Sprawy kryminalne - te mniej znane

    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.05.14, 19:36
      PIERRE BOUGART
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 13.12.15, 21:02
        Sąd w Pacanowie

        Już nam to weszło w przysłowie
        Że raz w mieście Pacanowie
        Gdzie nie bez sromotnej zgrozy
        Zawsze dotąd kują kozy
        Miano powiesić ślusarza
        Ale że jak się często zdarza
        Słabszego mocniejszy zwala
        Wiec powieszono kowala
        Skąd wyrok taki nieprawy?
        Każdy wiem, nie bez obawy
        Zdarzenie to przypomina
        Musi być jakaś przyczyna
        Niejeden sobie uważa
        Bo kowala za ślusarza
        Karać jeszcze z szubiennicą
        Niech się z tem dzieje nie szczycą
        Sławetnej pamięci miasta
        To jest zgroza na tem basta!
        Nie basta moi Panowie
        Co się stało w Pacanowie
        To się dzieje w całym świecie
        Jeśli mi więc zechcecie
        Dać posłuchanie łaskawe
        Opowiem wam całą sprawę:

        Mniej więcej przed sześćset laty
        Bo nie mogę wiedzieć daty
        Z dziejopisa mego księgi
        Co sam pewnie dla mitręgo
        Nie chciał łamać nad tem głowy
        Stał się przypadek takowy:
        W czwartą po świątkach niedzielę
        Wpadło nieuważne cielę
        Do ogrodu burmistrzowi
        Nie jak wieść fałszywa mówi
        Że by na ten czyn nieśmiała
        Koza odważyć się miała
        Sam pan burmistrz na tej szkodzie
        Zastawszy cielę w ogrodzie
        Wezwał na świadectwo żonę
        Jako wszystko potłuczone
        Że nawet rozmaryn, rutę
        Cielę, chociaż nie podkute
        Co nie zjadło, podeptało
        A więc szkodę tę niemałą
        Ogłosił po całym mieście
        Wartującą złotych dwieście

        Że cielę było ślusarza
        Za to do niego utwarza
        Prawo o wynagrodzenie
        I to w podwójonej cenie
        Z przyczyn, że ślusarz bogaty
        Jak wieść niosła miał dukaty...
        Co nie były żadne baśnie
        Lecz przypadek zdarzył właśnie
        Że o tej samej godzinie
        I przy takim samym czynie
        Ślusarz złapał także krowę
        I trzy kozy burmistrzowe
        Na swojej prawej własności
        Stąd nawzajem sobie rości
        Nie naruszając sumienia
        Trzysta złotych uszkodzenia
        Kłótnia okropna powstała
        Pan majster szuka zuchwała
        Zająwszy bydło ze szkody
        Układa słowne wywody
        Nawzejem ze swojej strony
        W których czyn był dowiedziony -
        Że to ów był wiek szczęśliwy
        Gdzie nie były żadne dziwy
        Iż między tysiącem osób
        Rzadko jedna znała sposób
        Mieszczenie słów na papierze
        Więc pan majster świadków bierze
        Na obrazę do szynkowni:
        Tam gdzie ludzie w zdaniach gruntowni
        Mianowicie pan Ignacy
        Sławny kowal z swojej pracy
        Człowiek niezmiernej wymowy
        Wszystko poświadczyć gotowy
        Za szklankę miodu lub wódki
        Zapowiada bez ogródki
        Całej zgromadzonej radzie
        Iż w tak zbyt zaciętej zwadzie
        Dla wynagrodzenia obu
        Nie ma innego sposobu
        Nad jeden tylko takowy
        Ażeby pan burmistrz krowy
        i trzech kóz zrzekł się własności
        A że sobie wzajem rości
        Do wynagrodzenia wiele
        Ma otrzymać za to cielę
        Wszyscy przyjęli to zdanie
        Nawet ślusarz przystał na nie

        Gdy się tak kończy obrada
        Burmistrz do szynkowni wpada
        Z miejskim sługą uzbrojony
        I nie wdając się w androny
        Zaledwie ślusarza zoczył
        Pędem do niego przyskoczył
        "A tuś!": krzyknie na głos cały -
        Wtem pałką twardszą od skały
        Jak go nie wytnie całą siłą
        Aż mu się z niej zakurzyło
        Lecz ten pewny bitwy losu
        Wściekłem się gniewem zapala
        I wyrwawszy z rąk kowala
        Pełną szklanicę madery
        Której mu przyjaciel szczery
        Z żalem ustępował serca
        Wymierza srogo morderca
        Prosto burmistrzowi w pałę
        Ale tu szczęście niestałe
        Biednego sługę nawija
        Srogi cios tyrana mija
        I trafia biedaka w ciemnię
        Że wraz upałszy na ziemię
        Ręką ruszył, głowa kiwnął
        I ducha w niebo wyziewnął -

        Tu wszystkim ręce opadły
        Zdumiał się ślusarz zajadły
        Pan burmistrz został jak wyryty
        Wszyscy krzyknęli "Zabity!"
        Kowala tylko zasmucił
        Miodek, że mu się wywrócił
        Ani pomyślał w tej chwili
        Że za to iż się pobili
        Pan burmistrz z swym przeciwnikiem
        On miał zostać męczennikiem

        Jakoż na tem kończąc zwadę
        Pan burmistrz zwołuję radę
        A nim osądzę tę zgrozę
        Mężny ślusarz idzie w kozę
        Wiemy to już z dawnych dziejów
        Że wśród licznych przywilejów
        Jakie dla wzrostu i chwały
        Nasze miasta posiadały
        Było także prawo miecza
        Co od zbrodni ubezpiecza

        Schodzą się przeto sędziowie
        W naszym mieście Pacanowie
        Burmistrz zasiada na czele
        Choć w tej sprawie był o cielę
        Stroną interesowaną
        Ale na to nie zważano

        Gdy tu syndyk wniósł otwarcie
        Że nie masz na żadnej karcie
        Do końca praw od początku
        W takiem zdarzeniu wyjątku
        Z rajców nikt nie umiał czytać
        Aby się o dowód pytać
        Przystąpiono więc do sprawy
        Ławnicy zasiedli ławy
        Pan syndyk w szarej opończy
        Całe grono sędziów kończy
        cdn
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.05.14, 22:04
      Na terenie powiatu włodzimierskiego znów ukazał się głośny bandyta kresowy Domański. Dnia 10 lipca 1925 przybył bandyta do wsi Noworyty gm. Mikolicze, gdzie odszukawszy swego dawnego kompana bandytę Mielniczuka pił z nim dość długo. Zabawa dwóch bandytów przeciągnęła się. Opowiadano sobie wzajemnie dzieje i epizody ze swego zbójeckiego życia, wspominano poległych kolegów i tak im czas szybko płynął. A gdy przyszło do pożegnania Domański wyjął rewolwer i położył trupem na miejscu kolegę swego, poczem wystosował do policji w Sielcach pow. włodzimierskiego list następującej treści:
      Ja zabiłem bandytę Mielniczuka, za to że ten ranił mnie z rewolweru dnia 12 stycznia 1925 r. Z powiatu zupełnie wychodzę. Feliks Domański. Następnie przemocą zabrał gospodarzowi Doszemnowi furmankę i udał się do wsi Czarnokrestu, gdzie zmylił za sobą ślad. Na drugi dzień po otrzymaniu listu komisarz Knapp zorganizował pościg. W gminie Grzybowice, koło lasu biskupickiego w zabudowaniach gospodarza Jermuła Czerwińskiego natrafiono na ślad bandyty W tym momencie, kiedy Domański poczuł że go odkryto wyskoczył ze schowka, zasypał policję strzałami i umknął. Na miejscu został raniony bardzo ciężko w głowę przodownik Szpaczyński z posterunku Poryck. Spaczyńskiego przewieziono natychmiast do szpitala (wkrótce zmarł). Pogoń za bandytą nie dała żadnych rezultatów.

      Polonia Nr 194/1925
    • madohora Tym razem coś lżejszego 02.05.14, 22:21
      Zazdrość prowadzi do kryminału.

      Pewien zazdrosny amant, zamieszkały w mieście Le Cap, chcąc posiąść tajemnicę korespondencji swojej kochanki, dostał się do wnętrza biura pocztowego w nocy, skąd wyniósł worki, zawierające listy niewiernej. Studiuje je obecnie w kryminale

      Polak Nr 208/1925
    • madohora Zagadkowe samobójstwo a porachunki rodzinne 03.05.14, 23:55
      Zagadkowe samobójstwo? Cieśla i gospodarz Jan Herma zam. w Cieszynie, wychował starannie syna i dwie córki! Po wydaniu ich za mąż zaczęły się między złe stosunki z żoną Hermy z jednej strony a samym ojcem rodziny z drugiej, ostre niesnaski. wskutek, których Herma unikając niezgodnych mieszkańców. chaty od lat 4-ch już sypiał na strychu. Przed paroma dniami na wieczór dopiero, puszczono go na zwykłe miejsce noclegowe. Rano znaleziono go powieszonego na belce wstrychowej. Rodzina rozgłosiwszy wieść o samobójstwie swego ojca, niezwłocznie zakrzątnęła się około pogrzebu, który odbył się też już w dniu następnym. Ten niezwykły pośpiech. jako też inne poszlaki zwrócily uwagę sąsiadów które ci w dalszym ciągu zgłosili też władz bezpieczeństwa. Te zaaresztowały całą pozostałą rodzinę Hermy a po przesłuchaniach wypuściwszy dzieci zatrzymały żonę tego i obu zięciów w areszcie śledczym. Ekshumowano też denata celem podjęcia obdukcji

      Polonia Nr 240/1925
    • madohora Sprawa Fritza Angerstein-a 04.05.14, 18:15
      Ośmiokrotny morderca przed Sądem

      Godny następca Haarmanna i Denkego zamordował żonę, teściową, szwagierkę i pięć dalszych osób poczem podpalił dom, zraniwszy się przedtem lekko i związawszy. - Żonę zamordował "z litości", innych, "sam nie wie dlaczego". - Jest poza tem człowiekiem "inteligentnym". - Przygnębienie w Niemczech z powodu ujawniania się tak potwornych głębin duchowości współczesnego pokolenia.
      (...) Fritz Angerstein usiadła na ławie oskarżonych w Limburgu, prawie że w mieście własnym rodzinnym, gdzie zna go prawie każde dziecko, ten poważny urzędnik, właściciel willi, której rozmieszczenia porozwieszane są po ścianach posępnej sali sądowej, usiadł człowiek młody jeszcze, 34 letni o twarzy inteligentnej, usiadł zbrodniarz, który w przeciągu jednej nocy dokonał ośmiu mordów z krwią zimną, dokonał prawdopodobnie z chęci zysku o czem świadczy wysokie ubezpieczenie willi od ognia i siebie od wypadków na kilka dni przed dokonaniem mordów i spaleniem willi po uprzednim samozranieniu się i skrępowaniu przez rzekomych morderców. Mówi o swoim straszliwym czynie ze spokojem, o szczegółach poszczególnych pomordowań opowiada tak samo równo bez widocznego wzruszenia jak o tych licznych fałszerstwach jakich dopuszczał się w charakterze urzędnika jak mówi z rozkazu swoich przełożonych.
      Morderstwa dokonane w Haiger koło Liburga to niejako klasyczne przykłady szekspirowskiej, makbetowskiej przejętej później przez romantyków, także przez Słowackiego wielkiej prawdy, że zło rodzi zło, że jeden mord staje się przyczyną łańcucha całego dalszych aż w końcu przyhcodzi Nemezis spada jak w Balladynie grom z jasnego nieba i zabija samego mordercę. Angerstein zamordował żonę, którą w swoim czasie kochał, która i jego kochała, zamordował jak twierdzi, "z litości" chcąc ulżyć jej ciepieniom cielesnym i moralnym gdyż schorowana nie mogła mu być taką żoną jakby tego pragnęła, nie miała przede wszystkim dzieci i nigdy prawdopodobnie mieć ich już nie będzie mogła wobec sześciu poronień.
      • madohora Re: Sprawa Fritza Angerstein-a 04.05.14, 18:38
        -2-
        Pierwiastkowy ten mord poruszył niby lawina niewstrzymany dalszy korowód pomordowanych siedmiu osób, pomordowanych właściwie bez żadnego powodu, prócz tego jednego że mogli odkryć zamordowanego trupa żony a następnie olbrzymiejący zastęp dalszych...Morderca pytany przez przewodniczącego i przedtem w toku śledztwa przedwstępnego o bliższe motyw tego lub owego morderstwa, podawał przerażające po prostu bo nieprawdopodobne wprost błahostkowe powody: zamordował na przykład służącą rzekomo dlatego, że często przypalała zupę, rozsiekał toporem teściową, ponieważ przygotowywała niesmaczne kleiki żonie i tym podobne. Oskarżonemu, który udawał ofiarę rabusiów zarzucają 13 przestępstw a mianowicie 8 mordów, 2 sprzeniewierzenia, fałszerstwo dokumentów, krzywoprzysięstwo i podpalenie. Przyznaje się dziś do mordów, wypiera się sprzeniewierzeń i stara udowodnić, że przeciwnie firma Van der Zypen winna mu pieniądze. Zamordowanie żony stara się oskarżony przedstawić jako coś, co dojrzało w nim nagle, jako reakcja naprężonych nerwów, które od długiego czasu maltretowane niedomaganiami żony, nagle odmówiły mu posłuszeństwa. Krytycznej nocy z soboty na niedzielę w drugiej połowie października 1924 roku podrażniony rzekomym listem żony, który znalazł, a w którym żona podobno chcąc popełnić samobójstwo, żegnała się z nim, przestraszony wreszcie i do głębi wzruszony jej atakiem sercowym połączonym z krwawą czerwonką, gdyż żona omdlała, chciał skrócić jej cierpienia i pozbawić ją życia wystrzałem z rewolweru, po czem zaś zamierzał popełnić samobójstwo. Tymczasem, gdy przystąpił do niej z rewolwerem w ręku obudziła się nagle z omdlenia i wyrwała mu rewolwer z ręki. Wtedy Angerstein pobiegł, straciwszy głowę jak twierdzi do sąsiedniego pokoju, porwał nóż myśliwski i zakłuł żonę, która umierała ze słowami "Boże przebacz mu, morduje własną żonę"
        Angerstein pobiegł następnie do biura, gdzie miał rzekomo dwa inne rewolwery, z tym zamiarem by tam położyć kres swemu życiu. Lecz śledztwo wykazało, że owe dwa rewolwery, to wymysł i że również ten, którym chciał rzekomo zastrzelić żonę nie był nabity. W piwnicy dokąd zszedł znalazł topór, którym obcinał głowy kurom i drobiu, chociaż żona nieraz błagała go by nie zabijał tym katowskim sposobem, bo to wywołuje krwiożercze instynkty. Toporem tym chciał sobie podobno obciąć rękę, skończyło się jednak na zamordowaniu nowej ofiary.
        W chwili bowiem, kiedy siedział w piwnicy, rozległ się nagle na górze w mieszkaniu przeraźliwy krzyk. Widocznie teściowa zauważyła zwłoki córki. Angerstein pobiegła na górę, jak mówi w najwyższym rozdrażnieniu i zamordował teściową toporem. Na zapytanie dlaczego był taki wzburzony odpowiedział, że z powodu drobnostek często gniewał się na teściową. Często przypalała klejankę, przeznaczoną dla chorej żony. W ogóle pożycie Angersteina z teściową nie należało do idyllicznych, gdyż jak stwierdzono obił ją raz rajtpajczem.
        • madohora Re: Sprawa Fritza Angerstein-a 04.05.14, 19:12
          https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/thumb/7/7e/Angerstein_Villa_in_Haiger.png/250px-Angerstein_Villa_in_Haiger.png

          DOM, W KTÓRYM WYDARZYŁA SIĘ TRAGEDIA
      • madohora Re: Sprawa Fritza Angerstein-a 04.05.14, 19:10
        -4-
        Trudny jest w ogóle rozbiór umysłowości i charakteru tego potwora w ludzkim ciele. Wiele szczegółów wskazuje na to, że szereg dokonanych 8 mordów, to był tylko upust, zaspokojenie potwornych, morderczych, sadystycznych instynktów, jakie w mrokach tej straszliwej osobowości czaiły się do dawna. Owo katowskie obcinanie głów kurom w piwnicy, ten dziki gniew, który z lada powodów wybuchł i który prawdopodobnie tylko skutkiem braku sposobności nie zamienił się od razu w mordy, jak np. zatargi z teściową, wszystko to wskazuje na to dosyć wyraźnie.
        Nic dziwnego, że wszystko co lepsze w Niemczech z przestrachem patrzy w przyszłość, lękliwie ogląda się dookoła siebie, źle czuje się w tym pokoleniu, które wydało Harmanna, Denkego, teraz Angersteina a kto wie ilu jeszcze ujawni im podobnych potworów jutro czy pojutrze. Proces jeszcze nie skończony, wyrok jednak jakby już zapadł

        Berlin 6 lipca 1925
      • madohora Re: Sprawa Fritza Angerstein-a 04.05.14, 19:12
        W tym czasie nie robiono jeszcze badań psychiatrycznych w takim zakresie jak to się robi dzisiaj. To co się tam wydarzyło świadczy o tym, że ten człowiek nie był zrównoważony psychicznie.
        • madohora Re: Sprawa Fritza Angerstein-a 04.05.14, 19:15
          Angerstein was born on January 3, 1891 in Dillenburg, the seventh of ten children. His father worked as a carpenter, and later as a steelworker, and was also the mayor of his community From an early age Angerstein auffered from tuberculosis and had a rib surgically removed. At the age of 14 Angerstein began working for a land surveying bureau, before being employed by the Nassauische Bergbau AG. Since 1917 he was procurator of a limestone mine in Haiger, which was taken over by the firm van der Zypen in 1920. In 1911 Angerstein married Käthe Barth, a devout methodist. The marriage was described as happy and Angerstein gave the impression of a loving and caring husband, even though he suffered under the ailing condition of his wife, who not only was afflicted with severe hysteria, but also fell ill with an unknown intestinal disease in 1920. All the while Angerstein himself suffered from various types of tuberculosis. The couple had no children, though Angerstein's wife miscarried six times. The relationship with his mother-in-law was said to have been strained, because they were unable to have any children and because of her poor treatment of his wife. Angerstein related that she often reduced her daughter's diet to soup, due to her ailments, though apparently she often scorched the meal, whereupon his wife wouldn't eat anything at all. According to his own testimony Angerstein once whipped his mother-in-law with a dog whip, because of a burnt meal, after his wife had run away because of her. In the same instance Angerstein also decided to shoot his mother-in-law and himself should his wife not return home. In 1921 Käthe wrote a letter to her husband, telling him that due to her illness she couldn't be the wife he needed. After Angerstein had talked to her about the matter they made the mutual decision to drown themselves, since they were both sick at that time. However, when Angerstein was carrying his wife into the water and they were already halfway in, they heard someone sing a song, whereupon they came, as he relayed, to their senses again and aborted their suicide attempt. Also in 1921 Angerstein, together with his wife, mother-in-law and sister-in-law, moved to Haiger after he received free lodging in a villa belonging to van der Zypen. His salary was 390 Reichsmark per month. The ground floor consisted of five bureaus for Angerstein and his assistants, first floor living quarters for himself and his wife, his sister-in-law and mother-in-law, and the attic for their maidservant. Angerstein claimed van der Zypen owed him 90,000 Mark. Angerstein got into financial troubles, whereupon he began to embezzle money from his employer. According to court the total sum was 14,892 Reichsmark. The fraud was discovered by one of Angerstein's colleagues in November 1924.On the Friday before the murders, Angerstein witnessed his wife put away a notebook containing her last wishes, stating she was expecting to die soon. Angerstein, in the night from Nov. 30 to Dec. 1 found and read the notebook. On the Saturday before the murders, Angerstein met with procurist Nix, for wage accounting, paid salaries. Nix confronted him with the discrepancies in the accounting. Startled by six shots during the night in front of the house, his wife was suffering from bloody diarrhea, vomiting, fainting and heart problems due to the agitation. Angerstein learnt the next day that the shots had been fired during a birthday party. Angerstein suffered from severe headaches
      • madohora Re: Sprawa Fritza Angerstein-a 04.05.14, 19:13
        Fritz Heinrich Angerstein (January 3, 1891 – November 17, 1925) was a German mass murderer who killed his wife and seven other people at his home in Haiger, German Reich on December 1, 1924. Later that day he set fire to the house, stabbed himself and claimed a group of bandits was responsible for the crime, though within three days he confessed to have committed the murders himself. After a sensational trial that was widely publicised by the media at that time, Angerstein was sentenced to death. The verdict was carried out on November 17, 1925.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 04.05.14, 19:02
      -3-

      W chwili gdy skończył porachunki z teściową nagle stanęła przed nim służąca, która słyszała widocznie krzyki mordowanej o pomoc. Zamierzył się na nią toporem lecz uciekła schodami na strych, gdzie potwór złapał ją i roztrzaskał jej głowę, po czem obmył topór ręce w kuchni i raz jeszcze poszedł do sypialni i dobił teściową, która się jeszcze ruszała a następnie uczynił to z żoną, która jak się okazało żyła jeszcze także
      - W ogóle zwłoki były bardzo niespokojne - oświadczył Angerstein, gdy rzeczoznawcy wypytywali go o szczegóły dobijania teściowej i żony
      Po dokonaniu tych trzech czynów usiadł morderca w kuchni na zydlu i zasnął. Nad ranem poszedł do biura, odesłał stamtąd niejakiego Schnautza, który poszedł wybierać popiół z pieca, następnie poszedł do toalety w domu. W międzyczasie otworzył ktoś drzwi d podwórza i ogrodnik Geist wszedł do mieszkania. Angerstein zastał go w kuchni, gdzie Geist codziennie otrzymwał kawę i śniadanie. W tym momencie przypomniało się jednak oskarżonemu, że Geist widział mże pomordowane kobiety w sypialni, potem spojrzał na topór i zamordował Geista.
      W toku mordowania ogrodnika nadszedł niejaki Ditthard, który przerażony widokiem trupa Geista uciekł do gabinetu Angersteina. Już stamtąd nie wyszedł. Angerstein bowiem zamordował go tam toporem. Na to wszedł Kied, pomocnik biurowy, próbował uciec lecz morderca ściagł go, dopadł i zamordował jak dwóch poprzednich. Przy tem przydarzyło mu się nieszczęście nie mógł bowiem wyciągnąć toporu z czaszki wobec czego zakłuł chłopaka nożem myśliwskim. Potem wydobył topór i obmył go. Na zapytanie przewodniczącego czy obmywał topór za każdym razem, oświadczył że czynił to tylko po każdym okresie: żona, matka, słuużąca to pierwszy okres. Geist, Dittkardt i Kied, drugi i wreszcie trzeci, którego ofiarą poadła 16 letnia jego szwagierka Ella oraz pomocnik ogrodnika Darr.
      W międzyczasie bowiem powróciła z wycieczki Ella, poszła do łazienki, gdzie zauważyła grzebienie służącej. Czy zauważyła zwłoki służącej tego Angerstein nie umie powiedzieć. Wolał jednak nie czekać, pobiegł za nią i zamordował ją, zwłoki zaś nakrył kołdra, gdyż nie mógł patrzeć jak mówi na zamordowane dziecko.
      Następnie poczuł głód, poszedł więc do spiżarni. Na schodach spotkał pomocnika ogrodnika Darra. Wnet pomyślał, że ogrodniczek musiał zauważyć zwłoki Elli, porwał więc za topór, ogrodnik jednak bronił się, na swoje nieszczęście schronił się w łazience, gdzie zginął od jednego uderzenia toporem.
      Tyle na razie ujawnił pierwszy dzień rozpraw. Tu przypomnieć należy, że pierwotnie nie podejrzewano Angesteina o dokonanie mordu. Urządził się on bardzo sprytnie a mianowicie poranił się, w jednym wypadku nawet ciężej, skrępował się tak, że ludzie który wyratowali go z płonącej, podpalonej własnoręcznie jak okazało się później willi, mieli wrażenie, że ośmiu mordów i podpalenia dokonali jacyś rabusie. Dopiero rodzaj zranień Angersteina i sprzeczność jego zeznań oraz różne szczegóły mordów obudziły podejrzenie i zaprowadziły go do więzienia, gdzie w toku rozprawy wyszła na jaw cała prawda, że chodziło nie tylko o pozbycie się żony ale o zyskanie ubezpieczeń na życie i premii asekuracyjnej za willę.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 04.05.14, 19:18
      In the night from November 30 to December 1, 1924 Angerstein damaged a telephone wire and water pipes. On December 1, between 12 and 1 am, Angerstein awoke. He and his wife suffered from severe heart pain. Angerstein wanted to call a doctor, but his wife held him back. Angerstein fetched his mother-in-law. After she returned to her bed, Angerstein sat beside his wife, who was lying in bed. She read him a letter. Angerstein then changed the pillowslip, stained by his wife's vomiting. Whilst doing this, Angerstein found the letter his wife had hidden in the linen cupboard. Angerstein was agitated. He overheard his wife and mother-in-law talking about another letter, in which it was written that his brother-in-law had syphilis and that the disease could spread to other family members, agitating him even more. Angerstein then talked with his wife about the letter. He remembered his wife once telling him that she wanted to die the same hour he died. He then decided to kill his wife and himself. When his wife fainted Angerstein fetched his revolver from an adjacent room. When he returned his wife was awake. She grabbed his hand and took his revolver from him, saying "His own wife, Lord forgive him!", before fainting again. Angerstein then fetched his hunting dagger and fatally stabbed his wife 18 times with it. He then ran downstairs to his study and attempted to shoot himself, but both revolvers failed. He then ran down to the cellar, looking for something with which to kill himself; finding an axe, he intended to cut off his own hand, but hearing his 50-year-old mother-in-law scream, he ran back upstairs and killed her because - as he later claimed - he was angry about her having treated his wife badly. After killing his wife, he realized that the maidservant Minna Stoll was standing in front of him. She ran away and up the stairs to the attic. Just before she reached the door to the attic, Angerstein caught up with her, grabbed her from behind and hit her over the head with the axe, whereupon she collapsed. Angerstein later stated that he killed her because she burnt meals, was unclean and because he and his wife were generally displeased with her. Her body was later found burnt on the first floor. Angerstein then returned to his bedroom and again hacked at the bodies of his mother-in-law and wife, fearing they might get up again. His mother-in-law, at least, was still moaning. He then returned to the kitchen, washed the axe and his hands, sat down and slept. When his 18-year-old sister-in-law Ella Barth returned during the night from a train journey, she went upstairs and into the bathroom. Angerstein followed her and killed her with the axe. He then covered her up because he couldn't stand to look at her. At approximately seven o'clock on Monday, December 1 a bookkeeper, Ditthart, and a clerk, Kiel, arrived at the villa to work. One after the other Angerstein called them into his study, locked the door and killed them with the axe. During the course of the day he also killed the son of his gardener, Geist, and another labouror working for him, Darr, with a hatchet. He feared that they both might have seen the dead bodies. Angerstein's German shepherd was later found in the locked cellar, its head smashed in. Maschinenmeister Ebert arrived and Angerstein handed him a letter for his brother, before sending him away. Responding to questions about his dishevelled state, he answered that he was sick. Afterwards, Angerstein poured out petrol (maybe brought with truck later found a few kilometres outside of the town) in his study on the ground floor and the rooms on the first floor. He then went shopping in the city, buying two chocolate bars, according to himself for his "dear wife", and a flashlight. He also visited a bookshop. After sunset he went back home and set the petrol alight, though the ground floor didn't catch fire. He then stabbed himself several times, causing severe, but not life-threatening wounds, as well as his hat. He then called for help. He claimed he had been attacked by bandits, who had killed everyone in the house and left him for dead. He subsequently claimed that he had committed the murders in a fit of madness. Angerstein told his helpers and the police that he was assaulted in his villa after he returning from town. Firefighters soon managed to extinguish the flames. Some witnesses claimed to have seen 15 to 25 bandits. Angerstein was brought to the hospital in Haiger, where he was operated on. Police were sent for from Siegen and Wetzlar for protection, and militias were formed. Georg Popp helped in the investigation of the murders; the investigators raised doubts about Angerstein's story. Rigor mortis had already set in in the corpses, thus contradicting Angerstein's claims regarding when the killings had taken place. Angerstein's fingerprints were found on the dagger and on the dead bodies. There were no signs of a robbery. During interrogation by the prosecutor, Angerstein denied having committed the killings himself, but made contradictory statements. Angerstein was arrested, though he remained in hospital. After the autopsy he was accused of having committed the murders, and Angerstein finally confessed to his brother in the presence of a police officer.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 04.05.14, 19:19
      Ofiary:

      Käthe Angerstein, Angerstein's wife
      Barth, Angerstein's mother-in-law
      Minna Stoll, Angerstein's maidservant
      Ella Barth, 18, Angerstein's sister-in-law
      Ditthart, bookkeeper
      Kiel, clerk
      Geist, Angerstein's gardener
      Rudi Darr, gardener's assistant
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 04.05.14, 19:20
      There was much speculation surrounding the motive behind the murders. It was assumed that Angerstein had been gripped by paranoia due to his embezzlement, and that he was attempting to get rid of witnesses. Reference was made in this context to Angerstein's suicide attempt. Rumours circulated to the effect that Angerstein was inspired by the Sixth and Seventh Books of Moses, which state that by killing nine people a seal may be activated that provides great riches
    • madohora Fritz Haarmann 04.05.14, 19:48
      Fritz Haarmann

      Fritz Haarmann, właśc. Friedrich Haarmann (ur. 25 października 1879 w Hanowerze, zm. 15 kwietnia 1925) – seryjny morderca nazwany rzeźnikiem z Hanoweru. Razem ze swym partnerem Hansem Gransem dokonywali morderstw na nastoletnich chłopcach. Jego ojciec był palaczem lokomotywowym, znanym dzięki swemu usposobieniu jako "Posępny Olle", matką zaś kobieta kaleka i niezaradna, o 7 lat starsza od swojego męża. Miała 41 lat w chwili narodzin Fritza. Haarmann był najmłodszym z sześciorga rodzeństwa. Był osobą homoseksualną. W wieku 16 lat został posłany do szkoły wojskowej w Neu Breisach. Jednak po miesiącu, ze względu na to, iż chorował na epilepsję, został wyrzucony. Pierwsze szczątki ludzkie znalazły 17 maja 1924 roku dzieci, bawiące się na brzegu rzeki w okolicach zamku Herrenhausen. Była to ludzka czaszka. Następna została znaleziona dwanaście dni później, a kolejne 13 czerwca. Badanie wykazało, że głowy były odcięte od reszty ciała przy pomocy ostrego narzędzia, a następnie obdarte ze skóry i mięśni. Początkowo podejrzewano, że odnalezione ludzkie szczątki pochodzą z instytutu anatomii w Getyndze lub zostały porzucone przez złodziei grobów. Jednak te przypuszczenia zostały wkrótce obalone, gdyż znaleziono worek z ludzkimi kośćmi, a odnalezione szczątki zaczęto kojarzyć z zaginięciami chłopców i młodych mężczyzn. Badania kości i czaszek udowodniły, że w większości należały one do osób w wieku od 14 do 18 lat. W kolejną czerwcową niedzielę setki mieszkańców rozpoczęło przeszukiwania Starego Miasta i okolic rzeki Leine. Odnaleziono ponad 500 kawałków ludzkiego ciała (pochodziły od przynajmniej 22 ofiar). Zaczęto mówić o wilkołaku i pożeraczu ludzi. Policja rozpoczęła zakrojone na szeroką skalę dochodzenie, sprawdzano środowiska kryminalne jak i homoseksualne. W wyniku śledztwa wyłoniono podejrzanego: Friedricha (Fritza) Haarmanna. Był on znanym policji sprzedawcą ubrań i mięsa. Fritz Haarmann długo unikał konsekwencji swoich czynów, że względu na fakt, iż był konfidentem policji. Swoje ofiary zwabiał do mieszkania z rejonu dworca kolejowego. Jedną z jego ofiar był syn właścicielki domu, gdzie wynajmował mieszkanie. Haarmann sprzedawał na targu mięso z ciał swych ofiar, twierdząc, że to wieprzowina, czym zyskał przydomek Wilkołaka z Hannoveru. Nie miał wielu klientów, ludzie narzekali na dziwny, mdły smak sprzedawanego mięsa. Gdy zapytany, na sali sądowej ilu ich było (młodych chłopców), w ostatnim słowie, wzruszył ramionami i szepnął, że chyba ze 40. Fritz Haarmann został skazany na śmierć i stracony przez ścięcie toporem. Partner Fritza dostał wyrok 12 lat więzienia.
      • madohora Re: Fritz Haarmann 07.05.14, 20:01
        Sensacyjny proces we Wiedniu. Wiedeń. 22. 10. 1925 (Donoszą z Iglau (Czechy) że dziś rozpoczął się sensacyjny proces Haarmana.
        Na czele szajki, która masowo mordowała ludzi stał 60-letni Szewc Jan Felta oraz jego
        dwaj synowie. Mordy popełniono w roku 1918 przeważnie na uchodźcach wojennych z Małopolski, którzy podówczas przebywali w Czechach. Mordy te zostały dopiero odkryte w tym roku. Liczba ofiar nie jest jeszcze ustalona. Rozprawa budzi ogromne zainteresowanie.
        Sala sądowa czyni przerażające wrażenie. Na stale sądowym przedstawiane są czaszki
        pomordowanych i części szkieletów. Wśród oskarżonych znajduje się 70-letnia kobieta Boraczek, która była inicjatorką tych zbrodni.

        Polak Nr 289/1925
    • madohora Karl Denke 04.05.14, 19:51
      Karl Denke

      Karl Denke (ur. 12 sierpnia 1870 w Kalinowicach Górnych, zm. 22 grudnia 1924 w Ziębicach) – niemiecki morderca i kanibal. Urodził się w Kalinowicach Górnych. Jego rodzice mieli gospodarstwo rolne. W szkole był jednym z gorszych uczniów, już jako małe dziecko był uznawany za opóźnionego w rozwoju, gdy był dorosły toczyło się postępowanie mające na celu ubezwłasnowolnienie go. Gospodarstwo rodziców przejął jego starszy brat. On sam za pieniądze z ojcowizny kupił własną ziemię. Przeprowadził się do Ziębic (wtedy Münsterberg). Mieszkał w domu przy ul. Stawowej 13. Był jednym z bardziej poważanych mieszkańców miasta. Zarabiał wynajmując jeden z pokojów swojego domu. Inflacja, która nawiedziła Niemcy po I wojnie światowej, pozbawiła go oszczędności. Zwabiał do swojego domu włóczęgów, żebraków i prostytutki, aby później ich zabić i przerobić na peklowane mięso, którym handlował na targu we Wrocławiu. Często wypatrywał swoje ofiary na dworcu kolejowym. Niejednokrotnie były to osoby przyjezdne. Jednej z jego potencjalnych ofiar, niejakiemu Vincenzowi Olivierovi, udało się uciec i zgłosić sytuację na policji. Karl Denke został ujęty i jeszcze tego samego dnia wieczorem powiesił się w swojej celi na pętli zrobionej z chustki do nosa. Policjanci, którzy przeszukiwali jego dom, byli w szoku. Starszy funkcjonariusz był blady jak ściana, młodszy podczas oględzin miejsca zbrodni trzykrotnie wybiegał na dwór, aby zwymiotować. Po domu walały się kości, na parapecie znaleziono kilkadziesiąt dowodów tożsamości, a w szafkach stosy zakrwawionych ubrań. W mieszkaniu znaleziono m.in. sznurówki z włosów oraz rzemienie, które wytwarzał z ludzkiej skóry. Szacuje się, że zamordował ponad 40 osób, jednak dokładna liczba jego ofiar nie jest znana. Nieznana jest także jego motywacja. Po odkryciu morderstw w okolicy wybuchła panika. Splajtowała miejscowa wytwórnia konserw Seidla, gdyż uważano, że kupowała mięso od Denkego. Ludzie przez kilka miesięcy nie jedli wędlin. Miasto musiało też przez jakiś czas korzystać z dostaw wody w beczkowozach, ponieważ mieszkańcy nie chcieli pić miejscowej, sądząc, że miejscowe źródła zostały zanieczyszczone przez trupy, które Denke zakopywał w ogródku. W ogródku dawnego domu Karla Denkego jeszcze w latach 70. znajdowano ludzkie szczątki.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 04.05.14, 19:53
      Trzy zbrodnie z 1925 roku wiemy, że w każdym przypadku chodziło o pieniądze. Na pewno każdy z nich był chory psychicznie ale czy do popełnienia zbrodni pchnął ich kryzys tamtego okresu?
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 09.05.14, 16:45
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/wb/qa/5ixj/YHxkK7z3pxCRGrW0tB.jpg
      • madohora Sprawa Eleonore von Bothmer 09.05.14, 21:20
        Hrabina na ławie oskarżonych pod zarzutem kradzieży, romans z kapitanem policji, usiłowane samobójstwo męża

        Dnia 5 listopada 1925 rozpoczął się w Berlinie przewód sądowy przeciwko hr. Elionorze von Bothemer. Już o godzinie 9 przed południem zebrała się w sali ogromna ilość ciekawych w tem przeważnie przedstawicieli wyższej biurokracji świata finansowego itp. Wprowadzono osobę oskarżoną, osobę młodą jeszcze, przystojną blondynkę, która weszła nieco zmieszana i usiadła na ławie oskarżonych tak by uniknąć spojrzeń licznie zgromadzonych znajomych i ciekawskich. Jest to kobieta 34 letnia, znana w swoim czasie na dworze pruskim, przeciwko której śledztwo nagromadziło ogromny materiał obciążający polegający jednakowoż po największej części tylko na podejrzeniach. W sierpniu zeszłego roku skradziono w mieszkaniu prezydenta sądu Riecka, zamieszkałego q Polycynie cały szereg rzeczy w czasie, kiedy prezydent bywał za granicą. Klucze do mieszkania znajdowały się u żony portiera Badury. Drugie posiadała hr. Bothmer. Pewnego dnia zauważyła Badurowa brak w mieszkaniu dwu dywanów perskich i kilku małych waz kryształowych. Pobiegła do hrabiny, ta jednak zabroniła jej stanowczo wspominać o tym przed kimkolwiek. Badurowa uczyniła znak na drzwiach, lecz po dwóch dniach zauważyła że znak przesunięto i jakkolwiek drzwi domu były zamknięte, jednak zginął znowu cały szereg kosztownych rzeczy. I tym razem hrabina nie zawiadomiła policji. Po powrocie Riecka znowu zginęły dwa puchary ze skrzyni, do której klucze znajdowały się w posiadaniu hrabiny. Są jeszcze i inne poszlaki przeciwko oskarżonej. Tak np. kazała ona usunąć odciski palców jakie zauważono na stole u Riecka. Pokazało się, że posiadała długi, za które musi płacić wysokie procenty, w ręku policji znajduje się ponadto list jaki hrabina wystosowała do Riecka, list pisany z powycinanych liter gazetowych. Dwa dywany perskie, jakie rzekomo kupiła od handlarza okazały się własnością Riecka. Nadto pewien urzędnik kryminalny przyłapał hr. Bothmerowa na tym jak odrzuciła pakiet jakiś owinięty w papier gazetowy, w którym znaleziono jeden z pucharów skradzionych u Riecka. Stwierdzono nadto, że pewnej krawcowej sprzedawała hrabina obrusy, pochodzące z tego samego źródła. Jest nad to cały szereg innych dowodów, których tu wyliczać nie będziemy. Na wstępie rozprawy przewodniczący zapytał oskarżoną, czy przyznaje się do winy na co oskarżona podobnie z zresztą jak w czasie śledztwa, stanowczo zaprzeczała. Komplikuje jeszcze sprawę podejrzany stosunek do kapitana policji Heftera i to, że okradziony prezydent sądu Rieck wcale nie czuje się poszkodowany i nadal utrzymuje stosunki przyjacielskie z Bothomerami. To też państwo wkroczyło tutaj w sfery interesów intymnych i wywlekło sprawy i brudy, które skądinąd nigdy nie wyjrzałyby na światło dzienne. Hrabina stanowczo wypiera się jakiegokolwiek stosunku z kapitanem Hefterem i twierdzi, że była to tylko ścisła przyjaźń. W toku rozprawy przyznaje się hrabina że całowała Heftera nawet w towarzystwie męża, pomagała mu też nieraz w kłopotach finansowych. Dużo wagi i ogólne współczucie budzi małżonek oskarżonej, mężczyzna elegancki, blady, ponieważ z trudem tylko odratowano go po usiłowaniu samobójstwa na wiadomość o skandalu, którego ośrodkiem jest jego żona.

        Polonia Nr 305/1925 roku
      • madohora I koza wygrała!-dla nas zabawne, wówczas chyba nie 09.05.14, 21:42
        Kozia historia w Brynowie

        Rzecz dzieje się na peryferiach Wielkich Katowic, w Brynowie. Właścicielka jednej z tamtejszych chałup "stara, biedna gdowa ni mająca nijakiego chłopa" prowadzi od dłuższego czasu podjazdową walkę z lokatorem, robociarzem zamieszkałym "na zadku" (w oficynach), który gwoli dokuczenia babie wybudował sobie "kamrę" na "górze" (strychu) umieszczając w niej ...kozę. Koza jak koza, beczała aż hej, zanieczyszczając przy tym w niemożliwy sposób strych, że gospodynię (Jako Ślązaczkę przywykłą do pedantycznej czystości) pasja szewska brała. Tedy razu pewnego o szarej godzinie wieczornej wybrała się chyłkiem na górę i pomajstrowawszy przy skoblu wypuściła lokatorowi mlekodajną kozę na wolność. Koza nie w ciemię snadź bita ruszyła w te pędy na dół, za chałupę. Niestety wyprawa skończyła się źle. tak dla niej jak i dla gospodyni. Koza była bowiem młoda, więc w chłodną, październikową noc przemarzła i zdechła. A jej właściciel dowiedziawszy się o stracie poniesionej wpadł z lamentem okrutnym do gospodyni. "Wyście mi kozę zadźgali - wołał przez łzy - to ja wam do gerichtu zakludzę
        Sprawa oparła się o sąd. Z początku o rozjemczy. Gdowa szukała sprawiedliwości uprzednio u referenta prawnego, łażąc często na piechotę z Brynowa do Katowic. - Ja tu panocku - mawiała - nic nie che wiedzieć. Zróbcie mi taki szryfsztyk do gerichtu bo go chcą wykludzić!
        Referent doradzał babie sejm rozjemczy. Nim jednak przyszło do eksmisji doszło do obrazy honoru między gospodynią a bohaterem, w następstwie czego sąd jako niekompetentny do rozstrzygnięcia pyskówek skierował sprawę gdzie indziej. Upłynęło znów parę tygodni. Wyznaczono termin, tymczasem już przed innym sądem. Chłop sprawy nie popuścił. Stał dlej twardo na tym, że należy mu się wynagrodzenie za zdechłą kozę a o eksmisję nie turbował sięwcale. Gdowa zaś dreptała na piechotę do referenta unikając rozprawy, zapewniała go że gericht może poczekać. I stało się, że wyznaczony termin zbagatelizowała a sąd wydał wyrok zaoczny na korzyść lokatora, skazując gdowę na zapłacenie odszkodowania za kozę. Babina z frasunku wielkiego popiła sobie jeszcze tego samego wieczoru na umów w gronie kumoszek z sąsiedztwa. Wszystko było jej już jedno. Zapłaci karę, ale przynajmniej pozbyła się kozy lokatora, która jak zmora od tygodni ciążyła na jej życiu...
        ...Szary poranek wstawał na dworze, gdy nasza gospodyni przecierając oczy po słabo przespanej nocy, zerwała się nagle na równe nogi i stanęła jak wryta, z góry od strony gzie od tygodnia świeciła pustkami komora dochodził na dół przeciągły bek kozy! Zrozumiała lokator postawił podwójnie na swoim.

        Polonia Nr 305/1925
        • cusiew44 Re: I koza wygrała!-dla nas zabawne, wówczas chyb 10.05.14, 20:28
          Myślę, że dla tej "Gdowy" to wcale nie było takie śmieszne zwłaszcza gdy zobaczyła tę kozę.
      • madohora Zbrodnia Harolda Blazera - popełniona z litości 11.05.14, 18:28
        Daily Telegraph podaje sensacyjną wiadomość o zbrodni popełnionej przez znanego doktora Harolda Blazera w stanie Colorado w Stanach Zjednoczonych, który zachloroformował na śmierć swoją córkę, którą pielęgnował przez 32 lata, gdyż urodziła się bez rąk i nóg, głuchoniema i niepełnosprawna umysłowo. Leczył ją na zapalenie płuc i na tyfus i inne dolegliwości. Obecnie czując zbliżającą się starość i niezdolność do pracy, w obawie że po jego śmierci córka znajdzie się w opłakanych warunkach materialnych i że nikt nie zechce się nią zająć postanowił zachlorowformować ją i jednocześnie popełnić samobójstwo. Tymczasem los zrządził, że córka jego umarła a silny organizm doktora zniósł chloroform. Staje obecnie przed sądem pod ciężkim zabójstwa. (...to dla nas może być nie do przyjęcia więc pominę..). Obrona postawi również pytanie czy ojciec, który poświęcił 32 lata choremu dziecku był przy zdrowych zmysłach popełniając na nim morderstwo. (...)

        Polonia Nr 309/1925
        • madohora Re: Zbrodnia Harolda Blazera - popełniona z litoś 14.05.14, 17:31
          Sprawa dr. Blasera z Littleton w Colorado, który zachloroformował na śmierć swą córkę idiotkę i kalekę bez rąk i nóg motywując tę zbrodnię uczuciem litości i tem, że nie jest w możności nadal utrzymywać jej przy życiu rozpatrywana była przed sądem przysięgłych. Obwiniony Blaser został uniewinniony.

          Polonia Nr 317/1925
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 14.05.14, 17:51
        Tajemnicze morderstwo z przed lat 18. - Czy zięć zamordował teściową, która przeszkadzała mu w schadzce ze szwagierką? - Milczący jak grób oskarżony przemówił po latach 17. - W więzieniu napisał naukowe dzieło o samym sobie p. t. "Sprawie Haua" - Rewers i ponowne osadzenie w więzieniu.

        Przed 18 laty toczył się w Karlsruhe w Badenii nadzwyczajnie sensacyjny proces. Na ławie oskarżonych siedział młody, wytworny i milczący uparcie profesor uniwersytetu, 27-letni profesor prawa Karol Hau. Oskarżony był o zamordowanie swej teściowej. Mordu dokonać miał raz dlatego, że spodziewać się mógł znacznego spadku, który podreperowałby nadszarpnięty znacznie stan jego finansów, z drugiej zaś strony dlatego, że, czego zresztą
        nie stwierdzono, utrzymywał podobno stosunek miłośny ze swą szwagierką Olgą, czemu stała na przeszkodzie matka w tajemniczy sposób zamordowana. Okoliczności przemawiały bardzo obciążająco na niekorzyść młodego, rokującego świetne nadzieje na przyszłość uczonego. Przewód sądowy ustalił, że raz już przedtem panią Molitor ściągnął zięć pod zmyślonym pozorem do Paryża, że w dniu mordu bez rozsądnego powodu zjawił się niespodzianie w Baden-Baden w fantastycznej maskaradzie, z przyprawioną brodą, że wreszcie wywabił on i tym razem teściową swą pod fałszywym pozorem telefonicznie z jej mieszkania...Wystarczyło to władzom sądowym w Wielkim Księstwie Badeńskim. Młodego wydała Anglia, gdzie w krytycznym czasie po mordzie Hau bawił, władzom niemieckim. Żona jego Linda popełniła samobójstwo cofnąwszy przedtem swe oskarżenia jakie obciążające złożyła pierwotnie. Sąd przysięgłych uznał Haura winnym mordu, skazano go na śmierć. Potem jednak ułaskawiono na dożywotnie więzienie. Oskarżony milczał jak grób...Nareszcie przemówił. Przemówił po
        17-tu latach. W więzieniu, w celi pojedynczej, człowiek ten pisał, nie spowiedź ale naukowe dzieło o - "Sprawie Haua." Ci, którzy dzieło to czytali, a zaznaczyć należy, że pierwsze nakłady
        rozchwytano po prostu chciwie, twierdzą, że jest to, jeśli chodzi o naukową ścisłość i rzeczowość - dzieło chyba nie człowieka, dzieło nadludzkie. Nikt jeszcze nie napisał takiego
        dzieła o - sobie samym. Z ścisłością, naukową analizuje dr. Hau. nawiasem mówiąc odebrano mu ten tytuł naukowy, jeden szczegół po drugim oskarżenia. Waży na ważkach prawdziwie
        aptekarskich wszelkie "za i przeciw" tyczące się tego, niewyjaśnionego i jednego z najciekawszych w kryminologii wypadków. Nie mówi jakby od siebie. Po 17-tu latach wychodzi Hau z więzienia niezałamany, taki jaki do niego wszedł. Zwyciężył siłą woli. przystosowaniem się zdumiewająco do nowych warunków życia w więzieniu. Powiedział
        sobie, że musi z więzienia wyjść. Wypracował sobie całą teorię, na te e 25 lat bo na tyle obliczył swą karę więzienia. Musi przetrzymać. Pomylił się o tyle, że nie przewidział wojny światowej, w ciągu której tzw. "lata głodowe" policzono mu podwójnie, przedtem jeszcze obniżając wymiar kary z 25 lat na 20 lat tak, że skończyło się na 17 i pół, z których jeszcze darowano mu 8 miesięcy. I tu rozpoczyna się nowy rozdział sławnej tej - "Sprawy Haua". Przed wyjściem z więzienia musiał on podpisać rewers. że nie będzie oświetlał ani procesu
        ani 17 lat pobytu w więzieniu w sposób "sensacyjny", że nadto ani słowem nie wspomni o
        szwagierce swej Oldze Molitor. Otóż obydwa te warunki Hau spełnił, a mimo to prokuratoria badeńska zarządziła ponowne aresztowanie go i osadzenie na nowo w więzienie celem odsiedzenia darowanych mu warunkowo 8 miesięcy. Prasa niemiecka i prasa angielsko-
        amerykańska poświęca "Sprawie Haua" ogromnie wiele miejsca, wyraża oburzenie z powodu dziwnego stanowiska prokuratorskich i sądowych władz badeńskich. Wyraża przypuszczenie. że władze więziennicze i sądownictwo niemieckie muszą mieć niezbyt czyste sumienie, skoro
        tak się lękają publikacji swego niezwykłego więźnia. Cała sprawa i nadał otoczona jest zagadkowością. Hau, który jako młodzieniec zrobił karierę bezprzykładną jako międzynarodowy adwokat i syndyk, działający w Stanach Zjednoczonych. Anglii, Niemczech i Turcji, z pewnością jeszcze odegra role na arenie międzynarodowej....

        Polonia Nr 317 z 1925 roku
      • madohora Amnezja, ucieczka a może Alzhajmer? 14.05.14, 21:17
        W 1915 roku w pewnym hotelu w Oklahomie zameldował się pewien człowiek wpisując w księgę meldunkową tylko imię Williams. Wieczorem zachowywał się normalnie a gdy rano wstał nie pamiętał kim jest i co robi w tym miejscu. Przy sobie miał 400 dolarów. Po dochodzeniu policji i rozesłaniu jego zdjęć rozpoznała go siostra mieszkająca na Florydzie. Przyjechała ale on jej nie poznał, nie chciał też znać swojej przeszłości. Dopiero po jego śmierci siostra ujawniła kim był w rzeczywistości. Jednak ówcześni dziennikarze nie zdradzili nam jego nazwiska

        1925 rok
      • madohora Skazaniec o którym zapomniano 15.05.14, 23:40
        Nawet władze mają czasem krótką pamięć. Zdarzyło się w Oklahomie, że władze tamtejsze
        zapomniały o wykonaniu wyroku śmierci. W dniu 19 czerwca 1925 miano tam stracić mordercę murzyna Johny'a Washingtona. Murzyn żyje tymczasem po dziś dzień w celi skazańców. Mógłby tam siedzieć długo jeszcze gdyby nie ciekawość mieszkańców miejscowości, w której dokonał mordu. Wystosowali oni szereg zapytań do gubernatora stanu, jak się dokonało wykonanie wyroku, jak morderca zachował d t. p. Gubernator zwrócił się o informacje do władz sądowych, te rozpoczęły śledztwo ze swej strony, czy wniesiono
        prośbę o odwołanie procesu. Pokazało się, że nie. Mieszkańcy wreszcie sami poszli do więzienia i tam dopiero u stróża dowiedzieli się prawdy. Sąd tamtejszy zastanawia się obecnie czy można bez dalszych jakichś formalności stracić tego skazańca po 6-ciu miesiącach od daty stracenia.

        Polonia 1925
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 17.05.14, 21:37
        We wsi Wieliszowo gminy Nieporet województwa warszawskiego zaszedł w niedziele dnia 3 bm. (1926) wprost nieprawdopodobny wypadek, rzucający ponure światło na to jak jeszcze ciemny jest naród na wsi. Mieszkanka powyżej wymienionej wsi, Apolonia Stadnik zachorowała. Nie uznając w swojej ciemności lekarza, udała się do "słynnego" znachora Orzanowskiego. Ten po licznych stosowaniach wobec chorej ziół, kompresów, kociego mózgu
        zmieszanego z mlekiem, rosołu z gwoździ. Wyjętych z używanych przed 50 laty butów dziadka Stadnikowej itp. leków, stwierdził że Stadnikowa jest zaczarowana i że czar ten należy jak najszybciej usunąć. Stadnikowa po namyśle wskazała mu czarownicę mieszkankę tej samej wsi niejaką Józefę Sołtys. Wieść o postawieniu diagnozy przez znachora rozeszła się po całej okolicy. Ludzie tłumnie nachodzili dom Stadnikowej. Jedna starsza wieśniaczka znająca się na czarach. doradziła, że trzeba koniecznie czarownicy upuścić kwartę krwi którą
        musowo ma wypić zaczarowana a zaraz wyzdrowieje. Tłum szybko przyklasnął zaleceniom wieśniaczki zwołał radę na której wybrano kilku wieśniaków, którzy mieli egzekucji wypuszczenia krwi dokonać. Na egzekutorów wybrano Piotra Świątka, Stefana Oktawa, Bronisława Kochańskiego. Marcela Hebana, Józefa Pomysza, Józefa Dąbskiego, Leona
        Taraszczewskiego i Jana Oleksiaka. Egzekucja, której dokonali na Sołtysowej grozą przejmuje człowieka i wprost nie wydaje się prawdopodobnym aby podobny wypadek mógł mieć miejsce w środkowej Europie, niedaleko stolicy Polski Warszawy. Po przybyciu pod dom Sołtysowej zastali drzwi zamknięte, które przemocą wyłamali. W mieszkaniu zastali również chorą Sołtysową, leżącą na łóżku. Przemocą ją ściągnęli z łóżka i zanieśli do Stadnikowej. Po zaniesieniu Sołtysowej do Stadnikowej wykonano na niej egzekucję. Zaczęto ją bić, kopać. przygniatać kolanami. Po czym przystąpiono do najważniejszej czynności. tj. do utoczenia krwi. Matka Stadnikowej podstawiła miednicę, do której spływała krew z otwartej rany, którą
        przelano do naczynia i kazano wypić Stadnikowej co też uczyniła. Po dokonaniu egzekucji wyrzucono Stadnikową na podwórze. Gdy wieść o tej nieprawdopodobnej strasznej zbrodni doszła do policji udano się na miejsce, gdzie aresztowano wszystkich 11 wyżej wymienionych
        chłopów egzekutorów i odstawiono ich do sędziego śledczego.

        Polonia Nr 6/1925 roku
      • madohora Tajemnicze zniknięcie słynnej śpiewaczki - sprawa 21.05.14, 20:49
        Tajemnicze zniknięcie słynnej śpiewaczki - sprawa nie rozwiązana

        Zbrodnia, nieszczęśliwy wypadek czy samobójstwo Zinaidy Jurjewskiej? Fałszywe depesze. Optymistka czy pesymistka> Gdy mąż przestaje być świetnym oficerem gwardii. Dziki wąwóz Schoelten. Flaszeczka opium i brzytwa. Co znaleziono w nurcie spienionego Reussu? Zagdka. A mąż milczy...
        ****
        Bardzo ceniona młoda jeszcze, bo zaledwie 36 - letnia śpiewaczka berlińskiej opery państwowej Zinaida Jurjewskaja zniknęła bez śladu. Mąż artystki ongiś rosyjski oficer gwardii v Bremer nadesłał do intendatury opery depeszę następującej treści:
        "Żona moja już nie żyje, nieszczęśliwy wypadek, dotychczas zwłok nie odnaleziono."
        Cały wypadek otoczony jest tajemniczością. Krążą najdziksze pogłoski według których artystka, która bawiła w Szwajcarii w Andermatt'cie nie uległa wypadkowi ale jest ofiarą zamachu skrytobójczego na jej życie. Na ogół przeważa przypuszczenie że Jurjewskaja popełniła samobójstwo. Przeczy temu ta okoliczność, że uchodziła ona za optymistkę a to zupełnym uzasadniem gdyż stała u szczytu swego rozwoju artystycznego, znajdowała się w dobrych warunkach materialnych, co ceniła tym więcej, że przeszła straszne chwile w Rosji bolszewickiej. Z drugiej strony mówią o pewnych nieporozumieniach między małżonkami o
        słowach zniechęcenia i rozdrażnieniu artystki pod adresem męża, którego musiała utrzymywać, ponieważ nie miał żadnego zajęcia. Jest to zrozumiały zwrot w uczuciach u tego rodzaju kobiet. Artystka wyszła w swoim czasie być może nie tyle za v. Bremera ile za świetny mundur, kiedy zaś ten skończył się i niema widoków. by małżonek przywdział go na nowo skończył się także sentyment...Chociaż może i przydarzył, się artystce nieszczęśliwy wypadek
        po przechadzce w lesie. Łatwo się poślizgnąć i mogła wpaść do rzeki Reuss w tym miejscu otwartej, jednak poniżej zasklepionej powłoką lodową. W Andermatt'cie znaleziono na skale
        nad Reussem flaszeczkę opium i brzytwę, poniżej zaś wyciągnięto z wody kawał szmaty w której rzekomo rozpoznać można kawałek materii jej sukni. Miejscowość ta, w której p. Jurjewskaja. wypiwszy rzekomo opium i przeciąwszy sobie następnie żyły, stoczyła się ze 100 metrów go urwistego brzegu powleczonego ślizgiem do rzeki - znajduje się w odległości
        jakichś 20 minut od Andennattu. Jest to t. zw. sławny wąwóz Schoeser. W pobliżu znajduje się osławiony most Diabe!ski. Cała okolica czyni nawet w lecie, gdy krajobraz złagodzony jest zielenią drzew wrażenie bardzo ponure. Prostopadłe. o 100-metrowej wysokości urwiska skalne stanowią wąski kanion na którego dnie z trudem tylko toruje sobie drogę pędzący dziki spieniony potok Reuss. Rzadko tylko dociera promień słońca do dna wąwozu. W zimie
        potęguje wrażenie silny mróz i biel śnieżna dookoła, zwisające groźnie z czarnych skał
        masy lodowe oraz potężne bloki kry w zielonawej na rzece. W poniedziałek ubiegłego tygodnia otrzymała Jurjewskaja depeszę z Dorpatu zawiadamiającą ją o agonji matki
        gdy tymczasem matka cieszy się najlepszym zdrowiem i ze swej strony Wystosowała do
        córki depeszę do mieszkania na K z zapytaniem co się z nią dzieje? Nadto otrzymała intendantura opery onegdaj depeszę z Dorpatu podpisaną przez Zinaide Jurjewskiję! Dnia 24
        listopada prowadziła artystka rokowania w sprawie tournée do Hiszpanii. Dnia 27 listopada
        miano podpisać kontrakt. W dzień przedtem wyjechała jednak Jurjewskaia zupełnie niespodzianie pozostawiwszy agentowi wiadomość, że wnet wróci i układ ostatecznie podpisze
        Śladów melancholii wówczas u śpiewaczki nie zauważono. Ma się tu do czynienia być może z
        całym szeregiem mistyfikacji...Przybył nareszcie do Berlina mąż artystki, który razem z nią bawił w Andennattu. Do jego przyjazdu przywiązuje policja duże znaczenie, gdyż tylko
        z jego upoważnienia może wejść w porozumienie z szwajcarskimi władzami policyjnymi celem prowadzenia śledztwa wspólnie na miejscu. Mąż nie przebywał długo jednak policja weszła już z nim w kontakt i obecnie urzędnicy berlińscy wyjechali do Szwajcarii. Klucz tajemnicy znjduje się prawdopodobnie w ręku męża. Tak przynajmniej każą przypuszczać wszelkie dotychczasowe znane szczegóły tej sprawy. On jednak milczy...Dodać należy, że przyjęte nazwisko Jurjewskaja częstp wprowadzało w błąd i nieraz brano ją - żydówkę rosyjską której właściwe nazwisko brzmi Lenkin za córkę Aleksandra II z morganatycznego małżeństwa jego z księżniczką Dołgoruki. Działo się to tym częściej, że także tamta Jurjewskaja urodzona mniej więcej w 1878 roku była śpiewaczką

        Berlin 5 grudnia 1925 roku
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 22.05.14, 13:33
        Potworny mord seksualny w Wiedniu

        Nowa odmiana trójkąta. Potworny karzeł i jego kretynowaty wspólnik. Jakimi drogami chadza czasem miłość. Wyrok 18 i 10 lat więzienia

        W drugi dzień Zielonych Świątek (1925) odkryto na jednej z łąk koło dzielnicy wiedeńskiej Ottaringu zwłoki dziewczyny uduszonej i zhańbionej. Jak się okazało później dokonali okropnego czynu dwaj młodzieńcy niejaki Engelbert Baar i Josef Meisinger, jeden 18-to, drugi 23 - letni. Baar jest robotnikiem pomocniczym o małej inteligencji i prawie kretyn. Meisinger karłem rachitycznym, niespełna ma metr wysokim garbuskiem. Baar był oficjalnym kochankiem dziewczyny. Miesinger znany był w całym okręgu jako przysłowiowy już "kandydat do małżeństwa" nie znajdujący jednak ku swojemu utrapieniu żadnej kandydatki. Ponieważ żadna kobieta nie chciała na niego patrzeć ani słuchać jego oświadczyn, chociaż proponował na wszystkie strony małżeństwo, stąd gorycz jego wzrastała i "nienawiść do rodu ludzkiego" stawała się coraz gorętsza. Jedną z ostatnich kobiet, którą zasypywał swymi oświadczynami była właśnie kochanka Baara. Lecz także i ona nic słyszeć nie chciała o zalotach potwornego karła, ponieważ jednak posiadał on czasem trochę pieniędzy, dlatego od czasu do czasu wychodzili razem we trójkę na spacery, które kończyły się w podmiejskich szynkach. I tu rozpoczął się dziwny wpływ karła na głupkowatego nieco Baara. Wmawiał w niego, że dziewczyna zdradza ich obydwóch z kimś trzecim i że Baar powinien zareagować na to, ewentualnie na spółkę zamordować niewierną. Jakkolwiek Baarowi znudziła się już przyjaciółka i chciał się jej pozbyć, odstępował ją nawet karłowi za drobną zapłatą, to jednak podżegania potwornego gnoma odniosły ten skutek, że stał się zazdrosny, a uczucie to wzrosło do tego stopnia, że postanowił zamordować niewierną. Wieczorem w dniu krytycznym podpili sobie obaj by "dodać sobie odwagi" następnie zaś udali się razem z dziewczyną na odległą łąkę. Dziewczyna zasnęła. Baar ucałowal ją. Meisinger siedział obok w trawie i oświadczył" "Musisz to zrobić teraz, nie byłbyś człowiekiem, gdybyś tego nie zrobił. Baar złapał dziewczynę za gardło swymi potężnymi łapami i udusił ją. Następnie obaj zgwałcili zamordowaną w sposób bestialski, potem zaś poszli zgodnie do domu, przy czym jeden z nich śpiewał a drugi widocznie "miększej natury" popłakiwał. W tych dniach odbył się przed wiedeńskim sądem przysięgłych proces. Karła skazano na 18, wykonawcę mordu na 10 lat więzienia. Psychiatrzy uznali obydwóch zbrodniarzy za duchowo normalnych, stwierdzili tylko, że Baar jest nieco głupkowatym potomkiem rodziny pijackiej, musieli też przyznać, że psychologia karła genialnie podchwycona już przez Homera w postaci Terytes i przez Szekspira
        w Ryszardzie wyrasta na tle poczucia krzywdy, poczucia upośledzenia, z czego wyrasta chęć zemsty, zazdrość i ciągła drażliwość z najdrobniejszych przyczyn najczęściej urojonych. Sędziowie nie mogli sobie wytłumaczyć tego szczegółu, dlaczego Baar któremu dziewczyna już się przecież sprzykrzyła zamordował ją a to tym więcej że oba chłopcy uchodzili za dobrodusznych, karzeł zaś jest naprawdę roztropnym człowiekiem. Rzeczoznawcy uznali, że nie warto sobie nad tym łamać głowy

        Polonia Nr 319/1925
      • madohora Oszustwo - składki na inwalidów wojennych Katowice 02.06.14, 10:18
        Zbieracze składek pod kluczem - rok 1926
        Ofiarą składek padli znaczniejsi obywatele śląscy

        Od dłuższego już czasu na terenie Rzeczypospolitej uwijali się dwaj "delegaci" Związku Inwalidów przedstawiający się jako oficerowie, którzy na podstawie sfałszowanych dokumentów i poleceń zbierali datki na cele pomocy dla inwalidów wojennych. Ostatnio zawitali oni na Śląski, przy czym podstępnie wyłudzali znaczniejsze datki od osób zajmujących wyższe stanowiska w urzędach śląskich. Ofiarą oszustów padli również znaczniejsi obywatele śląscy. Na działalność "delegatów" zwróciła baczniejszą uwagę ekspozytura urzędu śledczego w Pszczynie, przy czym okazało się, że działają oni na podstawie sfałszowanych dokumentów tak osobistych jak i związkowych. Przed aresztowaniem "delegaci" zamierzali naciągnąć na grubszą kwotę księcia Pszczyńskiego, przy czym operowali frazesem, że z datków korzystają w pierwszym rzędzie inwalidzi - akademicy. Jak się okazało jeden z aresztowanych jest mieszkańcem Warszawy i nazywa się Mieczysław Aleksander Różycki, drugi jest mieszkańcem Katowic i nazywa się Józef Henszke (w 1926 roku wolno było ujawniać nazwiska M.) Przy aresztowaniu znaleziono dwa kwitariusze i fałszywe pieczątki. Podobno suma zebranych nielegalną drogą datków sięga 3 000 zł. Kwitariusze numerowane były od nr 724 do 823. Według przypuszczeń ofiarą wyrafinowanych oszustów padło 95 osób.

        Polonia 31/1926
      • madohora Tym razem nietypowa sprawa rozwodowa 03.06.14, 20:33
        Niezwykły powód rozwodu. Przed sądem w Krakowie toczy się proces o unieważnienie małżeństwa. W procesie, który trwa już bardzo długo występują jako rzeczoznawcy dr. Rosner i Jankowski. Powodem procesu jest niedorozwinięcie kobiety do tego stopnia, że kobieta miała cechy dorosłego mężczyzny. Na podstawie orzeczenia lekarskiego sąd orzekł po 7-letnim procesie unieważnienie małżeństwa. Pani Adela Sz. wniosła obecnie odwołanie od tego wyroku gdyż chodzi jej o przyznanie alimentacji. Sąd rozpatruje obecnie tę sprawę. Ponieważ p. Aniela Sz. przytoczyła szereg argumentów udowadniając że jest zdolna do pożycia małżeńskiego, sąd musiał odroczyć sprawę

        Polonia Nr 39/1926
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.06.14, 22:31
        Napastnicy i rabusie

        Wczoraj rozpatrywano sprawę Urbańskiego Karola i Johna Henryka z Szopienic oskarżonych o rabunek i ciężką kradzież. Mianowicie dnia 15 sierpnia 1925 roku wieczorem około 11-tej na przystanku kolejki wąskotorowej w Janowie nieznanych trzech osobników napadło na oczekującego na pociąg Jana Ścieżkę i obezwładniwszy go zabrali mu buciki, skarpetki i gotówką 5 zł i różne papiery. Poszkodowany nie bronił się ani nie wołał o pomoc gdyż przystanek znajduje się w odludnym miejscu. Z powodu tego że było ciemno poszkodowany nawet nie mógł rozpoznać napastników. Gdy minęło jednak kilka dni przypadek zdarzył że poszkodowany spotkał oskarżonego Johna i poznał u niego swoje trzewiki. Czy John był w liczbie trzech napastników, tego poszkodowany stanowczo stwierdzić nie może, jednak figurą przypomina jednego z napadających. Z powodu tego że oskarżony John podał za świadka oskarżonego Urbańskiego, że trzewiki kupił od nieznanego osobnika na rynku w Sosnowcu, policja zaaresztowała ich jako podejrzanych o napad rabunkowy, tem bardziej że obaj byli już kilkakrotnie karani. W trakcie śledztwa wyjaśniło się także, że oskarżeni skradli z placu w Janowie w nocy 6 października 1925 roku szyny należące do spółki Gieschego i sprzedali je w Katowicach po 80 złotych. Na rozprawie oskarżeni do winy się nie przyznają. W napadzie rabunkowym nie uczestniczyli, natomiast do zabrania szyn około 25 cm przyznają się i popełnili to gdyż wiedzieli jak inni kradli. Sąd po naradzie uznał oskarżonych winnymi występku przywłaszczenia i skazał ich na 5 miesięcy więzienia. Zaś od oskarżenia o napad rabunkowy sąd uwolnił oskarżonych z powodu braku dowodów wukas

        Polonia Nr 64/1926
      • madohora "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 08.06.14, 23:35
        Upiór Bostonu

        Rekord długości czasu w osa­motnieniu, za kratami więziennymi należy do Iesse Pomerou'a. Człowiek ten mając lat 17, skazany został na dożywotnie więzienie i po 53 latach pobytu za kratami domu więziennego przeszło uwięzieniu, w osobnej celi, nie stykając się z innymi więźniami - spędził Pomeroy. Ca­ły świat zadawał sobie pytanie, za co Pomeroy na przeciąg 53 lat odrzucony był ze społeczeństwa. Otóż przed tym czasem znaleziono w pobliżu mia­sta Bostonu w opuszczonej szafie nagie ciało 4-letniego chłopca, powie­szone na belce. Nie był to wypadek odosobniony, bowiem w krótkim przeciągu czasu zdarzyło się przeszło 20 tajemniczych porywań dzieci w wieku od 4 do 6 lat. Straszliwy lęk opanował rodziców
        mieszkających w okolicach Bostonu, mających małe dzieci... Zbrodniarz bowiem męczył swoje ofiary w spo­sób wyrafinowany. Jedną np. ze swych ofiar małego Janka Bulch'a nie tylko zbił w sposób bestialski lecz poranionego zawlókł do stawu ze sło­ną wodą, znajdującego się obok Bostonu i tam oblewał rany skatowanego chłopca słoną wodą. Upiorem z Bostony był właśnie mały, 13-letni chłopiec Pomerog. Schwytano go zupełnie przypadkowo. Na pytanie dlaczego popełniał te wszystkie zbrod­nie, odpowiedział spokojnie: - Nie wiem, Zrobiłem to, ponieważ nie mo­głem zrobić inaczej. Wyrokiem ska­zano go na przebywanie w domu po­prawy aż do pełnoletności. Reporter pewnego dziennika z Chi­cago, pisząc o małym zbrodniarzu, tak opowiadał o jego rodzinie: " ... Oj­ciec Pomeropa był rzeźnikiem. Mat­ka zeznała, że przed urodzeniem się chłopca - przebywała często obok swego męża w rzeźni. Pomeroy'a wypuszczono przed cza­sem na wolność z powodu dobrego sprawowania się. Raptem zaczęła się nowa seria porywań i katowania, a nawet uśmiercania dzieci. Schwytano znowu Pomerou'a i skazano na doży­wotnie więzienie. Za kratami spędził swój wiek doj­rzały; za murami więziennymi świat się coraz bardziej i bardziej zmie­niał. Wszelkie próby ucieczki
        były daremne. l oto przeszło życie ...Iesse wyszedł z więzienia jako niedołężny starzec.
        W Charlestown - uzyskał wolność. Nic tedy dziwnego, że w dniu kiedy Pomeroy opuszczał ostatnio więzie­nie, zjechało się do Charlestonu mnóstwo ciekawych. Nie brakło rów­nież przedstawicieli prasy amerykań­skiej, europejskiej i agencji fotogra­ficznych.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 23.06.18, 20:06
          Dokładnie taka sama sprawa miała miejsce ileś tam lat temu w Katowicach. Wówczas oddawano nowe bloki, całe osiedle się wprowadzało w tym samym czasie. Złodzieje byli tak bezczelni, że podjechali furgonetką do przewozu rzeczy. Wyglądało to tak, że z jednej strony ludzie wnosili meble a ci korzystając z zamieszania wynieśli co cenniejsze rzeczy. Niestety nie wiem jak się skończyła tamta sprawa.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 25.06.18, 18:20
          W jednym z naszych miast pewien mężczyzna przychodził do marketu na zakupy. Za każdym razem kradł ze sklepu pęto kiełbasy. Za trzecim razem nie wytrzymała i ekspedientka i policjanci i ...skierowali sprawę do sądu. W trakcie składanych wyjaśnień złodziej oświadczył, że kiełbasa była mu potrzebna "na zagrychę". Smaczku dodaje to, że była to kiełbasa zwyczajna - jedna z tańszych. Niestety teraz już nie skonsumuje, bo grozi mu kara grzywny albo ograniczenia wolności.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 25.06.18, 18:30
          O co chodziło pewnym złodziejom
          Tego do dzisiaj chyba nikt nie wie
          Może po prostu byli na haju
          A może myśleli, że już są w niebie
          A co zrobili - tego nawet ja nie ogarniam
          Bo celem ich włamania stała się piekarnia
          Lecz nie ukradli kasy, wypieków czy chleba
          Lecz maaaasę jajek. Do czego im ich było trzeba?
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 28.06.18, 19:19
          Korektura pruska, ob. Prawodaw stwa, obowiązujące w daw. Polsce.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 28.06.18, 20:16
          Krwawy djabeł. Długosz w swojej kro nice podał wiadomość, iż pod koniec XIV w. żył w Wielkopolsce Jan Czarnkowski, dziedzic wsi Wenecja, który z powodu krwawych awantur otrzymał przydomek „Krwawy djabeł" lub „Wenecki djabeł". Za Długoszem powtórzyło to opowiadanie wielu pisarzy polskich, a między nimi Karol Szajnocha w dziele „Jadwiga i Ja giełło". I byłby Jan Czarnkowski do kojj- ca świata potępiony, gdyby nie pracowite poszukiwania archiwalne Józefa Przybo- rowskiego ogłoszone r. 1859 w „Piśmie zbiorowem wileńskiem" p. t. „Wiadomość historyczna o Krwawym djable". W pra cy tej Przyborowski na zasadzie licznych dokumentów tamtoczesnych z „archiwum grodzkiego" w Poznaniu wykazał, że w owej epoce nie Jan Czarnkowski, ale Mi kołaj (Mikosz), przydomku „Krwawy dja beł", był dziedzicem wsi Wenecyi, leżącej śród trzech jezior między Żninem a Gąsa wą. Ze więc Czarnkowski nic wspólnego z Djabłem weneckim nie miał, ale i sam Mi kołaj, choć miał przydomek Krwawy dja beł, nie nabył go wcale swoją krwiożer- czością, i na zarzuty czynione mu przez potomnych nie zasłużył. Nie mógł być bo wiem bynajmniej bezecnym wyrzutkiem społeczeństwa, skoro przy boku Jagiełły i zacnej Jadwigi urzędował, jako sędzia generalny woje w. Kaliskiego, a był przy- tem dobroczyńcą wielu klasztorów, na- wzajemprzez nie poważany. Zmarł r. 1400.
          • cusiew44 Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 11.05.20, 20:57
            Nagroda dla „wykrywcy“. Wieść o wykryciu zbrodni rozeszła się lotem błyskawicy po całej Europie. Z najwyższymi wyrazami sympatyi zwracano się do Gąsiorowskiego, którynie spoczął, aż sprawiedliwości nie sprowadzi. Znalazł się nawet jakiś literat węgierski, hr. Otton von Zay, który na ręce magistratu krakowskiego przysłał 50 złr. dia nie znajomego ,/wykrywcy" strasznej zbrodni. Wtedy dopiero na ogłoszenie magistratu, Oąsiorowski od krył przyłbicę. O nazwisku jego dowiedziały się tylko sfery urzę dowe, prasa go nie podała wówczas wcale, dopiero dziś, po la tach 40-tu, podając ten fakt do publicznej wiadomości, należy złożyć na tem miejscu hołd, nieustraszonej odwadze tego rzad kiego — jak na owe czasy — człowieka, który wytrwałością swoich usiłowań przyczynił się do wybawienia nieszczęśliwej kobiety i do wykrycia strasznej tej zbrodni w klasztorze. Jak bardzo zależało pewnym sferom na zatuszowaniu wszyst kiego — dowodem są częste, anonimowe przesyłki pieniężne i to dużych kwot pod adresem sędziego Oebhardta, który ich jednak nie przyjmował. Przypłacił też to niezbyt miłą niespodzianką, bo go w krótkiej drodze przeniesiono z Krakowa do Wiednia.
          • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 12.05.20, 15:23
            Bobby Dunbar amerykański chłopiec, którego zniknięcie w wieku czterech i pozornego powrotu została szeroko opisana w gazetach na terenie Stanów Zjednoczonych w roku 1912 i 1913. Po ośmiu miesiącach poszukiwań ogólnokrajowym, badacze wierzyli, że znaleźli dziecko w stanie Missisipi , w ręce Williama Cantwell Walters z Północnej Karoliny . Rodzice Dunbar twierdził chłopca jako swojego zaginionego syna. Jednak zarówno Walters i kobieta o imieniu Julia Anderson podkreślił, że chłopiec był z nim syn Andersona. Julia Anderson nie mógł pozwolić sobie na adwokata, a sąd w końcu znalazł dla Dunbars. Percy i Lessie Dunbar zachował prawo do opieki nad dzieckiem, który przystąpił do przeżyć resztę swojego życia jako Bobby Dunbar.

            W 2004 profilowania DNA powstała z perspektywy czasu, że chłopiec znaleziony z Walters i „wrócił” do Dunbars jako Bobby nie miał krewnego rodziny Dunbar.
          • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 12.05.20, 15:29
            W sąsiednim stanie Mississippi zatrzymano Williama Cantwella Waltersa, który podróżował wraz z chłopcem wyglądającym jak Bobby Danbar. Mężczyzna został zatrzymany, a Lessie Dunbar została wezwana do Mississippi, by rozpoznać syna. W prasie pojawiło się kilka wersji tego, jak wyglądało ich spotkanie. Według niektórych chłopiec miał od razu wykrzyknąć „Mama!” i rzucić się kobiecie na szyję. Według innej relacji jedynie się rozpłakał. Druga wersja wydaje się bardziej prawdopodobna, ponieważ Lessie oznajmiła, że nie jest pewna, czy ma do czynienia ze swoim synem. Chłopca jednak zostawiono pod jej opieką, a na następny dzień Lessie oznajmiła, że kąpiąc chłopca rozpoznała jego blizny i pieprzyki i jest pewna, że to Bobby. William Walters został zatrzymany pod zarzutem porwania, jednak obstawał przy swojej niewinności. Chłopiec miał mieć na imię Bruce Anderson i być synem Julii Anderson, która pracowała dla rodziny Waltersa. Julia zgodziła się, by William zabrał jej syna ze sobą na wycieczkę, gdy jechał w podróż do siostry. Był przekonany, że zostanie uwolniony, gdy tylko Julia Andersona zostanie odnaleziona i rozpozna syna.
          • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 12.05.20, 15:51
            Sporna kwestia, czy chłopiec był istotnie uprowadzonym Bobbym czy brutalnie odebranym matce Brucem Andersonem pozostawała nierozwikłana do roku 2004. Wtedy też potomek chłopca wychowanego jako Bobby Dunbar poddał się testom DNA, które wykluczyły jakikolwiek jego związek z rodziną Dunbar.
          • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 12.05.20, 18:37
            Edynburg był wiodącym ośrodkiem Europejski anatomicznego badania na początku 19 wieku, w czasie, gdy zapotrzebowanie na zwłokach doprowadziła do niedoboru podaży prawny. Wymagane prawo szkockie, że zwłoki wykorzystywane do badań medycznych powinny pochodzić tylko od tych, którzy zmarli w więzieniu, samobójstw ofiar lub z podrzutków i sierot. Niedobór zwłok doprowadziło do wzrostu wyrywając ciała przez co były znane jako „mężczyzn Zmartwychwstanie”. Środki zapewniające groby pozostały nienaruszone, takie jak wykorzystanie mortsafes-exacerbated niedobór. Kiedy lokator w domu Hare'a zmarł, Zając zwrócił się do swego przyjaciela Burke o poradę i postanowili sprzedać organizmowi Knox. otrzymali oni to, co było dla nich hojną sumę £ 7 10s. Nieco ponad dwa miesiące później, gdy Hare był zaniepokojony, że cierpienie lokator z gorączką by odstraszyć innych od pobytu w domu, on i Burke zamordował ją i sprzedał ciało Knox. Mężczyźni kontynuowali spree morderstwa, prawdopodobnie z wiedzy swoich żon. Burke i Hare działania zostały odkryte po innych lokatorów odkrył swoją ostatnią ofiarę, Margaret Docherty, i skontaktował się z policją.
          • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 12.05.20, 18:39
            Na początku 19 wieku Edynburg miał kilka pionierskich anatomii nauczycieli, w tym Aleksandra Monro , jego syna, który był zwany także Alexander , John Bell , John Goodsira i Robert Knox , z których wszyscy opracowanego tematu do współczesnej nauki. Ze względu na ich wysiłki, Edynburg stał się jednym z wiodących europejskich ośrodków badań anatomicznych, obok Leiden w Holandii i włoskiego miasta Padwy . Nauczanie anatomii-kluczowej w badaniach chirurgii-wymagane wystarczającej liczby zwłok , na które popyt wzrósł w nauce rozwiniętych. Prawo szkockie ustalił, że odpowiednie trupy, na których można podjąć, preparaty były tych, którzy zmarli w więzieniu, samobójstw ofiar i ciał podrzutków i sierot. Wraz ze wzrostem prestiżu i popularności kształcenia medycznego w Edynburgu, podaż prawny zwłok nie nadąża za popytem; studentów, wykładowców i złodziei znany także jako zmartwychwstania mężczyzn -began się nielegalnego handlu ekshumowanych zwłok.
          • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 12.05.20, 18:40
            Knox był anatom, który zakwalifikowany jako lekarz w 1814. Po zamawiających ospę jako dziecko, był ślepy na jedno oko i poważnie zniekształcone. Podjął usługę jako lekarz armii w bitwie pod Waterloo w 1815 roku, a następnie przez delegowania w Anglii, a następnie, podczas Cape Frontier wojny (1819), w południowej Afryce. Ostatecznie osiadł w swoim rodzinnym mieście w Edynburgu w 1820 roku W 1825 roku został kolega z Royal College of Surgeons w Edynburgu , gdzie wykładał na anatomii. Odbył rozwarstwienia dwa razy dziennie, a jego reklama obiecał „pełnej demonstracji na świeżych tematów anatomicznych” w ramach każdego kursu wykładów wygłosił; stwierdził, że jego wnioski wyciągnął ponad 400 uczniów. Clare Taylor, jego biograf w Oxford Dictionary of National Biography , zauważa, że „buduje się wspaniałą reputację jako nauczyciel i wykładowca i niemal w pojedynkę podniesiony profil studium anatomii w Wielkiej Brytanii”. Innym biograf, Isobel Rae uważa, że bez Knox, studium anatomii w Wielkiej Brytanii „może nie postępują tak jak”
          • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 12.05.20, 18:41
            W 1827 roku Burke i McDougal poszedł do Penicuik w Midlothian do pracy przy zbiorach, gdzie spotkali się zając. Mężczyźni zostali przyjaciółmi; kiedy Burke i McDougal wrócił do Edynburga, przenieśli się do Hare'a Tannera Close kwaterą , gdzie dwie pary wkrótce nabytej reputację twardego picia i hałaśliwych zachowanie.
          • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 12.05.20, 18:42
            Większość źródeł zgadza się, że pierwsze zabójstwo w styczniu lub lutym 1828 było albo że z młynarz nazwie kwater Józefa w domu Hare'a lub Abigail Simpson, sprzedawcy soli. Historyk uważa Józefa Lisa Rosner bardziej prawdopodobne; poduszka użyto do udusić ofiarę, a później te zostały uduszone przez strony na nosie i ustach. Pisarz Sir Walter Scott , który wziął zainteresowanie w przypadku, pomyślał również młynarz był bardziej prawdopodobne, pierwsza ofiara, i podkreślił, że „nie było dodatkowym motywem pogodzić je do czynu”, jak Joseph cierpiał na katar i stał się delirium. Zając i jego żona obawia się, że mający potencjalnie zakaźnego lokatora byłoby złe dla biznesu. Zając znowu zwrócił się do Burke'a, a po dostarczeniu ich ofiary z whisky , zając dusi Józefa podczas Burke leżał w poprzek górnej części tułowia, aby ograniczyć ruch. Oni znowu zabrał ciało do Knox, który zapłacił tym razem 10 funtów. Rosner uważa metoda zabójstwa być pomysłowy: waga Burke'a na ofiary stłumił ruch-a tym samym zdolność do szumu podczas gdy ona również zapobiegać skrzynię z rozszerzenia powinien każdy get powietrze obok Hare'a duszącym uścisku. Zdaniem Rosner, który to sposób byłby „praktycznie niewykrywalne aż do czasów współczesnych śledczej”.
          • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 12.05.20, 18:43
            W pewnym momencie na początku do połowy 1828 niejakiej pani Haldane, którego Burke opisany jako „stout starej kobiety”, złożonym w siedzibie Hare'a. Po stała pijany, zasnęła w stajni; była głuchy i sprzedawane Knox. Kilka miesięcy później córka Haldane'a (czy nazywa Margaret czy Peggy) wniósł również w domu Hare'a. Ona i Burke pili razem mocno, a on ją zabił, bez pomocy Hare'a; Jej ciało zostało wprowadzone do herbaty klatkę piersiową i zabrany do Knox gdzie Burke została wypłacona 8 funtów. Następnego morderstwo miało miejsce w maju 1828 roku, kiedy stara kobieta dołączyła do domu jako lokatora. Pewnego wieczoru, gdy była pod wpływem alkoholu, Burke głuchy HER-Zając nie był obecny w domu w czasie; Jej ciało zostało sprzedane Knox za £ 10. Potem przyszedł zamordować Effy (czasami pisane Effie), A „żużel zbieraczy”, który oczyszczonymi przez kosze na śmieci i porad sprzedać swoje ustalenia. Effy był znany Burke, a wcześniej sprzedał mu skrawki skóry dla jego działalności zaabsorbowana poszukiwaniem. Burke skusić ją do stajni z whisky, a kiedy był pijany wystarczająco on ją zabił i Hare; Knox dał 10 £ dla organizmu. Kolejna ofiara została znaleziona przez Burke zbyt pijany, by stanąć. Ona jest wspomagany przez miejscowego constable powrotem do jej mieszkania, gdy Burke zaproponował, że zabierze ją tam sam; policjant zobowiązany, a Burke zabrał ją z powrotem do domu Hare'a, gdzie został zabity. Jej zwłoki podniesiony dalsze £ 10 od Knox.
          • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 12.05.20, 18:47
            Naruszenie między dwoma mężczyznami nie trwała długo. Pod koniec września lub na początku października Hare odwiedzał Burke kiedy Pani Ostler (również podane jako Hostler), praczką, przyszedł do nieruchomości, aby zrobić pranie. Mężczyźni dostała pijany i zabił ją; Zwłoki z Knox po południu, dla których mężczyźni otrzymali 8 funtów. Tydzień lub dwa później jeden z krewnych McDougal za Ann Dougal (również podane jako McDougal) odwiedził z Falkirk ; po kilku dniach ludzie ją zabił ich zwykłe techniki i otrzymał 10 £ dla organizmu. Burke twierdził później, że o tej porze Margaret Hare zasugerował zabijając Helen McDougal na tej podstawie, że „nie mogli jej zaufać, ponieważ była Scotch kobieta”, ale on odmówił.
          • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 12.05.20, 18:51
            astępnego dnia wrócił Grays, a Ann stała się podejrzane, gdy Burke nie pozwoli jej zbliżyć się do łóżka, gdzie zostawiła jej pończochy. Kiedy zostali sami w domu wczesnym wieczorem, Szarzy poszukiwanej słomę i znaleźli ciało Docherty, pokazując krew i ślina na twarzy. Na ich drodze do zaalarmowania policji, biegli w McDougal, który próbuje przekupić je z ofertą 10 £ tygodniowo; odmówili. Podczas gdy Grays zgłosił morderstwo na policję, Burke i Hare usunięto ciało i wziął go do zabiegu Knoxa. Wyszukiwanie policja się krwią ubranie Docherty jest ukryty pod łóżkiem. Burke i jego żona dał różne czasy dla wyjścia Docherty jest z domu, dzięki czemu dość podejrzenia policji zabrać ich na przesłuchanie. Wcześnie następnego dnia rano policja udał się do Knox krajanie sal, gdzie znaleziono ciało Docherty za; James Gray zidentyfikowano ją jako kobietę, którą widział z Burke i Hare. Zając i jego żona zostali aresztowani tego samego dnia, co było Broggan; wszystko pozbawiony jakiejkolwiek wiedzy o wydarzeniach
          • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 12.05.20, 18:52
            Mimo, że policja na pewno morderstwo miało miejsce, i że co najmniej jeden z czterech był winny, były pewne, czy mogą zapewnić sobie przekonanie. Policja podejrzewa też nie było innych morderstw popełnionych, ale brak organów utrudnione tę linię śledczej. Jak wieść o możliwości wystąpienia innych morderstw przyszedł do wiadomości publicznej, gazety zaczęły publikować lurid i niedokładne historie zbrodni; Raporty spekulacyjne doprowadziły członków społeczeństwa, aby zakładać, że wszystkie brakujące ludzie byli ofiarami. Janet Brown udał się na policję i zidentyfikowano ubranie jej przyjaciółka Mary Paterson, natomiast lokalny piekarz poinformował ich, że Jamie Wilson spodnie były noszone przez syna Konstantyna Burke'a. W dniu 19 listopada nakaz za zabójstwo Jamie Wilson został złożony przeciwko czterech podejrzanych.
          • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 12.05.20, 18:53


            W górę blisko i doon schodów,
            ale i Ben „wi” Burke i Hare.
            Burke jest rzeźnik, Hare'a złodziej,
            Knox chłopiec, który kupuje wołowina.
            -  19th century Edynburg wierszyk
          • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 12.05.20, 18:54
            Wczesnym popołudniem Burke i McDougal nie przyznał się do zabójstwa Docherty. Pierwsi świadkowie zostali następnie wywoływana z listy 55, które obejmowały Hare and Knox; Nie wszyscy świadkowie na liście były nazywane i Knox, z trzech jego asystentów, unikać przesłuchiwany w sądzie. Jeden z asystentów Knox, David Paterson, który był główną osobą Burke i Hare zajmował się w chirurgii Knoxa-nazywano i potwierdził, że para dostarczyła lekarza z kilku zwłok.
          • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 12.05.20, 18:54
            McDougal został wydany pod koniec procesu i wrócił do domu. Następnego dnia poszła kupić whisky i stanęła przez tłum, którzy byli źli na nie sprawdzonej werdyktu. Została zabrana do budynku policji w pobliżu Fountainbridge dla własnej ochrony, ale po mob oblężenia niego uciekła przez okno z powrotem do głównego komisariatu off High Street w Edynburgu. Próbowała zobaczyć Burke, ale odmówiono zezwolenia; zostawiła Edynburg następny dzień, i nie ma wyraźnych Rachunki jej późniejszym życiu. W dniu 3 stycznia 1829 roku, na podstawie opinii dwóch katolickich księży i duchownych Presbyterian Burke podjął kolejną spowiedź. To było bardziej szczegółowe niż oficjalny dostarczonych przed jego procesu; zajął dużą część winy za morderstwa na Hare.
          • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 12.05.20, 18:57
            Szkielet Burke'a dano do anatomicznego Muzeum Edinburgh Medical School , gdzie, jak w 2018 roku, to pozostaje. Jego maska pośmiertna i książka mówi się, że związane z jego opalonej skórze widać na Surgeons' Hall Museum .

            Hare został wydany w dniu 5 lutego 1829-jego dłuższy pobyt w areszcie została podjęta dla własnej ochrony-i była wspierana w pozostawiając Edynburg w przebraniu przez mailcoach do Dumfries . Na jednym z jej przystanków został uznany przez kolegów-pasażera, Erskine Douglas Sandford , młodszy radca który reprezentował rodzinę Wilsona; Sandford poinformował swoich kolegów pasażerów o tożsamości Hare'a. W dniu przyjazdu w Dumfries wieść o obecności rozprzestrzeniania Hare'a i dużego tłumu zebranego na zajazdu, gdzie był ze względu na pobyt na noc. Przyjechała policja i zorganizował trener wabika udoić tłum podczas Hare uciekł przez okno z powrotem i na wózku, który zabrał go do więzienia miejskiego na przechowanie. Tłum otoczył budynek; Kamienie zostały rzucone na drzwi i okna i latarnie zostały rozbite przed 100 specjalne konstable przybył w celu przywrócenia porządku. W małych godzin porannych, eskortowane przez funkcjonariusza straży szeryfa i milicji, Hare została podjęta poza miastem, odstawił na Annan Road i polecił, aby jego drogę do granicy angielskiej. Nie było późniejsze wiarygodne obserwacje niego i jego ewentualny los jest nieznany
          • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 12.05.20, 18:58
            Morderstwa popełnione przez Burke i Hare podniesiony świadomości społecznej potrzeby organów do celów medycznych i handlu, że lekarze przeprowadzili ze złodziei i morderców. East London zabójstwo 14-letniego chłopca i późniejszej próbie sprzedania zwłok do szkoły medycznej w King College w Londynie doprowadziły do wszczęcia dochodzenia z londyńskich Burkers , który niedawno odwrócił się od poważnego okradanie do morderstwa uzyskania zwłok; Dwaj mężczyźni zostali powieszeni w grudniu 1831 roku za zbrodnię. Projekt ustawy został szybko wprowadzony do Parlamentu, a zyskała sankcję królewską dziewięć miesięcy później stała się ustawa Anatomy 1832 . Ustawa ta upoważnia rozwarstwienie na organach z Workhouses nieodebrane po upływie 48 godzin, a zakończył praktykę anatomising jako część kary śmierci za morderstwo.
          • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 12.05.20, 19:00
            BURKE I HARE
          • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 12.05.20, 19:03
            Knox graduated from the University of Edinburgh in 1814, with a Latin thesis on the effects of narcotics which was published the following year. He joined the army and was commissioned Hospital Assistant on 24 June 1815, after having studied for a year under John Abernethy at St Bartholomew's Hospital in London. He was sent immediately to Belgium to attend the wounded from the Battle of Waterloo and returned two weeks later with the first batch of wounded aboard a hospital ship; during the voyage he successfully employed Abernethy's technique of leaving wounds open to the air.[9] His army work at the Brussels military hospital (near Waterloo) impressed upon him the need for a comprehensive training in anatomy if surgery were to be successful. Knox was intelligent, critical and irritable. He did not suffer fools gladly and—in an aside with terrible consequences for his future career—he was critical of the surgical work of Charles Bell with casualties at the Battle of Waterloo. After a further trip to Belgium he was placed in charge of Hilsea hospital near Portsmouth, where he experimented with non-mercurial cures for syphilis.

            In April 1817, he joined the 72nd Highlanders and sailed with them to South Africa. There were few army surgeons in the Cape Colony but Knox found the people healthy and his duties were light. He enjoyed riding, shooting and the beauty of the landscape with which he felt in spiritual harmony—an early expression of his transcendental world view. Knox developed an interest in observing racial types, and disapproved of what he saw as the Boers' contempt for the indigenous peoples. However, after an abortive Xhosa rebellion against the colonial forces, he was involved in a retaliatory raid commanded by Andries Stockenström, a magistrate and future Lieutenant Governor.[11][12] Relations with Stockenström were marred when Knox accused O. G. Stockenström, Andries' brother, of theft, a charge apparently prompted by ill feeling between British and Boer officers. A court martial acquitted O. G. of the charge and Andries called Knox's conduct shameful.[13] One of Stockenström's supporters, a former naval officer named Burdett, challenged Knox to a duel. Knox initially refused to fight, and Burdett "soundly horse whipped him on the parade before every Officer of the Garrison." Knox then grabbed a sabre and inflicted a slight wound to Burdett's arm. Knox's promotion to Assistant Surgeon was cancelled and he returned to Britain in disgrace, arriving on Christmas Day 1820. He remained only until the following October, after which he went to Paris to study anatomy for just over a year (1821–22). It was then that he met both Georges Cuvier and Étienne Geoffroy Saint-Hilaire, who were to remain heroes for his entire life, to populate his later medical journalism, and to become the subject of his hagiography, Great artists and great anatomists. While in Paris he befriended Thomas Hodgkin, with whom he shared a dissecting room at l'Hôpital de la Pitié.
          • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 12.05.20, 19:04
            Before the Anatomy Act of 1832 widened the supply, the main legal supply of corpses for anatomical purposes in the UK were those condemned to death and dissection by the courts. This led to a chronic shortage of legitimate subjects for dissection, and this shortage became more serious as the need to train medical students grew, and the number of executions fell. In his school Knox ran up against the problem from the start, since—after 1815—the Royal Colleges had increased the anatomical work in the medical curriculum. If he taught according to what was known as 'French method' the ratio would have had to approach one corpse per pupil.
            A modern depiction of body snatchers at work

            As a consequence, body-snatching became so prevalent that it was not unusual for relatives and friends of someone who had just died to watch over the body until burial, and then to keep watch over the grave after burial, to stop it being violated.

            In November 1827, William Hare began a new career when an indebted lodger died on him by chance. He was paid £7.10s (seven pounds & ten shillings) for delivering the body to Knox's dissecting rooms at Surgeons' Square. Now Hare and his accomplice, William Burke, set about murdering the city’s poor on a regular basis. After 16 more transactions, each netting £8-10, in what later became known as the West Port Murders, on 2 November 1828 Burke and Hare were caught, and the whole city convulsed with horror, fed by ballads, broadsides, and newspapers, at the reported deeds of the pair.[24] Hare turned King's evidence, and Burke was hanged, dissected and his remains displayed.

            Knox was not prosecuted, which outraged many in Edinburgh. His house was attacked by a mob of 'the lowest rabble of the Old Town,' and windows were broken.[25] A committee of the Royal Society of Edinburgh exonerated him on the grounds that he had not dealt personally with Burke and Hare, but there was no forgetting his part in the case, and many remained wary of him.

            Almost immediately after the Burke and Hare case, the Royal College of Surgeons of Edinburgh began to harry him, and by June 1831 they had procured his resignation as the Curator of the museum he had proposed and founded.[26] In the same year he was obliged to resign his army commission to avoid further service in the Cape.[27] This removed his last source of guaranteed income, but fortunately his classes were more popular than ever, with a record 504 students.[28] His school moved to the grander premises of Old Surgeons' Hall in 1833 but his class declined after Edinburgh University made its own practical anatomy class compulsory in the mid-1830s.[29][30] Knox continued to purchase cadavers for his dissection class from such shadowy figures as the 'Black Bull Man,' but the 1832 Anatomy Act made bodies more available to all anatomists, he quarrelled with HM Inspector of Anatomy over the supply of bodies, and his competitive edge was lost.[31][32] In 1837 Knox applied for the chair in pathology at Edinburgh University but his candidature was blocked by eleven existing professors, who preferred to abolish the post rather than appoint him.[33] In 1842 he was unable to make payments to the Edinburgh funeratory system, from which bodies were supplied to private schools, and he relocated to Glasgow where, still short of subjects for dissection, he closed his school in 1844. In 1847 the Royal College of Surgeons of Edinburgh found him guilty of falsifying a student's certificate of attendance (a not uncommon practice in private schools) and refused to accept any further certificates from him, effectively banning him from teaching in Scotland.[34] In the same year he was expelled from the Royal Society of Edinburgh and had his election retrospectively cancelle
          • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 12.05.20, 19:05
            In his writings Knox synthesised a perspective on nature from three of the most influential natural historians of his time. From Cuvier, he took a consciousness of the great epochs of time, of the fact of extinction, and of the inadequacy of the biblical account. From Étienne Geoffroy St-Hilaire and Henri Marie Ducrotay de Blainville, he gained a spatial and thematic perspective on living things. If one had the skill, all living beings could be arranged in their correct placing in a notional table, and one would see both internally and externally the elegant variation of their organs and anatomy according to the principles of connection, unity of composition and compensation.

            Goethe is another crucial addition to the Knoxian way of looking at nature. Goethe thought that there were transcendental archetypes in the living world which could be perceived by genus. If the natural historian were perspicacious enough to examine the creatures in this correct order he could perceive—aesthetically—the archetype that was immanent in the totality of a series, although present in none of them.

            Knox wrote that he was concerned to prove the existence of a generic animal, "or in other terms, proving hereditary descent to have a relation primarily to genus or natural family". This way, he could lay claim to a stability in the natural order at the level of the genus, but let species be extinguished. Man was a genus; not a species.
          • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 la 12.05.20, 19:05
            In his writings Knox synthesised a perspective on nature from three of the most influential natural historians of his time. From Cuvier, he took a consciousness of the great epochs of time, of the fact of extinction, and of the inadequacy of the biblical account. From Étienne Geoffroy St-Hilaire and Henri Marie Ducrotay de Blainville, he gained a spatial and thematic perspective on living things. If one had the skill, all living beings could be arranged in their correct placing in a notional table, and one would see both internally and externally the elegant variation of their organs and anatomy according to the principles of connection, unity of composition and compensation.

            Goethe is another crucial addition to the Knoxian way of looking at nature. Goethe thought that there were transcendental archetypes in the living world which could be perceived by genus. If the natural historian were perspicacious enough to examine the creatures in this correct order he could perceive—aesthetically—the archetype that was immanent in the totality of a series, although present in none of them.

            Knox wrote that he was concerned to prove the existence of a generic animal, "or in other terms, proving hereditary descent to have a relation primarily to genus or natural family". This way, he could lay claim to a stability in the natural order at the level of the genus, but let species be extinguished. Man was a genus; not a species.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 28.06.18, 20:39
          Kurator. Zarówno mąż umierający, jak sąd, krewni i król, mogli naznaczyć dla każdej wdowy kuratora, który matce, ja ko pierwszej opiekunce małoletnich, dopo magał w prowadzeniu interesów, albo gdy matka robiła jakie układy z małoletniemi, wy stępował j ako icli przedstawiciel, nie bio rąc za swoje usługi żadnego wynagrodze nia. Król ustanawiał także kuratorów nad obłąkanymi i marnotrawcami, o ile jaki se nator lub poseł z ich województwa po świadczył konieczność podobnej kurateli. Piekarski dlatego zrobił zamach na życie Zygmunta III, że król nad nim, jako nad obłąkanym, ustanowił kuratelę.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 10.08.18, 14:00
          Już nawet brakuje fantazji - była czarna wołga to pojawiło się czarne BMW. Szkoda gadać.
        • balzack Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 11.08.18, 22:11
          Wedlug policyjnych statystyk to wlasnie najblzsi najczesciej krzywdza dzieeci. Osoby do ktorych dzieci maja pelne zaufanie.
        • balzack Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 11.08.18, 22:25
          Szczegolnie drastyczne przypadki przemocy wobec dzieci sa rejestrowane w statystykach jako przestepstwa z art 207 kk. Artykul ten dotyczy fizycznego lub psychicznego znecania sie nad osoba najblizsza lub inna pozostajaca w stalym lub przemijajacym stosunku zaleznosci od sprawcy albo nad maloletnim lub osoba nieporadna ze wzgledu na jej stan psychiczny lub fizyczny. Rocznie od 3 000 do 4 000 maloletnich jest pokrzywdzonym tym przestepstwem.
        • balzack Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 11.08.18, 22:36
          Wedlug badan przeprowadzonych wsrod doroslych Polakow, niemal co druga osoba (47%) zna osobiscie rodziny w ktorych dochodzi do przemocy wobec dzieci.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 16.08.18, 21:31
          Proszę u nas wszystko inne. Po całej Polsce jeździ biały bus a u nas czarne BMW - a przed laty czarna wołga
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 21.08.18, 14:44
          W Łodzi kolega koledze pożyczył akumulator do samochodu, ponieważ ten był uszkodzony. Następnie poprosił o podwózkę. Po czym wskoczył na miejsce kierowcy i odjechał próbując ukraść ów samochód. Teraz siedzi na ulicy Smutnej a co więcej nie ma już kolegi.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 26.08.18, 21:09
          Zabójstwo Eugeniusza Wróbla w Rybniku. Ciało byłego wiceministra zostało pocięte piłą mechaniczną

          Do zabójstwa Eugeniusza Wróbla, byłego wiceministra transportu, doszło w październiku 2010 roku. Początkowo sądzono, że mężczyzna zaginął. Po dwóch dniach poszukiwań do zabójstwa przyznał się jednak jego syn Grzegorz W. Ze szczegółami opowiedział śledczym o tym, jak zadźgał ojca nożem w czasie kłótni w ich rodzinnym domu, a później ciało pociął na kawałki piłą mechaniczną. Szczątki wyrzucił do rybnickiego zalewu. Już pół roku po tej zbrodni biegli psychiatrzy stwierdzili, że Grzegorz W. jest całkowicie niepoczytalny. Śledztwo w sprawie zabójstwa zostało umorzone, a syna Eugeniusza Wróbla skierowano na przymusowe leczenie psychiatryczne.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 26.08.18, 21:13
          Gwałt i zabójstwo w Blachowni. Rafał Z. prawomocnie skazany na dożywocie

          Zabójstwo 59-letniej kobiety w Blachowni było jedną z najbardziej bestialskich zbrodni w regionie częstochowskim. 1 października 2016 roku w godzinach porannych, w okolicach Urzędu Stanu Cywilnego w Blachowni, przechodzień znalazł zwłoki kobiety. W pobliżu biegał mały pies, który nie dopuszczał nikogo do zwłok.
          Policja szybko ustaliła, że zamordowano 58-letnią Barbarę A., która mieszkała na pobliskim osiedlu i poprzedniego dnia była widziana podczas spaceru z psem. Śledczy otrzymali również informacje, z których wynikało, że w pobliżu miejsca zdarzenia przebywał wielokrotnie karany za różne przestępstwa Rafał Z. Mężczyzna został już prawomocnie skazany na dożywocie.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 12.05.20, 19:15
          Panowie Williamowie nowej misji poświęcili się bez pamięci. Poświęcili się jej do tego stopnia, że pewnego razu zapomnieli zabrać ciało jednego z lokatorów, zanim na jego miejsce pojawił się następny. Los jednak chciał, że ten następny okazał się wyjątkowo ogarnięty i jakimś cudem zdecydował się powiadomić policję. Panowie Williamowie zostali aresztowani (wraz z kochanką Burke`a i żoną Hare`a). Pomimo że w laboratorium dr. Knoxa znaleziono świeżo przywiezione ciało gotowe do sekcji zwłok, nie potrafiono udowodnić ostatecznej winy podejrzanym. O dziwo, jakiś czas później William Burke przyznał się do winy, za co został powieszony w 1829 roku.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 12.05.20, 19:21
          Krótka scena zatytułowana Roundhay Garden Scene, a sfilmowana przez Le Prince’a w roku 1888 na papierze fotograficznym Eastmana przy użyciu kamery własnej produkcji jest uważana za najstarszy znany zapis filmowy, poprzedzający twórczość braci Lumière.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 12.05.20, 19:42
          W 1891 roku na polecenie rządu francuskiego miał poprowadzić do wybrzeży Tunezji wyprawę, mającą na celu badanie rozmieszczenia gąbek. Jacht Aster z Folem i dwoma członkami załogi na pokładzie wypłynął 13 marca 1892 roku; od tego momentu nikt go nie widział, a los ekspedycji jest nieznany.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 12.05.20, 20:53
          ================ ======================================================
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 12.05.20, 23:28
          Nowe wieści w sprawie Gorgonowej[/u]
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 13.05.20, 00:11
          Rita Gorgonowa, a właściwie Emilia Margerita Gorgon, z domu Ilić, urodziła się w 7 marca 1901 roku niedaleko Knina w Dalmacji. Gdy miała 3 lata zmarł jej ojciec. Dziewczynkę wychowywała matka, która ponownie wyszła za mąż. W wieku 15 lat także Margerita stanęła na ślubnym kobiercu. Powiedziała sakramentalne „tak” porucznikowi Armii Austro-Węgier – Erwinowi Gorgonowi, z którym miała później syna. Po wyjeździe męża do Stanów Zjednoczonych kobieta nie dogadywała się z jego rodziną. O jej względy rywalizowali bracia mężczyzny, a nawet jego ojciec! Nieodwzajemnione uczucie wywołało w nich chęć zemsty. W liście przekonali krewnego, że żona go zdradza. Wściekły partner przekazał bliskim, by ci wyrzucili ją za karę z domu. Konflikt zmusił Ritę do pozostawienia syna pod opieką teściów i opuszczenia ich domu.

          W 1924 roku Rita Gorgonowa zatrudniła się jako guwernantka u 41-letniego, lwowskiego architekta, Henryka Zaremby i zamieszkała w jego willi w Łączkach pod Lwowem. Kobieta opiekowała się dwojgiem jego dzieci – 17-letnią Elżbietą, nazywaną też Lusią i 14-letnim Stasiem.

          Po pewnym czasie pomiędzy pracodawcą a guwernantką zaczęło rodzić się uczucie. Para nawiązała romans, którego owocem była córka Romana. Dziewczynka przyszła na świat w 1928 roku. Związek ojca z Gorgonową mocno pogorszył jej relacje z dziećmi architekta, szczególnie córką. Nastolatka podejrzewała bowiem opiekunkę o liczne romanse, o czym poinformowała ojca. To zakończyło związek architekta i jego podwładnej. Mężczyzna postanowił, że wraz z nowym, 1932 rokiem przeniesie się z dziećmi do mieszkania we Lwowie. Dwa dni przed przeprowadzką, w Łączkach doszło do tragedii.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 13.05.20, 00:12
          Zarówno wnuczka, jak i córka Rity Gorgonowej – Ewa są przekonane o niewinności krewnej. Postanowiły zwrócić się do Michała Olechnowicza z prośbą o pomoc w przywróceniu dobrego imienia kobiecie. Adwokat sprawą się zajął. Chce ponownego procesu. – Istnieje przekonanie, że jest to proces poszlakowy i że tak naprawdę skazano niewinną osobę. Istnieje przekonanie o braku dowodów bezpośrednich, a całokształt procesu to niekończąca się do chwili obecnej dyskusja czy skazano winną, czy też niewinną. Proces i wyrok ten też mocno wpłynął na losy całej rodziny, tak Gorgonowej jak i Zarebmów. Córka najmłodsza Ewa – pozbawiona matki, ojciec się jej wyrzekł. Do tego dochodzą słabe kontakty ze starszą siostrą, życie w biedzie, tułaczka – wylicza Olechnowicz.

          W sprawie jest sporo zagadek. Pierwsza dotyczy rzekomej spowiedzi ogrodnika Kamińskiego, który pracował w willi Zarembów. Pojawiło się wiele doniesień, kiedy i w jakich okolicznościach miało do niej dojść. Jedne źródła podają, że mężczyzna wyznał winę na łożu śmierci, jeszcze inne, że w kościele. Raz pojawiają się lata 45-50, a raz 70. – W sprawie udało się potwierdzić, że nie miała miejsca żadna spowiedź ogrodnika Kamińskiego, gdzie miał się on przyznać, że to on popełnił zbrodnię. Tropy wskazywały na parafię Gołąbki pod Warszawą – obecnie dzielnica Ursynów – parafia Św. Jana Apostoła. W ramach tej spowiedzi miało dojść do publicznej pokuty. To się nie potwierdziło. Nawet nie ma informacji, czy aby istotnie taka osoba w tej parafii przebywała.

          Na jednym z forów internetowych pojawił się wpis, który potwierdza opinię mecenasa. Jego autor podał się za wnuka ogrodnika. – Ogrodnik Kamiński już nie żyje - to mój kochany dziadek. Opisana sprawa to jeszcze nie koniec. W latach 50. ukazał się artykuł (kiedyś go posiadałem), w którym była informacja, że ogrodnik na łożu śmierci przyznał się do popełnienia zbrodni. To była nieprawda, ktoś zrobił to celowo (redaktor mi znany). Dziadek opowiadał mi o tej sprawie i Brzuchowicach - mieszkał w budynku obok willi Zaremby. Miał piękne zdjęcia z tego okresu. Nie zostało nic tylko moje wspomnienia rozmów z babcią i dziadkiem. W Brzuchowicach urodziła się moja mama. Często wracam wspomnieniami do rozmów o tamtych czasach – czytamy.

          Jak podaje adwokat wnuczki Rity Gorgonowej, wątpliwości budzą także inne rzeczy. – W sprawie jest sporo plotek. Tak naprawdę mogły one być powodowane prostą rzeczą – futrem. Na zdjęciach z procesu, ale też i w filmie futro jest jak znak szczególny – tłumaczy Michał Olechnowicz. To ono właśnie miało być jednym z kluczowych dowodów w sprawie. Znaleziono na nim bowiem plamy krwi, która miała należeć do ofiary.

          Margerita Ilić nie zamierza się poddać w walce o dobre imię babci. Wraz z adwokatem Michałem Olechnowiczem zamierza udowodnić, że jej krewna nie była sprawcą zbrodni, do której doszło w willi Zarembów. Jeśli się im to uda, historia przypominająca scenariusz amerykańskiego filmu będzie miała sensacyjne zakończenie.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 31.05.20, 00:18
          W XV tomie akt spod Cytadeli Warszawskiej zamieszczony jest raport dyscyplinarny z dnia 3 lipca 1915 roku przeciwko prokuratorowi rosyjskiego korpusu sądowego w Warszawie Aleksandrowi Silczynowi. Postępowanie to wytoczono, gdyż prokurator zgodził się na niemoralne życzenie osoby prowadzonej na śmierć na szubienicy.
          Skąd - otóż prowadzona na śmierć kobieta w ostatnim życzeniu przed śmiercią wyraziła prośbę, że chce zanim umrze, chce "należeć do kata" a jej życzenie zostało uwzględnione przez prokuratora prowadzącego nadzór nad egzekucją.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 31.05.20, 00:18
          W XV tomie akt spod Cytadeli Warszawskiej zamieszczony jest raport dyscyplinarny z dnia 3 lipca 1915 roku przeciwko prokuratorowi rosyjskiego korpusu sądowego w Warszawie Aleksandrowi Silczynowi. Postępowanie to wytoczono, gdyż prokurator zgodził się na niemoralne życzenie osoby prowadzonej na śmierć na szubienicy.
          Skąd - otóż prowadzona na śmierć kobieta w ostatnim życzeniu przed śmiercią wyraziła prośbę, że chce zanim umrze, chce "należeć do kata" a jej życzenie zostało uwzględnione przez prokuratora prowadzącego nadzór nad egzekucją.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 31.05.20, 00:30
          NAJKRWAWSZY DETEKTYW
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 31.05.20, 00:46
          Tuż po pierwszej w nocy, 14 maja 1983 roku, dwaj policjanci z Kalifornijskiego Patrolu Autostrad zauważyli na autostradzie międzystanowej nr 5 w Mission Viejo jadącą przed nimi zygzakiem toyotę celica. Kiedy pojazd próbował nieprzepisowo zmienić pas ruchu, funkcjonariusze włączyli koguta na dachu radiowozu i zatrzymali samochód.
          Kierowca zamiast czekać w aucie, wyszedł na zewnątrz, a wraz z nim wypadła z pojazdu butelka z piwem,
          której zawartość wylała się na chodnik. Mężczyzna zbliżył się do radiowozu i wtedy policjanci zauważyli, że ma rozpięty rozporek. Prawo jazdy było wystawione na 38-letniego Randy’ego Stevena Krafta zamieszkałego w Long Beach. Kraft przyznał się, że pił wcześniej alkohol, ale przysięgał, że teraz jest trzeźwy. Funkcjonariusze zrobili mu test na trzeźwość, w wyniku którego aresztowali go za jazdę po pijanemu.
          Następnie sierżant Michael Howard podszedł do samochodu Krafta i zobaczył na fotelu pasażera nieprzytomnego młodego mężczyznę, przykrytego częściowo płaszczem oraz puste butelki po piwie rozrzucone na podłodze. Na siedzeniu kierowcy leżał składany nóż. Howard zapukał w okno, ale nie dostrzegł żadnej reakcji. Otworzył drzwiczki auta i bezskutecznie próbował obudzić pasażera Krafta. Młodzieniec był boso, a z jego rozpiętych spodni wystawały obnażone genitalia. Policjant nie wyczuł u niego pulsu, a na szyi zauważył czerwone pręgi wskazujące na to, że był duszony.
          Wezwani na miejsce sanitariusze, stwierdzili zgon młodego mężczyzny. Po uzyskaniu nakazu przeszukania samochodu Krafta, funkcjonariusze znaleźli 9 różnych leków na receptę, w tym valium i różne środki przeciwbólowe. Pod martwym pasażerem znajdowała się poduszka poplamiona krwią, chociaż denat nie miał żadnych otwartych ran na ciele. Natomiast na podłodze pod dywanikiem leżało 47 fotografii zrobionych aparatem Polaroid ukazujących nagich młodych mężczyzn, którzy wyglądali na nieprzytomnych lub martwych. Aktówka w bagażniku zawierała m.in. żółtą kartkę papieru wyrwaną z notesu, na której zapisano starannie drukowanymi literami w dwóch kolumnach 61 zagadkowych komentarzy. Wkrótce detektywi zrozumieli, że mają do czynienia z „kartą wyników” – zaszyfrowaną listą ofiar morderstw.
          Pasażerem Krafta okazał się 25-letni żołnierz piechoty morskiej, Terry Lee Gambrel, stacjonujący w bazie lotniczej El Toro Marine Air Base. W jego krwi odkryto duże ilości alkoholu i środka usypiającego. Sekcja zwłok wykazała, że Gambrel poniósł śmierć na skutek uduszenia. Po przeszukaniu domu Krafta, który dzielił ze swoim kochankiem, Jeffem Seeligiem, detektywi odkryli mnóstwo obciążających dowodów.

          Kanapa w salonie służyła Kraftowi do układania na niej swoich ofiar, które później fotografował aparatem Polaroid. W garażu policja natrafiła na stos niedopasowanych pasków od spodni, sznurowadeł i części garderoby. Jedna z marynarek należała do ofiary morderstwa z Michigan, którą zabito w grudniu 1982 roku.
          16 maja 1983 roku Kraft został oskarżony o zamordowanie Terry’ego Gambrela, jednak nie przyznał się do stawianych mu zarzutów. W następnych tygodniach oskarżono go także o 5 innych zabójstw i sędzia Gary Ryan ustalił astronomiczną kaucję w wysokości 750 tysięcy dolarów, skutecznie uniemożliwiając Kraftowi wydostanie się z aresztu
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 31.05.20, 01:33
          25 czerwca 1915 roku Erna stanęła przed sądem i została skazana na karę śmierci przez powieszenie. Wyrok został zatwierdzony w Petersburgu i został wykonany w Warszawskiej Cytadeli. Jednak przed wykonaniem wyroku zdarzyła się rzecz niezwykła. Erna wyraziła swoje ostatnie życzenie przed śmiercią - chce żeby kat ją posiadł. Prokurator, który sprawował kontrolę nad egzekucją wyraził na to zgodę. Kat zabrał Ernę do pobliskiej szopy, z której rozległ się krzyk skazanej. Nad miejscem kaźni w tym samym czasie rozpętała się burza. Kat przyniósł Ernę i powiesił ją na szubienicy.
          Natomiast prokurator Silczyn został wydalony z korpusu - za przychylenie się do niemoralnej propozycji skazanej.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 31.05.20, 17:54
          A tak o sprawie pisano w Tajnym Detektywie z 1933 roku:

          Wielki sukces policji, która w ciągu 72 godzin dokonała zatrzymania sprawców bestialskiego mordu dokonanego na Wyspie Tumskiej na osobie księdza Masłowskiego. Pierwsze ze sprawców, niejaki Bednarczyk cynicznie, z uśmiechem na twarzy opowiadał o tym co się stało. Natomiast drugi ze sprawców - Grelka wypiera się wszystkiego. Przyznał się do tego, że cały czas przebywał w towarzystwie Bednarczyka i że oboje napadli na Leona Liedkiego, któremu skradli portfel z zawartościa 49 złotych oraz zegarek z uszkodzoną dewizką. Podczas wizji lokalnej Bednarczuk oświadcza, że 28 grudnia spotkał się przypadkowo z Grelką. Oboje potrzebowali pieniędzy. Umówili się więc, że dokonają napadu na któregokolwiek z księży na Wyspie Tumskiej. 29 grudnia, gdy już się ściemniało udali się na wyspę. Początkowo zaczepili kilku starszych księży, jednak brakło im odwagi do dokonania napadu na któregokolwiek z nich. Poza tym przeszkodziły im także "okoliczności zewnętrzne". Następnego dnia znowu poszli w Wyspę Tumską w tych samych zamiarach. Około 17:00 spotkali księdza Masłowskiego wracającego z miasta z paczkami. Przystąpili do niego prosząc o jałmużnę. Otrzymawszy jałmużnę nie wprowadzili swego planu w życie, bo znowu ktoś im przeszkodził. Gdy po pół godzinie jakiś ksiądz wyszedł z "wikarówki" - był to ksiądz Masłowski, który tylko odniósł paczki i ponownie wyszedł na zebranie przestępcy postanowili wprowadzić swój plan w życie. Ponownie doskoczyli do księdza i Grelka zażądał wydania pieniędzy. Po krótkiej szamotaninie skradli księdzu portfel w którym było 70 złotych. W tej chwili Grelka zawołał do schowanego za drzewem Bednarczuka, który stał tam z pistoletem gotowym do strzału:
          - Wal!
          Ten nie namyślając się ani chwili oddał strzał, który dla księdza Masłowskiego okazał się śmiertelny. Po morderstwie obaj przestępcy zbiegli w kierunku toru kolejowego, gdzie Bednarczuk pozbył się łuski z rewolweru. Po drodze wstąpili do składu starzyzny(sklepu), gdzie Bednarczyk kupił sobie jasny płaszcz a Grelka kurtkę, po czym udali się do łaźni a następnie na kolację. Poszli jeszcze do kina a następnie na dworzec, z którego udali się do Sulencinka, gdzie mieszkali rodzice Grelki. Następnie wrócili do Poznania, 3 stycznia - w dniu, w którym odbywał się pogrzeb ich ofiary.
          Podczas wizji lokalnej doszło do pewnego zdarzenia pomiędzy zbrodniarzami. Grelka w dalszym ciągu wypierał się swojego udziału w sprawie i zeznał, że Bednarczuk zwala na niego winę, gdyż chroni kogoś innego. Wówczas Bednarczuk nie wytrzymał rzucił się na niego i wykrzyczał: "Stryczka się boisz, że tak łżesz? A kto mnie namawiał, że "pójdziemy na całego". No cóż oboje mieli pecha, bo jeszcze przed dokonaniem zbrodni wielu świadków widziało ich kręcących się i żebrzących na Wyspie Tumskiej. Wśród świadków była gospodyni księży oraz brat jednego z księży.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 31.05.20, 19:50
          https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/9/91/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_w_Truskolasach_03.jpg/220px-Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_w_Truskolasach_03.jpg
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 31.05.20, 23:21
          Dyrektor Onyszko był nieoceniony. Syn organisty z Bolechowa własną pracą doszedł do wszystkiego. Szybko piął się po szczeblach kariery w czym pomagała mu uroda oraz obycie, oraz to że bardzo zręcznie potrafił obrócić wszystko na swoją korzyść. Początkowo pracował w banku w Krakowie, ale w najbliższej przyszłości miał zamiar się ożenić z bogata panną z Poznańskiego a jej rodzinie nie za bardzo odpowiadał zięć - urzędnik bankowy. Onyszło w krótkim czasie przenosi się do Lwowa, gdzie otwiera własny bank zajmujący się pośrednictwem w sprzedaży papierów wartościowych.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 01.06.20, 00:09
          Po ucieczce Onyszkowa do sądu zostało wniesione doniesienie karne o przestępstwo oszustwa, równocześnie zostało rozpisane postępowanie konkursowe do majątku banku*. Śledztwo poprowadził sędzia Słowikowski a po nim dr. Papierkowski - jeden z najzdolniejszych sędziów śledczych we Lwowie. Akta karne obejmują 5 tomów, akta konkursowe aż 30 tomów. Zarządcą masy konkursowej został ustanowiony dr. Leon Nadel.



          *Odnośnik do dzisiejszego postępowania egzekucyjnego. Konkursem kiedyś nazywano egzekucję.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 01.06.20, 00:14
          Po ucieczce Onyszkowa do sądu zostało wniesione doniesienie karne o przestępstwo oszustwa, równocześnie zostało rozpisane postępowanie konkursowe do majątku banku*. Śledztwo poprowadził sędzia Słowikowski a po nim dr. Papierkowski - jeden z najzdolniejszych sędziów śledczych we Lwowie. Akta karne obejmują 5 tomów, akta konkursowe aż 30 tomów. Zarządcą masy konkursowej został ustanowiony dr. Leon Nadel.



          *Odnośnik do dzisiejszego postępowania egzekucyjnego. Konkursem kiedyś nazywano egzekucję.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 01.06.20, 00:32
          1932
          Jak się obecnie dowiadujemy, zbiegły zagranicę z Onyszkowem jego wspólnik Marjan Hendel, dał niedawno znak życia, przysławszy do Lwowa do 6 swoich wspólników depeszę. Ustalono, że telegram był nadany w Paryżu. Policja lwowska doniosła do policji paryskiej, która Hendla wyśledziła i aresztowała. Onegdaj Hendel został wydany władzom polskim i przywleczony do Lwowa, gdzie osadzono go w więzieniu. Spólnik Onyszków, bawi zagranicą.
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 01.06.20, 00:39
          Po kilkutygodniowym procesie przed trybunałem karnym przeciw dyrektorom Ludowego Banku Spóldzielczego, wydał wczoraj sąd wyrok, mocą którego Emil [Edmund] Onyszków uznany został winnym sprzeniewierzenia 60.000 zł, za co skazany został na 2 lata więzienia, Marjan Hendel skazany został za sprzeniewierzenie 70 tys. zł na 3 lata więzienia, oskarżony Władysław Herman za szereg przestępstw skazany został na 2 i pól roku więzienia z czego pół roku darowano mu w drodze amnestii. Oskarżeni dr. Brill [Brül], Wahl, oraz Teodor Onyszków zostali uwolnieni od winy i kary. W motywach wyroku sąd podkreślił, ze "duszą bankową" był oskarżony Hendel". (1935)
        • madohora Re: "Upiór z Bostonu" miał zaledwie 13 lat 01.06.20, 23:54
          O godz. 7:27 pociąg osobowy nr 1522 z Rogoźna został zatrzymany przed semaforem wjazdowym na stację Poznań Główny (powodem było zamarznięcie zwrotnic). Na ten sam odstęp wjechał za nim opóźniony pociąg osobowy nr 4132 z Wronek, który nie powinien się tam znaleźć. Wpuścił go nastawniczy z Jeżyc – Franciszek Wawrzyniak, sądząc, że urządzenia automatyczne (blokada) przestały działać wskutek zamarznięcia. Zerwał więc plombę semafora wjazdowego na odcinek do Poznania Głównego, nie upewniając się czy jest on wolny. Maszynista pociągu z Wronek miał bardzo ograniczoną widoczność z uwagi na mgłę i parę z parowozu. Nie zauważył w tej sytuacji pociągu rogozińskiego i wjechał w jego tył. W wyniku uderzenia trzy wagony pociągu 1522 spadły z wysokiego nasypu linii na Jeżycach, a inne zawisły na wale. Ostatni z wagonów uległ rozpołowieniu. Na miejscu zginęły dwie osoby, a dalszych sześć zmarło w szpitalu. Kilkadziesiąt osób było rannych. Szczególną tragedią odbiła się w prasie sytuacja rodziny urzędnika kolejowego Władysława Rujny – zginął on sam i jego 7-letnia (lub 10-letnia) córka (druga była bardzo ciężko ranna). Ruch kolejowy przywrócono na linii tego samego dnia o godzinie 10:35. Winnym katastrofy uznano Franciszka Wawrzyniaka, który przekroczył swoje kompetencje. Rannych początkowo zaczęto przenosić do nieistniejącego obecnie, a zlokalizowanego przy torach Cyrku Olimpia oraz do gmachu Ubezpieczalni Krajowej (dziś: Szpital Raszei)
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.06.14, 23:40
        Wyrok śmierci po 12 latach.

        Ostatnio w Niemczech zaszedł nie­słychanie rzadki wypadek zasądzenia mordercy na karę śmierci w procesie wznowionym po 12 latach. W połowie roku 1921 Franciszek Leman z Torgau, oskarżony o zamordowanie bu­downiczego Pawła Milnclterberga, zo­stał uwolniony z braku dowodów. Po zwolnieniu Leman wyjechał na Górny Śląsk i tam się ożenił. W roku 1931
        zupełnie niespodzianie przyznał się przed władzami sądowymi do inkry­minowanego czynu. Wznowiono po­stępowanie i mimo odwołania przy­znania się do morderstwa przez Le­mana - tłumaczącego się, że chciał w procesie wznowionym uzyskać cał­kowite uwolnienie od winy i kary - skazał go sąd na karę śmierci. Rewi­zja wniesiona przez Lemana przeciw wyrokowi nie odniosła skutku i wyrok pierwszej instancji został w­ całości zatwierdzony. Sprawa ta budzi specjalne zainte­resowanie już nie z uwagi na to, że w ostat­nich miesiącach jest to już drugi wy­padek, po Hałasie z Poznania, ska­zania zbrodniarza za czyn popełniony przed kilkunastu. laty.

        Tajny Detektyw
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 28.06.18, 19:08
          Konkurs czyli potioritatem, t. j. roz dział dóbr odłużonych pomiędzy wierzy cieli, mogli podnosić albo sami dziedzice, zwykle sukcesorowie dłużników, i ta się na zywała w prawie polskiem potior it as vo- lunłaria, dobrowolna; albo wywoływali ją wierzyciele: ta się nazywała potioritas ne- c ess aria, przymuszona. W pierwszej su kcesorowie robili albo prosty od dóbr re- ces: była wtenczas potioritas recessnata; lbo, odstępując dóbr, od przysięgali się, że nic z majątku spadkowego nie korzy stali; była wtenczas potioritas abjurata. Takiego odprzysiężenia w r. 1691 mamy przykład
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.05.20, 00:38
          Nagie ciało 20-letniego Malcolma Eugene’a Little’a, oparte o drzewo przy autostradzie w hrabstwie Imperial, znaleziono 1 czerwca 1974 roku. Little był bezrobotnym kierowcą ciężarówki, który w poszukiwaniu pracy przybył tydzień wcześniej do południowej Kalifornii z Alabamy. Morderca celowo rozłożył mu nogi, aby podkreślić odcięte genitalia i wciśniętą na sześć cali do odbytu gałąź drzewa.
          Trzy tygodnie później, 18-letni żołnierz piechoty morskiej, Roger Dickerson, był ostatni raz widziany żywy w barze w San Clemente. Powiedział wówczas swoim znajomym, że udało mu się złapać okazję do Los Angeles. Nie podał im jednak nazwiska kierowcy, który później najprawdopodobniej zgwałcił go analnie i udusił. Na jego ciele pozostawił ślady ugryzień, a nagie zwłoki Dickersona porzucił w pobliżu pola golfowego w Laguna Beach.
          W drodze na lodowisko w Long Beach, 3 stycznia 1975 roku, zaginął 17-letni uczeń szkoły średniej, John Leras. Chłopak chciał wypróbować łyżwy, które otrzymał w prezencie na Boże Narodzenie.
          Następnego dnia natrafiono na jego zwłoki, pływające w wodzie na plaży Sunset Beach. Z odbytu wystawał mu drewniany słupek. Chłopaka związano, a następnie uduszono. W jego organizmie stwierdzono dużą zawartość alkoholu.
          Na piasku, pomiędzy parkingiem a brzegiem wody, zauważono odciski dwóch par stóp, co oznaczało, że ciało ofiary musiało wlec tamtędy dwóch sprawców.
          Powiększająca się liczba ofiar zmobilizowała w końcu do działania detektywów z kilku jurysdykcji. Spotkali się 24 stycznia 1975 roku w Santa Ana, aby utworzyć grupę zadaniową. W spotkaniu tym wzięli udział funkcjonariusze biur szeryfa z hrabstw Orange, Imperial i San Bernardino, jak również przedstawiciele policji z Los Angeles, Long Beach, Seal Beach, Irvine oraz Huntington Beach.
          Ściągnięto także do pomocy profilera z Wydziału Badania Zachowań Akademii FBI w Quantico, specjalnego oficera śledczego z biura prokuratora generalnego stanu Kalifornia i kilku sądowych psychologów. Porównano wtedy poszczególne morderstwa, ale nikt ze zgromadzonych nie zaproponował żadnych istotnych wskazówek, potrzebnych do ujęcia sprawcy tych przerażających zbrodni.
      • madohora Zuchwały napad w Szamotułach 1935 13.06.14, 20:31
        Zuchwały napad w Szamotułach 1935

        - Szamotuły. Zuchwały napad rabunkowy na ulicy. Wielkie wrażenie wywołała w mieście
        wiadomość o zuchwałym napadzie rabunkowym, dokonanym we wczesnych godzinach wieczornych na stosunkowo ruchliwej ulicy, w samem centrum miasta. Janina Kuleszówna, zam. w Szamotułach przy ul. Kościelnej, zamknąwszy skład żelaza, mieszczący się przy rynku i zabrawszy całodzienny dochód ze sprzedaży - wracała krótko po godzinie siódmej do swego mieszkania. Pieniądze w kwocie 479 zj, miała umieszczone, jak zwykle, w matem pudełku. Kiedy Kuleszówna znalazła się tuż przy kamienicy, w której zamieszkuje, podbiegł do
        niej nagle jakiś nieznany mężczyzna i wydarł jej pudełko z całą zawartością. Zanim zdenerwowana kobieta zdołała wezwać pomocy przechodniów - zbiegł ulicą Kościelną, Kapłańską do Parku Sobieskiego, poczem znikł na pobliskich polach. Zarządzony przez policję pościg nie dał narazie rezultatu. Istnieje przypuszczenie, że zuchwały rabuś przyjechał specjalnie do Szamotuł w celach rabunkowych i upatrzył sobie stosowną chwilę, aby wykonać swój zamiar.

        Orędownik 1935 rok
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 13.06.14, 20:44
        Całe miasto w poszukiwaniu mordercy

        Berlin, 21.11- W związku z dochodzeniami w sprawie tajemniczych mordów w Dusseldorfie aresztowano po raz trzeci konfidenta policji Jerzego Kocha. Podobnie poprzednie dwa razy i teraz po przesłuchaniu wypuszczono go na wolność z braku dowodów obciążających. Poza tem policja kryminalna aresztowała pewnego umysłowo chorego, który opowiadał że kontynuował będzie morderstwa nadal aczkolwiek jak się okazało z poprzednimi zbrodniami nie ma nic wspólnego. Władze bezpieczeństwa w dalszym ciągu otrzymują masowo anonimowe listy, których autorzy oskarżają się o zbrodnie lub wskazują miejsca w których rzekomo mają być ukryte zwłoki. Kursują również po mieście anonimowe utwory literackie, które przypisują mordercy. O psychozie w jakiej żyje miasto świadczy również fakt, że zwabieni nagrodą 15 000 marek gromady niedorostków i starszych włóczą się po kafeteriach miasta z laskami zakończonymi w długie ostrza, które w całych połaciach wbijają systematycznie w ziemię w poszukiwaniu trupów. W barach, lokalach nocnych i kabaretach Dusseldorfu pojawiają się dwaj agenci policji z lalką przedstawiającą zamordowaną 31 letnią służącą Idę Reuter. Agenci ustawiają lalkę na podium i zapytują zebranych czy ktoś nie widział jej w krytycznym dniu zbrodni. Następnie zabierają lalkę i udają się do następnego lokalu. Gdzie tylko się pojawią milkną tony orkiestry i grobowa cisza wita i żegna ponurą deputację

        Polska Zachodnia 21.11.1929
      • madohora Z sali sądowej - z oskarżenia prywatnego 19.06.14, 18:18
        7 kwietnia 1926 roku trzecia Izba Sądu Okręgowego w Szopienicach rozpatrywała sprawę prywatną z oskarżenia p. Skopka właściciela hurtowni tytoniowej w Szopienicach kontra panu anowskiemu sekretarzowi Związku Powstańców o zniewagę. Na zebrania delegatów Związku Powstańców na pow. Katowice, które odbyło się 12 października 1924 roku w Katowicach, gdzie omawiano sprawę opodatkowania dobrowolnego właścicieli hurtowni tytoniowych na rzecz wdów i sierot po powstańcach, miał podobno oskarżony Manowski wyrazić się o p. Skopku, że jest złodziejem, paskarzem i wyzyskiwaczem. Obrażony tym p. Skopek wniósł skargę do sądu o ukaranie Manowskiego za oszczerstwa. Na pierwszej oskarżony Manowski prosił o powołanie świadków na dowód prawdy. Na rozprawie ze stromy Manowskiego zeznają, że rzeczywiście oskarżyciel Skopek jeździł przed plebiscytem na Górnym Śląsku do Warszawy gdzie miał sprzedać tajne akta za sumę około 20 000 marek niemieckich, gdy tymczasem jego samego wykupienie tych akt niemieckich kosztowało około 6 000 marek. Gdy wykryło się, że akta są sfałszowane p. Skopa zaaresztowano i osądzono w więzieniu z którego udało mu się po kilku miesiącach zbiec, że po powrocie na Górny Śląsk miał podobno napisać pamiętnik z wrażeń z więzienia i następnie grożąc, że ogłosi pamiętnik gdzie omawiano opłakane ówcześnie stosunki w więzieniach polskich, jeżeli mu nie wypłacą odszkodowania za odsiedziane więzienie, otrzymał 40 000 marek z Komisariatu Plebiscytowego w Katowicach. Co się tyczy opodatkowania na rzecz wdów i sierot, to na zebraniach uchwalono i hurtownicy się byli zgodzili, że będą pewien procent płacić na ten cel, jednak p. Skopek nie zastosował się do tego zaś pieczątkę miał przybitą na legitymacji zaświadczającej, że należy do miejscowej grupy powstańców lecz prezes tej grupy nic o tym nie wiedział. Następnie przesłuchano świadków ze strony oskarżyciela, który jednogłośnie stwierdzają zasługi oskarżyciela Skopka, położone na rzecz polskości Górnego Śląska jeszcze przed powstaniami. I że podczas pierwszego powstania p. Skopek głównie przyczynił się do zdobycia Szopienic, żę p. Skopek nie mógł wiedzieć, że akta które udało się dzięki przekupstwu urzędników niemieckich dostać były sfałszowane. Że p. Skopek sam nie żądał odszkodowania za to, że siedział w więzieniu lecz że miejscowi obywatele widząc zupełną jego ruinę sami udali się do Komisariatu Plebiscytowego w Bytomiu z prośbą aby mu wypłacono jakiekolwiek odszkodowanie i że pieczątki wcale nie skradł tylko legitymację mu wystawił sam sekretarz związku i przybił pieczątkę bo miał do tego prawo. Na zakończenie oskarżyciel p. Skopek prosi o sąd o ukaranie oskarżonego lecz surowej kary dla niego nie żąda. Chodzi mu głównie o zrehabilitowanie się, gdyż sprawa ciągnie się już drugi rok i chce gdy publiczność nareszcie dowiedziała się że zarzuty czynione mu przez nieprzyjaciół są bezpodstawne i że jest on zupełnie niewinnym. Sąd po naradzie zniósł wyrok pierwszej instancji, uniewinniający oskarżonego Manowskiego i skazał go za zniewagę na 50 zł grzywny, w razie niezapłacenia na 5 dni więzienia, motywując swój wyrok tym, że oskarżony rzeczywiście wyraził się na zebraniu o p. Skopku tak, że należało to uznać za obrazę, gdyż rozprawa wykazała iż wszelkie zarzuty, stawiane przeciw p. Skopkowi były niesłuszne. Zarazem upoważnia się oskarżyciela ogłosić mniejszy wyrok w ciągu 30 dni na koszt oskarżonego w gazecie "Polonia"

        Polonia Nr 97/1926
        • madohora Druga sprawa p. Skopka 28.06.14, 23:13
          4 czerwca 1926 roku w Sądzie Powiatowym w Katowicach rozpatrywana był sprawa prywatna Augusta Skopka, właściciela hurtowni w Szopienicach contra Rudolf Kornke, były odpowiedzialny redaktor czasopisma "Polska Zachodnia" oskarżony o znieważenie. W numerze 4 czasopisma Polska Zachodnia z grudnia 1925 roku wydrukowania została rezolucja uchwalona na zebraniu Powstańców grupa Szopienice 22 listopada 1925 roku w której rezolucji nazwano oskarżyciela prywatnego "zdrajcą" i żądano aby Urząd Skarbowy odebrał mu prawo na prowadzenie hurtowni tytoniowej. Na rozprawie oskarżony tłumaczy się że swego czasu zarzucano p. Skopkowi różne przestępstwa i dlatego wcale się nie dziwił takiej uchwale na zebraniu Powstańców. Uważa, że wyraz "zdrajca" jest bardzo ciężkim zarzutem nie bardzo często używanym u nas na Śląsku. Artykuł umieścił w pełnej wierze że zarzuty stawiane p. Skopkowi są prawdziwe. Sąd po naradzie uznał oskarżonego winnym popełnienia zniewagi i skazał go na zapłacenie grzywny w wysokości 20 zł a w razie niezapłacenia na 4 dni więzienia i koszty sądowe. Oprócz tego oskarżyciel prywatny ma prawo w ciągu 14 dni ogłosić niniejszy wyrok jednorazowo w czasopismach Polonia i Polska Zachodnia na koszt oskarżonego

          Polonia Nr 153/1926
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 19.06.14, 20:56
        CHORZÓW, AKTORZY ODTWORZĄ AUTENTYCZNE SPORY SĄDOWE SPRZED WIEKÓW - Dziennik Zachodni - 19.06.2014
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 25.06.18, 18:41
          W Krakowie przy Smoczej Jamie pewna Ukrainka proponowała za odpłatnością zrobić sobie zdjęcie z malowanymi ptakami, rzekomo tajlandzkimi gołębiami. Po zbadaniu sprawy okazało się, że są to zwykłe gołębie pomalowane kolorowymi barwnikami. Teraz oprócz innych kar pomysłowej bizneswomen grozi jeszcze kara za znęcanie się nad zwierzętami.
      • madohora Janów, za fałszowanie dokumentów 21.06.14, 23:11
        Trzecia Izba Karna Sądu w Katowicach rozpatrywała sprawę Aleksandra C. i Emila H* z Janowa, oskarżonych o fałszowanie dokumentów. Mianowicie w Kasie Pogrzebowej przy kopalni Gieschego w Nikiszowcu wykryto w ubiegłym roku nadużycia. Po zbadaniu ksiąg wyjaśniło się, że niektóre osoby pobrały w ciągu krótkiego czasu kilka razy zapomogę za rzekome pogrzeby. Tymczasem okazało się że albo w ogóle nikt nie umarł lub umarła tylko jedna osoba. Nadużycia działy się z tego powodu, że niektórzy z radców załogowych mających prawo na wystawienie kartek dla robotników, którzy potrzebują zapomogi z powodu śmierci kogoś z rodziny nadużywali tego prawa i wystawiali kilkakrotnie takie kartki jednej i tej samej osobie a z uzyskanych takim sposobem pieniędzy część dawali osobie interesowanej a resztę przywłaszczali sobie. Nadużywali tego jak wykazała rewizja Aleksander C., Emil H, i niejaki C, który widząc że sprawa się wydała zbiegł za granicę. Na rozprawie oskarżony Aleksander C. nie przyznaje się do winy i twierdzi, że wszystkie podpisy umieszczone na kartkach jego podpisy są sfałszowane, przeciwnie on sam jako były przewodniczący rady załogowej pierwszy zwrócił uwagę przewodniczącego Kasy Zapomogowej że dzieją się jakieś nadużycia. Oskarżony H. przyznaje się do winy tylko w czterech wypadkach. Co do innych wypadków twierdzi, że podpisy jego są sfałszowane. Czyn popełnił z nędzy, gdyż jest obarczony liczną rodziną. Sąd po naradzie uwolnił oskarżonego Aleksandra C. z powodu braku dowodów jego winy, natomiast oskarżonego H. uznał winnym popełnienia występku fałszowania dokumentów prywatnych i skazał go na 2 miesiące więzienia, wliczając mu w to areszt śledczy. Jako okoliczności łagodzące przyjęto że oskarżony przyznał się do winy i dotąd nie był karany i że czyn popełnił z nędzy.

        Polonia Nr 111/1926
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 21.06.14, 23:19
        Następnie rozpatrywano sprawę Andrzeja K* z Szopienic oskarżonego o fałszowanie dokumentów. Oskarżony w 1925 roku sfałszował kilka kartek na otrzymanie węgla z kopalni na nazwiska nie istniejących osób i sprzedawał je innym potrzebującym węgla. W ogóle za sprzedane kartki zebrał 37 zł, resztę miał otrzymać po otrzymaniu przez kupujących węgla z kopalni. Tymczasem na kopalni wyjaśniło się, że kartki są sfałszowane. Na rozprawie oskarżony przyznaje się do winy i tłumaczy tym, że był bez pracy, żadnego wsparcia nie dostawał i aby zdobyć pieniądze na utrzymanie wpadł na pomysł fałszowania kartek węglowych. Sąd po naradzie uznał oskarżonego winnym fałszowania dokumentów prywatnych i skazał go na 6 miesięcy więzienia z tego powodu, że oskarżony już był kilkakrotnie karany. Jako okoliczności łagodzące przyjęto że oskarżony przyznał się do winy i że działał z nędzy

        Polonia Nr 111/1926



        *W owym czasie podawano pełne nazwiska oskarżonych, nie podaję bo na pewno żyje jeszcze jakaś rodzina...
      • madohora Trzy ofiary I wojny - bez procesu, bo oskarżony 28.06.14, 18:17
        Zamieszkała w Kielcach Agnieszka P mając lat 19 poślubiła Józefa P, który w 1904 roku został wzięty do wojska i od tego czasu nie dawał znaku życia. P. na zasadzie otrzymanych drogą uboczną wieści zaczęła uważać się za wdowę więc kiedy poznała 24-letniego robotnika Stanisława P. którego pokochała a tan odpłacił jej wzajemnością. Nagle jak piorun z jasnego nieba spadła na nich wiadomość, że pierwszy mąż żyje i pracuje w Warszawie co stwierdził następnie własnoręczny list "nieboszczyka" z zawiadomieniem że wkrótce powróci do żony. Zdesperowany P. nie wiedział co począć. Zrozpaczony grożącą mu utratą kobiety którą kochał przeszedł do Agnieszki P gdy ta była sama w domu i wystrzelił do niej z rewolweru raniąc ją śmiertelnie a następnie drugim strzałem pozbawił się życia. Przybyły wkrótce mąż zastał już tylko zwłoki Agnieszki P. która po kilku godzinach zmarła w szpitalu.

        Polonia Nr 142/1926
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 28.06.14, 21:24
        Właśnie oglądam program "Kobiety, które niosły śmierć" i wydawać by się mogło że to dzieje się ...gdzieś tam. I nagle w tym samym momencie natrafiam na taki artykuł z 1926 roku, tragedia rozegrała się dwa lata wcześniej na Załęskiej Hałdzie.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 28.06.14, 21:39
        Przypadkowym zbiegiem okoliczności wykryta zbrodnia w Załęskiej Hałdzie dokonana przed czterema laty zatacza coraz sensacyjniejsze kręgi. Główna bohaterka dramatu rodzinnego Maria Kusiowa w przystępie szczerości czy też z chęci zaszkodzenia całej rodzinie opowiada, że w dokonaniu zbrodni pomagała jej córka a podobno nawet jakiś nieletni kuzyn. W dalszym ciągu wspomina o zamordowaniu przez córkę dwojga nieślubnych dzieci. Czy zarzuty te bardzo obciążające córkę Kusia z pierwszego małżeństwa polegają na prawdzie stwierdzi przeprowadzone dochodzenie policyjne. Dotychczas policja natrafiła na zwłoki zamordowanego męża Kusiowej w miejscu wskazanym przez morderczynię. Poszukiwania rozpoczęto w poniedziałek 31 maja o godzinie 5-tej po południu w asystencji lekarzy powiatowego i sądowego oraz władz. Po 15 minutach kopania na głębokości pół metra kopacze natrafili na nogi zamordowanego a następnie na cały korpus ludzki nadszarpnięty zębem czasu. Stosunkowo najlepiej zachowała się głowa i klatka lewej piersi. W każdym razie ustalono że zamordowany otrzymał jeden lub więcej ciosów w głowę na co wskazują rany nad prawym uchem i okiem. Wybita również została szczęka. W całej tej sprawie wszystkich którzy mieli sposobność bliżej się z nią poznać niezmiernie dziwi i oburza zachowanie się Kusiowej, która nie tylko że nie zdradza żadnej skruchy ale tak jak ze spokojem opowiadała sąsiadkom przez cztery lata, że mąż jej porzucił tak obecnie z najmniejszym spokojem opowiada szczegóły zbrodni przy czym obciążą i córkę. Kusiowa miała zeznać, że w obawie aby zbrodnia nie została wykryta po jej wyprowadzeniu się z budynku co miało nastąpić w tych dniach chcąc przyspieszyć proces rozkładu ciała zamordowanego męża codziennie podlewała miejsce w którym spoczęły zwłoki męża - gnojówką. Władze w dalszym ciągu przeprowadzają śledztwo, które zatacza coraz szersze kręgi.

        Polonia Nr 150/1926
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 28.06.14, 21:39
          Jak widać my też mieliśmy w naszej historii "kobiety, które niosły śmierć"...
      • madohora Fałszywy pustelnik - 1926 02.07.14, 21:56
        Dnia 23 czerwca 1926 roku I Izba Karna w Król Hucie rozpatrywała sprawę dawniejszego felczera Jana Majcherczyka oskarżonego o oszustwa, posiadanie fałszywych zaświadczeń i przywłaszczenia nie przysługujących mu tytułów. Akt oskarżenia jest bardzo obszerny. Wynika z niego, że oskarżony już za czasów niemieckich karany za oszustwa i kradzież i że poszukują go sądy w Krakowie, Częstochowie i Katowicach oraz władze wojskowe za dezercję. Oskarżony w środę po Zielonych Światkach przybył w habicie zakonnika względnie pustelnika do państwa Chowańskich, dzierżawców restauracji w Brzezinkach. Tam opowiedział że jest zakonnikiem i mieszka jako pustelnik w lesie, że z powodu postu zaniemógł i przyszedł na Śląsk by się wyleczyć z rany. Poza tem opowiadał że ze strony swej matki jest krewnym hr. Potockiego dalej że z domu jest bardzo bogatym, że jest właścicielem browaru ks. Pszczyńskieg i ma większe dobra w pow. Pszczyńskim. Podał także że jest kandydatem na biskupa krakowskiego. Miał przy sobie papiery kościelne z podpisami i pieczątkami, które wystawił jak się okazało pewien organista w Pyszkowicach. Pustelnik zyskał zaufanie Chowańskich jednak zdziwiło ich to że za dużo używa piwa i wódki. Na pytanie odpowiedział że dostał na to pozwolenie od biskupa. W trzecim dniu oszust udał się do Katowic i oznajmił że idzie po pieniądze na kolej do proboszcza w Brzezinach. P. Chowaniec nie dowierzał jednak i poszedł za nim, gdy zauważył że oskarżony wcale na plebanię nie idzie wezwał policję, która zajęła się "pustelnikiem" poznając w nim dotąd poszukiwanego oszusta. Sąd skazał rzekomego pustelnika na 10 miesięcy więzienia i 6 tygodni aresztu. Oskarżony wyrok przyjął.

        Polonia Nr 173/1926
      • madohora Dopuścił się wykoczenia - z radości;) 06.07.14, 19:54
        Czy można kogoś sądzić i skazać za przestępstwo popełnione z radości? Jak się okazje można, wówczas gdy “radość jest zbyt wielka”. Tak stało się w maju 1926 roku - W sądzie powiatowym w Katowicach rozpatrywano sprawę Franciszka Z. Z Mysłowic oskarżonego o ciężki wybryk i zniewagę. Nie każdy w obecnych casach cieszy się z tego że mu się rodzina powiększyła ale są jednak ludzie którym to sprawia wielką radość. Oskarżony Franciszek mając już troje dzieci gdy mu żona powiła czwarte tak się ucieszył, że tego dnia cały dzień pił i ocknął się na komisariacie policji. Pił tak że zapomniał o żonie i nowo narodzonym dziecku do tego stopnia, że gdy go rano posłano do apteki po jakieś lekarstwo znalazł się na dworcu w Bogucichach już dobrze podchmielony, gdzie zaczął urągać na różne sprawy. Gdy do niego podszedł posterunkowy policji i chciał go uspokoić oskarżony stoczył z nim zaciekłą walkę i uspokoił się dopiero gdy mu założono kajdanki uspokoił się i zaczął prosić aby go wypuszczono gdyż ma czworo dzieci i chorą żonę w domu. Na rozprawie sądowej tłumaczył się że był zupełnie pijany i nie wiedział co robi. Sąd skazał go na 8 dni więzienia i 3 dni aresztu. Jako okoliczność łagodzącą przyjęto, że oskarżony do tej pory nie był karany.

        Polonia 1926 rok
      • madohora Nie lituj się nad bliźnim 06.07.14, 19:55
        Z litości. Sąd powiatowy w Katowicach rozpatrywał sprawę Anny J. Z Katowic i Marii S. Z Dąbrówki Małej oskarżonych o kradzież. Pewnego jesiennego, zimnego wieczora niejaki p. G.R z Katowic spotkał obydwie oskarżone na ulicy zmarznięte i zmoknięte do suchej nitki. Litując się nad zbiedzonymi zaprosił je do swojego mieszakania by się trochę ogrzały. Jakież zdziwienie i oburzenie ogarnęło wspaniałomyślnego dobroczyńcę gdy na drugi dzień przekonał się, że obie tak litościwie przujęte przez niego osoby zabrały mmu widocznie z większości z zamkniętej na klucz walizki całe jego oszczędności. Sprawą zajęła się policja i ostatecznie obie oskarżone znalazły się przed sądem. Po naradzie sąd skazał je po3 miesiące więzienia.

        Polonia 1926
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 06.07.14, 19:56
        Sto lat temu tak samo jak dziś - Pomysłowy narzeczony

        W teraźniejszych ciężkich czasach bezrobocia kiedy nędza i głód zagląda do każdej rodziny, której członkowie pozostają nagle bez pracy kiedy tysiące rodzin wegetuje tylko z otrzymywanych zapomóg są jednak ludzie, którzy nie pracując nie tylko że nie szukają pracy ale przeciwnie unikają jej jak najstaranniej gdyż żyją sobie dostatnio z pracy innych. Trzeba mieć tylko trochę sprytu, pewności i bezczelności. W ubiegłym roku na przykład niejaki Jan.B z Katowic zdobywał gotówkę w taki sposób. Mająć próżne pudełko od maszyny do pisania udał się do znajomego kupca, niejakiego pana P. z Katowic i oświadczył mu, że koniecznie potrzebuje 100 zł na tydzień a w zastaw oddaje swoją maszynę do pisania (Dzisiaj kupiec by to sprawdził jednak kiedyś ludzie mieli większe zaufanie do siebie,M). Maszyna jest więcej warta. Łatowierny kupiec dał potrzebującemu 100 złotych i wziął w zastaw maszynę. Gdy jednak minął czasi i dłużnik pieniędzy mu nie zwracał musiał się zwrócić do komornika aby zlicytował maszynę. I tu dopiero wyjaśniło się że zamiast maszyny kupiec dostał tylko pudełko od maszyny. Sprawa oparła się o sąd, przyczym wyjaśniło się że pomysłowy B. “nabrał” już pewnego kupca z Nowej Wsi u którego pożyczył 1200 złotych dajac mu jako gwarancję fortepian, który stał u niego w domu. Gdy jednak i ta sprawa oparła się o komornika sądowego okazało się że fortepian jest już dawno sprzedany u był własnością jego matki. Na rozprawie oskarżony przyznaje się że....potrzebował gotówki, gdyż w tym czasie miał się żenić.
        Sąd skazał go na zapłacenie grzywny w kwocie 600 zł a w razie niezapłacenia na dwa miesiące więzienia uwzględniając okoliczności łagodzące że dotąd nie był karany.

        Polonia 1926
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 06.07.14, 19:56
        Sąd Powiatowy w Katowicach rozpatrywał sprawę Goldsztelna właściciela składu wódek w Katowicach oskarżonego o sprzedaż fałszowanego koniaku zawierajacego barwnik smołowy. Według ustawy niemieckiej obowiązującej dotąd na Górnym Śląsku prawdziwy koniak nie może zawierać żadnych innych dodatków, nawet nieszkodliwych dla zdrowia. Na rozprawie oskarżony tłumaczył się tym że wódki sprowadza z Bielska ze znanej firmy “Wyskok”, sam wódek nie wyrabia i dlatego też nie odpowiada za wyrób wódek. Sąd jednak stanął na innym stanowisku i skazał go na 3 miesiące więzienia i zapłacenie grzywny w kwocie 1000 zł. Oprócz tego wyrok niniejszy ma być ogłoszony w Polonii i Oberschlesicher Kurier na koszt oskarżonego

        Polonia 1926
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.07.14, 20:18
        Ta ma szanse niebawem stać się dość znana. Mąż truł żonę trutką na szczury
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.07.14, 20:18
        MĄŻ PODSYPYWAŁ ŻONIE DO PAPIEROSÓW TRUTKĘ NA SZCZURY - Fakt - 08.07.2014
      • madohora Dziewczyna z kluczem od domu 21.07.14, 00:19
        Dziewczyna z kluczem od domu

        W tych dniach odbył się w Londynie ciekawy proces jako epilog artykułu dziennikarskiego. W kwietniu ub, roku (chodzi o rok 1925) zamordowano pewnej nocy na jednej z ulic londyńskich dziewczynę 16-letnią. Jedno z pism angielskich John Bull zamieściło z tego powodu artykuł potępiający zbyt wielką swobodę jaką cieszy się obecnie młodzież żeńska. Artykuł zaopatrzony był w nagłówek "Dziewczyna z kluczem od domu" i zawierał następujący zwrot "Dziś powierzamy dziewczynie 16-letniej klucz od domu i nie pytamy jej wcale gdzie była, jeśli wraca o godzinie 2 w nocy do domu. Spychamy te dzieci do kanału i nie pytamy co z nich będzie. Takimi słowami uczuł się obrażony opiekun zamordowanej dziewczyny i wniósł skargę przeciw wydawcy pisma o oszczerstwo, oceniając szkodę jaką poniósł na honorze na 750 funtów szterlingów. Wydawca postawił w czasie przewodu sądowego kilka następujących pytań sędziemu:
        - Czy pan nie uważa że współczesne dziewczęta cieszą się wielką wolnością której nadużywają.
        - Obawiam się że tak - odpowiedział sędzia.
        - Czy pan nie sądzi, że zaznacza się dziś tendencja do wydrwiwania staromodnej matki?
        - Być może - przyznał zrezygnowany przewodniczący rozprawy.
        Jakkolwiek sędzia przyznał na ogół słuszność wydawcy uznał jednak z drugiej strony oszczerstwo za rzecz udowodnioną w wypadku poszczególnym i skazał wydawcę na zapłacenie 750 funtów.

        Polonia Nr 22/1926 rok
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 21.07.14, 09:52
        OBRAZKI ZE WSI CHORZÓW - Radio Katowice
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 10.08.14, 22:42
        Z miłości postrzelił narzeczoną, przyszłą teściową a w końcu odebrał sobie życie

        Świętochłowice poruszone zostały w ubiegłą niedzielę strasznym wypadkiem, którego epilog był wprost tragiczny. Rano o godzinie 9-tej 23 letni Franciszek Mazur przybył jak zwykle do mieszkania swojej narzeczonej Marii Frohlich. Między nim a przyszłą teściową powstała sprzeczka w trakcie której Mazur wyjął pistolet i oddał kilka strzałów do narzeczonej Marii i do jej matki, raniąc ją niezbyt ciężko. Przypuszczając, że obie kobiety zabił sprawca zbiegł. Przez cały dzień policja śledziła za zbrodniarzem. Dopiero wieczorem Mazur powrócił do domu. Do wkraczających do mieszkania funkcjonariuszy Mazur oddał kilka strzałów a widząc, że nie ma możliwości ucieczki strzelił do siebie. Strzał był celny i Mazur pozbawił się życia.
      • madohora Taksówka nr 11 10.08.14, 22:50
        Krwawa tajemnica taksówki nr 11

        Tajemnicze morderstwo popełnione przez nieznanych osobników na szoferze Sieroniu, kierowcy taksówki śląskiej nr 11 wywołało zrozumiałe zainteresowanie zarówno wśród społeczeństwa katowickiego jak i zagłębiowskiego. Władzie śledcze przez całe trzy dni prowadziły energiczne śledztwo, które zatoczyło szerokie kręgi i zdołało doprowadzić do pozytywnych wyników. Policja jest na tropie sprawców zbrodni i schwytanie ich jest kwestią kilku godzin. Jak wskazało śledztwo Sieronia zamordowano w nocy z 30 na 31 grudnia 1926 roku o godzinie 12 mniej więcej. Zbrodniarze zwabili go na tylne siedzenie auta u strzelili do niego z rewolweru, co spowodowało krwotok wewnętrzny skutkiem którego nastąpiła śmierć. Ofiara morderców jak stwierdził doktor żyła jeszcze godzinę i sama wyszła z auta, lecz po przejściu 15 kroków padła z wycieńczenia na ziemię. Na czole Sieronia znaleziono bardzo dużo sińców. Szczególniej poturbowano mu głowę i twarz, które były pełne sińców tak okropnych iż z trudem rozeznać można było rysy twarzy. Bliższych szczegółów morderstwa jak i nazwisk sprawców jego ze względu na toczące się śledztwo na razie nie podajemy

        Polonia Nr 2/1927
      • madohora Wczoraj i ...w 1927 roku 14.08.14, 10:31
        Nie wiem czy słyszeliście, że ktoś podkopał się pod bank za nic w filmie Vabank. Jak widać pomysł nie jest całkiem nowy, bo już w 1927 roku takie rzeczy miały miejsce. Czyżby stara, dobra szkoła?
        • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 14.08.14, 10:40
          Międzynarodowy kasiarz Szewczyk aresztowany w Piotrowicach na granicy Czechosłowackiej jako podejrzany o współudział we włamaniu do banku dyskontowego w Warszawie

          W sprawie podkopu i włamania do skarbca Banku Dyskontowego w Warszawie dokonano nowych aresztowań. Z miejscowości granicznej Piotrowice na drodze do Czechosłowacji doszła wiadomość iż schwytano tam dwu kasiarzy warszawskich Stanisława Szewczyka i Mariana Danielewskiego w czasie usiłowania przekradzenia się przez granicę. Przy Szewczyku znaleziono kilkadziesiąt tysięcy złotych w walucie polskiej i zagranicznej. Obu zatrzymano do dyspozycji policji. Aresztowanie Szewczyka posiada dla sprawy wykrycia sprawców podkopu pierwszorzędne znaczenie. Jest to znany kasiarz międzynarodowy, specjalista roboty podkopowej. Za liczne wyprawy kasiarskie we wszystkich niemal krajach Europy odsiadywał już więzienie w Niemczech, Austrii i Francji. Bezpośrednio po wykryciu podkopu kierownicy policji śledczej orzekli, iż jest to robota Szewczyka. Sprytnego kasiarza nie było już wtedy w Warszawie. Władze prowadzący śledztwo nie są jednak skłonne do przypuszczeń iż Szewczyk był jedynym twórcą i wykonawcą niezwykłego przedsięwzięcia. Po nazwiskiem Markowicza ukrywa się zdaniem władz śledczych wyrafinowany włamywacz cudzoziemiec.

          Polonia Nr 3/1927
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 26.08.18, 21:18
            Zabójstwo Alicji F. z Rybnika. Oskarżony kolega dziewczyny

            3 lutego 2018 roku rybniccy policjanci zostali wezwani na miejsce znalezienia zwłok młodej kobiety. Ciało było ukryte w rejonie ulicy Łokietka, tuż obok jednego z garaży. Skierowano tam natychmiast ekipę dochodzeniowo-śledczą, która pod okiem prokuratora, zabezpieczyła ślady. Na miejsce wezwano również przewodnika z psem tropiącym. Wstępne ustalenia wskazywały na to, że kobieta padła ofiarą przestępstwa - prawdopodobnie została uduszona. Oprócz policjantów z Rybnika, w sprawę zaangażowali się kryminalni z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. W kręgu podejrzewanych o zabójstwo 17-latki znalazło się kilku mężczyzn, którzy w nocy z piątku na sobotę - w jednym z rybnickich klubów - towarzyszyli nastolatce. Po kilkunastu godzinach pracy, krąg tych osób znacznie się zmniejszył i wszystko wskazywało na to, że dziewczyna wyszła z lokalu w centrum miasta w towarzystwie 20-letniego mieszkańca Rybnika Adriana P.. W niedzielę w południe policjanci zapukali do drzwi mieszkania, w którym mężczyzna przebywał. Zatrzymali go oraz zabezpieczyli ubrania, które mógł mieć na sobie tragicznej nocy. W lipcu Prokuratura Rejonowa w Rybniku zakończyła trwające od lutego śledztwo. Akt oskarżenia w tej sprawie przeciwko Adrianowi P. został skierowany do Sądu Okręgowego w Gliwicach (Wydziału Zamiejscowego w Rybniku). Mężczyzna jest oskarżony o zabójstwo
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 26.08.18, 21:21
            Tutaj taka ciekawostka. Do morderstwa doszło na drugi dzień po premierze kinowej filmu "Ja wampir"
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 26.08.18, 21:25
            Zabójstwo małżeństwa Sobańskich. Zwłoki odkopano po 14 latach. Mordercy zostali prawomocnie skazani

            Prokuratorskie śledztwo zakończyło się skierowaniem do sądu aktu oskarżenia przeciwko podejrzanym o zabójstwo (we wrześniu 2001 roku) małżeństwa Doroty i Zbigniewa Sobańskich. Roman C., Vladimirs A. i Piotr S. zostali oskarżeni o zabójstwo, natomiast Tobiasz W. i Bogdan G. odpowiadali za uprowadzenie. Śledztwo trwało od zaginięcia Sobańskich we wrześniu 2001 roku i było prowadzone pod kątem uprowadzenia. Przełom w sprawie nastąpił, gdy śledczy z materiału genetycznego znalezionego w samochodzie zaginionych wyodrębnili kod genetyczny nienależący do zaginionej dwójki. Tak dotarli do znanego policji mieszkańca gliwickich Łabęd, który wskazał miejsce morderstwa. Działał w porozumieniu z kolegami, którzy odsiadywali wyrok w związku z bestialską zbrodnią na młodych małżonkach z Łabęd, która wstrząsnęła całym regionem w 2004 roku. Wyrok w sprawie zabójstwa małżonków z Gliwic, których ciała znaleziono w 2015 roku w lesie w Rzeczycach koło Gliwic, zapadł 18 lipca 2017 roku. Zwłoki odkopano po 14 latach od brutalnej zbrodni.
            Roman C. i Vladimirs A. dostali dożywocie, a Piotr S. 12 lat za zabójstwo. Tobiasz W. i Bogdan G. usłyszeli wyrok 3 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności za uprowadzenie. Sędzia Adam Chodkiewicz z Sądu Okręgowego w Gliwicach podkreślał, że nie ma żadnych wątpliwości, że Dorota i Zbigniew Sobańscy zostali porwani, a następnie zamordowani i zakopani w lesie w Rzeczycach. Sąd Apelacyjny w Katowicach utrzymał ten wyrok w mocy.
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 26.08.18, 21:29
            Zabójstwo rodziny w Jastrzębiu-Zdroju. Dariusz P. skazany prawomocnie na dożywocie

            W grudniu 2017 roku 45-letni dziś Dariusz P. został skazany przez sąd pierwszej instancji na dożywocie za zabójstwo rodziny. Podpalił dom, w którym spała żona i pięcioro dzieci. Z pożaru uratował się tylko syn Wojciech. Dariusz P. odwołał się od skazującego wyroku i chciał uniewinnienia. Zarzut o podpalenie domu nazwał „fatalną hipotezą.”
            Sąd Apelacyjny w Katowicach utrzymał w mocy wyrok dożywocia dla Dariusza P. - Kara za podpalenie domu i zabicie rodziny nie mogła być inna - podkreślał sędzia Marek Charuza. - Szanuję ten wyrok, ale powiem szczerze, że jestem zawiedziony. Uważam, że ta sprawa nie została do końca wyjaśniona - komentował obrońca oskarżonego, mecenas Eugeniusz Krajcer. Dodał, że w tej sprawie „zapewne sporządzi kasację”.
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 26.08.18, 21:40
            Ostatnio prasa rozpisywała się na temat tej historii
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 28.08.18, 17:50
            Jak coś się dzieje to wszystko w Polsce
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 03.09.18, 15:09
            PIOTRUŚ ZOBACZYŁ MACOCHĘ I Z NERWÓW ZWYMIOTOWAŁ - Wyborcza - 03.09.2018
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 07.09.18, 12:55
            Wątek miał dotyczyć zbrodni tych "mniej znanych" a zrobił się galimatias z wszystkimi i znanymi i nie znanymi.
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 21.09.18, 19:59
            Dziwi mnie jeszcze jedno, ktoś kogo nie znam - pani przyznała się, że ani tego człowieka nie widziała ani nawet z nim nie rozmawiała przez telefon - i tak chętnie wyjęła pieniądze z konta/wzięła kredyt/zapożyczyła się - i nie zapaliła jej się czerwona lampka? Że coś jest nie tak. Tak bardzo wam potrzeba tej drugiej osoby, że nie jesteście w stanie sprawdzić, że to jakaś podpucha. A teraz ku przestrodze wszystkich pań pozwolę sobie przytoczyć artykuł z Detektywa. Ja was nie krytykuję, nie moralizuję, bo sama też mogę się dać nabrać. Ale na miłość boską - uważajcie.
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 26.09.18, 19:43
            NIE DAJ SIĘ NABRAĆ OSZUSTOM - NA WNUCZKA, NA POLICJANTA - Moje Katowice - 26.09.2018
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 01.10.18, 18:00
            KIESZONKOWIEC Z DWORCA PKS - Radio Piekary - 01.10.2018
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 11.10.18, 21:21
            MAŁŻEŃSTWO SZUKAŁO OPIEKUNKI DLA DZIECKA. KANDYDATKI BYŁY BRUTALNIE GWAŁCONE - Wyborcza - 11.10.2018
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 26.11.18, 18:16
            PRZEMOC DOMOWA A POLSKIE SĄDY - Radio Katowice - 26.11.2018
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 04.12.18, 13:35
            Do tej pory była cisza. Jak dziennikarz innego programu dokopał się do tragedii to zaraz się z tego robi sensację.
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 20.03.19, 21:23
            ZAMASKOWANI MĘŻCZYŹNI NAPADLI NA BANK W KATOWICACH - www.tvn24.pl - 20.03.2019
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 01.06.20, 23:58
            Jadący w przedostatnim wagonie nauczyciel, w Obornikach decyduje, że przesiądzie się bliżej początku składu. Wkrótce potem na nasypie kolejowym w okolicach ulicy Poznańskiej wagon, w którym dotychczas jechał ulega całkowitemu zniszczeniu.
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 02.06.20, 00:07
            Poznań.15grudniaogodz.7,25po­ciągosobowynr.1522,zdążającyzRo­goźnadoPoznaniazpowodusilnegomrozuizamarżniętychzwrotniczostałzatrzymanypodsygnałemnastacjiPo­znań.ZarazponimnadszedłpociągosobowyNr.4132,któryzpowodumgłyiuchodzącejzparowozuparyniezauwa­żyłstojącegopodsygnałempociągu.Maszynista,któryzauważyłpociągwostatniejchwilimimonadludzkichwy­siłkówzahamowaćpociąguniezdołał.Wskutekzderzeniawykoleiłysię3wa­gony,,zktórychdwastoczyłysiępod skarpękolejową,jedenzatrzymałsięna skarpie.Brankartwykoleiłsiętylkodwomakołami.Podczaskatastrofy5osób:JózefMakowski,FeliksTabaka,JuljaRuina,WojciechĆwicz1Anasta­zjiBocianzginęli.Pokatastrofiewsku­tekranzmarliwszpitaluWładysławRuina,WładysławLaskowski,Tabaka,MarjaLangeiJanŁydkowski.11osóbzostałociężkorannych,51odniosłora­nyikontuze.Namiejscewypadkuprzy­byłakomisjadyrekcyjna.Natychmiastzawezwanopogotowieratunkowe,któ­reudzieliłopierwszejpomocy.DalszeJ pomocyudzieliłlekarzkolejowynadworcuosobowymwPoznaniuorazwPrzychodnikolejowejwgmachuD.O.K.P.Dochodzeniawykazały,żewinęPonosinastawniczynastacjiJerzyce—WawrzyniakFranciszek,któregow ochodzeń.Zaznaczyćnależy,żewpół godzinypowypadkuwszyscyranniby­liulokowaniwszpitalachiopatrzeniPrzezlekarzy.Ogodz.10,30przywró­cononalinjinormalnyruch.Poznań.Wkrótcepoprzewiezieniudoszpitalazmarłytrzydalszeofiarykatastrofykolejowej.Dalsze4osobR3kVIII.Należytośćpocztowauiszczonaryczałtem,Wypożyczaniepismaasprzedawcyjestnadnfyclem.Katowice,sobota16-gogrudnia1933r.Cenapojedynczegoegzemplarza15Nr.347groszyRedaktornaczelny:EdwardRumun.Drukbig_grinrukarniaŚląską,Sp.zogr.odp.Katowice,Batorego21Kościuszki15,Telefon8781426 Redaktorodpowiedzialny:HesrylHa83SiREDAKCJA:ul.Moniuszkinr.10Telefonnr.303—Telefonredakcjinocnejnr.426ADMINISTRACJA:ul.Moniuszki10Telefon1698—P.K.0.Katowicenr.393551REPREZENTACJA:KrólewskaHutaulicaGimnazjalnanr.39—Telefonnr.608Abonamentmiesięczny:przezpocztęorazwadministracji*.#0złotezdoręczeniemdodomu.—Rękopisówniezwracasię.śmierciąimałajestnadziejajKilkapismwydałododatkinadzwyczaj-,ichprzyżyciu.Jakwyka-!ne,którepublicznośćrozchwytywała.walczązeutrzymaniaichzałośledztwowkatastrofiekolejowejzawiniłdróżnik,któryniedałsygnału.Okropnyobrazkatastrofy.Poznań.Strasznakatastrofakolejo­wawmieściePoznaniuwywołałaprzy-gnębiającewrażeniewcalemmieście.Prasapopołudniowaprzynosiszerego- pisówwstrząsającychscen,któresię rozgrywałyzarównonamiejscukata­strofyjakipóźniejwszpitalach.Zpod rozbitychwagonówdochodziłyjękirannvch,którychstrażacyztrudemwy­dobywali.Nieprzytomnychrannychkładanonanoszach1odnoszonododo-mówprywatnychidoprzychodni,gdzielekarzeprowadziliakcjeratunkową.Wstrząsającymbyłwidok,jakzpodroztrzaskanychwagonówwydobywałysieosobylżejranneiuciekałyprzedSiebie,byle.jaknajdalejodmiejscawy­padku.Miejscekatastrofyotoczonejestsilnymkordonempolicji.Wiadomość0katastrofie,którarozeszłasieszybkopomieścieściągnęłanaulicęPoznań­skąiprzyległetłumyosób,któremimosilnegomrozuoczekiwaływiadomości11szukałyznajomychikrewnych.Akcjęratunkowąprowadziłastrażpożarna.Utrudniałjąwwysokimstopniu15stop­niowymróz.Międzyrannymiznajduje'siekomendantP.W.wSzamotułach1kpiFurmanowicz,któregoumieszczonowszpitaluwojskowym
            Polska Azchodni 15.12.1933
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 02.06.20, 00:25
            Katastrofa z 1933

            iątkowakatastrofękole-jnieiprozbitychjowąmożnanazwaćnajwiększąkata­strofąkolejowąwPolsceijednąznaj­większychkatastrofświatawostatnichczasach.Wkatastrofiecałyszerego-sóbuniknęłośmierciwzględniekale­ctwacudownymsposobem.Gdypo­ciągzatrzymałsięnazwrotnicykilku­nastuuczniówuczęszczającychdoszkoływJeżycachwysiadłoipośpieszyłopieszo,unikającwtensposóbnakilkachwilprzedkatastrofastrasznegolosu.Szczególnewspółczuciebudziidsdzie­ciszkolnych.Wyjechałyonezdomurodzicówijechałyjakzwyklegwarnieiradośnie.Trojeznichzmarło10-ciorojestciężkorannych.Niektórewalcząześmiercią.NiezwykleciężkodotknąłlosrodzinęurzędnikakolejowegoRui­nę.Straciłażyciejednajegocóreczka7-letniaJulia,druga8-letniaZofiawal­czyześmiercią.NastoleoperacyjnymzmarłojciecWładysławRuji.a.Dru­żynykolejoweioddziałysaperówzaję­tebyłyPrzezcałepopołudnieusuwa wagonów.Gdyakcjadowieczoraniezostałaukończona,?montowanonanasypie2silnereflek­tory,przypomocyktórychusuwanoszczątkirozbitychwagonów.Częściwartościowe,jakpodwozie,klamki,ko­łaodłożonodowarsztatówkolejowych,pozostałeczęścidrewnianespalononamiejscu.Jeszczewsobotęranoakcjausuwaniatrwaławdalszymciągu.Namiejscukatastrofy,mimo.żeupłynęłyjuż24godzinygromadząsięcoraztonowetłumy,żywokomentująceprzy­czynyiprzebiegkatastrofyRozmiaryleisaolbrzymie.Liczbaofiarwynosi74osoby.Pogrzebemofiar:katastrofyzajęłasięDyrekcjaP.K.P.Pogrzebodbędziesięwewtorekwpołudniezkostnicyszpitalamiejskiego.Wciągudniawczorajszegokomisjąministerial­naprzyudzialedyrektoraP.K.P.prze­prowadziładokładnebadania,przy­czynkatastrofyizawiesiławczynno­ściachmaszynistępociągu,którynaje­chałnaPociąg,stojącypodsygnałem
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 02.06.20, 17:59
            https://lh3.googleusercontent.com/proxy/YySuRDks5Cpf6RqW_3A0aBzkOEBAs_zQY-PoLEueHXthhnWtP047uNLZ7zIiW859hfIGw4HCmtsy8r7-tkJFaIKuwWKnA1MarttFu2iVJDQqo8cGcLX7
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 02.06.20, 18:32
            GONIEC CZĘSTOCHOWSKI Nr 296 z 1933
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 02.06.20, 18:53
            Wszystkie drewniane wagony rozsypały się w miazgę, grzebiąc ludzi. Ciała przemieszczały się z walizkami, kawałkami drewna, odłamkami szyb pomiędzy rozsypanymi zabawkami i świątecznymi prezentami. Jedni oczekiwali na pomoc, inni szukali swoich bliskich. Ci, którzy byli najmniej ranni starali się pomagać innym. Szczególnie wyróżniał się pewien marynarz, jednak i on padł zemdlony z wycieńczenia. Upłynęło wiele czasu (1933 rok) zanim z pobliskich miasteczek dotarło pogotowie, policja, strażacy i ludzie chcący udzielać pomocy. Było ich jednak za mało. Brakowało aut, noszy, lekarzy a także miejsc w szpitalach. Zwrócono się o pomoc do Paryża. Jednak ta nie nadchodziła. Wypadek wydarzył się w odległości 25 km od Paryża o godzinie 19:50 jednak w Paryżu o wypadku nic oficjalnie nie wiedziano. W tym czasie odbywało się posiedzenie w Parlamencie Paryskim. O godzinie 22:00 - w dwie godziny po katastrofie rozeszła się wieść o wielkiej katastrofie kolejowej. Dziennikarze dopadli telefonów by dowiedzieć się co się stało, jednak otrzymywali odpowiedź, że wydarzył się "Mały wypadek"
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 02.06.20, 19:46
            Kwestię wypadku należy rozdzielić na dwie części. Po pierwsze, skoro katastrofa już miała miejsce i dowiedziano się o niej, dlaczego nie pospieszono z należytą pomocą, zatajając sprawę w ciągu długich godzin. Gdyby pomoc przysłano wcześniej, wielu ludzi mogło ocalić życie. W protokole ze szpitala w Lagny tak to zostało zapisane:
            Natychmiast po otrzymaniu informacji służba naszego szpitala powzięła odpowiednie kroki, w warunkach bardzo trudnych nie rozporządzając odpowiednimi informacjami o rozmiarze katastrofy. Doktor Halluin naczelny chirurg szpitala udał się natychmiast na miejsce, gdzie kierował badaniem ofiar. Zmarli zostali pozostawieni na miejscu i przygotowaniu do przewiezienia do Paryża. Lżej ranni również zostali opatrzeni i skierowani do przewozu do Paryża. Najciężej rannych przewieziono natychmiast do szpitala w Lagny, oddalonego o 3 km od miejsca katastrofy. O 21:00 ranni zostali opatrzeniu w szpitalu. O 21:30 trzydziestu rannych było już pielęgnowanych. O północy setka ofiar otrzymała pomoc lub przeszła operacje wykonane przez miejscowych lub wezwanych z okolic lekarzy.
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 11.06.20, 20:07
            W młodości Dillinger był wychowywany przez swoją siostrę do czasu, aż jego ojciec ożenił się ponownie 23 maja 1912 w hrabstwie Morgan z Elizabeth „Lizzie” Pola (1878–1933). Dillinger początkowo był zazdrosny i nie lubił swojej macochy. Jego ojciec i macocha mieli troje dzieci: Huberta Dillingera (ur. ok. 1913/14-1974), Doris M. Dillinger (1917–1921) oraz Frances Dillinger (ur. ok. 1922-2015).
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 11.07.20, 20:38
            Teraz już nic nie stoi na przeszkodzie by zrealizować szatański plan. Zbrodnia miała być dokonana z 4 na 5 lipca. Jurczykowa tę noc spędziła poza domem. Od początku planowania zbrodni ręce chciała mieć czyste. Sumieniem zbytnio się nie przejmowała. Całą noc wyobrażała sobie przebieg zbrodni. Kozioł wchodzi do sypialni, strzela do śpiącego, zmęczonego pracą męża. Wkłada pistolet w jego ręce. Na poduszce kładzie list adresowany do żony. A jak wszystko ucichnie ona będzie z młodym kochankiem.
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 13.07.20, 18:14
            Sąd nie przyjął tych wyjaśnień (nam, którzy znamy sporo takich morderców, "wykorzeniających zło", też trudno je przyjąć), niewiele też dała apelacja. Widoczną na zdjęciu egzekucję przeprowadzono 26-go czerwca 1934 roku na placu Sepah. Trudno dojść do ładu z nazwami w Persji/Iranie, bo tam co rewolucja, to jakaś zmiana - Sepah oznacza bodajże armię i za szachów taką nazwę nosiło inne miejsce. Dzisiejszy plac Sepah leży gdzieś daleko i jest mało imponujący, a jego nazwa odnosi się chyba do innej armii (bo do Armii Rewolucji); nie znam perskiego, więc szukam po omacku, może ktoś mnie poprawi. Wygląda na to, że ówczesny plac Sepah nazywał się później Tupchane, a obecnie to "plac imama Chomejniego" i faktycznie leży w samym centrum miasta. Kolumnada widoczna za szubienicą należała, jak się zdaje, do budynku komendy głównej perskiej policji:
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 13.07.20, 20:37
            Opisując podczas wizji lokalnej tragiczne wydarzenia z czwartku, 2 sierpnia 1934 r., zachował olimpijski spokój. Ani na chwilę nie załamał się, gdy opowiadał, jak krajał nożem i piłką zamordowaną żonę. Ani jeden muskuł nie drgnął na jego twarzy, gdy opisywał scenę wkładania do kaflowego pieca odciętej głowy nieboszczki – pisał wyraźnie wstrząśnięty reporter „Tajnego Detektywa”, powołując się na anonimowe źródło w wydziale śledczym. Gdy już Lange uporał się z „detalami”, skrwawiony korpus zapakował do walizy wypchanej gazetami i sukienkami zamordowanej i następnego dnia przy pomocy swego syna Bronisława (z pierwszego małżeństwa – przy. J.P.)), około godziny 18 makabryczny bagaż wywiózł z mieszkania. na dworzec. Synowi powiedział, że wiezie bibułę komunistyczną do zniszczenia,. Co było dalej, już wiemy.
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 13.07.20, 20:39
            Sześć zabójstw odnotowano w Bydgoszczy oraz jej okolicach. Pierwszą popełniono w lipcu 1923 r. W snopach zboża w Osielsku koło Bydgoszczy znaleziono pracownicę browaru w Myślęcinku, Wandę Kwiatkowską z poderżniętym gardłem. Ofiara ograbiona została z pieniędzy i biżuterii. Jeden z mieszkańców Osielska zwrócił uwagę na tajemniczą parę idącą przez wieś. Dosyć szczegółowo opisał mężczyznę w jasnym garniturze i kapeluszu. Rysopis pasował do Langego.
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 13.07.20, 20:41
            Poszlak wskazujących na zbrodnicze intencje oraz czyny Langego można by wymienić znacznie więcej. To, że udało mu się tak długo i bezkarnie funkcjonować w społeczeństwie zawdzięczać mógł niebywałemu szczęściu oraz – niestety – tzw. przyczynom obiektywnym: niedoskonałości technicznej, organizacyjnej i kadrowej ówczesnych organów ścigania.
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 23.07.20, 18:21
            Ensztajn przyjechał do Łowicza z Poznania w lutym 1933 roku. W tym mieście dopuścił się sześciu z siedmiu przypisywanych mu morderstw. Swe ofiary uderzał żelaznym kołkiem lub kamieniem w głowę, następnie gwałcił i mordował. Wszystkie ofiary miały zmasakrowane twarze. Po zbrodni wędrował ulicami miasta w celu zatarcia śladów. Gdy po szóstym morderstwie w Łowiczu pojawiło się więcej stróżów prawa, wyjechał do Włocławka, gdzie dopuścił się kolejnego morderstwa.
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 23.07.20, 18:53
            Galerię złoczyńców polujących na swe ofiary powiększa Tadeusz Ensztajn, który 21 lipca 1934 roku stanął przed Sądem Okręgowym we Włocławku. Odbiega on od typowym przestępców seksualnych, gdyż jest to dość młody człowiek. W lutym 1933 roku na drodze pomiędzy Ziejkowicami a Łowiczem znaleziono zwłoki kobiety. Sposób ich ułożenia wskazywał, że została zaatakowana z ukrycia. Natomiast położenie i brak części ubrania wskazywał na tło seksualne zbrodni. Ofiarą okazała się Stanisława Brzozowska. W maju 1933 roku znowu w okolicach Łowicza znaleziono kolejne ciało. Modus operandi był taki sam jak w przypadku poprzedniej ofiary. Kobietę znaleziono jeszcze żywą. Niestety po przewiezieniu jej do szpitala zmarła jeszcze tego samego dnia. Tutaj też stwierdzono mord na tle seksualnym. 1 lipca nieznany człowiek zaczepił dwie dziewczynki pasące gęsi ale udało im się zbiec. Jeszcze tego samego dnia zwabił 17 letnią Aleksandrę Perzynównę. Szamoczącą się dziewczynę wielokrotnie uderzył ciężkim przedmiotem w głowę. Perzynówna uratowała się przed gwałtem jednak długo walczyła w szpitalu o życie. Młoda, silna dziewczyna w końcu odzyskała przytomność. W maju 1933 roku doszło do jeszcze jednego mordu pod Włocławkiem. Ofiarą była Marianna Lisiewska. Ofiara musiała stoczyć walkę z napastnikiem i trzymała w dłoni jego włosy. (To był rok 1933, dzisiaj policja doszła by dość szybko do sprawcy na podstawie badań DNA. Wówczas jeszcze tego nie znano). W lipcu 1933 roku do pełniącego służbę policjanta podbiegły dwie nieletnie dziewczyny prosząc go aby aresztował stojącego nieopodal młodego człowieka. Twierdziły, że zostały przez niego uprowadzone a następnie zmuszone do wspólnej tułaczki i zarabiania "występami podwórkowymi".
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 23.07.20, 23:34
            Czy to było możliwe - zwłoki jako zastaw - lata 30-te XX wieku

            Pewien szpital w Chicago wziął w zastaw zwłoki zmarłej przy porodzie żony i żyjące dopiero co urodzone niemowlę w zastaw, gdyż biedny mąż nie zapłacił za pobyt żony w szpitalu. Nieszczęśliwy ojciec i wdowiec udał się do władz miejskich po pomoc, jednak urzędnicy odesłali go do Sądu. Okazało się, że nieszczęśnik musi najpierw wytoczyć proces (skoro nie miał pieniędzy za szpital na proces tym bardziej nie było go stać) i dopiero gdy zapadnie wyrok będzie mógł poczynić dalsze kroki. Ktoś musiał mu pomóc, bo sprawa w końcu trafiła do sądu i sąd orzekł wydanie ciała ale powołał się na przepis, który mówił że nie można przechowywać zwłok dłużej niż trzy tygodnie. Jednak opinia publiczna nie pozostawiła suchej nitki na władzach miasta i zarządcach szpitala.
          • madohora Re: Wczoraj i ...w 1927 roku 07.08.20, 23:42
            To do reszty przetrąciło Aileen. Po porodzie wróciła do domu, ale od razu z niego uciekła. Potem był poprawczak. A gdy niedługo później babka Britta zmarła na niewydolność wątroby, Lauri doszedł do wniosku, że ma dosyć nastolatki z problemami i po prostu wyrzucił ją z domu. Piętnastoletnia Aileen nie ukończyła żadnej szkoły, nie miała zawodu ani rodziny. Właśnie wylądowała na ulicy, a jedyną metodą na zdobycie pieniędzy, jaką znała, była prostytucja.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 25.08.14, 17:59
        Kieszonkowcy byli postrzegani jako najbogatsza kasta półświatka. Ich złodziejskie metody w okresie międzywojennym opierały się na patentach wymyślonych jeszcze w XIX wieku. Wśród nich było wyciąganie pieniędzy ze skarbonek w kościele przy pomocy pióra umoczonego w smole. Owi przestępcy musieli mieć świetnie wygimnastykowane dłonie z wąskimi, długimi palcami, którymi sięgali do kieszeni ofiar.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 26.08.18, 21:34
          Czyli planował. Szerszą wersję czytałam w Detektywie ale tam sprawa jest przedstawiona bardziej skomplikowanie,
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 11.06.20, 20:13
          Dillinger prezentował przestępczy styl życia za kratkami więzienia w mieście Michigan. Po przyjęciu do zakładu karnego miał powiedzieć: „Kiedy się stąd wydostanę, będę najpodlejszym draniem, jakiego kiedykolwiek widzieliście”. Badania, jakie przechodził przy przyjęciu do więzienia, wykazały, że przestępca miał rzeżączkę. Kuracja, której go poddano, była niezwykle bolesna. Po tych doświadczeniach stał się zgorzkniały wobec innych. Przyczyniły się do tego długa odsiadka i przyjaźń z innymi kryminalistami, takimi jak mający doświadczenie w napadaniu na banki Harry Pierpont z Muncle czy Russell „Boobie” Clark z Terre Haute, który uczył Dillingera, jak odnosić sukcesy w działalności przestępczej. Wspólnie planowali napady, jakich mieli dokonać wkrótce po uwolnieniu. John Dillinger studiował pilnie drobiazgowy system okradania banków autorstwa Hermana Lamma i wykorzystywał tę wiedzę obszernie w trakcie całej późniejszej kariery
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.07.20, 13:31
          a pijana 46-latka przemierzająca autem woj. lubelskie – w szafie, w pierwszym lepszym domu, do którego zapukała.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 12.07.20, 19:39
          -2-

          Dr Frankową, którą niejednokrotnie prowadziłem w góry zostawiłem zabezpieczoną pod półką skalną przestrzegając by ze stanowiska tego nie ruszała się, gdyż spadające kamienie mogą ją w każdej chwili strącić w przepaść. Piąłem się w górę a gdy byłem już blisko następnego punktu odwróciłem się i zobaczyłem że moja towarzyszka wychyliła się, odpinając zegarek i chowając go w kieszeni. To wystarczyło by jeden z oderwanych i spadających kamieni uderzył ją w głowę. Poczułem silne szarpnięcie liną. Z całej siły wbiłem się rękami w występ skalny. Była to pozycja w której nie mogłem się ruszyć a z drugiej strony zdawałem sobie sprawę, że gdy ręce zaczną mi drętwieć oderwę się od skały i runę w przepaść. Przepasująca mnie lina coraz bardziej zaciskała się wokół mojego pasa a na drugim końcu zwisała na niej dr Franklowa z głową w dół i krwawiącą raną. Po jakimś czasie udało mi się odwiązać linę i przywiązać ją ze zwisającą na niej turystką do kolejnego występu skalnego. Udało mi się ułożyć nieprzytomną dr. Franklową ponownie na półce skalnej. Zacząłem wzywać pomocy. W końcu usłyszał mnie jeden z turystów wspinający się na Rysy.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 12.07.20, 23:36
            -3-

            Pomoc w końcu nadeszła. Przybyli ratownicy stwierdzili, że przewodnik zrobił wszystko co w jego mocy aby uratować kobietę. Ale dość trudno było sprowadzić nieprzytomną kobietę w dół. Wypadek ten należał do wyjątkowych ze względu na trudności w transporcie rannej. Trudno było znieść turystkę w dół po stromym zboczu przy spadających zewsząd kamieniach. W końcu o godzinie 22:00 udało się dotransportować ranną do Morskiego Oka. Doktor Franklowa już od kilku lat chodziła po Tatrach, zawsze z przewodnikiem i była uznawana za wytrawną turystkę i miała za sobą wiele trudniejszych podejść.


            Wypadek ten należał do wyjątkowych
            • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 12.07.20, 23:52
              W 1933 roku znany zakopiański narciarz i taternik J . Faden uległ podobnemu wypadkowi. W wyniku staczających się kamieni jeden z nich uderzył go w głowę. Faden wyszedł z tego z rozbitą głową
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 13.07.20, 20:35
          Kiedy w dymiącym jeszcze pogorzelisku znaleziono metalowe zamki i okucia ze spalonych waliz, a między nimi zwęglone szczątki, przypominające fragmenty ludzkich zwłok, zawiadowca Zugehoer natychmiast powiadomił o zdarzeniu posterunek Policji Państwowej w sąsiedniej Lubawie. Przekazał też koledze ze stacji w Pierzyskach (ostatnia stacja przed Gnieznem) rysopisy dwóch nieznanych mężczyzn. Prosił, aby nie spuszczać ich z oczu do momentu przyjazdu agentów policji.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 07.08.20, 23:47
          Zastrzyk z trucizną podano jej rok później, 9 października 2002 r. Aileen miała już wówczas halucynacje – oskarżała personel więzienny o zatruwanie jedzenia i torturowanie falami dźwiękowymi. Z drugiej jednak strony doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jaką „rolę” przypisało jej społeczeństwo: „Oto zgwałconą kobietę wykorzystano w książkach, filmach i innym gów…, a teraz zostanie stracona!” – wykrzyczała do Nika Broomfielda, który właśnie nagrywał materiały do dokumentów, dzięki którym zyskał potem sławę. Medialne szaleństwo nie skończyło się wraz ze śmiercią Aileen. Dokładnie w 48. rocznicę jej urodzin, 29 lutego 2004 r., Charlize Theron odebrała Oscara za rolę w filmie „Monster”, w którym wcieliła się w „Pannę Śmierć”. Kreacja zachwyciła widzów. Jeszcze większy podziw budziła charakteryzacja, która piękną Theron zmieniła w brzydką, ociężałą kobietę o krzywych zębach.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.08.20, 20:46
          Jeszcze nie tak dawno obowiązywała instytucja kata. Jeden z francuskich przedstawicieli tej profesji po każdej egzekucji przez niego wykonanej ....zamawiał mszę za duszę tego któremu odebrał życie.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 25.08.14, 18:00
        Akademia kasiarzy

        Najwyżej w hierarchii przestępczej stali kasiarze, postrzegani jako wyjątkowo pomysłowi, obdarzeni zmysłem organizacyjnym, królowie przestępczego podziemia. Ich działalność wymagała sporych nakładów finansowych. Wydawali je na stosowne narzędzia, opłacanie osób, które śledziły i rozpracowywały zdobycze techniczne przy konstrukcji zamków i kas pancernych oraz skomplikowaną logistykę popularnych wtedy podkopów do bankowych skarbców. Według policyjnych statystyk w latach 1924-1935 w Polsce dokonano 3,5 tysiąca włamań do kas.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 07.08.20, 23:44
          Późniejsze badania potwierdziły intuicję reżysera. U Aileen zdiagnozowano BPD, czyli osobowość typu borderline – zaburzenie charakteryzujące się m.in. gwałtownymi wahaniami nastroju i napadami silnego gniewu. Sytuację komplikował fakt, że Aileen od początku wtajemniczyła Tyrię Moore w swoje zbrodnie. Kochanka stała się więc jej wspólniczką. Wpadły, jak to zazwyczaj bywa, przez drobiazg. Aileen prowadziła samochód swojej czwartej ofiary, Petera Abrahama Siemsa, gdy przytrafił się jej wypadek. Ani jej, ani Tyrii nic się nie stało, ale pojawienie się policji mogło sprowadzić na nie kłopoty, więc obie w popłochu uciekły. Ich portrety pamięciowe trafiły do mediów. I to był koniec miłości. Tyria Moore wyjechała do swojej rodziny w Pensylwanii. Aileen została sama na Florydzie. Kolejny raz porzucona i opuszczona. Petera Abrahama Siemsa, gdy przytrafił się jej wypadek. Ani jej, ani Tyrii nic się nie stało, ale pojawienie się policji mogło sprowadzić na nie kłopoty, więc obie w popłochu uciekły. Ich portrety pamięciowe trafiły do mediów. I to był koniec miłości. Tyria Moore wyjechała do swojej rodziny w Pensylwanii. Aileen została sama na Florydzie. Kolejny raz porzucona i opuszczona.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 25.08.14, 18:01
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/0J1xJTndU5ecb6tV6B.jpg
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 25.08.14, 18:02
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/iBmcQMgMR3zlCWK5IB.jpg
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 25.08.14, 21:45
        Rok 1927 Zabili zakonnicę krzyżem, siostry św. krzyża, ostatnia w klasztorze, legenda o skarbie, kto dokonał mordu - takie tytuły pojawiają się w prasie

        Paryscy detektywi zajmują się w ostatnim czasie wyjaśnieniem potwornej zbrodni jakiej dokonała w sposób bestialski banda morderców. Chodzi o zamordowanie 80 letniej zakonnicy, którą w klasztorze napadli rabusie i zabili ciężkim metalowym krzyżem. Klasztor ten znajduje się niedaleko ustronnej miejscowości Chambery w pobliżu Paryża. Klasztor istnieje od przeszło 200 lat i zamieszkiwany był przez zakon sióstr - pielęgniarek noszących nazwę "Siostry Świętego Krzyża". Od wielu lat nie wykonywały już zakonnice swej dawnej czynności. Najmłodsza z nich liczyła jeszcze w pierwszym roku po wojnie światowej (chodzi o I wojnę) lat 70. W ostatnich dwóch latach miała śmierć w klasztorze bardzo obfite żniwo. Z ośmiu sióstr zmarło pięć. Szósta skonała przed kilku miesiącami. W ubiegłym tygodniu znaleziono siódmą siostrę 82 letnią staruszkę martwą w jej celi, tak że została już tylko jedna z nich 80 letnia Cezaryna Michel, ona jedna z furytanką była mieszkanką klasztoru. W przyszłym tygodniu miała się ona przenieść do innego klasztoru, opróżniony zaś miano oddać innemu zakonowi. Stało się jednak inaczej. Na dwa dni przed przeniesieniem padła siostra Cezaryna ofiarą mordu rabunkowego. Jak to się stało o tym istnieją tylko przypuszczenia. Furtianka krytycznego wieczoru udała się do wsi po zakup żywności. Kiedy o godzinie 8 wieczorem powróciła do klasztoru nie zastała siostry w jadalni, gdzie bywała zwykle o tym czasie, poszła więc do jej celi i tu przedstawił jej się straszny widok;; staruszka leżała na swym łóżku w kałuży krwi, z rozbitą czaszką. Ciężki, metalowy krzyż który zwykle wisiał nad jej głową leżał złamany i skrwawiony na ziemi. Powiadomiono żandarmerię i policję paryską. Następnego dnia przybyło trzech detektywów i ci kilka godzin później aresztowali jednego z przypuszczalnych morderców - 22 letniego Włocha, który niedawno opuścił więzienie. Zaprzecza on zarzutom, jednak jest bardzo podejrzany i żadnego wiarygodnego alibi nie mógł dotychczas przedstawić. Być może że dokonał on mordu na spółkę z kilku innymi zbrodniarzami. W okolicy utrzymywała się bowiem legenda, że w klasztorze przechowywany jest skarbiec pochodzący jeszcze z ubiegłych stuleci za którego prawdopodobną strażniczkę uchodziła siostra Cezaryna

        Polponia Nr 28/1927
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 25.08.14, 22:13
        W Małych Tworzonkach żył sobie biedny pasterz krów Teodor Landner. Jeden z jego synów zginął w 1916 roku na wojnie. Ojciec otrzymał całą spuściznę po synu - żołnierzu oraz dokumenty stwierdzające datę i okoliczności śmierci. Przed mniej więcej dwoma tygodniami otrzymuje Lendner list napisany w języku niemieckim z podpisem dawno już opłakanego syna, z wiadomością że syn żyje i znajduje się w niewoli w Królewskiej Hucie. Razem z nim przebywa rzekomo jeszcze 4 żołnierzy w niewoli a ośmiu już się wykupiło. Syn prosi ojca o nadesłanie 400 złotych żeby mógł wykupić się z niewoli. Pieniądze te miały być najpóźniej do 29 stycznia nadesłane do Królewskiej Huty pod adresem Urzędu Pocztowego na poste restante - gdzie syn rzekomo miał je odebrać. Ucieszony ojciec sprzedał co tylko miał a więc kilka sztuk drobiu, wieprza itd. udało mu się 400 złotych zebrać z którymi dla pewności przyjechał osobiście do Królewskiej Huty w piątek wieczorem nie podejrzewając niczego złego. Dziwnym zbiegiem okoliczności w poszukiwaniu urzędu pocztowego trafił do Ekspozytury Urzędu Śledczego gdzie opowiedział cel swojego przybycia. Urzędnicy eskpozytury przenocowali Landnera w Urzędzie a po uprzednim porozumieniu się z urzędem pocztowym oczekiwali w sobotę od samego rana przy okienku pocztowym osobnika, który by pieniądze te zamierzał podjąć. Rzeczywiście niedługo potrzebowali czekać, bo krótko po godzinie 8 rano zjawił się jakiś wysokiego wzrostu jegomość z żądaniem wydania mu nadeszłej rzekomo dla niego kwoty. Ale zamiast pieniędzy dostał się w ręce czekających na niego urzędników kryminalnych, którzy po odprowadzeniu go na odwach stwierdzili, że niebieski ptak nazywa się Piotr Stoor zamieszkały w Jabłonnie. Sprytny Stoor powędrował za usiłowane oszustwo do kozy a rozczarowany Landner niestety bez syna ale za to z pieniędzmi wrócił do domu

        1927 rok
      • madohora Nikiszowiec. O zabójstwo męża 25.08.14, 22:55
        Przed trzecią Izbą Karną w zwiększonym składzie pod przewodnictwem dyr. S.O. Miszke zaczęła się sensacyjna rozprawa o zabójstwo Roberta G. (nie podaję pełnego nazwiska bo być może żyje jeszcze ktoś z rodziny) maszynisty kopalnianego zamieszkałego w Nikiszowcu, przez żonę jego Karolinę G. w dniu 7 maja 1925 roku. Z powodu powołania 17 świadków rozprawa pociągnie się do późnego wieczora. O godzinie 13:00 rozpoczęło się sprawozdanie świadków i przesłuchanie oskarżonych. Broni mecenas dr. Kudera, oskarża prokurator Olszowski. Oskarżona przebywająca w areszcie śledczym od 8 maja 1925, kobieta lat 45 sprowadzona na ławę oskarżonych płacząc zeznaje, że nie chciała swego męża zamordować a uczyniła to doprowadzona do rozpaczy przez ciągle awanturującego się pijaka. Żyła z mężem już 23 lata i ma dorosłą córkę i syna. Od kilku lat mąż rozpił się do tego stopnia, że życie z nim stało się niemożliwe. Będąc prawie zawsze w pijanym stanie zarzucał jej rożne niebywałe czyny i awanturował się ciągle w mieszkaniu tak, że syn zmuszony był wynieść się z domu i zamieszkał u babki, zaś córka poszła w służbę do Katowic. Ostatnimi czasy zarzucał zabity iż oskarżona go zdradza z innymi i nawet wniósł podanie o rozwód. Krytycznego dnia przyszedł oskarżony z pracy i zaraz posłał po ćwierć litra wódki. W trakcie picia wódki przyszło do zabitego dwóch znajomych z zamiarem kupienia fortepianu, przy czym przynieśli z sobą pół litra wódki. Sprzedaż fortepianu przyszła do skutku i jeden z przybyłych dał zadatku 50 złotych za kupiony fortepian, po czym po wypiciu wódki znajomi odeszli. Dobrze już podchmielony śp. G posłał jeszcze po wódkę i koniak, przy czym zaczął awanturować się urządzając oskarżonej sceny zazdrości. Oskarżona aby uniknąć kłótni wyszła na jakiś czas do sąsiadki i dopiero po godzinie 9:00 wróciła do mieszkania i położyła się w ubraniu spać na łóżku w sypialni. G. pił samotnie w kuchni. Po pewnym czasie oskarżona przez sen posłyszała że mąż jej zdejmuje w kuchni tasak ze ściany i zbliża się do sypialni, wtedy zerwała się z łóżka i przyczaiła się za drzwiami. Gdy mąż wszedł do sypialni skierował się do łóżka ze słowami: "Teraz będzie rozwód". Wtedy oskarżona chwyciła męża z tyłu i starała mu się wyrwać tasak. Kilkakrotnie wylatywał tasak z rąk zabitego i padał na podłogę lecz ciągle zdołał go schwycić znów. Po dłuższej rozpaczliwej walce jak zeznaje oskarżona udało się jej chwycić tasak w ręce i wołając o pomoc kilkakrotnie uderzyć tasakiem męża po głowie. Dopiero wtedy zauważyła że mąż leży bez przytomności, zbroczony krwią na podłodze i że ktoś dobija się do drzwi ich mieszkania. Wtedy poszła i otworzyła drzwi. Zaznaczyła że drzwi zamknął mąż, gdy zbliżał się do niej. Po przesłuchaniu dwóch doktorów, którzy leczyli oskarżoną, gdyż jest ona chora na kamienie żółciowe Sąd zarządził przerwę w rozprawie do godziny 5 wieczorem. O godzinie 9:10 zapadł wyrok. Sąd po naradzie uznał oskarżoną Karolinę G. winną z paragrafu 213 u.k.n za zabójstwo wśród okoliczności łagodzących i skazał na 1 rok więzienia wliczając areszt śledczy. Sąd przyszedł do przekonania, że oskarżona działała w wielkim rozdrażnieniu, szczególnie gdy zauważyła męża zbliżającego się z tasakiem w ręku.

        Polonia z 1925 roku

        Wówczas w prawie nie było jeszcze takich pojęć jak zbrodnia w afekcie i obrona konieczna
        ,
        MADOHORA FORUM NIKISZOWIEC
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 26.08.14, 22:46
        Czarny diament Napoleona zniknął

        Świat obiegła wieść o zniknięciu 40-to karatowego diamentu Napoleona I. Hrabina Mocenni Faina potomek Napoleona I wybrała się w tych dniach na wycieczkę samochodową ze swej willi w miasteczku Collelungo do Perugii, gdzie posiada pałac. Koło siebie położyła na siedzeniu torebkę, zawierającą metalową kasetkę, której pilnowała niczym oka w głowie! W Perugii wysiadła zabierając ze sobą torebkę, którą otwarła dopiero w salonie specjalnym kluczykiem i wówczas zauważyła, że kasetka była - próżna! Czarny diament, główny klejnot jej rodziny, ongiś własność Napoleona, zniknął bez śladu! Przeszukano samochód - na próżno. Jakkolwiek kasetka była zamknięta i znajdowała się w torebce skórzanej. Hrabina poleciła by szofer zawrócił i pojechał tą samą drogą do Collelungo w tempie wolniejszym. Lecz chociaż droga krótka i badano ją skrupulatnie nie znaleziono niczego. Przypuszczenie, że diament skradziono w samochodzie nie wydawało się prawdopodobnym, gdyż w tym wypadku nieznany sprawca musiałby na oczach hrabiny otworzyć wpierw torebkę skórzaną, a potem wyłamać zamek etui, wyjąć diament i schować go, po czym musiałby z powrotem kasetkę zamknąć i położywszy ją do torebki położyć ją na dawnym miejscu niepostrzeżenie. Przypuszczenie to by mogło się komuś udać było nieprawdopodobne, gdyż oprócz szofera samochodem jechał jeszcze stary lokaj. Hrabina Moccenni jest potomkinią Napoleona I i diament uważano w jej domu za rodzaj amuletu. Policja w Perugii ostrzega wszystkich wielkich jubilerów przed zakupem klejnotu. Prawdopodobnie też złodziejom nie uda się sprzedaż klejnotu, chyba że go podzielą na drobne części. Kradzieży dokonano pewnie jeszcze przed wybraniem się w podróż hrabiny.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 29.08.14, 23:46
        Pościg za mordercami nadgórnika Wojciechowskiego trwa jeszcze w podziemach kopalni

        Na kopalni "Richthofen" odkryto ohydną zbrodnię, której ofiarą padł nadgórnik Paweł Wojciechowski z Janowa. Wczoraj w godzinach porannych przybyli na kopalnię Richthofen prokurator, sędzia śledczy i władze policyjne z p. Gebharem na czele. Według złożonych meldunków policji górniczej nie udało się do chwili przybycia policji ująć sprawców ohydnego mordu, pomimo że w poł godziny po zaalarmowaniu policji o zaszłym wypadku na poziomie 450 policja zamknęła wszystkie wyjścia z kopalni a górnicy wyjeżdżający z podziemi poddawani byli ścisłej kontroli. Komisja ustaliła że zamaskowani bandyci musieli być bezwzględnie robotnikami tej kopalni o czym świadczy ich ucieczka, doskonale się orientują w labiryncie ganków i przejść w tej starej kopalni. Z toku śledztwa wynika iż zamordowany Wojciechowski obchodząc kopalnię spotkał robotnika dyżurującego Wowrę, który telefonicznie został powiadomiony, że na poziomie 400 dwaj zamaskowani bandyci sterroryzowali rewolwerem kilkunastu górników po czem zamknęli go w dwóch komórkach. Należy zaznaczyć, że obok komórek w których zamknęli bandyci sterroryzowanych górników, znajduje się magazyn rozmaitych narzędzi technicznych. Po sterroryzowaniu górników bandyci zbiegli z poziomu 400 na poziom 450. W pościg za nimi puścił się Wojciechowski w towarzystwie dwóch górników. Wojciechowski biegnąć szybciej wyprzedził towarzyszących mu górników przynajmniej o 20 metrów, wskutek czego górnicy prawie stracili go z oczu. Biegnących górników zatrzymał okrzyk: Baczność! Stać! Ostrzeżenia tego nie usłuchał Wojciechowski, biegł dalej, jednakże nie zdążył przebiec nawet paru metrów , gdy huknęły strzały rewolwerowe i 6 celnych kul pozbawiło go życia. Górnicy, przerażeni śmiercią Wojciechowskiego i obawiając się dalszych strzałów, zawrócili i zaalarmowali policję o zamordowaniu Wojciechowskiego. Komisja śledcza zjechała wczoraj do kopalni i dokonali oględzin miejsca, w którym zamordowano Wojciechowskiego. Okazało się że bandyci uciekając przed Wojciechowskim ukryli się w obszernej szczelinie tak że byli obaj zasłonięci głazami. Z kryjówki tej zbrodniarze zastrzelili biegnącego Wojciechowskiego. Przy kryjówce zbrodniarzy znaleziono kilka narzędzi technicznych, które zostały przez nich zabrane z magazynu na poziomie 400. Znalezienie tych narzędzi oraz stwierdzenie, że liczne schowki w kopalni były pootwierane, nasuwa przypuszczenie że zbrodniarze nie zjechali do kopalni w celu dokonania jakiegoś zamachu lecz usiłowali skraść rozmaite cenniejsze części metalowe (z miedzi lub mosiądzu). Ponieważ do południa dnia wczorajszego poszukiwania policji górniczej nie wydały należytego rezultatu, władze policyjne w porozumieniu z władzami górniczymi poleciły zjechać do kopalni funkcjonariuszom policji, którzy wraz z policją górniczą rozpoczęli szczegółowe poszukiwania za zbrodniarzami w całej kopalni. Pościg ten dotychczas nie wydał również pozytywnych wyników. Poszukiwania za zbrodniarzami natrafiają na bardzo wielkie trudności, bo nie tylko kopalnia Richthofen należy do jednej z najstarszych na Śląsku lecz łączy się jeszcze z dwoma przyległymi kopalniami. Jak nas miarodajne sfery zapewniają władze policyjne poczyniły wszystko ażeby tylko schwytać nieznanych dotychczas zbrodniarzy i oddać ich w ręce sprawiedliwości (....)

        Polonia Nr 31/1927
      • madohora Niósł ślepy kulawego - myślałam że to tylko powied 30.08.14, 17:40
        Niósł ślepy kulawego - myślałam że to tylko powiedzenie a tutaj proszę. I tak się nieśli że do sądu na nich donieśli.
        • madohora Re: Niósł ślepy kulawego - myślałam że to tylko p 30.08.14, 18:28
          Z początkiem 1925 roku wędrowało po Górnym Śląsku dwóch żebraków, jeden ślepy noszący wielkie, ciemne okulary a drugi kulawy bez nogi, który ślepca wodził. Żebracy zachodzili wszędzie prosząc o kawałek chleba. Swoim widokiem wzbudzali litość u ludzi, gdyż wszyscy mieli wrażenie że są to kalecy z wielkiej wojny światowej. Żebracy wędrowali przeważnie w oddalonych powiatach Górnego Śląska a zwłaszcza w lubliniecki, pszczyńskim i rybnickim. Jednocześnie w powiatach tych zanotowano wypadki śmiałych włamań i kradzieży. Okazało się że żebracy dniem wynajdywali miejsca odpowiednie do kradzieży. Nikomu jednak na myśl nie przyszło że sprawcami kradzieży są właśnie żebracy, którzy niedawno odwiedzili ich w ciągu dnia. Przypuszczali natomiast, że w ich okolicach grasuje jakaś szajka złodziejska. Kradziono wszystko co można było zabrać. W jednym przypadku okradziono doszczętnie rzeźnika, w innym ubrania, kury, gęsi i kozy, które były stałym łupem złodziei. Szczególnie zaś mieli upodobanie do garderoby i ubrań. Wszystkie te przedmioty pochodzące z kradzieży, sprzedawano w Sosnowcu. Policja wiedząc, że złodzieje nigdy nie sprzedają rzeczy skradzionych w pobliżu miejscowości, gdzie była popełniona kradzież udała się w poszukiwaniu złodziei do Sosnowca i tam wkrótce odszukano rzeczy pochodzące z kradzieży popełnionych na Śląsku. Ostatecznie ustalono, że skradzione rzeczy sprzedawali niejacy Tomasz Lelek i Feliks Żdżarski zamieszkali w Mysłowicach oraz Jan Dudek z Modrzejowa. Złoczyńców aresztowano i przy konfrontacji okazało się że udawali żebraków Lelek ślepego a Dudek kulawego wcale nawet nie potrzebował udawać kulawego, gdyż w rzeczywistości jednej nogi. Dnia 3 lutego 1927 trzecia Izba Karna skazała oskarżonego Tomasza Lelka za 23 wypadki powrotnej ciężkiej kradzieży na 8 lat ciężkiego więzienia i na równoległą utratę praw i czci obywatelskiej oskarżonego Jana Dudka za udowodnionych mu 5 wypadków paserstwa na 5 lat ciężkiego więzienia i na utratę praw obywatelskich na 5 lat, oskarżonego Feliksa Żdżarskiego na 2 lata ciężkiego więzienia.

          Polonia Nr 36/1927
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 30.08.14, 18:28
        Niósł ślepy kulawego, dobrze im się działo
        I ludzi w ten sposób oszukali nie mało
        Najpierw skoro świt budził się na świecie
        Szli żebrać twierdząc, my ofiary wojny - wiecie
        A gdy księżyc wznosił się nad wsią czy miastem
        Myślę że to było tak gdzieś koło jedenastej
        Zaczynali grę inną, grali we włamania
        I plądrowali wszystko do samego rana
        Nie gardzili niczym co można było sprzedać
        A nawet i ubrania zwinęli nie raz
        I tak się oboje przez parę lat nieśli
        Że w końcu na nich do sądu donieśli.
      • madohora Czy czegoś wam to nie przypomina? 30.08.14, 21:28
        Niedoszły oszust

        Niejaki Teodor B. zamieszkały w Goduli wpadł pewnego razu na doskonały pomysł jak siedząc w domu i nic nie robiąc można zarobić pieniądze. Sposób był prosty, chociaż nie miał żadnego przedsiębiorstwa ani nawet lokalu handlowego ogłosił w Krakowskim Kurierze Ilustrowanym że poszukuje inkasentów za kaucją do wielkiego przedsiębiorstwa handlowego. Adres na poste restante. Pomimo tak dziwnego adresu znaleźli się łatwowierni poszukiwacze posad, którzy zgłosili się do niego pisemnie jednak nie przesyłając kaucji. B. rozpoczął korespondencje z chętnymi niektórych pozamawiał że przyjmuje ich na posady jednak żądał nadesłania kaucji. Z pewnością ostatecznie udałoby mu się nabrać łatwowiernych gdyby w sprawę nie wmieszała się policja i nie skierowała sprawy do sądu. Na rozprawie oskarżony twierdził że nie miał zamiaru popełnić oszustwa lecz przeciwnie byłby wyszukał zgłaszającym się posady. Sąd powiatowy w Katowicach po rozpatrzeniu sprawy uznał oskarżonego winnym popełnienia usiłowanego oszustwa i skazał go na 50 złotych grzywny względnie 10 dni więzienia. Skazanemu uznano zachodzące okoliczności łagodzące a to że nie był dotąd karany

        1927
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 30.08.14, 21:29
        Niejaki Paweł D. bezrobotny mieszkał w jednym z domów w Katowicach zaniedbanych przez właścicieli. Pan D. obawiał się zawsze deszczu, gdyż woda przez dziurawy dach przeciekała do jego mieszkania znajdującego się na górnym piętrze. Pewnego dnia podczas deszczu woda zalała nie tylko jego piętro ale też sąsiadów pod nim. Jednak sąsiedzi twierdzili, że D. złośliwie przedziurawił podłogę i wylał całą wanienkę wody aby i zamieszkali na dole sąsiedzi wiedzieli że pada deszcz. Naturalnie wynikła awantura. G. pobiegli na górę do sąsiada, którego zwymyślali a tak jak później twierdzili doszło też do bójki. D. nie pozostawał dłużny i schwytawszy szablę ciął G. przez głowę. Na sądzie zapytano Pawła D. dlaczego chwycił za szablę, na co oskarżony odpowiedział:
        - A za co miałem chwycić przecież siekierką bym go zabił"
        Ponieważ oskarżony był już karany za bójki z sąsiadami sąd powiatowy w Katowicach skazał go na 2 miesiące więzienia

        1927
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 30.08.14, 21:32
        Zuchwały złodziej

        Niejaki Slany Jan z Król Huty kradł rynny, które następnie sprzedawał różnym przekupniom. W zawodzie swym doszedł do takiej wprawy, że nawet w biały dzień przychodził do poprzednio upatrzonych domów i spokojnie zdejmował rynny. W Nowej Wsi przyszedł pewnego dnia do domów gminnych i był do tego stopnia bezczelny że poprosił mieszkańców domu o pożyczenie mu drabiny do zdjęcia rynien. Lokatorzy domu będąc pewni, że on przyszedł do naprawy rynien pomogli mu i Stany zabrawszy rynny spokojnie oddalił się do następnego domu, gdzie również zdjął rynny. Dopiero po upływie roku policja odnalazła go gdyż ukrywał się w Król Hucie. Sąd powiatowy w Katowicach skazał go na 4 miesiące więzienia.

        1927
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 30.08.14, 21:32
        Ja tu tyle tylko powiem
        Raz na Śląsku dwaj panowie
        W ręku trzymając sobie piwko
        Zaglądali na dom naprzeciwko
        Jeden paluch trzymał w górze
        Czy to liszaj jest na murze
        Może dom w posadach pęka
        I poznaje to po ....dźwiękach
        Nie, on rynny sobie liczył
        Na pieniądze je przeliczył
        Myślał przyjdzie tam po zmroku
        No i schowa towar w worku
        Lecz nie stało się tak kochany
        Bo ktoś mu pokrzyżował plany

        2014
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 04.09.14, 17:39
        Za usiłowanie zabójstwa

        W niedzielę dnia 18 lipca 1926 roku do pełniącego służbę na ulicy w Giszowcu posterunkowego złosił się niejaki Wiktor Dytka z Nikiszowca, robotnik kopalniany. Dydtka zameldował posterunkowemu że poprzedniego dnia wieczorem około godziny 11 w nocy gdy wracał z Mysłowic do Nikiszowca został napadnięty na szosie przez dwóch nieznanych mu bliżej osobników, którzy zabrawszy mu pieniądze około 35 złotych kazali odejść grożąc rewolwerem. Po odejściu słyszał jeszcze Dytka że bandyci napadki na drugiego jakiegoś przechodnia a nawet słyszał dwa strzały. Dochodzenia policji prowadzone w tym kierunku nie wykryły żadnych sprawców. Dopiero po sześciu tygodniach po wypadku zgłosił się na posterunku w Nikiszowcu niejaki Kątny i zameldował że dnia 17 lipca 1926 roku wieczorem, tegoż dnia kiedy miał być wykonany rzekomy napad na Wiktora Dytko wracał właśnie z samym Dytkiem z Mysłowic do Wesołej. Na rozstajnych drogach około Ćmoka przy rozstawaniu się nagle Wiktor Dytka strzelił z rewolweru z tyłu do Kątnego na szczęście strzał chybił i osmalił tylko ucho Kątnemu. Przestraszony Kątny obejrzał się, widząc jednak że Dytko repetuje broń zaczął uciekać i zatrzymał się dopiero w swojej wiosce, gdzie opowiedział o zajściu swoim znajomym. Ponieważ poznał się z Dytkiem przed kilku godzinami w Mysłowicach, nie wiedział skąd on pochodzi i jak się nazywa. Zameldował o zajściu w policji w Mysłowicach i nawet chodził do jednego sklepu gdzie był poprzedniego dnia razem z Dytkiem w nadziei, że może sklepowa zna bliżej wczorajszego znajomego. Okazało się jednak że sklepowa też go nie znała lecz obiecała go poznać przy spotkaniu się. Na tem sprawa ugrzęzła i dopiero w sierpniu ubiegłego roku Kątny jadąc przypadkowo kolejką z Nikiszowca do Goszowca spotkał się oko w oko z Dytkiem. Oczywiście, że go zaraz poznał i kazał policji aresztować. Na rozprawie sądowej dnia 12 lutego 1927 przed trzecią izbą karną w Katowicach oskarżony od czynu nie przyznaje się i twierdzi że Kątnego wcale nie zna i że sam był napadnięty krytycznego wieczoru. Jednakowoż sklepowa z Mysłowic gdzie krytycznego dnia byli obaj robiąc zakupy stanowczo rozpoznała oskarżonego. Prokurator wnosił o ukaranie oskarżonego 8 letnim ciężkim więzieniem, podkreślając zwłaszcza że oskarżony już był raz karany i 1 i pół rocznym więzieniem za napad rabunkowy. Bronił oskarżonego adwokat Laskowski z Mysłowic. Sąd po naradzie uznał oskarżonego winnym popełnienia usiłowania zabójstwa i skazał go na 3 lata ciężkiego więzienia za nieprawne noszenie broni na 2 tygodnie aresztu.

        Polonia Nr 49/1927
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 25.09.14, 23:06
        Zamordowanie E. Jauerniga w Giszowcu

        Starszy przodownik wywiadowca Witkowski był w złym humorze bo wieczorem 28 sierpnia 1923 roku znów pełnić musiał nudny dyżur. Siedział w gmachu dyrekcji policji w Katowicach sam jeden w pokoiku spoglądając raz po raz z nienawiścią na głuchy aparat telefoniczny. Tylko z powodu tego aparatu siedział w pokoju i nie mógł się na krok ruszyć. Dyżur spadł na niego niespodziewanie. Chciał tego wieczoru zagrać z kolegami w szkata a tym czasem siedzi w biurze jak we więzieniu. Rozmyślania jego przerwał nagle dzwonek telefonu:
        - Na pewno Bożek nabierać mnie będzie że nie przychodzę na szkata mruknął do siebie Witkowski i podniósł słuchawkę do ucha
        - Dyrekcja Policji starszy przodownik Witkowski, kto tam? - zniechęconym głosem wypowiedział formułę przepisową do aparatu
        Musiał jednak usłyszeć coś strasznego bo ożywił się nagle, krew uderzyła mu do głowy i ciągle powtarzał:
        - To niemożliwe, niemożliwe - i kilka razy pytał kto telefonuje
        Po skończonej rozmowie Witkowski kazał połączyć się zaraz z komisarzem Roemischem zawiadamiając go że popełniono w Giszowcu morderstwo i wskazane jest by komisarz niezwłocznie tam pojechał. Następnie Witkowski zabrał się do napisania telefonogramu, który otrzymał z Giszowca. Takiego telefonogramu w Dyrekcji Policji jeszcze nie notowano. Był on następującej treści:
        "W Giszowcu na kolonii Zuzanna został zamordowany 28.08.1923 roku o godzinie 21 -ej właściciel sklepu Emil Jauernig. Żona i córka zamordowanego zostały przez bandytów uprowadzone"
        Wiadomość otrzymaną Witkowski przetelefonował do swoich przełożonych oraz do urzędów policyjnych. W końcu nie pominął również kolegów. Wkrótce też w całym budynku Dyrekcji Policji zawrzało jak w ulu. Komisarz Roemisch zjawił się w niespełna 3 minuty po telefonie. Po zapoznaniu się z treścią telefonogramu wprost niewiarygodnego zażądał samochodu i razem z dwoma wywiadowcami pojechał na miejsce wypadku. Piętnaście minut po 21-ej policja była już na miejscu zbrodni gdzie zastała grupkę ludzi a wśród nich znajdował się posterunkowy Kostka, który nadał ów rewelacyjny telefonogram do Katowic oraz kierownik komisariatu w Giszowcu, Stefański. Wywiadowca Wyszanowski, który przybył na miejsce zbrodni razem z komisarzem Roemischem, znał sklep i mieszkanie zamordowanego Jauerniga z poprzedniej swej działalności. Sklep ten w roku poprzednim jak również przed dwoma laty był miejscem napadu rabunkowego. Sprawcy, którzy napadli na sklep w poprzednim roku zostali ujęci i śledztwo przeciwko nim toczy się jeszcze. Wyszanowski przypomniał sobie jednak że jeden ze sprawców a mianowicie Wilem Pawłowski, zbiegł przed kilkoma dniami z więzienia katowickiego i prawdopodobnie nikt inny jak właśnie on uplanował napad z zemsty, za niekorzystne dla niego zeznania Jauerniga przed sędzią śledczym. Pawłowski na pewno wstąpił do bandy Stolorza, na której rachunek krwawą zbrodnię na kolonii Zuzanna należy zapisać.

        "Siedem groszy" 1932 rok
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 26.09.14, 15:43
          -2-
          Zdanie jego podzielał komisarz Roemisch i w tym kierunku wszczął dochodzenia. Gdy kierownik komisariatu Kostka zameldowali mu się komisarz Roemisch zapytał co wiedzą o tej sprawie: - Właściwie nic panie komisarzu - odpowiada Stefański - Stwierdziłem, że nasz wzmocniony patrol policyjny był na miejscu zbrodni 15 minut przed 21- szą i nic podejrzanego nie zauważył. Policjanci rozmawiali nawet z zamordowanym a zaledwie 15 minut pi 21-ej posterunkowy Kostka raportował mi, że ktoś dzwonił z kolonii Zuzanna a żona i córka jego uprowadzone. ten pan, który dzwonił jest tutaj
          - Proszę go zawołać
          Posterunkowy Kostka odszedł i po krótkim czasie powrócił z 29-letnim szoferem Działłasem. - Niech nam pan opowie jak pan odkrył tę zbrodnię - zapytał komisarz Roemisch.
          - Jechałem moim samochodem z Katowic do Mysłowic - rozpoczyna swoje opowiadanie Działlas - W drodze zauważyłem, że zabrakło mi papierosów i ucieszyłem się gdy spostrzegłem w znanym mi od dawna sklepie Jauerniga światło. Zatrzymałem samochód i wszedłem do sklepu, który był otwarty. Nic jednak początkowo nie zwróciło mojej uwagi. chociaż nikogo w sklepie nie spotkałem. Zacząłem wołać właściciela a gdy nit się nie odzywał, udałem się do mieszkania by go poszukać. Gdy wszedłem do kuchni zauważyłem na progu przejścia z kuchni do pokoju już tylko zwłoki zamordowanego. Krew cieknąca z skroni zamordowanego mówiła wymownie, że żadna pomoc lekarska pomóc tu nie może. Gdy wszedłem do pokoju wygramolił się z pod łóżka ubrany tylko w koszulę brat zamordowanego Gustaw Jauernig. Z łóżka zaś wstała jakaś dziewczynka. Ci opowiedzieli mi że sklep został napadnięty przez bandytów a Jauering przez nich zamordowany. Natychmiast chciałem zatelefonować na policję lecz aparat telefoniczny był zdemolowany.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 26.09.14, 16:17
            -3-
            Razem z Gustawem Jaueringiem udaliśmy się wobec tego do nadsztygara Chlubka zamieszkałego obok skąd powiadomiono komisariat policji w Giszowca o tym co słyszałem. W międzyczasie nadeszło z Nikiszowca i Giszowca kilkunastu policjantów i zebrało się z okolicy dużo gapiów. Wieść o napadzie rozniosła się bardzo szybko. Od razu moc ludzi rzekomo widziała bandytów, słyszeli krzyki, strzały, mało kto jednak mógł wywiadowcom powiedzieć coś konkretnego. Zgodnie jednak kilku podawało że widzieli 4 bandytów, trzech pieszo i jednego na rowerze, jak zdążali drogą do Nikiszowca. Wśród bandytów obecną miała być kobieta. Komisarz Roemisch zarządził natychmiastowy pościg za bandytami w wskazanym kierunku sam zaś z wywiadowcą Wyszanowskim, Stefańskim i Kostką pozostał na miejscu. Pozostali głowili się przede wszystkim nad faktem uprowadzenie Jauerwigowej i jej córek. Najpierw zabrano się do zbadania mieszkania. W samym sklepie śladów było mało. Kilka szuflad było wszędzie otwartych jednak mogli to zrobić również domownicy. Inaczej wyglądało w pokojach. Szafy były pootwierane, rzeczy porozrzucane, aparat telefoniczny demolowany.
            • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 26.09.14, 20:11
              -4-
              (...) W piwnicy znaleziono zamkniętą Jaueringową wraz z córką i paroma jeszcze innymi osobami. Jauernigowa opisała szczegółowo jak zamordowano męża. Okazało się, że zbrodni dopuściła się banda Stolorza. Policja przesłuchuje świadków i przypomina sobie wszystkie wyczyny tej osławionej bandy
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 26.09.14, 20:18
                -5-
                W trzecim napadzie na Jauernigów Stolorz nie brał udziału i nawet nie wiedział kto go przeprowadził. Band rozbójniczych było przecież dużo więcej. Czwarty napad, który miał miejsce 28.9.1923 był opracowany przez samego Stolorza, który znał teren ten bardzo dokładnie. Swego czasu podczas powstania mieszkał nawet przez kilka dni u Jaueringów. Wiedział dokładnie gdzie przechowują pieniądze. Od Schnapki z Mysłowic dowiedział się że Jauering otrzymał w tych dniach dolary z Ameryki. to go głównie popchnęło do szybkiego działania. Napad był uplanowany na niedzielę 27 sierpnia. Grupa bandytów zebrała się już w sobotę w Katowicach, w mieszkaniu Hanki Janoszkowej przy ulicy Krzywej. Golaszczyka wysłano by zebrał kolegów z Szopienic, Janowa, Pszczyny i Sosnowca, zaś sam Stolorz z Kajtekiem Miszkowskim, Bertą Dziaczko, Janem Moskwą i Leną Szlamówną pozostali u Janoszki przez całą noc. Hanka Janoszka ze swoją matką Marią Zabudową udały się w tym czasie na pielgrzymkę do Piekar. W hulance brał udział Jan Zabuda u którego Stolorz niegdyś zamieszkiwał.
                --
                MADOHORA FORUM NIKISZOWIEC
                • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 26.09.14, 20:37
                  -6-
                  O tym że Stolorz ukrywa się gdzieś przy ulicy Krzywej słyszało wiele osób, nikt jednak nie odważył się zawiadomić policji. Za wielki lęk panował wśród ludności, która wierzyła że ma on wspólników w policji. W wspomnianą sobotę i niedzielę wypito moc butelek wódek i piwa. O zakąski postarała się Berta. Pieniędzy nie mieli za wiele i Moskwa musiał im płacić. W niedzielę o południu cała piątka opuściła mieszkanie, by przewietrzyć się w Parku Kościuszki. Świeże powietrze podziałało otrzeźwiająco na wszystkich. Po spacerze herszt bandy Stolorz, jego adiutant (od czasu zerwania z chmurą) Kajtek Mieczkowski zwany "Józkiem" o prawdziwym nazwisku Kajetan Guczkowski oraz Lena udali się przez Muchowiec na kolonię Zuzanny. W przydrożnym rowie szosy prowadzonej z Katowic od Murcek, odpoczywało przyzwoicie ubranych dwóch młodych ludzi, którym przewodził Konrad Golaszczyk. Gdy "Merkur" przyszedł do nich z Józkiem i Leną, Golaszczyk natychmiast wysłał Czyża do skleu Jauerniga by ten zbadał sytuację. Po chwili Czyż wrócił i oświadczył, że dziś trudno będzie coś zrobić, bo Jauering ma gości i pije u niego policja. Poszedł jeszcze Golaszczyk stwierdzić sytuację i przybył z tą samą relacją. Wobec tej przykrej sytuacji Stolorz kazał bandytom rozejść się i przybyć dnia następnego w poniedziałek. Sam zaś z Józkiem wybrał się w powrotną drogę do Katowic. Gdy już byli niedaleko mieszkania Hanki Janoszkowej, Stolorz nagle się zatrzymał. - Mam takie przeczucie jakby u Hanki nie było już bezpiecznie - odezwał się do Józka. Ten zaś uznający w swoim herszcie siłę, mającą moc przewidywania wypadków zawrócił natychmiast:
                  - Chodźmy do Wolnego w Nikiszowcu, będzie lepiej - począł go przekonywać. I poszli. W tym samym czasie policja wpadła na trop Stolorza i poszukiwała go już u Janoszkowej, nie wiedząc nawet jak blisko była celu. Na drugi dzień zgodnie z umową zebrali się ci sami bandyci pod wodzą Golaszczyka w rowie przydrożnym, gdzie niebawem zjawił się Stolorz z Kajtkiem. Razem było ich sześciu. Stolorz każdemu wyznaczył funkcje. Do sklepu jako pierwszy wejdzie on, potem Golaszczyk, Kajtek i Czyż. Golaszczyk stanie przy drzwiach, Czyż pilnować będzie wszystkich w sklepie. Kajtek uważać na dom i sprowadzać wszystkich z domu do sklepu, pozostali zaś pilnować mają ulicy.
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 04.01.19, 23:03
                    PIOTR HEJNO ZGINĄŁ PODCZAS WĘDRÓWKI WE FRANCUSKICH ALPACH - Gazeta - 04.01.2019
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 13.01.19, 23:25
                    W GISZOWCU ZNALEZIONO CIAŁO MĘŻCZYZNY - www.infokatowice - 13.01.2019
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.04.19, 00:24
                    Wielki proces
                    o oszustwo i sprzeniewierzenla w przemysle
                    glJrnosl?Skim.
                    . !?- B y tom, dnia 26 marca 1813.
                    W roku zeszlym rozs,dZJiI s?d
                    w pit"dodniO'wych
                    rOZJpf3wach sprzeniewie:rzenia i 06zustwa,
                    . jakich si?
                    dopuscil niejaki Beck, zMz;jdca skJadu fLrmy Bern-
                    hard w Katowicach wzgl?em swegO' szcla Hentsche-
                    la, skladlszy mu d?a wagony karbihu
                    i mnostwo be-
                    czek oleju, pokootu itd., wart05ci razem. ?oIO' 20 ty-
                    ?? marek. W rozprawach tych broml Slf Beck, ze
                    w przestrtJf)twach nasladO'wal swego pracodawcf,. kt6-
                    ry ?zukiwal wielkie zaklady przeI?ys?owe
                    0 setkl ty-
                    :;i?y marek. Wslmtclk denuncyacYI Becka zostal H.
                    L:aaresztowany w lipcu raku 1911, ? dzis ?aezfly sif
                    przed I izb? karn? rozprawy przeClwko n1emu, ma-
                    j,ce trwac okclo czternastu dm.
                    Oskarzony, kupiec M.
                    a k sHe n t 5 C. h ? I
                    z Kato:
                    wic, liczy lat 41! jest zcnaty,. ewan?ehk
                    I p<:Jch?dzl
                    z .powiatu brzesklego. Uczyl Sl?.
                    W glmna7yum az dO'
                    niiszej tercyi, p<:c:zem by? uc?m?m przez ?zy lata
                    w pewnej faktoryi
                    w SWlebcC101le; nast?p1Ue praco-
                    waJ. w l'\)sie i pnez pi?e lat w Hrmie Lomnitz
                    w Bytomiu jako ksiC}:ikowy i podr6:iuj?cy. firma ta
                    miala st05unki kupieckie z g6rnoSl,!skimi zak!adami
                    przemyslO'wymi i Hentschel tu porobil odpowiednie
                    sobie znajomoSci.
                    Oskarzwie L30fZuca Heutschlowi, ze w lataeh od
                    1?O8-:-191.1 popelniJ c.de'("d2ieScipi? oszustw i splrze-
                    meWlttzen i oszukal przez to rome gQmoSl.?kie za-
                    klady J?Il"zemyslowe? tudziez wsp6lnitk6w swego inte-
                    resu (firmy Franclszek Bernha,rd w KatQwieach
                    0 '713 250 mk.
                    Dzis i jutro slueha s?d ze zeznan oskartonego.
                    Hentschel wywodzil: Tajny radca KolltJ1ann z l1aj-
                    duk6w poradzil mi. abym obj'll kierownietwO' firmy
                    r. Bernhard w Katowicach. ktora zakladom prze-
                    myslowym dostarczala r6inych materyal6w. jak
                    olej, pokost itd. Wlasnie zmart kierownik i wla-
                    seidel tel firmy, Bernhard; p. Kolllmann zaznajo
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.04.19, 00:38
                    Zbrodola w Wlodawkn.
                    Wlasoicitl Z8Ikladu stolarskiego we Wlodawku, Leo-
                    nard ?1sL.ewski,
                    w Nowy Hok po powrocie do uOO1U
                    na ?ad zasM
                    w miesL.kaniu :z.wloki swej maiki, 74-
                    l e t:r ue
                    j starusl.ki,
                    w okrutny spos6b zamordowanej.
                    Mlala ooa poden.ni?e gaifdlo. Okazalo si?, Ze mord'l.1
                    dokonano w celu raoUtnkU, gdyz szkatulka nieb06zczki
                    byla rozbi1a i zabraalo
                    z n-iej Soo rubli w zlooie. Na
                    drugi <Wen po morderstwie zauwazooo, ie jeden
                    z czel'?<il11lik6w Olszewskiego, Stanislaw Puchalski, gdzies
                    ?l. Rozeslano za ntm listy goocze i
                    w Aleksal11-
                    dr?le aa-esztowano go
                    w towarzystwie drugiego mlo-
                    dz,ief1ca. Przy aresl.towanych maleziono 500 rubli
                    w zlocie. Badani z calym cynizmern przywati si? do
                    zbrodni, zamaezywszy, Ze' poszli powinsrowae staru-
                    SZCe Nowego Roku. W chwili, gdy jeden
                    z nich, Pu-
                    chalski, calowal starU6zk?
                    w r?k?, drugi poder.1.rui1 jej
                    eard1o. Zbrodniarzy osadzono
                    w wi?icniu

                    1913
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 09.08.20, 18:58
                      Spóźnienie”
                      Szef do spóźnionej pracownicy:

                      Pani Doroto, zauważyłem, że dziś znów spóźniła się Pani do pracy o godzinę !
                      Ależ skąd Panie dyrektorze !!!. Jestem już od ponad godziny, tylko parkowałam
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 10.08.20, 18:59
                      czUJność Po słUżBie

                      Policjant po służbie zauwa-żył, jak w jednej z drogerii na terenie Rembertowa 35-letni mężczyzna kradnie kosmetyki. Zatrzymał go i przekazał w ręce wezwanego patrolu. Sprawca – jak się wkrótce okazało – po-szukiwany był przez prokuraturę rejonową w Turku
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 10.08.20, 19:01
                      Na Pradze Północ podczas libacji siostra zraniła brata nożem. Rany były poważne, ofiara była opero-wana. Sprawczyni miała 3 pro-mile alkoholu i była tylko w sta-nie wyjaśnić policjantom, że brat „otrzymał to, na co zasłużył”. Została zabrana do aresztu
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 10.08.20, 20:17
                      Ostatnio nigdy dość dobrych infor-macji. W Chinach uwolniono po 27 latach mężczyznę, który został skazany za domniemane zabójstwo dwóch chłopców w 1993 roku. Zhang Yuhuan twierdził, że został zmuszony torturami do przyznania się do winy. Niestety, prawdziwy sprawca zbrodni pozostaje nieuchwytny
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 22.08.20, 00:41
                      Luis w dzieciństwie był tzw. ofiarą losu. Jego ojciec karał go za jakiekolwiek kontakty z dziewczętami. Chłopiec był też wykorzystywany seksualnie przez ojca[3] i dwóch sąsiadów. Garavito w wieku 16 lat uciekł z domu i zarabiał przez jakiś czas jako uliczny sprzedawca dewocjonaliów. Dużo pił, kilka razy próbował popełnić samobójstwo.
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 22.08.20, 00:42
                      Garavito przyznał się do makabrycznej serii morderstw na terenie kraju dopiero podczas przesłuchań w październiku 1999 roku, kiedy przedstawiono mu niezbite dowody. Co więcej, pokazał wówczas policjantom notes, w którym kreską zaznaczał każde zabite dziecko; było ich 14
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 22.08.20, 00:44
                      HERBERT ROWSE ARMSTRONG CZY NAPRAWDĘ BYŁ WINNY
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.08.20, 18:29
                      Diana była wciąż żywa na kilka godzin przed śmiercią
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.08.20, 18:33
                      Wybuch jądrowy może być katastrofą
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.08.20, 18:35
                      Ofiary morderstw rzadko rozmawiają z policją
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.08.20, 18:39
                      Agenci federalni zrobili nalot na sklep z bronią. Znaleźli broń.
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.08.20, 19:56
                      Morderstwo w Mysłowicach z 1932 roku

                      Próżno dziś szukać po cmentarzach
                      Świadków tamtych wydarzeń
                      Czy na to była jakaś rada
                      Chyba nie. Gdy sąsiad zabija sąsiada
                      Pobili o co? Dziś trudno powiedzieć
                      Pomyśl o tym gdy będziesz na jakimś pogrzebie.
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.08.20, 20:24
                      BROMÓWNA OSKARŻA
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.08.20, 23:55
                      -2-
                      Znudzona pani Sevin na wzór innych dam postanowiła zająć się pracą społeczną. Nie pragnęła rozgłosu. Chciała tylko ciszy i spokoju. Ale też chciała czegoś więcej niż przechadzania się z psami po posiadłości. Zgłosiła się jako ochotniczka do sanatorium dla suchotników. Nie przyzwyczajeni i wrażliwi ludzie dość często ulegają atmosferze tego miejsca, nie raz wmawiając sobie chorobę. Z drugiej strony chorzy, którzy przeżywają miłość są nadmiernie pobudzeni i chcą jak najwięcej wykorzystać z czasu jaki im pozostał.
                      Młoda, niedoświadczona baronowa postanowiła jakoś umilić czas pobytu w sanatorium mając świadomośc tego, że oni żywi nie opuszczą tego miejsca.
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 25.08.20, 23:53
                      Podczas jednej z imprez dobroczynnych (1932 rok) na plaży w USA pojawiła się młoda dziewczyna w kostiumie Joany D'ark. Ponieważ strój był mocno niekompletny władze aresztowały dziewczę za obrazę moralności.
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 26.08.20, 00:12
                      Tak myślę, że ta historia jest świetnym materiałem na horror
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 27.08.20, 12:10
                      Dlaczego pod artykułem wyłączono komentarze skoro sprawa dotyczy morderców dziewczyny. Poza tym mają po 17 lat i pewno są sądzeni jak dorośli!
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 28.08.20, 13:50
                      Ale zawsze jest tak, że ktoś popełni błąd. Rutyna, pewność siebie i jest coś co się przeoczy.
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 12.09.20, 12:47
                      Taka dygresja - może to i prawda ale zdarza się, że czasami osoba ma jakieś kompleksy i nie chce pokazać twarzy. Był taki czas, że ja nie chciałam dawać się fotografować zwłaszcza dziennikarzom - nie miałam nic za uszami tylko uważałam, że gdzie mnie tam do gazet.
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 16.05.19, 23:45
                    Bytom G.-Śl. Kat Reindel z Magdeburga ściął dnia 8 bm. w podwórzu tutejszego więzienia znanego kłusownika (rabczyka)
                    S o b c z Y k a. Trupa pochowano następnie na cmentarzu katolickim. Przed śmiercią jeszcze wezwano Sobczyka
                    przed sąd, aby zdał świadectwo przeciw dozorcy więziennemu, nazwiskiem M a z a, który jak wiadomo, swego czasu chciał ułatwić ucieczkę ściętemu już Arltowi i Sobczyk zeznał, że Maza dla tego mu chciał ułatwić ucieczkę, aby on (Sobczyk) na-
                    stępnie zab?ł jego żonę, gdyż Maza chciał się ożenić z jakąś młodą dziewczyną. Maza został skazany na 8 lat "cuchthauzu" i 10 lat utraty praw honorowych. Z ostatnich chwil Sobczyka nadmienić wypada, że śmierci oczekiwał z zupełnym spokojem.
                    Zyczył sobie tylko jeszcze widzieć krewnych i żonę, któremu to życzenin nczyniono zadość. O godzinie 6 rano wysłucbał mszy św., którą odprawił ks. prob. Myśliwiec i przyjął z pobożnością komunią św. Na miejsce stracenia towarzyszyli mu rano o godzinie 7 i pół dyrektor więzienia p. Hamilton i ks. prob. Myśliwiec. Hobczyk był l44-ty z rzędu ściętych przez
                    kata Reindla, od czasu jak tenże urząd swój sprawuje. Sohczyk zyskał rodzaj sławy i, popularności pomiędzy ludem na Górnym - Slązku, i gdyby to było w Galicyi, jego ścięcie dałoby powód do rozmaitych kombinacyi na 10teJyi liczbowej
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 17.05.19, 00:36
                    ZABÓJSTWO "CZERWONEGO KOMISARZA" ERNSTA

                    Pisma paryskie doniosły, że w październiku r. b. w Odessie dokonano zabójstwa wice-prezesa odes- skiej „czrezwyczajki“ Adolfa Ernsta. Karjera życiowa tego człowieka jest bardzo cie kawa i warto o niej powiedzieć słów parę. Otóż lat temu 25, młody, bo tylko lat 20 ma jący, Adolf Ernst, zruszczony Niemiec, studjował prawo na uniwersytecie petersburgskim. Mieszkał on u pewnej bardzo zamożnej wdowy czterdziestoletniej — niejakiej pani Elżbiety Szwa rc, z którą łączyły go bliskie stosunki. Zakochana w przystojnym studencie wdówka ustaliła pewnego razu, że zginęła jej bransoletka, ozdobiona bardzo kosztownymi brylantami. Pani Szwarc, poderzewając o kradzież swoją służącą, zameldowała o wypadku policji. Wywiadowcy po tygodniu oświadczyli, że kra dzieży bransoletki dopuścił się student Ernst, a nie służąca. Ernst został aresztowany, wydalony z uniwer sytetu i skazany na pięć miesięcy więzienia, które odsiedział w Petersburgu. Po wyjściu z kryminału sytuacja młodego czło wieka była dość trudna. Uczyć się dalej już nie było możności, na posadę zaś nikt nie przyjmował. Po paru miesiącach głodu i chłodu, Ernst wy jeżdża na prowincję i wstępuje do trupy dramatycz nej w charakterze drugorzędnego aktora. v Parę lat spędza, włócząc się po różnyćtf mia stach syberyjskich. Zatrzymuje się wreszcie w Irkucku, porzuca scenę i żeni się z zamożną wdową, właścicielką trzech sklepów bławatnych. Ale „szczęście" to nie było długotrwałe. Mał żonka stale prześladuje go zazdrością, bije go, omal że nie na ulicy, znęca się nad nim. Pewnego razu, Ernst, wyprowadzony z równo wagi przez wściekłą babę, chwyta lichtarz i... roz bija jej czaszkę. Odbywa się sensacyjny proces. Sąd skazuje Ernsta na trzy lata domu popraA więc po raz drugi w życiu Ernst wchodzi do celi więziennej i tu się zatrzymuje na czas dłuższy. Rozumie doskonale, że nic już nie ma do stracenia, że droga życia uczciwego dla niego jest zamknięta nazawsze. Zaznajamia się więc z kasiarzami, bandytami, alfonsami, aby po wyjściu z więzienia razem z nimi „rozpocząć pracę". I rozpoczyna. Po odbyciu kary tylko dwa lata jest na wol ności. Przyłapano go w bandzie zbójeckiej w ; Kra snojarsku i skazano na długoterminowe więzienie ciężkie. W Aleksandrowskiej katordze przebywa aż do rewolucji marcowej 1917 roku, która otworzyła mu bramy więzienne. Wyjeżdża do Rosji i tu udaje byłego więźnia politycznego, przechodzi do obozu bolszewickiego, wstępuje do czrezwyczajki. Odznacza się okrucieństwem, mści się na „bur-, żujach", którzy, według niego, złamali mu całe życie. Od 1922 roku urzęduje w odesskiej „cze-ka“. Pewnego poranku aresztuje 25-letnią niewiastę, przepiękną hrabinę Orłową-Dawydową, której pro ponuje: . — Albo kraty więzienne, albo pożycie ze mną! Hrabina zmuszona zostać nałożnicą czerwonego komisarza. Żyjć ^ż cżłowfekiem, którego nienawidzi, który rozstrzelał jej męża i braci. Na początku 1924 roku porzuca jednak dom „czekisty", a w październiku spotyka się z^ nim przypadkowo na jednej z podmiejskich uliczek Odessy. Ernst rzuca się do niej i — „w imieniu prawa rewolucji" — aresztuje ją. Wtedy hrabina wydobywa z kieszeni mały re- wolwer, dwoma strzałami kładzie komisarza tru pem. trzecim zaś strzałem pozbawia siebię życia. W ten sposób zginął Adolf Ernst, człowiek który mógł żyć i skończyć inaczej
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 17.05.19, 00:58
                    Umieraj, skoro nie chcesz być moja
                    od gorącem niebem południa krew kipi wa- Przekonawszy się jednak, że Robini sprawę rem nawet w sercach starców. traktuje serjo, propozycje również serjo odrzuciła. Ostatnio dzienniki włoskie donoszą o okrut- Od tej chwili zaczęła unikać adoratora, choc nym mordzie, dokonanym na młodem dziewg^jtjiu nie zerwała z nim zupełnie stosunków. _ przez starca siedemdziesięcioletniego. Robini jednak nie zarzucił myśli poślubienia Przyczyna—to uczucie, na którego tle powstaję Lucji. Usiłował ująć ją podarunkami, łakociami, najwięcej konfliktów życiowych, które częstakróć wycieczkam^ ? 'i ' fóżrywkami! opromienia słońcem szczęścia życie ludzkie, a czę- Przy każdj sposobności ponawiał propozycję. Znudziło to wreszcie Lucję i zapowiedziała, że zerwie z nim znajomość, jeśli nie zaniecha tej myśli. , . Nie przeczuwała, że wydaje wyrok śmierci na siebie. Robini w kilka dni po tej rozmowie zaprosił ją na obiad, jak zwykle do hotelu. Przyjęła propozycję. Gdy pozostali sami starzec zapytał ją: — Czy zostaniesz moją żoną? Radzę, zasta nów się nad odpowiedzią! — Nigdy! — odparła. — A więc umieraj, skoro nie chcesz zostać moją! Z temi słowy, rzucił się na nią, chwycił za włosy i brzytwą podciął jej gardło. Wyrwała mu się z rąk i podbiegła do okna, wzywając ratunku. Odciągnął ją i, rozbestwiony, zadawał ciosy t W chwili, gdy wyłamywano drzwi z zewnątrz poderżnął sobie gardło i padł na trup Lucji. stokroć czyni je piekłem udręczeń i męczarni! Miłość! Powód — w tym przypadku protest serca przeciw związaniu swego młodego życia z życiem starca! Lucja Terrono miała lat osiemnaście! Mateusz Robini — siedemdziesiąt. Lucja, pomimo swój wiek młody, nie mogła już nikomu ofiarować miłości czystej. Będąc córką ubogiego sprzedawcy widokówek na ulicach i placach Wenecji, utrzymującego się raczej z że braniny, niż ze swego zajęcia, pozostawiona, sama sobie, nie miała dość siły aby się oprzeć pokusom wielkiego miasta. Wprawdzie była kwiaciarką, lecz to zajęcie traktowała jako pozór... Robini, posiadacz dość dobrze prosperującego klepu z wyrobami z lawy, zakochał się w niej bez pamięci! Był hojny dla niej — więc nie odmawia^ ła mu, ilekroć zażądał, swego towarzystwa. Gdy jednak pewmego dnia zaproponował jej, aby została jego żoną, przyjęła to za żart: przecież starzec wiedział, kim była!
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 19.05.19, 00:33
                    WRadoszowicach,gm.Niemodlindwóchmałolatówspodsklepuspożywczegoskradłodwarowery.Wkrótcepolicjaroweryodzyskała,alerozebranenaczynnikipierwsze.Sprawcamikradzieżyirozbioruokazalisięmieszkańcysąsiedniejwsi.
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 19.05.19, 00:34
                    ZbudynkustacjiPKPwDąbrowieNiemodlińskiej14sierpniawnocy,nieznanysprawcaskradłdwarowerygórskieowartościokoło1.000złotych.Właścicieleprosząozwrot,ponieważniemająobecnieczymdojeżdżaćdopracydostacjiPKPOpoleGłówne
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 30.05.19, 17:34
                    WYSADZONY BANKOMAT NA GISZOWCU - www.rmf24.pl - 30.05.2019
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 30.05.19, 18:48
                    BANDYCI WYSADZILI BANKOWMAT - ww.rmf24.pl - 30.05.2019
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 18.07.19, 21:56
                    https://www.gify.net/data/media/217/kon-ruchomy-obrazek-0240.gif
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 02.08.19, 22:05
                    Wampir z Galk6wka Rodzina odmawia ze znań e Głos zabrali biegli

                    Wczorajszy 10 dzień rozpra-wy karnej przeciwko Stanisła­wowi Modzelewskiemu posw1ę­cony był węzłowej kwestii po-stępowania dowodowego. Jak już informowaliśmy, jako ostatni świadkowie zeznawać mieli wczoraj członkowie rodzi -ny oskarżonego -jego siostra Janina K. oraz jej syn. Starsza o 19 lat Od brata, Janina K., znała go od dziecka, przez wie„ le lat z nim przebywała. Do jej opini; strony procesu przy wiązywaly duże znaczenie. Tak jak poprzednio żona oskarżone­go, tak i obecnie dalszych ilwo je osób, bliskich, skorzystało z prawa odmowy zeznań. W chwili wejścia członków rodzi-ny, na salę rozpraw. St. Mo-dzelewski rzucił w ich stronę jedno ukradkowe, bardzo krót-kie spojrzenie. Potem natych-miast przyjął od kilko dni dla niego charakterystyczną posta-wę -nisko opuścił głowę, o· pierając ją o barierę ławy oskar ionych. Orzeczenie sądowo-psychiatry­czne s-porządzone po przeszlo 5·miesięcznej obserwacji oskar-żonego, w pełni· utrzymali wczo ra.1 powołani nrzez sąd biegli specjaliści psychiatrii A Róiye ki oraz K. Grabowski. Złożylioni także wczoraj opinię nzu-pelniającą. Po o)>serwacji . oskar :i:onee:o w procesie, w czasie któ rego brał on. żywy udzi.ał. i uważnie śledził zeznania sw1ad ków, nie ma ich zdaniem pod-staw do zmiany opinii sformuło wanej w toku śledztwa, nie ma też podstaw do twierdzeń, że St. Modzelewski ni" miał roze-znania znaczenia czynów w cza-sie popełniania przestępstw i kierowania swym postępowa.­niem. .Jest on osobnikiem encP.-falopatycznym, z wyraźnie za• znaczonymi odchyleniami cha• „akterolo«icznymi. Przeprowa-dzone badania dodatkowe .oie ujawniły objawów, którę mo-głyby świadczyć o za1mrzeniach psychicznych. Chodziło tu o stwierdzenie czv dostr:reżone n niego zmiany cha:rakterołogicz­ne, są wtórne i powstały na tle organicznego uszkodzenia mózgowia' (oskarżony doznał w różnych okresach życia trzy• krotnie urazów głowy), czy tet sa one następstwem zaniedbań wychowaczych i wynikiem od-działvwan;a •rodowiska w Jakim przebywał.W tokn obserwacH I badań, lekarze stwierdzili. że u St. Mo dzelewsltiee:o odchvlenia nie są nastrustwem urazów. Zadatki negatywnych cech po.Jawiły się u niego już we wczesnym dzie-ciństwie, a następnie utrwali-ły się. Nigdy me okazywał on poczucia więzi z najbliższa „„ ... dziną. nie przejawiał .LtCzuć :łi<ł'ięczności za okazana do-broć. nie posiadał żadnego po-czucia wyrządzonej krzywdy. Lekarze nie stwierdzili u oskar tonego także cech charaktery-styclinych dla osób dotkniętych pourazowymi zaburzeniami psy chicznymi, w postaci zmian otępiennyrh. lub degradacji ty-ciowej. Wręcz przeciwnie widoc=a jest u niego aktvw-ność życiowa i awans, wybicie sii: 'J)Onad śror•owisko z które-go wvsze1H. Obserwacje wyk"-zaly też. że dobrze potrafi 011 kierować swym postepowaniem. a obni7cn1e 7.dolności hamow;i-nia i krytyrv.,.mu nastf.'t>owało u niel"o zwykle pod wpływem alkoholu. Wiele dodatkowych pytań za-dawaJi \VC"TOra;i biegłvm obroticy, oskarżyciele oraz san. Sąd po-łożył szc7Cl!'ólny nacisk na kwstię w jakim stopniu sfery uczuć i moralności. Biegli w odpowiedzi stwier-„Nowoczesne źródła energii". dzili, że w przypadku St. Mo u.oo „żolnierska rzecz''. 11.3 dzelewskiego decydującą dla (Ł) Koncert ork. mandolin. sprawy jest siła popędu i wo-ŁRPR. 11.49 Rodzice a dziecko. li. U człowieka dorosłego, gdy 12.05 z kraju i ze świata. 12.10 afekt i intelekt są w normie, Koncert z polonezem. 12.45 Ro1-popęd nie góruje nad wolą. U niczny kwadrans. 13.00 Instru-oskarżonego modulacja afektu menty smyczkowe. 13.25 Na była prawidłowa. Gdy zagraż;i-swojską nutę. 13.40 Więcej, le-ło mu niebezpieczeństwo, po-piej, taniej. 14.00 (Ł) „Wesoły trafił przerwać działanie prze-Autobus" nr 128. 15.00 Wiad. stępcze. W okresie gdy u oskar 15.05 Godzina dla dziewcząt żonego nie ujawniono rlziałań chłopców. 16.00 Popołudnie z przestęp,c".ych, swe sadystyczne młodością. 18.40 Muzyka i akt. skłonnosr1 wyład?wywał on w 19.05 „Praktyczna Pani". 19.20 domu, traktUJC:\C ~onę w .bar<l.zo „A narzęd~i wciąZ brak". 19.35 podobny spc:isób Jak swoJe of1a-utwory klawesynowe. 20.00 rv. W czasie . czynów gwałtow I Dziennik. 20.26 Kronika sporto-nych, u oskarzonego ~o~ło na„ wa. 2Ó.40 „Imieniny" -słuch. ~tę_oować p~wne zawęzeme pola 2i.4o Kompozytor i jego piosen s:w!ado1!1osc1. ale ? cbaraktnze ki _ A. Kaszynski. 22.00 Fel. !1zJol?g1cznym .. Op1s~"'.ana P'::rez Red. Społecznej. 22.10 Odpowie-oskarzonego mepam1ęc wyb1ór-dzi z różnych szuflad -wt. c~a, dotyc;ząca mon:ientów zbrod Kopaliński. 22.25 „Karnawał w mczych JP.St zd::m•em lekarzy, Paryżu''. 23.00 II wydanie dzien po zdema•kowamu, Jego posta-nika. 23.10 Wiad. sport. 2.1.15 wa obronną. Po wysłuchaniu opinii bie-klakiewicz. 24.00 Wiad. głych, obrońca J. Leszczyński wniósł wczoraj o powołanie do datkowych biegłych oraz wery-fikacjr. opinii biegłych w czi:ści seksuologicznej i psychologicz-nej. Drugi obrońca E. Górecki podkreślił. że o decyzji sądu w tej sprawie powinna zadecydo-wać wyfatkowość procesu. Prze ciw temu stanowisltu obrony J>nnownie oponował oskarżyciel, twierd:rac, że powołanie dru-gieęo składu biegłych jest :ra-sadne doniero w chwili pod-ważenia słusi;ności opinii pierw szego ~kładu. Decyzje w tej !;OTawi t <!IJ'losi sąd dziś, w je-denastym dniu procesu. M. KRAJOWNA

                    Dziennik Łódzki 1969 rok
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 12.09.20, 12:54
                    Należy zachować czujność w rozmowie z osobą, która nie chce podawać nawet podstawowych informacji o sobie, podaje ich mało albo wręcz odmawia odpowiedzi na podstawowe pytania.
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 12.09.20, 13:04
                    Zdarza się, że ofiary oszusta otrzymują kilka wiadomości tej samej treści. To również powinno wzbudzić naszą czujność.
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 16.09.20, 14:08
                    PRZEDŁUŻONO ŚLEDZTWO W SPRAWIE TRAGICZNEGO POŻARU ESCAPE ROOMU - Interia - 16.09.2020
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 18.09.20, 20:26
                    Motyw pisania anonimów

                    W tym samym czasie Adolf Ziffer nawiązuje romans żoną Hasuera. Ten dowiedziawszy się o tym sowicie opłacił detektywów i zorganizował nagonkę na swego byłego już przyjaciela. Zdobywa też rzekome dowody na winę Adolfa Ziffera i wszelkimi siłami stara się przekonać o tym francuską policję przesyłając anonimy i wynajmując detektywów. I chociaż jego zamiar był zupełnie inny to za jego sprawą policji udaje się wpaść na trop Józefa Ziffera, który zdążył już wyjechać do Paryża i tam został aresztowany za jakieś drobne oszustwo. Jego zdjęcie zostaje umieszczone w rejestrze przestępców z 1924 roku. Zeiffer odsiedział swoje a policja nie skojarzyła go ze śmiercią artystki. Józef Zifffer w tym czasie zmienia wygląd i nazwisko a następnie wyjeżdża do Londynu gdzie wszelki ślad po nim ginie. Dopiero po jakimś czasie pojawia się znowu w Paryżu pod nazwiskiem Alibert. (W tamtych czasach nie było jeszcze takich metod śledczych jak obecnie, ani badań DNA). Ma tutaj dwa mieszkania w których przebywa na zmianę. Towarzyszy mu notowany na policji bandyta. Alibert często jeździ na Rivierę gdzie wiedzie dostatnie życie. Teraz już depczą mu po piętach prywatni detektywi oraz policyjni śledczy. Jest obserwowany ale na razie nie ma dowodów by go zatrzymać. I tutaj dochodzi do czegoś niezwykłego. Okazuję się, że równocześnie ze śledzeniem Aiberta w związku z zabójstwem sprzed lat , Alibert i jego towarzysz zamieszani są w działania bandy będącej od dawna pod obserwacją policji. Ale w tej sprawie policja jest na etapie zdobywania dowodów. Przy okazji tego śledztwa okazuje się, że szefem gangu jest...komisarz policji z Riviery Mariani. Następuje szereg aresztowań. Ailbert wraz z towarzyszem uciekają pociągiem do do Paryża. W tym czasie następują dalsze aresztowania łącznie z bratem komisarza Piotrem Marianim. Uciekinierzy uświadamiają sobie, że pewno wszystkie drogi są zastawione przez policję i ich ucieczka może się nie powieść postanawiają więc popełnić samobójstwo. Konduktor, który miał ich obudzić zastał dwoje martwych ludzi. Przy czym jak ustalił lekarz sądowy Ailbert zastrzelił swojego przyjaciela a potem sam strzelił strzelił sobie w serce. Ciała ich zostały rozpoznane po dokumentach, które mieli przy sobie oraz autopsji.
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 18.09.20, 20:35
                      Morderca szwagierki znalazł śmierć w pociągu

                      W pociągu pospiesznym zmierzającym do Paryża konduktor znalazł zwłoki dwóch mężczyzn. Jednym z zabitych jak wynika ze znalezionych przy nim dokumentów na nazwisko Aliberta jest Józef Ziffer, który przed jedenastu laty zamordował swoją szwagierkę Helenę Zawuską. (artystkę Lillę Zabłocką). W 1933 roku czyli 10 lat od zamordowania kobiety policja aresztowała jej męża Adolfa Ziffera oraz jego siostrę jako zleceniodawców zabójstwa. Oboje zostali skazani na długoletnie więzienie. Za mordercą policja wysłała listy gończe, jednak Ziffer zacierał za sobą ślady wielokrotnie zmieniając nazwiska oraz miejsca pobytu. Dopiero niedawno udało się policji francuskiej ustalić że Ailbert i Ziffer to ta sama osoba.

                      5-ta rano Nr 272/ 29.09.1934
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 19.09.20, 01:35
                    Poprzednik Arnolda? czyli Upiorne Laboratorium

                    Niedaleko San Francisco stoi przy drodze piękna willa, która została niedawno zakupiona przez pana Ribbertsa - emerytowanego dyrektora zakładów chemicznych. Wprowadzając się do willi nowy właściciel urządził tam wspaniałe laboratorium chemiczne, do którego nie wpuszczał nikogo. Po jakimś czasie Ribbers zaczął zatrudniać młode asystentki. W tym celu jeździł po San Francisco i przywoził z sobą młode kobiety. Pierwszą z nich była 25 letnia złotowłosa dziewczyna. Bawiła w willi trzy tygodnia, następna dziewczyna mówiła po angielsku z francuskim akcentem. Ta przez miesiąc prowadziła funkcję asystentki po czym rzekomo została odprawiona. Ostatnim gościem była panna Małgorzata Wolier, którą widziano tam tylko 10 dni. Małgorzata mieszkała samotnie w małym, podrzędnym hotelu. Jednak nie była samotna, miała towarzystwo o czym Ribberts nie wiedział. Małgorzatę odwiedzał równie biedny jak ona urzędnik ubezpieczeniowy - jej narzeczony Renoir. Pewnego razu oświadczyła mu Małgorzata, że przejeżdżający drogą elegancki pan w czerwonym samochodzie zaczepił ją i zapytał czy nie chce u niego popracować. Narzeczony zbagatelizował te informacje. Jednak następnego dnia otrzymał list w którym Małgorzata informuje go, że zatrudniła się u tego pana z samochodu na 10 dni po czym do niego wróci. Po 20 dniach Renoir zaniepokoił się, że narzeczona nie wraca z tej pracy i nie daje też znaku życia. Zgłosił ten fakt na policję. Wszczęto poszukiwania. Śledczy przeszukali wszystkie wille w okolicy San Francisco, wypytywali też
                    o czerwone auto.W końcu trafili na willę Ribbertsa. Po dokonaniu rewizji znaleźli w biurku damskie części garderoby, które Renoir rozpoznał jako należące do jego narzeczonej. Podczas przesłuchania Ribberts przyznał się do popełnionych zbrodni. Wybierał samotne dziewczyny, takie których nikt nie będzie szukał i takie, które potrzebowały pracy. zapraszał do siebie do willi, pracowały razem z nim. Po czym po jakimś czasie usypiał je chloroformem, następnie dusił w swoim laboratorium. I rozpuszczał w kwasie tak, że nie zostawał po nich najmniejszy ślad. Sąsiadom mówił, że panny zrezygnowały z pracy. Jednak jak to mówią - morderca zawsze popełnia błąd - w przypadku ostatniej ofiary myślał, że dziewczyna jest samotna i że nikt jej nie będzie szukał.
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 20.09.20, 12:16
                    Zamach na Aleksandra II – zamach bombowy na cara Aleksandra II dokonany przez anarchistyczno-rewolucyjną grupę terrorystyczną Narodnaja Wola w dniu 1 marca?/13 marca 1881 w Petersburgu. W miejscu zamachu w 1907 roku otwarto Sobór Zmartwychwstania Pańskiego, znany również pod nazwą Cerkwi na KrwI
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 20.09.20, 12:18
                    Ostatecznie Ziemia i Wola rozpadła się na „Czarny Podział” oraz na organizację „Narodnaja Wola” (Wola Ludu). Pierwsza organizacja rozpadła się dość szybko, większość członków przeniosła się do organizacji marksistowskich. Druga, stosunkowo liczna, prężna, przystąpiła do zdecydowanej działalności terrorystycznej. Narodowolcy uważali, że jedyną drogą do sukcesu jest taktykę spiskową oraz terror indywidualny. Od jesieni 1879 roku stale polowano na cara Aleksandra II. Próby nie ustawały pomimo uporczywych strat osobistych (działaczy wysyłano na katorgę lub aresztowano i przetrzymywano w twierdzy szlisselburskiej; większość z tych ludzi dożyło lat 40. XX wieku), a każdy nieudany atak motywował zamachowców do dalszego działania, wtedy to zamach na imperatora stał się fanatyzmem. Po nieudanym wysadzenia w powietrze pociągu carskiego, Narodowolcy przystąpili do realizacji wręcz fantastycznego planu – wysadzenia części Pałacu Zimowego. Tego zadania podjął się Stiepan Chałturin. Przez dłuższy czas przynosił dynamit do pałacu cesarskiego, aby 17 lutego 1880 r. go wysadzić; zginęło wiele osób. Jednakże Aleksander uniknął zamachu, bo wyjątkowo spóźnił się na obiad. Wywołało to powszechny zamęt w kołach dworskich, bo nigdy wcześniej nie posunięto się aż tak daleko
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 20.09.20, 12:20
                    Cesarza ubrano w mundur pułku Preobrażenskiego, ale bez insygniów i medali, jak prostego żołnierza. Księżna Jekaterina Jurjewska włożyła do trumny kępkę swoich włosów. Pochowano go w Soborze Pietropawłowskim.
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 20.09.20, 12:23
                    https://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/wd/qa/jcow/VEiISp54YzabbZS7YX.jpg
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 20.09.20, 12:30
                    Piastował urząd ministra robót publicznych (1880-1881) oraz finansów (1885-1886). Pełnił urząd prezydenta Francji w latach 1887-1894. Podczas jego prezydentury ujawniono w latach 1892-1893 wielki skandal korupcyjny związany z budową kanału panamskiego.
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 20.09.20, 12:33
                    https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uX9VClLj9fEuU7fa3X.pnghttps://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uX9VClLj9fEuU7fa3X.pnghttps://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uX9VClLj9fEuU7fa3X.pnghttps://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uX9VClLj9fEuU7fa3X.pnghttps://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uX9VClLj9fEuU7fa3X.png*
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 20.09.20, 12:40
                    10 września 1898 roku w Genewie w Szwajcarii Elżbieta czekała przy molu na parowiec wycieczkowy. Została zaatakowana przez włoskiego anarchistę Luigiego Lucheni, który wbił jej pilnik w serce. Jak później mówił chciał po prostu zabić jakiegoś władcę, nieważne jakiego. Rana okazała się śmiertelna, cesarzowa zmarła po kilkunastu minutach.
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 20.09.20, 12:42
                    https://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/wd/qa/jcow/RZYTgArQdH25zc8JWX.jpg
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 20.09.20, 13:13
                      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uX9VClLj9fEuU7fa3X.pnghttps://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uX9VClLj9fEuU7fa3X.pnghttps://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uX9VClLj9fEuU7fa3X.pnghttps://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uX9VClLj9fEuU7fa3X.pnghttps://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uX9VClLj9fEuU7fa3X.png**
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 20.09.20, 13:14
                    Po objęciu tronu podejmował starania, by jego państwo dołączyło do grona mocarstw europejskich i kontynuował politykę zbliżenia do Austro-Węgier i Prus. W 1882 roku zawiązał z nimi w Wiedniu trójprzymierze, skierowane głównie przeciw Francji. Podróże po całym państwie i zaangażowanie króla podczas klęsk żywiołowych (powódź w Wenecji i w Weronie w 1882, trzęsienie ziemi w Ischii w 1883, epidemia cholery w Neapolu w 1884 roku), gdy kierował operacjami ratowniczymi i udzielał pomocy finansowej ofiarom, przyniosły mu sporą popularność. Wspólnie z prawicowymi rządami zainicjował i wspierał podbój kolonialny w Afryce. Wówczas jego sława zaczęła się zmniejszać. Klęska w bitwie pod Aduą w Etiopii (1896) zaostrzyła sytuacje polityczne i konflikty społeczne w kraju. Pogłębiający się kryzys ekonomiczny wywołał falę demonstracji. Poparta przez władcę masakra w Mediolanie (1898) spowodowała wzrost nastrojów opozycyjnych, co skłoniło go do nieudanej próby umocnienia władzy monarszej z pominięciem parlamentu, którą podjął w latach 1899–1900.
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 20.09.20, 13:24
                    Karol I Dyplomata lub Męczennik, port. Carlos Fernando Luís Maria Victor Miguel Rafael Gabriel Gonzaga Xavier Francisco de Assis José Simão de Bragança (ur. 28 września 1863 w Lizbonie, zm. 1 lutego 1908 tamże) – przedostatni król Portugalii.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 26.09.14, 15:15
        Szopienice. W Szopienicach w ubiegłym roku (1926) operowali dwaj rutynowi złodzieje. Niejaki Józef Tomala i Władysław Koszowski obaj już karani kilkakrotnie. Dobrawszy sobie do pomocy dezertera z wojska polskiego niejakiego Maksa Pilarka 29 listopada 1926 roku okradli doszczętnie sklep konfekcyjny Karola Kopiecznego. Właściciel poniósł straty na sumę około 1500 złotych. W chwili gdy policja miejscowa poszukiwała bezskutecznie złodziei dowiedziano się że w nocy z 13 na 14 grudnia okradziono trafikę Pawła Buchty w Roździeniu, przy czym sposób kradzieży był zupełnie identyczny. Ustalono więc że w okolicy działa jedna szajka złodziejska. Tymczasem w nocy z 16 na 17 grudnia okradziono kantynę Knosały w Nikiszowcu. Po tej trzeciej kradzieży udało się policji złapać Tomalę i Kosowskiego ale Pilarka, dezertera wojskowego przetrzymani złoczyńcy nie wydali, został on przyłapany znacznie później i oddany do dyspozycji władz wojskowych. Trzecia Izba Karna S.O. w Katowicach dnia 26 lutego 1927 rozpatrywała sprawę Tomali i Koszowskiego oskarżonych o znaczną kradzież. Oskarżeni do winy się nie przyznali lecz sąd po przeprowadzeniu rozprawy skazał Toamlę Józefa na 3 lata ciężkiego więzienia, zaś Władysława Koszowskiego na 2 lata ciężkiego więzienia

        Polonia Nr 60/1927
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 26.09.14, 20:06
        Fabryka gwiazd filmowych

        Ciekawą sprawę rozpatrywał Sąd Okręgowy w Katowicach (1932). Na ławie oskarżonych zasiadł niejaki Karol Wawrzeczka, który wpadł na niecny pomysł oszukiwania ludzie przy pomocy mydlenia im oczu rzekomą fotogenicznością. Osobnik ten założył w Katowicach szkołę filmową pod nazwą "Empefilm" i do tej fabryki "gwiazd filmowych" wciągnął przy pomocy ogłoszeń w pismach szereg osób z Sosnowca, Zawiercia, Czeladzi i innych miejscowości. Oszust łudził ludzi naiwnych że po przeszkoleniu ich w "Empefilm" będzie kręcił z nimi filmy to też uszczęśliwione gwiazdy płaciły różne sumy do przepaścistych kieszeni pana dyrektora. W końcu jednak oszukiwani spostrzegli się że Wawrzyczka bierze ich na kawał to też sprawa oparła się o policję a później o sąd. No i pan dyrektor powędrował na 8 miesięcy do kryminału.

        "Siedem groszy 1932"
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 26.09.14, 21:34
        Przegrał żonę w Karty. Niesłychane zdarzenie w Modrzejowie

        Niesłychane wprost zdarzenie miało miejsce w Modrzejowie (sierpień 1932) Handlarz domokrążny Andrzej Zięba grał w karty na zielonej trawie, z niejakim Wawrzyńcem Kowalskim. Grali dłuższy czas na różne sposoby wreszcie obaj doszli do przekonania że najlepiej zrobią jeśli zagrają w oczko/ Ale o ile Kowalskiemu szczęście dopisywało o tyle Zięba miał pecha. Niewiele czasu minęło a przegrał wszystkie pieniądze jakie posiadał. Żal mu się wtedy zrobiło gotówki. Chciał się odegrać a nie posiadał ani grosza. Wpadł jednak na niezwykły pomysł:
        - Postawcie 10 zł a ja postawię żonę. Jak przegram zabierzcie moją babę a jak wygram
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 20.03.19, 21:27
          NAPAD NA BANK W KATOWICACH - Radio Piekary - 20.03.2019
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.10.14, 10:05
        Już w 1927 roku w Sądzie Okręgowym w Katowicach toczyła się sprawa przeciwko rodzinie Marchwickich -

        Na 2 lata ciężkiego więzienia każdego. oskarżonego Antoniego Zajączka za domaganie na 3 miesięcy wiezienia osk. Frands;ka Sikorę za paserstwo na 2 miesiace i 1 tydzień więzienia.
        SKAZANIE MARCHWICKIEGO - W sądzie powiatowym w Katowicaeh dnia 22 marca 1927 roku rozpatrywano sprawę Władysława Kirscha byłego redaktora czasopisma NOWIN I Wojclecha Marchwickiego autora
        oskarzonych o zniewagę st. przodownika policji Karwasieckiego w prasie. Mianowicie w Nr. 28 "Nowin" z dnia 14 czerwca ub. roku ukazał się artykuł pod tytultm: "Mówią już głośno". W artykule tym autor pisał, że przod. Karwasiecki miał być obecny na zebraniu Chrz. Dem. w Siemianowicach. gdzie mówca Kuźma wymyślał na
        marsz. Piłsudskiego. Oprócz tego miar przodownik przeprowadzć rewizje u czlonkow P. P. S. w Siemianowicach. Na rozprawie sądowej osk. Kirsch do winy się nie poczuwa, twierdzi. ze nigdy żadnych
        rękopisów nie czytał za to osk. Marchwicki przyznaje, że jest autorem artykułu i chce przeprowadzić dowód prawdy. Tymczasem podczas rozprawy Wyjaśniło się, że na zebramu Chrz. Dem. przod. Karwaslecki wcale nie był, a rewizje przeprowadzał w Laura Hucie, gdzie popełniono włamanie. a nie u czlonków P. P. S.
        Sąd skazał oskarżonoego Kirscha na 50 - złotych grzywny lub 5 dni wiezienia, za osk. Marchwickiego na 100 zł grzywny lub 10 dni wiezienia. Znieważonego upoważniono do ogłoszenia niniejszego wyroku na koszt oskarżonych

        Polonia Nr 81/1927
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 15.11.14, 20:50
        Dzisiaj tego już nie wolno robić, chyba że za zgodą sądu a kiedyś podawało się nazwiska do wiadomości publicznej a także prezentowało wizerunki osób podejrzanych.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 15.11.14, 20:53
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/wb/qa/5ixj/zHHtmnxXrbzDfmCqgX.jpg

        Sprawa z Hajduk Wielkich. S. zgwałcił i zamordował 9-letnią dziewczynkę, swoją sąsiadkę. Następnie utopił ją w ubikacji po czym czynnie włączył się w poszukiwanie dziecka. Wówczas były inne metody śledcze, części jeszcze nie znano. I jak to mówią, że nie ma zbrodni doskonałych miał pecha bo jakiś sąsiad (świadek) zobaczył go w zupełnie innym miejscu niż S. twierdził, że przebywał.
      • madohora Sprawa Gorgonowej 18.11.14, 16:01
        Krew na rekach Zeznania ogrodnika Kamińskiego i jego żony w procesie Gorgonowej

        Krakow, 11 -go marca. Sobotni dzień procesu przeciwko Gorgonowej, to dzień wielkiej pracy dla sędziów, prokuratorow, obrońcow i dziennikarzy, z tego względu, że jest to dzień najdłuższego trwania rozprawy. Proces rozpoczął się o zwykłej porze, a przerwany został około godz. 4 na 3 godziny,
        by wznowić go o godz. 7 wieczorem. Zeznaje w dalszym ciągu Henryk Zaręba. Odpowiada na pytania przewodniczącego, sędziow, przysięgłych, prokuratora i adwokatow. Początkowo zeznaje spokojnie. Jakkolwiek pytania sędziów przysięgłych są w wielu wypadkach bardzo dla niego niemile, jako dotyczące jego sposobu postępowania.
        • madohora Re: Sprawa Gorgonowej 18.11.14, 16:02
          Krwawe ręce
          Przewodniczący usiłuje ustalić dokładnie, kiedy Gorgonowa pocieszała Zarębę krytycznej nocy, czy to było przed jej Pójściem po wodę do basenu, czy po tem chodziło mianowicie o to, czy plamy krwawe zostawione przez Gorgonową na Ciele Zaręby z okazji objęcia go ręką czy pochodzić mogą stąd, że skaleczyła się Ona o szybę, gdy szła po wodę, czy też Ślady te zostawione były przed jej pójściem po wodę. Jeżeliby zatem zachodził drugi wypadek, to zachodziłoby od czego Gorgonowa miała zakrwawione ręce. Kamiński twierdzi, że Gorgonowa obejmowała Zarębę w parę minut po stwierdzeniu morderstwa, zatem byłoby to przed pójściem Gorgonowej po wodę. Następnie po długiej indagacji oskarżonej nie zdołano ściśle ustalić, kiedy się skaleczyła.
        • madohora Re: Sprawa Gorgonowej 18.11.14, 16:03
          Dzieci i kochanka ojca
          Przysięgly inżynier Otorowski: - Czy Pan zastanawiał się co łączyło ją z Zarębą
          - Pan chciał zerwać z nią gdy na świat przyszło dziecko Zaręby, On jakoby jej obiecywał że z nią zostanie. Wyparł się żony a Gorgonowej obiecywał że ona zostanie jego żoną. Teraz się tego wypiera iż obiecywał związek zalegalizować. Wszystko było dobrze i dopiero kiedy inna kobieta weszła międza nas, wtedy zaczynają się zarzuty, że byłam zła, głodziłam dzieci.
        • madohora Re: Sprawa Gorgonowej 18.11.14, 16:04
          Niemoralne prowadzenie się...
          Przewodniczący: — Pani tak oskarża, jakoby p. Zaręba był oskarżony o niemoralne
          prowadzenie się, a to jest tylko uboczna rzecz. Możeby pani z tem skończyła W trakcie dalszej rozprawy poruszono kwestię owych 10 tys- dolarow, przyczem odczytano umowę o zerwaniu, ktorą przygotował Zaręba do podpisania przez oskarżoną. Jest tam mowa o wspomnianej kwocie i pozostawieniu dziecka przy Zarębie. Umowy tej oskarżona nie podpisała. Pytania prokuratora, dotyczące kilku drobnych szczegołow, nie wnoszą niczego specjalnie nowego do rozprawy.
          Prokurator: — Czy Staś miał widzenia, czy był skłonny do fantazjowania?
          Zaręba: — Nie, niczego takiego nie zaobserwowałem.
          Pytania adwokatow, szczegolnie adwokata Aksera, dotyczą wyświetlenia sprzeczności
          w zeznaniach Zaręby w sprawie skaleczenia się Gorgonowej. Poprzed rokiem zeznawał Zaręba, że zraniła się na odłamkach szklanki, gdy zbierała je, obecnie zeznał, że to na kieliszku. Przewodniczący stwierdza, że w aktach Jest jedno zeznanie, ktore pokrywa się obecnem twierdzeniem świadka.
        • madohora Re: Sprawa Gorgonowej 18.11.14, 16:05
          Stosunek do Steinówny
          Obrońca Akser zapytuje Zarębę o jego stosunek do p. Steinowny. Pytania te zaczynają
          drażnić Zarębę, to też odpowiada on z widocznem zdenerwowaniem. Obrońca Ettlnger: — Poco pan spisał żądania p. Gorgonowej i żądał ich podpisania? Zaręba: — Aby z tem pojść do adwokata 1 poradzić się go. Ettlnger: — Przecież to było absurdalne żądać podpisu od niej. Adwokat i tak uwierzyłby panu jako klijentowi. Zaręba: — Niech się pan o to zapyta P. Gorgonowej. Ettlnger: — To ja się mam pytać p. Gorgonowej, dlaczego żądała?
          Dłuższe indagacje obrońcy Woźniakowskiego zmierzają do wyświetlenia stosunku Zaręby do Steinowny. Zaręba wypiera się, by łączył go jakiś inny stosunek ze Steinowną, jak stosunek szefa do pracowniczki biurowej. W ciągu dalszej rozprawy poruszano kwestię kradzieży, jaka zdarzyła się na parę lat przed morderstwem w willi brzuchowickiej. kwestję wody zaskornej, od ktorej według twierdzenia oskarżonej zamokłą jej chusteczka z plamami krwi, znaleziona w owej piwnicy itd. Rzeczoznawca prof.. Olbiychit pyta świadka, czy może on wskazać koszulę wśrod dowodow rzeczowych, w ktorej krytycznej nocy znaleziono ciało denatki. Zaręba nie przypomina sobie, która to była koszula.
        • madohora Re: Sprawa Gorgonowej 18.11.14, 16:06
          Świadek pod zarzutem morderstwa
          O godz. 12-tej min, 50 sąd przystępuje do badania świadka Kamińskiego. Prokurator
          żąda zaprzysiężenia świadka. Sprzeciwiają się temu obrońcy, przyczem dr. Akser obszernie to motywuje. Sprzeciwia się on zaprzysiężeniu świadka z tego powodu, że jest on rownież podejrzany o popełnienie owego morderstwa. Poszlaki wskazują, że morderstwo zostało popełnione na tle seksualneni. Takiego mordu nie popełniła kobieta tylko mężczyzna, a
          pewne okoliczności wskazują, że mogł popełnić świadek. Przemowienie dr. Aksera silnie uzasadniające podejrzenie w kierunku ogrodnika Kamińskiego wywołało na sali wielkie poruszenie. Trybunał udał się na naradę. Woźny pozabierał wszystkie akta ze stołu sędziowskiego, wobec tego, źe są jakieś poważne powody do przerwania dzisiejszej
          rozprawy. Wszyscy oczekują w naprężeniu.
        • madohora Re: Sprawa Gorgonowej 18.11.14, 16:07
          Decyzja trybunału
          Około godz. 2-giej wraca na salę sąd przyczem przewodniczący ogłasza decyzje
          trybunału o postanowieniu zaprzysiężenia świadka, gdyż po rozważeniu wszelkich
          okoliczności sprawy, trybunał doszedł do przekonania, że niema podstaw do podejrzeń w stosunku do Kamińskiego, ktoreby mogły przeszkodzić w jego zaprzysiężeniu. Pozatem stwierdzono w czasie dochodzeń, że Kamiński krytycznej nocy przed zbudzeniem go przez oskarżoną, nie oddalał się ze swego mieszkania. Odbywa się zaprzysiężenie świadka
        • madohora Re: Sprawa Gorgonowej 18.11.14, 16:08
          Czy Gorgonowa towarzyszyła Kamińskiemu na posterunek?
          Kamiński opowiada o stosunku Gorgonowej do dzieci i powiada, że był on zły. Gorgonowa często wymyślała na dzieci, podobnie zresztą jak i na inż. Zarębę. Rownież na niego pogniewała się oskarżona, a poszło o jakieś listy, kompromitujące oskarżoną wobec Zaręby, o których świadek nic nie wiedział. Kiedy się zbudził krytycznej nocy z powodu pukania oskarżonej w jego okno, wstał, ubrał się i poszedł do willi. Dowiedział się, że popełniono morderstwo, więc poszedł do żandarmerii, gdzie kazał mu pojść Zaręba. Poszedł sam. Nikt mu nie towarzyszył, w szczegolności nie była z nim na posterunku oskarżona. Twierdzenie,
          że by! na posterunku sam, Kamiński podtrzymuje usilnie, co wywołuje, że oskarżona zwraca się do niego z zarzutem kłamstwa. Zeznawała ona. że była na posterunku razem z Kamińskim. Kamiński na to odpowiada ostro:
        • madohora Re: Sprawa Gorgonowej 18.11.14, 16:09
          - Ta pani kłamie
          Dalej świadek Kamiński zeznaje, że Staś mówił mu, że widział postać, nie powiedział jednak tego od razu policji, rozmawiał natomiast z zoną. Badał ślady z żandarmem Trelą. Były ślady wyraźne ku piwnicy i na matą werandę.
        • madohora Re: Sprawa Gorgonowej 18.11.14, 16:10
          Starcia świadka z oskarżoną
          W trakcie zeznań Kamińskiego dochodzi w paru momentach do gwałtownych starć między świadkiem a oskarżoną. Tuż po morderstwie oskarżona usiłowała rzucić podejrzenie na świadka, nazywając go wówczas bandytą, ktory sprowadzał rożne indywidua. Szczególnie wspomnienie tego momentu wywołuje gwałtowną reakcję ze strony świadka. Dżagan Kamińskiego indaguje się szczególnie w kwestji dźagana, ktory służył do rozbijania lodu. Kamiński posługiwał się dżaganem przy rozklinowywaniu drzewa. Jak wiadomo, dżagan miał być narzędziem mordu. Na żądanie jednego z sędziow przysięgłych pokazują dżagan, bo, jak powiada interpelujący, nikt z przysięgłych nie zdaje sobie dokładnie sprawy co to jest. Okazuje się, że w wschodniej Małopolsce nazwa dżagan służy na określenie zwyczajnego kilofa. Przypuszczalne narzędzie mordu nie posiada drzewca. Kolec jego jest wbity na młotek.
          Kamiński stwierdza, że dżagan w każdym razie nie był położony przez niego tak, żeby mogł wpaść do przerębli. Znaleziono go kilka dni po morderstwie, w czasie śledztwa, po wypompowaniu wody. Ważny jest moment zeznań Kamińskiego, odnoszący się do skaleczenia rak oskarżonej.
        • madohora Re: Sprawa Gorgonowej 18.11.14, 16:11
          Krew i ślady
          Prokurator (do oskarżonej): — P. Kamiński zeznał że zwrocił pani uwagę, gdy przyszedł do jadalni, że pani jest zraniona. Gorgonowa: — Podobno. Ja tego nie pamiętam. Prokurator (do Kamińskiego): — Czy pan zwrócił na to uwagę? Kamiński: Zwrociłem na to uwagę,
          gdy przyszedłem z posterunku żandarmerii. Powiedziała, źe skaleczyła się na szybie. Gorgonowa: — Ja to mowiłam w kuchni i nikt mnie o to nie pytał. Prokurator: — Czy pan zauważył jakieś ślady w pokoju denatki, gdy pan przyszedł. Ślady śniegu lub wody po śniegu Kamiński: — Nie zauważyłem. Obrońca Akser: — A czy p. Gorgonowa mocno biła w tę szybę u pana. Kamiński: — Tak, że się zbudziłem, a szyba była już przedtem pęknięta.
          Obrońca: — Czy potem była więcej pęknięta? -
          Kamiński: — Nie wiem.
        • madohora Re: Sprawa Gorgonowej 18.11.14, 16:12
          W ogniu pytań obrońców
          Obrońca Ettlnger prosi o zanotowanie, że świadek w trakcie dzisiejszych swoich
          zeznań zauważył rzeczy nowe. Mianowicie o pokazaniu przez Gorgonową skaleczonej
          Ręki, o tem, że wisiała iaklchś podejrzanych osobnikow. Ponadto obrońca prosi o stwierdzenie, że w protokole rozprawy lwowskiei powiedziano: „Świadek napytany, czy ślady były męskie czy damskie, powiedział, że tego nie wie. Obecnie świadek powiedział, że ślady były damskie. Obrońca Woźniakowski: — Dlaczego pan nie odpowiedział nic, gdy oskarżona wskazywała jako na sprawcę mordu świadka na pana. Świadek z oburzeniem: Bo pan dyrektor
          (Zaręba) odrazu sam zwrocił uwagę, że na mnie niema co rzucać podejrzenia. Woźniakowski: — Jeżeli panu ktoś powiedział, że owa postać, to Gorgonowa, dlaczego pan nie powiedział tego żandarmowi? Świadek: — Ja przez całą drogę o tem z nim nio rozmawiałem. Woźniakowski: — Dlaczego pan się zrobił taki tajemniczy przed żandarmem? Kamiński: — Żandarm przyszedł, popatrzył się na Lusię i poszedł zawiadomić policję. Woźniakowski: — Gdyby pan powiedział żandarmowi coś, że Staś widział postać oskarżonej, to gdyby żandarm znalazł ślady, byłby wziął bucik Gorgonowej i przyłożył go do śladow. Kamiński: — Myśmy mowili o śladach, nic więcej. Woźniakowski przez dłuższy czas indaguje świadka w sprawie śladow, co świadka wyprowadza z rownowagi, więc rzuca uwagę ku obrońcy: — Panie mecenasie, niech mnie pan o to nie pyta. Mec. Woźniakowski pyta świadka, czy są druty kolczaste przy ogrodzeniu. Kamiński potwierdza, że sa. Mec. Woźniakowski: — Jak przyszła
          policja, czy pan mowił coś, że jest sprawczyni mordu blisko i nie trzeba jej szukać. Kamiński: — Tego nie mowiłem, dopiero wieczorem dnia 31-go stycznia powiedziałem wszystko.
        • madohora Re: Sprawa Gorgonowej 18.11.14, 16:13
          Pan kłamie
          Gorgonowa: — Pan ciągle kłamie. Kamiński: — To pani kłamie. Woźniakowski dopytuje się Kamińskiego, czy są na ogrodzeniu kolczaste druty. Kamiński potwierdza, że są, 1 opisuje,
          w jaki sposob są założone. Obrońca: — Na jakiej wysokości są te druty. Świadek: — Nie wiem.
          Obrońca: — Wodę to pan na centymetry mierzył, a o drutach pan nie wie. Czy pies mogł się skaleczyć na drutach skacząc na nie Świadek: — Mogł, ale on nie miał poco tam skakać. Obrońca Woźniakowski: — Podejmuje się pan nawet obrony psa. Prokurator: — Świadek stwierdza, że gdy przyszedł, pani pokazała ręce zakrwawione. Pani zaś zeznała, że zauważyła skaleczenie rąk dopiero, gdy zbierała pani odłamki szkła czyli znacznie poźnie]. Jak to pogodzić? — zwracając się do Kamińskiego: — Czy pan powiedział o tem żonie? Kamiński: — Powiedziałem i żona mowiła, że to ona (Gorgonowa) wszystko zrobiła. Po zapytaniu rzeczoznawcy prof. Olbrychta o to, ldedy znaleziono ślady krwi 1 włoski futra na szybie, ogrodnik Kamiński mowi, że to było dopiero w kilka dni po morderstwie, oraz po wyjaśnieniu kwesty rewizji u świadka godziną 4-tą.
        • madohora Re: Sprawa Gorgonowej 18.11.14, 16:14
          Zeznaje żona Kamińskiego
          O godz. 7 wieczorem rozprawę wznowiono celem przesłuchania dalszego świadka, mianowicie Kamińskiej, żony ogrodnika Kamińskiego. Jest to kobieta 34-letnia o 2 lata starsza od męża. Kamińska potwierdza, że oskarżona nie odnosiła się dobrze do dzieci, że wyzywała Lusię, nazywała ją małpą, odgrażała się, że ją kiedyś zabije. Opowiada ona następnie wydarzenia krytycznej nocy. Wiedziała od Stasia, że widział w hallu postać. Nie zeznała tego na poprzedniej rozprawie, gdyż nikt jej o to nie pytał. Opowiada o zniknięciu klucza od furtki, co zdarzyło się na krotki czas przed morderstwem. Klucz miała zgubić Gorgonowa.
        • madohora Re: Sprawa Gorgonowej 18.11.14, 16:15
          Dzisiejszy dzień procesu Gorgonowej
          Toczył się w atmosferze nerwowej. Zeznania świadkow, którymi byli także funkcjonariusze policji, dały powodow do ostrych wystąpień czy też to do scysyj miedzy przewodniczącym i obroną lub scysyj prokuratorow i obrońcow, jak to miało Bardzo często miejsce w ciągu ub. tygodnia Wymijające odpowiedzi Kamińskiej Rozprawa rozipoczięła się w porze normalnej. Wezwano świadka amińską, ta jak wiadomo, na sobotniej wieczornej rozprawie dwukrotnie zasłabła. Przewodniczący - zapytuje świadka, a Kamińska odpowiada, Przewodniczący: — Niech pani się niczego nie boi, bo gdy pani będzie prawdy zeznawała, to nic się pani nie stanie. Prokurator: — Co powiedział Staś o postaci, zaraz po wypadku, ktorą widział wtedy.
          Kamińska: — Gdy go się zapytałam Powiedz raz kto to był, powiedział, że to
          była Gorgonowa. Prokurator: — Czy pani słyszała, jak skarżoa mówiła, że Lusia stoi jej na Zawadzie? Kamińska: — Ja się nie wtrącałam do nich i dużo nie pamiętam.
          Obrońca Akser: — Jak pani zrozumiała
          zatem Stasia. Czy, że oskarżona popełniła | morderstwo? Świadek - Nie mogę tak pwoeidzieć ale samego dnia pani zwiedziała, co Staś pani mowił? Na pytania Kamińska odpowiada wymijająco, Kamieńska - przypominam sobie, że Gordonowa powiedziała do Lusi - Wstrętna małpo, pojedziesz do Kulparkowa,..
        • madohora Re: Sprawa Gorgonowej 18.11.14, 16:17
          Wstrętna małpo, pojedziesz do Kulparkowa,..

          Kamińska: — Nie syszałam, bo od nas do willi jest spory kawałek. Najwyżej, gdyby w bramce pies skowyczał, tobym słyszała. Kamińska zeznaje dalej w sprawie klucza od furtki, ktory zginął na dwa dni przed morderstwem i stwierdza, że oboje z mężem posądzali Gorgonową, że zabrała klucz. Na pytania, dotyczące sposobu prowadzenia się męża przed ślubem, świadek zeznaje niechętnie lub wymijająco. Okazuje się bowiem, że jakaś „ narzeczona“ żądała od Kamińskiego alimentow. Rzeczoznawca Olbrycht pyta świadka, czy nie nosiła czegoś z ubrania oskarżonej. Kamińska odpowiada, że nie nosiła. Ona pochodzi ze wsi i takich rzeczy jak miała Gorgonowa, nie używa.
        • madohora Re: Sprawa Gorgonowej 18.11.14, 16:18
          Dziecko przed ślubem
          Obrońca Akser wraca .Jeszcze do sposobu prowadzenia się Kamińskiego i powiada: — Kamiński zeznał, że przyszła narzeczona z dzieckiem i żądała alimentow. Chodzi o to, czy to była pani, czy oprocz niej była inna, ktora żądała alimentow dla dziecka. Przewodniczący: —Uchylam to pytanie, bo uważam, że jest ubliżeniem pytanie, czy świadek miał dziecko przed ślubem. Akser: — Ja proszę o uchwałę trybunału. Trybunał wychodzi i po małej chwili wraca. Przewodniczący oświadcza, że trybunał podziela jego zdanie. Gorgonowa zadaje świadkowi pytania w sprawie owego klucza, który, według świadka, oskarżona miała zabrać. Świadek: — Wysoki trybunał pojedzie do Lwowa, to się wyjaśni. Koło furtki jest ściana. Słyszałam po ścianie szmer, bo drzwi były uchylone. Wzięła go p. Gorgonowa i poźniej go nie było. Na wniosek obrońcy Aksera porównano zeznania Kamińskiej z zeznaniami poprzedniemi, gdyż zachodzi między niemi pewna rożnica. Na rozprawie poprzedniej Kamińska zeznała, iż wiedziała od służące], żo Staś widział postać, innym razem znow zeznała, że Staś mówił jej tylko o postaci, obecnie zaś twierdzi, że to mówił wprost o oskarżonej.
        • madohora Re: Sprawa Gorgonowej 18.11.14, 16:19
          Wizja lokalna
          Zeznania Kamińskiej zbliżają się ku końcowi. Ze względu na to, że sąd chce jej powiedzieć, czy ma się stawić we Lwowie przy wizji lokalnej, przewodniczący zwraca się do prokuratora i obrońcow, by się oświadczyli, kto ma się stawić przy wizji. Naoczma ta odbędzie się w piątek
          w dzień i wieczorem. Ostatecznie okazuje się, że Kamińska nio jest potrzebną przy wizji, wobec czego obrońcy zwalniają ją. Przy wizji będą musieli być obecni: oskarżona, obaj Zarębowie, dr. Csała, wachmistrz żandarmerii Trela, nadkomisarz Frankiewicz, sspirant Respond, przodownik Nuckowski, starszy posterunkowy Szwajcer i inni
        • madohora Re: Sprawa Gorgonowej 18.11.14, 16:20
          Świadek Trela
          O godz. 10-ej wezwano świadka M. Trelę liczącego około 20-tu lat. Zeznaje on zaprzysiężony. Jest on tym, który pierwszy z reprezentantow władz przybył na miejsce wypadku. On zawiadomił telefonicznie policję i pierwszy badał ślady wspolnie z Kamińskim i Stasiem. Zeznania jego nie są zaprawione pierwiastkiem subiektywnym, jak to było przy świadkach poprzednich. Zeznaje, że nie wie, czy wzywany był przez p. Gorgonową, bo słyszał tylko głosy, w każdym razie nie głos kobiety. Oskarżona natomiast obstaje przy tem, że to ona była na posterunku żandarmerii. Od Kamińskiego wiedział, że Staś zauważył jakąś postać. W pokoju nie zauważył żadnych śladow. Otwarty był tylko lufcik. Po ostrzeżeniu, by nikt śladow na zewnątrz willi nie zniszczył, powrocił na posterunek, zatelefonował po policję, a kiedy znow przybył do willi rozpoczął badanie śladow na śniegu. Procz śladow, prowadzących z dużej werandy na małą, oraz śladow od basenu, do piwnicy, żadnych innych nie zauważył. Stasia pytał na werandzie, kiedy dostrzegł postać i jak ona wyglądała. Staś powiedział tylko, że widział sylwetkę, ale nie powiedział, czy to była kobieta, czy też mężczyzna. Powiedział tylko, że kołnierz miała podniesiony do góry. Pytałem go jeszcze raz, czy to była kobieta, czy mężczyzna. Powiedział, że raczej kobieta, alo dokładnie nie wie.. Noc była ciemna. Ślady badał przy świetle latarki. Pytałem go, czy może słyszał stuk obcasów, bo gdyby to był mężczyzna, to musiałby coś słyszeć, bo mężczyzna ma chód cięższy. Staś stuku nio słyszał. Trela nie zastanawiał się czy ślady, które znalazł, były śladami mężczyzny, czy kobiety. Przypuszcza, że to były ślady bez obcasa. Był w piwnicy w poszukiwaniu narzędzi mordu, ale nie znalazł nic, nie stwierdził żadnych śladow. Gdy przyszedł przodownik Nuckowski ze starszym posterunkowym Szwajcerem, powiedział im, co zrobił. Wyraziliśmy podejrzenie,
          że to ktoś z domownikow. Nuckowski powiedział, że to nikt inny, tylko Gorgonowa. Świadek oświadczył, że to chyba nie Gorgonowa, bo to przecież żona, ale Nuckowski odrzekł, że
          Gorgonowa nie jest żoną Zaręby.
        • madohora Re: Sprawa Gorgonowej 18.11.14, 16:21

          Postać, chusteczka, skaleczenie psa Przewodniczy: — Jakie wrażenie pan podniosł, czy, że Staś coś ukrywa, czy też Nie Trela: — Ja przypuszczam, że on dokładnie nie widział. Ja byłem pewny, że to był mężczyzna. Przewodniczący: — Czy pan widział gdzie była schowana chusteczka? Świadek: — Widziałem, bo byłem ponownie w piwnicy, gdy Nudooski wykrył chusteczkę i pokazał mi ją. Przewodniczący: — Gdy było w piwnicy mokro? Trela: — Tam gdzie była chusteczka było sucho. Pytany o rany, które badał u psa świadek powiada, że były to rany nie 3-centymetrowe, a tylko powierzchowne. Przewodniczący: — Pies był zły, czemu się na pana nie rzucił, czy może się bał wojskowego? Świadek: Nie wiem. Przewodniczący: — Czy dochodzenia były odrazu prowadzą do Gorgonowej, czy też badano, czy wogole ktoś obcy mogł się dostać? Trela: — Mojem zadaniem było iść, stwierdzić fakt, zabezpieczyć ślady, dać znać policji i czekać, śladów specjalnie nie zabezpieczałem tylko powiedziałem, żeby
          ich nie zniszczono. Prokurator Przy tulski: — Czy pan zauważył ślady jakiegoś zmagania się zamordowanej z mordercą? Trela: — Takich śladow nie było. Obrońca Woźniakowski: Czy chusteczka, ktorą panu pokazywano, była mokra czy wilgotna? Trela: — Chusteczka była wilgotna. W ręce jej nie miąłem, ale ją widziałem. Woźniakowski: — Pan powiada, że piwnica była sucha, a czy pan widział, żeby w piwnicy robiono doł, do któregoby woda ściekała? Trela: — Tego nie widziałem. Woźniakowski: — Czy pan widział wybitą szybę w drzwiach werandy? Trela: — Gdy sam wszedłem, nie widziałem, dopiero gdy szedłem z Nuckowskim,
          to on powiedział mi, że szyba wybita. W pewnym momencie zauważa obrońca Woźniakowski, że ten świadek mowi prawdę.
    • madohora No to coś lżejszego z naszych stron 04.05.14, 20:14
      Oszuści w Mysłowicach

      Ponaciągali mnóstwo osób na kilkanaście tysięcy złotych i drapnęli gdzie pieprz rośnie...

      Wielką sensację w całym mieście wywołała przed wczoraj wiadomość o wielkim oszustwie popełnionym w Mysłowicach przez dwu młodych ludzi, niejakiego Poprawkę i Nowaka. Poprawka, prowadzący w Mysłowicach wraz ze swym wspólnikiem kursy buchalteryjno - kasowe a obaj znani na bruku mysłowickim ze swego hulaszczego ponad stan życia ogłosili za pomocą anonsów w ostatnich czasach w szeregu pism śląskich, warszawskich, poznańskich że biuro ich przyjmuje względnie stara się o posady dla buchalterów. Od zgłaszających się, których jak dotychczas stwierdzono było ponad 100 osób pobierano tytułem kaucji 150 zł każąc się zgłosić w dniu 1 września br na posadę do siebie. Naciągnąwszy prócz tego szereg osób prywatnych oraz firm między innymi jedną drukarnię, Bank Przemysłowców i wiele innych za pomocą wystawionych weksli na pożyczki od 200 do 500 zł sprzedali w piątek 28.8 całe swe umeblowanie, zaś w sobotę wyjechali w nieznanym kierunku przy czym na drzwiach umieścili napis "wyjechałem, wracam 1.9. br" We wtorek zjechało szereg osób na rzekome posady, przy czym niektórzy przybyli aż z Poznania lub z Warszawy po to by się dowiedzieć, że padli ofiarami sprytnych oszustów. Po otworzeniu przez policję zajmowanego przez oszustów w "Hotelu Śląskim" mieszkanie i biura okazało się, że jest ono zupełnie próżne. Oszustwo nabiera ze względu na ciągle zgłaszające się osoby, które padły ofiarą sprytnych młodzieńców, rozmiary wielkiej afery oszukańczej, której wysokość strat oblicza się dotychczas na sumę od 15 do 18 tys. zł. Energiczne śledztwo, prowadzone osobiście przez kierownika komisariatu p. komisarza Potykę daje rękojmię, że oszuści zostaną w najbliższym czasie schwytani, że policja jest już na ich tropie. Dotychczasowe śledztwo wykazało, że uciekli oni za granicę, prawdopodobnie do Wiednia.
      W związku z powyższym Komisariat Mysłowicki prosi nas o ogłoszenie, że osoby poszkodowane, które dotychczas nie zgłosiły swych strat policji, winny to uczynić natychmiast zgłaszając je do Komisariatu Policji Wojewódzkiej w Mysłowicach

      Nr 240/1925

      A dziś na wnuczka, ale takich związanych z pracą też nie brakowało. Widocznie wysokie bezrobocie budzi "pomysłowość młodzieńców" tak przed laty jak i dzisiaj
      • madohora Potworny czyn Szatana jak to dwuznacznie brzmi 04.05.14, 22:54
        Trzcch robotników z fabryki Szlenkera w Warszawie: 20-letnl Kazimierz Szatan, Władysław Obaczewski i Roman Szymański udali się po skończeniu pracy na plac Budla, gdzie pili wódkę i grali w karty. Po paru minutach gry Szatan przegrał wszystkie posiadane przy sobie pieniądze. To doprowadziło go do wściekłości. Rozpoczął z kolegami sprzeczkę. W pewnej chwili wydobył noża, przebił gardło Obaczcwsldemu i zadał 2 ciężkie rany w plecy i w szyję Szymańskiemu. Na alarm przechodniów nadbiegli policjanci i jeden z nich ujął Szatana. Przybyły lekarz stwierdził zgon Obaczewsklego, a Szymańskiego przewiózł w stanie ciężkim do szpitala. W chwili aresztowania morderca dobył nóż i chciał nim ugodzić policjanta. Zdołano
        go jednak rozbroić. Szatana zakuto w kajdany i odwieziono do urzędu śledczego.

        Polonia 1925

        Jak widać nasze czasy nic się nie różnią od tych w jakich żyli nasi przodkowie (pra-pra-dziadkowie)
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 05.05.14, 22:14
        Myślicie, że oszustwa matrymonialne są charakterystyczne dla naszych czasów? Nic bardziej mylnego. Otóż w 1925 roku Daily Mail odnotował sensacyjną wiadomość o pewnym młodym brunecie wysokiego wzrostu, który zamówił w kilku hotelach naraz przyjęcia poślubne na 20 osób, które się nie odbyły a to z tej prostej przyczyny, że pan młody na przyjęciach się nie zjawił. (...) Z dochodzenia policyjnego wynika, że ten tajemniczy pan młody pod rozmaitymi nazwiskami miał wyznaczone śluby w różnych miejscowościach, gdzie go na próżno oczekiwali księża ze stułą wraz z płaczącymi narzeczonymi i ich druhnami. Do liczby poszkodowanych należą jeszcze właściciele garażów, gdyż niedoszły pan młody pozamawiał luksusowe limuzyny jakoby celem odbycia podróży poślubnej. Policja wszczęła obecnie energiczne poszukiwania w celu odnalezienia tego nałogowego pana młodego, który prawdopodobnie po znalezieniu go i odbyciu kary zostanie "wylosowany" przez stęsknione narzeczone i hotelarzy

        1925 rok
        • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 15.04.20, 18:29
          Ostatnio gazeta "Las Vegas Review-Journal" opublikowała zaskakujące świadectwo byłego przemytnika narkotyków Rona Carlsona, który twierdzi, że spotkał Coopera na imprezie w 1980 roku, potwierdzając tym, że przeżył. W wywiadzie telefonicznym z dziennikarzami krótko po zamknięciu sprawy zdradza nawet jego prawdziwe imię.
          “Na przyjęciu z udziałem około 100 osób pojawił się dealer narkotyków Jon Richard Dick Briggs, który twierdzi, że jest Cooperem," - pisze gazeta.

          “Briggs wskazał przez okno apartamentu miejsce po północnej stronie rzeki Columbia i stwierdził, że można tam znaleźć część pieniędzy Coopera" - mówi Carlson.
      • madohora Zbrodnia w klasztorze - 1925 05.05.14, 22:50
        Zbrodnia w klasztorze

        Posterunkowy policyjny, wychodzący około godziny 6 rano z lokalu komisariatu spostrzegł na schodach siedzącego, skulonego mężczyznę. Zapytał go, kim jest i co tu robi. Ten odparł:
        - Przychodzę oddać się w ręce sprawiedliwości, jestem księdzem, zakonnikiem, zamordowałem dziś w klasztorze księdza kapelana.
        Aczkolwiek policjant niezupełnie dawał wiarę zeznaniom owego mężczyzny, którego stan kazał raczej przypuszczać, że ma do czynienia z człowiekiem nienormalnym, zawiadomił o wypadku komisarza. Natychmiast udała się policja do klasztoru, gdzie okazało się że zeznanie owego mężczyzny jest smutną prawdą. Na kurytarzu klasztoru na pierwszym piętrze znaleziono ślady krwi, prowadzące do celi księdza zakonnika Kopacza (tak się nazywał osobnik, który zgłosił się do policji). Kiedy otworzono celę ujrzano straszny widok. Cała podłoga zalana była krwią, na środku celi spoczywały zwłoki ks. Jana Ideca, dziekana i kapelana wojskowego z Lublina, bawiącego od czterech dni w klasztorze w gościnie. Denat miał rozbitą czaszkę (...). Ciosy musiały być zadane z niezwykłą siłą, na co wskazywały odrąbane palce (...)Widocznie ofiara zasłaniała się rękami przed ciosami napastnika. Jako narzędzie zbrodni posłużyła siekiera, którą znaleziono na dziedzińcu klasztornym. Sprawca mordu ks. Andrzej Kopacz złożył w policji następujące zeznanie:
        Ma 30 lat. W klasztorze Karmelitów przebywa od roku 1921. Poprzednio był wikarym w Przemyślu, skąd usunięto go z powodu niemoralnego zachowania się. To niemoralne zachowanie polegało na tem, że często idąc na ambonę w celu wygłoszenia kazania, wracał się, tłumacząc wracał się, tłumacząc że nie będzie mógł przemawiać. Przyczyną morderstwa była chęć zemsty. Był stale ofiarą drwin ze strony otoczenia swego do tego stopnia, że myślał o samobójstwie. Zamordowany ks. Idec, człowiek wesołego usposobienia, przyzwyczajony do rybasznego życia w otoczeniu wojskowym kpił z niego więcej od innych. Postanowił go zamordować. Zaprosił go około godziny 11-tej wieczorem do swojej celi, zaczaił przy drzwiach i gdy ks. Idec wszedł do celi, uderzył go silnie siekierą w głowę. Ks. Idec zachwiał się, krzyknął głośno lecz nie upadł a próbował bronić się rękoma. Wówczas zaczął zadawać mu dalsze ciosy (...)Następnie pobiegł na kurytarz do celi księdza prowincjała Brodniaka, chcąc go też zamordować, lecz zaledwie otworzył drzwi celi ks. Brodniak przebudził się, zapalił światło i zawołał "Kto tam". Wtedy przeraził się i uciekł. Następnie umył ręce i położył się spać. Nie mógł jednak usnąć, lecz spakowawszy kilka niezbędnych przedmiotów do walizki i poszedł do policji aby się oddać w ręce sprawiedliwości. W dalszym ciągu zeznaje morderca, że jako młody chłopiec, zaraz po maturze zaraził się chorobą weneryczną, którą ukrył i nigdy się nie leczył. Przed wykonaniem zbrodni dla dodania sobie odwagi wypił kilka kieliszków wódki. Już od dłuższego czasu manja zemszczenia się i zamordowania którego z dokuczających mu księży opanowała go całkowicie. W maju chciał zamordować ks. Pilina, kapelana w Bąszowach, potem ks. prowincjała Brodniaka, ostatnio postanowił się zemścić na Idecu. Wieść o potwornej zbrodni wywołała w całem mieście ogromne przerażenie. Przed klasztorem gromadzą się tłumy. Panuje ogólna opinja, że morderca jest niebezpiecznym szaleńcem, którego dawno trzeba było osadzić w zakładzie dla obłąkanych. Podobno niektórzy księża zwracali na to uwagę prowincjałowi lecz ten litował się nad Kopaczem. Sam widok ks. Kopacza zdradza, iż jest to człowiek nienormalny. Jest to mężczyzna szczupły, średniego wzrostu, nikłej budowy ciała o zapadniętej klatce piersiowej; mętne oczy ciągle biegają nie zatrzymując się dłużej na żadnym przedmiocie; nie może zupełnie patrzeć w oczy osobie, z którą rozmawia. Mordercę przewieziono do więzienia, zwłoki ks. Ideca odstawiono do zakładu medycyny sądowej.

        Polonia Nr 258 z 1925 roku
        • madohora Re: Zbrodnia w klasztorze - 1925 05.05.14, 22:54
          Lwów. 21.9.1925 Przesłuchanie policyjne ks. Kopacza trwało dzisiejszej nocy do godziny 1-ej. Morderca zeznał, że przed dwoma miesiącami wpadł w stan chorobliwy na tle niedomagań psychicznych. Przesłuchani liczni świadkowie w pierwszym rzędzie przeor i zakonnicy wystawili mu pochlebne świadectwo, stwierdzając jednak że stale zdradzał wielkie zdenerwowanie, unosił się z lada przyczyny a ostatnio cierpiał na manię prześladowczą, z powodu czego nie pozwolono mu wygłaszać kazań. Charakterystyczne, że zamordowany ksiądz Idec zaraz po przybyciu do klasztoru w rozmowie z przeorem powiedział, że czuje iż go w najbliższym czasie spotka jakieś nieszczęście i że przeczuwa śmierć

          Polonia Nr 258/1925
      • madohora Mord w Tatrach. Z miłości? - 1925 06.05.14, 17:23
        Sprawa tajemniczego zamordowania w Tatrach słowackich dwóch kobiet, która tyle narobiła w swoim czasie hałasu, zbudziła podejrzeń i domysłów, znajduje obecnie swoje wyświetlenie. W Różnowie w tamtejszym więzieniu śledczym toczy się Obecnie przedostatni akt tragedii. W
        celi siedzi morderca i płacze. Pomiędzy łkaniami słychać ciągle jęk raczej niż słowa Przebaczcie mi dziewczęta! Nie od razu przyznał się morderca do winy nie od razu też nazwisko jego łączono z mordami dokonanymi w Tatrach, chociaż już - siedział w więzieniu. Aresztowano go pierwotnie za to, że na dworcu praskim kontrola celna znalazła w jego
        kufrze pokrwawione suknie kobiece, co do których nie chciał powiedzieć jak się u niego znalazły. Bylo tak, że Bażant zastrzelił skrytobójczo, z tyłu najpierw jedną dziewczynę,
        następnie drugą, obie "Z miłości'" bo obie podobno kochał i nie umiał znaleźć innego
        wyjścia z dwuznacznego położenia. Obie ofiary celowo. pod fałszywymi pozorami sprowadził w góry, by się ich tam pozbyć, zwłoki spalił, a częściowo schował pod skalami i wrzucił do wody. suknie zaś jednej z ofiar zapakował do swojego kufra w tej myśli, że jest to najlepszy sposób zatarcia śladu. Wiemy już.. jak na tym wyszedł. Zam1ast zapłacić kilka koron urzędnikowi kontrolnemu na dworcu praskim, by nie musieć otwierać kufra poszedł w zmieszaniu aż do bariery i stamtąd dostał się do - więzienia. Dopiero jednak później, kiedy żandarmeria słowacka znalazła zwłoki rzucone do Wagu, kiedy po całej republice rozesłano listy gończe. - przypadkowo odkryto mordercę. Wiedziano już że morderstwa dokonał Bażant. nie wiedziano, że już siedzi w więzieniu, bo morderca, Bażant siedział w więzieniu pod fałszywem nazwiskiem za posiadanie w kufrze skrwawionych sukien. o których jednak przy-
        puszczano. że pochodzą z ofiar zamordowanych w Tatrach. Użyto podstępu. W więzieniu różnowskiem, jak i w innych zresztą zebrano na podwórzu wszystkich więźniów i wówczas naczelnik więzienia zawolał na chybil trafił: "Jest list dla Bażanta!.. I Bażant zdradził się, podniósł rękę, a gdy ją. spostrzegłszy się. opuścił. było za późno. Przyznał się do winy jak już zaznaczono wyżej, znalazł w Tatrach. dokąd go pod silną eskortą odstawiono skutego
        łańcuchem. którego koniec trzymał jeden z żandarmów, zwłoki Jednej z zamordowanych dziewcząt. W najbliższym czasie złoży prawdopodobnie zeznanie. Potem nastąpi akt ostatni.

        Polonia Nr 275/1925
      • madohora Jasnowidzenie i hipnotyzm przed sądem 06.05.14, 21:20
        W Beruburgu, 30 tysięcznym miasteczku niemieckim , nie odznaczającym się skądinąd niczym ciekawym, toczy się od kilku dni proces ściągający uwagę całych Niemiec, podobnie przed kilkoma miesiącami ośrodkiem zainteresowania całej Ameryki i w ogóle całego cywilizowanego świata było miasteczko Dayton "małpie miasteczko" w Temmese.
        Proces jest ciekawy, dlatego że na ławie oskarżonych zasiadł ni mniej ni więcej tylko sam hipnotyzm i jego siostra - jasnowidzenie, zagadnienia zaprzątające uwagę współczesnego człowieka, zwłaszcza zaś człowieka powojennego w stopniu niezmiernie wysokim. Przecież nawet filozofia 20 stulecia bergsonizm, to podniesienie na tarczy intuicji przy pognębieniu der reinen Vernunft stoi pod znakiem nauk okultystycznych. Sprawa przedstawia się następująco. Miejscowy nauczyciel niejaki Drozd, uprawiał przy pomocy medium sport detektywistyczny, bawił się w Sherlocka Holmesa. Niech tylko w miasteczku zaginęła kura, czy bielizna wywieszona na płocie czy prosiak z chlewika jak w dym szło się nie do policji lecz do nauczyciela, on zaś podobno stale w kozi róg zapędzał stróżów bezpieczeństwa publicznego, a w najmniej prawdopodobnych miejscach, u najmniej podejrzanych osób znajdował zaginione przedmioty. Interes szedł tak długo, póki nie znalazł się ktoś komu nie dawały spać, choć jak mówi Drozd - dobrowolne datki, jakie otrzymywał od swych klientów. Oskarżono Drozda o oszustwo i wyłudzanie. Drozd jednak broni się i wprowadza cały szereg świadków a ze swej strony prokuratura sprowadziła również rzeczoznawców okultyzmu, zwłaszcza głośnego w Niemczech Dra Helwiga. Ze strony oskarżonego wezwana prof. Heysego i dr Tischnera.
        Otóż szereg świadków ujawnił podobno rzeczy niezwykłe. W procederze Drozda chodziło zwykle o kradzieże, przy czym brak było zazwyczaj wszelkich poszlak, jak zaznaczono wyżej. Tak np. u pewnego majstra ślusarskiego Schadego dokonano włamania i skradziono mu bielznę. Medium zahipnotyzowane przez Drozda stwierdziło, że bieliznę ukryto na strychu pod słomą w domu zamieszkanego przez jakiegoś Franciszka, żonatego, ojca dwójki dzieci. Policja dokonała rewizji w domu Franciszka M niepodejrzanego skądinąd do którego opis medium najbardziej pasował. Rzeczywiście bieliznę znaleziono ukrytą pod słomą. Rzeczoznawcy oskarżonego stwierdzili, że jest to dowód oczywisty nad naturalnością wydarzenia, podczas gdy Dr. Hellwig nie umiał sobie wyrobić jasnego zdania o sprawie. Podobnych wypadków stwierdzono całe mnóstwo, przy czym profesorowie Heyse i Tischner wszędzie przyjmowali istnienie jasnowidzenia. Hellwig zaś nie widział dostatecznych dowodów po temu. Wobec tego w procesie pierwotne pytanie: "Czy Drozd jest oszustem?" przeobraża się coraz wyraźniej w zagadnienie "Czy jasnowidzenie jest możliwe"? Tak np. doktorowi medycyny Jaffemu zginął złoty zegarek noszony na bransolecie. Medium zahipnotyzowane przez Drozda nie umiało wprawdzie wskazać gdzie się zegarek znajduje, opisało go jednak w sposób zdumiewająco dokładnie i oświadczyło że w zegarku znajduje się obrazek jakiegoś mężczyzny o czym nawet sam właściciel nie wiedział i co ku swemu zdumieniu stwierdził (była to fotografia jego ojca), gdy u pewnego zegarmistrza ostatecznie zegarek znaleziono. w tym wypadku nawet Dr. Hellwig zachwiał się w swym niedowierzaniu. W innym wypadku skradziono rolnikowi Rockmanowi bieliznę. Drozd przy pomocy medium podał najdokładniejszy opis drogi jaką złodziej przebył. Medium podało nazwiska Edde i Aefer, których nie umiano sobie początkowo wytłumaczyć. Wreszcie jednak udano się do domu niejakiego Adama wskazanego przez Drozda, ten zaś przyciśnięty do muru zeznał, że niejakiś Schafer (Aefer) i Ende (Edde) dokonali kradzieży. I w tym wypadku rzeczoznawcy przyjęli istnienie telepatii.
        Przewód sądowy i przesłuchiwanie świadków nie jest jeszcze ukończony. Sprawa budzi coraz większy rozgłos i zainteresowanie. Inna rzecz, że trudno przypuścić aby ten proces i te "dowody" miały udowodnić istnienie czegoś, nad czym głowią się najtęższe umysły od dziesiątków lat bezskutecznie. Choćby nawet Drozda uwolniono to i tak otwarte pozostaje pytanie "Czy jasnowidztwo jest możliwe"

        1925 rok
      • madohora Żywcem zamurowana 06.05.14, 21:37
        Wykryto w tych dniach w Londynie zbrodnię jakiej w roku 1900 dokonał budowniczy
        Colbourne. Zbrodnia ta żywo przypomina budzące zgrozę opowiadanie Edgara Poego o zamurowaniu żywcem w lochach Wenecji człowieka z zemsty. Niedawno pojawił się w policji Londyńskiej pewien robotnik, oświadczając, że w pobliżu pewnej willi odkrył kobiecy szkielet.
        Śledztwo wykazało, że jest to szkielet 40 letniej kobiety, którą zastrzelono i pochowano prowizorycznie. Znalezienie tego szkieletu potwierdza zeznanie, jakie przed 4 laty złożył stary sługa budowniczego Coulbournea, który w dzielnicy Cottage posiadał duży ogród z willą. Zeznaniom tym nie dawano przed 4 laty wiary, gdyż brzmiały zbyt potwornie i nieprawdopodobnie. Stary sługa twierdził, że w roku 1900 powrócił, budowniczy z dłuższej podróży w towarzystwie jakiejś 20 letniej prześlicznej dziewczyny. Umieszczono ją w jednym z pokoi willi, jednak po kilku dniach dziewczyna zniknęła bez śladu. Sługa, który od 20 z górą lat nie opuszczał swego pana i znał dobrze jego zamknięty charakter, nie ważył się o nic pytać, chociaż uderzyło go, że budowniczy zabronił mu równocześnie wchodzić willi w ogrodzie. Jednego dnia, kiedy budowniczego nie było, sługa nie wytrzymał otworzył drugimi kluczami wejście i stanął przed małym pokojem, którego drzwi i okna były w zupełności zamurowane, maleńki tylko otwór znajdował się w górze pod sufitem. Sługa zaglądnął przez otwór i zobaczył dziewczynę która skulona siedziała na środku pokoju wynędzniała, postarzała i apatyczna. Sługę ogarnęło przerażenie, uciekł i nie odważył się pisnąć ani słowa. Dopiero po śmierci budowniczego, która nastąpiła przed 4 laty złożył zeznanie. Policja wyłamała zamurowane drzwi, pokój jednak był zupełnie pusty i nikt nie wierzył staremu człowiekowi. Dopiero znaleziony przed paru dniami szkielet potwierdza zbrodnię, której powody są nieznane.

        1925
        • cusiew44 Re: Żywcem zamurowana 10.05.14, 20:29
          To jest okropne, ale czytałam coś podobnego - czyżby na tej podstawie napisano później opowiadanie.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 14.02.18, 21:43
        TAJEMNICZA ŚMIERĆ BOHDANA PIASECKIEGO - Fakt - 2015 rok
        • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 25.03.20, 23:50
          Kompletnie załamana pojechała wraz dziećmi nad morze. Paliła setki papierosów. Brała na przemian środki nasenne, uspokajające i pobudzające. Wypijała hektolitry kawy. Nie spała, wychudła i sczerniała. Napisała do Pierre'a list, pełen miłości i oddania. Znów prosiła, by nie rozbijał ich małżeństwa, wyznawała miłość, obiecywała się poprawić jako żona. Mąż nawet nie odpowiedział na ten list.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 14.02.18, 21:46
        NOWE ŚLEDZTWO W SPRAWIE ZABÓJSTWA JAROSZEWICZÓW - TVN24 - 13.06.2017
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 14.02.18, 21:49
        DLACZEGO ZGINĘŁA JOLANTA BRZESKA? - oko.press - 2016
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 14.02.18, 21:55
        NOWE SZCZEGÓŁY W SPRAWIE PORWANIA I ŚMIERCI KRZYSZTOFA OLEWNIKA -Fakt - 2013
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 14.02.18, 22:27
        TAJEMNICA WAMPIRA Z ZAGŁĘBIA - www.polskatimes - 2016
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 14.02.18, 22:57
        SPALENIE NA STOSIE KATARZYNY WEIGLOWEJ - historia mniej znana i zapomniana
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 04.04.18, 00:13
        Józef Cyppek – nazywany „rzeźnikiem z Niebuszewa” - udowodniono mu zabójstwo jednej kobiety, sąsiadki. Przyjęła się także teoria przypisująca mu także szereg innych zbrodni
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 04.04.18, 00:14
        Edmund Kolanowski – morderca i nekrofil. Na swoim koncie ma trzy ofiary.
        • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 26.03.20, 00:39
          Niedzielny obiad dobiegał końca. Patryk Gomerey przeniósł się z żoną na ganek ich domu, by na świeżym powietrzu wypić kawę. Dzieci pobiegły do sąsiadów, więc mieli wreszcie chwilę dla siebie. Przez jakiś czas gawędzili o codziennych sprawach. Nagle Patryk wstał i wszedł do domu. Kilka minut później wrócił z nożem kuchennym w ręku i bez słowa wbił go małżonce w pierś. Potem spokojnie usiadł obok i dokończył picie kawy. Na szczęście dla obojga kobieta przeżyła. Patryk do dziś nie pamięta, co się z nim działo i dlaczego po 16 latach udanego małżeństwa nagle zaatakował żonę. Lekarze też nie potrafili tego wyjaśnić. Za tym, że mówi prawdę, przemawiał fakt, iż po kilku minutach od ataku Patryk, zobaczywszy żonę leżącą w kałuży krwi, wezwał pogotowie. Był przekonany, że ktoś ją napadł, kiedy on poszedł do kuchni.
        • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 26.03.20, 00:43
          Profesor Colin Blakemore ma w swoich archiwach opisy setek bardziej lub mniej tragicznych tego typu zdarzeń. To właśnie ich "popularność" skłoniła go do szukania przyczyn nagłej agresji u bardzo spokojnych ludzi. Obserwacje prowadzone przez lata nie dawały rezultatu. Colin zdecydował się więc na inwazyjne badanie mózgu. Osobom, którym zdarzył się nieuzasadniony atak szału - jeśli się tylko zgodziły - podłączał sondy w różnych obszarach mózgu i badał ich wpływ na zachowanie pacjentów. Po kilku latach okazało się, że bezpośrednie drażnienie jądra migdałowego - umieszczonego pod płatem czołowym - potrafi największego stoika zamienić w dziką bestię.
        • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 26.03.20, 00:44
          Otóż nasz mózg, jak już wielokrotnie pisaliśmy, ma tendencję do zapamiętywania właściwie wszystkiego, z czym się spotykamy. Jeśli oglądamy jakiś film, zdarzenie na ulicy lub czytamy książkę, początkowo pamiętamy wszystko dokładnie. Z czasem zaciera się to w naszej świadomej pamięci, ale w podświadomości informacje pozostają na zawsze. Im bardziej są drastyczne, tym mocniejszy ślad zostawiają w naszej świadomej lub podświadomej pamięci. I czasami dochodzi do "pomyłki".
        • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 26.03.20, 00:50
          Zmarły miał odciętą głowę, jego czaszka leżała pomiędzy kośćmi nóg. W taki sposób grzebano niegdyś ludzi uznanych za wampiry.
          Wampir z Gliwic? Zanosiło się na sensację. Z dnia na dzień odkrywano kolejne szkielety z odciętymi głowami. Wówczas stało się jasne, że to nie izolowane groby, lecz całe cmentarzysko. Ostatecznie w 44 grobach stwierdzono 17 takich pochówków. Archeolodzy byli początkowo ostrożni w klasyfikowaniu ich jako „groby wampirów".
        • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 26.03.20, 00:52
          Badania znaleziska wciąż trwają, lecz archeolodzy nie mają już wątpliwości – to cmentarz osób uznanych przed setkami lat za wampiry. Pochówki pochodzą prawdopodobnie z połowy XVI wieku. Jednak w tym miejscu grzebano zmarłych w różnych okresach. W niektórych grobach szczątki znaleziono nawet na trzech poziomach.
        • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 01.04.20, 00:40
          Aleksandr Jurjewicz Piczuszkin zwany Szachownicowym mordercą lub Bitcewskim maniakiem (ros. Александр Юрьевич Пичушкин) (ur. 9 kwietnia 1974 w Mytiszczi) – rosyjski seryjny morderca, który w latach 1992-2006, zamordował w Moskwie 48 osób. Piczuszkin zyskał swój przydomek, gdyż po każdym zabójstwie kładł na szachownicy numerek. Jak sam twierdził, chciał zapełnić wszystkie 64 pola. Później odwołał to, dodając, że zabijałby dalej do chwili zatrzymania go.

          Piczuszkin był wychowywany przez matkę; ojciec porzucił rodzinę, gdy chłopiec miał 10 miesięcy. Od dziecka przejawiał zamiłowanie do szachów. Jako dziecko, Piczuszkin spadł z huśtawki i odniósł poważne obrażenia głowy, których efektem była trwała wada wymowy.

          Pierwszą zbrodnię Piczuszkin popełnił mając 18 lat, zamordował wtedy kolegę z klasy. Na miejsce swoich zbrodni wybrał Park Bitcewski w Moskwie. Zagadywał ofiary, zwabiał w zarośla i tam brutalnie mordował młotkiem. Piczuszkin wpadł w lecie 2006 roku, po zabójstwie swojej dziewczyny 36-letniej Mariny Moskalowej. W kieszeni ofiary milicja znalazła bilet metra. Na jego podstawie odszukano nagrania ze stacji moskiewskiego metra, gdzie został sfilmowany ze swoją ofiarą. Po pewnym czasie został aresztowany przez milicję. Początkowo nie przyznawał się do winy. Jednak później przyznał się do 61 zabójstw. Mówił, że zabijając wprowadzał swoje ofiary do innego świata. Twierdził, że pierwsza zbrodnia jest jak pierwsza miłość i nigdy się jej nie zapomina. Na koniec dodał, że im bliżej zna się człowieka, tym większą przyjemność sprawia zabicie go.

          W trakcie procesu Aleksandr Piczuszkin przyznał się do wszystkich zbrodni o jakie go oskarżono. Twierdził ponadto, że dokonał jeszcze 12 innych zabójstw. Mówił, że mordując czuł się jak Bóg, który ma władzę nad życiem i śmiercią. Wśród ofiar Aleksandra było wielu jego znajomych; tłumaczył ich zabicie tym, że chciał żyć samotnie. 29 października 2007 sędzia główny Władimir Usow odczytał wyrok skazujący Piczuszkina na dożywotnie więzienie. W trakcie odczytywania wyroku, sędzia zaznaczył, że przez pierwszych 15 lat będzie odbywać karę w pojedynczej celi. Wyrok nie zrobił na oskarżonym żadnego wrażenia. Matka jednej z ofiar Tatiana Femianowa powiedziała "On nawet jednym zabójstwem zasłużył na dożywocie".
          • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 01.04.20, 00:43
            To że czytam takie rzeczy być może wynika stąd, że moją rodzinę też to dotknęło. Co prawda na długo przed moim urodzeniem. Jedną z ofiar Modzelewskiego - Wampira z Gałkówka - była nasza krewna.
        • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 01.04.20, 00:48
          Szal kupił Russell Edwards, biznesmen, miłośnik historii oraz zagadek kryminalnych, i oddał go do zbadania dr. Jariemu Louhelainenowi, ekspertowi od analizy dowodów z historycznych miejsc zbrodni. Kamera na podczerwień wykryła na tkaninie ślady krwi (i to tętniczej, tej, która tryska z ran po poderżnięciu gardła) oraz spermy. Krew należała do ofiary, sperma – przy założeniu, że czynnik seksualny był motorem morderstwa – do zabójcy. Louhelainen wypreparował z plam mitochondrialne DNA, czyli niezmienny materiał genetyczny przekazywany wyłącznie w linii żeńskiej (ale obecny u mężczyzn) i porównał go z DNA pozyskanym od potomków Catherine Eddowes i podejrzanych w sprawie.
        • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 01.04.20, 00:50
          Pierwsza to 43-letnia Mary Anne Nichols. Zginęła w nocy z 30 na 31 sierpnia 1888 r. O 2.30 widziała ją koleżanka po fachu. Czterdzieści pięć minut później znaleziono jej straszliwie zmasakrowane ciało. Następna zbrodnia wydarzyła się 8 września. O 6.00 rano odkryto zwłoki 47-letniej Anne Chapman. Znów głowa prawie odcięta od tułowia, rozpłatany brzuch. Z trzewi, z dużą chirurgiczną wprawą wycięto jajniki i nerkę. I znów żadnych śladów mordercy.
        • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 01.04.20, 00:56
          Po północy 30 września straganiarz Louis Deimschutz znalazł kolejne ciało. Elizabeth Stride miała dopiero co poderżnięte gardło, rozpłatany brzuch i obcięte ucho. Prawdopodobnie Kuba Rozpruwacz został przez niego przepłoszony, zanim zakończył swoje mordercze rytuały. Kilka godzin później na sąsiedniej ulicy odkryto zwłoki Catherine Eddowes. Jej twarz przypominała krwawą miazgę, a z rozciętego brzucha usunięto nerki i jelita. To właśnie ona miała szal, który zabrał konstabl Amos Simpson.
        • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 01.04.20, 01:01
          Nad sprawą Rozpruwacza pracował cały Scotland Yard. Przesłuchano ponad 2 tysiące osób, z których zatrzymano 80. Mimo wytężonej pracy policji, mordercy nie ujęto. Nikomu nie udało się niczego udowodnić. Ówcześni stróże prawa dysponowali skromnym w porównaniu do dzisiejszego arsenałem środków.
        • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 14.04.20, 19:32
          Katalog morderców

          Powstał całkiem spory katalog kandydatów do roli Rozpruwacza. Oto ważniejsi z nich:
          • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 14.04.20, 19:33
            Młody adwokat Montaque Druitt, stały klient prostytutek. Wiedzę medyczną mógł posiąść z ksiąg ojca lekarza, po matce zaś odziedziczyć dużą niestabilność emocjonalną. W grudniu 1888 r. popełnił samobójstwo
        • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 14.04.20, 19:35
          George Chapman (prawdziwe nazwisko Seweryn Kłosowski i z zamordowaną Anne Chapman nie miał nic wspólnego), zanim przybył do Anglii, uprawiał zawód felczera. O jego brutalności w Whitechapel krążyły legendy. Pod koniec 1888 r. wyjechał do USA i właśnie w tym czasie zdarzyła się tam seria zbrodni bardzo podobnych do tych w Londynie. Został stracony za otrucie trzech kobiet. Jednak morderstw w stylu Rozpruwacza nigdy mu nie udowodniono.
        • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 14.04.20, 19:39
          Pojawiła się nawet hipoteza, że Kuba Rozpruwacz był... kobietą. John Morris, autor książki „Jack the Ripper: The Hand of a Woman" („Kuba rozpruwacz. Ręka kobiety"), obstawał, że chodzi o Lizzie Williams, żonę jednego z dworskich lekarzy, zresztą także podejrzewanego przez policję. Sprowadzona na skraj obłędu przez fakt, że nie mogła mieć dzieci i zazdrosna o męża chętnie wizytującego zaułki Whitechapel, miała zabijać urojone sprawczynie swojego nieszczęścia
        • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 14.04.20, 19:41
          Miał dość ponurą fizjonomię – krzaczaste bokobrody i sumiaste wąsy. Już wtedy pojawiły się u niego problemy psychiczne. Po listopadzie 1888 r. w jego życiu musiał nastąpić jakiś przełom, wskutek którego zaprzestał swej zbrodniczej działalności. Wiadomo, że w 1891 r. trafił do psychiatryka (trzy lata po serii zabójstw). W dokumentacji medycznej na jego temat napisano między innymi, że przejawiał zachowania autodestrukcyjne. Według ówczesnych medyków chodziło o to, że często się masturbował i nie chciał się myć. Jedne źródła podają, że zmarł w 1899 r., inne że w 1919.
        • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 14.04.20, 19:43
          Na wycieczki szlakiem mordercy dzień w dzień wyrusza kilka grup turystów. A prowadzą je historycy, jak Donald Rumbelow, były kurator Muzeum Zbrodni w Londynie, najwybitniejszy "ripperolog" świata. Bo o "najokrutniejszym Brytyjczyku" – jakim to tytułem w 2006 r. obdarzył Kubę Rozpruwacza miesięcznik "BBC History" – powstała osobna dziedzina wiedzy, zwana "ripperologią" (ripperology). A wyniki jej badań publikowane są aż w trzech periodykach:"Ripperana", "Ripperologist" i "Ripper Notes"
        • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 15.04.20, 18:20
          Po jednym z najdłuższych i najbardziej wyczerpujących dochodzeń w naszej historii, 8 lipca 2016 roku, FBI oddało akta przydzielone sprawie D.B. Coopera, aby skupić się na innych ważnych sprawach" - mówi oświadczenie Federalnego Biura Śledczego USA.
        • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 15.04.20, 18:22
          Po wielu latach śledztwa sprawa oficjalnie zostaje odłożona na półkę. FBI wcale nie przesadza, mówiąc o najdłuższym i najbardziej wymagającym dochodzeniu. Cofnijmy się w czasie do wieczora 24 listopada 1971 roku. W tym momencie na pokładzie jednego z amerykańskich samolotów pojawia się pasażer i grozi: Mam ze sobą bombę!.
        • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 15.04.20, 18:23
          FBI szybko oceni sytuację i stwierdzi, że żądania porywacza w porównaniu z możliwymi konsekwencjami, jeśli faktycznie wystrzelił samolot, są znikomą stratą. W związku z tym zgadzają się. Na lotnisku w Seattle dostaje teczkę z banknotami i spadochrony. W zamian Cooper uwalnia pasażerów i stewardessę. Pilotom po zatankowaniu rozkazuje lecieć do Meksyku
        • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 15.04.20, 18:25
          Dane, pod którymi podróżował, nie były prawdziwe. Wsiadł do samolotu z fałszywymi dokumentami lub w ogóle bez nich. Przesłuchania pasażerów i załogi nie przyniosły żadnych efektów. Cooper wydaje się najbardziej zwyczajnym człowiekiem na świecie. Niczym nie różni się od typowego biznesmena. Ubrany jest w czarny płaszcz, ciemny garnitur, białą koszulę z kołnierzykiem i czarny krawat. Na owalnej twarzy ma zwyczajne okulary. Z powodu niejasnego opisu policja ma naprawdę długą listę podejrzanych. Żaden z nich nie jest skazany za porwanie samolotu. Czy są to naprawdę jedyne wskazówki w sprawie?
          • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 15.04.20, 18:26
            Jednak załoga zauważyła coś dziwnego u mężczyzny. Zaskakujące było to, że Cooper znał lotniczą terminologię. Określa, jak szybko i na jakiej wysokości samolot powinien latać, i zna szczegóły techniczne porwanej maszyny. Najwyraźniej umie też korzystać ze spadochronu. Wszystko wskazuje na to, że przestępca przynajmniej przez pewien czas pracował w lotnictwie.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 04.04.18, 00:15
        Tadeusz Kwaśniak – morderca i pedofil, znany jako „Ręcznikowy Dusiciel” - zgwałcił i zamordował pięciu chłopców na terenie całej Polski
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 04.04.18, 00:17
        Morderca Gejów z Łodzi – nazywany mordercą z „Pikiety” Niezidentyfikowany, seryjny morderca, który działał na terenie Łodzi w latach 1988-1993. Zamordował 7 mężczyzn. Wszystkie ofiary były homoseksualistami. Jest to największa niewyjaśniona seria morderstw w historii kryminalistyki.
        W tamtym czasie największe skupisko homoseksualistów było na dworcu Fabrycznym w Łodzi. Jeszcze nie było Klubów dla kochających inaczej i ten dworzec spełniał takie zadanie. Wiem stąd, że jeździłam do Łodzi a sprawa spotkań panów była „Tajemnicą Poliszynela” - czyli wszyscy wiedzieli ale nikt nie mówił
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 04.04.18, 00:18
        Mariusz Sowiński – zwany „Wampirem ze Stefanowic” - gwałciciel i zoofil. Zgwałcił i zabił cztery kobiety
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 04.04.18, 00:19
        Mieczysław Zub – zabójca 4 kobiet. Działał w okolicach Rudy Śląskiej Milicja nadała mu pseudonim Fantomas
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 04.04.18, 00:25
        Modzelewski mordował kobiety w przedziale wiekowym od 18 do 87 lat, dusząc je gołymi rękoma lub szalikiem. Ofiarom zabierał zarówno wartościowe, jak i drobne, bezużyteczne przedmioty, które później wyrzucał. Wykazywał się szczególnym okrucieństwem. Morderstwa miały charakter seksualny, dolne partie ciała zamordowanych kobiet były obnażone, a sposób ułożenia zwłok sugerował dokonanie penetracji narządów rodnych ofiary. Modzelewski był sadystą, jednak nie stwierdzono jednoznacznie, czy pastwił się nad ofiarą przed czy po jej śmierci. Przyczyną zachowań mordercy było zaspokojenie seksualne, które osiągał, odbierając życie swoim ofiarom.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 04.04.18, 00:28
        Mnie jeszcze nie było na świecie jak ten pan mordował ale jedna z ofiar była bliska naszej rodzinie (część mojej rodziny po wojnie osiadła w Łodzi)
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 04.04.18, 00:32
        W Polsce wizerunek i dane osobowe osoby przeciwko której toczy się postępowanie można publikować tylko za zgodą prokuratora prowadzącego postępowanie. Przed wojną nie było takiego obwarowania i dane oskarżonego przekazywano opinii publicznej. Na Zachodzie również można publikować dane osoby oskarżonej
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 10.06.18, 16:58
        "Oświadczyła także, że "nie chce, by jej syn został ukarany w obcym kraju. A jeżeli jest rzeczywiście winny, powinna go spotkać kara we własnym kraju" - tylko problem jest taki, że we własnym kraju może nawet nie zostać ukarany
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 24.03.20, 00:47
        Zniknięcie pani Christie

        Pan Kitchener wyprowadził się z kamienicy. Evansowie także zniknęli. Pani Christie czuła, że to był najwyższy czas, aby przeprowadzić się do nowego miejsca, szczególnie, że na trzecie piętro wprowadziła się rodzina z Jamajki. Ponieważ pochodzili z niższej klasy, nie przepadała za nimi. Nie cierpiała dzielić z nimi podwórza.
        W dodatku, John Christie stawał się coraz gorszy przez swoje narzekanie na temat różnych fizycznych dolegliwości. Niedługo po rozprawie, wpadł w głęboką depresję, tracąc na wadze około 13 kilogramów. Stracił też pracę na poczcie przez swoją przeszłość, która wyszła na jaw podczas procesu. Jego lekarz psychiatra chciał zabrać go do szpitala w celu badań i obserwacji, ale on się nie zgodził, aby zostawić żonę samą. Jednakże nadal odwiedzał swojego własnego lekarza, chodząc do niego 33 razy w ciągu ośmiu miesięcy z powodu objawów związanych ze stresem.
        Jakiś czas później znalazł inną pracę, jako urzędnik w British Road Services i wydawało się, że wszystko się poprawiło. Niedługo potem, jednak, oddał wymówienie. Twierdził, że znalazł lepszą pracę, ale tak naprawdę nie miał nic. Po raz kolejny siedział w domu.
        Ethel się to nie spodobało, ale miała swoje sposoby, żeby się tym nie przejmować. Christie miał nadzieję, że wkrótce wyjedzie do krewnych w odwiedziny, jak to miała w zwyczaju, jednak tego nie zrobiła. To go zdenerwowało. Miał swoje plany, których nie mógł zrealizować, kiedy żona była obok. Poza tym, często drażniła się z nim na temat jego impotencji, co jeszcze bardziej go denerwowało.
        W czwartek, 11 grudnia, pięć dni po tym jak Christie rzucił pracę, Ethel poszła pooglądać telewizję wraz ze swoją przyjaciółką, Rosie. Następnego dnia zabrała pranie do Maxwell Laundries i ci, którzy ją widzieli, uznali, że wyglądała na zdrową i będącą w dobrym humorze. Nic nikomu nie mówiła o planowanej podróży. Potem nikt już więcej jej nie widział.
        W poniedziałek, Christie wysłał list, który Ethel napisała do swojej siostry mieszkającej w Sheffield. Zmienił datę z 10-tego, kiedy naprawdę napisała list, na 15-tego, tłumacząc, że Ethel nie miała kopert, więc on postanowił wysłać list ze swojej pracy. Zaczął także rozpowiadać sąsiadom, że jego żona wyjechała do Sheffield. On sam znalazł tam nową pracę i już niedługo miał do niej dołączyć. Niektórzy z nich byli zaskoczeni, że Ethel nie pożegnała się z nimi, ani nie wspomniała o swoich planach. Wtedy Christie powiedział jej przyjaciółce, Rosie, że Ethel wysłała telegram, w którym wspominała ją z tęsknotą. Myślał, że to wystarczy, aby trzymać ją z dala od kolejnych podejrzeń. Krewnym powiedział, że Ethel nie czuła się wystarczająco dobrze, aby do nich napisać lub wysłać bożonarodzeniowe kartki. Sam wysłał kilka prezentów „Od Ethel i Rega.”
        Co dziwne, zaczął opryskiwać swój dom i ogród silnym środkiem dezynfekującym, a ludzie zauważyli przykre zapachy dobiegające z budynku.
        W styczniu Christie sprzedał wszystkie swoje meble dilerowi. Sprzedał także obrączkę oraz zegarek swojej żony. Bez łóżka, spał na starym materacu na podłodze. Zostawił jedynie trzy krzesła, z których jedno było dla niego dość ważne, oraz stół kuchenny.
        Aby uzyskać pieniądze, podrobił podpis żony i wyczyścił konto bankowe. Pozostawał w pustym mieszkaniu aż do marca, nie fatygując się już nawet, aby odpisywać na listy od krewnych pytających o jego żonę.
        Pewnego dnia poznał panią Reilly, która akurat poszukiwała mieszkania do wynajęcia, więc zaprosił ją do obejrzenia jego. Przyszła z mężem, co nie bardzo spodobało się Johnowi.
        Małżeństwo zdecydowało się wynająć od niego mieszkanie i zapłacić za trzy miesiące z góry. 20 marca Christie pożyczył od nich walizkę i się wyprowadził. Zabił psa, ale kota zostawił nowym najemcom. Zabrał ich pieniądze i odszedł.
        Państwo Reillyw dniu w którym się wprowadzili, dowiedzieli się od prawdziwego właściciela budynku, że Christie nie miał prawa wynająć mieszkania. Poproszono ich o wyprowadzkę. Oboje – oni oraz właściciel – nie mieli pieniędzy z wynajmu, ale ponieważ mieszkanie bardzo śmierdziało, cieszyli się, że się wyprowadzają.
        Sam Christie zniknął. Nie chciał być w pobliżu, kiedy pewne fakty miały ujrzeć światło dzienne.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 24.03.20, 00:49
        Blondynka, około 25 lat, brzydkie paznokcie. Miała na sobie sukienkę, halkę, biustonosz, sweterek, dwie podkoszulki oraz kawałek materiału włożony między nogi. Skóra miała różowy odcień, została podtruta gazem i uduszona. Niedługo przed śmiercią piła alkohol, zmarła około 8-12 tygodni wcześniej. Była w szóstym miesiącu ciąży.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 24.03.20, 00:52
        Mroczny nałóg

        Kiedy jego służba w War Reserve Police się zakończyła, Christie znalazł pracę w Ultra Radio Works w Acton. Ethel także miała pracę w elektrowni. Nie trwało długo zanim Christie poznał swoją drugą ofiarę, 32-letnią Muriel Eady, która pracowała na montażowni. Spotkali się w firmowej stołówce. Mieszkała z ciotką i miała chłopaka. Była niska i okrągła, z ciemnobrązowymi włosami. Christie często zapraszał Muriel i jej przyjaciela na herbatę, podawaną przez jego żonę. Kiedyś nawet we czworo poszli do kina. Christie zdecydował się zwabić ją do swojego domu, aby móc powtórzyć to, co zrobił z Ruth Fuerst.
        W październiku 1944 roku, Ethel udała się ponownie na spotkanie z krewnymi w Sheffield. Pojawiła się więc okazja. Christie powiedział Muriel, że w apteczce, którą posiadał jeszcze z czasów służby w policji, miał lekarstwo na jej katar. Przyszła do niego sama.
        Tym razem chciał uniknąć szarpaniny. Dobrze się przygotował. Powiedział kobiecie, że miał specjalny inhalator, który miał jej pomóc. Do słoika wlał jakąś ciecz. W pokrywce zrobił dwie dziurki, do jednej z nich wprowadził mały przewód, którym uzupełniał ilość gazu. Ta rurka biegła do cieczy, a inna wychodziła drugim otworem i nie dotykała cieczy, ale miała sprawiać, że całość nie śmierdziała jak gaz. Według jego własnego zeznania, po tym jak podał jej filiżankę herbaty, Muriel usiadła na kuchennym krześle z szalikiem na głowie i wdychała jego miksturę.
        Tak naprawdę wdychała tlenek węgla. W mniej niż minutę ją osłabił, co dało Christiemu możliwość, aby ją udusić za pomocą pończochy. Wtedy uprawiał z nią seks. „Miałem z nią stosunek w momencie, kiedy ją dusiłem.” – zeznał. Nie mając źródła powietrza, szybko zmarła. Christiego po raz kolejny przeszedł ten sam „dreszcz” nad ciałem ofiary.
        Następnie zostawił jej zwłoki we wspólnej umywalni, aż do czasu, kiedy wykopał dla niej dół w ogrodzie. Zakopał ją, zupełnie ubraną, niedaleko pierwszego grobu. Jakiś czas później, kopiąc w ogródku, natknął się na złamaną kość udową, której użył do podparcia pergoli.
        Niektórzy twierdzą, że Christie był nekrofilem, natomiast inni mówią, że wszystkie jego seksualne zbliżenia z ofiarami miały miejsce jeszcze przed ich śmiercią. Jednak prawdziwą zagadką jest, dlaczego zawsze trzymał ciała zamordowanych kobiet tak blisko siebie.
        Nekrofilia to zaburzenie polegające na odczuwaniu pociągu seksualnego do osób nieprzytomnych lub martwych. Rozróżniamy trzy typy nekrofilów: homicydalnych, fantastów oraz romantyków. Typ homicydalny ma potrzebę obcowania z martwym ciałem, dlatego zabija. Zdarza się, że trzyma zwłoki ofiary blisko siebie, aby uprawiać z nimi seks, kiedy tylko ma na to ochotę, lub odwiedza je w miejscu, gdzie je ukrył. Dla nekrofilów fantastów śmierć jest główną częścią erotycznych fantazji. Mogą prosić drugą osobę o to, aby udawała martwą podczas zbliżenia lub robić zdjęcia, kiedy ta osoba wygląda jak martwa, aby móc się później do nich masturbować. Typ romantyczny czuje silny związek emocjonalny z osobą, którą zabija lub która umarła i zatrzymuje ją dla siebie po jej śmierci. Może jej nigdy więcej nie dotknąć, ale chce mieć ją obok.
        Christie najwyraźniej potrzebował, aby jego ofiary były nieprzytomne, martwe lub przynajmniej na takie wyglądały. Możliwe, że pociągała go kontrola, jaką mógł sprawować nad ich bezwładnymi ciałami. Ponieważ nie wiemy czy Christie obcował płciowo z kobietami jeszcze przed czy już po ich śmierci, nie będziemy się na tym skupiać. Faktem jest, że każdą ze swoich ofiar trzymał blisko siebie. Ktoś mógłby powiedzieć, że zabił te kobiety, ponieważ bał się, że żona dowie się o jego zdradach, jednak taka motywacja pasowałaby tylko do pierwszych dwóch ofiar, ponieważ jego żona była trzecią ofiarą, a ostatnie trzy były prostytutkami, których teoretycznie wcale nie musiał zabijać. To wskazuje na to, że zabijał dla samej satysfakcji z zabijania. Jak powiedział, jedną z prostytutek dusił w czasie uprawiania z nią seksu, a kiedy wyciągnął z niej penisa, oddała kał i mocz. To może wskazywać na to, że puściły jej zwieracze, czyli umarła jeszcze zanim skończył z nią współżyć.
        Prawdopodobnie podniecały go nieprzytomne lub umierające kobiety, być może wynikało to z czasów jego młodości, podświadomie chciał ukarać dziewczynę, która naśmiewała się z niego po nieudanym zbliżeniu. Kennedy twierdzi, że Christie lubił dominować i podświadomie chciał zabić swoją matkę i siostry za wszystkie lata, kiedy to one nad nim dominowały. W każdym wypadku, zabijanie kobiet sprawiało, że czuł się potężny i prawdopodobnie pomagało mu rozładować narastającą w nim frustrację.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 24.03.20, 01:03
        12 września 1931 roku w Poznaniu było ciepło i słonecznie. Mężczyźni w drodze do pracy rozmawiali o powodzi w Chinach, w której zginęło 300 tys. ludzi. Kobiety plotkowały o niedzielnych zawodach pływackich, w których brało udział dziewięć pań. Wygrała panna Antkowiakówna, ale do mety dopłynęła w tak zdeformowanym kostiumie, że widać jej było biust.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 24.03.20, 01:08
        Możemy zacząć wspólne życie

        Słowa dotrzymał, o spotkaniu z przyszłym szwagrem nikomu nie pisnął ani słowa. Leon upewnił się, że Józef ma w torbie pieniądze i namówił go, aby poszli do jego domu przy Półwiejskiej 20. Przekonywał, że w piwnicy ma dla niego przygotowaną niespodziankę. Przepuścił Jankowiaka przodem...
        Jeszcze tego samego dnia Leon pojawił się u Helenki. Opowiedział, że pożyczył od znajomego pieniądze i mogą zacząć wspólne życie. Dziewczyna była uszczęśliwiona. Gdy poszli do matki oznajmić jej tę nowinę, pani Jankowiak zauważyła, że Leon ma marynarkę pobrudzoną krwią. – Miałem krwotok z nosa – wytłumaczył.
        Po kilku godzinach nikt już nie interesował się Leonem. Rodzina Jankowiaków martwiła się o Józefa. Przybiegł do nich pracownik Banku Mieszczańskiego. Poinformował, że chłopak miał przy sobie 12 milionów marek polskich (około 12 tysięcy złotych po reformie Grabskiego) i kierownictwo zawiadomiło policję o jego zaginięciu.
        Policja stwierdziła, że sprawa jest jasna jak słońce. Józef Jankowiak ukradł pieniądze i uciekł. A kiedy jakiś czas później nadszedł list podpisany nazwiskiem Józefa: „Nie szukajcie mnie, wyjechałem zagranicę", nie miała już żadnych wątpliwości. Nie chciała nawet słuchać wyjaśnień Janowiaków, że nie jest to pismo Józefa. Uznali, że bliscy kryją złodzieja.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 24.03.20, 01:14
        Wysoki sądzie: „zabiłem z miłości"

        Prokuratura polska zwróciła się do policji francuskiej o wydanie Hałasa. Morderca znalazł się na dworcu w Poznaniu 13 lutego 1932 roku. Przyjechał w towarzystwie funkcjonariusza uzbrojonego w rewolwer. Dziennikarze donosili, że miał na sobie czarny płaszcz, na głowie melonik, był blady, lecz „pełny na twarzy".
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 24.03.20, 01:17
        On opuścił więzienie, ona wyskoczyła z okna

        Wyjaśnienia Leona zrobiły na sądzie duże wrażenie, ponieważ wymierzył mu tylko dziesięć lat ciężkiego więzienia. Nie dopuścił do głosu mieszkańców kamienicy przy Półwiejskiej 20, którzy opowiadali dziennikarzom, że wyrok ten nie podoba się zamordowanemu Józefowi, ponieważ w piwnicy straszy bardziej niż kiedykolwiek. Prokuratura odwołała się i w lutym sąd zmienił klasyfikację czynu z zabójstwa „bez zastanowienia" na zabójstwo z premedytacją. Zasądzono karę śmierci przez powieszenie. Po kolejnej apelacji, tym razem obrońcy, karę zamieniono ostatecznie na dożywocie.

        Jaki był dalszy los Leona i Heleny? Helena wybaczyła mężowi, ponieważ „nie potrafiła wyrzucić go z serca". Jak wieść głosi, Leon opuścił więzienie we wrześniu 1939 roku. Helena podobno kilka miesięcy po procesie popełniła samobójstwo. Wyskoczyła z okna kamienicy, w której mąż zamordował jej brata
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 25.03.20, 23:24
        Trudno było spełnić tę prośbę od razu, w Holandii nie było fotografii małej Edith Kiecorius. Przedstawiciel KLM próbował to wytłumaczyć rozmówcy, lecz odpowiedziała mu cisza. Zaniepokojony zapytał, czy Croizet go nadal słucha. – Tak, tak, proszę się nie rozłączać... coś widzę...
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 25.03.20, 23:25
        Amerykańska policja twierdzi, że miejsc, które pan opisał, jest tam bardzo wiele – wyjaśniał gospodarz spotkania, rozkładając na stole plan Nowego Jorku. Jasnowidz położył jedną dłoń na mapie, drugą na sukience Edith. – ...ile domów – wyszeptał – jak gęsto... jestem zamknięty... nic nie widzę... – zamilkł na kilka minut – ...tak... ten sam szary budynek... ma cztery piętra... za nim pralnia... są szyldy... pranie na mokro i sucho... dziecko, tak jest dziecko... nie żyje – wyczerpany osunął się na krzesło.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 25.03.20, 23:27
        W wieku sześciu lat trafił do zegarmistrza. Ten pewnego dnia dał mu linijkę, a mały Gérard nagle zaczął opowiadać jej historię. Mówił, kto dostał nią po łapach, co nią mierzono i rysowano. Wszystko się zgadzało. W szkole zamyślonego, wątłego chłopca uważano za nierozgarniętego i tępego. Do czasu, gdy jeden z nauczycieli nazwał go małym głupkiem.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 25.03.20, 23:29
        Profesor poddał Croizeta kilku testom, w których wizjoner wypadł znakomicie. Ale prawdziwy egzamin zdał w 1949 roku. Sędzia z miasta 's-Hertogenbosch zapytał wówczas Tenhaeffa, czy któreś z badanych przez niego mediów może pomóc w odnalezieniu zwłok dzieci zamordowanych przez zboczeńca. Zabójca siedział już za kratkami, lecz nie przyznawał się do winy.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 25.03.20, 23:30
        Croizet przyglądał się ustawionym już krzesłom i przepowiadał, kto na nich usiądzie. Miejsca nie były numerowane, uczestnicy imprezy mogli siadać, gdzie chcieli. – Tu widzę młodego mężczyznę w garniturze, z białą chusteczką w butonierce, ostrzyżonego na jeża – mówił tydzień przed zajęciem miejsc. Obok niego usiądzie kobieta w średnim wieku, z synem w granatowym mundurku. Test pustych miejsc powtarzano setki razy. Przepowiednie sprawdzały się w 80 procentach. Dlatego profesor Tenhaeff w niezliczonych wywiadach zapewniał, że Croizet posiada dar jasnowidzenia. A dodatkowe potwierdzenie przyszło samo.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 25.03.20, 23:32
        Czarno-białe życie, kolorowa śmierć

        Wizje Croizeta miały pewną zadziwiającą cechę. Jeśli poszukiwana osoba żyła, widział obraz czarno-biały, jeśli nie – kolorowy. Czasem jednak pojawiały się zakłócenia. Tak działo się w sprawie 17-latki z Arnhem. Znaleziono ją martwą, półnagą, ze śladami obrażeń na szyi, piersi. Było oczywiste, że dziewczyna została zgwałcona i uduszona. Śledztwo utknęło jednak w martwym punkcie. I – jak zwykle – policja zwróciła się o pomoc do jasnowidza.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 25.03.20, 23:35
        Najwięcej sukcesów odnosił w sprawach związanych z zaginionymi dziećmi. Ale nie zawsze mu się udawało. W odróżnieniu od wielu innych jasnowidzów przyznawał się jednak do tego otwarcie. Tak stało się w 1966 roku, gdy w Australii poszukiwano trojga dzieci rodziny Beaumont, a zamożny przedsiębiorca sfinansował mu przelot na antypody. Jasnowidz odbył długą podróż. Spotkał się w nadmorskiej Adelajdzie ze zrozpaczonymi rodzicami, uważnie obejrzał zdjęcia, odzież i zabawki dzieci.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 25.03.20, 23:37
        Każdy ma taki sam dar, jaki ja otrzymałem. We mnie jest on tylko nieco bardziej rozwinięty – mówił potem dziennikarzom. – Każdy może nawiązać pozazmysłowy kontakt z innym człowiekiem. Różnica polega jedynie na tym, że ja odczuwam tę więź bardziej intensywnie.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 25.03.20, 23:41
        Dobrze, na Boga, zabij się, tylko poczekaj, aż wyjdę. To ostatnie słowa ministra Pierre'a Chevaliera do żony. Ona jednak, zamiast strzelić do siebie, wypaliła do męża. Ministrem był tylko jeden dzień.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 25.03.20, 23:45
        Wybuchła wojna, Pierre wstąpił do wojskowej służby medycznej i ratował rannych żołnierzy pod ogniem kul. A po klęsce Francji, jako jeden z niewielu, przyłączył się do „Wolnych Francuzów", ruchu oporu przeciw okupacji niemieckiej skupionego wokół generała Charles'a de Gaulle'a.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 25.03.20, 23:48
        Kobieca intuicja podpowiadała jej, że za tym wszystkim jest jakaś kobieta, jakiś romans. Te przeczucia potwierdził anonim, który informował, że mąż ma kochankę. Przeszukała rzeczy Pierre'a i znalazła list miłosny: „Bez ciebie moje życie pozbawione byłoby piękna i sensu" i podpis ,,Jeanne". Yvonne doszła do wniosku, że jego autorką musi być ich sąsiadka – Jeanne Perrau. Niezdarnie próbowała zdobyć próbkę jej pisma, a w końcu zdecydowała się na szczerą rozmowę.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 25.03.20, 23:57
        Po tej rozmowie Yvonne kupiła pistolet Mab 7.65 mm i 25 sztuk amunicji. Kilka dni później usłyszała w radiu, że Pierre został ministrem oświaty. Natychmiast wysłała do niego telegram z gratulacjami. Mąż nawet nie podziękował za telegram. Zadzwonił tylko, uprzedzając, że wpadnie do domu, by zmienić garderobę. Yvonne spotkała się ze swoją przyjaciółką zakonnicą i zwierzyła się jej z zamiaru popełnienia samobójstwa. Przyjaciółka oczywiście odwodziła ją od tego zamiaru, ale zdesperowana Yvonne zdawała się być zdecydowana.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 25.03.20, 23:59
        Dramat małżeństwa Chevalier wstrząsnął Francją. Bohater narodowy zamordowany przez nieznośną, jak pisały gazety, żonę. Opinia publiczna była przeciwko niej. Kiedy jednak Yvonne stanęła przed sądem, nastroje całkowicie się zmieniły. Historia ich małżeństwa, bezprzykładne okrucieństwo i egoizm męża, upodlenie i miłość bez granic Yvonne poruszyły wyobraźnię i sumienia
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 26.03.20, 00:19
        Tłum ludzi zgromadzonych przed sądem entuzjastycznie przywitał wyrok i uwolnioną Yvonne, a wygwizdał wychodzące z sądu małżeństwo Perrau. Oczyszczona z zarzutów Yvonne Chevalier zamieszkała początkowo na francuskiej prowincji, a później wraz ze swoimi dwoma synkami wyemigrowała do Gujany, dawnej francuskiej kolonii karnej w Ameryce Południowej. Tam pracowała jako wolontariuszka na oddziale noworodków miejscowego szpitala. Do Francji wróciła dopiero pod koniec życia, zmarła w 1970 roku.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 26.03.20, 00:25
        Mimo to już kilka tygodni później pojawiły się pogłoski, że cesarzowi podano arszenik. Zabójstwa mieli dokonać Anglicy, którzy przypuszczali, że Napoleon szykuje się do powrotu na tron francuski. Na pierwsze dowody, że w tej plotce jest źdźbło prawdy, trzeba było czekać aż do 1960 roku. Wówczas właśnie szwedzki lekarz Sten Forshufvud doszedł do wniosku, że władca był podtruwany przez dłuższy czas – dokładnie tak jak król Szwecji Eryk XIV, który zmarł w 1577 roku.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 26.03.20, 00:30
        W latach 80. XX wieku tezę o morderstwie dokonanym na Tutanchamonie potwierdzili dwaj amerykańscy detektywi sądowi, Gregory Cooper i Mike King. Ich zdaniem faraon został zaatakowany toporkiem, a ułożenie rany w stosunku do reszty ciała wskazuje, że stało się to podczas snu. Władca musiał tej nocy spać na brzuchu, gdyż silne uderzenie w głowę pociągnęło za sobą złamanie nosa i wciśnięcie kostnej przegrody nosowej do wnętrza czaszki.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 26.03.20, 00:32
        W kraju powstawały liczne, zwalczające się nawzajem koterie. Rosła też liczba przeciwników władcy, bo im był on starszy, tym stawał się niebezpieczniejszy. I to nie tylko dla tych, którzy sprzeciwiali się jego polityce, ale i dla najbliższych współpracowników. Nietrudno więc sobie wyobrazić, że chętnych do usunięcia go z tronu nie brakowało.
      • madohora Re: No to coś lżejszego z naszych stron 06.05.20, 19:49
        W marcu 1944 sąsiedzi Petiota zawiadomili policję zaniepokojeni fetorem i gęstym dymem, wydobywającym się z komina jego domu. Policja i straż pożarna wkroczyli do mieszkania, gdzie w palenisku znaleźli ludzkie szczątki, a w kuchni stół na którym zabójca kroił swoje ofiary. W domu i wokół niego znaleziono 26 ciał ofiar. Kiedy Petiot wreszcie przyjechał do domu na rowerze, tłumaczył policjantom, że ciała należą do Niemców zlikwidowanych przez ruch oporu. Policjanci początkowo uwierzyli w wersję wydarzeń, przedstawioną przez Petiota.
      • cusiew44 Re: No to coś lżejszego z naszych stron 11.05.20, 19:04
        Dnia 30 Iipca 1869 r. nadeszło do sądu krakowskiego d liesienie bezimienne, iż w klasztorze Karmelitanek Bosych pr ulicy Kopernika (Wesołej) jest więzioną jedna z zakonnic w s ; sób, urągający wszelkim humanitarnym uczuciom. Doniesienie miało pochodzić od nowo przybyłej do klasztoru zakonnicy, której powierzono, jako codzienną funkcję, zanoszenie do celi uwięzionej pożywienia. Osoba ta, obdarzona nieco ludzkiem czuciem, nie nogła znieść mąk siostry zakonnej — dala znać listownie, be podania swego nazwiska, o wszystkiem sądowi krakowskiemu.
      • cusiew44 Re: No to coś lżejszego z naszych stron 11.05.20, 19:29
        Człowiek-z wierzę". Po zapaleniu światła zobaczyli przybyli siedzącą na garści zgniłej słomy jakąś postać zupełnie nagą, porośniętą włosem, z pazurami jak u krogulca. Z jęków, jakie ta postać wydobywała z siebie, odgadł sędzia, iż jest to siostra Barbara, o której do niesiono sądowi, a która podobna była z wyglądu zewnętrznego wiccej do zwierza, aniżeli do człowieka. Zobaczywszy ludzi, za częła z trwogi krzyczeć. Kiedy ją nieco uspokojono i zapytano 0 powód zamurowania, rzekła: — Popełniłam grzech nieczystości — a zwracając się dc, ir, /ch zgromadzonych tam zakonnic, dodała: — Ale i wy, siostry, nie jesteście bez winy. Po pewnej chwili znów zaczęła jęczeć: — Dajcie mi jeść, bo umieram z głodu. Dr Gebhardt kazał ją wyprowadzić zaraz do innej, jasnej celi- 1 ,-zybrać w czystą bieliznę i odzież, na co nie chciała, się ^ ża? den sposób zgodzić zastępczyni przełożonej.
      • cusiew44 Re: No to coś lżejszego z naszych stron 11.05.20, 19:37
        Stanowisko biskupa. Z niecierpliwością oczekiwał biskup Gałecki swojego wy słannika, ks. Spitała. Kiedy ten powrócił, zasypał go gorączkowemi pytaniami. Ksiądz opowiedział dokładnie to, co widział. Biskup kazał się natychmiast zawieść na miejsce zbrodni. Odwiedził sio strę Barbarę" a zobaczywszy jej opłakany stan, w najwyższem oburzeniu zawołał do stojących opodal zakonnic: — Toć to wasza miłość bliźniego? Kobietv, czy wy iestesete ludźmi, czy rurjami że stworzenie Boże tak traktujecie. Biskup, przekonawszy się o strasznej prawdzie, przyrzekł do łożyć wszelkich starań, by winni zostali należycie ukarani.
      • cusiew44 Re: No to coś lżejszego z naszych stron 11.05.20, 19:47
        Władze wobec zbrodni. Wobec ogromnego rozdrażnienia ludności krakowskiej uka zały się dnia następnego, tj. w niedzielę, afisze na murach miasta, którymi ówezesny delegat namiestnictwa Bobowski i prezydent miasta dr Dietl wzywali publiczność do uspokojenia, albowiem władze sądowe dają dostateczną rękojmię, iż postąpią z przestęp cami w sposób należyty. A ówczesny minister oświaty dr Giskra, zawiadomiony telegraficznie o_ fakcie, zwrócił się natychmiast do namiestnika Galicji z zapytaniem, czyby nie cofnąć kwoty 1800 złr. z budżetu, udzielanej jako subwencję coroczną klasztorowi Karmelitanek i czy dalsze istnienie konwentu nawet w interesie kościoła byłoby do życzenia
      • cusiew44 Re: No to coś lżejszego z naszych stron 11.05.20, 19:58
        Młode lata Barbary Ubryk. Rodzice jej, Jakób Ubryk i Maryanna z Brzozowskich, byli obywatelami m. Węgrowa i oboje dawno pomarli, zostawiwszy czworo dzieci, t. j. urodzoną w r. 1817 Annę, a nazwaną w kla sztorze Barbarą, i trzy inne córki. Barbara wstąpiła po klasztoru, mając lat ló, w Warszawie do Wizytek. Tu ciężko zachorowała, a wyleczywszy się poza klasztorem, chciała napowrót tam wrócić, lecz oświadczono jej, źe kto raz wyszedł z tego klasztoru, już tain powrócić nie może. Pragnąc koniecznie dostać się do zakonu o ścisłej regule, prosiła o protekcyę pp. Wizytek i zyskała od nich stoso wne świadectwo do Karmelitanek w Krakowie. W chwili zamurowania liczyła oria lar 31, a wyszła z kaźni 52-letnią kobietą
      • cusiew44 Re: No to coś lżejszego z naszych stron 11.05.20, 20:07
        Boją się. Gąsiorowskiego aż paliło, by coś z 'em zrobić. Postępowy był to człek i nie bał się niczego, a zresztą litość brała go nad niewinną oiiarą okrucieństwa siostrzyczek zakonnych — Ale co zrobić? jak wydobyć ją z tej matni? Pisze list do adwokata saimesona, wspoiwiasducia dzieunutU „Kraj", spodziewając się, że ten zrobi użytek z tej wiadomości w swojem piśmie. Nic jednak. Od Gajdzińskiego, koncypjenta Salmesona, przy byłego do lokalu „Postępu", dowiaduje się Oąsiorowski, że me cenas nie ma ochoty zadzierać z klerem. Próbuje Gąsiorowski dalej, zwierza się ze swą tajemnicą grajzlernikowi Suchodolskiemu i ża jego radą idzie wraz z nim do znajomego grajzlernikowi adwokata Rottera. Ten znowu przestrzega, że albo dowody namacalne, albo kryminał półtoraroczny grozić mu może, gdy klasztor zaskarży go o oszczerstwo. A więc i tu nic z tego
      • cusiew44 Re: No to coś lżejszego z naszych stron 11.05.20, 20:08
        Boją się. Gąsiorowskiego aż paliło, by coś z 'em zrobić. Postępowy był to człek i nie bał się niczego, a zresztą litość brała go nad niewinną oiiarą okrucieństwa siostrzyczek zakonnych — Ale co zrobić? jak wydobyć ją z tej matni? Pisze list do adwokata saimesona, wspoiwiasducia dzieunutU „Kraj", spodziewając się, że ten zrobi użytek z tej wiadomości w swojem piśmie. Nic jednak. Od Gajdzińskiego, koncypjenta Salmesona, przy byłego do lokalu „Postępu", dowiaduje się Oąsiorowski, że me cenas nie ma ochoty zadzierać z klerem. Próbuje Gąsiorowski dalej, zwierza się ze swą tajemnicą grajzlernikowi Suchodolskiemu i ża jego radą idzie wraz z nim do znajomego grajzlernikowi adwokata Rottera. Ten znowu przestrzega, że albo dowody namacalne, albo kryminał półtoraroczny grozić mu może, gdy klasztor zaskarży go o oszczerstwo. A więc i tu nic z tego
      • cusiew44 Re: No to coś lżejszego z naszych stron 11.05.20, 20:46
        Komisja w klasztorze. Sędzia Gebhardt, uzyskawszy pozwolenie władz duchownych na wkroczenie do klasztoru, bierze z sobą prałata ks. Spitala, auskultanta i pisarza sądowego, tudzież dwócn obywateli na świad ków: Gralewskiego, winiarza z ulicy Grodzkiej i zegarmistrza, Teofila Parviego. Klasztor otacza huzarami. Wchodzą przez pierwszą bramę. Nic. Przy drugiej, furtyanka goni zapytać się przeoryszy, wreszcie tamtędy komisję puszczają. Gebhardt ustawia członków komisji tak, źe plecami sweini zatarasowują wejścię do celi Barbary Ubryk, a sam zwołuje za konnice i prosi o klucz do tej celi. Zbladły, jak ściana. Szukają nibyto. Upływa dwie godziny, nim klucz ten dochodzi do rąk sędziego — a komisja stoi wciąż w korytarzu. Klucz był ukryty w pokoju przeoryszy pod podłogą — w miejscu, na którem stała nocna szafka.,
      • cusiew44 Re: No to coś lżejszego z naszych stron 11.05.20, 20:53
        Osobliwa kanonizacja. Indagowana przez sędziego przeorysza, panna Mar ja Wężyk, 0 powód zamurowania Barbary Ubryk, miała tak się wykrętnie 1 cynicznie zarazem tłumaczyć: —- Rząd daje tylko trzy tysiące reńskich subwencji na kla- sztcr. To nie wystarcza. Muszę dokładać z własnej kieszeni. Po stanowiłam więc postarać się o dochody, a te uzyskać można tylko z odpustów. Chciałam zrobić siostrę Barbarę świętą..
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 18.11.14, 16:22

      Pantofle zbrodniarza?
      Przewodniczący: - Ja myślę, że wszyscy mowią prawdę. Do świadka: — Niech pan oglądnie te pantofle wśrod dowodów rzeczowych i powie czy mniejwięcej odpowiadają śladom. Wachmistrz Trela ogląda pantofle i stwierdza, że mniejwięcej mogłyby odpowiadać co do wielkości owym śladom. 0 godz. 3 -ciej min. 30 wachmistrza Trelę zwolniono i zapowiedziano, że będzie on jeszcze zeznawał w czasie naoczni w Brzuchowicach.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 18.11.14, 16:23
        Co widział przodownik Nuckowski?
        Po przerwie wezwano na salę przodownika Nuckowskiego. Obrońca Akser zwraca się do przewodniczącego z prośbą o usunięcie z sali planu, ktory w swoich szczegołach nie odpowiada rzeczywistości, co może wytworzyć mylne wyobrażenie w oczach przysięgłych o stosunkach odległości itd. Przewodniczący zaznacza, że bez tego planu, choć on nie odpowiada całkowicie rzeczywistości, trudno będzie cośkolwiek wyjaśnić, więc dlatego trzeba, aby plan został. Przewodniczący do przodownika Nuckowskiego: — Pan był drugim, który przyszedł po p. Trela i prowadził dochodzenie. Co pan wie?
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 18.11.14, 16:25
        Morderstwo!
        Przodownik Nuckowski: — O godz. 2-gieij po połnocy zawiadomił mnie posterunkowy Szwajcer, że w willi Zaręby popełniono morderstwo. 0 godz. 3-ajej min. 20 razem ze Szwajcerem przybyliśmy na miejsce. Idąc do willi zabrałem dwóch strożów nocnych. Na werandzie zastałem kilka osob, rozmawiających o wypadku. P. Zaręba przypuszczał, że to morderstwo rabunkowe. Postawiłem wartę, żeby nikt nie wcihodzdł do pokoju denatki. Z uwagi na to, że mowiono o morderstwie rabunkowem, p. Csala wskazał na drzwi i mówił, że są nienaruszone, że niema żadnych znakow włamania. W trakcie tego jak badaliśmy ślady, przesłuchałem pobieżnie ogrodnika i Stasia, bo opowiedział mi Trela, że Staś coś widział przez okno. Przewodniczący: — Co Staś powiedział? Nuckowski: — Opowiedział jak się zbudził, jak wołał „Źabusiu!”, że postać znikła za drzwiami. Kiedy przyjechał p. komisarz Frankiewicz oraz aspirant Respond, opowiedziałem im wszystko co zrobiłem, wtedy aaczęili oni prowadzać śledztwo. Przez jakśś czas pilnowałem p. Gorgonowej, a poźniej szukałem śladow w piwnicy. Chusteczkę znalazłem pod woreczkiem z grafitom. Była ona mokra, ze krwi
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 18.11.14, 16:25
        Gorgonowa bez świadków
        Przewodniczący: — Czy pan wdział wówczas Gorgonową? świadek: — Poszedłem zobaczyć przez werandę. Była bardzo zdenerwowana. Ustawicznie kładła się na łożku i znów wstawała, oglądała ręce, byla niespokojna. Obserwowałem ją przez okno małej werandy. Przewodniczący: — Jak wyglądała Chusteczka? — czy była zwinięta w kłębek, czy też wyglądała jaikby porzucona. Świadek: — Była zwinięta w kłębek. Przewodniczący: — A wiec nie leżała tak, jakby komuś wypadła? Czy robiła wrażenie, jakby ją ktoś prał? Świadek: — Była taka, jakby ją ktoś wyprał, bo ślady krwi były jakby wyprane. Chusteczka była, jakby wykręcona z wody. Przewodniczący: — Czy było wilgotno w piwnicy tam, gdzie leżała chusteczka. Świadek: — Leżała w suchem miejscu. Grafit był w papierowym woreczku, a woreczek był suchy. Gdyby była woda zaskórna, to chusteczka nabrałaby w siebie wody, byłaby mokra. Prokurator: — Czy Kamiński mówił, że oskarżona prosiła go o rewolwer? Świadek: — Mowił mj o tem w czasie śledztwa i poźniej. Prokurator: — Czy mowił potem, że groziła wszystkim zamordowaniem. Świadek: — Słyszałem o tem poźniej od Beckerowny.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 18.11.14, 16:26
        Szkło z rozbitej szyby
        Prokurator: — Czy widział pan jakiekolwiek szkło z rozbitej szyby? Świadek: — Widziałem. Leżało na werandzie i poźniej były kawałeczki wewnątrz domu. Niektore znaleziono pod
        szafą. To było Misko drzwi Prokurator: — Czy, gdyby szyba była wybita nie z zewnątrz lecz z wewnątrz, mogłyby być pod szafą odłamki szkła? Świadek: — Nie. Akcer: — Mnie się zdaje, że to pytanie dla znawcy, a nie dla świadka.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 18.11.14, 16:26
        Siady krwi na klamkach
        Świadek , że miał pilnować od drzwi na werandzie. Zobaczył ślady krwi na drzwiach od strony pokoju. Natomiast nie pamięta wszystkich szczegołow, na ktorej z klamek (drzwi są tam podwojne) były ślady krwi, czy na klamce drzwi od strony pokoju czy na klamce drzwi od strony werandy. Nuckowski, na żądanie prokuratora, przedstawia moment pożegnania się ze zwłokami ze strony Zaręby, Stasia i oskarżonej. Gorgonowa przyszła ostatnia. Powiedziano wowczas do Gorgonowej, aby pożegnała się z tą, ktora miała być jej corką, P. Gorgonowa chwilę popatrzyła i schyliła się nad zwłokami, jakby je obejmowała, Czy coś mowiła przy tem, świadek nie pamięta. Prokurator: Pan w śledztwie zeznał trochę inaczej, mianowicie, że „zaczęła łkać, przytuliła się, a czy płakała nie wiem". Czy to był płacz szczery?
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 18.11.14, 16:28
        „Pan prokurator mnie podejrzewa...
        Świadek: — Nie widziałem szczerego płaczu, bo to daje się poznać. To było więcej udane. Przyszła poźniej do obecnego tam prokuratora, stanęła przed nim i powiedziała: „Pan prokurator mnie podejrzewa, że ja to zrobiłam". Prokurator odpowiedział jej: „Nikt panią nie podejrzewa, przecież pani tego nikt nie mowił, ani ja ani policja". Prokurator: — Czy Gorgonowa powiedziała do Lusi: ,Jeden Pan Bog wie, co się z tobą stało?" Świadek: — Tak powiedziała. Na mnie to nie zrobiło wrażenia, byłem przekonany, że to fałszywe udawanie Prokurator: — Czy ktoś z policji powiedział oskarżonej, że jest podejrzana? Świadek: — Powiedział jej doktor sądowy, ktory ją badał. Na dalsze pytania prokuratora świadek opowiada o wielu szczegołach, znanych już dobrze z poprzednich zeznań i nie wnoszących niczego do rozprawy. Na pytania obrońcow w sprawie jego zeznania o płaczu Gorgonowej, czy płacz był szczery, czy też nieszczery, Nuckowski odpowiada, źe sądził o tem na podstawie
        własnego doświadczenia. Obrońca Woźniakowski: — Czy do piwnicy jest tylko jedno wejście? Nuckowski: Są dwa wejścia, Woźniakowski: — Bo dotychczas pod czas całej rozprawy słyszeliśmy tylko o jednem wejściu. Z dalszych zeznań Nuckowsklego wynika, źe dr. Csala był pierwszym człowiekiem, który mu powiedział coś konkretnego, gdzie należałoby skierować podejrzenie. Gorgonowa, na wezwanie obrońcy Aksera, ponownie wyjaśnia kwestję rewolweru
        i tłomaczy się tak, jak w ubiegłym tygodniu, to jest, te to Kamiński żądał rewolweru dla obrony. Przodownika Nuckowskiego zwolniono o godz. 2 min. 20 popołudniu.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 18.11.14, 16:29
        Starszy posterunkowy Szwajcer
        Po nim zeznawał starszy przodownik Szwajcen Zeznania jego nie wnoszą wiele do rozprawy.
        Czas spędził przeważnie na inwigilacji pokoju denatki, a potem Gorgonowej. Gdy w czasie inwiligacji pokoju chciała wyjść tam Gorgonowa przez tą werandę, zawrocił ją oświadczając by nie wchodziła, że sa wykryte jakieś dowody. Daisi świadkowie Po Szwajcerze zeznawał posterunkowy Bajsarowlcz Adam, który nie wie o sprawie, gdyż przyszedł na miejsce wypadku poźno i przeważnie odwiedzał oskarżoną oraz Zarębę, Jeszcze w godzinach przedpołudniowych dnia, który nastąpił po krytycznej nocy, udał się do basenu wraz z wywiadowcą Lorchsem. Wywiadowca Lorch szukał graf ci przez otwor basenu, czy tam niema narzędzi mordu. Po długich wysiłkach był dżagan. Następnie straż pożarna pompowała wodę, ale niczego więcej nie znaleziono. Opowiada on następnie o kradzieżach, jakie miały miejsce po morderstwie, kto tego dokonał, Jakie przedmioty odebrał. Sprawcami byli chłopcy
        tworzący szajkę, złożoną z 4 ludzi starszy liczył 17 lat wielkiej sprawy z tych kradzieży nie robiono ze względu na młody wiek sprawcow kradzieży. Ostatni w dniu dzisiejszym zeznawał stroż nocny Mazurczak. Zeznania trwają krotko i dotyczą spraw drugorzędnych O godz. 15 min. 30 rozprawę odrodroczono do dnia Jutrzejszego.
      • madohora Przy dźwiękach „Rebeki" w 18.11.14, 16:31
        Przy dźwiękach „Rebeki" w Tajemnicza zbrodnia fałszywego studenta w Warszawie

        Przedziwne ramy sądowe prześcigające swą treścią najbardziej fantastyczne fabuły
        wzbogaca nowy proces — jakże niezwykły! — Henryka Okonka, fałszywego studenta Szkoły Nauk Politycznych. Nazwisko Okonka stanie się niebawem, tak jak nazwisko Rity Gorgonowej symbolem zagadki sądowej. Okonek zabił — i w tym względzie niema wątpliwości lecz tło, okoliczności towarzyszące zbrodni są tak tajemnicze, a zarazem tak dla sprawy istotne, że tu właśnie tkwi arcytrudna zawiłość zagadki. Oto jej hiistorja. W Warszawie na ul. Nowogrodzkiej 30 zamieszikiwały wraz z matką dwie młode dziewczyny - 23-letnia Apolonja i 21-letnia Irena Kudlińskie. Życie obu panien płynęło spokojnie, nim nie wdarł się w ich losy Henryk Okonek, mężczyzna 26 letni podający się za studenta Szkoły Nauk Politycznych. Poźniej okazało się, że nigdy studentem nie był, że mieszkał na Śląsku, mając posadę biuralisty. Dopuścił snę tam nadużyć, lecz firma, nie chcąc gubić go, pozostawiła Okonkowi termin do spłacenia zobowiązań, przestrzegając, iż niewypełnienie warumkow w terminie jest równoznaczne z przekazaniem sprawy prokuratorowi. Okonek nawiązał flirt z Apolonją Kudlińską. Robił wrażenie zakochanego. uczucia Ireny. 18 listopada ub. roku Apolonja Kudlińska, wracając do domu wstąpiła naprzód do znajomych p. Nowikow, mieszkających
        o piętro niżej, by oznajmić koleżance swej, pannie Nowikow że lekcja francuskiego, ktorą razem pobierały, nazajutrz nie odbędzie się. W tej chwilii obie dziewczyny usłyszały przeraźliwy krzyk, dobiegający z gory, z mieszkania Kudlińskich. Zamarły w przerażeniu Krzyk rozległ się powtornie poczem słychać było łomot padającego ciała. Mija chwila... Apolonia biegnie na górę. Boi się wejść sama do mieszkania Woła dozorcę i z nim razem dopiero
        wchodzi. Na środku pokoju w kałuży krwi leży Irena. Obok niej — młotek. Z licznych
        ran na głowie dziewczyny sączy się krew. O kilka kroków dalej, leży Henryk Okonek.
        Jest zemdlony czy tylko udaje? Dozorca domu bada tę rzecz po prostacku, lecz skutecznie. Zaciska mu nos a wtedy Okonek natychmiast otwiera szeroko usta i wciąga powietrze. W pokoju stoi patefon. na nim płyta. Modne tango „Rebeka" — płyta jest zgrana, igła obsunęła się, skoro jej nikt nie zdjął.Władze sądowo - Śledcze natychmiast orzekają że śmierć Ireny Kudlińskiej nastąpiła wskutek szeregu uderzeń młotkiem w głowę. Kto zabił? Henryk Okonek przewieziony do Urzędu Śledczego składa dziwaczne wyjaśnienia. Był nieszczęśliwy... Szukał bratniej duszy. Źnalazł ją. To Irena była tą kobietą, o ktorej marzył całe życie. Zwierzył się jej ze swych nieszczęść, przyznał się do nadużyć. A wtedy i ona wyznała mu swą tragedję. Ma... krzywe nogi, nie może tańczyć, dlatego życie pozbawione jest uroku. Postanowić więc razem popełnić samobojstwo. Okonek miał zamordować Irenę, poczem sam podciąć sobie żyły i wejść do wanny napełnionej wodą Istotnie w chwili zbrodni wanna w mieszkaniu Kudlińskłch była napełniona wodą. Chcieli umrzeć poetyczne, więc udali się na Narewki, kupili płytę gramofonową — „Rebekę, by „przenieść się w zaświaty przy dźwiękach tanga“. Nastawili patefon. Słodkie tony napełniły pokoj. Wtedy Okonek wziął młotek i zaczął nim uderzać Irenę w głowę.
        Krzyczała. Zabił. Ale na widok jej śmierci stracił przytomność Zemdlał i nie mogł już zabić siebie. Drobiazgowe śledztwo ujawniło, że istotnie Irena Kudlińska i Okonek byli w sklepie płyt gramofonowych na Nalewkach, lecz, że dziewczyna wolała kupić wesołą, melodlję fokstrott, „Yo-Yo“, a nie sentymentalną „Rebekę". Urząd Prokuratorski stanął na stanowisku,
        że Okonek dokonał zbrodni dla celów rabunkowych. Zabił lecz dalszego planu nie mogł wykonać, bowiem przeszkodziło mu przybycie Apolonji. Zainscenizował więc zemdlenie a potem „dorobił" całą fantasty czną historję. Ale skąd woda w wannie? Dziwne, naprawdę dziwne.. . Z drugiej strony rodzina zmarłej wyklucza, by Irena chciała uciec od życia z powodu brzydkich nog. Nie były one ani tak brzydkie, a także nigdy o tem nie mowiła. Okonek od kilku miesięcy przebywa w więzieniu. 30 marca staje przed Sądem Okręgowym. Będzie to niewątpliwie jeden z najciekawszych procesów
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 18.11.14, 16:31
        Nocleg w skrzyni z... Dynamitem

        W Białogrodzie jakiś „łazik“, poszukując noclegu, przelazł przez płot i dostał się na ogrodzonym placu do domku, stojącego otworem, w którym ujrzał mnostwo skrzyń. Ułożył się więc w jednej z nich, do połowy zapełnionej paczkami, i zasnął smacznie. Jakże się jednak przeraził, gdy o świcie obudzili go uzbrojeni żołnierze i z wyrazem przestrachu na twarzach wywlekli ostrożnie z tego zaimprowizowanego łożka. Okazało się, że łazik przespał całą noc w skrzyni z paczkami dynamitu! Dowiedziawszy się o tem, biedak zaczął się trząść konwulsyjnie i przez dłuższy czas nie mogł się uspokoić, gdy odprowadzono go do aresztu, na samą myśl, że mogła to być ostatnia noc w jego życiu.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 05.12.14, 20:09
        KRONIKA KRYMINALNA WOJEWÓDZTWA ŚLĄSKIEGO - Nasze Miasto - 05.12.2014
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 12.12.14, 22:29
        KRONIKA KRYMINALNA WOJEWÓDZTWA ŚLĄSKIEGO 2014 - [size=10]Nasze Miasto - 12.12.2014
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 03.02.15, 09:17

      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 12.03.15, 21:34
        Zainteresowanie wywoływało to, że powodami w tej sprawie byli trzej arcyksiążęta
        habsbursko-lotaryńscy - członkowie rodu panującego do 1918 r. w monarchii austro-węgierskiej, a wśród nich książę Fryderyk, głównodowodzący cesarsko-królewskiej armii w I
        wojnie światowej. Powodem zainteresowania było także to, że domagali się oni od Skarbu
        Państwa Polskiego, aby zwrócono im majątek ogromnej wartości, obejmujący ok. 20 tys.
        ha użytków rolnych, lasów i nieruchomości miejskich, rozsianych gęsto po całej ziemi cieszyńskiej. Był to majątek świetnie zagospodarowany - z zabudowaniami, folwarkami, tartakami, gorzelniami itp. Jednym słowem, chodziło o tzw. dobra Komory Cieszyńskiej.
        Dobra te, będące do rozpadu monarchii austro-węgierskiej własnością arcyksięcia Fryderyka przejęte zostały postanowieniem Rady Narodowej Księstwa Cieszyńskiego z dnia 9 grudnia 1918 r. pod zarząd państwowy, zaś w x. 1924 prawo ich własności wpisane zostało w księgach gruntowych na rzecz Skarbu Państwa. Ten właśnie ogromny majątek chcieli Habsburgowie odzyskać na drodze sądowej. Pretensje powodów, zastępowanych przez wytrawnych wiedeńskich i lwowskich adwokatów były starannie umotywowane. Wywodzili je z postanowień traktatu w Saint-Germain ratyfikowanego przez Polskę, który w 1919 r. zawarty został przez zwycięskie państwa Ententy z Austrią. Traktat regulował sprawy związane z likwidacją monarchii austro-węgierskiej, na której gruzach powstały nowe, odrodzone państwa, m.in. Rzeczpospolita Polska. Artykuł 208 stanowił, że państwa, którym zostało przyznane tym traktatem terytorium wchodzące dawniej w skład monarchii austro-węgierskiej, lub które powstały z rozbioru tej monarchii, nabywają na własność wszelkie dobra należące uprzednio do Cesarstwa Austrii, dobra korony, jak również wszystkie dobra prywatne dawnej rodziny panującej Austro-Węgier.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 12.03.15, 21:36
          Opierając się o to postanowienie prawa międzynarodowego publicznego powodowie usiłowali dowieść, odwołując się do racji historycznych i prawnych, że tzw. dobra Komory Cieszyńskiej nie podpadają pod żaden z wymienionych rodzajów, że są to dobra prywatne jednego z członków rodu Habsburgów, stanowiące tzw. fideikomis, nie należą zaś do majątku rodzinnego tegoż rodu w rozumieniu wspomnianego traktatu. Nie wdając się w zawiłości
          które są dziś nawet dla prawnika trudne do rozwikłania, trzeba jednak wspomnieć chociaż pokrótce kilka podstawowych faktów historycznych dla wyjaśnienia, w jaki sposób doszło do tego, że Habsburgowie stali się formalnymi właścicielami znacznej części ziemii cieszyńskiej.
          Rzecz sięga odległych czasów i ma związek z testamentem Bolesława Krzywoustego
          (1138 r.) oraz z podziałem dzielnicowym królestwa polskiego. W wyniku postępującego
          rozdrobnienia, również Śląska, powstawały coraz to nowe księstwa, a wśród nich, w 1290 r.,
          księstwo cieszyńskie jako odrębna jednostka prawa lennego. Pierwszy książę Mieszko I, podobnie jak in. piastowscy książęta śląscy, nie mając oparcia w Polsce rozbitej i targanej walkami o tron krakowski, sprzymierzył się z Wacławem II królem Czech, mającym pretensje również do korony polskiej. Formalny hołd lenny złożył koronie czeskiej w 1327 r. książę cieszyński Kazimierz. W kilka lat później, w r. 1335, Kazimierz Wielki, pod naciskiem skomplikowanej sytuacji, w jakiej wówczas znajdowało się ledwie co zjednoczone królestwo polskie, zrzekł się praw do Śląska na rzecz Czech.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 12.03.15, 21:39
          W 1526 r. Korona czeska dostała się w ręce Habsburgów, cesarzy niemieckich. Księstwo
          Cieszyńskie, na zasadach prawa lennego, pozostawało w rękach Piastów cieszyńskich do
          1625 r., tj. do bezpotomnej śmierci ostatniego w linii męskiej Fryderyka Wilhelma, zresztą
          zupełnie już zniemczonego. Z tą chwilą księstwo, na zasadzie tzw. prawa kaduka, w myśl
          którego spadek bez dziedziców przysługiwał panującemu, "wrócić" miało do korony czeskiej z tym tylko zastrzeżeniem, że panujący winien je nadać innemu lennikowi. Do 1653 r. pozostało ono jeszcze wprawdzie pod rządami siostry Fryderyka, ostatniej księżny z rodu Piastów cieszyńskich - Elżbiety Lukrecji, ale po jej śmierci zostało objęte przez cesarza Ferdynanda III jako króla Czech i oddane pod zarząd królewsko-czeskiej Komory we Wrocławiu. Dopiero w 1722 r. cesarz Karol VI wyłączył je z tejże Komory i przekazał wraz z całym Księstwem Cieszyńskim Leopoldowi, księciu Lotaryngii. Dotąd dobra te zwane były dobrami Komory Cieszyńskiej, odtąd też aż do 1918 r. pozostawały w zasadzie we władaniu linii lotaryńskiej rodu Habsburgów. Ich charakter prawny uległ jednak z czasem zmianie. W XIX w. dobra te utraciły charakter dóbr lennych i zostały przekształcone w tzw. fideikomis, tj. w majątek prywatny, który wg austriackiego prawa cywilnego miał stanowić niepodzielne dobro służące zabezpieczeniu wszystkich przyszłych pokoleń rodu.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 12.03.15, 21:44
          Pracownicy Prokuratorii Generalnej Rzeczypospolitej Polskiej, wśród nich późniejszy profesor prawa cywilnego na Uniwersytecie Jagiellońskim Jan Gwiazdomorski, bronili umiejętnie racji Skarbu Państwa. Twardo polemizowali z tezami strony powodowej, w szczególności zaś wywodzili, że skoro dobra, o które toczył się proces są dobrami fideikomisowymi, to odpowiadają warunkom dóbr rodzinnych Habsburgów, o których mowa w traktacie z Saint-Germain. Rola Sądu Okręgowego w Cieszynie, rozpoznającego ten zaciekły spór, była trudna.
          W składzie sądu zasiadało 3 sędziów, wśród nich Rudolf Karpiniec, późniejszy prezes tego
          Sądu a po II wojnie światowej notariusz w Cieszynie, zmarły w 1973 w sędziwym wieku 87 .
          Obie strony procesowe przedstawiły sądowi ogromny materiał historyczny i prawny oraz całe bogactwo argumentów. Sąd musiał się uporać ze skomplikowanymi ustaleniami faktów
          historycznych, by w oparciu o nie określić charakter prawny dóbr w chwili upadku monarchii, nadto zinterpretować wspomniany art. 208 traktatu z Saint-Germain, by odpowiedzieć na pytanie przesądzające spór, tj. czy dobra te były dobrami prywatnymi arcyksięcia Fryderyka, czy też dobrami rodzinnymi rodu Habsburgów. Ogrom pracy sądu zobrazować może fakt, że ogłoszony w dniu 27 marca 1927 r. wyrok obejmował wraz z uzasadnieniem 197 stron druku. Była to więc wcale pokaźna księga. Jakkolwiek dziś sądy posługują, się już innym językiem, i in. pojęciami, jednak nadal lektura tego wyroku dostarcza prawnikowi wiele przyjemności. Barwność i precyzja języka, jakim uzasadnienie napisano, logika wywodów prawniczych, rzetelność i dokładność ustaleń dotyczących faktów przynoszą zaszczyt cieszyńskiemu sądowi ówczesnej doby. Wydany przez Sąd Okręgowy w Cieszynie wyrok nie był wprawdzie dla Habsburgów korzystny, niemniej częściowo wygrali, gdyż nakazano Skarbowi Państwa zwrócenie im części dobór b. Komory Cieszyńskiej zakwalifikowanych do tzw. dóbr wolno dziedzicznych i obciążonych substytucją fidekomisową, co wynosiło szacunkowo ok. 2% całości przedmiotu sporu, a więc stanowiło wcale pokaźny majątek. Od wyroku obie strony odwołały się do Sądu Apelacyjnego w Katowicach. Sąd ten zmienił częściowo wyrok Sądu Okręgowego przyznając Skarbowi Państwa dodatkowo dobra zakwalifikowane jako objęte substytucją fideikomisową, tak, że Habsburgom miała przypaść własność tylko niewielkiej części dóbr Komory zakwalifikowanych jako dobra wolnodziedziczne. Od tego wyroku obie strony znów wniosły rewizję, tym razem do Sądu Najwyższego, który w 1930 r, działając jako ostatnia instancja, zmienił wyrok obu niższych sądów i oddalił w całości powództwo uznając, że dobra Komory Cieszyńskiej, jako niepodzielna całość, stanowiły majątek rodziny Habsburgów, a więc po myśli postanowień traktatu z Saint-Germain przeszły na własność Skarbu Państwa. W ten sposób ani skrawek ziemi cieszyńskiej nie powrócił w ręce Habsburgów. Cały ogromny majątek, z którego czerpali dochody pozostał własnością odrodzonego Państwa Polskiego. Sprawa ta, stanowiąca dziś tylko ciekawostkę historyczną, pozwala na pewną ogólną refleksję. Brzmi ona tak: racje każdego, niezależnie od tego, kim jest i jakie są jego zasługi. oraz niezależnie od tego, jakiego są one rodzaju, muszą być rozpoznane z całą powagą, i rozstrzygnięte w oparciu o prawo i tylko o prawo. Na tym właśnie polega praworządność.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 12.03.15, 21:44
            No cóż coś mi to przypomina
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 14.03.15, 18:47
        Cieszyńskie procesy o czary (przynajmniej te, których dokumentacja zachowała się) nie były wszczynane ze względów religijnych lub irracjonalnych, tj. w obawie przed diabłem i złymi mocami. Nie inicjowali ich współmieszkańcy domniemanego czarownika ani władze kościelne, lecz, całkiem nieoczekiwanie, miejscowe władze fiskalne; była to więc motywacja zgoła przyziemna i mało ze złymi mocami związana. Chodziło po prostu o pieniądze.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 14.03.15, 18:50
          W ubiegłych wiekach ludzie, w obawie przed złodziejami lub rekwizycjami wojskowymi, chowali często pieniądze i kosztowniejsze przedmioty w miejscach ukrytych i niedostępnych. Mieszczanie wycinali w belkach swych drewnianych domów zamaskowane schowki lub, jeśli ich domy były w części murowane, pozostawiali w grubych ścianach lukę, którą, po
          wypełnieniu kosztownościami, zamurowywano. Zdarzało się, że chowający skarb właściciel domu umierał nagle lub przepadł w świecie, a jego następcy nic o schowku nie wiedzieli. Dlatego, aby zapobiec sporom, które mogły wyniknąć przy późniejszym odkryciu "skarbu", wszystkie ówczesne kontrakty sprzedaży nieruchomości opatrzone były klauzulą, że przechodzi ona do nowonabywcy ze wszystkim, co gliną zalepiono i gwoździami przybito. Spadkobiercy pierwotnego właściciela skarbu nie mieli w przyszłości żadnej prawnej podstawy do udziału w znalezisku.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 14.03.15, 18:52
          Bywały jednak sytuacje, kiedy skarby zakopywano w ziemi. Czyniły tak bandy rozbójnickie, grasujące nie tylko w górach, ale wzdłuż wszystkich prawie dróg, którymi poruszały się
          karawany kupieckie; czynili tak również żołnierze, zwłaszcza w okresie wojny trzydziestoletniej (1618-1648), kiedy przez Księstwo Cieszyńskie przeciągały oddziały wojsk najemnych
          różnej narodowości i autoramentu. Żołnierze nastawieni byli głównie na rabunek miejscowej ludności, tym bardziej, że nie zawsze wypłacano im umówiony żołd. Zagarniętą zdobycz
          trudno i niebezpiecznie było nosić przy sobie, pod osłoną nocy zakopywano ją więc w polu lub w lesie. A potem bywało, że pochodzący z obcych stron żołnierz zginął na wojnie lub z innych
          względów nie mógł już po swój skarb wrócić. Po zakończeniu wojny wśród zbiedniałej ludności rozchodziły się słuchy o zakopanych "niczyich" już pieniądzach.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 14.03.15, 18:55
          Nie były one jednak niestety "niczyje". Już w r. 1573 wydano w Austrii ustawę, na mocy której wszystko, co znajdowało się w ziemi niżej niż sięgają korzenie drzew stanowiło własność państwa. Skarby na ogół zakopywane były głęboko lub chowane w równie
          głębokich rozpadlinach skał i kamieni. Ludzie znajdujący je powinni byli oddać je zwierzchności, w przeciwnym bowiem wypadku stawali się, według litery prawa, złodziejami mienia państwowego; co prawda, znalazcy mogli byli tego wydanego przed stu laty prawa nie znać, zapewne też niezbyt skłonni byli je stosować; wtedy jednak z całą surowością wkraczała władza państwowa.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 14.03.15, 18:57
          Ponieważ znalezienie zakopanego skarbu było swoistym ewenementem, przyjmowano, że informacje o nim uzyskał odkrywca od "sił nieczystych" lub drogą czarów. We wszystkich takich wypadkach wszczynano regularne procesy sądowe. Występowały w nich równolegle dwa wątki: dążenie do odzyskania dla państwa znalezionych pieniędzy oraz do ukarania czarowników, którzy przez stosowanie czarnej magii mogli byli ściągnąć na kraj nieszczęście.
          Przebieg procesów był zwykle przewlekły. Jak większość innych procesów, także i te toczyły się w pierwszej instancji przed sądami magistrackimi. Członkowie tych lokalnych kolegiów sędziowskich na czarach na ogół się nie znali i nie wiedzieli, jak w podobnych wypadkach postępować. Zwracali się więc o pomoc i instruktaż do nadrzędnej władzy prowincji śląskiej, tj. do Stanów Śląskich we Wrocławiu. Podane niżej sprawy pochodzą z akt wrocławskich, przekazywanych w połowie XVIII w. do Opawy.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 14.03.15, 19:03
          Pierwsza z nich wniesiona została przez ówczesnego regenta Księstwa, Schimonskiego, w marcu 1686 r. Dotyczyła poddanego Komory Cieszyńskiej, chłopa Jerzego Saka, jego żony
          i pasterki. Znaleźli oni w źródle wody cynowy dzban wypełniony złotem; można przypuszczać, że po latach woda spłukała wierzchnią warstwę ziemi, a pasterka, pojąc w polnym źródle
          bydło, dostrzegła wystający z ziemi przedmiot. Zawiadomiła o tym swych gospodarzy, a ci dzban wydobyli. Gdy wieść o znalezisku dotarła do władz, uwięziono ich. Sak oddał wtedy dzban, utrzymywał jednak, że niczego w nim nie było. Podobno były jednak wewnątrz ślady wskazujące na złoto. Wszystkie trzy osoby poddano więc "zaostrzonemu badaniu", tj., prawdopodobnie dla postrachu, pokazano im narzędzia tortur. Mimo to twierdzili nadal uparcie, że złota nie było. Regent prosił Stany o wskazówki, czy ludzi tych należy wypuścić na wolność, czy też poddać dalszemu badaniu. Wyjaśnić trzeba, że ówczesne prawo nie zezwalało na skazanie oskarżonego, jeśli dowody jego winy nie były ewidentne lub jeśli sam się nie przyznał. W celu wymuszenia przyznania się stosowano tortury, wielekroć ze skutecznym wynikiem. Ludzie woleli szybką śmierć niż trudne do zniesienia męki. Tortury zostały w państwie austriackim zniesione w r. 1776. Z dalszej korespondencji regenta ze
          Stanami Śląskimi wynika, że roztropni urzędnicy wrocławscy nie wybrali żadnej z podanych przez niego możliwości. Saka należało trzymać pod kluczem w stosunkowo dobrej kondycji, nie wypuszczać go, ale też nie zamęczyć. Należało przede wszystkim sprawdzić, czy nie ma zdolności różdżkarskich, które pozwalają mu odnajdywać skarby. Polecono dać mu różdżkę. Nie w ciemię bity Sak w lot uchwycił szansę swego ratunku; posługując się różdżką, wskazał w obrębie cieszyńskiego zamku trzy miejsca, w których miały się znajdować zakopane skarby.
          Ucieszony regent cieszyński "użyczył go" więc po sąsiedzku do Opawy, aby i tamtejsze władze mogły swe skarby odnaleźć. Stany Śląskie, interesując się żywo dalszym przebiegiem sprawy,
          nakazały we wskazanych przez Saka miejscach rozkopać ziemię i prowadzić poszukiwania. Nie dały one żadnych wyników, ale przyprowadzony z więzienia Sak nie stracił kontenansu i oświadczył, że skarby istnieją na pewno, lecz przed ludzkimi oczyma zostały utajone przez złe duchy. Aby je odpędzić, należy zastosować szczególnie silny amulet, który można uzyskać od
          czarownicy mieszkającej za opawskim ratuszem. Po amulet ten gotów jest udać się do Opawy. Regent, kompletnie już obałamucony (jakże świetnym aktorem musiał być ten prosty chłop Jerzy Sak!) przystał na jego propozycję. Sak przyrzekł, że w każdej chwili będzie do jego dyspozycji... i nie czekając już dalszego ciągu natychmiast uciekł wraz z żoną na Węgry, a tam przenosił się z miejsca na miejsce, aby nie wpaść w ręce żadnej władzy.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 14.03.15, 19:14
          Gorzej powiodło się dwom innym znalazcom skarbów. O wydarzeniach z września 1689 r. donosi relacja cieszyńskiego poborcy podatków Wacława Heymanna: Marianna Miszkowa z Żywca, od pół roku służąca u Wilhelma Lehmanna w Skoczowie, znalazła w Międzyświeciu przy drodze, na gruncie p. Juliusza Skoczowskiego z Kojkowic, zakopany kocioł z dukatami. Kocioł ten pomagał jej wydobyć Adam Otipka, poddany chłop Juliusza Skoczowskiego.
          W niespełna miesiąc później dwaj synowie poddanego pana Jana Tschammera z Iskrzyczyna, Jerzy i Jakub Kostkowie, wespół z tkaczem płótna Wacławem Bayerem, znaleźli w
          Hermanicach, na gruncie p. Adama Marklowskiego, również kocioł z dukatami. Kocioł ten ukryty był pod wielką kupą kamieni, dukaty przykryte z góry kamiennym śrutem. Skarb
          odkryła Miszkowa. Wszystkich znalazców przebadano; Miszkowa w strachu oddała trzecią
          część znalezionych w Międzyświeciu pieniędzy, mężczyźni zaś zaparli się, jakoby cokolwiek znaleźli. Właściciele Międzyświecia i Iskrzyczyna, pod których jurysdykcję chłopi ci należeli
          uwięzili ich, wszystkim jednak udało się uciec. Pomógł im w tym poddany Komory Cieszyńskiej Grochala. Wkrótce jednak odnaleziono ich w jednej ze wsi Komory, uwięziono ponownie i poddano badaniu: w jaki sposób odnaleźli miejsce ukrycia skarbu, czy nie za
          pomocą czarów. Przyznali się wtedy, że używali do tego trzech rodzajów różdżek: świecy z wosku uzyskanego od młodych pszczół, które się trzykrotnie w ciągu roku wyroiły, święconej
          wody oraz noża zrobionego z żelaznego haka szubienicy, na której powieszono człowieka; nóż ten musiał być wykonany w Wielki Piątek, podczas nabożeństwa pasyjnego. Miszkową, jako domniemaną czarownicę, wsadzono do więzienia, czterech mężczyzn osadzono najpierw
          w areszcie miejskim, potem jednak przeniesiono również do więzienia (gdzie warunki były nierównie gorsze). Pięć osób należało wyżywić, powstał więc kłopot, z jakich uczynić to środków. Nastała ostra zima, więzienie było nie opalane, istniała uzasadniona obawa, że więźniowie poumierają nie tylko z głodu, ale i z zimna. W kwietniu 1690 r. na kolejny skierowany do Stanów Śląskich urgens Heymann otrzymał wreszcie instrukcję, aby w powyższej sprawie przeprowadzić normalny przewód sądowy. Dalszy jej ciąg znany jest z protokółów sądu miejskiego w Skoczowie, który położony był najbliżej zarówno Międzyświecia, jak i Hermanic. Należało przede wszystkim stwierdzić, czy Miszkowa rzeczywiście jest czarownicą, a jeśli tak, zebrać na to przekonywujące dowody. W tym celu
          przebadano cały krąg osób, które się z nią stykały: jej chlebodawców Lehmanów, sąsiadki, i mężczyzn, którzy wraz z nią wykopywali skarby. Wszystkie zeznania skrupulatnie zaprotokółowano. Judyta Lehmanowa zeznała, że Miszkowa prosiła ją o wolny dzień, aby
          mogła udać się do książęcego lasu w celu wykopania ukrytych tam pieniędzy. Obiecała podarować ich część swej gospodyni. Zapytana, skąd umie wyszukiwać ukryte skarby, powiedziała, że miała babkę, która dobrze się na tym znała. Lehmanowa nie obciążała poza tym swej służącej, twierdziła, że zachowywała się ona "normalnie", jedynie miała jej trochę za złe, że czasami nie chciała jeść tego, co gospodyni ugotowała, a kupowała sobie ciepłe
          bułki i inne smakołyki i popijała je piwem. Mniej powściągliwe okazały się skoczowskie kumoszki; wyciągnęły na jaw sprawę wianka Zuzanny Lehman, w której to sprawie nb. także one same współuczestniczyły. Było to tak. Córka gospodarzy, Zuzanna, zakopała w kącie przydomowego ogródka swój dziewiczy wianek (powody tego nie są podane - być może był to jej tajemny ślub panieństwa albo rezultat zawodu miłosnego...). Miszkowej powiedziała o tym przyjaciółka dziewczyny. Dziewictwo w magii posiadało wysoką cenę. Miszkowa postanowiła wieniec wykopać i użyć do czarowania. Z zamysłu wykopania wieńca zwierzyła się swej
          sąsiadce, która miała jej w tym pomóc; nie przyznała się jednak, dla jakich celów chce to uczynić lecz powiedziała, że prosiła ją o to matka Zuzanny, jej gospodyni. Do kopania przystępowano trzykrotnie. Pierwszej nocy Miszkowa popatrzyła na gwiazdy i uznała, że nadszedł właściwy czas. Kiedy jednak wieniec wydobyto, powstał nagły huragan, niebo zachmurzyło się i gwiazdy przestały być widoczne. Miszkowa szybko położyła wieniec z powrotem i przykryła go ziemią. Przy drugiej próbie, kiedy przekradły się do ogrodu, ziemia zaczęła drżeć; podczas trzeciej bytności w tym miejscu Miszkowa wyciągnęła jakiś nóż, wbiła go w ramę okienną - wieniec zakopany był pod oknem - i wtedy nareszcie mogła go była zabrać. Jednak w chwili, gdy podnosiła go z ziemi, zerwała się gwałtowna wichura. Towarzyszka jej bardzo się zlękła, Miszkowa powiedziała jej jednak "nie bój się, ty stara babo, tylko się przeżegnaj". Z uschniętych kwiatów i gałązek tego wieńca Miszkowa zrobiła wiązankę, którą przewiązała końskim włosiem. Inna sąsiadka opowiadała, że Miszkowa chwaliła się, iż potrafi odnaleźć złoto za pomocą różdżki. Zaprosiła ją więc do swego obejścia, aby je przebadała. Miszkowa miała rzekomo odkryć złoto w murach piwnicy. Zażądała pachołka do rozebrania tych murów, dużą ilość cegły usunięto, ale nie dało to żadnych rezultatów. Aby nie niszczyć muru dalej, sąsiadka zrezygnowała z dalszych poszukiwań.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 30.07.19, 00:29
            Stanisławowi Modzelewskiemu postawiono zarzut dokonania siedmiu zabójstw i usiłowania czterech kolejnych morderstw. Oskarżono go również o nielegalne posiadanie broni – rewolweru. Sąd wojewódzki w Łodzi skazał oskarżonego wyrokiem z dnia 5 lutego 1969 roku na karę śmierci. Ponieważ powstały dwie wykluczające się opinie psychiatrów, jedna, stwierdzająca, że Stanisław Modzelewski w chwili popełniania czynów był w pełni władz umysłowych, druga, że był niepoczytalny było to podstawą rewizji wniesionej dnia 2 kwietnia 1969 roku przez obronę do Sądu Najwyższego. Sąd Najwyższy w Warszawie po rozpatrzeniu rewizji w dniu 4 lipca 1969 roku odrzucił wniosek o powołanie innych biegłych psychiatrów i seksuologów i wyrokiem z dnia 7 lipca 1969 roku wyrok kary śmierci podtrzymał. 29 października 1969 roku Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski. Wyrok przez powieszenie wykonano w listopadzie 1969 roku w mokotowskim więzieniu przy ulicy Rakowieckiej 37 w Warszawie.
            • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 30.07.19, 00:30
              Z zeznań Stanisława Modzelewskiego: „…ja nie zwracałem uwagi na jej wiek, lub na wygląd zewnętrzny, aby tylko była kobieta…rozróżniałem to, że nie jest mężczyzną lub dzieckiem, które ma dziesięć lat, bo to już było widać, małe…gdy zauważyłem samotną kobietę, to jeszcze nie doszłem, a trzęsłem się jak liść, traciłem panowanie i co robiłem to nie wiem…mnie nie robiło różnicy czy kobieta jest w starszym wieku czy młoda…
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 13:26
                Kilka lat po śmierci Karola, Brazylijka Maria Pia von Bragança oznajmiła, że jest nieślubną córką Karola i Marii Amelii Laredo e Murça.
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 13:29
                https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uX9VClLj9fEuU7fa3X.pnghttps://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uX9VClLj9fEuU7fa3X.pnghttps://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uX9VClLj9fEuU7fa3X.pnghttps://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uX9VClLj9fEuU7fa3X.pnghttps://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uX9VClLj9fEuU7fa3X.png.
                • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 13:31
                  [url=https://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_I_Grecki]JERZY I KRÓL GRECJI/url]
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 13:32
                Gdy poprzedni król Otton I po wybuchu powstania musiał opuścić Grecję, zaczęto szukać nowego władcy dla tego kraju. Spotkawszy się z odmową licznych książąt, Grecy zwrócili się ku synowi przyszłego króla Danii, Chrystiana IX – Wilhelmowi, księciu Szlezwiku-Holsztynu-Sonderburga-Glücksburga. Ani Wilhelm, ani jego ojciec nie wydawali się zainteresowani tą propozycją, ale stary król Danii, Fryderyk VII, dziad stryjeczny Wilhelma, grzmiał: „Jeśli mu tego nie nakażesz, rozstrzelam cię"
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 13:34
                Rankiem 18 marca 1913 w Salonikach Jerzy I wyszedł z domu syna, eskortowany przez jednego tylko oficera, by jak zwykle wrócić pieszo do pałacu królewskiego. Tam został postrzelony przez anarchistę A.Schinasa. Umarł niecałe dwa tygodnie przed jubileuszem pięćdziesięciolecia panowania.
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 13:46
                ABRAHAM LINCOLN
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 13:54
                NAJTRAGICZNIEJSZE WYDARZENIA W HISTORII

                OSKARŻAM ARCYKSIĘCIA RUDOLFA
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 13:55
                Rudolf urodził się 21 sierpnia 1858 roku, jako pierwszy syn i trzecie dziecko cesarskiej pary. W najwcześniejszych dniach swego życia, zgodnie z ówczesnym zwyczajem, został zabrany od matki i przekazany w opiekę arcyksiężnej Zofii, matce ojca. Następca tronu nie widywał swych rodziców zbyt często. Cesarzowa, która spędzała czas na podróżach i pielęgnowaniu urody, nie czuła się związana ze swoimi dziećmi. Cesarz zaś, człowiek twardo stąpający po ziemi i bez reszty oddany obowiązkom, przedkładał surowość nad ojcowskie uczucia. W szóstym roku życia Rudolf został wychowankiem hrabiego Gondrecourta, a w siódmym hrabiego Józefa Latura. Latur okazał się dobrym wychowawcą, który wpoił młodemu arcyksięciu wiele pozytywnych zasad.
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 13:56
                Cierpiący na neurastenię arcyksiążę pociechy szukał w alkoholu, morfinie i kobiecym towarzystwie.
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 13:58
                Cesarz Franciszek Józef nie akceptował wielu zachowań syna. Nie tolerował jego pozamałżeńskiego związku. Ojciec i syn nie zgadzali się w wielu istotnych sprawach natury politycznej. Arcyksiążę twierdził, iż ojciec przez swą nieprzejednaną postawę nie ma ani jednego przyjaciela. Otoczony przez kastę biurokratów i urzędników miał nie wiedzieć nic o prawdziwych nastrojach i potrzebach swojego ludu Od 1875 roku arcyksiążę utrzymywał korespondencję z królem Bawarii Ludwikiem II, w latach 1872–1888 wymienił wiele osobistych listów z arcyksięciem Franciszkiem Ferdynandem, w których Rudolf przekonywał w nich młodszego kuzyna, aby buntował się przeciwko sztucznym rygorom dworu wiedeńskiego
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 14:00
                Według oficjalnych komunikatów śmierć Rudolfa była skutkiem zamachu samobójczego. Obecność i śmierć Vetsery w Mayerling przemilczano. Arcyksiążę został oficjalnie uznany za „psychicznie niestabilnego”, by jako samobójca mógł być pochowany z wszelkimi honorami. Pogrzeb odbył się w Wiedniu, a ciało Rudolfa złożono w cesarskiej krypcie kościoła Kapucynów. Zwłoki Marii zostały potajemnie wywiezione z Mayerling i złożone na cmentarzu w Heiligenkreuz.
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 14:03
                W grudniu 1992 szczątki Marii Vetsery zostały wykradzione z cmentarza w Heiligenkreuz. Po ich odnalezieniu policja, chcąc mieć pewność, że należały one do baronówny, zleciła w Wiedeńskim Instytucie Medycznym ich przebadanie. Jakkolwiek potwierdzono ich tożsamość, zauważono, że czaszka nie nosi śladów po kuli, która to, wystrzelona przez Rudolfa, miała być przyczyną śmierci Marii. Zasugerowano natomiast, że Vetsera prawdopodobnie została zabita przez serię silnych ciosów w głowę.
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 14:05
                Jedna z nich głosi, że nim doszło do tragedii, między arcyksięciem a jego kochanką doszło do kłótni, a w jej następstwie do szamotaniny. Rudolf zabił Marię, zaś następnie sam pozbawił się życia. Innymi słowy – raczej klasyczne morderstwo niż podwójne samobójstwo kochanków.
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 14:07
                Śmierć jedynego syna sprawiła, że małżeństwo Franciszka Józefa i Elżbiety zupełnie się rozpadło. Cesarzowa pogrążyła się w melancholii i wyrzutach sumienia, które nie opuściły jej aż do śmierci. Nowym następcą tronu austro-węgierskiego został arcyksiążę Karol Ludwik, brat cesarza, a po jego śmierci Franciszek Ferdynand. Zabójstwo tego ostatniego w 1914 roku stało się jedną z przyczyn wybuchu I wojny światowej.
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 14:10
                https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uX9VClLj9fEuU7fa3X.pnghttps://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uX9VClLj9fEuU7fa3X.pnghttps://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uX9VClLj9fEuU7fa3X.pnghttps://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uX9VClLj9fEuU7fa3X.pnghttps://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uX9VClLj9fEuU7fa3X.png*
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 14:11
                Urodził się jako najstarszy syn arcyksięcia Karola Ludwika i jego drugiej żony – arcyksiężnej Marii Annunziaty, księżniczki Sycylii i Neapolu. Imiona otrzymał po dziadkach – cesarzu Austrii i królu Obojga Sycylii. Jego wychowawcami byli hrabia Degenfeld, rotmistrz hrabia Nostitz i ppor. hr Wallis. Od najmłodszych lat, mając poważne usposobienie, był zazdrosny o powodzenie, jakim cieszył się wśród otoczenia jego lekkomyślny, ale też oddany mu brat Otto.
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 14:14
                Przez długi okres nie pełnił żadnych ważnych funkcji publicznych. Często podróżował, a czas wolny spędzał na polowaniach w towarzystwie wysokich rangą dostojników państwowych. Wychowawcą arcyksięcia był jezuita Onno Klopp, a następnie prepozyt dr Gotfryd Marschall. Franciszek Ferdynand uzyskał wszechstronne wykształcenie, choć z uwagi na wpojone przez wychowawcę poglądy, cieszył się opinią konserwatysty i klerykała. Opanował dobrze arkana dyplomacji, wojskowości i ekonomii. W przeciwieństwie do wykazującego zdolności lingwistyczne stryja Franciszka Józefa posługiwał się w praktyce wyłącznie językiem niemieckim.
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 14:16
                Franciszek Ferdynand i cesarz Franciszek Józef nigdy nie pałali do siebie sympatią. Po śmierci arcyksięcia Rudolfa stał się drugim człowiekiem w kolejce do korony (po swoim ojcu), a następnie pierwszym, ale nigdy oficjalnie nie otrzymał tytułu następcy tronu. Po śmierci ojca przez pewien czas cesarz, namawiany przez Agenora Gołuchowskiego młodszego i polityków węgierskich, dopuszczał myśl o przejściu sukcesji na młodszego brata Ottona, skandalistę i pijaka. Franciszek Ferdynand został odsunięty na dalszy plan, co zmieniło się dopiero po jego powrocie do zdrowia (cierpiał na gruźlicę).
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 14:18
                Arcyksiążę projektował plany reformy monarchii, które miały zostać rozpoczęte po objęciu tronu. Zafascynowany amerykańskim ustrojem państwowym (federacja stanów), w miejsce monarchii dwuczłonowej proponował państwo trójczłonowe (trzecim narodem rządzącym mieli zostać Słowianie Południowi, czyli przede wszystkim Chorwaci) lub federację z większą rolą krajów koronnych, przy czym językiem urzędowym federacji miał być język niemiecki. Realizacja takiego projektu politycznego wymagała jednak naruszenia praw Węgier uzyskanych przez nich po ugodzie austriacko-węgierskiej z 1867. W praktyce Franciszek Ferdynand zamierzał w związku z tym przeprowadzenie tam swego rodzaju zamachu stanu, który miał odbyć się przed koronacją na króla Węgier, wiążącą się z zaprzysiężeniem dotychczasowych praw tego kraju. Sam akt przyszłej koronacji Franciszek Ferdynand traktował ściśle ceremonialnie, nie przywiązując do niego większej wagi, z podobnych względów zamierzał również koronować się na króla Czech, czego Franciszek Józef nigdy nie uczynił. Z tych powodów arcyksiążę był nielubiany przez Węgrów, którzy bali się utraty swoich wpływów w Austro-Węgrzech. Z drugiej strony Franciszek Ferdynand uważał Węgrów za naród nielojalny, źle nastawiony do dynastii, a także do innych niemadziarskich narodowości[10]. Wszystko to powodowało, że perspektywa wstąpienia arcyksięcia na tron przyjmowana była z niepokojem, czy jego panowanie nie przyniesie zamieszek wewnętrznych, a nawet rozpadu państwa. Ponadto arcyksiążę gotowy był do zmiany sojuszy i sprzymierzenia się z Rosją, jako że irytowały go zarówno „parweniuszowskie” Prusy kierujące Niemcami, jak i czekające na aneksję Trydentu Włochy. W rzeczywistości jednak arcyksiążę był zmęczony tak długotrwałym oczekiwaniem na władzę, jak też ostracyzmem, stosowanym przez dwór wiedeński w stosunku do jego żony, i w II dekadzie XX wieku nawet w rozmowach z politykami chorwackimi nie przejawiał już większej energii w działaniu[
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 14:19
                Monarcha usiłował odwieść bratanka od pomysłu ożenku, ale spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem. Arcyksiążę nie zdecydował się na zrezygnowanie z praw do tronu, ale nie chciał także opuścić ukochanej kobiety. Ostatecznie Franciszek Józef zgodził się na ślub (uległ m.in. groźbie samobójstwa Franciszka Ferdynanda), jednak postawił swoje surowe warunki
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 14:21
                Wraz z podpisaniem aktu, Franciszek Józef w akcie łaski zmienił tytulaturę Zofii z „hrabina von Chotek” na „księżna von Hohenberg”. Ten nadany jej wtedy tytuł jest przekazywany do dzisiaj (ród Hohenbergów).
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 14:22
                Zginął w stolicy Bośni, Sarajewie, w zamachu dokonanym przez organizację Czarna Ręka. Został zastrzelony wraz z żoną Zofią przez Gawriła Principa. Wydarzenie to było bezpośrednią przyczyną wybuchu I wojny światowej. Ironią losu jest fakt, że bezpośrednią przyczyną wojny stał się Franciszek Ferdynand, który najżarliwiej się jej sprzeciwiał, a mordercą był przedstawiciel narodu, który pod rządami arcyksięcia miał zostać trzecim „narodem rządzącym” i współdecydować o losach państwa. Gdy kula przeszyła Franciszkowi Ferdynandowi gardło, znalazł jeszcze dość siły, by sześć lub siedem razy powtórzyć słowa: „To nic”.
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 14:23
                Morderstwo następcy tronu austro-węgierskiego stworzyło napięcie pomiędzy Wiedniem a Belgradem. Austro-Węgry wysunęły ultimatum domagając się usunięcia wrogiej propagandy, a także udziału reprezentantów rządu cesarsko-królewskiego w śledztwie na terenie Serbii. Odrzucenie części żądań przez Serbię doprowadziło do tzw. kryzysu lipcowego, a w konsekwencji do wybuchu I wojny światowej[
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 14:24
                Zamachowcy zajęli pozycje na liczącej 4 km trasie z dworca kolejowego do ratusza, gdzie na arcyksięcia czekały władze miasta. Obstawili odcinek 300 metrów od Mostu Ćumurija, gdzie czekali Popović i Ilić, do Mostu Cesarskiego. Przy kawiarni Mostar oczekiwali Mehmedbašić i Čubrilović, Čabrinović na wysokości Drewnianego Mostu, Princip przy Moście Łacińskim, a Grabež przy Moście Cesarskim.
              • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 20.09.20, 14:26
                Kolejny ze spiskowców, Vaso Čubrilović, nie odważył się strzelać, widząc w pojeździe Franciszka i jego żonę, a Popović stał zbyt daleko i ze względu na słaby wzrok nie wiedział, w kogo celować
            • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 30.07.19, 00:30
              Z zeznań Stanisława Modzelewskiego: „…ja nie zwracałem uwagi na jej wiek, lub na wygląd zewnętrzny, aby tylko była kobieta…rozróżniałem to, że nie jest mężczyzną lub dzieckiem, które ma dziesięć lat, bo to już było widać, małe…gdy zauważyłem samotną kobietę, to jeszcze nie doszłem, a trzęsłem się jak liść, traciłem panowanie i co robiłem to nie wiem…mnie nie robiło różnicy czy kobieta jest w starszym wieku czy młoda
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 14.03.15, 19:20
          Bardzo obciążająco dla Miszkowej zeznawali współoskarżeni mężczyźni. Jan Kostka i Wacław Bayer twierdzili, jakoby mówiła im, że zna kunszt patrzenia w głąb ziemi i czytania myśli
          ludzkich. Jej wspólnik z Międzyświecia, Adam Otipka, powiedział, że Miszkowa obiecała mu, że spowoduje, iż złodziej, który ukradł mu przędzę, przyniesie ją z powrotem i położy na
          stole. Pachołek p. Marklowskiego, Adam Gorzelczany, utrzymywał, jakoby przy wydobywaniu pieniędzy w Hermanicach Miszkowa rozmawiała z diabłem. Podał jeszcze, że złota poszukiwali również w przysiółku Cisownicy, w Równi. Scenę tę opisywał dość szczegółowo. Było to pod wieczór, Miszkowa leżała na brzuchu z głową zwisającą nad wykopaną jamą i przemawiała do diabła. Obiecywała mu czarnego kozła, czarnego konia, czarnego koguta i siebie samą. Mówiła po polsku, lecz diabeł jej nie odpowiadał. Miszkowa wszystkim tym zeznaniom zaprzeczała, twierdziła również, podobnie jak Kostkowie, że w Hermanicach żadnego złota nie znaleźli. Kiedy sąd, nie mogąc się połapać w gęstwinie sprzecznych zeznań, postanowił
          dojść prawdy drogą tortur i zapowiedział oddanie wszystkich oskarżonych katu, Miszkowa upadła na kolana i odwołała wszystko, co kiedykolwiek na temat czarowania mówiła.
          Sąd w Skoczowie - złożony z poczciwych, ale mało biegłych w prawie rajców miejskich - przesłuchawszy świadków uznał swe trudne zadanie za wypełnione i z ulgą odesłał sprawę do
          sądu magistrackiego w Cieszynie; Cieszyn był, bądź co bądź, stolicą Księstwa i siedzibą jego władz. Tu jednak również nie bardzo wiedziano, co robić dalej. Ponieważ procesem tym zainteresowane były przede wszystkim władze skarbowe, kompetentny ich przedstawiciel z Wrocławia przekazał do Cieszyna decyzję sądowych władz prowincji: Miszkową uznaje się winną wszystkich podanych w protokóle czarów, a ponadto tego, że w mieszkaniu Otipki lała wosk na wodę i stąd dowiedziała się, jak odnaleźć skarb w Międzyświeciu. Ponadto posługiwała się zaczarowanym nożem do ziół, którym poprzednio odcięto pępowinę noworodka, oraz odczytywała z kartki, którą później podarła, jakieś tajemne modlitwy i wersety. Ponieważ zaś wszyscy oskarżeni zaprzeczają odnalezieniu skarbów i nie chcą ich państwu oddać, należy poddać ich torturom I stopnia (chłosta, przygniatanie kciuka), a gdyby i to nie pomogło, należy ich ukarać za niedozwolone poszukiwanie złota. I prawdopodobnie na tym cała afera się skończyła. Miszkową wychłostano potrójnymi rózgami pod pręgierzem miejskim i wygnano poza granice Księstwa; poddanym chłopom, oprócz chłosty z wyroku sądowego, być może dołożyli jeszcze co nieco ich panowie feudalni. Fiskus zyskał niewiele.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 21.09.19, 21:20
            W klasztorze. 3-go października przystąpio no do śledztwa w klasztorze. O- kazało się, że w kurytarzu u drzwi numeru pierwszego poko jów gościnnych, stała od dłuż szego czasu czarna sofa, obita ceratą, która w połowie lipca zni kła bez śladu. Zamiatanie ko rytarza tego i wogóle pilnowanie porządku w nim było obowiąz kiem szwajcara, Józefa Błasikie- wicza. Słudzy klasztorni: Flo- ryan Wujcik i Jan Roguś stwier dzili, że w połow ie lipca wynosili na żądanie Stanisława Załogi z celi ks. Damazego Macocha i złożyli na dorożkę, jakąś długą i ciężką pa.kę, zaszytą w rogoże, która z objętości sądząc, podo bna była do sofy. W robocie tej pomagał im i Błasikiewicz. Ten zaś, gdy okazano mu sofę, znale zioną koło wsi Zawady, oświad czył, że sofy takiej nigdzie nie widział, i że paka, którą poma gał wynosić z celi Macocha, wca le do sofy podobna nie była, gdyż była o połowę przynajmniej mniejsza. Ks. Wincenty Olszewicz, Jó zef Trubicki, Aleksander Toczy- łowski i Antoni Kociela, zeznali, że sofa, którą im pokazano jest tą właśnie, która stała W' kury tarzu, a następnie znikła. Ks. Paweł Ciepliński i felczer klasz torny Filipowicz, zobaczywszy fotografię trupa, znalezionego w sofie, poznali w nim bratanka ks. Damazego Macocha, urzę dnika pocztowo-telegraficznego 8 — w Granicy, Wacława Macocha, który często przyjeżdżał do kla sztoru. Poznali też Wacława Macocha i ojciec jego, Roch Ma coch i bracia Franciszek i Niko dem Macochowie i cały szereg innych świadków. Cały też sze reg świadków ustalił, że znalezio ne przy trupie w sofie, futro, kołdra, poduszki i siennik, były własnością Damazego Macocha, a chodniki należą do klasztoru. Felczer klasztorny, Filipowicz, stwierdził, że bandaże, któremi związane były ręce i nogi zabite go, są takież same, jak te, któ remi on w czerwcu opatrywał szyję Damazego Macocha, gdy w miejscu tern Macochowi utwo rzył się wrzód. Wykryło się dalej, że Dama- zy Macoch w drugiej połowie lipca postanowił własnoręcznie pomalować ściany swej celi. Po umalowaniu ścian w pierwszym i drugim pokoju, Stanisław Za łoga wymył podłogi, które Ma coch kazał wymalować farbą olej ną. Podłogę, a właściwie po sadzkę do tego czasu nacierano woskiem. Damazy Macoch zdążył już ujść z klasztoru, a wkrótce po nim uciekł też i Stanisław Zało ga, który powiedział służącym klasztornym, że wyjeżdża do Ameryki. Dn. 2 września Damazy Ma- doch znajdował się w cukrowni “Szreniawie,” gdzie bawił u Mi chała i Zofii małż. Zajączkow skich, do których przyjechał z, żoną zabitego Wacława Maco cha, Heleną Macochową, rodzo ną siostrą Zofii Zajączkowskiej.rzebywał przez trzy dni i d. 5 października sam jeden wyje chał. Z Proszowic, będących naj bliższą stacyą pocztowo- tele graficzną Mococh o godz.12 min. 20 po południu, wysłał do Częstochowy, do przyjaciela swego, zakonnika, Izydora Star czewskiego, depeszę następują cą: “Jutro rano dziewiąta będę na stacyi. Dyzio.” O tern, że Starczewski telegram taki o- trzymal, dowiedział się polic majster częstochowski, Czesna- kow i tegoż dnia, o godz. 4 po poł., pojechał do klasztoru, ale po drodze spotkał jadącego do rożką do miasta Izydora Star czewskiego. Na pytanie Cze- snakowa, Starczewski odpowie dział, że gdzie przebywa Ma coch nie wie zupełnie, depeszę zaś otrzymał od brata swego, buchaltera izby skarbowej w Ko le, w gub. Kaliskiej, Dyonizego Starczewskiego. Nocą tegoż 5 października, przy badaniu po- wtórnem, Starczewski przyznał się Czesnakowowi, że depeszę przysłał Macoch. Pozostało tajemnicą, dlaczego jednakże Damazy Macoch nie przybył w terminie i o godzinie przez niego samego oznaczonej do Częstochowy, lecz nazajutrz, o godz. 7 min. 30 z rana zjawił się na stacyi Łazy, kolei W. W. W Łazach Macoch wstąpił do znajomego swego aptekarza, Antoniego Krawczyńskiego, u którego zabawił minut 20 . Mówił, iż śpieszy się na kuracyę do księdza we wsi Niegonowice. Za wsią Młynek Krawczyńsa- 9 — pożegnał Macocha i powrócił do domu i dopiero około godz. 2-ej po południu dowiedział się z gazet, że Macoch podejrzany jest o zabójstwo i poszukiwany przez władze, wobec czego za wiadomił miejscową policyę 0 przyjeździe Macocha do Łaz 1 o tern, że udał się do Niego- nowic. Macoch tymczasem około godz. 9-ej z rana przybył do proboszcza w Niegonowicach, ks. Pawła Czapli i prosił o wyna jęcie koni do Olkusza. Tłuma czył się, że jedzie do doktora specyalisty cd chorób serco wych. Był wtedy w okularach, których nigdy przedtem nie no sił, a zamiast białego habitu, no szonego przez oo. paulinów, miał na sobie czarną sutannę. W tym czasie po ks. Czaplę zaje chały konie, aby wieźć go do Błęgowa do chorego, a ponie- wać Błęgów leży po drodze do Olkusza, więc Macoch zapropo nował ks. Czapli, że gotów za stąpić go przy chorym, i, gdy ten zgodził się, w r yjechał, ba wiąc w Niegonowicach nie dłu żej nad 20 minut. Do Olkusza Macoch przyje chał około godz. 1-ej po połu dniu i wsiadłszy na rynku w do rożkę Gimpla Urmana, zajechał przed restauracyę Piechowskie go, do której posłał Urmana po butelkę wódki. W restauracyi znajdow r ały się już, wydawane w Sosnowcu, gazety: Kuryer Zagłębia i Iskra d. 6-go paź dziernika, w których umieszczo ne były sensacyjne rewelacye o tern, że trupa w sofie wywiezio no z klasztoru Jasnogórskiego, że zabójcą jest ksiądz-paulin Damazy Mococh, a zabitym agent policyi z Paryża, który przybył do Częstochowy i wy krył sprawców kradzieży su kienki z Cudownego Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Po przeczytaniu tych wiadomo ści, między gośćmi restauracyi, ! w których liczbie był i referent 'olkuskiego powiatu, Jan Bana sik, zawiązała się rozmowa, w której wziął udział sam Piecho wski i bufetowa Walerya Maj- chrówna. Ta ostatnia wyraziła wątpliwość, co do prawdziwości tych wieści, gdyż, jak mówiła, zna dobrze ks. Damazego Ma cocha, u którego spowiadała się nieraz i który wydaw"ał się jej nader pobożnym. W tej chwali przed restauracyę zajechała do rożka Urmana i Piechowski, wyj rzawszy oknem i zobaczywszy księdza, rzucił pod adresem jego jakieś ostre wyrażenie. Pod biegła do okna i Walerya Maj- chrówna i skamieniała: przed nią na bryczce siedział Damazy Macoch. “Matko Boska, prze cież to ksiądz Damazy, o którym piszą” — zawołała. Wszyscy rzucili się do okna. Postano wiono na razie, że trzeba natych miast dać znać policyi, gdyż Ma coch może uciec. Ale do rozmo wy wmieszał się Piechowski i rzekł, że wńado mości gazet o za bójstwie w Częstochowie nie są rzeczą pewną i jeżeli teraz Maco cha zaaresztują, to Piechowskie go nazw r ą szpjegiem i do restau racyi jego ludzie przychodzić przestaną. Podczas tego do restauracyi wszedł Urman i zażądał wódki - 10 - za 60 kop., a gdy mu odmówio no, poszedł do znajdującego się w pobliżu sklepu monopolowego, wyniósł stamtąd butelkę, oddał ją Macochowi, siadł na kozioł i odjechał. Bryczka przejechała plant kolei i skierowała się ku N iesułowickiemu przykomorko- wi na granicy austryackiej. Tymczasem ten, wyjechawszy z Olkusza, po paru wiorstach drogi, skręcił do wsi Żurady, gdzie Urman zawiózł go przed dom znanego kotrabandzisty Wincentego Wadasa. Macoch napił się wódki, po częstował nią Urbana i Wadasa i oświadczył, że musi potaje mnie przejść granicę, gdyż pilno mu do doktora i nie może cze kać na paszport zagraniczny. Wadas zgodził się przeprowadzić księdza, za co dostał 10 rb.; ta kąż kwotę costał i Urman. W owym czasie przyszło do Wada sa paru włościan, z którymi umó wił się on przedtem, aby pójść do Austryi po spirytus. Wszy scy poszli pieszo, a księdza Ur man powiózł bryczką. W lesie Macocli przyłączył się do Wada sa i towarzyszy i razem z nimi około godz, 4-ej nad ranem prze szedł na terytoryum austrya- ckie. W restauracyi niejakiego Stachera, we wsi Płoki, Macoch wszystkich towarzyszów poczę stował winem, a sam z radości, że jest już w Austryi, nie mógł ani jeść, ani pić i zaczął modlić się. Następnie napiwszy się wó dki, Macoch wynajął furkę chłop ską i pojechał do stacyi kolejo wej, Trzebini, gdzie przenoco wał w zajeździe Berty Helin- gerowej, niedaleko dwor
            • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 26.11.20, 16:33
              ŚWIĘTOKRZYSKIE. ZNALEZIONO ZWŁOKI. POSESJI PILNOWAŁ AMSTAFF - Interia - 26.11.2020
            • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 26.11.20, 18:25
              HEL. NA PRZYSTANKU AUTOBUSOWYM ZNALEZIONO CIAŁO MĘŻCZYZNY - Interia - 26.11.2020
            • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 27.11.20, 18:38
              PROCES W SPRAWIE ZABÓJSTWA JAROSZEWICZÓW. OSKARŻONY TWIERDZI, ŻE NIC NIE PAMIĘTA - Interia - 27.11.2020
            • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 28.11.20, 18:57
              W KATOWICACH RYSOWALI BŁYSKAWICE - www.infokatowice.pl - 28.11.2020
            • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 29.11.20, 11:53
              NAPIĘCIA NA LINII CZARNOGÓRA -SERBIA - Interia - 29.11.2020
            • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 29.11.20, 12:01
              W JEZIORZE ŻNIWIARZ ODNALEZIONO CIAŁA DWÓCH OSÓB - Interia - 29.11.2020
            • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 29.11.20, 12:46
              POŻAR W BLOKU PRZY ULICY FRANCUSKIEJ - Nasze Miasto - 29.11.2020
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 21.09.19, 21:32
            Inna wersya. Komisarz Jasieński, zwróci 1 w tern miejscu uwagę Macocha na całe nieprawdopodobieństwo je go opowieści i dodał: “Przecież ksiądz zabiłeś bratanka podczas snu!” Macoch zmiesza! się i kjmieszkanie. Z bratankiem jest, zabiłem go, gdy spał. Te-, swym, Wacławem, który służył raz ze skruchą zupełną opowiem całą prawdę.” I zezna w dal szym ciągu: W r. 1903 poznał się z córką urzędnika pocztowego w Łodzi na poczcie w Częstochowie, był w stosunkach nieprzyjaznych i po godził się z nim dopiero w r. 1909, gdy przeszedł on na służ bę do Kalisza. Dzięki zabiegom Heleną Krzyżanowską, w której jego, Wacława Macocha przenie- zakocha 1 się. Stosunki między skmo do Granicy i wtedy zaczął nimi były z początku czysto pla-j on często nawiedzać go w klasz- toniczne, dopóki, dzięki coraz torze. Tam zapoznał on Wacła- biiższej znajomości, nie zakoń- • wa z Heleną Krzyżanowską i czyły s:ę stosunkiem bliższym., dał ślub. który odbył się 11 Helena Krzyżanowska była czerwca 1910 r. w Warszawie, wówczas telefonistką w Łodzi;! Ślubu udzrehł nowożeńcom wraz zakochała się ona w mechaniku, ■ z ks. Izydorem Starczewskim. Julianie Bulzackim, i gdy ten I Wacław Macoch nie wiedział, przeniósł się do Warszawy, poje-; jakie stosunki łączyły go z Krzy- chała za nim, pomimo jego, Ma-1 żanowską, łecz wiedział, że on cocha, protestów. Wtedy zmu-, kocha się w jego żonie i dlatego szony był pomagać materyalnie po ślubie nie pozwolił mu bywać Krzyżanowskiej i wniósł nawet u siebie w domu. na nazwisko jej do kasy oszczę- j Dnia 22 lipca Wacław przyje- dności przy ul. Królewskiej, rb. chał do Częstochowy i zamiesz- 5,600. Chcąc za wszelką cenę kał u niego w celi klasztornej, zatrzymać Krzyżanowską przy. w nocy, 24 lipca, gdy podpili so- sobie, chciał wydać ją zamąż bie, wynikła między nimi sprze- za rodzonego brata swego, i u- czka. Wacław zaczął czynić mu rządził nawet zaręczyny, ale, wymówki; że ożenił go ze śpie- małżeństw r o to nie doszło do waczką kabaretową że żona jego skutku, i wtedy, wśród kreyrnych ma wielu mężczyzn znajomych i znajomych zaczął opowiadać, i że nawet w tych dniach znalazł że brat jego zmarł, ożeniwszy się u niej list Juliana Bulzackiego, z z Krzyżanowską, na śmiertelnem którego okazuje się, że żona po- łożu. | zostawała z nim w stosunkach Następnie sporządził świade- ,bliższych. Oburzony tern, na- ctwo fałszywe o ślubie z Heleną zwał on Wacława smarkaczem Krzyżanowską i takież świade- i pokłócił się z nim, a gdy ten ctwo o własnym jego zgonie i na mocy fałszywych tych świadectw wyjednał paszport dla niej pod nazwiskiem Heleny Macocho- wej, wdowy po Kacprze Maco- chu. Pod tern nazwiskiem za meldował Krzyżanowską w War szawie, gdzie wynajął dla niej spać się położył w drugim poko ju, długo chodził po celi i nie mógł zasnąć. Nagle wzrok jego padł na leżący obok pieca topo rek. Nie namyślając się długo, chwycił topór i z krzykiem: “Tyś mnie obraził!” rzucił się ku Wacławowi i uderzył go p— 14 — głowie, a gdy ten z łóżka wy skoczył, zadał mu dwie czy trzy rany w głowę. Gdy Wacław padł na podło gę, zdusił go rękami za gardło i potem grzechy mu odpuścił. Toporek, którym zabił Wa cława, wziął przed dwoma tygodniami
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 21.09.19, 22:08
            bawy. W tym czasie Damazy Ma coch jest gościem w klasztorze; czas spędza bądź w W arszawie, bądź w rozjazdach, a w połowie września zupełnie porzuca Czę stochowy. Między nim a Izy dorem Starczewskim zawiązała się ożywiona korespondencya, z której widać między innemi, jak gorąco interesowali się obaj lo sem Załogi i jak starannie ukry wali przed policyą miejsce jego pobytu. Damazy namawia w tym czasie Starczewskiego i Za łoga, ażeby jechać do Ameryki, ale na propozycyę tę zgadza się tylko Załóg, Starczewski zaś odmawda. W liście z Warsza wy z dn. 25 września Macoch prosi Starczewskiego, . ażeby nikomu adresu jego nie dawał, a jeżeli kto pytać będzie o Załoga, odpowiedzieć, że on chory. D. 27 w T rześnia Macoch wy najmuje w Warszawde w domu Nr 31 przy ul. Żelaznej nowe mieszkanie, mówiąc rządcy, że dla siostry swej, Heleny Maco- chowej, i przeprowadza ją tam 30 września. Na dwa dni przed tem otrzymał on z poczty jakiś list, który zniszczyła Macocho- wa po przeczytaniu. D. 1 października Adam Jeże wski otrzymał z Częstochowy de— 21 — peszę dla Damazego od Starcze wskiego, w której powiedziano, że dotychczas wszystko dobrze, ale że przyjechać tegoż samego dnia nie może. Dnia 2 października Damazy z Heleną wyjeżdża z Warszawy do Zajączkowskich do Szrenia wy, a 4 października, tj. wtedy gdy policya już prowadzi śledz two w murach klasztornych, Izy dor Starczewski posyła do ojca swego do Sieradza, list z prośbą wysiania natychmiast depeszy następującej: “Warszawa, Chło dna GS, Jeżewskiemu. Kumcio- wi. Niech zaraz wyjeżdża. Nie bezpieczeństwo grozi. 31.Stach.” Telegram ten wysiano z Sie radza 5 października i tegoż sa mego dnia wręczono go Jeżew skiemu, ale adresatowi dorę czyć go nie można było, gdyż Damazy Macoch wyjechał z Warszawy. Dn. 6 października Macoch zbiegi do Austryi, a Helenę Ma- cochową tegoż dnia aresztowano w Szreniawie, gdzie znaleziono przy niej około GGO rb. w mone cie rosyjskiej, austryackiej i francuskiej, dowód 4-go war szawskiego Towarzystwa wza jemnego kredytu na złożone o,G20 rb., znaczną ilość przedmio tów złotych, ozdobionych bry lantami, a między innemi jede naś
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 22.09.19, 20:21
            peszę dla Damazego od Starcze wskiego, w której powiedziano, że dotychczas wszystko dobrze, ale że przyjechać tegoż samego dnia nie może. Dnia 2 października Damazy z Heleną wyjeżdża z Warszawy do Zajączkowskich do Szrenia wy, a 4 października, tj. wtedy gdy policya już prowadzi śledz two w murach klasztornych, Izy dor Starczewski posyła do ojca swego do Sieradza, list z prośbą wysiania natychmiast depeszy następującej: “Warszawa, Chło dna GS, Jeżewskiemu. Kumcio- wi. Niech zaraz wyjeżdża. Nie bezpieczeństwo grozi. 31.Stach.” Telegram ten wysiano z Sie radza 5 października i tegoż sa mego dnia wręczono go Jeżew skiemu, ale adresatowi dorę czyć go nie można było, gdyż Damazy Macoch wyjechał z Warszawy. Dn. 6 października Macoch zbiegi do Austryi, a Helenę Ma- cochową tegoż dnia aresztowano w Szreniawie, gdzie znaleziono przy niej około GGO rb. w mone cie rosyjskiej, austryackiej i francuskiej, dowód 4-go war szawskiego Towarzystwa wza jemnego kredytu na złożone o,G20 rb., znaczną ilość przedmio tów złotych, ozdobionych bry lantami, a między innemi jede naście starożytnych, złotych du katów. Dalsze zeznania Macocha. Wydany przez władze austrya- ckie Damazy Macoch przyznał się do winy. Odpierał jedytacyi, zeznając, że zabił bra tanka w zapalczywości i rozdraż nieniu, będąc przez niego obra żony. Powtórzywszy prawie to samo, co mówił w Krakowie ko misarzowi policyi Jasieńskie mu, dodał, że przed ślubem wta jemniczył Wacława w stosunek do Heleny i nawet opowiedział mu o fałszach, które pomogły Krzyżanowskiej przybrać na zwisko Macochowej. Na to Wacław miał odpowiedzieć, że przeszłość nie obchodzi go, tylko przyszłość. Był to wogóle czło wiek zapalczywy, awanturnik, domagał'się ciągle pieniędzy i urządzał skandale. W niedzielę dn. 23 lipca, pod czas mszy św. Wacław miał nie uklęknąć w czasie Podniesienia, za co on zrobił mu uwagę. Wte dy W T acław zaczął urągać religii i duchowieństwu, a po przyjściu do celi nie przestawał wymy ślać żonie. Wymysły te nie ustały i po obiedzie, podczas któ rego Damazy pił dużo. Wacław nocy tej miał spać w pierwszym pokoju celi, a Damazy w dru gim. Gdy już rozebrał się i po łożył do łóżka, do pokoju wszedł w bieliźnie Wacław i znowu wy mawiać mu zaczął, że dawszy mu żonę z kabaretu, daje mu ma ło pieniędzy. Wtedy on zwy myślał Wacława, a ten uderzył go w twarz i udał się do swego pokoju, gdzie wkrótce zasnął. Damazy długo zasnąć nie mógł, myśląc o tern, co się stało. Wre szcie porwała go taka złość, że schwycił -za topór i, pobiegłszy do drugiego pokoju, zabił bruta la. Topór ten na dwa tygodnie przed wypadkiem pożyczył odstolarza klasztornego, ażeby narąbać drewek i zabezpieczyć niemi ubranie od moli. Po za bójstwie wyspowiadał się przed jednym z najstarszych zakonni ków klasztoru. Zakonnik, przed którym wy spowiadał się, powiedział, że dusza Wacława poszła do Boga, a ciału nie stanowi różnicy, gdzie leżeć będzie; trzeba ukryć je w celu uniknięcia skandalu. Tak też uczynił. Potem parokrotnie spowiadał się jeszcze przed przy jacielem swym, Izydorem Star czewskim, lecz o zabójstwie nie wspomniał. Helenie Macocho- wej po przyjeździe do niej do Warszawy, powiedział, że zabił jej męża. Ta zemdlała, a wró ciwszy do przytomnością chciała jechać do trupa i zawiadomić o wszystkiem władzę , ale powie dział jej, że jeśli to uczyni, to on zastrzeli się. Z gazet dowie dział się później, że aresztowa no niewinnych; chciał nawet złożyć zeznanie, ale wstyd mu było
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 22.09.19, 20:44
            Helena Macochowa. Helena Macochowa, oskarżo* na o spóludział w zabójstwie męża, świętokradztwie i fałszo waniu dokumentów, na śledz twie zeznała: Z ks. Damazym Macochom poznała się 8 lat temu, gdy pra cowała w telefonach łódzkich. Przyjechała wtedy do klasztoru, 1 była na spowiedzi u Macocha; tegoż dnia spacerowała z nim na walach klasztornych. Po po wrocie do Łodzi otrzymała list od Macocha, na który odpowie działa, a później Macoch przy jechał do Łodzi i spotkał się z nią. Zawarto znajomość, z bie giem czasu przetworzyła się w przyjaźń, lecz granicy tej nigdy nie przekraczała. W r. 1908 wskutek nadwątlonego zdrowia, porzuciła służbę w telefonach, gdzie zdobyła stanowisko urzę dniczki czwartej klasy i przenio sła się do Warszawy. Damazy Macoch odwiedzał ją w Warsza wie, a i ona ze swej strony jeź dziła do Częstochowy. P dczas przyjazdów do War szawy, Macoch z początku sta wał u znajoniych, a następnie w jej mieszkaniu, gdzie nawet noce spędzał. Wówczas Macoch da wał jej znaczne sumy, z których 5,220 rb. wniosła do Wzajemne- ro Kredytu. Z własnych swoich zarobków zapłaciła dług rodzi ców, wynoszący 5,000 rb. Za pieniądze Mococha wyjeżdżała zagranicę, a między innemi na podróż z siostrą Ireną do Austryi Macoch dał jej 1,000 rub. Gdy pytała .Macocha, skąd ma tyle pieniędzy, mówił, że to jego “kawalerski” fundusz, oraz tłumaczył, że w klasztorze ist nieje kasa ogólna, z której każdy zakonnik bierze tyle ile mu potrzeba, a pozostałe dopiero pieniądze idą na klasztor. Kilkakrotnie Macoch propo nował jej, ażeby wyszła za mąż za niego, a on chciał klasztor porzucić. Nie zgodziła się na to, oraz na to, ażeby wyjść za zaczął on swatać jej brata, Fran ciszka. Oświadczyny przyjęła, ale ślub do skutku nie doszedł, bo Damazy Macoch powiedział jej, że Franciszek umarł. Bar dzo ubolewała nad tern i nawet żałobę po narzeczonym swoim nosiła, bo przywiązała się do nie go. Ażeby ułatwić jej zamiesz kanie odzielne, Damazy Ma coch wyrobił jej paszport fał szywy na imię Heleny Macocho- wej, za którym mieszkała w War szawie. Wacława poznała w maju 1910 r. w Częstochowie, dokąd wez wał ją Damazy, pisząc, że bra tanek jego bardzo się nią zainte resował i gotów nawet oświad czyć się. Gdy przyjechała do Częstochowy, W aclaw oświad czył się, a ona przyjęła go; zarę czyny odbyły się 8 maja, w kla sztorze. Ślub odbył się 11 czervr- ca w Warszawie w kościele pp. W izytek. Dokumenty potrze- bne składał Damazy, ona w tem udziału żadnego nie brała, a je żeli podpisała się jako “Maco- chowa,” to naprzód dlatego, że pod tem nazwiskiem meldo wana była, a powtóre, że akt ślubny spisano nazajutrz po ślu bie z Wacławem, gdy prawnie już nazywała się Macochowa. Mąż jej, którego pokochała ca- łem sercem, po ożenieniu się, służbę porzucił, a ona sprowa dziła do Warszawy brata sw'ego Wacława Krzyżanowskiego, któ ry zamieszkał przy nich i zaczął przygotowywać męża do egzami nu z czterech klas. W tym cza sie Wacław Macoch znalazł u niej list znajomego jej z Łodzi, Juliana Bulzackiego, który s— 26 — rai się o nią dawniej i bardzo się jej podobał, i który potem, gdy ona z Łodzi wyjechała, przeniósł się także do Warszawy. List ten był mniej więcej treści na stępującej: “Szanowna Pani. Dobrze pani zrobiła, że Łódź opuściła, gdyż między nami nic nie było, a ludzie przypuszczali coś zupełnie innego. Chociaż znajomość nasza nie była zupeł nie platoniczna, postępuj pani nadal, jak teraz, a zasłużysz na poszanowanie wśród ogółu.” Co list ten oznaczał, zrozumieć nie mogła, bo zarówno z Bulza- ckim, jak i z Macochem nigdy w stosunkach bliższych nie pozo stawała. Wskutek tego, mąż zaczął naigrawać się nad nią i schowa wszy go, powiedział, że list ten pokaże Damazemu. D. 23 lipca mąż otrzymał od Damazego list, wzywający go do natychmiasto wego przyjazdu. Dnia tego Wa cław wyjechał i więcej nie po wrócił. Trzeciego dnia po wyjeździe ‘męża otrzymała depeszę od Da mazego Macocha, że jedzie do Warszawy, do niej. Przyjechał 26 lipca ze służącym, którego prosił, aby posadzić do wspólnego z nimi stołu, co ją nieco zdziwiło. Na pytanie jej, czy ksiądz wi dział się z mężem, Damazy od powiedział, że widział się i że Wacław z Częstochowy pojechał do krewnych. Damazy pozo stał u niej na noc, a nazajutrz wraz z nim i bratem Wacławem Krzyżanowskim pojechała do Częstochowy, gdzie Damazy o- świadczył, że mąż jej wyjechał do Ami. Potem ona z bratem poje chała do rodziców, dokąd po dziesięciu dniach przyjechał Da mazy Macoch, lecz po kilku dniach wyjechał do Sieradza, do ojca ks. Izydora Starczewskiego. Po dwóch tygodniach znowu przyjechał Damazy i wyjechała z nim razem — ona do W arsza- wy, a on do Częstochowy. Po dwóch tygodniach znów przyje chał do niej Damazy i zamiesz kał u niej. Dn. 1 października pojechała z nim do Szreniawy, do siostry swej Zofii Zajączkow'- skiej. Tam Damazy Macoch przesiedział do 5 października i wyjechał do Częstochowy, a na zajutrz po wyjeździe jego, przy była policya i aresztowała ją. Dopiero, gdy dostawiono ją do Częstochowy, dowiedziała się 0 zabójstwie męża. Od chwili wyjazdu męża, gazet nie czytała 1 o trupie w sofie, nie słyszała. Co się tyczy stosunków, jakie istniały między mężem jej i Damazym Macochem, to tylko powiedzieć może, że na ogół sto sunki te były dobre, chociaż niekiedy wynikały między nimi sprzeczki. Jaka była przyczyna, że Damazy Macoch męża jej za bił— ona nie wie, i pojąć nie może dlaczego brat jej, Wacław Krzyżanowski, zeznał niepraw dę, jakoby ona 27 lipca w Czę stochowie powiedziała mu, że męża zabił Damazy Macoch. Podczas badania powtórnego, Helena Macochowa zeznanie sw r e zmieniła i oświadczyła, że gdy przyjechał do niej Dama zy z oświadczeniem, że mąż wy jechał do Ameryki, to ona te mu nie uwierzyła. Wtedy — 27 - mazy powiedział, że zabił Wa cława za to, że był to człowiek podły, bez uczuć szlachetnych. Szczegółów zabójstwa Damazy jej nie opowiedział. Brat nie uprzedzał jej o odpowiedzialno ści za niezawiadomienie władz, a nie uczyniła tego, bo Damazy Macoch groził, że ją zabije. Przypuszczała, że przyczyną zabójstwa była zazdrość Dama- zego Macocha. Po zabójstwie Damazy proponował jej powtór nie, ażeby wyszła za niego za mąż,
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 22.09.19, 20:48
            Izydor Starczewski. Poznał się z Damazym Maco- chem w r. 1900, gdy wstąpił do klasztoru, jako nowicyusz; za przyjaźnił się z nim i z Bazylim Olesińskim dopiero w r. 1907. Kilka lat temu, Macoch przed stawił go w klasztorze Helenie Krzyżanowskiej i przyznał się, że zakochał się w niej za jej in- teligencyę, znajomość muzyki i śpiew, nie mówił jednak o tem, że jest jej kochankiem. Star czewski przypuszczał, że Krzyża nowska była kochanką Macocha. Gdy Krzyżanowska przyjeżdża ła do klasztoru, Macoch znikał z celi i czas cały spędzał u Mo- żykowskich, gdzie Krzyżanow ska stawała. Czasami Macoch brał go z sobą i wtedy Starczew ski widział, że całowali się z so-, ba. Byli z sobą na “ty.” Jakie stosunki zachodziły między Damazym i Wacławem Macochami, nie wie, ale kilka razy w celi Damazego słyszał, że rozmawiali oni między sobą w stanie ostrym, a przy ukaza niu się jego, rozmowę przerywa li. O zabójstwie Wacława nic zupełnie nie wiedział, gdyż 18 li- pca 1910 r. otrzymał urlop bez terminowy, do czasu, póki sobie miejsca nowego nie znajdzie. W Kole, u brata odebrał od Ma cocha list, w którym ten donosil, że porzucił klasztor ostatecz nie i prosił o przybycie do War szawy lub Sieradza, dla rozmó wienia się. Widział się z Ma- cochem u rodziców w Sieradzu. Macoch opowiedział mu, że chciał skorzystać z urlopu, ale nowy przeor Weloński urlopu mu nie dał i on urządziwszy prze- orowd skandal, wyjechał bez urlopu. Następnie Starczewski z Macochem był w Krakowie, Warszawde, Żytomierzu i Wło cławku, w celu otrzymania pro bostwa i powrócił do Częstocho wy 16 września. Nazajutrz Ma coch wyjechał i od tej pory nie widział go więcej. Depeszę “Warszawa. Chło dna 68, Jeżewskiemu dla kum- cia. Wszystko dobrze. Przyje chać nie mogę dzisiaj, Stani slav/,” wysłał on Starczewski. Wyrazy "wszystko dobrze,” znaczyły, że usunięto przeszko dy do w r yjścia jego i Macocha z klasztoru. Gdy 3 października policya rozpoczęła śledztwo w r klasztorze i pokazano mu foto grafię zabitego, domyślił się, że zabójstv r a dokonał Damazy Macoch, żal mu się go zrobi ło i dlatego do ojca swego do Sieradza napisał list z prośbą o wysłanie telegramu: Warszawa. Chłodna 68. Jeżewski, Niech Kumek wyjedzie. Niebezpie czeństwo zagraża. 31 Stach.” Liczba “31,” oznaczała numer dorożkarza, który, jak słyszał, pierwszy wskazał policyi na Macocha. Telegram ten pod pisał imieniem świeckiem i wy słał nie wprost z Częstochowy, w obawie, ażeby depeszy nie przejęła policyStarczewski nie przyznał się, że kradł pieniądze i oświadczył, że nigdy ani on sam, ani z Da- mazyrn i Bazylim nie brał pie niędzy ze skarbczyka, nigdy nie zamawiał kluczów podrobio nych i nie przypomina sobie, a- żeby razem z Macochem schwy tał Olesińskiego na kradzieży pieniędzy. Nie miał żadnego interesu przywłaszczać sobie fundusze, bo potrzeb wielkich nie miał. Wódkę, piwo, koniak, dostarczał mu klasztor z pole cenia Rej mana, który też udzie lał mu pieniędzy na podróże zagranicę. Kochankę miał je dną tylko, ale ta nic go nie ko sztowała, bo miała pieniądze własne i pieniędzmi swemi opę dziła koszty porodu i utrzyma nia dziecka.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 22.09.19, 21:07
            Lucyan Cyganowski. Przyznał się do zrobienia pie częci parafii Parzymiechy na zamówienie Damazego Maco cha. Tłumaczji się, że nie mógł przypuszczać, ażeby ksiądz, któ ry pieczęć tę zamawiał, nie na leżał do parafii pomienionej.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 22.09.19, 21:13
            Stanisław Załóg. Służka klasztorny Załóg, jak j wiadomo, zbiegł i pomimo ro zesłania za nim listów gończych, ujęty nie został.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 22.09.19, 21:31
            Sąd idzie! Komisarz sądowy wypowiada sa kramentalne: — Sąd idzie, proszę wstać! I Wszyscy wstają i na podyum z drzwi bocznych wchodzą: prezes J. A. Woł- kow, sędziowie: Pawłowicz, Aleksan drów i Gubskij. Ten ostatni jest refe rentem sprawy. Na miejscach prokuratorskich za siadają pp. Niedzwiedzki i Katronow- skij, autor aktu oskarżenia. Prezes: Ogłaszam posiedzenie sądu za otwarte, proszę usiąść. Adw. Korwin-Piotrowski: Panowie sędziowie zanoszę do panów prośbę... I tu p. K.-P. zaczyna obszerny wstęp słowami: Panowie wiecie, jak sprawa niniejsza porusza umysły, wiecie, co znaczy dla tego kraju kościół katoli cki... Prezes: Ale o co panu chodzi? Adw. Korwin-Piotrowski: 0 zamŚwiadkowie z Zawad, którzy znaleźli tajemniczą sofę. nm:cjszego proce- knięcie drzwi dla su. Prezes: O tem może być mowa po generaliach oskarżonych. Prokurator Niedzwiecki deklaruje, że oprócz niego, w oskarżaniu brać bę dzie udział podprokurator Katranow- skij. Prezes do Macocha: ■—Pańskie imię i nazwisko? — Damazy Macoch — odpowiada pierwszy oskarżony po rosyjsku. Imię świeckie i imię ojca? — Kacper syn Pawła. — Wiek? — 4? latŚwiadkowie z Zawad, którzy znaleźli tajemniczą sofę. nm:cjszego proce- knięcie drzwi dla su. Prezes: O tem może być mowa po generaliach oskarżonych. Prokurator Niedzwiecki deklaruje, że oprócz niego, w oskarżaniu brać bę dzie udział podprokurator Katranow- skij. Prezes do Macocha: ■—Pańskie imię i nazwisko? — Damazy Macoch — odpowiada pierwszy oskarżony po rosyjsku. Imię świeckie i imię ojca? — Kacper syn Pawła. — Wiek? — 4? lata. — Urodzony? — We wsi Lipie. — Zajęcie? — Ksiądz. — Wyświęcony? — Tak. — Czy pod sądem pan był? — Nie. W dalszym ciągu następny' oskar żony Izydor Starczewski odpowiadał, że imię chrzestne ma Stanisław-An- drzej, syn Łukasza-Jana, lat 40, urodź, w Złoczewie, ksiądz wyświęcony, pod sądem nie był. Bazyli Olesiński, ma imię chrzestne Józef, syn Hilarego, lat 47, ur. w CBtochowie, ksiądz wyświęcony, pod sądem nie był. Prezes do Macochowej: Jak pani imię i nazwisko? — Helena-Katarzyna. — Imię ojca? ■— Mikołaj. — Wiek? — 27 lat. ■— Gdzie pani urodzona? ■— W Drzewicy. ■— Rodzaj zajęcia? — Byłam nadzorczynią w telefonach łódzkich. — Ale czem się pani zajmowała w ostatnich latach? — Nic nie robiłam... właściwie zaj mowałam się gospodarstwem. (Określenie swego ząjęcia z trudem oskarżonej przychodziło). — Czy zamężna? — Tak. Pod sądem nie była. Wszyscy ci oskarżeni odpowiadali po rosyjsku, tak, że tłómacz przysięgły, p. Wassercwajg pełniący te obowiązki w sądzie okręgowym piotrkowskim od lat 30, nie miał tym razem co do roboty, na wet i z resztą oskarżonych, którzy swoje generalia podhli również w języku rosyj skim. Pertkiewicz dodał, że przedtem za nim został muzykantem na Jasnej Gó rze, był ślusarzem. Pianko, że urodził się we Mstowie, a ostatnio mieszka! w- Kawodrzy pod Czę stochową. Komisarz sądowy odczytał listę świadków, którzy się nie stawali; do tych należą: Jan Roguś (nicodszuka- ny), ks. Rejman i ks. Weloński (obaj chorzy), Józef Trubicki (jest w szpitalu w Krakowie), Antoni Krawczyński (chory), Bronisław Falski (umarł), Julian Bulzacki (chory), Magdalena Smoczyńska (chora) oraz GrabowskaStarczewska, Jan Starczewski, Janina Zasacka Witold Szumiński, Sta nisław Nowakowski, BolesławWięckó- w-ski. Z lizczby 112 świadków stawiło się około 90. t . Po wysłuchaniu wniosku prokurato ra, który bez- względu na niestawienni ctwo rzeczonych świadków, prosił o rozpatrywanie sprawy, oraz takich sa mych wniosków obrony, przyczem o- brońca Starczewskiego prosił o wezwa nie nowego świadka Andersa z Kielc, sąd postanowił sprawę rozpoznawać, usprawiedliwiając nieobecność wszyst kich świadków, oprócz Janiny Zasackiej i Władysława Sumiakowskiego, któ rych skazał po rb. 5 kary; wezwania świadka Andersa odmówił. Adw. Korwin-Piotrowski występuje z obszernem wstępem do swej prośby zaznaczonej na początku. Prezes prosi, aby się skracał w moty wach. Adw. Korwin-Piotrowski: Upra szam sąd o rozpoznawanie niniejszej sprawy przy drzwiach zamkniętych. Prezes: Na jakiej podstawie? Adw. Korwin-Piotrowski: Na za sadzie art. 620 ze znakiem a, który o- piewa, że gdy chodzi o sprawy- dotyczą ce religii, mogące ową religię obniżyć, sprawy winny być rozpoznawane przy drzwiach zamkniętych. Prokurator Niedźwiedzki sprzeciwiał się zamknięciu drzwi, twierdząc, że w danej sprawie niema nic takiego, coby przewidywał zacytowany przez obroń cę artykuł. Adw. Nowicki występuje z książką w ręku i oświadcza: Pan prokurator niedokładnie przeczytał artykuł 620, który właśnie przewiduje... Prezes: Proszę obrońcę nie strofować prokuratora, ale powiedzieć o co m— 37 — Adw. Nowicki: Właśnie przyłączam się do prośby adw. Korwin-Piotrow skiego i proszę o sądzenie sprawy przy drzwiach zamkniętych. Tą sprawą wła śnie zadraśnięte są nasze uczucia Po- laków-katołików, my nie chcemy, aby ją roztrząsano, na cały świąt, a co prze cież nastąpi, wobec tego że widzimy w sali tylu sprawozdawców ipism, którzy pomieszczą najdrobniejszy szczegół, bo im obojętna nasza religia,:zresztą przy patrzcie się panowie sędziowie (tu rę kami wskazał stół prasowy), jaką naro- wość... Prezes przerywa mówcy i strofuje go za niewłaściwość jego krasomówczych zwrotów, a istotnie wprost niesmaczny był ów zwrot, gdyż, jeśli chodziło o sprawozdawców pozakrajowych, to na leżało wziąć pod uwagę względy gościn ności i zwyczajów europejskich, które w danym razie obowiązują. Tylko za ściankowość może zdobyć się na tego rodzaju ignorancy r ę, tern bardziej nie- wytłómaczoną, iż utajanie tylko bar dziej gorszące przypuszczenia zrodzić To też doskonale powiedział adw. Rudnicki, że te przestępstwa, o które w sprawie chodzi, wcale nie potrącają o uczucia religijne, ani narodowe, lecz są najpospolitszemi przestępstwami, spelnionemi przez ludzi takich, jak in ni i właśnie chodzi o to, aby rzecz była jaknajbardziej jawna, by przekonano się, iż niema nic takiego, coby taić by ło potrzeba. Z tej racyi nie popiera wniosku, co do zamknięcia drzwi. Adw. Dobrosław Kleyna wychodząc z zasa dy, że gdyby otoczyć sprawę tajemno- czością, to wówczas dopiero dałoby się materyal do największej sensacyi, któ ra w danej sprawie sprowadza się do zwyczajnych przestępstw, spełnionych jeno w rnurach klasztoru—również zpoznawaniem sprawy przy drzwiach otwartych. Nic przeciwko jawności nie mają adw. Kański i adw. Sędzikowski. Adw. Korwin-Piotrowski podtrzy muje swą prośbę, popartą przez adw. J Nowickiego, w razie zaś, gdyby jej sąd j nie uwzględnił, to przynajmniej, wobec j tego, że Macoch opowiadał, iż miał sto sunki z jego klientką, prosi, aby ta część sprawy rozpoznawana była przy drzwiach zamkniętych. Prokurator w zasadzie jest przeciw ny tajności rozpraw; pozostawia do uznania sądu zarządzania zamykania drzwi co do drastycznych szczegółów Heleny Macochowej Sąd wyszedł na naradę, z której po pięciu minutach powrócił i prezes od- j czytał następującą rezolucyę: I Sąd okręgowy, wysłuchawszy o- świadczeó adwokatów Korwin-Pio- trowskiego, Nowickiego i innych oraz wniosku prokuratora, uważa, że spra wa nie posiada takich cech, któreby motywowały zamknięcie drzwi, posta nawia sądzić sprawę niniejszą publi cznie, zastrzegając, że w razie, gdyby zaszła potrzeba co do szczegółów doty czących osoby Heleny Macochowej tajności rozpraw, to być może zarządzi zamknięcie drzwi. O godz. 12 m. 45 sekretarz sądu p. Maryan Ostrowski rozpoczął czytanie aktu oskarżenia, którego dalszy ciąg czytali pomocnicy sekretarza pp. Żale- tajew, Orłowski i członkowie sądu z prezesem na czele. Akt oskarżenia sporządzony został przez podprokuratora Katranowskiego w Piotrkowie d. 28 października r. 1911, a zatwierdzony przez wydział oskarżeń warszawskiej izby sądowej w d. 24 listopada r. 1911
            • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 29.11.20, 15:08
              Co do protestów jestem za. Natomiast uważam, że wszelkie akty wandalizmu a szczególnie bezmyślne niszczenie elewacji, murów w tym zabytkowych murów w niczym nie różni strajkujących od jajogłowych pseudokiboli i innych wandalów i powinno być surowo karane.
            • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 01.12.20, 12:52
              1 GO GRUDNIA ZGASNĄ ŚWIATŁA - Super Ekspres - 01.12.2020
            • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 02.12.20, 14:49
              PODKARPACKIE. ZWĘGLONE ZWŁOKI W LESIE - Interia - 02.12.2020
          • madohora4 Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 22.09.19, 22:06
            Przemówienie Macocha. Damazy Macoch wstał, złożył głę boki ukłon sędziemu i rozpoczął po polsku przemówienie w te słowa: “Prześwietny sądzie! Ażebym miał uczynić zabójstwo i w tym celu spro wadzić do siebie W T acława Macocha, taka myśl nawet do głowy mi nie przy szła. Przyznaję, że to uczyniłem, ale z po wodów zupełnie innych. Jako człowiek nerwowy, dnia tego wypiłem dużo u, i wina, straciłem rozum i nie- wiedzialem, co czynię. Myślałem, że mi serce pęknie, taka żałość mię opanowała, że nie wiedzia łem, co robiłem. Zdawało mi się, że mi głownia rozpalona na głowę spadłą^ Jako człowiek straciłem głowę i w zapalczywości nie wiedziałem,co robię. Klnę się na Chrystusa Pana, że umyśl nie tego nie zrobiłem. (Poruszenie). Prezes przerwał mowę, żądając, aby oskarżony zbliżył się do przedmiotu. Macoch mówi dalej: Musiałbym całą historyę opowiedzieć od początku, gdyż to ma związek z wypadkiem. Kuzyna mego kochałem, starałem się o jego do bro; mojem staraniem i za moje fundu sze zdał egzamin z 4 klas na urzędnika,' na co mam świadka Jeżawską.z Lodzi i pomocnika naczelnika wydz. śledczego z Piotrkowa, p. Kotowskiego, do któ rego naczelnik poczty łódzkiej p. Szell mówił, iż mojem to staraniem i za moje pieniądze wyszedł on na ludzi. Powtarza znane szczegóły z aktu o- skarżenia, kiedy doszedł do faktu zapoznania Wacława z Heleną, oświad czył, iż przed ślubem wyznał Wacła wowi, że Helenę kochał caiem sercem, idealnie, platonicznie, że cielesnych stosunków między niemi nie było, że całował ją, ale stosunku, jako z kobie tą, nie miał, dziewictwa jej nie ode brał. Z pocałunków doszło tylko do nieskromnych dotykam W odpowiedzi na to Wacław mu wyjaśnił, że pretensyi o to do niego nie ma. Dalej znowu powtarza znane z aktu oskarżenia szczegóły'. ,W czasie, gdy tłómacz przekładał na język rosyjski sądowi zeznania Ma cocha, adw’okat Kleyna prosił klienta o streszczenie się, Macoch na to oka zywał silne zdenerwowanie, trząsł rę kami i chwytał się za głowę. Prezes żąda od Macocha wyjaśnięnia, w jakim celu sprowadzi! Wacława do siebie. Macoch opowiada dalej to samo co mó wił na śledztwie 'pierwiastkowem, do dając, jak przy każdym posiłku w dniu krytycznym zapijał z Wacławem ko niak. — Gdyż byłem zawsze gościnny o czem cała Częstochowa zaświadczyć może (śmiech na sali)Mówca przestaje mówić na chwilę, chwyta się za serce. Następnie ciągnie dalej: — Gdy w ostatni wieczór po kola- cyi, będąc zdenerwowany ciągłemi skar gami Wacława na Helenę i pogróżkami, że zmieni rcligię, rozwiedzie się i z nią żyć nie będzie, zaproponowałem spacer, Wacław odmówił, -oświadczając, że pójdzie spać.. Wyszedłem sam. Powróciwszy wkrótce zastałem Wacława leżącego na sofie. Wszedłem do swego pokoju, bo Wacław leżał w pierwszym. Po chwili Wacław przyszedł do mnie, zażądał wina i rozpoczął znowu ze mną drażliwą rozmowę, pokazując fotogra fię Heleny w towarzystwie dwóch ob cych mężczyzn. — Ty wierzysz jej — powiedział Wa cław — patrz! Starałem się wytłomaczyć, że to może jej kuzyni, chociaż widok ten mnie samemu rozdzierał serce. Wtedy Wacław pokazał mi list Bulzackiego. Gdy zniecierpliwiony krzyknąłem: Smarkaczu!—Wacław uJerzył mnie w twarz i ze słowami: “ Wot tiebie, mie- rzawiec!”—poszedł na swoją sofę. Wówczas opanowała mnie wściekłość. Biegałem po pokoju, jak opętany—i w tern bezgranicznem rozdrażnieniu uj rzałem leżącą pod piecem siekierkę. Schwyciłem za nią, nie wiedząc, co to jest: czy kij, czy inny przedmiot, do padłem do Waciawa leżącego uderzyłem go raz, dwa, trzy, czy cztery—sam nie wiem, bo nie pamiętam. Zerwał się Wacław, schwycił mnie za rękę i przewrócił się. Wtedy otrzeźwiałem. Prezes zadaje Macochowi pytanie: Czy kradł z zakrystyi i ze skarbczy- ka? Macoch potwierdza swoje pierwsze zeznanie na śledztwie pierwiastkowem. Prezes: Czy pan przyznaje się, że ra zem z ks. Bazylim Olesińskim zabrał z celi zmarłego ks. Gawelczyka 5,000 rubli w listach zastawnych? Macoch: Nie wiem, ile było, gdyż Bazyli podobno 15,000 oddal przeorowi. Po niejakim czasie Bazyli przyznał się, że 5000 zatrzymał u siebie, i dał mi z tych pieCzy pan przyznaje się, że w 1909 r. sfałszował świadectwo ślubu Kac pra Macocha z Heleną Krzyżanowską i akt śmierci tegoż Kacpra, czyli pań ski? — Przyznaję. —Czy pan zamawiał u Cyganowskie- go pieczęć urzędnika stanu cywilnego parafii Parzymiechy? — Cyganowskiego nie znam, pieczęć zamawiałem. Oskarżony siada; mówił blizko półtorej godziny. W czasie zeznań Macocha—Helena uważnie patrząc na niego, śledziła jego mowę, marszcząc chwilami brwi z wy razem wielkiego niezadowolenia. Następuje badanie oskarżonych: Pianki, Blasikiewicza, Starczewskiego Pert kie wicza, Olesińskiego i Heleny Macochowej. Starczewski do winy się nie przyznał, wysianie zaś telegramu i listu ostrze gającego Macocha tłómaczy przypu szczeniem, że Macocha poszukują z po wodu długów, na których uciążliwość często utyskiwał. Helena wszelkie objaśnienia odkłada na później. Bazyli zaprzeczył kradzieży pienię dzy z celi Gawelczyka, resztę objaśnień przyrzekając dać później. W końcu prokurator Kaszanowskij zadał Macochowi 3 pytania: 1) za co uderzył Wacław Damazego w twarz na weselu i czy byli na to świadkowie; 2) czy dużo pili w dniu krytycznym trun ków i jakie gatunki i 3) ile czasu u- płynęlo od uderzenia do zabójstwa. Macoch- odpowiedział, iż uderzony został przed weselem przy Helenie, in nych świadków nie było; pili koniak | wino, Wacław wypił z 8—10 kieliszków koniaku; ile czasu upłynęło od chwili uderzenia w twarz do zabójstwa,—nie wie, bo był nieprzytomny. O g. 6 m. 5 rozpoczęto zaprzysięże nie świadków pierwsi składali przysięgę prawosławni, od g. 6 m. 25—katolicy grupami po 15. Przysięgę przyjmował ks. Bromski. O g. 7 m. 15 złożyło przy sięgę 4 Żydów. Sąd wyłączył od przysięgi o. Piusa Przeździeckiego, o. Wincentego Olsze- W'icza—paulinów', ks. Czaplę z Niego- wonic i ks. Dąbrowskiego z Parzy- miech; nadto brata i ojca Damazego, Pawda i Franciszka Macochówy siostrę Heleny—Zajączkowską, brat a—-Wa cława Krzyżanowskiego; adw'okat zaś Piotrow-ski zrzekł się świadka Zasępy. O g. 7 mi. 20 prezes przerwał posie dzenie do jutra do g. 10 rano.
            • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 22.09.19, 22:18
              Drugi dzień rozpraw. ( Drugi dzień rozpraw każdego wiel kiego procesu ma cechę charakterysty czną ; pć> wdelkiem napięciu uw'agi pod czas dnia pierwszego, następuje reak- cya... Zainteresowanie słabnie, cieka wość publiczności na jakiś czas omdle wa. Zgodnie z tym zwykłym objawem W sali sądow r ej zgromadziła się wzglę dnie szczupła garstka słuchaczów, na tomiast galerya była liczniej obsadzo na. f Po rozpoczęciu posiedzenia, przewo dniczący, Wołkow, aby świadkom o- •zczędzić daremnego wyczekiwania, dzieli ich na grupy i przychyla się do prośby komisarza policyi krakowskiej, postanawiając przesłuchać go wcześniej niż to było zaznaczone na liście. Pierwsi świadkowie, wieśniacy ze Wsi Zawady nie przynoszą nic nowego, ale powtarzają dobrze znane szczcgó- ' ty, dotyczące znalezienia sofy w Stru- fmieniu pod wsią Zawady. Dopiero treściwe, dobrze sformułowa ne wyjaśnienia dr. Henryka Jasieńskie go, komisarza policyi, przybyłego z Krakowa dla złożenia zeznań, słuchane są z zainteresowaniem, bo dostarczają wiele nowych szczegółów. Z nadzwyczaj nem zajęciem słucha jego zeznań Macochowa, rzec można zamienia się cała w słuch, gdy dr. Ja sieński powtarza pierwsze zeznania Macocha w Krakowie co do szczegółów morderstwa. Ma na twarzy' silne wy- P' ; - Macoch zachowuje się swobodnie, słysząc zaś niektóre uwagi p. Jasieńskie go, uśmiecha się i tego uśmiechu, wcale nie usiłuje ukryć. Starczewski, przeważnie z rękami opartemi o balustradę ławy', jest ra czej znudzony, niż zainteresowany. Zresztą rozprawy dotychczasowe mało go dotyczą. Cierpiący na ataki epileptyczne pie- czętarz Cyganow'ski, jest w sali nieo becny', na co uzyskał pozwolenie jego obrońca, adw'. Korwin-Piotrowski. “Momentem” dzisiejszego posiedze nia do pauzy' śniadaniowej, bydo wnie sienie tragicznej sofy. Składa się ona z dwóch części drew nianych, tworzących głęboką szufladę. Na wierzchu przez całą długość leży poduszka kry'ta czarną bardzo zniszczo ną ceratą. Kanapa ta, nawet wówczas gdy była nowa, nie mogła uchodzić za mebel wytworny i miała wygląd surowy, ale dziś, draśnięta zębem czasu, gdy wiemy, jakiemu celowi ostatecznie słu żyła, sprawia wrażenie ponure, ot, z czterech desek trumna... Drugi moment, zaraz po przerwie południowej, to wejście pod strażą z dobytemi pałaszami, Denisowa, chowskiego, sprowadzonego na sprawę z cytadeli.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 22.09.19, 22:35
            Kazimierz Kondracki

            Pisarz gminny opowiada o tym jak przejeżdżając jąc około strumienia pod Zawadami, spostrzegł pakę już na brzeg wydobytą. Ujrzawszy przez szczelinę kanapy gole nogi trupa, polecił rozwią zać sznur, krępujący sofę. Kondracki mówi, że zwłoki były za winięte w prześcieradło dość cienkie, z którego znaki były wycięte. Świadek wylicza rany, które widział na głowie i szyi ofiary. Na zapytanie prokuratora, Kondra cki opowiada, że pomimo odpowied nich ogłoszeń oraz śledztwa, niepodo bna było stwierdzić osobistości denata. Nawet ludność wielce interesowała się faktem. .Mówiono w okolicy, że każde go obowiązkiem jest dopomódz do wykrycia tej zagadkowej zbrodni.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 22.09.19, 22:43
            Fr. Płaszczyk, właściciel wędliniarni We wsi Rędziny, doskonale pamięta przejazd dorożek. Maksym Piwko, strażnik, otrzyma! od naczelnika straży ziemskiej pole cenie przeprowadzenia śledztwa. Po- twierdza'bn zeznania złożone w śledz twie picrwiastkowem.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 22.09.19, 23:07
            ODLEGŁOŚCI POMIĘDZY RUDNIKAMI - KŁOMNICAMI - ZAWADAMI
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 22.09.19, 23:46
            Wincenty Wadas, ojciec poprzedniego, gospodarz wsi Płoki, zeznał, iż jakiś Żyd obiecał mu 60 rb. za przeprowadzenie jakiegoś księdza przez granicę. Zgodził się i przeprowadził. Na zapytanie prokuratora, czy dale ko od nich do Trzebini, odpowiedział, że 4 wiorsty.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 22.09.19, 23:57
            Kotowski, agent policyi śledczej z Piotrkowa, opowiada znane z aktu o skarżenia szczegóły o poszukiwaniu zabójcy, o znalezieniu dorożkarza Pianki, o wyjjeździć do Krakowa i badaniu tam uję tego Macocha. Świadkowi zadawał pytania proku rator o pewne szczegóły, poczem ad w. Chądzyński, obrońca Bazylego, zwró cił uwagę Kotowskiego, że w zeznaniu wyrazi! się tak, jak gdyby podejrzewał Olesińskiego, iż ten wysłał z Częstocho wy do Warszawy depeszę, ostrzegając Damazego o ujęciu dorożkarzy. Świa dek wyjaśnia, że wraz z komisarzem policyi Denisowem na Jasnej Górze byli u ojca Bazylego, któremu powie dzieli poufnie, iż na ślad zbrodniarzy natrafiono, i że dorożkarze, którzy wie źli sofę z trupem, są już aresztowani. Że zaś, według świadka, nikt o tern nic wiedział gdyż nikomu, prócz Olesiń skiego o tem nie mówiono i dorożkarze -W rzeczywistości nie byli jeszcze aresz towani, więc taka depesza mogła po chodzić tylko od Bazylego. Dodaje wreszcie Kotowski, że przypuszcza, iż Bazyli wiedział o zabójstwie Wacława Macocha, bo, gdy go świadek spotkał wie i pokazał mu fotografię trupa z sofy, to Bazyli, przyjrzawszy się foto grafii, prosił, aby mu jedną podarował, co też świadek chętnie uczynił, mając tych fotografii dużo.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 23.09.19, 00:05
            Sabok, magazynier kolejowy w Częstochowie, zeznał, że sędzia śledczy zgłaszał się o sprawdzenie, czy z pewnej stacyi ode brane były jako towar — kosze, obszy te w rogoże, dla Potpka. Żądanych informacyi świadek udzielił.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 23.09.19, 00:16
            Floryan Wójcik, były lokaj w klasztorze, oświadczył, że obsługiwał oo. Bazylego, Damazego i Bonawenturę, że pewnego razu zawo- ; łat go Załóg, aby pomógł wynieść pakę z rzeczami. Paka ta stała w celi Da- i mazego przy drzwiach, obszyta w ro- ; goże, tak, iż nie przypuszczał, że to mo że być znana mu sofa. Pytany przez prokuratora, świadek oznajmia, iż wspólnie z Zatogicm i Ro- gusiem znieśli ową pakę do dolnych schodów, ale że była bardzo ciężka, ! więc świadek do pomocy zawołał odź wiernego Blasikiewicza. Za pomoc tę Wójcik otrzymał od Damazego 50 kp. Pakę wstawiono do dorożki, Damazy wyszedł z klasztoru i wrócił na drugi dzień; potem znowu wyjechał i wrócił za 2 tygodnie. Adw. Kański pyta, czy nie ciekła krew i czy nie czuć było nieprzyjemnego zapachu z sofy. — Świadek mówi, że krwi nie widział i zapachu nie czuł. Adw. Kański: Dlaczego świadek nie- doniósł nic policyi, gdy dowiedział się, że sofę z trupem wykryto pod Zawada mi. Świadek: Nie przypuszczałem wcale, aby to była ta sama paka, którą wymosiłem, a zapytanie obrońcy Rudnickiego, czy Pianko okazyw’any służbie klasztor- nej, ubrany był po dorożkarsku, czy też w ubranie cywilne, świadek powiada, że zwyczajnie. Pianki nie znał. Na pytanie adw. Chądzyńskiego, jak długo Załóg był jeszcze w klasztorze po wyniesieniu
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 23.09.19, 00:25
            Ks. Aleks. Dakowski, proboszcz parafii Parzymiechy, o spra wie całej nic nie wie; wie tylko, iż oka zana pieczęć jego parafii była fałszywa. Przynoszą na stół prczydyalny dowo dy rzeczowe o ślubie i śmierci Macocha, opieczętowane. Prezes, okazawszy sądowi i obroń com całość pieczęci, dokonał otwarcia. Na dowodzie, sfałszowanym przez mazego Macocha — ks. Dakowski stwierdził swój podpis fałszywy i pie częć fałszywą. Pieczątka fałszywa ró żni się od prawdziwej tern, że jest nieco większa i zrobiona z metalu, gdy praw dziwa jest kauczukowa. Adw. Korwin-Piotrowski zwrócił są dowi uwagę, że pieczęć fałszywa jest zu pełnie podobna do prawdziwej. Przewodniczący stwierdza, że praw dziwa pieczęć jest nieco mniejsza.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 23.09.19, 00:42
            Franc. Bronisław Macoch, syn poprzedniego, czerwony, jędrny, mieszka przy ojcu. Potwierdza zeznania, złożone na śledz twie pierw iastkowem, w których fakty, jako pod świeżem wrażeniem, dobrze zapamiętał, dziś już wiele szczegółów zapomniał. Prezes: Świadek poznał poduszkę i fu tro, znalezione w sofie? Św.: Tak, były one własnością ks. Damazego. — Sofę pan widział dawniej ? — Nie. — W jakich stosunkach był Damazy z Wacławem ? — W dobrych. •— Przed ślubem widział pan Wacła wa? Na jakiś dCzy nie mówił, że się żeni? — Nie. — Kiedy go pan po ślubie widział po raz pierwszy? — Na chrzcinach w d. 15 czerwca*. Wówczas byli u ojca we troje: Wacław, Damazy i Helena.' — Czy brat Damazego Franciszek był w Dankowie na chrzcinach? — Nie był. Ale mówił mi zaraz po tem, żc chciał go Damazy ożenić z tą samą kobietą. Adw. Kleyna: Czy jeden z braci Da mazego jest chory’ umysłowo? Św.: Jest chory, ale ściśle nie wiem na co. Adw. Rudnicki: Czy pokazywano panu fotografię? Św.: Pokazywano, poznałem. Prok.: A czy brat Damazego nie za chorował ze zmartwienia, dowiedziawszy się o zbrodni? Sw.: Tego nie wiem.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 23.09.19, 00:42
            Franc. Bronisław Macoch, syn poprzedniego, czerwony, jędrny, mieszka przy ojcu. Potwierdza zeznania, złożone na śledz twie pierw iastkowem, w których fakty, jako pod świeżem wrażeniem, dobrze zapamiętał, dziś już wiele szczegółów zapomniał. Prezes: Świadek poznał poduszkę i fu tro, znalezione w sofie? Św.: Tak, były one własnością ks. Damazego. — Sofę pan widział dawniej ? — Nie. — W jakich stosunkach był Damazy z Wacławem ? — W dobrych. •— Przed ślubem widział pan Wacła wa? Na jakiś dCzy nie mówił, że się żeni? — Nie. — Kiedy go pan po ślubie widział po raz pierwszy? — Na chrzcinach w d. 15 czerwca*. Wówczas byli u ojca we troje: Wacław, Damazy i Helena.' — Czy brat Damazego Franciszek był w Dankowie na chrzcinach? — Nie był. Ale mówił mi zaraz po tem, żc chciał go Damazy ożenić z tą samą kobietą. Adw. Kleyna: Czy jeden z braci Da mazego jest chory’ umysłowo? Św.: Jest chory, ale ściśle nie wiem na co. Adw. Rudnicki: Czy pokazywano panu fotografię? Św.: Pokazywano, poznałem. Prok.: A czy brat Damazego nie za chorował ze zmartwienia, dowiedziawszy się o zbrodni? Sw.: Tego nie wiem
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 23.09.19, 00:56
            Piotr Kloc, malarz pokojowy na Jasnej Górze, opo wiada, jak Damazy zwrócił się do niego po farby do zamalowania ścian w celi, przyczem powtarza to samo, co zeznał na śledztwie pierwiastkowem, a co jest znane z aktu oskarżenia. — Po wymyciu przez Załoga podłóg w pokojach celi, umalowałem sam podłogi
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 23.09.19, 00:58
            Oskarż. Damazy. — Nie pamiętam dobrze, ale, zdajte się, że były to wybory nowego przeora, pożyczyłem ową siekierkę do czegoś, leżała pod piecem. Zbijałem nią pudło do książek, które wziąłem do Warsza wy, a po zabójstwie wyrzuciłem sie kierkę na korytarz. Wogóle Damazy owe wyjaśnienia dawał chaotycznie, jedno z drugiem bez związku, tak, że ostatecznie nie wiadomo, czy zabił Wacław r a siekierką Bernatowicza, czy też tą, którą zdobyło śledztw o, a niewiadomego pochodzenia
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 24.09.19, 15:41
            Stefan Kubicki, urzędnik kolejowy z Łaz, daje wyjaśnie nia co do pobytu Damazego Macocha w Łazach u aptekarza Krawczyńskiego i wycieczce do Niegowonic przed wy jazdem Macocha do Krakowa. Szcze" góły te są znane z aktu oskarżenia dodaje przy tem świadek, żeo pobycie, Macocha zawiadomił policyę w Czę stochowie. Na dwa tygodnie przedtem Damazy był u świadka, mówiąc, że otrzymał posadę w Warszawie, przyjechał go więc pożegnać. Znał i Wacława, któ rego stosunki z Damazym były raz do bre, raz złe. Damazy bywał często u niego w r do mu i świadek często odwiedzał Dama- żego w celi, Wacława spotkał u Dama- Zego trzykrotnie, widywał też Star czewskiego. Prezes: Czy Damazy swatał siostrę pańską z Wacławem? Św.: Nie. (Macoch uśmiecha si— Czy pan widział kiedykolwiek podsądnego w towarzystwie kobiA? — Raz w korytarzu klasztornem spotkałem Damazego z Wacławem i ja kąś kobietą. Prokur.: Czy mówił panu Damazy, że Wacław tak mu dokuczył, iż żałuje, że go ożenił z Heleną ? Św.: Tak jest, mówił. — Czy pan wie co o stosunkach Da mazego z Heleną? — Nic nie wiedziałem. — Czy pan poznajomił Wacława z siostrą swoją? — Tak. — Czy to prawda, że siostra pańska miała 5,000 rb. posagu. — Nie. Ad w. Kleyna: W jaki sposób panu wyraził Macoch to, że Wacław mu się sprzykrzył ? Św.: Powiedział mi, że mam go do tąd (robi giest ręką przy szyi). Adw. Kor.-Piotr.: Wszak siostra żo ny pańskiej nazywa się Umińska? — Tak. — Czy pan radził Macochowi porzu cenie kapłaństwa i ożenienie się z żony siostrą, za którą dostanie 3,000 posagu.? — Nigdy tego nie radziłem. Prezes: Czy Damazy lubił się upi jać i z kobietami przestawać? Św.: Trunki pił, ale nie miałem go za pijaka, o kobietach nie nie wiem. Sędzia Gubskij: Jaki charakter miał Damazy? Św.: Spokojny.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 24.09.19, 21:18
            Maryanna Kosmala, służąca Heleny Macochowej w War szawie. Zgodzona została przez kantor do p. Macochowej w d. 3 czerwca, zeznaje szczegóły znane z aktu oskarżenia. Prezes: Czy pani wyjeżdżała do kąd? Św. Przed ślubem wyjeżdżała do Częstochowy, skąd wróciła z księdzem i narzeczonym. Ślub odbył się zaraz, cztę weselną sprawiono w hotelu Eu ropejskim. Było to w sobotę, a następ nie przez 3 dni bawiono się w domu. — Czy świadek uważała księdza za krewnego pani? — Tak jest. — Czy Damazy sypiał w jednym po koju z panią? — Nigdy, pani zawsze spała w sy pialni, a ksiądz w alkowie, przedzielonej pokojem stołowym. — Czy matka pani bywała ? — Bywała i matka i brat. -—- Czy długo pani mieszkała na Że laznej ? — Trzy dni. — Czy' bywał ks. Damazy z Zało- giem? — Bywał i nawet razem przy jednym stole jadali co się pani mojej bardzo nie podobało, ale było to na wyraźne żą danie ks. Damazego. Prokur. Czy po weselu zaraz się rodzina rozjechała? . Św. Wesele było w sobotę, a w r e wto rek wieczorem rozjechali się. W dzie sięć dni później pan i pani wyjechali do Krakowa. Pewnego razu przyszedł list, wzywający pana do Częstochowy. Pani chciała z panem jechać, lecz pan powiedział, że na krótko jedzie i za dwa dni wróci, lecz nie wracał, nato miast przyjechał ks. Damazy z Zało- giem. Po wyjściu Załoga z bratem pa ni na miasto, ks. Damazy miał jakąś z panią rozmowę, po której pani pła kała, była smutna i zdenerwowana. Na zapytanie, dlaczego plącze, dowiedzia łam się, żepan wyjechał do Ameryki, porzuciwszy panią. Adw. Korwin-Piotrowski: Świadek zeznawał, że jakieś listy' spalone zostały w piecu, poczem to poznał? Świadek: Po popiele, pozostałym w pie— Jak wyglądał ten ananas, który jedli i jak go się je? — Ananas jest żółty, podłużny — odpowiada śmiejąc się Kosmala i je go się na surowo. — Czy przychodziły jakie dwie ko biety do ks. Damazego? — Przychodziły raz dwie kobiety, ale do mieszkania nie weszły. Po pytaniach, zadawanych Kosmali przez adw. Rudnickiego, Chądzyńskie go, przerwę zarządzono
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 29.11.20, 13:27
            Film był wieczorem a zaraz następnego dnia dowiedziałyśmy się o zabójstwie w parku Kościuszki. Nasze pierwsze skojarzenie - być może bezsensowne - było takie, ktoś był na tym filmie....
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 30.11.20, 14:11
            NOWACKA. POLICJA OPOWIADA BZDURY. MY ICH ROZLICZYMY - Wyborcza - 30.11.2020
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 30.11.20, 14:37
            KARDYNAŁ ZA KRATKAMI NAPISAŁ WIĘZIENNE WSPOMNIENIA - Interia - 30.11.2020
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 01.12.20, 13:08
            SAMORZĄDY W MIASTACH WYŁĄCZĄ ŚWIATŁA - regiony.rp.pl/ - 01.12.2020
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 01.12.20, 15:22
            Jestem ciekawa do ilu przestępstw dojdzie w tym czasie? W tym roku wyjątkowo oszuści i złodzieje nie próżnują.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 06.12.20, 13:39
            TRAGEDIA W JASIENICY, KIEROWCA PRZEJECHAŁ MĘŻCZYZNĘ KTÓRY LEŻAŁ NA PODJEŹDZIE - Gazeta - 06.12.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 14.03.15, 19:27
          Kolejna, wniesiona przez regenta cieszyńskiego sprawa o czary pochodzi z r. 1703. Jest ona jedyną, którą nie był zainteresowany skarb państwa, dotyczy czarów, nie związanych z pieniędzmi; także jedyną, którą zainicjowały nie władze, a sami rzekomo poszkodowani przez "czarownika" ludzie. Sześciu mieszkańców Jaworzynki oskarżyło o czary współmieszkańca wioski, Michała Dragona. Sam oskarżony niewiele chyba sobie z tego robił; był "wybrańcem", służył na szańcach, bronił go sam komendant załogi. Wydaje się, że i regent cieszyński nie brał sprawy zbyt poważnie i odesłał ją do Wrocławia z samego tylko obowiązku; w swym piśmie tłumaczył, że aresztowanie Dragona naraziłoby Komorę
          Cieszyńską na kłopoty i wydatki na jego utrzymanie w Cieszynie, że nie ma żadnych dowodów jego winy, a poza tym aresztowany Dragon odniósłby się niechybnie do sądu apelacyjnego,
          co przysporzyłoby jeszcze kłopotów i wydatków. Być może, komendant szańców naświetlił regentowi bardziej szczegółowo tło tego oskarżenia; mógł to być jakiś konflikt lokalny, zemsta
          mniej szczęśliwych rywali lub nagonka ze strony zawistnych sąsiadów - w "wybrańcach" tradycyjnie służyli chłopcy najbardziej dorodni, a za swą służbę otrzymywali niezły żołd. Ludzie poważni, wykształceni, coraz bardziej zdawali sobie sprawę z utrzymujących się w odległych zakątkach zabobonów i w oskarżenia o czary woleli zbyt pochopnie się nie angażować. Nadchodził wiek Oświecenia. W jego połowie (r. 1756) zarząd prowincji
          przesłał do przedstawicieli biskupa w Cieszynie zarządzenie cesarskie w sprawie szerzących się między ludem przesądów i zabobonów, które po raz kolejny zalecało, aby niezależnie
          od wydawanych w tej sprawie nakazów dla władz także proboszczowie i misjonarze w swych kazaniach i na lekcjach religii jak najczęściej wyjaśniali ludowi szkodliwość wiary w zabobony i aby zwalczali wszelkie przesądy.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - procesy o czary 21.09.19, 21:53
            — 17 - dwóch dniach wrócili do Krako wa, a następnie pojechali do Wiednia. W marcu 1907 roku Helena Krzyżanowska porzuca zajęcie w telefonach łódzkich, gdzie po bierała 50 rb. miesięcznie i mie szkanie, i przeprowadza się do Warszawy jako nauczycielka mu zyki. Lekcyi nie dawała i da wać nie mogła, bo grała źle na fortepianie, a chociaż ro dzice pomocy jej nie dawali, bo środki ich własne były bardzo ograniczone, Krzyżanowska wy najęła w Warszawie w domu Nr 23 w Alejach Jerozolimskich bardzo porządne mieszkanie, złożone z trzech pokojów. Za samo umeblowanie zapłaciła przeszło 3,000 rb. Mieszkała tam, nie zajmując się niczem, a mimo to nie krępując się wydat kami. Po pewnym czasie miała już kapitał 5,620 rb. złożony w Towarzystwie wzajemnego kre dytu, a jeszcze później przejęła na siebie dług rodziców 5,000 rubli, który spłaciła gotowizną. W r. 1908 Krzyżanowska uda je się z siostrą Ireną (niezamę żną) za granicę i przez całe dwa miesiące mieszka w Bernie, do kąd przybywa też i Macoch. W październiku 1909 roku Krzyża nowska w towarzystwie Maco cha i Jana Starczewskiego, ojca Izydora Starczewskiego, znowu odbywa podróż zagraniczną, ale tym razem pod nazwiskiem He leny Macochowej. j Nazwisko zmieniła w ten spo sób: } W styczniu 1909 roku Dama zy Macoch namówił ożenił się z Heleną Krzyżanow ską, obiecując dać jej 10,000 rb. posagu. Franciszek Macoch był wtedy pomocnikiem pisa rza w Lipiach. Gdy ten zgodził się, Damazy wezwał go do Czę stochowy i posłał do Jana Moży- kowskiego, gdzie Franciszek po znał się z Krzyżanowską i o- świadczył się jej. Oświadczyny zostały przyjęte. Oznaczono dzień ślubu. Krzyżanowska po wiedziała pewnego dnia narze czonemu, aby po ślubie nie był zazdrosny. Słowa te skłoniły Franciszka do wejrzenia bliższe go w stosunek, jaki zachodził między jego bratem a Krzyża nowską. Po pewnym czasie przekonał się, że są oni kochanka mi i ślub nie doszedł do skutku. W tedy Damazy opowiedział kre wnym i znajomym, że brat jego umarł, lecz na łożu śmiertelnem poślubił Krzyżanowską. Ta powtarzała toż samo i nawet za częła nosić żałobę, jakoby po zmarłym swym mężu. Do sio stry swej, Zofii Zajączkowskiej, pisała, że po mężu otrzymałaspa- dek, wynoszący kilka tysięcy rubli. Krzyżanowskiej potrzebne by ły teraz odpowiednie dokumen ty, których sporządzeniem i do starczeniem zajął się Damazy Macoch. Udał się on do grawe- ra w Częstochowie, Lucyusza Cyganowskiego, i zamówił u nie go pieczęć metalową z herbem państwowym i z napisem: “urzę dnik stanu cywilnego parafii Pa- rzymicchy.” Pieczęć tę znale ziono następnie w jego rzeczach. Gdy pieczęć była gotową, — 18 20 kwietnia 1909 tr. Nr. 35, w którem powiedziano, że Kacper Macoch w dn. 23 lutego 1909 r. zawarł związek małżeński z He leną Katarzyną córką Mikoła ja Krzyżanowską. Na świade ctwie tem znajdowała się pie częć, zrobiona przez Cyganow- slciego i podpis sfałszowany ks. Aleksandra Dakowskiego, pro boszcza par. Parzymiechy. Następnie pod datą 24 maja 1910 r. Nr 76 sporządzono akt drugi: że dnia 6 marca o godz. 12 w południe zmarł pisarz gmin ny, Kacper syn Pawła Macoch, pozostawiwszy po sobie żonę, Helenę Katarzynę z Krzyżanow skich. Na tym akcie widniała takaż sama pieczęć i takiż pod pis ks. Dakowskiego. Dnia 7 maja 1909 roku Dama- zy Macoch udał się do osady Drzewicy, w pow. Opoczyńskim, gub. Radomskiej, gdzie wtedy Krzyżanowska zapisana była do ksiąg ludności i w urzędzie gminnym zażądał wydania pasz portu dła wdowy po Kacprze Macochu, Heleny Katarzyny córki Mikołaja Macochowej, z domu Krzyżanowskiej. Doku mentów żadnych naówczas Ma coch nie złożył, lecz powołał się na stan swój i prosił, ażeby wie rzono mu na słowo. Popewnem wahaniu ze strony wójta i pisa rza gminnego, wygotowano pasz port. Za tym paszportem' Krzy żanowska mieszkała w Warsza wie. Po nieudanej próbie ożenienia Franciszka Macocha z Heleną Krzyżanowską, Damazy zbliżył 6ię do bratanka swego, Wacła wa Macocha, z którym do tsu pozostawał w stosunkach nieprzyjaznych. Od 1902 do 1907 r. Wacław służył w Czę stochowie jako urzędnik poczto wy! U Damazego Macocha ni gdy prawie nie bywał, a w roz mowach z Chęcińskim wyrażał się o nim jaknajgorzej. Kiedyś ze wstrętem opowiadał, jak Da mazy proponował, aby zapro wadził go do kobiet złego pro wadzenia, a gdy Wacław' odmó wił, pojechał w tym celu do War szawy. Kiedyś w r. 1907, spa cerując po alei częstochowskiej, Chęciński, przyjaciel Wacława, spostrzegł Damazego Maco cha, idącego z jakąś młodą ko bietą. Na pytanie, co to za je dna, Wacław odrzekł, że to ko chanka Damazego i że pracuje w telefonach w Łodzi, a przyjeż dża ciągle do klasztoru. W r. 1907 W acława Macocha prze niesiono do Kalisza, a następnie do Granicy. Na wiosnę 1910 roku Wacław Macoch przyjechał do Chęciń skiego i oznajmił, żesię żeni. Opowiadał iż dostaje 20,000 rubli posagu, że narzeczona ma kosztowności za kilka tysięcy rubli, a gotowizną 6,000 rubli, że dzień ślubu już wyznaczony i wesele odbędzie się w hotelu Europejskim w Warszawie. Gdy Wacław pokazał fotografię na rzeczonej, a Ch. poznał w niej tę, którą Wacław' nazywał ko chanką ks. Damazego, zaczął on namawiać Wacława, ażeby się nie żenił. Wtedy Wacław r Macoch odpowiedział, że w gruncie rze czy wszystko mu jedno, kto będzie przyszła jego żona, a - 19 - Dnia21 maja 1910r. wklaszto- rze odbyły się zaręczyny Wacł. Macocha z Hel. Krzyżanowską, na których był i Damazy Ma coch. Między trzema temi oso bami rozpoczęła się wymiana listów, doskonale ilustrująca wzajemny ich stosunek. Helena Krzyżanów ska zakochała się w- narzeczonym; stosunek zaś te goż do narzeczonej był wprost przeciwny. Byl on zupełnie obojętny i nie chciał poprostu odpowiadać na jej płomienne listy. Nie chciał on nawet wy znaczyć daty ślubu i datę ozna czyła Krzyżanowska, po nara dzie z Damazym Macochem. Urządzeniem wesela zajął się Damazy, który sam nawet ob- stalowal ubranie dla narzeczo nego. 11 czerwca 1910 roku Wa cław Macoch poślubił Helenę Krzyżanowską w Warszawie w kościele pp. Wizytek, a ślub dawał Damazy Macoch, w a- systencyi Izydora Starczewskie go. Helena Krzyżanowska ślub wzięła jako Helena Macochowa. Nazajutrz w kancelaryi parafii św. Aleksandra w Warszawie sporządzono akt ślubny na za sadzie złożonych przez Dama- zego Macocha i nowożeńców do kumentów fałszywych o ślu bie Kacpra Macocha i o zgonie tegoż. W escle odbyło się w ho telu Europejskim w Warsza- w-ie i jak opowiadał Wacław Chęcińskiemu, za kolacyę zapła cił 1,000 rb., a za ślub 350 rub. Gdy Ch. wyraził zdziwienie, skąd wziął tyle pieniędzy. Wacław odrzekł, że pieniądze te dał ks' jął dla nich mieszkanie w' War szawie i kupił całe urządzenie
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te bliższe nam 18.04.15, 23:08
        Głupota małolatów naprawdę powala.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 18.04.15, 23:09
        PRZEZ GŁUPOTĘ NASTOLATKA EWAKUOWANO 320 UCZNIÓW I PRZEDSZKOLAKÓW - Dziennik Zachodni - 18.04.2015
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 18.04.15, 23:11
        HANDEL KOBIETAMI NA ŚLĄSKU - Nasze Miasto - 18.04.2015
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 18.04.15, 23:11
          Naiwność i to nie tylko pań czasami rzeczywiście powala na kolana.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 21.04.15, 21:58
        ROZKOCHAŁ KOBIETĘ A POTEM UKRADŁ JEJ BIŻUTERIĘ WARTĄ 60 000 - Gazeta.pl - 21.04.2015
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 21.04.15, 21:59
          No cóż, przecież to nie pierwszy taki przypadek. Kiedyś nie było portali randkowych więc ludzie poznawali się przez ogłoszenia. No i przecież mieliśmy "Tulipana" oszusta wszech czasów. A przecież zawsze znajdzie się jakiś naśladowca.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 21.04.15, 22:01
        Najgorsze jest to, że od wieków (nie od lat) a od wieków kobiety dają się nabierać na "czułe słówka" a czasami...nie jest im żal biżuterii a obietnic.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 02.06.15, 22:52

      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.06.15, 20:50
        Peter Kürten (ur. 26 maja 1883 w Kolonii, zm. 2 lipca 1931) – niemiecki seryjny morderca zwany Wampirem z Düsseldorfu. Sprawca co najmniej 9 morderstw.
        Był trzecim z trzynaściorga dzieci; jego rodzina żyła w biedzie przez ojca alkoholika. Dzieci często bywały świadkami stosunków seksualnych swych rodziców, zdarzały się też kazirodcze stosunki ojca z córkami i pomiędzy rodzeństwem
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.06.15, 20:50
        Kürten twierdził, że zabijania nauczył go sąsiad – hycel. Ten pokazał mu jak się maltretuje i zabija psy. Wtedy zabijanie bardzo go zafascynowało. Niedługo potem Kürten popełnił swe pierwsze morderstwo, spychając dwóch rówieśników z tratwy, którą pływali po Renie.
        Gdy Kürten miał 13 lat, rodzina przeprowadziła się do Düsseldorfu. Tam uciekł z domu i żył z napadów rabunkowych. W wieku 15 lat został aresztowany za kradzież i wkrótce otrzymał pierwszy z 17 wyroków, jakie miały złożyć się na 27 lat jego życia. Do roku 1904 Kürten częściej przebywał w więzieniu niż na wolności.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.06.15, 20:51
        25 maja 1905 roku włamał się do gospody pod nieobecność właścicieli i zamordował ich 13-letnią córkę. Kürten udusił ją i dla pewności, że nie żyje, poderżnął jej gardło scyzorykiem. Niedługo po tej zbrodni został przyłapany na kradzieży i następne 8 lat spędził w więzieniu
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.06.15, 20:56
        Pierwsza zbrodnia. Morderca opowiada w krótkich słowach o zamordowaniu 10-letniej Krystyny Klein, córki restauratora w Kóln-Miilheim.
        — Chciałem w łaściwie k r a ś ć — mówi Kurten — ale g d y zo b a cz y łe m śpiące dziecko, prz y s z ła mi chęć z a m o rd o w a n ia go. Zaczęłem dusić, a potem przeciąłem tętnicę.
        Powiedziałem przecież już raz, mówi Kiurten, że zapomniałem o wszystkiem , gdym ujrzał
        dziewczynkę. P o dokonaniu tej pierw szej zbrodni, pow iada
        Kiirten — poszedłem do jakieś szopy, i zabrałem stamtąd topór z zamiarem zamordowania każdego, co nawinie mi się pod rękę. Osoba, k tó rą bym w tej chwili spotkał, nie ży łab y pięciu m inut. W róciłem do restauracji, ale nagle ogarnął mnie lęk, w obec czego porzuciłem topór i zbiegłem . — W tym czasie napadł oskarżony na 20-letnią dziew czynę i dusił ją.
        —M iałem zam iar zam ordow ania jej pow iada na to spokojnie Ktirten. W idok ran spraw ia mi przyjem ność. K iedyś uderzyłem toporem jakiegoś m ężczyznę w głowę. T o zadow oliło mnie — ro zkoszow ałem się otw artą raną. To zapew ne sadyzm — mówi Ktirten dalej. Dnia 13 lipca 1913 r. zostałem znowu aresztowany za kradzież i skazano mnie na sześć lat karnego więzienia. K arę p rzedłużono mi za bunt i wyszedłem na wolność dopiero w roku 1921.


        Bezpośrednia relacja z procesu Kurten-a
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.06.15, 20:57
        Powróciwszy do Düsseldorfu w 1921 roku, Kürten rozpoczął uczciwe życie. Ożenił się i znalazł pracę w lokalnej fabryce. Jednak w 1929 jego mordercze skłonności powróciły. Do lipca 1929 Kürten dokonał dwóch morderstw i trzech napadów, których ofiary cudem przeżyły. W sierpniu 1929 znaleziono ciała dwóch dziewczynek (5 i 14-latki), obie zostały bestialsko uduszone. I tak do listopada liczba ofiar Petera wzrosła o 4 zamordowane kobiety. Doszło też do 5 napadów, jedna z ofiar podała opis sprawcy napadu.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.06.15, 21:02
        Kurten podpalaczem. Zarzuca panu oskarżenie, że byt pan podpalaczem. Czy z tych samych motywów ?
        — Pierwszy raz — powiada Kurten — podpaliłem w roku 1904. Podniecałem się krzykam i i wołaniem o pomoc. Co to była dla mnie za rozkosz! Pozostałem zawsze na miejscu, aby nie utracić ani ludnego szczegółu, podpalałem za w sze za m iastem . W y p r o w a d z iłe m się do A ltenburga, gdzie z a p oznałem żonę. I tam ją poślubiłem. A potem przeniosłem się znow u do 1 iisseldorfu, a b y pofolgo w a ć moim namiętnościom . Okazji było dosyć. S łońce w iosenne przebija pop rze z os-zklenie sali, w której p o tw ó r skła d a s w ą ponurą, okropną spowiedź. O bok niego stoi tylko jeden policjant. W ś r ó d au dytorium zalega cisza. Nie sły c h a ć c h a r a k te r y s ty c z n y c h słó w oburzenia, jakie padają z a z w y c z a j w procesach kryminalnych. Odnosi się wrażenie, jakoby 'c a ł y ten o k ro p n y d r a m a t r o z g r y w a ł się w* sali w y k ła d ó w anatom icznych, w której nie ro z kłada się i nie ćw iartuje ciała, lecz analizuje się sumienie ludzkiego potw ora. W głębi p rzy ścianie w id a ć olbrzym i, c z a r n y piec żelazny. P a tr z ą c na ten piec, m yślę mimowoli o drugim p otw orze, k tó r y palił sw e ofiary, o L andru. — P r z y b y ł pan za te m do Dusseldorfu, ab y rnódz działać w ed łu g w e w n ę trz n e g o p ę d u ? P rz y c h o d z im y zatem do k r w a w e g o napadu na panią Kiihne w roku 1929. Ja k że ż to b y ło ? — U d e rz y łe m na nią nożycam i. Z ogrom nem zaciekaw ieniem i upodobaniem p r z y p a try w a łe m się
        ściekającej krw i. Ż yła jeszcze. Z ostaw iłem ją. ale nie o dszedłem daleko, g d y ż chciałem zobaczyć, co stanie się dalej. N ożyce zaniosłem do naostrzenia, g d y ż p rz y uderzaniu odłam ał się jeden koniec. P o w r a c a łe m na miejsce zbrodni dw ukrotnie. g d y £
        chciałem zobaczyć, c o tam się dzieje. — W Dusseldorfie — m ów i sędzia — u tr z y m
        y w a ł pan ro zm aite stosunki z dziew cz ętam i? T ak! M ie w ałe m z a w s z e po dw ie kochanki. Ale s p r z y k r z y łe m im się. O s k a r ż y ły mnie, ż e je d-uszę, policja nie z a r e a g o w a ła jednak wmwczas. O d m aja 1928 r. p o c z ąwszy napadał pan stale na kobiety. Dlaczego? Nie chciałem im w y r z ą d z ić nic złego. C h o dziło o n apę dze nie im lęku — nic więcej. C iesz y łem się jak dziecko, g d y sły s z a łe m ich k rz y k . D op iero
        w r. 1929 d o z n a łe m napadu. P ra g n ą łe m krw i, c z y młodej lub starej, to zupełnie obojętnie. G d y b y mi w e s z ło w drogę n a w e t zw ierzę, to zabiłbym .
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.06.15, 21:05
        — C z te ry dni później po napaści na panią Kuhne, z a s z ty le to w a ł pan m a łą R ó ż ę Ohliger — m ów i sędzia. — B y łe m ogrom nie podnie co n y w ten c za s. O 10 k r o k ó w od m ego m ieszkania ujrzałem pła cz ąc e dziecko. Z aczepiłem m a le ń s tw o sc h w y c iłe m za rą c zk ę i w y p ro w a d z iłe m je w pole. W y c ią g n ę łe m nożyce, u d e rz y łe m kilka razy. Dziecko nie żyło. J a zbiegłem. — C zy d o z n a w a ł pan po tym cz y n ie ulgi?
        — T a k — panie sędzio. O 1 I-tej w nocy pow ró c iłe m do trupa. Z domu za b rałe m naftę, ale w nocy nic nie zrobiłem. D opiero nad ranem o god zinie 6-tej w y b ie g łe m do trupa dziecka jeszcze raz o b la łem sukienki naftą i podpaliłem. P łom ie n ie w y w o ł y w a ł y w e mnie rozkosz. — Krótko po tern, 13 lutego z a m o rd o w a ł p a r niejakiego S c h e e r a ?
        — T ak ! U d e rz y łe m go nożycami! — U derze n ie m usiało b y ć g łę b o k ie ? p y ta sędzia — M usiało b y ć głębokie — o d p ow iada Kiurten «— g d y ż m usiałem długo mozolić się, zanim zdołałem wyciągnąć nożyce z ciała
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.06.15, 21:07
        — Jakżeż zapoznał się pan z pokojówką Hahn?
        — Chodziłem bez celu po Dusseldorfie. W parku siedziała na ławce ładna dziewczyna. Zaczepiłem ją i wyznaczyłem jej spotkanie na następną niedzielę. Poszliśmy wspólnie do Dortmundu, do młyna. W drodze powrotnej zraniłem ją najpierw, a potem dobiłem nożycami. Zwłoki ukryłem w zaroślach.
        — Pochował je pan?
        — Wróciłem następnego dnia i przesiedziałem przy trupie z pół godziny. Poszedłem potem po
        łopatę i postanowiłem zwłoki zakopać w ziemi. Wróciłem o północy i pogrzebałem moją ofiarę
        w polu. Do domu przybyłem około 5-tei rano. Przedtem umyłem się. Spałem dość długo i spóźniłem się nazajutrz do pracy.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.06.15, 21:08
        — Zwłok nie odnaleziono, a w e wrześniu zaczął pan pisywać listy. Dlaczego? — Ot poprostu dla tego, żeby wywołać sensację. Doznawałem niewypowiedzianej rozkoszy, gdy widziałem wzburzone i poruszone do żywa masy. — Jeden z listów pisał pan do redakcji „Diisseldorfer
        Stadtanzeiger“, a drugi do policji. Gzy tak?, — Do listów tych dołączałem szkice. Ale nic -
        były to szkice dokładne. Chciałem zadrwić sobie z policji. I dla tego też pierwotnie nie odnalazła ona nic.— Aż do czasu, gdy przesłał pan drugi, dokładny szkic, według którego odgrzebano zwłoki ofiary pańskiej.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.06.15, 21:11
        Dwie, które ocalały
        Dnia 20 sierpnia z a m o r d o w a ł pan H a h n ó w n ę . a już n a z a j utr z n a p a d ł pan z no wu na dwie n i e wi a st y — .Mantełowa i Goldhausen. Gdzie pan je z ap o zn a ł?
        — W Lierenfeld.
        — Jednej z a da ł pan t y m r a z em uderzenie w okolicę serca. Dla czego ta z m i a n a ?
        — T e g o nie wiem.
        — G ol dh a u s e n ó w n ę u d er z ył pan w plecy.
        — W r ó c i ł e m w t e d y bez noża do domu — mó wi Kiirten.
        — Nóz utkwił w plecach d z i e w cz y ny . Całemu tygodniami w a l c z y ł a m i ę dz y ż yc i em a śmiercią
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.06.15, 21:15
        Zam ordowanie dziecka podczas odpustu i inne zbrodnie.
        — C z t e r y dni później z a m o r d o w a ł p a n w c z a si e o d p u s t u d w o j e dzieci w F le he . — 14-to letnia L e n z e n i pięcioletnia H a a r m a c h e r . Z w a b i ł e m dzieci i k up i ł e m im s ł o d y c z y , p o t e m p o s z e d ł e m z niemi z placu z a b a w y w pole. Chca.c
        się p o z b y ć s t a r s z e j d z i e w c z y n k i , p o s ł a ł e m ja po p a p i e r o s y , a w t y m c z a s i e z a m o r d o w a ł e m pięcioletnia. P r z e d t e m d u si ł e m ja. ( i d y w r ó c i ł a d z i e w c z y n a z p a p i e r o s a m i i z o b a c z y ł a m a ł e d z i e c k o w k r w i ,
        z a c z ę ł a k r z y c z e ć i ch ci ał a zbiedz. D o g o n i ł e m ja i z a s z t y l e t o w a ł e m .
        — Z a r a z p o t e m n a p a d ł p a n na 25-letnia Schu lt e. J a k ż e to pan ja z a p o z n a ł ? — Z a c z e p i ł e m ja. z a c z ą ł e m r o z m a w i a ć i z a p r o p o n o w a ł e m p r z e c h a d z k ę na d r u g ą s t r o n ę R e n u Z g o d z i ł a się. G d y c zu ła się z m ę c z o n a , u si e dl iś my nad r z e k a na ł a w c e . N a g le u d e r z y ł e m ja s z t y l e t e m , r a z
        d r u g i i dz ie s ią t y. D z i e w c z y n a z a c z ę ł a w z y w a ć p o m o c y — w i ę c uci ek łem. — Dnia 30 ' w r z e ś n i a z a m o r d o w a ł pan Idę R e u t e r . — P o z n a ł e m ja w sali ta ńc a . O k o ł o p ó ł n o c y w y s z e d ł e m z nią n a d R e n i u si a d ł e m na ła wc e. Na gl e u d e r z y ł e m ja k il k ak r o t n i e m ł o t k e m . Nic c h c i a ł a ze m n ą p o c z ą t k o w o iść, ale później z g od z ił a się i po szł a. C z t e r n a ś c i e d ni później, z a m o r d o w a ł p an 20- let nią Elizę D o r r i e r w p a r k u w ten s a m s po s ó b . A 13 li st opa da z a s z t y l e t o w a ł p a n pięcioletnia A l b er m a n n ? — Z g a d z a się.
        O z a m o r d o w a n i u pięcioletniej G e r t r u d y A l b e r m a! i p o w i a d a t a k ;
        —— Szukałem ofiary w m ieście, gdy w tem zobaczyłem b aw iące się dziecko. Zaczepiłem je i spacerowałem z niem w tę i ow ą stronę. O pow iadahvaj łem dziecką, jakąś bajkę. I szliśm y i szliśm y dalej i dalej, aż d ziecko uczuło zm ęczenie. W ziąłem je w te d y na rękę i niosłem je i niosłem , aż b yło jeszcze bardziej zm ęczon e. D roga do śm ierci b yła daleka.,O g l ą d a ł e m f ot ografi ę t e g o b i e d a c t w a . Cał c i a ł ko p o k ł u t e n o ż e m . J uż ta j e d n a z b r o d n i a m r o zi k r e w w ż y t a c h i b ud z i p y t a n i e , jak n a l e ż y u k a r
        a ć t e g o p o t w o r a , k t ó r y to u c z y n i ł ?
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.06.15, 21:15
        Peter Kürten pił krew swoich ofiar. Podczas procesu twierdził, że nauczyła go tego jego sąsiadka, która podczas "wielkiego głodu", gdy Peter miał 7 lat, z litości dawała mu do picia krew zwierząt domowych, głównie kaczek i w ten sposób prawdopodobnie uratowała mu życie, chroniąc przed śmiercią głodową
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.06.15, 21:18
        Możecie mi wierzyć, skoro powiadam. że byłem spragniony krwi. Nie wychodziłem na miasto, żeby mordować, aczkolwiek mordowanie uważam za najwspanialszą rzecz! Nie zamierzałem
        n. p. zamordować Marji Hahn. Widząc ją taka rozbawiona, taką wesołą, uśmiechniętą, — powiedziałem sobie, że tej, to nie Zgładzę. Chciałem zadać jej tylko kilka ciosów aby trochę krzyczała. Utraciłem jednak przytomność i uderzałem, aż skonała. Dalsze zeznania Kurtena były tak okropne że ze względu na moralność publiczną — powtarzać ich nie będę. — zeznania te składał przy drzwiach zamkniętych.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.06.15, 21:19
        Jestem wampirem! — woła nagle Kurten wśród ogólnego poruszenia dopuszczonych do tajnej rozprawy dziennikarzy i ekspertów. Wiem o tem, jestem wampirem i pragnę ludzkiej krwi!
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.06.15, 21:21
        W maju 1930 roku Kürten wyznał żonie, że to on jest poszukiwanym mordercą i polecił jej by ta opowiedziała o tym policji. 24 maja 1930 roku Kürtena aresztowano. Wszystkie ocalałe ofiary napaści rozpoznały go jako sprawcę.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.06.15, 21:26
        Prokurator zapytuje Kurtena, co miałby do powiedzenia o żonie. Zbrodniarz wyśpiewuje same
        h y m n y pochwalne, mówi o niej, jako o dobrodusznej kobiecie, znoszącej wszystkie jego miłostki. Chwali żonę zwłaszcza dla tego, że nie była plotkarą, ani wścibską. Kiedyś powrócił w zakrwawionem ubraniu. Gdy powiedział żonie, że miał krwawienie nosa, nie pytała więcej.
        Kolejno przechodzi zbrodniarz do opisania morderstwa w Flehe, gdzie zabił 14-letnią Luizę Lenzen i 5-letnią Harmacher. O morderstwie tern pomówię osobno. Przewodniczący przechodzi następnie do omówienia sprawy kupca Kornbluma. którego Kurten uderzył d w a razy nożem, nie zamieniwszy z nim ani jednego słowa. Przedtem zranił ciężko jakąś kobietę.
        P o dokonaniu tej napaści, zmieszał się z tłumem. Sąd przechodzi nad napaścią tą szybko do
        porządku dziennego, poczem morderca zeznaje w sprawie zamachu na pokojówkę Schulte, dokonanego nazajutrz, po zamordowaniu Lenzen i Harmacher. Panna Schulte zeznała, że oskarżony chciał ją zniewolić — mówi prokurator. — To nie prawda! — woła wampir.
        — Świadek podała dokładne szczegóły. — Dziewczyna podobała mi się — dowodzi
        Kurten, więc po drodze ściskałem ją i całowałem. — Czy to prawda, że dziewczyna błagała pana aby ją oszczędził, że wołała: Wolę raczej umrzeć? — Przejdźmy lepiej nad tem! — odpowiada Kurten. — Po przejściu do sprawy zamordowania Idy Reuter zapytuje przewodniczący, dlaczego zmienił narzędzie zbrodni, dla czego przeszedł od sztyletu
        do młotka. — Sztylet ułamał mi się — m ów i Kiirten. — Pozatem chciałem wzbudzić w mieście jeszcze większą panikę i przekonać policję, że grasuje tu więcej morderców. Oskarżony zeznaje dalej, źe ściągnął Reuterównie pierścionek z palca, aby darować go innej dziewczynie poczem zapewnia sędziego, że pił znowu krew . Przewodniczący przerywa mu i mówi: — Sądzę, że to przesada. Mogło to raz wydarzyć się, ale żeby oskarżony pijał krew każdej swej ofiary, w to nie wierzę
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 03.02.16, 22:12
          Słowacy zbierali w roku 1860 składki na wystawienie pomnika dla Ludwika Sztura głównego krzewiciela literatury slaweńskiej
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.09.19, 21:41
          Po trwąjącem blisko półtory godziny zeznawaniu Krzyżanowskiego, zbadano świadków: Kurnatowskiego, pomocnika Warszawie i Siemiona Lcwonka ora 2 odczytano zeznanie o. Rejmana, znane z akty oskrżenia.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 06.12.20, 20:25
            Szkoda zdesperowanych ludzi. Ale to nic nie daje, bo na nikim - z tych co powinni się zainteresować - to nie robi wrażenia.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 07.12.20, 11:44
            A pan Minister zapomniał, że nawet zła historia to też historia
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 07.12.20, 11:45
            A pan Minister zapomniał, że nawet zła historia to też historia
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 07.12.20, 12:03
            UCZNIOWIE I STUDENCI CHCĄ DYMISJI MINISTRA EDUKACJI - Wyborcza - 07.12.2020
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 07.12.20, 12:28
            ŚWIĘTOKRZYSKIE. PRZEZ BRAK MASECZKI TRAFIŁ DO CELI - Interia - 07.12.2020
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.12.20, 14:15
            https://img8.dmty.pl//uploads/202012/1607428787_4ucwhc_600.jpg
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 09.12.20, 12:17
            TAJEMNICZA CHOROBA W INDIACH - Interia - 09.12.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.09.19, 21:53
          Największą scnsacyę dziś budziły ze znania o. Piusa Przeździcckiego, na ze znania te głównie czekał p. Tiażelni- kow. Gubernator piotrkowski delegował umyślnie w charakterze sprawozdawcy dyrektora swojej kancclaiyi, p. Niko- łajewa. Z punktu prawniczego rodzi się py tanie, kto występuje w charakterze poszkodowanego. W danym wypadku poszkodowanym materyalnie jest madzenie oo. paulinów, które jako la-*' kie nie wystąpiło z akcyą cywilną. Ofiary paulinom składane są dobrowol nie, nad intencyą tych ofiar czuwa je dynie sumienie zakonników. Wpływy, 0 ile zostały obrachowane, są pod bez pośrednią kontrolą przeora, który w ra zie wykrycia przez siebie deficytu, sam to zbadać powinien i o ile brak ten po łączony jest z przestępstwem t. j. do puścił się kradzieży zakonnik, przeor winien zawiadomić wizytatora klaszto- trów, ten ostatni biskupa dyecezyalne- go, a biskup w celu udowodnienia winy 1 ukarania na drodze sądu cywilnego sprawcy kradzieży, — zwraca się do władz odpowiednich. Tego wszystkie go nie dokonano, poszkodowany nie u- jawnil swych pretensyi, czyli sprawa przywłaszczenia pieniędzy klasztor nych, dochodzona ex-oficio być nie mo że. Takie jest zdanie prawników, któ rzy twierdzą, iż proces ten w ramach zbrodni morderstwa toczyć nie powi nien. Zakon, zdaniem tych samych prawni ków, musi być traktowany jak rodzi na, zakonnicy są braćmi, przełożony jest tylko przedstawicielem zewnętrz nym. Gdy nadużycie materyalne zo stanie w rodzinie popełnione, nie za chodzi konieczna potrzeba ujawniania go, tembardziej, gdy rodzina ta nie zwraca się o pomoc na zewnątrz. A skoro pieniądze nie stanowią włas ności publicznej, skoro one mogą być zużytkowane pizcz członków zgroma dzenia dowolnie, czy to na osobisty użytek, czy na użytek ich siedzib, klasztoru, sprawa kradzieży, o którą poszkodowany się nie upomina — zda niem prawników — nie powinna być w niniejszym procesie przedmiotem do chodzenia. I naprz. Macoch karany być może tylko za zbrodnię morderstwa
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.09.19, 22:02
          Prezes sądu odczytuje zeznania, zło żone na śledztwie pierwiastkowem przez obecnego przeora paulinów ks. Ju styna Welońskiego. Między innemi świadek ten dał złe świadectwo moralności o wszystkich trzech księżach oskarżonych, twier dząc, że postępowanie ich było niezgo dne z regułą, wobec czego powiedział im, aby usunęli się z klasztoru i przenie śli się do duchowieństwa świeckiego, przyczem dał im pozwolenie na sta ranie się o miejsca w archidyecezyi warszawskiej. Z przedstawionych mu na śledztwie kosztowności nic poznał takich, które- by należały do skradzionych przedmio tów na Jasnej Górze, ale potwierdził, że Damazy mógł brać pieniądze ze skarbczyka i wota z kaplicy, jeśli miał podrobione klucze. Podprok. Katranowskij prosi sąd o zadanie pytanie Damazemu, ile wno sił sam pieniądzy mszalnych rocznie do kasy klasztornej. Prezes czyni odpowiednie pytanie. Osk. Macoch. Ściśle określić nie mogę. Prezes: Czy oskarżony wnosił takie pieniądze? Macoch: Wnosiłem. — Ile pan wniósł? — Około 800 rubli. Opowiada dalej, że trzech ich: on, Izydor i Bazyli nie chcieli należeć do komuny, gdyż kiedy wstąpił do zako nu, każdy ksiądz otrzymywał pienią dze do swego rozporządzenia, ale osta tecznie zmusił icli do należenia do ko- muny. wysłannik papieski Lamosz. Wówczas Damazy zwrócił się do przeo ra Rejmana o uwolnienie go z klaszto ru, na co ks. Rcjman miał odpowie dzieć: “Ja ciebie nie puszczę, bo cię llibię.”
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.09.19, 22:35
          Piotr Wiernecki, na zapytanie obrońcy H. Macocho-’ wej'zeznaje, że żona świadka miała w Łodzi pracownię sukien, w której uczy ła się siostra Heleny, Janina, ale czy ta siostra założyła później własną pra cownię, tego nie wie. Kupował różne przedmioty w lom bardzie i z tych przedmiotów Helena kupiła u niego przed 7 laty 2 pierścion ki z brylancikami za 50 rb. oraz zega rek z łańcuszkiem. Płaciła sama.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.09.19, 22:38
          Dzień piąty. Zbadano dotychczas 77 świadków. Śledztwo sądowe ciągnie się powoli, napotyka bowiem wciąż na rafy w po staci krzyżowych pytań prokuratora i lawy obrończej.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.09.19, 22:44
          Aleksy Karczmarek, kościelny przy zakrystyi. Pewnego razu, kiedy świadek po szedł na obiad z o. Bazylim, po zam knięciu zakrystyi i korytarzy, wkrótce potem powrócił i zastał drzwi od kory tarzy otwarte. Na dolnym korytarzu spotkałem o. Damazego. Zdziwiło mnie to i pobiegłem zawiadomić o tern o. Bazylego jako kustosza. O. Ba zyli odpowiedział, ażebym na przysz łość pilnował zamykania drzwi. Adw. Chądzyński: Czy drzwi od skarbczyka były wtedy zamknięte? Świad. Zamknięte. — Czy świadek był kiedy w skarb- czyku i czy widział tam pieniądze w skrzynkach na wierzchu i czy skrzynki miały zamki ? — W skarbczyku bywałem, ale czy skrzynki miały zamki, tego nie wiem.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.09.19, 22:46
          Prezes (zdziwiony): To pana za to wydalono? Świad.: Tak jest, panie prezesie, w jedenaście miesiący po wydaniu tego nieszczęsnego paszportu. — I pan dziś jest bez posady? — Tak, panie prezesie, jestem bez kawałka chleba. — Co pan dostał za ów paszport? — Chciał mi coś dać, ale od księdza nie chciałem przyjąć. Zostawił mi tylko bilet wizytowy, prosząc, abym go odwiedził w Częstochowie.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.09.19, 22:52
          Adam Jeżewski, właściciel zakładu golarskiego w War szawie. Prezes. Gdzie pan poznał Damaze go? Świad. U teścia swego Ostrowskiego. — Czem jest teść? — Konduktorem koIejow r ym. A teść gdzie poznał Damazego? — Teść jeździłdo Częstochowy i tam poznał księdza. — Kiedy świadek poznał Heienę Krzyżanowską ? — W r. 1909 u Ostrowskich, z któ rymi się poznała przez Damazego. Dalej zeznaje szczegóły znane z aktu oskarżenia co do zachow r ania się Hele ny i Damazego na imieninach; na któ rych bawili tylko dwie godziny. Ptezcs: Co to były za telegramy, które pan otrzymywał? Świad. Nie wiedziałem od kogo po chodzą. — Ile ich było? — Dwa: W jednym było, że wsz jest w porządku, co objaśnił Da- j —■ Kiedy była panną otrzymała od mazy tem, że nie ma przeszkód do ks. Damazego zegarek z łańcuszkiem, otrzymania wikaryatu, który otrzyma Co zaś do pierścienia, to był zastawio- niebavem. Drugiego telegramu o gro- ny w lombardzie za 100 rb. Ks. Dama- żącem niebezpieczeństwie nie doręczy- zy wziął kwit i wykupił: łem, gdyż ks. Damazy wyjechał i wię cej go nie widziałem. żony i — Czy Damazy chrzcił u pana? — Ks. Damazy trzymał do chrztu brata żony. — Dlaczego na ręce pana przychodzi ły telegramy? — Nie wiem. Nie umawiałem się o to z ks. Damazym. — Czy Załoga pana znal ? 1 kiedy go pan po raz pierwszy widział? — Widziałem Załoga na jakiś ty dzień przed wykryciem zabójcy, był u mnie w Warszawie. — Damazy jadł z Załogą kolacyę u pana? — Tak.— Kiedy się pan dowiedział, że Damazy jest zabójcą Wacława? — Po jego wyjeździe, a dowiedzia łem się z gazet. Dalej potwierdza zeznania na śledz twie pierwiastkowem. Ad w. Korwin-Piotrowski: Czy świa dek widział Damazego w r stanic pija nym ? Sw. : Raz. Jakież miał wady usposobienia, był zły czy dobry ? Zmian żadnych nie widziałem, zawsze był dobry. — Czy pan nie spostrzegał poufałego zachowywania się Damazego względem kobiet? Czy ich nic całował? ■— Nie. • A może tylko w czoło całował? •— Nie. — Czy świadek nie wie, że Damazy dawał prezenty kobietom, np. żonie pańskiej zm dawał, siostrom pańskiej -To one mogą same powiedzieć. - My wiemy', że mogą — mówi o- ! stro obrońca — ale chcemy i od pana się dowiedzieć, żona poprzedniego, elegancko i modnie ubrana. # Prezes: Czy dawno pani znała Da mazego i gdzie go pani poznała? Swiad.: W Częstochowie, przed kilku nastu laty. — Często przyjeżdża! ks. Damazy do Warszawy ? — Dość często. — Kiedy się pani poznała z Heleną? — Cztery lata temu, mówił, że przed stawi nam swoją kuzynkę z Łodzi. Istotn e, przyszedł do rodziców z panną Krzyżanowską, później dowiedziel śmy się, że jest wdową po Franciszku Ma- cochu, bracie ks. Damazego. Ten Franciszek umarł. — Ależ nie umarł, był wszak w są dzie. — Mówiono, że umarł, gdyż zaziębił się na weselu brata Ignacego, a ożenił się z Heleną już na łożu śmiertelnem. — Kiedy pani otrzymała zegarek od Damazego? — Ośm lat temu otrzymałem zegarek zloty, a następnie ks. Damazy wykupił z lombardu pierścionek brylantowy, ale o tern nie wiedziałam. Wzamian też dawałam księdzu prezenty, mianowicie stulę, na którą wydalam 25 rb. — Pani Macochowa mówiła, że pic- nądzc dostaje od matki i ze spadku po mężu. — Gdzie się Damazy w Warszawie zatrzymywał? — Z początku u moich rodziców, a później u wdowy Macochowej. (To pierwsze “wdowieństwo” oska rżonej budżd śmiech w sali). — Ile przyszło telegramów? — Trzy. — Co się z nimi stało? — Dwa oddaliśmy ks. Damazemu, jeden "paliliśmy, był to ostatni, że grozi niebezpieczeństwa 31. — Czy, będąc u pani, mówiła Hele ną, że jest brzemienna? — Tak. — Kiedy tf> było? — Na trzeci dzień po ślubie. — Jakto, już na t— Tak mówiła. (Śmiech). — Jak się dowiedzieli‘cie państwo, że zabójcą jest Damazy, co zrobiliście? — Daliśmy znać do wydziału śled czego, bo ks. Damazy zostawił u nas walizkę z rzeczami. — Czy Damazy mówił skąd ma pie niądze? — Mówił, że wygrał na loteryi raz rb. 800, raz 10,000. Adw. Korwin-Piotrowski: Czy elcs- ksiądz Damazy mówił pani “ty”? Sw.: Nigdy, mówi! mi zawsze panno Anno lub pani Anno. — Czy siostra pani nie dostała od Heleny Macochowej pianina? — Pani Macochowa mówiła, że jak sobie kupi fortepian, to ustąpi siostrze pianino, gdyż wiedziała,że siostra ma zdolności muzykalne, a ja miałam forte pian stary. Kiedy kupiła fortepian, ustąpiła pianino. — Jakto ustąpiła? Czy zapłaciła co za nic siostra? — Nie. — Więc darmo dostała. Następnie obrońca bierze świadka w krzyżowy ogień pytań co do podar ków z szatirami, łubinami, brylanta mi od Damazego, z których to pytań wynika, że Damazy robił prezenty z różnych kosztowności rodzinie Ostrow skich. — Pani dostała naszyjnik, broszę, siostra pani inne prezenty. Świadek zasypany pytaniami i rewe- lacyami miesza się, potwierdza pyta nia i wreszcie pokazuje na szyję: — Oto ta broszka pochodzi też z da ru ks. Damazego. Obrońca przygląda się przez monokl i macha ręką: — To nic osobliweAdw. Kleyna: W jakich okoliczno ściach widziała pani Wacława Maco cha? Swiad. Kilkanaście lat temu stara ła się o miejsce telegrafistki i udała się do proboszcza, u którego się Wacław Macoch uczył, zastała go tam razem z ks. Damazym, który się pytał profeso ra, kiedy' Wacław zda egzamin. — Czy pani wie, że ks. Damazy by wał co roku zagranicą ? ■ — Tak, co roku jeździł na kuracyę. Adw. Korwin-Piotrowski: Wobec sprzeczności w zeznaniach tego świadka 2 zeznaniami męża.co do telegramów, mianowicie mąż mówił, że nie wiedział, iż będą do niego przychodziły', tym- czase, żona twierdzi, iż wiedziała, pro szę o skonfrontowanie obojga małżon ków. Adw. Rudnicki sprzeciwia się kon- frontacyi. Prezes pyta obojga Jeżewskich, jak to było i żona przypomina, że ks. Ma coch obawiał się suspendy ze strony biskupa krakowskiego (?) o to, że opu ścił klasztor. Wogóle wyjaśnienia te były dość niejasne
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.09.19, 23:05
          Zofia Zajączkowska,y- siostra oskarżonej Heleny Macochowej, z rysów tw r arzy podobna do niej, ale przystojniejsza i sympatyczne spra wia wrażenie. Jest wzruszona, na widok jej Helena dostała wypieków na twarzy. Pani Zajączkowska oświadcza, iż jest żoną urzędnika z cukrowni Szre niawa. Mówi, że do tego, co zeznała na śledztwie pierwiastkowem, może do dać, iż po przyjeżdzic siostra Helena prosiła ją, aby nie zatrzymywano ks. Damazcgo, gdyż musi jechać zaraz do Częstochowy, a następnie prosiła, aby ją zaraz zameldować u wójta. Prokur. O czem pisała do państwa Helena Macochowa po ślubie swoim ? Świad.: Pisała, że jest bardzo zado wolona z męża, dobrze ze sobą żyją. — Kiedy ten list pani otrzymała? — W parę tygodni po ślubie. — Jak długo ze sobą żyli ?
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.09.19, 23:09
          Po przesłuchaniu dozorcy więzienne go Pruta i pomocnika naczelnika wię zienia Grabskiego, którzy zeznali od nośnie koiespondencyi więziennej szcze góły znane z aktu oskarżenia, zarzą dzona została przerwa. Następnie zbadano Rocha Panczy- ka i Władysława Nowakowskiego, któ rzy nic nowego, nie powiedzieli
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.09.19, 23:32
          Stefan Pawłowski, b. ślusarz klasztorny. Na zapytanie adw. Chądzyńskiego świadek odpowiada, że Damazy ska rżył się na o. Bazylego, iż małomu pie niędzy daje. Powiedział na to, że chyba teraz tak źle nie będzie, ale Da mazy stanowczo twierdził, iż Bazyli jest gorszy
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.09.19, 23:34
          Eksperci. Prezes odczytał protokóły oględzin trupa w solić. Dr. Gurbski, lekarz powiatowy z Ra domska, oświadcza, że śmierć Wacława Macocha była momentalna; rana, za dana w głowę, była śmiertelna. Raz był zadany siekierą, dość ciężką, o szerokości 10 centimetrów. Ofiara mordu spała podczas uderzenia, o czem świadczą zamknięte oczy i usta, oraz nieco uśmiechnięte usta. — Wszystkie razy inne zadane były w jednym kierun ku, co świadczy, że ofiara spała. Gdy by zamordowany zmienił pozycyę, to i razy byłyby zadawane w innym kie runku. Dr. Szancer przyłącza się do niektó rych szczegółów opinii dra Gurbskiego, ale tego, że śmierć nastąpiła momen talnie, nie podziela. Ofiara mordu mogła się zerwać i chwycić za rękę zabójcę. Dr. Gurbski polemizuje z drem Szan cerem, podtrzymując swoją opinię. Prok. Niedźwiedzki do Gurbskiego: Czy prawda, że w żołądku trupa zna leziono pokarm? Ekspert: Znaleziono około szklanki strawionego pokarmu. Podprok. Katranowskij: Czy była w żołądku obecność alkoholu? — Może była, ale alkohol po kilku dniach zamienia się w kwas octowy, którego zapach dał się czuć.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.09.19, 23:39
          WYJAŚNIENIA D AMAZE GO. Co do Błasikiewicza. — Błasikiewicz nic nie wiedział, na co sofa była mi potrzebna. — 1 Za łóg, nie mogąc sam jej udźwignąć, zwró cił się do n'ego o pomoc. Nie wiedza- łem o tym szczególe, dopiero mi o nim Załóg powiedział. Sołę ustawiono przy drzwiach mojej celi, kiedy byłem w re fektarzu na obiedzie. Po pow'rociemoim z obiadu, sofę wniosłem do celi razem z Załogiem.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.09.19, 23:46
          Co do Heleny Macochowej. — K edym się jej przyznał, że zabi łem Wacława, zemdlała. Aby ją u- spokoić, colnąłem przyznanie i upewni łem, że pojechał do Ameryki. Helena chciała koniecznie jechać za nim
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 25.09.19, 00:00
          zień szósty'. Zbliżamy się do końca. Publiczności zgromadziło się więcej niż zwykle. Godz. 10 min. 40. Nagle w sali zry wa się jazgot piskliwy, to panie obecni’ na sali zaczęły' swój “szczebiot” o mieje scana pierwszych ławkach: “Ja przysz łam pierwsza.” “Nie, ja pierwMnie się należ}’!” Wreszcie woźny spór rozstrzygnął: — Pierwsze miejsca zająć mogą pa nie najstarsze wiekiem. Wszystko naraz umilkto. Dopomi nające się o miejsca na ławkach, prze znaczonych dla świadków, a dziś pu stych, panie siadiy tam, gdzie siedziały. Niebyło najstarszej wiekiem, a z miejsc na ławkach pierwszych zaczęły ko rzystać te osoby, które później przy- ’ sziy. Ale oto nowe zajście. Za stołem prasowym siada p. Sze- bujew, autor zjadliwego artykułu o adw. Kbrwin-Piotrowskim. Ten ostatni zoczył go przez swój mo- nokl i po przez przestrzeń dzielącą stół od iawy obrończej, monologuje: — Szebujew, mógłbyś usiąść gdzie indziej, a nie naprzeciwko mnie, boś mi obrzydł i uprzykrzył się. Nazwa łeś mnie w jednem ze sprawozdań Pu- riszkiewiczem, ale nie zapominaj, że na taki występ od Puriszkiewicza da- wnobyś dostał po twarzy, lecz ja jestem Korwin-Piotrowski i bić cię nie będę, bo szkoda brudzić rękę. Sensacya! * Czekamy, co będzie... P. Szebujew' zmilczał, a dopiero pó źniej mówi do sąsiadów: ■— Pizecież i Puriszkiewicz tak samo odpowiada. Bardzo dobrze. Wesołość ogólna. Wprowadzają więźniów. Rozmowa na temat: ■— Za co zabity został Wacław Ma coch? Jeden z sądowników jest zdania, że na tle roman tycz nem, —przez zazdrość, iż odbił naprawdę Helenę Damazemu. Drugi — źe wiedział o tajemnicy Damazego, który się bał zdrady. | Trzeci powiada: t ' Et, byl to sobie szantażysta, k przeciągnął strunę i Damazy z iry- tacyi zabił go, gdy złość w nim wezbra ła. Sąd wchodzi. Poruszenie. Proszę siąść! Siadamy. Woźny sądowy oznajmia, że zjawił się świadek Władysław Śląskowski. Obrońca Macochowcj prosi o doda tkowe zbadanie ks. Piusa Przcździeckie- go; podtrzymuje tę prośbę obrońca Starczewskiego, prokurator niema nic przeciwko temu. Sąd postanawia zba dać. O. Pius jest po raz trzeci badany. Prezes: Ksiądz byl już zwolniony do domu, czy ksiądz przyrzekł komu pozostać w r sądzie? O. Pius: Nie, dla wiasnej ciekawości chcę pozostać do końca. Adw. Koi win-Pioti owski: Chciał bym się dowiedzieć, czy o. Piusowi wia domo, że zabity w Krakowie Rybak powoływał się na Damazego Macocha, i czy nie słyszał, że ów Rybak chciał w klasztorze jasnogórskim urządzić skład “bibuły” i broni? Prezes: Ależ co to ma do sprawy? Adw. Korwin-Piotrowski: Właśnie, ekscelencyo, chodzi o charakterystykę oskarżonego Macocha. O. Pius: Czytałem w prasie zagra nicznej, którą to wiadomość powtórzy- | la prasa polska tutejsza, że jakiś Ry bak był w porozumieniu z Damazym Macocliem. Prezes: Kto to był ów r Rybak? O. Pius: Nie wiem, był to jakiś pro ces... (Podpowiadają z boku: Trudnow- skiego!) — Proces odbył się w Krakowie. Adw. Korwin-PiotroW’ski: Ależ pro szę świadka, chcielibyśmy wyraźnie u- słyszeć, kto był ów Rybak: prowoka tor? szpiePiczcs (do adw. Piotrowskiego): Pa nie adwokacie przysięgły, nie do pana należy zwracać uwagę świadkowi. (Do świadka): Gdzie pan czytał? O. Pius: Zdaje się w “Czasie” pisano o tem, ale stanowczo nie wiem, aby nieszczęsny brat Damazy byl w poro zumieniu z owym Rybakiem. Prokurator: Na ostatniem posie dzeniu świadek opowiedział nam dzieje zakonu paulinów, czyby nie mógł dziś nam opowiedzieć, dlaczego nastąpiło takie rozprzężenie w klasztorze? O. Pius: Reguła nasza jest surowa, gdyby ją obserwowano ściśle, jestem pewny, że nie doszłoby do takich obja wów, jak naprz. zbrodnia zabójstwa. Regułę naszą, która nie zawiera w so bie absolutnie nic przeciwrządowego, rząd akceptował, pozostawiając nasz zakon. Ale nie wmiknięto w du cha naszej reguły. Ustanowiono dla ^gromadzenia proboszcza (nastojatie- la), któremu nadano wszelką władzę, zarówno na zewnątrz jak i na wewnątrz klasztoru, tymczasem nasza konsty- tucya zakonna zezwala na rozstrzyga nie spraw kolegialnie, przez caie zgro madzenie. Dawniej tak bywało, że o przyjęciu każdego, kto chciał wstąpić do klasztoru, decydował konwent.— Nakaz władz rządowych, a rozporzą dzeń takich pilnują w stosunku do Jasnej Góry wszyscy, począwszy na stójkowym, znalazł się w sprzeczności z regułą zakonną i to właśniedalozupeł- pą władz?przeorowi, który sam przyj mował kandydatów i sam o ich losie decydował. Przed ośmiu laty zwracano uwagę na niewłaściwe postępowanie Damazego przeorowi, który jednak odpowiedział: to nie wasza rzecz, ja jeden tylko mam władzę rozstrzygania spraw takich. Sprzeczność rozporządzeń z regułą coraz większe powodowa'a rozprzężenie, a doszło do tego, że wszystko nie mal działo się bez wiedzy zgromadzenia. Tymczasem co jak co, ale o tem, kto między nas wejdzie, powinniśmy nie- tylko wszyscy wiedzieć, ale upewnić się co do konduity kandydata. Przecież na zakonnika może wstąpić, według prze pisów rządowych, tylko taki mężczy zna, który skończy lat 24, więc z pe wną przeszłością życiową. Dziś te warunki pogorszyły się, bo po strasznej zbrodni w klasztorze wła dze rządowe zabroniły kandydatom przebywać przez czas jakiś sposobem próby, lecz odrazu mają być zakonni kami. Nie mamy więc nawet możno ści poznania ich charakteru, nie mamy możności zaobserwowania w nich do brych czy złych stron duszy. . • Sprzeciwia się to regule paulinów, ale zgodne jest z przepisami rządo- wemi. Wogóle w ingerencyi nie zadawano sobie trudu zaznajomienia się z kon- stytucyą zakonną, ale zalecano to, co sprzeciwiało się zasadom reguły. Adw. Kleyna: Czy wieści o Dama- zym Macochu odnośnie jego rzeko mych stosunków z Rybakiem pochodzi ły ze źródeł bezpośrednich, czy też czerpane byty tylko z gazet? Świadek: Tylko z gazet. Prezes poleca wezwać świadka Slą- skowskiego, który zjawia się., Wynika kwestya co do zaprzy siężenia go. Jeden z adwokatów podchodzi do stołu sędziowskiego i rekomenduje ks. Przeździeckiego na odbierającego przy- sięgę, prezes mówi, że to nie do adwo kata należy, tembardziej nie do adwo kata, który nie jest obrońcą Bazylego Olesińskiego, a świadek właśnie z jego strony jest wezwtany. Tem nie mniej prezes prosi, aby o. Pius odebrał od świadka przysięgę. Ks« V — 95 Przeździecki zdejmuje czarną sutannę i ukazuje się w biaiym habicie, nakła da komżę i stułę i w języku polskim odbiera od świadka przysięgę. Władysława Sląskowski jest zawia dowcą stacy i Radomsk od póftora roku, był przedtem urzędnikiem kolejowym w Częstochowie, jest siostrzeńcem o. Rej mana. Opowiada, że po wyjściu z gimnazyum w Warszawie, sposobił się do sta nu duchownego, skończył seminaryum ' ve Włocławku, był w akademii du chownej w Petersburgu, ale jako kleryk Wystąpił i wszedł na inną kolej życia. Na Jasnej Górze bywai od lat 24, odwiedzał wuja Rej mana po kilka ra zy na miesiąc, znał się z Bazylim dobrze. Kiedy rozeszła się wieść, iż umarł o. Bonawentura Gawełczyk zwrócił się do niego urzędnik kolejowy z Radom ska, Michał Gruszczyński, syn sekre tarza magistratu z Częstochowy i po wiedział, że babka jego Hombkowa da ła do przechowania o. Bonawenturze 5,000 rubli, prosząc, aby świadek do wiedział się, jak to jest z tym depozy tem. Pojechał do Częstochowy i kiedy wszedł do mieszkania o. Romana z Bazylim o znalezionej w celi Gawetczy- ka paczce z 15,000 rubli mówiono o- twarcie, nie kryjąc się przed świadkiem. Kiedy się zapytał wuja Rejmana, czy nic pozostał jaki depozyt w kwo cie 5,000 rb., o. Rejman odpowiedział, że takiego depozytu niema. o tej odpowiedzi, wyszedł z Bazy- rm o jego celi, siedział tam do godz. 10 wieczór i Bazyli szczegółowo opo wiadał mu, jak owa paczka z 15,000 rublami została znaleziona. Przechodząc przez zakrystyę, wi dział Damazego jako dyżurującego tam. Radomsku Izydora Starczewskiego, który mu mówił, że depozyt Hombko- wej jest to tylko bajka. O Damazym świadek słyszał różne niepochlebne wieści i kiedy pewnego razu zwrócił był na to uwagę Rejma- nowi, ten odpowiedział, że boi się usu wać od godności klasztornych Damaze go, gdyż mu zagroził, że tak zrobi, iż klasztor zamknie.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 25.09.19, 00:25
          zień siódmy. 5 Marca. Mowa podprokuratora Katranow- skiego. W zupełności przyłączając się do mowy starszego kolegi w oskarżeniu, chciałbym, panowie sędziowie, do tknąć raz jeszcze niektórych tylko oko liczności niniejszej sprawy, oś-wietlić je pod pewnym i innym kątem i przed stawić pod tym względem swoje kom-inacye. Być może zwróciliście pa nowie uwagę na dziwną z pierwszego wejrzenia konstrukcyę sprawy niniej szej Może panów zdziwiło połącze nie w jednym procesie takich różnoro dnych, nic wspólnego ze sobą nie ma jących przestępstw, jakoto zabójstwo, świętokradztwo, kradzieże, fałszerstwa. Być może zadawaliście sobie pytanie, dlaczego władza oskarżycielska zbudo wała takie pomieszanie. Dlaczego nie rozbiła tego olbrzymiego i skompliko wanego procesu na kilka osobnych— 100 — i zwyczajnych spraw?... Lecz pp. sę dziowie, zabójstwo, biorąc je oddziel nie, czyż to nie ciężka zbrodnia? Czyż to jest rzeczą prawdopodobną, aby mogło się zdarzyć coś podobnego? A może to znowu omyłka sądowa, którą należy jaknajprędzej, póki jeszcze czas, naprawić? Oto, pp. sędziowie, te pytania, które niewątpliwie powstały by przed panami. Panowie sądzicie nie fakty, nie wy darzenia i nie automaty, biorące w nich udział, lecz sądzicie człowieka... Panowie sądzicie go nie według formal nych dowodów, lecz na zasadzie wewnę trznego swego przekonania,według wła snego sumienia. Sądzicie panowie je go duszę, jego złe zamiary, jego prze stępcze dążenia, które wyraziły się czynach realnych, które wylały się na zewnątrz w formie dotykalnej. I oto, Żeby dowieść panom, że niema tu omvł- $ki sądowej, że ta ciężka zbrodnia istot nie spełniona została i spełniona mia nowicie przez tych ludzi, którzy sie dzą przed wami na ławach oskarżonych żeby okazać wam ich duszę, ich zfe skłonności i dążności występne, żeby dowieść wam, iż ludzie ci zdolni do wszystkiego, władza oskarżająca zgro madziła wobec was cały ten materyał. Lecz przechodzę do tej formy, którą gazety nazwały "trup w sofie.” Z tego powodu pisano bardzo wicie. Budo wano domysły i przypuszczenia, dawa no władzom sądowym rady i wskazów ki, wykopywano skądś świadków, a naj więcej w tern wszystkiein było ironii i żartów z nieumiejętności rozróżniania szczegółów, z niemocy wykrycia wino wajców. Przytaczano przykłady wy krycia bardziej zagadkowych zbrodni (dr. Crippen) zagranicą. Przeprowadza no paralelę między akcyą zagranicz iano zawsze nie na korzyść tych ostat nich... A tymczasem władze sądowe krokiem ; wolny'm, lecz gorliwymi szły po zazna czonej drodze i stanęły przed brama mi klasztoru jasnogórskiego... I oto zabójca oraz ci, którzy go chcieli u- kryć przed wami, pp sędziowie! Nawet śam zabójca, Damazy Ma coch, zabójstwu nie przeczy. Pytanie tylko sptówadza się do tego, czy' za bójstwo dokonane zostało z obmyślo nym z góry planem, czy spełnił je, jak mówi oskarżony, w stanie zapalczywo- ści lub rozdrażnienia. Gdy panowie sędziowie porównacie takie dwie zbro dnie, odrazu zobaczycie między niemi wyraźną różnicę. Zabójstwo w zapal- cz>'wości i rozdrażnieniu zdarza się je dnocześnie wypadkowo, gdy niespo dzianie spotkali się zabójca i ofiara. Narzędzie zabójstwa stanowi pierw- wszy lepszy, który się nawinął pod rę kę przedmiot. Trup zabitego nie jest ukrywany', a ślady zbrodni nie są za- ' cieranc. Sam zabójca nie ucieka od kary, ale w większości wypadków od daje się dobrowolnie w ręce władz lub pozbawia się życia. Zabójstwa obmyślone inne posiada metody. Zabójca oblicza każdy swój krok, ukradkiem zbliża się do swej ofiary, a następnie nie postrzeżenie znika. Miejsce zbrodni wybrane zo staje zawczasu i tam zwabiana jest ofiara. Napadu dokonywa się w ta kiej chwili, kiedy najmniej można spo dziewać się oporu. Zwłoki ukry wa się, a wszelkie ślady zbrodni pilnie są zacierane, sam zaś zabójca przeważnie ucieka. Jeżeli pp. sędziowie weźmiecie obie te miary i przyłożycie do niniejszego przestępstwa, to odrazu będzie dla was rzeczą jasną, która z tych miar pas— 101 — nie dość. Nie mamy ani żywych świadków, ani dowodów piśmiennych, któreby nam powiedziały, jak dokona no zabójstwa w klasztorze jasnogór skim. Natomiast przecież mamy mnó stwo świadków niemych i to świadków pewnych, którzy się nie mylą, gdyż ani uczuć ani nastrojów nie posiadają. Tymi świadkami są rany ,i ślady udu szenia na zwłokach Wacława, opako wanie, sofa i to wszystko, co zostało z góry obmyślone, aby wciągnąć i zabić ofiarę. Pp. sędziowie zważcie tylko na same gole fakty: zabójstwa dokona no w celi, zamieszkanej przez winowaj cę; ofiara tu została wezwana, narzę dzie przygotowano; mordu dokonano podczas snu; trupa wywieziono, ślady zatarto, zabójca ukrył się. Czyż te fakty nie mówią nam zupełnie wyraźnie że zabójstwo było z góry uplanowa- ne? A gdzież wreszcie Damazy Ma coch mógł wygodniej dokonać zbrodni? Czy w mieszkaniu zabitego, czy na uli cach Warszawy, czy przez wynajęcie zbira? Jedno niemożliwe, drugie niewy godne, trzecie ryzykowne. I rzecz pro sta, wybór swojej celi za staremi ścia nami świętej pustelni dokonany został po dojrzałym namyśle. Pozostaje tylko niewyjaśniony motyw zbrodni. Przechodzę do niego. Sta- wdano tylko jeden wyraźny i określony motyw: usunięcie z drogi swojej czło wieka, który przeszkadzał ks. Damaze- w posiadaniu ukochanej kobiety. Sądzę, że tego motywu będzie dia pa nów zupełnie dosyć. Lecz, aby tego dowieść, muszę zatrzy mać uwagę panów na tych stosunkach, t re stworzyły się między zabójcą, ofiarą i tą kobietą, z powodu której wy mknął dramat. Poznawszy sięz panną Heleną Krzyżanowską, wszedł z nią w zw iązek i przy wiązał się do niej całą iłości, o tej prawdziwej miłości, w najwyższem znaczeniu tego słowa, o- czywiście, tu nie było mowy. Dusza Heleny Krzyżanowskiej Macochowi wcale nie była potrzebna, jemu było po trzebne tylko jej ciało. Dowiódł tego w następstwie całem swem postępo waniem względem Krzyżanowskiej. Dalej podprokurator opisuje życie Krzyżanowskiej w Warszawie, jej, tam znajomości, zabiegi Damazego około wydania jej za mąż, wreszcie oże nienie z nią Wacława. “Zdawało się, że parawan został znaleziony, lecz zupełnie niespodzianie dla ks. Damazego parawan ów zamie nił się na brandmur. Helena przywią zuje się do męża i zaczyna okazywać chłód dla kochanka. Zdobycz, pomi mo wszelkich starań ks. Damazego, wy ślizgiwała się z rąk. W dodatku nowy mężulek oprócz stałych żądań pieniędzy, oprócz cią głych zniewag i szyderstw, żadnej nie miał doń skłonności. Ks. Damazy, znalazłszy się w położeniu człowieka, który musiał wybrać alternatywę: albo zrzec się raz na zawsze ukochanej przez siebie kobiety, albo usunąć z drogi czło wieka, który mu przeszkadzał, wybrał to drugie. Trudno jednak było pozbyć się Wa cława w drodze wykupu. Mógł zażą dać sum olbrzymich, nie dość na tem mógł stać się pijawką, któraby ssała Macocha bez końca. Tymczasem źródła Macocha zmniej szyły się... Drzwi do skarbczyka prze- robionp. I oto pod tem wrażeniem w głowie Damazego zrodził się ten plan piekiel ny, który odrazu z takicm powodze niem w r prowadził w wykonanie. Prokurator barwnie opisuje charakte ry obu stryjecznych braci: Damazego i Wacława. Ten ostatni lekkomyślny,chciwy na pieniądze, żeni się, wiedząc iż przyszła żona jest i będzie kochan ką Damazego, byle dostać obiecane mu 20,000 rb. Damazy jest zupclnem przeciwieństwem Wacława. Jestto człowiek ostrożny, oblicza jący każdy swój krok, dążący wytrwa le do wyższości położenia. Przepędzi wszy młode lata w kancełaryi gmin nej, nawyknąwszy dogadzać wszyst kim i każdemu, umiał postępować z ludźmi, umiał w odpowiednich wypad kach być dla nich pożytecznym. Tę umiejętność życia i zdolność postępo wania z ludźmi dlań potrzebnymi przy niósł z sobą do klasztoru, gdzie po czątkowo zdobył sobie ogólną sympa- tyę i miłość. Pozyskał sobie szczególniejsze zaufa nie przeora Rej mana, a kiedy był dla niego człowiekiem niezbędnym, jego prawą ręką, poszedł na całego. Służba wic, iż ma kochankę, idą nań skargi do konsystoiza, przeor stara się go poskromić — Damazy nic sobie z tego nie robi, przeciwnie grozi zam knięciem kla
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 25.09.19, 00:34
          Dzień ósmy. 6 marca. Z mów obrończych, wysłuchanych dotychcza, silniejsze wrażenie sprawiła adw. Dobrosława Kleyny, który spo kojem i szczerością głosu istotnie blagal tylko o miłosierdzie dla swego klienta Damazego Macocha. Obrońca Starczewskiego, adw. Kazi mierz Rudnicki bardzo szczegółowo fctarał się dowieść niewinności swego klienta, zręcznie .obalając zarzuty aktu oskarżenia. Obrońca Bazylego Olesińskicgo, adw. Chądzyński w dłuższem przemówie niu wykazał zupełną niewłaściwość pociągnięcia Bazylego do odpowie dzialności. Pierwszy dziś mówił obrońca drożkarza Pianki, adw. przvs. R. Sę dzikowski z Petersburga.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 13.12.20, 18:32
            EKSPLOZJA W PAWILONIE HANDLOWYM W BIERUTOWIE - www.oleśnica.info - 13.12.2020
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 13.12.20, 18:56
            WŁOCHY. W ODMĘTACH LEWACKIEGO SZALEŃSTWA ZABIŁ LUDZI I SPALIŁ WIOSKĘ - Na Czas - 13.12.2020
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 13.12.20, 19:47
            OPOLE. POŻAR SAMOCHODU - Nasze Miasto - 13.12.2020
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 14.12.20, 15:40
            RYDUŁTOWY. PIES CZUWAŁ PRZY ZAMORDOWANEJ - www.tvn24.pl - 14.12.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 25.09.19, 00:39
          Mowa adw, Chądzyńskiego

          Jakkolwiek pozornie klient mój, Ba- zydi Olesiński, jest oskarżony- o prze stępstwo mniejsze niż inny, to jednak w istocie jest owo oskarżenie dla niego hańbiące. Posądzenie o kradzież plami honor oskarżonego, rzuca cień na jego nazwi sko; uwłacza jego powołaniu kapłań skiemu. Skąd się to wzięło? Jeden jedyny Ma coch jest spTawcą tego/że ks. Bazyli znalazł się na ławie oskarżonych. Czyż można wierzyć Macochowi? Ani na chwilę, gdyż, jak dotychczas, nie po wiedział ani iłowa prawdy. W samej rzeczy- dziwię się bardzo, po co do tej sprawy zaproszono aż dwóch prokuratorów, gdyż obie mowy głosiły niemal jedno i to samo: pierw szy prokurator omawiał fakty w przed stawieniu rzeczowem, czyli było dość, ale znalazła się druga mowa oskarży- cielska. Ta druga obliczona była na eiekt, miała przemówić do waszych uczuć, do bardziej surowego wyroku na oskar żonych. (Prezes powstrzymuje mówcę). Zarzucają Olesińskiemu, że kazał przerobić drzwi do skarbczyka. A któż miał to zrobić? Przecież Olesiński nie tylko miał prawo do tego, ale wprost było jego obowiązkiem pilnować cało ści majątku klasztornego. On nietylko do skarbczyka, ale do wszystkich mit jsc, które zawierały cokolwiek kazał prze robić drzwi. Dlaczego Macoch oskarża dawnych bliższych sobie kolegów klasztornych? Jedynie dlatego, aby wspólnie z nimi odbyć karę. Praktyka daje dużo ta kich przykładów. Objaśnienia Mocccha o tem, skąd czerpał pieniądze, nie zasługują żadną miarą na wiarę, znajdujemy w nich ciągłe sprzeczności. Nawet listy wię zienne nie dowodzą tego, jakoby Star czewski brał pieniądze razem z Maco- chem. Tu adw. Chądzyński poddaje kryty ce wszystkie argumenty przytoczone w akcie oskarżenie na niekorzyść Olesiń- skiego z racyi obmówienia go na śledz twie przez Macocha. Dlaczego ten ostatni przyznaje się do samokradzieży ? Gdyż chce uniknąć cię żkiej kary za morderstwo z premedyta- cyą i wykręcić się najwyżej rotami a- resztanckiemi. Oskarża dlatego swoich przyjaciół, a nawet jeDlaczego oskarżył odrazu przy a- resztowaniu go w Krakowie? Bał się bowiem, żeby go nie sądziły sądy au- stryackie, które za taką zbrodnię ka rzą śmiercią. Oto dlaczego przyszła mu taka myśl przy drugiem wyjaśnieniu swego czynu komisarzowi Jasieńskie mu, aby mieć wspólników. Chciał być sądzony przez sądy rosyjskie, a zdawało mu się, żc tylko drogą wciąg nięcia do sprawy ludzi, którzy nie ucie kali z Królestwa Polskiego, dopnie tego celu. I wistocie dopiął, żc razem z nim siedzą przed wami na ławie oskarżo nych ludzie niewinni. Wiemy, że Macoch cieszył się dobrą opinią w klasztorze. Tak. Ale była to droga, którą się wkradał w zaufanie starszych zakonników, aby dojść do łatwych sposobów zdobywania pie niędzy. Kradł je z ofiar składanych, kradł je stamtąd, gdzie dostęp miał do nich łatwy. Mówią, że Olesiński był wspólni kiem Macocha i Izydora. Pocóż w ta kim razie dorabiano klucze. Przecież Olesiński, gdyby był ich wspólnikiem, samby im uprzystępniał kradzieże, miał do tego wszelką możność, był na wet prokuratorem, wicekustoszem i ku stoszem. , (Ogłoszono przerwę godzinną). 1 — Wiadomo — ciągnie obrońca po. przerwie, — że Olesiński zajmował ró żne posady w klasztorze. Nie usta nowiono, ażeby Olesiński potrzebował pieniędzy na swoje osobiste zachcianki. Nie miał też ani biednych rodziców, ani kobiet. Ale i jego nie oszczędziło pod tym względem oskarżenie. I dla niego wynaleziono kochankę: Oto powie dziano, że kochanką Olesińskiego-była pani Nowacka, kobieta szlachetna, uczciwa, zamężna i żyjąca z mężem w jak najlepszej zgodzie. I za itowano takicm podejrzeniem ro dzinę inżyniera Nowackiego? Oto Wprost dlatego, że była potrzebna ko bieta, a wiadomo, że gdzie jest kobie ta, tam muszą być i pieniądze. Nie mogę uwierzyć w systematyczną kradzież ze skarbczyka. Całe zacho wanie się Macocha, fakt, że rozporzą dzał jednorazowo dziesiątkami tysię cy rubli, dowodzą, że Macoch dokona! kradzieży jakiejś większej sumy i to Właśnie ze schowanka o. Bonawentury, ° czem Bazyli mówi i oko w oko z Da- mazym tutaj przed sądem. Czyżby Olesiński, przywłaszczywszy sobie 5,000 rb. z funduszów nieboszczy ka Gawełczyka, o czem Damazy nie Wiedział, dawałby mu 2,000 rubli? Czyżby dlatego, aby mieć świadka? Nic, panowie, to jest nielogiczne, a na to niktby się nie zdobył. Dla Olesińskiego zeznania świadka Sląskowskiego są bardzo korzystne. A kto je składa? krewny ks. Rej mana, tego przeora^który obawiał się Damaze- S°, o czem Olesiński wiedział, a który to Rej man powołał Olesińskiego na kustosza. Obrońca zastanawia się nad treścią bstu i wywodzi, że Macoch kłamie. (Bazyli serdecznie plącze). Macochowi nic można wcale wierzyć, dziwić się tylko temu należy, że oska rżyciele publiczni wierzą mu tylko f Wtedy, gdy chodzi o oskarżenie innych osób, a nie wierzą, gdy mówi cokolwiek ua swoją obronę. Dlaczegóż nie mamy wierzyć Ole wińskiemu, który w zdenerwowaniu, w chwili zupełnej szczerości, wobec krzy ża tutaj wzywał Damazego, aby po wiedział prawdę. Następnie obrońca przechodzi do "wyjaśnienia funduszów klasztornych. Otóż, według prawa o sekularyzacyi klasztorów z r. 1867, klasztory nie ptrzebują zdawać nikomu rachunków, ani z t. zw. “jura stolae,” t. j. z oiiar, ani z zapomogi rządowej. To samo prawo przewiduje, żew ra zie roztrwonienia pieniędzy klasztor nych, dochodzenie winowajcy i poszu kiwanie strat, winno się odbywać w drodze następującej: Prokurator klasz torny sprawdza czy była kradzież, o- kreśla wysokość straty, donosi o tem biskupowi, który wówczas zwraca się do władz świeckich i żąda stwierdzenia oraz ukarania winowajcy. Tego wszy stkiego w danym procesie niema. Tymczasem wiadomo, że śledztwo w r sprawie roztrwonienia funduszów klasztornych za ostatnie lat 15 jest prow'adzone, kiedy się więc skończy dowiemy się, ile z funduszów klasztor nych roztrwoniono i czy roztrwoniono. Wówczas może wyjść na jaw, kto te pieniądze roztrwonił. Bazyli Olesiński nie brał, ani trwo nił funduszów' klasztornych, nie może więc być odpowiedzialny i jestem pe- wrny, że panowie sędziowie uwolnicie go z pod hańbiącego zarzutu kradzież
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 25.09.19, 00:49
          sali sądowej gwar. Tłoczno na wszystkich miejscach. Panie postrojo- ne, panowie w czarnych ubraniach. Ostatni akt... Godz. 3, czas wyznaczony na otwar cie posiedzenia. Obrońcy oskarżonych w komplecie, stół prasowy zapełniony. Wśród gości pani Helena Marczelo- Palińska, umyślnie przybyła z Warsza wy. Woźny oddaje telegram, to znany adwokat petersburski, Andriejewskij przysłał słowa: “przyjmijcie koleżeń skie pozdrowienie za szlachetne i głę:- bokie mowy obrończe” —pod adre sem adwokatów: Kleyny i Korwin- Piotrkowskiego. Obaj pozdrowieni redagują odpowie- wiedź w języku francuskim. Gotowa. Na stół,prasowy otrzymujemy py tania oskarżające, zatwierdzone przez sąd.,Jest ich szesnaście. Aż pięć dotyczy głównego oskarżo nego: Czy winien jest ks. Damazy, w świecie Kacper, syn Pawła, Macoch, lat 38, z pośród włościan w T si Lipie, tego, że obmyśliwszy z góry pozbawienie ży cia swego brata stryjecznego Wacława, wezwał go w r tym celu z Warszawy do siebie do klasztoru jasnogórskiego w m. Częstochowie i tam w celi swej, w nocy z 24 na 25 lipca, r. 1910, podczas snu Wacława Macocha, zabił go uderzenia mi siekiery w głowę i szyję? I tak dalej. Dwa pytania dotyczą drugiego oskarżonego mnicha Izydora, w świę cie Stanislawa-Andrzeja, syna Łuka- sza-Jana, Starczewskiego, lat 38, z po śród mieszkańców osady Złoczew, w pow. sieradzkim; chodzi o to, czy wi nien jest ukrywania zbrodni i kradzie ży wspólnie z Macochom pieniędzy kla sztornych. Dwa pytania: Czy winien jest ks. Bazyli, w świecie Józef, syn Hilarego, Olesiński, !at45, z pośród mieszczan m. Częstochowy tego, że kradł pieniądze klasztorne i skradł z celi nieboszczyka ks. Bonawentury Gawelczyka w listach zastawnych rb. 5,000? Trzy pytania dotyczą Helenę Kata rzyny z Krzyżanowskich Macochowej, córki Mikołaja, lat 27 mianowicie, czy winna jest ukrywania w mieszkaniu swojem w Warszawie i w mieszkaniu krewnych w Szreniawie zbrodniarza, czy winna jest, że nie biorąc bezpośre dniego udziału w kradzieży pieniędzy klasztornych, korzystała z nich, otrzy mując je od Damazego Macocha i wre szcie, że korzystała z dokumentów fał szywych i na zasadzie tych dokumen tów wzięła ślub jako wdowa z Wacła wem Macochom? Reszta pytań dotyczyła Pianki i Bla- sikiewicza oraz Pertkiewicza i Cyga- nowskiego. Czy Pianko i Blasikiewicz ukrywali zbrodnię i zbrodniarza czy Pertkiewicz dostarczył sposobu do kradzieży pie niędzy klasztornych, wreszcie czy Cy- ganowski sporządził wbrew ppieczątkę urzędnika stanu cywilnego parafii Parzymiechy?
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 25.09.19, 16:30
          Dziewięć dni trwał proces, przez dzie więć dni spokojny Piotrków budził się i układał do snu z pytaniem, co proces przyniesie nowego, Warszawa i kraj ca ły chciwie chwytał gazety ze sprawo zdaniami Dowiedział się o szeregu nowych fa któw nędzy ludzkiej, dowiedział się, że potrzeba silnych jeszcze leków na uzdro wienie swego społeczeństwa. Nie skończył się j ednak proces ten w Piotrkowie,bo zarówno prokurator, jak i oskarżeni, mają się odwołać do izby sądowej w Warszawie, czyli echa tego procesu będziemy mieli jeszcze głośne. Motywy wyroku ogłoszone będą przez sąd piotrkowski za trzy tygodnie
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 25.09.19, 16:50
          Wrażenia katolika. — Jakież wrażenie sprawia na panu proces Macocha? — zapytałem jedne go ze znanych klerykałów tutejszych. Spojrzał na mnie i rzekł: — Prawdę mam — Dlaczegożby nie, przecież to taka sprawa ciekaw'a... Siedliśmy. — Szedłem do sądu — mówił klery ka! — pełen oburzenia i niezadowole nia. Jak każdy prawdziwy' katolik, dla którego droga jest czystość religii.. — Ależ, pozwól pan, co tu ma religia do rzeczy... — Przepraszam pana. Ale prosił mnie pan o wrażenia, o moje wrażenia... — Słucham więc słucham. — Otóż, panie, religia jest niezwal- czoną siłą każdego narodu. Gorzałem tedy pragnieniem kary' dla tego zu chwałego sługi ołtarza, który zadał taki ordynarny, niemiłosierny cios najle pszemu ideałowi narodowemu. Mówiłem sobie: Nie ma dość wielkiej kary dla czło wieka, który w tak zdradziecki sposób zamącił czy'ste źródło, z którego oracz polski i siewca, ten idealnie wierzący katolik, zasila sumienie i czerpie prostą, mocną, nie mędrkującą wiarę, swą bo haterską wytrwałość i wreszcie nieugię ty hart ducha na polu walki życiowej. Myślałem dalej: Ten mnich ohydny nietylko dokonał zabójstwa, wstrętnego morderstwa nad człowiekiem, nad bliskim krewnym; nie tylko shańbił świątynię Pańską: on podniód rękę występną na to, co stano wi największy hart ludu, na jego wiarę w niezrównaną wielkość i idealną czy stość religii, w niewątpliwe, fanatyczne poświęcenie się sprawom kościoła—• wszystkich sług ołtarza, od najniższych do najwyższych. Pierwszy gotów byłem rzucić kamień a nawet zadać cios śmiertelny temu sza tanowi w postaci mnicha, który rozbił tę wiarę prostaczą. A oto co przyniosła rzeczywistość.™ Jedno jej dotknięcie, jeden rzut oka na osławionego Macocha, tego “legBpWego ’’ złoczyńcę — dźwięk jego drżącego głosu, w którym przebija bądź lęk zwierzęcy, bądź bezmyślna lub spó źniona skrucha — to jedno wystarczyło do przekonania mnie, że mam przed so ną wcale nie demona klasztornego, któ ry byłby zdolny choć na chwilęzachwiać Wspaniałym piedestałem katolicyzmu lub kościoła albo nawet podkopać po wagę duchowieństwa... Przedemną oto siedział nie bohater Posępny “murów pozaklasztornych,” nie rycerz występny, lecz marny, nikcze Orny grzesznik, błazen cyrkowy, suchy, upadły liść, podrzucony w tę lub ową stronę najsłabszym powiewem tchu drobnych namiętnostek. Inncmi słowy: Damazy Macoch wy wiera na mnie wrażenie jakiegoś usta wicznego, wszechstronnego nieporozu mienia... Urodził się na chłopa, a przez jakieś nieporozumienie został pisarzem gmin nym. Dalej, wstąpienie do klasztoru na braciszka, na księdza, miłość do ko biety bezdusznej, zabójstwo, ucieczka, Uznania różnorakie, wplątanie do swo- lc h plugastw takich nieszczęsnych wy robników jak Pianko, Błasikiewicz, Pertkicwicz i Cyganowski, którym dał zarobić paię groszy za ich pracę— - Wszystko to stanowi jeden nieprzerwa ny łańcuch nieporozumień nieuzasa- g dnicnych, nie potrzebnych literalnie ni komu, a nawet zbytecznych dla wy miaru sprawiedliwości. Pytajcie się tej pozbawionej woli — chorągiewki, tego tchórza i gaduły, po Co ciągnie za sobą do więzienia i te ofia ry ? Czyż to ulży jego doli, czy to po trzebne do “całkowitej skruchy?" Nie może on dać na to odpowiedzi rozsądnej, gdyż zrobił to mechanicznie, 2 woli jakiegoś “wiatru w głowie, ” jak to wszystko razem, co popełnił. Powiada Maoocb, że od policzkwymierzonego przez zmarłego brata, stał się niejako szalonym i utracił zdol ność rozwagi. Myli się: przestał on kombinować już wtedy, gdy z chaty włościańskiej przeszedł do krętactw kancelaryi gmin nej. Reszta sama przyszła stopniow'o... Niema cechy bardziej dla Macocha cha rakterystycznej nad tę, gdy jedną ręką dusi uparcie niechcącego umrzeć brata, drugą zaś — odpuszcza mu grzechy... Zdawaćby sięto mogło potwornością, bluźnierstwem? U innej osoby — tak, ale u Macocha, nic nie kombinującego — jest to tylko rys ciekawy... — Działały w nim dwa pierwiastki: pijany chłop dusi, a ksiądz odpuszcza grzechyTaki jest Macoch... I gdyby poza tem Macoch nie był niebezpieczny dla łudzi normalnych, rzekłbym do niego: — Wróć, bezładny człowieku, do swego pługa i więcej nie grzesz! Ale nie powiem mu tego, pragnąłem dla niego hamulca, jak dla każdego na- poły nieświadomego odcinka, który ma możność na mocy siły żywiołej na mocy instynktu, poruszać się według życze nia; niech się włóczy nie po miejscacwy ani o mur, ani tem bardziej o prze chodniów... k ~ Najmniejszego ciosu katolicyzmowi, kościołowi i duchowieństwu nie mógł wyrządzić ten marny, mizerny człeczy na przez swój czyn plugawy.... Zaś żywić doń złości — na to niema ani racyi, ani logiki. Macochów można sądzić nie jako sługi kościoła, lecz jako ludzi nieroz- winiętych umysłowo i niezrównoważo nych umysłowo i niezrównoważonych pod względem moralnym.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 25.09.19, 16:57
          O wolność Macochowej. Na wczorajszcm posiedzeniu pierw szy departament karny warszawskiej izby sądow r ej pod przewodnictwem prezesa Mcjera rozpoznawał skargę na decyzyę piotrkowskiego sądu okręgo wego, nakazujacą bezwarunkowe osa dzenie Heleny z Krzyżanowskich Ma cochowej iv więzieniu do czasu upra- wocnienia się wyroku. Skarga, zawierająca w konkluzyi prośbę o tymczasowe uwolnienie Ma cochowej z więzienia za kaucyą w kwocie 10,000 rb. lub poręczeniem w kwocie 25,000 rb., zawiera dwa mo tywy; Pierwszy z nich to powołanie fakt, że sąd okręgowy piotrkowski pozostawił na wolności za poręką Ba zylego Olesińskiego, aczkolwiek skaza ny jest na roty aresztanckie; tern wię- I cej szans na uzyskanie tymczasowej wolności winna mieć Macochowa, ska zana na karę lżejszą niż Olesiński. Drugim motywem jest ten, że Hele na Macochowa jest przez 17 miesięcy ! zamknięta w więzieniu i to długo trwa łe pozbawienie wolności szkodliwie wpłynęło na jej zdrowie. Izba sądowa odrzuciła skargę. Wobec tego Helena Macochowa nie będzie uwolniona z więzienia. Przytoczone dane poprzednio pro wadzą do wniosku, że Starczewski miał wielkie powody do ukrywania miejsca pobytu Macocha. Telegramy do Maco cha w Warszawie Starczewski wysyła pod cudzym adresem, jakkolwiek nie wątpliwie wiedział, jaki jest adres He leny Macochowej,u której mieszkał Da mazy, i podpisuje telegramy swem i- mieniem światowem, przyczem w adre sie nie wspomina nawet nazwiska Ma cocha. Pierwszy telegram z dn. 1 paź dziernika jest taki: “Warszawa, Chło dna G8, Jeżewskiemu, dla kumcia. Wszystko dobrze, przyjechać dziś nie mogę. Stanisław.” Drugi takiej treści: “Warszawa Chłodna 68., Jeżewskie mu. Kumcio niech wyjeżdża, grozi nicbezpieczeństwo31. Stach."Ten osta tni telegram, który, prawda, nie zastał już Macocha w Warszawie, Starczew ski wysyła nawet nie z Częstochowy, lecz przesyła go w liście 3 października do ojca w Sieradzu, który śle go do Warszawy. Cyfra 31 oznacza numer dorożkarza Pianki, który wydał już wówczas Damazego Macocha. Trzeba zwiócić uwagę na to jakiemi ostrożnóściami Starczewski obstawiał działalność swoją pod tym wzgod 30 września do 5 październia, gdy policya wpadłszy na ślad zbrodni i zbrodniarza, dokonywa poszukiwań i badań w klasztorze Jasnogórskim, Starczewski 3 października wysyła list z telegramem do Macocha za pośred nictwem swego ojca, a 5 października sam otrzymuje telegram z Proszowic' od Damazego Macocha o takiem brzmi- niu: “jutroo dziewiątej rano bądź na stacyi. Dyzio.” A że Macocha nazywa no niekiedy "Dyziem,” mówi o tern w jednem ze swych objaśnień sam Star czewski. Tegoż dnia, według zeznania polic majstra częstochowskiego, który, wie dząc o otrzymanym przez Starczew skiego telegramie, zapytywał go, czy otrzymał telegram od Damazego Ma cocha, Starczewski odpowiedział prze cząco, dodając przytem, że nie wie, gdzie Macoch się obraca. Zestawiwszy przesyłkę przez Star czewskiego telegramu 3—5 z jego po przedzającą fakt ten korespondencyę z Damazym i wziąwszy pod uwagę za tajenie przez funkeyonaryuszem po- Iicyi otrzymanie telegramu ż podpisem “Dyzio, ” wówczas, gdy ten ostatni był już ujawniony przez Piankę, trze ba zrobić wywód, że w r czynach Star czewskiego zawierają się wszystkie znamiona zbrodni ukrywania, gdyż będąc uświadomiony co do osobisto ści zbrodniarza i wiedząc o wy darzeniu i znaczeniu dokonanego przez tego zbro dniarza przestępstwa, ukrywał miejsce jego pobytu, kierując całą swą dzia łalność do przeszkodzenia ujęcia zbro dniarza. Przed sądem Starczewski o- świadczył, że po otrzymaniu telegramu z podpisem "Dyzio,” myślał, że tele gram pochodzi od jego brata. Jednakże Ctyż takiemu oświadczeniu oskarżo nego można zawierzyć, wobec tego, -że telesram był wysiany z Pioszowa brat Starczewskiego mieszka! w ICo- le? Z przytoczonych danych, sąd prze konywa się o winie Starczewskiego co do ukryw r ania zabójcy, lecz ze względu, iż uznając Damazego Macocha winnym zabójstwa, przewidzianego w 1 cz. 1455 art. kod. kar., sąd uważa: ponieważ Ma* coch we wszystkich swych zeznaniach oświadczał, że zabójstwa dokonał w u- niesieniu, ponieważ nawet w jednym z listów do Starczewskiego, przejętych w więzieniu Macoch mówi, że bardzo cierpi, iż nie zdołał “opanować gnie- wu" a dalej ciągnie "nieszczęsny kie liszek i waryat kuzyn” (Wacław Ma coch), sąd więc jest zdania, iż bardziej rzeczą prawidłową będzie uznać, że Starczewski jest winien według art. 14 i cz. 2 art. 1455 kod. kar., t. j. ukry wania zabójcy, który dokonał zabójstw w uniesieniu,gdyż Starczewski w rzeczy • imej mógł myśleć, że zabójstwa dopu ścił się Macoch w stanie ostatecznego rozdrażnienia.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 13.12.20, 18:21
          BANDYCI POBILI I SPALILI MAŁGORZATĘ I HENRYKA - Super Ekspres - 13.12.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 13.12.20, 18:27
          POŻAR MIESZKANIA W OPOLU - Radio Opole - 13.12.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 13.12.20, 18:47
          POŻAR W GMINIE FAŁKÓW. LUDZIE ZOSTALI BEZ DACHU NAD GŁOWĄ - Echo Dnia - 13.12.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 13.12.20, 19:00
          STANIE PRZED SĄDEM ZA DWIE PACZKI CIASTA I POŻAR WE WŁASNYM MIESZKANIU - www.ddwloclawek.pl - 13.12.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 13.12.20, 19:30
          POŻAR KAMIENICY W ŁODZI - www.tvp.pl - 13.12.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 13.12.20, 19:37
          POŻAR KAMIENICY W CENTRUM ŁODZI - Dziennik Łódzki - 13.12.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 13.12.20, 19:41
          WIELKOPOLSKA. SPŁONĄŁHANGAR Z AMUNICJĄ. OBIEKT PO BYŁEJ JEDNOSTCE WOJSKOWEJ - www.strażacki.pl - 13.12.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 13.12.20, 20:40
          TYSIĄCE OSÓB NA PROTESTACH W WARSZAWIE - Gazeta - 13.12.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 15.12.20, 14:56
          ZACHODNIOPOMORSKIE. PIJANA MATKA ODCIĘŁA PALEC 4 LETNIEMU SYNOWI - Gazeta - 15.12.2020
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.06.15, 21:29
        O skarżony opowiada dalej, że prawie po każdem morderstwie obmywał ręce w Renie. Kiedyś wpadł na myśl popełnienia samobójstwa. P rz e szkodził mu w tern jeden z przechodniów. G dyby nie ta przeszkoda — dawnoby już nie żył. P rz ewodniczący przyspiesza i nagli. Nasłuchał się już dosyć szczegółów. Rozpatrywanie sprawy zamordo w a n ia nierządnicy Dorrier zajmuje zaledwie kilkanaście minut. Kiirten zgładził ją uderzeniem młotka. Mówi o tej ofierze, jako o piękności kobiecej. Dziewczyna miała blond włosy, świeżą, zdrową cerę. Po pierwszem uderzeniem młotka — bił ją dalej w skroń. Zwłoki Dorrier znaleziono bez kapelusza i palta. B yła to połowa października. Nie przypuszczam więc — mówi sędzia — żeby dziewczyna wyszła tak na ulicę. — Kapelusz był skrw aw iony — mówi Kiirten — w ięc wsadziłem go do kieszeni, a potem bawiłem się jego widokiem. Płaszcz podarłem w kawałki i przykrywałem niemi moje ciało. Dalszą ofiarę, niejaką Meurer uderzył Kiirten również młotkiem, aby krzyczała. I krzyczała — mówi potwór — a krzyk jej podobał mi się ogromnie.
        Jej głos był tak rozkoszny
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.09.19, 23:51
          Kradzież ze schowanka. Do skarbczyka podczas dnia nikt wejść nie mógł, gdyż były tam, oprócz zamka, — drzwi zawierane na sztaby. Skąd miał Damazy odrazu tyle pienię dzy? W tej mierze swoje podejrzenia, jak i innych zakonników opowiem. Było to w d. 19 marca 1909 r., w dzień św. Józefa w klasztorze dokonana zosta ła kradzież z włamaniem. Mianowicie włamał się złodziej do “konserwy” (schowanka), należącej do o. Bonawen tury, obok jego celi. Skradziono z niej jakieś przedmioty, a może i pieniądze, gdyż Bonawentura był tą kradzieżą bardzo przygnębiony... O. Bonawentura w skarbczyku miał nadzwyczajny porządek. Nieboszczyk był do przesady akuratny i kiedy im dał ! jakie polecenie, to za każdym razem zwracał uwagę, aby zrobić tak, lecz nie inaczej. Żeby więc z kasy mógł wy brać Damazy 10,000 rubli, to wprost jest niemożliwością. Kustosz zwykle brał dla siebie naj większe obligi na msze św., pięcio i dziesięciorublowc i ja przez 11 lat kapłaństwa, pięć lat prokuratorem, kilka lat pomocnikiem kustosza, pół roku kustoszem, jak obliczyłem, wy brałem około 10,000 rubli. A skąd Damazy na raz mógł mieć tyle pienię dzy, nie mogę wyjść z podzrokur.: Skądże jednak Damazy mógł brać pieniądze? , Oskarż.: Mógł je tylko kraść z owej konserwy. Po tej kradzieży Bonawen tura był zawsze zgryźliwy i to w końcu przyczyniło się nawet do jego śmierci. Podprok. Katranowski j: Czy za Bo nawentury skrzynki w skarbczyku były zamykane i dlaczego posypywał pienią dze piopiołem? Oskarż.: Skrzynki takie były, a po- f sypywał popiołem dlatego, że nie mógi pieniędzy codziennie liczyć. — A czy były przedtem jakie kra dzieże takich pieniędzy? — Nie wiem. — Podczas największego odpustu jaki mógł być największy wpływ pie niędzy? — Pqdczas koronacyi obrazu było 15,000 rubli
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 25.09.19, 00:44
          Ostatnie słowo. Pierwszy zabrał głos Damazy Ma coch, kając się z powodu swej zbrodni w ogólnych słowach, prosił naród i duchowieństwo o przebaczenie, a sąd o litość. Karę przyjmie, jako zasłu żoną, ale niech ona będzie miłosierną. — Raz jeszcze proszę cały naród polski, ojców paulinów i czcigodne du chowieństwo o przebaczenie mi, jako człowiekowi grzesznemu. Przepraszam za tę straszną krzywdę, którą nieszczęsny wyrządziłem! (Macoch wy powiedział te słowa gło sem wzruszonym, ale żadnego noszczegółu, czego się spodziewano, nie dodał). Starczewski nie ma nic do dodania do tego, co powiedział jego obrońca. Błasikiewicz mówi tylko, że jako służący spełnił to, co mu kazano. Pertkiewicz nic nie dodaje do słów obrońcy. Pianko — że był związany przysię gą- Adw. Korwin-Piotrowski w imieniu Cyganowskiego oświadcza, iż nie przy znaje się do winy i prosi o zupełne uniewinnienie go.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 25.09.19, 16:40
          Rezolucya. 1912 r. lutego 14—23 (st. st.). Z roz kazu jego Cesarskiej Mości, piotrkow ski sąd okręgowy w 3 wydziale kar nym, w składzie następującym: prezes J. D. Wotkow, członkowie sądu K. A. Aleksandrów, J. J. Gubskij i Pawłowicz przy podprokuratorach izby sądowej Niedzwiedzkim i sądu A. T. Katranow- skim, przy sekretarzu M. K. Ostrow skim oraz p. o. sekretarzów A. D. Za- Ietajewie i P. N. Orłowskim, wysłucha wszy sprawy o księdzu Damazym Maco- chu i inn., oskarżonych z art. 1453, 225, 3 cz. 1055, 294, 296 i 329 kod. kar postanowił: 1) z pośród włościan wsi Lipie pow. częstochowskiego, księdza-mnicha kla sztoru jasnogórskiego, Damazego (w święcie Kacpra), syna Pawia, lat 38, na zasadzie 13, 2 cz. 226, 2 cz. 31 art. kod. kar., po pozbawieniu wszystkich szcze gólnych praw i przywilejów oddać do poprawczych oddziałów arcsztanckich na 3J-Ź roku; na zasadzie 13, 1 p. 3 cz. 1655 i 4 cz. 31 art. kod. kar., po pozba wieniu wszystkich szczególnych praw i przywilejów, oddać do poprawczych oddziałów aresztanckich na 2J4> roku; na zasadzie 1 p. 294, 149 i 3 cz. 31 art. !kod. kar., po pozbawieniu wszystk— 129 — szczególnych praw i .przywilejów, od dać do poprawczych oddziałów aresz- tańckich na 2]Ą roku; na zasadzie 1 p. 296 i 2 cz. 31 art. kod. kar., po pozba wieniu wszystkich szczególnych praw i przywilejów, oddać do poprawczych oddziałów aresztanckich na 3 lata, z zamianą tych wszystkich kar, w razie potrzeby, według art. 77 i z następ stwami, według 1 p. 58 art. kod. kar., oraz na zasadzie 1 cz. 1455 3 cz. 19 art. kod. kar., po pozbawieniu wszelkich praw stanu, zesłać do robót ciężkich na 12 lat z następstwami według 25 art. kod. kar., a następnie, wlączności, na zasadzie 152 art. kod. kar., skazać go tylko na ostatnią karę. 2) Wdowę Helenę-Katarzynę, córkę Mikołaja, Macochową, 27 lat, na zaja dzie 1 cz. 294,149, 3 cz. 3,134, 135,77 i 4 cz. 31 kod. kar. po pozbawieniu Wszelkich szczególnych piaw i przywi lejów, zamknąć w więzieniu na 2 lata, | z zaliczeniem na rachunek tej kary je dnego roku więzienia prewencyjnego i z następstwami według 1 cz. 58 rta. kod. kar. 3) Księdza-mnicha klasztoru jasno górskiego, z pośród włościan osady Zło czew', Izydora (w świecie Stanislaw'a- Andrzeja), syna Łukasza-Jana, Star czewskiego, 38 lat, na zasadzie 13, 2 cz. 226 i 2 cz. 31 art. kod. kar., po pozba wieniu wszystkich szczególnych praw i przywilejów, oddać do poprawczych oddziałów aresztanckich na 3J^ roku i na zasadzie 14,2 cz. 1455,149, 6 p. 19, 121, 124, 1 p. 31 art. kod. kar., po po zbawieniu wszystkich szczególnych praw i przywilejów, oddać do popraw czych oddziałów na 5 lat, z zaliczeniem na rachunek kary jednego roku więzie- nia prewencyjnego, z zamianą w obu i wypadkach, w razie potrzeby, według 77 art. i z następstwami w f edług 1 cz. Damazy Macoch. zasadzie art 152 kod. kar., skazać go tylko na tę ostatnią karę. 4) Księdza-mnicha klasztoru jasno górskiego, z pośród mieszczan m. Czę stochowy, Bazylego (w świecie Józefa), syna Hilarego, Olesińskiego, 45 lat, na zasadzie 13,1 p. 3 cz. 1655 i 4st. 31 kod. kar., po pozbawieniu wszystkich szcze gólnych praw i przywilejów oddać do poprawczych oddziałów aresztanckich na roku, z zamianą w razie potrzeby według art. 77 i z następstwami według 1 cz. 58 art. kod. kar. 5) Włościanina gminy Grabówka Wincentego syna Jana Pianko, at 48, na zasadzie 126, 149 art. i 3 st. 318 art. kod. kar. i 6) mieszczanina m. Częstochowy, Józcfata-Franciszka-Damazego, syna Stanisława, Blasikiewicza, lat 50, na za sadzie 126, 149 i 1 st. 38 art. kod. kar. skazać na więzienie: pierw'szego na 4 miesiące, a diugiego na rok, z zalicze niem obu na rachunek tej kary czasu spędzonego przez nich w więzieniu pre- wencyjnem. 7) Mieszczanina m. Warszawy Luyusza-Władysława, syna Wincentego, J Całowanie z panną namiętnie wczo- Cyganowskiego, na zasadzie 1 cz. 29t, > raj dwa razy do..., potem gizech z mę*- 3 st. 38, 134, 135 i 2 st. 39 kod. kar., j żatką dwa razv. skazać na areszt policyjny na 7 dni. 8) Mieszczanina m. Sieradza Józefa syńa Wincentego Pertkiewicza, lat 39, na zasadzie 1 p. 771 ust. post. kar. uznać za uniewinnionego. Również obwinionych Damazego Macocha z oskarżenia według 3 cz. 1453 art. i 2 cz. 225 art., Helenę Macocho- wą z oskarż, według 14,1451,3 p. 1353 i 2 cz. 225, Bazylego Olesińskiego z osk. według 225 art., Wincentego Pianko i Józciata Błasikiewicza z osk. według art. 14 i 3 cz. 1453 kod. kar., uznać na zasadzie 1 p. 771 art. ust. post. karnego za uniewinnionych. Kosztami sądowemi w sprawie ni niejszej obciążyć skazanych Damaze go Macocha, Helenę Macochową, Izydora Starczewskiego, Bazylego Ole- siuskiego wspólnie, a w razie ich niemo żności, wziąć owe koszty na rachunek skarbu. Co do dowodów rzeczowych wydać addzielnc postanowienie. Na zasadzie 1028 art. ust. post. kar., po uprawomocnieniu się wyroku, kopię tegoż przestać duchownej zwierzchno ści skazanych księży-mnichów w celu pozbawienia ich godności duchownej.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 13.12.20, 18:38
          GDAŃSK. WIELKA CHOINKA PRZED GALERIĄ HANDLOWĄ STANĘŁA W OGNIU - Super Ekspres - 13.12.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 14.12.20, 23:16
          ZWŁOKI NASTOLATKI W PABIANICACH - Interia - 14.12.2020
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.06.15, 21:30
        T e g o ż dnia napadł Kiirten niejaką W a n d e r s . Z ao fi ar ow ał jej w p ar ku papierosa, poc z em u d e r z y ł ją młotkiem, a b y k r z y c z a ł a . G d y za częł a k r zy c z e ć ,
        z o s t aw i ł mło tek i zbiegł, ale p ow ró c ił n ie baw em , a b y upajać się widokiem p r ze r a ż o n y c h i s k o ns t e r n ow a n y c h osób. Kolejno p r z e s ł u c h a n o na w ni os ek p r o k u r a t o r a w c h a r a k t e r z e ś w ia d k a j a k ą ś 30-letnią, w y t w o r n ą ,
        b a r d z o piękną panią, k t ó r a p r z y b y ł a z Holandji. N az wi s ka jej nie wymie nio no, ż e b y nie o d s t r a s z y ć i nnyc h świ adk ów, k t ó r z y b y dobr owol nie zgłosili
        sic do sądu. — Co ma pani do p p w i e d z e n i a ? py ta sędz' a. — S zł am k i e d y ś ci emną ulicą — g d y w teni n a pa d ł na mnie jakiś m ę ż c z y z n a i za cz ął mnie dusić.
        Z a c z ę ’am k r z y c z e ć i w o lać o pomoc. Na Szczęście byk w pobliżu ludzie. Działo się to w r. 1929-tym. Kiirten w p at r u je się uw aż ni e w ś wi a dk a, p o t e m zapisuj e zeznania.
        — C z y poznaje pan — tę p a ni ą ? p y t a sęd zia. — Nie! Ś w i a d e k p o w i a d a przecież, że szła ci emn ą ulicą. J a k ż e ż m óg ł b y m ją rozpoznać, s k or o nie wi dzi ał em jej t w a r z y ? Na tern s k o ń c z y ł y się zaznania Kiirtena i n ieznaj ome go świadka.
        N a j w y ż s z y p r o k u r a t o r duński, o b e c n y na r o z pr aw ie . o ś w i a d c z y ł mi w r o z mo w i e po drugim dniu procesu, że zeznania zbr od ni a rz a w y w a r ł y na nim
        tak okropne w r a że n ie , że nie z m r u ż y ł cała n o ; oka.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 09.06.15, 17:13
        Nie dokończyłam wczoraj bo nad Nikiszem przeszła tak gwałtowana burza, że musiałam wyłączyć komputer
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 09.06.15, 17:15
        I sp o tk a li się później i p oszli w ieczorem n a p rz e chadzkę. A p odczas p rzech ad zk i ro zp o czął z b ro d n iar p rzed żoną sw o ją sk ła d a ć sw ą o k ro p n ą spow iedź. P o licja o b sad ziła m ieszk an ie a le K iirten nie w rócił. P rz y p ro w ad zo n o ty lk o jego żonę. M ilczała początkow o ja k grób. D opiero w tedy, gdy z ałam ało się w niej w szystko, zaczęła po w tarzać, z czego zw ierzy ł się jej m ąż. U m ów iła się z nim na d ru g i dzień po p o łu d n iu p rzy p lacu św. R o ch a. P o lic ja o b sta w iła p lac gęstym km c-cnem u rzęd n ik ó w ,
        a zw is szcza okolicę k o ścio ła. G d y K iirten staw ił się 7 p u n k tualnością
        m inuty o g o d z i ie 3 i pół,
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 09.06.15, 17:16
        Żona Kurtena do końca nie wierzyła w winę męża.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 09.06.15, 17:19
        Żona Kurtena w domu warjatów.
        Przewodniczący pyta świadka Momberga o żonę Kurtena. Z ciekawych zeznań radcy Momberga wynika, że policja podejrzewała ją pierwotnie o współudział w morderstwach i dlatego aresztowano ją również, bardzo szybko okazało się jednak, że jest ona całkiem niewinna, więc wypuszczono ją na wolność. Wolnością nie cieszyła się nieszczęśliwa niewiasta
        długo, bowiem nazajutrz po wyjściu z więzienia doznała pomieszania zmysłów i do dziś dnia
        znajduje się w domu dla obłąkanych. Żona Kuna wierzy do dziś w jego niewinność,
        załamuje ręce, rozpacza, płacze, płacze, jak tylko może płakać kobieta po utracie męża, do
        którego była przywiązana całą duszą i całem sercem. Czasami w chwilach odzyskiwania przytomności umysłu błaga dozorczynie zakładu, aby sprowadziły jej chociaż na kilka minut straconego męża . Czasami składa ręce, modli się i modli za duszę „ najdroższego Piotra — który według jej przywidzenia, dawno już musi być w zaświatach
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 09.06.15, 17:22
        Jak wynika z bezpośredniej relacji z rozprawy sądowej Kurten mordował nie tylko kobiety i dziewczynki ale przyznał się też do zamordowania dwóch mężczyzna oraz do tego, że w dzieciństwie celowo doprowadził do wypadku w którym zginęli jego koledzy.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 09.06.15, 17:23
        Zamordowanie m aszyn isty Scheera. Po przesłuchaniu urzędników krym inalnych —
        przystąpił sąd do przesłuchania świadków w sp ra wie zam ordowanego m aszynisty Scheera. T ru p a jego znaleziono na jednem z przedm ieść Dusseldorfu dnia 13 lutego 1929 r. Całe ciało było pokłute nożem. Jedynie tylko na piersiach i plecach skonstatowano dwadzieścia głębokich ran. Scheer miał być podchmielony i potknął się o Kiirtena, w którym wzbudził się nagle szał i pragnienie krwi. Z zeznań właścicielki jednego z szynków, w którym przebywał Scheer, wynikałoby, że upił się tegoż tragicznego wieczoru do bezprzytomności i że trzeba mu było odmawiać, g dy żą dał jeszcze więcej alkoholu. Również i handlowiec Kircher, który obserwował Scheera dłuższy czas. zeznał, iż był on kompletnie pijany. Następują dramatyczne zeznania w sprawie zam ordowania Marji Halin. Przed sędzią staje kilka koleżanek zamordowanej — żadna z nich nie ma odwagi spojrzeć na zbrodniarza, wpatrującego się uporczywie w łopatę,
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 09.06.15, 17:24
        Proces Kürtena rozpoczął się 13 kwietnia 1931 roku i trwał 10 dni. Peter Kürten został dziewięciokrotnie skazany na śmierć za dziewięć morderstw, które mu udowodniono. Wyrok przez dekapitację wykonano 2 lipca 1931 roku o godz. 6 rano (przed straceniem Kürten miał się wyspowiadać i przyjąć komunię
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 09.06.15, 17:29
        Wyrok śmierci!
        Sąd wychodzi na naradę i odczytuje uzasadnienie wyroku, mocą którego skazuje Kurtena,
        winnego w dziewięciu wypadkach morderstwa: a w dwu wypadkach zniewolenia i zadania gwałtu, dziewięć razy na karę śmierci oraz za siedem wypadków usiłowanego zabójstw a, na karę 15-tu lat wiezienia, pozbawienia praw , oddanie pod nadzór policji i ponoszenie kosztów sądowych. Narzędzia mordu sąd skonfiskował. Przewodniczący zapytuje obrońcę, czy ma jeszcze co do powiedzenia w sprawie wyroku. — Wyrok nie jest ani dla mnie, ani dla oskarżonego niespodzianką. Rozpatrywaliśmy w prawdzie ewentualność zastosowania jakiegoś środka prawniczego, ale doszliśmy do zdania, że oskarżony pogodzi się z wyrokiem . Uznanie nie jest postanowieniem impulsywnem chwili, lecz następuje po długich rozważaniach.
        — Czy oskarżony godzi się na oświadczenie obrońcy? —pyta przewodniczący. — Tak! — odpowiada Kurten. — Także i my uznajemy wyrok — oświadcza prokurator. Największy proces, jaki rozegrał się w naszym wieku, największy i najpotworniejszy proces, jaki znają dzieje kryminalistyki — zatem skończony. Podsądny przyjął wyrok spokojnie, nie zadrgnął
        nawet, nie zachwiał się. I z tym samym spokojem zapewne położy głowę swoją na pniu pod topór kata, który zawoła, że sprawiedliwości stało się zadość.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 09.07.15, 20:28
          KRYMINALNE CZWARTKI. NOWY CYKL GAZETY WYBORCZEJ - Gazeta.pl - 08.07.2015
          • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 09.07.15, 20:29
            A pamiętacie, że kiedyś właśnie w czwartki pokazywano nam słynną "Kobrę" a potem filmy kryminalne
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 03.09.15, 20:09
        Sprawa Gilewicza.
        Długoletnie doświadczenie służbowe nauczyło mnie wysłuchiwać cierpliwie każdego, kto
        chciał osobiście mówić z szefem policji śledczej. Aczkolwiek te rozmowy zabierały mi wiele czasu, aczkolwiek niejednokrotnie odrywano mnie dla głupstw od pracy, jednakże nie tylko wysłuchiwałem każdego, ale nawet notowałem sobie na wszelki wypadek wszystko, do czego można by przywiązywać najlżejszą wagą. Te notatki grupowałem sobie w szufladzie i sięgałem po nie przy każdej sposobności. A sposobności takie trafiały się często. Aczkolwiek świat przestąpstwa jest to dziedzina bardzo obszerna i różnorodna, jednak i on ma swoje prawa, metody, zwyczaję i nawyki i powiedziałbym nawet, tradycje. Przestępcze elementy ludzkości mają wspólne cechy psychologiczne; dla pomyślnej walki z niemi koniecznem jest notować wszelkie obawy , z któremi są w związku. Krótko mówiąc — owe notatki niejednokrotnie oddawały mi dużą przysługę. Po raz setny stwierdziłem to w aferze Gilewicza.
        Zaczęła się zaś ona w ten sposób:
        — Panie szefie, jakiś student chce mówić z panem szefem podobno w ważnej sprawie, ale
        wygląda, że jest mocno podpity — meldował mi dyżurny podkomisarz policji.
        — Dobrze, Proszę prosić!
        Po chwili wszedł student. Niepewnym krokiem zbliżył się do biurka i natychmiast obu rękami uchwycił się skórzanego fotela. Był to tęgi osiłek, w dosyć zniszczonym mundurze studenckim, z rozczerwienioną twarzą i z rozczochranymi włosami! Wybałuszył się na mnie zamglonymi oczyma i uśmiechał się pijackim uśmieszkiem.
        — Czem mogę służyć? — zapytałem
        — Wybaczy pan szef, jestem pijany i co do tego niema wątpliwości — odpowiedział student
        — z tej okazji pozwoli pan, że siądę?
        I nie czekając na zaproszenie, klapnął się w fotel.
        — O co panu chodzi? — powtórzyłem pytanie.
        - I wszystko... i nic!
        — Może pan prześpi się uprzednio?
        — J a m a i s! Mam do pana sprawę pilną i terrrminową.
        — Słucham.
        — Panie szefie! — ja nie wiem, jak mam zacząć, takie to nieprawdopodobne, z czem przychodzę.
        — No, no prędzej! Ja nie mam czasu na długie rozmowy!
        Student przełknął czkawkę i na pół bełkocąc rozpoczął opowiadanie:
        — Jakoś w gazecie trafiło mi się ogłoszenie, że poszukiwany jest na dwa miesięce młody człowiek dla objęcia funkcji sekretarza za dobrem wynagrodzeniem. Świetnie i nawet przewspaniale! Udałem się pod wskazany adres. Spotkał mię bardzo przyzwoity jegomość, pogadał, pogadał i z mostu umówił za sto rubli miesięcznie. Z początku wszystko układało się dobrze; następnie jednak zaczęły mnie pewne rzeczy zastanawiać. Nieraz wpatrywał się we mnie uporczywie, jakby pragnąc dobrze zapamiętać mój wygląd. Pewnego razu wziął mnie ze sobą do łaźni, uważnie oglądał moje ciało, poczem z zadowoleniem zacierając ręce, mruknął do siebie:
        „Wspaniale, gładziutkie ciało — żadnych znaków rodzimych, ani jednej skazy, żadnej cechy specjalnej".
        — Taaks... panie szefie, „żadnej cechy specjałnej“, t. j. r i e n , nieprawdaż, godne uwagi?,
        w parę dni potem zabrał mię z sobą do Kijowa, gdzie zatrzymaliśmy się w wykwintnym hotelu.
        Przez cały dzień biegaliśmy w różnych sprawach po mieście i kiedyśmy wieczorem wrócili do hotelu, machnąłem się od razu do łóżka. Mój patron zasiadł do pisania listów, w pewnej jednak chwili przerwał i powiada: „Niech pan przymierzy moją marynarkę; jeśli pasuje, to podaruję ją panu chętnie".
        Przymierzyłem — marynarka leżała na mnie, jak ulał. Podziękowałem i zasnąłem. Jak długo
        spałem — nie wiem; ale obudziłem się nagle, czując na sobie uporczywe spojrzenie. Rzuciwszy spojrzenie z pod półprzymkniętym powiek stwierdziłem, że mój patron wpatruje się we mnie. Przymknąłem prawie zupełnie powieki, ale przez ich szparkę obserwowałem dalej. Tak przeszło jakich dziesięć minut, w ciągu których nie odrywał ode mnie wzroku. Zacząłem udawać chrapanie; upewniwszy się widocznie, że śpię mocno, wstał cichutko, przesunął się do swojej walizki, którą miał przy łóżku i wyjął z jej dwa długie noże, ot — takie (student pokazał ich. długość rozstawieniem dłoni). Wszystko to spełnił on cichutko, ostrożnie, nie spuszczając ze mnie wzroku. Ogarnął mnie dziki strach; zerwałem się z łóżka, spuszczając nogi na podłogę. Widząc to, schował noże pośpiesznie, ja zaś złapawszy spodnie, wciągnąłem je pośpiesznie na gołe ciało, narzuciłem mundur i wybiegłem z numeru pod pozorem nagłej niedyspozycji żołądkowej. Pomknąłem prosto na dworzec (na szczęście mia*
        łem pieniądze) i pierwszym pociągiem wróciłem
        do Moskwy dzisiaj rano. Zakropiłem szczęśliwie
        swoje wybawienie i oto jestem!
        — Ale po co pan uciekał? Czego się pan bał?
        — A noże?
        — Ale w jakimże celu miał pana zabijać?
        — Djabli go wiedzą! Ale on tak wciąż mi się przyglądał, tak mi się ciągle przyglądał, panie naczelniku, że wydawało mi się ciągle, że chce, żebym ja był — nim, a on — mną.
        — Kochaneczku, kochaneczku... Zdaje się, że pan plecie ni w pięć, ni w dziewięć... „ja — nim,
        on — mną...“. Niech pan się przyzna: przyśniło się to wszystko panu po prostu?
        — Jakie tam przyśniło się, kiedy zostawiłem cały swój bagaż.
        — A jakiż to był bagaż?
        — A ot, na przykład, niklowana mydelniczka,
        — I co więcej?
        — Ręcznik, kalesony, marynarka podarowana. - i
        — Gdzież pan mieszka w Moskwie?
        — Tymczasem — nigdzie; a mieszkałem tam a tam — i wymienił adres.
        Zasięgnąłem informacji przez telefon i okazało się, że mówił prawdę.
        — A jaki jest adres mieszkania, w którem umówił pana pański chlebodawca?
        — Ani rusz przypomnieć sobie nie mogę. Chyba się prześpię i jutro będę wiedział.
        — Dobrze. Niech pan da znać o tem, jak tylko sobie przypomni. Do widzenia.
        Student jakoś ze zdetonowaniem przestępował z nogi na nogę, wreszcie zaś przemówił:
        — Panie szefie! Może istotnie moje zeznania są bez wartości; a jednak niech mi pan pożyczy trzy ruble.
        — Proszę bardzo — odpowiedziałem, wręczając mu trzyrublówkę.
        Student pochwycił banknot i rozpłynął się W podziękowaniach:
        — M e r c i . Ależ i wstawię sobie teraz za zdrowie pana szefa. Vivatl Niech żyje pan szef!
        G a u d e a m u s i g i t u r !
        Zrobiwszy parę niepewnych kroków ku wyjściu, znikł za drzwiami. Streściwszy na kartce pokrótce jego opowiadanie, schowałem ją do specjalnej szuflady następnego dnia on się nie zjawił i zapomniąłem w krótce o jego egzystencji. W pięć dni po tej rozmowie telefonował do
        mnie naczelnik Petersburskiej policji śledczej, Włodzimierz Gawryłowicz Filippow:
        — Arkadij Francewiczu — tu u nas w zaułku Lesztukowskim popełniono morderstw o nadzwyczaj tajemnicze. W pokojach umeblowanych znaleziono trupa bez głowy, ubranego w nową, wykwintnie skrojoną marynarkę. Głowę trupa odnaleziono w piecu zupełnie zniekształconą (wycięte szczęki, odcięte uszy, zdarta skóra na czole). Słowem, starano się, widać, spalić, ale bezskutecznie. Marynarka była robiona w firmie „Jack" w Moskwie. Mój urzędnik wiezie już panu próbkę materjału; tymczasem zaś niech pan zasięgnie informacji na miejscu w pomiemionej firmie. Poczem Filippow podyktował mi numery, rozmiarów, które mu dała ekspertyza krawiecka. W firmie „Jack“ skonstatowano, że ten garnitur marynarkowy był niedaw no uszyty dla inżyniera Andrzeja Gilewicza i kosztował 95 rubli. To nazwisko mię zelektryzowało. Nie tak dawno z Gilewiczem miałem do czynienia z powodu oszukańczej afery z fikcyjną fabryką mydła, do której pan ten wciągnął bezpowrotnie duże kapitały wielu łatwowiernych ludzi. Fotografja tego oszusta i próbka charakteru jego pisma spoczywały w archiwum urzędu śledczego. Gilewicz sprawił wtedy na mnie odpychające wrażenie i zakwalifikowałem go sobie w myśli, jako wybitny typ Lombrozowski. Komunikując Filippowowi dane, zebrane u „Jacka", wyraziłem przypuszczenie, że trup nie jest jedna
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 12.09.15, 17:01
        Majętny wieśniak spostrzega pewnego razu brak większej kwoty pieniężnej, którą ukrywał pod szafą z porady żony swej, którą zrazu podejrzewał o kradzież tych pieniędzy, udaje się do wróżki, która za stosownem wynagrodzeniem obwieszcza mu, że pieniądze skradł kawaler a nie żona, ale za 9 dni pieniądze się wywrzeszczą. Nabrawszy przekonania, że tym kawalerem musi być parobek jego Piotr Kapusta, lat kilkanaście wieku liczący, wymyślił plan kampanii. O północy udał się z żoną do stajni krowiej, i zawlekłszy tam Kapustę, związali mu ręce powrozem, powróz zakręcili kilkakrotnie kijem dla tem silniejszego okrępowania, następnie przewrócili parobczaka grzbietem do góry i obnażyli. Po taktem przygotowaniu rozpoczęła się właściwa inkwizycya od przypiekania podeszew dłoni i łydek ć w i e k i e m że ł a z n y m i umyślnie na ten cel rozgarzonym w garnku z węglami żarzącemi się, który ze sobą do stajni przynieśli. Gdy jednak, mimo kilkakrotnych wzywań. Kapusta do kradzieży się nie przyznawał i gdy następne smaganie grzbietu obnażonego również nie odniosło skutku pożądanego, wtedy
        dopóty przypalali mu ciało rozpalonym garnkiem żelaznym dopóki dręczony bólem do rzekomej winy się nie przyznał. Oprawcom zajęło teraz nieco czasu przeszukanie wskazanej przez Kapustę kryjówki pieniędzy nie znalazłszy, uważali za odpowiednie jąć się nowego sposobu męczarni. Poparzonego, pokłutego, zbitego rzucili na gnój w stajni końskiej, gdzie
        pozostał przez noc i dzień następny bez pokarmu, a nawet wody mu nie podano, którą jednak gospodyni miała w pogotowiu do cucenia nieszczęśliwej ofiary w razie omdlenia. Wreszcie dowiedziały się o wszystkiem władze bezpieczeństwa i pospieszyły z pomocą męczonemu. Kapustę odwieziono do szpitaJa, gdzie stwierdzono na jego ciele cały szereg uszkodzeń. Chory letał na oddziale prof. Obalińskiego i zaledwie po upływie 4 miesięcy odzyskał zdrowie. Po przeprowadzeniu rozprawy głównej sąd krajowy skazał obwinionych
        małżonków na rok, a względnie na półtora roku ciężkiego więzienia.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.07.19, 20:01
        W roku 1920 konsul generalny Rzeczypospolitej w Waszyng tonie zawiadomiony został o spadku po Adamie Kwa sie. który też wezwanie to przesłał do ministerstwa spraw zagranicznych. W roku 1923 jako spadkobie czyni zgłczyni zgłosiła się niejaka Genowefa Kwasówna wraz z odpowiedniemi dokumentami. Ministerstwo spraw zagranicznych zażadało rejentalnego pokwitowania od bioru pieniędzy, poczem wypłaciło Kwasównie 60.000 dolarów.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.07.19, 20:04
        Były naczelnik poczty w Bielsku na ławie oskarżonych. Płocki sąd okręgowy rozpatrywał sprawę b. naczelnika poczty, Ludwika Rybickiego, oskarżonego o nadużycia pieniężne popełniane podczas jego urzędowania. Akt oskarżenia zarzucał podsądnemu, iż od dłuż szego czasu popełniał nadużycia, zatrzymując wpła cane przez klijentów pieniądze. Na ślad przestępstwa natrafiono, gdy wpła cone przez jedną z klijentek pieniądze na konto P.K.O. dla Tow. Kred. Ziemskiego nie zostały zapisane na to konto. Wkrótce potem przyjechał do Bielska lustrator z Warszawy i rozpoczął rewizję kasy. Rybicki, obawiając się wyników rewizji, zabrał w nocy z 17 na 18 10 tys. zł. z kasy pocztowej i wyjechał autem do Łowicza, a stamtąd koleją do Warszawy. Po krótkim pobycie w stolicy udał się ,naczelnik“ w okolice Równego, gdzie został ujęty przez władze policyjne i odesłany do więzienia do Płocka. Do winy oskarżony się przyznał, wobec czego— sąd na wniosek oskarżyciela publicznego — prok. Cybulskiego zaniechał przesłuchiwania św iadków. Po przemówieniu stron zabrał głos w imieniu Prokuratorji Genernej — naczelnik urzędu pocztowego w Płocku — p. Fijałkowski domagając się — zasą dzenia od Rybickiego na rzecz skarbu państwa 17.233 zł. 37 gr. Po dłuższej naradzie sąd ogłosił wyrok, którego mocą Rybicki skazauy został na 2 lata więzienia z za liczeniem aresztu zapobiegawczego od 2 kwietnia r. b. i zapłacenie kosztów i opłat sądowych w su mie 80 zł. Powództwo Prokuratorji Generalnej zostało po potrąceniu wpłaconych 2.625 zł. całkowicie uwzględnione
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.07.19, 22:24
        Brat strzela do śpiącego brata Kainowa zbrodnia we Lwowie LWÓW, 1.8. Mieszkańcy trzeciej dzielnicy we Lwowie zostali zaalar mowani zbrodnią niezwykłego brato- bójstwa, która rozegrała się w nocy, w domu przy ul. Szpitalnej 15. W domu tym zajmuje mieszkanie, złożone z pokoju i kuchni fryzjer, Izrael Zimmerman. Między synami Zimmermana, 29- letnim Maurycym a 28 letnim Zyg muntem dochodziło do ozęstych kłótni, ponieważ starszy Maurycy był utra- cjuszem i mnóstwo pieniędzy prze grywał w karty. Często korzystał też z zasiłków brata pracującego w za kładzie fryzjerskim. Wresziie nastąpił tragiczny epi log tych niezdrowych stosunków, pa nujących w rodzinie Zimmermana. O godz. 4-ej nad ranem śpiących alarmowały nagle dwa strzały. Oto Zygmunt strzelił dwukrotnie do śpiącego bruta, Maurycego. Na odgłos strzałów wpadł do po koju ojciec, który po stoczonej walce odebrał zbrodniarzowi z rąk rewolwer. Przybyły lekarz skontatował śmierć Maurycego. Funkejonarjusze P. P. przytrzy mali zabójcę i sprowadzono go do ko- misarjatu. jednakowoż niie można go było przesłuchać, gdyż doznał on tak silnego wstrząsu nerwowego, że mu siano wezwać lekarza. O zabójstwie zostały powiadomio ne właściwe władze, a niebawem przy • byli na miejsce zbrodni kierownik brygady kryminalnej wydziału śled czego i wiceprokurator. Zwłoki denata odstawiono do in stytutu medycyny sądowej.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 30.07.19, 00:23
        Modzelewski mordował kobiety w przedziale wiekowym od 18 do 87 lat, dusząc je gołymi rękoma lub szalikiem. Ofiarom zabierał zarówno wartościowe, jak i drobne, bezużyteczne przedmioty, które później wyrzucał. Wykazywał się szczególnym okrucieństwem. Morderstwa miały charakter seksualny, dolne partie ciała zamordowanych kobiet były obnażone, a sposób ułożenia zwłok sugerował dokonanie penetracji narządów rodnych ofiary. Modzelewski był sadystą, jednak nie stwierdzono jednoznacznie, czy pastwił się nad ofiarą przed czy po jej śmierci. Przyczyną zachowań mordercy było zaspokojenie seksualne, które osiągał, odbierając życie swoim ofiarom.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 30.07.19, 01:02
        Ferdynanda Grüninga nazwano „wampirem” z Łodzi. Mordował i gwałcił. Pierwszej zbrodni dokonał w maju 1934 roku. Na placu przy ul. Aleksandrowskiej w Zgierzu bawiła się grupka chłopców. Podszedł do nich starszy mężczyzna. W ręku trzymał skrzynkę z narzędziami blacharskimi. Usiadł na kamieniu i przyglądał się dzieciom. Po kilku minutach zawołał jednego z chłopców. Był to Tadeusz Kuczyński. - Jak odprowadzisz mnie do tramwaju to dam ci parę groszy - zaproponował dziecku. Tadek odmówił. Wtedy mężczyzna tę propozycję złożył 11-letniemu Józiowi. Ten szybko się zgodził. Za odprowadzenie nieznajomego miał dostać 50 groszy. Po tym ślad po Józiu zaginął. Po sześciu tygodniach we wsi Piaskowice Pieńki (dziś to część Zgierza) rolnik znalazł ludzkie szczątki. Obok nich leżała czapka z napisem „Józef Chodobiński, klasa IV”. Policji udało się ustalić tylko, że mężczyzna, z którym odszedł chłopiec, był wędrownym blacharzem. Po czterech latach od tej zbrodni w Piotrkowie, w pobliżu mostu kolejowego, wędrowny blacharz ciężko ranił, a następnie zgwałcił 8-letnią Lucynę Górę. Dziecko ledwo przeżyło... Policja znów nie trafiła na ślad mordercy. W październiku 1938 roku do sołtysa Kościuszkowa pod Kutnem zgłosił się wędrowny blacharz. Szukał noclegu. Skierowano go do jednego z mieszkańców wsi, który nazywał się Bembnista. W tym czasie do sołtysa przyszły 9-letnia Władzia Bagrowska i jej rówieśniczka Kazia Stasiak. Blacharz zaczął z nimi rozmawiać. Mówił, że zajmuje się lutowaniem garnków. - Mamy w domu dużo takich, które potrzebują lutowania - powiedziała mu Władzia. Blacharz stwierdził, że chętnie odwiedzi jej dom.
        Około godziny 19 zgłosił się do Bembnisty, u którego miał nocował. Poprosił o wodę, bo chciał umyć ręce. Rolnik zauważył, że są zakrwawione. Pomyślał, że blacharz zranił się przy pracy. Dochodziła 22.00, gdy ojciec Władzi Bagrowskiej zaczął poszukiwania córki. Ślady zaprowadziły go do Bembnisty. Wraz z sołtysem obudzili blacharza. Okazało się, że pochodzi z Łodzi i nazywa się Ferdynand Grüning. Twierdził, że nie wie co stało się z dziewczynką. Mężczyźni zauważyli jednak ślady krwi na jego ubraniu. Zawołali policję. Ferdynand początkowo twierdził, że nie wie co stało się z Władzią. Po kilku godzinach przesłuchań przyznał, że zabił dziewczynkę. Pokazał miejsce, gdzie zakopał jej ciało. - Odczuwałem potrzebę jej zamordowania - tłumaczył Policjanci przypomnieli sobie blacharza, który zabił w Zgierzu Józia Chudobińskiego, a potem w Piotrkowie napadł na Lucynkę Górę. Sposób działania był taki jak w przypadku zabójstwa Władzi. Ferdynand Grüning zaprzeczał jednak, że ma coś wspólnego z tamtymi zbrodniami. Mówił, że wtedy siedział w więzieniu. Rzeczywiście w czasie zabójstwa Józia powinien był w zakładzie karnym. Trafił tam za zbrodnię popełnioną w 1926 roku w Turku. Zamordował i zgwałcił 7-letnią Irenę Erentzównę. Za to zabójstwo sąd w Kaliszu skazał go na dożywocie. W drugiej instancji sąd zmniejszył mu karę do 12 lat. Policjanci zajmujący się sprawą zabójstwa Władzi Bagrowskiej dostrzegli ważną rzecz. Grüning zachorował w więzieniu na oczy. Otrzymał roczny urlop na poratowanie zdrowia. Zaraz po wyjściu z więzienia zamordował Józia...Na początku 1939 roku Ferdynand Grüning odpowiadał przed Sądem Wojewódzkim w Łodzi za dwa morderstwa i jedno usiłowanie zabójstwa. Został skazany na karę śmierci
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 30.07.19, 01:15
        26-letni Albert Kon był najmłodszym synem bogatego łódzkiego Żyda Oskara Kona. Urodził się w 1902 roku. Został dyrektorem w należącej do Oskara Widzewskiej Manufaktury, ale ulubieniec ojca nie miał zdolności kierowniczych. Był za to wyniosły, drażliwy, konfliktowy. Z pogardą traktował robotników. Co rusz w fabryce dochodziło do konfliktów. Najmłodszy Kon uchodził też za podrywacza, był stałym bywalcem łódzkich lokali. Wieczorem 31 stycznia 1929 roku Albert wracał z fabryki do domu przy ul. Targowej 61. Wysiadł z tramwaju i udał się w głąb tej ulicy. Przed progiem pałacu ojca padły w jego kierunku strzały. Został ciężko raniony w brzuch. Albertowi udało się chwycił broń i oddał w kierunku napastnika sześć strzałów. Rannego Oskara przeprowadzono do domu. Dyrektor był na wpół przytomny. - To strzelał Ciesiński, poznałem go - miał powiedzieć przed utratą przytomności. Najmłodszy z Konów zmarł w szpitalu. A zaraz po strzelaninie na posterunku policji przy u. Kilińskiego pojawił się ranny mężczyzna.- Zabiłem Kona z Widzewa- miał powiedzieć policjantom. Przewieziono go do szpitala św. Józefa. Zabójcą Alberta Kona okazał się 21-letni Edward Ciesiński. Miał przestrzelone jelita. Ustalono, że przyczyną tragedii była zemsta. Ciesiński pracował w Widzewskiej Manufakturze. Pracę dostał dzięki szwagrowi, który był w tej fabryce kierownikiem przędzalni. Miał sprawić, że Edward zaczął robić w fabryce szybką karierę. Został majstrem. Ale szwagier odszedł z Widzewskiej Manufaktury, a Ciesińskiego zaliczono do kategorii „praktykantów”. Dyrekcja fabryki uznała, że niedbale spełnia obowiązki i został zwolniony. Wymówienie Edward Ciesiński dostał trzy tygodnie przed tragedią. Odpowiedzialnością obarczył Alberta Kona.Po zwolnieniu przyszedł do fabryki po świadectwo pracy. Napisano na nim, że pracował dwa lata jako praktykant. Ciesiński zaczął protestować. Tłumaczył, że był majstrem. Oburzony odwiedził dyrektora Kona. Ten nie chciał zmienić świadectwa pracy. - Czekaj pan, ja się z panem jeszcze porachuję - miał powiedzieć Ciesiński wychodząc z gabinetu Kona.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.07.19, 21:17
        WYROK W SPRAWIE KAROLA MODZELEWSKIEGO I JACKA KURONIA

        la m. st. Warszawy zakoń• czyi się w środę proces prze-ciwko Karolowi Mod:i:elewskie mu i Jackowi Kuroniowi o-skarżonym o to, ie w okresie od 1961 r. do marca 19ł8 r. -brali udział w związku, ktÓ· rego ceł i istnienie miały sta-nowić tajemnicę wobec władz państwowych i którv zmierzał w drodze wywoływa.nia pub!i-cznych wystąpień antypaństwo WYCh i :.rntylJaTty;'lVCh li.O re-alizacji wrogiego Polskiej li.zzypospolitej Ludowej progra-mu politycznegNa podstawie materiału do• wodowego zebranego w czasie śledztwa i na rozprawie sądo• wej: wyjaśnień obu oskarżo• n:rch, zeznań ~wiadk6w oras dokumentów, Sąd Wojewódzki dla m. st. Warszawy uznał Ka• rola !l.1odzeJewsJ<iego i Jacka Kuronia za winn1rcb zarzucane go int w akcie oskarżenia czy-nu i przy uwzględnieniu ws.z:v• stkich okoliczności lagodząM cych skaza ! obu oskar:.>onych na kary po 3,5 roku pozbawie-nia wolności. Obu oskarżonych poz ba wiouo także rr11w pu bli c1mych i obywatel•kicb praw hono;owycb na okres 2 lat. Na poczet kary sąd zaliczył o-skarionym okres t.ymeza5owe-go aresztowania orl 8 marca 1968 r. do 15 styczńia 1969 r. Wyrok sądu jest jeszcze nie• prawomocnW obszernym uzasadnieniu wyroku sąd podkreślił, 1z o· skarżeni byli in•t1iratorami wrogich PRL działań. Okolicznościa poważnie obcią żającą oskarżonych jest to, te ~inio warunkowego i przed terminowego ich zwolnienia z więzienia w roku 1967, obaj o· skarżeni nie chcieli zrozumieć szkO<lli'."ości swojego działania. Nas1leme działalności oskarżo• nycb i związanej z nimi gru-py przypadło na okres uaktvw nienia się sił imperialistyCz-nych i re'Wizjonistycznych.

        Dziennik Łódzki - 1969
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.07.19, 22:27
        Dziś początek procesu „wampira z Gałkówka" - Zabójca 7 kobiet na ławie oskarżonnych

        W Sądzie Wojewódzkim w Łodzi, rozpoczyna się dziś roz prawa karna przeciwko Sta-nisławowi · Modzelewskiemu, na?.wanemu · przez opinię pu-bliczną „wampirem z Gał­kówka". 40-letni kierowca, przed aresztowaniem zamies>:-kały w Warszawie, stoi pod zarzuteni najpoważniejszegowykroczenia przeciwko prawu, jakim jest zamach na iycie ludzkie. St. Modzelewski, oskarżony jest o dokonanie w okresie od 1952 r. do września 1961 r. siedmiu zabójstw kobiet na tle seksualnym. Najstarsza z kobiet miała 87 lat, a naj-młodsza 18 lat. Ponadto za-rzuca się mu 6-krotne usi"ło­wanie zabójstwa kobiet, dv-konanie dwu rozbojów połą­czonych z kradzieżą oraz nie-legalne posiadanie rewolweru typu „Nagan". Oskarżony St. Modzelewski sądzony będzie w okresie od 17 do 31 stycznia br. Skład sędziowski złożony będzie z trzech sędziów zawodo-wych. Bronić go będą wyzna-czeni z urzędu dwaj adwoka-ci lódzcy. Proces łódzkiego „wampi-ra" należy do najbardziej niezwykłych w historii pol-skiej i światowej kryminali-styki. Przestępstwa tego typu, nie należące do częstych, są szczególnie trudne do wykry-cia. Potwierdza to także przy padek St. Modzelewskiego. Zmieniając często miejsce za-mieszkania i zatrudnienia (pracował m. in. w rudzkiej wykończalni przemysłu ba-wełnianego, ZPB im. Lieb-knechta, na Lublinku oraz w kilk-u przedsiębiorstwach I warszawskich), dopuszczał się on znanych medycynie sądwej jako najwyższe stadium sadyzmu -„zabójstw z lu-bieżności" w ciągu 15 lat. Starannie unikał zdemasko-wania. Był człowiekiem nie-pozornym, przeciętnym (3 kia sy szkoły podstawowej), po-siadał rodzinę (żonę oraz jed-no dziecko na utrzymaniu). Proces St. Modzelewskiego przygotowany został szczegól-nie starannie. Poznanie mecha nizmów działania tego rodza-ju przestępców ma bowiem olbrzymie znaczenie przy eli-minowaniu ich z życia spo-łecznego Zarzuty aktn oskarżenia przeciwko „wampirowi z Gałkówka" spisano na 82 stro ! nach. 15 tomów akt śled-· czych ?.awiera 3500 kart do-kumentacji. Dołączono do nich wykaz 124 innych dowo-dów z oględzin m1eisc za-bójstw, protokóły i film r. wi-zji lokalnej, taśmy magneto-fonowe z zeznaniami oskar-żonego, wyniki badań dak1y-losi·opijnych, liC'Zne dowody r7.eczowe oraz 4 opinie bie-głych-psychiatrów. W proce-siP. zeznawać będzie 100 świad ków • M. KllAJÓWNA

        Dziennik Łódzki - Nr 14 z dnia 17.01.1969
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.07.19, 22:42
          Pierwszy dzień procesu karnego przeciwko sadyście St. Modzelewskiem

          w największej sali Sądu Wo-jewódzkiego w Łodzi, w całym majestacie prawa, rozpoczął się wczoraj proces karny prze-ciwko 40-letniemu Stanisławo­wi Modzelewskiemu. Sprawa je-go rozpatrywana bE;dzie przez komplet sędziowski złożony z 3 sędziów zawodowych, pod przewodnictwem prezesa Sądu Wojewódzkiego. W procesie uczestniczą dwaj biegli p sy-chiatrzy ze Szpitala Psychiatrii Sądowej w Grodzisku Maz. O godz. 8.30 funkcjonariusze KW MO wprowadzili na salę St. Modzelewskiego. Zasiadł on na ławie oskarżonych w asyś­cie czterech milicjantów. Społe czeństwo z niecierpliwością oczeJ<iwalo na ten moment. Na deszla chwila, gdy złoczyńcy, który wyrządził potworną krzywdę wielu niewinnym, bez bronnym ofiarom, ma zostać wymierzona sprawiedliwość. Do tego bezprzykładnego przy padku w dziejach polskiego procesu karnego, aparat spra-wiedliwości przygotowany jest wszechstronnie. Zgromadzono re:<:ordową ilość merytoryczne-go materiału dowodowego. Akt osl<arżenia członkowie komple-tu sędziowskiego odczytywali wczoraj 3 i pół god7jny. Zawie-ra on łącznie 16 zarzutów, w tym: dokon3nie wbójstwa 67-etniej Józefy Pietrzykowskiej, 32-letniej Marii Kunki, 24-let-niej Teresy Piekar.skiej, 24-let-niej Ireny Dunajskiej, 18-letmej Heleny Walos, 24-letniej Hele-ny Klaty oraz 87-lelniej Marii Gołackiej. z wy'jątkiem. ostat-niej, żadnej ze swych ohar st. Modzelewski nie znał. Akt oskarżenia zarzuca mu, że po-cząwszy od pierwszego zabój-stwa, którego dopuścił slf': w 1952 r . mając 23 lata do ostat-niego z września 1967 r. -wszystkich morderst-w dokonał z pobudek sadystycznych, dla zaspokojenia zboczonego popę­du płciowego. st. Modzelewski stoi ponadto pod zarzutem do-konania 6 usiłowań zabójstw ko biet (od zamiarów swych w tych wypadkach odstąpił w obawie przed schwytaniem). Oskarżony jest także o dokona nie dwóch rabunkowych napa-dów na mężczyzn oraz nielegal ne posiadame broniPo odczytaniu aktu oskarże­nia, zawierającego liczne szcze-góły dotyczące okoliczności przestępstw i zabezpieczonych dowodów, sąd przedstawi! wnio-ski złożone przed procesem przez obrońców z urzędu. Obro na wnosi w nich o powołanie przynajmniej jednego biegłego seksuologa dla wszechstronniej-szego zbadania osobowooici oskarżonego oraz kwestionuje opinię psychiatrów, dutyczą<"ą poczytalności oskarżonego. O-brońcy powołują się na kon-tro\versyjne zdania nauko\vcó\v, en do poczytalności za bój ców z lubieżności. Zdaniem obrony po mogłoby to dowieść, czy oskar-żony jest osobnikiem poczytal-nym, niepoczytalnym lub ma poczytalność ograniczona. Ten wniosek obrońców pod-ważyli w swych kolejnych wy powiedziach dwaj biegli leka-rze psychiatrzy, wskazując, 7.e wszystkie zboczenia seksualne znane są medycynie sądowej i zostały uwzględnione w opinii złożonej sądbwi. Przeciw:.Oo wnioskom obrony zaoponowaakże oskarżyciel publiczny. Obrona uski/ dotyczące wyjaśnienia pa-tologii fizjologicznej u Modze-lewskiego. Po naradzie, sąd pe stanowił odroczyć wnioski obro ny do momentu złożenia zeznań przez oskarżonego. Do przesłuchiwania oskarżo­nego, sąd przystąpił po przer-wie. Przewodniczący pyta naj-pierw o chronologiczne szcze-góły· jego życiorysu. Potem -o wydarzenia z wczesnych lat młodości, a następnie kolejno o drobne incydenty z różnych okresów. St. Modzelewski odpo wiada bardzo szybko, operuje dużym zasobem słów, chętnie popisuje się elokwencją. Od po czą tku uderza charakterystycz-ny szczegół. Ten człowiek dys-ponuje wręcz fenomenalną pa-mięcią Pamięta „zajście" każdą swą ofiarą w najdrobniej szych detalach. Gdy pada jed nak węzłowe w procesie pyta-nie, czy oskarżony przyznaje się do postawionych zarzutów, St. Modzelewski odpowiada: „Przyznaję się do winy, nie za 'przeczam temu" -ale z kon-sekwencją, do końca pierwsze-go dnia zeznań twierdzi, Ze nie pamięta najbardziej gwałtow­nych momentów swych brutal-nych napaści. Mówi, że robił się wtedy nagle „dziki" i nie wiedział co się z nim dzieje. W czasie wczorajszego prze-słuchania, sąd poświęci! najwię cej uwagi okolicznościom i za-chowaniu oskarżonego w dniu ostatniego zabójstwa -87-let-niej M. Gołackiej w dniu 14 września 1967 r. Dziś dalszy ciąg przesłuchań oskarżonego. M. KRAJOWA

          Dziennik Łódzki Nr 15/1969 z dnia 18.01.1969
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.08.19, 00:18
        Zeznania świadków
        Wczoraj, w piątym dniu roz prawy karnej przeciwko osła­wionemu „wampirowi" z Gał• kówka, Stanisławowi Modze-lewskiemu zeznania składało lT świadków. .Fakty przez nich przytaczane dotyczyły okresu sprzed 16 i 17 lat i związane były z niektórymi okolicznoś­ciami, które towarzyszyły pierwszym trzem mordei;stwom dokonanym przez wówczas 23-Jetniego St. Modzelewskiego na 61 "letniej Józefie P. w le-sie Zielona Góra koło Gałków ka, 32-letniej Marii K. w le-sie Modlica koło Tuszyna oraz na 21-letniei Teresie P. w Jb-zefowie kolo Łodzi. W o~-e­sie między tymi trzema zabój-stwami, a następnym morder-stwem w styczniu 1955 r. do-konanym na 24-letniej Irenie D. St. Modzelewski trzykrot-nie w 1953 i 1954 rokn usilo• wał dokonać morderstw na ko bietach w podobnych okolicz nościach. Miejsca, w których robił za-sadzki na kobiety, oskarżony znał dobrze. Po terenie powia tu łódzkiego i brzezińskiego poruszał się często samocho-dem, słu:tąc w wojsku jako kierowca w batalionie budow lanym. Zwraca uwagę charaktery-styczny szczegół z tego okre-su. Służbę wojskową na tere• nie województwa łódzkiego St. Modzelewski rozpoczął na wio• snę 1951 roku. W grudniu te• go roku ożenił się z łodzian• ' ką, a po upływie 7 miesięcy popełnił „mord z lubieżności" na &7-letniej kobiecie. 22 gru• dnia 1952 r., St. Modzelewski zwolniony z wojska zamiesz-kuje u żony w Łodzi i po u-pł:iQVie S dni, w czasie jej nieobecności, wybiera się tram wajem linii Łódź -Tuszyn do Modlicy, gdzie znajduje sobie następną ofiarę. O okolicznościach towarzyszą eych zabójstwu w Modlicy, do konanym na mężatce, matce 5-letniej dziewczynki I 6-łet­niego chłopca, zeznawali wczo-raj: leśniczy, który pomógł od szukać jej zwłoki, brat ofiary, jej krewny, siostra i mąż. Ma ria K. przybyła w grudniu do rodziców w Rydzynkach na święta. 27 grudnia 1952 r. wy brała się do Łodzi po lekar-stwa dla dzieci i już nie wró-ciła. Odnaleziono ją w lesie uduszoną własrJym szalikiem. Zeznania świadków pokrywają się z zeznaniami oskarżonego~ Mąż Marii K. potwierdza, że na miejscu zabójstwa nie zna leziono złotej obrączki, srebr-nego pierścionka oraz około 3 metrów materiału, który je-go żona miała w torbie. Wczoraj sąd przesłuchał tak-7.e osoby, które w lipcu 1952 r. zetknęły się z okolicznościami zabójstwa 67-łetniej .Józefy P. -m. in. ówczesnego komen-danta posterunku MO w Gał~ kówku, robotnika leśnego i ko biet, które były wtedy w le-sie na jagodach, tak jak Jó-zefach przez ówczesnego kolegę St. Modzelewskiego w więk­szej grupie pili wtedy wód-kę w restauracji w Gałków­ku. Swiadek ten Słyszał, że st. Modzelewski w dniu tym po pijanemu pobił podoficera na stacji w Koluszkach i zatrzy-many został w areszc,ie. Swia-dek ten określa oskarżone1rn i jako człowieka niezrównoważonego. czym się to wyrażało. - . N?: choćby w uiywanh& „łaciny • Wczoraj złoźył także zezna• nie funkcjonariusz MO, który 29 lipca 1952 r . pełnił służbę w dyżurce aresztu w Kolusz-kach. stwierdza, że nie wie dlaczego człowiek ten był wte--dy zatrzymany, ale pamięta, że leżał na pryczy mocno pija ny. Dziś można przypuszczać, że w awanturze wywołanej w Koluszkach i zatrzymaniu, o-skarżony chciał sobie wówczas stworzyć na wszelki wypadek alibi. Biegły zapytuje świadka, w czym się to wyrażało. - . N?: choćby w uiywanh& „łaciny • Wczoraj złoźył także zezna• nie funkcjonariusz MO, który 29 lipca 1952 r . pełnił służbę w dyżurce aresztu w Kolusz-kach. stwierdza, że nie wie dlaczego człowiek ten był wte--dy zatrzymany, ale pamięta, że leżał na pryczy mocno pija ny. Dziś można przypuszczać, że w awanturze wywołanej w Koluszkach i zatrzymaniu, o-skarżony chciał sobie wówczas stworzyć na wszelki wypadek alibi. Wczoraj zezna "lali także dwaJ bracia zamordowanej zs lute• go 1953 r. Teresy P. W sobotę wieczorem młoda kobieta wra cała z zakupami do domu, gdy na polnej drodze spotkała Mo-dzelews 'ego. Starszy brat był po odnalezieniu zwłok na miej scu zbrodni. Sąd: Czy były tam ślady świadczące o walce? · Swiadek: Wyraźne. siostra by• ła silna, ale napastnik silniej-szy. Prokurator: Czy świadek był na miejscu gdy do akcji ści­gania użyto psa mi!icyjnelo? Swiadek: Tak, pies doprowa dził po śladach do przystanku tramwajowego przy ni. Skraj-nej. I to oświadczenie zgodne jest z tym co podał oskarżony. Z tego przystanku, po napadzie St. Modzelewski wrócił wtedy tramwajem do domu. Przez ca-ły czas zeznań świadków, nie było wczoraj widać twarzy o-skarżonego. Skulił się na ław­ce i nisko zwiesił głowę. Dziś w dalszym ciągu zezna• ją świadkowie. M. KRAJ()WNA

        DziennikLódzki Nr 20/1969 z dnia 24.01.1969
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.08.19, 00:32
          Podczas wczorajszego szóste-szczególnie dramatyczne okoli-go dnia procesu przeciwko Sta czności śmierci młodziutkiej nlsławowi Modzelewskiemu, sę uczennicy łódzkiego Techn•-dzlowie, oskarżyciele publiczni kum Handlowego. Zosta>a ona i biegli badali podczas przesłu-zamordowana na wiosnę 1956 r. chań kolejnych świadkow oko w jasny dzień, w chwili gdy liczności, które towarzyszyły wracała z Brzezin, dokąd wy-w dniu 2.1. 1955 r. zabójstwu słała ją siostra mężatka po wy 24-letniej Ireny D. oraz 29. III. prawkę dla niemowlęcia. 1956 r. śmierci 18-letniej uczen Oskarżony St. Modzelewski, nicy Heleny w. jechał wtedy z Warszawy da Irena D., mieszkanka wsi Łodzi na święta i wysiadł w Borowa koło Gałkówka, w Gałkówku. dniu swej tragicznej śmierci Sąd pyta oskarżonego co zro tj. w niedzielę udała się po-bił wówczas z zabraną dziew-ciągiem do Łodzi, gdzie była czynie wyprawką. Oskarżony: umówiona z kolegą. W Łodzi -Nie wiem. Miałem z tą wy widziano ją ok. godz. 21.50. Do prawką do czynienia, ale nie domu nie powróciła. Jej zwło wiem co z nią zrobiłem. ki odnalazł nad ranem na od Po dokonaniu morderstwa, o-cinku prowadzącym od stacji skarżony udał się na stację, do wsi świadek Antoni P. i gdzie papierem oczyścił buty. zawiadomił o tym swą sąsiad-Gdy po godzinie odnaleziono kę Zofię T. Rozpoznała ona w zabitą, pies tropiący MO zapro zamordowanej kobiecie swoją wadził po śladach do tego pa• siostrzenicę Irenę D. i zawia-pieru pod ławką dworcową. domila milicję. Stwierdzono, Złoczyńca wcześniejszym po-że kobieta ta została zadławio ciągiem zdążył odjechać do Ło na. Liczne uszkodzenia ciała dzi. • ofiary wskazywały na odbycie Wczoraj sąd zakończył prze-gwałtownej walki z napastni-słuchiwanie około połowy .ze kiem. stu wezwanych świadków. Dal Okoliczności, które towar.,_ szy ciąg rozprawy i przesłu-Tul'lłiej piłki ręcznej Dla uczczenia 24 rocznicy wyzwołenia Łodzi Wybieramy najlepszych sportowców Piłkarze tll!1ziankF Dziś Kazimierz Chedałlewsld rrai• z w1Śt1iarze11 _, · chań odbywać się będzie 29 szyły temu zabójstwu, sąd blli stycznia. Swiadkowie, którzy dał wczoraj szczególnie wnf• odpowiadać mieli dzisiaj, zo~ kliwie, • Oskarż1>ny zeznał w śledz-staną wezwani ną 30 bm. twie, że udał się do jednego z nabywców kradzio-nego cement\l resztę należnoś­ci, a w razie odtffowy podpa-lić jego zabudowania. Ponie-waż po ciemku nie mógł roz-poznać zabudowań, zmienił za-miar i skierował się przez pole ku stacji. Wtedy spotkał Irenę D. Po „zajściu" -jak to nazywa -z młodą kobietą udał się na stację, gdzie powie dział kolejarzowi, że na polu leży pijak. Klo będzie organizował Mały VVyścig Pokoiu Na telrułt tego zdarzenia ze-znawał wczoraj ówczesny dy-żurny ruchu w Gałkówku -Jerzy G. Okazuje się, że oskar żony i świadek nie rozpozna-ją się. Dyżurny z Gałkówka zeznał, że wówczas około go-dziny 2 w nocy przyszedł pa-sażer kupujący bilet do Łodzi. Mimo wywieszek informował się przy okienku o godzinę odjaZdu pociągu. Przy kupnie biletu, powiedział, że za stacją leży pijany. Najbliższy pociąg do Łodzi był około 5 rano, a poprzedni przed północą. Działacze sportu kolarskiego w Łodzi przystąpili już do pierwszych przygotowań związa­nycp z organizacją tradycyjnego Małego Wyścigu Pokoju dostep-nego wyłącznie dla niestowarzy-szonych. Organizatorami tegorocznego wyścigu będą następujące orga-nizacje: Widzew, Społem, Gwar dia i ŁOZKolarski. Ostatni etap tego wyścigu o laurowe wieńce „Dziennika Łódz kiego" zorganizowany zostanie w dniu przyjazdu do naszego miasta kolarzy z Wyścigu Po-koju -meta na stadionie ŁKS. Szwedzi zwyciQżyli w 38 raid~ie MONTE CARLO W piątek rano zakończył się w Monaco 38 samochodowy rajd Monte Carlo. Ostatnią próbą był nocny wyścig na górskiej tra-sie okrężnej Monaco -Monaco długości 670 km. Wystartowały do niego 43 ekipy, a ukończy­ło JO. Wyścig rozegrany zostanie w 2 grupach wiekowych. O szcze-gółach poinformujemy dokładnie w przyszłym tygodniu. Komunikaty W niedzielę, 26 bm. o godz. 10 w sali Zw. Zaw. Prac. Bud .• ul. Piotrkowska 232 odbędzie się ca łodzienna konferencja szkole-niowa sędziów piłkarskich, połą czona z egzaminami. • * • Łódzka Szkoła Pływania przy Szkole Podstawowej nr 173 ul. Sienkiewicza 46 organizuje kur-sy przygotowawcze dla kandyda tów do pierwszej klasy w roku 1969-1970 (przedszkolacy z rocz-nika 1962 i 1963). Kurs rozpoczyna się l lutego br. Zajęcia w środy i piątki w godz. 17.15-18 na pływalni III LO. Tam też udzielane są in-formacje i przyjmowane zapisy. Około godz. 4 nad ranem, na stację szedł wuj Ireny D. i ujrzał leżące na polu przypró-szone śniegiem jakieś ciało. Sądził, że to ogólnie znany pi-jak z Borowej i poszedł zamel dować o tym na postenutek. Milicjantów nie zastał. Wtedy i on na stacji poinfonnował dokładnie dyżurnego, że na po lu leży pijany i poprosił o po wiadomienie MO. Sąd sprawdza te zeznania jeszcze raz, przesłuchując dy-żurnego ruchu. stwierdza on, że jest to możliwe, że po raz drugi odebrał taką informację. Na posterunek nie dzwonił, po nieważ wiedział, że funkcjona riusze pełnią w terenie służbę patrolową. Sąd zapytuje oskarżonego dla czego na stacji podał informa-cję o „pijaku". Oskarżony: -Chodziło mi o ratowanie tej kobiety, myślałem, że jeszcze żyje. Nie miałem jej zamiaru zabić.
      • madohora Taka ciekawostka z 1925 roku 01.08.19, 17:03
        30-krotnie skazany na śmierć. Kat dusił go na pół 29 razy, by za trzydziestym razem powiesić.

        Donoszą z Charbina, że rosyjski ban­dyta Kurniłow został przez sądy chiń­skie skazany trzydziestokrotnie na ka­rę śmierci, Kurniłow odznaczał się nieludzką wprost siłą i mimo, Iż popełnił około tsiąca zbrodni — zawsze wymykał się władzom chińskim. Sama egzekucja była prowadzona w sposób niesłychanie barbarzyński, Kat chiński 20 razy napół dusił skazanego, by po wielu godzinach ostatecznie go powiesić
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.08.19, 17:32
        Zamordował kolegę by móc spłacić długi.
        W dniu wczorajszym podaliśmy wia­domość o wykryciu sprawcy strasznego mordu w Chojnicy. Obecnie otrzymuje­my następujące szczegóły: Jagodę aresztowano w nocy z nie­dzieli na poniedziałek Pierwsze podejrzenie wyszło ze stro­ny komendanta powiatowej policji pań­stwowej p. Trawickiego, którego ude-zyło, iż posterunkowy Jagoda nie przy­był do służby. Wysłano najprzód do Ja­gody posterunkowego, który jednakże do mieszkania nie otrzymał wejścia, lecz tylko powiedziano mu, iż Jagoda jest chory. Następnie komendant p. Trawicki wysłał dla stwierdzenia sprawy starsze­go przodownika, któremu również żona Jogody powiedziała, iż mąż jej jest cho­ry, jednakże przodownik dostał się do mieszkania i zastał ukrytego w ustępie posterunkowego Jagodę, mającego dość poważne rany na twarzy i ręku. Wobec silnego podejrzenia natych miast wydano rozkaz aresztowania po­sterunkowego Jagody, który wzięty w krzyżowe pytania, w końcu przyznał się do winy. Zbrodnię swą przedstawia morderca i tłómaczy w następujący sposób: Mając żonę i siedmioro dzieci do wy żywienia, przy marnych dochodach, ja kie pobierał posterunkowy, zadłużył się u wielu miejscowych osób do tysiąca złotych, wskutek czego gro ziło mu usunięcie z policji Aby wyratować się z położenia, po stanowił za wszelką cenę dojść do pie­niędzy, choćby rabunkiem. W dniu krytycznym dowiedział się iż przywieziono do kasy skarbowej wiel kie ilości bilonu, które złożone zostały w zamkniętym pokoju. W tej chwili doj­rzało u niego postanowienie dojścia do posiadania owych pieniędzy W nocy po godzinie 1-ej przybył do Kasy, w której straż pełnił posterunko­wy ś. p. Szymczak. Długo namawiał Ja­goda Szymczaka, aby z nim wspólnie do konał rabunku, jednakże posterunkowy ś. p. Szymczak odparł: „Na to mnie tu postawiono,, abym czu­wał nad skarbcem i wara, kto ośmieli się targnąć na pieniądz publiczny". Posterunkowy Jagoda widząc, iż i ten sposób nie dojdzie do celu postanowił zgładzić posterunkowego Szymczaka Stojąc przed pulpitem podał na poże gnanie morderca posterunkowemu Szym czakowi lewą rękę i nagle przyciągnął swą ofiarę przez "ulpit, zaś prawą ręką zadał brzytwą, którą miał w przygoto­waniu swej ofierze śmiertelny cios pod gardło Napadnięty w ten sposób ś. p. Szym­czak zdołał jeszcze wyciągnąć bagnet i uderzył Jagodę w twarz i po ręce. Wówczas wywiązała się walka po­między dwoma posterunkowemi, nako-niec jednakże wskutek upływu krwi ś. p. Sz. legł trupem a zbrodniarz zabrał się do rozbicia kłódki od drzwi wejścio­wych do kasy i samej kasy. Naraz je­dnakże, jak powiada ogarnął go nieopisany strach i zaczął u-ciekać, pozostawiając po sobie ślady krwi. Morderca okazuje mało wzruszenia nawet w obliczu zamordowanej przez siebie ofiary, którą ułożono w kostnicy szpitalnej. Powiada, iż dokonałby tego samego czynu na każdym innym poste runkowym, który chciałby stanąć mu na przeszko­dzie Mordercę odstawiono do więzienia Bliższe śledztwo w toku
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 20.09.20, 14:28
          W tym miejscu samochód miał skręcić w prawo, a nie jak pierwotnie planowano pojechać prosto, ale kierowca nie dowiedział się o zmianie planów. Po przejechaniu skrzyżowania kierowca zatrzymuje auto na rozkaz szefa ochrony i zaczął zawracać. Drugi ze znajdujących się przypadkowo przy drugim przejeździe arcyksięcia zamachowiec, Princip, oddał dwa strzały w kierunku pary arcyksiążęcej. Pierwszy strzał trafił Zofię von Chotek w podbrzusze, druga kula przeszyła tchawicę i tętnicę szyjną jej męża. Oboje nie przeżyli (atak Principa około godz. 10:50. Napastnika zauważył detektyw Smail Spahović, który usiłował go obezwładnić, jednak Princip uderzył go pistoletem w głowę. Princip usiłował się zastrzelić, ale broń wytrącił mu detektyw Anto Velić. Następnie bezskutecznie próbował otruć się przygotowaną dawką cyjanku. Tłum chciał go zlinczować, lecz nie dopuściła do tego policja[
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 20.09.20, 14:34
          Jest taka książka "Twierdza". Niestety nie pamiętam autora, która opisuje sam zamach oraz wydarzenia go poprzedzające. Książka jest utrzymana w tonie powieści ale trzyma się faktów historycznych. Podobnie jak Oskarżam Arcyksięcia Rudolfa - czyta się ją jednym tchem.
          Taka uwaga - jest kilka powieści pod takim tytułem- jedna mówi o współczesnych islamistach (był film), druga to jakiś horror. A ja naprawdę nie pamiętam autorasad
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 20.09.20, 14:34
          Jest taka książka "Twierdza". Niestety nie pamiętam autora, która opisuje sam zamach oraz wydarzenia go poprzedzające. Książka jest utrzymana w tonie powieści ale trzyma się faktów historycznych. Podobnie jak Oskarżam Arcyksięcia Rudolfa - czyta się ją jednym tchem.
          Taka uwaga - jest kilka powieści pod takim tytułem- jedna mówi o współczesnych islamistach (był film), druga to jakiś horror. A ja naprawdę nie pamiętam autorasad
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.09.20, 14:10
          "Nie było motywu", tyle że rodzice sami przyznali że młodzi ludzie otarli się o narkotyki, które w tamtych czasach nie były tak dostępne jak teraz
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 05.10.20, 18:09
          ZABIŁ ZA MAJONEZ W HAMBURGERZE - Interia - 05.10.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 20.10.20, 15:20
          ZABÓJSTWO W KATOWICACH - Nasze Miasto - 20.10.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 30.10.20, 20:31
          POLICJA ZATRZYMAŁA MĘŻCZYZNĘ KTÓRY PRZEBRAŁ SIĘ ZA KSIĘDZA I OKRADŁ PLEBANIĘ - www.infokatowice.pl - 30.10.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 13.11.20, 00:01
          Nie oceniajmy. Moja kuzynka opiekowała się moją ciocią (jej mamą), która chorowała na Alzhaimera. To jest praca 24/24. Trwało to 10 lat. Każdy z nas mieszka w innym mieście - ja najdalej, więc mało kto mógł jej pomóc. Poza tym kuzynka miała też inne obowiązki. Były takie momenty, że już nie dawała rady. Nieraz skarżyła się, że chętnie zamknęła by drzwi i gdzieś poszła. Nigdy tego nie zrobiła. A gdy ciocia zmarła powiedziała, że możemy myśleć o niej co chcemy ale nareszcie odetchnie.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.08.19, 20:47
        Król żebraków warszawskich wbija sobie nóż w gardło. Krwawy finał niezwykłej idylli trójkąta małżeńskiego.

        W domu nr. 3 przy ul. Pańskiej mie­szkał niejaki Józef Kulesza, żebrak za­wodowy. Krzepki ten starzec (Kulesza liczy 70 lat) zajmował od pięciu lat kąt w izbie, należącej do małżonków Segałów. I nietylko kąt... Mimo podeszłego wieku, bałamucił 40-letnią Fajgę Segałową, konkurując dosyć skutecznie z jej małżonkiem, 48-lctnim panem Ottonem, sprzedawcą ga­zet. Słusznie widać śpiewano w starej pieśni dziadowskiej, że żebractwo, to zacny fach, który utrzymuje swych ad­herentów w wyjątkowym wigorze... Jeszcze jedną osobliwością odzna­czało się „pożycie" zacnej trójki. Kulesza — choć katolik — miał wy­jątkową sympatję dla żydowskich prak­tyk religijnych, uczęszczał z Segałami do bóżnicy i nosił na sobie t. zw. modli­tewniki, stanowiące nieodłączną część rytualnego ubioru prawowiernego izra­elity. Skończyła się jednak ta osobliwa „sielanka" — skończyła się bardzo krwa wo. Kulesza — w przystępie nagłej furji — zdemolował izbę Segałom, poczem rzucił się na nich z nożem kucheumnn, zadając im szereg ran. Ociekający krwią' gospodarze schro­nili się przed szaleńcem na dach facjatki. Wówczas Kulesza skierował ostrze przeciwko sobie samemu i poderżnął so­bie gardłoPogotowie odwiozło pokaleczonych Segałów do szpitala żydowskiego, Kule­szę zaś — w stanie bardzo ciężkim -r— do szpitala Dzieciątka Jezus. Jak ustaliło dochodzenie, zemścił sie Kulesza za to, że małżonkowie Segało-włe, którym był pożyczył w swoim cza sie 670 złotych, nietylko nie płacili mu procentów, ale wogóle, nie okazywali chęci do uznania tego długu. Prócz powyższej pożyczki, wyświad czył ten dziwny żebrak szereg usług Segałom: sprawił im otomanę, zegar ścienny i mnóstwo drobiazgów. Niedyskretna opinja kamienicy stwier dza zgodnie, ustami wszystkich kumo­szek, że wszystkie te zakupy stanowiły prezenty dla Segałowej. Zdemolowany lokal opieczętowano.
      • madohora Takie sytuacje znamy z folmow a tu proszę w Polsce 02.08.19, 21:08
        w 1898 roku

        Napad na Orlej Górze. Wydział karny sądu ka-liskiego osądził w tych dniach Hprawę braci 13a-ranieckich i ich wspólników. oskarżonych o 1'011-bój na Orlej Górze, kt6ry rok temu IIgrozą prllejął (/nłą gubernię kaliską. Skład sądu stanowili: wice-prezes rzecz. rad. st. Nnumow, czlonkowie sądu Potieruchin i Ly-8zczyń>lki; oskarżał towarzysz prokuratora. Gła­O'olew; pióro sekretarskie trzymał pomoclllk se-kretarza Szcześniewtlki; za stołem obrończym siedllieli adwokaci przysięgli J\:aullJersz, RUtlz-kowski i Radwall. Oskarżeui, których jest pit;eill. z wyj:1t.kiem Skowrońskiej, byli okuci w kajdany. Po sprawdzeniu pytali t. II\\'. generalnych. od-czyt.any został akt oska.ri.ellia. II _ któr~go . do-wiadujemy się, że w nocy z 6 na{ kWletmtt r. zeszłego na Orlej Górze w pow. tureckim, na 14 wiorście od 'l'll1'ku, u podjazdu pod górę, spełniony lIostał libro luicllY napad na jadących na jarmark do Kalisza na wozie Michała Maj-I cherka, szewców: Franciszka Latusllewskiego, Feliksa SOSlICZ) ńskieg'o, Franciilzka Niemownego. Jana Gierłowskiego i 15-letniego jego syna, J óllefu. 81edzt"·0 wyjaśniło, co następuje: W ożnica Majcherek u podnóża Orlej G6ry zauważył, że za jego' wozem uiegło pięciu ludzi. II których dwaj rozwiąllJwali łańcuchy. przytrzymujące kufry II towarem; wtedy obudził śpiących s/lew-CÓ"· , popędllił konie i lIac/ląl bić baJem llapa8t-ników, którlly doskocllyli do koni, lIatrzymal! je, dwaj zaś wskocllyli na ",611, żądając pieniędzy, które napadnięci natychmiast dobrowolnie o~­dali. Nie kontentując się tem jednakże. rabU::lIe zada'wali be:t,bronnym rany nożami. J eden II ja-dących, Jan Gerłowski, ranny, zdążył zeskoczyć z wozu i poznawszy w jednym z rabusiow Sko-wrońskiego, mieszkańca wsi Grąbków, pobiegł do Cekowa, gdzie dał znać policyi o wypa(lku. Również chcieli zbieclz Majcherek i Niemowny, lecz byli zwróceni do wozu i tu kilkakrotnie kłuci nożami. Majcherek iednakże, udawszy zabitego. skrył się w rowie, skąd pobiegł do wsi Malanów, wzy-wając pomocy llliejscowego sołtysa. W czasie walki Latuszewski poznał jednego z rahusiów, nHzywając go Baranieckim, za co był zabity. Również zabity lIostał }1'eliks Soszczyński. Rozbiwszy kufry i zabrawszy towar w worek Majcherka, rabusie, poznani przez J6zefa Gier-łowskiego, jako mieszkańcy 'l'Ul'ku, bracia Antoni i Walenty Barnuieccy, wsiedli na konie i udali sie w kierunku ku Turkowi, <Lutuszewski miał zadanych 15 ran, II tych' kilka śmiertelnych, Soszczyń~ld 3, rownież śmier­telne. W dniu 6 kwietuia, o pół do siódmej lIatl'zy-many został Franciszek Skowl'oń::lki, w mieszka-niu własnem. ZnaleIIiono u niego nóż, pokryty plamami krwawemi. Skowroński zeznał, że hył z Baranieckim w karcv,mie na Orlej Górze, je-dnaIde udziału ,,, napadzie nie przyjmował, i wskazał jako wspólnik6w Baranieckich: dwóch cyganów, Brośkę i Bl'zezińskiego, których udział jednakże Vi' zurodni nie został udowodniony. Pl'lIeci mlie, szynkarz KOlll'ad i jego żona Augusta zezuali, że "'iec/lOrem 5·go kwietnia, Skowroński i Bamniecki pili razem w szynku świadków i po północy wyszli na szosę. Szmajdziński zaś wi-dlli~tł, jak wszyscy trzej pobiegli za wozem, ja-dącym do Kalisza. Stwierdzil! również fakt ten Stan. Bartosik i Al. Konrad. 1::lledztwo pierWJast-kowe również wykryło, że bracia Baranieccy, dojechawszy szosą do dróżnika :Ni! 197, Michała Szczecińskiego, skręcili w bok ku Wrzący, zo-stawiwszy po drodze worek z towarem. We Wrllący zostawili kouie i już piechotą udali sido folwarku Grabieniec, do swego znajomeg() Stanisława Ignaczaka, którego obudzili i zabrali do stajni, gdzie jedli śniadanie i pozostawali pół­torej godziny. Stamtąd Baranieccy udali się do lasu, gdzie przebyli dzień enly. Stwierdllonem zostało, że Ignaczak na skutek prośby Bara.nieckich udał się do Turku, do ieh żon. II wezwaniem, aby zoba-czyły się z mężami i zaniosły im czystą bieliznę i ubranie, Jadwiga i Ewa Baranieekie zaniosły uhranie meżom. Ig-naczak. /laś dał Antouielllll Bantllieckie~u swe palto, wzamian ktorego 6 kwie-tnia otrzymał palto Baranieckiego od jego żony. Aresztowany Ignaczak wskallał miejsce, gdzie Ba-ranieecy zostaWili swe ubranie, które okallało się poluwawiol1em, do ukrywania jednakże rabusiów się nie przyznał, objaśniając. źe o fakcie zbrodni dowiedział się dopiero po odwiedzenin żon Bara-nieckich. Od tego cllasu bracia Baranieccy ukrywnli się w kraju i za granicą, W dniu 1 września r. z. lIatrzymano Anto-nieo'o Baranieckielro w Turku, Walentego ilUŚ o ~ Ś • k aresztowały władze pruskie we wrze lllU, w o 0-licach m. Torunia. Antoni Baral1iecki do winy się nie przyznał, wskazując na brata Walentego i czterech cyganów, jako winnych zhrodni, Wa-lenty. przywając ::lię do udlliału, II początku os)ml'żał eygan6w, późuiej zaś zellnał, że napad zbrodnicllY spełnił wsp6lnie II bratem i Skowroń­skim. Worek z towarem znaleziono ua polu J aJi:óba Gaudyna. we wsi Grabkowie. Jedna para butów znajdowała się u Teresy Skowrońskiej. Buty te znaleIIiono pod mostem, około budki Szcllecińskie­go. Teresa Skowrońska nie przynała się do winy ukrywania rzeczy pochodzących z rozboju i wska-zała na Szczecińskiego. jako na winowajcę, co jednakże sprawdzone nie zostało. Za powyższe przestępstwa winowajcom groziła kara, co do Ba-ranieckich i Skowrońskiego, podług art. 1030. 1632, 1634 i 1459 kod. kar., co do Skowrońskiej i Ignaczaka podług art. 14, 1630, 103J i 14i'i9 tegoż kod. Po wysłuchaniu Ileznań oskarżonych i t.rzy-dziestu kilku świadków, którlly potwierdzili w zu-pełności daue, prlledstawione w akcie osku,l'żeuia, jaT\: również wypowiedzeniu mów przez towarzy-sIla prokuratora i obrońców, sąd ogłosił wyrok, moca którego Skowroński i bracia Baranieccy za rozbÓj skazani zostali na trzynaście lat ciężkich robót każdy. StaniHław lIa,ś Igna,czak za ukrywa-nie na szeŚĆ lat ciężkich robót, wszyscy z P?Zba-wieniem prnw i po odciel'pienb kary na OSiedle-nie na Syberyi na zaW8ze: Skowroilska lIostnła uniewinnioną·
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 02.08.19, 21:31
        Świętokradztwo. Włościanin wsi Hetki n pod Łod\dą naj starszy z gromady Antoni Zim@cki zbudował w roku zeszłym ml polu prlly drodze figurę murowaną na czeŚĆ Najwyiszego, by za-chował ich od cholery i nieurodzajów. Do kaplicy tej sprowadzone zostały obr~zy na p~ótnic: Matki Boskiej Częstochowskiej, Sw. Józefa i Sw. Antoniego, których poświęcenia do-pełnił w początku bieżąceg'o t.ygodnia wikaryusz parafii Pabianice. Wczoraj.,;zej nocy zbrodnicza ręka święto­kradzcy skradła wszystkie trz.yobra,zy, ogałaca-jąc figurę z rzeczy świętycb, . 'Włościanie czynią usillle poszukiwalll<t zbro-dniarza.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 02.08.19, 22:28
        ...
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 20.09.19, 22:01
        C z ę s t o c h o w a, 10 sierpnia. Naczelnik wy-
        dZIału śledczego piotrkowskiego, delegowany celem
        wykrycia zabójców ś. p. inżyniera Bojemskie?o, do
        Częstochowy,
        a r e s z t o wał 3 m ę ż c z y z n, z
        których d waj p o
        z o s t aj,! P o d z a r z u t e m
        p o p e ł n i e n i a m o r d e r s t w a,. trzeci zaś
        - u-
        czestnictwa w potwornej zbrod
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 21.09.19, 21:13
        Trup w sofie. Dn. 26 lipca 1910 r., nad ra nem, włościanin, Marcin-Cudak, na drodze, wiodącej ze wsi Gidle do Zawad, w pow. Radomskowskim, zauważył, że w odległości około wiorsty od Zawad, xv rowie przydrożnym, napełninym wodą, w miejscu, gdzie rów ma głębokości cztery, a szeroko ści trzy łokcie, pływa jakaś skrzy nia drewniana, znacznych roz miarów, przewrócona do góry dnem i przewiązana sznurami. Około godziny 7-ej rano widział skrzynię w tern samem położeniu włościanin, Jan Dąbrowski, któ ry szedł piechotą z Zawad do Gidl. Lecz, gdy po pewnym cza sie wracał tą samą drogą, zau ważył, że skrzynię wyciągnięto z wody; wystawała ona do połowy z rowu, część sznurów rozwią zano, a na drodze leżała podusz ka i siennik. Podszedłszy bliżej Dąbrowski, przekonał się, że to, co wziął za skrzynię, jest prze wróconą do góry dnem sofą, obi tą czarną ceratą. Dąbrowski, jak i Cudak, nie przypuszczali, a- żeby wszystko to miało jakieś szczególne znaczenie i nikomu nie opowiadali o tern, co widzie li. Dopiero około godz. 11-ej przed południem jacyś przejeż dżający przez Zawady włościa nie, przywoławszy pasącego niedaleko tejże wsi bydło, chłopca, Stanisława Juraszka, kazali mu pójść do gminy w Ko narach i zawiadomić o leżącej w wodzie tajemniczej sofie. Jura szek polecenie to wykonał. W południe przybył na miej-Kondracki i starszy strażnik, Jan Bajrasz. Z polecenia ich sofę wyciągnięto z wody i roz aż do kości pacierzowej. O 3 centymetry w kierunku prosto padłym od prawego ucha, wi dniała rana, długości 2 centyme- wiązano sznury. Gdy podnie- trów, a tuż nad nią jeszcze jedna siono wieko, znaleziono we-: rana, o brzegach nierównych, wnątrz: rogożę ze znakami rosyj- długości 3 centymetrów. Przy skiemi ‘‘Ju Ż.”, 25,7744, Nr. j lewem oku był siniak koloru cie- 34; stare futro, pokryte czarnem mno-czerwonego, wielkości pię- suknem, poduszkę w czerwonej' cio kopiejkówkisrebrnej; takież powloczce dwa nieduże chodniki. dwa siniaki spostrzeżono na z włókien roślinnych, wueszcie ; klatce piersiowej z prawej i lewej na samem dnie znajdował się strony w okolicy 7-go i 8-ego trup mężczyzny średniego wzro- j żebra. Wreszcie na głowie, w o- stu, w wieku około lat trzydzie-j kolicy prawej kości ciemienio- stu, ze spokojnym wyrazem . wej> w kierunku skośnym, wid- twarzy i na wpół otwartemi o-j niała rana, długości 10 centyme- czami. Włosy zmarłego były ru- ^ trów, idąca ku środkowi głowy i dawe, miał on takiegoż koloru zachodząca na kość czołową z długie Wąsy, niewielką bredę i równemi brzegami, w których małe bokobrody. Oprócz po krwawionej bielizny, okrywa jącej dolną część ciała, na trupie znaleziono kawałki mózgu. Lekarz orzekł, że zmarłemu zadano uderzeniami ostrego na- żadnego ubrania nie było. rzędzia., w rodzaju topora, liczn.^ Nadto trup owinięty był w koł- rany, z których dwie śmiertelne: drę bronzowego koloru, głowa jedna w prawą kość ciemieniową rozbita, owinięta była w dwa i druga w szyję i że śmierć nastą- prześcieradła, nogi i ręce były p i} a natychmiast, wskutek zna- związane, z prześcieradeł wy- cznego uszkodzenia mózgu i u- krajano znaki. W pobliżu, któ- traty krwi. Siniaki na szyi i ryś z włościan, znalazł na drodze piersiach pcchodzą od uderzenia drugą rogożę, opatrzoną takie- tępego narzędzia i duszenia, miż znakami, jak te, które wi- gdyż chciano widocznie jaknaj- dniały na rogoży, znalezionej w. prę dzej załatwić się z ofiarą, sofie. . . i Zmarłego zabito, gdy śpiąc, le- Oględziny lekarskie zwłok wy- j ->ał na lewym bolcu, na co wskazu- kazaly: i je położenie i kierunek ran, brak Na prawej łopatce w kierunku ubrania i brak jakichkolwiek skośnym, głęboką, do kości przenikającą ranę, długości 7-iu centymetrów. Z prawego boku na szyi, drugą taką ranę poprze czną, długości 4 centymetrów, również głęboką. Z tyłu na śladów samoobrony na rękach. Śledztwo pierwiastkowe. Śledztwo pierwiastkowe wesz ło z początku na fałszywą drogę, karku ranę takąż samą, długo- gdyż powstało przypuszczenie, ści S centymetrów, przenikającą' iż zamordowany jest mieszczam- em z Kielc, Bartłomiejem Wój cikowskim. Ustalono, że Wójci kowski wd.21 lipca przyjechał do Radomska i stanął w hotelu Pol skim, gdzie faktorowi Lewko wi Fiszlewiczowi polecił, ażeby wyszukał mu majątek ziemski, odpowiedni do kupna. Fiszle- wicz zapoznał Wójcikowskiego z właścicielem ziemskim w pow. Radomskowskim, Józefem Wil- końskim, który chciał majątek swój sprzedać za 37,000 rubli. Po obejrzeniu folwarku Wójci kowski w d. 24-yrrt lipca wyje chał z Radomska i powrócić miał z pieniędzmi dn. 26-go li pca, ale ani w ten dzień, ani w dni następne do Wilkońskiego nie przyjechał i znikł bez śladu. Aresztowano wówczas kilka osób i wypuszczono wtedy, gdy okaza ło się, że Wójcikowski żyje i że d. 4-go września pojechał do Kra kowa, aby odwiedzić zamieszka łych w tem mieście synów
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 27.08.15, 14:42

    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 29.09.15, 11:40
      SERYJNY ZABÓJCA Z KATOWIC - Fakt - 29.09.2015
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.10.15, 23:47
      Sprawy kryminalne - te mniej znane
      Nie zawsze są z naszymi stronami związane
      Dziś mówię co mnie to obchodzi
      Że to się kiedyś (1907) działo w Łodzi?
      A teraz powiem to jasno
      Czy już wówczas było skazane to miasto?
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 08.10.15, 23:51
      Fałszerze pieniędzy.
      Policyę śledczą w Łodzi zawiadomiono, iż w domu Nr. 18 przy ul. Wschodniej, w suterynie, znajduje się mieszkanie, składające się z czterech pokojów i, że w mieszkaniu tom jacyś ludzie fabrykują fałszywe pieniądze.
      W d. 17. b. m. dozorcy policyjni pod osłoną wojska dokonali w podejrzanem mieszkaniu rewizyi. W trzech pierwszych pokojach nic nie znaleziono. Ajenci policyjni sądzili już, iż padli ofiarą mistyfikacyi, gdy nagle za ścianą usłyszeli przytłumione głosy. Policya rzuciła się do drzwi, rozwarła je gwałtownie. I oto ujrzano niezwykły obraz. Pięciu ludzi pracowało spokojnie nad wyrobem fałszywych pieniędzy. W kącie pokoju stała olbrzymia maszyna, ważąca przeszło 100 pudów, na której odbywała się cała fabrykacya, a obok leżały różne metale i narzędzia pomocnicze. Fałszerze przeważnie wyrabiali 10-cio kopiejkówki, jakkolwiek znalazły się tam i formy wszystkich istniejących monet w Cesarstwie. Fałszerzy aresztowano i odprowadzono do wydziału śledczego. Nazwiska aresztowanych następujące; Kiwa Winter, lat 66, z zawodu kotlarz, Monachem Winter, 19 l.; Szlama Hammer, 16 ł., giser, Jakób Winter, krawiec; Szlama Goldberg. 33 1., kupiec; Majer Goldhaar, 32 l kolektor. Maszynę, nad przeniesieniom której pracowało 10 żołnierzy, dostarczono również do wydziału śledczego w Łodzi, przedtem jednakże jako inateryał dowodowy, zdjąto fotografię z ?cichych pracowników" przy robocie.

      1907 rok
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 03.02.16, 22:01
      W 1860 roku w Szalowy pod miasteczkiem Bieczem u żyda arendarza była sługa chrześcijańska, której ksiądz nie chciał dać rozgrzeszenia dopóki zostawać będzie u niewiernego opierając się na przepisach kościelnych przypominanych duchowieństwu przez biskupa. Służąca uciekła więc od żyda ze służby i w żaden sposób wrócić do niego nie chciała. Żyd zaniósł skargę do urzędu i tam skarcono ową sługę jako krnąbrną i nakazano najsurowiej by wróciła do służby. Wieśniacy usłyszawszy o tem zaszli z całej wsi a smętarz i tam zaprzysięgli sobie, że nie pójdą pić do arendarza.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 03.02.16, 22:10
      Francuzi wystawili w rku 1860 w ogrodzie botanicznym pomnik na cześć Fran Parmentier, który ziemniaki we Francji zaprowadził a który to owoc ziemny z Ameryki Południowej przywiózł do Europy hiszpan Walter Ralaich
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 03.02.16, 22:25
      Zjawienie się najdawniejszych gazet polskich jeżeli nie wcześniej to równocześnie nastąpiło z najdawniejszymi pismami czasowymi w Europie.. Najdawniejsze gazety polskie jako najpierwsze istniały już w roku 1661 i te w kronikach polskich wspominane pod imieniem "awizy". Zawierały one wiadomości polityczne i wychodziły po znaczniejszym miastach dawnej Polski. Były to gazety "awizy" krakowskie, warszawskie, lwowskie, gdańskie. Lecz nie drukowano ich regularnie tylko w miarę nagromadzonych wiadomości. Dipier zaczęły stalle wychodzić gazety w Warszawie w 1729 roku.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 25.09.19, 17:01
        Blasikiewdcz i Pianko. Rozważywszy oskarżenie Błaskiewi- cza o to, że ukrywa! zabójcę i osoby, ;j które ukrywały zbrodnię, sąd znajduje, ■ że śledztwo sądowe nie dało literalnie żadnych podstaw do tego, aby uważać, . iż Błasikiewicz wiedział, co znajdowało 6ię w pace, kiedy pomagał Załogowi wy nosić ją do dorożki,gdyż, jak twierdzi ' podsądny Macoch, do tajemnicy za bójstwa dopuścił tylko swego służącego Załoga, a z chwilą, gdy Błasikiewicz nie wiedział o zawartości paki, nie może być mowy o ukrywaniu; wobec czego sąd uznaje, że nie jest winien ukrywania. Lecz ponieważ w następstwie, gdy Bła sikiewicz zaczął podejrzewać dokona- niezbrodni, nicdoniósło tern władzom, a nawet otrzymał od Macocha rb. 13 za milczenie, więc sąd upatruje w tym j czynie znamiona niedoniesienia o do konanej zbrodni zabójstwa i jego wino wajcach wobec czego uznaje, że Błasi- kiewicz jest winien według art. 120 kod. kar. Drugi z oskarżonych ukrywaczy do rożkarz Pianko oddany został pod sąd o to, że nie biorąc udziału w zabójstwie Wacława Macocha, lecz wiedząc o oko licznościach tego, brał udział w ukryciu zarówno zbrodni, jak i osób które jej dokonały, przyczem udział jego wyra- fi ził się przez to, że na drugi dzień po za bójstwie Pianko wywiózł w swoim po wozie z klasztoru jasnogórskiego ra zem z Damazym Macochem i Za- logiem zapakowany do sofy trup Wacła wa Macocha do wsi Zawady, gdzie zrzu cił sofę do napełnionego wodą rowu. Nie mówiąc już o tęm, że Pianko nie mógł wiedzieć okoliczności zabójstwa Wacława Macocha, gdyż ze sprawy nie widać, aby Damazy wchodził z Pianką co do tego w otwarte rozmo wy, śledztwo sądowe nie dało literalniżadnych podstaw do mniemania, iż Pianko wiedział, co wiezie w pace. Ale kiedy dziwna działalność Damaze- go Macocha i Załoga, którzy zrzucili pakę do rowu, zrodziły w nim podejrze nie, ks.Damazy Macoch bierze od niego przysięgę na milczenie o rzeczach wi dzianych. Takiegoż milczenia wymaga odeń i służący' Damazego, Załóg, a na wet grozi mu w razie niewykonania tego wymagania. Tern siętłómaczy po stępowanie Pianki podczas badania go, jego zapieranie się, a nawet usiłowanie wprowadzenia w błąd agenta policyi Kotowskiego, któremu początkowo po wiedział, że odwiózł pakę do stacyi Kłomnic. Lecz w takiem wymuszonem przez przysięgę i pogróżki postępowaniu Pianki sąd nie widzi objawu z jego strony złej woli co do ukrycia zbrodnia rza, gdyż żadnej działalności w tym kie runku Pianko nie przedsiębrał, dlatego co do oskarżenia go o ukrywanie sąd uznaje, że nie jest wienien, lecz ponie waż Pianko nie spełnił swego obowiązku obywatelskiego i nie doniósł władzom o tern, co mu było wiadome o zbrodni, sąd uważa iż jest winien niedoniesienia, t. j. przestępstwa przewidzianego w art. 126 kod. ka
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 16.12.20, 16:34
          Pamiętam jak wieki temu dyskutowaliśmy ze znajomym na ten temat. Chodziło nam, że takie rozwiązanie byłoby dobre dla wszystkich. I proszę - po latach doczekaliśmy się, że ktoś o tym pomyślał.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 17.12.20, 00:06
          LIDERKA STRAJKU KOBIET ZAKAŻONA KORONAWIRUSEM - Interia - 16.12.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 17.12.20, 18:58
          POLICJA ROZPOCZĘŁA KAMPANIĘ DOTYCZĄCĄ CYBERZAGROŻEŃ - www.tvp.pl - 17.12.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 18.12.20, 18:39
          GWAŁCICIEL SADYSTA Z KATOWIC - Super Ekspres - 18.12.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 18.12.20, 18:47
          Nie mówię o rodzinach ofiar, bo tego się nie da zapomnieć. Ale może jeszcze ktoś nakręci film o Arnoldzie, Modzelewskim czy następcy Marchwickiego. Sam Marchwicki to osobny temat, bo być może był "ofiarą systemu".
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 20.12.20, 11:34
          A co jest w Polsce? U nas (w kraju, nie na Nikiszu) jakiś czas temu idioci wywalili pół ściany i ukradli....pusty bankomatuncertain
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 20.12.20, 11:51
          CO Z GODZINĄ POLICYJNĄ? POLICJA CZEKA NA ROZPORZĄDZENIE - Gazeta - 20.12.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 20.12.20, 12:11
          Być może nieszczęśliwy wypadek a może "wędkarz tak chciał". Ludzie już nie wytrzymują. Nikt nas nie przygotował na starcie z zarazą. Nasi dziadkowie (pradziadkowie) byli silniejsi psychicznie. A my nie dajemy rady.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 20.12.20, 13:34
          60 LATEK Z ANGLII UWODZIŁ DZIEWCZYNKI PRZEZ INTERNET - Wyborcza - 20.12.2020
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 25.09.19, 17:04
        GŁOSY PRASY W SPAWIE MACOCHA.

        Sprawa Macocha... i innych. Dnia 27 lutego zasiedli w Piotrkowie na lawie oskarżonych b. ojcowie Paulini: DamazyMa coch Izydor Starczewski i Ba zyli Olesiński. Lecz nie zasiedli sami. Poza ich plecami stanął zwar ty tłum tych, w których to pośrednio tylko uderzy, któ rych jednak pewne szczegóły sprawy a priori przejmują stra chem tak dalece, że starali się już wszelkie sprężyny poruszyć, by zarządzić tajność rozpraw przy drzwiach szczelnie zam kniętych. Ta kompromitująca krząta nina, te rozpaczliwe zabiegi bu dzą zdziwienie nawet w Kurye- rze Waiszawskim, który w przed dzień procesu wyjawił, że ‘zna lazły się w Galicyi (!) pewne ka tolickie koła społeczne, które pra gnęły oddziałać na prasę, aby sprawozdanie z procesu zredu kowano w dziennikach do mi nium, lub ich zgoła nie drukowa no i że znalazł się jeden czy dwa dzienniki, które podzieliły na rzucone im argumenty.” Mimo całej swej pobożności KuryerWarszawski argumentów owych nie “podzielił,” woląc narazić się na gniew dygnitarzy kościelnych, niż na dotkliwe upośledzenie wobec szczęśliwych swoich... konkurentów, co nie dbające o klątwy, spiszą zapełnić swoje szpalty sążnistą ze spra wy relacyą. Ustaliwszy tedy z godnością, że“ prasa ma nietylko prawo, lecz prosty obowiązek dokładnego zdawania sprawy z procesu,” i chcąc udobruchać skwaszo- nych mentorów, śpieszy zapew nić “że ci, którzy oczekują tu “sądu nad duchowieństwem ka tolickim” omylą srodze swe zło śliwe nadzieje.” Już z dotychczasowych da nych jasno wynika, że sąd piotr kowski będzie miał przed sobą jedynie i wyłącznie Macocha i kilku towarzyszów, a sąd opi nii— pospolitych zbrodniarzy, na tle ich przypadkowej dzia łalności zupełnie odosobnio nych.” Atoli z “dotychczasowych da nych,” wynika dość jasno wnio sek wręcz przeciwny. Macochocha spolitvch zbrodniarzy,” lecz ka tastrofa, pęknięcie podstaw ca łego gmachu, który w murach swoich krył długo czynniki stra sznego rozprzężenia. Żadne, najbardziej kunsztow ne usiłowania nie wyrwą spra wy Macocha z kadrów całego środowiska; nieszczęściem i zgro zą serc wierzących, którym szczerze współczuć należy, jest właśnie to, że postać zbrodni czego mnicha i jego towarzyszy rysuje się z przeraźliwą jaskra wością na tle umiłowanej Jasnej Góry, która oto z najgórniejszej u nas wyżyny świętości zaszła niejako na podnóżek mordercy i złodzieja. To też klerykalny Dziennik Powszechny bardziej od świe ckiego swego kolegi szczery, a może mniej oględny, woła ustami p. Miecznika. Macochowa zbrodnia to nie jedna z wielu—to wyjątkowa zbrodnia. Wyjątkowy też nad nią sąd będzie. Rzucając w kąt względy i za strzeżenia, z których inni jeszcze nie rezygnują, organ p. Dworza- czka zapew nia: Wiemy wiele, ale chcemy wie dzieć wszystko, wszystko. 1 będziemy wiedzieć, nie ukry ją i nie ukryje się przed nami nic. , My nic chcemy nic ukrywać! ! Oto chwalebne zaiste inten- cye! Tym chwalebniejsze, że idą w poprzek wytrwałym żabie- i gom kleru, żeby drzwi sądu za trzasnąć, zaś adwokatom zało żyć knebel na usta, wskutek cze go wielu z nich zrzekło się u- działu w procesie piotrkowskim. Kie zrzekł się go nieup. Korwin-Piotrowski, autor de dykowanego Papieżowi apologe ty cznego dzieła O Jezuitach. Pan Korwin-Piotrowski zgło si! w pierwszym dniu wniosek sądzenia sprawy przy drzwiach zamkniętych, co nie zostało jed nak uwzględnione. Tymczasem nieoceniony p. Miecznik sadza już na ławie o- skażonych cały klasztor Jasno górski, wszystkich oo. Paulinów; ba! zawczasu ich nawet i w ru- mcl skazuje
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 03.10.19, 14:01
        Bezsilna policja uznała, że nawet jeśli Gérard Croizet nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi. I postanowiła sprowadzić go do Stanów. Holenderskie linie lotnicze KLM zgodziły się przewieźć go za darmo. Jeden z pracowników linii natychmiast do niego zatelefonował. – Tak, postaram się pomóc – usłyszał w słuchawce. – Ale najpierw proszę mi przesłać zdjęcie dziewczynki i plan Nowego Jorku.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 03.10.19, 14:03
        Croizet odzyskał równowagę i zaczął mówić spokojnie, całymi zdaniami. Wyjaśnił, że na razie nie poleci do Nowego Jorku. Nigdy w nim nie był i obawia się, że olbrzymie miasto dostarczy mu zbyt wielu wrażeń: – Niestety, nie zdołam się tam skoncentrować.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 03.10.19, 14:04
        Pracownik KLM natychmiast zatelefonował do Nowego Jorku. Pięć godzin później nadeszła odpowiedź. W garażu wskazanego budynku znaleziono zwłoki Edith Kiecorius. Tydzień później zatrzymano 59-letniego pedofila i mordercę. Miał na sobie szarą marynarkę, na policzkach wytatuowane ciemne kropki.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 03.10.19, 14:05
        W wieku sześciu lat trafił do zegarmistrza. Ten pewnego dnia dał mu linijkę, a mały Gérard nagle zaczął opowiadać jej historię. Mówił, kto dostał nią po łapach, co nią mierzono i rysowano. Wszystko się zgadzało. W szkole zamyślonego, wątłego chłopca uważano za nierozgarniętego i tępego. Do czasu, gdy jeden z nauczycieli nazwał go małym głupkiem.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 03.10.19, 14:07
        – Ale za to widzę rzeczy, które dzieją się daleko stąd – odpowiedział Croizet. Nauczyciel popukał się tylko w czoło. Kilka tygodni później wychowawca nie przyszedł do szkoły. Następnego dnia Gérard się zrewanżował. – Wiem, dlaczego wczoraj pana nie było – powiedział przy całej klasie. – Był pan u blondynki w czerwonej sukni. Nauczyciel oblał się pąsem. Mały jasnowidz zlitował się jednak i uratował go przed kompromitacją: – To nic złego, rozmawialiście o ślubie.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 03.10.19, 14:08
        Profesor poddał Croizeta kilku testom, w których wizjoner wypadł znakomicie. Ale prawdziwy egzamin zdał w 1949 roku. Sędzia z miasta 's-Hertogenbosch zapytał wówczas Tenhaeffa, czy któreś z badanych przez niego mediów może pomóc w odnalezieniu zwłok dzieci zamordowanych przez zboczeńca. Zabójca siedział już za kratkami, lecz nie przyznawał się do winy.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 03.10.19, 14:09
        By się przekonać, kto rzeczywiście ma rację, profesor Tenhaeff przez 20 lat prowadził pewien eksperyment, który nazywał testem pustych miejsc. Przyprowadzał jasnowidza do sali, w której za kilka dni miało się odbyć jakieś publiczne zgromadzenie.
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 21.12.20, 23:28
          PIRACI PRÓBOWALI UPROWADZIĆ STATEK Z POLSKĄ ZAŁOGĄ - Interia - 21.12.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.12.20, 11:15
          LONDYN. BRUTALNY MORD NA POLCE - Interia - 23.12.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.12.20, 11:51
          MIESZKAŃCY KATOWIC POSTAWILI ZNICZE NA PNIACH KASZTANOWCÓW - Radio Katowice - 23.12.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 26.12.20, 12:40
          TRAGICZNY POŻAR W NOWEJ HUCIE. ZGINĄŁ STARSZY MĘŻCZYZNA - Interia - 26.12.2020
        • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 27.12.20, 20:07
          W Niemczech w przeciągu ostatnich 22 lat spaliło się teatrów 13.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 03.10.19, 14:10
        Traf chciał, że w gabinecie, poza dziennikarką, był jeszcze... Gérard Croizet, który poprosił o przekazanie słuchawki. Od razu zaczął zadawać konkretne pytania: czy w okolicach szpitala płynie rzeka? czy nad pobliską ulicą znajduje się wiadukt? czy droga z wiaduktem prowadzi na płaską, otwartą przestrzeń? Odpowiedź na wszystkie brzmiała „tak".
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 03.10.19, 14:11
        Croizet udał się na miejsce zbrodni, gdzie... usłyszał śpiew. Zapytał, czy w dniu śmierci dziewczyny w pobliżu odbywał się jakiś koncert. W raportach policyjnych nie było o tym wzmianki. Ale okazało się, że na prowizorycznej scenie, którą natychmiast rozebrano, faktycznie występował chór szkolny.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 03.10.19, 14:14

        Strona główna » Niezwykli/Niezwykłe » Zjawiska
        Facebook
        Google plus

        Małe litery
        Średnie litery
        Duże litery
        Mężczyzna, który widział więcej


        Zdaniem sceptyków Croizet niczego nadzwyczajnego nie widział, a jedynie od czasu do czasu przypadkowo trafiał na właściwe rozwiązania.

        By się przekonać, kto rzeczywiście ma rację, profesor Tenhaeff przez 20 lat prowadził pewien eksperyment, który nazywał testem pustych miejsc. Przyprowadzał jasnowidza do sali, w której za kilka dni miało się odbyć jakieś publiczne zgromadzenie.

        Croizet przyglądał się ustawionym już krzesłom i przepowiadał, kto na nich usiądzie. Miejsca nie były numerowane, uczestnicy imprezy mogli siadać, gdzie chcieli. – Tu widzę młodego mężczyznę w garniturze, z białą chusteczką w butonierce, ostrzyżonego na jeża – mówił tydzień przed zajęciem miejsc. Obok niego usiądzie kobieta w średnim wieku, z synem w granatowym mundurku. Test pustych miejsc powtarzano setki razy. Przepowiednie sprawdzały się w 80 procentach. Dlatego profesor Tenhaeff w niezliczonych wywiadach zapewniał, że Croizet posiada dar jasnowidzenia. A dodatkowe potwierdzenie przyszło samo.

        18 października 1959 roku Tenhaeff odpowiadał w swoim gabinecie na pytania dziennikarki, gdy nagle zadźwięczał telefon. Dzwonił profesor Walter Saudelius, wykładowca ekonomii na uniwersytecie w Kansas City. Był bardzo zdenerwowany. Tłumaczył, że trzy tygodnie temu ze szpitala w Topece zniknęła jego córka. Leczyła się z depresji, kuracja przynosiła pierwsze efekty i nagle pacjentka przepadła. – Rozesłałem setki zdjęć córki. Poszukując jej, przejechałem tysiące kilometrów. I nic, najmniejszego śladu. Policja też jest bezradna.

        Traf chciał, że w gabinecie, poza dziennikarką, był jeszcze... Gérard Croizet, który poprosił o przekazanie słuchawki. Od razu zaczął zadawać konkretne pytania: czy w okolicach szpitala płynie rzeka? czy nad pobliską ulicą znajduje się wiadukt? czy droga z wiaduktem prowadzi na płaską, otwartą przestrzeń? Odpowiedź na wszystkie brzmiała „tak".

        reklama


        – Widzę ją – Croizet nagle zmienił ton głosu – jest w ruchliwym miejscu... pomost... dużo łodzi... na wybrzeżu mnóstwo sklepów... parking... samochód z przyczepą kempingową... wsiada do niego... – Czy moja córka żyje? – przerwał Saudelius. – Proszę się nie niepokoić. W ciągu tygodnia dostanie pan wiadomość. Dobrą. Sześć dni później policja znalazła młodą kobietę w przyczepie kempingowej na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej. Córka profesora mieszkała w niej z parą włóczęgów.

        Czarno-białe życie, kolorowa śmierć

        Wizje Croizeta miały pewną zadziwiającą cechę. Jeśli poszukiwana osoba żyła, widział obraz czarno-biały, jeśli nie – kolorowy. Czasem jednak pojawiały się zakłócenia. Tak działo się w sprawie 17-latki z Arnhem. Znaleziono ją martwą, półnagą, ze śladami obrażeń na szyi, piersi. Było oczywiste, że dziewczyna została zgwałcona i uduszona. Śledztwo utknęło jednak w martwym punkcie. I – jak zwykle – policja zwróciła się o pomoc do jasnowidza.

        Croizet udał się na miejsce zbrodni, gdzie... usłyszał śpiew. Zapytał, czy w dniu śmierci dziewczyny w pobliżu odbywał się jakiś koncert. W raportach policyjnych nie było o tym wzmianki. Ale okazało się, że na prowizorycznej scenie, którą natychmiast rozebrano, faktycznie występował chór szkolny.

        – Widzę ją... widzę jego... ma słomkowy kapelusz... jest artystą... – zaczął tradycyjnie, lecz po chwili coś przestało mu się zgadzać. Kolorowy obraz migotał, szarzał, znów nabierał barw – ...ona... jest słaba... chora... umiera... nie zabił jej? ...nie rozumiem... nie wiem...

        Niezrozumiałą wizję potraktowano na tyle poważnie, że przeprowadzono sekcję zwłok ofiary. Okazało się, o czym nie wiedział nawet jej ojciec, że dziewczyna chorowała na serce. Z chłopakiem poszła dobrowolnie, kochali się i w trakcie miłosnego uniesienia dostała zawału. Ślady na ciele, które początkowo uznano za efekt pobicia i uduszenia, powstały, gdy przerażony kochanek próbował ją nieudolnie reanimować. Croizet mógł mieć powody do satysfakcji. Tym razem nie wskazał sprawcy zbrodni, lecz uratował niewinnego człowieka od niezasłużonej kary.

        Każdy ma taki dar?

        Najwięcej sukcesów odnosił w sprawach związanych z zaginionymi dziećmi. Ale nie zawsze mu się udawało. W odróżnieniu od wielu innych jasnowidzów przyznawał się jednak do tego otwarcie. Tak stało się w 1966 roku, gdy w Australii poszukiwano trojga dzieci rodziny Beaumont, a zamożny przedsiębiorca sfinansował mu przelot na antypody. Jasnowidz odbył długą podróż. Spotkał się w nadmorskiej Adelajdzie ze zrozpaczonymi rodzicami, uważnie obejrzał zdjęcia, odzież i zabawki dzieci.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 03.10.19, 14:15
        W 1976 r. jego zdolności przetestowała telewizja japońska. W obecności kamer pokazano mu zdjęcie zaginionej 7-letniej Miwy Kikuchi. Croizet powiedział, że dziewczynka nie żyje, jej ciało znajduje się w wodzie niedaleko pomostu, obok którego wznosi się jakiś wielki żółty obiekt. Nie brzmiało to zbyt precyzyjnie. Ale już dwa dni później, między łodziami cumującymi na pobliskim jeziorze, znaleziono dryfujące ciało dziecka. Nieopodal stał ogromny, żółty zbiornik na wodę.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 03.10.19, 14:16
        Nigdy nie wytknięto mu, że kieruje się żądzą sławy czy korzyściami materialnymi. Żył bardzo skromnie. Zmarł w 1980 roku w wieku 71 lat. Nie wiadomo, czy przewidział datę swojej śmierci. Nigdy nikomu nie ujawniał bowiem szczegółów dotyczących własnej przyszłości.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 13.10.19, 12:17
        Przez lata się tolerowało a teraz walka z wiatrakami. Niestety tak będzie, bo jednych skażą a zaraz się znajdą następni.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 17.10.19, 20:06
        Robert Thompson i Jon Venables

        Ci dwaj, mając 10 lat, zamordowali 2-letniego chłopca, Jamesa Bulgera. Miało to miejsce 12 lutego 1993 roku nieopodal Liverpoolu. 10-latkowie już wcześniej sprawiali problemy, a tego dnia byli na wagarach i planowali dokonanie tego typu zbrodni. James Bulger był przypadkową ofiarą – nakłonili go do pójścia z nimi, kiedy chłopiec czekał pod sklepem na robiącą zakupy matkę. Dokładny opis tortur, których doznał 2-latek z rąk 10-letnich oprawców znajduje się w wielu źródłach, ponieważ sprawa była bardzo głośna. Chłopczyk doznał 42 obrażeń, a przy takiej ich ilości i zróżnicowaniu patolog nie był w stanie stwierdzić, które z nich było śmiertelne. 10-latków zatrzymano 18 lutego 1993 roku. Ich wyrok zmieniano kilkukrotnie, ostatecznie wyszli na wolność 23 czerwca 2001, otrzymując fikcyjne tożsamości, mające ochronić ich przed linczem. Co dzieje się teraz z Thompsonem – nie wiadomo, Venables natomiast otrzymał kolejne dwa wyroki za dziecięcą pornografię, a pod koniec ubiegłego roku aresztowano go z powodu posiadania materiałów, które obrazują przemoc wobec dzieci. Historią tego morderstwa zainspirował się polski reżyser Bartosz Kowalski, wykorzystując motyw w filmie Plac zabaw
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 17.10.19, 20:15
        Mary Bell

        Brytyjka Mary Bell jeszcze przed ukończeniem 10. roku życia miała na koncie kradzieże, wandalizm oraz przemoc wobec szkolnych kolegów, jednak otoczenie nie zwracało na to uwagi. Mając 11 lat, zamordowała dwójkę dzieci. Najpierw, 25 maja 1968, jej ofiarą padł 4-letni Martin Brown, którego udusiła. W ten sam sposób, niecałe 2 miesiące później, życie z rąk Mary stracił 3-letni Brian Howe, którego po uduszeniu, dodatkowo okaleczyła. Mary Bell została uznana winną spowodowania śmierci – orzeknięto, że wykazuje klasyczne symptomy psychopatii, w związku z czym działała w warunkach ograniczonej poczytalności. Trafiła do Red Bank, w którym była jedyną dziewczynką. To odpowiednik polskiego poprawczaka. Na wolność wyszła 14 maja 1980, mając 23 lata i otrzymując nową tożsamość.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 17.10.19, 21:16
        Barry Dale Loukaitis

        Rówieśnicy w szkole nękali go i bili. W 1996 roku, jako 14-latek, Barry przyszedł do szkoły w stroju rewolwerowca. Nie był to jednak żart, ponieważ miał przy sobie broń, którą postrzelił uczniów i nauczyciela oraz wziął zakładników. Został skazany na dwa dożywocia.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 17.10.19, 21:19
        Edmund Kemper

        Jako dziecko, stronił od rówieśników i nie nawiązywał przyjaźni. Matka surowo go karała i często poniżała. Jego rodzice rozwiedli się, gdy miał 9 lat, co bardzo ciężko przeżył. Nienawidził swojej matki, ale napięcie rozładowywał na polowaniach z dziadkiem. Do czasu…Mając 15 lat, w 1964 roku zastrzelił swoją babcię i dziadka. Potem przez telefon powiedział matce, co zrobił, a ta kazała mu iść do szeryfa. Sąd, na podstawie opinii biegłego psychiatry, skierował go do Szpitala Stanowego w Atascadero. W dorosłym życiu dopuszczał się kolejnych morderstw: w latach 1972-1973 zamordował 8 kobiet, za co został skazany na dożywocie.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 18.10.19, 22:55
        Poprowadził je w kierunku ogródków. Ogródki te, położone z dala od domów w zimie są przeważnie opuszczone i opustoszałe. Każdy taki ogródek posiada altankę w postaci drewnianej lub murowanej chatki i ogrodzony jest wysokim płotem. Jedną z takich altanek wybrał sobie zbrodniarz na zrealizowanie swoich planów, Dziwne jest to, że dziewczynki dały się tak daleko zaprowadzić nieznajomemu mężczyźnie, skuszone obiecanym i słodyczami. Człowiek ten wyrwał dwie sztachety w płocie i w ten sposób dostał się do ogródka i wprowadził je obie do altanki. W tym czasie Pasiekówna zorientowawszy się co się dzieje zaczęła głośno płakać. Zboczeniec bojąc się aby ktoś nie usłyszał płaczu dziecka wziął dębowy kij i uderzył nim dwukrotnie dziecko w głowę. Dziewczynka zalała się krwią z ust i nosa i upadła tracąc przytomność. Następnie wybiegł z altanki, zawiesił sukienkę i torbę szkolną wysoko na płocie tak aby dzieci nie mogły ich dosięgnąć. Po czym zbiegł w nieznanym kierunku.
        Około godziny pierwszej Lasota pracujący w swoim ogródku usłyszał płacz i wołanie dziecka. Zdenerwowana dziewczynka trzęsąc się z zimna i ze strachu bełkotała bez ładu i składu. Tak to przynajmniej odebrał Lasota. Lasota zdjął sukienkę z płotu, ubrał dziewczynkę i wszedł za nią do altanki gdzie twarzą do ziemi leżała nieprzytomna i zakrwawiona Pasikówna. Próbował ją podnieść i postawić, jednak dziecko nie było w stanie stać o własnych siłach. Lasota powiadomił też o całym zdarzeniu policję, która zawiadomiła rodziny ofiar. Niebawem nadeszło dwóch znajomych hutników i przy ich pomocy Lasota odwiózł Pasikównę do jej babki w Hajdukach Wielkich a stąd została odtransportowana do szpitala w Świętochłowicach.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 22.12.20, 16:03
        BRAZYLIA. ZROBILI Z DZIEWCZYNKI NIEWOLNICĘ - Interia - 22.12.2020
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 22.12.20, 16:50
        NIELEGALNA WYCINKA DRZEW W KATOWICACH. A PAMIĘTACIE WYCINKĘ NA GISZOWCU? - Nasze Miasto - 22.12.2020
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 22.12.20, 16:58
        DŹGNĄŁ NOŻEM. ODPOWIE ZA USIŁOWANIE ZABÓJSTWA - www.wp.pl - 22.12.2020
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 22.12.20, 17:14
        MIASTO ZGŁASZA WYCINKĘ DRZEW NA POLICJĘ - www.infokatowice.pl - 22.12.2020
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 22.12.20, 17:14
        MIASTO ZGŁASZA WYCINKĘ DRZEW NA POLICJĘ - www.infokatowice.pl - 22.12.2020
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 26.12.20, 12:22
        BRODNICA. SPŁONĄŁ 400 LETNI DĄB - Gazeta - 26.12.2020
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 26.12.20, 12:52
        POŚCIG ZA ZŁODZIEJEM. UMÓWIŁ SIĘ NA JAZDĘ PRÓBNĄ I UKRADŁ AUTO - Interia- 26.12.2020
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 27.12.20, 12:26
        W IZRAELU PODPALONO CHOINKI PRZED KOŚCIOŁEM - Interia - 27.12.2020
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.01.21, 17:49
        POŻAR MIESZKANIA W KATOWICACH. NIE ŻYJE KOBIETA W ŚREDNIM WIEKU - Wyborcza - 01.01.2021
    • madohora ;) 25.02.16, 21:28
      Niezwykłe przestępstwo. Ślusarz L. w Rixdorfie z oryginalnej przyczyny dostał się do kozy. Na jakiemś zgromadzeniu wyborczem L. zabierał głos, jako członek stronnictwa opozycyjnego.
      Ze zaś wszyscy mówcy mniejszej miary zwykli rozpoczynać orację od Adama i Ewy, więc też
      L. sięgnął po argumenta bardzo daleko i zaczał zarzucać niemoralność... Karolowi Wielkiemu. Niepodobało się to komisarzowi policyjnemu, obecnemu na zebraniu, polecił też mówcę sprowadzić z mównicy i odstawić do kozy za...obrazę Karola Wielkiego. Na szczęście wyższe władze policyjne względniej obeszły się ze ślusarzem, ten bowiem po półgodzinnej nieobecności powrócił na zebranie i dokończył przemówienia, najeżonego wspomnieniami o Karolu Wielkim i jego niemoralności
      • madohora Re: ;) 25.09.19, 17:10
        iec Poranny, 10 marca. Skończył się pierwszy etap Macochowej sprawy. Niebawem “porządki” klasztorne będą roz trząsane w drugiej instancy i. Ale już dziś nasuwają się smut ne refleksye. Przedewszystkiem stwierdzo no, że po za zbrodnią Macocha, brali udział w grabieży klasztor nej trzej zakonnicy, że rozpusta kwitnęla w murach Jasnej Góry na dobre. Z różnych listów ska zańców widać, że byli oni skoń czonymi cynikami, że z gmachu cenionego przez całą Polskę, jak długa i szeroka, zrobili jaskinię, w której uprawiano łotrowstwa na wielką skalę, i to niejako pod protektoratem noszącego infułę biskupią przeora Rejmana. A czyż tylko ci czterej pluga wili w mniejszym, lub większym stopniu świątynię, czczoną przez — 153 - rzucanych w sądzie, zresztą z wcale nieukrywanych słów ludzi, wtajemniczonych w życie kla sztorne, ba, od samych księży przyzwoitych i religijnych wia domo, że życic sybaryckie, pi jaństwo i rozpusta szersze za taczały kręgi, tak szerokie, że tych paru, czy kilku zakonni ków, o większej wartości moral nej nic zdziałać nie mogło. Na wet wpływy Rzymu nic sięgały tutaj. Bardziej wartościowi paulini, tyle tylko czynić mogli, że sami nie ulegali ogólnej za razie, będąc niejako nikłą oazą na bezdusznym, wyjałowionym z uczuć ludzkich i szerszych aspi- racyi bagnisku klasztornem. Zakonników,. tych złych, nic nie obchodziło. Żadnego przy wiązania do świątyni, do idei, jaką ona reprezentuje. Dziwne było traktowanie jasnogórskich murów, jako źródła lekkiego zarobkowania, bez żadnych obo wiązków natury ideowej, jako dobrze procentującej i zyskow nej synekury, umożliwiającej ży cie rozpustne i wydrwigroszos- two pod płaszczykiem pobożności spływania łask Matki Boskiej Czę stochowski ej. A jak małym okazał się o. Rejman, ów mąż, któremu tak ufano. Jakże obojętny jest ów człowiek i dla świątyni i dla idei, przez nią reprezentowanej, świad czy bodajby fakt, że nie stawił się w sądzie. Choroba! To jest zwyczajny wykręt prawny! Za wielka, za piekąca i za bo lesna to sprawa—zbrodnia i gra bieże na Jasnej Górze, aby jej przeor, choćby nawet konający, nie stawił się, nie chciał daświadectwa prawdzie, by nie bronił klasztoru i jego reputacyi. Albo niema w nim najmniejsze go przywiązania do świątyni, albo był tylko również jednym, z ciągnących korzyści z jej święto ści, albo wiedział, że obronić sromoty życia klasztornego nie może, bo znał je zbyt dobrze, bo toleiował je zbyt pobłażliwie. A najprędzej, że o. Rejman łą czył w sobie jedno, drugie i trze cie. Wierzymy, jak mówił paulin Przeździecki, że przyczyniły się wiele do upadku zakonników wpływy zewnętrzne. Ale one nie wystarczają do wytłumacze nia odbywanych tam praktyk. Jeżeli mnisi przeciwdziałać nie mogą tym wpływom, mocą swe go ducha, znaczy, że w nich go niema! Dusze silnie hartują się w walce z przeciwnościami. Du chy, mające cel w życiu, umieją dążyć do niego po przez ciernie. W zakonnikach nie było ani celu, idei, ani hartu. Ulegali, bo im było z tern wygodnie. Ule gając, demoralizowali otoczenie. 1 nietylko Częstochowa stała się demoralizacyjnym punktem z powodu złych, bądź sybaryc- kich skłonności zakonników. 1 w innych miejscach spotykamy się z niemiłosiernem dewotkowa- niem, lenistwem i próżniactwem mas, przy jednoczesnem raz- wiązłem życiu niejednego z tych zwłaszcza młodszych księży, któ rzy mają pretensyę do ducho wego przewodnictwa. Nie idzie nam tu o zachowanie specyalnej czystości, ale o cyniczne jej bruk— 154 — Wiarą naszego ludu jest silna i nie potrzebuje sztucznej pod niety, ani podobnej opieki ka płańskiej. Jest tak silna, że nie podkopie jej nawet zly przykład wielu księży. Weźmy choćby t. zw. Chełm szczyznę. Po zniesieniu tam U- nii, większość duchowieństwa miejscowego była nad wyraz mar ną, co też nieszczególnie świad czy o ideowości kleru. Lud skar żył się aż nazbyt często na swych pasterzy; pełno było utyskiwań i ataków na księży' w różnych tutejszych i zakordonowych pi smach ludowych, a jednakże lud ten pomimo księży, a nawet wbrew ich ujemnym wpływom, pozostał głęboko religijny. Uczył się tylko powoli odróżniać wiarę od jej widomych przedstawicieli. Nie przestając opierać się na pierwszej, lekce sobie nieraz wa żył kapłanów, wyzyskiwaczy ich niedoli i bezwzględnych syba- rytów. 1 to właśnie przejrzenie ludu na oczy, odróżnianie treści od formy i ziarna od plew, pozwala nam mieć nadzieję, że księża z biegiem czasu będą musieli liczyć się z jego żądaniami i aspi- racyami, moderować swe niekie dy zbyt żarłoczne i nieludzkie instynkty. Również lud nas znie woli księży, pomimo ich przeró żnych wyklinań z ambon, do pilnowania tego, co do nich bez pośrednio należy i nie wyzyski wania sukni duchownej do celów nie mających nic wspólnego z re- ligią i wiarą Chrystusową. Pamiętajmy wszyscy pod czas wyborów do 1 i 11 Dumy,jaklicach kraju, że oni powinni być wybierani na posłów, jako prze wodnicy duchowni. Obojętność kleru, a zwłaszcza wyższego, dla spraw, dotyczą cych istoty wiary', a nie osiąga nych korzyści materymlnych i stanowisk wpływowych, ich ży cie niezawsze porządne i zdarza jący się nieraz wyzysk ludu, przyczyniły się do powstania maryawityzmu i różnych sekt, do dawania parafiom zagrożo nym najbardziej potrzebującymi opieki duchowej i porady rozu mnej—kapłanów marnych, o do- czesnem tylko swawolnem życiu myślących, wreszcie do wytwa rzania przeróżnych macochistów na w iększą, lub mniejszą skalę. Lud nie jest ślepy', widzi to i za stanawia się. Spadają mu łuski z oczu i choć nie przestaje być religijnym, krzepi w sobie chęć, kontroli i patrzenia na palce nie godnym kapłangm, wzmaga w sobie krytycyzm, który wcze śniej, czy później musi dopro wadzić do szczęścia dla kraju i dla jego rozwoju, do tego, że księża będą takimi, jakimi pra gnąłby ich widzieć chłop polski. Te pełne nadziei w lepszą przy'- szłość słowa, niejednokrotnie, wypowiadali przyzwoici i uczci wi księża. Sądzili oni, że gdy chłop nasz zdobędzie więcej kry tycyzmu i uświadomienia, to zmusi swych księży do innego traktowmnia związanych ze sta nem kapłańskim obowiązków i postawi tamę wyzyskiwaniu su kni duchownej dla innych celów. Przypuśćmy, że zdrowy i pra ktyczny instynkt naszego ludu, a dalej kontrola księży i piętnwanie wyrodnych przez szeroki ogói narodowy, wreszcie wysiłki uczciwej i dalej, a "głębiej pa trzącej części naszego duchowicń stwa, zdołają wpłynąć na zwrot w wychowaniu młodych kapła nów i na obudzenie w nich ducha ofiarności, tych pierwiastków duchowych, które szczególnie są nam potrzebne wobec przykrych warunków życia społecznego. A to uzdrowienie, aczkolwiek, musimy przyznać, bardzo cięż kie, tern więcej będzie miało szans do urzeczywistnienia, im więcej sami czynić będziemy mogli bez opieki osób trzecich i bez wpływów zewnętrznych. Z. M.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 28.04.16, 18:21
      Sprawa i spalenie na stosie Doroty Gnieszko w Poznaniu w 1544 r.,
    • madohora Ze świata złoczyńców 28.04.16, 21:06
      1. Bandziory, czyli zbóje,
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 28.04.16, 21:07
      3. Doliniarze - złodzieje kieszonkowi,
Inne wątki na temat:
Pełna wersja