 600 złotych z konta Jarosława G.. Kilka dni później próbowali to samo zrobić w Katowicach i Jastrzębiu-Zdroju, ale im się nie udało. 5 grudnia 2013 roku zostali zatrzymani. Sąd Okręgowy w Częstochowie skazał Dawida N. i Sebastiana B. na dożywocie. Sąd Apelacyjny w Katowicach utrzymał wyrok w mocy, a Sąd Najwyższy oddalił kasację Dawida N.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.08.18, 21:19
          Zabójstwo w Mikołowie. Bartosz J. i Daniel R. ułożyli ciało Dariusza na torach i chcieli upozorować samobójstwo

          Ciało 24-letniego Dariusza Fojcika znaleziono w sobotę, 18 listopada 2017 roku, nad ranem na torach kolejowych przy dworcu PKP w Mikołowie. Wstępnie zakładano, że doszło do nieszczęśliwego wypadku, a młody chłopak został potrącony przez pociąg relacji Katowice-Racibórz, który przez mikołowską stację przejeżdżał o godz. 5.09. Okazało się jednak, że 24-letniego Dariusza zamordowano. W czerwcu 2018 roku ruszył proces dwóch mężczyzn zamieszanych w zabójstwo i upozorowanie samobójstwa na torach w Mikołowie. Bartosz J. odpowiada za zabójstwo i zastraszanie świadka, a jego kolega Daniel R. za zacieranie śladów i również zastraszanie. Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanych im czynów. Obaj odmówili składania wyjaśnień.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.08.18, 21:22
          Czyżby ktoś się wzorował na filmie o Marchwickim
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.08.18, 21:27
          Zabójstwo Madzi w Sosnowcu. Jej matka Katarzyna Waśniewska skazana na 25 lat więzienia

          Dokładnie 24 stycznia 2012 roku w Sosnowcu zginęła 6-miesięczna Madzia. Udusiła ją jej własna matka, a tę historię wielokrotnie opisywaliśmy na naszych łamach. Pierwsza wersja wydarzeń, jaką przedstawiała Katarzyna Waśniewska, matka Madzi, była jednak zupełnie inna. Kobieta mówiła, że gdy wracała do domu, około godziny 18, ktoś nagle na ulicy uderzył ją w tył głowy. Katarzyna straciła przytomność, a kiedy się ocknęła, w wózku nie było już jej półrocznej córeczki. Policja przesłuchała świadków, którzy widzieli leżącą na ulicy kobietę. W nocy trwały poszukiwania prowadzone przez policjantów i strażaków. W akcję poszukiwawczą włączyli się internauci, publikując zdjęcia dziecka na portalach społecznościowych. W trakcie przesłuchania matka zmieniała zeznania, a na jej ciele nie znaleziono śladów obrażeń, które wskazywałyby, że została napadnięta. 26 stycznia do akcji poszukiwania Madzi włączył się właściciel biura detektywistycznego Krzysztof Rutkowski. Trzy dni później na zorganizowanej przez niego konferencji prasowej prasowej rodzice Magdy zaapelowali do domniemanego porywacza, obiecując mu całkowitą bezkarność, jeśli dobrowolnie odda dziecko. Katarzyna Waśniewska wówczas była już objęta policyjną obserwacją. Stąd wiadomo, że po konferencji poszła do kina na film. 2 lutego Krzysztof Rutkowski skłonił Katarzynę do wyznania, że jej córka wcale nie została porwana. Nagrał swoją rozmowę, podczas której powiedziała mu, że dziecko zginęło w wyniku nieszczęśliwego wypadku: dziewczynka miała upaść na podłogę i uderzyć głową o próg, gdy wypadła jej z rąk. Wedle wersji Rutkowskiego spanikowana W. postanowiła upozorować porwanie. Wówczas prokuratura przedstawiła jej zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci.
          W lipcu 2012 została sporządzona opinia biegłych, specjalistów w zakresie medycyny sądowej, którzy uznali, że dziecko zmarło na skutek gwałtownego uduszenia. Katarzyna Waśniewska została skazana za zabójstwo swojej córki na 25 lat pozbawienia wolności. A jej nazwisko zostało oficjalnie podane do publicznej wiadomości. Sąd orzekł, że zabójstwo było zaplanowane. Na nic nie zdała się apelacja, a Sąd Najwyższy oddalił kasację.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.08.18, 21:32
          Zabójstwo w Piekarach Śląskich. Paweł D. ma trafić do więzienia na 25 lat

          W czerwcu 2018 roku Sąd Okręgowy w Gliwicach wydał wyrok w sprawie Pawła D., oskarżonego o zabójstwo 68-letniej Róży K. w Piekarach Śląskich. Do zbrodni doszło w 2016 roku, a śledczy ustalili, że mężczyzna działał wspólnie z nieletnią Weroniką G. Sąd skazał Pawła D. na 25 lat więzienia za zabójstwo Róży K. O warunkowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się najwcześniej po 20 latach. Wyrok nie jest prawomocny. Pawła D. oskarżono o to, że w nocy z 13 na 14 kwietnia 2016 roku, w domu przy ulicy Paderewskiego w Piekarach Śląskich, działając wspólnie i w porozumieniu z nieletnią Weroniką G., zamordował Różę K. Sprawcy skrępowali jej ręce i nogi oraz uderzali w głowę obuchem siekiery. Następnie zostawili ją leżącą na brzuchu, a jej głowa przylegała do poduszki. Ukradli biżuterię i pieniądze. Paweł D. przyznał się do zarzucanego mu czynu, ale jak stwierdził - „nie bezpośrednio”. Jego obrońca, radca prawny Jacek Betlejewski, dopytywał, co oskarżony przez to rozumie. - Przyznaję się do włamania i kradzieży, a nie do zabójstwa - podkreślał Paweł D. Kto zatem uderzał Różę K. obuchem siekiery w głowę? - Weronika G. - mówił oskarżony. Nastolatka, która - zdaniem prokuratury - dokonała zbrodni wspólnie z Pawłem D., po roku od morderstwa została zwolniona ze schroniska dla nieletnich. Taka była decyzja Sądu Rejonowego w Tarnowskich Górach (Wydział III Rodzinny i Nieletnich). Podejrzana o brutalne zabójstwo - po decyzji sądu - przez półtora miesiąca cieszyła się wolnością, mimo że w szczególnych przypadkach sąd mógł przedłużyć ten pobyt. Weronika G. miała trafić do młodzieżowego ośrodka wychowawczego, ale... nie było w nim miejsc. W takiej sytuacji wróciła do domu i - pod nadzorem kuratora sądowego - korzystała z życia. W internecie można było znaleźć zdjęcia uśmiechniętej nastolatki bawiącej się w dyskotece. Po naszej interwencji sprawą zajęło się Ministerstwo Sprawiedliwości. G. ostatecznie trafiła do młodzieżowego ośrodka wychowawczego, a 14 kwietnia zeszłego roku minister sprawiedliwości zażądał, by podjąć wobec sędziego czynności dyscyplinarne i zwrócił się w tej sprawie do zastępcy rzecznika dyscyplinarnego w Sądzie Apelacyjnym w Katowicach. Ostatecznie odmówiono wszczęcia postępowania, na nic zdało się także zażalenie ministra Zbigniewa Ziobry. Sąd Rejonowy w Tarnowskich Górach orzekł, że Weronika G. ma trafić do zakładu poprawczego. Tak się jednak nie stało. Po apelacji Sąd Okręgowy w Gliwicach uchylił bowiem orzeczenie i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Obecnie G. przebywa w schronisku dla nieletnich
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.08.18, 21:41
          Zabójstwo noworodka w Rudzie Śląskiej

          Zabójstwo nowo narodzonego synka - taki zarzut usłyszała Elwira G. z Rudy Śląskiej. Jej najstarszy syn Bogdan G. odpowiada natomiast za to, że miał pomagać matce w zacieraniu śladów. 27 lipca 2018 roku ruszył proces przed Sądem Okręgowym w Gliwicach. Za zamkniętymi drzwiami, ponieważ sąd wyłączył jawność.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.09.18, 15:10
          POŻAR W RAFINERII 1 1996 ROKU - Wyborcza - 03.09.2018
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 07.09.18, 12:56
          A z drugiej strony jestem ciekawa jak długo będzie wałkowana sprawa Marchwickiego. Informacje, które i tak nic nie wnoszą a podawane są tylko dlatego aby wzbudzić sensację.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.09.18, 19:46
          Uwaga: Jak wczoraj podały media pojawiło się również nowe oszustwo - na ZUS. Ktoś wysyła faktury z logo ZUS-u. Pamiętajcie. Nawet, jeżeli macie zaległości w ZUS to możecie dostać upomnienie, informację, tytuł wykonawczy ale nigdy nie F A K T U R Ę.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.10.18, 18:02
          ZŁODZIEJ NA DWORCU PKS W KATOWICACH - Dziennik Zachodni - 01.10.2018
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 11.10.18, 21:29
          Mieszkanie nie podoba mi się. Typowe nowoczesne mieszkanie. A tak ogólnie to nie podobają mi się te nowoczesne łazienki w sypialniach. Brrrr. Zaprosicie teściów, starszych ludzi. I co?! I ta modna cegła. Widziałam kilka mieszkań, które sobie wyremontowali młodzi ludzie i te mieszkania są naprawdę piękne. A tutaj czerwona cegła, naturalne drzewo i to niebieskie. Niestety - nie mój gust.crying.
          Szkoda, że mój tato i nasz znajomy - nie skończyli architektury, bo potrafi projektować naprawdę piękne rzeczysmile
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.01.19, 23:26
          NA GISZOWCU ZNALEZIONO CIAŁO MĘŻCZYZNY - Silesion - 13.01.2019
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.03.19, 21:24
          ZAKAPTURZENIE MĘŻCZYŹNI NAPADLI NA BANK - Super Express - 20.03.2019
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.04.19, 00:25
          mil mnie z stosunkami firmv i zareczyl, ze na Bis-
          markhut?, jej gl6wnq odbiorczyznie. b?de mogl
          stale liczyt'::. Posiadajqe 15000 mk. majqtku, objq-
          lem w rotm 1903 firme Bernhard na takich warun-
          kach: Z kasy odbior? co miesi'le 250 marek, tylez
          wyplacc: wsp61niczce wdowie Bernhardowej, a 200
          marek eichej wsp61niczce, wdowie rritschowej;
          z zysku otrzymuje co rok 50%, Bernhardowa 3U%,
          a Fritschowa 20%. Wsp61niey mieeli prawo dozo-
          ru k?i'lzek; co rok rewidowano ksiqzki. I3ernhar-
          dowa mogla wyst'lpic z sp6tki po 15 lataeh, Fri-
          tschowa kiedy zechciala. Umowa ta byla dla mnie
          niekorzystna, bo przy obj?ciu firmy byly obroty
          bardzo male, in teres zanieabany, ksiqiki w niepo-
          rz'ldku; ponadto doznatem zawodu z strony pana
          KolImanna, bo Bismarkhuta ogl'ldala sie za innymi
          dostawcami, i tylko dzieki moim staraniom u iei
          urzednik6w, tego odbiorcy nie utracilem. Ciqzy'
          tez interesowi stosunek z Pritschow'l' kt6ra z swe-
          gO kapitalu wyci'lgala prawie 70% zysku. Gdy po
          trzeeh lataeh Bernhardowa umarIa, pozostawila
          pieciu spadkobierc6w i w cz?sei wycofala swoje
          dziaty. Sqd zwr6cil uwage, ze zyski w pierwszych
          latach byly wieksze nit w nastc;pnych i gdy w roku
          1905 ezysty zysk wynosil 19000 mk., w roku 19U6
          at 21 700 mk., tu w dalszych lataeh sic: stale obni-
          zat a w roku 1910 wynosil juz tylko 10 700 marek;
          mimo to jednak obroty firmy rosly z roku na rob.;
          wspolnicy wskutek tego pos'ldzali oskarzonego 0
          sztuczne okrajanie czystyeh zysk6w na wlasnq ko-
          rzyscOskarZony odparl, ze mimo wielkich O'bro-
          tow nie bylo znacznego zarobku. bo zysk wynosil
          rzadko kiedy ponad 2?v; przytem. a zwlaszcza w
          ostatnich latach, ponosHa firma straty do 20000
          marek; mianowicie dlatego. ze odbiorey mniej to-
          warn kupili, anizeli zamowili.
          - Sqd dale] przytO'-
          czyt niezgodnost'::, stwierdzonq przez rewizy? w
          bilansie z dnia 31 grudnia 1910 r. Aktywy wyno-
          sHy tam 471 000 mk.. z ezego naleialo sie wsp6lni-
          kom 47000 mk.; leez zamiast tych 424 000 mk. ka-
          sY. znaleziono tylko 5 000. Oskarzony O'dpowie-
          dzial, ze znikly gdzies ksiqzki niekt6re, kwity ban-
          kOw itp., wskutek ezego nie magI tej sprawy wy-
          jasnic.
          - Podpadajqcem bylo tez, ze oskarzony w
          dniu 1 stycznia 1910 r. obliczyt swoj wlasny ma-
          J'ltek na 34 000 mk., a w rok pozniej ten majqtek
          wynosil iuz przeszlo 200 000 mk.! Oskarzony tlu-
          maczyl. ie w roku 1910 spekulowal karbidcm. kto-
          rego obr6cil za przeszlo milion rnarek i dorobil sic:
          na tern okolo 150 000 rnk.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 16.05.19, 23:48
          Zabrze. Pewna kobieta znalazła w żołądku szczupaka złoty pierścionek ślubny i dwa kluczyki od zegarka. Wiadomo już od dawna, że szczupak, to wielki żarłok i nie pierwszy to raz podobne przedmioty w jegu żołądku znaleziono
        • madohora Jak naprawdę było w Sarajewie? 17.05.19, 00:51
          e rozległy się wystrzały, wymierzone przeciw następcy tronu, Franciszkowi Ferdynandowi i jego żonie. Te wystrzały były sygnałem wielkiej wojny światowej. Cóż dziwnego, że katastrofa w Sera jewie wy tworzyła całą Hterąturę? . Ileż domysłów, twierdzeń, prz^usŻczeń! Ile intryg politycznych omotało mord w Sera je wie ! Są tacy, którzy utrzymują, że Berlin oraz wyższe koła Wiednia kierowały tern mordem, dą żąc do osiągnięcia dwóch celów. Pierwszy cel — usunięcie z areny politycznej stanowczego, posiadającego silną wolę i nie chcą cego podlegać Wilhelmowi, areyksięcia, następcy tronu. Cel drugi — chęć wywołania wojny,, 'do której powód miał dać mord w Sera je wie. Historja wyświetli jak było istotnie, wykaże czyim wpływom podlegała grupa zamachowców patrjlotów serbskich. Dotychczas nigdzie, w żadnem dziele, nie zo stała wyświetlona należycie rola w tej sprawie Tankosicza, majora królewskiej armji serbskiej. Tankosicz, major sztabu generalnego, patrjota gorący i człowiek, odznaczający się wielką odwagą osobistą, już na długo przed wojną, czynnie wystę pował w Macedonii Serbskiej, organizując oddziały powstańców przeciw ciemiężcom turkom. Tanko sicz, w przebraniu albańczyka, uzbrojony od stóp do głów, dowodził tymi oddziałami. Mając pod so bą jakich stu zuchwalców, opanowywał miasta; wy cinał w pień władze tureckie i tureckie garnizony. Nietylko cała Macedonia, lecz i jej centrum Saloniki ogarniała panika. Przeciw nieznanemu serbowi, przebranemu za albańczyka występowały od ziemię. Groźna sława tego nieulęknio- nego, nieuchwytnego dowódcy powstańców dotarła do Konstantynopola! Rząd turecki wyznaczył poważną nagrodę za głowę Tankosicza, żywego lub martwego. Lecz Tankosicz nie wpadł w ręce swoich śmiertelnych wrogóy/. Dla turków był on jakimś legiendowym, wy wołującym strach i zgrozę, przywódcą powstań czym, dla Serbów w tymże stopniu był legendo wym bohaterem narodowym! Wybuchła wojna Bałkańska! Zwycięscy serbowie przyłączają do swojego królestwa wszystkie ziemie, gdzie dotąd jęczeli pod' jarzmem tureckiem ich bracia! Wraz z terni zdobyczami zakończyła się rola Tankosicza w Macedonii. Lecz nie zaznał spokoju jego duch! Zwraca całą uwagę przeciw Austro-Węgrom, przekonany, że wcześniej lub później małe królest wo serbskie musi się zmierzyć z imperjum Hab sburgów, liczącem około czterech miljonów podda nych serbów. Tankosicz wysyła swoich wywiadowców i agitatorów na Węgry, udaje się tam osobiście w sposób nielegalny i bada fortece oraz węzły dróg żelaznych, mosty strategiczne i wszystko to, czego znajomość może przynieść korzyści Serbom w razie wybuchu wojny z tym tak potężnym wrogiem. Wiosną 1914 roku Tankosicz dowiaduje się, że na manewry wojskowe w Bośnii przybędzie do Se ra jew a Franciszek Ferdynand. Zgoliw’szy wąsy, zdobywszy podrobione do wody osobiste, Tankosicz przyjeżdża do Serajewa, u spotyka się z dwoma młodzieńcami, patrio tami serbskimi Gawr [łowiczem i Princzipem. Oby dwaj oni konspiracyjnie działali przeciw! austr- jakom. Tankosicz- udaje się wraz z nimi w góry, ćwi czy ich w strzelaniu i na wszelki wypadek zaopa truje w najsilniejszą truciznę cyjankali. Powiada im: — Ten proszek zaszyjcie sobie w nogawki spodni, powyżej kolan. Jeśli bedziecie schwytani po dokonaniu zamachu i nie zdołacie uciec, to nawet związani, będziecie mogli przegryść zębami to miejsce i zażyć truciżnę. Jak wiadomo, obaj po zamachu zostali schwy tani, lecz obydwaj pozostali przy życiu. Jedno z dwojga: albo zabrakło im odwagi ode brać sobie życie, albo też trucizna wywietrzała i utraciła swoją moc zabójczą. Tankosicz przypuszczał to drugie. Nie przy puszczał zapewne, iż obydwaj oni go przeżyją! Tankosicz zginął na początku wojny. Padł śmiercią bohaterską podczas walki na terytorium Serbji, w pobliżu swego rodzinnego miasteczka Wajlewo, gdzie zamieszkiwała jego matka sta ruszka. Wkrótce po tej bitwie, Serbowie wyparli austrjaków. Po upływie roku nastąpiła nowa ofenzywa. Wróg krok za krokiem obejmował ziemie serbów. Król rząd i armja cofali się przez Albanję ku brzegom morza Adriatyckiego, skąd na okrętach sojuszników odpłynęli na wyspę Korfu. Zaledwie wojska austriackie wkroczyły do Waljewa, gdy późnym już wieczorem przybyło sa mochodem z Wiednia kilku oficerów szt ab ułudne- ralńego. Pi er wszem ich zapytaniem było: — Gdzie się znajduje dom, w którym mieszkał major Tankosicz? Wskazano im mały domek. — Zdaje się, że on miał matkę? — Istotnie. Lecz staruszka opuściła miasto wraz z arm ją. Oficerowie wdarli się do domku i przez całą noc, w obecności miejscowego księdza szczegółow ewidowali każdy pokój, opukiwali ściany, pruli pokrycie meblowe i pościel. — Szukamy archiwum majora Tankosicza. Nie zdołali jednak znaleźć nic ciekawego ofice rowie wiedeńscy. Niezadowoleni, kazali księdzu, aby zaprowadził ich na grób majora. Ksiądz spełnił rozkaz. Kilku żołnierzy zapaliło pochodnie, kilku innych zaczęło rozkopywać mogiłę. Wydobyto trumnę ze szczątkami bohatera i przetrząśnięto ją. Tu nawet szukano archiwum. Nad grobem pozostawiono wartę, na drugi zaś dzień oficer austriacki sfotografował grób i trumnę. Jednak ciało, które już podległo rozkładowi, nie było bynajmniej trupem majora. Gdy rozpoczę ła się wojna, Tankosicz polecił swoim 1 oddanym przyjaciołom, aby, jeśli padnie na polu chwały, po chować go w tajemnicy gdzieś w głuszy. Spełnio no jego wolę. Urzędowo zaś na cmentarzu w Wali- jewie pochowano zwłoki innego oficera, zabitego w tejże bitwie i pochowano pod nazwiskiem Tan kosicza. Przytoczony fakt autentyczny dowodzi wy mownie, jak wielkie znaczenie dla austriackiego sztabu generalnego miało odnalezienie archiwum Tankosicza. Nie koniec na tern. Osierocona matka majora, straciwszy syna i całą rodzinę, zamieszkała na południu Francji, w Marsylji,* żyjąc w ubóstwie. Pewnego razu zja wia się, -ij niej bąrdzo, poważnie prezentujący się jegomość. — Pani Tankosiewiczowa! — powiada. Ja wiem, że pani znajduje się w wielkiej potrzebie. Proponuję więc pani pięćdziesiąt tysięcy franków za wszystkie papiery, listy i dokumenty, które po zostały po synu pani, jednem słowem za całe ar chiwum syna. Odmówiła, nie przyznając się, że archiwum majora Tankosicza znajduje się w Londynie, w bar dzo pewnych rękach
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 17.05.19, 00:59
          W Bergamo rozegrał się w ubiegłym miesią cu dramat, wstrząsający tak swym niezwykle tra gicznym splotem okoliczności jak i smutnem za kończeniem. Córka kupca tamtejszego Lucia Pavonelli po znała przypadkowo jakiegoś młodzieńca, który jej się przedstawił, jako inżynier, przybyły do Berga mo w jakichś z fachem jego związanych interesach. Po niedługiej znajomości oboje zapałali do sie bie namiętną miłością. Młoda Lucia widywała się ze swym ukochanym w tajemnicy przed rodzicami, którzy nie wiedzieli zupełnie o nawiązanym ro mansie córki. Spotkania te jednak zostały wykryte przez przyjaciółkę Lucji, która je obserwowała z wciąż wzrastającym zdumieniem. Powodem tego zdumie nia był fakt, iż serce Lucji zdobył clown występują cy w cyrku, który bawił gościnnie w ich rodzinnem mieście, o czem przyjaciółka ta wiedziała na pewno. Sądząc, że wyjawienie tej prawdy zbawi oszo łomioną miłością Lucję, oznajmiła ona to jej, lecz dziewczyna odrzuciła ze wstrętem to, jak jej się wydawało, potworne oszczerstwo. Jednakże zwątpienie, rzucone w jej duszę, .nie dawało jej spokoju. I oto pędnego wieczoru tar gana niepokojem, nieszczęśliwa dziewczyna zna lazła się w cyrku. W oświetlonej a giorno sali panuje wesoły, bez troski nastrój, muzyka gra skoczne polki i marsze. Przed oczyma Lucji przesuwają się jak w kalejdo skopie jaskrawe postacie akrobatów i ekwilibrys- tów, tresowane konie popisują się zmyślnemi sztuczkami. Nadchodzi wreszcie jeden z najpoważniejszych numerów programu, zapowiada on występ słynne go ekscentrycznego clowna M-r Jacka i jego kom pana Głupiego Ildefonsa. Patrzy więc na umączoną gębę głównego mis trza, który zapowiada szanownej publiczności, iż za chwilę pokaże im swego służącego, głupsze d baraniego ogona L Po tym wstępie dzwoni on na swego famulusa. Tak, to on! Mimo ufarbowanej gęby, mimo bezdennie idiotycznego wyrazu, jakim jest napię tnowana ta parodja człowieka, Lucja poznała go od razu! To jest on: jej Paweł! Przed jej obłędnie rozszerzonemi oczyma odby wa się pohańbienie człowieka, któremu oddała ser ce! Raz po raz rozlega się suchy + rzask policzka! Nieszczęsna dziewczyna widzi oto, że czło wiek, któremu oddała pierwsze kwiaty swego dzie wiczego serca, jest tym, którego biją po twarzy! Rozdzierający krzyk wydziera się z jej ust... Pada zemdlona, a następnie doprowadzona do przy tomności, powraca do domu... Cios był zbyt silny! Nazajutrz rano znalezio no ją martwą: zażyta trucizna ukoiła zawód, jaki zranił jej subtelne serce... Zdążyła ona jednak przed śmiercią wysłać list, żegna ona w nim najczulszemi słowy tego, którego mimo wszystko nie przestała kochać. „Ukochany mój! — oto jest wyjątek z prze dziwnie pięknego wyznania śmiertelnie rażonej duszy — nie dla tego odchodzę od Ciebie, że Tobą gardzę, albowiem miłość nie zna tego uczucia. Lecz ponad moje wętłe siły jest ta okropna świado mość, iż poniżenie Twej godności jest codziennym pokarmem tych, którzy napewno nie są Ciebie warci! Paolo Contambella snać musiał silnie kochać tę, którą tak dotkliwie dotknął w najświętszych jej uczuciach, gdyż po otrzymaniu tych słów pożegna nia kulą z rewolweru położył kres cierpieniom po stracie ukochanej! Nieprzeliczone tłumy towarzyszyły podwój nemu orszakowi kochanków, których śmierć wy wołała w całem mieście współczucie i żałobę
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 19.05.19, 00:34
          ECHOWYZAKUPWnocy,12sierpniawNiemolinie,nieustalenisprawcypobiliwparkuprzyulicyWojskaPolskiegonietrzeźwegomężczyznękradnącjednocześniegotówkęwwysokości1.000złotych.Wcześniej,mężczyznakupowałwsklepienocnymwRynkualkohol.Prawdopodobnieprzebywającywsklepiestalibywacyzauważyliwjegoportfeluznacznąilośćgotówki,cowkonsekwejibyłoprzyczynąnapadu.Pechow­cembyłjedenzpracownikówzfir­myMota,którastawiamostynaautostradzieA-4.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 30.05.19, 17:36
          WYSADZILI BANKOMAT, UKRADLI PIENIĄDZE - www.infokatowice.pl - 30.05.2019
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 30.05.19, 18:50
          WYBUCH W KATOWICACH. BANDYCI WYSADZILI BANKOMAT - wp.pl - 30.05.2019
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.07.19, 20:01
          W tych dniach do Ministerstwa Spraw Zagranicz nych zgłosiła się jakaś kobieta, podając się za Geno wefę Kwas i pytała o los swego męża w Ameryce. Konsulat generalny w Ameryce odpowiedział, że oby watel ten zmarł już przed 12 laty. Wobec powyż szego w toku dochodzeń wyszło na jaw oszustwo, gdyż Kwasowa stanowczo zaprzeczyła, jakoby pod jęła spadek. Okazało się, że własnoręczny jej podpis został sfałszowany
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.07.19, 20:05
          Tajemnicza „czerwona ręka“. Od kilku tygodni w Wilnie grasuje tajemnicza banda opryszków, która wysyła do różnych kupców przeważnie żydowskich listy, podpisane: „Czerwona ręka". W listach tych opryszkowie żądają okupu w kwocie 1.500 zł., który ma być w oznaczonem miejscu pozostawiony w kopercie, w przeciwnym ra zie grożą śmiercią. Policja wszczęła energiczne do chodzenie w tej sprawie. Dotychczas aresztowano jednego żydka. podejrzanego o współudział w wymu szaniu pieniędzy pod taką groźbą

          Rok 1928
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.07.19, 22:27
          Sensacyjny proces o bezprawne wykorzystanie urody dziecka Liga Popierania Turystyki, w związku z wprowadzanym przez ko leje państw, bezpłatnym przewozem dzieci, wydała estetyczny plakat, któ ry przedstawia główkę dziewczynki, zapatrzonej w kolejkę linową, kolej i autobus. Jak się okazało, plakat ten ma swoją historję i to dość ciekawą. Firma „Monofoto -4 w celach reklamo wych opublikowała szereg swych zdjęć w jednem z pism warszawskich. Mię dzy innemi było tam również zdjęcie owej ładnej dziewczynki z plakatu. Gdy w Lidze Popierania Turysty ki na specjał nem posiedzeniu rozpa trywano projekty raa reklamowania ^bezpłatnego przejazdu dzieci i wyło niła się kwestja afisza — postanowio no zrobić fotomontaż ze zdjęć autobusu, kolei, kolejki linowej i... twarzy dziewczynki. Kiedy plakat ukazał się na dworcach kolejowych, biurach po dróży i w wielu innych miejscach — dziewczynkę z afisza poznali ••• jej ro dzice. Uważając, że wykorzystanie urody ich dziecka do celów reklamowych nie może być bezpłatne zwrócili się do ad wokata, aby ten zażądał od Ligi od szkodowania za bezprawne wykorzy stanie fotografji. Rodzbe zażądali 5.000 złotych. pertraktacjo w tej sprawie już się rozpoczęły. Jeśli nie dojdą do skutku — będziemy świadkami ciekawego procesu o... bezprawne wykorzystanie urody.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 30.07.19, 00:33
          W okolicach dworca był las a także duże pole, chyba żyta - bo już nie pamiętam. Tak, że miejsce do tego by popełnić zbrodnię idealne. Nikt nic nie widzi, nikt nic nie słyszy. A do pewnych miejscowości trzeba było przejść nawet kilka kilometrów z dworca w Gałkówku, przez ten lasek i między tymi polami właśnie. Dzisiaj już jeżdżą autobusy ale w latach 50-tych?
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 30.07.19, 01:09
          Maria Zajdlowa zamordowała swoją córkę, bo... przeszkadzała jej normalnie żyć. Pod koniec stycznia 1938 roku na komendę policji w Łodzi zgłosiła się 30-letnia Maria Zajdlowa, wdowa, z zawodu hafciarka. Powiedziała, że zaginęła jej córka, 12-letnia Zosia. Wcześniej miała dostać list z pogróżkam, że ktoś chce zabić jej córkę. Miała to być zemsta nieprzyjaciół jej zmarłego w 1930 roku męża Leonarda. Po jakimś czasie stwierdziła, że dostała kolejny anonim. Napisano, że musi opuścić dom: „Zosia została zamordowana, a jej ciało ukryto Początkowo łódzcy policjanci współczuli Marii. Jednak z czasem udali się do domu Zajdlowej na Bałuty. Pojawiło się podejrzenie, że może Zosia uciekła z domu i pozostawiła list. Takiego nie znaleziono, ale zobaczyli zakrwawioną pościel i... anonimy. Od razu można było zauważyć, że pisała je te sama osoba. Policjanci byli już niemal pewni, że Zosia nie żyje. Przeszukali dół kloaczny na podwórku. W nim znajdowały się nagie zwłoki dziewczynki. Marię Zajdelową zatrzymano. Do aresztu trafił też jej kochanek, 27-letni Stanisław Gibki, z zawodu muzyk - harmonista, a także przyjaciółka Marii, właścicielka sklepu spożywczego przy ul. Chopina. Byli podejrzani o udział w zbrodni. Po zatrzymaniu powiedziano Zajdlowej, że to ona pisała anonimy. Nie przyznawała się, mdlała, a w końcu zaczęła zeznawać. Powiedziała, że zamordowała Zosię. Leonarda poznała, gdy była dziewczyną. Miała 16 lat, gdy za niego wyszła. Po siedmiu miesiącach na świat przyszła Zosia. Zajdlowa urodziła jeszcze młodszą córkę, ale ta zmarła po porodzie. Maria nie cieszyła się długo małżeństwem z Leonardem. Miała 22 lata gdy została wdową. Sama wychowywała Zosię. Trzy lata przed tragedią przeprowadziły się na ul. Chopina. Maria chciała sobie ułożyć na nowo życie. Pojawiali się w nim mężczyźni. Zosi nie podobał się taki tryb życia matki. Sąsiedzi opowiadali, że Zosia była grzeczną, inteligentną i pracowitą dziewczynką. Pomagała matce w hafcie. Ale ta zaniedbywała córkę- Nie raz czekała na schodach aż rozbawiona męskim towarzystwem matka wpuści ją do domu - odpowiadali sąsiedzi dziennikarzom „Kuriera Łódzkiego”. Nie raz noc spędzała u sąsiadów. Inni nie zapomnieli jednego z Bożych Narodzeń kiedy żaliła się, że nie dostała żadnego prezentu tylko „wujek” ubrał choinkę...Inny obraz swej córki przedstawiała policjantom i sędziemu Maria. Twierdziła, że dziewczyna była nieposłuszna, dokuczała matce. Nie podobało się jej, że do domu sprowadza mężczyzn. Córka była też przeszkodą w ułożeniu przez nią życia. Stanisław Gibki, z którym była związana, miał powiedzieć, że nie ożeni się z nią, bo ma Zosię. W śledztwie Maria Zajdel przyznała się do zabójstwa córki. Stwierdziła, że Gibki i Stefaniakówna nie mieli nic wspólnego bezpośrednio z zabójstwem. Choć jej zdaniem podżegali ją do niego. Mówili, że córka jest nieznośna, przez nią nie ułoży sobie życia z mężczyzną. Potem zmieniła zeznania i stwierdziła, że córkę zabił Gibki. Byli w trójkę w domu, a ona musiała wyjść do apteki. Kiedy wróciła Staszek był sam. Nie wiedział co się stało z Zosią. W końcu jeszcze raz zmieniła zeznania i przyznała się do zabójstwa córki. 26 lutego 1938 roku Zosia wróciła ze szkoły. Według zeznań matki zjadły obiad. Potem córka zaczęła odrabiać lekcje. Prosiła też Marię, by puściła ją do babci, która mieszkała na ul. Jasnej. Matka powiedziała, że ma zostać w domu. Miały dokończyć jakieś hafty. Dziewczynka zaczęła płakać. Wzięła książkę i położyła się do łóżka. Maria zaś wyszła do apteki po proszek, bo bolały ją zęby. Wychodząc zgasiła światło. Kiedy wróciła światło dalej się nie paliło, a Zosia płakała.- Mama robi mi na złość i gasi światło - powiedziała z wyrzutem Zosia. Te słowa bardzo zdenerwowały Marię, - Ja tu jeszcze rządzę, nie masz nic do gadania - odpowiedziała córce. Po chwili chwyciła młotek i rzuciła nim w Zosię. Przed sądem mówiła, że nie wiedziała co robi. Dziewczynka uklękła na łóżku i wyciągnęła w jej kierunku ręce. Chwyciła je za nie i przytuliła. Opowiadała, że ogarnięta jakiś szałem zaczęła dusić dziewczynkę. Zosia opierała się, ale po chwili opór ustał. - Domyśliłam się, że to trup- mówiła na sali sądowej, na której zapadła cisza. - Przelękłam się. Chciałam za wszelką cenę usunąć ciało. Wyniosłam je na dwór. Bardzo się bałam. Zatrzymałam się przed kloaką. Oparłam worek. Zwłoki wpadły do otworu. Usłyszałam chlust. Uciekłam nie oglądając się za siebie. Nie wiedziałam co się stało. Cały czas miałam wrażenie, że Zosia wyszła i zaraz wróci... Sąd skazał ją na dożywotnie więzienie. Gdy ogłaszano wyrok rozległ się płacz matki i sióstr skazanej.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 30.07.19, 01:18
          Zabójstwo Magdy Sobczak, łódzkiej licealistki, to jedna z najbardziej tajemniczych spraw. Mimo że do morderstwa doszło na początku lat 60. minionego wieku, to dalej wspominają o niej łodzianie. Sobczakowie byli znaną w Łodzi rodziną. Mieszkali w nieistniejącej już dziś kamienicy przy ul. Piotrkowskiej 161. Stanisław prowadził zakład cukierniczy przy Gdańskiej, który produkował m. in. czekoladki. W Wielkanoc 1962 roku Sobczakowie wyjechali do Zakopanego. W domu została Magda. W wtorek rano miała pojechać ze swoim hufcem na wycieczkę do podłódzkich lasów. Kiedy o 7.00 rano Ania, koleżanka Magdy, zadzwoniła niej, żeby przypomnieć jej aby wzięła aparat fotograficzny, nikt nie podnosił słuchawki. Potem poszła do mieszkania Sobczaków, ale nikt nie otworzył drzwi. Na podłodze leżały szczątki potłuczonego wazonu. Na stole stało jedzenie, pewnie po świątecznym przyjęciu. Jedno krzesło było przewrócone. Obok leżały zwłoki Magdy. Jej twarz i piersi były przykryte poduszką. Po mieście zaczęły krążyć różne plotki na temat zabójstwa. Stanisław Sobczak przyjechał do Łodzi po wojnie z Warszawy. Nie wiadomo co robił podczas okupacji. Mówił, że zajmował się handlem. Pojawiały się plotki, że to morderstwo to zemsta za wojenne czasy. Jedną z szeptanych wersji dotyczącą motywów tego zabójstwa było też to, że za sprawą stała Służba Bezpieczeństwa. Sobczak był bogaty, a swego majątku nie trzymał w banku. Po zabójstwie stwierdził, że nic nie zginęło w domu. Ani biżuteria, ani drogie futra, ani siedemdziesiąt pięć pięćdziesięciozłotowych banknotów. Ale miał podobno tzw. świnki, czyli złote monety pięciorublowe. I to „świnki” miały zniknąć z jego mieszkania po morderstwie córki. Gdyby się przyznał do ich posiadania miałby duże kłopoty. Jedna z hipotez mówi, że po złoto przyszło SB. Kolejna, że powodem morderstwa była odrzucona przez Magdę Sobczak miłość. Inna, że był to mord rabunkowy. W maju 1963 r. ojciec Magdy wyznaczył 250 tysięcy zł nagrody za wykrycie mordercy. Nie pomogło. 6 listopada 1963 roku umorzono śledztwo.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.07.19, 23:04
          Potrzeba brutalności --dominuje w osobowości Modzelewskiego

          W drugim dniu procesu przeciwko Stanisławowi Modzelewskiemu sąd kontynuował szczegółowe przesłuchania oskarżonego związane z zabójstwem sześciu kobiet i usiłowaniu zabójstwa dalszych sześciu w latach 1952 - 1956. Jak informowaliśmy sąd zmierza do wniosków obrony podważających badania biegłych sądowych, głównie szerokiego zbadania osobowości Modzelewskiego. Tak jak w pierwszym dniu procesu, oskarżony skwapliwie \>rzytaczał wszystko co za-dzie miało rozpoczęcie budowy chował w pamięci. Operowa-kanału Pilica -Łódź co nie nie wydarzeniami z różnych tylko ostatecznie rozwiate pro-miejsc i okresów nie sprawia blem zaopatrzenia miasta w mu żadnych trudno§ci. Szcze-wodę, ale stworzy również mo g6łowo, tak jak „zajście" z żliwości rozszerzenia bazy re-87-letnia M. Golacką opisuje kreacy;no wypoczynkoweJ snotkanie z 21-letnią Teresa dla łódzkiego społeczeństwa Piekarska w Józefowie (teren podczas budowy dużego ;;;e.;or-m. Łodzi) zakończone jej SYNOWIE, SYN0WE I WNUCZĘTA h@łA§Wdzt' \MW1'*W .I Agencja TASS podkreśla że wyniki lotu statków kosmicz-nych ,,Sojuz-4° i „Sojuz-5" ma ją doniosłe znaczenie dla dal-szego doskonalenia techniki Io tów kosmicznych. Wyniki te będą wykorzystane do rozwoju przyszłych lotów pilotowanych i do tworzenia pilotowanych statków orbitalnych o przezna czeniu naukowym i gospodar-czym. nik.a retencyjnego w pobliżu śmiercią. Okolice te znal z o-miasta. kresu •łużby wojskowej, Ofia-Dużo mielMa w swym wysta.- 1 re tę ud•·sil jej własnym sza-pieniu Ił. Rejniak poświęcił likiem. Tak jak w nozosta-także czynom społecznym. łych przypadkach zabójstw St. l<todzelewsłti twierdzi, że na-z czego, a potem w hierar• chii potrzeb ogólnych nie za-wsze mogla swoje wywindo-wać na pierwsze miejsca. Nie którzy nazywają to „ceną za istnienie". Dziś ·-jak mówią optymi• ści -„już", a jak mówią pe• symiści „dopiero", jesteśmy na etapie bardzo konkret-n}·cb, opartych o zabezpiecze-nie finanso, ... e rzędu miliar-dów złotych, rozważań na te-mat najbliższej przyszłości naszego miasta i jego prze-mysłu. Dziś jesteśmy na eta-pie p r z y r ó w n y w a n i a do innych miast kraju, in-nych rejonów i ich mieszkań ców, naszego stanu posiada-nia. I w sensie osobistym -DJ>. Własnej kieszeni Z pensją na pierwszego i ogólnym -wyposażenia miasta i prze-mysłu w to wszystko od cze-go zależy i poziom produkcji i stopy życiowej. Przyrównu-jemv więc ile to na 1000 mie-szkańców mamy w Łodzi (a i;tlzie indziej?) miejsc w loka-lach gastronomicznych i -?'omen omen -w szpitalach, ile !'na głowę" przypada nam (a mnym?) powierzchni usłu­gowej czy mieszkaniowej, jak (w porównaniu z innymi?) ro-śnie produkcja i kadra tech-n!czna itp. itd. Przyrównywa• nie ma sens tylko wtedy je-śli jest drogą do w y r ó w-n y w a n i a dysproporcji. I na tę właśnie drogę w naj-bliższych dwu latach., obecnej i. 5-ciu latach następnej pię­ciolatki Łódź wchodzi. Czeka miasto generalna rekonstruk-cja i modernizacja przemysłu, czeka -zmiana jego struktu-ry w kierunku bardziej efek-tywnym, nowoczesnym i ko• rzystnym dla kaźde!!o z nas. Po raz pierwszy w :bi.stozli Ło dzi mamy s z a n s e wyzwo lić się w stosunkowp krót kim, kilkuletnim okresie, z ti;j . części przeszłości, która „sc1ąga nas w dół". To zna ery .z jednostronności produk CJJ l szeroko rozumianej .prze starzalości technicznej. Mó w.ić o tego typu „ wyzwolę ~uu" w rocznice wyzv.folenia, J<;st właśnie tegoź wyzwole Ilia efektem. J, DRYLL Program lotu pomyślnie wykonany (Dokończenie ze str. 1) tów z jednego statku do dru-9 tys. numerów, nowego ośrod· ciwko Stanisławowi Modzelew-ka rekreacji i .,.ynoczynku skiemu, sąd kontynuował szcze-padł na nią by mieć z nią siłą stosunek, ale stanowczo dodaje, że zupełnie nie wie, 9 czy to się stało. We wczorajszych, obfitych wypowiedziach oskarżonego, e 11derza charakterystycz:ny szcze I gól, być może obranej przez niego linii obrony. Opisujac napady nie zakończone zabój-stwem, o których w procesie mówić będą także same poszkb 1 dowane, St. Modzelewski poda-1 je tak jak w śledztwie wszyst-11 kie szczegóły. Gdy mówi o za-bójstwach, twierdzi, że pamię-ta wszystJ<o z wyjątkiem same-go momentu mordu i gwałtu. W wypowiedziach wczoraj-•'!VCh, odsłoniła się także wyraź nie 4ominująca cecha osobO-wości. St. Modzelewskiego -silna potrzeba brutalności.. Gdy t zaczepione kobiety były słabe, dziecinne i łatwe, nie zadowa-lało go to i od zamiaru odstę­nował. Szukał u ofiar oporu, chciał je gwałtownie poskra-miać. Tylko wtedy prawdopo-dobnie doznawał zadowolenia. Wszystkie dotychczas zbadane „ przyl)adki to potwier<Jzaja,Sąd pyta o~ napad dokona-ny w czerwcn 1953 r. blisko ul. Dumnej w Łodzi, gdzie miesz-kał St. ·~odzelewski. Rzucił się wtedy na kobietę w zaawan sowanej ciąży. Związał i bil ją kai1lem po całym ciele. w oi:tpowiedzi na jej krzyk straż­nik ptzemysłowv z pobliskie-11:0 zakła11u oddał dwa strzały. To spJ?sz~ło. złoczyńcę. Sąd pyta: Kob1ec1e tej zabraliści" złotą . obrączkę, dlaczei:o? D_skarzonyi „Chciałem jej zro-bić taką psotę Psota ma znaczenie. znpełnie inne -No, po prostu ukradłem. -Czy wy07\iście wtedy z domu w określonym celu? -Tak, po to by odbyć sto-sunek z przygodnie spotkana kobietą. -żona była wtedy w domu? -Nie. -Dlaczego zabraliście przed wyjściem? kabel -Dla wymuszenia posłuchu. Podobnie przebiegają pyta-ma i odpowiedzi dotyczące na-padu pod Ksawerowem w 1955 r. Oskarżony przytacza, jak związaną. IPżącą na śniegu ko-bietę, pytał przed biciem C'ZY ma męża i czy mąż ją bije. „Kobieta odpowiedziała, że nie bije. Wtedv rzekłem: to masz ode mnie, żebyś pamię­tała, że dla mnie masz być uległa". Na zakończenie przesłuchań oskarżonego sąd zarządził wczoraj wyświetlenie filmu, na kręconego podczas wizji lokal· nej po aresztowaniu St. Modze Jewskiei:o. · Jl.I, KRAJÓWNA

          Dziennik Łódzki 16/1969 z dnia 19.01.1969
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.08.19, 01:06
          Na krawędzi śmierci

          Po czterodniowej przerwie, na wokandzie Sądu Wojew6dz kiego znalazła się ponownie sprawa 40-letniego Stanisława Modzelewskiego, osławionego mordercy kobiet. Wczorajszy, ~iódmy dzień rozprawy, stano-wił jeden z punktów kulmina-cyjnych procesu. Oskarżony o dokonanie zabójstw 1 kobiet Stanisław Modzelewski, złożył w pierwszych dniach procesu ~zczeitólowe zeznania dotyczące napadów na kobiety w latach 1952-67. Jego wersja wydarzei1, w uderzający sposób zgadzała się z zeznaniami nieraz nawet drugoplanowych świadków. Oskarżony nie mogąc prze-widzieć, w jaki sposób spotka nia z nim przedstawiać będą kobiety, które usiłował zamor dować, podał też w procesie wiele charakterystycznych szczegółów o wypadkach, w których przestraszony porzu-cał swe ~maltretowane ofiary. Z kobietami tymi, po uplywie 15 lat, spotkał się teraz oko w . oko na sali sądowej. Wczoraj przed sądem stawilo się 5 napadniętych kobiet, na-leżących do grupy głównych świadków oskarżenia. Sąd wy słuchał zeznań ·wandy o. na-padniętej 15 czerwca 1953 r. w Łodzi, w okolicy, w której wówczas mieszkał oskarżony. Przed śmiercią uratowały ją strzały strażnika przemysłowe­go, oddane po jej wołaniu o pomoc. Zeznawały też Zofia B. i Aleksandra L. na które St. Modzelewski napadł w Ju-stynowie, napadnięta w okoli-cy Chocianowic Janina w. <>-raz Stefania J., na którą St. Modzelewski napadł w Łodzi 21.VI. 1955 r.Niezwykle dramatyczny prze bieg miały zeznania Wandy o. Przed sądem staje starannie ubrana kobieta lat około 40. Na jej widok oskarżony spuu cza głowę. Łamiącym się gło­sem kobieta oświadcza, że nie jest w stanie opisać jeszcze raz tego, co jej się przydarzy ło gdy w 1953 r. będąc w szóstym miesiącu ciąży, wraca ła po pracy do domu. Sąd od czytuje lł'ięc jej zeznania a akt śledztwa. Wanda o. zosta la napadnięta w chwili gdy wy~rzedzala na śi;ie:i:i:ę ob.ce.110 męzezyznę. Uderzy! Ją w glo wę, ścisnął za gardło i prze-wrócił. Związał ręce i zdjął obrączkę, krzycząc: „Ja cię wy kończę za to, żeś krzyczała". Leżącą bił kablem po gołym ciele i kazał liczyć razy. Sąd pyta świadka: Dlac:tego świa­dek nie chciała tego sama zp-zuać? Swiadek: Bo jest mi ciężko. Sąd: Czy twarz napastnika pani zapamiętała? Sw.: Nie. Szedł przede mną, a później przewrócił mnie twa rzą do ziemi. Sąd: Czy rozpoznałaby i:;o pani? Swiadek: Nie. Sąd: Swiadek powiedziała o------------------skarżonemu, że jest w ciąży? Sw.: Tak, zaraz jak mnie przewrócił. Sąd: Czy coś powiedział? Swiadek: Nic. Sąd: Jak długo przebywała pani w szpitalu po tym nap;i-dzie? Sw.: Nie pamiętam dokład­nie. Chciałam wrócić szybko do domu, obawialaa1 się bo-wiem jakiegoś napadu na dzie r.ko. Myślałam, że wcbodz11 w i:;rę sprawy pieniężne. Sad zwraca się do oskar:l:o-nego: Czy przypadek _opisanv przez świadka miał taki prze-bieg? Oskarżony: Tak. Wanda O. natychmiast po •łożeniu zeznań opuszcza sale rozpraw. Podobny przebieg wypadków opisały inne kobiety, ktlire przy szczęśliwym zbiegu oko-liczności wydostały się z rąk oprawcy. Zofia B., napadnięta została w Justynowie blisko swego domu, ·w chwili gdy obawiając się idącego przed nią mężczyzny, poczuła się ju7 l>ezpieczniejsza. Mężezyzna na-gle zawrócił i krzyknął: „Stój, bo strzelam", potem rzucił się na nią, prze\vrf>cił i '7.aczał du-•ić. Gdy ostatkiem sił przera-źliwie krzylcnęła, napastnik po czą! uciekać przez pola. Ze-zna wał także mąż napadnięte.i, który w miejscu gdzie pozosta ły ślady na świeżo zaoranej ziemi, znalazł później kabel i taśmę. Sąd: Czy w tym miejscu zdarzył się jut kiedyś podob-ny wypadek? Swiadek: Tak. 7.ostala tam także napadnięta moja znajo-ma, która szla wtedv z druę• kobietą. Napastnik u l<radł jej paczkę, w której winzła su-chy chleb dla kur. Sąd pyta oskarżonego: Czy pamiętacie wydarzenie w cza-sie którego terroryzowaliście kobietę słowami: „Stój, bo strzelam n? Oskarżony: Tak. Ale to było wtedy. gdy zabrałem paczkę z chlehem. Zeznania dotyczące druf!'ieJ!'O n•padu w Justynowie, na dwie idące razem obok toru kobiel ty, składały Aleksandra I R~ lina s. Po ich zeznaniach sąd. ( pyta oskarżonego: Czy taki był przebieg tego wypadku? Oskarżony: Tak, a szczegół,-. to chyba świadek najlepiej q pamiętała. Jako ostatnia z kobiet, które przeżyły brutalne napady St.'. 1 Modzelewskiego, zeznawała.i­wczoraj Stefania J. 21 czerw-ca 1955 r . wracała późno s pracy w aptece, gdy spostrze-gła siedzącPgo w życie męż• czyio;nę. Tak, jak inne swe .,..; fiary St. Modzelewski przewr6' ci! ją, uderzył w głowę, tłu• kąc okulary, jedną ręką du-sił i bił, a drugą kneblował usta. Gdy napadnięta udała, że straciła przytomność (bi•l: może to właśnie ją uratowało), ściągnął jej z ręki zegarek ł przed odejściPm kilka razy kopnął. Sąd: Czy świadek coś mówi-ła w czasie, napadu'! Sw.: Zapytałam czego ode mnie chce i powiedziałam, że by mnie puści'!, bo śpieszę do dziecka. Odpowiedział bardzo ordynarnie, że mi pokaf;e cze-go chce. Sąd: Czy świadek przyporni-i li.a sobie napastnika? Sw.: Nie, pa.mięta.ro jednak Jego głos, jest bardzo podob-ny ·do głosu oskarżonego. Obrońca: Czy napastnik dd jakoś do zrozumienia, co było przyczyną napadu, że chorlzi!o może o gwałt? Swiadek: Nie. Zeznając„ wczoraj kobiety, Choć w podobny sposób terro• r~1zo,vane i brutalnie maltre-towane, w C7.asie napadów nie były w rtanie wyWnioskować co chciał osiai:nąć bandyta. Przedmioty, które im kradł, nie mialv wirkszej wartości. W chwili napadu, żadna z nich nie '\\riedziala, że w po-dobnych okolicznoRciacb kilka innych kobiet poniosło śmier~ M. KRAJÓWNA

          Dziennik Łódzki Nr 25/1969 z dnia 30.01.1969
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.08.19, 17:04
          Gdzieś przeczytałam, że istniało niepisane prawo, że jeżeli skazaniec w jakiś sposób uniknął kary śmierci to ta kara była mu darowana
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 02.08.19, 21:18
          Podpalacze. Wczoraj o godzinie 8 wieczorem policya śledcza schwytała na gorącym uczynku Fajwela Lewinsohna, w chwili gdy podp~lał ~a­brykę trykota,rzy Sało Ba~'ucha na rogu ulIC ~~e­lonej i Długiej położoną I aresztowała właścICIe­la fabryki. Z przeprowadzonego śledztwa okazało się, co nastepuje: S'ało Baruch, właścicicl fabryki tr~kotarzy na roo-u ulic Zielonej i Długiej, w ostatllIch cza-sach ~achwiał się w interesach, obstalunków miał bardzo mało i niemiał czem płacić robotników. Nie widząc innego wyjścia zamierzył podpa-lić fabrykę, ubezpieczoną ~ tI:zech ~owarzy­stwach na rs. 160 tysięcy l zWIerzył SIę z tem Abramowi Zandowi, który sam niechciał się podjąć tej openicyi, lecz uastręczył mu swego szwao-ra Fajwela Lewiusohna. We wto~'ek L. schował się do piwuicy w fa-bryce i oczekiwai wyjścia robotników. Gdy za-mlmięto już fabrykę, w jedncj z 4 sali roboczych gdzie uajwięcej nagromadzonych było. roater.fa-łów palnych, -usta wił on dwa kubełk.l z naftą, dwa pęcherze z benzyną ob.lane ~]aftą l skrzynkę oleju. Pomiędzy tern ustawIł śWlec~ w pudełku od g:ilz, które również nasycone było naftą, a kilk~a butelek z benr.yną umieścił na. warsztatach. W chwili, gdy zapalał świecę, ukryty agent policyi chwycił go za rękę i odprowadził do po-licyi śledczej, poczem obecnego wówczas na we-selu w synagodze Salo BUl'ucha poproszono do policyi, skąd po przyznaniu się do wiuy, odpl'o-wadzouo go do więzieuia. . . Dzisiaj o godz. 11 rauo dokonano zdjęCIa fo-too-raficznego miejsca, gdzip. miał wybuchnąć po-ża~' wraz z podpalaczem, ustawionym w tej po-zycyi, w jakiej znajdował się w chwili podpa-lania. Około południa wieść o tym wypadku roze-szła się po mieście lotem błyskawicy.

          1898 rok
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 02.08.19, 22:34
          Wyrokiem sądu, St. Modze· lew~ki skazany został za każ· de z siellmiu dokonanych z.'l-bójstw na karę śmierci i utra tę nraw pub'icznych i obywa-telskich praw honorowych na zawsze. Za sześciokrotne ost-łowanie zabójstw kobiet na tle 1 seksualny1n, ~ąd wymierzył o-skarżonemu kary od dożywotniego więzienia do 10 łat więzienia, za rozboje z kradzieża mi oraz nielegalne posiadanie broni kary od 6 do 1 roku więzienia. Na podstawie art. 31 i 34 k.k. sąd wvmierzył o-skarżonemu, w miejsce tych poszczególnych kar zasadni-czych i dodatkowych, Jedną ka rę łączną -karę śmierci i utratę praw publicznych i o-bywatelskich na zawsze. W atmosferze głębokiej po-lutego br. o godz. 14.30 z ka-wagi, przewodniczący sądu plicy cmentarnej na Zarzewie, przerlstawił następnie uzasad-o czym nowiadamiają ·pogrą-nienie WYTOku. Sąd miał do żeni w glęboldm żalu rozstrzygniPcia snrawe szcze-ŻONA, SYN, SYNOWA, gólnie trudną, co do której o-SIOSTRY I POZOSTAŁA skarżyciele publiczni i obrońcy postawili przeciwne wnioski. Spr a wy tej sąd nie po traktował jako przypadku, lee.z fako rozstrzygniecie losu kon-kretneiro człowieka, z którego całym życi"'m wnikliwie sie za poznał. Oskarżony wcześntał się jednostką trudną, nie· podatną na wychowawcze od· działywanie społeczeństwa. Oka zal się jednostką tak dalece zdemoralizowaną, że żadne pró by reedukacji nie odniosły skutku. Sąd ustosunkował się także szczegółowo do podnie-sionych w mowie obrończej wątpliwości. Nie podważyły one przekonania sądu o kn-nieczności zastosowania na1-wyższego wymiaru kary. Wyrok wydany wczoraj przez Sąd Wojewódzki w Łodzi, nie jest jeszcze prawomocny .. ~rzy sluguje od niego odwołanie do sądu wyższej instancji. Oskar żony przyjął wyrok z kamien-ną twarzą. Gdy sąd zanytuje go: „Czy oskarżony zrozumiał wyrok i pouczenie?" -st. Modzelewski w milczeniu, po-takująco kiwa głową. Natvchmiast no zakończeniu rozprawy St. Modzelewski po-prosił o widzf'nie z obrońcą. Jak nas poinformo,vał adw. J. Leszczyński zamjerza on wy-stapić o rewiz;ę wyroku. Pro-sto z sali rozpraw St. Modze-Je\\"ski przewi2ziony został do Centralnego Więzienia w Ło­dzi. M. KRAJOWNA

          Dziennik Łódzki 1969 5/1969 z dnia 06.02.1969
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 21.09.19, 21:16
          Pierwsze ślady. Dn. 17-go sierpnia znalezione przy trupie w sofie rogoże po słano do Kijowa, do zarządu żan- darmeryjno-policyjnego kolei Południowo-Zachodnich “Ju. Ż.” oznaczają koleje Południowo Zachodnie: cyfra “25,” numer stacyi, wysyłającej towar, w da nym wypadku stacyę Krzemie niec; cyfra “7744,” numer po rządkowy wysłanego towaru, a “Nr 34,” znak prywatny, wysy łającego. Oględziny ksiąg sta cyi Krzemieniec, wykazały, że pod Nr 7744 wysłano na stacyę Częstochowa kolei W. W. dn. 27-go czerwca 1910 r., w imieniu niejakiego Berensteina, na rzecz tego, kto przedstawi dublikat frachtu, trzy transporty koszów wagi ogólnej 14 pudów 12 fun tów. Towar ten, jak okazało się z ksiąg stacyjnych Często chowy, wydano d. 21-go lipca tegoż roku, niejakiemu S. I. Po tokowi, mieszkańcowi Często chowy, handlarzowi koszami. Badany dwukrotnie Szmul Josek Potok, zeznał, że istotnie d. 21-go lipca 1910 r. odebrał ze stacyi kosze, opakowane w rogo że, i przewiózł je do sklepu swego na Nowym Rynku. W kilka dni potem do sklepu przyszedł nie znany mu mężczyzna, lat śre dnich, i zażądał koszów. Obej rzawszy cały towar, nieznajomy nie znalazł kosza odpowiedniego, gdyż potrzebny mu był bardzo duży. Wtedy Potok przypo mniał sobie, że w piwnicy znaj dzie się duży kosz. Potok ra zem z nieznajomym zeszedł do piwnicy i tam kosz ten pokazał. Nieznajomemu kosz ten podobał się i wziął go, zapłaciwszy 4 rb. Prócz tego wziął on 3 rogoże. Gdy kosz wy dobyto z piwnicy, nieznajomy sprowadził doroż karza. Potok spytał nieznajome go, dla kogo kosz ten wiezie. Ten odpowiedział że do klaszto ru Jasnogórskiego. Potok nie zwrócił uwagi szczególniej na ku pca i twarzy jego nie zapamiętał.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 21.09.19, 21:23
          Aresztowanie. Policya olkuska straciła na razie ślad Mococha. Później dowiedziała się od Umiana, że Macoch jest już już w Austryi. Naczelnik powiatu posiał na tychmiast depeszę do policyi krakowskiej o przed-ięwzięcie kroków ku zaaresztowaniu Ma cocha, dodając, że jest on oska rżony o zabójstwo i świętokradz two. Tegoż dnia przyjechał do Ol kusza pomocnik komisarza po licyi częstochowskiej, Arbuzów, który miał przy sobie fotografię Macocha. Fotografię tę wi dział, męlzy innymi, i sekretarz magistratu olkuskiego, Marceli Testewicz, który postanowił je chać nazajutrz do Austryi na poszukiwanie Macocha, i D. 7-go października, Teste wicz, w czapce urzędowej, z trzema towarzyszami pojechał około godz. 12-ej w poł. bryczką do Trzebini, dokąd przybył oko ło godz. 2-ej. Na stacyi znaj dował się już pociąg, idący do Krakowa. Testewicz na peronie zobaczył siedzącego na lawie z gazetą w ręku, jakiegoś księdza, podobnego do Macocha. Gdy tylko ksiądz zauważył urzędnika rosyjskiego, rzucił natychmiast gazetę i wskoczył do pociągu. Wtedy Testewicz nie miał wąt pliwości, że jest to Macoch, o czem zawiadomił nadkondukto- ra pociągu, odchodzącego już ze stacyi, a następnie zakomu nikował o tern przez telefon dy- rekcyi policyi krakowskiej. W ten sposób, gdy pociąg zbliżał się do Krakowa, urzędnicy picy i oczekiwali już na stacyr i Macoeha ujęto, jak tylko wy- lzedł na dworzec.
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.11.20, 19:07
            https://img5.dmty.pl//uploads/202011/1606375361_kqkuje_600.jpg
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.11.20, 19:49
            PORADZILI SOBIE Z KORONAWIRUSE, POKONAŁ ICH POŻAR - Radio Eska - 26.11.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 27.11.20, 15:55
            W KWK CHWAŁOWICE DOSZŁO DO NAPAŚCI SEKSUALNEJ. SPRAWCA ZOSTAŁ ZWOLNIONY, OFIARA POD OPIEKĄ PSYCHOLOGA - Wyborcza - 27.11.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.11.20, 16:39
            SZEŚĆ OSÓB PRZYKLEIŁO SIĘ DO SZYBY BUDYNKU PRZY ULICY MARSZAŁKOWSKIEJ - Interia - 28.11.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 21.09.19, 21:33
          — 14 — głowie, a gdy ten z łóżka wy skoczył, zadał mu dwie czy trzy rany w głowę. Gdy Wacław padł na podło gę, zdusił go rękami za gardło i potem grzechy mu odpuścił. Toporek, którym zabił Wa cława, wziął przed dwoma ty godniami od stolarza klasztorne go. Kradzieże klasztorne. Ponieważ przy aresztowaniu Macocha znaleziono przy nim znaczną sumę pieniędzy, a z papierów jego i notat okazało się, że sam lub w towarzystwie Krzyżanowskiej odbywał kilka krotnie podróże do Austryi, Francyi i Włoch, komisarz Ja sieński zadał mu pytanie, skąd brał na to pieniądze. Z począ tku oświadczył, że wygrał na loteryi 40,000 rubli, a prócz tego, przeor klasztoru Rejman, dał mu na podróż zagranicę 300 ru bli. Następnie powiedział, że znaleziona przy nim suma stano wi czyjś depozyt. Wreszcie cof nął jedno i drugie zeznanie i tak wytłumaczył pochodzenie pie niędzy : Według stałych przepisów Ko ścioła rzymsko-katolickiego, pie niądze, dawane księżom za msze, są własnością tych księży, któ rzy mszę odprawiają. Porządek taki zastał już, gdy wstąpif do klasztoru i tylko ks. Rejman żą dał, ażeby każdy ksiądz-zakon- nik składał raporty co miesiąc. Około trzech lat temu w klaszto rze zaprowadzono korrrnę, ale niektórzy księża należeć do niej nie chcieli i klasztor opuWśród niezadowolonych znaj dował się także on i przyjaciel jego, Izydor Starczewski, oraz Baz. Olesiński. Chcieli oni tak że klasztor opuścić, ale zatrzy mano ich, ażeby nie raziło zby tnio, że z klasztoru wyjdzie od- razu tylu księży. Niektórzy za konnicy, z ks. Piusem Przeź- dzieckim, wnieśli prośbę do Oj ca św. o zaprowadzenie w klasz torze komuny obowiązkowej. W r. 1907 papież delegował karme litę Lamoche’a i zdecydował, ażeby wszyscy zakonnicy obo wiązkowo do komuny należeli, i Wtedy za poradą Bazylego Ole- •sińskiego on i Starczewski o- j trzymane od pątników pienią- 1 dze za msze przestali wnosić do kasy klasztornej. Wówczas za- kry^styanem był ks. Bonawentu ra Gawełczyk, a gospodarzem Bazyli Olesiński. Ten, zastępu jąc często ks. Bonawenturę, brał poproś u pieniądze z kasy, zwa nej skarbczykiem, i dawa! je Starczewskiemu i jemu, gdyż kiedyś Macoch i Starczewski schwytali Olesińskiego na kra dzieży pieniędzy ze skarbczyka. Było to w maju 1907 roku. Ks. Bonawentura wyszedł z zak ystyi, pozostawiwszy klucz od skarbczyka pod poduszką krzesła. Macoch Starczewski zauważyli, że Olesiński skrada się się do /akry'styi. Poszli za n'm i zobaczydi, jak Olesiński wyjął klucz z pod poduszki i wszedł do skarbczyka. Ukazali się Olesiń- skiemu, a ten dał każdemu po 50 rb., nalegając, ażeby wyszli natychmiast, aby uniknąć nie przyjemności. Od tego czasu pieniądze ze skarbczyka i w ten sposób dostai od niego 2,000 ru bli. Prócz tego przywłaszczył so bie około 10,000 rb. z pieniędzy, które otrzymał podczas ośmiole tniego pobytu na msze, i kradł z zakrystyi za radą Ołesińskie- go pieniądze, które ofiarowano na msze z muzyką. Wiosną 1908 r. Macoch i Star czewski wezwali do siebie mu zykanta klasztornego, Józefa Pertkiewicza, który był kolegą szkolnym Starczewskiego i pro sili, ażeby dorobił im 4 klucze: jeden do skarbczyka, dwa do drzwi kury tarza, wiodącego do skarbczyka, i jeden do szafy w zakrystyi. Odbitki woskowe do starczyli Pertkiewiczowi sami i powiedzieli mu też, do czego klucze te są im potrzebne. Per- tkiewicz zgodził się, za co dostał 30 rb. Klucze podrobiono bez wiedzy Olesińskiego i miał je u siebie albo Macoch, albo Star czewski. Gdy później zmieniono zamki i u drzwi kury tarza, wiodą cego do skarbczyka, to za radą Starczewskiego, M. kazał doro bić nowe klucze ślusarzowi w Częstochowie, Jakóbowi Star czewskiemu, który był bratem stryjecznym zakonnika, lecz któ remu o ich przeznaczeniu nie mówił. Ile pieniędzy skradzio no przy pomocy kluczów, ściśle określić nie może, przypuszcza, że od S,000 do 9,000 rb. ze skarb czyka wziął także około 7,000 rb. i pieniędzmi temi podzielił się ze Starczewskim, na własną zaś rękę skradł jeszcze z zakry- 6tyi 1,000 lub 2,000 rub. W styczniu 1910 r. przerobine zostały wszystkie drzwi i dla tego w lipcu wyrzucił klucze na strych. W drugiej połowie stycznia 1910 roku, po śmierci ks. Ga- welczyka, przeor Rejman pole cił Macoch owi i Ołesińskiemu zrewidować celę zmarłego. Ołe- siński z wmurowanej w ścianę szafki wyjął 20,000 rb. w listach zastawnych i testament Gaweł- cz.yka. Z sumy tej 15,000 wrę czyli o. Rejmanowi, a z pozosta łych 5,000 Olesiński zabrał 3,000, a jemu dał tylko 2,000 rub. Przedtem jeszcze w celi zmar łego był i Rejman, ale nic nie znalazł. Testament Gawełczyka zabrał Olesiński i odniósł Rej man owi. Przeor odczyta 1 te stament i chociaż zauważył brak 5,000 rb., ale wyraził przypusz czenie, że testament jest stary i że prawdopodobnie Gawełczyk za życia pieniądze te komuś od dał.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 21.09.19, 21:58
          Zbrodnia. Dnia 23 lipca Wacław Ma coch otrzymał od ks. Damazego list, wzywający go do klasztoru po odbiór jakiegoś tysiąca rubli. List ten czytał i Wacław Krzy żanowski. Na dwa tygodnie przedtem Da mazy Macoch wziął niewiado mo poco od cieśli klasztornego Józef ata Bernatowicza, topór do swojej celi. Wacław Macoch po przeczy taniu listu wyjechał tegoż dnią, powiedziawszy żonie, że za dwa dni wróci
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.09.19, 20:29
          Fundusze klasztoru. Statut zakonu paulinów opie wa, że zakonnik nie powinien mieć przy sobie żadnych pienię dzy. W klasztorze Jasnogórskim jednak od 1864 r. zakonni cy dostawali na ręce, za wiedzą przeora, pieniądze za msze. Za pieniądze te powinni byli u- bierać się, leczyć i pokrywać niemi drobne swe wydatki. W lutym t. 1895 wybrano na przeora ks. Euzebiusza Rej mana, który starał się przestrzegać statut zakonny. Rejman zażdal, ażeby młodzi zakonnicy składali raporty co miesiąc o wpływach i wydatkach swoich, a resztę składali do kasy klasz tornej. Kosztowności klasztorne mie ściły się w t. zvv, skarbcu, w odró żnieniu od skarbczyka, czyli ka sy, gdzie przechowywano pie niądze. Klucze do zakrystyi, skarb czyka i skarbca, powinien był przechowywać zakrystyan, zwa ny kustoszem. Do pomocy kustoszowi wyznaczano zastęp cę, czyli wice-kustosza, które go obowiązki wkładano co tydzień na każdego z księży-za- konników. Obowiązkiem kusto sza był odbiór pieniędzy, wpły wających do klasztoru i zapi sywanie ich do ksiąg. Sprawoz danie miesięczne wpływów i wy datków kustosz składał przeoro wi, który wpisywał je w swoją, ogólną dla całego klasztoru księ gę. Pieniądze otrzymywać mógł i wicekustosz, ale z obowiązkiem natychmiastowego oddania ich kustoszowi. Z dochodów klasztornych te pieniądze, które otrzymywano ze skarbonek i z tac, dostawał bezpośrednio przeor, inne ofiary przechodziły przez ręce kusto sza. Z ofiar na msze kustosz zapisywał tylko sumy większe, mniejsze zaś, nieprzerachowane, leżały w skarbczyku, gdyż wy- nagrodzano z nich księży świec kich z powodu niemożności, dla braku odpowiedniej liczby za konników, odprawiania wszyst kich zamówionych mszy w klasz torze. Takich “pieniędzy mszal nych” zbierało się w skarbczyku, — 23 — szczególnie po świętach, około 6,000 rubli i rachowano je do piero wtedy, gdy wydawano księżom.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.09.19, 20:45
          Dorożkarz Pianko. Pianko powtórzył zeznanie, złożone na śledztwie pierwiast- kowem. O jeździe swej władzy nie zawiadomił, bo obawiał się kary Bożej za złamanie przysię gi, którą przyjął od niego Macoch
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.09.19, 20:50
          Bazyli Olesiński. Nie przyznał się ani do kra dzieży 5,000 rb. w listach za stawnych z celi ks. Gawełczyka, ani też do okradania systema tycznego skarbczyka. W celi zmarłego za szafą znalazł na 15,000 rb. listów zastawnych i te odniósł Rejmanowi. Po trzech dniach w papierach Gawelczyka znalazł notatkę, w której była mowa o 20,000 rb. i notatkę tę zaniósł Rejmanowi. Jeżeli Da mazy Macoch mówił o kradzie ży 5,000 rubli, to widocznie skradł je sam, a teraz chce zwa lić w r inę na innych. Nigdy nie przywłaszczał sobie pieniędzy ze skarbczyka i nie dawał ich ani Macochow r i, ani Starczewskie mu. Otrzymywali oni od niego, jako od kustosza pieniądze nadrobne wydatki, lecz nigdy wię cej, jak po 10 rb. i tylko raz je den z polecenia przeora Weloń- skiego, dal Macochowi 50 rb., gdy jechał na wesele Heleny Macochowej. Dawać zakonni kom sumy nie przewyższające 10 rb., mial prawo.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.09.19, 21:08
          Macoch cofa zeznania. Po sześciomiesięcznym pobycie w więzieniu, Macoch cofnął ze znania dawniejsze, oświadczył, że poprzednio kłamał i że oska rżył fałszywie Izydora Starcze wskiego, Bazylego Olesińskie- go i Józefa Pertkiewicza. Kła mał, dlatego, że obawiał się, iż zarzucać mu będą, że okradł obraz cudowmy Matki Boskiej Częstochowskiej. W ogól o kradzieży pieniędzy ze skarb- czyka, o przywłaszczeniu 5,000 rb. Gawelczyka i o podrobieniu kluczów nic zupełnie nie wie. Na Helenę Macochową wyda- wał te pieniądze, które zebrał od pątników na msze. Pienię dzy takich miał 22,000 rb., a mszy odprawił tylko na 8,000 rb.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.09.19, 21:21
          Piotrków, 27 Lutego 1912. j W przedsionku sali sądowej ciżba, ! pragnie wejść jaknajprędzej. Na podyum ukazuje się w ubraniu galowem przedstawiciel ministeryum 'spraw wewnętrznych, naczelnik wy- ' działu departamentu obcych wyznań, p. Tiażelnikow. Zjawiają się też obrońcy oskarżo- | nych. Wita się ze sprawozdawcami kor- dyalnie adw. Kazimierz Korwin-Pio- ! ; trowski. Innych wszyscy jeszcze nie znamy. Ale uprzejmie nas informują miejscowi znawcy stosunków, że ten 4 sympatyczny, to adw. Kleyna, ten ele- 8 gancki, to adw. Kański, ten wygolony L i miły, to adw. Rudnicki, ten w białym I krawacie, i białej kamizelce o trzech !! złotych guzikach, to adw. Sędzikowski lj z Petersburga, ten zaś gruby, o siwych r Wąsach, to adw. Nowicki, obrońca Olesińskiego, który (oczywiście Ole- ’ siński) w tej chwili przygląda się licznej i gromadzie sprawozdawców z miną i wzrokiem, jakby chciał powiedzieć: — Utopiłbym was w łyżce wody! Snać tym nastrojem o. Bazylego przejął się i prowincyonalny mecenas p. Nowicki, gdyż głośno rozprawia z publicznością i taką czyni mniej wię- 1 cej uwagę: Przyjechało tyle gawiedzi dzien nikarskiej nie wiedzieć po co? Ja przy najmniej nie potrzebuję ani reklamy, A któż panu, panie adwokacie z Piotrkowa, pragnie robić reklamę? Nie przyjechaliśmy przecież po to, aby od pana słuchać głupstw, jeno po to, aby spełnić swój obowiązek, który pole ga na tern, aby społeczeństwo miało kontrolę nad wszystkiem co się wśród niego dzieje. Jeśli zaś panu nie podoba się rola prasy, to czemuż się szanowny adwokat podejmuje obrony oskarżo nych? Oczywiście głośne uwagi adwokata z miasta aż gubernjalnego sprawiły przy stole prasowym nieprzyjemne wraże nie, ale było ono niczem w porówhaniu z późniejszem wystąpieniem tegoż wroga jawności rozpraw, ale o tem —• potem. Tymczasem zegarki nasze wskazują godz. 11 m. 45. Sala jest już zapełniona. Temperatura dość wysoka
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.09.19, 21:34
          Świadków wezwano 88, w tej liczbie 6 księży, z pośród paulinów: b. przeor o. Euzebiusz Rejman, obecny przeor o. Justyn Weloński, kustosz o. Pius Przeździccki, prokurator o. Wincenty Olszewicz; z pośród świeckich; ks. Czapla, proboszcz z Niegowonic i ks Dakowski, proboszcz z Parzymiech. Większość świadków na potwierdze nie okoliczności, dotyczących głównie Macocha, do których w znacznej mierze oskarżony się przyznał. Sprawa potrwa do niedzieli.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.09.19, 22:22
          Marcin Cudak. Pierwszy zeznaje, w szarej krótkiej sukmanie, typ ubogiego wieśniaka. Nie dosłyszy. Opowiada znane z aktu oskarżenia okoliczności, w których uj rzał pakę, wystająca z wody, pod wsią Zawady. Sąd wskazuje sofę i zapytuje, czyją poznaje. Św. Nic wiem, bo by!a bokiem prze wrócona. Przewodniczący poleca sofę odpo wiednio obrócić i wówczas świadek ją poznaje. Na zapytanie prokuratora, czy świa dek nie usiłował sofy z wody wycią gnąć, Cudak odpowiada przecząco. W podeszłych leciech gospodarz-wło ścianin, Henryk Dąbrowski, opowiada, jak idąc do kościoła, widział wystającą z wody
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.09.19, 22:37
          Zeznaje dalej Bajraczuk, strażnik z Kłomnic, który z racyi swojego urzędu, kazał wyciągnąć sofę z wody i asystował przy badaniu jej zawartości. Prokurator zapytuje, czy w sofie była woda ? Świadek odpowiada, że bar dzo mało, nawet kołdra kolorowa, w którą morderca spowił trupa, była su cha. ZofiaHiszpańska, właścicielka sklepu w Rudnikach, powtarza znane szcze góły o tem, jak wysoki jegomość, jadą cy w wiadomym czasie dorożką, zao patrywał się u niej w kwas. Paweł Sosnowski, właściciel innego sklepiku w Rudnikach, widział jadące dwie dorożki, a nawet udzielił przejeż- dnym objaśnień co do odległości, dzie lącej Rudniki od Kłomnic. Widział na pierwszej dorożce pakę, a w drugiej księdza. Przewodniczący wskazuje Macocha i zapytuje, czy go poznaje. Sosnowski odpowiada, żc wtedy by ło ciemno, więc twarzy księdza nie wi dział. Mniemał, że jakiś nowy wika
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.09.19, 22:57
          Naczelnik straży ziemskiej powiatu radomskowskiego. Czcrnogoiow kin, o- powiada, drogą jakich dochodzeń do tarł do Potoka w Częstochowie, u któ rego był kupiony kosz, łącznie z rogo żami. Dowiedziawszy się dokąd przed mioty powyższe były odstawione, łą cznie z pom. kom. drugiego rewCzęstochowie, Arbuzowem, udał się do klasztoru, osobiście zapytywał b. przeo ra Rejmana, pokazawszy mu fotografię sofy, czy ten sprzęt nie jest mu znany. B. przeor odpowiedział, że nigdy sofy tej nie widział. Z nikim więcej w kla sztorze nie rozmawiał. Prokurator prosi sąd o ustalenie daty na podstawie śledztwa pierwiast kowego, kiedy Czemogolowkin badał w Częstochowie dorożkarzy. Świadek nie pamięta, czy badał dorożkarza no. 31, czyli Piankę, zdaje mu się, że nie. Członek sądu, Gubski, zapytuje, dla czego jego podejrzenia padły w następ stwie na no. 31 ? Św. Policya częstochowska wymieni ła mi wszystkich dorożkarzy, mających w mieście złą opinię. Na ich liście był No. 31. Na kasyerów, gdy jechali temi dorożkami
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.09.19, 23:29
          kolei i jakiej ? rosyjskiej, czy zagranicz nej? Sw. Nie pamiętam. Adw. Korwin Piotrowski. Czy Ma coch spotykał się w Krakowie z Ryba kiem? Św. Nie wiem o tern. Prok. Pytał pan o jego podróże? Sw. Owszem, z rozmowy wyszło, że w czasie znajomości z Krzyżanowską był w Lourdes, Abbazyi i Wiedniu. Członek sądu Pawłowicz. Czy Ma coch oskarżał przed panem Starczew skiego? Św. Nie pamiętam. Czł. sąd. O udziale Starczewskiego nie mówił? Sąd ogłasza przerwę. Po śniadaniu, które trwało blizko godzinę, do sali wchodzi Denisów, ubra ny po cywilnemu, komisarz pierwszego cyrkułu Częstochowy. Staje on przed sądem pod strażą dwu konwojowych z wydobytemi pałaszami. Świadek mówi: — D. 12-go lipca 1910 r., w alejach wdeczorem spotkałem Macocha. Nieco z lewej strony, patrzę, jedzie o. Dama- zy. Uderzyło mnie to, że wBtew r swo im zwyczajom kłaniania się władzy,tym razem udał, że mnie nie widzi. Miał na oczach niebieskie okulary, których nigdy nie nosił. We środę po d. 12-ym lipca przyjechał p. Wankwist i opowie dziawszy mi o znalezieniu sofy, prosił o współdziałanie. Miał poszlaki, że sofa była wywieziona z warszawsko-wie deńskiego hotelu w Częstochowie, co w następstwie okazało się mylnem. Spra wą tą oczywiście zainteresowałem się bardzo. Przedsięwziąłem śledztwo, w czem pomagali mi nawet przedsrożka z paką. Znaleźli się nawet ta* cy, którzy widzieli w dorożce Macocha ale nie przywiązywałem do tego wagi. Myśl, że Macoch ma jakiś związek ze zbrodnią, wydała mi się szaloną. Po stanowiłem pojechać do Krakowa. Nie znając miasta, poprosiłem brata jednego z częstochowskich restaurato rów, aby mi towarzyszył. W Szcza- kowie wypytywano mnie, kim jestem i po co jadę do Krakowa. Wyszedł szy z dworca, wiedziałem, że jestem śle dzony. Były to czasy, w których szu kano szpiegów' wojennych. Celem po dróży mojej było stwierdzenie słów p. Wankwista, stale łączącego trupa w so fie z osobą Macocha, że ten ostatni ba wi w Krakowie. Nie znalazłem go tam, ale dowiedziałem się, że niedawno widziano go u Hawełki w towarzystwie kobiety. Z końcem sierpnia p. Czer- nogolowkin zwrócił się do mnie o prze słuchanie dorożkarza No. 31. Pianko z początku wypiera! się wszy stkiego. Ostatecznie jednak mówił, mi, że nie kazano mu wjechać na podwórze, ale stanąć za ogrodzeniem, dokąd w tacz kach dostawiono ciężar. Następnie wsiedli do dorożki dwaj panowie, którzy w pierwszej chwili przełożyli pakę na furę włościańską, i pojechali nią dalej. On wrócił do Częstochowy. Nazwiska drugiego dorożkarza nie wiedział. Are sztowałem Piankę. Po upływie kilku dni jeden z dorożkarzy częstochowskich zawiadomił mnie na ulicy, że drugim uczestnikiem podróży, byl No. 27, Pawlik. Gdy go badałem, przyznał że byl wynajęty z przed klasztoru, ale wrócił z Rudnik. Zaznaczył przytem, że oddawna zna Piankę. Skonfronto wałem oskarżonych. Wtedy Pianko zawołał, że będzie mówił, jak na spo wiedzi; z podwórza wywiózł pakę, do wody pomagał wrzucić, ale mniemałże w pace są ukryte książki. W drodze powrotnej, Damazy Macoch kazał mu w lesie ręce skrzyżować na piersi i wy konać przysięgę, co też Pianko uczynił. W Radomsku Macoch zapłacił mu 30 rb. Podczas rewizyi u Starczewskiego znalazłem pakę listów, w pierwszych jednak chwilach nie spostrzegłem nic, coby zdradzało jego blizkie związki z Macochem. Ale po pewnym czasie wyrwałem mu z ręki list, w którym po zornie nic niebyło. Wówczas zarządzi łem rewizyę osobistą i znalazłem przy nim bardzo obfitą korespondencyę mi łosną Macocha i Krzyżanowskiej. Po woli pewności nabrałem, że paka wysz ła z klasztoru. Kiedy fotografię trupa pokazałem Starczewskiemu, przypa trywał się jej—mówię bez przesady— kwadrans, nie mówiąc ani słowa... Na wet prokurator trącił mnie nogą pod stołem, co miało znaczyć, że sprawa jest obrzydliwa. Wątpliwości już nie miałem, ujrzawszy w celi przeora ka napę tego samego typu, jak znaleziona pod Zawadami. - Helena Macochowa podczas pierwszego zeznania oświad czyła, że była żoną Franciszka Macocha i ten na łożu śmiertelnem powierzył ją opiece Damazego. Świadek, złożywszy zeznanie wyczer pujące, pŁOsi sąd o wysłanie go natych miastowe z powrotem do cytadeli. Prośbie tej staje się zadość. Policmajster Częstochowy, Czesna- kow, powtarza już znane szczegóły ba dania dorożkarzy. W klasztorze świadek był w tej spra wie d. 19-go września, szukając śladów kanapy. Jednemu z mnichów, nie pamięta któremu, pokazał fotografię trupa, ale ten go nie poznał. Dopiero Cieśliński wyraził mniemanie, jakkol wiek nie kategoryczne, że są to zwłoki Wacława Macocha. Badany Starczewski yśle powiedział, że to "zdaje się Wa cław Macoch, brat przyrodni Damazego Macocha.” Kiedy wyjaśniło się, że kanapa po chodzi z klasztoru, a zabójcą jest Da mazy Macoch, posłałem pomocnika ko misarza, Arbuzowa, do Warszawy, aby zrewidował mieszkanie Krzyżanow skiej. Dalej świadek opowiada treść wymie nionych pomiędzy Starczewskim a Ma cochem depesz, wówczas, kiedy pier wszy widział, że władze nietylkosą na tropie, ale mają pewność. Starczewski zeznał, że “ Dyzio” w telegramie oznaczało jego brata Dyoni- zego, który miał w owym czasie przy jechać do Częstochowy. Na zapytanie prokuratora świadek wyjaśnia, że*re widował, po porozumieniu się z przeo rem Welońskim, wszystkie cele, strychy i piwnice. W celi o. Przeździeckiego nic znalazłem, u Starczewskiego zaś brauning, listy i 24 rb. W pokoju, w którym spał Macoch, w szafce znalaz łem połowę spodni, dużo pustych bu telek, a w piecu ślady spalonych rze czy, ale jakich — świadek nie wie. Re- wizya miała na celu przedewszystkiem wyszukanie topora. Świadek znalazł go w komórce na piętrze za kupą drzew. Świadek badał b. przeora i otrzymał od niego książkę dochodowo-rozchodową, a kiedy zażądał od kustosza Przeździe ckiego księgi wpływów zakrystyjnych, ten odesłał go do Rejmana, a Rejman znów do Przeździeckiego i t. d. W ten sposób kilkakrotnie odsyłany przez je dnego do drugiego książki nie otrzyma łem. Dopiero, kiedy gubernator kate gorycznie książki zażądał, ks. Przeź- dziecki zawiadomił mnie w nocy, że książka się znalazła. Na zapytanie prokuratora co do z48 Wiezieniu jej do Częstochowy św. Czes- nakow odpowiedział. —Ujrzawszy fotografię trupa, udała zemdlenie. Wezwany lekarz orzekł, że Macochowa jest w stanie odmien nym i to zemdlenie jest bez znaczenia. Adw. Chądzyński. Ile czasu upły nęło od czasu doręczenia panu książ ki przez Rej mana i Przeździeckiego. Św. Kilka dni. Adw. Ch. Jaki okres czasu obej mowały książki? Św. Pierwsza — przeora lat pięt naście, druga nie pamiętam, ale byra starą. Adw. Korwin-Piotrowski. Pan po wiedział, że p. Helena Macochowa uda ła wzruszenie, ujrzawszy fotografię trupa. Czy pan wątpi o szczerości Heleny Macochowcj ? Św. Tak. Adw. P. A dlaczego? Św. Bo było udane. Adw. P. A dlaczego udane—może nareszcie świadek wyjaśni ? Św. Jeszcze nic skończyłem—proszę bez komentarzy... Adw. P. To nie pańska rzecz... nie ma pan prawa robić mi uwag, jeżeli pan jest niezadowolony, proszę zwró cić się do prezesa. Ostatecznie adw. Piotrowski stwier dza, że opinie świadka, co do nieszcze- rości Macochowej, są subjcktywne, nie oparte na niczem poważnem. Członek sądu Gubskij. Posyłał pan po lekarza? ■ Św. Tak. Sąd ogłasza pauzę o godz. 4 m. 45. Po pauzie przewodniczący zawiada mia prokuratora, że na liście świadków są dwaj więźniowie, sąd zaś okręgowy wojenny żąda prędkiego odesłania ich z powrotem. Prokurator zOsiemnastoletni, Roman Wadas, na zapytanie przewodniczącego, odpowia da, że zajmuje się kontrabandą wspól nie z ojcem, który przeprowadził Da- mazego Macocha przez granicę. Prok. Jak długo idzie się do Trze bini od miejsca, w którem przechodzi cie granicę. , Św. Owie godziny. Wincenty Wadas, ojciec poprzodwieź do Warszawyednie go, także pod strażą. Przcw. Zajfhujecie się kontraban dą? Przew. Pewnie... w więzieniu... A dlaczego jesteście uwięzieni? Św. Zaaresztowano mnie w synem zagranicą. Przew. Dlaczego jesteście pod są dem wojennym. Wadas opowiada, że pewnej nocy kilku ludzi, w ich liczbie, Macocha, przeprowadził przez granicę. Otrzy ma! za to wódki i 10 rb.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.09.19, 23:48
          Arbuzów, komisarz policyjny z Częstochowy, ze znaje, że dowiedział się od naczelnika straży ziemskiej pow.radomskowskiego, iż ten potrzebuje pomocy w odnalezie niu tych kupców, od których nabyto rogoże do obszycia sofy. Po cechacłi (signa) na rogożach do strzegłem, iż pochodzą one od Potoka, kupca częstochowskiego, do którego się udano i dowiedziano, że jakiś czło wiek kupił od niego największy kosz i kilka rogożek. W dalszym ciągu Arbuzów opowiada szczegóły, znane z aktu oskarżenia. Prokurator zapytuje o rewizyę, ja kiej dokonał świadek w mieszkaniu He leny Macochowej w Warszawie. Świa dek zeznaje,iż rewizyi wzmiankowanej dokonał, ale o Macochu i Helenie nicze go na razie od służącej dowiedzieć się nie zdołał; dowiedział się o ich wyjeź dzić z Warszawy każdego z osobna dopiero w kilka godzin po fakcie.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.09.19, 23:59
          Golis, dorożkarz z Częstochowy opowiadał, że, wracając od strony Rudnik wieczo rem, spotkał Pawiaka, wiozącego jakich dwóch ludzi, i Piankę z jakąś paką. Świadek przed tem spotkaniem woził Damazego, Wacława i Helenę do Li- pia, za co otrzymał rb. .15, t. j. tyle, ile zażądał. W drodze widział, jak Damazy całował Helenę przy Wacła wie, który się tem nie gorszył, mówiąc, iż po weselu Damazy r , jako kuzynkę, całować Helenę może (Helena podczas tego zeznania serdecznie roześmiała się). Obrońca Bazylego, adw. Chądzyński zapytuje, czy świadek z agentem poli cyjnym rozmawiał w tej sprawie? Golis zeznaje, iż rozmawiał z Kotowskim. Obrońca Korwin-Piotrowski: — Czy Damazy mówii, iż całuje Helenę jako krewną ? Świadek: Tak!
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.09.19, 00:08
          Sztama Potok, kupiec z Częstochowy, opowiada, iż otrzymywał z Rosyi kosze w rogożach dy przyszedł do niego naczelnik straży ziemskiej z Radomska z komisarzem policyjnym Arbuzowem i zażądał frach tu z pewnej partyi towaru, to świadek nie mógł go znaleźć i prosił, aby po owe informacye zwrócił się na kolej. Wte dy został aresztowany'. Na drugi dzień przypomniał sobie, że jakiś chrze- ścianin kupił od niego kosz i rogoże. Prokurator: Czy świadek nie do wiadywał się od nabywcy, dla kogo ku puje kosz i rogoże? Świadek: Gdy nadeszła dorożka po ow kosz, wtedy', nie wiedząc, czy klient będzie zadowolony z kosza, który byl nieco zbutwiały, zapytałem się, dla ko go przeznaczony jest ów kosz, i otrzy małem odpowiedź, iż dla klasztoru ja snogórskiego. — Za kosz otrzymałem 4 rb. a za rogoże 45 kop. Na zapytanie prokuratora, czy żona świadka chodziła do klasztoru i po co, świadek zeznaje, że chodziła szukać kupującego kosz i że żona sama lepiej to powie. Na pytanie adw. Kleyny o godzinę, w której kupowano kosz i rogoże, świa dek oznajmił, iż pomiędzy 11 a 12 w po łudnie.
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 02.12.20, 17:13
            REKLAMA CZY PRÓBA OSZUSTWA - Radio Katowice - 02.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 02.12.20, 18:05
            PROTEST SAMORZĄDÓW - Gazeta - 02.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.12.20, 11:58
            UAGA HAKERZY PODSZYWAJĄ SIĘ POD KURIERÓW - Interia - 03.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.12.20, 12:01
            Ciekawe, że po aferze z jajami w roli głównej. W kilku dużych sklepach jakiś czas temu sanepid wycofał sprzedaż jaj
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.12.20, 12:05
            DYSPENSA OD OBOWIĄZKU UDZIAŁU MSZY - Interia - 03.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.12.20, 23:26
            DUŻY WYBUCH W ZAKŁADZIE RECYKLINGU. SĄ OFIARY - Interia - 03.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.12.20, 12:46
            Hm....park, pies, kobieta w średnim wieku - kilka lat temu w Katowicach było podobnie. Sprawcy do dzisiaj nie złapano. Różnica tylko w godzinach. W Katowicach "w biały dzień" a tutaj wieczorem.
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.12.20, 00:38
            USA. POŻAR ZABYTKOWEGO KOŚCIOŁA NA MANHATTANIE - Interia - 05.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.12.20, 14:12
            MATKA WYRZUCIŁA DZIECKO PRZEZ OKNO. NIE BĘDZIE ODPOWIADAĆ PRZED SĄDEM - Wyborcza - 06.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.12.20, 14:36
            POŻAR PALIWA W BAKU W TRAKCIE TANKOWANIA - www.wrc.net.pl - 06.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.12.20, 20:23
            ZACHODNIOPOMORSKIE. 17 LATEK USŁYSZAŁ ZARZUT USIŁOWANIA ZABÓJSTWA - Interia - 06.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.09.19, 00:22
          Toczyłowski, lokaj klasztorny oświadcza, iż szedł po kolacyę dla przeora Welońskiego, któ remu usługuje, do kuchni, wtedy spo tkał, jak nieśli ową pakę i wołali go pomocy, ale że on nie bardzo lubi dźwi gać ciężary, więc też odmówi! i poszedł czemprędzej dalej, aby go do pomocy nie skusili. W co była paka owinięta, świadek nie zauważył. Na trzeci dzień po wyniesieniu owej paki pytał Załoga, co tam było; odpowiedziano mu, iż brat ks. Izydora ożenił się z Malcówną, i że zapakowano w tę pakę rzeczy, jakie były dla niego nabyte i wywieziono. Na pytanie adw. Kańskiego, Rudni ckiego i Chądzyńskiego, świadek obja śnia, że dobrze nie pamięta, bo to już dawno, zeznania zaś jeg<\na śledztwie pierwiastkowem, jako świeże, są waż niejsze i lepsze. Po dokonaniu zeznań świadek prosił, czy może zadać pytanie Blasikiewi- czowi, lecz sąd prośbie odmówił (zapy tywaliśmy o co chciał pytać, chodziło świadkowi o dowiedzenie się, gdzie Błasikiewicz podział pewien przedmiot w klasztorze).
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.09.19, 00:29
          Śledztwo sądowe jest dość przewle kły Na dziś do zbadania przeznaczo no 38 świadków. Rozpoczęto je o godz. 11.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.09.19, 00:54
          Adw. Kłeyna: Czy pański brat jest chory umysłowo? Św. Tak, był w szpitalu, teraz leży w domu, mówi od rzeczy. — Czy brat Damazy upijał się? — Widziałem go pijanym parę razy. (Śmiech w sali). Prezes: Czy nie zauważył pan kiedy starania się brata Damazego o wzglę dy kobiet? Św. Nie widziałem. Adw. Korwin-Piotrowski: Czy świa dek nie widział w towarzystwie Dama zego kobiet, np. pań Jeżewskiej, Ostrow skiej i innych, z któremi był na stopie poufałej, mówił im “ty" i całował się z niemi, ot wprost przez przyjaźń, jakto miał przyzwyczajenie. Św. Nie widziałem. — Czy do pańskiego paszportu nie była wpisana Helena Krzyżanowska? — Nie była wpisana. Helena Macochowa nachyla się do swego obrońcy i o czemś go informuje. Adw. Korwin-Piotrowski: A czy nie brakowało w pańskiej książeczce pasz portowej kartki, która została wyr wana ? Św. Nigdy tego nie było. — Twierdzi to pan stanowczo? — Stanowczo.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.09.19, 00:57
          Józef Malinowski, pomocnik Kloca, poprawiał pomalowa nie po Damazym, zeznania jego nie różnią się od znanych szczegółów z aktu oskarżenia.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.09.19, 00:59
          O godz. 1 i pól prezes odczytuje list Bazylego Denisowa, który wyraża ży czenie złożenia dalszych zeznań, doty czących Izydora Starczewskiego i Pian ki. Sąd zadecydował zbadać go w tej mierze — jutro. Starszy woźny sądowy, p. Krasucki, zawiadamia o przybyciu świadka Ja niny Zasackicj, która wprowadzono. P. Zasacka tłomaczy się, że nie mogła na termin przyjechać, gdyż ma w domu dziecko chore. Kiedy prezes oświad czył, iż będzie zbadana jutro, p. Zasa cka prosiła o przesłuchanie niezwłoczne, gdyż dziś jeszcze musi wracać do Łodzi do chorego dziecka
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.09.19, 15:45
          Apt. Krawczyński. nadesłał zeznanie piśmienne, które prezes odczytał; potwierdza szczegóły co do odwiedzenia go przez Macocha w Łazach, znane z aktu oskarżenia.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.09.19, 21:20
          Po przerwie adw. Korwin-Piotrowski prosi o pozwolenie na zapytanie świad ka Kosmalówny, dlaczego Macochowa kazała zamykać drzwi i niepuszczać ni kogo z obcych ? Świadek: Żeby kto obcy nie wszedł do mieszkania. Prezes zapytuje Macochową, czy ma coś do nadmienienia z powodu zeznań służącej ? Macochowa: Nie
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.09.19, 21:44
          Dotychczas zbadano 48 świadków. Św.: Wacław Krzyżanowski, brat oskarżonej Macochowej, badany bez przysięgi, opowiada, że właściwie sio stra nie była pewna, co sta'To się z jej mężem. Chociaż powiedziała mu, że Damazy zabił jej męża, ale wobec tego, iż Damazy wciąż mówił do niej co in nego, więc nie wiedziała co robić. — Z Częstochowy pojechaliśmy, ja i siostra do Łodzi. Siostra bała się Damazego i prosiła, abym jej nie odstę- pował. Prezes: Czy pan nie podejrzewał Heleny o stosunki z Damazym? Świadek: Nie. —• Czy pana nie raziło to, że ks. Da mazy okazywał siostrze takie względy? — Bynajmniej. — Czy pan wiedział, że siostra pań ska otrzymywała pieniądze od Dama zego? — Nie wiedziałem. •— Czy pan słyszał co o Franciszku Macochu, mianowicie, że umarł? — Na dwa lata przed zabójstwem otrzymaliśmy list od siostry, że wyszła zamąż za Macocha, z którym wzięła ślub na łożu śmiertelnem. Po tym nieboszczyku miały zostać fundusze, z których siostra utrzymywała się. i — Czy pan długo dawa! lekcye Wa cławowi ? I — Bardzo krótko, gdyż 5 do 6 lekcyi, w tym bowiem czasie Wacław wezwany został do Częstochowy, wńęcej stamtąd^ nie powróci•— Jak się zachowywał Damazy Względem Wacława? — Damazy traktował Wacława po przyjacielsku. — Czy pan nie zauważył uczucia za zdrości u Damazego o siostrę pańską? — Nie. •— Czy pan znał Bułzackiego? •— Znałem, ale jakie stosunki łączyły go z siostrą, nic mówiła mi o tern. Po dobno Bulzacki konkurował o siostrę. — A co pan wie o liście od Bulzackic- go? — Siostra mówiła mi, że mąż jej Wa cław znalazł ów list, nie chciał go oddać i groził, żc pokaże księdzu. O ile sobie przypominam, treść listu robiła na nim wrażenie, iż określenie: chociaż znajo mość z Bulzackim nie była zupełnie platoniczna, znaczy, że ją może Bulza cki pocałował. — Po co Damazy wzywał Wacława? — Aby mu doręczyć rb. 1,000. Prokurator: Czy pan widział świa dectwo o śmierci Macocha? ■— WidJialem akt ślubu Kacpra z Heleną. Prokurator: Czy Izydor był na weselu? || Świadek: Izydor na weselu był obec ny, był on przyjacielem Damazego i znal Helenę. W dalszym ciągu objaśnia, że bywał u Damazego w Częstochowie, jeżdżąc doń w chwilach w r o!nych z Łodzi. Za ucztę weselną w hotelu Europej skim, zdaje się, że Damazy zapłacił loO—200 rb. Przed śmiercią swoją na 7 dni Wacław był przez jeden dzień w Częstochowie. Ostatnim razem wyjechał w sobotę, a zamiast Wacława przyjechał we wto rek rano Damazy z Zalogiem. Tegoż dnia wieczorem Damazy, He lena i świadek byli u Jeżewskich, od 4 do 5 godzin. W czasie tej wizstra po pewnym czasie oświadczyła, że jest chora i poszła do osobnego po koju. Prokurator: Jakie było umeblowa nie w mieszkaniu siostry? Świadek: W salonie fortepian, me ble mahoniowe, 2 szafy dębowe, w sy pialni dwa łóżka, dwie szafki nocne. W jadalnym stół, krzesła, otomana, kwiaty. — Jaka była wartość mebli ? — Nie wiem,fbyly porządne. — Czy dużo miała garderoby? — Kilka garniturów'. — W jakiej sukni brała ślub? — W białej sukni. Podprok. Katranow T skij: . W jaki czas po powrocie od Jeżewskich wyje chali do Częstochowy'? Świadek: Po dwóch dniach. Adw. Korwńn-Piotrowski: Nie wszy stko co pan tu zeznaje podał pan na śledztwie pierwiastkowym. Czy pan nie powtarza tutaj faktów, o których pan słyszał bądź z opowiadań, bądź z gazet ? Świadek: Może... Bo to tak dawno... — Czy pan potwierdza kategorycznie swoje zeznania na śledztwie pierwia stkowym ? — Potwierdzam, gdyż wtedy wszy stko dobrze pamiętałem. — Czy pan pamięta, jak siostra chciała jechać z Wacławem, po otrzy maniu ostatniego listu od Damazego do Częstochowy? — Pamiętam, ale sam tłómaczyłem siostrze, iż nie warto, gdyż Wacław je- dzie na jeden dzień, a tyś jest nie zdro- w'a. — Czy pan pamięta, dlaczego sios- ta nie zawiado iła policyi? — Nie była pewna, co jest prawdą w opowiadaniu Damazego; czy to, żc za bił Wacława, czy to, żc Wacław wyje chał do Ameryki. — Czy siostra pańska mówiła, że boi się Damazego? — Mówiła, gdyż Damazy nosił przy sobie zawsze rewolwer, a nawet strze lając raz na spacerze, manipulował tak, jakby chciał do niej strzelić. Adw. Kleyna: Jakie to było zajście Damazego z Wacławem na stacyi przy wyjeździe księdza po ślubie? Świadek: Odprowadzaliśmy rodzinę na stacyę, ktoś opowiadał coś zabawne go i Damazy, który pił herbatę, za chłysnął się ze śmiechu i herbata pry- snęła. Oburzał się na to Wacław, za czął krzyczeć na Damazego, że nie umie się zachowywać w miejscu publicz nem. Krzyk ten zwrócił uwagę innych pasażerów. Wziąłem siostrę i posze dłem z nią do domu, pozostawiając całe towarzystwo na dworcu. — Ile było osób na weselu? — Około 30. Adw. Chądzyński: Czy w Łodzi świadek mieszkał osobno? Świadek: Mieszkałem osobno, w r. 1905 byłem w 2 klasie, po wyjeździe siostry, zostałem sam. Prokurator: Czy pan jeździł do Krakowa na Grunwald? — 1 Jeździłem. •— Za czyje pieniądze? — Miałem swoje, a od siostry do stałem 15 rb. Razem miałem około 30 rb. Po drodze wstąpiłem do Da mazego; w Krakowie bawiłem 2 dni. — Czy pan dopisywał się na liście matki do siostry, posianym w sierpniu ? — Nie. ■— A czy matka pisała list do siostry w tym czasie? •— Nie wiem. Prezes odczytuje kopię listu matki, która daje radę córce, aby się nie przy znawała do niczego. W końcu listu jest własnoręczny dopisek Wacława który pozdrawia siostrę.
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 07.12.20, 12:16
            OPERACJA BUDŹET UE - Interia - 07.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 07.12.20, 16:21
            URODZINY RADIA MARYJA SANEPID CHCE WYJAŚNIEŃ OD ORGANIZATORÓW - Interia - 07.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 08.12.20, 14:02
            HOLANDIA. DWIE EKSPLOZJE W POLSKICH SUPERMARKETACH - Gazeta - 08.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.09.19, 21:57
          czywiście poglądu takiego nie po dziela, jak widać z przebiegu procesu, prokurator. Śledztwo sądowe chce zbadać, co się działo z tunduszami pau linów, zb cianemi z ofiar dobrowolnych, ile ich było i jeśli je rozkradziono, to winni tego powinni być surowo ukara ni, tak samo jak naprz. za kradzież pie niędzy z instytucyi publicznych. Ale — zdaniem prawników — jeśli uznać zgromadzenie paulinów za insty tucję publiczną, obowiązaną zdawać wykazy z wpływów i wydatków przed władzami fiskalnemi, to z akcyą cywil ną powinna wystąpić conajmniej pro kuratorya Królestwa Polskiego. Według tradycyi zgromadzenie pau- l'nów, jak każdy zresztą zakon, fundu sze wszelkie uważa za własne mienie, stąd też, jak to było dawniej, nabywało dobra ziemskie i przeznaczało je na cele według własnego upodobania. Od niedawna zgromadzenie paulinów zobowiązano do umieszczania tundu- szów swoich w banku państwa, ale nie powiedziano, iż to jest jakiś kapitał żelazny. Miał więc to być fundusz na bieżącym rachunku. Paulini na Jasnej Górze rządzą się regułą klasztorną, zatwierdzoną przez papieża Klemensa VIII w wieku 17. Reguła ta przez fakt utrzymania klasz toru paulińskiego z nowieyatem została usankeyonowana w akcie kasaty klasz torów w' roku 1867. Na tern tle przedstawiona kradzież pieniędzy klasztornych, —• rzecz prosta — inaczej wygląda. Po wejściu sądu do sali, obrońca Ma- cochowej oświadcza, że ma do wypowie dzenia dwie dcklaracye, oczywiście takie, które uproszczą śledztwo co do pewnych punktów i które i zmowego dochodzenia w celu ujawnienia owych punktów. Taki wstęp zaciekawił niezmiernie słuchaczy, więc po pauzie adwokat Kor- win-Piotrowski w imieniu swej klientki, po uprzedniem z nią porozumieniu, o- “świadczył: 1) że Helena Macochowa była w bliskich stosunkach miłosnych z Da- mazym Macochem do czasu wyjścia swego zamąż za Wacława Macocha, któiego po ślubie nie zdradzała i 2) że Helena Macochowa otrzymy wała od Damazego Macocha pienią dze na utrzymanie, ale nawet na myśl jej nie przyszło, by Macoch czerpał fundusze z jakichkolwiekbądź źródeł niewłaściwych. Po przyjęciu do wiadomości tych zeznań, sąd zarządza powtórne zbada nie b.komisarza policyi częstochowskiej Bazylego Denisowa. Wprowadzają go pod strażą dwóch żołnierzy, Denisów jest bowiem oska rżony w sprawie pewnej organizacyi, która dokonywała napadów i t. d. — Kiedy wyszedłem z sali przypo mniało mi się wiele szczegółów, a po nieważ przysięgałem, więc pragnę je zeznać. Dalej opowiada Denisów, że po o- trzymaniu telegramu, pod adresem Izydora Starczewskiego: “Przejeżdżam przez Częstochowę, bądź na stacyi, Dy- zio” udał się do celi Starczewskiego w klasztorze i zapytał od kogo ów tele gram pochodzi? — Od brata z Koła — odpowiedział ksiądz. — Jakto od brata, kiedy telegram wysłany z Proszowic ? Na to Izydor odpowiedział, że są tam krewni, do których brat pojechał. Około g. 4 po południu o to samo py tał się Izydora policmajster Czesna- kow i otrzymał taką samą odpowiedOczywiście nie uwierzono Izydorowi j i otoczono go dozorem, mianowicie w klasztorze pozostawiono policyanta w ubraniu cywilnem. Około g. 2 po północy do kancelaryi Denisowa zatelefonował policmajster i polecił udać się mu niezwłocznie do klasztoru, gdyż otrzymał wiadomość, żc Starczewski uciekł. Pojechał na Jasną Górę, zastał stra żującego policyanta, który oświadczył, że nikt się z celi Izydora nie odzywa, pomimo pukania. Jednakże Denisów dostał się do celi i zastał ks. Izydora. Wówczas Denisów rzekł do niego— Daj mi ksiądz słowo kapłańskie, kto wysyłał telegram ? — Damazy — odrzekł Starczewski. Dowiedziano się następnie, że Dama zy ma przejeżdżać przez Gołonóg, ale wysiany tam polieyant prawdopodobnie zasnął i nie widział go, chociaż w istocie przejeżdża! tamtędy, gdyż go poznała pewna dziewczyna. Ponieważ dano znać, żc w idziano również jakiegoś pau lina około Mstowa, a jednocześnie dano znać z Łaz, iż tam jest Damazy, więc zarządził pościg w obu w skazanych kie runkach. Adw. Rudnicki: Kiedy telegram Dy- zia został otrzymanySw. : Po obiedzie. Prokurator Niedźwiedziu wnosi, aby Starczewski w sprawie telegramu dal sam wyjaśnienia. Prezes zadaje oskarżonemu stosowne zapytanie.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.09.19, 22:32
          O. Pius Przeździecki, obecnie kustosz jasnogórski, magister teologii, od lat 16 w zgromadzeniu oo. paulinów, w sutannie czarnej; po kjó- rej rozpięciu ukazuje się biały habitHUE Twarz Inteligentna, mówi cicho. Prezes: Niech ksiądz nam powie, co mu jest wiadomo w tej sprawie ? Świadek: Nie wiem od czego zacząć, proszę o zadawanie mi pytań. Prezes: Jaki jest porządek zbierania pieniędzy? Świadek: Mogę odpowiadać po pol sku? Prezes: Owszem, ale daleko lepiej po rosyjsku, w którym to języku ksiądz wyraża się bardzo dobrze, gdyż wszel kie tlomaczenia wychodzą nieściśle. Świadek nieco się waha, poczem mó wi płynnie po rosyjsku: Przyjmuje się ofiary dobrowolne na msze, zbierane są datki na tace i pątnicy składają do puszek. Prezes: Mówił pan na śledztwie pier- wiastkowem, że Damazy zbierał wśród pątników pieniądze i zabierał je sobie. ! Świad.: Były takie pogłoski, ale sam . tego nie stwierdziłem. — Ile mógł zebrać za każdym razem ? — Ściśle tego nie można określić, ale zresztą, to nic jest mi wiadomo. — Czy mógł taicie pieniądze sobie i przywłaszczyć? — Żaden tego z braci zakonnej nie robi. — Ale czy mógł je przywłaszczyć? — O ileby nie spełniał obowiązku swego powołania, toby mógł. — W protokóle śledztwa jest wzmian ka, że ksiądz mówił, iż Damazy zbiera po rb. 1,000. — Mówiono tak, ale napewno tego powiedzieć nie mogę, gdyż nie stwie- dzilem. Czy pieniądze zapisywano do ksiąg? — Zapisywano.. — Czy’ pan mówił o trzech książ kach ? — Tak. — 70 — — Jak pan przyjmował książki od Bazylego były one w porządku. j — Prowadzono je chaotycznie, za prowadziłem inną; główną książka do chodów i wydatków była u prokuratora klasztornego, zakrystyan zaś miał książki do odnotowywania. — Ile pieniędzy przyjął pan od Ba zylego, obejmując po nim obowiązki kustosza ? — Przeszło 20,000 rubli. — Gdzie przechowywano te pienią dze? — W skarbczyku. Tutaj świadek objaśnia jakie są zwyczaje co do kluczów skarbczyka, skarbca i zakrystyi, że przechowywane są one przez kustosza i nikomu nie powinny być powierzane nawet wice- kustoszowi, którymi bywają co ty dzień inni zakonnicy. Prezes: Jakiego charakteru był Da- mazy? Świadek zastanawia się długo, trze sobie czoło, wreszcie oświadcza: We dług mego zdania, główną jego omył ką było to, że nie żył wspólnie z nami, że stronił od rzeszy zakonnej. — Na śledztwie pierwiastkowem mó wił pan wyraźniej o jego charakterze. — Tak jest, ale wtedy za dużo po wiedziałem, zbyt go obciążyłem nie potrzebnie. — Pan mówił, że go Rcjman nazy wał definitorem, dlaczego tak go nazy wał? — Nie pamiętam tego szczegółu. — Skąd Damazy mógł mieć docho dy? Świadek tutaj oświadcza, że w tej mierze potwierdza to, co mówił na śledztwie pierwiastkowem. Prezes: Skąd mógł Damazy kraść pieniądze? — Z kim Damazy był w dobrych stosunkach? — Z Izydorem. — Az Bazylim? — Tak sobie. — A jakiż był Starczewski pod wzglę dem charakteru? — Podobny do Macocha. — Odpowiedz nam pan o notatce o. Bonawentury Gawełczyka. — Po śmierci o. Bonawentury wez wał mnie przeor Rejman i zapytał, co zrobić z testamentem Bonawentury, który poczynił różne zapisy na cele dobroczynne. Mówił mi przytem, że w testamencie wymieniona została suma 20,000 rb. Odpowiedziałem, że jakkolwiek za życia mógł rozporządzać funduszami, jednak z racyi reguły wszelkie zapisy zakonnika są nieważne. O. Rejman oddał nowemu przeorowi fundusze Gawełczyka, a testament zatrzymał u siebie. Czy panu pokazywano przedmioty znalezione u Macochowej? — Pokazywano, ale nie mogę okre ślić ich pochodzenia, ani nie mogę fb- wiedzieć, że są podobne do kosztowności klasztc rnych. Podczas świętokra dztwa w kaplicy Matki Boskiej nie byłem w Częstochowie. Prokurator: Ojcze Piusie, dawno pan jest w klasztorze ? Świadek: Stale od r. 1902. — Ile zakonników jest obecnie? — Ośmiu duchownych i 7 nowieyu- szów. Prokurator zapytuje ks. Piusa o szczegóły świętokradztwa, ale ten o- świadcza, że nie wie o tern wiele, gdyż nie był wtedy na Jasnej Górze. Prokurator: Ksiądz mówił ttitaj, że za wiele powiedział, jak rozumieć? Świadek: Wszak to moi braciZŻŚ:M O. Izydor Starczewski. nić. Sąd im wymierzy karę sprawie dliwą, nie do mnie należy ich sądzić. Prezes zwraca uwagę świadkowi, że nie jest on tu sędzią, lecz świadkiem, obowiązanym mówić wszystko, co wie w- tej sprawie. Świadek: Obowiązki kapłańskie skłaniają mnie do pobłażliwości błę dom ludzkim i wybaczania win, tern się tłomaczę, żc nie mogę na nich zwalać wszystkiego. Prezes: Jaki był podkład moralny oskarżonych? Świadek: Czy mogę o tem mówić? — Proszę. — Niskie wykształcenie Damazego, zarówno domowe, jak szkolne i teolo giczne, usuwanie się od towarzystwa ludzi światłej szych, unikanie zgroma dzenia, w którem po całych tygodniach nie widywano go, sprawiło, że nie mógł podnieść się na wyżyny powołania. Zależy wiele od przeora,' aby podnieść duchow'o zakonnika, ale przeor był miękki, dobry, nie zwracał uwagi na nieszczęsnego brata Damazego. Być może, iż nie miał na to czasu, ale zbyt pośpieszył się z kreowaniem Damazego na kapłana. Zaledwie wstąpił do se- minaryum, gdy zachorował i wrócił do Częstochowy, a tutaj nie wyszkolił się, jak należy, kiedy przeor przedstawił go do święceń. Prok.: Czy długo był pańskim ucz niem? Świad.: Przygotowywałem go przez czas krótki. — Co pan może powiedzieć o innych swoich oskarżonych współbraciach? — Nie komunikowali się ze mną. — A Olesiński? — Mało go znam. - — Na czem polega reguła paulinów? Prosimy o opowiedzenie nam krótkiej historyi zakonu. O. Pius daje ogólny zarys zakonu paulinów, poczynając od założyciela św. Pawia pierwszego pustelnika. Zakonnicy obowiązani są do bez względnego ubóstwa i wspólnoty. O- czywiście stosunki się zmieniły, wreszcie zaniedbano regułę, ale w mia rę możności ludzkiej piagniemy ją sto sować przez siebie. Prok.: Zdaje się, że ustawa zgroma dzenia pochodzi z wieku XVII? Świad.: Tak jest, rządzimy się nią dotychczas w miarę możności. — Ksiądz jakie odebrał wykształ cenie? — Skończyłem seminaryum we Włocławku — A w Kielcach ksiądz byl? — Nie. •— W akademii w Rzymie? •—• Nie, w akademii w Petersburgu, w Rzymie byłem jako paulin. — Jakie miał wykształcenie Bazyli Olesiński? — Zdaje się, że skończył 4 klasy. Adw. Kleyna: Czy świadek pamięta, że podczas świętokradztwa Damazy nie był obecny na Jasnej Górze? Świad.: Tak słyszałem. — Jaką powagą cieszył się przeor Rej man? — Dużą. •—Pod każdym względem? ■— Nie pod każdym, tylko jako ad ministrator. — Czy do celi zakonnika może wejść przeor o każdym czasie? — Może. — Prezes: Czy klucze od cel są podwójne? Świad.: Tak: jeden ma przy sobie zakonnik, drugi jest u przeora. Na zapytanie prokuratora o. Pius opisuje szczegółowo rozkład skarb- czyka, skarbca, zakrystyi, kaplicy, ko ścioła, klauzury i innych ubikacyi. Damazy mieszkał w celi nr. 38 na drugiem piętrze, Izydor pod nr. 11 na pierwszem, w tym samym korytarzu, co o. Pius. Bazyli mieszkał na końcu korytarza po tej stronie, co Damazy. Jeden z sędziów: Z ilu pokojów skła da się cela? Świad.: Niektóre z jednego, niektó re z dwóch, o jednem wejściu. — Gdyby w celi dano strzał, czyby go było słychać w celach sąsiednich. — Przypuszczam. Dalej zadaje szereg pytai". świadko wi adw. Chądzyński. — Jak długo był kustoszem Ole— Pół roku. •— Kiedy została wprowadzona ko muna? — W r. 1902, obowiązkową jednak Lamosz wprowadził w roku 1907. Adw. Rudziński: Ile otrzymuje na drobne wydatki zakonnik? Świad. Najwyżej 20 rb. miesięcznie, — Kto wydaje księżom trunki? — Ekonom. Prezes: Też zakonnik? Świad.: Nie, człowiek świecki. Adw. Nowicki: Kiedy wprowadzo no zabezpieczanie drzwi ? — Świad: Po świętokradztwie.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.09.19, 22:35
          Czaplicki, sckietarz policyi w Łodzi. Obrońca Macochowej: Czy pan ma córkę Narcyzę? Świad.: Umarła. — Czy prawda, że Helena Krzyża nowska dawała lekcye córce pańskiej? — Tak. — To pan wie, że Helena K. zajmo wała się nauczycielstwem? Ile miała wtedy lat? — Tak, miała lat 15. Prezes: Ile pan płacił. Świad.: 5 rb. miesięcznie
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.09.19, 22:40
          Jan Chęciński. Świadek żyl bardzo dobrze z Wacła wem Macochcm, który nazywał Da- mazego szubrawcem. Prezes: Co pan więcej wic? Świadek: Potwierdzam to, co zezna łem na śledztwie pierwiastkowem. — A czy nie mówił panu Wacław o jakich pieniądzach, które dostał od Damazego? — Mówił, że mu Damazy kupił u- brania za 350 rb., że zapłacił w hotelu Euiopejskim o koto 1000 rb., że dostał od niego dużo kosztowności za killea czy kilkadziesiąt tysięcy rb. Prokurator: Czy był u pana W’a- cław przed dniem krytycznym ? Świadek: I owszem, był zaraz po przyjeżdzie z Warszawy, było to 21 czy 22 sierpnia, zdaje się w piątek, cze kał na mnie w domu, gdyż nie byłem obecny, jeździłem do Poraja. Mówił mi wtedy, że idzie w ważnej sprawie do Damazego i chciałby koniecznie dziś o 6 m. 45 wracać do domu, gdyż żona jest niezdrowa i oczekuje na niego. Oświadczył mi jednocześnie, że jeśli za dzie znaczyło, że pogodził się z Dama- zym i pojechał do domu. Gdyby zaś to nie nastąpiło, to przyjdzie do mnie i zakomunikuje bardzo ważną rzecz. Kiedy o tern mówił, by ł bardzo wzbu rzony. Pożegnaliśmy się, Wacław wy szedł i więcej go nie widziałem. — Czy mówił panu Wacław, że Rej- man zwracał uwagę na niewłaściwe postępowanie Damazego ? — Owszem, mówił, że Rejman ostro za coś strofował Damazego, który w T od powiedzi miał zagrozić Rejmanowi, iż tak zrobi, że klasztor na tem ucierpi. Podobno Damazy wiedział o jakiejś tajemnicy. Adw. Nowicki: Co pan przez to ro zumiał, że Wacław wie o jakiejś taje mnicy z życia Damazego? Świadek: Nie zdawałem sobie z tego sprawy.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.09.19, 22:45
          Wojciech Machuderski,'- mularz klasztorny. Prezes: Podobno pan wstawiał drzwi do skarbczyka, kiedy to było? Świadek: Wstawiałem, było to po okradzeniu obrazu. Adw. Chądzyński: Kto kazał? Świadek: O. Bazyli. Adw. Kleyna: Czy pan zna dobrze podziemia klasztorne? Świadek: Znam. — Gdzie byłoby dogodniej zabić człowieka: w podziemiach, czy w celi? Prokurator protestuje przeciwko ta kim zapytaniom. Adw. Kleyna wyjaśnia, że pytanie to jest potrzebne i prosi prezesa o po zwolenie zadawania pytań. Prezes zgadza się. Adw. Kleyna do świadka: Czy mo żna było kogo zwabić do podziemi i za bić tak, żeby nikt nie usłyszał i nie wiedział o tem ? Świadek: Naturalnie, że można. Adw. Chądzyński zwraca się do pre zesa z prośbą, jako do gospodarza w tej sprawie, aby zainterweniował co do tego, żeby oskarżyciel publiczny nie krępował obrony w zadawaniu pytań niezbędnych dla wyjaśnienia sprawy. Oświadczenie to poparła cała ława obrońców. Prezes odpowiedział, że obrony nie krępuje, przeciwnie pozwala na wszel kie pytanie, mające jakikolwiek zwią zek ze sprawą.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.09.19, 22:48
          Szymon Witinger, uczeń Cyganowskiego, jest w terminie u niego od od trzech lat, zeznaje że nie wie, czy ta pieczątka, którą pokazywa no mu na śledztwie pierwiastkowem za mawiana była w zakładzie Cyganow skiego, ale robiona była u Cyganowskie go, bo na pieczątce jest strzałka, po której poznaje, że mogła być u nich tobiona. Obrońca Cyganowskiego: Co zna czy ta strzałka ? Świadek nie umie objaśnić. Obrbńca: Czy Cyganowski wykony wał tylko u siebie zamawiane roboty, czy też przyjmował od pośredników? Świadek: Chasiclewicz też przyjmu je roboty i oddaje Cyganowskicmu. Obrońca: Czy świadek przyjmuje zamówienia i jak dawno pracuje u Cy ganowskiego? — Nastałem do nauki po zrobieniu pieczątki. Na wniosek prokuratora Macoch o- powiada, że nie wie, któremu grawero- wi kazał zrobić pieczątkę, a zamówienie przyjmował od niego chłopiec może 12-letni, który oddal mu też robotę i wziął pieniądze. Cyganowskiego ani w Częstochowie, ani w sądzie na sprawie nie widzi’ Prezes (do świadka): Czy Cyganow- ' ski ma dzieci ? Świadek. Ma jedno. — Iłe lat ma dziecko? — Nie wiem. Obrońca. Przecież świadek może określić —czy rok, dwa dziesięć? Czy • dziewczyna, chłopiec? Świad. (zdziwiony): Un się dopira teroz urodził. (Śmiech)
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.09.19, 23:01
          Mieczysław Ostrowski, telegrafista z Warszawy’. Poznał Helenę Macochową, jako wdowę po Franciszku, który umarł w dwa tygodnie po ślubie, dalej zeznaje to, co znane jest z aktu Oskarżenia w kwestyi ślubu Wacława z Heleną i we sela, na którem był. — Kiedyśmy rozmawiali — mówi świadek — z ks. Damazym na podsta wie wiadomości w gazetach o znalezio- ny r m trupie w sołie, ks. Damazy uro czyście rzekł do mnie: “Ręka Boska dosięgnie zbrodniarza! prawia to w sali silny efe.kt). Adw. Kor.-Piotr.: Pan jest żonaty z kuzynką swoją, nieprawdaż? Świad.: Tak jest. — Czy pan nie robił wyrzutów żonie o to, że ją kąiądz całował i na przysz łość zastrzegał pan, aby tego nie było? — Nie podobała mi się zbytnia pouf ność w' postępowaniu księdza, dlatego zwracałem na to uwagę żonie. — Nawet pisany był list do ks. Da- mazego, żeby nie całował żony. Jak się ten list zaczynał? — “Drogi księżulku!” Ale żony mo jej nie całował. — A może pańska żona całowała ks. Damazego? —• Nigdy tego nie było, aby się nie przyzwoicie zachow>'wała. — Przecież to jest we zwyczaju księży całują po rękach, a zresztą w tym wypadku chodzi o to, że ks. Damazy zachowywał się nieprzyzwoicie
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.09.19, 23:07
          Michał Zajączkowski, szwagier oskarżonej. Badanie tego świadka trwało dłużej. Damazcgo Macocha poznał w r. 1908 W Warszawie u Heleny Macochowejktóra zapewniała ich, że jest wdową po Franciszku, zmarłym na tyfus. Widział Damazego 6 razy, przedtem zanim Damazy przyjechał do Szrenia wy, był w Częstochowie na wystawie i mieszkał w celi Damazego. Prezes: Czy panu się nie wydawał podejrzany stosunek Damazego do Heleny? Świad. Owszem. Było to w r. 1909. Kiedy znalazłem się w Warszawie i wi dywałem ich razem, prosiłem żonę, aby zbadała bliżej rzecz całą. W od powiedzi dowiedziałem się, że Damazy przysiągł umierającemu bratu, Fran ciszkowi, iż będzie dla wdowy po nim opiekunem. Uwierzyłem w to i nawet miałem pewne uczucie wdzięczności. — Czy pan widział dowody małżeń stw a i śmierci? — Tak, pokazywano mi jedno I drugie. Dalej szczegółowo opowiada rozmo wę swoją z Damazym po przyjeżdzie do Szreniawy, jak go się wypytywał, którędy można dostać się do Galicyi, radził mu przykomórek Baran i nie wńedząc, że Damazy się spieszy, za trzymał go w Szreniawie, skutkiem czego dopiero na 3 dzień wyjechał; He lenie powiedział, że niema zwyczaju meldowania zaraz, iż 1 dość będzie for malność tę załatwić po kilku dniach; tymczasem zjawił się pomocnik komi sarza Arbuzów, aresztował Helenę i zabrał razem z jej rzeczami — przed mioty będące własnością żony oraz jego 200 rubli. Prokur. Kiedy przyszedł telegram,' zapowiadający ich przyjazd? Świadek: W sobotę, a przyjechali nazajutrz. Ad. Korwin.-Piotrowski: Pan byl świadkiem ślubu Heleny z Wacławem? Świadek: Tak. ^— Podpisywał pan akt w parali!— 83 — cry to była strona w księdze wypełnio na, czy czysta? — Podpisywałem, ale nie pamiętam tego szczegółu, jak było. — 83 — cry to była strona w księdze wypełnio na, czy czysta? — Podpisywałem, ale nie pamiętam tego szczegółu, jak było. f, mku Michał Zajączkowski. — Podpisywał pan i nie pamięta pan, co podpisywał. Dziwne! — Dziwne, a jednak tak jest. Dalej świadek mówi, że cd Damaze- go otrzymał zegarek zloty, który pod czas icwizyi był w repcracyi w Krako wie, odebrał go stamtąd. — Nic chcę mieć nic z tego — o- swiadcza Zajączkowski — co pochodzi od Damazego i proszę sąd o^pizyjęcie tego zegarka! Kładzie zegarek na stole. Wynika kwestya, co z tym tantem zrobić i na wniosek prokuratora zosta je dołączony do dowodów rzeczowych. — Ale pragnąłbym odebrać, co mo je — mówi p. Zajączkowski. — A moi mi i żony są przedmioty (wylicza je). Z aktów okazuje się, że owe przed mioty zostały wyłączone z dowodów rzeczowych i przesłane przez sędziego śledczego w kwietniu r. z. do policmaj stra częstochowskiego. — Od policmajstra w Częstochowie może je pan odebrać, oświadcza prezes. Prokur.: Ile— Ale pragnąłbym odebrać, co mo je — mówi p. Zajączkowski. — A moi mi i żony są przedmioty (wylicza je). Z aktów okazuje się, że owe przed mioty zostały wyłączone z dowodów rzeczowych i przesłane przez sędziego śledczego w kwietniu r. z. do policmaj stra częstochowskiego. — Od policmajstra w Częstochowie może je pan odebrać, oświadcza prezes. Prokur.: Ile lat pan jest żonaty? Świadek: Szósty rok. — Czy Iiena siostra żony jeździła z Heleną za granicę? — Jeździła. — Czy z Damazym? — Nie, sama. — A kiedy jeździła Helena z Da mazym ? — W r. 1909. — Widział ich pan oboje? — Przejeżdżając, wstępowali do nas.
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 10.12.20, 13:48
            TARNÓW. POMIMO PANDEMII I ZDALNEGO NAUCZANIA DZIECI CHODZĄ DO KATOLICKIEJ SZKOŁY - Interia - 10.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 10.12.20, 14:28
            OGROMNE NAPIĘCIE W BRUKSELI - Interia - 10.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 10.12.20, 23:44
            Nadopiekuńcza mamuśka

            70-letnia kobieta była lubiana przez sąsiadów i personel skle-pów spożywczych, w których robiła codzienne zakupy. Mało kto zdawał sobie sprawę, jaki dramat kryje się w jej mieszkaniu w podsztokholm-skiej dzielnicy Haninge. Od 28 lat przebywał tam psychicznie sterro-ryzowany i kompletnie odizolowa-ny od świata jej 41-letni dzisiaj syn.Starsza pani musiała w grudniu pójść do szpitala. Pod jej nieobec-ność do mieszkania weszła jej córka. – Było zupełnie ciemno. W blasku świa-tła ulicznej latarni zauważyłam w rogu kuchni siedzącą w fotelu skuloną, wychudzoną postać. To był mój brat, którego nie widziałam od prawie 30 lat. Natychmiast mnie rozpoznał i wyszep-tał moje imię. Miał na nogach otwarte, owrzodzone rany i był bezzębny – opo-wiedziała po zawiadomieniu policji.Po dramatycznych doniesieniach mediów Szwecja była początkowo w szoku, lecz nie do końca. Stosun-ki międzyludzkie są tu bardzo chłodne. Starsza pani przed wielu laty zerwała stosunki ze swoją rodziną, m.in. dwie-ma córkami, z którymi kontaktowała się tylko przez telefon, co w Szwecji nie jest niczym specjalnie dziwnym. Tu nikt się nikim nie interesuje. Wiele osób umiera samotnie w swoich domach, w których często są znajdowani nawet po mie-siącach. System wypłat emerytur dzia-ła w taki sposób, że wpływają one na konto, z którego ściągane są stałe opła-ty, więc do urzędów się nie chodzi.Szybkie śledztwo policji wykazało, że z punktu widzenia prawa mężczy-zna nie był więziony. Nie był zamyka-ny ani przywiązywany. Matka terrory-zowała go psychicznie od dzieciństwa. Krok po kroku wprowadzała go w stan strachu przed opuszczaniem domu, wmawiając mu, że na zewnątrz czyha-ją na niego same niebezpieczeństwa. W wieku 13 lat ostatni raz widziany był w szkole. Ówczesny dyrektor tej pla-cówki zapamiętał, że był to samot-ny, cichy, małomówny, wystraszony i zawsze głodny chłopiec.Już po jednym dniu przesłuchań matka został zwolniona z aresztu. A po przesłuchaniu syna prokurator Emma Olsson oświadczyła, że nie ma żad-nych podstaw do jej zatrzymania, ponie-waż nie złamała prawa. – Syn przyznał, że miał pełną wolność, również klucze do mieszkania, ale nie wychodził i było mu w sumie dobrze z mamą. Nie jest to przypadek kryminalny, lecz raczej trage-dia rodzinna i społeczna, będąca wyni-kiem patologicznej nadopiekuńczości matki, która jako nastolatka straciła już jedno dziecko – oświadczyła prokurator.Okolica, gdzie przez trzy dekady odbywał się dramat, to Haninge, gmi-na wchodząca administracyjnie w skład tzw. dużego Sztokholmu. Mieszka tu 100 tysięcy ludzi. Dominują osiedla budo-wane na przełomie lat 60. i 70. w ramach socjaldemokratycznego programu pracy dla wszystkich i stworzenia w dziesięć lat miliona nowoczesnych mieszkań. W ten sposób Szwedzi zaczęli żyć wygodnie w dużych czynszowych lokalach z volvo i saabami na parkingach. Jednak wraz z rosnącym dobrobytem narastała izo-lacja społeczna. – Dzisiaj prowadzi to do samotności, tragicznych sytuacji rodzinnych i psychicznego upadku spo-łeczeństwa z powodu braku kontaktów międzyludzkich. Tymczasem media inte-resują się tylko sensacjami, a nie zmiana-mi zachodzącymi w naszym społeczeń-stwie – stwierdzili komentatorzy kanału telewizji publicznej SVT.Teraz, podczas pandemii korona-wirusa, rekomendowany dystans między osobami to jeden metr. Szwedzi żartują, że jak obostrzenia się skończą, to powró-cą do normalności, czyli... ponad dwóch metrów odległości między sobą
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 11.12.20, 18:27
            SIEMIANOWICE. ZNALEZIONO SPALONE CIAŁO 21 LATKI - Interia - 11.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 11.12.20, 18:29
            A tak na marginesie, w Siemianowicach coraz gorzej się dzieje.
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 11.12.20, 19:40
            DRAMAT NA BUDOWIE. MĘŻCZYZNA SPADŁ Z DACHU - www.infokatowice.pl - 11.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.12.20, 14:36
            NOWE INFORMACJE W SPRAWIE EKSPLOZJI SKLEPÓW W HOLANDII - 12.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.12.20, 16:33
            POŚCIG I STRZELANINA. POTRĄCENIE POLICJANTA - Interia - 12.12.2020I
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.12.20, 13:54
            W CZECHACH UKRADZIONO MIEJSKI AUTOBUS.POLICJA PROSI O POMOC POLAKÓW - Interia - 13.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.12.20, 13:54
            W CZECHACH UKRADZIONO MIEJSKI AUTOBUS.POLICJA PROSI O POMOC POLAKÓW - Interia - 13.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.12.20, 18:10
            DOLNY ŚLĄSK. EKSPLOZJA W PAWILONIE - www.rmf24.pl - 13.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.12.20, 19:52
            W KATOWICKICH LASACH ZNALEZIONO CIAŁO ZAMORDOWANEJ KOBIETY - Onet - 13.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.09.19, 23:09
          Marta Ostrowska opowiedziała, co jej jest wiadomo o zni knięciu Wacława Macocha. Adw. Kor. Piotrowski: Czy pani wie, że Helena płakała w obecności Damazego? Świadek: Płakała i skarżyła się na to, że ją mąż porzucił. Matka ją uspa kajała.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.09.19, 23:33
          Katarzyna Pianko, żona oskarżonego opowiedziała, ]aJc został wynajęty do wyjazdu w drogę z klasztoru. Dowiedziała się o tem co wywoził, gdy aresztowano męża. Według świadectwa Jana Fijałkow skiego i Wlad Białego, sąsiadów Pian ki, oskarżony był człowiek uczciwy i bogoboj ny. Powtórnie badany naczelnik Czer- nogołowkin potwierdził niektóre szcze góły z badania poprzednich świadków.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.09.19, 23:35
          astępnie stwierdzono, że listy, zna lezione w więzieniu, pisane były przez Macocha, Starczewskiego i Pertkie- wic7a. Damazy Macoch przyznał się do sfałszowania własnoręcznie podpisu ks. Dakow'skiego. Sąd udał się na naradę; po powrocie prezes Wołkow oświadczył że ponie waż oskarżeni przyznali się do pisania okazanych im listów, więc opinia eks perta I wanow r a jest zbyteczna. Prokurator Niedźwiedzki wobec te go, iż rzeczą niezbędną jest stwierdze nie stosunku miłosnego Heleny z Da- mazym po zabójstwie Wacława, wno si, aby ta część rozpraw’ dokonana zo stała przy drzwiach zamkniętych. Oskarż. Macoch daje wyjaśnienia co do wywiezienia trupa. W sprawiefeadzieży ze skarbczyka pieniędzy przez Bazylego, to on tego nie twierdził, raz go tylko widział wskarbczyku. Bazyli dawał mu pieniądze, ale z funduszów' księżych. Klucz u Pertkiewicza zama wiał Starczewski przy nim i za klucz ten Starczewski płacił. Klucz byt od skarbczyka. Prokurator: Oskarżony Macoch da je wyjaśnienia niezupełne. Macoch: Cały drżę! Prezes: Siadaj pan i uspokój się. Na wniosek prokuratora zapytany Starczewski potwierdził to samo, co na śledztwie pierwiastkowem. Błasikiewicz: Ja nic nie widziałem. Pertkiewicz: Przyszedłem na wez wanie Starczewskiego, klucz kazał zro c bić Damazy, obaj wręczyli mu model i dali rb. 5. Nie wiedział do czego jest klucz potrzebny. Pianko niema nic do powiedzenia. Macoch stwierdza, że Blasikiewicz nic nie wiedział. Wszystkie dokumen ty dla Heleny sam wyrabiał. Pienią- dztf jej doręczał mimo jej woli. Helena pieniędzy odeń nie wymagała. Olesiński prosi, aby mógł wprost w oczy zapytać się Damazego, kiedy go spotkał w skarbczyku. Prezes zezwala. Damazy i Bazyli wezwani zostali przed stół sędziowski. Sprawiło to ogólne poruszenie. Damazy potwierdził wszystkie pier wotne swoje zeznania. Kiedym ja ci dawał 500 rb. ? — pyta Olesiński. — Dostałem! — odpowiada Macoch. Następuje wymiana zarzutów i za przeczeń. Olesiński w uniesieniu: — Powiedz, za co zabiłeś Wacława? Macoch: Mówiłem jej
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.09.19, 23:40
          Co do Olesińskiego. •— Olesiński, ja i Starczewski, nie chcieliśmy stanowczo zgodzić się na komunę. Gdy w tej sprawie pewnego razu była o tem mowa, Olesiński rzekł do nas: Jeżeli warrf się uda brać pie niądze komunalne, to bierzcie je sobie sami. Nie mogę pomimo to powiedzieć, że Bazyli kradł. Spotkałem go w skarbczyku, a widziałem, że klucze wyjmował z pod poduszki. Na moje żądanie Bazyli mi daw'ał po 5, 10, 15 i 500 ib
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.09.19, 23:48
          Badanie Macocha. Prokurator Niedźwiecki: Sekretarz magistratu in. Częstochowy' mówił wczoraj, że po zabójstwie brał oskarżo ny paszport na imię Wacława Macocha. Oskarż.: Bralem, dlatego, że Helena nie miała uregulowanych dowodów' le gitymacyjnych, więc formalnościami temi sam się zająłem. Pieniądze Helenie sam dawałem, pro sząc o ich przyjęcie. Nigdy żadnychżądań w tej mierze sama nie stawiała — Na śledztwie pierwiastkowem oskarżony mówił, że klucz zamówił Izydor? — Tak powiedziałem, gdyż istotnie klucz zamawiał Izydor. Ad w'. Kański: Czy wiadomo oska- »żonemu, co mówił Załóg do Blasikie- wicza? I kto kiadł trupa do sofy? Oskarż.: Co mówił, nie wiem, lecz w każdym razie do tajemnicy go nie dopuścił. Trupa wkładał do sofy Za łóg, a ja mu pomagałem. Prezes (własne pytanie): Przecież mieszkanie było ciasne, jakże się tam sofa zmieściła? Oskarż.: Tamby' i co więcej się zmie ściło. Na wniosek adw. Kańskiego oska rżony potwierdza sądowi znane szcze góły o przeniesieniu sofy' i biernej roli Błasikiewicza, dodając, że Załóg o za bójstwie nikomu nie mówił. — Po wywiezieniu trupa byłem u spowiedzi. Spowiednik przerażony moim czynem, nakazał mi w r tej chwili opuścić klasztor, bo, jakby się o tem sędziwy przeor Weloński dowiedział, umarłby ze strachu. Podczas zabójstwa Starczewski był na urlopie. Spowiadałem się i u niego, ale było to przed wyjazdem do Żyto mierza, gdzie obaj staraliśmy się o po sady. Prokur.: Podobno Blasikiewicz po dejrzewał oskarżonego i Załoga? Dali mu rb. 12 za milczenie? Oskarż.: Załóg coś wspominał mi o tem, ale Blasikiewicz nie podejrzewał zabójstwa. Załóg mi mówił, że do niego, Blasikiewicz powiedział, iż nie jest on taki człowiek, żeby trąbił na świat caiy. Adw. Kański: Za co oskarżony pła cił, czy' za to, że sofę przyniósł i wyniósł? Oskarż.: Btasikiewiczowi niądze Załóg. Biasikiewicz był prze konany, że w sofie znajdują się książki. O trupie nic nie wiedział. Prezes (własne pytanie): Kiedy Bła- sikiewicz dostał pieniądze? Oskarż.: Po jakich czterech tygo dniach. — Czy potem, kiedy w Zawadach trup był wykryty? — Tak. ' Prokur.: Czy oskarżony mówił do Heleny, że mu jest wiadomo, iż Bazyli dal Nowackiej pieniędzy na kupno domu? Oskarż.: Nic podobnego nie mówiłem.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.09.19, 23:56
          Oko w oko. i Prezes wzywa obu oskarżonych: Da- mazego i Bazylego przed stół sędziow ski. Stają naprzeciwko siebie: Dama zy obojętny, Bazyli zgorączkowany. Publiczność ^bezmiernie jest zaciekawiona tym przyszłym pojedynkiem na słowa dwóch oskarżonych. — Przecież -ty najlepiej wiesz, jak to było — mówi Bazyli do Damazego— opowiedz! — Bralem pieniądze ze skarbczyka— odpowiada z rezygnacyą Damazy. — Gdybym brał skądinąd, tobym po wiedział teraz całą prawdę. Wówczas Bazyli z uniesieniem za pytał: — Powiedz, za co Wacława zabiłeś. I przypomina zeznania Chęcińskie go co do owej tajemnicy, o jakiej Chę cińskiemu Wacław wspominał. — Chciaiby m przecież za to wszy stko sam odpowiadać — mówi Ma coch. — Cóżby mi na tern teraz zale żało mówić inaczej. Potwierdzam to, co początkowo zeznałem. — Kiedyś ty bywał w skarbczyku ? pyta Bazyli. — W porze obiadowej — odpowiada Macoch. Rozmowa wzięła obrót tak gorący, oskarżeni jeden drugiego chciał prze gadać, że prezes zwrócił uwagę, aby mówili pojedynczo. Duet się skończył — ale nic nowego nie przyniósł — chyba wrażenie, iż w pochodzeniu pieniędzy macochowych kryje się tajemnica... Prezes polecił oskarżonym zająć swo je m
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.09.19, 00:21
          Mowa prokuratora. "Panowie sędziowie! Przed rokiem i siedmiu miesiącami ludność i władze i pow. radomskowskiego zostały wzbu rzone i zakłopotane niezwykle zagad kową zbrodnią, której ofiara w postaci zwłok zabitego nieznanego człowieka, zapakowanego do wnętrza sofy, wy kryta została wypadkowo z rana dn. 26 lipca r. 1910 pod wsią Zawady przy drodze. Trzeba było prowadzić poszukiwa nia nie tylko w celu wykrjjpia spraw ców zabójstwa, ale i w celu stwierdze nia osobistości zabitego. Jak to bywa w tego rodzaju wypad kach, stoustna fama ludowa, a w czę ści za nią prasa podała pogłoski i dane, żc zabity został jakiś ofieyalista dwor ski, to jaki^ hrabia z gub. kieleckiej. Również prasa ogłosiła dane, żc zabi tym jest niejaki Wujcikowski, wresz cie, iż zabitym być może jest właściciel ziemski Więckowski, brat nauczyciela jednego z gimnazyów w Petersburgu. Już w d. 7 sierpnia “Kuryer Warszaw ski” napewno twierdził, że zabitym jest nikt inny, tylko Wujcikowski. Ale rychło okazało się, że ten rzey nieboszczyk jest zdrów i cały, przytem władze, prowadząc poszuki wania w innym kierunku od samego początku wykrycia trupa w sofie, na trafiły na trop właściwy, jednak od czasu znalezienia zwłok do wykrycia zabójstwa upłynęło przeszło dwa mie siące. W ciągu całego tego czasu zain teresowanie sprawą wykrycia trupa nie zmniejszało się ani wśród społeczeń stwa, ani wśród prasy, która już w dru giej połowie września zaczęła rozważać wyniki poszukiveań, skierowanych do klasztoru, ogłaszając zdobyte dane. Tymczasem ks. Damazy Macoch, przebywający w tym samym czasie w w Warszawie w mieszkaniu Heleny Macochowej,dowiedziawszy się, że na niego padło uzasadnione podejrzenie o zabójstwo męża Heleny, postanowił uciec i d. 1 października zbiegł razem z Macochową do gub. kieleckiej, a d. 6 października za granicę. Dzięki temu, że polieya i prasa (0 nie zasypiała sprawy, szczęśliwie udało się w d. 7 października ująć Damazego Macocha w Krakowie i Helenę Maco chową w Szreniawie. Oto dla czego ks. Damazy Macoch stanął pp. sędziowie przed wami, przy- czem smutny swój los związał z losem szeregu innych osób, które panowie wadzicie również przed sobą na ławie oskarżonych. Będąc zaskoczony, ks. Damazy spostrzegł, iż nie wyrwie się z rąk sprawiedliwości i przyznał się nietylko do zabójstwa męża Heleny Macochowej, ale i do systematycznej kradzieży pieniędzy z kasy klasztornej i do udziału z ks. Bazylim Olesińskim w kradzieży rb. 5,000 z funduszów zmar łego ks. Bonawentury Gawełczyka. Podczas śledztwa Damazy uzupełnił swe zeznanie tem, że pieniądze klasz torne kradł, nietylko on, ale i księża: Przy pewne] pomocy Pertkiewicza, któ ry podrobił klucze, dale] uzupełnił tem, Że pociąg miłości i związek z Heleną zmusiły go zaopatrywać ]ą w kradzio ne pieniądze i wreszcie, że w interesie te] samej Heleny sporządził dwa fał szywe dokumenty i podrobił pieczęć urzędową, zrobioną na jego obstalunek przez grawcra Cyganowskiego. Popełnienie zbrodni zabójstwa i świę tokradztwa w starożytnym i niezmier nie czczonym klasztorze jasnogórskim i bezpośredni udział w tych zbrodniach trzech księży — zakonników tegoż klasztoru sprawiły olbrzymie wrażenie ''’śród społeczeństwa polskiego i głę boko zasmuciły lud wierzący. Społe czeństwo bowiem nic zdążyło jeszcze zapomnieć o hanicbnem wydarzeniu, jakie stało się na rok przedtem w tym samym klasztorze, kiedy' to w nocy na 23 października 1S09 r. jakieś nie wy kryte w zupełności dotychczas ręGe świętokradcze zuchwale zerwały z czę stochowskiego Cudownego Obrazu Ma tki Boskiej i zrabowały kosztowne ko rony i sukienkę, które obraz ozdabiały od wieków* Wieść o zabójstwie w obrębie klasz toru, już przy majestatycznej świątyni chrześciański, istniejącej szóste stulecie w klasztorze częstochowskim, a przy- tem o zabójstwie, dokonanem przez księdza mnicha, zadała wielki cios u- czuciom religijnym narodu polskiego, a systematyczna kradzież pieniędzy klasztornych i dalekie od zakonnego życia postępowanie mnichów, jesz cze bardziej zasmuciło społeczeństwo, że takim ludziom, między' innemi, po wierzona została czczona bogobojnie przez wszystkich świątynia chrze- ściańska. Istotnie, takie wydarzenia w klasz torze — mogły wywołać popwienia się. Lud nawykł wlerzyt, że klasztor, jego skarby i świątynia znaj dują się w pewnych rękach. Kroniki dawnych czasów pozostawiły nam wia domości o innych czy'nach bohater skich ojców — paulinów klasztoru czę stochowskiego, innych niż te, które sta nowią przedmiot sprawy niniejszej. Były to czyny prawdziwej wiary, po kory, poświęcenia chrześciańskiego i patryoty'zmu. Jedno z takich boha- terstw podczas obrony klasztoru, doko nane przez przeora tegoż mnicha, Augu styna Kordeckiego, poetycznie opisane zostało w znanem utworze Sienkiewi cza “Potop.” Ostatnie wydarzenia w klasztorze, których religijno-spoleczne znaczenie z ożywieniem było komentowane i szero ka fama, która uchyliła nieco ciemną zasłonę życia klasztornego, pełnego pikantnych szczegółów, stworzyła dla niniejszego procesu sławę głośnego i sen sacyjnego. Haniebne przestępstwa trzech osób z braci ldasztornej, oczywiście same przez się nie mogły i nie mogą zachwiać silnej wiary ludu polskiego. Jasna Gó ra niewątpliwie po dawnemu będzie przyciągała setki tysięcy pielgrzymów, szukających przed Cudownym Obra zem Najświętszej Władczyni pociechy duchowej, uzdrowienia i łask wszelkich. Jednakże, na zasadzie danych pro cesu niniejszego społeczeństwo nie mo że nie wyprowadzić wniosku, że ojco wie paulini częstochowscy, którym zostało powierzone Sanktuaryum Pol ski— nie wszyscy stoją na wysokości swojego powołania i ślubów zakonnych i że ży r cie klasztorne oraz porządki wy magają odnowienia. Nie przepisy ale ludzie stwarzają sławę dla każdego nionych. "Oskarżony ks. Damazy Macoch oddany został pod sąd pod zarzutem pięciu przestępstw”—tu pro kurator zastanawia się szczegółowo nad każdem z tych przestępstw i do chodzi do wniosku, że przyczyną za bójstwa mogła być, jak twierdzi Hele na, zazdrość Macocha o Helenę, gdy dowiedział się od niej, że pokochała swego męża i nie zdradzi go. “Oska rżony niewątpliwie był przywiązany do Heleny i żeniąc ją ze swym stryjecz nym bratem, sądził, że stworzy sobie parawan, a pod firmą pokrewieństwa będzie utrzymywał w dalszym ciągu stosunek.” Jednocześnie mniemam, że był też inny motyw zbrodni, mianowicie oba wa Damazego Macocha przed tern, że zmarły, domagając słę odeń wielkiej kwoty pieniężnej, odsłoni w razie od mowy, jakąś jego tajemnicę, a przede- wszystkiem ujawni kradzieże pienię dzy z klasztoru. Wacław' Macoch nie wątpliwie mógł się dowiedzieć o tych kradzieżach od Heieny w' chwili ści słego sam na sam i w chwilach szcze rości lub sam się domyślić i zagrozić Damazemu. Nie zabił też Damazy Wacława w chwili, uniesienia, lecz z premedytacyą. Co ’do oskarżonego ks. Starczewskie go to jest on pod zarzutem dwóch prze stępstw: ukrywania zabójcy i kradzie ży z funduszów klasztornych. Prokurator dowodzi ukrywania na podstawie telegramów i listów Izydora do Damazego. Między innemi co do charakteru Izydora prokurator przytacza, że miał znajomości w Sosnowcu z damami, któ re w listach poufale i żartobliwie na zywały go: “Jaśnie oświeconym andru- sem,” “łobuzem” i “dokazywaczem.” Podtrzymuje też prokurator wej, Pianki, Błaslfeiewlcza, Pertkiewi- cza i Cyganowskiego. “Panowie sędziowie — kończy swą mowę prokurator — w tej sprawie w liczbie oskarżonych podlegają wyroko wi panów trzej księża mnisi zgromadze nia paulinów, którzy zgrzeszyli prze ciwko prąwom boskim i ludzkim — nie zabijaj i nie kradnij — nakreślonych zarówno na tablicy Dziesięciorga Przy kazań, jak i w kodeksie karnym. Ci oskarżeni jako kapłani mieli prawo w imieniu Boga “wiązać i rozwiązać” grzechy ludzi, komu zaś wiele dano, od tego winno wiele się też wymagać. Mam zasadę wyrazić nadzieję, że i pa nowie surowo ukarzecie tych oskarżo nych. Zwierzchność duchowna ró wnież spodziewa się od panów sprawie dliwego sądu nad rzeczonymi kapłand- mi i wyroku, któryby mógł choć w części uspokoić jak mniema władza duchown
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.09.19, 00:30
          Mowa adw. Kleyny. Dość często obrońcy w sprawach kar nych, które wstrząsają społeczeństwem rozpoczynają swą mowę od wyjaśnie nia, jakie jest trudne ich położenie. Wątpię, aby się znalazł ktokolwiek ktoby nie rozumiał, jak szczególnie ciężką jest dla mnie obrona w tej spra wie. Klasztor jasnogórki z cudownym obrazem Matki Boskiej, świątynia łask i bohaterstwa, słynąca cudami i poda niami ludowemi, dokąd gromadzi się nieustannie tysiące pielgrzymów po bożnych, stał sic miejscem ordynarnej, okrutnej zbrodni. Wieść o tej zbrodni przeraziła wszystkich, lecz przedewszy- stkiem sprawiła popłoch w calem pol- skiem i katolickiem społeczeństwie. Winowajca tej zbrodni Damazy Ma coch nie mógł się stać przedmiotem obfzydzenia, a nawet nienawiści; prze sądzone a nawet zmyślone wieści jeszcze bardziej rozpaliły wrogie dlań uczucia i Macoch w pojęciu wszystkich zrobił się potworem i wyrzutkiem ludzkości, którego bronić niema najmniejszej zasady. Jestem przekonany, że w chwili obe cnej, na początku mojej mowy, wszy scy zadają sobie pytanie, do jakich wy biegów będę się uciekał, jak będę po trząsał kalejdoskopem, aby przekręcić lakty istotne i stworzyć sztuczny obraz, sztuczne widowisko. Nie dość na tom, mianowany przez B ąd dla- obrony Macocha z urzędu, będąc sam polakiem i katolikiem, ży wię wspólnie z całym narodem smutek 1 mam oburzenie do winowajcy na naszą dotychczas niczem nie splamio ną świątynię. Tern niemniej jednak jestem obo wiązany spełnić swój obowiązek w na leżytej mierze, pomnąc, że my obroń cy stanowimy rzeczywistą pomoc dla sądu w celi wykrycia prawdy, według której nikt nie powinien być ukarany Ponad swoją winę, pomnąc również, że °d stopnia winy Macocha może zale żeć w pewnym stopniu los innych. oskarżonych. Zabójstwo jest główną zbrodnią Da z klasztoru zakomunikuje mu coś wa żnego. O zmarłych nie wypada mówić źle, ale śledztwo scharakteryzowało Wacła wa dość niepochlebnie. Wszak wie dział, iż Helena jest kochanką paulina, jednak ożenił się, bo mu nie o żonę, lecz o posag chodziło. Gdzież więc przyczyna i cel zabój stwa? Nie było. I to powinno wy starczyć- do odparcia zarzutu preme dytacja. Tymczasem oskarżyciel u piera się przytem, iż zabójstwo popeł nione zostało i obmyślonym z góry pla nem. I dowodzi, że list wysłany przez Damazego do Wacława, aby przyje chał do Częstochowy, jest argumentem j obciążającym Macocha. Zdaniem mo- mazego Macocha. Tak, ale zarzucono i em J est przeciwnie: właśnie list ten mu premcdjtacj'ę. Opowiedział nam dowodzi, że nie było premedjtacj i, nieszczęsny oskarżony szczegóły swej Damazy nie miał zamiaru zabijać Wa- zbrodni. Zamiaru z górj’, t. j. premedy- ■ cława. Codosiekiery, to wtedy', kiedy tacyi nie widzę i być jej nie mogło. I i 3 Damazy brał od stolarza, był w jak Zbrodnia musi mieć swój cel i przy- czynę, bez tego żadna zbrodnia objć się nic może. Panowie prokuratorzy co do tego obracają się w kole domy- słów, tylko domysłów. Jednym z mo- tywów, według oskarżenia, to zazdrość o Helenę. Damazy, przekonawszy się, że Helena pokochała Wacława, czyli przestała jego kochać, postanowił go usunąć. Czyż słyszeliśmy tu od kogo, że Wacław przeszkadzałby Damaze- mu w dalszych stosunkach z Heleną? Nie słyszeliśmy! Drugim domysłem — to chęć wyzyskania Damazego przez Wacława. Czyż Damazy mógł się obawiać z tej strony niebezpieczeń stwa? Nie, przecież to był człowiek szczodry, wszystkim znajomym rozda wał drogie podarki! Myśl, że Wacław wie o jakiejś taje mnicy Damazego wynikła tylko z ze znania świadka Chęcińskiego, który powiedział, że W T aclaw idąc na kolej lepszych stosunkach z Wacławem. I wywiezienie trupa dowodzi braku pre medytacji, gdyż ten, kto ma zamiar zabić obmyśli z góry w jaki sposób u- sunąć ślady zbrodni, aby nie zwróciłj' niczyjej uwagi. Tymczasem wiemy, że Macoch przewoził przez całe miasto zwłoki, wszyscy na to patrzeli, a więc żadną miarą nie można go posądzać o to, na co kładzie ciężką rękę prokura tor. Ze wszystkiego wynika, że zabój stwa Macoch dokonał w uniesieniu. jO wywiezieniu trupa starali się dopiero w ostatniej chwili zarówno Załóg, jak i Macoch. A wybór miejsca zbrodni? Przecież świadkowie wyjaśnili, że przeor posiada drugie klucze od celi każdego zakonni ka i może zajrzeć doń o każdej porze dnia i nocy. Może też mieć interes do niego każdy z sąsiadów. Czyż Damazy, gdyby chciał zabić Wacława, z góry mord; ten przygotowuje, jąc, nie wybrałby sposobu pewniejszego i odpowiedniejszego? Mógł wynająć zabójcę, mógł go zamordować w lo chach pod wałami otaczająccmi klasz tor, mógł pokrajać trupa na kawałki i wywieźć go w koszu lub wrzucić do grobów klasztornych, dokąd dostęp również jest łatwy. Tymczasem w po śpiechu umieszcza go w sofie, aby się trup nie ruszał, opakowywa go tein, co ma pod ręką, więc futrem, poduszką i t. p. Czyżby, obmyślając zatopienie soly w wodzie, nie nakładł był do niej kamieni, nie obmyśliłby głębszej wody niż znalazł pod Zawadami, gdzie sola zaledwie do połowy została zanurzona ? Damazy nie kupił nawet tarby, aby pomalować ściany na wypadek zabry- zgania jej krwią. Zarzut premedytacyi pod naciskiem faktów, stwiełdzonych przez śledztwo, rozpryskuje się, jak bańka mydlana i napróżno oskarżyciele publiczni usiłują, aby nieszczęsny Macoch otrzymał o kil ka lat więcej katorgi niż na to zasłu żył. Po odrzuceniu premedytacyi za stanówmy się, czy Damazy zabił w stanie zapalczywości. Jeśli zgodzimy się na to, że nie było przyczyn i celu zabójstwa, a nie było ani jednego, ani drugiego, musimy zgodzić się na to, że nie mógł Damazy zabić Wacława spokojnie, lecz tylko w przystępie jakiegoś stanu niepoczytalności. I dla czegóż nie wierzyć Damazemu temu, co mówił w ostatnich swoich zeznaniach o scenie zabójstwa? Ekspert di. Grubski uznał, że jest możliwe uniesienie, które wzbierało przez parę godzin. Wobec tego Damazy Macoch może być karany jedynie za zabójstwo bez premedytacyi, w rozdrażnieniu i zapal czywości z II części art. 1455 t nach, gdyż Damazy nie brał pienię dzy z zakrystyi, lecz ze skarbczyka, który przecież nie stanowi składowej części kościoła. Klucze podrobione nie pasowały do zamków u drzwi do ko ścioła i zakrystyi. Obrońca Starczew skiego wyjaśni, czy brane przez Maco cha pieniądze stanowiły własność ko ścioła czy zakonników. Podrabiając dokumenty, Macoch miał na myśli zabezpieczyć kobietę przed płotkami, fałszerstwo jego ni komu szkody nie przyniosło, ani jaką kolwiek szkodę miało na widoku. Mam nadzieję, że ten niemądry postępek Macocha będzie przez was, pp. sędzio wie traktowany z pobłażliwością. Na to samo zasługuje podrobienie kluczy. Jakie było życie nieszczęsnego Ma- jcocha? Urodził się w biednej włościańskiej rodzinie i otrzymał tylko wychowanie elementarne, następnie w 18 roku ży cia dostał miejsce pomocnika pisaiza gminnego, w 21 roku zostaje pisarzem gminnym. Są zajęcia, które nie dają wcale sposobności do zepsucia charak teru, są inne, przy których wszystko jest sztuczne, fałszywe, gorszyciel- skie: do tych ostatnich należy posada pisarza gminnego. Wykształcenie wo- góle skąpe, wynagrodzenie otrzymuje nędzne, posada jego nieetatowa, na czelnik powiatu zawsze może mu dać dymisyę lub wsadzić do kozy; tymcza sem obszerny rozmiar piacy w cało ści leży na pisarzu; w zastępstwie wój ta analfabety zawiaduje on w istocie całym zaiządem gminnym, kasami gminnemi i oszczędnościowo-pożyczko- wemi i t. d. Ani edukacya, ani środowisko, w którem przebywa, ani tćwalość stano wiska, ani kontrola nad nim, nie trzy mają go w ramach; wielu było pisarzy — 107 — we między nimi jednostki zasługują na szczególny szacunek; lecz wogóle jest to szkoła zepsucia, tam się twoi zą krzywe, okałeczałe dusze. Ze środowiska pisarzy gminnych, w 24 roku życia, Macoch zapragną! wstą pić do klasztoru, gdzie początkowo był bardzo dobiym nowicyuszem. Następ nie wysłano go do seminaryum, lecz niestety zachorował na tyius i wrócono go do klasztoru. Wielkie to było dla niego nieszczęście. Nie zdążył nabyć odpowiednich wia domości, nie nawyknął razem z rówie śnikami do zachowywania przepisów i powrócił do pus
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.09.19, 00:36
          Mowa adw. Sędzikowskiego. Ponieważ cały materyał obrończy już został wyczerpany przez moich poprzedników, przeto ja, jako obroń ca Pianki, przedewszystkiem opieram obronę o dowody, które dało nam śledz two sądowe, a w szczególe na zeznaniach świadków oskarżyciela. A więc świadkowie: Kondracki i Bajrasz stwierdzili, że sofa była szczel nie zamknięta, trup by! związany w kołdrze, znajdował się pod futrem, a zatem wypada, że Pianko nie mógł wiedzieć o zawartości sofy. Świadek Czernogołowkin, nowo ra domski naczelnik straży ziemskiej, zeznaje wprawdzie; iż najbardziej po- dejnzanytni dorożkarzami w Często chowie byli Nr. 31 i 44 — lecz na moje pytania, skąd powziął taką wiadomość — odpowiada, że słyszał od pewnego strażnika, lecz nie może wskazać, ani nazwiska, ani numeru jego blachy — a więc takie zeznanie, jako nieznanego pochodzenia powinno być odrzucone przez sąd na mocy art. 718 kod. karn., tembardziej, że później świadek Czes- naków policmajster częstochowski, ze znał, że nigdy nic zlcgo o Piance nie słyszał. Świadek Jasieński zeznał na śledztwie, że Macoch Piance nie mó wił o zabójstwie, a jedynie powiedział mu, że w klasztorze stało się nieszczę ście, że był jedynie wypadek samobój stwa i że dla zażegnania awantury na leżało trupa wywieźć i że Pianko zwią zany był przysięgą. Prawda, na śledz twie sądowem świadek Jasieński wy piera się tego zeznania, lecz na mocy wyroków senatu karnego kar. dep. Nr. tJ41—1871 r. i Nr. 19—1902 r. zeznanie i czynione na śledztwie pierwiastko— 112 — wem, ma większą silę niż zeznanie na sądzie. Św. Denisów znów stwierdza, że Pianko z początku wyparł się wszy stkiego, a dopiero później, po skonfron towaniu go z dorożkarzem Pawlakiem, prosi świadka o rozmowę na cztery oczy i szczerze opowiada o tem, jak sofę wywoził, jaki go ogarnął strach i że Załóg groził mu rewolwerem. Takie samo zeznanie, złożył Ko towski, agent policyi śledczej. Tu wy pada zaznaczyć, że nie mogę się zgodzić z prokuratorem, że Kotowski jest przedstawicielem władzy. Pp. sę dziowie, jeżeliby do mnie przyszedł p. Kotowski po zeznania, to bym go nie wpuścił na próg mieszkania, dopóki nie przedstawi polecenia prokuratora i ża den sąd nie mógłby mieć o to preten- syi. Przypomnę wam słowa rosyjskiego adwokata, p. Andizejewskiego: ‘‘to zeznanie świadka, ale zarazem detek tywa.” Wreszcie świadek Pawlak, który tylko szczęśliwym zbiegiem okolicz ności uniknął tego, że sofy nie wiózł, lecz odwiózł Macocha i Załoga do Ru dnik — powiedział, że widział Piankę na drugi dzień o g. 1, jak wiacał do domu, przy tem zaznaczyć należy, że Pianko za 60 wiorst drogi w ciągu 18 godzin, zarobił rb. 15, bo dru gie 15 kosztowało utrzymanie koni w drodze i uszkodzona uprząż z ekwipa- żem na drodze polskiej. I prokurator twierdzi, że Pianko zo stał wynagrodzony przez Macccha wspaniałomyślnie, przeciwko temu nie protestuję, tylko dodam, że oprócz pieniędzy w nagrodę dostał jeszcze 18 mięsięcy więzienia. Dla stwierdzenia chęci zysku nie wystarcza prezumpeya p. prokuratora, ale trzeba poszlak. A czy kiedykol wiek Pianko zwracał się do Macopieniądze? Nie Pianko okazał cnęc z>'- sku, lecz świadek prokuratora Pawlak, gdyż, dostawszy od Macocha 3 ruble, zażądał 4-go i dostał go. Czyż można panowie sędziowie do patrywać się w wywiezieniu sofy —• chęci ukrycia zbrodni? Przecież to pomogło tylko do wykry cia zbrodni. Czyż odwiezienie Macocha i Załoga na stacyę Radomsk, na której są agen ci policyi i żandarmeryi można u- znawać za chęć ukrywania. Chyba prędzej woźnica Urman, któ ry' przewoził Macocha do przemytni ków Wadasów, może być o to posą dzony. Do karania nie wystarczą przypusz czenia. Trzeba ukrywaczom dowieść, że byli świadomi czynów' głównego zbrodniarza. Trzeba więc dowieść, że Pianko wiedział ó zbrodni Macocha, z premedytacyą i w zasadzce. Ełppóki to nie jest dowiedzione, z głębi duszy będę protestował przeciw stosowaniu względem Pianki art. 1453 p. 3. O tem, jakoby Pianko wiedział o zbrodni niema żadnych dowodów, oprócz hypotezy prokuratora. Jeżeli świat cały był zdziwiony oko licznościami mordu, to skąd mógł ten ciemny, wierzący człowiek rzucić po dejrzenie na mnicha paulina. Prokurator twierdzi, że okoliczności wywiezienia trupa nie mogły' wydawać się Piance normalncmi. Czyż to jest dostateczną poszlaką ? Poszlaką jest, według Dostojewskie go, światło niweczące mrok, łańcuch przywiązujący zbrodniarza do prze stępstwa. Jeżeli więc zamiast łańcucha, niema nawet sprzączki, to gdzież może być mowa o poszlace ? Prokurator mówi, że nie można wie rzyć w rzeczy'wątpliwe, dziwne. Atak nie jest, gdyż nawet sam św. Augu styn powiedział: Credo quia absurdum fest (wierzę w to, bo to jest bez sensu) i rzeczywiście, pp. sędziowie, jak czę sto się zdarza; iż widzimy w niebie — niwy i lasy, a na tym padole płaczu zabobony i zwątpienia! Naturalnie w teoryi wszyscy są sceptykami, lecz niech się fantazya obróci w rzeczywistości i wszelki scep tycyzm pęka, jak bańka mydlana, bo serce ludzkie, to gleba od wieków pod wiarę przygotowana. Jeżeli zaś to ma być* tylko prezumpcyą pana pro kuratora, to w tym wypadku warto wam przypomnieć bajkę o średniowie cznym sądzie: Oskarżona była czarownica o to, że po zabiciu dziecka, przyrządziła z tru pa maść, za której pomocą latała w po wietrzu ; poszlak nie było żadnych. Na Wniosek prokuratora zarządzono ekshu- macyę zwłok i stwierdzono, że zwłoki dziecka były całkiem w normalnym stanie. Ale ponieważ żadnych poszlak nie było, prokurator więc zwrócił się do sędziów z okrzykiem: pp.sędziowie, jaka straszna zbrodniarka stoi przed Wami: zdążyła zamienić i podrzucić trup innego dziecka! I czarownica spa lona została na stosie! Czyż można wobec tego, pp. sędzio wie, budować gmach oskarżenia na Wniosku prokuratora? Jest jeszcze dokument w aktach spra wy, świadczący o niewinności mojego klienta, a jest nim telegram o. Izydora do o. Damazego, w którym Izydor o- strzega, że niebezpieczeństwo grozi 31, numer mojego dorożkarza. Czyż wo bec tego można przypuszczać, że Pian ko był ich wspólnikiem? Karać zaś Pianki za niedonicsienic byłoby też niesprawiedliwością, gdy wiedzialności cały szereg osób, które wcześniej i lepiej były uświadomione co do przestępstwa, aniżeli Pianko i na które to osoby wyraźnie śledztwo wska zuje. Pozatem pp. sędziowie, czy rzeczy wiście z punktu widzenia nowoczesne go zbrodnia ukrywania jest tak ciężka? Jeżeli zajrzycie do art. 168 nowego ko deksu karnego, to przekonacie się, że takie przestępstwo jest karane więzie niem od 2 tygodni do 1 roku, gdy we dług jeszcze obowiązującego kodeksu 1845 normalną karę są ciężkie roboty od 8—10 lat i czy nie wyda wam się rzeczą dziwną, iż w tej samej sali jutro być może będziecie sądzili sprawę re ligijną i stosowali do niej nowy ko deks? Na mocy tego całego materyału pro szę was o zastosowanie względem mego klienta art. 93. Pp. sędziowie, zapo mnijcie na chwilę, że jesteście sądem koronnym; wyobraźcie sobie, że jeste ście sądem sumienia społecznego i, jak ładnie wyraził się p. prokurator Katra- nowskij, zajrzyjcie do duszy i serca podsądnego! Jeżeli sądzicie człowieka, według jego spraw, to sądźcie też sprawy, według indywidualności człowieka. Pianko zo stał wprowadzony w błąd pizez przy sięgę i przywiązanie do wszystkiego, co się tyczy religii. I niech mi wybaczy Damazy Ma coch! Nie jestem bynajmniej zwolenni kiem tej zasady, że broniąc jednego podsądnego, można oskarżać drugie go, lecz serce mi nic pozwala zamilczeć tego gorzkiego zarzutu pod adresem Damazego. Dlaczego on względem Pia nki nadużył swego stanu, śnieżno-bia łego habitu oraz tej bezgranicznej mi łości, którą cały lud polski otaczał Jasną Górę. Nie jestem poetą, nie potrafię wam — 114 naszkicować obrazu tej przysięgi, któ rą narzucił Piance Macoch, lecz rzec muszę, iż po tem wszystkiem przed . Pianką stał dylemat: albo złamać przy sięgę i stanąć przed sądem Bożym, albo nie łamać przysięgi i stanąć przed są dem ludzkim. Pianko wybrał tę ostatnią drogę. Trzeba przecież rozniecić wiełką siłę w człowieku, by opanować jego bojaźń przed Bogiem, a
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.12.20, 19:45
            ZŁOTY STOK. SPALIŁ SIĘ METR KWADRATOWY MIESZKANIA. NIE ŻYJĄ DWIE OSOBY - Radio Zet - 13.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.09.19, 00:39
          Ostatni mówił adw. Nowicki, obroń ca Pertkiewicza. Obrońca w dłuższem przemówieniu dow'odzil, że z 6 kluczów, które sądowi przedstawiono tylko jeden dostarczył Pertkiewicz, dwa Jakób Starczewski, a reszta niewiadomo. Klucz Pertkiewicz zrobił — nie wie dząc do czego ma służyć, winy więc, żadnej nie popełnił i prosił o uwolnienie Pertkiewicza.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.09.19, 00:46
          PRZEMÓWIENIE MACOCHO- WEJ. Oskarżona Helena Macochowa prosi prezesa, aby pozwolił odczytać jej ostatnie słowo. Prezes nie zgadza się, wszelako po zwala posiłkować się notatkami. Macochowa cała w pąsach, ze drżeniem w głosie, mówi: Panowie sędziowie! Cóż mam powie dzieć “w ostatniem słowie” i w tru- dnem położeniu, w którem głos mój woła: Sprawiedliwości! Proszę sąd i lu dzi o wejrzenie do mej duszy, gdyż je stem obrażona jako prawowita katolicz ka, jako kobieta, jako żona, matka, wreszcie... oskarżona. Nie wiem, dlaczego zabójca koniecz nie chce dowieść, że prowadziłam ży cie rozwiązłe. Wszak nie podniósł mnie z błota, lecz wziął z porządnej rodziny, przecież nikt mnie nie widział i tego mi nic dewiódł, abym się pro wadziła ile. Tak! Damazy Macoch prosi nawet w swojej korespondencj i z Izydorem Starczewskim, ab} 7 ten po twierdził jego nieuczciwe pragnienie J jakkolwiek Izydor nie może nic złego » mnie powiedzieć, ale za to pan obroń chała nie taką miłością, jak Helena, przyczem adwokat charakteryzuje mnie, jakobym kochała tylko za pie niądze. A cóż ja Helena? Czyż dla pie niędzy wyszłam za mąż ? Czyż ja taksa- mo rozrzucałam pieniądze, jak Dama zy Macoch? Nie, było przeciwnie. Wszystkie pieniądze, które otrzymałam od Macocha, znajdują się u panów w całości, jakkolwiek są złożone na moje imię. Co więcej! W liczbie tych pie niędzy są również i moje pieniądze, o których milczę. Milczę, dlatego, żebj 7 mnie nie podejrzewano o materj 7 a- lizm. Kochanka Starczewskiego pisze doń, że odbywa połóg i ma tylko 50 kop. przy duszy. A kto widział Helenę w połogu? Nikt nie odpowie na to pytanie... gdyż na trzeci dzień po poło gu, po ciężkiej operacyi pod chlorofor mem, Helena była zamknięta w więzie niu i przez cały dzień żywej duszy przy niej nic było! Nikt nie słyszał jej jęków, nie było komu podać jej wody. Jakież b> 7 lo życie moje w ostatnich latach? Aby nie dawać o sobie dwuzna cznego mniemania, raz jeszcze powiem to o sobie, co mówiłam przy 7 drzwiach zamkniętych odnośnie związku mego z Damazym Macochem. Uwiódł mnie mężczyzna... Cierpię z tego pow 7 odu, chciałam pozbawić się żj cia, podczas tej rozpaczy przj 7 po- minam sobie o Bogu i jadę do Często chowy... Idę do spowiedzi, aby otrzy mać rozgrzeszenie przed Bogiem, które go w konfesyonale zastępuje były oj ciec Damazy! Praw 7 da, Damazy, po znawszy mnie dobrze, powstrzymuje od samobójstwa, lecz w 7 następstw ie czyni ze mnie swoją ofiaię; znęca się nade- mną. Przedstawiam mu ohydę grzechu, nie mam pociągu do życia tozwięzłego, lecz Macoch nie zwraca na to uwagi, niema on współczucia, a kiedy go błagam o poprawę życia, cóż mi Macoch odpowiada ? — Przecież byłaś u spowiedzi, poje- dziem do Warszawy i tam się popia- wisz. I w dalszym ciągu znęca się nademną, aby tylko zadowolić swe żądze, swój egoizm. I to nazywa się miłość! Dalej... On wie, że pieniędzy nic chcę przyjmować i korzystać z nich, że wciąż tęsknię do czegoś mnie niedostęp nego, za jakicmś uczuciem, któiem nie mogę obdarzać Damazego. Jakież to uczucie? Miłość! Czysta, serdeczna miłość. I cóż był winien Da- mazemu ten nieszczęsny, biedny Wa cław, którego pokochałam całą duszą, któremu powiedziałem prawdę, jakie miałam stosunki z Damazym. Ów Wacław, człowiek dobry, przebacza mi wszystko, nawet niema pretensyi o przeszłość do Damazego, on mnie ża łuje... I wiełeż czasu daje Damazy Wacła wowi cieszyć się ze swego szczęścia? Nie całe sześć tygodni! O pieniądze nigdy Damazego nie pro sił, gdyż Damazy oświadczył stanowczo przed weselem, że pomagać nam nic będzie, gdyż Wacław ma 60 rb. pensyi, a ja main 50 rb. procentu na miesiąc, możemy więc utrzymać się dobrze. Siedzieliśmy cicho i przed Damazym nigdy nie skarżyliśmy się jedno na dru gie. Mąż mój Damazego nic obrażał, a nieporozumienia mieli z sobą jedy nie drobne. Nieporozumienie na weselu nie miało miejsca w mojej obecności, a nieporozu mienie, któie wydarzyło się na dworcu, kiedy Damazy się zakasłał, nie dawało powodu do zabójstwa. Skandalu żad nego mu nie urządzał, wrócił ze mną do domu, a wtedy przybiegł za nami Damazy i ordynarnemi słowami zwy myślał męża, który Damazemurzebaczył, całując go w dodatku w rękę. • List Juliana Bulzackiego również nie mógł być powodem do rozdrażnie nia Damazego, gdyż treść listu była dobra. Fotograiii takiej,' o jakiej mó wi Macoch, mąż mój nie mógł mu poka zywać, dlatego, że ja nic podobnego nie miałam. Nie grała też w zabójstwie roli mi łość. To jest nieprawda! Damazy miał jakieś nieporozumienia z Wacławem wtedy, kiedy go jeszcze nie znałam. Damazy mówił mi o tern, że gniewa się z Wacławem, lecz dla czego, tego nie wiem. Nie wiem też jaka była przyczyna zabójstwa mego męża. Lecz przypuszczam, że Damazy zrobił to z obmyślonym z gó ry zamiarem, dlatego, że dwa razy wzy wał listownie męża do siebie. Pieiwszy list czytałam: “Przyjeż dżaj, występuję z klasztoru, mam do ciebie ważny interes.” Drugiego listu nie czytałam, lecz kiedy chciałam po jechać razem z Wacławem, ten mi od powiedział: — Damazy pisze, abyś ty nie przy jeżdżała. Zachodzi pytanie, dlaczego Damazy uprzedzał, abym nie przyjeżdżała? Rzecz prosta! Dlatego, że Damazy doskonale wie, że gdy ja przyjadę, to i mąż mój nocować będzie lazem ze mną u Możykowskich, u których za wsze stawaliśmy. Mąż mój, wyjeżdżając mówił, że Damazy pisze, aby przyjechał w ważnej sprawie. List otrzymaliśmy o godz. 12 w południe, mąż wyjechał o g. 2 m. 25 po południu i nie chce nic wziąć z sobą, nawet jaśka, mówiąc, żc zaraz wróci. Damazy mówi, że mąż mój pił przed zabójstwem koniak, co mnie bardzo dziwi, gdyż to jedyny trunek, które— 121 Wacław nie lubił i nigdy go nie pił. Tak! mąż zabity, wywieziony! Ale co zrobić z jego żoną? Przecież będzie dochodziła prawdy! Z początku trzeba ją usposobić Wysy ła Damazy depeszę: “Przyjedziemy, przy-je-dzie-my — Kuryerem.” Je dnakże nie zdążył się załatwić ze swoją ofiarą i spóźnia się, a zamiast męża przywozi swego służącego. Od kobiety wymaga poniżenia, sa dzając go przy jednym stole. Nieszczęsna kobieta pyta o prawdę, zabójca mówi jej, między innemi, że zabił, ale mówi to dlatego, aby zoba czyć, jakie wrażenie okropna ta wieść sprawi na mnie. Następnie już do koń ca manił to tak, to owak. Nawet dr. Jasieński widział list, potwierdzający wyjazd męża mego do Ameryki i zna lazł przy aresztowaniu Damazego dwa blankiety przepustek, podpisane przez samego księcia A wałowa, naczelnika po wiatu częstochowskiego, z podpisem i pieczęcią, lecz nie wypełnione. Tak! gdybym chciała ukrywać za bójcę, to napewno nie pojechałabym do Szreniawy do siostry, lecz wprost do Ameryki, jak to mi proponował Da mazy i chciał zwabić, abym szukała tam męża. Jeżeli taka osoba, jak ks. Awałow Uiał księdzu i po zabójstwie, dokona- nem w Częstochowie i osoba ta nic nie wiedziała, iż ten ksiądz-mnich jest zabójcą, to skąd że ja, kobieta, mo głam nie wierzyć słowom zabójcy, któ ry mnie oszuka! i groził? Przecież jednocześnie byłam nie tyl ko żoną, lecz i matką i nie miałam ani prawa, ani serca pozbawiać życia dzie cka, przecież ono na świat się nic pro siło! Dla Macocha było to wszystko je- dno, on tylko przemyśl iwa nad tern, jakby ulżyć sobie kary. Za co za— 121 Wacław nie lubił i nigdy go nie pił. Tak! mąż zabity, wywieziony! Ale co zrobić z jego żoną? Przecież będzie dochodziła prawdy! Z początku trzeba ją usposobić Wysy ła Damazy depeszę: “Przyjedziemy, przy-je-dzie-my — Kuryerem.” Je dnakże nie zdążył się załatwić ze swoją ofiarą i spóźnia się, a zamiast męża przywozi swego służącego. Od kobiety wymaga poniżenia, sa dzając go przy jednym stole. Nieszczęsna kobieta pyta o prawdę, zabójca mówi jej, między innemi, że zabił, ale mówi to dlatego, aby zoba czyć, jakie wrażenie okropna ta wieść sprawi na mnie. Następnie już do koń ca manił to tak, to owak. Nawet dr. Jasieński widział list, potwierdzający wyjazd męża mego do Ameryki i zna lazł przy aresztowaniu Damazego dwa blankiety przepustek, podpisane przez samego księcia A wałowa, naczelnika po wiatu częstochowskiego, z podpisem i pieczęcią, lecz nie wypełnione. Tak
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.09.19, 00:50
          Pierwszy zajął swe zwykle miejsce przy ławie oskarżonych za pulpitem obrońców ks. Bazyli Olesiński. Podcho dzą doń obrońcy, sprawozdawcy, ten i ów z publiczności, witają się z nim; twarz oskarżonego nie zdradza niepo koju... O godz. 4 m. 25 wprowadzają wię źniów: wchodzą — Pianko, Pertkiewicz i Błasikiewicz, sadowią się na niższej kondygnacyi lawy oskarżonych; za ni mi ukazuje się Helena Macochowa, na stępnie Izydor, wreszcie Damazy i szyb ko, nerwowo zajmują miejsca na naj wyższej ławie. Siadają też na swoich miejscach o- brońcy. Oskarżeni nie ukrywają już swych twarzy, oczy wszystkich utkwione są w te ich oblicza, z których przebija nie pewność, obawa, strach. Jestto ostatnia konfrontacya publi czności z glównemi aktorami procesu, która to publiczność, tak samo jak i owi aktorzy, nie są pewni, co z poza drzwi izby naradczej sąd dla nich wy niesie? Ciekawość tak samo j ale temperatu ra w sali jest podniesiona. Prokuratorzy pp. Niedzwiedzki i Ka- tranowskij zajęli swe miejsca, sekre tarz p. Ostrowski z pomocnikami pp. Zaletajewym i Orłowskim zasiedli przy stole naprzeciwko, za krzesłami sędziow- skicmi — przedstawiciele władz. Puste są jeszcze cztery krzesła sę dziowskie, ale w tern rozlega się dono śny głos woźnego: — Proszę wstać, sąd id
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.09.19, 16:31
          W dowodach rzeczowych sprawy Macocha i in. znajdują się różne doku menty charakteryzujące glównjtrh oskarżonych. Do takich między innemi należy
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.09.19, 16:44
          Pamiętnik mnicha. tV dowodach rzeczowych znajduje się między iuncnri część pamiętnika, który prowadził Izydor Starczewski; parnię', uik ten zabrano podczas rewizyi w jego celi. Owa część pamiętnika ma brzmienie następujące: C maja, piątek. Po :r.szy gratiamus nie dokon— 130 — B: "U eyusza-Władysława, syna Wincentego, J Całowanie z panną namiętnie wczo- Cyganowskiego, na zasadzie 1 cz. 29t, > raj dwa razy do..., potem gizech z mę*- 3 st. 38, 134, 135 i 2 st. 39 kod. kar., j żatką dwa razv. skazać na areszt policyjny na 7 dni. 8) Mieszczanina m. Sieradza Józefa syńa Wincentego Pertkiewicza, lat 39, na zasadzie 1 p. 771 ust. post. kar. uznać za uniewinnionego. Również obwinionych Damazego Macocha z oskarżenia według 3 cz. 1453 art. i 2 cz. 225 art., Helenę Macocho- wą z oskarż, według 14,1451,3 p. 1353 i 2 cz. 225, Bazylego Olesińskiego z osk. według 225 art., Wincentego Pianko i Józciata Błasikiewicza z osk. według art. 14 i 3 cz. 1453 kod. kar., uznać na zasadzie 1 p. 771 art. ust. post. karnego za uniewinnionych. Kosztami sądowemi w sprawie ni niejszej obciążyć skazanych Damaze go Macocha, Helenę Macochową, Izydora Starczewskiego, Bazylego Ole- siuskiego wspólnie, a w razie ich niemo żności, wziąć owe koszty na rachunek skarbu. Co do dowodów rzeczowych wydać addzielnc postanowienie. Na zasadzie 1028 art. ust. post. kar., po uprawomocnieniu się wyroku, kopię tegoż przestać duchownej zwierzchno ści skazanych księży-mnichów w celu pozbawienia ich godności duchownej. Wyrok z motywami ogłosić 15 (28) narca 1912 r. VIII o. i. przeklinałem. 3 czerwca, piątek. Pacierze niedbale wczoraj odmówi łem pacierze podpity, podczas mszy 2 razy wylałem na ołtarz. VI m. Pocałunki wczoraj namiętnie. Pamiętnik mnicha. tV dowodach rzeczowych znajduje się między iuncnri część pamiętnika, który prowadził Izydor Starczewski; parnię', uik ten zabrano podczas rewizyi w jego celi. Owa część pamiętnika ma brzmienie następujące: C maja, piątek. Po :r.szy gratiamus nie dokonałem. 18 czerwca, sobota. Pacierze niedbale, wczoraj nie od prawiłem mszy. VI pocałunki z panną, onegdaj do szło nawet do dotykania przez ubranie. VIII o. i. upiłem się wczoraj i oneg daj. 30 czerwca, czwartek. Pacierze wykonałem tylko raz, mszy od 25 nie odprawiłem. VI m. grzechy z żoną brata, poca łunki, poi... VIII o. i. pijaństwo, przeklęcie, w wigilię postu byłem w teatrze. 5 lipca. Pacierze niedbale, a wczoraj wcale nie wykonałem. Podczas odprawiania mszy byłem nieuważny. VI wypiłem wczoraj niewiele. VIII przekleństwo, przy spowiedzi drzemałem. 11 lipca, poniedziałek. Pacierz niedbale, dziś rano poi.... le żałem z krewną. VI11 o. i. pijaństwo, przekleństwo. 13 lipca, środa. Pacierze niedbale. VI m. pijaństwo i wymioty, prze kleństwo. 2 października. Przeszło trzy tygodnie nie byłem u spowiedzi. Na ostatniej,czy przedosta tniej spowiedzi nie opowiedziałem szcze— 131 — gółowo okoliczności grzechu, a miano wicie: ja powiedziałem, że popełniłem grzech z kobietą zamężną, iccz nie do dałem, że kobietą ową była żona mego brata, pacierze wykonywałem niedbale bez uwagi. Podczas mszy byłem nieuważny i często myliłem się co do modlitw. VI m. chęci i żądze, lecz nie popeł niłem nic takiego. VIII o i. być może, iż przeklinałem. Raz czy dwa piłem, ale pijany nie by łem. Złość i gniew, w tych grzechach odprawiłem msze, spowiadałem i ko munikowałem. Spotwarzyłem mych bliźnich o złe postępki, wziąłem kilka groszy w zakry- styi
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.09.19, 16:57
          li Olesiński. Oskarżony ks.'Bazyli Olesiński od dany został pod sąd pod zarzutami: 1) kradzieży pieniędzy klasztornych ze skarbczyka i 2) kradzieży za wspólnem porozu mieniem z Damazym Macochem li stów zastawnych za ogólną kwotę 5,000 rb., należących do ks. Bonawen tury Gawełczyka. Co dotyczy pierwszej kradzieży, to przeciwko Olesińskicmu niema in- ^ nych poszlak, prócz oskarżenia go * przez Damazego Macocha, a ponieważ ! samo takie oakaerżenie nie może, zda- J niem sądu, służyć za podstawę do pow- ' zięcia skazującego Olcsińskiego za o- — 142 — ży ze skarbczyka jest niedowiedziona; uważa go za sądownie uniewinnionego. Inaczej przedstawia się rzecz co do oskarżenia Olesińskiego o kradzież w celi Gawelczyka. Tutaj oskarżenie przez Macocha znalazło potwierdzenie w dokumencie na piśmie, a mianowi cie w notatce, którą znaleziono w celi Gawelczyka. W owej notatce ks. Bonawentury Gawelczyka jest mowa o listach zasta wnych nie za rb. 15,000 lecz za rb. 20.000 (zeznanie Rejmana). Notatka znaleziona była w papierach Gawel czyka a złożona została przez Olesiń skiego i Macocha Rejmanowi już po oddaniu przez nich temuż Rejmanowi listów zastawnych za 15,000 rubli, wo bec czego samo wynika pytanie, jakim sposobem Olesiński, ukradłszy za 5.000 rb. listów, mógł zanieść ową no tatkę przeorowi, stwarzając tą drogą straszną przeciwko sobie poszlakę? Lecz wątpliwość, wywołana tern pyta niem, rozwiewa się, gdy wziąć pod u- wagę, że Olesiński bardzo dobrze wie dział, jakie są w klasztorze porządki (ściślej: nieporządki) i oczywiście miał przeświadczenie — co do tego nie omy lił się — że w klasztorze nie będą szuka li przepadlych listów zastawnych... Znal on porządki klasztorne; przy któ- cha. Olesiński wziął sobie z listówza stawnych Gawelczyka za rb.3000,a jemu dał za rb. 2000. Z tego powodu ks. Olesiński oświadczył przed sądem, że 2000 rb. mógł dać Macochowi dla zmiany, lecz czy zwrócił mu je Macoch, tego oskarżony nie pamięta, chociaż nie ufać Macochowi jako księdzu nie mógł. To ostatnie tłomaczenie się Ole sińskiego do pewnego stopnia potwier dza oskarżenie go ze strony Macocha, gdyż wierzeć w objaśnienie Olesińskiego co do tego, że listy za 2000 rb. dał był w celu ich zmiany, a potem zapomniał, iż je dał, niepodobna. Przeto sąd, zważywszy wszystkie okoliczności rzeczonej kradzieży, znaj duje, że wina Olesińskiego jest dowie dziona i uznaje, iż jest winien. , Helena Macochowa. Oskarżona Helena Macochowa odda na została pod sąd o trzy przestęp stwa : 1) ukrywame zabójcy swego męża; 2) korzystanie świadomie z kradzio nych w klasztorze pieniędzy. 3) korzystanie i przedstawienie przy ślubie swoim z Wacławem Macochem fałszywych dowodów o ślubie z Kac prem Macochem o skonie tego osta- rych rzecz była możliwa spalić księgi' tniego. klasztorne dochodowo - rozchodowe, j Przystępując do rozważenia pytania gdyż nie można było w nich się zorjen- co do winy Heleny Macochowej w tować (zeznania Piusa Przezdzieckie- go), porządki, przy których zginęła bez śladu sama notatka Gawelczyka o owych listach zastawnych za 20,000 rb. W rzeczywistości sprawa o kradzież u Gawelczyka wypłynęła^tylko dzięki szczeremu zeznaniu Mącocha, który między innemi z przygnaniem się do
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.09.19, 17:01
          Pertkiewicz. Sąd zważywszy, że według słów oskarżonego Macocha, nie powiedział przy zamawianiu klucza Pertkiewiczo- wi, iż klucz jest mu potrzebny do skarb- czyka; że sam oskarżony Pertkiewicz, nie zaprzeczając faktowi zamówienia u niego przez ks. Damazego klucza, we dług odcisku, twierdzi, iż nawet nie słyszał o istnieniu skarbczyka; że klucza tego nie robił sam, ale polecił go zrobić niejakiemu Kasprzykowi; że jakkol wiek na śledztwie pierwiastkowem Per tkiewicz objaśniał, iż przy zamawianiu kluczy ks. Starczewski mówił mu, żklucze są potrzebne do pokoju, w któ rym chowane są pieniądze i rachunki, aby mieć dostęp do tego pokoju w celu sprawdzenia rachunków, lecz oskarżone mu ani do głowy przychodziło, aby klu cze te były potrzebne księżom-zakonni- kom do okradzenia klasztoru, gdyż wie rzył księżom “jak Bogu;” że za klucz otrzymał od Starczewskiego rb. 5, a później Starczewski przyniósł mu do mieszkania rb. 15, lecz on mniema, iż Starczewski pożyczył mu jako człowie kowi biednemu owe pieniądze, gdyż prosił o pożyczkę — sąd znajduje, że tłómaczenie się Pertkiewicza i zeznanie Macocha budzą wątpliwość co do te go, czy istotnie wiedział Pertkiewicz o przeznaczeniu dorobionych przez niego kluczy, a wychodząc z tego stanowiska, że każda wątpliwość winną być tłóma- czona na rzecz oskarżonego, uznaje niewinność Pertkiewicza.
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 16.12.20, 14:57
            GDAŃSK.ZABIŁ 94 LETNIEGO PACJENTA SZPITALA. SĄD ORZEKŁ ŻE JEST NIEPOCZYTALNY - Wyborcza - 16.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 17.12.20, 18:31
            ZAPŁACIŁ ZA BILET A POTEM UKRADŁ TERMINAL - Radio Eska - 17.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 18.12.20, 16:43
            NAJLEPSZYM PREZENTEM DLA RODZINY JEST TO, ŻE NIE PRZYWIEZIEMY KORONAWIRUSA - Interia - 18.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.09.19, 17:05
          ADWOKATURA W SPRA WIE MACOCHA. Sąd rosyjski w prowincyt pol skiej, dokonywany w języku ro syjskim, jeżeli jest zjawiskiem normalnem w historycznym prze biegu rzeczy to, w każdem razie, okropnie krępuje adwokaturę polską. W sprawie Macocha sąd ro syjski słucha zeznań świadków, pozwalając im mówić po polsku. Adwokaturę jednak uważa się za organ sądu i adwokaci, Po lacy z pochodzenia, z ducha i z języka, obowiązani są zadawać pytania świadkom i podsądnym tylko po rosyjsku. Dlatego niektórzy z nich sy stematycznie milczą. Inni z na tężeniem szukają słów odpo wiednich i wreszcie zdanie się nie klei, badani nie rozumieją adwokatów, tłómacz tlómaczy, ; nie pojmując sensu pytania i, przewodniczący napróżno chce"! się dowiedzieć, co właściwie za-,, mierzał powiedzieć obrońca. Adwokatura w spraw'e Ma cocha znalazła się wkłopothwem położeniu nie tyle dlatego, że zmuszona jest mieć do czynienia z sądem bez udziału przysięgłych ile dla tego, że pozbawiona jest prawa mówienia po polsku. Wyobrażam sobie, jakby się -zmięszały nasze petersburskie znakomitości, gdyby wszechpo tężna historya zmusiła ich do wygłaszania polskich mów, lub też, gdyby im wypadło bronić w języku polskim, jakichś świę- tokradzców rosyjskich w Gali- cyi. Możliwe jest, że adwokaci, występu jący w sprawie Macocha, są tó utalentowani prawnicy i mówcy; ale nie mogą pokazać tego, co umieją. W takiem po łożeniu nawet geniusz stałby się podobny do owej księżniczki w bajce, zamienionej czarami w ropuchę. Księżniczka prze stała śpiewać. Jedyny adwokat, który się nie da zbić z tropu, czuje się jakby swobodny i od czasu do czasu, hałasuje, jak rakieta, to — p. Korwin- Piotrowski. Ale i on, być może, dlatego tak hałasuje, że przed wypowiedze niem słowa usiłuje zerwać prze szkadzające mu pęta. Natural nie gra tu rolę i temperament jego i jego technika, polegająca na nagłych napadach i na mię- szaniu świadków. Ale mięsza 011 i swoich własnych świadków. Potrafi im powiedzieć: “Jeżeli świadek ma tak krótką pamięć, to nie mam co się więcej py tać.” Lub: “Czy świadek jest dziecko?” Mnie się zdaje, że ten 'wido cznie umiejętny i utalentowany adwokat, występując w sprawie Macocha głównie, jako obrońca czci Matki Boskiej Częstochow skiej, popełnia gruby błąd. Czy Jasna Góra, jako świątynia, po- ,• trzebuje takiej obrony? Jasna Góra jest wieczna, a źli i rozpu stni mnichowie nie dłużej żyją, niż nietoperze. Niebiosa daw- noby runęły na ziemię, gdyby im szkodziły zbrodnie ludzkie. Z drugiej strony nie mogę zro zumieć rozdrażnienia społeczeń stwa polskiego (właściwie pew nych kół jego) przeciwko adwo katom, którzy dobrowolnie pod jęli się obrony przestępców w tej sprawie. Myślę, że nawet na Sądzie ostatecznym znajdzie się anioł, który przemówi słowo za grzesznikami. Nawet szatana dotknie rąbkiem szata miłosier dzia Bożego. Tern bardziej powinniśmy czuć litość i dla wstrętnego Ma cocha i dla jego Heleny. Mam uznanie dla przedstawiciela Ja snej Góry, księdza Przeździeckie- go, który księży, siedzących na ławie oskarżonych splugawio- nych krwią i świętokradztwem, nazwał swymi “nieszczęśliwy mi braćmi.”
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.09.19, 17:13
          PO WYROKU PIOTRKOW SKIM. Nowa Reforma, Kraków dnia S marca. W procesie Macocha i tow. zapadł wczoraj wyrok. Na ile lat katorgi lub rot aresztanckich skazani zostali występni za konnicy, jest to dla sprawy sa mej, dla jej znaczenia ogólnego i charakteru, do pewnego stop nia rzeczą obojętną. Rozprawa sądowa wykazała i ustaliła winę wszystkich prawie podsądnych. Stwierdziła, że pod dachem ja snogórskiej świątyni, takim pie tyzmem przez całą Polskę ota czanej, zagnieździły się pospolite zbrodnie, że prostracya moralna czyniła spustoszenia po celach zakonnych i siała publiczne zgor szenie w bliższem i dalszem oto lnej był okropny: w celi za konnej dokonano skrytobójcze go morderstwa. Kiedy zbrodnia w całej swej ohydzie wyszła na jaw; z różnych oceniano ją punktów widzenia. Konserwatywne organa prasy polskiej, roszczące sobie zazwy czaj pretensyę do monopolu na poszanowanie religii i uczuć katolickich, poszły drogą fał szywej dedukcyi, i zaczęły uogól niać zbrodnię Macocha, wysnu wając z niej wnioski o podeptaniu wiary i powagi kościoła przez zbrodniczych zakonników, o wielkiej płynącej stąd klęsce i katastrofie narodowej, która spadła niezasłużenie na całą Polskę. Nie wiele brakowało, a kazanoby całej Polsce kajać się i odbywać pokutę za kradzieże i morderstwo, spełnione przez Macocha i tow. Na chwilę o- przytomnienia nie trzeba było długo czekać. Zaczęto wreszcie ograniczać zbrodniczość do pew nego koła i zakresu, szukać jej ogniska i przyczyn. Część prasy przeciwnego kie runku stanęła znowu na stano wisku skraj nem i dochodziła także do wniosków fałszywych. Żadne społeczeństwo nie może odpowiadać za zwyrodniałe i zbrodnicze jednostki, choćby one podminowały powagę najpo ważniejszej nawet instytucyi, czy kongregacyi. Wypadki ta kie zdarzają się, niestety, wszę dzie, w narodach o samodzielnej państwowości, stojących na bar dzo wysokim stopniu kultury. Cóż dopiero w zaborze rosyjskim,• gdzie rząd obcy wysila się, aby156 społeczeństwa polskiego, wszy stkich jego organizacyj i.insty- tucyj, aby podkopać przede- wszystkiem powagę i moralne wpływy kościoła katolickiego! Ale nie wynika z tego wcale, aby tego rodzaju objawy moralnej dekadcncyi, jakie zbrodnia Ma cocha z pod dachu jasnogór skiego klasztoru wywlokła na światło dzienne, mogły nie wy wołać uczucia zgrozy i przera żenia w szerokich sferach ludu polskiego, aby one nie siały przestrachu i obawy przed na stępstwami. Klęską, katastrofą naszą na rodową, zbrodnia Macocha i kilku jego wspólników nie była i nie jest, bo nią być nie mogła. Ale tkwi w niej coś, co targa trzewiami, co oburza i wywołuje uczucie bólu, że wogóle zdarzyć się mogła w sferze polskiego du chowieństwa katolickiego, a naj bardziej, że źródło tej zbrodni wybuchło w murach świątyni, takim pietyzmem i taką boha terską tradycyą dziejową otacza nej przez całą Polskę. Jeżeli mamy być otwarci, to do tego uczucia przyznać się musimy; ono naszego honoru narodowego nie narusza wcale. Winni są ludzie, którzy zbro dni się dopuśfcili, może jest win nych więcej oprócz tych, na których wczoraj zapadł wyrok, ■—chociaż ich jeszcze ręka sę dziów rosyjskich nie dosięgła, chociaż chodzą, czy też jeżdżą wolno... Dosięgnie ich obrażone sumienie narodu, potępi ich wy rok społeczeństwa. Ani dla jed nych, ani dla drugich nie może być łagodzącą okoliczność społeczeństwa polskiego, wszy stkich jego organizacyj i.insty- tucyj, aby podkopać przede- wszystkiem powagę i moralne wpływy kościoła katolickiego! Ale nie wynika z tego wcale, aby tego rodzaju objawy moralnej dekadcncyi, jakie zbrodnia Ma cocha z pod dachu jasnogór skiego klasztoru wywlokła na światło dzienne, mogły nie wy wołać uczucia zgrozy i przera żenia w szerokich sferach ludu polskiego, aby one nie siały przestrachu i obawy przed na stępstwami. Klęską, katastrofą naszą na rodową, zbrodnia Macocha i kilku jego wspólników nie była i nie jest, bo nią być nie mogła. Ale tkwi w niej coś, co targa trzewiami, co oburza i wywołuje uczucie bólu, że wogóle zdarzyć się mogła w sferze polskiego du chowieństwa katolickiego, a naj bardziej, że źródło tej zbrodni wybuchło w murach świątyni, takim pietyzmem i taką boha terską tradycyą dziejową otacza nej przez całą Polskę. Jeżeli mamy być otwarci, to do tego uczucia przyznać się musimy; ono naszego honoru narodowego nie narusza wcale. Winni są ludzie, którzy zbro dni się dopuśfcili, może jest win nych więcej oprócz tych, na których wczoraj zapadł wyrok, ■—chociaż ich jeszcze ręka sę dziów rosyjskich nie dosięgła, chociaż chodzą, czy też jeżdżą wolno... Dosięgnie ich obrażone sumienie narodu, potępi ich wy rok społeczeństwa. Ani dla jed nych, ani dla drugich nie może być łagodzącą okoliczności i prawno-państwowe i , administracyjne, przez rząd ro- I syjski wytworzone, ułatwiały im deptanie po zasadach moralno ści, skoro dobrowolnie na jej kapłanów i krzewicieli się po święcili. Oni powinni byli stać ponad deprawacyą, ze sfery rzą dowej płynącą, oni wiedzieli przecież, jakie są tego rządu za miary i założenia, a jakie są ich obowiązki kapłańskie i zakon ne. Na jakiem podłożu adrnini- stracyjno-rządowem wylęgły się zbrodnie jasnogórskie,—to nie przestaje być dla nas, dla opinii społeczeństwa polskiego, ba na wet całego świata cywilizowane go, kwestyą niezmiernie aktual ną i pouczającą. Rząd rosyjski nie od wczoraj przecież w ko ściele katolickim upatruje naj niebezpieczniejszą przeszkodę w dokonaniu dzieła rusyfikacyi na ziemiach dawnej Rzeczypospoli tej. Ograniczył on też niesłycha nie sferę nadzoru kościelnego biskupó w nad duchowieństwem - i zakonami, wzmacniając rów nocześnie nad niemi swój nadzór własny i władzę świecką. Iluż to biskupów katolickich gorli wość swoją w nadzorze duchow nym przepłaciło wygnaniem i utratą stanowisk! Pierwszy lep szy czynownik ma większą wła dzę nad księdzem świeckim i za konnym, od biskupa lub arcy biskupa. Następstwem - tej dwoistości władzy nadzorczej i przełożonej nad duchowień stwem katołickiem jest, że wła dza rządowa, która faktycznie dzierży w ręku egzekutywę, nie- tylko za spełnianie duszpasterz IF • Iskich obowiązków przez księży I katolickich i za ich moralne pro- I wadzenie się nie odpowiada, lecz I przeciwnie świadomie dąży do I obniżenia w nich poczucia obo- I wiązków kapłańskich. Nato- Iniiast władza duchowna, władza ' konsystorzy biskupich i pod- j władnych ich organów, fakty- Icznie za nadzór kapłański nad I duchowieństwem odpowiedzial- na, bo do niego z mocy swego lurzędu kościelnego, z mocy hic- Brarch ii duszpasterskiej powola- [ na — od wykonywania i egze kutywy swej władzy przez admi- nistracyę rosyjską odtrąconą i Wpływu faktycznego została po zbawioną. To są rzeczy znane. Mimo to przypomnieć je mamy prawo i obowiązek, gdy dzięki temu sy stemowi czynowniczemu, w r y- twarzać się mogą tego rodzaju ogniska występku i zbrodni, jakie wykryto w Częstochowie. Nie społeczeństwo polskie, u- bczwiadnione przez rząd rosyj ski, pozbawione głosu w urzę dzie, w prasie, w instytucyach społecznych, skrępowane nawet w zarządzie kościelnym, odpo wiada za następstwa systemu rusyfikacyjnego, ale rząd ro syjski, który ten system celowo obmyślił, z całą konselcwcneyą W wykonanie go wyprowadza, i na jego stosowaniem zawistnie czu wa. Następstwem deprawacyi moralnej , przez ' czynownictw r o rosyjskie uprawianej, są upadki dusz słabych, ulegających poku som, występki osobistości po spolitych, nie dorastających do Wyżyn zadania, dyktowanego im powołaniem, choćby nawet dusz- pasterskiem, kaplańskicm. Ale mamy prawo twierdzić, że to są wyjątki. Społeczeństwo polskie w zaborze rosyjskim ma więcej zasobów moralnych, jest zdrowszem duchowo od rządu czynów niczego. Ono hartuje się w ciężkiej szkole politycznej i z nierównej walki wyniesie nie skalaną duszę naiodu. O to jesteśmy spokojni. Macoch, O- lesiński, Starczewski i choćby się tam jeszcze ktoś do ich wspól- nictwa przyplątał, pozostaną za wsze niezdrową, przez wpływy administracyi rosyjskiej wytwo rzoną naroślą, która organizmu naszego narodu nie jest w stanie zakazić. Jesteśmy na to z
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.10.19, 14:01
          Trudno było spełnić tę prośbę od razu, w Holandii nie było fotografii małej Edith Kiecorius. Przedstawiciel KLM próbował to wytłumaczyć rozmówcy, lecz odpowiedziała mu cisza. Zaniepokojony zapytał, czy Croizet go nadal słucha. – Tak, tak, proszę się nie rozłączać... coś widzę..
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.10.19, 14:03
          Pracownik KLM nagrał rozmowę na taśmie, którą natychmiast przekazano amerykańskiej policji. Był 15 maja 1961 roku. Następnego dnia mimo niedzieli telefon Gérarda Croizeta znów zadzwonił. Zza oceanu przyleciały zdjęcia i ubrania zaginionej dziewczynki. Pracownicy linii lotniczych zaprosili jasnowidza do swojego biura.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.10.19, 14:04
          W Polsce Gérard Croizet jest postacią prawie nieznaną. Ale świat uważał go za najwybitniejszego jasnowidza połowy XX wieku. Wzywano go na pomoc do Ameryki, Australii, Japonii. W ojczystej Holandii policjanci regularnie prosili go o porady. Gazety nazywały Wielkim Croizetem. Nawet sceptycy, którzy nie wierzyli w żadne zjawiska nadprzyrodzone, przyznawali, że według nich nie jest hochsztaplerem ani naciągaczem, lecz porządnym człowiekiem próbującym bezinteresownie pomagać innym.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.10.19, 14:07
          Najtrudniejsze chwile przeżył Croizet w czasie II wojny światowej. Z racji żydowskiego pochodzenia musiał się ukrywać pod fałszywym nazwiskiem. Został nawet aresztowany. Ale lewe dokumenty były tak dobrze podrobione, że Niemcy go wypuścili.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.10.19, 14:08
          Naukowiec umówił się na spotkanie z Croizetem. A ten już w progu oświadczył, że wie, po co został wezwany. Przekazał policji tyle szczegółów dotyczących ponurej sprawy, że odtąd nieustannie zwracano się do niego z prośbami o wskazówki.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.10.19, 14:09
          Croizet przyglądał się ustawionym już krzesłom i przepowiadał, kto na nich usiądzie. Miejsca nie były numerowane, uczestnicy imprezy mogli siadać, gdzie chcieli. – Tu widzę młodego mężczyznę w garniturze, z białą chusteczką w butonierce, ostrzyżonego na jeża – mówił tydzień przed zajęciem miejsc. Obok niego usiądzie kobieta w średnim wieku, z synem w granatowym mundurku. Test pustych miejsc powtarzano setki razy. Przepowiednie sprawdzały się w 80 procentach. Dlatego profesor Tenhaeff w niezliczonych wywiadach zapewniał, że Croizet posiada dar jasnowidzenia. A dodatkowe potwierdzenie przyszło samo.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.10.19, 14:10
          – Widzę ją – Croizet nagle zmienił ton głosu – jest w ruchliwym miejscu... pomost... dużo łodzi... na wybrzeżu mnóstwo sklepów... parking... samochód z przyczepą kempingową... wsiada do niego... – Czy moja córka żyje? – przerwał Saudelius. – Proszę się nie niepokoić. W ciągu tygodnia dostanie pan wiadomość. Dobrą. Sześć dni później policja znalazła młodą kobietę w przyczepie kempingowej na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej. Córka profesora mieszkała w niej z parą włóczęgów.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.10.19, 14:11
          – Widzę ją... widzę jego... ma słomkowy kapelusz... jest artystą... – zaczął tradycyjnie, lecz po chwili coś przestało mu się zgadzać. Kolorowy obraz migotał, szarzał, znów nabierał barw – ...ona... jest słaba... chora... umiera... nie zabił jej? ...nie rozumiem... nie wiem...
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.10.19, 14:15
          Rodzeństwo prawdopodobnie utonęło w morzu, ale Croizet nie fantazjował, nie zwodził złudnymi nadziejami. – Nic nie widzę, przykro mi, nie potrafię pomóc – powiedział.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.10.19, 14:16
          – Każdy ma taki sam dar, jaki ja otrzymałem. We mnie jest on tylko nieco bardziej rozwinięty – mówił potem dziennikarzom. – Każdy może nawiązać pozazmysłowy kontakt z innym człowiekiem. Różnica polega jedynie na tym, że ja odczuwam tę więź bardziej intensywnie.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 17.10.19, 20:07
          Dawid J.

          To najmłodszy w Europie zabójca, który dokonał swojego czynu na tle seksualnym. Miał zaledwie 13 lat, kiedy dokonał zbrodni w rodzinnej miejscowości, Sulikowie. Było to w 2006 roku, a jego ofiarą padła rówieśniczka z sąsiedztwa. Sąd skierował go do półotwartego poprawczaka w Świdnicy. Uciekł stamtąd po pewnym czasie, ale złapano go, gdy napadł na 19-latkę. Wówczas osądzono go już jako dorosłego i trafił do więzienia na niecałe 3 lata. Wyszedł na wolność w 2012 roku.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 17.10.19, 20:16
          Jasmine Richardson

          12-letnia Jasmine Richardson zmieniła swoje zachowanie pod wpływem swojego 23-letniego chłopaka, Jeremy’ego Steinke, który uważał się za wilkołaka. Rodzice, widząc, co dzieje się z ich córką, zabronili jej spotykać się z mężczyzną. W tej sytuacji, Jasmine i jej chłopak postanowili ich zabić. Do zbrodni doszło 23 kwietnia 2006 roku, podczas gdy rodzice oraz młodszy brat Jasmine spali. Steinke zamordował matkę i ojca swojej dziewczyny, zaś Jasmine swojego 8-letniego brata. Mężczyzna został skazany na dożywocie, natomiast dziewczyna opuściła więzienie 2 lata temu.
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.12.20, 23:38
            TRAGEDIA W ŚWIĘTA. NIE ŻYJE 14-to MIESIĘCZNY CHŁOPCZYK. PRZYCZYNĄ PRAWDOPODOBNIE ŹLE PRZEPROWADZONA DERATYZACJA - Interia - 28.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.12.20, 16:05
            GDAŃSK PŁETWONURKOWIE WYŁOWILI CIAŁO MŁODEJ KOBIETY - Gazeta - 31.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.12.20, 16:34
            GDAŃSK PŁETWONURKOWE WYŁOWILI Z KANAŁU PORTOWEGO CIAŁO MŁODEJ KOBIETY - Interia - 31.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.12.20, 16:43
            DOMY Z FOLII I METR ŚNIEGU. UCHODŹCY PRÓBUJĄ PRZETRWAĆ ZIMĘ - Interia - 31.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.12.20, 16:43
            DOMY Z FOLII I METR ŚNIEGU. UCHODŹCY PRÓBUJĄ PRZETRWAĆ ZIMĘ - Interia - 31.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.12.20, 17:29
            GLIWICE. STARSZY, ZAKRWAWIONY CZŁOWIEK LEŻAŁ NA DRODZE. NIKT SIĘ NIM NIE ZAINTERESOWAŁ - www.tvn24.pl - 31.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.12.20, 18:15
            STAW KALINA ZOSTANIE OCZYSZCZONY - Radio Katowice - 31.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.12.20, 20:41
            OGROMNY POŻAR W KATOWICACH - www.infokatowice.pl - 31.12.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.01.21, 15:33
            https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/61SKPjJtAATKeVTRCX.jpg
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.01.21, 15:38
            SYLWESTER POD GIEWONTEM. NIE MOŻNA NOCOWAĆ W HOTELACH TO LUDZIE ZJECHALI KAMPERAMI - Gazeta - 31.01.2020/01.01.2021
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.01.21, 16:24
            NOWA BIAŁA. NIE ŻYJE TRZECH MĘŻCZYZN - Interia - 01.01.2021
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.01.21, 16:56
            ROWERZYSTA KOPNĄŁ PIĘCIOLATKĘ - Interia - 01.01.2021
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.01.21, 17:01
            TRZĘSIENIE ZIEMI W CHORWACJI. POLACY RUSZYLI Z POMOCĄ - Interia - 01.01.2021
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.01.21, 17:13
            MANIFESTACJA PRZECIWKO GODZINIE POLICYJNEJ - Gazeta - 31.12.2020//01.01.2021
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 17.10.19, 21:17
          Michael Hernandez

          Jako 14-latek miał już plan na życie: chciał zostać seryjnym mordercą i być z tego znany. Miał szczegółowy plan zabicia własnej siostry oraz szkolnego kolegi, ale udało mu się zabić tylko swojego przyjaciela, przez co trafił w ręce policji. Zbrodni dokonał w szkolnej łazience, a potem szczegółowo opowiedział o niej w trakcie przesłuchania. Obrońcy próbowali przedstawiać go jako chorego psychicznie, ale sąd orzekł, że Hernandez jest zdrowy i skazał go na dożywocie. W 2012 roku w USA zmieniono prawo, zgodnie z czym nieletnim nie można nakładać kary dożywocia. W 2016 roku Hernandez próbował w sądzie zmienić swój wyrok, ale dożywocie zostało tylko przypieczętowane.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 18.10.19, 23:20
          Klimowiczównę odwieziono do jej matki w Królewskiej Hucie. Lekarze u obu dziewczynek stwierdzili rozległe, ciężkie i poważne obrażenia cielesne. Pasiekówna wodzi błędnym wzrokiem dookoła. Dziecko straciło mowę, nie włada lewą rączką i nóżką. Nie poznaje też ojca. Śląska policja zmobilizowała cały aparat śledczy wysyłając w teren swoich najlepszych wywiadowców. Dochodzenie napotykało na trudności. Klimowiczówna nie potrafiła podać dokładnego rysopisu sprawcy. Ewentualne ślady zasypał świeży śnieg a pracujący tu i ówdzie ewentualni świadkowie nic nie widzieli ani nie słyszeli. Na szczęście pracujący nad tą sprawą śledczy wpadli na pomysł by przejrzeć akta (to był rok 1932 nie było jeszcze komputerów, komórek a telefony też miały ograniczony zasięg) i poszukać czy nie było już podobnej sprawy. Takim sposobem trafiono na Zygmunta Ceglarka, żonaty lat 27 który w 1929 roku dopuścił się podobnej zbrodni na 8 letniej Edycie Augustynównie ze Świętochłowic za co został skazany na sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Wywiadowcy udali się do jego mieszkania a nie zastawszy go w domu wszczęto poszukiwania w najbliższej okolicy. Ceglarek uciekając przed policją schował się w kominie. Jednak wywiadowcy dopadli go i przewieźli na komisariat policji. Zboczeniec początkowo wszystkiego się wypierał, jednak później przyznał się do winy. Erna Pasiekówna nie odzyskawszy przytomności w dniu 17 marca 1932 zmarła w szpitalu.

          Tajny Detektyw z 1932
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.03.20, 00:48
          Odkrycie na Rillington Place

          Właściciel miał teraz puste mieszkanie, więc pozwolił najemcy z trzeciego piętra, Beresfordowi Brown, używać kuchni. Brown zauważył przykry zapach, więc zaczął robić porządki. Stwierdził, że mógłby zainstalować nową półkę na ścianie, aby postawić na niej swoje bezprzewodowe radio. Zaczął stukać w ściany w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca i zauważył jedno miejsce, które wydawało się być puste. Pomyślał wtedy, że w tamtym miejscu musiała się znajdować wnęka spiżarni.
          Brown zdarł fragment tapety. Zdziwił się widząc pod spodem drzwi, ale zamknął je tak samo szybko, jak je otworzył. Poświecił latarką przez szparę i odsunął się, nie będąc pewnym czy naprawdę widział, to, co wydawało mu się, że widział. Wyglądało to tak, jakby we wnęce zamurowana była naga kobieta. Widział jej plecy.
          Zawiadomił policję. Do sprawy został skierowany funkcjonariusz Peter Beveridge. Razem z koronerem na miejscu pojawiło się kilku policjantów. Był wśród nich także główny inspektor Scotland Yard, Percy Law, a także patolog. Kiedy otworzono drzwi, wszyscy zobaczyli ciało kobiety siedzącej pośród gruzu. Była nachylona do przodu. Za nią znajdowało się coś równie dużego, zawiniętego w koc. Koc został związany stanikiem ofiary, który przesunięto na wysokość szyi. Poza tym, miała na sobie tylko pas do pończoch i pończochy. Jej czarny sweter oraz biała kurtka zwisały z ciała na wysokość szyi.
          Przeniesiono ją do salonu, aby wykonać zdjęcia oraz analizę. Okazało się, że została uduszona za pomocą sznurka. Jej nadgarstki związano z przodu chusteczką, używając węzła żeglarskiego. Ciało było całkiem dobrze zachowane.
          Następnie policjanci skupili się na drugim obiekcie ukrytym w spiżarce. Kiedy je fotografowali, zauważyli kolejny wysoki, zawinięty obiekt tuż za nim. Wyciągnęli pierwsze zawiniątko i odkryli, że były to kolejne zwłoki. Ciało ustawione było na głowie, oparte o ścianę spiżarni. Koc zabezpieczono marynarskim węzłem zrobionym ze skarpety na wysokości kostek, a głowę zawinięto w poszewkę na poduszkę, także zabezpieczoną węzłem z pończochy. W głębi znajdowało się jeszcze jedno ciało. I tym razem postawiono je na głowie, tuż za drugim ciałem. Kostki ofiary związano takim samym węzłem za pomocą kabla elektrycznego. Głowę zakrywał kawałek materiału, który także był zabezpieczony węzłem.
          Nic więcej tam nie znaleziono, więc zwłoki zabrano do prosektorium. Policja przygotowała się do dokładniejszego przeszukania, nie do końca świadoma jakie tajemnice krył jeszcze tamten budynek. W salonie śledczy zauważyli kilka luźnych paneli podłogowych, więc podnieśli je i znaleźli kupkę gruzu. Zaczęli kopać i wkrótce dotarli do kolejnego ciała kobiety. Zostawili je ze strażnikiem policyjnym na noc, zdeterminowani, aby wrócić następnego dnia na dalsze przeszukanie.
          W prosektorium przeprowadzono sekcje zwłok. Oto, czego dowiedziano się o ofiarach:
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.03.20, 00:49
          Czwarte ciało, przyniesione do kostnicy następnego dnia, należało do znacznie starszej kobiety, około 50 lat. Była korpulentnej budowy i brakowało jej kilku zębów. Zawinięto ją we flanelowy koc, a jej głowę zakryto poszewką na poduszkę. Jedwabna koszula i sukienka w kwiaty były owinięte dookoła niej pod kocem. Na nogach miała naciągnięte pończochy. Nie żyła od 12 do 15 tygodni. W przeciwieństwie do innych, nie było śladów zatrucia gazem ani współżycia. Została prawdopodobnie uduszona za pomocą kawałka sznura.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.03.20, 00:53
          Aresztowanie i proces

          Christie twierdził, że po tym jak opuścił Rillington Place, zamierzał tam wrócić, ale zamiast tego zostawił swoją pożyczoną walizkę w skrytce i tylko błąkał się po dzielnicach Londynu. 20 marca 1953 roku wynajął pokój na King’s Cross pod swoim prawdziwym nazwiskiem. Zarezerwował pobyt na siedem nocy, ale został tylko przez cztery. Być może usłyszał o zakrojonych na szeroką skalę poszukiwaniach policji i stwierdził, że lepiej było zmienić kryjówkę. Jego nazwisko widniało na pierwszych stronach wszystkich gazet. Ponieważ był na wolności, stanowił duże zagrożenie dla nieostrożnych kobiet.
          W gazetach pojawiła się jego fotografia w prochowcu wraz z pełnym opisem. Wtedy Christie zmienił płaszcz, kupując nowy od nieznanego mężczyzny. Jemu dał swój stary prochowiec. Później twierdził, że błąkał się po mieście bez celu, jednak fakt, że miał przy sobie odpowiednie środki finansowe, aby zapewnić sobie nowe przebranie, świadczyły o tym, że musiał mieć jakiś plan.
          Kiedy skończyły mu się pieniądze, włóczył się po Londynie i sypiał na ławkach oraz w kinach. W końcu, dotarł nad brzeg rzeki Tamizy. Ostatniego dnia marca, zauważył go tam oficer policji. Christie błąkał się tak już od dziesięciu dni. Policjant zapytał go kim był, a ten podał fałszywe nazwisko i adres. Wtedy funkcjonariusz poprosił go o zdjęcie kapelusza, a kiedy John pokazał swoje wysokie, łysiejące czoło, tak bardzo dla niego charakterystyczne, aresztowano go. Znaleziono przy nim dowód osobisty, książeczkę z kartkami żywnościowymi, legitymację członka związków zawodowych, a nawet wycinek z gazety o sprawie Timothy’ego Evansa.
          Na komisariacie w Putney, Christie chętnie opowiedział o morderstwach, które popełnił, ale jedynie o czterech. Wspomniał, że mogło być jeszcze coś, czego nie do końca pamiętał, prawdopodobnie próbując w ten sposób wybadać czy policjanci odkryli już szkielety, które zakopał w ogrodzie.
          Twierdził, że pewnej nocy obudziło go wiercenie się żony w ich wspólnym łóżku. Jej twarz była niemal fioletowa, co wskazywało na to, że kobieta prawdopodobnie się dusiła. Johnowi wydawało się, że było za późno by wezwać pomoc. Jak twierdził, próbował, ale nie potrafił przywrócić jej oddechu. Nie mogąc znieść jej cierpienia, wziął pończochę i ją udusił. Na stoliku miał znaleźć pustą fiolkę po tabletkach nasennych z grupy barbituranów. Tabletki te przepisał mu lekarz na bezsenność, więc John zdał sobie sprawę, że Ethel wzięła je, aby się zabić. Według niego, żona cierpiała na głęboką depresję spowodowaną, między innymi, problemami z nowymi sąsiadami. Christie zostawił ją w łóżku na dwa lub trzy dni, a następnie zawinął zwłoki w koc i umieścił pod podłogą w salonie, aby wciąż mieć ją blisko siebie: „Myślałem, że to był najlepszy sposób, aby ją pochować.”
          Śmierci pozostałych trzech kobiet także „nie były jego winą.” Ponieważ były to kobiety o złej renomie, twierdził, że były w stosunku do niego agresywne, a on, człowiek pełen cnót, nie miał innego wyjścia jak zrobić to, co zrobił. W swoim zeznaniu Christie odwrócił chronologię dotyczącą tego, kiedy poznał pierwsze dwie ofiary, chociaż w pomieszczeniu spiżarni zupełnie inaczej były ułożone ich ciała. Widocznie zawiodła go pamięć. Analiza medyczna także potwierdziła, że Rita Nelson zginęła jako pierwsza.
          Rita Nelson najprawdopodobniej zaczepiła Christiego na ulicy, domagając się od niego pieniędzy. (Christie twierdził, że to była Kathleen Maloney, ale to Ritę Nelson zabił pierwszą, więc najwyraźniej pomylił nazwiska.) Eddowes pisze, że została zabita 2 stycznia 1953 roku, a Kennedy umiejscawia jej śmierć około 19 stycznia. Dokładnie 12 stycznia odwiedziła przychodnię, gdzie potwierdzono, że była w 24 tygodniu ciąży, więc Kennedy prawdopodobnie jest bliżej prawdy. Skierowano ją wtedy do szpitala dla kobiet, jednak nigdy tam nie dotarła. Jej zaginięcie zgłosiła właścicielka mieszkania, które dziewczyna wynajmowała.
          Według Christiego, Nelson (czy tam Maloney) powiedziała mu, że będzie krzyczeć i oskarży go o napaść, jeśli nie da jej 30 szylingów. Uciekł od niej, ale poszła za nim, wchodząc do jego domu. Chciała uderzyć go patelnią. Szarpali się, a wtedy upadła na krzesło, na którym wisiał kawałek sznura. Christie stracił przytomność, a kiedy się obudził, zobaczył, że kobieta się udusiła. Zostawił ją tam, gdzie była, wypił herbatę i poszedł do łóżka. Rano zawinął jej zwłoki w koc, zrobił jej pieluchę z kawałka materiału i wrzucił do spiżarki. Według Kennedy’ego mógł poznać ją w pubie, gdzie dowiedział się o jej problemach i zaoferował jej aborcję. Tak właśnie mogła znaleźć się w jego domu.
          Mniej więcej w tym samym czasie, Christie poznał Kathleen Maloney. Mimo, że sam twierdził, że stało się to w lutym, poznał ją wcześniej. Trzy dni przed Bożym Narodzeniem, pojechał z nią i inną prostytutką do pokoju, gdzie robił tamtej nagie zdjęcia. Kathleen była sierotą, która urodziła do tamtego czasu pięcioro nieślubnych dzieci. Tamtej nocy udała się z Johnem do jego domu i nigdy więcej jej nie widziano. On sam twierdził, że zalecała się do niego, chcąc, aby użył swojej znajomości z właścicielem budynku, w którym mieszkał, aby pozwolił jej tam zamieszkać. Kiedy jej odmówił, zaczęła mu grozić. Powiedział, że nagle znalazła się nieprzytomna na ziemi, więc od razu umieścił ją we wnęce spiżarni. Nie pamiętał zabijania jej. W rzeczywistości, wynalazł nowe urządzenie do gazowania. Posadził ją na krześle, co nie było trudne, ponieważ była pijana – i użył gazu. Następnie udusił ją liną. Odbył z nią stosunek i włożył kawałek materiału pomiędzy jej nogi. Potem udał się do łóżka. (W jego zeznaniach nie było wzmianki o kontakcie seksualnym lub gazowaniu ofiar.) Następnego ranka, zrobił sobie herbatę i wypił ją z trupem ciągle siedzącym na krześle. Zawinął jej ciało w koc, na głowę włożył poszewkę na poduszkę i umieścił ją w alkowie. Jej ciało odwrócił do góry nogami i oparł o ścianę.
          Inna kobieta, niejaka Margaret Forrest, poznała Christiego i była pod wrażeniem tego, co mówił o swoim medycznym doświadczeniu. Umówiła się z nim, że przyjdzie po lekarstwo na swoje migreny, ale nie pojawiła się. Prawdopodobnie miała być potencjalną ofiarą, ponieważ Christie powiedział jej, że jego lekarstwo było w formie lotnej. Kiedy nie pojawiła się na pierwszym spotkaniu, był zły. Zadzwonił do niej i nalegał, żeby szybko przyszła do jego domu. Zgodziła się, ale szczęśliwie dla niej, zgubiła adres.
          O 26-letniej Hectorinie McLennan, Christie powiedział, że wraz ze swoim chłopakiem, nie miała gdzie się zatrzymać, więc zaprosił ich do siebie. Mieszkali razem, w prawie pustym mieszkaniu, przez kilka niewygodnych dni. W jednej z wersji swoich zeznań, Christie miał poprosić parę o odejście z jego domu. Kolejnej nocy dziewczyna wróciła sama, a kiedy Christie próbował się jej pozbyć, poszarpali się. Porwał jej ubranie. Upadła bezwładnie na podłogę, a Christie zauważył, że część jej ubrania zawinęło się dookoła szyi. Zaciągnął ją do kuchni i posadził na krześle. Wydawała się być martwa, więc ukrył jej zwłoki w spiżarni.
          Była także druga wersja. Christie spotkał Hectorinę następnego dnia w biurze pośrednictwa pracy. Zaprosił ją do siebie, nalał jej drinka i w jakiś sposób podtruł ją gazem. Próbowała wyjść, ale zatrzymał ją w korytarzu. Jak sam opowiadał: „Ścisnąłem ją za szyję, na tyle mocno, żeby zwiotczała. Zabrałem ją z powrotem do kuchni i postanowiłem, że znowu użyję gazu. Kochałem się z nią, a następnie posadziłem na krzesło. Zabiłem ją.” Jej zwłoki wstawił do wnęki spiżarni w pozycji siedzącej.
          Kiedy chłopak Hectoriny przyszedł jej szukać, Christie zaprzeczył, że w ogóle ją widział. Zaprosił mężczyznę do środka, aby ten się rozejrzał i zrobił mu herbatę. Ten miał wyczuć w jego domu jakieś dziwne zapachy, jednak wyszedł niczego nie podejrzewając.
          W więzieniu Brixton Christie został zbadany przez kilku różnych psychiatrów. Lekarze jednogłośnie go nie lubili. Ciągle użalał się nad sobą. Wydawało się, że zawsze szepcze, kiedy zadano mu jakieś pytanie, które mu się nie spodobało (tak
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.03.20, 01:04
          Koło południa na ulicę Półwiejską w centrum miasta podjechał samochód wiozący papier do drukarni mieszczącej się pod numerem dwudziestym. Robotnicy umawiali się, że po robocie pójdą na wódkę. Żaden z nich jednak do knajpy nie dotarł. Całe popołudnie spędzili na komisariacie policji, przesłuchiwani przez dociekliwego prokuratora Mieczysława Hrabyka. A w mieście wszystkie ważne jeszcze rano tematy przestały mieć znaczenie. Omawiano tylko jeden. W piwnicy przy Półwiejskiej 20 znaleziono zwłoki.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.03.20, 01:10
          Krzyki i szepty w piwnicy

          Dwa tygodnie później, w lipcu, w błyskawicznym tempie ze względu na coraz bardziej widoczną ciążę, odbył się ślub Heleny i Leona. Młodzi zamieszkali u Leona, przy Półwiejskiej. Małżeństwo okazało się wyjątkowo udane. Urodziła się im córka, którą zgodnie się opiekowali. Leon wytłumaczył żonie, że ma udziały w jakimś interesie i dlatego żyją dostatnio. Kobieta niczego nie podejrzewała. Narzekała tylko, że boi się chodzić do piwnicy. Dobiegają z niej krzyki, szepty...
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.03.20, 01:14
          Na peronie policjanci utworzyli szpaler, który miał ochronić podejrzanego przez rządnym linczu tłumem. Pod eskortą zaprowadzili Hałasa na... postój taksówek. Jak podały gazety, wybrali pojazd duży i obszerny, który mógł pomieścić podejrzanego i konwój. Wywołało to nieprzychylne komentarze szoferów, którzy oburzali się, że wybrany samochód był na końcu kolejki.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.03.20, 23:25
          Ze słuchawki płynęły urywane zdania: – za plecami mam Statuę Wolności... wysoki budynek... to może nic nie znaczyć, ale na nim wielka pomarańczowa reklama, garaż... zielony skwer... linia kolejowa... tory nad ulicą... jakieś śmieci, dużo wody, jakby rzeka... Po długiej chwili milczenia jasnowidz zaczął wolno mówić: – ...widzę mężczyznę, który prowadzi dziecko... jest niski, ma 55 lat, może więcej... jakieś ciemne plamki na twarzy, może tatuaż... jest ubrany w coś szarego... widzę budynek, też szary... dziecko jest teraz w środku. To wszystko.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.03.20, 23:26
          Pracownik KLM natychmiast zatelefonował do Nowego Jorku. Pięć godzin później nadeszła odpowiedź. W garażu wskazanego budynku znaleziono zwłoki Edith Kiecorius. Tydzień później zatrzymano 59-letniego pedofila i mordercę. Miał na sobie szarą marynarkę, na policzkach wytatuowane ciemne kropki.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.03.20, 23:28
          Ale za to widzę rzeczy, które dzieją się daleko stąd – odpowiedział Croizet. Nauczyciel popukał się tylko w czoło. Kilka tygodni później wychowawca nie przyszedł do szkoły. Następnego dnia Gérard się zrewanżował. – Wiem, dlaczego wczoraj pana nie było – powiedział przy całej klasie. – Był pan u blondynki w czerwonej sukni. Nauczyciel oblał się pąsem. Mały jasnowidz zlitował się jednak i uratował go przed kompromitacją: – To nic złego, rozmawialiście o ślubie.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.03.20, 23:29
          Naukowiec umówił się na spotkanie z Croizetem. A ten już w progu oświadczył, że wie, po co został wezwany. Przekazał policji tyle szczegółów dotyczących ponurej sprawy, że odtąd nieustannie zwracano się do niego z prośbami o wskazówki.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.03.20, 23:31
          18 października 1959 roku Tenhaeff odpowiadał w swoim gabinecie na pytania dziennikarki, gdy nagle zadźwięczał telefon. Dzwonił profesor Walter Saudelius, wykładowca ekonomii na uniwersytecie w Kansas City. Był bardzo zdenerwowany. Tłumaczył, że trzy tygodnie temu ze szpitala w Topece zniknęła jego córka. Leczyła się z depresji, kuracja przynosiła pierwsze efekty i nagle pacjentka przepadła. – Rozesłałem setki zdjęć córki. Poszukując jej, przejechałem tysiące kilometrów. I nic, najmniejszego śladu. Policja też jest bezradna.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.03.20, 23:33
          Croizet udał się na miejsce zbrodni, gdzie... usłyszał śpiew. Zapytał, czy w dniu śmierci dziewczyny w pobliżu odbywał się jakiś koncert. W raportach policyjnych nie było o tym wzmianki. Ale okazało się, że na prowizorycznej scenie, którą natychmiast rozebrano, faktycznie występował chór szkolny.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.03.20, 23:35
          Rodzeństwo prawdopodobnie utonęło w morzu, ale Croizet nie fantazjował, nie zwodził złudnymi nadziejami. – Nic nie widzę, przykro mi, nie potrafię pomóc – powiedział.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.03.20, 23:37
          Japońska policja utrzymywała, że znalazła ciało małej Miwy, nie kierując się wskazówkami jasnowidza. Croizet nie skarżył się na niewdzięczność. Przyzwyczaił się do tego, bo krytyków nigdy mu nie brakowało.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.03.20, 23:42
          Cała historia zaczęła się tak, jak zwykle zaczynają się podobne zdarzenia. Od spotkania dwojga młodych ludzi. Yvonne Rousseau miała 24 lata. Skromna, nieśmiała pielęgniarka w szpitalu w Orleanie nie była ani piękna, ani zbyt atrakcyjna. Musiało jednak w niej być coś, co zawróciło w głowie 26-letniemu studentowi medycyny Pierre'owi Chevalierowi. Niektórzy piszą o zwierzęcej namiętności, która połączyła tę parę. W każdym razie nie minął tydzień i młodzi zamieszkali razem.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.03.20, 23:46
          Pierre szybko został szefem Resistance w Orleanie i okolicach. Brał udział w akcjach zbrojnych i aktach sabotażu. Był niezwykle odważny, miał zdolności przywódcze, więc po wyzwoleniu został wybrany na burmistrza Orleanu. Zamiast pacjentami zajął się więc odbudową i organizacją powojennego życia miasta. Przystojny, elokwentny, opromieniony sławą wojennego bohatera, robił błyskawiczną karierę. A jakiś czas później został wybrany do Zgromadzenia Narodowego.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.03.20, 23:49
          Jeanne jednak kategorycznie zaprzeczyła, by coś łączyło ją z Pierre'em. Podobnie jak i Pierre, który na dodatek ostro złajał żonę i kazał jej pilnować własnego nosa. Ale Yvonne nie potrafiła. Obserwowała męża i Jeanne, widziała, jak flirtują na przyjęciach i już nie miała wątpliwości. Jeanne była młodsza od niej, przystojna, wysoka i rudowłosa. Ubierała się ekstrawagancko, potrafiła zabawnie i inteligentnie prowadzić rozmowę, błyszczała w salonach Orleanu. Jednym słowem miała wszystko to, czego brakowało Yvonne. Miała też męża, bogatego przedsiębiorcę, właściciela największego Domu Towarowego w Orleanie, który przymykał oczy na romanse pięknej, o 15 lat młodszej żony,
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.03.20, 23:50
          Po powrocie do domu próbowała popełnić samobójstwo. Zażyła truciznę. Ledwie ją odratowano. A Pierre, nieczuły na wszelkie próby zbliżenia, odpowiadał zimną pogardą.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.03.20, 23:58
          Następnego dnia rano przygotowała dzieci na przyjazd męża, nowego ministra, nauczyła Mathieu, jak złożyć tacie gratulacje i przywitać słowami: „Witamy, panie ministrze". Pierre wysłuchał chłopca, pocałował, a potem minął żonę bez słowa i wszedł do wspólnej sypialni. Tam rozebrał się i zażądał od żony czystej bielizny. Yvonne znów wróciła do sprawy romansu, ale mąż chełpił się tylko nominacją i wykrzykiwał: „jestem ministrem! jestem ministrem!". Zakładając podkoszulek, dalej prawił o swoich planach: że rozwiedzie się z Yvonne i ożeni z Jeanne, która jest godna miana żony ministra!
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.03.20, 00:01
          Pani Chevalier na ławie oskarżonych wyglądała przerażająco. Wstrząśnięta tym, co zrobiła, skruszona, przybita. Znerwicowana, bezustannie rozwiązywała i zawiązywała chusteczkę. Oczy miała głęboko zapadnięte i tak wypłakane, że nie wiadomo, skąd brały się łzy, które wciąż skapywały po jej policzkach
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.03.20, 00:19
          Po klęsce pod Waterloo niedawny władca nieomal całej Europy wpadł w depresję. Tak głęboką, iż większą część swojej podróży do miejsca zesłania przespał. Ale poza tym nic nie wskazywało, że cierpi na jakieś dolegliwości. W chwili uwięzienia Napoleon miał 46 lat, był zdrowym, pełnym sił człowiekiem i – jak twierdzą świadkowie – chciał jeszcze podjąć walkę o władzę.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.03.20, 00:26
          Tezę Forshufvuda początkowo odrzucono, ale w 1984 roku pośrednio potwierdziły ją badania przeprowadzone w Waszyngtonie i Londynie. Wykazały one obecność arszeniku we włosach Napoleona w ilościach przekraczających normę (w zależności od próbki) nawet 39 razy! Wprawdzie przeciwnicy hipotezy o morderstwie stwierdzili, że podwyższona zawartość tej substancji to wynik nadmiernego spożycia przez cesarza wina (w tamtych czasach konserwowano je za pomocą arszeniku). Ale czy to możliwe, aby w ten sposób wprowadzić do organizmu aż tyle trucizny? Wątpliwe. Napoleon musiałby nie trzeźwieć od rana do nocy, a brak jest relacji o tym, że w ostatnim okresie życia nadużywał alkoholu.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.03.20, 00:31
          Hipoteza detektywów doskonale pasowała do czasów, w jakich przyszło Tutanchamonowi panować. Zasiadł on na tronie około 1333 roku p.n.e. Miał wtedy zaledwie 8 lat. Objął władzę po śmierci Amenhotepa IV Echnatona – monarchy, który jednym dekretem zmazał cały panteon egipskich bóstw na czele z prabogiem Amonem i ogłosił, że istnieje tylko bóg słońca Aton.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.03.20, 00:33
          W królewskiej świcie znajdowało się dwóch ludzi, którym szczególnie zależało na pozbawieniu Tutanchamona władzy. Pierwszym był wytrawny gracz polityczny i bezpośredni opiekun młodego monarchy, arcykapłan Ai, a drugim – ambitny przywódca wojskowy i zwolennik twardych rządów, generał Horemheb.

        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.03.20, 00:42
          Oksford. Sala wykładowa. Dwudziestoletnia studentka historii literatury słucha wykładu. Nagle podnosi się z miejsca, podchodzi do metalowego kosza, podnosi go i z całej siły uderza w głowę najbliżej siedzącą koleżankę.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.03.20, 00:43
          To jednak nie wyjaśniało sprawy do końca. Jądro migdałowe, odpowiedzialne w dużej części za naszą skłonność do agresji, uruchamia ją tylko wtedy, kiedy otrzyma sygnał o bezpośrednim zagrożeniu. A żaden z badanych pacjentów nie był przecież niczym zagrożony. Wszystko by się zgadzało, gdyby jądro migdałowe było uszkodzone. Tymczasem w każdym przypadku było ono całkowicie zdrowe. Na trop przyczyny niekontrolowanych napadów agresji Colin wpadł przez przypadek. Któregoś dnia sondował mózg mężczyzny po ciężkim urazie czaszki.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.03.20, 00:45
          Nasz mózg nieustannie analizuje wszelkie dopływające do nas sygnały. Wymyśla przy tym różne formy zachowania się w różnych sytuacjach, nie bacząc, czy mu to potrzebne tu i teraz. Tak na wszelki wypadek. Zdarza się, że sygnał z "treningu" przebije się do jądra migdałowego, które odbiera wszystkie impulsy "na poważnie" i reaguje atakiem. Zdaniem Colina, do takiej pomyłki może dojść w każdej chwili. Dlatego warto panować nad swoją wyobraźnią.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.03.20, 00:51
          Niektóre szkielety miały czaszki na ramieniu, niektóre trzymały je w rękach, ale najwięcej miało je umieszczone między nogami.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.03.20, 00:52
          Na ziemiach słowiańskich wiara w wampiry była bardzo popularna.

          Stosowano wobec nich różne metody, które miały pomóc w ostatecznemu ich unicestwieniu. Poza słynnym kołkiem, którym przebijano podejrzanego, popularne było też właśnie pozbawianie go głowy i umieszczanie jej w okolicach nóg, by w razie przebudzenia nie mógł jej odnaleźć.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.04.20, 00:45
          Już wiemy, kim był najsłynniejszy seryjny morderca, Kuba Rozpruwacz! W ustaleniu nazwiska potwora, który w ciągu dwóch miesięcy 1888 r. w niezwykle okrutny sposób zabił pięć kobiet, pomogły najnowsze osiągnięcia nauki.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.04.20, 00:49
          Prace trwały siedem lat. Samo wypreparowanie DNA z plam na ponadstuletniej tkaninie było nadzwyczaj czaso- i pracochłonne. A jeszcze trzeba było dotrzeć do wielu osób, pozyskać od nich próbki, zbadać je. DNA Catherine i jej obecnie żyjących krewnych zgadzało się idealnie. Podobną zgodność uzyskano także w przypadku jednego z podejrzewanych o popełnienie zbrodni. Był to...
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.04.20, 00:50
          Policja była bezsilna, a w dodatku zbrodniarz kpił z niej w żywe oczy. „Zabrałem się za dziwki i będę je rozpruwał, póki mnie nie złapiecie" – pisał w liście do policji. A pod listem podpis: „Kuba Rozpruwacz".
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.04.20, 00:59
          W nocy z 8 na 9 listopada Rozpruwacz zaatakował po raz ostatni. Ofiarą padła 24-letnia Mary Jane Kelly. Zabił ją w skromnym pokoiku, który wynajmowała przy Millers Court. Zwłoki leżały na łóżku, pościel tonęła we krwi, wycięte z piersi serce spoczywało na poduszce obok głowy ofiary, a jelita rozwieszone były na ścianach niczym noworoczna dekoracja.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.04.20, 01:02
          Nie znano daktyloskopii (pobieranie odcisków palców; zastosowano ją dopiero w 1902 r.), o badaniach DNA nie mówiąc. Pozostawała wyłącznie dedukcja, a ona wymaga faktów. Tych zaś było jak na lekarstwo. Śledztwo utknęło w martwym punkcie. Zwłaszcza że Kuba Rozpruwacz po piątej zbrodni nagle zniknął, jakby do końca rozpłynął się w mgłach Whitechap
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 14.04.20, 19:33
          Aaron Kosminsky, Żyd polskiego pochodzenia, zamieszkały w Whitechapel. Z zawodu fryzjer, znany był z brutalnych zachowań wobec kobiet. Zmarł młodo w psychiatryku.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 14.04.20, 19:36
          Za potencjalnych sprawców uważani też byli: słynny pisarz i matematyk Lewis Carroll (ten od „Alicji w krainie czarów"), znany ze skłonności do małych dziewczynek, a także niechęci do dorosłych kobiet oraz aktor i malarz Richard Sickert. Podejrzenia sięgały zresztą jeszcze wyżej.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 14.04.20, 19:39
          Russell Edwards miał więc szeroki wybór, zanim wydał komunikat... "Ustaliliśmy, z taką pewnością, z jaką było to możliwe, że sprawcą (brutalnego zabójstwa Catherine Eddowes) był Aaron Kosminski". Istnieje duże prawdopodobieństwo, że popełnił też pozostałe zbrodnie, że Kuba Rozpruwacz to on!
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 14.04.20, 19:42
          Wydaje się, że zagadka fascynująca świat została wreszcie po 126 latach rozwiązana. Wiele na to wskazuje, choć nadal istnieje sporo wątpliwości. Tak naprawdę pewne jest – uważają oponenci Edwardsa – tylko to, że w ostatnich dniach przed śmiercią Catherine spotkała się z Aaronem Kosminskim. I raczej nie odmawiali razem pacierzy.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 14.04.20, 19:44
          Kuba Rozpruwacz nadal inspiruje twórców. Stał się bohaterem ponad stu książek i równie wielu filmów – od nobliwych fabuł z Sherlockiem Holmesem po niemy obraz Alfreda Hitchcocka z 1927 r. "The Lodger: A Story of the London Fog". W 1988 r. powstał "Jack the Ripper" w reżyserii Davida Wickesa, w 2001 r. "Z piekła rodem" braci Hughes, gdzie w rolę inspektora Abberline'a wcielił się sam Johnny Depp.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 15.04.20, 18:21
          Te słowa zdecydowanie kończą poszukiwanie sprawcy jednego z najdziwniejszych napadów w historii.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 15.04.20, 18:22
          O czwartej po południu na zachodzie USA wzniósł się z pasa startowego międzynarodowego lotniska w Portland Boeing 727, kierował się do Seattle z międzylądowaniem na tankowanie w Takomie. Po 40 minutach lotu mężczyzna siedzący na fotelu 18C i podróżujący jako Dan Cooper zamówił kieliszek bourbona. Obsługującej go stewardesie Florence Schaffner (ur. 1948) daje następnie list z tekstem: “W walizce mam bombę. Użyję jej, jeśli to będzie konieczne. To porwanie".
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 15.04.20, 18:23
          Samolot startuje o 19:40 i zamiast w Meksyku, ląduje dwie godziny później w Reno w Nevadzie. Oficerowie okrążają samolot i wpadają do środka. Ku ich zaskoczeniu samolot, z wyjątkiem pilotów, jest całkowicie pusty. Oprócz Coopera brakuje również dwóch z czterech spadochronów i teczki z pieniędzmi. Po tajemniczym porywaczu pozostał tylko krawat ze spinką. Co się z nim stało?
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 15.04.20, 18:27
          Na liście podejrzanych odnajduje się od razu kilku byłych spadochroniarzy. Głównym podejrzanym jest były amerykański pilot i spadochroniarz Richard McCoy, który 7 kwietnia 1972 roku, zaledwie kilka miesięcy po Cooperze, z uderzająco podobnym scenariuszem porwał samolot United Airlines w Denver w USA. Później został skazany za porwanie, ale nigdy nie przyznał się do poprzedniego porwania. Czy Cooper był dla niego jedynie inspiracją, czy może McCoy był prawdziwym sprawcą?
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 15.04.20, 18:30
          Kilka dni później, wraz ze swoim znajomym, z niedowierzaniem oglądają wiadomości o odkryciu pakietu banknotów Coopera. Znaleziono je dokładnie w tym miejscu, które wskazał Briggs. Ale obaj mężczyźni postanowili nigdy więcej o tym nie rozmawiać. Najwyraźniej przekonało ich dopiero niedawne zamknięcie sprawy. Czy to możliwe, że z powodu tajemnicy dwóch przemytników nigdy nie poznamy tożsamości D. B. Coopera? A może ich zeznania są zupełnie niewiarygodne?
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.05.20, 19:50
          Dalsze dochodzenie poddawało w wątpliwość zeznania Petiota. Został aresztowany 31 października 1944 na stacji metra. W czasie procesu oskarżony bronił się, twierdząc że ciała znalezione w jego domu to kolaboranci zlikwidowani przez ruch oporu. Sąd w Paryżu skazał zabójcę na karę śmierci. W tym samym roku został zgilotynowany.
        • cusiew44 Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 11.05.20, 19:10
          https://karmel.pl/wp-content/uploads/2016/10/bdbdg.jpg

          KLASZTOR KARMELITANEK BOSYCH W KRAKOWIE WSPÓŁCZEŚNIE
        • cusiew44 Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 11.05.20, 19:30
          https://karmelitankikrakow.pl/wp-content/uploads/2018/05/DSC_8696k.jpg
        • cusiew44 Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 11.05.20, 19:38
          Śledztwo. Władze sądowe rozpoczęły energiczne i wytężające śledztwo; nastąpiło przesłuchanie sióstr zakonnych; w v/iększej lub mniejszej mierze były one winne dlatego, ponieważ ukrywały w tajemnicy całą zbrodnię. Największą winę ponosiła przeorysza, na której właśnie rozkaz n j stąpiło zamurowanie. Śledztwo w tym dniu pro wadzone, trwało z rzędu siedmnaście godzin z półgodzinną tylko przerwą obiadową. Zapieczętowano „celę" wraz z garścią słomy i dwoma glinianemi miseczkami, na których podawano nieszczę śliwej pożywienie.
        • cusiew44 Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 11.05.20, 19:51
          Na zarządzenie władz sądowych przewieziono nieszczęśliwą istotę do szpitala św. Ducha, gdzie otoczyli ją troskliwą opieką zarządcy szpitala i Szarytki. Siostra Barbara pod wpływem światła i ciepła, od którego odwykła od lat przeszło dwudziestu, czuła się bardzo osłabioną i na jakiś czas zaniemogła. Lekarze zastosowali odpowiednie środki djetyczne, przy pomocy których biedaczka wróciła do pierwot nego stanu zdrowia, w jakim była przed zamurowaniem. Zwolna wracała siła i śmiałość w obcowaniu z ludźmi.
        • cusiew44 Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 11.05.20, 20:00
          Kto odkrył zbrodnię w klasztorze? Ody wyszła na jaw straszna zbrodnia, zastanawiała się bliczność krakowska, kto wpadł na te tropy i był na tyle śmiał n, źe poważył się wystąpić z doniesieniem i oskarżeniem tego bądi co bądź poważnego i dotychczas nieskazitelnego klasztoru. Świat był z całem uznaniem dla tego człowieka, źe nie sl on okropnej prawdy pod korzec, a równocześnie świat zrozum:;'! dobrze jego położenie, gdy ostatecznie zdecydował on się nav na anonimowe doniesienie do sądu krakowskiego (drugie z pełnym podpisem posłał do Wiednia). Rozumiano, że wystąpić na n czas — a choćby i dziś jeszcze — z takiem oskarżeniem, równ o się być narażonym na wyklęcie i prześladowania... A jednak prawdę tę straszną trzeba było wydobyć na wier; eh za wszelką cenę. Tego wymagało ludzkie uczucie miłosierd a u tego człowieka, dla którego świadomość tego, źe gdzieś ta - o kilka tysięcy kroków od niego, w tern samem mieście żyje za murowana w lochu kobieta, a on jej wyrwać stamtąd nie może męką była nie do wypowiedzenia i zadaniem gwałtu poczm m prawdy i sprawiedliwości. Doszedłszy przypadkowo do posiadania niezwykłej tej ta mnicy, odnosił się ten człowiek z nią wszędzie, gdzie tylko spo dziewał się znaleść jaki na to ratunek. Ale wszędzie żądano do wodów, inaczej groziła skarga o oszczerstwo i półtora ro:. kryminału. Droga bez wyjścia, z którego tylko spryt go wyratował a jak to było, posłuchajcie. Przedtem jednak parę słów o autoi - tego doniesienia, o tym — jak sam się z pewną dumą podpi suje — „wykrywcy Barbary Ubryk
        • cusiew44 Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 11.05.20, 20:08
          ierze księdza na spytki. Nie traci jednak nadziei i za radą kupca Mikiewicza po stanawia donieść o wszystkiem władzy. Potrzebne jednak są do tego jak najdrobniejsze szczegóły, więc zwabia do Krakowa ks. proboszcza — wuja, zastawia suty obiad, za szafą ukrywa subjekta z papierem i ołówkiem w ręku, a sam przy pomocy Mikiewicza przy winku, wyciąga jegomościa na słowa. Ksiądz proboszcz śpiewa, jak z nut, subjekt za szafą unie śmiertelnia to na papierze i wszystko gotowe.
        • cusiew44 Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 11.05.20, 20:47
          Pierwsze słowa Barbary Ubryk. Otwierają wreszcie podwójne ciężkie drzwi cdi. Co i jak w niej ujrzeli — wiadomo. Charakterystyczne tylko są pierwsze siow'i nieszczęśliwej ofiary, gdy ujrzała nagle taką kupę ludzi, wkraczających do celi. — Będę pokorna, będę posłuszna — powtarzała biedaczka, myśląc zapewne, że to jej ostatnia godzina się zbliża i nie dość mąk dwudziestoletnich, nowe katy po nią przychodzą... Sędzia kazał natychmiast otworzyć drugą celę, wstawić tam wannę i oblepioną własnym kalem zakonnicę wykąpać. W kąpieli zlazła z niej skóra, grubości trzech palców, którą dano jako okaz do uniwersyteckiego gabinetu anatomicznego. Także dowód zdziczenia okrutnych służebniczek bożych.
        • cusiew44 Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 11.05.20, 20:53
          Uwięzione — uwolnione. Na zar adzenie sędziego aresztowano przeoryszę i 6 zakonnic, wypuszczono je jednak, gdy Rzym się w tę sprawę wdał i śledztwo dalsze wstrzymano
        • cusiew44 Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 11.05.20, 20:54
          Uwięzione — uwolnione. Na zar adzenie sędziego aresztowano przeoryszę i 6 zakonnic, wypuszczono je jednak, gdy Rzym się w tę sprawę wdał i śledztwo dalsze wstrzymano
        • cusiew44 Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 11.05.20, 20:59
          GEHENNA MNIKSZI KARMELITANKI - Gazeta Krakowska - archiwum 2012
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 15:25
          Zaginięcie czteroletniego Bobbiego Dunbara i jego późniejsze odnalezienie wzbudziło wiele skrajnych emocji wśród opinii publicznej. Do dziś nie wiadomo, jaki dokładnie przebieg miała ta historia, ani co wydarzyło się w upalne przedpołudnie 23 sierpnia 1912 roku.
          Lessie i Percy Dunbar zabrali swoich dwóch synów, Alonzo i Bobbiego, na kilkudniową wycieczkę i łowienie ryb nad Swayze Lake w Luizjanie, nieopodal miasteczka Opelousas, w którym mieszkali. Posiadali tam dwa domki blisko jeziora, a ich dzieci mogły spędzać sporo czasu na zabawie z dziećmi innych letników. 23 sierpnia w okolicach południa Lessie nakryła do stołu i wyszła zawołać dzieci na lunch, jednak odkryła, że Bobby zniknął. Pomimo usilnych poszukiwań po chłopcu nie było ani śladu. Do poszukiwań prędko przyłączyli się inni sąsiedzi. Należy pamiętać, że był to teren bagnisty, a wszędzie pełno było grząskiego błota, w którym łatwo było utknąć.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 15:49
          Tymczasem „Bobby Dunbar” wrócił wraz z matką do rodziny, która powitała go hucznym przyjęciem. Pozostał razem z Dunbarami do czasu, aż z Północnej Karoliny przybyła Julia Andarson, by udowodnić, że chłopiec, którego przygarnęli Dunbarowie jest jej synem.
          Policja postawiła Julię Anderson przed pięcioma chłopcami w tym samym wieku, wśród nich znajdował się oczywiście jej domniemany syn Bruce. Zauważono, że u chłopca nie pojawiła się żadna reakcja, gdy zobaczył kobietę. Julia wskazała „Bobbiego” jako swojego syna, jednak dodała, że nie jest tego pewna
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 18:38
          A kryminalistycznych badanie ciała Docherty wskazywała ona prawdopodobnie został uduszony, ale to nie może być udowodnione. Chociaż policja podejrzewa Burke i Hare innych morderstw, nie było dowodów, na których mogli podjąć odpowiednie działania. Oferta została poddana przyznającego Hare immunitet od ścigania gdyby okazało dowodów króla . On zapewnił szczegóły morderstwa Docherty i przyznał się do wszystkich 16 zgonów; Opłaty formalne zostały wykonane przed Burke i jego żony za popełnienie trzech morderstw. Na kolejnej rozprawie Burke został uznany winnym morderstwa jednego i skazany na śmierć . Sprawa przeciwko żoną został znaleziony nie udowodniono -a szkockiej prawnej wyroku do uniewinnić indywidualna, ale nie deklarują im niewinny. Burke został powieszony wkrótce potem; Jego zwłoki zostały rozcięta, a jego szkielet wyświetlane na Anatomiczny Muzeum Edinburgh Medical School , gdzie, jak w 2020 roku, to pozostaje.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 18:39
          Sytuację mylić sytuacji prawnej. Zakłócając grób był przestępstwem, tak jak branie nieruchomości od zmarłego . Kradzież ciało nie było przestępstwem, a nie prawnie należą do nikogo. Cena za trupa zmieniać w zależności od pory roku. Było £ 8 w okresie letnim, gdy wyższe temperatury wniesiona w dniu szybszego rozkładu i 10 £ w miesiącach zimowych, kiedy zapotrzebowanie przez anatomów była większa, ponieważ temperatury chłodniejsze oznaczało mogli przechowywać zwłoki już tak podjęli kolejne rozwarstwienia.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 18:40
          William Burke urodził się w 1792 roku w Urney , County Tyrone w Irlandii, jeden z dwóch synów do klasy średniej rodziców. Burke, wraz ze swoim bratem, Konstantyna, miał wygodne wychowanie i oba dołączył do armii brytyjskiej jako nastolatki. Burke służył w milicji Donegal aż poznał i poślubił kobietę z hrabstwa Mayo , gdzie później rozliczane. Małżeństwo było krótkotrwałe; w 1818 roku, po kłótni z ojcem-in-law na własność gruntów, Burke opuszczony żonę i rodzinę. Przeniósł się do Szkocji i stał się robotnik, pracujący na Kanale Unii . Osiadł w małej miejscowości Maddiston koło Falkirk i założyć rodzinę z Helen McDougal, którą pieszczotliwie nazywany Nelly; ona stała się jego drugą żoną. Po kilku latach, a gdy prace nad kanałem zostały zakończone, para przeniosła się do Tanners Blisko, Edynburg, w listopadzie 1827 roku stały się one straganiarzy , sprzedaż odzieży używanej do zubożałych mieszkańców. Burke następnie stał się szewc , handel, w którym doświadczył pewien sukces, zdobywając w górę o 1 £ tygodniowo. Stał się znany lokalnie jako pracowity i dobroduszny człowiek, który często zabawiał swoich klientów poprzez śpiew i taniec do nich w ich otoczeniu podczas uprawiania swojego zawodu. Choć wychowany jako katolik , Burke stał się regularnym czcicielem w Presbyterian spotkaniach religijnych odbywających się w Grassmarket ; był rzadko spotykane bez Biblii.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 18:41
          W dniu 29 listopada 1827 Donald, lokatorem w domu Hare'a, zmarł na obrzęk krótko przed otrzymaniem kwartalnego wojskową emeryturę, podczas gdy dzięki £ 4 czynszu powrotem. Po Hare ubolewał jego straty finansowe Burke, para zdecydowała się sprzedać ciało Donalda do jednej z lokalnych anatomów. Stolarz umieszczono trumnę na pogrzebie, który miał być opłacone przez miejscowej parafii. Po opuszczeniu, para otworzyła trumnę, usunięto ciała, które ukryli pod łóżko wypełnione trumny z kory z lokalnego garbarzy i szczelnie zamknąć go. Po zmroku, w dniu trumna została usunięta do pochówku, zabrali zwłoki Edinburgh University, gdzie szukali nabywcy. Według późniejszych zeznań Burke, pytali o drogę do profesora Monro, ale student wysłał je do pomieszczeń Knox na placu chirurga. Choć mężczyźni rozpatrywane juniorów przy omawianiu możliwość sprzedaży ciało było Knox, który przybył do ustalenia ceny w £ 7 10s. Hare otrzymał £ 4 5s podczas Burke wziął równowagę £ 3 5s; Większy udział Hare'a było pokryć jego straty z niezapłaconego czynszu Donalda. Według oficjalnych spowiedzi Burke'a, jak on i Hare opuścił uniwersytet, jeden z asystentów Knox powiedział im, że anatomowie „chętnie by zobaczyć je ponownie, gdy mieli inny zbyć”.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 18:42
          Kolejność dwóch ofiar następny po Józef jest też jasne; Rosner stawia sekwencję jako Abigail Simpson następnie angielskiej męskiej lokatora z Cheshire, podczas gdy Bailey i Dudley Edwards każdy ma kolejność jako męskiego lokatora angielskiej następnie Simpsona. Bezimienny Anglik był podróżowanie sprzedawca zapałek i krzesiwo, który zachorował na żółtaczkę u Hare'a zakwaterowania domu. Podobnie jak w przypadku Józefa Zając dotyczyła efektu choroba ta może mieć na swojej działalności, a on i Burke stosować ten sam modus operandi mieli z Miller: Hare dusi swoje ofiary podczas Burke leżał na organizm do zatrzymania ruchu i hałasu. Simpson był emeryt, który mieszkał w pobliskiej wsi Gilmerton i odwiedził Edynburg w celu uzupełnienia jej rentę sprzedaż soli. W dniu 12 lutego 1828, tylko dokładna data Burke cytowany w swoim wyznaniu, została zaproszona do domu zające i warstwowe z wystarczającą ilością alkoholu, aby zapewnić, że jest zbyt pijany, aby wrócić do domu. Po zamordowaniu jej, Burke i Hare umieścił ciało w klatce piersiowej herbaty i sprzedał go Knox. Otrzymali oni 10 £ dla każdego organu, a zapisy spowiedź Burke'a ciała Simpsona, że „Dr Knox zatwierdził jego jest tak świeże ... ale [on] nie zadać pytania”. W lutym czy marcu tego roku stara kobieta została zaproszona do domu Margaret Hare. Dała jej wystarczająco dużo whisky zasnąć, a kiedy wrócił po południu Hare, zakrył śpiącej kobiety usta i nos kleszcza, łóżko (a) sztywne okładki materac i zostawił ją. Była martwa przez zmroku i Burke dołączył do swojego towarzysza do transportu zwłok do Knox, który zapłacił kolejne 10 funtów.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 18:43
          Burke i Hare zamordowali dwóch lokatorów w czerwcu, „starą kobietę i niemego chłopca, wnuka”, jak wspominał później Burke w swoim wyznaniu. Podczas gdy chłopiec siedział przy ogniu w kuchni, jego babcia została zamordowana w sypialni w zwykły sposób. Burke i Hare następnie podniósł chłopca i zaniósł go do tej samej sali, gdzie również został zabity. Burke powiedział później, że było to morderstwo, że przeszkadzał mu się najbardziej, jak był nawiedzany przez jego skupienia wypowiedzi chłopca. Herbata-klatki piersiowej, który był zwykle używane przez parę do transportu ciał okazała się zbyt mała, więc ciała zostali zmuszeni do beczki śledzia i przewieziony do placu Surgeons', gdzie idące 8 £ każdy. Według spowiedzi Burke'a, lufa został załadowany na wózek, który koń Hare'a odmówił ciągnąć dalej niż Grassmarket . Hare nazywa portier z wózek mu pomóc transportować kontener. Po powrocie do Tannera Blisko, Hare wziął gniew na koniu przez rozstrzelanie go martwego w zagrodzie.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 18:50
          Burke i Hare Następną ofiarą był znaną postacią na ulicach Edynburga, James Wilson, 18-letniego mężczyzny z utykając spowodowane zdeformowanych stóp. Był upośledzonych umysłowo , a według Alanna Rycerz w jej historii morderstwa, był nieszkodliwy; był znany lokalnie jako Daft Jamie. Wilson żył na ulicach i utrzymywał się z żebractwa. W listopadzie Wilson Hare zwabił do swego mieszkania z obietnicą whisky i wysłał żonę aby pobrać Burke. Dwaj mordercy Wilson doprowadziły do sypialni, drzwi z których Margaret Hare zablokowanej przed wciśnięcie klawisza z powrotem pod drzwi. Jak Wilson nie jak nadmiar whisky wolał tabaka -On nie był tak pijany jak większość ofiar duetu; był również silny i walczył przeciwko dwoma napastnikami, ale został obezwładniony i zabity w normalny sposób. Jego ciało zostało pozbawione i jego mienie skradzione kilka: Burke trzymał tabakierę i Hare łyżką tabaka. Gdy ciało badano następnego dnia przez Knoxa i jego uczniów, kilka z nich rozpoznał, że jest to Wilson, lecz Knox zaprzeczył może to być każdy student wie. Kiedy słowo rozpoczął krążących że Wilson brakowało, Knox rozcięta na przodzie ciała innych, które odbywały się w składzie; głowa i nogi zostały usunięte przed głównym rozwarstwienia.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 18:51
          W sumie 16 osób zostało zamordowanych przez Burke i Hare. Burke stwierdził później, że on i Zając były „ogólnie w stanie nietrzeźwości”, gdy morderstwa zostały przeprowadzone i że „nie mógł spać w nocy bez butelką whisky przy jego łóżku, a twopenny świeca palić całą noc obok mu, a gdy się obudził zabierał napój z butelki czasami pół butelki na projekt-i, które umożliwiałyby mu spać „. Brał także opium w celu ułatwienia jego sumienie.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 18:52
          Sir William Rae The Advocate Pan , a następnie regularne techniki: skupił się na jednej osobie, aby wydobyć zeznanie, w którym inni mogą zostać skazany. Hare został wybrany, a na 1 grudnia, zaproponowano mu immunitet, gdyby okazało dowodów króla i pod warunkiem, że wszystkie szczegóły zamordowania Docherty i każdy inny; bo nie mógł być doprowadzony do zeznawać przeciwko jego żona , była również zwolniona z prokuratury. Zając wykonany pełny wyznanie wszystkich zgonów i Rae postanowił istnieją wystarczające dowody, aby zapewnić sobie ściganie. W dniu 4 grudnia ładunki formalne zostały ustanowione przed Burke i McDougal za zabójstwo Mary Paterson, James Wilson i Pani Docherty.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 18:53
          Proces rozpoczął się o godzinie 10:00 w Wigilię 1828 roku przed High Court of Justiciary w Edynburgu Parliament House . Sprawa została rozpoznana przez Lord Justice-Clerk , David Boyle , wspierany przez Lordów Meadowbank , Pitmilly i Mackenzie. Sąd był pełen krótko po drzwi zostały otwarte o godzinie 9:00, a duży tłum na zewnątrz Parliament House; 300 policjantów byli na służbie, aby zapobiec zakłóceniom, a piechota i kawaleria była w pogotowiu jako kolejny wypadek.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 18:54
          We wczesnych godzinach wieczornych Hare wziął podstawkę do złożenia zeznań. Pod krzyżowych o zamordowanie Docherty, Hare twierdził Burke był jedynym mordercą i McDougal już dwukrotnie został zaangażowany przez doprowadzenie Docherty z powrotem do domu po tym, jak zabrakło; Zając stwierdził, że wspomaga Burke w dostarczaniu do organizmu Knox. Mimo, że został poproszony o innych morderstwach, nie był zobowiązany do udzielenia odpowiedzi na pytania, jak tylko opłaty związane ze śmiercią Docherty. Po przesłuchaniu Hare'a, jego żona weszła do świadka, niosąc ich córeczki, która cierpi na koklusz . Margaret wykorzystywane kaszel pasuje do dziecka w taki sposób, aby dać sobie czasu na myślenie o niektóre z pytań, i powiedział sądowi, że miała bardzo słabą pamięć i nie pamiętał wielu wydarzeń.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 18:55
          McDougal został wydany pod koniec procesu i wrócił do domu. Następnego dnia poszła kupić whisky i stanęła przez tłum, którzy byli źli na nie sprawdzonej werdyktu. Została zabrana do budynku policji w pobliżu Fountainbridge dla własnej ochrony, ale po mob oblężenia niego uciekła przez okno z powrotem do głównego komisariatu off High Street w Edynburgu. Próbowała zobaczyć Burke, ale odmówiono zezwolenia; zostawiła Edynburg następny dzień, i nie ma wyraźnych Rachunki jej późniejszym życiu. W dniu 3 stycznia 1829 roku, na podstawie opinii dwóch katolickich księży i duchownych Presbyterian Burke podjął kolejną spowiedź. To było bardziej szczegółowe niż oficjalny dostarczonych przed jego procesu; zajął dużą część winy za morderstwa na Hare.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 18:57
          Knox chciał dokonywać żadnych publicznych wypowiedzi na temat jego kontaktów z Burke i Hare. Wspólna myśl w Edynburgu, że był winny w wydarzeniach; był lampooned w karykaturze, aw lutym tłum zebrał się przed jego domem i spalił kukłę niego. Komisja śledcza wyczyszczone go o współudział i poinformował, że oni „widział żadnych dowodów, że dr Knox lub jego asystenci wiedział, że morderstwo zostało popełnione w nabywaniu którykolwiek z przedmiotów wniesionych do jego pokoju”. Zrezygnował ze stanowiska kustosza muzeum Kolegium Chirurgów i stopniowo wykluczeni z życia uniwersyteckiego przez swoich rówieśników. Zostawił Edynburgu w 1842 roku i wykładał w Wielkiej Brytanii i Europie kontynentalnej. Pracując w Londynie padł Faul z przepisami Royal College of Surgeons i został wykluczony z wykładów; został usunięty z rolki towarzyszy Royal Society of Edinburgh w 1848. Od 1856 roku pracował jako patologicznego anatoma w Szpitalu Brompton Raka i miał praktykę lekarską w Hackney aż do śmierci w 1862 roku.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 18:59
          W portrety mediów i kultury popularnej

          Wydarzenia z morderstwami West Port dokonały występy w fikcji. Są one określone w Robert Louis Stevenson „s 1884 opowiadaniu« The Body Snatcher », i Marcel Schwob opowiedział swoją historię w ostatnim rozdziale zmyślonych Lives (1896), podczas gdy autor Edinburgh na bazie Elizabeth Byrd wykorzystywane wydarzenia w jej powieściach reszta bez pokoju (1974) oraz poszukiwanie Maggie Hare (1976). Morderstwa zostały również przedstawiane na scenie i ekranie, zwykle w postaci mocno fabularyzowany.

          David Paterson, asystent Knoxa, skontaktował Waltera Scotta zapytać powieściopisarz czy byłby zainteresowany w formie pisemnej konto morderstw, ale odmówił, mimo długoletniej zainteresowania Scotta w wydarzeniach. Scott napisał później:
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 19:01
          Robert Knox, FRSE FRCSE MWS (4 September 1791 – 20 December 1862), was a Scottish anatomist, zoologist, ethologist and physician. He was a lecturer on anatomy in Edinburgh, where he introduced the theory of transcendental anatomy.

          He is, however, now mainly remembered for his involvement in the Burke and Hare murders. An incautious approach to obtaining cadavers for dissection after the passage of the Anatomy Act and disagreements with professional colleagues ruined his career. A move to London did not improve matters.

          His later pessimistic view of humanity contrasted sharply with his youthful attachment to the ideas of Étienne Geoffroy Saint-Hilaire. Knox also devoted the latter part of his life to theorising on evolution and ethnology, as well as being one of the pioneers of scientific racism in Britain. His work on the latter further harmed his legacy and overshadowed his contributions to evolutionary theory.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 19:03
          Knox returned to Edinburgh by Christmas 1822. On 1 December 1823 he was elected a Fellow of the Royal Society of Edinburgh. During these years he communicated a number of well-received papers to the Royal and Wernerian societies of Edinburgh on zoological subjects. Soon after his election he submitted a plan to the Royal College of Surgeons of Edinburgh for a Museum of Comparative Anatomy, which was accepted, and on 13 January 1825 he was appointed curator of the museum with a salary of £100.

          In 1825, John Barclay offered him a partnership at his anatomy school in Surgeon's Square, Edinburgh. In order for his lectures to be recognised by the Edinburgh College of Surgeons, Knox had to be admitted to its fellowship; a formality, but, at £250, an expensive one.[18] At this time most professorships were in the gift of the town council, resulting in such uninspiring teachers as the professor of anatomy Alexander Monro, who put off many of his students (including the young Charles Darwin who took the course 1825–1827). This created a demand for private tuition, and the flamboyant Knox—in sole charge after Barclay's death in 1826—had more students than all the other private tutors put together.

          He turned his sharp wit on the elders and the clergy of the city, satirising religion and delighting his students. Knox routinely referred to the Bridgewater Treatises as the "bilgewater treatises" and his 'continental' lectures were not for the squeamish. John James Audubon was in Edinburgh at the time to find subscribers for his Birds of America. Shown round the dissecting theatre by Knox, "dressed in an overgown and with bloody fingers", Audubon reported that "The sights were extremely disagreeable, many of them shocking beyond all I ever thought could be. I was glad to leave this charnel house and breathe again the salubrious atmosphere of the streets". Knox's school flourished and he took on three assistants, Alexander Miller, Thomas Wharton Jones and William Fergusson.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 19:04
          Knox left for London after the death of his wife (the remaining children were left with a nephew). He found it impossible to find a university post, and from then until 1856 he worked on medical journalism, gave public lectures, and wrote several books, including his most ambitious work, The Races of Men in which he argued that each race was suited to its environment and "perfect in its own way."[36] His book about fishing sold best.[citation needed] In 1854 his son Robert died of heart disease; Knox tried for a posting to the Crimea but at 63 was judged too old.[37]

          In 1856 he became the pathological anatomist to the Free Cancer Hospital, London. He joined the medical register at its inception in 1858 and practiced obstetrics in Hackney. On 27 November 1860 he was elected an Honorary Fellow of the Ethnological Society of London, where he spoke in public for the last time on 1 July 1862.[38] He continued working at the Cancer Hospital until shortly before his death on 20 December 1862, at 9 Lambe Terrace in Hackney.[39] He was buried at Brookwood Cemetery near Woking, Surrey.[
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 19:05
          According to Richards, The Races of Men advocated "a common material origin of life and its evolution by a process of saltatory descent"; that is to say, new species arose not by gradual change but by sudden leaps due to shifts in embryonic development.[49] Knox tentatively concluded that "simple animals ... may have produced by continuous generation the more complex animals of after ages . . . the fish of the early world may have produced reptiles, then again birds and quadrupeds; lastly, man himself?" Newly formed species survived or perished according to external conditions, which acted as "potent checks to an infinite variety of forms". For one contemporary reviewer, his claim that "Species is the product of external circumstances, acting through millions of years" was "bold, disgusting, and gratuitous atheism." In modern terms, he proposed a theory of saltatory evolution, in which "deformations" in embryonic development produced "hopeful monsters" that, if fortuitously suited to the prevailing environmental conditions, gave rise to new species in a single, macroevolutionary leap. In 1857 he wrote: "The conversion of one of these species into another cannot be so difficult a matter with Nature, especially when all or most of the specific characters are already present in the young. Thus a given species may perish, but another of the same consanguinité takes its place in space: it is a question of time... Thus parenté extends from species to genus and from genus to class and order, in characters not to be misunderstood."
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 19:17
          16 września 1890 Louis Le Prince - Le Prince był pionierem filmów, zniknął po wejściu do pociągu Paryż-bound w Dijon we Francji.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 19:21
          Le Prince zniknął w tajemniczych okolicznościach w roku 1890 w czasie podróży pociągiem z Dijon do Paryża, na krótko przed oficjalnym pokazem jego wynalazku, zaplanowanym w Stanach Zjednoczonych. Pomimo intensywnych poszukiwań rodziny oraz policji francuskiej i angielskiej, nie udało się znaleźć żadnego śladu jego ciała lub bagażu. Obecnie uważa się na podstawie fotografii będącej w posiadaniu paryskiej policji, że utonął.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 20:42
          Homer Lemay - sześciolatek, który zaginął w nieznanych okolicznościach w 1921 roku. W dniu 8 marca 1921 roku ze stawu położonego niedaleko O'Laughlin Stone Company w Brookfield wyłowiono ciało małego chłopca. Władze szacowały jego wiek na 5 - 7 lat. Nie udało się ustalić dokładniejszych danych, gdyż ciało mogło bardzo długo przebywać w wodzie. Chłopczyk został uderzony w głowę tępym narzędziem a następnie mógł zostać utopiony. Miał blond włosy, brązowe oczy oraz braki w uzębieniu mogące powstać w trakcie uderzenia. Jego ubranko świadczyło że pochodził z bogatej rodziny. Policja wystawiła jego ciało w domu pogrzebowym w celu identyfikacji - jednak nikt go nie rozpoznał. Chłopczyk został pochowany 17 marca 1921 roku.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.05.20, 20:57
          Mniej więcej w tym samym czasie zaginął sześcioletni Homer Lemay. Sugerowano, że odnalezione zwłoki Małego Lorda to są zwłoki Lemay-a. Lemay był pod opieką przyjaciół rodziny i jak twierdził jego ojciec zginął podczas wypadku w drodze do Ameryki Południowej. Jednak nie było żadnego świadectwa zgonu chłopca.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.05.20, 00:11
          W nocy z 30 na 31 grudnia 1931 roku w wilii rozegrały się straszne sceny. Domowników obudził przeraźliwy krzyk. Był to Staś, który odnalazł ciało siostry. 17-latka leżała z poduszką na głowie. Gdy ją podniósł zobaczył, że dziewczyna jest cała we krwi. Na miejscu błyskawicznie pojawił się także Henryk Zaremba i ubrana w futro Rita Gorgonowa.

          Z zeznań 14-latka wynikało, że widział tajemniczą postać, która najpierw ukryła się za choinką, a później uciekła na werandę. Na miejscu szybko pojawiła się także żandarmeria, która zaczęła wyjaśniać dokładne okoliczności sprawy. Ustalono, że za morderstwem musiał stać ktoś z domowników. Okno w pokoju Lusi było bowiem zbyt małe, by ktoś mógł przez nie przedostać się do środka, nie znaleziono też śladów śniegu, które sprawca zostawiłby po sobie, gdyby przyszedł z dworu, do tego nie szczekał pies. Znaczyło to, że zwierzę musiało znać napastnika.

          Początkowo podejrzewano, że za zbrodnią może stać ogrodnik, lub chłopak, który podkochiwał się w ofierze, ostatecznie jednak oskarżenia rzucono na Ritę Gorgonową. Funkcjonariusze ustalili, że kobieta zabiła Elżbietę, uderzając ją w głowę żelaznym dżaganem do rozbijania lodu, a później upozorowała gwałt, by odsunąć od siebie podejrzenia. Narzędzie zbrodni znaleziono w basenie, na tyłach willi, zaś na futrze Gorgonowej miały być widoczne ślady krwi.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.05.20, 00:23
          Rodzeństwo Sodder

          Wielodzietna rodzina Sodder spędzała wigilię 1945 roku w swoim domu w Fayetteville w Zachodniej Wirginii. Wieczorem Maurice (14 l.), Martha (12 l.), Louis (10 l.), Jennie (8 l.) oraz Betty (5 l.) poprosili o pozwolenie na zostanie w salonie dłużej, by móc pobawić się nowo otrzymanymi zabawkami. Reszta rodziny udała się spać, a dzieci zostały same, jednak przed pójściem spać miały starannie pogasić wszystkie światła, pozamykać drzwi i pozasuwać zasłony. Krótko po północy matkę dzieci, Jenny, zbudził telefon. Gdy zaspana podniosła słuchawkę usłyszała kobiecy głos pytający o kogoś, kogo ta nie znała (Jenny później nie mogła przypomnieć sobie nazwiska). Po wyjaśnieniu, że to najpewniej pomyłka tajemnicza kobieta zaśmiała się krótko i odłożyła słuchawkę. Podczas rozmowy w tle słychać gwar rozmów innych ludzi. Przed powrotem do łóżka kobieta zdążyła zauważyć, że dzieci pozostawiły światła włączone, a drzwi wejściowe niezamknięte. Wróciła do łóżka, lecz niedługo potem została zbudzona przez dziwny hałas dochodzący z dachu. Przebudziła się i poczuła swąd spalenizny. Zbudziła męża i oboje prędko przekonali się, że cały dom stoi w płomieniach. Była 1:30 nad ranem. Dwóch najstarszych synów, John i George, oraz córka Marian zareagowali na wołanie rodziców i wybiegli z domu. Udało się również wydostać z domu śpiącą trzyletnią Sylvię. Nigdzie nie było śladu po piątce wspomnianych wcześniej dzieci. Ogień uniemożliwił dostanie się na piętro, więc głowa rodziny, George, pobiegł do stodoły po drabinę, aby dostać się do pokoi dzieci przez okna. Jednak pomimo usilnych poszukiwań drabiny nigdzie nie było. Została znaleziona dopiero dużo później w rowie nieopodal domu.
          Ogień potrzebował zaledwie 45 minut, by spalić cały dom. O 8 rano pozostały już tylko dymiące fundamenty. Pierwsze oględziny nasuwały jednoznaczne wnioski: za pożar miała odpowiadać wadliwa instalacja elektryczna, a piątka dzieci zginęła w płomieniach. Mimo to, nie udało się odnaleźć żadnych ludzkich szczątków. Dało to państwo Sodder nadzieję, że ich dzieci jednak żyją.
          W czasie śledztwa udało się znaleźć kogoś, kto twierdził, że widział „kule ognia” wrzucane na dach domu a przed domem zaparkowana była furgonetka, do której wsiadały dzieci (kto to był i czy jakoś reagował - nie mogę nic o tym znaleźć, dlatego ta informacja wydaje mi się mocno naciągana).
          Sodderowie utrzymywali również, że przyczyną pożaru nie było spięcie, ani wadliwa instalacja. Gdy wybiegali z domu lampki na choince wciąż się paliły. Gdyby doszło do spięcia w domu najprawdopodobniej nie byłoby prądu.
          Rodzina wydała wszystkie swoje oszczędności na prywatnych detektywów. W barze oddalonym o 2 godziny drogi od domu Sodderów udało się odnaleźć kelnerkę, która podawała śniadanie piątce dzieci podobnych do zaginionego rodzeństwa. Dzieciom towarzyszyli dorośli, lecz kobieta nie potrafiła przywołać w pamięci ich wyglądu ani żadnych przydatnych szczegółów. Rodzina ufundowała ogromny billboard, przy drodze nieopodal której mieszkali, ze zdjęciami dzieci i prośbą o pomoc w ich odnalezieniu. W 1949 roku George Sodder sprowadził specjalistów, by jeszcze raz przebadali pozostałości domu. Udało się wtedy znaleźć niewielkie fragmenty kości, które potem okazały się należeć do kogoś w wieku od 16 do 22 lat, co tylko bardziej skomplikowało sprawę. Jednak możliwe jest, że zostały przyniesione w to miejsce z pobliskiego cmentarza przez zwierzęta.
          W 1968 roku pewien detektyw napisał do gazety artykuł, w którym analizował sprawę ponownie. Parę miesięcy później Sodderowie otrzymali pocztą tajemnicze zdjęcie. Przedstawiało młodego mężczyznę łudząco przypominającego Louisa. Na tyle zdjęcia ktoś napisał: „Louis Sodder. I love brother Frankie. Ilil Boys.” Poniżej dodane było: „A90132” lub „A90135”. Do dziś nie wyjaśniono, kto znajduje się na zdjęciu, ani przez kogo zostało wysłane. Jednak umocniło to przekonaniu Sodderów, że dzieci zostały porwane, a ogień miał móc w ich uprowadzeniu. Rodzina wynajęła detektywa C.C. Tinsley’a, by zbadał sprawę zdjęcia. Po tym, jak mężczyzna wyjechał do Kentacky słuch o nim zaginął i nie udało się go nigdy odnaleźć.
          Niedługo potem George Sodder zmarł, jego żona odeszła w 1988. Do końca życia wierzyli, że ich dzieci żyją i najprawdopodobniej padły ofiarami zorganizowanego porwania.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.05.20, 00:24
          Kim była skazana? W 1915 roku agenci Ochrany zwrócili uwagę na pewną tancerkę znaną pod nazwiskiem Erny Kraft. Była to młoda i piękna kobieta, która pojawiła się w Warszawie już po wybuchu wojny o tańczyła w tamtejszych lokalach. Kręciła się głównie wśród młodych oficerów szukających rozrywek. Umiejętnie sprowadzała rozmowy na cele wojskowe i sytuacji na froncie.
          Jednak chociaż Erna sama szukała kontaktów z oficerami nigdy nie pozwalała sobie na kontakty innego rodzaju. Zazwyczaj upijała panów, a gdy sytuacja była już zbyt zaogniona podsyłała panom co bardziej chętne koleżanki.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.05.20, 00:33
          Randy Steven Kraft urodził się 19 marca 1945 roku w Long Beach, w stanie Kalifornia. Był czwartym dzieckiem Opal i Harolda Kraftów. Miał 3 starsze siostry. Jego ojciec zarabiał na życie jako pracownik produkcyjny, natomiast matka była szwaczką. We wczesnym dzieciństwie chłopiec uległ dwóm groźnym wypadkom. Gdy miał zaledwie rok spadł z kanapy i złamał obojczyk, a kilkanaście miesięcy później stracił przytomność po upadku ze schodów.
          W 1948 roku rodzina przeniosła się do Midway City, w hrabstwie Orange. Gdy Randy skończył 5 lat, został zapisany do szkoły podstawowej, gdzie uważano go za bardzo zdolnego ucznia. W liceum grał na saksofonie w szkolnym zespole muzycznym i zaczął interesować się polityką. Po ukończeniu szkoły średniej w czerwcu 1963 roku, przeprowadził się wraz z grupą przyjaciół do miasta Pomona, gdzie rozpoczął studia na wydziale ekonomii w Claremont College.
          Często brał udział w demonstracjach zwolenników wojny w Wietnamie, a w 1964 roku zaangażował się w kampanię wyborczą prawicowego kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych z ramienia Partii Republikańskiej, Barry’ego Goldwatera. Jednak już rok później radykalnie zmienił swoje poglądy polityczne z konserwatywnych na lewicowe.
          Zapuścił wąsy i włosy, znalazł także pracę w niepełnym wymiarze godzin, jako barman w gejowskim barze w Garden Grove. Chociaż jego homoseksualizm był znany w kampusie, to najbliższa rodzina nadal nie miała o tym pojęcia.
          Kraft pochłaniał też spore ilości valium podejmując daremne próby powstrzymania silnych bólów brzucha i migreny.
          W 1966 roku opuścił kampus i zamieszkał z przyjacielem w Huntington Beach, spędzając większość wolnego czasu w gejowskich barach. Wkrótce został aresztowany za lubieżne zachowanie wobec policjanta działającego pod przykrywką, ale ostatecznie nie stanął za to przed sądem. Z powodu zamiłowania do alkoholu, narkotyków i hazardu musiał powtarzać rok, w wyniku czego tytuł licencjata z ekonomii uzyskał dopiero w lutym 1968 roku.
          W tamtym czasie zatracił się całkowicie przy innej kampanii politycznej, pracując dla Roberta Francisa Kennedy’ego, ubiegającego się o nominację Partii Demokratycznej na urząd prezydenta USA. Jego zapał został doceniony listem z podziękowaniami od samego Kennedy’ego. Kiedy w czerwcu 1968 roku polityk zginął od kuli zamachowca, Kraft załamał się. Kilka dni później zaciągnął się do służby w Siłach Powietrznych Stanów Zjednoczonych, zdobywając wysokie noty w testach sprawnościowych. Następnie wysłano go do bazy lotniczej Edwards Air Force Base, gdzie nadzorował malowanie samolotów testowych
          Rodzina Krafta była w szoku, gdy wyjawił im, że jest gejem. 26 lipca 1969 roku został zwolniony z dalszej służby w siłach powietrznych z powodów zdrowotnych. Prawdziwa przyczyna, dla której musiał odejść z armii, była jednak inna. Powiedział przełożonym o swojej orientacji seksualnej, czego wówczas nie tolerowano w wojsku. Po powrocie do cywila, ponownie stanął za barem i na dobre zaczął obracać się w towarzystwie gejów. Któregoś razu powiedział tajemniczo do przyjaciół: „Jest taka część mnie, o której nigdy się nie dowiecie”. Dopiero po upływie kolejnych czternastu lat wyszło na jaw, co tak naprawdę miał wtedy na myśli
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.05.20, 00:39
          Wieczorem 29 marca 1975 roku, w Long Beach zniknął 19-letni Keith Daven Crotwell. Trzech chłopców łowiących 8 maja rozgwiazdy, natknęło się na jego odciętą głowę porzuconą obok przystani. Kiedy przyjaciele zamordowanego dowiedzieli się o tym, przypomnieli sobie czarno-białego mustanga, którym Crotwell odjechał feralnego wieczoru pod koniec marca.
          Kilka dni później zlokalizowali auto i zgłosili ten fakt na policję. Policjanci sprawdzili jego numery rejestracyjne i 19 maja przesłuchali właściciela samochodu, którym był Randy Kraft. Mężczyzna przyznał, że podwiózł Crotwella, ale wysadził go przed czynną przez całą noc kafejką. Detektywi chcieli oskarżyć Krafta o popełnienie morderstwa, ale prokuratorzy z hrabstwa Los Angeles zrezygnowali z tego pomysłu, tłumacząc się brakiem reszty ciała i niemożnością określenia dokładnej przyczyny śmierci 19-latka.
          Kraft był wówczas zatrudniony w niepełnym wymiarze godzin jako operator komputera w firmie zajmującej się czarterowaniem samolotów, mającej siedzibę na lotnisku w Long Beach. Jego przewlekłe migreny i bóle brzucha nasilały się z każdym dniem, powodując bezsenność. Lekarze zdiagnozowali u niego hipoglikemię.
          W czerwcu 1975 roku został aresztowany za lubieżne zachowanie w Cherry Park. Wieść o tym dotarła do jego pracodawcy, który natychmiast usunął go z zajmowanego stanowiska. Zdobyte doświadczenie w branży komputerowej pozwoliło mu jednak szybko uzyskać posadę w innej firmie konsultingowej.
          Z sylwestrowej imprezy w San Juan Capistrano w 1975 roku, zniknął 22-letni Mark Hall. Jego nagie ciało znaleziono 3 stycznia 1976 roku w lesie Cleveland National Forest. Zwłoki były przywiązane do drzewa. Młodzieniec przed śmiercią był torturowany, został również zgwałcony analnie. Nogi miał pocięte nożem. Jego oczy, twarz, klatkę piersiową i genitalia przypalono zapalniczką. Do cewki moczowej wepchnięto mieszadełko do drinków z tak dużą siłą, że aż przebiło ono jego pęcherz.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.05.20, 00:47
          Z zaszyfrowanej listy ofiar morderstw dokładnie wykaligrafowanych w dwóch kolumnach – 30 wpisów po lewej stronie i 31 po prawej – policji udało się rozszyfrować 45 zapisków i dopasować do konkretnych osób. Ostateczne z zestawienia wynikało, że zamordowanych zostało 67 osób, z czego 22 nigdy nie udało się zidentyfikować.
          Kraft nie był skory do pomocy. Uparcie twierdził, że notatki te dotyczyły znanych mu gejów, którzy przecież żyją, są cali i zdrowi. „Ta lista jest niewinna – powiedział. – Ja też jestem niewinny”. Policja podejrzewała, że przy kilku morderstwach wspólnikiem Krafta był jego były kochanek, Jeff Graves, z którym Randy mieszkał w latach 1971-1976. Po aresztowaniu Krafta w 1983 roku, Graves był przesłuchiwany w związku z uprowadzeniem i zabójstwem Keitha Crotwella w 1975 roku. Odparł wówczas śledczym: „Wiecie co, nie mam zamiaru zostać w to wrobiony!”. Graves 27 lipca 1987 roku zmarł na AIDS i zabrał ze sobą tajemnicę do grobu.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.05.20, 20:17
          Truskolasy - nieduża miejscowość położona obecnie w województwie śląskim w roku 1933 była areną "tajemniczego" morderstwa. W nocy, w niewielkiej willi otoczonej ogródkiem zamordowano żonę właściciela miejscowej apteki Helenę Kosztulską. Morderstwo przypominało bardzo podobną zbrodnię popełnioną w sąsiedniej miejscowości i do tej pory nie wyjaśnioną.Sprawa z Truskolask też nie została do końca wyjaśniona a proces był procesem poszlakowym. W Truskolasach oboje małżonkowie, będący już starszymi ludźmi od kilku lat wynajmowali aptekę niejakiemu Skasskiemu. Pierwszym podejrzanym stał się mąż ofiary Kosztulski. Jednak ten przypominał załamanego całą sprawą starca a nie zbrodniarza. Podejrzenie wzięło się stąd, że Kosztulski od iluś lat miał kochankę i chciał ją sprowadzić do Truskolask. Śledczy zaniedbali też pewne dowody sprawy, gdyż ubranie zmarłej zostało wyprane a tym samym nie mogło stanowić dowodu. O ile Kosztulski to starzec stojący nad grobem i nie miał motywów do popełnienia tej zbrodni - gdyż podobno żona wiedziała o jego kochance od 9 lat i chociaż źle to znosiła nikt nic nie zrobił w tej sprawie. Po drugie Kosztulski na śmierci żony zyskałby 5 złotych z wynajmu apteki a trudno za tak małą kwotę narażać się na sądy. Inaczej sprawa miała się ze Skalsskym. Temu kończyła się umowa najmu apteki. A poza tym w ówczesnych Truskolasach tajemnicą Poliszynela było to, że Skalssky prowadzi jakieś ciemne interesy na których się dorabia a apteka jest tylko przykrywką dla czegoś innego. Ten miał większe motywy, bo gdyby małżonkowie nie przedłużyli mu umowy nie miałby gdzie prowadzić swoich ciemnych sprawek.
          Jednak ku zaskoczeniu wszystkich sąd skazał Koszutulskiego na 10 lat więzienia oraz pozbawienia praw publicznych na 10 lat argumentując, że mimo zaawansowanego wieku Kosztulski mógł udusić żonę. Motywem miała być chęć pozbycia się małżonki i zamieszkania z kochanką oraz chęć zysku. Przypominam, że zyskałby on na tym 5 złotych. Natomiast co było jeszcze większym zaskoczeniem sąd uniewinnił Skasskiego - argumentując to tym, że brak jest dowodów winy przeciwko niemu.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.05.20, 23:27
          W gazetach pojawiają się ogłoszenia: 300 zł miesięcznie może zarobić każdy lub każda. Nie trzeba nauki. Zarobek można traktować jako uboczne zajęcie. Poszukiwani są emeryci i dobrze prezentujące się panie. Pracuje się na prowizję i na stałą pensję. Proszę się zgłaszać.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.06.20, 00:21
          Umowa o ekstradycję między Polską a Belgią nie była jeszcze podpisana tak więc Ministerstwo Spraw Zagranicznych pertraktowało o wydanie Onyszkowa stronie Polskiej. Pertraktacje te przedłużały się. Natomiast sam Onyszków starał się o list żelazny* czyli o pozwolenie swobodnego powrotu do kraju. Sąd Lwowski zgodził się domagając się kaucji w wysokości 70 000 złotych, jednak tej Onyszków nie złożył i sprawa upadła. W końcu Belgia zgodziła się go wydać Polsce, gdzie trafił do więzienia.


          *To specjalny dokument, przyrzekający oskarżonemu pozostawanie na wolności do czasu prawomocnego zakończenia procedury karnej. W zamian za list żelazny oskarżony zobowiązuje się odpowiadać w procesie z tzw. „wolnej stopy”.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.06.20, 00:33
          Giełda Pracy Handla - 1932

          10 złotych za posadę. Giełda pracy oszusta.
          Aresztowanie dyrektorów Spółdzielczego Banku Ludowego Wahla i Onyszkowa seniora, wywołało wielką konsternację. Sędzia Śledczy Słowikowski przesłuchuje cały dzień wmieszanych w tę aferę, gdyż sprawa ta zatoczyła bardzo szerokie kręgi.
          Główny sprawca i oszust Edmund Onyszków wyjechał do Belgji, gdzie w Brukseli w własnym domu założył bank. Onyszków na kilka miesięcy przed ucieczką ożenił się z bardzo bogatą panną z Poznania, a uciekłszy z nią zagranicę, prócz domu, kupił jeszcze farmę pod Paryżem. Razem z nim uciekł spólnik jego Marian Händel, ale bez żony, która została w kraju.
          Händel początkowo wspólnie z Onyszkowem prowadzili interesy bankowe w Brukseli, później jednak pokłócili się i Händel wrócił do kraju. Na powrót jego wpłynęła rownież tęsknota za żoną. Händel przyjechał do Warszawy, skąd żona jego pochodzi i przez kilka miesięcy ukrywał się przed władzami. Rozzuchwalony swojem powodzeniem Händel wyjechał do Krakowa i tam znowu dopuścił się szeregu oszustw. Założył on mianowicie w Krakowie. tzw. "giełdę pracy", która polegała na tem, że każdy starający się o posadę miał wpłacić 10 zł. na konto P.K.O., a po wpłaceniu odpowiedniej kwoty miał otrzymać zajęcie. Było to zwykłe naciąganie ludzi. Bowiem Händel nie mógł dostarczyć żadnych posad. Oszukańczy ten interes szedł tak dobrze, że Händel zamierzał nawet założyć filie w Warszawie i Lwowie. Pertraktacje celem założenia filii były na ukończeniu, gdy wkroczyła w to policja. Wydział śledczy w Krakowie, do którego wpłynęły doniesienia na oszustwa, zajął się jego osobą, a ponieważ równocześnie miał w posiadaniu listy gończe jakie za Handlem wysłała policja lwowska, aresztował go i odstawiła do Lwowa. Händel od dziewięciu miesięcy już siedzi w więzieniu i zapewne długo tam jeszcze pozostanie
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.06.20, 00:57
          I na tym cała sprawa mogła by się zakończyć, gdyby nie dalsze losy Händla. Przed wojną był akwizytorem reklam kinowych. Jesienią 1940 roku staje na czele straży świeżo wznoszonych murów getta. Później zastępca kierownika a następnie inspektor policji żydowskiej w getcie. Był łącznikiem między władzami okupacyjnymi a gminą żydowską, był na usługach gestapo. Prowadził też grupy robotników do pracy. Decyduje o posunięciach personalnych gminie , prowadzi też "uboczną działalność" obiecując interwencje za które każe sobie słono płacić. Uciekł z getta przed samą likwidacją, rozstał rozpoznany w Caracas ale tam zmienił nazwisko na Kalinowski. Ktoś doniósł o jego przeszłości a gmina żydowska wytoczyła mu proces o współpracę z Niemcami. Wiemy, że ucieczki to jego specjalność. Ponownie uciekł zostawiając żonę i dziecko.
          Niestety nie wiemy jak potoczyły się dalsze losy obydwu. Jeżeli coś znajdę to na pewno wrzucę.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.06.20, 00:57
          I na tym cała sprawa mogła by się zakończyć, gdyby nie dalsze losy Händla. Przed wojną był akwizytorem reklam kinowych. Jesienią 1940 roku staje na czele straży świeżo wznoszonych murów getta. Później zastępca kierownika a następnie inspektor policji żydowskiej w getcie. Był łącznikiem między władzami okupacyjnymi a gminą żydowską, był na usługach gestapo. Prowadził też grupy robotników do pracy. Decyduje o posunięciach personalnych gminie , prowadzi też "uboczną działalność" obiecując interwencje za które każe sobie słono płacić. Uciekł z getta przed samą likwidacją, rozstał rozpoznany w Caracas ale tam zmienił nazwisko na Kalinowski. Ktoś doniósł o jego przeszłości a gmina żydowska wytoczyła mu proces o współpracę z Niemcami. Wiemy, że ucieczki to jego specjalność. Ponownie uciekł zostawiając żonę i dziecko.
          Niestety nie wiemy jak potoczyły się dalsze losy obydwu. Jeżeli coś znajdę to na pewno wrzucę.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.06.20, 23:54
          Pogrzeb ofiar (sześć karawanów) odbył się 19 grudnia 1933. Kondukt liczący 30 tysięcy osób przeszedł z centrum miasta, ulicą Podgórną i Alejami Marcinkowskiego, koło miejsca katastrofy na cmentarz św. Wojciecha. W pogrzebie wziął udział bp Walenty Dymek
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.06.20, 23:58
          O godzinie 7.27 pociąg osobowy nr 1522 z Rogoźna, na skutek zamarznięcia zwrotnic zatrzymany zostaje pod sygnałem wjazdowym na stacji Poznań. Zaraz za nim z Wronek nadjeżdża pociąg osobowy nr 4132. Jego maszynista, z powodu mgły i uchodzącej z parowozu pary, nie zauważa składu stojącego pod semaforem Mija kilka sekund i mieszkańcy okolicznych domów słyszą straszny huk zderzenia.

          Trzy wagony pociągu rogozińskiego toczą się z nasypu i rozbijają doszczętnie, dalsze wiszą na krawędzi wału. Na miejscu giną dwie osoby, w szpitalu umierają kolejne – ostateczny bilans tej największej wówczas katastrofy kolejowej w Polsce to osiem ofiar śmiertelnych i kilkudziesięciu rannych. Grozę wydarzenia podkreśla koszmarny widok rozrzuconych w nieładzie, rozbitych wagonów.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 02.06.20, 00:10
          KATASTROFA KOLEJOWA Z 1945 ROKU
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 02.06.20, 00:10
          KATASTROFA KOLEJOWA Z 1945 ROKU
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 02.06.20, 00:11
          KATASTROFA KOLEJOWA W POZNANIU Z 1945 ROKU
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 02.06.20, 18:22
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/wd/qa/jcow/o5b45bQW35bhPrd6fX.jpg

          ZDJĘCIE Z KATASTROFY KOLEJOWEJ, KTÓRA MIAŁA MIEJSCE W GRUDNIU 1933 ROKU POD POZNANIEM
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 02.06.20, 18:33
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/wd/qa/jcow/xGpsj9091qYFtqK7UB.jpg
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 02.06.20, 19:04
          Mały wypadek - zaledwie kilku rannych. W tym czasie prawie 400 ciężko rannych i umierających zamarzało bez pomocy. Nikt w Paryżu nie pomyślał o wysłaniu pociągu sanitarnego i lekarzy. Nawet nie poinformowano odpowiednich służb o wysłaniu na miejsce lekarzy, noszy, bandaży, środków medycznych. Prefekt Paryskiej Policji dowiedział się o wypadku dopiero o godzinie 23:00 i natychmiast wysłał 20 noszy stosując się do przekazanej mu informacji. Nie powiedziano mu jednak, że potrzeby są o wiele większe i że nie jest to mały wypadek ale ogromna katastrofa. W Parlamencie dowiedziano się dopiero o 23:00 że kompania kolejowa odnotowała 5 przypadków śmiertelnych, podczas gdy w rzeczywistości ludzie pracujący na miejscu wydobyli 80 pierwszych zwłok. Ranni wili się z bólu, gdy próbowano ich wydobyć spod sterty drewna ze starych wagonów, które nie powinny już być puszczane na tory.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 02.06.20, 19:51
          Władze kolejowe Paryża przez cały ten czas nie dawały znaku życia. Deputowany Rollin został opatrzony jako jeden z pierwszych. Niestety nadaremnie. Cały personel dokonał wszystkiego, jednak z uwagi na zbyt wielki rozmiar nieszczęścia nie mogli sprostać zadaniu.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 11.06.20, 20:09
          W młodości Dillinger był wychowywany przez swoją siostrę do czasu, aż jego ojciec ożenił się ponownie 23 maja 1912 w hrabstwie Morgan z Elizabeth „Lizzie” Pola (1878–1933). Dillinger początkowo był zazdrosny i nie lubił swojej macochy. Jego ojciec i macocha mieli troje dzieci: Huberta Dillingera (ur. ok. 1913/14-1974), Doris M. Dillinger (1917–1921) oraz Frances Dillinger (ur. ok. 1922-2015).
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 11.06.20, 20:14
          Jego ojciec prowadził akcję na rzecz uwolnienia Dillingera i zebrał 188 podpisów na petycji dotyczącej jego uwolnienia. Dillinger uzyskał warunkowe przedterminowe zwolnienie i 10 maja 1933, po odbyciu ośmiu i pół roku kary, opuścił więzienie.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 11.07.20, 20:49
          -4-
          Jednak zaszło coś czego Jurczykowa nie przewidziała. Była pewna, bo przecież sowicie zapłaciła za zabicie męża. Co prawda Kozioł był znanym w Strzemieszycach przestępcą, Kradł gdy był głodny, kradł bo inni kradli. Jednak okazało się że nie był tak do końca zdeprawowany. Kraść kradł ale nie zabijał!!! Pierwszy raz udaremnił plan żony Jurczyka nie dając jej trucizny a nieszkodliwy preparat z czosnku, tak i teraz cofnął się przed samą zbrodnią. Co więcej cały plan uknuty z kobietą zdradził jej mężowi. Jurczyk nie chciał mu początkowo wierzyć ale gdy zobaczył niezbite dowody w końcu uwierzył. Podobnie jak Jurczykowa nie spał całą noc. Pewno wyobrażał sobie swój pogrzeb. Gdy rano żona weszła do domu i zobaczyła męża żywego zbladła, zastanawiając się co się stało że jej mąż jeszcze żyje, gdzie jest Kozioł i dlaczego nie jest jej dane związać się z kochankiem. Niebawem znalazła odpowiedź gdy przyszła policja. Jurczyk ubrał się ale zamiast swe kroki skierować do pracy w Katowicach, zgłosił się na policję, by złożyć doniesienie. Już nie pobłażał żonie. Gdy przyszła policja kobieta wypierała się wszystkiego ale dopiero pod wpływem zeznań Kozła - ten był szczery aż do bólu - przyznała się do zamiaru zabicia męża.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.07.20, 23:50
          -4-

          Gdyby nie wypadek na następny dzień planowali przejść grań Mięguszowieckiego od przełęczy pod Chłopkiem na główny wierzchołek Mięguszewieckiego Szczytu. Wejście pod Żabią Przełęcz mimo że nie przedstawia większych trudności to odrywające się kamienie były już przyczyną wielu wypadków.
          Przedstawiony tutaj wypadek zakończył się śmiercią lekarki w wyniku złamania podstawy czaszki.

          Tajny Detektyw 1934
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.07.20, 18:16
          Asghar zabijał chłopców tuż po odbyciu z nimi stosunku: bił ich do nieprzytomności, a potem odrzynał głowę. W przynajmniej jednym wypadku ofiara ocknęła się w trakcie operacji i zaczęła - bezskutecznie, rzecz jasne - błagać o życie.

          Tajny Detektyw 1934
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.07.20, 20:36
          Podejrzani rzeczywiście wsiedli do pociągu w Pierzyskach. W Gnieźnie czekali już na nich funkcjonariusze z miejscowej komendy PP. Zakutych w kajdanki przewieziono do urzędu śledczego w Poznaniu.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.07.20, 20:38
          Prowadzący śledztwo funkcjonariusze sceptycznie przyjęli wyjaśnienie zbrodniarza o działaniu w afekcie. Z zebranego materiału wyraźnie zaczął rysować się finansowy motyw tego zabójstwa. Dla „wszystkowiedzących” sąsiadów z kamienicy był on oczywisty. „Głos Poranny” podchwycił ten wątek: [Maria, z domu Nowicka] była gospodynią w kilku zamożnych domach. Uczciwa, rzetelna, pracą uciułała sobie pokaźny kapitalik, przeszło 4 tysiące złotych, i… zaczęła myśleć o szczęściu małżeńskim. [Lange] przedstawił się jej za urzędnika wojewódzkiego, który ma 200 zł pensji i 100 zł renty inwalidzkiej. Uwierzyła, zakochała się i postanowiła wyjść za mąż (…).
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.07.20, 20:40
          Miesiąc później w jednym z dzienników bydgoskich ukazało się krótkie ogłoszenie: „samotny pan poszukuje gospodyni”. Na anons odpowiedziała 30-letnia Aniela Wiśniewska. Następnego dnia pod podany adres zgłosił się elegancko ubrany mężczyzna, w wieku ok. 35 lat. Nie zastawszy jej w domu, pozostawił właścicielce mieszkania list. Ta, wiedziona ciekawością, zajrzała do środka. „Pan Dziedzic” prosił Wiśniewską o spotkanie i wspólny wyjazd do Złotnik Kujawskich w celu omówienia szczegółów angażu. Dwa dni później robotnicy drogowi odkryli zwłoki Anieli na skraju lasu, przykryte gałęziami. Kobieta miała podcięte gardło i nic cenniejszego przy sobie. Gospodyni Wiśniewskiej szczegółowo opisała „pana dziedzica”. Rysopis pasował do Langego.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.07.20, 20:44
          1 grudnia 1934 r. Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał wyrok skazujący Franciszka Langego za zabójstwo swej żony Marii na karę śmierci przez powieszenie. Za inne przestępstwa – lakonicznie poinformowała prasa codzienna - Lange skazany został na szereg lat więzienia. Jako łączną karę sąd wymierzył karę śmierci.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.07.20, 18:22
          Do schwytania zwyrodnialca przyczyniły się dwie nastolatki, które Ensztajn zmusił do wspólnej tułaczki, w trakcie której opowiadał o popełnionych zbrodniach. Ofiarom udało się zaalarmować policjanta, który ruszył w pogoń za Ensztajnem. Mordercę ujęto na terenie klasztoru reformatów we Włocławku. Wkrótce powiązano go z serią morderstw, która miała miejsce w Łowiczu. Gdy został przetransportowany na wizję lokalną do Łowicza, na stacji kolejowej tłum ludzi usiłował porwać Ensztajna z rąk policji, w celu dokonania na nim linczu, jednak policji udało się opanować sytuację
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.07.20, 19:02
          -2-

          Widząc, że dziewczynki rozmawiają z policjantem uciekł do pobliskiego klasztoru, gdzie został ujęty. Jego wygląd wzbudzał kontrowersje więc został dokładnie przesłuchany. Twierdził, że od dłuższego czasu prowadzi życie włóczęgi więc nie wygląda najlepiej. Funkcjonariusze postanowili zaryzykować i powiedzieli mu, że mają rysopis mordercy spod Łowicza i on doskonale im pasuje do opisu. Najpierw przyznał się do wszystkiego. Potem twierdził, że kobietę pod Włocławkiem zamordował jakiś Józef zwany "Amerykaninem".
          21 lipca 1934 roku o godzinie 11:30 po trwającym blisko rok śledztwie Tadeusz Ejnsztajn stanął przed sądem. Był to sensacyjny proces roku 1934. Mimo, że proces wyznaczony był na godzinę 11:30 już od rana sala sądu wypełniła się publicznością.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.07.20, 23:40
          Niecnotliwa Zuzanna

          Przed sąd w Paryżu trafiła nietypowa sprawa. Mąż oskarżył swoją żonę o cudzołóstwo. Przed sądem stanęła śliczna, młoda kobieta która wcale nie zaprzeczała oskarżeniom. Przyznała, że straszy od niej o 36 lat mąż na wiele jej pozwala, wręcz ją rozpieszcza ale ona po jakimś czasie zaczęła się spotykać z młodym przyjacielem.
          Na pytania sądu, że przecież wiedziała o różnicy wieku z rozbrajającą szczerością wyznała, że gdy wychodziła za mąż była młodą, naiwną i nie doświadczoną dziewczyną i wówczas nie rozumiała jeszcze jakie znaczenie ma tak znaczna różnica wieku pomiędzy małżonkami. Sędzia musiał wydać wyrok i skazał ją na ...zapłacenie 16 franków grzywny
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 07.08.20, 23:42
          Trudno powiedzieć, czy dla dziewczyny był wówczas jeszcze jakiś ratunek. Wiele wskazuje, że nie. Marzyła o własnym domu. Ale gdy nadarzyła się okazja, by go wreszcie założyć, Lee okazała się zupełnie niezdolna do „normalnego” życia. W 1976 r., podczas podróży autostopem na Florydę, poznała szefa klubu jachtowego, Lewisa Gratza Fella. Choć był niemal pół wieku od niej starszy, błyskawicznie się z nią ożenił i spełniał wszystkie zachcianki. Małżeństwo przetrwało… niecałe dwa miesiące. Aileen wdała się w bójkę w lokalnym barze, a świeżo poślubionego męża zaatakowała jego własną laską. I tak było właściwie zawsze. Lee regularnie wchodziła w konflikty z prawem – początkowo było to „zakłócanie ciszy i spokoju”, z czasem, coraz częściej, ataki z bronią w ręku czy pobicia. Jej wybuchy furii stawały się coraz bardziej niekontrolowane. Upadek na dno przyspieszyła prostytucja. Tym bardziej że uprawiała jej najbardziej niebezpieczny rodzaj – prostytucję przydrożną. Miewała pięciu klientów dziennie, a pracować musiała coraz więcej, bo wyglądała coraz gorzej. W 1986 r. była już zniszczoną 30-letnią kobietą ze znaczną nadwagą. I wtedy stał się cud. Aileen Carol Wuornos spotkała miłość swojego życia.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 07.08.20, 23:45
          Policja namierzyła ją bardzo szybko. Śledczy przyjęli strategię, by to Tyria za pomocą błagań i szantażu emocjonalnego nakłoniła Aileen do zeznań. Ale ona szybko się zorientowała, że rozmowy telefoniczne z byłą kochanką mogą zostać użyte przeciwko niej. Jednak miłość była dla niej ważniejsza. Całą winę wzięła na siebie. Taśmy z jej przesłuchań nawet dziś, po trzech dekadach, łamią serce. Wyraźnie widać, że postanowiła być w stu procentach lojalna: ciągle zapewniała, że działała sama i że jej ukochana jest niewinna.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 07.08.20, 23:48
          Robert K. Ressler, słynny profiler FBI i twórca określenia „seryjny morderca”, w pracach o głośnych zbrodniach nie rozpisuje się o Aileen Wuornos. Pozostała dla niego zagadką. Kobiety-morderczynie z reguły znają swoje ofiary i najczęściej zabijają w duecie z mężczyzną. Poza tym raczej bliższa jest im „mordercza jazda” w stylu Bonnie i Clyde’a (tzw. killing spree) niż zabójstwa, jedno po drugim, z dłuższymi przerwami między nimi, podczas których zabójca wydaje się zupełnie normalny. Wuornos przeczyła wszystkim tym zasadom – działała samotnie, mordowała w dłuższych odstępach czasu, nie znała swoich ofiar. Być może dlatego jej historia od niemal 30 lat fascynuje światową popkulturę. I zmusza do rozważań, na ile seryjny morderca jest owocem genów, a na ile bezdusznego społeczeństwa.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 09.08.20, 20:53
          W sierpniu 1934 roku we Francji, we własnym mieszkaniu została zamordowana 84 letnia wdowa, rentierka Pani Laurent. Mieszkanie było splądrowane a żelazna kasetka rozbita i pusta leżała obok zwłok. Policja stanęła przed nie lada zadaniem, ponieważ jak zeznali świadkowie kobieta była bardzo ostrożna i nikogo nieznajomego nie wpuszczała do swojego mieszkania a żadne ślady nie wskazywały na to by ktoś tam wtargnął siłą. Jednak jak mawiają policjanci nie ma zbrodni doskonałej. Grabarz miejscowego cmentarza poinformował policję, że gdy starsza pani odwiedzała grób swojego męża dość często rozmawiała z pewną kobietą. I tę samą kobietę widziano w pobliżu domu pani Laurent na krótko przed dokonaniem zbrodni. Z kolei kobietę tę widywano w towarzystwie pewnego mężczyzny, który był już karany za drobne występki. Okazało się że w zbrodnię były zaangażowane trzy osoby. Wszystkie złapano. Jednym z nich był recydywista poszukiwany listem gończym, który posługiwał się skradzionymi dokumentami. Pozostałe dwie nie były do tej pory karane.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 10.08.20, 19:00
          Do dramatycznej akcji policyjnej doszło na Targówku. Policjanci usiłowali zatrzymać na terenie jednego z komisów samocho-dowych poszukiwanego miesz-kańca powiatu grodziskiego. Ten jednak wskoczył do samochodu i staranował usiłującą go zatrzy-mać policjantkę. Padły strzał. prawca uciekł. Natychmiast zostały zarządzone poszuki-wania. Po godzinie auto zostało odnalezione na terenie powiatu wyszkowskiego, były w nim ślady krwi, ponieważ mężczy-zna został postrzelony. Wkrótce został ujęty. Sąd aresztował go na 3 miesiące
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 10.08.20, 20:17
          Powodzenie nie opuściło też trój-ki Mikronezyjczyków, którzy znaleźli się pozornie w sytuacji bez wyjścia. Wybra-li się na połów ryb, ale w łodzi zabrakło paliwa i zdryfowała na bezludną wyspę daleko od miejsca, do którego chcie-li powrócić. Wpadli jednak na pomysł sporządzenia na plaży wielkiego napi-su SOS, który po kilku dniach został dostrzeżony przez samoloty wojskowe, które udawały się na manewry na Hawa-jach
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.08.20, 00:42
          Luisa Garavito podejrzewa się też o dokonanie kilkunastu zabójstw i gwałtów w Ekwadorze
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.08.20, 18:29
          Mężczyzna aresztowany za wszystko
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.08.20, 18:33
          Mężczyzna znaleziony martwy na cemnatrzu
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.08.20, 18:36
          Czy człowiek który napadł na bank jest mężczyzną czy kobietą. Wskazówką może być biust.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.08.20, 18:40
          Mężczyzna zabił się i uciekł
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.08.20, 20:17
          Olbrzymim zainteresowaniem publiczności cieszyła się rozprawa w Mysłowicach w sprawie niejakiego Pawła Palki o zamordowanie Pawła Pioskowika na terenie magazynów kolejowych w Mysłowicach. W trakcie poprzednich rozpraw zarządzono ekshumację zwłok. Toteż tłumy ciekawskich zebrały się i na cmentarzu w Mysłowicach i przed sądem. Sąd nad grobem przesłuchał wdowę po Pioskowiku oraz grabarza Pypłaca na okoliczność czy otwarty grób jest grobem Pioskowika. Po stwierdzeniu tegoż zwłoki przekazano dr Łaguna z Zakładu Medycyny Sądowej z Poznania. Zwłoki zostały prześwietlone promieniami Rentgena a następnie dokonano sekcji zwłok. Przesłuchano świadka Trojana, który zeznał że na osiem dni przed zabójstwem Pioskowik skarżył się, że został ciężko pobity przez Palkę.
          Palkę obciążały tylko poszlaki. Ostatni dzień rozprawy przyniósł sensacyjny zwrot. Znalazł się świadek, który widział przebieg zajścia co więcej wskazał, że Gertruda Bromówna również była świadkiem nie tylko zajścia ale widziała cały przebieg morderstwa. Dziewczynę natychmiast sprowadzono do sądu. A ta zeznała pod przysięgą, że w dniu zdarzenia jeździła z koleżankami na rowerze w pobliżu magazynów i widziała przebieg zabójstwa:
          W pewnej chwili usłyszała kłótnię. Kłóciło się dwóch mężczyzn. Gdy zatrzymała się na chwilę widziała jak jakiś osobnik w szarym płaszczu gonił innego. W pewnej chwili goniący strzelił do uciekającego, gdy ten próbował się schować w magazynach. Uciekający padł na ziemię. Świadek wskazała na Palkę jako na tego, który strzelał.
          Na pytanie sądu - dlaczego o tym nikomu nie mówiła, zeznała że bała się iść do sądu.
          Sąd po przesłuchaniu Bromówny zarządził wizję lokalną gdzie świadek jeszcze raz opisała przebieg zdarzenia. Po zamknięciu przewodu sądowego Sąd skazał Palkę na 10 lat więzienia z zaliczeniem pobytu w areszcie śledczym na poczet kary.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.08.20, 00:10
          -3-
          Baronowa zawsze pięknie ubrana, zawsze uśmiechnięta, starająca się dogodzić swoim podopiecznym i umilić im jakoś ten czas, który im pozostał. Niejeden z pensjonariuszy wodził za nią oczami i nie jeden się w niej podkochiwał. Wśród nich szczególną atencją darzył ją Roaul Magnat. Był biedny ale uparty udało mu się ukończyć techników i jako doskonały znawca radioinstalacji zarabiał na życie. Jednak w to młode, zalewie 30 letnie życie wdarła się choroba. Był zmuszony udać się na kurację.Jednak jego stan się nie poprawiał a było wręcz odwrotnie. Gdy młodzieniec już pożegnał się z tym światem przy jego łożu zjawiła się piękna pielęgniarka. Dla niego to był Anioł który zszedł na ziemię. Postanowił więc nie poddawać się tylko walczyć o swoje zdrowie, życie i o nią. Baronowa chcąc jakoś ulżyć cierpieniom chłopaka prawie całe dnie spędzała u jego łoża. Pewnego dnia młodzieniec nie wytrzymał i wyznał jej swoją miłość. Sytuacja powtarzała się kilkakrotnie wówczas kobieta kładła dłoń na czole chorego i ten zdawał się opamiętać. Pan de Seve zakazał żonie chodzić do szpitala. Roul jednak się nie poddawał. Pisywał długie listy opisując swą miłość i mękę.
          Po pewnym czasie jego marzenie się spełniło.Baronowa poprosiła go aby przyjechał do zamku i zainstalował jej radio. Zaraz udał się do zamku. Jedak tutaj nieco się rozczarował bo zobaczył nie piękną pielęgniarkę lecz pewną siebie i władczą panią zamku. Jego nadzieje odżyły gdy dostał pokój blisko jej sypialni. W nocy udał się na pokoje pani mając nadzieję....jednak ta tylko go wyśmiała i wskazała drzwi. Zrozpaczony strzelił najpierw do niej a potem do siebie. Oboje zginęli na miejscu. Od tej pory krąży kolejna legenda, że duch pięknej baronowej przechadza się po komnatach zamku.

          Tajny Detektyw 1932
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.08.20, 23:59
          Zbrodnia dla zysku z polisy - 1934 rok

          Cała Ameryka z zainteresowaniem śledziła proces Ewy Coo, właścicielki gorzelni która zabiła swego urzędnika. Co więcej do zbrodni namówiła też swoją przyjaciółkę. Celem tej zbrodni było uzyskanie wysokiej premii asekuracyjnej. Ewa Coo podczas spaceru oszołomiła swą ofiarę uderzeniem w tył głowy a następnie jej wspólniczka przejechała go siedem razy autem. Kobiety chciały upozorować wypadek. Ewa Coo została skazana na karę śmierci.
          Tak na marginesie. Tej sprawie został poświęcony jeden z odcinków cyklu "Kobiety, które niosły śmierć"
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.09.20, 12:49
          Poza tym sama też zachowałam się nie w porządku wobec być może nawet dobrego człowieka. To już będą wieki, umówiłam się z pewnym panem przez internet i na jego widok uciekłam. Pan oczywiście opisał siebie bardzo odchodząc od prawdy ale nie to mnie przeraziło. Przeraziły mnie jego oczy. To był ciężko chory człowiek (wątroba, nerki) i to było widać po oczach.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.09.20, 12:56
          W przypadku gdy dostajemy informację w innym języku (najczęściej angielskim) a rozmówca podaje się za obywatela innego kraju to powinno wzbudzić naszą czujność, bo to może być oszust.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 12.09.20, 13:06
          Standardowym oszustwem jest podawanie się za zupełnie kogoś innego i tworzenie wokół tego życiorysu. Na przykład samotny ojciec, samotna matka, wiecznie zajęty biznesmen lub pracownik biurowy nie mający czasu na znalezienie partnera poza pracą.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 18.09.20, 20:44
          Podwójne życie pięknej Viotetty

          W październiku 1934 roku rozpoczął się proces Violetty Noizeres oskarżonej o ojcobójstwo oraz usiłowanie zabójstwa matki. Spokojna, zrównoważona 17 letnia dziewczynka zamordowała ojca i próbowała zabić matkę aby zdobyć pieniądze dla jednego ze swoich kochanków. Ta grzeczna dziewczynka miała ponad 40 kochanków, którzy mają zostać przesłuchani w trakcie procesu. Ta spokojna dziewczynka potrafiła przez siedem tygodni ukrywać się przed policją mimo że szukało ją prawie 3 000 detektywów.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 12:17
          Wydana w 1861 roku reforma uwłaszczeniowa Aleksandra II wywołała w Rosji ruchy narodnickie. W latach 60. XIX wieku powstały grupy narodnickie, których celem było przekształcenie Rosji w republikę socjalistyczną. Wielu działaczy narodnickich, którzy prowadzili akcje rewolucyjne, konspiracyjne lub inne czekało aresztowanie, katorga lub więzienie w Szlisselburgu. Jednakże pomimo represji ze strony władz, młodzież narodnicka wierzyła, że uda się przeprowadzić przewrót na wsi nakłaniając tamtejszych chłopów do głoszenia idei rewolucyjnych, dlatego rewolucjoniści zaczęli właśnie tam prowadzić propagandę. Istniało wiele takich grup i filii, które postanowiły przenieść socjalistyczne ideały na wieś. Punkt kulminacyjny całej akcji przypadł na lato 1874 roku, kiedy to liczne grupy młodych kobiet i mężczyzn ruszyły do ośrodków wiejskich na Powołżu i Ukrainie. Wszystko zakończyło się fiaskiem; niepiśmienni, mało świadomi i nieufni chłopi głusi byli na słowa wypowiadane z pasją, lecz zwykle niezrozumiałe i tające w sobie niebezpieczeństwo. Trudno było to wszystko ukryć przed rządem – nastąpiła fala aresztowań, na wielką skalę. Wyroki zapadły akurat dość łagodne, ale wszystkie organizacje trzeba było rozwiązać
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 12:19
          Przekonano się, że samymi represjami nie da się opanować sytuacji. Nie zrezygnowano z polityki represji, ale car przychylił się do wprowadzenia liberalizujących reform. Imperatorowi chodziło o zyskanie sobie przychylności nierewolucyjnego społeczeństwa. Do zajęcia się reformami powołano generała Michaiła Łoris-Mielikowa, który bardzo ochoczo zabrał się za powierzone zadanie. Nadane mu pełnomocnictwa były niezwykle szerokie, dlatego okres do marca 1881 nazwano okresem „dyktatury serca”. Odeszli najbardziej reakcyjni ministrowie, złagodzono cenzurę, poprawiono warunki w więziennictwie, zlikwidowano znienawidzony III Oddział (tajna policja), a Łoris-Mielikow objął stanowisko ministra spraw wewnętrznych. Generał zdawał sobie sprawę, że w ten sposób można lawirować bez końca, a reformy wprowadzane mają nieduże znaczenie, dlatego posunął się o krok dalej. Miał zamiar wprowadzić projekt, który potem nazwano „Konstytucją Łorisa-Mielikowa”. Konstytucja nie miała charakteru radykalnego, lecz można ją było wykorzystać w celu pokazania społeczeństwu zamierzeń rządu. Z różnych przyczyn Aleksandrowi zależało na zamanifestowaniu takiego projektu
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 12:21
          Zaraz po zamachu dało się słyszeć wszędzie zarzuty pod adresem Michaiła Łoris-Mielikowa oraz wszechobecne niezadowolenie w sprawie jego dyktatury oraz projektu konstytucji. Następca tronu, Aleksander III Romanow, odbył z nim rozmowę, podczas której minister poinformował nowego cesarza o stanie przygotowań do reorganizacji struktur państwa i o przygotowanym przez poprzednika manifeście. Nowy car zapewnił, że będzie kontynuować wolę ojca, jednakże odłożył publikację manifestu. Zdaniem Andrzeja Andrusiewicza, w nocy zebrało się konserwatywne towarzystwo wokół nowego cara i błagało go, aby nie wprowadzał reformy i zaostrzył dyscyplinę społeczną
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 12:29
          ZAMACH NA PREZYDENTA FRANCJI (1894)

        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 12:30
          Zawarł sojusz militarny z Rosją przeciwko Niemcom. Był przeciwnikiem generała Boulangera.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 12:39
          ELŻBIETA BAWARSKA

        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 12:40
          Ciekawostką jest fakt, że wówczas odpowiednio przygotowany pogrzebowy wagon salonowy, zamówiony przez Towarzystwo Pogrzebowe w Wiedniu, celem sprowadzenia zwłok żony cesarza ze Szwajcarii do Wiednia dostarczyło w ciągu czterech dni Pierwsze Galicyjskie Towarzystwo Akcyjne Budowy Wagonów i Maszyn w Sanoku. Elżbietę pochowano obok syna Rudolfa, w Krypcie Cesarskiej wiedeńskiego Kościoła Kapucynów. Jak napisał naoczny świadek jej pogrzebu, hrabia Eryk Kielmannsegg: Niewiele łez wylano nad nią. Wiedeń nie smucił się po śmierci swojej nierozumianej cesarzowej.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 13:13
          HUMBERT I
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 13:15
          W roku 1878 Humbert I został zaatakowany nożem przez anarchistę Giovanniego Passannantego. Kolejny zamach w 1900 roku był udany – monarcha został zastrzelony przez innego anarchistę, Gaetana Bresciego.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 13:25
          Urodził się w Lizbonie. Był synem Ludwika i Marii Pii Sabaudzkiej. Miał młodszego brata – infanta Alfonsa, księcia Porto. 22 maja 1886 jego żoną została Amelia Orleańska, z którą miał troje dzieci:
          Ludwik Filip, książę Braganza (ur. 21 marca 1887, zm. 1 lutego 1908)
          Maria Anna, infantka (ur. i zm. 14 grudnia 1887)
          Manuel II (ur. 19 marca 1889, zm. 2 lipca 1932)
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 13:28
          Oznaczenia:
          Wielki Mistrz Trzech Orderów (Chrystusa, Św. Benedykta z Avis i Św. Jakuba od Miecza)
          Wielki Mistrz Orderu Wojskowego Wieży i Miecza, Męstwa, Wierności i Zasługi
          Wielki Mistrz Orderu Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny z Vila Viçosa
          Order Świętego Aleksandra Newskiego (Rosja)
          Order Świętej Anny I klasy (Rosja)
          Order Orła Białego I klasy (Rosja)
          Order Świętego Stanisława I klasy (Rosja)
          Order Królewski Serafinów (Szwecja)
          Order Złotego Runa (Hiszpania)
          Order Podwiązki (Wlk. Brytania)
          Królewski Łańcuch Wiktoriański (1902, Wlk. Brytania)
          Order Annuncjaty (Włochy)
          Krzyż Wielki Orderu Świętych Maurycego i Łazarza (Włochy)
          Krzyż Wielki Orderu Korony (Włochy)
          Krzyż Wielki Orderu Krzyża Południa (Brazylia)
          Krzyż Wielki Orderu Świętego Stefana (Węgry)
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 13:31
          Jerzy I (gr. Γεώργιος Α΄, Βασιλεύς των Ελλήνων), urodzony jako prins Vilhelm af Slesvig-Holsten-Sønderborg-Glücksborg (ur. 24 grudnia 1845 w Kopenhadze, zm. 18 marca 1913 w Salonikach) – król Grecji w latach 1863–1913 z dynastii Glücksburgów, bocznej linii Oldenburgów. Syn króla Danii – Chrystiana IX Glücksburga i Luizy Heskiej (z linii Hessen-Kassel).
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 13:33
          W 1863 zrozpaczony osiemnastoletni książę wyjechał do Aten, by objąć tam panowanie jako Jerzy I. Nowy król otrzymał w spadku skromne królestwo z milionem żyjących w ubóstwie mieszkańców. Bieda była tak wielka, iż Francja, Anglia i Rosja złożyły się, by pożyczyć mu pieniądze na utrzymanie dworu.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 13:35
          Odznaczenia
          Wielki Mistrz Orderu Zbawiciela
          Order Słonia (Dania, 1863)
          Wielki Komandor Orderu Danebroga (Dania, 1871)
          Odznaka Honorowa Orderu Danebroga (Dania)
          Medal Pamiątkowy Złotych Godów Króla Chrystiana IX i Królowej Luizy (Dania, 1892)
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 13:46
          Abraham Lincoln (ur. 12 lutego 1809 w Hodgenville, zm. 15 kwietnia 1865 w Waszyngtonie) – amerykański polityk, szesnasty prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki, uczestnik wojny Czarnego Jastrzębia. Zasiadał przez dwa lata jako przedstawiciel Partii Wigów w Izbie Reprezentantów. W 1860 roku z sukcesem ubiegał się o nominację Partii Republikańskiej na urząd Prezydenta Stanów Zjednoczonych. W głosowaniu powszechnym zwyciężył i piastowanie urzędu rozpoczął 4 marca 1861 roku. Trzy lata później ponownie został kandydatem partii na urząd prezydenta i został wybrany na drugą kadencję. Jego życie i prezydentura zakończyła się 15 kwietnia 1865 roku śmiercią w wyniku zamachu dokonanego przez Johna Wilkesa Bootha.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 13:55
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/I2FxtATaG1D3nMgNX.jpg
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 13:56
          Naukę Rudolf ukończył 24 czerwca 1877 roku. Rozpoczął służbę w armii. Został dowódcą 36 pułku piechoty. Najpierw stacjonował w Pradze, a później w Wiedniu. Funkcje jakie pełnił w obu miastach miały jedynie znaczenie reprezentacyjne. Nie był w tym czasie w dobrych stosunkach z cesarzem i wieloma dostojnikami dworskimi. Swojemu przyjacielowi Maurycemu Scheppsowi skarżył się, iż należy do najgorzej poinformowanych ludzi w Austrii
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 13:57
          W odróżnieniu od swego głęboko konserwatywnego ojca, Rudolf był zagorzałym zwolennikiem liberalizmu, co ideologicznie zbliżało go do matki. Arcyksiążę chętnie przebywał w towarzystwie liberalnych dziennikarzy wiedeńskich. Marzył o wielkiej Austrii w polityce europejskiej. Zakładał zawarcie sojuszu Austrii z Francją, Rosją i Anglią. Na łamach liberalnego dziennika pisał, że musi nastąpić przewrót socjalny, po którym nastanie nowa Europa. W miarę upływu lat poglądy Rudolfa na politykę krystalizowały się w kierunku liberalnym i laickim. Jego liczne kontakty wśród środowisk i kręgów liberalnych wywoływały niezadowolenie na dworze
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 14:00
          Rudolf wiele cech odziedziczył po matce. Temperament i talenty, fantazję, żywiołowość charakteru, wrażliwość, dowcip oraz dar szybkiego pojmowania. Ich wzajemne stosunki były pomieszaniem miłości i goryczy. Elżbieta rzadko ingerowała w sprawy wychowawcze syna, a po urodzeniu Marii Walerii niemalże całkowicie odsunęła go od siebie. Rudolf rywalizował o względy matki, zdradzał takie same jak ona sympatie i antypatie. Naśladował ją w najdrobniejszych szczegółach. Mieli razem z cesarzową zbliżone poglądy na politykę. Tak samo źle oceniali rządy premiera Taaffego i jego polityki. Nie szczędził jednak matce także i słów krytyki. Źle oceniał np. skłonności Elżbiety do spirytyzmu.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 14:01
          Powszechnie znana była fascynacja Rudolfa śmiercią i jego zmęczenie dręczącymi go dolegliwościami. Na biurku zwykł trzymać ludzką czaszkę i rewolwer. W Marii znalazł wierną towarzyszkę, darzącą go wielką miłością, swej ostatniej wędrówki do Mayerling – teatru tragedii, który później z rozkazu cesarza został zaadaptowany na klasztor karmelitanek.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 14:04
          Alfred Wysocki w swojej książce wydanej w 1956 roku pisał :
          O śmierci następcy tronu austriackiego mówił Pochwalski (Kazimierz – malarz, uczeń Matejki, profesor Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu, portrecista, twórca obrazów rodzajowych, portretował cesarza Franciszka Józefa), że najprawdopodobniej zatłukł go w nocy leśniczy w Heiligenkreuz, zastawszy go u swojej żony. Baronówna Vetsera zaś popełniła samobójstwo, kiedy przyniesiono do niej zwłoki Rudolfa. W każdym razie Zygmunt Ajdukiewicz (malarz, portrecista, 1861–1917), który malował go po śmierci, sprawdził że następca tronu miał głowę rozbitą, a ręce połamane
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 14:05
          Druga teoria zakłada uczestnictwo osób trzecich, owych tajemniczych morderców, którzy pobili Vetserę na śmierć, a następcę tronu zastrzelili. Ta ostatnia teoria nosi znamiona podobieństwa do tej głoszonej przez cesarzową Zytę, która w latach 1914–1916, jako żona następcy tronu, była w bliskich stosunkach z ojcem Rudolfa, Franciszkiem Józefem. Od niego właśnie i od innych ważnych na dworze austro-węgierskim osobistości mogła zaczerpnąć informacji dotyczących jednego z najbardziej tajemniczych epizodów w europejskiej historii.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 14:07
          Tragiczna śmierć Rudolfa odbiła się szerokim echem zarówno na dworze w Wiedniu, jak i np. w Galicji. Ze smutkiem żegnała następcę tronu zwłaszcza ta część mieszkańców różnych prowincji, która wiązała z Rudolfem olbrzymie polityczne nadzieje. Szczery żal wyrazili zatem Polacy, Węgrzy, Czesi i Słowacy.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 14:11
          FRANCISZEK FERDYNAND
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 14:12
          Arcyksiążę Franciszek Ferdynand w bardzo młodym wieku wstąpił do wojska. W 1877 został podporucznikiem w 32 węgierskim pułku piechoty dawnego księcia Modeny d’Este, który przeniesiono do Wiednia. W 1883 został porucznikiem (a następnie rotmistrzem) w górnoaustriacko-salzburskim 4 Pułku Dragonów im. arcyksięcia Albrechta w Enns. Następnie (od 1888) pełnił służbę jako major w Czeskim Pułku Piechoty Nr 102 im barona von Catty w Pradze. W 1889 został mianowany podpułkownikiem i wyznaczony na stanowisko komendanta 3. batalionu[2]. W następnym roku awansował na pułkownika i został przeniesiony do Pułku Huzarów Nr 9 im. hr. Nadasdy’ego w Sopron (Ödenburg) na stanowisko komendanta pułku[3], jednak głównym celem tej nominacji miało być zaznajomienie arcyksięcia z Węgrami. 25 października 1892 został mianowany na stopień generała majora. Równocześnie otrzymał tytuł rosyjskiego generała majora[5]. W 1894 został wyznaczony na stanowisko komendanta 38 Brygady Piechoty w Czeskich Budziejowicach należącej do 19 Dywizji Piechoty. W następnym roku został honorowym członkiem Cesarskiej Akademii Nauk w Wiedniu. 26 kwietnia 1896 został mianowany na stopień generalski Feldmarschalleutnanta. W latach 1898–1913 pozostawał w dyspozycji cesarza[8]. W międzyczasie został mianowany na stopień generała kawalerii (26 kwietnia 1899) i admirała (4 września 1902). W 1913 został wyznaczony na stanowisko generalny inspektor sił zbrojnych Monarchii Austro-Węgierskiej
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 14:15
          W rzeczywistości o wczesnych poglądach arcyksięcia niewiele wiadomo, ponieważ od najmłodszych lat był człowiekiem ostrożnym i niechętnie ujawniał swoje opinie. W dzieciństwie odseparowany od innych dzieci wyrósł na człowieka nieśmiałego, powściągliwego i wyobcowanego, co często było odbierane jako zarozumialstwo i pogarda. Był osobą głęboko wierzącą, ale daleką od nietolerancji. Stronił od ludzi fałszywych i zabiegających o jego względy, co również nie przysparzało mu popularności. Powszechnie uznawany za konserwatystę, z kolei w niektórych kołach dworskich i przez samego starego cesarza podejrzewany był o hołdowanie ideom liberalnym. Podobnie jak matka, miał posępny charakter, nieokiełznaną porywczość i przejawiał niechęć do życia towarzyskiego.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 14:16
          Choroba przeszkodziła mu w szybkim ożenku, podobnie jak niechęć do kandydatek „równych pochodzeniem”, które uważał za mało atrakcyjne pod względem urody i intelektu. Planowano go wyswatać z Heleną orleańską, córką hrabiego Paryża, Heleną Romanow i Marią Krystyną von Habsburg-Teschen.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 14:18
          Ukochana żona cesarza Franciszka Józefa, Sissi, przestrzegała przed wyjazdem Franciszka Ferdynanda w podróż dookoła świata, aby nie żenił się z niekochaną osobą (w tym wypadku cesarzowa miała na myśli przedstawicielkę swojej dynastii Wittelsbachów), w przeciwnym wypadku „będzie się miało bardzo brzydkie dziecI"
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 14:20
          Z uwagi na różnice pomiędzy prawem austriackim i węgierskim, konkretnie ich stosunkiem do związków morganatycznych, hipotetyczna wtedy żona Franciszka Ferdynanda, Zofia, mogłaby zostać królową Węgier, jednak nie mogłaby być cesarzową Austrii. Ta świadomość politycznego rozłamu monarchii wprowadziła cesarza w zakłopotanie. Stał się stanowczym przeciwnikiem tego związku, żyjąc w nadziei jego rychłego zakończenia. Jednak innego zdania była macocha Franciszka Ferdynanda, trzecia żona jego ojca, arcyksiężna Maria Teresa, zafascynowana prawdziwością miłości swojego pasierba
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 14:21
          Sama ceremonia ślubna odbyła się 1 lipca 1900 roku w Reichstadt. Franciszek Ferdynand potraktował jako afront fakt, że nie pojawił się prawie nikt (a z ważniejszych osobistości dworu – dosłownie nikt) z jego rodziny. Oficjalnie tłumaczono to rodzinną żałobą po śmierci jednej z księżniczek Hohenzollern, jednak fakt ten nie przeszkodził rodzinie panny młodej w stawieniu się na ślub. Ceremonia, z uwagi na wyżej wymienione okoliczności była więc dużo skromniejsza niż nakazywałby status pana młodego. Jedynym akcentem sugerującym jego pochodzenie, było odśpiewanie hymnu Habsburgów po mszy świętej. Po ślubie para udała się bezpośrednio do pałacu w Konopiszcie, czeskiej rezydencji Franciszka Ferdynanda, której remont sam zlecił prawie 15 lat wcześniej.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 14:22
          Zofia von Chotek i jej potomkowie z małżeństwa z Franciszkiem Ferdynandem, uzyskali tytuł książąt von Hohenberg. Zgodnie ze statutami rodowymi Habsburgów Zofia von Chotek nigdy nie miała prawa otrzymać tytułu cesarzowej, a dzieci nie miały prawa do tronu. Niektórzy historycy zwracają jednak uwagę na fakt, że z punktu widzenia Budapesztu małżeństwo arcyksięcia było pełnoprawne, co implikowało prawa Hohenbergów do Korony Świętego Stefana
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 14:24
          Przygotowania do zamachu rozpoczęto w marcu 1914 r., gdy prasa zapowiedziała przyjazd Franciszka Ferdynanda do Sarajewa. Ćwiczenia prowadzono w lasach pod Belgradem
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 14:25
          28 czerwca 1914 roku arcyksiążę Franciszek Ferdynand Habsburg wraz z towarzyszącą mu małżonką Zofią von Chotek obchodzili rocznicę swojego ślubu. Z tej okazji wzięli udział we mszy odprawionej w hotelu „Bosna” w kurorcie Ilidža (godz. 9:00), 10 km na zachód od Sarajewa, do którego wyruszyli pociągiem około godz. 9:42. Do samego Sarajewa para przybyła o godz. 10:07 Na dworcu miejskim czekała kolumna sześciu aut, w tym oliwkowoszara sportowa limuzyna marki Gräf & Stift ze składanym dachem dla wizytującej pary.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 14:26
          Pierwsza próba zamachu miała miejsce około godz. 10:26 przy Moście Ćumurija[3]. Čabrinović rzucił w kierunku auta ręczny granat, ale dzięki refleksowi kierowcy limuzyny z arcyksięciem granat odbił się od płóciennego dachu samochodu i eksplodując, zniszczył następny samochód jadący w kolumnie raniąc pasażerów, policjanta i osoby z tłumu– łącznie 17 osób. Stojący w pobliżu Princip nie zaatakował, gdyż jego uwagę przyciągnęło aresztowanie Čabrinovicia, a Grabež był nieprzygotowany na to, że samochód arcyksięcia będzie poruszać się tak szybko. Para książęca przybyła do sarajewskiego ratusza o godzinie 10:30.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 14:28
          Kolumna samochodów ze śmiertelnie postrzeloną parą o godz. 10:55 dotarła do rezydencji (konaku), gdzie urzędował Oskar Potiorek, współpasażer tragicznej jazdy pary arcyksiążęcej. Akt zgonu określił śmierć arcyksięcia Ferdynanda i jego żony na godz. 11:00. Arcyksiążę w chwili śmierci miał 51 lat, jego żona – 46
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.09.20, 14:34
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/wd/qa/jcow/4UewExyQmVGv04VobX.jpg
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.10.20, 15:22
          ZABÓJSTWO MAROKAŃCZYKA W HOTELU W KATOWICACH - Wyborcza - 20.10.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.11.20, 00:02
          A tutaj jeszcze para bezradnych staruszków. Ten pan pewno też by już potrzebował opieki.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.11.20, 18:27
          ŚMIERTELNY WYPADEK NA WESTERPLATTE - Interia - 26.11.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 29.11.20, 11:57
          JAPONIA. CORAZ WIĘCEJ SAMOBÓJSTW - Interia - 29.11.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 29.11.20, 14:36
          POPATRZMY NA 16-17 LATKÓW - Wyborcza - 29.11.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 30.11.20, 14:26
          BARBARA NOWACKA - ELŻBIETA WITEK DZIAŁA CYNICZNIE - Interia - 30.11.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 30.11.20, 14:40
          GDAŃSK. TAJEMNICZA ŚMIERĆ KLIENTKI W SALONIE URODY - Interia - 30.11.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.12.20, 12:56
          To jest największa głupota jaka może być. Parę lat temu byłam na wycieczce w pracującej jeszcze elektrowni i pan, który nas oprowadzał zwracał nam uwagę na protesty czy oszczędności (to był czas ekologów, którzy wyłączali światła) polegające na wyłączaniu świateł. Do dzisiaj zapamiętałam, że:

          1. Przy masowym wyłączeniu światła i ponownym włączeniu - mamy zero oszczędności, bo transformatory pobierają dwa razy więcej mocy
          2. Wszystkie urządzenia zaczynają szaleć i zmechanizowany system zgłasza, że nastąpiła poważna awaria - czyli panowie pracujący w elektrowni mają dwa razy więcej pracy.
          Więc może czasem warto się zastanowić nad formą protestu!uncertain
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.12.20, 13:09
          1 GRUDNIA W RADOMIU ZGASNĄ ŚWIATŁA - Wyborcza - 01.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 02.12.20, 14:52
          KORONAWIRUS. MIMO OGRANICZEŃ SIŁOWNIE DZIAŁAJĄ ZGODNIE Z PRAWEM - Interia - 02.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.12.20, 20:26
          ŁÓDŹ. ŚMIERTELNY WYPADEK NA PRZEJŚCIU DLA PIESZYCH - Interia - 06.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 07.12.20, 11:46
          LEGNICA. NIE ŻYJE 8 MIESIĘCZNY CHŁOPIEC. MIAŁ LICZNE OBRAŻENIA CIAŁA. RODZICÓW ZATRZYMANO - Gazeta - 07.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 07.12.20, 12:03
          ROZKAZY W SPRAWIE STRAJKU KOBIET PRZYCHODZĄ Z GÓRY - Wyborcza - 07.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 07.12.20, 12:29
          TURYŚCI W TATRACH WYBRALI SIĘ NA ORNAK. W SKRAJNIE TRUDNYCH WARUNKACH - Interia - 07.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 08.12.20, 14:29
          https://img13.demotywatoryfb.pl//uploads/202012/1607420379_haylqa_600.jpg
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 09.12.20, 12:25
          Tekst linku
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.12.20, 18:22
          POŻAR SADZY W KOMINIE -Moja Oleśnica - 13.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.12.20, 18:27
          POŻAR BLOKU W LUBLINIE - www.rmf24.pl - 13.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.12.20, 18:33
          NOWE ŚWIECIE. POŻAR NA TERENIE GMINY -www.nswiecie.pl - 13.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.12.20, 18:39
          JANGROT. GROŹNY POŻAR DOMU W BLIŹNIACZEJ ZABUDOWIE - Nasze Miasto - 13.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.12.20, 18:48
          POŻAR W ZŁOTYM STOKU. DWIE OSOBY NIE ŻYJĄ - www.remiza.com.pl - 13.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.12.20, 18:57
          POŻAR MIESZKANIA W ZŁOTYM STOKU. NIE ŻYJĄ DWIE OSOBY - www.wp.pl - 13.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.12.20, 19:01
          POŻAR PUSTOSTANU W KORCZYNIE I BUDYNKU GOSPODARCZEGO W TAGOWISKACH - www.terazkrosno.pl - 13.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.12.20, 19:33
          NA DZIEDZIŃCU FORUM GDAŃSK SPŁONĘŁA CHOINKA - Dziennik Bałtycki - 13.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.12.20, 19:38
          SPALIŁ SIĘ METR KWADRATOWY MIESZKANIA. NIE ŻYJĄ DWIE OSOBY - www.o2 - 13.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 13.12.20, 19:43
          POŻAR W HALI ZAWODÓW MHALE - www.reczkrotoszynska.pl - 13.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 14.12.20, 23:17
          BELGIA ORGIA W SĄSIEDZTWIE SZPITALA DLA ZAKAŻONYCH KORONAWIRUSEM - Interia - 14.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 15.12.20, 14:57
          KOSZMAR W DOMU OPIEKI W BYDGOSZCZY - Wyborcza - 15.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 18.12.20, 18:43
          Wyobraźcie sobie, że mój (+)dziadek przez chwilę z nim pracował. Jaki szok musieli przeżyć ci, którzy się z nim kontaktowali gdy sprawa się wydała. Mój dziadek był osobą małomówną więc nie wiem nic o jego przeżyciach.
          Z tego co wiem to Arnold w pracy był osobą spokojną, małomówną i....stroniącą do kobiet. Podejrzewano go o coś o czym w tamtych czasach się głośno nie mówiło....
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.12.20, 11:35
          JAWOR. TRAGICZNY POŻAR BLOKU MIESZKALNEGO - Interia - 20.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.12.20, 11:57
          KATASTROFA AZJATYCKIEGO TITANICA - Gazeta - 20.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.12.20, 12:12
          ZABÓJSTWO 63 LATKA POD KONINEM - www.portalsamorzadowy.pl - 20.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 20.12.20, 13:38
          AWANTURA O DRZEWA W KATOWICACH. MIASTO SIĘ NIE ZGODZIŁO ALE I TAK JE WYCIĘTO - Radio Piekary - 20.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.12.20, 16:04
          PŁOCK. NIE ŻYJE MĘŻCZYZNA, KTÓRY PO POLICYJNEJ INTERWENCJI TRAFIŁ DO SZPITALA - Interia - 22.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.12.20, 16:52
          BÓJKA W KATOWICACH. MĘŻCZYZNA UGODZONY NOŻEM W TWARZ - www.infokatowice.pl - 22.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.12.20, 17:05
          PODCZAS BÓJKI UGODZIŁ MĘŻCZYZNĘ NOŻEM W TWARZ - Nasze Miasto - 22.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.12.20, 17:19
          JEST KOMUNIKAT W SPRAWIE WYCINKI DREW - Radio Piekary - 22.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.12.20, 11:22
          CELOWO WJECHAŁ TERENÓWKĄ W STADO DZIKÓW - Interia - 23.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.12.20, 12:31
          URSYNÓW. PRÓBOWAŁ ZGWAŁCIĆ 16 LATKĘ W SAMOCHODZIE - Metro - 26.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.12.20, 12:42
          NAGRODA ZA POMOC W ZATRZYMANIU PODPALACZA STULETNIEGO DĘBU - Interia - 26.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 26.12.20, 13:28
          GDAŃSK. WYPADEK ŚMIERTELNY KOBIETY I MIESIĘCZNEGO DZIECKA - Interia - 26.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 27.12.20, 12:27
          KOLEJNA TRAGEDIA W ZACHODNIOPOMORSKIEM - Interia - 27.12.2020
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.01.21, 17:51
          TRAGICZNY W SKUTKACH POŻAR NA TYSIĄCLECIU - Dziennik Zachodni - 01.01.2021
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.01.14, 00:37
        Krakowski sąd przysięgłych rozpatrywał w środę sprawę Janiny Borowskiej oskarżonej jak widać o zamordowanie adwokata Lewickiego. Proces jest jednym z najgłośniejszych, które się rozegrały przed trybunałem krakowskim.
        Akt oskarżenia: C. K. Prokuratirya Państwa w Krakowie oskarża Janinę Borowską, urodzoną w roku 1879 w Rohatynie w Galicyi, rel, rzym,kat córkę Jana i Teresy Klecanów, zamężną, matkę jednego dziecka, ukończoną słuchaczkę wydziału lekarskiego unw.jag o to że w nocy z 4 na 5 czerwca 1909 w Krakowie w zamiarze pozbawienia życia adwokata dr. Włodzimierza Lewickiego strzeliła do niego w sposób zdradziecko podstępny z rewolweu Browinga wskutek czego Włodzimierz Lewicki życie stracił. Czyn ten jest zbrodnią z § 134 i 135 u.k i podpada karze z § 136 u.k
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.01.14, 00:38
        Szczegóły zajścia. W dniu 5 czerwca 1909 roku nad ranem około godziny 4 zaalarmowane zostało Pogotowie ratunkowe telefonicznie z kance lary dr. Lewickiego wiadomością, że tenże w zamiarze samobójczym strzelił do siebie i że natychmiastowa pomoc jest potrzebna. Dyżurny pogotowia student med.. Wł Kuryluk znalazł Lewickiego we własnem mieszkaniu leżącego na podłodze z przestrzeloną skronią. Lewicki był nieprzytomny. Z gardła jego dobywało się charczenie.
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.01.14, 00:38
        Widząc stan w najwyższym stopniu groźny pan Kuryluk zarządził natychmiastowe przewiezienie rannego do szpitala św. Łazarza na oddział chirurgiczny, gdzie Lewicki nie odzyskawszy przytomności zakończył życie około godziny 11 przez południem.
        Borowska towarzyszyła Lewickiemu do szpitala nie została jednak dopuszczona na salę gdyż komisarz policji Kotschek zarządził jej aresztowanie i rozpoczął protokolarne jej przesłuchanie.
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.01.14, 00:39
        Według zeznania Borowskiej złożonego policji oraz jej wynurzeń złożonych przewodniczącemu pogotowia przebieg zajścia przedstawiał się jak następuje:
        Lewicki siedział na otomanie w swej sypialni z Borowska i do późna w nocy z nią rozmawiał. Nagle podrażniony jej wyrzutami, szarpnął się i strącił stojącą obo na stoliku lampę, której umbra rozbiła się a sama lampa zgasła. Następnie ponieważ to było w lecie i już świtało, rozmawiali dalej.
        Wtem Lewicki niespodziewanie wydobył z pod poduszki posłania swego przygotowanego na otomanie rewolwer i przyłożywszy go do skroni strzelił zanim Borowska zdołała temu przeszkodzić. Po strzale runął na ziemię z której już nie powstał. Wtedy ona ułożyła go na poduszkach w tej pozycji w jakiej zastał ho Kuryluk.
        W tej pozycji - już po strzale - Lewicki rozmawiać miał dalej z Borowską - śmiał się jak ona zeznaje, prosił o spalenie niektórych listów poczem po chwili stracił przytomność.
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.01.14, 00:39
        Sprzeczność niektórych szczegółów jakie oskarżona podała w śledztwie policyjnem z tem co opowiadała Kurylukowi nasunęła od razu podejrzenie, że nie ma tu mowy o samobójstwie ale raczej podejrzewać należy morderstwo i że sprawczynią tegoż była sama Borowska
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.01.14, 00:39
        Podejrzenie to znalazło uzasadnienie nie tylko w zachowaniu się Borowskiej po strzale ale w okolicznościach jakie poprzedziły ostatnie spotkanie Borowskiej z Lewickim
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.01.14, 00:40
        Przede wszystkim zwraca to uwagę dlaczego Borowska tak późno zgłosiła się po pomoc lekarską dla Lewickiego. Według jej własnego zdania strzał padł około godziny 3 ona zaś alarmuje telefonicznie dopiero prawie w godzinę potem i to nie pogotowie ale profesora chirurgii dr. Kadera, w jego prywatnym mieszkaniu wiedząc, że on nie przybędzie sam ale poleci wezwać pogotowie. Jakoż dopiero w pełną godzinę po strzale przybywa pogotowie i zarządza pierwsze środki ratunkowe.
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.01.14, 00:40
        Te szczegóły uzasadniają domniemanie, że Borowska rozmyślnie odwlekałą chwilę ratunku człowieka, którego zeznań miała zapewne powód lękać się - że że nie chciałą aby zobaczono z bliska i dokładniej miejsce czynu aby zobaczono nieład w skrzynce nocnej przy łóżku, gdzie Lewicki przechowywał swoją korespondencję.
        Poza tymi materialnymi śladami czynu podejrzenie samobójstwa wykluczają także inne okoliczności przede wszystkim zaś brak jakichkolwiek widocznych przyczyn zdolnych wytłumaczyć samobójstwo człowieka znanego z pogodnego i wesołego na świat poglądu i wielkiego przywiązania do życia.
        Natomiast nie było to dla nikogo tajemnicą że śmierć Lewickiego była rezultatem wzajemnego stosunku tych dwojga ludzi i na tem stanowisku stoi Janina Borowska jak i oskarżeie.
        Różnica jest w tem, że Borowska chce odnaleźć w stosunku i udowodnić momenty, dla których Lewicki zdecydował się odejść dobrowolnie, oskarżenie natomiast przedstawić pragnie dowody, że Lewicki został usunięty.
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.01.14, 00:41
        Proces z redaktorem Naprzodu Haecekerem. Głośny był przed rokiem w Krakowie proces Borowskiej o obrazę czci wytoczony redaktorowi “Naprzodu” Emilowi Haeckerowi, który w druku zarzucił Borowskiej, że jest agentką warszawskiej “Ochrany”. W procesie tym zakończonym jak wiadomo zasądzeniem redaktora Haeckera - obrońcą oskarżonej był śp. Dr. Lewicki a stosunek ten stał się genezą dalszego stosunku czysto prywatnej, chwilami erotycznej natury, a w ostatecznym rozwinięciu spowodował katastrofę, będącą przedmiotem niniejszego procesu.
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.01.14, 00:41
        Co ich zbliżyło?
        Lewickiego pociągała do sprawy jej niezwykłość, zagadkowy charakter tematu dowodowego, zrozumiała u obrońcy chęć i nadzieja rozgłosu. Borowską - osobiste przymioty towarzyskie Lewickiego, jego uroda, temperament i żywa młodzieńcza wesołość. Rozpoczęło się wzajemne badanie dusz do gruntu a z tego wyrodził się stosunek bliski, skomplikowany psychologicznie i do swego końca okryty tajemnicą.
        W ciągu tego stosunku wyłonił się epizod, który w procesie niniejszym odgrywa dlań ważną rolę. We wrześniu 1908 wystawił Lewicki deklarację w której potępiając szpiegostwo i jako człowiek i jako obrońca dodał taki ustęp:
        “To też wobec bezpośrednich lub choćby pośrednich tylko ale logicznych dowodów winy, ja pierwszy opuszczę sprawę Borowskiej”
        Deklaracja ta była tryumfem moralnym dla Borowskiej, ale równocześnie poddawała ją pod wpływ i pod rozkazy Lewickiego umacniając ten zagadkowy stosunek tych dwojga bądź co bądź niepowszednich indywidualizmów.
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.01.14, 00:42
        Sprawa ze Szczepańskim

        W tym mniej więcej czasie miał Lewicki niemiłe przejście z redaktorem “Nowin” p. Ludwikiem Szczepańskim, z którym go do niedawna łączył bliski i zażyły stosunek. Jeszcze w roku 1904 ukazał się w druku list otwarty redaktora L. Szczepańskiego pt.”Chuliganowi adwokackiemu drowi Włodzimierzowi Lewickiemu słów kilka jako publiczny porachunek”. Treść listu odpowiadała tytułowi. Sprawę tę roztrząsała “Liga ku obronie czci we Lwowie”, która oddała rzecz do rozstrzygnięcia krakowskiej izbie adwokackiej.
        W niemiłej tej dla siebie aferze Lewicki pragnął za pośrednika użyć Borowskiej i wysłał ją do Szczepańskiego z pewnymi propozycjami, obiecując Szczepańskiemu wszelką żądaną satysfakcję. Szczpeański propozycję odrzucił i prosił Borowską aby nie wspomniała więcej nazwiska człowieka, który przestał dla niego istnieć
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 30.07.19, 00:25
          1. Józefa Pietrzykowska 67 17 lipca 1952 koło Gałkówka
          2. Maria Kunka 32 27 grudnia 1952 Modlica
          3. Teresa Piekarska 21 27 marca 1953 okolice Tuszyna
          4. Irena Bernadetta Dunajska 24 2 stycznia 1955 koło Gałkówka
          5. Helena Walos 18 14 marca 1956 Gałkówek
          6. Helena Klata 22 27 sierpnia 1956 Gałkówek
          7. Maria Gałecka 87 14 września 1967 ul. Sienna, Warszawa
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.01.14, 00:42
        Zmącenie Stosunku

        Misja się nie udałą a stąd zrodził się pierwszy żal Lewickiego za jej niezręczność. Równocześnie i Borowska zaczęła nabierać przekonania, że Lewicki nie jest człowiekiem godnym tej pełni zaufania jakim go obdarzyła. Postanowiła też zwolna wycofać się ze stosunku i chciała wycofać także i sprawę swą z jego rąk. Wywołało to konieczność wtajemniczenia i mężą w te sprawy.
        Listy jej do męża malują dosadnie stan jej duszy ówczesny.
        Porozumiawszy się ze sobą małżonkowie Borowscy ostatecznie zerwanie stosunku z Lewickim odłożyli aż do zakończenia procesu z Haeckerem, poczem miał nastąpić obrachunek z Lewickim.
        Tymczasem Borowska miała natychmiast opuścić Kraków i wyjechać do męża. Lewicki przeczuwając chmury na horyzoncie małżeńskiego pożycia Borowskich uderzył w stronę uczucia i zaczął pisać czułe listy i wiersze albumowe do Borowskiej.
        Kartki z tymi wierszami wyrwała Borowska w dniu zabójstwa z albumu Lewackiego i ukryła przy sobie. Znaleziono je u niej w kieszeni przy aresztowaniu.
        Borowska wyjechała z Krakowa i do połowy lutego 1909 roku przebywała we Lwowie u męża. Przybyła dopiero na proces. W toku rozpraw sądowych mniemanie jej o genialności Lewickiego jako obrońcy znacznie osłabło. Aczkolwiek wyrok procesu wypadł na jej korzyść to jednak przebiegiem rozpraw uczuła się rozczarowaną i rozgoryczoną.
        Zarzucała Lewickiemiu, że ją opuścił podstępnie i pozostawił własnej obronie wobec najdrażliwszych zarzutów, że przez rozmyślną bierność dopuścił do roztrząsania spraw i szczegółów drastycznych z jej przeszłości. Wyrok zasądzający Haeckera uważała nie za zwycięstwo swojej sprawy ale za osobisty tryumf Lewickiego jako obrońcy
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:08
          6. Kosiarze, rozpruwacze kas ogniotrwałych,
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:09
          8. Motyle, fałszerze pieniędzy,
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:10
          10. Szopenfeldziarze - kradnący z lad sklepowych,
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:10
          12. Ślamarze - złodzieje kolejowi,
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:11
          I I. Złoczyńcy na swobodzie i pod zamknięciem.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:12
          Brzytwy - karty do gry.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:13
          Dola - część kradzeży rozdzielona na wspólników.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:14
          Ferajna - zgromadzenie złodziei na swobodzie
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.10.19, 23:34
            AFERA Z 1606 ROKU
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.10.19, 23:40
            16.09.1890 ZAGINĄŁ LOUIS DE PRINCE
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.10.19, 23:52
            WIELKI BRAT CZUWA CZYLI KAMERY W UBIKACJACH
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.10.19, 23:56
            SPRAWY NIE ROZWIĄZANE ZAGINIĘCIE ZIENTARY
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.10.19, 00:04
            SPRAWY NIE ROZWIĄZANE LAS KABACKI J. BRZESKA
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 04.01.21, 01:02
              ODNALEZIONO CIAŁA POSZUKIWANYCH MĘŻCZYZNY I KOBIETY. PRAWDOPODOBNIE DOSZŁO DO TZW. SAMOBÓJSTWA ROZSZERZONEGO - Interia - 03.01.2021
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 04.01.21, 14:01
              NOWY DWÓR MAZOWIECKI. 32 LATEK ZABIŁ SĄSIADA. POSZŁO O PETARDY - Interia - 04.01.2021
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 04.01.21, 14:06
              LUBUSKIE ,ZABÓJSTWO 25 LETNIEJ KOBIETY - Interia - 04.01.2021
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 04.01.21, 14:13
              ZATRZYMANO ZŁODZIEJA MIŁOŚNIKA STARYCH GOLFÓW - Interia - 04.01.2021
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 15:11
              https://img6.demotywatoryfb.pl//uploads/202101/1609834114_regnd1_600.jpg
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 16:08
              Wręcz przeciwnie: swoim zachowaniem Lyle i Erik dawali do zrozumienia, że są w doskonałych humorach i wkrótce dołączą do zebranych licznie na sali sądu miejskiego w Beverly Hills krewnych i znajomych, rzecz jasna – na wolności. Weszli na salę z podniesionymi głowami, jak aktorzy z popularnych seriali telewizyjnych. Choć ręce mieli skute kajdankami, szli pewnym i dziarskim krokiem, ubrani w najlepszego gatunku spodnie, koszule i obuwie z kolekcji nabytej w okresie słynnego szaleństwa zakupów wkrótce po śmierci rodziców. Podczas procedury wymieniali z widownią uśmiechy i gesty. W pierwszym rzędzie ław dla publiczności siedziały ich dziewczyny – Jamie Pisarcik i Noelle Terelsky, a także Mark Heffernan, trener tenisowy Erika. Zebrała się cała rodzina, wszyscy wujowie i ciocie, wśród której prym wiodła babcia Maria Menendez, matka zgładzonego Jose.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 16:10
              Było to jednak pierwsze i ostatnie przedstawienie w wykonaniu braci Menendez na sali sądowej. Gdy następnym razem pojawili się w sądzie, mieli kredowobiałe, przerażone twarze, a na sobie kombinezony więzienne, zamiast modnej i luksusowej odzieży. Obydwaj wyglądali na schorowanych. Spędzili już w odosobnieniu trzy lata. Aż tyle czasu zajęły prace przygotowawcze i wstępne potyczki proceduralne pomiędzy zespołami obrońców i oskarżycieli.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 16:11
              Postępowanie sądowe przeciw braciom Menendez trwało z przerwami ponad sześć lat. Odbyły się dwa procesy. Pierwszy, zakończony 13 stycznia 1994 roku: ława przysięgłych po szesnastu dniach obrad nie osiągnęła jednomyślności, co uniemożliwiło wydanie wyroku.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 16:12
              Podczas pierwszego i drugiego procesu stanowisko prokuratora było jasne i precyzyjne: bracia Menendez zbrodnię na rodzicach zaplanowali z premedytacją. Starannie utkali skomplikowaną sieć okoliczności prowadzących do zbrodni: zakupili broń, posługując się skradzionym dokumentem, przygotowali fałszywe alibi, udawali rozpacz w chwili przyjazdu policji na miejsce morderstwa. Po zgładzeniu rodziców wymazali z pamięci komputera dokumenty rodzinne świadczące o narastającym konflikcie, w tym przypuszczalnie najnowszą wersję niekorzystnego dla nich testamentu. Najęli w tym celu eksperta, by się upewnić, że po testamencie nie pozostał ślad na twardym dysku komputera.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 16:13
              Do obrony „chłopców”, bo tak Ameryka traktowała do końca sympatycznych i przystojnych młodych ludzi, rodzina zaangażowała trzyosobowy zespół adwokatów, na czele z panią Leslie Abramson, gwiazdą amerykańskiej palestry. Słynie ona do dziś jako adwokat, który nie przegrywa procesów, choć sprawa braci Menendez podważyła prawdziwość tego mniemania. Podczas pierwszego procesu broniła tylko Erika, za co zażądała honorarium w wysokości 750 tysięcy dolarów! Nadwątliło to poważnie majątek pozostawiony przez Jose i Kitty.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 16:15
              Kolejna klęska, to ciosy wymierzone przez Lyle i Erika w dobre imię rodziców, którzy ponieśli śmierć z ich rąk i już nie byli w stanie odpierać zionących nienawiścią ataków na ich cześć. Pod dyktando adwokatów bracia ujawnili na sali sądowej niewiarygodne szczegóły z życia pozornie idealnej rodziny. W miarę upływu kolejnych dni, tygodni, miesięcy i lat, ludzie znający dobrze rodzinę Menendezów jako jedną z najbardziej kochających się rodzin Kalifornii, zwątpili w to co zapamiętali.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 16:16
              Opinia publiczna dowiedziała się więc, jak żałosnym i nieszczęśliwym był związek imigranta z Kuby z jego „amerykańską zdobyczą”. W tym pozornie idealnym związku małżeńskim, Kitty nie miała prawa głosu. Jose prowadził podwójne życie. Kitty wiedziała o innych kobietach i musiała się pogodzić z ich istnieniem. Jose szczycił się posiadaniem licznych kochanek. Jego stałą partnerką była poznana w 1978 roku Louise, ciemnowłosa i atrakcyjna, mocno stojąca na nogach kobieta biznesu. Stanowili nierozłączną parę w podróżach służbowych, które kończyły się przeważnie w domu Louise na nowojorskim Manhattanie.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 16:17
              Kitty wpadła na trop tego związku dopiero w ósmym roku jego trwania. Jose przyznał się do drugiego życia z Louise, opowiedział też o poprzednich skokach w bok. Kitty wpadła w depresję i groziła popełnieniem samobójstwa.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 16:18
              Zdaniem obrony, bracia od lat żyli w strachu o życie. Byli traktowani przez rodziców niemal jak zwierzęta, a bez wątpienia jako źródło podniet i przyjemności seksualnych. Oto fakty ujawnione przed sądem. Kilka dni przed tragiczną nocą 20 sierpnia Erik wyznał starszemu bratu, że jest zabawką seksualną w mocy ojca. Jose Menendez wykorzystuje go od dwunastu lat. Nocne napaści zaczęły się, gdy Erik miał sześć lat. Czasem do łóżka wchodziła także matka i brała udział w orgii. Erik często wymiotował. Skorzystał z rady kolegi z klasy i dosypywał ojcu cynamonu do herbaty, bo podobno cynamon niweluje nieprzyjemną woń i smak spermy.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 16:19
              Kilka dni przed zbrodnią Lyle w końcu postawił się ojcu. Poszedł do niego i powiedział, że wie o wszystkim. Pamięta te wszystkie straszne noce z dzieciństwa, a teraz wie, że Erik przeżywa ten sam koszmar. Domaga się zaprzestania zboczonych praktyk.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 16:20
              Obrona twierdziła: to tajemnica seksualnego wykorzystywania chłopców była główną przyczyną tragedii w nocy 20 sierpnia 1989 roku. Erik i Lyle ujawnili przed ojcem wszystko: to co wiedzą, co pamiętają, na co nigdy się nie godzili i nie mają zamiaru godzić. Ojciec zagroził im śmiercią. Nie mieli więc wyboru. Należało zgładzić ojca. A jeśli ojca, to i matkę, posiadaczkę tajemnicy zwyrodniałych stosunków w rodzinie. W przeciwnym razie oni, to znaczy chłopcy, musieliby ponieść śmierć. Śmierć z rąk rodziców. Bracia zeznali przed sądem, że odkrycie wszystkich kart w tej grze przed ojcem równało się wyrokowi śmierci. Wtedy bez wahania pojechali do San Diego i kupili dwie strzelby oraz znaczny zapas amunicji.
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.10.19, 00:08
            SPRAWY NIE WYJAŚNIONE ZABÓJSTWO JAROSZEWICZÓW
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 25.10.19, 00:12
            SPRAWY NIE WYJAŚNIONE PORWANIE MADELEINE PRZEŁOM
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 16.11.19, 22:21
            7kwietniadoktorMaciejZdanowski,wykładowca,szedłkorytarzemPolitech­nikiOpolskiej.Niedalekowejściadosaliwykładowej-wedlerelacjiświad­ków-zderzyłsięznimstudent.Zanimzadałmuciosnożem,miałpowiedzieć„przestańmniejużnękać”.Nauczycielosunąłsięnaziemię,mocnokrwawił.Przypadkowistudencipróbowalimupomóc,wezwalikaretkę.Wykładowcatrafiłnastółoperacyjny,jegostanbyłpoważny.Wtymczasienapastnikzniknął.Poszukiwałagopolicjazcałegowojewództwa.PrzeczesywanolasywokółrodzinnegoCzarnocina-bezskutecznie.StudentzbiegłdoNiemiec,przebywałwokolicachMonachium-matamrodzinępozatympracowałkiedyśwtejokolicywfabrycesamochodów.Wydanozanimeuropejskinakazaresztowania
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 16.11.19, 22:22
            kurator,tobadanienoża,którymzostałzranionywykładowca.Parętygodnipozdarzeniu,naklatceschodowejjednegozokolicznychblokówznalezionopo­rzuconyplecak.Wśrodkubyłzakrwa­wionynóżikąpielówki-zanimPiotrB.zaatakowałdoktoraZdanowskiego,byłnalekcjiwychowaniafizycznegonapły­walni.Jakikolwiekbędziewniosekztejekspertyzy,niebędzietomiałowpływunadalszylossprawy.GdywkwietniurozmawiałamzmieszkańcamiCzarnocinaotym,czegodopuściłsięichsąsiad,wszyscypod­kreślali,żebyłtochłopakspokojny,zamkniętywsobieibardzoreligijny.Krążyłyplotki,żemożemotywematakubyłazazdrośćodziewczynę,wszyscyjed-nakmówili,żenigdyniewidzieliPiotrazżadnąkoleżanką.Corazczęściejpojawiałsięwątekreligijny.Wczasieprzeszukaniadomunapastnikapolicjamiałaznaleźćpłytyiksiążkizwiązanezsektami.Jednojestpewne-inapastnik,iposzkodowanytoosobybardzoreligijne.PiotrB.wstąpiłnawetdoseminarium,jednakszybkozniegozrezygnował.MaciejZdanowskiwśródstudentówpolitechnikiznanyjestztego,żezapraszadorozmównatematyzwiązanezwiarą,religią.Czywłaśniespięcianagrunciere­ligijn ymbyłypowodemnapaści?Niewiadomo.Wtejsprawiewielejestnie­wiadomych.Nawetjeśli22-letniPiotrB.zCzarnocinapowieprokuratorowi,jakibyłmotywjegodziałań,niewiadomo,nailejesttoprawdą,anailewytworemwyobraźnichoregoczłowiek
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 18.11.19, 19:01
            Nigdy bym nie pomyślała, że w takim miejscu może być aż tyle kasy
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 27.11.19, 22:36
            Kraków - 12.1910 rok - w jednym z szynków w towarzystwie damy W. zabawiał się urzędnik J.S. W czasie zabawy pani W. tak nieostrożnie manipulowała nożem, że przebiła swemu partnerowi rękę powodując silny upływ krwi wskutek pęknięcia arterii
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 27.11.19, 22:42
            Druga sytuacja, która mi się autentycznie przydarzyła ale to ja byłam osobą poszkodowaną, na szczęście skończyło się na lekkim draśnięciu. Poprosiłam koleżankę, która była w innym pomieszczeniu by podała mi nożyczki. Nie mogąc się doczekać wyszłam jej naprzeciw, Ona nie wiedząc o tym szła niosąc nożyczki wyciągnięte przed siebie (jaka synchronizacja), tak jak nigdy nie powinno się nosić ostrych przedmiotów. I nożyczki wylądowały zamiast w moich rękach to ostrzem na moich dłoniach.
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 04.01.20, 20:29
            BRZEG. W BLOKU ZNALEZIONO ZWŁOKI DWÓCH OSÓB - Interia - 04.01.2020
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 19.01.20, 18:20
            Zanim coś napiszecie jako pewnik to może najpierw sprawdźcie! Ulica Dąbrowskiego w Katowicach nigdy nie była położona w Bogucicach ale w centrum Katowic, w okolicach ulicy Jagiellońskiej i Plebiscytowej.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 16:20
              Dobitną ilustracją tego, co przekreślili, dokonując masakry swoich rodziców, był dzień w wigilię tragedii. Tego dnia rodzice wyczarterowali łódź rybacką, by sprawić synom frajdę polowania na rekiny. Podczas gdy bracia Menendez próbowali złapać rekina, miliony ich rówieśników pracowały za podstawową stawkę, wynoszącą wówczas 3,75 dolara za godzinę minus podatek.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 16:21
              Skoro aż tak drastyczne czyny rzeczywiście miały miejsce, bracia mogli złożyć skargę na ojca i doprowadzić do jego uwięzienia, zamiast planować podwójne morderstwo.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 16:21
              W świetle tych faktów wersja obrony, że Lyle i Erik działali w obronie własnej nie odpowiada rzeczywistości. Bracia Menendez nie musieli działać w obronie własnej, bo trudno posądzać ich oddanych i kochających rodziców o złe zamiary wobec synów.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 16:22
              Problemy zaczęły się, gdy wspaniale zapowiadające się dzieciaki weszły w trudny okres dojrzewania. Sześcioletni proces ujawnił mnóstwo szczegółów o narastającym konflikcie, gromadzącym się jak burza gradowa pod dachem posiadłości Menendezów, najpierw w Princeton, a potem w Beverly Hills. Konflikt ten był pilnie strzeżoną tajemnicą rodzinną. Zaczął się wtedy, gdy Lyle po dwóch nieudanych przygodach z dziewczynami poznał Jamie Pisarcik, starszą od niego o pięć lat kelnerkę, bardzo dobrą tenisistkę.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 16:23
              Lyle miał cel: otworzy sobie jakąś małą, wyjątkowo dochodową restaurację, oczywiście za pieniądze ojca. Jamie będzie podawać do stołów. Życie będzie cudowne i łatwe.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 16:24
              Jesienią 1987 roku Lyle powrócił na uniwersytet. I od razu popadł w konflikt ze stuletnią tradycją szacownej uczelni, zrzynając słowo w słowo pierwszą pracę semestralną z psychologii od kolegi z roku. Rada uniwersytecka podtrzymała oskarżenie o plagiat i zawiesiła Lyle na rok w prawach studenta. Zagniewany ojciec stanął po stronie syna i próbował bezskutecznie zmienić decyzję uniwersyteckiego senatu.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 16:24
              Chłopiec wcale się tym nie przejął. Wrócił na uniwersytet i zaprzyjaźnił się z rówieśnikiem, Donovanem Goodreau, który chętnie za pieniądze sporządzał dla niego prace na zaliczenie. Lyle i Donovan stanowili w akademiku nierozłączną parę do czasu, gdy w semestrze wiosennym 1989 roku Donovan został relegowany z uczelni w rezultacie posądzenia o wielokrotne kradzieże. Nie miał nic na swoją obronę. Wyniósł się z Princeton tak szybko, że w pośpiechu pozostawił portfel z całą zawartością w pokoju dzielonym z Lyle. W zestawie wielu dokumentów znajdowało się prawo jazdy, na które bracia kupili dwie strzelby w sklepie z bronią w San Diego, mając nadzieję, że popełnią zbrodnię doskonałą.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 18:04
              Erik, jako młodszy syn, był zawsze przedmiotem szczególnej troski rodziców. Po przeprowadzce z New Jersey do Kalifornii, uwolnił się wreszcie od przemożnego wpływu starszego brata, za to w szkole znalazł grupę takich jak on nastolatków z bogatych rodzin, zainteresowanych głupstwami i rozróbami. Ponieważ preferował towarzystwo męskie, matka zaczęła się obawiać o jego orientację seksualną i nakazała mu znaleźć sobie dziewczynę. Erik zastosował się do polecenia, jednak z dziewczynami coś mu nie wychodziło. Prawdziwą miłość swojego życia znalazł dopiero w osobie studentki Noelle Terelsky, poznanej w kurorcie narciarskim Lake Tahoe zimą po zastrzeleniu rodziców.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 18:05
              W toku procesu okazało się też, że bracia Lyle i Erik byli profesjonalnymi włamywaczami! W lipcu 1988 roku, gdy Lyle miał dwadzieścia, a Erik siedemnaście lat, bracia opracowali metodę okradania przyjaciół swych rodziców.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 18:06
              Podczas sąsiedzkich wizyt rozglądali się po wnętrzach, planując skok. W ciągu jednego tylko sezonu wakacyjnego okradli sąsiadów na ponad 100 tysięcy dolarów! Wpadł Erik, gdy woreczek ze skradzioną biżuterią został znaleziony w bagażniku jego samochodu podczas rutynowego zatrzymania na ulicach Beverly Hills z powodu przekroczenia prędkości. Ojciec wydał ogromne pieniądze na prawników. Udało mu się wyciągnąć młodszego syna z opałów.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 18:07
              17 kwietnia 1996 roku, po trzech dniach obrad, ława przysięgłych postanowiła, że najbardziej właściwą karą dla braci Menendez będzie kara dożywotniego więzienia. Ławnicy wzięli pod uwagę wniosek obrony i odrzucili karę śmierci ze względu na wiek oskarżonych.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 05.01.21, 18:08
              Obydwaj bracia są żonaci; ślub wzięli w warunkach więziennych z młodymi kobietami poznanymi korespondencyjnie. Prawo stanu Kalifornia, regulujące życie więźniów skazanych za morderstwo, wyklucza korzystanie z przywilejów stanu małżeńskiego, w tym z wizyt żon w celach intymnych. Ich małżeństwa nie zostaną nigdy skonsumowane.
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.01.21, 00:01
              POŻAR KAMIENICY W BYTOMIU - Wyborcza - 05.01.2021
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.01.21, 00:01
              POŻAR KAMIENICY W BYTOMIU - Wyborcza - 05.01.2021
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.01.21, 12:01
              GORZÓW MĘŻCZYZNA ZGINĄŁ W POŻARZE KAMIENICY - Interia - 06.01.2021
            • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.01.21, 13:56
              Nie noś fałszywych orderów lub mundurów
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 14.02.20, 16:37
            *
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.01.21, 18:09
            POŻAR WARSZTATU W PIOTROWICACH. SPŁONĘŁY ZABYTKOWE SAMOCHODY - Nasze Miasto - 01.01.2021
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 01.01.21, 18:10
            POŻAR WARSZTATU W PIOTROWICACH. SPŁONĘŁY ZABYTKOWE SAMOCHODY - Nasze Miasto - 01.01.2021
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 02.01.21, 17:31
            GDYNIA. Z MORZA WYŁOWIONO CIAŁA DWÓCH MĘŻCZYZN - Interia - 02.01.2021
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.01.21, 11:58
            USA ZAMACHOWIEC WIERZYŁ W UFO I ISTNIENIE LUDZI JASZCZURÓW - Interia - 03.01.2021
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.01.21, 13:55
            Od drobiazgu do sprawcyRolą Łukasza Wrońskiego i jego kole-gów – profilerów kryminalnych – jest wykry-cie tzw. śladów behawioralnych, czyli symp-tomatycznych zachowań sprawcy. Można z nich ustalić motyw jego działania. Często pozwalają one określić choćby stopień jego znajomości z ofiarą. Tak było w przypad-ku zabójstwa i zgwałcenia młodej dziew-czyny. Do tej sprawy początkowo typowa-ny był jako sprawca przypadkowy dewiant. Analiza psychologiczna pozwoliła go jednak wykluczyć. – Sprawca poświęcił trochę cza-su, aby ukryć zwłoki i bieliznę zamordowa-nej – opowiada Wroński. – Wskazywało to na to, że znał on swoją ofiarę, bo z reguły zabójcy na tle seksualnym atakujący przy-padkową osobę nie poświęcają dużo cza-su na dokładne ukrywanie zwłok. Sprawcą okazał się znajomy dziewczyny.– Dzięki moim badaniom i rozmowom z wielokrotnymi mordercami nauczy-łem się zwracać uwagę na pewne specy-ficzne szczegóły. Pamiętam, jak jeden ze sprawców, których działania analizowałem w trakcie moich badań, z powodu wyrzu-tów sumienia włamał się do mieszkania sta-ruszki i zostawił krucyfiks przy jej zwłokach – mówi Wroński. – To typowe „emocjonalne zadośćuczynienie”, czyli chęć wynagrodze-nia ofierze za zadane cierpienia. Wskazuje, że sprawcą może być osoba bliska. W opi-sywanym wypadku okazał się nim wnuczek kobiety. W śledztwie wyszło na jaw, że pla-nował ją ograbić, a nie zabić. Po tej zbrodni młody człowiek zabił jeszcze dwie przypad-kowe osoby. Siedzi w więzieniu
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.01.21, 13:58
            yle tylko, że w odróżnieniu od swoich kolegów – dochodzeniowców i kryminal-nych – policyjni profilerzy szukają śladów zbrodni tam, gdzie nie można ich zobaczyć: w ludzkich umysłach, w emocjach i przy-zwyczajeniach. I często właśnie ich odkry-cia pozwalają doprowadzić do przestępcy. – Ktoś, kto naszą pracę zna tylko z filmów, może sobie wyobrażać, że profiler opusz-cza miejsce zbrodni i już wie, że spraw-ca to np. mężczyzna konkretnej postury i wagi, w konkretnym wieku, np. bardzo sil-ny fizycznie, palący papierosy – mówi Gołę-biowski. – To nieprawda. Ślady materialne zabezpieczają technicy, przyczynę zgonu określa nie profiler, tylko lekarz medycyny sądowej. I to na podstawie ich opinii oce-nia się wzrost, wagę czy też fakt, że spraw-ca jest np. leworęczny. My staramy się okre-ślić profil sprawcy po jego zachowaniach. O co konkretnie chodzi? Choćby o wygląd zwłok w momencie ich odnalezienia, np. jak zostały okaleczone przez sprawcę, czy była podjęta próba ich ukrycia. – Gdy mamy do czynienia ze sprawcą seksualnym, który bardzo specyficznie okalecza zwłoki,to jest to tzw. mutylacja – mówi Wroński. – Może oznaczać, że sprawca jest dewiantem sek-sualnym, a nie tylko kimś, kto chciał zgwał-cić ofiarę i zamordował ją, przełamując jej opór. Obrażenia części ciała kojarzących się z seksem, brak normalnego stosun-ku, mogą wskazywać, że sprawca nie ma doświadczenia w normalnych stosunkach z kobietami, może być np. impotentem albo jest bardzo nieśmiały. Dlatego wygląd zwłok podpowiada, czy podejrzanego należy szu-kać w kręgu osób bardzo zaburzonych.Jak można psychologicznie szukać podejrzanego? Zawsze zaczyna się od ofia-ry, a jej rys psychologiczny można zbudo-wać, analizując zeznania świadków, którzy ją znali za życia, z relacji jej krewnych, a tak-że z różnych dokumentów, np. medycznych dotyczących jej choroby, a także ogląda-jąc mieszkanie. Sporo wiedzy wnosi rów-nież sekcja zwłok. – Duża liczba ran na ciele może oznaczać, że zamordowana osoba przed śmiercią się broniła, a nie musi świadczyć o skłonnościach sadystycznych sprawcy – mówi Jan Gołębiowski. – Jeśli sprawca był brutalny, to mógł działać z zemsty. Wówczas trzeba się dowiedzieć, np. od krewnych ofiary, czy miała wrogów, czy ktoś jej groził, czy była z kimś skonflik-towana. Jeśli tak, to mamy pierwszego kan-dydata na podejrzanego. Jeśli zwłoki znaj-dowane są w domu, a śladów walki brak, to wskazuje, że ofiara sama wpuściła zabój-cę, czyli że dobrze go znała lub wzbudził jej zaufanie, np. podając się za inkasenta czy nawet policjanta. Trzeba więc sprawcy szukać w gronie znajomych, a także spraw-dzić, czy świadkowie nie widzieli kogoś, kto wyglądał tak, jakby był w okolicy służbowo. Śledztwa z udziałem profilerów obejmu-ją nie tylko zabójstwa. – Jakiś czas temu postanowiłem przeanalizować statysty-kę spraw, do których mnie angażowano wspomina Gołębiowski. – 53 procent spraw z moim udziałem to były morder-stwa, na drugim miejscu – niejednoznacz-ne zgony i zaginięcia. Profiler musi ocenić prawdo podobieństwo zabójstwa, samobój-stwa lub nieszczęśliwego wypadku. Profilu-je się także przestępstwa seksualne, głów-nie zgwałcenia, napady z bronią w ręku i uprowadzenia dla okupu, groźby, wymu-szenia rozbójnicze, analizując listy wysy-łane przez sprawców. Przykładem może być porwanie biznesmena sprzed 7 lat. Po mężczyźnie ślad zaginął. – Analizowałem SMS-y, jakie wysyłał porywacz do rodziny bogacza – wspomina Gołębiowski. – Na podstawie treści i dynamiki wysyłanych wiadomości oceniłem, że zakładnik zmarł w dość szybkim czasie po porwaniu. Nie-stety, miałem rację; po czterech latach od porwania odnaleziono jego ciało.Kiedyś w Warszawie doszło do serii napadów na małe punkty handlowo-usłu-gowe – kioski, sklepy spożywcze, kwiaciar-nie, cukiernie i na koniec salon fryzjerski. – W jednym miejscu napastnik pytał o inną sprzedawczynię, czy jest Ania... – wspomi-na Gołębiowski. – Podczas innych napa-dów pytał, czy jest szef... Było to zachowa-nie sprawdzające; chodziło o to, czy gdzieś na zapleczu nie ma mężczyzny, który mógł-by postawić mu opór. Ale pytanie o Anię, która tam naprawdę pracowała, oznacza-ło, że znał tę sprzedawczynię. I faktycznie, okazało się po jej przesłuchaniu, że przy-chodził do sklepu obok z używaną odzie-żą młody chłopak i podrywał tam pracują-cą sprzedawczynię. Wszyscy razem, z Anią z sąsiedzkiego sklepu, stali na papierosie i rozmawiali, i wtedy poznał imię sprzedaw-czyni. W ten sposób go zidentyfikowano.
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.01.21, 15:05
            Makabryczne odkrycieBył słoneczny, wrześniowy dzień 1992 roku. W lesie, w okolicach miej-scowości Mielno, około 30 kilometrów od Żagania na Dolnym Śląsku, jak zwykle o tej porze roku spacerowa-li grzybiarze. Nagle jeden z nich zwró-cił uwagę na ludzką rękę wystającą spod ziemi. Natychmiast zaalarmował policję. Przy rzędzie drzew, na skraju łąki, ujawniłem zwłoki kobiety, w sta-nie rozkładu (...), na stopach ubranew trampki – napisał w notatce funk-cjonariusz, który jako pierwszy przyje-chał na miejsce. Dalsze śledztwo wyka-zało, że są to zwłoki kobiety w wieku 17 – 20 lat, średniego wzrostu. Spraw-dzono policyjne bazy i okazało się, że w rejestrze osób zaginionych figuruje nazwisko Joanny T. Trzynaście mie-sięcy temu rodzice zgłosili jej zaginię-cie. Do ich domu pojechali policjanci, jednak zrozpaczeni małżonkowie nie chcieli przyjąć do wiadomości, że zna-lezione zwłoki to ich córka. Z pomocą przyszło najnowsze osiągnięcie techni-ki – badania DNA. Porównano materiał genetyczny pobrany ze zwłok z prób-kami rodziców. To przesądziło sprawę: grzybiarze znaleźli szczątki Joanny T. Anatomopatolog, który na zlece-nie prokuratury przeprowadził sek-cję zwłok nastolatki, nie był w stanie dokładnie podać przyczyny jej śmierci. Pęknięta kość gnykowa wskazuje, że zgon nastąpił w wyniku udusze-nia – napisał koroner, zaznaczając, że nie jest to pewne. Wynikało to z tego, że osiemnastolatka przed śmiercią mogła zostać pobita lub zgwałcona a na pewno z kimś się szarpała. Ana-tomopatolog zwrócił jednak uwagę na coś jeszcze: w chwili śmierci Joanna T. prawdopodobnie była w ciąży. To ostatnie zaskoczyło nawet jej rodziców.
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.01.21, 15:09
            Bez zarzutówWedług śledztwa dziewczyna zgi-nęła w wyniku uduszenia. Wcześniej prawdopodobnie została pobita, być może zgwałcona. Potem jej zwłoki sprawca zakopał w miejscu, gdzie póź-niej zostały znalezione. Nie jest jasne, gdzie zginęła nastolatka: do zbrodni mogło dojść zarówno w Żaganiu, jak i bliżej miejsca ukrycia zwłok.Rysopis domniemanego spraw-cy sporządzony w oparciu o zezna-nia świadków pasował do mężczyzny, który znał Joannę. Według policji to on był sprawcą, a pomagać mieli mu trzej koledzy. Ich rola w zbrodni nie była jednak jasna. Wszyscy czterej zostali zatrzymani. Żaden z nich nie przyznał się jednak do udziału w zabójstwie, żaden nie zdecydował się na współpra-cę z policją, w dodatku jeden miał ali-bi na tragiczną noc. Prokurator prowa-dzący śledztwo doszedł do wniosku, że nie ma dowodów wystarczających do postawienia im zarzutów związanych ze zbrodnią. Zanim minęło 48 godzin, wszyscy wyszli na wolność. Rozmo-wy z nimi niczego policjantom nie dały, podobnie jak podejmowane próby pój-ścia na współpracę i złagodzenia wyro-ku w zamian za obciążenie kolegów
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.01.21, 15:15
            Polska policja poszukuje kilkudzie-sięciu tysięcy osób, które dokonały prze-stępstw. Są to oczywiście czyny różnej wagi. Groźnych bandytów, których nie udało się schwytać, jest kilkuset, a tych najgroźniejszych – zapewne kilkudziesięciu.Na „top liście” od prawie 20 lat znajdu-je się Adam Luto – morderca z Suwałk, członek czteroosobowej grupy przestęp-czej z tego miasta. Początkowo zajmo-wali się oni kradzieżami samochodów, ale z czasem zainspirowali się gangster-skimi filmami i napadami na konwoje z pieniędzmi.Zdecydowali się zrobić skok na konwój wiozący wypłatę dla pracowników szpi-tala wojewódzkiego w Suwałkach. Każ-dego miesiąca z banku wożono tam bli-sko 300 tysięcy zł gotówki, co w 1997 roku było pokaźną sumą. Do napa-du przygotowywali się o tyle profesjo-nalnie, że wynajęli w centrum miasta mały drewniany domek, z którego pro-wadzili obserwacje. Dwa tygodnie przed napadem ukradli na jednym z osiedli audi i zmienili jego tablice rejestracyjne. 28 lipca1997 roku czekali w samocho-dzie pod bankiem, gdzie kasjerka i kon-wojent pobrali ponad 200 tysięcy złotych. Szybko wyprzedzili konwój i pojecha-li do szpitala, gdzie w trójkę czekali we wnęce jednego z korytarzy na przyby-cie kasjerki i konwojenta. Uzbrojeni byli w kałasznikowa, strzelbę Mossberg oraz pistolet. Kiedy pojawił się konwój, nie wiadomo czemu otworzyli na oślep ogień w stronę przenoszących gotów-kę. Na korytarzu było wtedy sporo cho-rych i przypadkowych osób, więc zaraz rozległ się straszliwy krzyk. Od kul sza-leńców kilkanaście osób zostało ciężko rannych; jedna z nich umarła jakiś czas później. Bandyci ukradli pieniądze, któ-re były w czarnym neseserze, i uciekli w kierunku klatki schodowej. W szpita-lu zapanowała straszna panika i strach. Nic dziwnego, że nikt nie ruszył w pogoń za mordercami. Ci, którzy ocaleli, rato-wali rannych. Po kilkunastu sekundach bandyci wsiedli do wcześniej skradzio-nego audi zaparkowanego przed szpi-talem. W aucie czekał jeden ze spraw-ców. Przez nikogo niezatrzymywani błyskawicznie odjechali. W tym czasie o napadzie i strzelaninie powiadomiona była już policja, ale zarządzona bloka-da miasta nie przyniosła skutku. Zbrod-niarze ukryli się w wynajętym wcześniej domu. Tuż po napadzie spalili samo-chód w lesie w okolicy Suwałk. Niespo-dziewanie przy podziale łupów doszło do konfliktu. Jeden z członków bandyckiej grupy zażądał dla siebie większej kwo-ty niż wcześniej ustalono. Jako powód podał brak profesjonalizmu wspólników w czasie napadu i bezsensowne użycie broni, co spowodowało zabicie jednego z pacjentów. Kompani tłumaczyli się, że musieli tak zrobić, bo jeden z konwojen-tów wyciągnął broń. Te argumenty jednak nie wystarczyły. Luto wyciągnął kałacha i wściekły oddał kilka strzałów do niefor-malnego szefa bandy. Mężczyzna został ciężko ranny (Luto ma zarzut usiłowania zabójstwa). Ranny poprosił telefonicznie swoją siostrę o pomoc, a ta wezwała do umierającego pogotowie. To uratowało mu życie, ale wpadł w ręce policji. W cią-gu kolejnych dni zatrzymano pozostałych dwóch członków grupy. Zniknął czwarty bandyta – Adam Luto, być może ze skra-dzionymi pieniędzmi. Miesiąc po napa-dzie widziany był w okolicach wschodniej granicy, gdzie mieszkają jego dziadko-wie. Luto znakomicie znał teren i mógł nielegalnie przekroczyć granicę.W czerwcu 2001 roku sąd skazał herszta bandy na dożywocie, drugi sprawca otrzymał 12 lat, a trzeci 3,5 roku i dawno jest już na wolności. Skradzio-nych pieniędzy nigdy nie odzyskano.Poszukiwany listem gończym Adam Luto urodził się 15 czerwca 1974 r. i na stałe był zameldowany w Suwałkach. Być może został zamordowany przez dawnych kumpli, a ciało skutecznie ukryto
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 03.01.21, 15:16
            Polska policja poszukuje kilkudzie-sięciu tysięcy osób, które dokonały prze-stępstw. Są to oczywiście czyny różnej wagi. Groźnych bandytów, których nie udało się schwytać, jest kilkuset, a tych najgroźniejszych – zapewne kilkudziesięciu.Na „top liście” od prawie 20 lat znajdu-je się Adam Luto – morderca z Suwałk, członek czteroosobowej grupy przestęp-czej z tego miasta. Początkowo zajmo-wali się oni kradzieżami samochodów, ale z czasem zainspirowali się gangster-skimi filmami i napadami na konwoje z pieniędzmi.Zdecydowali się zrobić skok na konwój wiozący wypłatę dla pracowników szpi-tala wojewódzkiego w Suwałkach. Każ-dego miesiąca z banku wożono tam bli-sko 300 tysięcy zł gotówki, co w 1997 roku było pokaźną sumą. Do napa-du przygotowywali się o tyle profesjo-nalnie, że wynajęli w centrum miasta mały drewniany domek, z którego pro-wadzili obserwacje. Dwa tygodnie przed napadem ukradli na jednym z osiedli audi i zmienili jego tablice rejestracyjne. 28 lipca1997 roku czekali w samocho-dzie pod bankiem, gdzie kasjerka i kon-wojent pobrali ponad 200 tysięcy złotych. Szybko wyprzedzili konwój i pojecha-li do szpitala, gdzie w trójkę czekali we wnęce jednego z korytarzy na przyby-cie kasjerki i konwojenta. Uzbrojeni byli w kałasznikowa, strzelbę Mossberg oraz pistolet. Kiedy pojawił się konwój, nie wiadomo czemu otworzyli na oślep ogień w stronę przenoszących gotów-kę. Na korytarzu było wtedy sporo cho-rych i przypadkowych osób, więc zaraz rozległ się straszliwy krzyk. Od kul sza-leńców kilkanaście osób zostało ciężko rannych; jedna z nich umarła jakiś czas później. Bandyci ukradli pieniądze, któ-re były w czarnym neseserze, i uciekli w kierunku klatki schodowej. W szpita-lu zapanowała straszna panika i strach. Nic dziwnego, że nikt nie ruszył w pogoń za mordercami. Ci, którzy ocaleli, rato-wali rannych. Po kilkunastu sekundach bandyci wsiedli do wcześniej skradzio-nego audi zaparkowanego przed szpi-talem. W aucie czekał jeden ze spraw-ców. Przez nikogo niezatrzymywani błyskawicznie odjechali. W tym czasie o napadzie i strzelaninie powiadomiona była już policja, ale zarządzona bloka-da miasta nie przyniosła skutku. Zbrod-niarze ukryli się w wynajętym wcześniej domu. Tuż po napadzie spalili samo-chód w lesie w okolicy Suwałk. Niespo-dziewanie przy podziale łupów doszło do konfliktu. Jeden z członków bandyckiej grupy zażądał dla siebie większej kwo-ty niż wcześniej ustalono. Jako powód podał brak profesjonalizmu wspólników w czasie napadu i bezsensowne użycie broni, co spowodowało zabicie jednego z pacjentów. Kompani tłumaczyli się, że musieli tak zrobić, bo jeden z konwojen-tów wyciągnął broń. Te argumenty jednak nie wystarczyły. Luto wyciągnął kałacha i wściekły oddał kilka strzałów do niefor-malnego szefa bandy. Mężczyzna został ciężko ranny (Luto ma zarzut usiłowania zabójstwa). Ranny poprosił telefonicznie swoją siostrę o pomoc, a ta wezwała do umierającego pogotowie. To uratowało mu życie, ale wpadł w ręce policji. W cią-gu kolejnych dni zatrzymano pozostałych dwóch członków grupy. Zniknął czwarty bandyta – Adam Luto, być może ze skra-dzionymi pieniędzmi. Miesiąc po napa-dzie widziany był w okolicach wschodniej granicy, gdzie mieszkają jego dziadko-wie. Luto znakomicie znał teren i mógł nielegalnie przekroczyć granicę.W czerwcu 2001 roku sąd skazał herszta bandy na dożywocie, drugi sprawca otrzymał 12 lat, a trzeci 3,5 roku i dawno jest już na wolności. Skradzio-nych pieniędzy nigdy nie odzyskano.Poszukiwany listem gończym Adam Luto urodził się 15 czerwca 1974 r. i na stałe był zameldowany w Suwałkach. Być może został zamordowany przez dawnych kumpli, a ciało skutecznie ukryto
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:15
          Generał - dobry wytrych.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:16
          Jajka - sprzęt złodziejski.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:16
          Klapacz - adwokat.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:17
          Kimka - noc, lub kochanka.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:18
          Krowa - doić krowę, palić fajkę.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:18
          Łokieć - rok
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:20
          Manele - kajdany.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:20
          Oko - wytrych.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:21
          Rajza - ucieczka.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:22
          Szpana - wyrzutki złodziejskie.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:23
          Szczytnicha - handlarka rzeczy kradzionych.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:24
          Truponosz - felczer.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:25
          Tytyłyty - biedny, głodny, bezrobotny złodziej.
          • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.01.21, 14:14
            Strażnik swych obowiązków świadom
            Pilnuje w czujnem pogotowiu
            Płacą ci za to więc zawiadom
            Co grozi życiu albo zdrowiu
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:25
          Wystawa - ucieczka.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:26
          Zagrychy - przekąski.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 28.04.16, 21:27
          Powyższe terminy pochodzą z Księgi Złodziei i zostały opublikowane w Kalendarzu na rok 1932
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 24.10.19, 23:31
          ELŻBIETA BATORY CZYLI TROCHĘ HISTORYCZNEGO HORRORU
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.03.20, 20:31
          Starczało mu pieniędzy, by bywać w towarzystwie, które jeszcze przed wojną było dla niego nieosiągalne. Na jednym z przyjęć poznał Gertrudę Schade (z domu Eckardt). Być może ten 27-letni mężczyzna, podający się za architekta – choć był zaledwie majstrem budowlanym – nigdy nie zostałby przez nią zauważony. Ale I wojna światowa zabrała miliony mężczyzn, więc nawet córka bankiera nie mogła wybrzydzać. Zwłaszcza, że była wdową, miała już dzieci i swoje lata – Peter był od niej o 13 lat młodszy. Wyszła więc za mąż za tego przysadzistego bohatera bitwy pod Verdun (stracił w niej lewe ramię i został odznaczony Krzyżem Żelaznym), który nosił krzykliwe garnitury i tandetne buty. I tak dała początek serii tragicznych wypadków w życiu swoim i swojej rodziny. Pierwszym miało być jej zniknięcie...
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.03.20, 20:38
          Późną nocą, po przesłuchaniu domowników i służby, detektyw Dubiel stwierdził, że nie może mieć pewności, czy Grupen cały czas pozostawał w salonie. Ani babcia Eckardt, ani mała Irma nie mogły sobie niczego przypomnieć. Na jego korzyść przemawiała z kolei ekspertyza policyjnego grafologa. Nie miał on żadnych wątpliwości: to Ursula była autorką pożegnalnego listu. Natomiast specjalista od balistyki uznał, że Ursula nie mogła zamordować kuzynki, a następnie popełnić samobójstwa. Na brwiach i rzęsach ofiar brakowało śladów charakterystycznych dla strzałów oddanych z bliskiej odległości. Łuski były porozrzucane po całym pokoju.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.03.20, 20:41
          Grupen został w końcu aresztowany. Zarzucono mu podwójne morderstwo z premedytacją. Jego sprawa stanęła na wokandzie 5 grudnia 1921 roku. Podczas procesu swoje zeznania zmieniła Irma Schade. Powiedziała, że tragicznego popołudnia jej ojczym wychodził z salonu. Miała jednak tylko 10 lat i jej słowa nie mogły o niczym przesądzić. Ale to, co mówili inni świadkowie, też nie było korzystne dla Grupena. Przedstawiali go jako mężczyznę o niezaspokojonych żądzach, zalecającego się do każdej bez wyjątku kobiety.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.03.20, 20:43
          Czy sukces towarzyski Petera Grupena można tłumaczyć czymś innym niż umiejętnym posługiwaniem się hipnozą?

          Ba. Przecież i list żony, i pasierbicy – których autentyczności nikt nie kwestionował – mogły zostać napisane pod nieodpartym wpływem jego "sugestii"! Oskarżenia Grupena o hipnotyzowanie ofiar dało się łatwo wytłumaczyć. W Republice Weimarskiej takie seanse były bardzo popularne, w Berlinie przyciągały tłumy. Hipnoza i sugestia stały się wtedy dziedzinami naukowymi, którymi zajmowali się wybitni profesorowie. I to oni pojawili się w charakterze biegłych na procesie Petera Grupena, między innymi największy niemiecki znawca zagadnienia, dr Moll z Berlina.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.03.20, 20:46
          Po jego wystąpieniu nic już nie miało znaczenia. Ława przysięgłych uznała Petera Grupena za winnego morderstwa z premedytacją Dorothei Rohrbeck oraz Ursuli Schade, a także nieobyczajnego zachowania w stosunku do tej ostatniej. Czekała go kara śmierci. Grupen walczył do końca o życie. Podjął nawet próbę ucieczki z więzienia w Hirschbergu.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.03.20, 23:16
          Na jawie wiedza medyczna Edgara była znikoma, jeśli nie żadna. Jednak leżąc we śnie na kanapie, fachowo opisywał przypadłość i zalecał remedium. W większości przypadków były to ogólnodostępne, ziołowe specyfiki oraz specjalne zestawy ćwiczeń dla chorego. Również nacieranie wszelkiego rodzaju olejami było ważnym elementem sposobu leczenia Caycego. Obecny podczas seansów Layne spisywał wszystko na kartce i dawał pacjentom. Z czasem jednak Cayce zaczął w śpiączce dawać rady, które trudno było uznać za czysto medyczne.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.03.20, 00:15
          nikt nas nie rozdzieli



          Zbrodnia, od której zaczęło się jej dorosłe życie, wzięła się z… przyjaźni. Czy raczej chorej miłości. 13-letnia Juliet Hulme nie mogła żyć bez swej przyjaciółki, o kilka miesięcy starszej Pauline. I odwrotnie. Obie dostawały histerii na myśl, że ktoś mógłby je rozdzielić. A na to się właśnie zanosiło. Juliet, Angielka urodzona w Londynie, była córką lekarza. W dzieciństwie zapadła na gruźlicę i rodzina wysłała ją do Południowej Afryki, by w ciepłym klimacie wyleczyła płuca. Gdy miała 13 lat, jej ojciec dostał posadę rektora w Canterbury University College w Nowej Zelandii i dziewczynka dołączyła do rodziców. Wreszcie razem, zamieszkali w mieście Christchurch. Juliet poszła do tutejszej szkoły dla dziewcząt. Tam poznała Pauline, która w dzieciństwie również ciężko chorowała, przez co była zwolniona z zajęć fizycznych w szkole. Za to pięknie rzeźbiła w glinie, malowała i przejawiała zdolności pisarskie. Przypadły sobie z Juliet do serca. Zaczęły wymyślać własne historie i marzyły, że razem wyjadą do Ameryki i zostaną pisarkami.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.03.20, 00:17
          Według ówczesnego prawa Nowej Zelandii tę zbrodnię karano śmiercią. Jednak wyroku nie można było wykonać na niepełnoletnich. Dziewczyny trafiły więc do dwóch różnych zamkniętych zakładów dla nieletnich, obie na pięć lat. O ich postępku było głośno na całym świecie. Pisano o „morderstwie stulecia”. W samej Nowej Zelandii sprawa miała, poza kryminalnym, jeszcze posmak obyczajowy. Media spekulowały, czy dziewczyny są lesbijkami, co w tamtym czasie uchodziło za chorobę psychiczną. Taką linię obrony obrali adwokaci dziewczyn: chcieli, by uznano je za chore umysłowo, a przez to niepoczytalne. Jednak powszechne oburzenie tym, co zrobiły, było zbyt duże. Zostały skazane, choć w społecznym odczuciu kara była zbyt niska.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.03.20, 00:19
          Jak to możliwe, że osoba z kryminalną przeszłością zrobiła taką karierę? Cóż, przez wiele lat nikt o tym nie wiedział, przynajmniej w Anglii. Nosiła inne nazwisko, lata mijały i coraz mniej przypominała nastolatkę z dawnych zdjęć. Niebezpieczeństwo, że ktoś ją rozpozna, było niewielkie, zwłaszcza że w swojej biografii pominęła fakt, że mieszkała w Nowej Zelandii. I być może jej przeszłość nigdy nie wyszłaby na jaw, gdyby nie film… Siedem lat po zabójstwie Honorah Rieper w Nowej Zelandii urodził się Peter Jackson (późniejszy reżyser m.in. „Władcy pierścieni”). Historia morderczych nastolatek wciąż była wtedy świeża i Jackson często o niej słyszał, gdy dorastał. Kiedy zaczął robić filmy, przypomniał ją sobie i uznał, że to świetny materiał na scenariusz. A w 1994 r. nakręcił „Niebiańskie istoty” z Kate Winslet w roli Juliet Hulme i Melanie Lynskey jako Pauline. Film zdobył nominację do Oscara i stał się głośny. A wraz z nim historia morderstwa sprzed lat.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.03.20, 00:20
          A kiedy dziennikarze pytają ją o przeszłość, odpowiada: „Przeszłość to przeszłość, nie ma sensu do niej wracać”. „Nigdy nie myślę o tamtej sprawie. Tylko wtedy, gdy pytają mnie o nią dziennikarze”. „Życie z poczuciem winy jest życiem ułomnego, okaleczonego człowieka. Nikomu nic to nie daje i jest zwyczajnie niemądre. Trzeba to przeskoczyć i iść dalej”. To tylko kilka cytatów z jej wywiadów z ostatnich lat.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.03.20, 00:34
          Czy George Reeves, aktor serialu „Przygody Supermana”, popełnił samobójstwo? A może zabiła go narzeczona albo kochanka czy jej mąż? W Hollywood, tak jak w hollywoodzkich filmach, wszystko jest możliwe…

          Tuż nad ranem 16 czerwca 1959 r. dwóch policjantów podjechało pod mały domek w niewielkiej odległości od Benedict Canyon na wzgórzach Beverly Hills w Los Angeles. Chwilę wcześniej ktoś dał znać, że padł tutaj strzał. W domu zastali kilku pijanych gości i równie pijaną narzeczoną gospodarza. Jego samego znaleźli na piętrze, w sypialni. Leżał nagi na łóżku w kałuży krwi, pistolet znajdował się pomiędzy stopami. W prawej skroni mężczyzny ziała rana po kuli, a struga krwi obryzgała ścianę aż do ukośnego sufitu. Policjanci natychmiast go rozpoznali: przed nimi leżał Superman. George Reeves, pierwszy aktor, który dał komiksowemu bohaterowi prawdziwą twarz i rozsławił go na cały świat, nie wyglądał już jak niezniszczalny, odporny na kule „człowiek ze stali”. Był martwy.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.03.20, 00:39
          Ale mało kto w to uwierzył. Zwłaszcza że niebawem do opinii publicznej zaczęły docierać przecieki z policyjnego raportu. Po pierwsze, wygląd rany sugerował, że pistolet, z którego strzelano, znajdował się w takim oddaleniu od głowy aktora, że nie było możliwe, by sam nacisnął na spust. W dodatku na pistolecie nie stwierdzono żadnych odcisków palców, a na dłoniach Reevesa śladów prochu. Co jeszcze dziwniejsze, nie było go też wokół rany na skroni, a powinien, gdy strzał oddawany jest z bliskiej odległości. Kula, która zabiła aktora, utkwiła w suficie, ale łuskę po niej znaleziono pod jego ciałem na łóżku. Sam pistolet leżał pomiędzy stopami Reevesa – musiałby więc – z wielką dziurą w głowie – wytrzeć go z odcisków palców i tam odłożyć. W dodatku, w podłodze znaleziono dwie dziury po kulach z tej samej broni. Czyżby Reeves próbował strzelać do siebie aż do skutku? Ale wszyscy obecni w domu zeznali, że słyszeli tylko jeden strzał. Domek aktora nie przypominał rezydencji wielkich gwiazd. Miał skromne trzy pokoje na dole i sypialnię z łazienką na poddaszu. Przez tandetny sufit słychać było nawet, jak aktor otwiera szufladę przy łóżku, gdzie trzymał pistolet. Wszystkie te niejasności nie zdziwiły policjantów. Szybko oficjalnie ogłoszono, że Reeves zginął w wyniku samobójstwa. A po Hollywood zaczęły krążyć rozmaite teorie spiskowe. Oliwy do ognia dolała jeszcze matka aktora, która od razu powiedziała, że jej syn został zamordowany. Wynajęła biuro detektywistyczne, by przeprowadzić własne śledztwo. Raport detektywów bardzo różnił się od ustaleń policji. Według niej Reeves strzelał, trzymając pistolet w prawej ręce. Tymczasem aktor po niedawnym wypadku samochodowym z trudem się nią posługiwał. Ponadto na jego ciele odkryto siniaki i zadrapania, jakby przed strzałem stoczył walkę. Detektywi byli przekonani, że w sypialni aktora był ktoś jeszcze. Ich zdaniem rozegrała się tam szarpanina i pistolet wystrzelił, być może przypadkiem. Ale policja z Beverly Hills nigdy nie odniosła się do ich raportu. Być może prawdziwe były pogłoski o presji wywieranej na śledczych, by jak najszybciej zamknęli sprawę.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.03.20, 00:40
          Przyjaciele Mannixów twierdzili, Eddie patrzył na romans swojej żony z Reevesem z pobłażaniem. Ponoć bawiło go, że Toni „matkuje” młodszemu od niej o 10 lat, walczącemu o przetrwanie w Hollywood, nieporadnemu facetowi. Wszystko, co Reeves miał, kiedy nie był jeszcze Supermanem, należało właściwie do Toni. To ona utrzymywała jego dom i samochód. Zaopatrywała jego barek i płaciła jego rachunki w restauracjach, gdy miewał przerwy w pracy. Ale pieniądze, którymi płaciła, należały do Eddiego. Nawet pistolet, który Reeves trzymał w szufladzie nocnego stolika, też na niego był zarejestrowany. Toni mawiała czasem, że Reeves był dla niej i Eddiego jak syn. Młodszy od Mannixa o 23 lata, istotnie mógłby nim być. Ale Eddie traktował go raczej jako zabawkę swojej żony, która nie mając dzieci, zawsze chciała się o kogoś troszczyć. Nawet mawiał o Reevesie: boy-toy (chłopiec zabawka). Przez kilka lat żyli więc w zgodnym czworokącie: Toni z Reevesem i Eddie ze swoją japońską kochanką. Wszystko się zmieniło, gdy Reeves porzucił Toni.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.03.20, 00:42
          Kto więc zabił Reevesa? Czy goście obecni tamtego wieczoru w domu Reevesa widzieli coś, czego potem nie wyjawili policji? Czy mogli widzieć kłótnię Lemmon z narzeczonym i przypadkowy wystrzał broni? Możliwe. Czy mogli widzieć celowe morderstwo, które postanowili zataić? Również możliwe. Zwłaszcza że Lemmon natychmiast po śmierci Reevesa wyjechała z Los Angeles, zabrawszy uprzednio z domu aktora nieco cennych rzeczy i wszystkie pieniądze. Nie została nawet na pogrzebie. Ale większość krążących po Hollywood teorii spiskowych łączyły śmierć Supermana z Mannixami. Jedne obwiniały urażonego w swej dumie Eddiego, a drugie mszczącą się za odrzucenie Toni. Z jej pozycją i znajomościami w świecie mafijnym mogła to zrobić nawet bez wiedzy męża. Ci, którzy dobrze ją znali, twierdzili, że była zdolna do zemsty… Ale wtedy zabiłaby raczej Lemmon.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.03.20, 01:08
          To były lata 60. – słodkie i niewinne. Londyn jest niekwestionowaną stolicą mody, dziewczyny tapirują włosy, podkreślają oczy grubymi kreskami, ikoną stylu jest Audrey Hepburn. Słucha się Mamas&Papas, Roya Orbisona, Deana Martina czy Doris Day. Za chwilę w ten słodki świat wtargną Beatlesi, hipisi i zrobi się zamęt, który zmieni nie tylko Londyn, ale i świat. Na razie jest miło, wszystko poukładane, każdy zna swoje miejsce w szeregu.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.03.20, 01:15
          Pewnego razu stracił 8 tysięcy funtów – około dwóch trzecich pieniędzy otrzymywanych rocznie z trustów rodzinnych. Innej fatalnej nocy w kasynie przegrał 10 tysięcy funtów, które jego wuj John Bevan, makler, pomógł mu spłacić, a Lucan potem zwracał dług przez dwa lata. Hrabia pracował w banku, ale rzucił to zajęcie krótko po tym, gdy wygrał 26 tysięcy (obecnie to około 200 tysięcy funtów), mówiąc: „Dlaczego mam pracować w banku, skoro mogę zarobić roczną pensję jednej nocy przy stoliku?".
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.03.20, 01:17
          Lady Lucan zostaje sama w domu z trojgiem dzieci i nianią Sandrą Rivett, młodą kobietą o niezbyt ustabilizowanym życiu, niewiele umiejącą, rozwódką, lubiącą jednak dzieci. Panie jakoś się dogadują. Sandra jest lojalna, w przeciwieństwie do poprzedniej niani, która była wtyczką lorda Lucana i raportowała mu, co się dzieje w domu. Hrabina zaczyna pracować na pół etatu, by pokryć choć w części koszty utrzymania domu.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.03.20, 01:18
          Gdy policjant wchodzi do ciemnego domu, panuje cisza. Na piętrze śpi spokojnie trójka lordowskich dzieci. Poza nimi nie ma nikogo. Pusto. Schodzi do sutereny, gdzie mieści się kuchnia i już na schodach widzi krew. W kuchni na podłodze leży worek pocztowy. Wystaje z niego kobieca ręka. Posterunkowy dotyka – jest zimna. Wzywa więc na pomoc wydział kryminalny.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.03.20, 01:20
          Kiedy Sandra długo nie wracała, Weronika ruszyła na półpiętro, usłyszała jakiś podejrzany rumor i zawołała kilkakrotnie nianię. Ta nie odpowiedziała, więc zeszła niżej, do sutereny. Wtedy w ciemnościach – światło nie działało – zaatakował ją jakiś mężczyzna. Lady Lucan uciekała po schodach na górę, upadła i rozpoczęła się nierówna walka. Metalowa rurka spadała na jej głowę i ramiona. W ferworze walki udało jej się złapać napastnika, za, no cóż, jaja.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.03.20, 01:22
          W Sussex lord Lucan przebywał kilka godzin: wyczyścił ubranie, napisał w gabinecie pana domu dwa listy – do szwagra i przyjaciela Billa Shand-Kydda. Jeden list tłumaczący sytuację i drugi w sprawie spłaty długów i ewentualnej sprzedaży rożnych rzeczy na ich pokrycie. Następnie uprzejmie, jak na lorda przystało, pożegnał panią domu i wyszedł. I nikt już nigdy lorda Lucana nie widział. Zniknął.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.03.20, 01:24
          Po pewnym czasie odbył się zaoczny proces. Sąd uznał hrabiego Johna Binghama, siódmego lorda Lucana, winnym zabójstwa Sandry Rivett. Koronnym dowodem, poza śladami w samochodzie, było to, że z ulicy nie można było zobaczyć, co dzieje się w suterenie.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.01.21, 14:04
          Prowadź należycie księgi stanu cywilnego
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.01.21, 14:08
          Nie niszcz tablic ostrzegawczych
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.01.21, 14:12
          Naprawiaj urządzenia!
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.01.21, 14:18
          Nie wylewaj nic przez okno
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.01.21, 14:23
          Pilnuj zwierząt
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.01.21, 14:28
          Nocą po stajni nie chodź z świecą
          Tu jest benzyna, precz więc cybuch
          Twe niedopałki pożar wzniecą
          Jak łatwo o paskudny wybuch
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.01.21, 14:32
          Rewolwer życie twoje chroni
          Twą strzelbą szybkim groź zającom*
          Do zabaw nie używaj broni
          Wystrzelić może ci niechcący

          *Nie popieram ale to był 1934 rok
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.01.21, 18:31
          Berlin. (W e s o ł e towarzystwo). Tu tejsza policva wykryła grono młodzieży', które u> pamieszkaniu prvwatnem, mimo zakazu naczelne; komendy na Marchię urządzało wdeczorki z tańca mi. W lokalach z żeńskp usługą, w którvch prze- hywmią osoby’ z półświatka, w'ydawano karty, za praszające na te zabawy taneczne, urządzane prze ważnie w' Szarlottenburgu. aż wreszcie jednej z ostatnich nocv noli ma kryminalna przy ulicy Kalk- reutha wykryła wyższe towarzystwo, składające sie z około 6p osób. Jakie zyski ciągnął gespedaft domu. w'ymika z tego. że za butelkę francuzkiego szampana kazał sobie płacić 50 mk., niemiecki szampan kosztow'af 30 mk., filiżanka czekolady 6 mk.. skibka chłebn, obłożona kiszką lub sztuką 5 marek.

          W 1917 jak dzisiaj
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.01.21, 23:19
          ZAMIESZKI W WASZYNGTONIE W STANIE KRYTYCZNYM - Interia - 06.01.2021
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.01.21, 23:23
          WASZYNGTON WIEC POPARCIA DLA DONALDA TRUMPA - Interia - 06.01.2021
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.01.21, 23:28
          KONGRES ZATWIERDZA WYNIKI WYBORÓW - Interia - 06.01.2021
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 07.01.21, 12:42
          REAKCJE BYŁYCH PREZYDENTÓW NA ZAMIESZKI - Interia - 07.01.2021
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 07.01.21, 12:46
          ZAMIESZKI W USA - Interia - 07.01.2021
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 07.01.21, 12:53
          CZŁONKOWIE GABINETU ROZWAŻAJĄ USUNIĘCIE DONALDA TRUMPA Z URZĘDU - Gazeta - 07.01.2021
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 07.01.21, 13:51
          TRUMP TO SZALONY UMYSŁ - www.tokfm.pl - 07.01.2021
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 07.01.21, 14:45
          UDERZYŁ PAŁKĄ W GŁOWĘ 52 LATKA. 18 LATKOWI GROZI DOŻYWOCIE - Nasze Miasto - 07.01.2021
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 07.01.21, 15:16
          Syn Tarkowskiego mieszkał na Florydzie. Zrobił karierę, stać go było na posłanie dzieci na uniwersytet. Tarkowski też – jak na polskie warunki – nie mógł narzekać. Miał niewielki zakład. Nikt tak jak on nie potrafił dobrać ram do obrazów.
          Nieźle zarabiał, kiedy kolejna fala nowobogackich zamawiała „obraz przodka” do salonu. Teraz zwolnił obroty. Już nie to zdrowie… Z dworca pojechał tramwajem do domu. Drzwi do zakładu były otwarte. „Czyżbym nie zamknął przed wyjazdem?” – zdążył pomyśleć. Przekroczył próg. I stracił przytomność.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 07.01.21, 16:03
          Czy warto zatem odmówić podania swoich danych przy legitymowaniu? Nie warto. Czyn taki jest wykroczeniem i może dać podstawę do zatrzymania i doprowadzenia na komisariat oraz nałożenia kary grzywny. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku, kiedy podamy nieprawdziwe dane.
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.01.14, 00:43
        Po procesie wyjechała z Krakowa bez pożegnania się z Lewickim. Mimo to korespondencję z nim prowadziła dalej, ale rzeczą widoczną było że stosunek tych dwojga wszedł w nową fazę i że ze strony Borowskij widoczne jest dążenie do zerwania.
        W kwietniu 1909 roku wraca Borowska do Krakowa z zamiarem zdania reszt egzaminów medycznych. Zaraz po przyjeździe zgłasza się do Lewickiego ale ten już nie reaguje na jej afekt sercowy, bo w międzyczasie zbliżył się do innej kobiety, do której gwałtowną zapałał namiętnością.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.03.20, 20:34
          Petera nie znosiła tylko Dorothea Rohrbeck, w rodzinie nazywana Dortë, spadkobierczyni majątku na Kleppelsdorf, osierocona przez matkę przy porodzie, a przez ojca 10 lat później. Mieszkała w pięknym pałacu pod opieką guwernantki, starej panny Zahn. Dorothea była szczupła i krucha, przypominała bardziej elfa niż 16-latkę. Z drobnej twarzy patrzyły poważnie wielkie, ciemne oczy.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 22.03.20, 20:36
          Kiedy zbliżał się czas obiadu, do pokoju pozostałych dziewcząt posłano pokojówkę. Po chwili wróciła, trzęsąc się z przerażenia i krzycząc: „dziewczynki nie żyją". Dywan do połowy przesiąknięty był krwią. Na nim leżały ciała dwóch dziewcząt, a obok nich pistolet. Dortea już nie żyła. Ursula dawała jeszcze znaki życia. Grupen ukląkł przy niej i zawołał: „Powiedz, kto to zrobił. Inaczej ja będę winny". Dziewczynka nie zdołała jednak wydusić z siebie żadnego słowa i zgasła. Peter podniósł jej ciało, żeby przenieść na łóżko. Pod nim znajdowała się torebka, w której było jeszcze 19 naboi i list zaadresowany "do Babuni".
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 23.03.20, 00:41
          Najpierw jego samochód o mało nie został zepchnięty w przepaść przez inny. Reeves wyszedł z tego mocno poturbowany i procesował się nawet o odszkodowanie. Wiele osób zwróciło wtedy uwagę, że w podobnym wypadku przed laty zginęła Bernice, pierwsza żona Eddiego Mannixa. Jej samochód również został zepchnięty i stoczył się po zboczu. Eddie zaraz potem ożenił się z Toni, z którą od dawna miał romans. Innym razem w aucie Reevesa zawiodły hamulce, kiedy jechał wąską, krętą drogą przez wzgórza Beverly Hills. Jak się potem okazało, ktoś spuścił z nich płyn hamulcowy. Później omal nie staranował go pędzący wprost na niego samochód; auta zderzyły się czołowo, a Reeves wyleciał przez przednią szybę.
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 06.01.21, 14:01
          Z knajpy wychodząc gdzieś nad ranem
          Uszanuj miłą śpiącym ciszę
          Bo cię wraz z lubym twym kompanem
          Posterunkowy wnet zapisze
        • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 07.01.21, 00:06
          Podobni postąpił Neron
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.01.14, 00:43
        Rywalka

        Kobietą tą była hr. Tyszkiewiczowa, wdowa po tragicznie zmarłym przed 6 laty lekarzu stacji klimatycznej w Zakopanem. W chwili gdy Borowska przyjechała hr. Tyszkiewiczowa była już narzeczoną Lewickiego.
        Borowska spostrzegła prędko zmianę w uczuciach Lewickiego i instynktem kobiecym odgadła jej przyczyny. Zbudziła się w niej zazdrość. Zaczyna śledzić każdy krok Lewickiego, odwiaduje się reszty szczegółów u personelu kancelari Lewickiego i niebawem rozpoczyna już na całej linii kampanię przeciw swemu byłemu kochankowi i obrońcy. Do tego jednak przede wszystkim potrzebne jej było wydobycie kilku swoich listów do Lewickiego, w których niebacznie zaakcentowała powrót swych uczuć do niego.
        Wydobycie tych listów stało się dal niej najważniejszą kwestyą i w tym kierunku wyładowywała całą swą energię.
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.01.14, 00:44
        Tajemnicze listy

        Lewicki jakby wiedziony przeczuciem że listy Borowskiej mogą być ważnym atutem w walce z tą kobietą - listów tych strzegł starannie. Borowska przyszedłszy raz do przekonania, że była tylko igraszką w ręku Lewackiego i narzędziem jego ambitnych planów, postanowiła rozmówić się z nim ostatecznie, stosunek zupełnie zerwać i wycofać od niego wszystkie listy i dokumenty, mogące stanowić dowód jej winy w przeszłości i jej upokorzenia.
        Rozpoczynają się częste jej wizyty u Lewickiego już nie w prywatnych jego apartamentach ale w kancelarii. On kryje się przed nią, zamyka, zabrania personelowi wpuszczać ją do siebie.
        Stosunek zaostrza się po obu stronach, padają wzajemne oskarżenia i groźby. Borowska traci równowagę moralną, uniesiona gniewem i rozgoryczeniem zaczyna się odgrażać przed obcymi nawet Lewickiemu osobammi, że musi on zginąć z jej ręki. Do jednego ze świadków odzywa się bez ogródek “strzelę mu w łeb”!
        Groźby te były echem postanowienia zgładzenia Lewickiego. A Lewicki jakby w przeczuciu demona tkwiącego w tej kobiecie nie dopuszczał jej do siebie, przyparty do muru rozmawiał z nią przy świadkach i nie rozstawał się brauningiem.
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.01.14, 00:44
        Tymczasem sprawa małżeństwa z hr. Tyszkiewiczową dojrzewałą. Lewicki wynajął już mieszkanie oddzielne, wypowiedział swój kawalerski apartament przy kancelarii i gotował się do stanu małżeńskiego. Po ślubie zamierzał odbyć dłuższą podróż za granicę. O wszystkim wiedziała Borowska, czujnie śledząca każdy krok Lewackiego i zdecydowała się rozciąć węzeł.
        W dniu 4 czerwca po raz ostatni zjawiła się w kancelarii Lewackiego o godzinie 4 po południu. Lewicki będący podówczas w biurze przywitał ją zimno i prosił aby zaczekała aż ukończy konferencję z klientami. Konferencja przedłużała się, personel wychodząc o godzinie 6 zostawił Borowską siedzącą na stołku pod gabinetem Lewackiego i oczekującą na przyrzeczoną jej chwilę rozmowy,
        Co się działo dalej nie wiadomo.
        Nazajutrz rano Lewicki znaleziony został z przestrzeloną skronią, a przy nim Borowska w charakterze siostry miłosierdzia.
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.01.14, 00:45
        Czy samobójstwo?

        Borowska w śledztwie twierdzi, że Lewicki zabił się sam ażeby jej udowodnić istnienie uczucia, które ona poddawała w wątpliwość. Że to jest wykluczone świadczy cały szereg okoliczności stwierdzających, że Lewicki daleki był od myśli samobójstwa. Położenie materialne jego było wtedy zupełnie dobre, słąwa jako obrońcy karnego ustalona. Starania o rozwód z żoną i zamierzone małżeństwo z Tyszkiewiczową na najlepszej drodze. Czyni on starania o zakup dóbr ziemskich, mebluje się, wynajmuje apartament na przyszłe ognisko domowe.
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.01.14, 00:45
        W dniu poprzedzającym tragiczny zgon zachowuje się zupełnie normalnie. Jest pełen pogody i humoru, omawia plan obrony procesowej jaką nazajutrz ma wnosić w sądzie. U hr. Tyszkiewiczowej spędza wieczór w najlepszym uosobieniu, mówi o kupnie automobilu, żartuje z dziećmi, zapowiada na następny dzień swoją wizytę. Wyszedłszy od niej rozmawia swobodnie ze znajomymi na ulicy, umawia się na wspólną wycieczkę do Wiednia w najbliższą niedzielę i około godziny 11 w nocy wraca do domu.
      • madohora Re: JADWIGA BOROWSKA - 1909 ROK 31.01.14, 00:46
        Czy można w tych okolicznościach przypuszczać możliwość samobójstwa? A potwierdzają argument “a centrario” ustalone w śledztwie inne okoliczności co do Borowskiej. W mieszkaniu jej znaleziono złożony na widocznym miejscu listo do pani Bujwidowej z prośbą o przygarnięcie jej dziecka, list do męża oraz flaszeczkę z morfiną i dołączoną prośbę, ażeby zaniechano sekcji, gdyż wymieniona flaszeczka tłumaczy przyczynę śmierci.
        List do męża brzmiał:
        “Daruj i to jeszcze...tak lepiej będzie dla małej, dla serca Twego i dumy Twojej, no a myślę że i dla Twojego życia...”
        Akt oskarżenia kończy się sformułowaniem wniosków, uzasadniających oskarżenie Borowskiej o zamordowanie Lewickiego.
        Borowska przez naturalny rozwój stosunków z Lewickim popadła z nim w konflikt i rozwiązała go indywidualnie silniejsza przez samo sądne usunięcie Lewickiego”.

        Polak nr 9/1910 z dnia 20 stycznia 1910 roku
    • cusiew44 Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 03.08.13, 11:55
      Interesują mnie takie rzeczy ale powiem szczerze, że tych akurat nie znałam a dużo czytam na ten temat
    • madohora TRUCICIEL Z SOSNOWCA? 20.08.13, 21:32
      SPRAWA GRZESZOLSKIEGO

      Przed sądem apelacyjnym w Warszawie toczył się w drugiej instancji jeden z najbardziej
      sensacyjnych procesów poszlakowych ostatnich czasów, proces „truciciela z Sosnowca",
      Pawła Grzeszolskiego, oskarżonego o zatrucie wych dzieci Jerzego i Lucyny straszliwą tru-
      cizną talem. Proces Grzeszolskiego zajmował już przez dłuższy czas opinię publiczną a pod-
      czas rozprawy w sądzie okręgowym w Sosnowcu ludność czytająca dzienniki żyła jedną myślą:
      będzie skazany, czy uniewinniony. Akt oskarżenia wniesiony przez prokuratora w dniu 16 marca b. r. zarzucał Grzeszolskiemu, że dopuścił się otrucia dwojga swych nieletnich dzieci przez dosypywanie przez czas dłuższy do pokarmów trucizny. Poza tym miał oskarżony zatruć przypadkowo służącą Cabajównę, która jednak wróciła do zdrowia. Przyczyną, dla której miał się zdecydować Grzeszolski na usunięcie dzieci, było to, iż sprzeciwiały się one małżeństwu z jego obecną drugą żoną. Rozprawa sądowa, która obfitowała w szereg niezwykle mocjonujących momentów (przesłuchano 132 świadków), zakończyła się wyrokiem skazującym Grzeszolskiego na karę śmierci z zamianą tej kary na mocy amnestii na
      karę bezterminowego więzienia. Materiał procesowy jest bardzo duży. Same motywy wyroku pierwszej instancji zawarte są na 80 stronach pisma maszynowego. Protokół rozprawy w sądzie okręgowym jest rekordowym, gdyż zawiera 505 stron. Obszerna jest również skarga apelacyjna wniesiona przez obronę. Sąd apelacyjny wydał w dniu 29 ub. m. wyrok, uniewinniający Grzeszolskiego.
      • madohora Re: TRUCICIEL Z SOSNOWCA? 20.08.13, 21:33
        SPRAWA GRZESZOLSKIEGO
      • madohora Re: TRUCICIEL Z SOSNOWCA? 04.04.18, 00:19
        Mariusz Trynkiewicz – nazywany „Szatanem z Piotrkowa” - pracował jako nauczyciel wychowania fizycznego. Zamordował czterech chłopców
      • madohora Re: TRUCICIEL Z SOSNOWCA? 25.06.18, 18:43
        Tego jeszcze nie znał świat
        Miał marzenie chłopiec. !2-tak
        Ukradł mamie kredytową kartę
        I udał się na wyprawę
        Oszukał wszystkich, swoich bliskich
        I potajemnie spakował walizki
        Po czterech dniach odnalazła go mama
        Nie wiem czy mu się opłacała ta wyprawa.
      • madohora Re: TRUCICIEL Z SOSNOWCA? 26.08.18, 21:39
        Makabryczna zbrodnia w Rudzie Śląskiej: Ojciec zabił żonę i dzieci

        We wtorek, 15 grudnia 2015 roku, w Rudzie Śląskiej w dzielnicy Bykowina policja znalazła w mieszkaniu trzy martwe osoby. Doszło do zabójstwa. Okazało się, że nie żyje 43-letnia kobieta oraz jej dwóch synów. 44-letni ojciec walczył o życiu w rudzkim szpitalu. Niedługo po tym zdarzeniu zmarł.
      • madohora Re: TRUCICIEL Z SOSNOWCA? 02.08.19, 22:19
        Na wstępie wczorajszego, 11 dnia rozprawy karnej przeciw-ko Stanisławowi Modzelewskie-mu, sąd ustosunkował się do wniosków obrony dotyczących dalszych badań nad poczytalno-ścią oskarżonego. Ponieważ we wniosku nie zarzuca się opinii powołanych przez sąd psychia-trów niejasności, bądt sprzecz-ności, a jedynie wskazuje na potrzebę weryfikacji (czego nie zna procedura procesu), sąd od dalii wniosek o powołanie dru-giego zespołu biegłych. Sąd stwierdził, że wskazywane we wniosku braki, w zakresie ba-dań, jezeli nawet wystąpiły, to nie mają wpływu na możliwość oceny osobowości oskarżonego i jego działania przestępczego. Sąd na zakończenie postępa­wania dowodowego ujawnił zgromadzone w toku śledztwa dokutnenty i dowody, a następ­nie udzielił głosu oskarżycielo­wi publicznemu.Niezwykle silnie zabrzmiały wczoraj w wielkiej sali Sąda Wojewódzkiego przemówienia oskarżycielskie obu występują­eycb w sprawie prokuratorów. Występujący jako pierwszy pro kurator R. Kacprzak, skoncen-trował uwagę na decydujących w procesie problemach dowie-dzenia oskarżonemu zarzutów objętych aktem oskarżenia. Pro ces osławionego „wampira z Gałkówka" toczy się w atmos-ferze powszechnego potępienia go przez całe społeczeństwo. W sposób odrażający naruszył onpodstawowy przywilej każdego człowieka -prawo do życia. Równocześnie jednak, jak to wymaga wysoki l:lumanitaryzm prawa, w procesie karnym li ... czyć się mogą tylko fakty i do wody oparte na prawdzie obiek tywnej. W 7 wypadkach za-bójstw, zbrodniarz usunął naj-waźniejszych świadków zbrod-ni. Kobiety, które zginęły -babki wnukom, matki dzieciom, młode robotnice i uczennice, nie wskażą winowajcy. Do za-bójstw tych przyznał się oskar-żony Stanisław Modzelewski. Twierdzi jednak, że nie pamię­ta, nie może pojąć, jak do tych gwałtownych czynów doszło. Jest to w świetle opinii bieg-łych nie do przyjęcia. Taką wi-dać obrał oskarżony linię obro-ny. Przesłuchiwany kilkadzie-siąt razy, nigdy nie podawał wszystkiego. Dawkował infor-macje w zależności od phedsta wionycb dowodów. Preoes do-wiódł niezbicie, że oskarżony miał obiektywne możliwości przebywania we wszystkich miejscach zbrodni, znal je do-brze I dlatego Je właśnie wybierał. Zeznania oskarżonego i świadków oraz materiał fakto-graficzny, ułożyły się w toku procesu w logiczną całość. o-skarżony, ulegając swemu spa-czonemu popędowi, przygotowy wal świadomie i realizował swe sadystyczne czyny. Szczególną szkodliwość spo-łeczną czynów zarzucanych St. Modzelewskiemu, scharakteryzo-wał w swym wystąpieniu dru-gi oskarżyciel -H. Szczęsny. Oskarżony miał wszystkie wa-runki, by życie swe ułożyć jak inni obywatele. Stal się jednak jednostką niebezpieczną, która dla zaspokojenia popędu, nie zawahała się przed czynami zbrodniczymi. Szkodliwość spo-łeczna osiągnęła w jego wypad ku stopień najwyższy. w przY-znaniu się oskarżonego, oskar-życiel publiczny nie dojrzał o-koliczności łagodzących, gdyż dotyczy ono tylko samych fak-tów. Co do czynów, oskarżony ani przez moment nie okazał skruchy. Tylko najwyż.sza ka-ra może zapobiec jego dalszej szkodliwościrciu o kwalifikację siedmiu toku śledztwa. Wątpliwości ob-nrzucanych czynów na >:asa-rońcy budzą okoliczności za-dzie art. 225 § l kk, wniósł bójstw i opinia biegłych o wczoraj 0 t-karanie st. Modze-świadomYtn działaniu. Umysło-lewsl<iegsuspicious 7a każde zabójstwo wość oskar:i;onego oeeniona zo-powiedzieć w ostatnim słowie'?„ Odpowiedź oskarżonego brzmia-ła: „Ja tam nikogo nie prze-konam, duszy nie pokażę, nie ma więc sensu. Niech sąd sam zarządzi". Dziś w 12 dniu procesu, sąd ogłosi wyrok. M. KRAJ0WNA karą śmierci. wniósł także 0 stała w niej przesadnie. Mimo ul<aran'e go karą śmierci za niestwierdzenia choroby psy-, zbrodnicze n apady dokonane w chicznej, mogły w postępowa-----------------czerwcu 19SJ r. oraz w czerwcu niu oskarżonego dojść do głosu :955 r.. 0 wymierzenie za pozo-psychozy działające okresowo I stale zarzuty odpowiednio wy-i wywołać spięcia oraz zaniki soltich kar i no7,bawienie go świadomości, powodujące prze-nrnw publicznvch i obywatel-wagę siły popędu nad wolą. -.kich praw honorowych na Obrońca przytoczył precedenso-~awsze. we przypadki procesów, gdy en vnr,punłL I uvU I\ ................ „„„ .... Po osl<arżycielach zabrał głos ce/alopatia, której jest wiele obrońca z urzędu J. Leszczyń-odmian -była uznana za pod-Zachmurzenie umiarkowane i ski. 2. wielkim talentem i pa-stawę niepoczytalności oskarżo-niewielkie. Możliwe opady śnie sją ud< lrn.mentował on w swym nego. Obrońca wniósł także o gu. Temperatura minimalna o-wystąpieniu wszystkie wątpli-zmiapę kwalifikacji co do usiło-kolb minus 3 stopni c (i poni-wości, które mogą w tej spra-wań 6 zabójstw na czyny z art. żej), maksymalna około minus wie przemówić na korzyść o-Z36 i 237 kk (uszkodzenia ciała). 1 st. C. Wiatry słabe i um1ar-skarżonego i podważyć słusz-Odrębną linię obrony przedsta-kowane, połudn.zach. ność zastosowania najwyższego wił drugi obrońca z urzędu, pro Jutro w nocy rozpogodzenia wymiaru kary. Obrońca posta-sząc w konkluzji sąd o miło-i mrożno. W dzień wzrost za-wii tezę, że w sarzutach za-sierdzie przy ferowaniu wyro-chmurzenia. bójs.tw wiele jest cech poszła-ku. Słońce dziś zajdzie o godzinie kowych l że St. Modzelewski Po wysłuchaniu głosów stron, 16.36, a jutro wzejdzie o 7.15. jako osobnik encefalopatyczny, sąd zwrócił się do St. Modze-Imieniny obchodzą dziś Aga-podatny na sugestię, wielJa tam nikogo nie prze-konam, duszy nie pokażę, nie ma więc sensu. Niech sąd sam zarządzi". Dziś w 12 dniu procesu, sąd ogłosi wyrok
        1969
      • madohora Re: TRUCICIEL Z SOSNOWCA? 22.09.19, 22:27
        Wiktorya Sinowicz, komornica ze wsi Zawady, dość wymownie opowiada fakt ujrzenia sofy, wystającej z wody, rogoże zaś spostrzegła leżące w odle głości jakichś stu pięćdziesięciu kroków
      • madohora Re: TRUCICIEL Z SOSNOWCA? 25.09.19, 16:54
        MOTYWY WYRORU. W SPRAWIE DAMAZEGO MACOCHA i innych. >JF ■ ■>r .1 Ogłoszony wyrok • sądy okręgowego Piotrkowskiego w formie ostatecznej Uwiera motywy następujące: "Wysłuchawszy tłómaczenia się o- B karżonych, śledztwa sądowego i roz praw stron, Sąd przedewszystkiem za trzymuje się na pytaniu co do tego, Cz y jest dowiedzione, że Zabójstwo Wacława Macocha Przez księdza Damazego Macocha do konane zostało z obmyślonym z góry Umiarem i jeżeli nie jest dowiedzione, to czy można i z drugiej strony uwa- *ac za rzecz prawdopodobną tlómacze- ni e się oskarżonego Macocha, jakoby z abił Wacława w stanie krańcowego rozdrażnienia, wywołanego skutkiem c *ężkiego znieważenia — spoliczkowa- hiem i obrażeniem ukochanej kobiety. Przystępując do rozważenia pierw szego z rzeczonych pytań, sąd zastana wia się nad tą okolicznością, że do za bójstwa z premedytacyą muszą istnieć Pewne przyczyny; musi być cel zabój stwa. Tymczasem w sprawie niniej szej śledztwo sądowe nic przyniosło bezspornych danych, na których za jdzie można byłoby przyjść do nie wątpliwych wniosków, zarówno co do Przyczyn, jak i co do celu zabójstwa Oskarżenie wysunęło to stanowisko, że celem zabójstwa było usunięcie przez o- skarżonego Damazego Wacława Ma- cocha, gdyż przeszkadzał mu w pdaniu kochanej kobiety. — Takie je dnak stanowisko zaprzecza faktycznej stronie rzeczy. Wacław ożenił się z Heleną nie z miłości, lecz dla pienię dzy', czego nawet nie ukry'wal. Obja wu jakiejkolwiek zazdrości w stosun ku do Damazego nie daje się w nim wcale zauważyć; przeciwnie zabiegi miłosne Damazego względem Heleny traktuje nietydko obojętnie, lecz nawet zachęcająco. Tak naprz. według słów świadka dorożkarza Józefa Golisa na 4 dzień po weselu Wacława z Heleną, kiedy wiózł ich oboje i ks. Damazego do wsi Lipie, był on bardzo zdziwiony tern, że w drodze Damazy' zaczął cało wać Helenę, a gdy' Helena nie dawała z początku swych ust do całowania, Wa cław rzekł do niej, iż może się teraz ca łować z Damazy m, gdyż wyszła zamąż za niego, Wacława, brata Damazego, poczem ks. Damazy i Helena długo się całowali. Wszystkie okoliczności zabójstwu świadczą raczej o tern, że dokonano go “nie z obmyślonym z góty zamia rem, lecz wskutek nagle wynilcłego roz mysłu. Przedewszy'stkiem ten, kto za wczasu obmyśla zabójstwo, nie będzie zapraszał ofiary' swojej listownie do określonego miejsca, aby taką drogą nie dać groźnej przeciwko sobie poszlaki, zwłaszcza, gdy taki list stać się może wiadomy bliskiej krcwny r m, lub jak w danym wypadku, Helenie Macocho-wej, żonie zmarłego Wacława. Następ nie, jakąby miał potrzebę premedytu- jący zabójca w takiej krwawej rozpra wie, jak zadanie siekierą ran śmiertel nych, a potem ambaras z ukryciem śladów zbrodni, malowaniem pokrwa wionych ścian i podłogi wówczas, gdy istnieje o wiele mniej kłopotliwych za biegów rozprawy z wybraną ofiarą. Dalej, jeżeliby przypuścić że Damazy Macoch z góry obmyślił zabójstwo, to samo z siebie wynika pytanie, dlaczego nie zaopatrzył się w swoim czasie w niezbędne przedmioty do ukrycia tru pa. Dlaczego rogoża i kosz nabywane są za pośrednictwem służącego Za łoga dopiero po zabójstwie? Dlaczego trup opakowywany zostaje we własne rzeczy podsądnego Damazego, w jego futro? Dlaczego z góry obmyśliwszy zabójstwo Wacława, Damazy w tak dziwny sposób ukrywa jego trup, w rowie, przy drodze? . • Prawda, za “piemedytacyą” jakoby przemawia zawczasu przygotowana przez Damazego siekiera, lecz zgodnie do zaprzysiężonego zeznania świadka Bernatowicza, od którego Damazy wziął siekierę, aby coś przyciosać, sa ma w sobie nie przedstawiała żadnej wartości, a była tępa i do niczego nie zdatna. Czyżby zatem oskarżony Da- rnazy, gdyby w rzeczywistości zawcza su obmyśli! dokonanie zabójstwa, wy brał do tego celu takie narzędzie i nie postarał się o lepsze, a przytem, czyby bral siekierę od stolarza klasztornego, a nie nabył by jej gdzieindziej postron nie, jeśli nie osobiście, to za pośredni ctwem swego zaufanego służącego Za łoga? Wyłożone wyżej przyprowadza sąd do przekonania, że zabójstwo Wa cława Macocha spełnione zostało bez obmyślonego z góry zamiaru. Ale wej, żonie zmarłego Wacława. Następ nie, jakąby miał potrzebę premedytu- jący zabójca w takiej krwawej rozpra wie, jak zadanie siekierą ran śmiertel nych, a potem ambaras z ukryciem śladów zbrodni, malowaniem pokrwa wionych ścian i podłogi wówczas, gdy istnieje o wiele mniej kłopotliwych za biegów rozprawy z wybraną ofiarą. Dalej, jeżeliby przypuścić że Damazy Macoch z góry obmyślił zabójstwo, to samo z siebie wynika pytanie, dlaczego nie zaopatrzył się w swoim czasie w niezbędne przedmioty do ukrycia tru pa. Dlaczego rogoża i kosz nabywane są za pośrednictwem służącego Za łoga dopiero po zabójstwie? Dlaczego trup opakowywany zostaje we własne rzeczy podsądnego Damazego, w jego futro? Dlaczego z góry obmyśliwszy zabójstwo Wacława, Damazy w tak dziwny sposób ukrywa jego trup, w rowie, przy drodze? . • Prawda, za “piemedytacyą” jakoby przemawia zawczasu przygotowana przez Damazego siekiera, lecz zgodnie do zaprzysiężonego zeznania świadka Bernatowicza, od którego Damazy wziął siekierę, aby coś przyciosać, sa ma w sobie nie przedstawiała żadnej wartości, a była tępa i do niczego nie zdatna. Czyżby zatem oskarżony Da- rnazy, gdyby w rzeczywistości zawcza su obmyśli! dokonanie zabójstwa, wy brał do tego celu takie narzędzie i nie postarał się o lepsze, a przytem, czyby bral siekierę od stolarza klasztornego, a nie nabył by jej gdzieindziej postron nie, jeśli nie osobiście, to za pośredni ctwem swego zaufanego służącego Za łoga? Wyłożone wyżej przyprowadza sąd do przekonania, że zabójstwo Wa cława Macocha spełnione zostało bez obmyślonego z góry zamiaru. Ale obelgę natychmiast, lecz nie czekałby, gdy Wacław uśnie, aby zabić go we śnie. Ziesztą Macoch, uświadamiając sobie bezpodstawność takiego tłoma- Czenia w pierwszem swem zeznaniu, złożonem agentowi policyi w Krako wie— Jasieńskiemu, ukrył tę okolicz mysłem, jakkolwiek bez obmyślonego z góry zamiaru, wskutek też czego sąd uznaje, że Damazy Macoch jest wi nien według 1 cz. 1455 ar. kod. kar. Co się tyczy innych zbrodni, o które Damazy Macoch został oskarżony, mianowicie: ność, że zabił Wacława podczas snu i o- . a ) kradzież ze skarbczyka pie- świadczył, iż po spoliczkowaniu go niędzy klasztornych; Przez Wacława, nie wiedząc co robi, I ^ sfałszowanie świadectwa pod Pochwycił siekierę i uderzył nią kilka ^ 20 kwietnia r. 1909 za Nr. 35 o wstą- razy krzywdziciela. A dopiero nastę-1 pj en ; u p 0C j imieniem światowem Ka pnie, gdy Jasieński zwrócił mu uwagę ^ C p ra w związek małżeński z Heleną że Wacław zabity został podczas snu, ^ jG Z yżanowską i świadectwa pod d. 24 Oskarżony Damazy, zmieszawszy się, | ma j a r X910 za Nr. 76 o swojej śmierci, potwierdził ten fakt. Irzeba wogóle ■ j tt ^ ra Ize komo miała nastąpić 22 lute- przyznać, że całe opowiadanie Dama- j go f jgpg podrobienie na tych świa- *ego Macocha o “policzku, wymierzcr j c j ectwac j 1 podpisów ks. Dakowskiego; . ... o} o nro c n ro tirt o WIO — I , ^ « • » • 1 • 1 ńym mu pizez Wacława sprawia wra- ^ p OC jrobienie pieczęci urzędnika żenie opowiadania nieprawdziwego, stanu cywilnego parafii Parzymiechy gdyż rzeczą jest zupełnie nieprawdopo- oraz dobną, aby gość, który znieważył go- j ^ kradzież pieniędzy Bonawen- spodarza spoliczkowaniem, korzystał' j ury Gawełczyka —- dalej z jego gościnności i ze spokojem j p, zbrodnie oskarżonego Macocha Udał się na spoczynek do pizeznaczone -1 zU p C [ n j e dowiedzione przyznaniem go dlań pomieszczenia, zamiast wyjść j ego do nich, zgodnem z okoliczno- zupełnie. Widocznie opowiadanie o £ c [ am ; S piawy. Zresztą odnośnie kra- ‘‘policzku’’ potrzebne było Damazcmu, dzieży 5000 rb. w listach zastawnych u aby zmniejszyć własną winę i przeko- j Gawełczyka, NI aCOC h objaśnił w sądzie, nać, że Wacław przez swe postępowa- że j isty owe skradzione zostały nie nie, doprowadziwszy go do ostateczno- plzez n ; eg0i i ecz przez ks. Olesińskiego, ści , sam w części jest winien krwawego [ jemu za rb
      • madohora Re: TRUCICIEL Z SOSNOWCA? 22.08.20, 00:41
        Serię morderstw rozpoczął w 1992 roku. Ofiary wyszukiwał głównie w pobliżu szkół, byli nimi chłopcy w wieku od ośmiu do szesnastu lat. Zapraszał ich na spacer głównie w odludne tereny, a potem przywiązywał ich nylonowymi sznurkami, gwałcił, torturował i brutalnie mordował. Często obcinał im głowy. Ciała zabitych często chował w zbiorowych mogiłach. Do czasu jego aresztowania w kwietniu 1999 roku, policja znalazła ciała 114 ofiar. Policjanci nie podejrzewali, że to efekt działalności seryjnego mordercy, uważając ich za ofiary rytuałów satanistycznych.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.10.13, 18:33
      ZBRODNIE CRIPPENA

      Hawley Harvey Crippen, znany głównie jako Dr Crippen (ur. 11 września 1862, zm. 23 listopada 1910) – angielski lekarz (z pochodzenia Amerykanin) stracony za zabójstwo.
      Jako lekarz specjalizował się w chorobach oczu i uszu. Jego drugą żoną była Kunigunde Mackamotski (z pochodzenia Polka, znana pod nazwiskiem Cora Turner). W 1900 roku lekarz przeniósł się wraz z żoną do Anglii i osiadł w Londynie, gdzie pracował w angielskiej filii firmy farmaceutycznej. Po przyjęciu w domu doktora 31 stycznia 1910 roku Crippen rozpowiedział, iż żona wróciła do Stanów, gdzie po pewnym czasie zmarła i została skremowana w Los Angeles. W rzeczywistości Hawley Harvey Crippen otruł i poćwiartował Corę Turner, a ciało schował w piwnicy swego domu. Zniknięciem żony doktora zainteresował się Scotland Yard, który zlecił przeszukanie domu mordercy – co doprowadziło do ujawnienia szczątek, które Bernard Spilsbury zidentyfikował jako ciało Turner. Hawley Harvey Crippen chcąc uniknąć aresztowania, musiał zbiec z Anglii. Przedostał się wraz z kochanką Ethel le Neve do Belgii. Dalej zamierzał popłynąć przez Atlantyk do Kanady. Na pokładzie „Montrose’a” jego kochanka udawała syna Crippena (w celu uniknięcia rozpoznania przez załogę). Kapitan statku nabrał jednak podejrzeń i za pomocą telegrafu skontaktował się z policją. Scotland Yard zdecydował się za pomocą statku SS „Laurentic” (który był szybszą jednostką) dotrzeć do Quebecu wcześniej od Crippena i tam w porozumieniu z kanadyjską policją dokonać aresztowania. Doktor i jego kochanka zostali aresztowani jeszcze na „Montrosie” 31 lipca 1910 roku.
      Podczas procesu ławnikom wystarczyło zaledwie 27 minut, by uznać Crippena za winnego i skazać go na karę śmierci poprzez powieszenie. Jego kochankę uniewinniono. Wyrok wykonano 23 listopada 1910 roku. Sprawa była swego czasu bardzo głośna. Ujęcie Crippena było możliwe dzięki telegrafowi. Był to pierwszy przypadek, by to urządzenie pomogło w ujęciu groźnego przestępcy. W 2007 roku David Foran z Michigan State University zasugerował, że zwłoki znalezione pod podłogą domu państwa Crippen nie należały do Cory, gdyż wykluczają to przeprowadzone badania porównawcze DNA z odnalezionych w 1910 r. szczątków oraz pobranego od krewnych Cory. Jedna z teorii zakłada, że Crippen przeprowadzał nielegalne aborcje, a zwłoki należały do jednej z jego pacjentek, która zmarła w czasie zabiegu. Część badaczy twierdzi też, że próbki ze szczątków mogły ulec kontaminacji albo krewni Cory mogli nie być jej prawdziwymi krewnymi (stąd negatywny wynik badań DNA). Inna hipoteza zakłada, że zwłoki mogły zostać ukryte pod podłogą piwnicy jeszcze przed tym jak państwo Crippen wprowadzili się do swojego domu.

      pl.wikipedia.org/wiki/Hawley_Harvey_Crippen
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.10.13, 18:38
      Crippen został wraz z miss Le Neve aresztowany. Ujęto ich na statku Montrose jadącym z Anglii do Ameryki. Crippenowi zarzucają zamordowanie własnej żony. Sensacja ta trzyma w napięciu steki tysięcy osób czytających pisma Europy i Ameryki. Ciekawe są szczegóły tej podróży morskiej zanim Crippen i jego towarzyszka zostali aresztowani.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.10.13, 18:58
      -2-

      Telegram Kapitana Montrose

      Kiedy obudziło się we mnie podejrzenie, że Robinsownowie przebywający na pokładzie statku to Crippen wraz z towarzyszką zebrałem wszystkie wiadomości o Crippenie z gazet, które miałem pod ręką. Wyczytałem tam, że ma on wstawione zęby, opowiedziałem więc Robinsonowi jakąś wesołą historyjkę, śmiejąc się z niej otworzył szeroko usta i wówczas zobaczyłem, że ma sztuczne zęby. Robinsonowie przybyli na okręt w brązowych ubraniach i szarych kapeluszach, jedynym pakunkiem jaki mieli z sobą była nieduża torba ręczna. Starałem się zbadać skąd pochodzą kapelusze. Podczas obiadu oglądnąłem je. Kapelusz Robinsona ojca miał metkę firmy brukselskiej, kapelusz Robinsona syna nie miał żadnego znaku, miał tylko obfitą podkładkę papierową. Spodnie młodego Robinsona opięte były bardzo na biodrach, rozdarte były nieco z tyłu i spięte kilkoma agrafkami. Dalej spostrzegłem że młody Robinson ukradkiem z wielkim uczuciem ściskał rękę ojca i patrzył nań z wielkim przymileniem. To nie jest w zwyczaju mężczyzn. Również wszystkie maniery wskazywały na to że jest kobietą, starannie wychowaną, delikatna i miłą w obyciu....Unikał młody Robinson towarzystwa. Rzekomy ojciec odnosił się do swego syna z uprzejmością niezwykłą...Jakkolwiek młody Robinson nie zdradzał żadnej trwogi i moż e o zbrodni swego rzekomego ojca nic nie wiedział - robi wrażenie dziewczyny o bardzo słabej woli.
    • madohora SPRAWA CASTELLEZOWEJ 23.10.13, 12:38
      SPRAWA CASTELLEZOWEJ - 1911 ROK

      Zamach morderczy na własną ciotkę? Pudeł?ko zatrutych pomadek.


      W sobotę toczył się przed trybunałem przysięgłych w Wiedniu ciekawy proces. Kobieta z dobrych sfer towarzyskich, odebrała sobie życie w Petersburgu były Berta Castelle żona urzędnika poselskiego przy carze dworskim o nieposzlakowanej opinii, matka trojga dzieci, ,
      Własna jej ciotka, niejaka Laura Morawek, kobieta bogata, dała jej 12.000 kor. z przeznaczeniem na posag dla jej najstarszej córki z tem jednak ograniczeniem, że Castellezowa miała jej dożywotnio płacić procenta od tej kwoty. Tymczasem mąż Castellezowej zapuścił się w rozmaite spekulacye i stracił całą ową sumę 12.000 kor. Rodzina żyła w bardzo przykrych stosunkach, gdyż szczupła pensya miała nie wystarczać na opłacenia najniezbędniejszych potrzeb rodziny. Mimo to Castellezowa płaciła swojej ciotce aż do kwietnia ubiegłego roku skrupulatnie przyrzeczone procenta, lecz gdy zapadła lipcowa rata procentowa a nie miała najmniejszych widoków wystarania się o potrzebne kwoty, wpadła na
      piekielny pomysł pozbycia się raz na zawsze niewygodnego wierzyciela. Oto pod wpływem afery Hofrichtera sporządziła pomadki czekoladowe z silną trucizną i całe pudełko takich pomadek posłała pocztą swojej ciotce. Ciotka po zjedzeniu pierwszej pomadki dostała silnych wymiotów i mdłości a przywołany lekarz skonstatował zatrucie sublimatem. Ciotkę uratowano od śmierci a Castellezowa została aresztowana. Już w śledztwie przyznała się Castellezowa z skruchą do swej winy, tłumacząc się niepoczytalnością, a na rozprawie w całej rozciągłości powtórzyła swoje zeznania. Na rozprawie wyszło na jaw, że Castellezowa była ofiarą lekkomyślnego trybu życia własnego męża, który wszystko przetrownił. Mimo to nigdy się przed nikim nie skarżyła, lecz wszelkiemi siłami starała, aby sposób życia rodziny utrzymać na przyzwoitym poziomie. Trybunał przysięgłych wydał wyrok uniewinniający. Wyrok ten wywołał w całym Wiedniu wielkie wrażenie.

      Ilustrowany Kurier Codzienny/ luty 1911 rok
      • madohora Re: SPRAWA CASTELLEZOWEJ 23.10.13, 12:45
        Uwolnienie trucicielki. W sobotę odbyła się w Wiedniu przed sądem przysięgłych rozprawa przeciw Bercie Castellezowej, żonie urzędnika kolejowego, która otruła swoją kuzynkę Laurę Morawetzównę przy pomocy zatrutych czekoladek. Morawetzówna powierzyła Castellezowej cały swój majątek z obowiązkiem płacenia procenta. Castellezowa cały ten majątek strwoniła a nie mając z czego płacić otruła Morawetzową. Po rozprawie w trakcie której Castellezowa przyznała się do zbrodni sędziowie wydali wyrok uwalniający ze względu na skruchę, jaką oskarżona okazała na rozprawie. Oskarżona sama nie wierzyła temu w pierwszej chwili i zemdlała ze wzruszenia. Publiczność przyjęła wyrok oklaskami

        Polak Nr 15 - 14.02.1911

        * (UWOlllicl1il' trUClcielkL) Vi so-
        boI
        adbyla sil' w Wiedlliu pfled
        dem pfZYSI
        lych
        ro£vraw.1 I,r,ceiw Bercie C.,slrllczowcj, :ionic urz

        dr1ika kol('Jowl'go, klMa oil ul., swoji' klllYllk
        Laur

        MOI'"we,d,wlI\' pr/Y pomocy /.Itmych cllkicrkow. Mo-
        raweldAVna puwierLyld Cdslellc£owej caly swuj maj
        -
        tek L OUOWI
        ,J<iClU placcu'" proccnlll. Castcllezowa
        caly tl!fl n],J
        ,,'ek 8trwonila, a nie majac .1 czego pla-
        cie odsclcI., otru!,1 Morawet/ownf. Po rozprawie, w
        cz.'\Sie kl6rcj C:,slclle/Owa pf£Y7onala si
        do zbnx!m,
        b
        JLjC)WjC wyd.11i wyruk u-w,Ihliaj
        cy zc w,glfdu na
        skruchf, jak;,t askar .lona okazala na ro7oprawie. Oskar-
        ZOIW 8i'm,I nie wicl'.1vla tCIIIU w picrwsiej chwiJi i
        .1cmu!ala LC WlrllSZcma. I'IIbJiczno5c przyk1a wyrok
        okJd8kaJnL
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 11.04.14, 20:13
      [b]SPRAWA LUBOMIRY ROMANÓWNEJ[/color]

      5 czerwca 1931 roku na przedmieściach Dorbromil doszło do mordu na 27- letnim niemieckim koloniście Karolu Hartmanie. Właściciela kilkunastomorgowego, dobrze prosperującego gospodarstwa zastrzelono a na miejscu znaleziono cztery łuski, które były identyczne z tymi jakimi wcześniej uśmiercono woźnego Kasy Skarbowej Michała Ferenca. O zbrodnię została podejrzana służąca Hartmanów. W wyniku śledztwa ustalono, że właśnie służąca widziała jako ostatnia Hartmana. W trakcie dalszego śledztwa zeznała ona, że dwaj nieznani jej mężczyźni (jak się później okazało utrzymywała z nimi obiema intymne kontakty) poprosili ją o wywołanie z domu Hartmana, gdyż mają do niego pilny interes. Przyciśnięta do muru zeznała że byli to Jan Szymański i Zbigniew Gołębiowski. Śledczy wkrótce natrafili na dwóch młodych mężczyzn, którzy bez opamiętania wydawali duże kwoty pieniędzy w knajpach. Obaj panowie byli bezrobotni a na czas popełnienia zbrodni nie mieli alibi. Jednak dowody zebrane na miejscu przestępstwa były niewystarczające. Lecz Romanówna nadal obstawała przy swoich zeznaniach. Gołębiowskiego połączono przy okazji ze sprawą zamordowanego Ferenca. Podejrzani nie przyznawali się do winy, na jaw wyszły jednak nowe okoliczności. Dowody winy nie przekonały jednak wszystkich przysięgłych, którzy podzielili się równo na tak i nie - w wyniku takiego werdyktu winni zostali uniewinnieni. Sprawa trafiła do ponownego rozpatrzenia i w marcu 1932 roku, mimo tego że proces był w dużej części procesem poszlakowym Szymańskiego skazano na osiem lat więzienia a Gołębiowskiego na sześć. Romanówny nie postawiono zarzutów, uznając że nie była w sprawę zamieszania. Dwa lata później na jaw wyszły fakty, które mogły świadczyć o tym, że służąca mijała się z prawdą. Do jednego z adwokatów zgłosiła się żona Hartmana twierdząc, że sprawcą zbrodni był jej sąsiad Toman Hyk. Sprawa nigdy nie znalazła rozwiązania ani też do dzisiaj nie wiadomo jaką rolę w całej sprawie odegrała Romanowa, czy sama podżegała do zbrodni, czy chciała się zemścić na swoich kochankach czy może znała mordercę ale z uwagi na to, że była z nim w jakiejś relacji kryła prawdziwego mordercę.

      Tajny Detektyw - 1932
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 11.04.14, 20:19
      SPRAWA MARII ZAJDEL

      30 stycznia 1938 roku. Na komisariacie w Łodzi pojawiła się 29-letnia Zajdlowa. Szlochając zgłosiła zaginięcie Zosi (†12 l.). Miała w ręku list od porywaczy. Sprawą zajął się osobiście sam komendant policji. Jak twierdziła Zajdlowa, nie od razu zgłosiła to na policję, bo zdarzało się, że dzieci z dzielnicy gdzieś znikały, a potem same wracały. Ale gdy otrzymała anonim, od razu zgłosiła się na policję. Z listu wynikało, że Zosia została porwana z zemsty za niespłacony dług zmarłego ojca Zosi. W ostatnich tygodniach w mieście zaginęły dwie inne dziewczynki. Natychmiast wszczęto więc poszukiwania.Po całym kraju rozesłano telefonogramy z dokładnym rysopisem Zosi. Pierwsze wątpliwości przyniosły rozmowy z sąsiadami. Nie mieli dobrego zdania o matce Zosi. Rewizja w domu Zajdlowej nic nie dała. Ale bystry policjant zabrał wtedy próbkę jej pisma. I potwierdzono, że anonim był pisany ręką Marii. Szef policji oskarżył niewysoką brunetkę o zabicie własnej córki, a ta bez słowa upadła na ziemię i przez kolejną dobę nie odzyskała przytomności. Trzech niezależnych lekarzy nie miało wątpliwości, że podejrzana symuluje, ale nie byli w stanie jej „ocucić. Ciało Zosi znaleziono w kloace na podwórzu domu. Sekcja zwłok wykazała, że dziewczynkę uderzono w głowę i uduszono. Mimo dowodów, w tym śladów krwi w mieszkaniu, Zajdlowa nie przyznawała się do zabójstwa. A do policji dotarł kolejny anonim, w którym nieznana kobieta przyznawała się do zabicia Zosi. Bo ponoć Maria odbiła jej ukochanego. Rzewne wyznanie nie zrobiło na policji wrażenia. Tysiące ludzi przyszło na pogrzeb Zosi. Setki gromadziły się przed gmachem sądu. Proces Zajdlowej nie schodził z czołówek gazet. Uliczni grajkowie pisali o niej piosenki, a biografia sprzedawała się jak świeże bułeczki. Sąd skazał dzieciobójczynię na dożywocie. Prokurator, kreśląc jej portret psychologiczny, napisał: kłamie, udaje, pozuje i nigdy nie jest sobą. – Zabiłam, ale zamiaru nie miałam – powiedziała w ostatnim słowie przed sądem Zajdlowa.

      Fakt.pl
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 11.04.14, 20:57
      PROCES GRZIWY Z CHORZOWA

      Po wybadaniu oskarżonego Grziwy o zamordowanie 5-letniej dziewczynki Maryi Zapora, przystąpił sąd do przesłuchania świadków. Jako pierwszy świadek zeznawała matka zamordowanej dziewczynki Katarzyna Zaporowa mieszkająca w tym samym domu i na tem samym piętrze co oskarżony wraz z Leszczyńską i Buroniową. Miała ona dwoje dzieci 4 letniego chłopczyka i dziewczynkę urodziną 24 lipca 1909 roku, która została zamordowana. Zamordowana była zdrowem i grzecznym dzieckiem. We wtorek 21 lipca roku zeszłego matka zamordowanej zaniosła bieliznę na strych i zabrała z sobą dzieci. W drodze powrotnej szwagierka jej mieszkająca na 3 piętrze posłała dziewczynkę po mleko. Dziewczynka jednak powróciła ze składu bez mleka i świadek poleciła swojej córce by garnek i pieniądze zaniosła ciotce. Gdy dziewczynka nie wracała od Dietrichowej matka udała się do szwagierki po dziecko, lecz córki nie zastała tam, gdyż jak zeznała szwagierka dziewczynka już dawno była poszła. Matka szukała tedy córki, stukała także do drzwi oskarżonego lecz mieszkanie było zamknięte. Nazajutrz wraz z mężem szukała bezskutecznie córki w okolicy. W końcu wpadła matka na myśl by przeszukać wychodki, gdyż dziewczynka mogła wpaść do ustępu. W dniu 29 lipca wypróżniono ustępy i wydobyto z dołu paczkę związaną sznurkiem. Zwłoki owinięte były w szmaty urwane z sukni Grziwowej. Jako druga zeznawała szwagierka matki zamordowanej Marya Zapora mieszkająca w tym samym domu na 3 piętrze. Widziała ona jak matka stukała do drzwi oskarżonego lecz były zamknięte a jednocześnie wołała zamordowaną po imieniu. Dalej zeznała, że w dniu w którym dziecko zaginęło oskarżony siedział na ławce na dworze do południa z Bujarą. Po południu znowu obaj razem. Tego samego dnia szło kilka dziewcząt młodych na kolej. Grziwa podszedł do jednej z nich i objął ją wpół lecz dziewczyna uderzyła go w twarz. Grziwa szedł mimo to za dziewczętami na dworzec. Świadek Bernard Zapora dowiedział się o zniknięciu dziecka, gdy wrócił z pracy do domu. Światek sędzia Herzmann był w okresie morderstwa na urlopie. Gdy wrócił wstępne śledztwo było już rozpoczęte. W dniu 5 sierpnia kazał oskarżony zaprowadzić się do sędziego i w zeznaniach obwiniał Bujarę o morderstwo. Świadek Pel dozorca więzienny zeznaje, że żona oskarżonego przybyła do więzienia na rozmowę z mężem. Przy tej sposobności Grziwa wsunął żonie świstek na którym było napisane "Kochana Rózio podaję cię jako świadka, ty nie będziesz przysięgać lecz musisz zeznać, że pojechałem do ciebie. Gdy otrzymasz zapozew na sprawę zeznaj, że klucz od mieszkania pozostawiłem w domu, gdyż Bujara miał przyjść po gramofon". List ten dozorca odebrał. Świadek sędzia v. Poltermann był obecny przy badaniu zwłok. Oskarżony został do sekcji przyprowadzony. Był on zaniepokojony i oświadczył kilkakrotnie, że takiego dziecka nie będzie przecież mordować. Gdy się go zapytano jak dostały się kości do pieca odpowiedział, że nie wie, może kto z zemsty je tam włożył. Świadek policjant Szymankiewicz udał się po wydobyciu zwłok z wychodka do mieszkania oskarżonego. Podłoga i poduszki były zbryzganie krwią, w pokoju musiała być ludzka krew, gdyż podłoga była zmyta u w jednem miejscu świeżo sheblowana. W piecu znalazł kości (piszczele), w popielniku zaś był kał ludzki w papier zawinięty, włosy i krew. Świadek Grzodzik, robotnik przy czyszczarni wypompowywał wychodki. Wydobył on z ustępu podłużną paczkę, z której wychylała się głowa. Gdy to zobaczyła Zaporowa wołała: "Moja Maryjka, moja Maryjka. Świadek Piekarz zeznawał co oskarżony czynił i gdzie przebywał w dniu morderstwa. Świadka Bujarę niezaprzysiężono. Zeznał on, że pił z Grziwą w dniu 21 lipca, że nie poszli do pracy lecz udali się do Król Huty, gdzie Grziwa wszczął kłótnię z pewną dziewczyną. Udali się następnie do karczmy Posisa i pili wódkę. Grziwa wyszedł - jak mówił - do domu po pieniądze. Grziwa jednak nie wrócił. Nazajutrz gdy się pytał oskarżonego czemu nie wrócił oświadczył Grziwa, że spał. Świadka na mocy podejrzenia o morderstwo aresztowania 31 lipca przesiedział w śledztwie do 24 grudnia. Przewodniczący zapytał świadka czy popełnił zbrodnie przeciw moralności i czy potem dziecko zabił. Świadek zaprzeczył poczem go zaprzysiężono. Inni świadkowie zeznali mniej więcej to samo. Świadek Buroniowa dodaje, że Grziwa przybył do niej 23 lipca i pożyczył od niej piły żeby rzekomo naprawić chlewik dla królików.

      Polak Nr 116/1915
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 27.09.17, 21:37
        ZAGINIĘCIE J. ZIENTARY
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 27.09.17, 21:41
        SPRAWY NIE ROZWIAZANE LAS KABACKI I J, BRZESKA
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 27.09.17, 21:47
        PORWANE MADELEINE PRZEŁOM
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 27.09.17, 23:01
        HORROR, KTÓRY WYDARZYŁ SIĘ NAPRAWDĘ
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.10.17, 21:58
        Zabił ukochana i strzelił do siebie w niewielkiem mieszkanku przy ul.Wilczej 14a rozegrał się wczorai wieczorem ostatni akt dramatu miłosnego. Strzały rewolwerowe przecięły pasmo życia młode] dziewczyny i powallły na łoże szpitalne sprawcę tragicznej rozprawy. Wspomniane mieszkanie Jest własnośclą panny Janiny Michałakówny, młodej modystki, do które] zjechał ze wsi brat Jej, 24-letni Paweł, mieszkający stale u ojca swego, właściciela niewielkiego majątku ziemskiego w
        pow. płońskim. Tam, w tym dworku, zwanym „Dłużniewo", spędzała ubiegłe wakacie 19-letnia panna Zofja Wawrzecka,
        (zam. z rodzicami w Warszawie przy ul. Nowowiejskiej 4), uczennica seminarium ochron. i szkoły freblowskiej
        L. Turzadskiej (Chmielna 10) — dalej w czasie wspólnie spędzanych wakacji między Pawłem Michalakiem a Zofią Wawrzecką zrodziła się miłość, która z biegiem czasu przemieniła się w gorące, wielkie uczucie. Młodzieniec pragnął ożenić się z ukochaną dziewczyną, rodzice jej jednak byli temu przeciwni z uwagi na młody jej wiek i nieukończoną Jeszcze
        szkolę. Wczoraj, po przyjeździe brata ze wsi, panna Janina Mlchalakówna poszła na Chmielną pod szkołę i tam,
        doczekawszy się -wyjścia Wawrzecklej zaprosiła ]ą do siebie na herbatkę. Między Michalakiem a ukochaną
        przezeń dziewczyną zaraz po spotkaniu gwałtowna rozmowa. Młodzieniec żądał stanowczo, żeby ona zignorowawszy zakaz rodziców wyjechała z Warszawy I wzięła z nim ślub. Wawrzecka nie godziła się na to żądanie. Rozmowa stawała się coraz gwałtowniejsza, aż w pewnej chwili młodzieniec wyjął szybkim ruchem rewolwer z kieszeni i zaczął strzelać. Dwie kule ugodziły w pierś młodą kobietę, zabijając ją na miejscu, trzecią przeznaczył zabójca dla siebie, kierując lufę w głowę.
        Ten trzeci strzał nie był iednak celny — młodzieniec padł tylko ciężkoranny i przewieziony został w stanie niebezpiecznym dla życia do szpitala Dz. Jezus. /1932/
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.10.17, 22:12
        Zatrute czekoladki dla rywalki

        Warszawskie władze śledcze otrzymały teraz nielada zagadkę do rozwiązania. Sprawa przedstawia się w sposób
        następujący: Młoda i urocza p. Janina K. (toczące się śiedztwo nie pozwala ujawnić nazwiska) poznała w jednym z nocnych
        dancingów starszego dżentelmena, którego przedstawiono jako rniljonowego przemysłowca z prowincji. Starszy pan z miejsca zakochał się w pięknej panience i począł jej do mieszkania nadsyłać masami kwiaty i cukierki.bogatym narzeczonym, który zjedzie lada dzień, by się oświadczyć. Gdy onegdaj przyszło całe pudlo cukrów, skosztowała je młodsza siostra i upadła na ziemię, wijąc się w bólach. Wezwany lekarz, zarówno jak władze śledcze, stwierdziły, że zachodzi
        wypadek zatrucia arszenikiem, który był umieszczony w czekoladkach. Dalsze śledztwo ustaliło, że bogaty konkurent posiada — zazdrosną żonę, która podobno dowiedziała się ostatnio o swej rywalce i przysłała jej te zatrute czeloladki

        Dzień Dobry 1932
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.10.17, 22:20
        W umywalni koszar 12 komisariatu policji- przy ul. Daniłowiczowskiej 10 popełnił samobójstwo posterunkowy. 27-letni Antoni Talarczyk. Bliższe powody tego tragicznego czynu pozostaja narazie tajemnica. Wiadomo jedynie, że Talarczyk
        dowiedział sie ostatnio o przeniesieniu go z 12 komisariatu do rezerwy konnej, oraz że w nadchodzącą niedziele miał odbyć sie jego ślub. Ciężko rannego posterunkowego, który postrzelił sie z rewolweru w okolice serca przewieziono w
        stanie bardzo groźnym do szpitala Dzieciatka Jezus. /1932/
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.10.17, 22:30
        Jak przeczytałam w jednym z artykułów - to oszustwo na księdza też nie jest wymysłem naszych czasów.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 03.12.17, 23:49
        — 2 — Lecz matka wyrodna nie długo myślała I w gorące) wodzie dziecko zanurzała Dziecina jęknęła % bólu tak wielkiego I oddała Bogu ducha swojego Lecz młodsza dziewczynka która przy niej stała Źe ją śmierć czeka nic nie rozumiała Lecz matka wyrodna nie żałuje Tą małą dziecinkę także gotuje I zaraz podniosła ją z ziemi stojącą l wrzuczyła dziecię w wodę gotującą 1 ak strasznej boleści życie zakończyła Dusza jej z braciszkiem razem się złączyła Jak ich ugotowała tak się przeraziła Żeby czasem zbrodnia ta się nie wykryła * I ogniem kuchennem piec rozpaliła I trupy swych dzieci w ogień też wrzuciła Lecz i tak tą zbrodnię sąsiedzi Wkryli # Bo dym śmierdzący na dworzu poczuli g Lecz Bóg miłosierny tem wszystkićYn kieruje Bo śmierć biednych dzieci zar^z się wykryje Sąsiedzi '-pytają co pani spaliła Że tak dym śmierdzący wszędzie czuć było Ona im odrzekła że mięso wędziła Które przede Święty jeszcze go kupiła Ponieważ zbrodnie już zauważyli Że dzieci sąsiadki gdzieś się zapodzieli Źe matka wyrodna dzieci zatraciła 0 tem policja już się dowiedziała Zaraz do mieszkania sąsiadki przybyła Gdzie dzieci podziała tak się zapytali Poczęli szukać i zbrodnię wykryli W piecu kuchennem kości zobaczyli 1 zaraz zbrodniarkę aresztowali O całą zbrodnię jej się zapytali Ona do swej winy zaraz się przyznała w gorącej wodzie ich ugotowała
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 03.12.17, 23:59
        która zamordowała swą matkę rodzoną. Proszę posłuchajcie co dzieci chowacie Kiedy jeszcze małą pociechę z nich macie Gdy już dorastają, uczucia zmieniają Rodziców na starość, za nic też nie mają iy ojcze, matko, w pracy rąk dokładasz Siły swoje tracisz i majątek składasz I też takie dzieci katami się stają Jak cię nie zabiją z domu wypędzają Bogobojnie żyła rodzina złożona Była jedna córka mąż i jego żona On był przygarbiony latami Zakończył swe życie rozstając się z niemi Miejscowość tej wioski Zagora się zwała Córka po swem ojcu wszystkiem zarządzała Stała się dla matki tak niegodziwą Chciała żyć rozpustno matka ją gremiła
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 04.12.17, 00:01
        I rzekła te słowa—ma córko kochana Woda już ostygła jam nie wykąpana W okropnym przez strachu zasnęła zemdlona Poduszka z włosami była jej zlepiona Z różnemi widmami całą noc walczyła Matka córkę z łóżka na ziemię ściągnęła Wszystko to staiła nie mówiąc nikomu Wzięła przyjaciółkę do swego domu Lecz to nie pomogło matka jej żądała Żeby córka zbrodnię przed światem wyznała I w drugą noc obie gdy się położyły, To przy łóżku matkę zaraz zobaczyli. Przyjaciółka w strachu i z krzykiem uciekła A matka swą córkę w domu przytrzymała 1 zaraz sąsiedzi do niej przylecieli Ja w obłędzie strasznym klęczącą ujrzeli Swą matkę o litość w rozpaczy błagała Zły duch mnie oplątał tak się przyznawała Więc matka do tego ją doprowadziła Aby zbrodnia dłużej ukrytą nie była Córka do wszystkiego zaraz się przyznała 1 w ręce policji sama się oddała Serce jej pękało, włosy z głowy rwała 1 krwawemi łzami za matkę płakała. I gdy osadzono ją w więziennym gmachu Matka przychodziła dodawała strachu I gdy po raz trzeci matkę zobaczyła Żółć z żalu jej pękła życie zakończyła, Więc wszyscy rodzice uwagę zwracajcie Straszny przykład córki za cud uważajcie Niech w żadnych sercach zbrodnia się nie kryje Niech każda rodzina w szczęściu i zgodzie żyje
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 17.12.17, 22:01
        W tym czasie zaczynałam pracę w Bytomiu ale nie słyszałam o sprawie...
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 02.01.18, 01:22
        DZIEWIĘĆ LAT TEMU ZGUBIŁ KSIĄŻKĘ. SPRAWA TRAFIŁA DO SĄDU - Wyborcza - 01.01.2017
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 02.01.18, 01:29
        ZE STAWU HUBERTUS WYŁOWIONO CIAŁO KOBIETY - Wyborcza - 01.01.2018
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 04.04.18, 00:12
        Bogdan Arnold – zamordował w Katowicach 4 kobiety. Ich ciała ukrył we własnym mieszkaniu. Pracował tam gdzie mój dziadek. Dla wszystkich to co się stało było wielkim zaskoczeniem. Podobno stronił od kobiet – w tamtych czasach się o tym głośno nie mówiło – ale w pracy podejrzewano go o inną orientację
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 18:34
        Tajemnicza pani w pekaesie

        Pojawiła się gdzieś w 1947 roku. Nigdy nie udało się ustalić, kim była. Zatrzymała grupę dzieci wracających z wycieczki i poprosiła, by przekazały rodzinie żony Łowczyka, że już nie mają ani córki, ani wnucząt, bo zięć wymordował całą rodzinę. Ta wiadomość zmobilizowała rodzinę Łowczykowej. Teściowie Jakubowscy zaczęli poszukiwania. Najpierw list napisali na stary adres, co im zięć kiedyś podał. Wrócił z adnotacją: adresat nieznany. Pojechali więc aż do Jeleniej Góry i szukali po domach. Byli nawet w biurze adresowym, ale rodziny Łowczyków nie znaleźli. Poszli więc na milicję, ale i tam niewiele wskórali.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 18:42
        Syn wrócił po kilku tygodniach bez matki. Jak twierdził, pokłócili się. A matka gdzie, to nie wie. Pewnie jej się co dobrego trafiło i została. Co tu do tej biedy wracać. Nikt się specjalnie nie dziwił. Została, to została. Łowczyk pił czas jakiś we wsi z koleżkami. Temu też nikt się nie dziwił. Pili wtedy wszyscy, bimber tani był. A potem, tak jakoś wiosną, do Chorzowa się wyprawił, do huty pracować.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 18:44
        I tyle ich widzieli. Łowczykowie zabrali ze sobą synków, a u teściów została córeczka, dwuletnia Marysia, która jak raz się rozchorowała. Po jakimś miesiącu stęskniony tatuś po nią przyjechał. Ale teściowie dziecka nie dali, bo było ciągle słabowite i córkę chcieli zobaczyć. – Niech matka przyjedzie – powiedzieli. – Chłop się malutką w podróży nie zajmie jak trzeba, niech matka przyjedzie. Matka nigdy nie przyjechała ani się dzieckiem nie zainteresowała. – Czy to nie dziwne? – pytali teściowie.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 18:46
        W tym Żarowie Łowczyk mieszkał u swojej kochanki, niejakiej Kurki Marii. Wzięto więc Kurkę pod obserwację. Ale nic z tego pozytywnego nie wynikło. Po roku mniej więcej, we wsi Wierzbno funkcjonariusz wylegitymował głośno zachowujące się towarzystwo. Była tam między innymi Kurka Maryśka i niejaki Śmierciak Alojzy, którego dowód się funkcjonariuszowi nie spodobał. Zabrał więc dowód, zostawił Śmierciaka i udał się na posterunek, by dokument sprawdzić telefonicznie w powiecie. Dowód okazał się kradziony, ale Śmierciak nie czekał na bystrego funkcjonariusza, tylko się zmył.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 18:48
        Śledztwo stanęło w miejscu. Podejrzany trzymał się swojej wersji. I co tu dużo mówić, była ona i spójna, i inteligentna. Zwłok nie było, dowodów nie było. Wyglądało na to, że zbrodniarz się wyłga. Ale wtedy pojawił się nowy trop. Choć z początku wydawał się dość kiepski
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 18:50
        Łowczyk zakończył spór tak, że wyjął z walizki swojego obrzyna, tzn. karabinek z obciętą lufą, sprzęt wówczas niezbędny dla każdego przedsiębiorczego eksplorera Ziem Odzyskanych i zakończył swój konflikt z rodzicielką. Potem pochował ją pod kartoflami w piwnicy. I zniknął.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 18:52
        Gdy po długiej podróży wysiedli całą gromadką w Jeleniej Górze, okłamał żonę, że konie po nich przyjadą. Chciał doczekać zmroku. Czekali na te mityczne konie cały dzień. A potem, gdy już zapadł zmrok, zaproponował, by iść pieszo. Bagaże zostawili u jakiejś Niemki, a sami poszli w kierunku lasu, rzekomo do ich nowego gospodarstwa, które zgodnie z jego opowieściami miało na nich nieopodal Jeleniej Góry czekać.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 18:54
        Tam, w Chorzowie, wszedł do małej restauracyjki na przedmieściu. Zamówił setkę i piwo. Dał dziecku jeść i zaczął z nim rozmawiać. I znowu zapytał młodszego synka, czy wie, co się stało z mamusią. Chłopczyk zaczął spazmatycznie płakać i łkając powiedział, że mamusia się przewróciła, bo tatuś ją zastrzelił. Łowczyk kupił małemu w bufecie czekoladę, a potem wziął na ręce i wyszedł z knajpki. Poszedł z synkiem na hałdy huty, w której ongiś pracował. Gdy wdrapali się na górę, zastrzelił małego i przysypał go żużlem.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 19:00
        On uwodziciel, utracjusz i czarna owca zacnej lwowskiej rodziny, ona słynna aktorka i śpiewaczka, przyjaciółka Gabrieli Zapolskiej. Choć Antonina Ogińska-Szenderowiczowa była o dziesięć lat starsza, Kazimierz Lewicki zakochał się w niej na zabój. I z miłości ją zastrzelił. Tą zbrodnią żyły lwowskie wyższe sfery, a ulica śpiewała o niej piosenki.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 19:01
        Święta pod znakiem skandalu

        Nic więc dziwnego, że Boże Narodzenie 1910 roku upłynęło we Lwowie w atmosferze skandalu z wyższych sfer. Zwłaszcza że pogrzeb Ogińskiej odbył się już w pierwszy dzień świąt. Na Cmentarz Łyczakowski przyszła cała miejscowa śmietanka, która cztery dni wcześniej oglądała aktorkę jako Ingrid w polskiej premierze „Peer Gynta" Henryka Ibsena.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 19:05
        Większość kobiet chciała się zemścić, gdyż o Ogińskiej, jako „kobiecie życia" Lewickiego, dowiedziały się dopiero na sali sądowej. Wcześniej każda była przekonana, że to ona jest tą jedyną. 25-letni Lewicki z wielką łatwością uwodził kobiety. Ulegały mu nawet te dojrzałe i ustatkowane życiowo, jak właśnie Antonina Ogińska, która w chwili śmierci miała 35 lat.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 19:08
        Stały bywalec lwowskich knajp i znany uwodziciel musiał mieć jednak jakiś wdzięk, skoro wszystko uchodziło mu płazem. Nawet to, że bracia przyłapali go kiedyś na kradzieży w ich własnym sklepie. Gdy potrzebował gotówki, po prostu wynosił jakiś cenny drobiazg. Bracia zatuszowali sprawę, umieszczając go na jakiś czas w zakładzie zamkniętym i próbując zwalić winę na jego chwilową niepoczytalność. Ten sam manewr usiłowali zastosować, już bez powodzenia, po zabójstwie Ogińskiej.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 19:10
        Opinia publiczna dość szybko zapomniała Ogińskiej cudzołóstwo. Choć fakt, że jej ciało znaleziono nagie w łóżku kochanka nie pozostawiał złudzeń co do roli, jaką grała w tym dramacie. Po zeznaniach Zapolskiej cały Lwów zaczął współczuć... "naiwnej dziewczynie". Tak zresztą jak jej mężowi, który zupełnie nie zważając na wiarołomstwo żony, straszliwie ponoć rozpaczał.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 19:12
        Po zabójstwie Ogińskiej po mieście poszła plotka, że aktorka zaczynała już mieć dosyć zazdrosnego i histerycznego kochanka, i próbowała się wywikłać z romansu. Być może właśnie to mu powiedziała podczas ich ostatniej tajemnej schadzki. Nie przynosiło to jednak odpowiedzi na pytanie, dlaczego Lewicki miał przy sobie pistolet.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 19:13
        Na Batorego, czy wy słyszycie?
        W ponurej celi Lewicki stał
        Bo on kochance odebrał życie
        Dając z browninga trzykrotny strzał.

        Choć go wariatem czyni rodzina
        I na Kulparków gwałtownie śle
        Tam gdzie jest kara, musi być wina!
        Z tobą, Lewicki, ach będzie źle.

        Widzisz, Lewicki, co miłość może
        W mogile ciemnej kochanki trup
        Tobie kat stryczek na szyję włoży
        I szubienicy wnet ujrzysz słup.

        Nic nie pomogła jej ni trucizna
        Ani ucieczka w klasztorny próg
        Lewicki szalał, każdy to przyzna
        To raz ją kochał, to raz jej wróg.

        Wszak ona mogła u męża boku
        Uczciwy żywot spokojnie wieść
        Lecz on jej zemstą groził co kroku
        Odbierał zdrowie, niewiasty cześć.

        W ponurej sali sędziowie sądzą
        A on się broni ze wszystkich sił
        Że uniesiony miłości żądzą
        To raz ją kochał, to znowu bił.

        Randki wydawał, schadzki wyznaczał
        I z rewolwerem na spacer biegł
        To była miłość, miłość apasza,
        Tak wykształcony nie czyni człek
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 19:19
        Tak nazwała go pewna dziewczyna zawiedziona jego łóżkowymi wyczynami. Zaciążyło to na całym jego życiu.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 19:21
        Protokół policyjny sporządzony w dniu jego zatrzymania zaczyna się od długiego opisu trapiących go dolegliwości. Dopiero kiedy szczegółowo zwierzył się policjantom z tragicznego stanu swojego zdrowia, opowiedział... w jaki sposób zabił siedem kobiet.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 19:23
        John Reginald Halliday Christie miał kiepsko od dzieciństwa. Był jednym z siedmiorga dzieci człowieka surowego i gruboskórnego. Jego ojciec nie okazywał rodzinie żadnych cieplejszych uczuć. A nad małym Reggim pastwił się ze szczególnym upodobaniem. Może dlatego, że malec był krótkowzroczny, chorowity i introwertyczny. A może dlatego, że po prostu lubił się pastwić nad słabymi i małymi
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 19:25
        Kazał więc panience pochylić się nad słoikiem, który miał zawierać uzdrawiający cudowny balsam. Wtedy przykrył jej głowę ręcznikiem i wsunął pod niego rurkę z gazem. Polecił, by oddychała naprawdę głęboko. Tylko tak lekarstwo miało zadziałać. Zadziałało szybko. Ruth Furrest już nigdy nie dostała kataru.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 19:28
        Następna była sąsiadka, pani Evans. Udusił ją pończochą. Jak później twierdził, zrobił to, bo... była nieszczęśliwa w małżeństwie. Poinformował nawet o tym jej męża, pana Evansa, który specjalnie się tym nie przejął, a nawet włączył do akcji, zabijając małą córeczkę. W ostateczności to Evans został skazany na śmierć za obie zbrodnię, zabójstwo żony i córki.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 19:31
        Następnym lokatorem mieszkania był Jamajczyk o nazwisku Beresford Brown, który nie wiadomo dlaczego zaczął pomieszkiwanie przy Rillington Place 10 od dokładnego opukania ścian. Tak trafił na zamaskowany składzik za kredensem. Gdy zerwał tapetę, wpadła mu w ramiona naga kobieta, ubrana jedynie w pas do pończoch i biustonosz. Niestety, nieżywa już od dosyć dawna. Obok niej znajdowały się jeszcze dwie.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.03.20, 19:32
        Pozostałe kobiety, poza Muriel Early, były prostytutkami. Wszystkie Christie odurzał gazem, następnie dusił i dopiero wtedy spokojny, że żadna nie krzyknie: „Nic z tego Christie!" – gwałcił. John Reginald Halliday Christie został powieszony w wiezieniu Pentoville, 15 lipca 1953 roku.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.03.20, 00:44
        Rodzina Evans

        Pierwszym ze wspomnianych podejrzanych mężczyzn był niejaki John Reginald Halliday Christie. W 1938 roku przeniósł się na parter budynku na Ten Rillington Place (teraz Ruston Close) razem z żoną, Ethel, ich psem oraz kotem, co dało im wyłączność na korzystanie z tylnego podwórza. Mały budynek w stylu wiktoriańskim stał na samym końcu szeregu zabudowań, tuż przy ścianie fabryki. Przez okna domu słyszeli jadące pociągi i widzieli fabryczne kominy wypuszczające dym. Na parapetach zawsze znajdowała się spora warstwa brudu, a z okien frontowych odchodziła farba. Dwa kolejne mieszkania znajdujące się na wyższych poziomach były tak samo małe jak ich. Jeden wychodek w ogrodzie służył mieszkańcom wszystkich trzech mieszkań, ponieważ w domach nie było łazienek. Była także wspólna umywalnia, mimo, że nie zawsze działała jak należy.
        40-letni Christie był cichym, niepozornym mężczyzną. Jego włosy miały rudawy odcień, a jego oczy były niebieskie. Miał bardzo wysokie czoło. Jego żona była pulchna, grubokoścista, uczuciowa i bezwolna. Ludzie, którzy ich znali, uważali, że bała się męża i robiła wszystko, co jej kazał. Państwo Christie uważali się za lepszych od innych sąsiadów, więc pilnowali swojej prywatności. Wydawali się być cichą, miłą parą, dwójką zwyczajnych ludzi, którzy byli sobie oddani.
        John Christie pochodził z Yorkshire. Był nerwowym człowiekiem, rozluźniał się przy pracach w ogródku. Jego ojciec był surowym człowiekiem, który bił swoje dzieci kiedykolwiek miał na to ochotę. Kiedy jego ojciec odsunął się od niego przez jego wątły wygląd, matka Johna bardzo się nim opiekowała. Był jej ulubionym dzieckiem. Osłabiła go swoją nadopiekuńczością. Jego cztery starsze siostry wzmocniły ten kobiecy wpływ i zupełnie go zdominowały. Christie zamknął się w sobie, a jednocześnie nauczył się wyolbrzymiać oznaki słabego zdrowia, aby zwracać na siebie uwagę. Wykształcił w sobie także strach przed brudem i zarazkami.
        John nigdy nie nawiązywał długotrwałych przyjaźni, mimo że dobrze radził sobie w szkole i był lubiany. Brał udział w wydarzeniach religijnych, był nawet członkiem chóru. Lubił także sport i został drużynowym. Uwielbiał nosić mundur harcerski. Kiedy chłopak miał osiem lat, zmarł jego dziadek ze strony matki. Zapytano go czy chciałby zobaczyć ciało, które przygotowano do czuwania. Zgodził się, a kiedy podszedł zobaczyć owego człowieka, który kiedyś go tak przerażał, poczuł przyjemność wynikającą z tego, że był on martwy. To doświadczenie go zafascynowało. Zaczął bawić się na cmentarzu i wydawał się wyjątkowo zaabsorbowany zniszczonym grobowcem, w którym przechowywano trumny dzieci. Lubił zaglądać do środka przez szczeliny.
        Jeżeli chodzi o seksualność, był bardzo ostrożny. Po raz pierwszy, w wieku 10 lat, zobaczył nagie nogi jednej ze starszych sióstr. Ten widok najwyraźniej nim wstrząsnął. „Nie było w tym nic dziwnego, ponieważ to najczęściej starsze siostry sprawiają, że mali chłopcy zaczynają się interesować płcią przeciwną. Jednak w przypadku Johna to pogorszyło i tak już napiętą sytuację. Od zawsze czuł urazę do tego jak siostry nim rządziły, a teraz, jak sól na rany, odkrył swoje fizyczne zainteresowanie nimi. Jednocześnie je kochał i nienawidził, ponieważ pobudzały jego męskość, a potem ją tłumiły, A trwało to dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku. Musiało być wiele okazji, kiedy myślał o swoim dziadku i chciał, aby wszystkie umarły.” (Kennedy)
        Ludovic Kennedy twierdzi, że Christie rozwinął w sobie głęboką nienawiść do kobiet, w szczególności tych, które go uwodziły, ponieważ wiedział, że nie był w stanie ich zaspokoić. Bał się ich, a te uczucia przerodziły się w tłumioną chęć zabijania. Przy innych chłopcach chwalił się, że dziewczyny go lubiły, jednak, kiedy doszło do jego zbliżenia z jedną z koleżanek, nie potrafił stanąć na wysokości zadania i koledzy naśmiewali się z niego, nadając mu przydomki Nie-Uda-Mi-Się-Christie i Reggie-bez-fiuta.
        W wieku 15 lat rzucił szkołę i zaczął pracę jako operator projektora w kinie. Kiedy rozpoczęła się I wojna światowa, wstąpił do wojska, gdzie służył jako sygnalista, co całkiem dobrze mu wychodziło. Pewnego razu trafił go pocisk z gazem musztardowym i stracił przytomność oraz chwilowo wzrok (jednak, co do tego drugiego nie ma dowodów). Stracił także głos i przez trzy lata nie mówił. Lekarze określili to bardziej jako reakcję psychiczną niż fizyczną dolegliwość. Po tym zdarzeniu, używał tej dolegliwości jako wymówki, aby unikać nieprzyjemnych sytuacji.
        Po wypadku, odszedł z armii i wrócił do pracy. Został urzędnikiem. W 1920 roku, pomimo swoich problemów z mową, ożenił się z Ethel Simpson Waddington. Nadal miał także problemy natury seksualnej, a Ethel nie robiła nic, aby mu pomóc. Christie odwiedzał prostytutki, od kiedy miał 19 lat. Mimo, że tamte kobiety nie miały w stosunku do niego żadnych wymagań, upokarzały go przypominając o jego porażkach ze zwykłymi kobietami. Mimo tego, nawet po ślubie nadal korzystał z ich usług.
        Na początku małżeństwa Christie pracował jako listonosz. Ukradł kilka przekazów pocztowych i spędził trzy miesiące w więzieniu. Gdy wrócił do domu, odzyskał głos po tymczasowym napadzie złości, spowodowanym przez jego ojca. Potem znowu był niemy (lub udawał). Po raz kolejny odezwał się dopiero po sześciu miesiącach życia w ciszy.
        W wieku 25 lat został zawieszony na poczcie w związku z zarzutami stosowania przemocy. Chodziły także pogłoski, że nadal odwiedzał prostytutki. Zostawił żonę i wyjechał do Londynu. Ethel pozostała w Sheffield i podjęła pracę jako maszynistka.
        Cztery lata później, Christie ponownie wylądował w więzieniu, tym razem na 9 miesięcy, za dwa zarzuty kradzieży. Następnie, często zmieniał pracę i zamieszkał z prostytutką. Po tym, jak uderzył ją w głowę kijem do krykieta, wrócił do więzienia na kolejne pół roku. Był podejrzany o stosowanie przemocy także przeciwko innym kobietom, ale brak dowodów uniemożliwił jego ukaranie. Kiedy wyszedł z więzienia, jego życie nadal nie miało konkretnego celu. Dlatego też, kilka lat później, został ponownie aresztowany, kiedy ukradł samochód księdza, który próbował mu pomóc. Następnie, po wyjściu na wolność, poprosił Ethel, aby ponownie z nim zamieszkała. W 1933 roku, po niemal dziesięcioletnim okresie separacji, Ethel przeprowadziła się do męża, do Londynu. Miała 35 lat i była samotna, ale nie miała pojęcia do jakiej osoby się wprowadza. Zgodziła się ponownie zostać jego żoną.
        Niedługo potem, Christie został potrącony przez samochód i musiał spędzić trochę czasu w szpitalu. (Kennedy twierdzi, że ten incydent zdarzył się wcześniej, kiedy John przeprowadził się do Londynu, ale miał taki sam rezultat). Wtedy stał się hipochondrykiem. John przeważnie siedział w domu, tłumacząc się wieloma dolegliwościami i odwiedził swoich dwóch lekarzy dokładnie 173 razy w czasie 15 lat.
        W tamtym czasie zdarzenia polityczne, które miały rozpocząć II wojnę światową wywołały niepokój w Londynie, a Christie zapisał się do War Reserve Police (Ochotniczych Służb Policji). Nie zadano mu żadnych pytań na temat jego przeszłości, która, gdyby tylko wyszła na jaw, z pewnością spowodowałoby odrzucenie go jako kandydata do służby. Dlatego też wkrótce otrzymał swój mundur. Pracował tam przez cztery lata, prawdopodobnie najszczęśliwsze w jego życiu. W końcu miał jakiś cel, zaczął niemal fanatycznie przestrzegać prawa, a w końcu zyskał przydomek „Himmler z Rillington Place.”
        Podobała mu się władza, którą miał i uwielbiał nosić mundur. Używał swojej pozycji także, aby śledzić kobiety, a notatki ich dotyczące trzymał przez wiele lat. W drzwiach kuchennych wydłubał dziurkę do podglądania sąsiadów i ścigał każdego, kto zakłócał spokój, nie ważne jak drobne było popełnione przez niego przestępstwo. W efekcie brał wszystko zbyt poważnie.
        Zaczął także korzystać z częstych wizyt jego żony u krewnych i zapraszał kobiety, które odwzajemniały jego zaloty. To właśnie w tamtym czasie rozwinął swój gust do konkretnych seksualnych czynności. Wdał się także w romans z
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.03.20, 00:45
        Wersja 2
        Według alternatywnej wersji, Beryl powiedziała Lucy Endecott, że Christie zaoferował jej dokonanie aborcji. Nie miała pojęcia, że nie tylko nie posiadał żadnej medycznej wiedzy, ale miał mroczniejszą przeszłość niż ktokolwiek mógł przypuszczać. W jej ocenie, ten były policjant z medycznym wykształceniem i apteczką pierwszej pomocy tylko próbował pomóc jej wyjść z trudnej sytuacji.
        Evans odkrył ich układ pierwszego dnia listopada. Powiedział Johnowi, że nie byli zainteresowani. Christie powiedział, że wiedział co nieco o zabiegach medycznych z czasów, kiedy był członkiem Ochotniczej Policji i, że dokonał już kilku udanych aborcji. Pokazał Evansowi swoje zdjęcie z uniformie. Jednak ten nadal odmawiał. Następnie, poszedł na górę do żony, która powiedziała mu, że ufała Christiemu i zamierzała pozwolić mu dokonać zabiegu.
        Niedługo potem, Evans odkrył, że pieniądze, które dał żonie na dom, wydała na inne rzeczy. Poważnie się o to pokłócili. Groził, że ją zostawi, a ona powiedziała, żeby to zrobił. Zamiast tego wyszedł do kina i wrócił późno w nocy.
        7 listopada Evans wyszedł do pracy, a Beryl umówiła się z Johnem Christie, aby dokonać aborcji następnego dnia. Powiedziała o tym mężowi, ale ten jej nie uwierzył. Po raz kolejny się pokłócili, doszły do tego przepychanki i policzkowanie.
        Następnego ranka, Beryl poprosiła Evansa, aby powiedział Johnowi, że wszystko było w porządku. Tak też zrobił wychodząc do pracy. Około 8 rano wrócili stolarze, aby kontynuować prace remontowe w umywalni oraz na dachu.
        Reszta historii zależy od tego, w którą wersję morderstwa według Johna Christiego uwierzyć. W swoich późniejszych zeznaniach niejednokrotnie sam sobie zaprzeczał.
        Około południa, jak twierdził, poszedł do Beryl. Rozłożyła koc naprzeciwko kominka i leżała w oczekiwaniu. Możliwe, że Christie użył gumowej rury, aby odurzyć ją gazem, jednak nie jest to pewne. Najwyraźniej, kobieta spanikowała, a on zaczął ją bić. Następnie udusił ją za pomocą sznurka. W jednym z zeznań twierdził, że próbował uprawiać z nią seks, ale nie był w stanie, w innym, natomiast twierdził, że tego dokonał. Innym razem twierdził, że zobaczył jak próbowała popełnić samobójstwo wdychając gaz. Miała zaoferować mu seks, jeśli by jej pomógł, więc się zgodził. Jednak nie był w stanie odbyć z nią stosunku.
        Do Beryl w tamtym czasie przyszła jedna z jej przyjaciółek, Joan Vincent i dziwiły ją zamknięte drzwi mieszkania. Zapukała do drzwi i była zaskoczona, że Beryl nie było w domu. Obie te rzeczy były niezwykłe. Próbowała otworzyć drzwi, ale okazały się być zablokowane od wewnątrz. Mimo, że nikogo nie słyszała, była pewna, że ktoś był po drugiej stronie. W końcu dała za wygraną i odeszła.
        Evans wrócił wieczorem z pracy i spotkał Christiego na dole schodów. Ten powiedział Evansowi, żeby poszli na górę. Kiedy tam dotarli, powiedział: „Mam złe wieści. Nie udało się.” Christie wskazał na sypialnię, gdzie leżała Beryl z zakrytą twarzą. Evans odchylił koc i zobaczył, że nie żyła. Krwawiła z ust, nosa i pochwy. Timothy poszedł do kuchni, aby nakarmić dziecko, a John powiedział, że porozmawiają później. Później, powiedział, że Beryl mogła umrzeć z powodu zatrucia, ponieważ przyjęła wiele tabletek wywołujących poronienie. On sam twierdził, że jej żołądek był zainfekowany trucizną.
        Christie powiedział Evansowi, że udanie się na policję oznaczałoby dla nich obu kłopoty – zarzut morderstwa, a przecież on chciał tylko im pomóc. W dodatku, Evans był jego wspólnikiem, ponieważ wiedział co planują i nie próbował tego zatrzymać. Często kłócił się ze swoją żoną, co robiło z niego podejrzanego. Evansa łatwo było przekonać, aby siedział cicho. Christie zaproponował także, że pozbędzie się ciała. Jednak nie potrafił tego zrobić. Wspólnie zabrali Beryl do mieszkania pana Kitchenera i zostawili ją w kuchni, mając nadzieję, że mężczyzna nie wróci szybko ze szpitala. Christie miał ją później wrzucić do ścieku.
        Evans chciał zabrać córkę do domu matki, ale Christie mu to wyperswadował. Uważał, że to wzbudzi podejrzenia. Miał stworzyć plan i zająć się wszystkim. Rozdzielili się i poszli spać.
        Następnego dnia Christie powiedział Evansowi, że zajmie się jego dzieckiem. Podobno znał młodą parę, która mogła się zająć dziewczynką. Evans miał powiedzieć ludziom, że Beryl i dziecko wyjechali na wakacje. Tamtego dnia Christie zajął się dziewczynką, ale już następnego Evans przygotował ją do podróży. Christie powiedział, że młoda para miała przyjechać po dziecko tamtego dnia. To był ostatni dzień, kiedy widział Geraldine żywą. Kennedy twierdzi, że Christie zamordował ją tamtego dnia przez uduszenie, a następnie umieścił razem z matką w kuchni Kitchenera. Był tak przerażony swoim udziałem w tym morderstwie, że zapomniał o tym.
        Tamtego dnia wróciła także Joan Vincent. Kiedy szła po schodach, wyszedł Christie, aby zapytać ją czego chciała. Poinformował ją, że Beryl i dziecko wyjechali, ale zauważyła za nim, w jego salonie, krzesełko do karmienia i wózek dziecięcy. Christie powiedział jej, że byłoby lepiej, jeżeli by już nie wracała. Po tym zdarzeniu, Christie kazał Evansowi sprzedać meble i wyjechać z miasta. Mężczyzna zrobił jak mu kazano.
        Stolarze skończyli prace w umywalni, więc Christie przeniósł ciała, ukrywając je właśnie tam. Następnego dnia zgłosił się do lekarza z okropnym bólem w dolnej części pleców. Mimo jego hipochondrii, nigdy wcześniej nie skarżył się na takie bóle, więc tym razem musiało to być prawdziwe. Prawdopodobną przyczyną było naciągnięcie się, najprawdopodobniej przez podniesienie czegoś ciężkiego.
        Kiedy 23 listopada Evans wrócił z Merthyr Vale, zapytał o swoją córkę, a Christie powiedział mu, że musi odejść, bo inaczej oboje będą mieli kłopoty. Powiedział, że będzie mógł zobaczyć córkę za twa lub trzy tygodnie. Evans wrócił do swojej ciotki, gdzie rozpowiedział trochę nieprawdziwych informacji na temat swojej żony.
        O tym, która z tych wersji jest prawdziwa, decyduje jak interpretuje się fakty. Obie nie są do końca jasne i nie ma na nie zbyt wielu dowodów.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane -drastyczne 11.04.14, 21:40
      PROCES GRZIWY Z CHORZOWA

      Chorzów. )Sprawa zamordowania 5 letniej dziewczynki przed Sądem). W czwartek rozpoczęła się rozprawa przed sądem przysięgłych w Bytomiu w sprawie okrutnego morderstwa popełnionego z lubieżności na 5 letniej dziewczynce Maryi Zapora. Sąd postanowił na czas rozpraw publiczność wykluczyć. Jedynie przedstawicielom gazet wolno było przysłuchiwać się rozprawie. Na sprawę dla której przewidziano trzy dni wezwano 6o świadków i czterech rzeczoznawców. W pierwszych dniu rozpraw nie przesłuchano żadnego świadka, rozprawę odroczono na piątek. W czwartek zdołano zaledwie uporać się z badaniem oskarżonego Maxa Grziwę górnika z Chorzowa. Sprawa morderstwa miała się następująco. W dniu 21 lipca 1914 roku wydobyto z wychodka w domu Fotzka dziewczynkę, której nogi i ręce były odcięte a nadto na szyi trupa był znak krajania. Prawa ręka odcięta była aż do łopatki a w lewej wisiał kawałek 10 cm. Nogi odcięte były równo, niemal całe, morderca pozostawił jedynie kawałki
      długości 20 centymetrów. Dolna część ciała dziewczynki była w straszny sposób pokrajana.
      Ohydną też zbrodnię miał popełnić oskarżony Grziwa, który oświadcza, że żadnego morderstwa nie popełnił. Na zapytanie co czynił 21 lipca 1014 roku oskarżony nie umiał odpowiedzieć. Miał on pracę nocną i gdy przyszedł do domu położył się spać. W godzinę później wstał i udał się do oberży Józka gdzie wypił kilka szklanek piwa. Od Józka poszedł do kantyny (Bahnechacht), gdzie wypił znowu piwa i trzy wódki. Następnie przyszedł do domu. Później ze swoim kolegą Bujarem wypił pod domem litr wódki, poczem poszedł z mim na kopalnię do pracy. Nie zjechał jednak do kopalni lecz poszedł na piwo, następnie udali się do Król Huty, gdzie wstąpili do karczmy Krebsa. Kiedy stamtąd powrócił oskarżony nie wie.
      O godzinie 7 minut 30 widziano go na polu wracającego do domu. Ostatnie chwile dziewczynki zamordowanej kiedy była jeszcze przy matce były następujące. W dniu 21 lipca 1914 około godziny 6- tej wieczorem Zaporowa, matka zamordowanej dziewczynki udała się z nią na strych. Gdy przechodziły obok mieszkania Detrichowej, ciotki zamordowanej Dietrichowa prosiła Zaporową by pozwoliła jej posłać dziewczynkę po mleko do składu. Dziewczynka poszła do składu będącego w pobliżu lecz mleka nie dostała. Matka poleciła jej by dzbanek i pieniądze odniosła ciotce Dietrichowej. Dziewczynka wykonała zlecenie lecz do matki już nie wróciła. Po mniej więcej 10 minutach udała się Zaporowa do Dietrichowej po córkę lecz dowiedziała się, że dziewczynka już dawno poszła. Matka szukała wraz z ciotką dziewczynkę, chodziła nawet na pola, do domów sąsiednich, wołała ją po imieniu lecz bez skutku. Dziewczynka znikła. Nazajutrz jej poszukiwania były również daremne. W końcu przyszło jej na myśl, że maluda wpadła może do wychodka. Przeszukano więc wychodem i wyłowiono z niego zwłoki dziewczynki pocięte i pokaleczone. Oskarżony Grziwa wypiera się morderstwa chociaż w śledztwie poczynił pewne zeznania. Po zniknięciu dziewczynki spotkał oskarżony Zaporową u Józka. Matka powiedziała mu, że jeszcze każe przeszukać wychodki co oskarżonego wielce zaniepokoiło. Również wielkie zaniepokojenie pojawiła się na twarzy gdy Dietrechowa powiedziała mu, że dziewczynkę wydobyto z wychodka. W czasie dokonania zbrodni żona oskarżonego Grziwy bawiła z dzieckiem u swoich rodziców, mieszkających poza obwodem przemysłowym. Gdy 26 lipca przywiózł swą żonę u teścia powiedział do niej: "Obawiam się iść do domu, bo tam zamordowali dziecko". W dniu 30 lipca odbyła się rewizja zwłok przez lekarza. Oskarżony był przy obdukcji obecnym i na widok trupa zaniepokoił się i łzy mu się cisły do ócz. W jego mieszkaniu były deski i pościel krwią poplamione. Zręcznem zadawanie pytań przez przewodniczącego spowodowany został oskarżony do pewnych zeznań. Oskarżony przyznał się, że popełnił zbrodnię przeciwko moralności i dodał dalej, że gdy dziewczynka już nie żyła zadał jej ciosy nożem na szyi. Opowiada następnie jak to uczynił. W dniu 23 lipca zamierza on odciąć głowę i zapakować zwłoki i zakopać w lesie pod Tarnowem. Uciął on najpierw nogi przy pomocy noża, poczem połamał kości. Nogi i ręce spalił w piecu, kadłub zaś zapakował w papier i pomiędzy 12 a 1 w nocy wrzucił do wychodka. Gdy nazajutrz rano o godzinie 7 wstał zauważył, że leżał na podłodze. Oskarżony jest namiętny i miał już sprawę o zbrodnię przeciwko moralności. W roku 1911 oskarżony był o taką zbrodnię, którą miał popełnić w Łagiewnikach lecz uwolniono go z powodu braku dostatecznych dowodów. Usiłował również popełnić taką zbrodnię na 6-letniej w dniu 12 czerwca 1914 roku a także usiłował popełnić taką zbrodnię na 15- letniej dziewczynie, która w obecnej sprawie występuje jako świadek.


      Polak Nr 116/1915
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.05.14, 13:57
      Zamordował teściową

      W Chełmie Wielkim niejaki Tomala, właściciel nieruchomości zamordował swoją teściową, po czym sam oddał się w ręce policji. W czasie śledztwa Tomala nie chciał podać motywów tej zbrodni.

      Polonia Nr 1 z 1925 roku
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.05.14, 17:17
      Proces przeciwko P. Palce o zniesławienie katowickiego więzienia -1925

      W sobotę odbyła się sensacyjna rozprawa w Sądzie Okręgowym w Katowicach przed
      Pierwszą Izbą Karną pod przewodnictwem dyr. S. O. Papee Pawła Palki z Chropaczowa, odsiadującego karę w więzieniu w Katowicach za działalność komunistyczną, oskarżonego o szerzenie szkodliwych plotek, a mianowicie: dnia 17 maja 1924 roku, będąc na kongresie rad załogowych w Katowicach miał się wyrazić w swoim przemówieniu, że w więzieniu w Katowicach jest "mordownia" i ze dozorcy więzienni są "katami". Oskarżony do winy się nie przyznaje i kategorycznie zaprzecza. jakoby miał się wyrazić że więzienie w Katowicach jest mordownią. Na kongresie poruszył sprawę więźniów przebywających w Katowickim więzieniu, mówił że więźniów politycznych szykanują tam i znęcają się nad nimi i dozorców nazwał katami. Przed kongresem jakieś nieznane mu kobiety wręczyły mu dwa listy, jeden z nich miał być pisany z więzienia i był podpisany przez więźniów - komunistów, Ruedigera, Szebastowskiego i innych, drugi był podpisany przez więźniów politycznych. Na kongresie uchwalono rezolucje równobrzmiącą, podobną do treści jednego z listów. Oskarżony sam postawił wniosek, aby wybrano komisję, która by się udała do wojewody w tej sprawie.
      Oskarżą prokurator Zbisławski, broni specjalnie przybyły z Warszawy obrońca Jan Dobrowolski.
      Po przesłuchaniu oskarżonego przystąpiono do przesłuchania świadków. Niektórzy z nich, więźniowie z katowickiego więzienia wskazani przez oskarżonego mają udowodnić faktami rzekome znęcanie się nad więźniami. Świadek A. Rajwa referent śledczy w Katowicach twierdzi, że w drodze konfidencjonalnej wiadomo mu iż oskarżony na kongresie rad załogowych w Katowicach w przemówieniu swym użył słów, że katowickie więzienie jest "morodownią" i że dozorcy spełniają rolę katów. Świadek, poseł na Sejm Warszawki Adamek Józef bezwyznaniowy był przewodniczącym na kongresie rad załogowych 17 maja zeszłego roku lecz z powodu tego, że sprawa więźniów była poboczna gdyż referowano głównie sprawy gospodarcze nie może sobie dokładnie przypomnieć tej sprawy. Jednak twierdzi, że komuniści tak zaagitowali zebranie, że nawet wybrano komisję, która się miała udać do wojewody aby interweniować w sprawie więźniów. Świadek Sławik redaktor "Gazety Robotniczej" był na kongresie rad załogowych ubiegłego roku w Katowicach jednak nie przypomina sobie czy oskarżony używał słów "mordownia" Rezolucję zamieścił w "Trybunie Robotniczej, gdyż była mu dana przez posła Adamka - przewodniczącego zebrania i była uchwalona na zebraniu. Świadek Rudiger Juliusz profesor matematyki przesiaduje obecnie w więzieniu za działalność komunistyczną. Stosunki więzienne znacznie się polepszyły w porównaniu ze stosunkami jakie panowały w 1923 roku i nawet w zeszłym roku aczkolwiek daleko im jeszcze do stosunków jakie powinny być lub jakie są w całej Polsce. Co do szykan, znęcań itd. może powiedzieć, że gdy był aresztowany w nocy na 5 maja ubiegłego roku do samego rana godziny 3 lub 4 musiał stać aż wyznaczono mu celę, siłą zmuszano go do wychodzenia na spacer. Po spacerze musiał się zwracać twarzą do ściany i czekać kiedy dozorca wpuści go do jego celi. Po kolacji oddawać musiał ubranie i zostawał na całą noc w bieliźnie aż do rana. Kiedy chciał się poskarżyć naczelnikowi więzienia lub prokuratorowi powiedziano mu, że aresztowany nie ma nic do gadania, nie raz zwymyślano go od komunistów, chacharów itp. Był już w różnych więzieniach 32 razy ogółem 8 lat i zna stosunki więzienne. Przyznaje, że list odczytywany z więzienia na kongresie podpisał. Świadkowie Szabatowski, Wieczorek. Szombara, Rybarczy,, Malanda i inni znajdujący się obecnie w więzieniu za działalność komunistyczną zeznają to samo co poprzedni świadek i dodają, że słyszeli jak biją innych lecz na zapytanie prokuratora czy ich bito odpowiadają, że nie. Świadek Maron Józef z Chorzowa obecnie w więzieniu, twierdzi że go raz pobito w kuchni, gdy chciał zniszczyć papierek na którym miał wypisane poufne słowa. Bił go starszy dozorca więzienny Pilorz. Zawezwany starszy dozorca Pilorz oświadcza, że Maronia nie bił, tylko gdy posłyszał w kuchni więziennej jakieś szamotanie się i krzyki przybył i zauważył, że dozorca Jończyk usiłował wydrzeć Maroniowi jakiś papierek. Wobec tego odepchnął Maronia i zamknął go do celi. Świadek Wł. Szeliga Skorupski, kierownik więzienia w Katowicach zeznaje, że wszystko dzieje się w więzieniu według przepisów ustalonych jeszcze za czasów niemieckich a więc na spacerze więźniowie muszą trzymać ręce w tyle. Po spacerze każdy musi stanąć twarzą do drzwi celi aby nie miał możliwości porozumienia się z innymi, po kolacji każdy więzień obowiązany jest zdjąć swoje ubranie i oddać dozorcy, ubranie to leży przed drzwiami celi aż do rana, dlatego żeby więzień nie mógł uciec. Skarg żadnych aby więźniów bito nie słyszał. Świadek pan prokurator Mieczysław Świątkowski jest jednocześnie przełożonym więzienia. Nakazywał zawsze aby z więźniami obchodzono się po ludzku. Zwrócił specjalną uwagę na więźniów politycznych, w szczególności na komunistów. Rzeczywiście skarżyli mu się komuniści na pewne jak sami nazywali "szykany" a to założenie rąk z tyłu na spacerze, odwracanie się twarzą do ściany zanim będzie wpuszczony do celi itd. ale to są stałe przepisy i nie w jego mocy jest to zmienić. Żadnych skarg o rzekomym biciu więźniów nie otrzymywał.
      Wszelkie ulgi które były w jego mocy zawsze udzielał więźniom. Następnie zabrał głos oskarżyciel publiczny prokurator Zbisławski. 17 maja ubiegłego roku odbył się kongres rad załogowych w Katowicach na którym miały być omówione tylko sprawy gospodarcze, jednak na zebraniu było dużo komunistów, którzy starali się wnieść ferment do partii socjalistycznej. Oskarżony nie przyznając się, że użył słów "morownia" jednak świadek Rajwa dowodzi iż w drodze konfidencjonalnej wie na pewno iż te słowa padły z ust oskarżonego. Zresztą świadek Adamek powiedział, że komuniści tak zaagitowali zebranie, że uchwalono rezolucję i nawet wybrano komisję, która miała się udać do wojewody aby interweniować w tej sprawie. To znaczy, że musiał oskarżony używać takich słów a że zaprzecza teraz nic dziwnego. Cały szereg świadków udowodnił nam, że to były tylko zmyślone fakty aby zaagitować zebranie. Żaden ze świadków nie zeznał, że go pobito a więc postępowano tylko według regulaminu, może i ciężkiego jednak stosowanego i dawniej za czasów niemieckich, żadnych szykan, znęcania się nad więźniami i mordowań w katowickim więzieniu nie było. Za rozszerzanie publicznie nieprawdziwych faktów wiedząc o tym że są zmyślone wnosi prokurator karę dla oskarżonego 6 miesięcy ciężkiego więzienia. Obrońca Jan Dobrowolski z Warszawy nie chce rozwodzić się nad tym, jakie warunki panują w więzieniu katowicki i broni tylko swojego klienta. Prokurator twierdzi, że świadkowie nic nie zeznają a daje wiarę świadkowi Rajwie, który zeznając na podstawie wiadomości konfidencjonalnych. Dlaczego nie dać wiary niektórym świadkom, którzy zeznali że słyszeli jak kogo w więzieniu bito? Nikt bijąc więźnia nie będzie zwoływać innych aby byli przy tym obecni. Nasze więzienia w ogóle dalekie są od ideałów. Poza oczami Naczelnika może się dużo dziać. Niższa służba więzienna może zanadto nadużywać swej władzy. Regulamin jest obosieczny tzn, że bardzo ścisłe przytrzymywanie się regulaminu może stworzyć niemożliwe stosunki w więzieniu. Zdaniem jego oskarżony jest niewinny i prosi o uwolnienie. Sąd po naradzie skazał oskarżonego na 2 tygodnie więzienia motywując to tym, że sąd przyszedł do przekonania iż oskarżony musiał się wyrazić "mordownia" w swej przemowie na kongresie rad załogowych w Katowicach

      Polonia Nr 107/1925
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.05.14, 19:30
      Sprawa doktora Pierre Bougarta

      Lekarz mordercą. Poważny, odznaczony krzyżem legii honorowej dr Pierry Bougart pospolitym wielokrotnym mordercą

      Dziwnemi drogami chadza czasem moralność społeczna. Względy i względziki, różne "nie wypada" najprzeróżniejsze sploty interesów składają się na pojęcie moralności, które bywa bardzo często jej przeciwstawieniem. Taki dr Pierre Bougart. Od lat podejrzewało go całe duże miasto, ludne i bogate. Marsylia o różne brudne sprawki a nie tylko brudne ale wprost groźne, o fałszerstwa, wymuszanie, o mordy rabunkowe. A mimo to opinia publiczna milczała, nikt sprawy nie podniósł publicznie, nikt grzechotnika z tytułem doktora nie pochwycił za kark, chociaż ślady zbrodni bywały nieraz widoczne. Nie chciano robić - skandalu, bo przecież dr Pierre Bougart był siedmiokroć ranny w czasie wojny światowej, był bohaterem, pochodził z poważnej familii, nie wypadało...Pacjenci dr Bougrata umierali, czyż jednak nie umierają pacjenci innych także doktorów? A przy tym w Marsylii nie ogląda się z urzędu trupów, nie wydaje się urzędowych poświadczeń lekarskich. Wydaje je ten sam lekarz, który leczy. Dr Bougart potrzebował dużo pieniędzy, bardzo dużo. Miał młodą, pełną wymagań kochankę, która wypędziła z domu żonę i dziecko, posiadał nadto mnóstwo przyjaciółek a to kosztuje. To też doktor prowadził czasem dziwnie podejrzane interesy, wystawiał często czeki na które później nie było pokrycia, które jednak później płaciła zazwyczaj rodzina ze względu na prestiż. Często obracał się nasz doktor w bardzo podejrzanym towarzystwie...Mnożyły się skargi aż jedna z nich doprowadziła do faktu namacalnego, raczej cuchnącego, na ślady trupa, którego zbrodniarz przez trzy miesiące ukrywał w eleganckiej sali ordynacyjnej. Tak zbrodniarz. Nie wiadomo ilu ludzi ma na sumieniu dr Pierre Bougart. Śledztwo jeszcze nie jest ukończone. Utrudnione jest przez to, że wampir ten nie posługiwał się browningiem, czy sztyletem lecz zwyczajną jakąś trucizną. Narzędziem jego morderczym była strzykawka. Całymi latami posługiwał się zbrodniarz iniekcjami, wobec czego trudno stwierdzić ilu ludzi wyprawił na tamten świat, tym więcej że leczył różne tajemne, zamilczane choroby, że pacjenci przychodzili do niego nie raz tylnymi drzwiami.
      Pewien człowiek opowiada obecnie dziwną historię, jak to pewnego razu sprzedawszy samochód za 20 000 franków, które miał przy sobie w kieszeni siedział w kawiarence z doktorem Bougartem, jak nagle odwołano go do telefonu, jakiś obcy głos odzywał się do niego, jakkolwiek nikt nie mógł wiedzieć że o tym czasie znajdzie się w tej właśnie spelunce, jak wreszcie po powrocie do stolika zauważył iż woda z sokiem jaką przedtem zamówił przybrała pod jego nieobecność jakiś dziwny kolor, wobec czego powziął nagle podejrzenie i w chwili gdy Bougort opuścił go na chwilę wylał zawartość szklanki do spluwaczki. A mimo to, mimo podejrzenia agent automobilowy milczał a tak samo milczeli inni, również lekarze, którzy domyślali się ohydnych oszustw i zbrodni jakich dopuszczał się ich "kolega". Koleżeństwo obliguje...Ale raz bomba musiała pęknąć. Trup, którego odkryto w sali ordynacyjnej zdarł obłudą maskę i z mordercy i z tolerującego go otoczenia. Zaduch trupa przyjaciela, towarzysza wojennych przygód omal że nie doprowadził do zlinczowania Bougarta przez tysięczny tłum który zebrał się naokoło willi, zaprowadził bonviveura za kratki więzienne a doprowadzi prawdopodobnie na gilotynę. Chodziło wówczas o 10 000 franków, jakie przyjaciel doktora zainkasował. Któż mógł wtenczas przypuszczać, że nagłe zniknięcie inkasenta znajdzie swe wytłumaczenie w schowaku sali ordynayjnej. Wychodzi obecnie na jaw coraz więcej brudnych spraw, zgłaszają się pacjenci którzy obudziwszy się z narkozy z podkejrzanych omdleń, zauważyli ubytek pieniędzy w swych portfelach, zgłaszają się inni, któryzy płacili mu grube prowizje za różne fałszywe świadectwa lekarskie, za podejrzane transakcje testamentowe itd. Wychodzi teraz na jaw, że powrócił pewnego razu do domu nocą w poszarpanym ubraniu, że innym razem otrzymał postrzał, o czym jednak nie zawiadomił policji, mając widoczne powody po temu, żeby nie przypominać się zbytnio stróżom bezpieczeństwa publicznego. Lekarz - morderca! ktoś do kogo przychodzi się z zaufaniem, komu powierza się swe zdrowie, swą przyszłość, niszczy je podstępnie i zbrodniczo dla pieniędzy? Wszystko co szlachetniejsze wzdryga się w naturze ludzkiej wobec tego potwornego faktu, że to co mądrość pokoleń w niesłychanym trudzie najszlachetniejszych swych synów zdobyła na ratunek ludzkości, że te wyniki badań człowiek zwyrodniały, morderca uczynił środkiem swej zbrodni.

      Paryż 5 lipca 1925 roku - Nadsekwański

      Polonia Nr 184/1925
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.05.14, 19:34
      PIERRE BOUGART
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.05.14, 19:35
      https://murderpedia.org/male.B/images/bougrat_pierre/bougrat-detective.jpg
Inne wątki na temat:
Pełna wersja