Sprawy kryminalne - te mniej znane

    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 21.09.19, 21:18
      Po nitce do kłębka. Po zeznaniu Potoka zbadano mieszkańców wiosek, leżących po drodze, wiodącej z Często chowy do Zawad i ustalono, że 25-go lipca, wieczorem, przejeż-I — 1 dżaly dwie dorożki parokonne. W pierwszej, zaprzężonej w parę gniadych koni, siedziało dwóch pasażerów, z których jeden był księdzem, w drugiej zaś, zaprzę żonej w siwego i gniadego konia, leżała w poprzek długa skrzynia, zawinięta w rogoże. Do Rudnik dorożki przybyły, gdy było już ciemno. Tutej zatrzymali się na krótko w traktjerni, napili się herbaty i pojechali dalej, w stro nę Kłomnic: Dorożkarzem, który w Często chowie ma parę koni‘gniadych, jest Stanisław Pawlak. Zeznał on, że w połowie lipca, około godz. S-ej wiecz., gdy stał przy klasztorze, z klasztoru wyjechał dorożkarz Nr. 31, Wincenty Pianko, który wiózł w dorożce jakąś długą skrzynię, zawiniętą w rogożę. Gdy Pianko minął go i pojechał ku miastu, wyszedł z klasztoru znany mu ksiądz, paulin Damazy Macoch, z dru gim nieznanym mu wówczas młodzieńcem, który, jak okaza ło się następnie, był sługą klasz tornym, Stanisławem Załogiem, siedli oni do dorożki jego i kazali jechać za Wincentym Pianką, ku rogatce warszawskiej. Przy rogatce Macoch spytał Pawla ka, czy zechce pojechać do Ru dnik, a otrzymawszy odpowiedź potakującą, kazał jechać dalej. Pawlaka zdziwiło, że Załóg, zwracając się do Macocha, mó wił do niego “ty.” W Rudni kach Macoch zapłacił Pawiako wi, kazał mu jechać do domu, a sam z Załogiem siadł do dorożki Pianki, na leżącej w poprzek skrzyni, i ruszył w dalszą drogę. Wincenty Pianko oświadcze nie zna Pawiaka. Badany 2 "października wiózł jakąś skrzy nię z klasztoru do Kłomnic, zkąd wrócił do Częstochowy, ale księ dza żadnego nie woził. Po a- resztowaniu, zeznał, że w drugiej połowie lipca, około gcdz, 4-ej po poł., gdy stał koło klasztoru, zna ny mu sługa klasztorny kazał podjechać do bramy “książąt Lubomirskich,” gdzie stał do brze mu znany ksiądz paulin Damazy Macoch. Ten pole cił mu przyjechać za półtorej godziny przed bramę klasztoru. Gdy Pianko o wskazanej godzi nie zajechał na głów ny dziedzi niec klasztoru, spotkał go ten sam służący kazał przejechać na małe podwórze i stanąć koło sieni, prowadzącej do ceł zakon ników. Ztamtąd po pewnym czasie słudzy klasztorni wynieśli skrzynię, zaszytą w płótno, czy też w rogoże i skrzynię tę ułoży li w poprzek na dorożce. Gdy wyszedł ks. Damazy, Pianko zapytał: "dokąd jedzie- my, ojcze duchowny?”, ks. odpo wiedział : — "mieliśmy jechać na stacyę, ale jeźdź lepiej da roga tki warszawskiej.” Ks. Damazy ze służącym sie dli w drugą dorożkę i pojechali za nim w odległości około trzy dziestu kroków. W Rudnikach, gdzie wszyscy stanęli przy trakt jerni i napili się kwasu. Pawla kowi kazano wracać, a ks. Da mazy ze służącym siedli na skrzyni i kazali Piance jechać do Kłomnic. Gdy przyjechali na stacyę, ksiądz kazał stanąć, lecz po parominutowej, szeptem* prowadzonej rozmowie z towa rzyszem, polecił jechać dalejerunku Gidl. Było to już nocą. Po pół godzinie jazdy, kazano mu stanąć w jakiemś, zupełnie nieznanem mu miejscu, gdzie ko ło drogi była rzeczka i krzaki. Tu Damazy ze służącym wysie dli z dorożki, wyjęli skrzynię f rzucili ją do wody. Domyślając się czegoś, Pianko przestraszył się i spytał Damazego, co to wszystko znaczy. Ten odpowie dział: “Jedź dalej, to ciebie ob chodzić nie powinno.” Za Za wadami i Gidlami wjechali w las. Wtedy Damazy stanął w dorożce i pytać go zaczął, czy kocha on Boga, Matkę Bożą i Jezusa Chrystusa, kazał mu zło żyć ręce na krzyż, poczem rzekł: “Przysięgnij na Boga, Matkę Przenajświętszą i Wszystkich Świętych, że gdyby miano cię kiedy aresztować, nigdy nic nie powiesz, chociażby cię miano miesiącami trzymać w więzieniu, inaczej bowiem zginiesz na śmierć.” Pianko powtórzył słowa przy sięgi, bał się zresztą, że w prze ciwnym razie i z nim załatwią się odrazu. Po przyjeżdzie do Radomska, Damazy kazał mu zatrzymać się u przejazdu, wy szedł wraz z towarzyszem z do rożki, zapłacił za drogę 30 rubli i polecił wracać do Częstochowy 7 inną drogą i raz jeszcze przy pomniał o przysiędze. Do Czę stochowy Pianko wrócił naza jutrz około godz. 1-ej w połu dnie, przebywszy w ten sposób W drodze około 18 godzin. Gdy Piance pokazano sofę, znalezioną w Zawadach, oświad czył, że sofa podobna jest skrzyni, którą wywiózł z klasztoru.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 21.09.19, 21:24
      Przyznanie się do zbrodni. Zapytany przez komisarza po- licyi austryackiej, czy on jest Damazym Macochem, który dopuści! się zbrodni w klasztorze częstochowskim, Macoch odpo wiedział potakująco. Przy re- wizyi oprócz dokumentów i 400 rb. gotówką, znaleziono przy nim dwa paszporty Heleny Ma- chowej: zagraniczny, przez gu bernatora radomskiego, z d. 23-go września i krajowy. Badany następnie przez komi sarza Jasińskiego, Mococh, na pytanie, po co przyjechał do Krakowa, oświadczył, że chciał oddać się w ręce władz rosyj skich, postanowił jednak przed tem udać się zagranicę kupić ubranie świeckie, a następnie po wrócić do Warszawy i zeznanie złożyć gubernatorowi. Po speł nieniu zbrcdni chce on ze skru chą złożyć wyznanie, aby ulżyć sumieniu swemu i oczyścić się w oczach rodaków. Dalej Macoch opowiedział o okolicznościach zbrodni: D. 22-go lipca 1910 r. przyje chał do niego na Jasną Górę bratanek jego, urzędnik poczto wy z granicy, Wacław Macoch, ttóry korzystał w tym czasie z lrlopu i przebywał w Warsza wie. Macoch przyjął bratanka serdecznie i mieszkał on w celi jego dwa dni. Trzeciego dnia, około godz. 10-ej wieczorem, gdy zabierali się do snu, wszczęła się między nimi niemiła rozmowa. Wacław Macoch zaczął robić mu wyrzu ty, że, mając znajomość i sto sunki, nie wyrobił mu do tej po ry posady w Warszawie. Na to Damazy odrzekł, że kilkakrotnie chodził do naczelnika okręgu, ale z powodu rewizyi senatorskiej i aresztowania urzędników, nic zrobić nie mógł. Wacław Ma coch nie zaprzestał wyrzutów i nawet zaczął wymyślać, za co nazwał on bratanka smarka czem. Ten zerwał się, uderzył Damazego w twarz, poczem od wrócił się i chciał wyjść z poko ju. W uniesieniu Damazy schwycił topór, uderzył bratan ka w r głowę, a gdy ten upadł, li derzy} go jeszcze dwukrotnie, nie pamięta jednakże, w jakie miejsce. Widząc, że bratanek żyje, roz grzeszył go, a następnie chwycił za gardło i zaczął dusić. W koń cu nie wiedział już wcale, co robi. Ogarnęła go taka rozpacz, że chwycił za rewolwer i chciał poz bawić się życia, ale wstrzymał go od tego jakiś głos wewnętrzny. Noc całą strawił na płaczu i mo dlitwach nad trupem. Chwila mi czuł, że traci rozum. Nad ranem, nieco oprzyto mniawszy, długo wahał się, co zrobić: czy zawiadomić policyę, czy też donieść o tern, co się stało, przeorowi klasztoru. W rezultacie nie uczynił ani je dnego, ani drugiego, lecz gdy się rozwidniło, zawinął trupa w prześcieradło, położył na sien niku i wziął się do zacierania śladów krwi na stole, podłodze i ścianach celi. Wezwał nastę pnie służącego klasztornego, Stanisław Załoga, do którego xmial zaufanie zupełne i opowie dział mu, że Wacław Macoch “postrzelił się” przez nieuwagę, a gdy męczył się w konwulsyach przedśmiertnych, on dobił go toporem. Załoga radził nie za- wiadomiać policyi, lecz włożyć trupa do kosza dużego i wywieźć z klasztoru. Takąż samą radę dał mu i spowiednik, u którego był tegoż dnia rano. Zawinęli oni z Zalogiem trupa w drugie prześcieradło, poczem Załóg u- dal się po kosz odpowiedni. Pie niądze na kupno kosza Załóg wziął od niego i po półtorej go dziny przywiózł z miasta rogoże i duży kosz. Kosz ten jednak okazał się za mały, wobec czego Załoga poradził wyszukać skrzy nię odpowiedniej wielkości. O- koło godz. 1-ej po poł. Załoga wezwawszy do pomocy drugiego służącego, Józefata Błasikiewi- cza, ustawił w kurytarzu koło celi sofę klasztorną, którą po odejściu Blasikiewńcza z Zalo giem wmiósl do celi. Podniósłszy siedzenie, ułożyli trupa w środ ku, a miejsca, próżne wyłożyli futrem, poduszką i ceratami, po czem obwiązali sofę przywiezio- nemi przez Załoga rogożami. Około godz. S-ej wieczorem Za łoga sprowadził dorożkę dwu konną, zawołał Błasikiewicza i dwóch innych jeszcze służących Floryana i Janka, których na zwisk nie zna, i wszyscy razem wynieśli sofę do dorożki, przy- czem nikt z nich w sprawę całą wtajemniczony nie był. Pole ciwszy dorożkarzowi jechać ku wsi Rudniki, on i Załoga wzięli drugą dorożkę około klasztoru i ruszyli za pierwu Macoch opowiada, jak je chali do Gidl i rzucili sofę z tru pem. Po wrzuceniu trupa do wody, kazał dorożkarzowi je chać do Radomska, gdzie zapła cił mu za drogę 30 rb., a sam z Załogą, któremu dał także 20 rb., udał się na stacyę kolejową, skąd około godz. 4 rano poje chał razem z Załogiem kuryerem do Warszawy, do powinowatej swojej, Heleny Macoch owej. Gdy ta pytała się o męża, od powiedział, że Wacław był u niego w klasztorze, lecz, pokłó ciwszy się, wyjechał zagranicę, a może nawet do Ameryki. He lena zaczęła płakać i chciała je chać do Częstochowy na poszuki wani e męża. Po dw r óch dniach pojechał z nią do Częstochowy, dokąd Załóg udał się w przed dzień. W klasztorze mieszkali trzy dni, poczem namówił on Helenę, aby pojechała do Łodzi, do ojca, Mikołaja Krzyżanow skiego. Zgodziła się, a po dniach paru zawiadomił ją listownie, że, pomimo wszelkich poszuki wań, Wacława Macocha odna leźć nie mógł. Po jakich dwóch tygodniach zaszed do niego Stanisław Załóg i powiedział, że Błasikiewicz coś podejrzewa i żąda pieniędzy. Wtedy dał on Blasikiewiczo
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 21.09.19, 21:39
      Przeszłość Macocha. Darnazy Macoch urodził się dn. 22 grudnia 1871 roku we wsi Lipie w pow. Częstochow skim, w rodzinie włościańskiej, i otrzymał imię Kacpra. Rodzi ce Macocha, chociaż ubodzy, da li mu jakie takie wykształcenie domowe, a gdy miał łat 17, odda li go do kancelaryi gminnej w Lipiach, gdzie był pomocnikiem pisarza. Po trzech latach miano wano go pisarzem gminnym w gminie Panki, w pow. Często chowskim. Na urzędzie tym po zostawał do dnia 14 grudnia 1S95 r., poczem porzucił urzędowanie i wstąpił do klasztoru Paulinów — 16 — na Jasną Górę. Po dwóch la tach przeor klasztoru, ks. Euze biusz Rejman posłał go do semi- naryum we Włocławku, ale Ma coch po przybyciu do semina- ryum zachorował na tyfus i po wróci ł do klasztoru, gdzie w prze ciągu lat kilku przygotowywał się do stanu duchownego, pod kierunkiem o. Piusa Przezdzie- ckiego. Po zdaniu egzaminu i spełnieniu ślubów zakonnych, wyświęcony został w dniu 8 czerwca 1902roku, przyczem da no mu imię Damazy odparł, ażeby przeor do spraw jego się nie mieszał, bo urządzi tak, że klasztor zamkną. Ma cocha zostawiono w spokoj u. Stosunek z Krzyżanowską; W tym czasie Macoch zapo znaje się, a następnie zawiązuje bliższe stosunki z Heleną Krzy żanowską, która była telefoni stką w Łodzi. Krzyżanowska zaczęła często przyjeżdżać do | Częstochowy i stawała w klasz- W klasz- ; torze u muzykanta, Jana Moży- torze Damazy odznaczał się z kowskiego, w pokoju oddziel- początku cichym i spokojnym' nym> który zamawiał dla niej charakterem, lubili go wszyscy, ^ Macoch. Przebywał on z nią w a ks. Rejman, który był dla nie- 'tym pokoju, nazywając ją przy go jaknajlepiej usposobiony, zro- ludziach obcych “kuzynką” i bil go swym sekretarzem. Ale I z wracając się do niej na “ty.” stan ten nie trwał jednak długo. | Podczas przyjazdów Krzyżano- Po roku lub najwyżej dwóch wska otrzymywała jedzenie z Macoch zaczął wyjeżdżać ciągle , klasztoru. Macoch, nie krępu- z klasztoru, tłumacząc się, że ' j ąc się, pokazywał się z nią wszę- musi odwiedzać krewnych i po-! dzie. Widywano go z nią na wa- rządkować interesy. VV tym j l ac h i w polu, a naw'et w alejach czasie zmienił się radykalnie cha-| m . Częstochowy. Słudzy klasz- rakter Macocha. Zaczął zanied-! torni nazywali pocichu Krzyża- bywać obowiązki księdza- za- nowską kochanką Mococha. konnika, stał się kłamcą, skry-. Qdy Krzyżanowska przyjeżdża- tym i rozpustnym. Wówczas } a do Częstochowy, Macoch zni- też zawarł przyjaźń z księżmi kał na czas dłuższy. Przyjacie- Bazylim Olesińskim i Izydorem i ow i swemu, Izydorowi Starczew- Starczewskim, których sprawo- j s kiemu, wyznał, że zakochał się wanie się nie było o wiele lepsze ! w Krzyżanowskiej za inteligen- od jego. Na prowadzenie się C yę jej, znajomość muzyki i śpiew, niemoralne Macocha i Olesiń-j; Dnia 12 września 1907 roku Da- skiego podawano nawet skargi; m azy Macoch z Heleną Krzyża- do konsystorza we Włocławku,' n0 w'ską był w Krakowie, gdzie ale rozpoczęte dochodzenie wy- j stanął w hotelu Kleina przy ul. ników względem Macocha nie ,§ w Gertrudy, pod nazwiskiem Stefana Kowalskiego, urzędni ka pocztowego z Piotrkowa, z siostrą. Dn. IG września wyje- [chali do Zakopanego, skąd po . i dało. Olesiński zaś otrzymał su rowe napomnienie. Przeor Rejman próbow
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 21.09.19, 22:04
      Po zbrodni. 25-go lipca Damazy Macoch telegrafował do Heleny, że wie czorem przyjedzie do niej. Przyjechał jednak ze służącym, Stanisławem Załogiem, dopiero nazajutrz, o godz. 7 r., gdy He lena jeszcze spala i zaraz wypra wił Załoga z bratem Heleny na miasto.' Gdy Krzyżanowski wrócił po 2—3 godzinach, zau ważył, że Damazy w pokoju sy pialnym szeptem rozmawia z siostrą. Służąca, Maryanna Ko- smalówna, zauważyła, że pani z ks..Damazym darła ipalila ja kieś listy. Gdy wreszcie H le- na wyszła na śniadanie, Krzy żanowski i Kosmalówna zau ważyli, że musiała płakać. Dnia tego do stołu na śniadanie i o- biad zaproszony był też i Sta nisław Załóg. Damazy opo wiedział, że Wacław porzucił nę i wyjechał do Ameryki i że on zaopatrzył go nawet w pie niądze na drogę. Wogóle Da- mazy podczas tego pobytu w Warszawie był w dobrem uspo sobieniu. Z Heleną był bardzo serdeczny, nie odstępował jej na krok i wszelkiemi sposobami starał się okazać jej swe względy. Wieczorem Załóg wyjechał do Częstochowy, a Helena z bratem i Damazym udała się do znajo mych, Adama i Anny Jeżewskich na imieniny. Na pytanie go spodarstwa i gości, gdzie jest mąż, Helena odpowiedziała, że pilne interesy powołały go do Granicy. Zwrócili ogólną uwa gę, że Damazy był bardzo pod niecony, a Helena bardzo smu tna, skarżyła się na ból w oku i jak tylko przyszła, udała się do sypialni Jeżewskiej, położyła się na łóżko i przykładała do oczu plasterki, umoczone w wodzie. Wtedy też powiedziała Jeżew skiej, że jest w odmiennym sta nie. O godz. 10 i pół wieczorem razem z Damazym wróciła do domu, a nazajutrz rano z Dama zym i Wacławem Krzyżanow skim pojechała do Często-ho- wy, gdzie stanęła, jak dawniej, u Możykowskiego. Widząc, że siostra ciągle pła cze, Krzyżanowski pocieszał, mó wiąc, że takiego męża, co żonę, porzucił, nie należy żalow'ać. j Wtedy Helena wyznała bratu ,: że męża jej zabił Damazy za to, j że żądał od niego tysiąca rubli i pokazyw r ał list Bulzackiego, czyniący mu wymówki, że się o- żenił z taką kobietą. Dodała też, że o zabójstwie Macoch powie dział jej jeszcze w Warszawie rosiła, ażeby brat o tern nikomu nie mówił. Krzyżanowski u- przedził siostrę o odpowiedzial ności, grożącej, jej, jeżeli nie zawiadomi władzy o spełnionej zbrodni, lecz ta odrzekła, że uczyni to po powrocie do Warszawy
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 22.09.19, 20:13
      W tym czasie Damazy Ma coch jest gościem w klasztorze; czas spędza bądź w W arszawie, bądź w rozjazdach, a w połowie września zupełnie porzuca Czę stochowy. Między nim a Izy dorem Starczewskim zawiązała się ożywiona korespondencya, z której widać między innemi, jak gorąco interesowali się obaj lo sem Załogi i jak starannie ukry wali przed policyą miejsce jego pobytu. Damazy namawia w tym czasie Starczewskiego i Za łoga, ażeby jechać do Ameryki, ale na propozycyę tę zgadza się tylko Załóg, Starczewski zaś odmawda. W liście z Warsza wy z dn. 25 września Macoch prosi Starczewskiego, . ażeby nikomu adresu jego nie dawał, a jeżeli kto pytać będzie o Załoga, odpowiedzieć, że on chory. D. 27 w T rześnia Macoch wy najmuje w Warszawde w domu Nr 31 przy ul. Żelaznej nowe mieszkanie, mówiąc rządcy, że dla siostry swej, Heleny Maco- chowej, i przeprowadza ją tam 30 września. Na dwa dni przed tem otrzymał on z poczty jakiś list, który zniszczyła Macocho- wa po przeczytaniu. D. 1 października Adam Jeże wski otrzymał z Częstochowy de— 21 — peszę dla Damazego od Starcze wskiego, w której powiedziano, że dotychczas wszystko dobrze, ale że przyjechać tegoż samego dnia nie może. Dnia 2 października Damazy z Heleną wyjeżdża z Warszawy do Zajączkowskich do Szrenia wy, a 4 października, tj. wtedy gdy policya już prowadzi śledz two w murach klasztornych, Izy dor Starczewski posyła do ojca swego do Sieradza, list z prośbą wysiania natychmiast depeszy następującej: “Warszawa, Chło dna GS, Jeżewskiemu. Kumcio- wi. Niech zaraz wyjeżdża. Nie bezpieczeństwo grozi. 31.Stach.” Telegram ten wysiano z Sie radza 5 października i tegoż sa mego dnia wręczono go Jeżew skiemu, ale adresatowi dorę czyć go nie można było, gdyż Damazy Macoch wyjechał z Warszawy. Dn. 6 października Macoch zbiegi do Austryi, a Helenę Ma- cochową tegoż dnia aresztowano w Szreniawie, gdzie znaleziono przy niej około GGO rb. w mone cie rosyjskiej, austryackiej i francuskiej, dowód 4-go war szawskiego Towarzystwa wza jemnego kredytu na złożone o,G20 rb., znaczną ilość przedmio tów złotych, ozdobionych bry lantami, a między innemi jede naście starożytnych, złotych dukatów.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 22.09.19, 20:38
      Z za kulis życia klasztorne go. W grudniu 1909 r. zmarł ku stosz ks. Gawełczyk, który u- chodził za człowieka bardzo bo gatego. Karolowi Szymańskie mu, cukiernikowi w Częstocho wie, ożenionemu z rodzoną jego siostrą, G. powiedział, że zebrał pieniądze, które dostaną dzieci Szymańskiego, po jego śmierci. Zachorował on w święta Bożego Narodzenia i natychmiast wez wał Szymańskiego, któremu dał na przechowanie parę kopert z depozytami i “pieniędzmi mszal- nemi,” a także kopertę z listami zastawnemi na 13,150 rubli, na której własnoręcznie napi sał: “To jest moja własność.” Otrzymawszy pieniądze, Szy mański wyjechał po doktora do Warszawy. Gdy wrócił, Ga- W'elczyk już umarł. Zaraz po śmierci do celi zmarłego przyszli Rej man i Olesiński, ale nic nie znaleźli, poczem Rejman wy- szedł, poleciwszy Olesińskiemu i Macochowi dokonanie bar dziej szczegółowej rewizyi. Po pewnym czasie przynieśli o. Rejmanowi 15,000 rb. w listach zastawnych i notatkę, zawierają cą rozporządzenie na wypadek śmierci. Dowiedziawszy się od Olesiń- 6kiego, że Szymański otrzymał jakieś pieniądze, Rejman wez wał go do siebie i prosił o zwrot Bumy pobranej, co Szymańsspełnił, myśląc, że dostanie wię cej, niż 13,000 rubli; ale Rej man, wziąwszy pieniądze, po wiedział, że są one własnością klasztoru i że Gawełczyk dzie ciom Szymańskiego nic nie zo stawił i że wogóle po Gawełczy- ku pieniędzy żadnych niema. Obecny przy rozmowie tej Ole siński oświadczenie przeora stwierdził przysięgą, a gdy Szy mański poprosił, ażeby dano mu na pamiątkę cośkolwiek z rze czy, po zmarłym pozostałych, Olesiński prośby tej uwzglę dnić nie chciał. Innym krew- nynT zmarłego, Olesiński rozpo wiadał, że pieniądze, jakie po Gawełczyku zostały, zabrał Szy mański. Notatka, zawierająca rozpo rządzenia G. na wypadek jego śmierci, znikła gdzieś z biegiem czasu, gdyż Rejman twierdził, że oddał ją nowemu przeorowi, o. Justynowi Welońskiemu, w obecności Piusa Przeździeckie- go, a Weloński i Przeździecki twierdzili, że nic podobnego nie było. Po Bonawenturze Gawełczy ku kustoszem mianowano Bazy lego Olesińskiego, który był do owego czasu prokuratorem, czy li gospodarzem. Olesiński pro wadził księgi kasowe nieporzą- dnie i gdy w następstwie zmu szony był urząd swój przelać na rzecz ks. Piusa Przeździeckiego, ten w żaden sposób nie mógł się w nich zoryentować i zniszczył stare, a zaprowadził nowe księgi. Olesiński, gdy został kusto szem, nakazał zmienić drzwi zakrystyi i skarbczyka, a u skarbczyka zamiast dawnychdrewnianych, nakazał zrobić drzwi żelazne. Olesińskiego w obowiązkach kustosza często bar dzo zastępował Damazy Ma coch, a oprócz tego miał Macoch dostęp do sum klasztornych, gdyż chętnie i z zadowoleniem wielkiem zastępował wice-ku- stoszów. ten potrzebny mu jest do furty klasztornej, bo, wracając nie raz późno do klasztoru, nie chce, ażeby przeor dowiedział się o tern. Rozmowa prowadzona by ła w obecności Izydora Star czewskiego. Po raz drugi przy tych samych okolicznościach, Macoch jeszcze jeden klucz za- W klasztorze mówiono, że w' mówił, rzekomo do drugiej fur- dni, gdy napływ pielgrzymów był duży, Macoch wciskał się między pątników i zbierał pie niądze i że tą drogą mógł w je den dzień zebrać z tysiąc rubli. W połowie sierpnia 1910 r, ro botnicy, pracujący około napra wy dachu, znaleźli na strychu sześć mało używanych kluczĆlw, które odnieśli ekonomowi, Jó zefowi Trubickiemu, ten zaś oddał je prokuratorowi, ks. Win centemu Olszewiczowi. Oka zało się, że największy otwierał stare drzwi od skarbczyka; klucz ten, sądząc ze śladów na nim, najbardziej był w użyciu. Dwa najmniejsze dopasowane były do drzwi od pokoju z sygnałiza- cyą elektryczną, wiodącego do zakrystyi. Krótki i gruby klucz otwierał drzwi, wiodące do skarbca, piąty drzwi kurytarza, prowadzącego do zakrystyi, szó sty zaś dopasowany był do drzwi w kaplicy obrazu cudownego Matki Boskiej. Ślusarz, Jakób Starczewski, zeznał, że jeden z dwóch mniejszych kluczów zro bił dość dawno na zamówienie Damazego Macocha. Macoch wezwał go kiedyś do celi Izy dora Starczewskiego i, dają mu odcisk woskowy zamku, za żądał zrobienia odpowiedniego klucza, gdyż, jak mówił, ten potrzebny mu jest do furty klasztornej, bo, wracając nie raz późno do klasztoru, nie chce, ażeby przeor dowiedział się o tern. Rozmowa prowadzona by ła w obecności Izydora Star czewskiego. Po raz drugi przy tych samych okolicznościach, Macoch jeszcze jeden klucz za- . Śledztwo dalsze stwierdziło, j że oprócz Damazego Macocha, który na Helenę Krzyżanowską 'wydawał ogromne pieniądze, j miał też kochankę Izydor Śtar- j czewski. Zakochał się on w i córce muzykanta klasztornego, ; młodziutkiej dziewczynie. Ze 1 związku tego w marcu 1907 roku i przyszło na świat dziecko. Na , czas brzemienności i porodu j Starczewski umieścił kochankę i w jednym z przytułków warszaw skich, dokąd posyłał pieniądze na utrzymanie jej i dziecięcia. Opowiadano też w Częstocho wie, że i Bazyli Olesiński miał kochankę, i o tern zakonnicy zawiadomili Rejmana, ale do chodzenie, przeprowadzone przez Rejmana, wyników pozytyw nych nie dało.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 22.09.19, 20:46
      Posługacz Błasikicwicz. W połowie czerwca 1910 r. o- koło godz. 7 i pół wieczorem, stał on u drzwi sali Rycerskiej. Ujrzał wtedy, że z górnego kury- tarza, gdzie była cela ks. Da- mazego Macocha, sługi klasztor ne, Załóg, Wujcik i Roguś niosą po schodach jakąś dużą skrzy nię, zawiniętą w rogoże. Gdy Załóg zobaczył go, poprosił, a- żeby i on pomógł znieść ciężar do dorożki, nie widział, a nawet nie zwrócił uwagi, ani na doroż karza, ani na to, czy był przy tem Damazy Macoch. Policya pokazała mu sotę, znalezioną we wsi Zawady i sofa ta była mniej więcej tej samej wielści, co przedmiot, który wynosi li Załóg, Wujcik Rogu , ale nie był pewny. Od Damazego pie niędzy żadnych za milczenie nie dostał i z tego powodu, ani z nim, ani też z Załogą rozmów nie prowadził.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 22.09.19, 21:07
      Józef Pertkiewicz. Zeznał, że wiosną r. 1909 ks. Izydor Starczewski, jego kolega ze szkoły elementarnej, wezwał go do celi i w r obecności Damaze- go Macocha polecił mu dorobić klucz do pokoju, w którym mie ściły się pieniądze klasztorne i rachunki. Starczewski powie dział, że potrzebny mu jest klucz do przejrzenia rachunków. Wrę czono mu przytem odbitkę wo skową zamku. Nie podejrze wając, że klucz potrzebny jest do kradzieży i wierząc księżom, jak Bogu samemu dał klucze do roboty niejakiemu Kasprzyko wi. Ani imienia, ani adresu a- sprzyka nie zna. Klucz odniósł osobiście Starczewskiemu, który zapłacił 15, czy 18 rubli, nie li cząc danego poprzednio zada tku w kwocie 5 rb. Damazy Ma coch dał mu wkrótce dwa klu cze do podpilow r ania, gdyż jak mówił, nie otwierają drzwi, przez które on przechodzić musi. Ro botę tę wy konał darmo i dopiero po dwóch miesiącach pożyczyod Macocha 10 rubli, których nie oddal. Z pośród pokaza nych mu kluczów, największy jest właśnie ten, który przygo towywał Kasprzyk.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 22.09.19, 21:12
      Korespondencya w więzieniu. Wkrótce wyjaśniło się, dla czego Macoch nagłe cofnął ze znania swe, dotyczące okrada nia skarbczyka i kradzieży 5,000 rubli. 3-go września 1911 roku, już po zamknięciu śledztwa, pro kurator sądu okręgowego w Piotrkowie otrzymał z Często chowy list, pisany po polsku i po łacinie. Do listu przykle jona była mala karteczka w ję zyku rosyjskim, bez podpisu, o treści następującej: “List za łączony znalazł przechodzień dwa miesiące temu około wię zienia w Piotrkowie, a że wedle wszelkiego prawdopodobieństwa dotyczy on osób, pozostających w więzieniu śledczem, przeto list przesyłam tam, gdzie na leży.” W obec tego, że charakter pisma listu przypominał cha rakter pisma ks. Starczewskie go, dokonano ekspertyzy kali graficznej, że list pisany jest rę ką Starczewskiego. Ten, po o- kazaniu mu listu, przyznał, że napisał go do Damazego. W liście Starczewski prosi Macocha, ażeby cofnął zeznanie swe o udziale jego w okradaniu skarbczyka. “Ja ciebie nigdzie i nigdy nie oskarżałem, pisze Starczewski między innemi, a w szczególności, co kluczów dotczy, nie przyznałem się do tej pory, a ciebie w Krakowie o- szukano. Przeciwko tobie to tylko powiedziałem, żeś się z nią całował, ale to łatwo zmie nić, gdy się doda, że było to po weselu. Jeden klucz zrobił ci Perikiewicz, a inne ktos drugi wykonał. Trzeba tylko zmówić się z Pc-rtkiewiczem, żeby powie dział, że klucz dla ciebie zro bił, ale nie wie po co, a ty, żebyś powiedział, że klucz jeden był od twego pokoju, a drugi od konfesyonału i że klucze te zro bił ci ktoś, którego nie znasz, bo po za Królestwem przebywa. W ten sposób łatwo będzie Pert- kiewicza uwolnić. Zeznaj na stępnie, jak pisałem ci już daw niej, że zrobiłeś to wszystko be żem nie, nie poplątaj, lecz uwol nij mnie od tego... oswobodź ró wnież Pertkiewicza. Niechaj wyraz kradzież nie będzie uży ty, lecz zamiast niego niechaj będzie mowa o wynagrodzeniu za msze, loterya, procenty i t. d. Słowem, proszę cię, mój drogi, wszystko, co tyczy kradzieży i kluczów, zmień tak, jak pi sałem w liście poprzednim i jak piszę teraz. Raz jeszcze błagam cię w imię wszystkich świętych, cofnij zeznania swe, przeciwko mnie złożone: ocali31 —• siebie i mnie pomożesz... Oddaję list pod opiekę Serca Jezusowe go, niechaj ześle ci wszystkie swe dary... Życzę ci męstwa do spełnienia czynu bohaterskiego, o który proszę... Do Pertkie- wicza pisałem, dałem mu plan obrony i poleciłem porozumieć się z tobą.” Gdy pomocnik naczelnika więzienia, Grabski, i starszy do zorca, Joachim Prut, badali Starczewskiego z tytułu listu tego, dokonano jednocześnie re- wizyi nagłej w celi i w pończosze za łóżkiem Starczewskiego zna le iono 38 listów. Starczewski padł przed Grabskim na kolana, po rękach go całował, prosząc, ażeby listy te zniszczył, gdyż inaczej zginie. Ekspertyza kaligraficzna wy kazała, że z pośród 38 listów, znalezionych u Starczewskiego, 17 napisał Damazy Macoch, 16 —Józef Pertkiewicz, a 5 sam Izydor Starczewski. Z treści ich widać, że schwytano tylko część obszernej koresponden- cyi, prowadzonej między temi trzema osobami w więzieniu. \\ listach do Starczewskiego, Damazy Macoch wyraża goto wość zupełną cofnąć poprzednie s we zeznanie, dodając jednak, że w takim razie i Pertkiewicz powinien inaczej się tłumaczyć i o tem zamierza napisać do nieg >. Za przysługę tę Macoch prosi Starczej skiego, ażeby poparł go w sądzie i opowiedział, jak on kochał bratanka swego, jak wspo maga! go pieniędzmi, jak zabie gał, ażeby Wacław otrzymał wiedział sądowi, że Helena Ma- cochowa była kobietą lekkich obyczajów, że stosunek z nią ciążył mu i jak czul się szczęśli wy > gdy nareszcie wydał ją zamąż i odczepił się od niej zu pełnie. “Co zaś do “aur” —■ pisze Macoch w końcu — to mia łem zamiar zebrać sobie zapas niewielki, dlatego też zmienia łem, gdzie się dało, ale w na stępstwie myśl tę porzuciłem.” W listach do Pertkiewicza, Starczewski namawia go, żeby zmienił poprzednie swe zeznanie i oświadczył, że klucza żadnego nie robił, a jeżeli poprzednio i- naczej mówił, to tylko przez złość. “Potrafisz wykręcić się— pisze Starczewski — gdy po wiesz, że on sam przyniósł ci klucz, a o odciskach woskowych nie wspomnisz. Wyniknie z te go, że ty go podejrzewać nie mo głeś i że on chciał mieć klucz na zapas, gdy będzie w zakrystyi. Nie mów tylko, że działo się to w mojej obecności, chociaż raz mogło to być w mojem miesz kaniu, lecz przeważnie rozmowy te odbywały się w jego celi.” W odpowiedzi na groźby i wy- rzuty Pertkiewicza Starczewski pisze: “A czy ty bez zmazy jes teś — pisze — bądź spokojny i przeciwko tobie znajdzie się nie jedno do powiedzenia, gdy zaj dzie potrzeba.” Z listów- dowiedziano się, że oskarżeni w iedzieli o zgubieniu jednego listu i bardzo byli tem zaniepokojeni. “Dowiedziałem 6ię, że list ten wypadł na ulicę, gdy służący oddawali mu, ale nikt z niego nie skorzystał, cicho zupełnie, więc bądź spo kojny.” Macoch przyznał się, że wszy stko, co mówił poprzednio o u- działe swym, jak również Star czewskiego, Olesińskiego i Pert- kiewicza w podrobieniu kluczów, w kradzieży pieniędzy ze skarb- czyka i 5,000 rb. z celi zmarłego ks. Gawelczyka, jest naistotniej- szą prawdą. Co się tyczy za mieszczonego w jednym z li stów jego, skróconego wyrazu “aur,” to pod wyrazem tym o- zumieć należy monety złotktóre odebrano od Heleny Ma- cochowej. Monety te skradł ze skarbczyka i podarował Hele nie, nie mówił jej jednak, że po chodzą z kradzieży. Parę ta kich samych monet skradł ze skarbczyka i Starczewski.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 22.09.19, 21:26
      Więźniowie. Wprowadzają więźniów. Pierwszy ukazuje się dorożkarz Pianko, nawpół przytomny ze wzruszenia, nic wie co ma robić, gdzie usiąść cała twarz za płakana, zarośnięta. Żołnierze wskazują mu miejsce na najwyższej kondygnacyi ławy, posuwa się tam, wtula się w kąt, płacze, aż łzy bruzdy na twarzy mu wy ryły. Wprowadzają Damazego Macocha,— 34 — twarz spokojna, obojętna. Odrazu za siada na najwyższej kondygnacyi, która mu się jaknajsluszniej należy. Łysa czaszka świeci się w promieniach światła z okien naprzeciwko. Za nim wsuwa się do tej samej lawy nizki Izydor Starczewski, o pospolitej twarzy pierwszego lepszego z tłumu, nawet nie urozmaiconej małym zaro stem. Piance nakazują wyjść z najwyższej kondygnacyi i degradują go, a nato miast ukazuje się na jego miejscu Hele na, urodzona Krzyżanowska. Ściśle niewiadomo, jakie dawać jej nazwisko: pierwsze nazwisko Macochowa “wdo wa” było fikcyjne, drugie takie samo z racyi ślubu z Wacławem Macochem, też niewiadomo, czy może być słuszne, gdyż ślub brała pod fałszywem nazwi skiem Macochowej i przysięgę ślubną odbierał od niej ks. Macoch, na wiele lat przedtem jej kochanek. Mniejsza zresztą o to. Przypatrzymy się owej Macftchowej: brunetka, twarz bez wy razu, rysy grube, pospolite. Gdzież tu przejaw inteligencyi? Ani w oczach, które osadzone głęboko, szczególnego uroku nie sprawiają. — Zbrzydła w więzieniu— mówi! ta ki, co ją znał z przed laty. Inni oskarżeni zasiadający na ławie w środkowej kondygnacyi, a więc Bła- sikiewicz i Pertkiewicz, to pospolitaki, takie miny mają i zbrodniarze i najnie- winniejsi ludzie. O. Bazyli, który siedział dotychczas na ławie przy balustradzie, otizymal po lecenie, aby zajął miejsce na ławic oskar żonych. Z niechęcią wstał i usiadł za pulpitem tlómacza przysięgłego. Po obu stronach ławy ustawili się żołnierze konwoju. Naraz małe zamieszanie przy ławie oskarżonych. — Cyganowski zemdlał!—leci wie— Doktora!—szuka woźny. Okazało się, że Cyganowski nie zem dlał, tylko dostał ataku epilepsyi, na którą cierpi oddawna. Atak tym razem był długi i talii, że uniemożliwił Cyga- ■nowskiemu ukazanie się na sali. Powietrze W sali coraz cięższe, więc ukazuje się w sali woźny z wielkim roz pylaczem i rozrzedza powietrze wodą leśną. Dowiadujemy się w trakcie tego, że w chaiakterze głównego oskarżyciela publicznego wystąpi podprokurator izby sądowej warszawskiej, p. Niedz- wiecki, gdyż prokurator sądu okręgowe go piotrkowskiego, p. Łanszin, po nie dawno przebytej chorobie, nie czuje się zupełnie zdrów. Tymczasem dobiega południe, godz. 12
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 29.11.20, 13:25
        Pamiętam jak to przeżyłyśmy z koleżanką. Dzień wcześniej w jakimś kinie, nie pamiętam już w którym była premiera filmu o Marchwickim - Jestem mordercą. Film nie zrobił na nas takiego wrażenia jakiego oczekiwałyśmy. Dla wyjaśnienia - myślałyśmy, że otrze się o jakieś nowe hipotezy ale właściwie było w nim wszystko o czym już wiedziałyśmy (czytałyśmy). I gra była jakaś drętwa. Poza tym sceny kręcone na Nikiszu nam nie podeszły. Marchwicki (czy faktyczny wampir) ani jeden osoby nie zamordował na Nikiszu - jego rejon to była Dąbrówka Mała, Będzin, tereny pomiędzy Dąbrówką a Siemianowicami. cdn
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 29.11.20, 23:53
        NIGERIA. W ATAKU ZGINĘŁO CO NAJMNIEJ 110 CYWILÓW - Interia - 29.11.2020
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 30.11.20, 14:11
        PROTESTY W ROCZNICĘ UZYSKANIA PRZEZ KOBIETY PRAW WYBORCZYCH - Metro - 30.11.2020
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 30.11.20, 14:34
        BŁYSKAWICA NA BUDYNKU W KTÓRYM MIEŚCI SIĘ SIEDZIBA PIS - Interia - 30.11.2020
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 30.11.20, 14:45
        MAŁOPOLSKIE. KSIĄDZ KTÓRY MIAŁ MOLESTOWAĆ MINISTRANTÓW OPUŚCIŁ ARESZT - Interia - 30.11.2020
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 30.11.20, 16:09
        Strajk strajkami ale może by się tak panie zastanowiły zanim znowu coś sprofanują. Wieża spadochronowa to miejsce pamięci i to raczej nie jest miejsce na obwieszczanie o co walczymy. Co będzie następne?
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 30.11.20, 16:19
        Przykro mi ale po tej akcji i po kilku innych uważam, że strajkujące kobiety niczym nie różnią się od zwykłych wandali.
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 30.11.20, 18:00
        POŻAR W MIESZKANIU W KATOWICACH. BUDOWALI MODEL RAKIETY - www.infokatowice.pl - 30.11.2020
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.12.20, 11:50
        NAJNOWSZY SONDAŻ PIS - Interia - 01.12.2020
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.12.20, 13:04
        1 GRUDNIA W POLSCE ZGASNĄ ŚWIATŁA - Wyborcza - 01.12.2020
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 01.12.20, 15:21
        PROTEST SAMORZĄDÓW. W WIELU MIASTACH ZGASNĄ ŚWIATŁA - Interia - 01.12.2020
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 22.09.19, 21:36
      Czytanie aktu trwało do godz. 4 m. 35. Przez cały czas czytania aktu Ma coch pilnie przysłuchiwał się treści, Macochowa zaś patrzała w przestrzeń bezmyślnie. Po przeczytaniu aktu ogłoszono przer wę, podczas której Damazy przez dłuż szy czas przyglądał się Helenie, ona zaś unikała jego wzroku. Starczewski coś półgłosem do Heleny mówił, na co mu ta odpowiadała. Snać były to wyrzuty jedno drugie mu. G. 4 m. 45 sąd wszedł i prezes zapy tał najpierw Macocha, czy przynaje sie do winy
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 22.09.19, 22:28
      Piętnastoletni Stanisław Juraszyk, syn kasyera gminnego we wsi Zawady, bardzo zalękniony, zeznaje, że gdy pa sał bydło na łące, jakiś włościanin opo wiadał mu, żc z wody paka wystaje. Juraszyk sprawdził fakt, ale obawiał się zbliżyć. Uczynił to dopiero po przybyciu na miejsce strażników.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 22.09.19, 22:40
      ODLEGŁOŚĆ POMIĘDZY KŁOMNICAMI A RUDNIKAMI
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 22.09.19, 23:05
      Dr. Henryk Jasieński, komisarz policyi krakowskiej, naczelnik ekspozytury stacyi kolejowej, mówi: — Dnia 7-go października r. 1910 przed przyjściem pociągu w stronę Wiednia, otrzymałem wiadomość, że w pociągu, jedzie ścigany przez policyę rosyjską Damazy Macoch, znalazłem się przy pociągu i w jednym z wagonów ujrzałem księdza w czarnej sutannie z torebką w ręku. Zapytałem go, czy jedzie z Warsza wy. Odpowiedział, że z Częstochowy. Na zapytanie, czy jest Macoch, od powiedział twierdząco. Przeprowadzony do komisaryatu i zapytany o cel przybycia do Krakowa, tłumaczył swoje przybycie chęcią ku pna ubrania cywilnego, poczem za mierzał udać się do Warszawy, celem poczynienia zeznań u gubernatoia. — Oświadczył, że chce się "wyspo wiadać” przedemną ze swojej zbrodni. Opowiadał, że krytycznej nocy mial go Wacław Macoch uderzyć w twarz i wyjść do drugiego pokoju. Wtedy Da mazy podpity i rozdrażniony wskutek otrzymanej obelgi pochwycił siekierę i rzucił się na niego. Wiedząc od p. Arbuzowa fakt o wczesnem zaopatrzeniu się przez Ma cocha w siekierę, rzekłem t —■ Co do zabójstwa w uniesieniu ksiądz skłamał. — Wtedy Macoch wyznał, że zabił Wacława śpiącego, a w siekierę zaopa trzy! się na czternaście dni przed za bójstwem, a W dalszym ciągu komisarz Jasieński opowiada zeznania, poczynione przez Damazego Macocha w kwestyi sto sunków, które łączyły go z Heleną Macochow r ą i zabitym jej mężem Wa cławem. Szczegóły mordu tak przedstawił kom. Jasieńskiemu D. Macoch: — Pierwszy raz uderzyłem go, kiedy spał. Wacław zerwał się; wówczas u- derzyłem go jeszcze trzy razy. Kiedy upadł i charczał, udusiłem go. Badany co do kradzieży najpierw oświadczył, że pieniądze, znalezione przy nim w Krakowie, otrzymał od b. przeora Rejmana. . Zeznanie to jednak zmienił przy badaniu powtórnem, mia nowicie: z pieniędzy, w jego wyrażeniu " nieobligacyjnych,” przywłaszczył so bie w ciągu 3 }Ą lat, 5,000 rubli; że trzy sta rubli, które miał przy sobie, to de pozyt osoby, której nazwiska nie pa mięta. Że w ciągu kilku lat przywła szczył sobie pieniędzy klasztornych na jakieś 20,000 rb. Że łącznie z Olesiń- skim, po śmierci o. Gawełczyka, ukradł z jego celi 5,000 rb. w papierach, z któ rej to sumy on wziął 2,000 rb. Olesiń- ski zaś 3,000 rubli. Przewc Czy pan zapytał Macocha, co robił z trupem. Św. Tak. Odpowiedział on, że nie wiedział, co robić. Następnego dnia radził się Załoga, z którym od dwóch lat łączyły go węzły przyjaźni. Załóg poradził trupa wywieźć w koszu, a gdy Macoch udał się na obiad, Załóg po szedł na miasto i kosz nabył, ten jednak okazał się za mały. Wówczas Załóg przypomniał sobie o istnieniu na stry chu starej kanapy, ale ta znów była za duża, więc postanowiono wypełnić jej zawartość także poduszką zakrwawioną i futrem zamordowanego. Następnie z porady Macocha wywieźli sofę pod Zawady Prok. Czy znalazł pan przy Macochu dokumenty Heleny Macochowej. Sw. Znalazłem trzy paszporty, ale nie pamiętam, na czyje były nazwiska. Prok. Czy mial przy sobie Czas? Sw. Tak, ranne wydanie z wiado mością o pościgu. Bilet kolejowy w chwili, kiedy go aresztowałem, podarł. Prok. Czy mial upoważnienie słu chania spowiedzi? Sw. Tak. Prok. Mial przy sobie pozwolenie przeora na przebywanie za granicą? Sw. Tak. Prok. A mial pozwolenie na broń? Sw. Nie pamiętam. Prok. Pan rewidował pokój, w którym zatrzymał się Macoch w Trze bini? Sw. Tak. Znalazłem podarte listy, Macoch przyjechał w przeddzień i robił wrażenie człowieka, który na ko goś oczekuje. Wyrażało się to w czę- stem podchodzeniu do okna. Na stacyę Trzebinia, przybył wcześnie przed odej ściem pociągu. Macoch robił wra żenie, iż szukał kogoś w sali klasy trze ciej. Szczegół ten zakomunikował świadkowi właściciel bufetu. Prok. Czy Macoch podczas pobytu w Trzebini mógł udać się do Krakowa wcześniej ? Sw. Od chwili przybycia do Trze bini miał trzy pociągi. Na żądanie prokuratora p. Jasień ski powraca jeszcze do świstków, które znalazł w pokoju w Trzebini. Były to kawałki listów Damazego Macocha do Krzyżanowskiej i jej do niego telegram dla "Kumcia” podpisany przez “Sta nisława” i oświadczeniem: “dziś przy jechać nie mogę,” — wreszcie kawałki fotografii, wyobrażającej Damazego Macocha w towarzystwie drugiego księdza i dwóch kobiet. zaopatrzył się, w siekierę, aby narąbać sobie drzewek. Czy nie zwrócił pan jego uwagi, że przecież to było lato? Sw. Owszem, Macoch powiedział, że drzewka te były przeznaczone do futer przeciw molom. Prok. Czy oskarżony zeznał przed panem, że zamordowanego przez siebie Wacława—rozgrzeszył ? Sw. Tak. Prok. Czy nie pytał pan Macocha jak wytłumaczył Załogowi obecność trupa w celi? Sw. On tłumaczyć Załogowi nic nie potrzebował, bo, w jego przekona niu, działali oni wspólnie. (Macoch, uśmiecha się na ławach). Miał on powiedzieć Załogowi, że podczas sprze czki strzelił do Wacława z rewolweru, a widząc, że się męczy, dobił go topo rem. Według zeznań kom. Jasieńskiego Macoch był kilkakrotnie meldowany w Krakowie. Raz przyjechał z Krzyża nowską pod fałszywem nazwiskiem. W r. 1909-ym ze Starczewskim i Krzy żanowską z d. 23-go na 24-ty września, tj. noc, w której skradziono koronę na Jasnej Górze, spędził w Krakowie. Kiedy zrana służący przyniósł im ga zetę z wiadomością o kradzieży, Ma coch i Starczewski przyjęli ją z oboję tnością, która zdziwiła służącego, po nieważ wiedział, że ma przed sobą księ ży z Częstochowy'. Ostatni raz Macoch był w Krakowie podczas uroczystości grunwaldzkich w r. 1910-ym. Adw. Kleyna. Ile godzin trwało ba danie Macocha? Św. Od 3-ej po poł. do 10-tej w. Adw. K. Bez przerwy? Sw. Z krótkicmi—koniecznemi dla posiłku. Adw. K. Pan badał go sam? Św. Tak. Adw. K.Znalazl pan przy nim rozkła kolei i jakiej ? rosyjskiej, czy zagranicz nej? Sw. Nie pamiętam. Adw. Korwin Piotrowski. Czy Ma coch spotykał się w Krakowie z Ryba kiem? Św. Nie wiem o tern. Prok. Pytał pan o jego podróże? Sw. Owszem, z rozmowy wyszło, że w czasie znajomości z Krzyżanowską był w Lourdes, Abbazyi i Wiedniu. Członek sądu Pawłowicz. Czy Ma coch oskarżał przed panem Starczew skiego? Św. Nie pamiętam. Czł. sąd. O udziale Starczewskiego nie mówi
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 22.09.19, 23:42
      Roman Wadas. Sprowadzono go pod strażą, gdyż znajduje się w więzieniu, jako oskarżo ny o kontrabandę, dokonaną wspólnie z żołnierzem straży pogranicznej. Li czy on zaledwie lat 15. Prezes: Czem świadek się zajmuje? Wadas: Kontrabandą. (Śmiech w sali). Prezes: Co wie w tej sprawie? Wadas: Szedłem pewnego razu dro gą i spotkałem Żyda, który mi kazał zawołać ojca, bo jeden ksiądz do niego ma intePosłuchałem Żyda i zawołałem ojca. Prokurator: Czy dale.ko od tego miejsca, skąd go ojciec odwiózł do Trzebini, t. j. od wsi Płoki? Świadek: 2 godziny drogi
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 22.09.19, 23:53
      Łabudziński

      Naczelnik powiatu z Olkusza mówi że 5 października przybył do niego wikaryusz parafii olkuskiej, prosząc o przepustkę za granicę. Dalej świa dek opowiada, iż o sprawie jasnogór skiej dowiedział się z gazet. Wkrótce przyszedł do niego referent biyra po wiatowego z relacyą, iż chodzi pogłoska, jakoby po mieście kręcił się jakiś zakonnik jasnogórski, który jadł w restauracyi, kupił wódkę, wyna jął furmankę i wyjechał w kierunku kordonu pogranicznego. Obawiając się, czy wydany wikaryuszowi półpa- sek nie został użyty dla owego zakonni ka, świadek niezwłocznie puścił kon nych strażników w kierunku wskaza nym z poleceniem aresztowania, g‘dy- by spotkali na kordonie jakiegokolwiek księdza i odstawienie do Olkusza. Po dejrzenia były niesłuszne, gdyż wika ryusz skorzystał sam z pólpaska. Wte dy świadek wybrał się na polowanie z psami gończemi na pogranicze, sądząc, że może gdzieś — na uboczu od komory — natrafi na ślad owego już przez wła dze poszukiwanego zakonnika. Wi docznie było zapóźno, gdyż wszelki ślad zaginął. Tego samego dnia przybył do Olku sza ówczesny pomocnik komisarza po licyjnego Arbuzów, który od Proszo wic w ślad za Macochem dążył. Do wiedziawszy się, że jakiś zakonnik udał się w stronę granicy, Arbuzów podążył za nim. Tymczasem z polecenia świa dka z Trzebini wtadze krakowskie były ostrzeżone telefonicznie, aby się przy gotować na ujęcie Macocha.

    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.09.19, 00:03
      Stanisław Pawlak, dorożkarz z Częstochowy. Gdy stal pod Jasną Górą, wsiadł do jego dorożki ks. Damazy z jakimś człowiekiem i ka zał się wieźć w kierunku rogatki war szawskiej. Po przybyciu do rogatki, Damazy kazał się wieźć do Rudnik Pawlak po drodze minął Piankę z paką, i na żądanie Macocha stanął przed skle pem w Rudnikach z którego wynie siono im 3 butelki z kwasem; każdy wypił po jednej butelce. Zdziwiło świadka, że w drodze czło wiek cywilny mówił do Damazego “ty,” prosząc go o papierosa. — Sądziłem jednak, —■ dodaje świa dek— że to brat, albo jakiś krewny, skoro ma taką śmiałość. W tym czasie — mówi dalej Pawlak ■— nadjechał Pianko z paką. Damazy z nieznajomym wysiedli, dał świadko wi za dorożkę 3 rb. i kazał wracać do domu. Świadek zażądał jeszcze rubla, którego mu dodano. Poczem Macoch z nieznajomym wsie dli do dorożki Pianki i pojechali dalej
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.09.19, 00:10
      Żona Potoka, opowiadając mniej więcej to samo, co mąż, zasłabła, usiadła na krześle, napiła się wody i, za zgodą prezesa sądu, odpo wiadała siedząc. Uzupełniając świa dectwo męża, zeznaje, iż przy' kupnie kosza i rogoż była obecna i brała pie niądze, kosz był zbutwiały, pytała, do kąd kosz idzie; nabywca mógł mieć lat około 30, wygląd pospolity'; kosz za brano na dorożkę. Na pytanie prokuratora, czy chodzi ła do klasztoru, objaśniła, iż —• bojąc się pogróżki naczelnika straży ziem skiej o aresztowaniu męża, zajęła się gorliwie wynalezieniem człowieka, któ- | remu towar sprzedała. W klasztorze dowiedziała się, że kosz byl przywiezionydo państwa Male, których córka wychodzi zamąż; kosza tego jednak widzieć nie mogła, gdyż j oświadczono jej, że kosz byl kupowany, ale nie u niej i wysiano go z rzeczami do : Sieradza. i o swoich poszukiwaniach opowiedziała policji
      • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 06.12.20, 13:31
        PIASECZNO STOJĄC NA ŚRODKU JEZDNI WYBIŁ SZYBĘ W SAMOCHODZIE - Metro - 06.12.2020
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.09.19, 00:23
      Kocela, b. lokaj o. Rejmana oświadcza, że sofa była wyniesiona z przedpokoju Nr. 1 na korytarz, na którym dosyć długo stała. Jak wyjeżdżał Załóg, świadek pytał go, dokąd jedzie, otrzymał odpowiedź, do Ameryki. — Innych szczegółów nie pa mięta, zresztą potwierdza zeznania dawniejsze.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.09.19, 00:37
      Roch Macoch, ojciec zabitego Wacława, budzi ogólne zainteresowanie. Na widok jego Da- mazy wyjmuje chusteczkę i opiera na niej czoło, tak, że widać tylko z ławy łysinę głowy oskarżonego. Mogło się wydawać, że Macoch skruszony, plą cze, ale co chwila wysuwał prawe oko, bystrze przyglądając się świadkowi, nadstawiał ucha. Roch Macoch jest gospodarzem we wsi Dantów i wójtem gminy Lipie, opowiada wyraźnie i treściwie. — W końcu maja lub początku czer wca 1910 r. otrzymałem list od ks. Damazego, który mnie wzywał do klasztoru, zawiadamiając, że syn mój Wacław, chce się żenić. Na drugi dzień pojechałem i kiedy Damazy po wiedział mi o zamiarze Wacławka, spy tałem się, co to jest za jedna ta osoba, z którą syn się chce połączyć. Dama zy odpowiedział, że ją zna dobrze, jest to panna z porządnej familii. Rze kłem na to: Ha, ja tam nic przeciwko temu nie mam. Wacław ma lat 25, niech się żeni. Wierzę księdzu, że chce jaknajlepiej dla Wacława — A może chcecie zobaczyć przyszłą żonę Wacława? — zapytał ks. Dama- zy. — Dlaczego nie — odpowiedziałem. Poszedł więc ks. Damazy na dół ze mną i pokazai mi pannę. Obejrzaiem i powiadam: Kiedy ksiądz daje słowo, że panna z dobrej rodziny, to niech tam będzie. Jednakie Roch Macoch powróciwszy do domu napisał do Waciawa aby b> l ostrożny w wyborze żony. — Ks. Damazy powiedział mi, że ślub odbędzie się 11 czerwca w Warsza wie, spytaiem dlaczego nie w Często chowie? — Panna mieszka w Warszawie, a i tak ślub będę im sam dawał. — Podziękowałem, a kiedy zapytał, czy na ślub przyjadę odpowiedziałem, że nie mogę, bo jestem chory i do War szawy za daleka dla mnie droga. W dniu 11 czerwca wysłałem do syna telegram z życzeniami od siebie i od całego domu. W tym czasie córka moja zamężna powiła dziecko i miał być chrzest, któ rego miał dopełnić Damazy, aie z powo du wyjazdu na ślub, chrztu dopełniono, kiedy w d. 15 czerwca przyjechał Wa cław z żoną i towarzyszył mu Damazy. Młode małżeństwo trzymało dziecko dc chrztu, a chrzcił je Damazy. Widziałem się później z synem na uli cy w Częstochowie, mówił, że wyjedzie trochę z żoną za granicę, następnie w d. 6 łipca otrzymałem od syna list z po zdrowieniem, do którego przyłączyła się jego żona. Tu świadek na pytanie prezesa od powiada, że po odwiedzinach Wacława z żoną, drugi syn mu mówił, że ksiądz Damazy chciał ożenić z tą samą kobie tą, co ożenił Wacława, brata swego Franciszka. — W końcu października — mdalej świadek — przyjechał do Danko- wa naczelnik straży ziemskiej pow. czę stochowskiego i stanął u księdza pro* boszcza. Zawołano tam mnie i na czelnik powiedział: — Wójt pojedzie ze mną do Lipia. Nie mówił mi na razie poco, a ja, jako swej władzy, usłuchałem i poje chałem z naczelnikiem. Było to wie czorem. Dowiedziałem się następnie, że ma być dokonana rewizya u ojca ks. Damazegó, Pawła Macocha. Ci Macochowie są krewnymi wójta z Dankowa w trzecim stopniu (jak sam Rcch Macoch pokrewieństwo to okre śla). — Przyjechawszy do Lipia, zastali śmy drzwi chaty Pawła zamknięte. Zapukałem, a kiedy się ktoś odezwał, powiedziałem: Nie róbcie wstrętu, to ja, wójt. Dokonani rewizyi i znalezione listy zabrał naczelnik, potem robiono rewi- zyę u brata Damazego w Rembieli- cach. Wkrótce potem świadek otrzymał wezwanie od naczelnika, żeby się sta wił do Częstochowy, naczelnik kazał mu iść do kancelaryi policmajstra i tam piokurator pokazał mu fotografię. — Ani mi przez myśl nie przeszło, żeby Wacław miał być zabity, gdyż przypuszczałem, że jest na posadzie, to też na razie nie poznałem kogoby mogła przedstawiać fotografia, dopie ro kiedy opowiadziano mi, że pod Za wadami znaleziono ciało nieznanego człowieka, przyjrzałem się lepiej foto grafii i dopieio poznałem, że jest po dobieństwo do Wacława. Dla pewno ści wziąłem fotografię do domu. I tu dopiero powstał krzyk i lament, gdyż wszyscy poznali Wacława. Na zapytanie prezesa, kiedy ostatnio pisał do świadka Damazy Macoch* świadek odpowiada, że w d. 17 sierpni1910 r. na swoje imieniny otrzymał od ks. Damazego list z powinszowaniem, pieczątki pocztowe przyłożone były w Warszawie i w Granicy. •— Sądziłem, że wszystko jest w po rządku, tymczasem... Dalej świadek opowiada, że jak się przekonał, iż zwłoki syna pogrzebano bez obrządku chrześciańskiego, rrtl nie- poświęcanej ziemi, zdjęła go rozpacz i gorycz. — Wyjednałem od jaśnie pana gu bernatora pozwolenie na przeniesienie ciała z niepoświęcanej ziemi na po święcaną i odbył się pogrzeb, jak się należy. Prezes: Czy świadek był w dobrych stosunkach z Damazym? Św.: W dobrych. Prezes: Czy świadek wiedział, że Helena była kochanką Damazego? Św.: Gdybym był wiedział, tobym zapobiegł małżeństwu. Prezes: Na jakiej stopie zażyłości świadek był z ks. Damazym? Św.: Dawał ślub dwom moim cór kom, chrzcił wnuki, bardzo był dla nas życzliwy. Prokurator: Czy Damazy mówił za pierwszem widzeniem się ze świadkiem, iż dobrze zna Helenę? Św.: Tak. (Oskarż. Macoch sprawia wrażenie, jakby płakał, ale tai się z tern; Izydor Starczewski ukrył twarz w ławie i w tej i pozycyi trzyma się stale, zrzadka uka zując zasępione oblicze ;tylko Macocho- wa cała zasłuchana jest w słowa dvsku- syi sądowej, rzucając od czasu do czasu wzrokiem po sali). Adw. Korwin-Piotrowski: Ile gruntu posiada świadek? Św.: 12 i pól morga. — Czy działy przeprowadził między dziećmi ? •— Nie, grunt jest moją własnpert dr. Szancer: Czy świadek nie wie o jakich wypadkach choroby umysłowej w rodzinie Damazego Ma cocha ? Św.: Tak, jeden z krewnych lata po świecie, a zachorował rok temu brat młodszy Damazego na jakąś chorobę nerwową. Prezes: Co to jest lata? Św.: Ano taki niespełna rozumu. Eksp. Szancer: Czy ojciec Dama zego nie pił nałogowo? Prokurator: Mam honor zwrócić u- wagę, że tego rodzaju pytania eksperta nie wynikają ze sprawy. Adw. Korwin-Piotrowski: W danej sprawie chodzi o wyjaśnienie, że Ma coch był podczas zabójstwa w stanie zderierwewania, ale zresztą, rzecz to obrony Macocha. Adw. Kleyna: Pragnąłbym właśnie okoliczności te wyjaśnić i proszę o zada wanie świadkom pytań, co do tego, kto z rodziny Macochów był chory umysłowo? Prokurator: Panowie eksperci wez wani zostali do określenia sposobu za bójstwa i stwierdzenia oględzin zwłok, a bynajmniej do określenia stanu psy chicznego Macocha. Sąd przerywa badanie świadka i wy chodzi na naradę, poczem zaraz wcho dzi i prezes oświadcza, że sąd pozwala obrońcy Macocha stawiać pytania co do norób umysłowych w rodzinie oskarża* nego. Adw. Kleyna: Czy rodzice Damaze go nie mieli skłonności do pijaństwa? Św.: Nie. Prezes: A sam Damazy? Św.: Kiedy Damazy był pomocni kiem pisarza gminy, której jestem wój tem, nie pił, dopiero kiedy został księ dzem — upijał Adw. Kleyna: A syn pański Jan, który był zagranicą, na co chorował? Był chory na serce
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.09.19, 00:56
      Feliks Filipowicz jest felczerem w klasztorze, opowiada 0 opatrywaniu wrzodu na szyi Damaze- mu na jakiś czas przed morderstwem i o bandażach, któremi trup miał związane ręce i nogi, zgodnie z aktem oskarżenia. Widział razem Damazego z Heleną 1 jego bratem, w końcu lipca lub po czątku sierpnia, t. j. po zbrodni, na spacerze za Jasną Górą w kierunku Lc- sińca, przedtem zaś może i widywał Helenę w klasztorze, ale jej sobie nie zapamiętał, wie, że dr. Szumer, lekarjasnogórski, zapisywał Damazemu brom na uspokojenie nerwów. Adw. Kleyna: Czy świadkowi nie wiadomo, że Damazy chorował na tyfus. Św. Nie wiadomo.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 23.09.19, 00:58
      — 59 jasnogórski, zapisywał Damazemu brom na uspokojenie nerwów. Adw. Kleyna: Czy świadkowi nie wiadomo, że Damazy chorował na tyfus. Św. Nie wiadomo. Piotr Kloc, malarz pokojowy na Jasnej Górze, opo wiada, jak Damazy zwrócił się do niego po farby do zamalowania ścian w celi, przyczem powtarza to samo, co zeznał na śledztwie pierwiastkowem, a co jest znane z aktu oskarżenia. — Po wymyciu przez Załoga podłóg w pokojach celi, umalowałem sam po dłogi. Józef Malinowski, pomocnik Kloca, poprawiał pomalowa nie po Damazym, zeznania jego nie różnią się od znanych szczegółów z aktu oskarżenia. Józefat Bernatowicz, stolarz na Jasnej Górze, pożyczył na krótki czas bezwartościową siekierkę Damazemu do obciosania czegoś, ale mu tej siekierki nie zwrócił, świadek zaś nie upominał się o nią. — Jestem od 43 lat na Jasnej Górze, więc nie chodziło mi o to, że siekierkę wziął ksiądz, a Załóg mi mówił, że jest tam potrzebna do obicia czegoś. Ale nie była to siekierka, którą znaleziono po morderstwie. Moja była mniejsza. Świadek wyrysował kształt siekierki pożyczonej Damazemu. Prezes: A dlaczego żąda pan zwrotu siekierki, kiedy on nie była nic warta? Św. Jakto dlaczego? Żądałem zwro tu dla porządku. Jak kto co bierze, powinien oddać. ogóle jowialne zeznania tego świad ka budzą wesołość. Śmieje się prezes, sędziowie, obrońcy, część oskarżonych, stół prasowy, pu bliczność, nawet Damazy,/tylko Star czewski zachowuje kamienny spokój na twarzy. Na wniosek prokuratora, sąd wzywa Damazego do wyjaśnienia kwestyi na rzędzia, którem zabił Wacława.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.09.19, 15:36
      tanina Zasacka. Pytania zadaje obrońca Macocho- wej, na które świadek zeznaje następu jąco: — Helenę znałam blisko przez lat ośm. W latach 1903 — 1907, kiedy dyrektorem pierwszego Tow. pożyczko- wo-oszczędnościowego, w którem pra cowałam, był Szczygliński, Helena przychodziła niekiedy do tego Towa rzystwa, ale, czy składała jakie oszczę dności, nie wie i nic o tem nie pamię ta.
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.09.19, 15:46
      Ks. Czapla, proboszcz par. Niegowonice. — D. 5 października o g. 10 rano, gdy byłem w kościele, przyszedł jakiś ksiądz z Łaz,o czem mnie powiadomio no. Kiedy wyszedłem do niego, zasta łem zmordowanego, ledwie dyszącego księdza w czarnem ubraniu i ciemnych okularach. Poprosiłem go, aby po szedł na plebanię i odpoczął. W tym czasie przyjechał jakiś człowiek, pro sząc o pojechanie do chorego. Usły szał to ks. Macoch i ofiarował się po jechać za mnie, gdyż spieszy się do Ol kusza, więc skorzysta z furmanki. Zgodzucm się na to, ksiądz pojechał, chorego wyspowiadał, komunikował i dał mu ostatnie namaszczenie olejami św. Ksiądz ten narzekał, że jest chory na serce. Po kilku godzinach przy'szfa polieya i zawiadomiła go, że ksiądz ów był o. Damazym z Częstochowy', poszu kiwanym o zabójstwo brata swego Wa cław
    • madohora Re: Sprawy kryminalne - te mniej znane 24.09.19, 21:13
      Po zeznaniach Herszla Morgena, Bolesława Piechowskiego, Jana Banasi ka i Waleryi z Majchrów Piechowskiej, Jana Feliksika, Marcelego Testewicza, Cyryla Siniczenki, zbadana została
Inne wątki na temat:
Pełna wersja