madohora
19.10.12, 20:34
Dałam się naciągnąć na 2,5 tys. zł za absurdalną usługę internetową - opowiada Agnieszka Wierzbicka, kosmetyczka z Zielonej Góry. Na pocieszenie zostaje jej, że nie jest jedyna.
Agnieszka Wierzbicka odebrała telefon. Konsultantka firmy Premium Domain Service złapała ją, kiedy szykowała się do pracy. - Używała branżowego języka, wyraźnie akcentowała to, na czym jej zależało. Kiedy przekazywała niekorzystne dla mnie informacje, przyspieszała ton i mówiła niewyraźnie. Teraz już wiem, że to po prostu triki - opowiada zielonogórzanka
Od pięciu lat prowadzi salon kosmetyczny "Salix". Swoje usługi promuje na stronie internetowej z domeną: zgora.pl. Premium Domain zaproponowała, że zablokuje możliwość założenia stron o podobnych adresach. - Usłyszałam, że w mieście właśnie powstaje salon, który planuje założyć stronę internetową o adresie niemal identycznym, jak mój. Firma to zablokuje. W dodatku, jeśli ktoś się pomyli i błędnie wpisze zbliżony adres, zostanie natychmiast przekierowany na moją witrynę. Miałam za to zapłacić 249 zł - opowiada kosmetyczka
Nie zgodziła się od razu. Chciała mieć chwilę do namysłu, skonsultować się z mężem. Poprosiła konsultantkę, żeby najpierw przesłała jej ofertę e-mailem. Ta, podirytowana, przekazała słuchawkę swojej przełożonej. - I odmowa. Kobieta powiedziała, cytuję: "Ale po co pani mail, przecież my dzwonimy z dobrego serca. Ktoś ewidentnie próbuje podebrać pani klientów, a szkoda by było. Przecież pani jest na rynku już pięć lat". Tak mnie zakręciła - opowiada Wierzbicka.
Wróciły do odczytywania umowy. Padło: tak. - Dopiero później dowiedziałam się, że blokowanie jednej, czy nawet kilku domen, właściwie nic mi nie da. Kombinacji może być milion. Musiałabym wykupić wszystkie "zgory", "nety" i "orgi", z myślnikami i kropkami - mówi kosmetyczka
Szok przeżyła dopiero później. Po kilku godzinach znów odebrała telefon. Tym razem konsultant chciał "zweryfikować dane". Wierzbicka dowiedziała się, że zawarła umowę na zupełnie inne usługi, niż sądziła. Rachunek końcowy: 2,5 tys. zł. - Bo 249 zł to było za sztukę. A domen miało być cztery. I umowa zaczęła nagle obowiązywać na dwa lata. Aha. I jeszcze dołóżmy VAT - wylicza zielonogórzanka.
Próbowała odkręcić sprawę. - Do konsultantki mi nie dano telefonu. Przekierowali mnie do biura obsługi klienta. Chciałam zrezygnować z umowy. Tłumaczyłam, że źle ją zrozumiałam. Ale to było już niemożliwe, klamka zapadła. Konsultantki przestały być miłe. Usłyszałam: "Jest pani dorosła i chyba pani wie, co pani potwierdza" - mówi Wierzbicka.
Zaczęła buszować w sieci. Zorientowała się, że oto została "nabita w domenę". - Myślałam, że tylko ja jestem taka naiwna. Tymczasem setki ludzi znalazły się w podobnej sytuacji. Fora internetowe huczą. Na Facebooku powstały profile "oszukani przez...", "uwolnić się od...". Internauci piszą o "spółce zombie". Wszyscy opowiadają o identycznych rozmowach z konsultantami - wspomina kosmetyczka.
Mimo że firma aktywowała jej usługę, pani Agnieszka pieniędzy nie wpłaciła. - Postraszyli mnie, że doścignie mnie firma windykacyjna i będę wpisana do rejestrów dłużników. A jeśli nie dostanę przez to kredytu? - zastanawia się.
Firma Premium nie prowadzi własnej strony internetowej. Z umów, jakie po rozmowie telefonicznej wysyła klientom mailowo, wynika, że ma siedzibę w Dortmundzie. Wszelkie numery telefonu z nią związane (także polskie), są zablokowane. Udaje nam się skontaktować jedynie z biurem obsługi klienta spółki Extra Internet GmbH, pod którą podlega Premium. - Naszym prezesem jest Jeanette Drossel i nie kontaktuje się z klientami ani dziennikarzami. Proszę wysłać pytania mailem - mówi konsultantka. Wysyłamy. Odpowiedzi brak
Co może teraz zrobić Agnieszka Wierzbicka? Niestety, niewiele. Umowę podpisała jako przedsiębiorca, a nie konsument.
Maciej Chmielowski z biura prasowego Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów: - Jeśli umowa na odległość została zawarta między przedsiębiorcami, nie można już od niej odstąpić. Co innego, jeżeli zawarłby ją konsument. Wtedy ma możliwość odstąpienia w ciągu 10 dni. UOKiK może ingerować w uzgodnienia pomiędzy przedsiębiorcami na wolnym rynku tylko w ściśle określonych przypadkach: zmowy lub nadużycia pozycji dominującej.
Grzegorz Szklarz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze, twierdzi, że zielonogórzanka mogłaby zasugerować usiłowanie wyłudzenia, ale tylko wtedy, gdyby firma nie wywiązała się z usługi. Ta jednak działa. - Może próbować unieważnić umowę, jeśli została wprowadzona w błąd. Polecam zameldować się w prokuraturze - mówi Szklarz.
Prawnik ocenia - Agnieszka Twardowska, prawnik z Kancelarii Szymański&Kornalewicz:
- O tym, czy do zawarcia umowy doszło i w jakim kształcie, przesądzające znaczenie ma ustalenie treści rozmowy telefonicznej. Zwłaszcza, czy firma złożyła ofertę umowy, określając wyraźnie istotne zapisy. Wreszcie, czy do przyjęcia oferty doszło, znaczy wyrażono zgodę na zawarcie umowy dokładnie w tym kształcie. Z relacji klientki wynika, iż podczas rozmowy nie padły stwierdzenia o zawarciu umowy na dwa lata i kwocie 2,5 tys. zł. W tym wypadku umowa o treści, na jaką powołuje się firma, nie została skutecznie zawarta. Ciężar udowodnienia treści umowy spoczywa przy tym na firmie. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy doszło do wprowadzenia czytelniczki w błąd, bo nie wiadomo, na ile rozmowa została zmanipulowana, a więc czy rzeczywiście, wbrew temu, co pamięta z rozmowy czytelniczka, zgodziła się na zawarcie umowy, o treści znacznie odbiegającej od tej, którą zarejestrowała w pamięci.