Sprawy kryminalne - te mniej znane

    • madohora Wielkie Oszustwo Spadkowe 23.07.19, 19:59
      ,000 zł., razem 180.000 zł. Nakłady na ten cel pochłonęłyby łącznie za tem przeszło 9 miljonów złotych. Półmiljonowe oszustwo spadkowe. W Warszawie wykryto wielkie oszustwo spad kowe na sumę przeszło pół miljona złotych. Sprawa przedstawia się następująco: jeszcze przed wojną w roku 1912 w r e wsi Kozłów Biskupi wyemi grował do Ameryki 32-letni Adam Kwas, pozostawia jąc w kraju żonę Genowefę i dwoje dzieci: 2-letnią Marję i jednorocznego Franciszka. Po upływie dwu lat Kwas dorobił się poważnego majątku, mianowicie 60000 dolarów. W roku 1916 Kwas uległ nieszczęśliwemu wy padkowi, wskutek czego postradał życie. W roku 1920 konsul generalny Rzeczypospolitej w Waszyng tonie zawiadomiony został o spadku po Adamie Kwasie. który też wezwanie to przesłał do ministerstwa spraw zagranicznych.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.07.19, 20:02
      Genowefa Kwasowa posiada siostrę Katarzynę, zamieszkałą również w Kozłowie Biskupim, do której dostało się przypadkowo zawiadomienie ministerstwa spraw zagranicznych. Będąc analfabetką i nie mogąc odczytać pisma, Katarzyna zwróciła się do swego znajomego niejakiego Wincentego Kaszubskiego. Po między nimi nastąpiła umowa, że Katarzyna podejmie kwotę spadkową i podzieli się z Kaszubskim. Katarzynę w tych dniach aresztowano. Zapiera się ona popełnienia czynu, gdyż jako niepiśmienna, nie mogła podrobić żadnego dokumentu. Z polecenia prokuratora Katarzynę Kwas i pomysłowego Wincentego Kaszubskiego osadzono w więzieniu. Aresztowani nie chcą ujawnić miejsca, gdzie ukryli podjęte pieniądze.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.07.19, 20:06
      Zabójstwo złodzieja. W pobliżu wsi Małszyc (pow. lipnowski) znale ziono zwłoki zastrzelonego 2 kulami znanego w oko licy złodzieja, 34-letniego Wincentego Grabowskiego. Jak wynika z oględzin trupa, złodziej zabity był naj prawdopodobniej przez kogoś w obronie własnej, gdyż w prawej ręce trzymał rozkładany nóż, przygotowany do zadania ciosu.

      1928
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.07.19, 22:22
      Wykrycie sensacyjne! afery dewizowej KATOWICE, 1.8. Na Śląsku wy* kryto sensacyjną aferę fałszowaniu zezwoleń na przewóz dewiz. Ze wzglę du na śledztwo szczegóły tej afery, trzymane są w wielkiej tajemnicy, bowiem spodziewane są liczne aresz towania. Na zarządzenie sędziego śledczego sądu okręgowego w Katowicach osa* dzono w areszcie śledczym obywateli angielskiego Anthony Charles Danie la, ostatnio zamieszkałego w Katowi cach, przy ul. Wodnej. Aresztowany, urodził się w Kanadzie, a ostatnio w Katowicach udzielał lekcyj języka an< gielskiego. Pozatera aresztowano kil* ka osób na terenie Warszawy, dokąd sięgają nici tej afery
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.07.19, 19:38
      Mały aparat „Telescriotor" utrwala rozmowy telefoniczne

      Wiadomo, że rozmowa telefo niczna nie posiada żadnej warto ści dokumentowej, nie może za- tery służyć jako środek dowodo wy wobec sądu. Było więc życze niem wielu kupców i adwokatów posiadanie przyrządu, któryby pozwalał na jakiekolwiek utrw.i- łcnie rozmowy telefonicznej. Przed laty stworzył przemysł t. zw. „telegrafon", który noto wał rozmowy na walcu wosko wym. Wysoka cena i wiele wad nie pozwoliły na wprowadzenie tego pomysłu do powszechnego użytku. Obecnie jeden z francuskich inżynierów wynalazł mały aparat ..Telescriptor". który będąc nało żony jak słuchawki, notuje całe rozmowy, przemówienia i odpo wiedzi. „Telescriptor" zakłada się przy pomocy sprężyny pałącz- kowej na głowę, a nię zamiast do ucha do muszli przyrządu. Można zatem telefono wać przy równoczesnem przej mowaniu rozmowy przez aparat Przewód z małą hntcrją kie szonkową dochodzi do pudełka gramofonowego aparatu radjo* we go. Tutaj rozmowa zostaje sil nie wzmocniona i. zamiast z gło śnikiem. połączona eoestajo z od biornikiem radjowym znanego samoczynnego przyrządu płyto wego. który utrwala rozmowę na małej płycie dźwiękowej. Nie ła miąca się płyta ta może być od tworzona na każdym gramofonie co było niemożliwem przy tele grafio. Przytem urząd pocztowy mógł zabronić każdego włączenia aparatów do sieci telefonicznei. co przy „tcleseriptorzc" nie wchodzi wogóle w rachubę, gdyż nie posiada on żadnego połączę- słuchawkę telefoniczną z siecią

      1935
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 27.07.19, 21:10
      https://img3.demotywatoryfb.pl//uploads/201907/1562656031_pk0r7w_600.jpg
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 30.07.19, 00:23
        Stanisław Modzelewski - wampir z Gałkówka
        Stanisław Modzelewski (ur. 15 marca 1929 w Szczepankowie, zm. 13 listopada 1969 w Warszawie) – polski seryjny morderca, zwany Wampirem z Gałkówka. Syn Aleksandra i Heleny Modzelewskich, ukończył tylko 3 klasy szkoły podstawowej. Żonaty, z zawodu kierowca, pracował w Warszawie. W latach 1952-1956 i w 1967 roku dokonał siedmiu morderstw oraz sześciokrotnie usiłował popełnić zabójstwo. W śledztwie przyznał się do zabójstwa ośmiu kobiet. Ósmego morderstwa, popełnionego w Łodzi, nie potrafiono mu jednak udowodnić (pomimo przyznania się) z powodu braku ciała ofiary. Tajemnicza ósma ofiara Modzelewskiego miała zostać zamordowana pomiędzy ostatnią szóstą ofiarą serii z Gałkówka (województwo łódzkie), a ostatnią ofiarą mordercy znalezioną w Warszawie. Swoje ofiary bił i torturował.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 30.07.19, 00:28
      Do sprawy powrócono po 10 latach z powodu morderstwa dokonanego w Warszawie. Szybko wytypowano podejrzanego o morderstwo Marii Gałeckiej. Był nim jej były sąsiad Stanisław Modzelewski, z którym staruszka w przeszłości miała wiele zatargów. Dwa lata wcześniej groził jej śmiercią. Modzelewskiego aresztowano 24 września 1967 roku o 4:30 nad ranem we wsi Patoki, gdzie przebywał wraz z żoną i szwagrem pod adresem Patoki 58. Nie zdziwił się widząc aresztujących go uzbrojonych milicjantów. Podczas przesłuchań zaczął opowiadać o tym, że odbywał kiedyś służbę wojskową w leśnym garnizonie w Gałkówku. Był kierowcą i łatwo poruszał się po terenie. Przyznał się do drugiego morderstwa, jak się okazało Józefy Pietrzykowskiej. Śledczy słuchali mrocznej opowieści Modzelewskiego o tym, jak napadał na kobiety w mundurze wojskowym. Znał bardzo dobrze teren, powracał tam również po odbyciu służby wojskowej dokonując kolejnych morderstw. Według niego ofiary zawsze po pewnym czasie wstawały i odchodziły. W kolejnych etapach śledztwa przyznał, że było jednak inaczej i szczegółowo opisał serię morderstw przypisanych „Wampirowi z Gałkówka”. Bez emocji opowiadał o mrożących krew w żyłach wydarzeniach. Podczas wizji lokalnych dokładnie pokazał miejsca zbrodni. Obrońca z urzędu Modzelewskiego, mecenas Juliusz Leszczyński, po zapoznaniu się z aktami sprawy uznał, że tylko uznanie za niepoczytalnego uratuje jego klienta od szubienicy.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 30.07.19, 00:43
      WAMPIR Z GAŁKÓWKA PRZEZ LATA BYŁ BEZKARNY - [size=10]Dziennik Łódzki - 2019
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 30.07.19, 01:12
      Marian Cynarski był drugim, po odzyskaniu niepodległości, prezydentem Łodzi. Związany ze Związkiem Narodowo-Ludowym. 14 kwietnia 1927 roku, kilka dni przed Wielkanocą, ukazały się specjalne dodatki łódzkich gazet, które donosiły o makabrycznej zbrodni, do której doszło na ul. Andrzeja 4. Dochodziła 11.00, gdy mieszkający na pierwszym piętrze kamienicy dr Sołowiejczyk, dbający o zdrowie rodziny Cynarskich, usłyszał krzyk: „Złodziej!”. Głos był zdławiony - zeznawał potem doktor. Lekarz w ciągu kilku sekund był przy Marianie Cynarskim. Siedział na schodach oparty o ścianę. Jedną ręką przyciskał teczkę, drugą swoją pierś. Lekarz zauważył, że prezydent był „trupioblady i nieprzytomny”. Kiedy rozpiął mu palto zobaczył głęboką ranę brzucha. Po dwóch minutach nie dawał oznak życia. Sąsiedzi wnieśli jego ciało do mieszkania. 17 kwietnia, w wielkanocną niedzielę, dzień przed pogrzebem prezydenta Cynarskiego, ujęto jego zabójców. Policja trafiła na ich ślad dzięki konfidentom. Zabójcami okazali się 25-letni Adam Walaszczyk oraz 21-letni Kazimierz Rydzewski. Walaszczyk tłumaczył, że stracił pracę przy robotach publicznych. O pomoc w znalezieniu zatrudnienia prosił wiceprezydenta Łodzi Wiktora Groszkowskiego. Kilka go razy go nachodził w magistracie, przed domem. Groszkowski miał mu odmówić i powiedzieć, że powinien szukać pomocy wyżej. Wtedy Adam Walaszczyk postanowił udać się do prezydenta Łodzi Mariana Cynarskiego. Dowiedział się, gdzie mieszka i czekał na niego przed kamienica. Poprosił go pracę. Prezydent powiedział mu, że nie udzieli mu informacji, bo takie sprawy załatwia się w magistracie. Walaszczyk nie ustępował. Na drugi dzień znów pojawił się w przy ul. Andrzeja. Przed sądem zeznał, że gdy zobaczył prezydenta, to upadł przed nim na kolana i zaczął błagać o pracę. Marian Cynarski miał go szorstko odepchnąć.- Popamiętasz mnie jeszcze, nie daruję ci! - wtedy Adam Walaszczyk przysiągł zemstę na prezydencie Łodzi. Potem spotkał Kazika Rydzewskiego. Umówili się, że razem zabiją prezydenta. Przed atakiem wypili pół litra. Następnie przy ul. Andrzeja zaczaili się na klatce schodowej. Walaszczyk zeznawał, że bardzo się denerwował, cały drżał, ale Rydzewski kazał mu się trzymać. Nagle na schodach pojawił się prezydent. Kazik krzyknął do Adama: „szykuj się!”. Sam podskoczył do Cynarskiego i chwycił go za rękę, by nie wyciągnął pistoletu. Walaszczyk podbiegł do prezydenta i zadał mu cios w brzuch. Po chwili obaj bandyci zaczęli uciekać. Sąd skazał Adama Walaszczyka na karę śmierci przez rozstrzelanie. Prezydent RP nie skorzystał z prawa łaski. Kazimierza Rydzewskiego skazano na dożywocie.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.07.19, 21:14
      STANIE PRZED SĄDEM Wczoraj do Sądu Wojewódz-kiego dla m. Łodzi wpłynął akt oskarżenia o usiłowanie za bójstwa. J'ak z niego wynika, na suto zakrapianej alkoholem uroczystości rodzinnej pan do-mu Tomasz K„ działając z za-miarem pozbawienia życia sv.;o jej teściowej, ugodził ją scyzo-rykiem w brzuch. O~karżony nie przyznaje się do w<ny. Wy!liki śledztwa i ze-znania świadków potwierdzają jednak zarzuty aktu oskarżenia
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.07.19, 22:23
      Rozpoczęcie procesu przeciwko Michnikowi i innym
      Przed Sądem Wojewódzkim dla m. st. Warszawy rozpoczął się w czwartek proces prze-ciwko byłym studentom Uni-wersytetu Warszawskiego: A-damowi Michnikowi, Henryko wi Szlajferowi, Barbarze To-ruńczyk oraz Wiktorowi Gó· reckiemu. Akt oskarżenia za-rzuca im, że Adam Michnik i Barbara Toruńczyk od 19e5 r. Henryk Szlajfer od jesieni 1966 r., a Wiktor Górecki 1967 r. -wszyscy do 8 ma.retf 1968 r. -brali udział w nie• legalnym związku, który zm1e rzał, w drodze wywoływania publicznych ·wystąpien anty• państwowych, do reallzacjl wrogiego Polskiej Rzeczypo-spolitej Ludowej i-rogramu politycznego. Ponadto Ad;im Michnik i Henryk Szlajłer są oskarżeni o to, że w okresie od jesieni 1966 r. do lutego 1968 r. przekazywał! za granicę -w celu wykorzystania prze-ciwko Polsce Ludowej -infor macje tendencyjnie naświetla• jące sytucję polityczno-spo., leczną w naszym kraju

      Dziennik Łódzki 1969 rok
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 31.07.19, 23:48
      Postępowanie dowodowe w procesie St. Modzelewskiego
      Wczorajszy, czwarty dzień rozprawy karnej przeciwko Stanisławowi Modzelewskiemu rozpoczął się od odpowiedzi oskarżonego na pytania bieg-łych, powołanych przez sąd specjalistów-psychiatrów, leka-rzy medycyny ze Szpitala Psy-chiatrii Sądowej w Grodzisku -A. Różyckiego i K. Grabow skiego. Grono biegłych powięk szył od wczoraj przedstawicie! Zakładu Medycyny Sądowej AM w Krakowie, biegły, dr med. E. Baran. Biegły zapytał m. In. oskar-żonego.: ,,N'.'_ pytanie obrońcy odpow1edz1eh:;c1e, że żal wam zamordowanych kobiet, d1acze-go?" -Nie znalazłby się chyba w Polsce człowiek, który ich nie żałuje. -Ale wy sami, d111czeso !eh żałujecie? -Szkoda tych ludzi. Biegły kończy pytaniem: "Dla czego swe ofiary kładliście zew sze na brzuchu, twarzą do zie mi?" -żeby związać. Zgodnie z poprzednim posta nowieniem, sąd Po zakończe­niu przesłuchań oskarżonego, powrócił do wniosków obroń­ców dotyczących powołania biegłego seksuologa i podwających opinię biegłych co do poczytalności .oskarżonego. Sąd me uwzględnił obu wniosków. W postanowieniu, sąd wskazu-je, że biegły psychiatra musi posiad~ć wymagany w tym procesie zasób wiedzy z za-kresu seksuologii. Zadania te mogą . wypełnić występujący w sprawie specjaliści. Ponieważ w drugim wniosku ol;>rona ak-centt1je przede wszystkim roz bieżności występujące w na-uce co do poczytalności spraw ców przestępstw na tle sek-sualnym, a nie kwes t ionuje złożonych opinii biegłych psy-chiatrów, sąd nie uwzględnił l tego wniosku i wróci do tej sprawy jeśli zajdzie potrzeba. Zgod~ie z zapowiedzią, sąd ~rządził wczoraj postępowa­rue dowodowe, które rozpoczę­ło się przesłuchaniem pierw-szych 11 świadków. Zeznawali: lekarz pogotowia, który udzie lal pomocy 87-letniej współ­lokatorce oskarżonego, gdy do znała s.zoku po jego pierwszym napad:-:1,e w 1965 r. a następnie -mihcjant, który pierwszy p~zybył w 1967 r. do m)eszka-ma zamordowanej staruszki. Wszyscy sąsiedzi nazywa li ją babcią. Zeznania składa też są-6.iadka Modzelewsl<ich. Wczoraj zeznania składali tak te krewni zamordowanej sta-ruszki z Warszawy. Jej córka Helena G., . przez wiele lat współlokatorka oskarżonego, stwierdza, że St. Modzelewski wciąż się awanturował. Nie wzywała milicji bo wiedziała, że jest mściwy. Pił bardzo du żo, sądziła więc, że to po wód ce. Aż do morderstwa matki, nie widziała w nim niebez-piecznego mężczyzny. Ob.ie z matką bywały u Modzelew-skich, opiekowały się często dzieckiem. Na pytanie sądu w jakich okolicznościach słyszała jeszcze o wyczynach oskarżo­nego podaje: „Kiedyś córecz-ka Modzelewskiej powiedziała: „ tata przyszedł pijany i po-wiedział, że was za bije". -Czy żona oskarżonego się skarżyła? Powiedziała mi kiedyś, że bił ją sznurem od żelazka ra-1 zem ze swym bratem, który już kogoś zabił. Błagała, bym I jej mężowi nic nie mówiła, bo go się boi. Także po napa-dzie na matkę w 1965 r. bła­gała mnie. żebym z tego nie 1 robiła użytkuZeznania wszystkich przesiu ehiwanych wczoraj świadków pokrywały się z zeznaniami oskarżonego. Sąsiedzi znali go jako krewkiego pijaka. Nikt przed zdemaskowaniem, nie przeczuwał w nim człowieka aż tak niebezpiecznego.!: dużym zainteresowaniem oczekiwała wczoraj publiczność na zeznania żony oskarżonego. Mimo \vezwań, nie skontakto-wała się ona przed procesem z obroń< ęża. Przed cm stanęła kobieta o m1„ ... '! powierzchowności. Chciała JUŻ odp.owiadać na pierwsze pytania sądu, lecz na gie zmieniła decyzję. -Nie mam siły powracać do tych wszystkich spraw i przeżyć.Na wniosek obrony, dalsze Zzesłuchania odbywać się mia przy drzwiach zamkniętych. ona oskarżo'lego, już tylko jednak płakała. Uprzedzona o prawie odmowy zeznań, posta nowiła z tego przywileju sko-rzystać. Prośba oskarżonego oraz jego żony o widzenie zo stała wczOTaj przez sąd odrzu-cona. Oskarżony, który nie wi dział się z żoną 1,5 roku, otrzy ma zezwolenie na widzenie po zakończeniu procesu. M. KRAJOWNA

      Dziennik Łódzki Nr 19/1969 z dnia 23/24.01.1969
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.08.19, 01:22
      Sioslrn zamordowanej mdleje no widok zabójcy
      Wczorajszy ósmy dzień roz-prawy karnej przeciwko Sta-nisławowi Modzelewskiemu, miał być ostatnim dniem po-stępowania dowodowego. Sąd kontynuował wczoraj przesłu­chania świadków oskarżenia, którzy pierwotnie odpowiadać mieli 25 bm. Ich zeznania do tyczyły okoliczności zabójstw dwóch młodych kobiet, które zamordowane zostały w 1956 roku, w odstępie 4 miesięcy, w tej samej okolicy miec<;:_,. Gałkówkiem i wsią Borowa. Obie kobiety -18-letnia He-, Jena W. oraz 24-letnia Helena K. poniosły śmierć na skutek uduszenia. W Zakładzie Me-dycyny Sądowej stwierdzono, że oba zabójstwa dokonane zostały na tle seksualnym.Sąd niezwykle drobiazgowo I obiektywnie konfrontował wczoraj zeznania świadków z dowodami zabezpieczonymi przez organa śledcze na miej-scu zbrodńi oraz z zeznania-mi oskarżonego. PotwiPrdz1 ~ się m. in. niezbicie, że 29 marca 1956 r . uczennica łódz­kiego technikum Helena w. była w Wydziale Zdrowia w Brzezinach po talon na wy-prawkę niemowlęcą, a naste·1 nie odebrała ją w sklepie PSS. Sam oskarżony podał w swych zeznaniach. że jed· z ofiar zabrał paczkę, a gdy okazało się co w niej jest, to „łaszki dziecięce" wyrzucił gdzieś po drodZ1?. Obcego czło wi~ka, który z paczką szedł drogą polną ku stacji, wi-dzieli w tym dniu małżonko­wie Ewa i Henryk K. Czło­wiek ten mijając ich, odwró-cił głowęZeznania składała wczoraj także kobieta, która była na miejscu zbrodni po <e.J < ciu. Ciało dziewczyny według jej relacji przykryte było pła szczem ortalionowym. Oskar-żony zeznał wcześniei, że przed odejściem p1·zykrył le-żącą jej własnym płaszczeOśmiu świadków składało wczoraj zeznania, c!otyczące okoliczności śmierci 24-letniej Heleny K. 29 lipca 1956 r. o godz. 8.25 wyjechała ona z siostrą i szwagrem z Łodzi w odwiedziny do krewnych. He lena do Borowej, jej siostra z mężem do innej wioski. Mieli wracać do Łodzi tym sa mym wieczornym pociągiem. ,Helena K. jednak do siostry w Borowej nie przybyła, nie powróciła także do Łodzi.Jak zeznał oskarżony, w so botę 28 lipca 1956 r. wybrał się. wieczorem w odwiedziny do żony przebywającej w Ło dzi. Wysiadł jednak w Lip-cach Reymontowskich I po-szedł nad torami w kier.unku Gałkówka. W niedzielę rano spotkał na polnej drodze koio Gałkówka idącą samotnie ko-bietę, którą zaczepiŁ. Zwłoki Heleny K. znaleziono ukryte w krzakach jeżyn, przykryte trawą. Obok znale-ziono kabel miedziany. Przy tych właśnie krzakach, obce-go mężczyzn<: widziało w nie-dzielę kilka osób, m. in. Mie czysław N., który przyjechał z Łodzi do dzieci przebywa-jących na letnisku. świ:idek ten wyjechał z Łodzi nastqp-nym pociągiem po tym, któ-rym wyjechała do Gałkówka Helena K. Gdy mijał krępego mężczyznę, ten odwrócił się 1 poprawiał włosy. Przy kon-frontacji w toku śledztwa, świadek ten spośród czterech mężczyzn wskazał jako podej-rzanego St. Modzelewskiego. Mężczyznę kręcącego się obok krzaków. widziały także dwie dziewczynki -córki Mieczy-sława N., które przestraszyły się go i uciekły. Widziała go także wówczas 14-letnia. Wie-sława K„ jak najpierw moco-...-ał !iję z jakąś k0biet~. a póź niej gdy sam klęczał obok je-żynSąd pyta świadka: Dlaczego pani tak ważnych szczegółów nie podała od razu w pierw-szym przesłuchaniu, w śledz­twie? Swiadek: Byłam jeszcze bar dzo młoda i bałam się. Męz­czyzna ten spojrzał na mnie. Jeździłam przez wiele lat na letnisko do Gałkówka i sły­szałam o morderstwach. Ba-łam się, bo wiedziałatn, że groźny wampir jest jeszcze nie ujęty. Sąd: Czy oskarżony przypo-mina tamtego mężczyznę? Swiadek: Zdaje mi się, że jest inny. Oskarżony jest gru b szy. Wczoraj sąd wysłuchał tak-że zeznań trzech sióstr zamor dowanej Heleny K. Filomena s., do której Helena jechała z wizytą krytycznego dnia, ze znav1ać miała , jako pierwsza Na widok zabojcy siostry. ko bieta ta zemdlała, nie zdążywszy odpowiedzieć na pierw sze pytanie sądu. Pierwszej pomQcy natychmiast udzielili obecni na sali lekarze-biegli, których grono powiększyło się wczoraj do 5 specjalistów. Filomena s. udzielała następ­nie sądowi wyjaśnień siedząc na krześle. Gdy po swej wy powledzi wstała -zemdlała po raz drugi. Otoczono ją po-wtórnie troskliwą opieką. Wczoraj złożył prz.ed sądem zeznania ojciec dziecka żony St. Modzelewskiego -Stani-sław G. Znajomość z nią za-warł w 1961 r. Mieszkali wte dy razem przez dwa tygodnie w jego mieszkaniu w Warsza-wie. Swiadek ten potwierdzi! że był poinformowany, że w 1962 r. przyszło na świat je-go dziecko.Sąd: Czy żona Modzelewskie go mówiła coś o współżyciu z mężem?Swiadek: Mówiła, że ją bi-je i że nic ich nie łączy. Z brzydło jej takie Ż)'cie. z wezwanych 100 swiadków, nie zgłosiła się m. in. sio-stra oskarżonego. Kwestia jej zeznań zostanie wyjaśniona w dniu dzisiejszym. Po zakoń­czeniu postępowania dowodo-wego głos będą mieli biegli, rzecznicy oskarżenia oraz obrońcy

      Dziennik Łódzki 26/1969 z dnia 31.01.1969

      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.08.19, 17:02
        cdn
    • madohora ;) 01.08.19, 17:23
      Uliczne zaloty do marynarza

      Wczoraj, ul. Marszałkowską podążał ogorzały nasz marynarz, chłopak w schwał Józef Grabowski. Wabiły go tu i owr' ' • kuszące spojrzenia śródmiej­skich licznie krążących „plażanek" t. j. takich istotek, które stanowią plagę zwłaszcza ul. Marszałkowskiej w po­bliżu dworca. O ile jednak Grabowski dla „spojrzeń" płci odmiennej mial duże pobłażania, o tyle jednak zawrzał obu­rzeniem, gdy ujrzał obok siebie jakiegoś satyra, który nie na żarty począł się do niego zalecać i czynić jakoby wynurze­nia miłosne. Grabowski chwycił wted\ niewczesnego-zalotnika za kark, przy-w< łal policjanta i zażądał aresztowa tia zuchwalca. Odprowadzono go do korni-sarjatu VIII, gdzie stwierdzono, iż kon­kurentem plażanek jest niejaki Stani­sław Kłapa, zamieszkały przy ul. Zło-iei 56. Pociągli!' to go do odpo.vicdzi 1-ności za usiłowanie pogwałcenia przepi­sów o moralności publicznej
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.08.19, 17:30
      Nocy onegdajszej, we wsi Antonlew-Sikawa pod Łodzią, dokonano zuchwałe go napadu bandyckiego. Około północy, do mieszkania gospo darzą Bertolda Donica nagle ktoś zapu­kał. W izbie prawie wszyscy domownicy już spali, jedynie stara Bonlcowa sie­działa na ławie i usypiała swe 3-letnle dziecko. Usłyszawszy pukanie zapytała: kto tam? — Swój — brzmiała odpowiedź. Ułożyła więc dziecko w łóżku I skle rowała się ku drzwiom. Zaledwie je otworzyła, ujrzała przed sobą czterech nieznanych osobników z rewolwerami w ręku. Jeden z nich miał na twarzy ciemną maskę, reszta zaś — owinięte twarze chustkami. Przerażona krzyknęła i cofnęła się w głąb izby. Bandyci wtargnęli za nią. — Prosimy spokojnie wydać nam wszystkie posiadane pieniądze — zwró­cił się do niej grzecznie jeden z napast­ników. Bonicowa, drżąc z przestrachu, wska zała bandytom miejsce, gdzie leżała cala posiadana gotówkaByło tam 466 złotych. Jeden z zamaskowanych osobników zabrał pieniądze, reszta zaś poczęła plą drować mieszkanie. Tymczasem domownicy przebudzili się, lecz ujrzawszy skierowane ku sobie ufy rewolwerów, oniemieli z przestra­chu. W mieszkaniu znajdowali się wów­czas gospodarz Bertold Bonica, siostra jego i 14-letni syn. Bandyci zrewidowali całe mieszka­nie i zabrawszy wszystkie cenniejsze przedmioty, kazali wszystkim obecnym wejść do piwnicy, znajdujące] się pod podłogą. Napastnicy przez cały czas zachowy wali się niezwykle uprzejmie. Rozkazu­jąc Bonicom, aby weszli do piwnicy, rzucili tam wpierw pierzynę i kilka po­duszek, najmłodszego zaś 3-letniego sy­na gospodarzy ostrożnie spuścili na dół. Następnie związali wszystkim ręce i zasłoniwszy otwór prowadzący do piw­nicy, zbiegli w niewiadomym kierunku. Uwięzieni w tym niezwykłym aresz cic przez dłuższy czas nie mogli się wy­dostać na wierzch. Dopiero około 4-tej nad ranem, 14-toletniemu synowi gospo darzy udało się oswobodzić z krępują­cych go więzów, poczem uwolnił i in­nych. Wspólnemi siłami dźwignięto opusz­czoną klapę i wydostawszy się na wierzch, natychmiast zawiadomiono po­licję, która wszczęła energiczne poszu­kiwania. Bandyci widocznie dobrze byli obe­znani ze stanem materjalnym Boniców, gdyż wiedzieli dokładnie, że dnia po­przedniego gospodarze sprzedali jałów­kę, za którą otrzymali 425 złotych.
      1925
    • madohora Dzisiaj tak jak przed wojną:( 01.08.19, 17:54
      Tragiczny epizod obfitej libacji. 2 i pół roku więzienia za zabójstwo.

      Pod przewodnictwem sędziego o. Hercberga w otoczeniu s. o. Zienkiewi­cza i Rasia, rozpoznawana była w dniu onegdajszym sprawa Hugona Szyca i Oskara Bergmana, oskarżonych o za­bójstwo Jana Wojciechowskiego. Dnia 14 kwietnia r. b. o godzinie 9 wieczorem, wrócił do swego domu na ulicę Cymera pod nr. 17, Jan Wojcie­chowski w stanie dość podchmielonym i słaniając się na nogach, prosił żonę, by mu czemprędzej łóżko słała, gdyż czuje się bardzo źle. Żona Wojciechowskiego, przeraziła się bardzo, gdyż wiedziała, że mąż czę­sto się upija, jednak nie jest wrażliwy na alkohol. W nocy. około godziny 2-giej, Woj­ciechowski obudził żonę stękaniem i w chwili, gdy zamierzał wstać z łóżka, nagle krew puściła mu się z ust, nosa 1 uszu. Przerażona kobieta spytała Jana, co mu się stało, lecz Wojciechowski, gdy chciał mówić, dostawał natychmiast krwotoku. Przyzwany lekarz pogoto­wia, odwiózł Wojciechowskiego do szpitala, gdzie lekarz w nocy jeszcze, przystąpił do operacji, ponieważ zaka­żenie mogło przyczynić się do natych­miastowej śmierci. Nazajutrz przyzwany został poste­runkowy, w celu odebrania raportu, zaś w niespełna 2 godziny po jego odejściu Jan Wojciechowski, wśród strasznych męczarni zakończył życie. Z wyciągu policyjnego, t. j. z przed­śmiertnego zeznania Wojciechowskiego sprawa przedstawiała się następująco: poprzedn. dnia J. Wojciechowski wy­szedł z fabryki i spotkał swych dobrych znajomych: Cezara Bergmana, Hugona Szica i jeszcze dwuch osobników, któ­rzy poczęli zapraszać go na wódkę, którą kupili. Wojciechowski, zwolennik alkoholu, nie dawał się długo prosić i udał się wspólnie do mieszkania Bergmana, do­kąd przybyło jeszcze dwuch osobników i rozpoczęła się skromna libacyjka, suto zakrapiana wódką. Niewiadomo z jakiej przyczyny po­wstała pomiędzy zebranymi kłótnia, w trakcie której Wojciechowski został uderzony przez Bergmana rcka w twarz, ozostałe towarzystwo nie rozumie jąc o co walczącym chodzi, wzięło rów nież czynny udział w bójce i po chwili Wojciechowski leżał na ziemi, zaś Berg man i Szic kopali go butami, po pier­siach, krzyżu i okładali po głowie pię­ściami. Po dwuch minutach tych katuszy, Wojciechowski utracił przytomność, a gdy się ocknął, leżał na łóżku Bergma­na, przyczem ten ostatni skraplał go wodą. Gdy Wojciechowski podniósł się z łóżka, uczuł straszny ból w krzyżu i postanowił opuścić towarzystwo, a wówczas to Bergman zagroził mu, że skoro nie wypije jeszcze kilku kielisz­ków wódki, zostanie tak obity, że „ro­dzona matka w grobie cię nie pozna". Wojciechowski wypił jeszcze pól flaszki alkoholu i wówczas, słaniając się na nogach, poszedł do domu. Relacja lekarza o przyczynie śmier­ci Wojciechowskiego stwierdza, że pę­kła mu dwunastnica, kręgosłup został przełamany, miednica zmiażdżona, dol­ne żebra chrząstkowate — zgniecione, a wątroba obrzękła. Oskarżeni, na rozprawie sądowej do winy się nie przyznali, tłomacząc, że byli wówczas podchmieleni do tego stopnia, iż niczego sobie nie przypomi­nają. Przewód sądowy dowiódł, że spraw cą zabójstwa jest Bergman, gdyż we­dług zeznania świadków, Szyc kopnął jedynie Wojciechowskiego w nogę. Prokurator Feliks Fajt na wstępie swego przemówienia omówił skutki al­koholizmu i dowodził, że najopłakańsze i najbardziej brzemienne w skutki są wypadki, gdzie demon alkoholu odgry­wa dominującą rolę. Prokurator dzieli stany podchmiele­nia na trzy etapy, a mianowicie: pod­chmielenie, utrata przytomności i kom­pletne upicie i twierdzi, że Bergman był jedynie podchmielony, ponieważ zaś miał tyle rozsądku, by cucić rannego, należy mu wymierzyć jaknajsurowszy wymiar kary, ponieważ działał z pre­medytacją. Sąd po naradzie, przechylając się do wniosku prokuratora, skazał Oskara Bergmana na 2 i pół roku więzienia, z zamiana na dom poprawy,

      1925
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.08.19, 19:12
      Niemiła przygoda panny Luby, która zawarła znajomość z łódzkim „gentlemanem"

      Stosowany oddawna system worecz karzy z podrzuceniem pakunku przed upatrzoną ofiarą jest już rzadkością w dzisiejszych czasach. Obecnie mamy do zanotowania śmia ły pomysł złodziei, którzy poczęli ope­rować koperatmi. W dniu wczorajszym przybyła do 5 komisariatu policji państwowej Luba Goldsztajn i złożyła zameldowanie na­stępującej treści: Przed dwoma dniami przybyła ona do Łodzi na s#ację Łódź - Fabryczną i skierowała swe kroki w stronę ulicy Na rutowicza. W pewnej chwili podszedł do niej jakiś młody człowiek dość elegancko ubrany i wszczął rozmowę na temat tto ku jaki panuje w pociągach, przychodzą eych z Radomska do Łodzi. Ponieważ Goldsztajnówna nie znała Łodzi, spytała młodzieńca którędy idzie się na ulicę Wschodnią. Nieznajomy za­znaczył w odpowiedzi, że również zmie rza w tym kierunku wobec czego zao­fiarował p. Łubie swe towarzystwo. Gdy towarzystwo znajdowało się na ulicy Narutowicza nagle przed nimi ja­kiś człowiek upuścił kopertę i szybko się oddalił. Człowiek towarzyszący p. Łubie podniósł kopertę i zaprosił ją do bramy, przy ulicy Wschodniej 74 w ce­lu wspólnego skontrolowania zawarto­ści koperty. Zrazu Goldsztajnówna nie chciała u-czynić zadość prośbie nieznajomego lecz wiedziona ciekawością poszła za nim i wspólnie poczęto otwierać ko­pertę. W tej samej chwili wszedł osobnik, który kopertę zgubił i oświadczył, że ludzie go poinformowali, iż młoda para podniosła jego kopertę. Oburzony tym podejrzeniem osobnik towarzyszący Goldsztajnównle oświad czył, że rzeczywiście kopertę podniósł lecz nicaego z niej nie wyjął. Wówczas Goldsztajnówna pozwoliła zrewidować swą torebkę. Po odejściu ..rewident-i" znikł nagle człowiek: któ­ry towarzyszył p. Łubie a ra skonsta­towała, że znikło jej z torby 250 złotych i weksel na sumę 50 zł
      1925
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.08.19, 19:13
      Zwyrodniały zbrodniarz zabił kamieniem 76-letnią staruszkę. Przypuszczalną przyczyną morderstwa była chęć rabunku.

      Mieszkańcy Łodzi znowu poruszeni 'ostali straszną wieścią o bestialskim oiordzie, jaki miał miejsce w domu przy 1L Nawrot 34. Od dłuższego czasu w niewielkiej 'zdebce w suterynle, zamieszkiwała ^'dowa 76-letnia Marja Pawełkiewi-czowa. Była ona właścicielka magla, który stanowił jej jedyne źródło dochodu. A dochód ten był dość znaczny, bowiem jagieł Pawetklewlczowej cieszył się tfuią frekwencja. Onagdaj rano staruszka wstała 1 ,v<l«lawszy na siebie odświętny strój, l-dałn się do kościoła. • Po skończonem nabożeństwie opu­ściła dom modlitwy i podreptała do do-friu. Otworzyła swą skromna Izdehkę i ,vrs?ln dn środka. Ppkrzątnła się jesz-•,'<* chwileczko, a£ wreszcie, zmęczona ?r9?tt. położyła sie na łóżku i w końcu *8*nełaawelkiewiczowa' stołowała się u swej córki Stanisławy, gdyż dopilnowu Jąca magla, zbyt trudno jej było prowa­dzić jeszcze gospodarstwo domowe. Tego dnia córka długo czekała na swą matkę z obiadem. Już potrawy wszystkie były gotowe, a matki widać nie było. W miarę posuwania się skazówek zegara, niepokój córki silnie wzrastał. Wreszcie wiedziona jaklemś złem prze­czuciem, poszła do mieszkania matki. Drzwi izdebki została zamknięte. Sądząc, że matka śpi, zapukała lekko, bojąc się zbyt gwałtownie śpiącą prze­budzić. Nikt sic jednak nic odezwał. Zapukała po raz. clni-ri, już i|ieco sil­niej, lecz i 'tym razem bezskutecznie, Drżąc pod wrażeniem jakiegoś dz\v-negó teku, poczęła sie silnie dobijać — cisyp..,, ' W pąnlęsńym strachu wybiegu nn. ulice, by prze? jedyne okno *ajrzetf do wnętrza mieszkanka-Siadła na chodniku I zapaliwszy za­pałkę, spojrzała wylękniona do Izdebki. Nagle okrzyk bezgranicznego przera żenią wydobył się z jej piersi. Na podłodze leżała Pawelkiewiczo­wa. Wokół niej olbrzymia kałuża krwi, opodal której leżał okrwawiony kamień Twarz staruszki tworzyła krwawą ranę. Morderczy cios zadał zbrodniarz ka mieniem w oko, które całkowicie wy­płynęło. Zbiegli się sąsiedzi. Zawiadomiono policję,-która natychmiast przybyła na miejsce bestialskiego mordu, Przy po­mocy ••ślusarza otworzono drzwi.. Zbliżono sic do leżącej staruszki. — Uniesiono J'.*j krwawa głowę. Wszelki jednak ratunek okazał ?łę bezskuteczny Był to już tylko zimny trup. A córka, rnainH-zy sie u zwłok mat ki. \Vyiiuchr>f»ł{i soazmatyeznym nłn-OEem. 'Rzuciła sic ną martwe c[ałp sta­ruszki, chcąc ,iakdvbv tym soosobemwskrzesić swą matkę. Odciągnięto ją od trupa, zaprowa­dzono do sąsiadów, gdzie długo jeszcze zrozpaczona córka zalewała się bolc*-nemi łzami. Policja wszczęła doraźne śledztwo. Okazało się, że zamordowana Paweł-klewiczowa uchodziła za dość zamożna Okradano mieszkanie je) Już trzykrot­nie, a ostatnio, przed kilku tygodniami skradziono je] 468 złotych. Podejrzenie o dokonanie morder­stwa padło na syna dozorcy domu Ja­na Musa. Aresztowano go I odstawiono do itręsztu. śledczego. Czy z mieszkania staruszki cos. zrabowano,' narazie nie zdołano ustalić. Pokój, w którym dokonano morder* stwa opieczętowano, trupa zaś zabez­pieczono na meijseu, aż do przybycia władz sądowo-pollęzyjnyeht
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.08.19, 20:14
      Zabiła śpiącego brata, rozłupała głową służącej a potem utopiła się w studni We wsi Jonałów pod Kaliszem, nie­jaka Bronisława Czamczakówna poróż-niwszy się z bratem, zakradła się w no­cy do komory, w której zwykle sypiał i uderzeniem siekiery rozłupała mu gło­wę. Następnie chcąc się pozbyć świadka zbrodnj w osobie śpiącej w tejże komo­rze służącej Janiny Michalakówny, za­dała i jej śmiertelny cios w głowę. Po dokonaniu tej zbrodni, Czamcza­kówna, przerażona swem krwawem dziełem, wybiegła na podwórze 1 sko­czyła do głębokiej studni. Nazajutrz sąsiedzi znaleźli w komorze trupa Czamczaka i dogorywającą Micha lakównę, a ze studni wydobyli skostnia­łe zwłoki zbrodniarki.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 02.08.19, 20:58
      zbrodniarz nieletni. Z Helsyngforsu donoszą o zbrodni,. popełnionej przez cbłopca jedenasto-letniego. Dwaj malcy szli po lodzie i o coś się posprzeczali. Starszy z nich, nazwiskiem Alander, pchnął towarzysza w przerębel. Ten jednak umiał pływać i już miał się wydostać na lód, gdy Alan-der zepchnął go powtórnie w wodę. Nie· pomo-gły błagania malca o litość; nieletni zbrodniarz ciągle go spychał z lodu. Gdy zaś mimo to uda-ło się nieszczęśliwemu wyskoczyć na brzeg, Alan-der skorzystał z j ego osłabienia, chwycił go za nogi, głowę zanurzył w wodzie i trzymał go przez kilka minut w tej pozycyi, poczem już trupa rzu-cił do wody. Zapytywany przez rodziców o towarzysza, tłómaczył się wykrętnie i co chwila przeczył sa-memu sobie, do popełnienia jednak zbrodni nie przyznał się na razie. Dopiero gdy wyciągnięto trujJa z wody, wyrzekł cynicznie: "to ja utopiłem tego szczeniaka, bo mi ubliżył" . Jakiż to strasz-ny okaz zwyrodnienia moralnego!
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 02.08.19, 21:19
      Czy czegoś wam to nie przypomina? 121 lat a metody jak widać te same. No...może bardziej nowoczesne
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 02.08.19, 22:28
      Wczoraj przed Sądem Woje-wódzkim dla województwa łódz kiego, zakończyła się sesja, która z kilkudniowymi prze-rwami toczyła się w gmachu przy Pl. Dąbrowskiego przez blisko miesiąc. 17 stycznia br. na ławie nskarżonych zasiadł człowiek oskarżony o zbrodnie świadczące o skrajnym wyna-turzeniu -zabójstwo 7 kobiet oraz usiłowanie zabójstwa 6 kobiet ....(tutaj ktoś zakleił część artykułu)u kondygnacjach siedziby sądu, przed wejściem na salę rozpraw, gromadziły si~ tłumy ludzi, Wśród publiczności wie-lu było członków rodzin osób poszkodowanych, liczni miesz-kańcy okolic Gałkówka, kMre przestępca w ciągu swej wielo-letniej działalności odwie<nal szczególnie często. Na ostatni dzień procesu przybyło wiele osób, które czynami osławione go „ wampira" poczuły się za-grożone w sw,·-n pra\vi e do bezpieczne~-życia. Prr.yszli sie upewmć, że prawo jest w stanie dać społeczeństwu o-chronę przed najbardziej na-wet wyrafinowanymi złoczyńca mi. Wiele osób prZ)'bylo za-pewne wczoraj do sądu także z mniej zrozumiałych, ludz-kich pobudek. Na ogłoszenie wyroku, sąd stawił się w składzie, który rozpatrywał sprawę oskarzone-go i orzekał w procesie sdziów Sądu Wojewódzkiego M. Kłosa i J. Frątczaka, pod przewodnictwem prezesa Sądu Wojewódzkiego T. Rybickiego. Strony reprezentowane były przez wiceprokuratorów woje· wódzkich: ff. Szczęsnego i R. Kacprzaka oraz adwokatów łódzkich: J. Leszczyńskiego i E. Góreckiego. Gdy oskarżony St. Modzelew ski przy wzmocnionej w dniu wczorajszym eskorcie, zajął miejsce na ławie oskarżonych, przewodniczący kompłc<u si:-dziowskiego przystąpił do od-czytywania sentencji wyroku. Gdy padały słowa formuły praw nej:, „W imieniu Polskiej Rze-czypospolitej Ludowej... Sąd Wojewódzki w Łodzi... uznaje oskarżonego za winnego popel nionych czynów, zarzucany<-h aktem oskarżenia, na sali są· dowej zapanowała zupełna cisza...
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.08.19, 12:47
      KATOWICKIE WIĘZIENIE MORDOWNIĄ (OD MORDOWANIA LUDZI) PIERWSZY PROCES O ZNIESŁAWIENIE Z 1925 ROKU
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 20.09.19, 21:34
      S prawn 1\Ii'?(){.ha.
      - Z Pi.)trlmwa dr1Dosz(}: DC1m?zy M?coch, Helel??
      ?:'coc.howa, .IlydC"{ StJfC7eWski i Bazyli 01esiilski,
      n??za{lo\\ o1cn?
      z wyroku S?d?l. o?rrgowego piotrkow-
      sLe?l?' ?peluJ(} ?? wars7aws!uej 11by s?dowej. Bazy1i
      OtesU1sI..l I'.)\Vrou} na. Jarn(! 00r? i wyst?pil
      z pro-
      pozyCV?] aby mu Udzlclono pomocy
      w zlozeniu wy-
      maganej p'7C'Z S?,-1 l..?t1cyi. 00. ?aulini odm6wili
      o?nosz?c si?
      w tej sprawje do biskupa. Dor6zkar?
      Planko
      1 !urtyan Blasikiewicz i slusarz Pertkirwicz, wy.
      puszczem na wolnvsc, powr6cili do Cz??tochowy.
    • madohora Sprawa Damazego Macocha cd proces z 1912 21.09.19, 21:11
      Akt oskarżenia w sprawie Macocha i innych.
      Akt oskarżenia w sprawie Macocha i innych. Akt oskarżenia w sprawie księży-zakonników zakonu Paulinów klasztoru Ja snogórskiego w Częstochowie: 38-letniego Damazego (Kacpra) syna Pawła Macocha; 38 letnie go Izydora (Stanisława Andrze ja) syna Łukasza Jana Starczew skiego ; 45-letniego Bazylego (Józefa) syna Hilarego Olesiń- skiego; 27-letniej Katarzyny Heleny córki Mikołaja Maco- chowej; 50-letniego Józefa Fran ciszka Damazego, syna Stani sława, Błasikiewicza; 39-letnie- go Józefa, syna Wincentego, Pertkiewicza; 27-letniego Lu- cyana Władysława, syna Walen tego, Cyganowskiego; i włością • nina z gminy Grabówka, w pow. Częstochowskim, Wincentego, syna Jana, Pianki. Olesiński i Cyganowski pozo stają na wolności, pozostali osa dzeni zostali w więzieniu
Inne wątki na temat:
Pełna wersja