madohora
21.02.13, 18:09
Zaplątałam się w Szwedkę i stało się. Przykro" - powiedziała Justyna Kowalczyk przed kamerami TVP po finale sprintu techniką klasyczną mistrzostw świata w Val di Fiemme. Polka na jednym z podbiegów upadła i zajęła dopiero 6. miejsce
"Narty były bardzo dobrze przygotowane. Dziękuję za to serwismenom. Po upadku praktycznie dogoniłam grupę. Byłam przygotowana na dużo więcej" - dodała wyraźnie zawiedziona Justyna Kowalczyk. "Nie ma podstaw do tego, żeby się załamywać. Zdarzyło się i tyle" - podkreśliła podopieczna Aleksandra Wierietielnego dla której mistrzostwa świata rozpoczęły się pechowo. "Nie potrafię ocenić co dokładnie się stało. Muszę całą sytuację spokojnie obejrzeć na monitorze" - powiedziała Kowalczyk na mecie.
"Od rana dobrze się czułam. Wszystko szło po mojej myśli. W finale sprinterki ruszyły bardzo mocno, czego w sumie się wszyscy spodziewali. Muszę ten bieg obejrzeć wiele razy i dobrze go zapamiętać, by wyciągnąć naukę na przyszłość" - dodała polska biegaczka. "Nie da się ukryć, że jesteśmy rozczarowani. Liczyliśmy na medal i on był w zasięgu, ale po upadku już nie było na niego szans" - przyznał asystent trenera Wierietielnego Rafał Węgrzyn. Złoty medal w sprincie zdobyła Norweżka Marit Bjoergen. Srebro zdobyła Szwedka Ida Ingemarsdotter, a brąz Norweżka Maiken Caspersen Falla.
sport.interia.pl/justyna-kowalczyk/news-justyna-kowalczyk-zaplatalam-sie-w-szwedke-i-stalo-sie,nId,935417