KRAKÓW

  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 19:25
    NA ROK MICKIEWICZOWSKI 1898. imię Ojca, w imię Syna, ; TyT Oto nam już bić zaczyna Pierwsza w roku tym godzina. I W imię Ojca, w imię Ducha, Oto z mroków nam wybucha Dnia nadzieja i otucha! W imię Ojca — Stworzyciela, Oto ciemność się rozdziela, Świt już wschodzi, świt wesela! W imię Syna, w imię krzyża, Oto nam się czas przybliża, Co szal sądnych wagi zniża! W imię Ducha, w imię słońca, Moc już wstaje gorejąca, Co żar rzuci w pierś tysiąca! W imię Trójcy — trójca wstanie, Światła, ciepła zwiastowanie Duch już niesie po tym łanie! W imię Trójcy — trzykroć żywy Siew upadnie na te niwy, Pod deszcz bujny, deszcz burzliwy! W imię Trójcy — nad okraje Ziem zamarzłych wiosna wstaje, Już się kwiecą życia maje! Amen, Amen, ci, o nocy, Trzykroć Amen twojej mocy, Gdzie z swym ludem są prorocy! Marya Koi i opnicka
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 19:25
    W dzień odsłonięcia pomnika Adama. ULigO; ‘^W^dóry-ś jest zsprzężon, jak gdyby ogniwy Pienieni swej lutni narodu z łańcuchem; ~ v ’ Który-ś jest wplecion we wszystkie porywy, (ę Naszem istnieniem wstrząsające głuchem; Który-ś choć dawno zmarły, został żywy I z nami ciągle obcujący duchem, —- Wodzu, Ty, polskich bardów i minstreli, W widomych kształtach będziem Cię znów mieli! Pod zimnym spiżem gorąco uderzy Serce, co zawsze czuło za miliony; 1 ni to hejnał płynie rankiem z wieży, Spiż nam brzmieć będzie, jak pieśniarz natchniony; I będzie wlewał otuchę w szermierzy Polski dni przyszłych, Polski odrodzonej — I będzie dla nich rozdawcą oręży, Aż Bóg i święta sprawa znów zwycięży! Tu, przed ten posąg, będziem dziatwę naszą Wiedli nabożnie, jako do świątyni, Byś ją napoił pieśni swoich czaszą, Słodkim napojem, który cuda czyni; Tu światło wezmą, którego nie zgaszą Podstęp, ni siła, pomroków mistrzyni; Tu ufność wezmą na drogę żywota, Która mogilne odewrze im wrota. Dzień przyjdzie, kiedy wreszcie Twa opieka Plon zbierze w dziejach żyzny i bogaty... Na przeszłość cierpień patrząc już z daleka, Bez oków, jarzma, bez więziennej kraty, Lud tu zaszumi, jak wezbrana rzeka... A spiż Twój będzie wówczas między laty Dawnemi i nowemi, co mkną szparko, Narodu arką
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 19:28
    3|dy Kraków czci pamięć Adama trwałym monumenten U słów kilka wzmianki należy się w chwili tej pomnikom poety, rozsianym na całym obszarze ziem dawnej Polski. Wszystkie dzielnice Rzeczypospolitej wyprze dziła Wielkopolska. Poznań już od lat czterdziestu posiada skromny posąg wieszcza, który stanął ofiar nością ziomków, a nie bez przeszkód oraz trudności formalnej natury. Myśl wzniesienia pomnika Mickie wiczowi powstała w tern mieście podczas żałobnego nabożeństwa, odprawionego za duszę poety w dniu 15 stycznia 1856 roku. Kościół Świętego Marcina przepełniły wówczas tłumy pobożnych, rekrutujące się ze wszystkich warstw społecznych. Przemawiał z kazalnicy ksiądz Aleksy Prusinowski, a mowa jego wywarła tak potężne wrażenie, iż porwani niem słu chacze złożyli na koszta obchodu sumę znacznie przewyższającą poniesione wydatki. Pozostała na tacy nadwyżka 562 talarów nasunęła inicyatorom obchodu myśl szczęśliwą budowy pomnika Mickiewiczowskiego. Zamożniejsze ziemiaństwo pospieszyło ze znaczniej szymi na ten cel datkami, a rósł też fundusz pomni kowy dochodami z zabaw publicznych i składkami zbieranemi po domach prywatnych, których groma dzeniem zajmowała się gorliwie córka wodza legio nów, Bogusława z Dąbrowskich Mańkowska, tudzież wierna przyjaciółka poety, Konstancya Łubieńska. Jeszcze przed zebraniem całkowitego funduszu, ko mitet złożony z mężów tak poważnych i zasłużonych, jakimi byli: lekarz dr. Teofil Matecki, ks. dziekan Kamieński, znany historyk Leon Wagner i Kazimierz Jarochowski, porozumiał się z przebywającym w Pa ryżu artystą rzeźbiarzem Władysławem Oleszczyńskim, który, za kwotę, wynoszącą zaledwo cztery tysiące franków, podjął się wystawienia pomnika z kamienia zwanego constant, materyału bardzo trwałego i podo bnego nieco do marmuru. Artysta stawił się w słowie. Pomnik zupełnie wykończony wraz z podstawą wyprawił w dniu siódmym sierpnia 1857 r. z Paryża do Poznania, gdzie wszakże ustawienie tegoż na nieprzewidziane trafiło przeszkody. Jako najodpowiedniejsze miejsce pod pomnik uważał komitet plac Wilhelmowski, ale sprzeciwił się temu stanowczo dyrektor policyi Baren- sprung, który zasadniczo opierał się wznoszeniu po mnika Adamowi w jakimkolwiek punkcie miasta, upatrując w tym postępku „symbol buntu", zabro niony surowo postanowieniem pruskiej ustawy kar nej. Z tego też powodu odmówiła władza policyjna pozwolenia na ustawienie pomnika przed kościołem Św. Marcina i sprawa cała oparła się aż o parlament. W dniu 13 kwietnia 1858 roku, poseł Władysław Bentkowski wygłosił w berlińskiej Izbie deputowanych pamiętną mowę, w ciągu której wyjaśniał szczegó łowo stanowisko Adama w literaturze ogólno - euro pejskiej. I kimże był —- zapytywał wymowny poseł — ów Mickiewicz, w którego pomniku wysoka władza upatrują symbol buntu ? Panowie! Ten straszny czło wiek cieszył się szczególną życzliwością sęóthego, był poważanym ogólnie profesorem Aka demii lozańskiej i w paryskiem „College de France“ a pod względem politycznym zachowywał się przez całe życie wobec Niemiec neutralnie... Upraszał przeto Bentkowski o intcrwencyę w tej sprawie mi nisterstwa stanu. Niezwykle zręczną była odpowiedź prezydenta rady ministrów, barona Manteuffla, który oświadczywszy, iż po raz pierwszy słyszy o kwestyi pomnikowej, zauważył dowcipnie, że ministerstwo stanu nie myśli podejmować krucyaty przeciw po sągom poetów... Tak więc sprawa pomnika zdawała się znajdo wać na najlepszej drodze, gdy niespodziewana zmiana gabinetu wpłynęła na dalsze jej przewłóczenie i do piero w dniu 30 grudnia t. r. następca Manteuffla, bar. Westphalen, oświadczył, iż wzniesieniu pomnika poety na placu, należącym do kościoła św. Marcina, nic nie stoi na przeszkodzie. Z powodu zimowej pory niepodobna było wszakże korzystać z uzyskanego tak mozolnie pozwolenia i dopiero w dniu siódmym maja 1859 r. nastąpiło odsłonięcie pomnika w obecności przybyłego umyślnie z Paryża ©leszczyńskiego. Prze mów nie było żadnych. Głębokie, uroczyste milcze nie zgromadzonego ludu, towarzyszące owemu akto wi , miało też swe znaczenie, łatwe do zrozumienia każdemu polskiemu sercu ... Artysta przedstawił wieszcza w postawie stoją cej , pełnej szlachetnej prostoty. Wpatrzony w dal, prawicą przytrzymuje Adam fałdy płaszcza, zwisają cego z jego ramion. Dłoń dzierżącą rylec położył na sercu, podczas gdy lewa ręka poety oparła się o głazy oplecione wawrzynem i ozdobione tytułami ważniej szych dzieł Mickiewicza. Na podstawie widnieje na pis: „Adam Mickiewicz 1859. — Urodził się w samą wigilię Bożego Narodzenia r. 1798 we wsi Osowcu, w powiecie nowogrodzkim, na Litwie". W Galicyi myśl postawienia pomnika Mickiewi czowskiego dopiero w dziesięć lat później wyraźniej sze przybrała kształty, jakkolwiek już w latach 1863 do 1864 w kołacłj przebywających w Krakowie ko- roniarzy podnoszono podobno projekt budowy po mnika Adama i zamierzono młodzież akademicką wciągnąć do tej roboty. Wezwanie do składek na pomnik Mickiewi czowski wyszło ze Lwowa. Inicyatorem był Wielkopolanin, Karol Libelt, wielki patryota i myśliciel, bawiący we Lwowie w goś cinie w 1869 roku. Podczas uczty, wyprawionej na cześć jego przez grono obywateli, podniósł mąż ten myśl uczczenia największego z poetów naszych pomnikiem., któryby stanął we Lwowie lub w Kra kowie. Propozycyę jego przyjęto z zapałem i zaraz na miejscu zebrano 218 zł., którą to kwotę odesłano na ręce dyrektora kancelaryi wszechnicy Jagiellońskiej, Hankiewicza. Gorliwie zajął się tą sprawą generał Włodzimierz Wilczyński, za którego staraniem zaczęto zbierać składki we Lwowie, w Krakowie, tudzież w innych miastach galicyjskich, Libelt zaś uproszony przez generała, zaofiarował swe rozprawy: 0 miłości ojczyzny, O odwadze cywilnej i 0 wychowaniu ludów na rzecz powstać mającego, wspólnego pomnika, poświęconego Mickiewiczowi, Krasińskiemu i Sło wackiemu. Ogłoszono dzieła Libelta w Krakowie w roku 1869 w nakładzie pięciotysięcznym. Zabiegi Wilczyńskiego znalazły poparcie ze strony wpływo wych w kraju osób, jakimi byli Dietl i Ziemiałkowski. Sporządzenie kosztorysu pomnika i nawiązanie rokowań z przebywającym w Rzymie profesorem Wiktorem Brodzkim o dostarczenie modelu zabrały sporo czasu, a niespodziewany wybuch wojny frausko-pruskiej i wywołane nią groźne położenie kraju sprawiły, iż sprawa pomnikowa na razie przycichła. ; Koszta przedwstępne, sprowadzenie modeli i wyda- ; wnictwo rozpraw Libelta wyczerpały w zupełności ; zapas pieniężny, zebrany w drodze składek, tak, iż . ocalała jedynie drobna stosunkowo kwota zł. 362’07 ■ zebrana we Lwowie przez ś. p. Franciszka Balutow- i skiego i odesłana następnie do Krakowa. Ale myśli szlachetnej nie dała przepaść marnie zacna młodzież, kształcąca się na wszechnicy Jagł lońskiej. Podczas wieczorku Mickiewiczowskiego w roku 1869 poruszono sprawę pomnika w kołach ' studentów Uniwersytetu i w dniu 29 listopada t. r. krakowska „Czytelnia akademicka“ złożyła pierwszy ■ datek na ten cel. Pragnęła ta młodzież, ażeby cały ? naród zsołidaryzował się głośno i jawnie z myślą ucz- czenia zasług Adama trwałym monumentem--i dlatego < reprezentanci jej udali się do poważniejszych w mie- ; ście osobistości z prośbą o wydanie odezwy do ogółu iewykonalnym, innym znów wydał się nie na czasie, i pozostawiono ster całej sprawy w ręku młodzieży, która, mimo najlepszych chęci, nie mogła znaczniej szych zebrać funduszów. Głownem źródłem dochodu, zasilającego kasę pomnikową były składki zbierane podczas dorocznych obchodów Mickiewiczowskich, na które zrazu wstęp był bezpłatny. Dopiero od roku 1873 zaczęto je urządzać za płatnemi kartami wstępu i zebrano w ten sposób w ciągu następnego pięciff cia kwotę 2.057 złr. W obec tak powolnego wzrostu ‘i funduszów usprawiedliwioną do pewnego stopnia była ■ propozycya druha Adamowego, sędziwego Armanda i Levy’ego, uczyniona w roku 1879 Kraszewskiemu, ' iż w razie, gdyby pomnik stanąć miał we Lwowie, j wnioskodawca gotów jest zaofiarować znaczniejszą kwotę na ten cel... Uroczystość jubileuszowa Kra- j szewskiego, święcona w jesieni 1880 r. w Krakowie, \ d
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 19:29
    Toć myśl moja, wziąwszy pamięć za przewodnika, przesuwa się pomiędzy parą dziesiątków tysięcy zagasłych dni, aby zawróciwszy się po przebiegniętej drodze, zbliżyć się do chwili, w której poczuła się, że jest myślą — jest tchnieniem jakiemś wyższej istoty od tego wszystkiego, co nas otacza;— tylekroć myśl moja, obok postaci ojca i matki, glę- bokoką czcią i miłością wyrytych w sercu, widzi i trzecią postać, otoczoną dziwnym urokiem blasku a wzrokiem anielskim jakby słodko mówiącą: „pójdź za mną -— pójdź za mną w świat!" Tą postacią jest nasz wieszcz — nieśmiertelny Adam! Przyczyna tego jest bardzo prosta. Rodzice moi, których szlachetne dusze, co dzień, w miarę wzrastających lat, poznawać i wyżej oceniać musia- łem, wychowywali mnie i rodzeństwo moje inaczej, niż zwykle rodzice dziatwę swą wychowują. Dzie więć lat prawie kończyłem a książki widziałem tylko za szkłem, w szafie pozamykane, lub jaką w ręku ojca lub matki — ale za to umiałem się wdrapywać na czuby wysmukłych sosen; umiałem wskoczyć na grzbiet nieujeżdżonego źrebca i porwawszy go w kle szcze nóg, pohasać po polach, po łąkach; ale za to umiałem wiosłując pływać w korycie, które na po stronku oblany potem przyciągnąłem uporczywie po piasku i znowu na miejsce, przed oborą, z równym trudem odstawiałem; ale za to znałem każdego pta szka naszej ziemi i poznawałem go z daleka po pie śni i po locie ; zaznajomiłem się z chrząszczami, kowali kami, sprężykami, świętojańskimi robaczkami, mró wkami, ważkami — a ileż to trawek i kwiatków zapamiętanych z owych dni dziecinnych, i dotąd w całej pełni swej krasy stoi przed memi oczyma! Lato, zima, pogoda, deszcz, śnieżyca, — skoro zaświtało, ja musiałem się wybierać. Gdy powróci łem, najczęściej głodem przygnany do domu, jedzący, matce lub ojcu opowiadałem com widział; mnóstwo stawiałem im zapytań, na które odpowiadali w sposób tak pouczający i miły, że wsłuchany zapominałem nieraz i o głodzie. Oni to nauczali mnie czcić mą drość Bożą; w dziełach Boga kochać jego stworze nia, tak, że zepsuć ptaszkowi gniazdko, zabrać mu pisklęta, uważałem za obrazę Boga i rodziców. Nie było prawie dnia, żeby ojciec nie zabierał mnie na przechadzkę to na łąki, to do lasu — i na jednej z takich przechadzek, dobywszy książkę z kie szeni, przeczytał mi ze S p i e w ó w historycznych Niemcewicza dumę o Glińskim. — „Ojcze! za wołałem, to w książkach są takie piękne rzeczy?"— „A są mój chłopcze". — „Ojczulku, naucz mnie czy tać!" — „Przyjdzie czas i na to — a teraz kiedy to tak bardzo ci się podobało, to pomogę ci nauczyć się tego, coś słyszał". W tydzień umiałem wybornie śpiew cały i z ra dością, pełną piersią wygłaszałem go szumiącym so snom. Naukę czytania, mimo mych próśb, ojciec na później odkładał; — wpadlem więc na myśl szczę śliwą: począłem tak przysiadać się do pracującej przy stoliku mamy, łasić się do niej jak kotek, cało wać pyszne jej sploty włosów, — aż w końcu uśmie chnięta rzekła: „widzę, czegoś ci się bardzo, bardzo, zachciało". Twarz oblał mi rumieniec, zwiesiłem a piersi i po chwili padłszy do kolan, wyszeptałem: „uproś mamuniu; żeby mnie ojciec nauczył czytać". „No! cóż mam z tobą robić! ale nie wiem jak to będzie. Właśnie ojciec powraca z kancelaryi — idź my" ! I uprosiliśmy. — Jakże byłem szczęśliwy! W miesiąc po tern biegle już czytałem. Ze wsi tymczasem przenieśliśmy się do Włocławka. Ja wie czorami wykradałem się do kuchni, gdzie z sąsie dnich kamienic schodziły się służące, aby słuchać, co mały panicz czyta. Z jakąż ja rozkoszą, z jakiemże głębokiem przejęciem się treścią, patrząc w słucha czek moich twarze, w których ustach oddech się za pierał a w oczach cała ich dusza z uwagą zlana świeciła, — czytałem im — a czytałem im, jakby czując, że słucha mnie i ten, który napisał te pory wające, do serca płynące słowa. Były to poezye naszego nieśmiertelnego wieszcza Adama, które ukrad kiem zabierałem co wieczór ze stolika ojca. Działo się tak już z dni dziesiątek; i oto ojciec przechadzający się ze mną nad Wisłą, zatrzymuje się i uśmiechnięty rzecze: „Mój chłopcze, — chcial- bym posłuchać Lilii, musisz je umieć, skoro La nia od Biesiekierskich już się ich na pamięć nauczyła.— 1 jak je pięknie wygłasza!... słyszałem ją wczoraj i ucieszyłem się niezmiernie. Nie rumień się ; — dobrze zrobiłeś: — wiem o twoich w kuchni wieczornicach i cieszę się, żeś nie wiedząc o tern i mnie pokazał, iż Mickiewicz to gwiazda, która — zapamiętaj to sobie! — całej Polsce będzie świeciła. A dla czego? zrozumiesz to, będąc starszym; dziś powtarzam ci, że to gwiazda życia, którą cała Polska umiłuje". W taki to sposób się stało, że we wskrzesza nych pamięcią dniach moich dziecinnych, obok szla chetnych, gorąco umiłowanych mych rodziców staje i postać nieśmiertelnego naszego Adama, otoczona
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 19:31
    Po wypadkach 1831 r. znalazłem się z rodzi cami w okolicach Nadniemeńskich, w lasach Grysz- kabudzkich. Ojcu nie została się żadna książka; to też dorwawszy się znowu do poezyi Mickiewicza, przepisałem sobie Wallenroda i całego, dwunastoletni chłopiec, nauczyłem się na pamięć. W Sejnach, gdzie chodziłem do szkół, jak przed paru laty w kuchni we Włocławku, miewałem na majówkach, w jakiem leśnem ustroniu, licznych, zachwyconych słuchaczów w towarzyszach, nie tylko moich, ale i klas wyż szych, którzy prosili mnie o wypowiedzenie im Wal lenroda i wysłuchawszy go, ściskali mnie serdecznie— a ja w uścisku starszych począłem zrozumiewać, czem jest i będzie przez wieki dla Polski ten wieszcz jej nieśmiertelny. I przyszedł czas, że i mnie poczęto liczyć po między nibyto poetów. Pomijam krótkie i przelotne stosunki moje z Mi ckiewiczem, które z powodu trzydziestej rocznicy zgonu wieszcza opowiedziałem był w listach do Wła dysława Bełzy i redakcyi Kraju, dorzucę tu jednak co mnie spotkało w Chambery, choćby dla tego tylko, że serdecznie się uśmiał nasz mistrz ukochany, słuchając mego opowiadania.
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 19:34
    W jesieni 1848 r. Niewiarowski (Gwiazdka), Hajkowski i ja zdążaliśmy do Piemontu, aby stanąć w szeregach, mających niebawem walczyć za wolność. W stolicy Sabaudyi zmuszeni byliśmy się zatrzy mać. Obiegłszy z ciekawości miasto, zaszliśmy niechcący do bardzo porządnej kawiarni; to dobra rzecz — stało się ! wstyd nam było zawracać. Kaza liśmy sobie dać butelkę wromutu, którym w owym czasie słusznie sławiło się miasto Chambery ; Haj kowski zajął się bilardem; — ja zbliżyłem się do stoliczka, przy którym siedział zadumany jakiś gracz nad szachownicą, rozważający, zdaje się, w pozosta łych na niej królach, kilku pionkach, konikach i wieży, klęskę tylko co poniesioną; — podniósł głowę, zmiótł ręką figury z szachownicy i zapytał po włosku, czybym nie zrobił partyjki; — wyzwanie, skłoniwszy się, przyjąłem. Gwiazdka siadł przy drugim tuż stoliczku, na przeciw jakiegoś pana zajętego czytaniem ogromne go dziennika, który mu zupełnie zasłonił twarz, — widziałem tylko część świeżego czarnego tużurka i w jego szparze guzikowej czerwoną wstążeczkę legii honorowej. Po kilkunastu posunięciach na szachownicy, z zadowoleniem poznałem, że niezbyt strasznego mam zapaśnika; — tymczas Gwiazdka, obrócony do mnie plecami, zagadnął po francusku siedzącego naprze ciw siebie pana, który skończył widać czytanie ga zety: „I cóż tam w świecie nowego?" — „Ot, wszę dzie naprężenie — wszędzie jak chmury gromadzą się żywioły walki. Pan jesteś Polakiem, nie prawdaż ?“- — „Odgadłeś pan“. — „Znałem i znam kilku Polaków i nigdy nie mogłem się zgodzić z ich wymawianiem łaciny. ] tak, naprzykład zamiast verbascom tapsius, każdy Polak powie „verbascum tapsus" zamiast grasias agamius, powie, gratias agamus. Nie dziwiłbym się temu, gdyby usta lub język Polaka nie umiał wydać pewnego brzmienia jakiej głoski lub samogłoski, jak to się dzieje z nie którymi narodami, n. p. z Niemcami — ale Polacy tak wybornie przełamujący trudności, których Niemiec mówiący po francusku nie zwycięży zupełnie nigdy, uparcie stoją przy swojem i nie chcą się zgodzić na nasz sposób wymawiania łaciny“. — „To prawda, rzecze na to Gwiazdka, ale my sądzimy, że mamy podstawę upierać Się przy swojem". „W każdym razie podstawa ta jest mylną".— „Być może; ale my, u których od czasów, jak się historya nasza zaczyna, język łaciński, jak i u Węgrów, był językiem urzędowym, był językiem uczonych; nasze kroniki...." — „Słyszałem to już nieraz od rodaków pań skich, — ale to nie dowodzi, żeby wymawianie wasze było dobre. Źródłem naszego języka jest łaciński — i jako bliżsi źródła..." Mimowolnie zmuszony słuchać tej filologicznej utarczki, straciłem zdobytą wyższość nad swym zapaśnikiem, który skorzystawszy z mego roztargnienia, tak mnie zajechał, że nagłe spostrzegłem niechybny mat, jak grom niespodziewany, spadający na mnie. Zły, zniecierpliwiony, zagłośno nieco mruknąłem do Gwiazdki: „skończże już raz z Ku jawiakiem i jego za.... zaszarganą łaciną" ! — „Pszepraszam, — to nie zaszargana lasina, to bardzo dobra lasina jest! Ja dla waszego Mitskiewiszą..." Zerwałem się, jak oparzony i zawstydzony wyjąknęłem: „Przebacz mi, przebacz, panie hrabio!" „Jaki hrabia?" — „Nie możesz być innym, jak tym, który przełożył na język francuski „Księgi Pielgrzymstwa polskiego Narodu". — „Tak jest!" i uśmiechnięty mój dekorowany Francuz, uścisnąwszy mi rękę, po wtórzył: „Tak, tak, jestem Montalambert". Uradowany, że się tak szczęśliwie zatarła zbyt rubaszna niegrzeczność moja, zawo łałem Majkowskiego żeby poznał tak nam wszystkim sympatycznego, znakomitego męża. 1 wesołą godzinę spędziliśmy przy kieliszku; Montalambert rad mówił o Mickiewiczu i wpadłszy w zapał i nim wstrząsając nam serca, zawołał: „Mickiewicz, to jeden z naj potężniejszych , najgłębszych, najczystszych duchów ludzkości! To wasza wspaniała pochodnia w najodleglejszej przyszłości; — idąc za światłem, żyć będziecie niczem niezłomni, niezwyciężeni sias agamius, powie, gratias agamus. Nie dziwiłbym się temu, gdyby usta lub jęzj o aa nie umiał wydać pewnego brzmienia jakiej głoski lub samogłoski, jak to się dzieje z nie którymi narodami, n. p. z Niemcami — ale Polacy tak wybornie przełamujący trudności, których Niemiec mówiący po francusku nie zwycięży zupełnie nigdy, ^upaicie stoją pizy swojem i nie chcą się zgodzić na nasz sposób wymawiania łaciny .. „To prawda, rzecze na to Gwiazdka, ale my sądzimy, że mamy podstawę upierać Się przy swojem . „W każdym razie podstawa ta jest mylną 44 . — „Być może; ale my, u których od czasów, jak się historya nasza zaczyna, język łaciński, jak i u Węgrów, był językiem urzędowym, był językiem uczonych; nasze kroniki— „Słyszałem to już nieraz od rodaków pań skich, — ale to nie dow’odzi, żeby wymawianie W’asze było dobre. Źródłem naszego języka jest łaciński — i jako bliżsi źródła... “ . ,, Mimowolnie zmuszony słuchać tej filologicznej utarczki, straciłem zdobytą wyższosc nad swym zapaśnikiem, który skorzystawszy z mego roztargnienia, tak mnie zajechał, że nagłe spostrzegłem niechybny mat, jak grom niespodziewany, spadający na mnie. Zły, zniecierpliwiony, zagłośno nieco mruknąłem do Gwiazdki: „skończże już laz z Ku jawiakiem i jego za .... zaszarganą łaciną 14 ! — „Pszepraszam, — to nie zaszargana lasina, to bardzo dobra lasina jest! Ja dla waszego Mitskiewisza... 44 Zerwałem się, jak oparzony i zawstydzony wyjąknęłem: „Przebacz mi, przebacz, panie hrabio! 44 „Jaki hrabia? 44 — „Nie możesz być innym, jak tym, który przełożył na język francuski „Księgi Pielgrzymstwa polskiego Narodu 44 . — „Tak jest! 44 i uśmiechnięty mój dekorowany Francuz, uścisnąwszy mi rękę, po wtórzył: „Tak, tak, jestem Montalambert 44 . Uradowany, że się tak szczęśliwie zatarła zbyt rubaszna niegrzeczność moja, zawo łałem Hajkowskiego żeby poznał tak nam wszystkim sympatycznego, znakomitego męża. 1 wesołą godzinę spędziliśmy przy kieliszku; Montalambert rad mówił o Mickiewiczu i wpadłszy w zapal i nim wstrząsając nam serca, zawołał: „Mickiewicz, to jeden z naj potężniejszych , najgłębszych, najczystszych duchów’ ludzkości! 1 o wasza wspaniała pochodnia w najodleglejszej przyszłości; — idąc za światłem, żyć będziecie niczem niezłomni, niezwyciężeni!“ - „Poczciwy, poczciwy Montalambert! — szepnął słuchający mej opowieści nasz wieszcz ukochany — ale... cha! cha! a toż się złapałeś!... cha! cha! cha! dawno tak się nie uśmiałem! 44 I sprawdziły się słowa Montalamberta: dziś cała Polska czuje, wie, że Mickiewicz to jej największy wieszcz, prorok, drogowskaz narodowy! 1 zaprawdę, mamy z czego być dumnymi! Ale tą słuszną dumą przejęci, nie zapominajmyż wszyscy — a szczególniej ty, szla chetna polska Młodzieży! że z dumą narodową jest jak z wiarą; jak wiara martwą jest bez uczynków, — tak bez nich i duma narodowa martwą będzie. A więc uczynków’ i uczynków! — a jakich ? na to odpowiada mistrz, prorok, drogowskaz nasz, Adam ; wszystkie wypływać powinny z świętego źródła miłości. My ongi z ogniem młodości, porwani słowem wieszcza, zbici w zwarty zastęp, idąc za duchem czasu, nieśliśmy krew naszą do bojów’ o wolność ludów, z wiarą, że to jest jedyna najpewniejsza droga dobicia się wolności naszej nieszczęśliwej Matki — a jak silnie w to wierzyliśmy, dowodem są stosy kości naszych na własnej ziemi i na obcych pobojowiskach, gdzie walczono za wolność. My wierzyliśmy że umierać za nią i za Ojczyznę, to nasze zadanie i obowiązek, i obowiązek ten spełnialiśmy; — ty, szla chetna polska Młodzieży! widzisz, że to nie dosyć; ty widzisz, że nie umierać, ale trzeba się nauczyć żyć; — źe nie krew, ale pot ciężkiej, wytrwałej pracy, z zaparciem się sa mego siebie trzeba składać na ołtarz Ojczyzny. Młodości! orla twych lotów potęga, a jako piorun tw’e ramię! — woła nieśmiertelny Adam. — O, szlachetna polska Młodzieży ! tę piorunową potęgę zaprzęgnij do mrówczej pracy — a Pan Bóg, Pan Sprawiedliwości, Pan Miłości pobłogosławi potowi twojego czoła i nam, starym, pozwoli w groby się po łożyć z niezachwianą wiarą, że twoje będzie zwycięstw
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 19:35
    10 — NA WAWEL! ak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono ! Gorące marzenie, wyrażone powyższemi £ słowy we wstępie do „Pana Tadeusza" -—nie spełniło j się, niestety, za życia Mickiewicza. Nie było danem wie- i. szczowi, oglądać raz jeszcze przed śmiercią kraju rodzinnego, do którego zwracał „duszę utęsknioną" ; — ni „tych pagórków leśnych, tych łąk zielonych, j szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych"; „tych pól, malowanych zbożem rozmaitem, wyzłaca- ' nych pszenicą, posrebrzanych żytem" — tej ziemi <; ojczystej, którą ukochał miłością milionów i której £ piękność opiewał tak wspaniale, jak przed nim i po nim nikt tego uczynić nie zdołał. J Bóg dozwolił mu tylko na spełnienie innego, < skromniejszego życzenia, wypowiedzianego w „Lita- ? nii pielgrzymstwa polskiego" w słowach: „O grób dla kości naszych w ziemi naszej, / prosimy Cię Panie! “ a wdzięczni i uwielbiający Go rodacy zgotowali dla > Jego kości grób, o jakim z pewnością nie marzył, < w Panteonie narodowym, wśród spoczywających snem wiecznym królów i hetmanów. Dziś, kiedy naród polski swemu królowi pieśni, < hetmanowi ducha wznosi u stóp Wawelu pomnik , wspaniały, a cała Polska — jak długa i szeroka — znów łączy się w oddaniu mu czci najwyższej, go- dzi się bodaj w krótkości przypomnieć te chwile, > pełne wrażeń podniosłych i uczuć serdecznych, gdy : zwłoki poety w królewskim pochodzie, w otoczeniu całego narodu, prowadzono na wieczny spoczynek na królewskie posłanie
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 19:40
    Myśl przewiezienia zwłok Adama do kraju i zło- < żenią ich w grobach królewskich , podniosła pierwsza j patryotyczna młodzież polska, a pierwsze zabiegi ź w tym celu rozpoczął jeszcze w r. 18G9 ówczesny ] prezydent m. Krakowa ś. p. Józef Dietl. Gdy w r. 1890 fundusz, zebrany ze składek na wydatki przewiezienia, doszedł już do poważnej kwoty 7.000 zlr., komitet porozumiał się z synem poety, p. Władysławem Mickiewiczem o załatwienie < wszelkich formalności w Paryżu, a równocześnie \ wystarał się u kapituły katedralnej krakowskiej o po zwolenie złożenia zwłok poety w podziemiach koś- 1 cioła katedralnego na Wawelu. Gdy tak czynności przedwstępne zostały po- i myślnie załatwione, dalsza akcya przeszła w ręce najwyższej samorządnej magistratury krajowej, na ! > podstawie następującej uchwały Wydziału krajowego: i; „Zwłoki ś. p. Adama Mickiewicza będą \ s p r o w a d z o n e i z ł o ż o n e n a W a w e 1 u kosz- tern kraju, a Wydział krajowy obejmuje przewodnictwo tej uroczystości". Rozpoczęły się teraz gorączkowe przygotowania ś do wspanialej uroczystości, której termin ustano wiono ostatecznie na dzień 4. lip ca 1890. Dnia 27 czerwca, w piątek, odbyła się ekshu- inacya zwłok na cmentarzu w Montmorency. Przy tym akcie byli obecnymi: p. Władysław Mickiewicz z żoną i córką, tudzież z bratem swym Józefem, delegaci Wydziału krajowego, poeta dr. Asnyk i hr. Koziebrodzki, emigranci z r. 1831 pp. Idelfons Kossi łowski i Władysław Laskowicz, artystka-malarka Anna Bilińska, oraz pp. Stanisław Kraków i Józef Zaleski, syn Bohdana. Gdy z wydobytej trumny zdjęto wieko, pod grubą warstwą trawy morskiej, pokrywającą zwłoki, znaleziono już tylko szkielet z resztkami ubrania. Drogie te szczątki przeniesiono do nowej, ołowianej trumny, wypełnionej kwtatami, a na wieku przybito blachę z napisem, która się znajdowała na dawnej trumnie. Akt ekshumacyi spisano na pergaminie w dwóch egzemplarzach, z których jeden złożono w archiwum Towarzystwa historyczno-literackiego w Paryżu , drugi zaś, wręczony marszałkowi krajowemu przy odbio rze zwłok Mickiewicza, znajduje się obecnie w skarbcu katedralnym na Wawelu, jako świadectwo autenty czności drogich szczątków wieszcza, złożonych na Wawelu. Osnowa tego aktu jest następująca: „Działo się w Montmorency, dnia dwudziestego siódmego czerwca, tysiąc ośmset dziewięćdziesiątego roku, o godzinie dziewiątej z rana, w obecności pana Władysława Mickiewicza, pani Maryi z Malewskich Mickiewiczowej, panny Maryi Mickiewicz i Józefa Mickiewicza ze strony rodziny — panów Władysława Koziebrodzkiego, zastępcy Członka Wydziału krajo wego i Delegata tegoż Wydziału, pana Adama Asnyka, Delegata Komitetu Krajowego, pana Ildefonsa Kossi- lowskiego i Władysława Laskowicza, pana Dyonizego Zaleskiego, oraz p. Stanisława Krakowa, członka Zarządu Związku Narodowego i panny Anny Biliń skiej , Członka Komitetu Obchodowego. Wyżej wymienieni oświadczają, iż w ich obe cności z grobu familijnego rodziny Mickiewiczów, z pod drewnianej trumny, zawierającej szczątki Ce liny z Szymanowskich Mickiewiczowej, wydobyto trumnę cynkową, zawartą niegdyś w trumnie dre wnianej , której spróchniałe szczątki rozsypane były w około — zawierającą zwłoki Adama Mickiewicza. Ta trumna cynkowa również była mocno uszkodzoną — wygiętą i pękniętą u góry, a przedziurawioną u dołu, tak, że okazała się konieczna potrzeba prze niesienia zawartych w niej szczątków do innej trumny. Po otworzeniu tej cynkowej trumny znaleziono zwłoki, otoczone wielką ilością trawy aromatycznej, wilgotnej i zbutwiałej, zachowującej jednak swoją konsysten- cyę. Wśród tej trawy znaleziono zwłoki w postaci szkieletu, prawie zupełnie z ciała obnażonego, z przy- legającemi doń szczątkami odzieży, z której obuwie najlepiej się zachowało. Oprócz tego znaleziono w trumnie metalową figurkę Chrystusa, widocznie z krucyfiksu pochodzącą, z odłamaną prawą ręką, oraz monetę miedzianą zaśniedziałą,' której na razie rozpoznać było niepodobna, i biały porcelanowy gu ziczek, które to przedmioty pan Władysław Mickie wicz na pamiątkę zachował. Znalezione w tym stanic zwłoki przełożono do nowej, metalowej trumny, po kryto je kwiatami, zalutowano, zamknięto w trumnie dębowej i napowrót do grobu familijnego złożoNa nowej metalowej trumnie umieszczono blachę i > z imieniem Adama Mickiewicza, pochodzącą z tru- \ mny, również metalowej, do której w Konstantyn©- < polu zwłoki jego pierwotnie były złożone. Władysław Mickiewicz, Marya Mickiewiczowa, \ Marya Mickiewiczówna, Adam Asnyk, Władysław j Laskowicz, Władysław Koziebrodzki, Stanisław Kra- ? ków, Józef R. Mickiewicz, Dyonizy Zaleski, Anna j Bilińska. J. Kossiłowski obecny przy śmierci i złożeniu zwłok ś. p. Ad. M. w Konstantynopolu, w 1855 r. Własnoręczność podpisów poświadcza Członek Zarządu Narodowego we Francyi St. Kraków. Paryż d. 28. czerwca 1890 r.“ Właściwa eksportacya odbyła się dnia nastę pnego przy udziale licznej publiczności, przeważnie polskiej, w żałobnych strojach świątecznych. Oprócz Polaków, przybyło także wielu Francuzów, oraz za mieszkałych w Paryżu Węgrów, Czechów i Rosyan. Poważny i okazały pochód wyruszył na cmentarz w następującym porządku: rodzina poety, za nią de legaci krajowi Dr. Adam Asnyk i hr. Władysław Ko ziebrodzki wraz z prezesem krakowskiej „Czytelni akademickiej“ Stefanem Grzybowskim, następnie de legacy a „College de France“ pp. Ernest Renan, Ap- pert, Barbier, Darmstetter, Louis Leger i Mesnard, deputacya „Association litteraire“ pod przewodnictwem Juljana Lerminy, dalej mer gminy Montmorency, bi skup monseigneur Lussex, deputacye wszystkich stowarzyszeń polskich w Paryżu z wieńcami, młodzież szkoły polskiej w Batignolles z profesorami, delega- cye towarzystw: węgierskiego i czesko-slowiańskiego w Paryżu, wreszcie tłumny orszak publiczności. Między licznymi wieńcami odznaczały się pięknością: wieniec od artystów polskich w Paryżu, niesiony przez p. Annę Bilińską, pp. Aksentowieża i Kossaka, wieniec od niewiast polskich, od redakcyi Pobudki, od Towarzystwa czeskiego i zloty wieniec Towarzy stwa historyczno-literackiego. Nad trumną, pokrytą całunem i wieńcami, przemawali, oddając hołd nieśmiertelnemu naszemu wieszczowi, pp. Ernest Renan, imieniem „College deFrance", ks. Władysław Czartoryski w imieniu To- i warzystwa historyczno-literackiego polskiego w Pary żu, hr. Koziebrodzki imieniem deputacyi galic. Wy- : działu krajowego, dr. Bolesław Limanowski w imię- ;> niu zarządu Związku narodowego polskiego w Pa- ; ryżu, S. Barański imieniem redakcyi Pobudki, Stefan ; Grzybowski jako przedstawiciel młodzieży polskiej ; w kraju, pani Nabielakowa imieniem kobiet polskich, i Boufałł od zjednoczonych towarzystw młodzieży poi- j skiej za granicą, reprezentant Towarzystwa litew- i skiego „Zelrnu" Bohdanowicz, prezes Towarzystwa : czesko-słowiańskiego w Paryżu R. Klepał, wreszcie i imieniem Towarzystwa węgierskiego w Paryżu pan Mayer. Poeta Waliszewski wygłosił wiersz na cześć i Mickiewicza. Po skończonych mowach, młodzież na barkach zaniosła trumnę do kościoła, gdzie ks. Witkowski < odprawił żałobne nabożeństwo, poczem znów wynie siono trumnę, a publiczność odśpiewała przed kościo- : łem pieśni: „Jeszcze Polska nie zginęła" i „Boże coś < Polskę". Następnie ruszył pochód na dworzec kole- ; jowy, gdzie trumnę złożono do wozu pogrzebowego ? i pokryto ją wieńcami. Przed odjazdem pociągu prze- ś mówił raz jeszcze sędziwy Armand Levy, towarzysz ■ Mickiewicza w jego podróży do Konstantynopola > i świadek Jego zgonu. ? W niedzielę dnia 29 czerwca o godz. 9 wie- ■ czorem pociąg, wiozący prochy wieszcza do ojczy- i zny, stanął w Zurychu. Oczekiwała go tu zebrana s licznie na dworcu kolejowym publiczbność polska i cudzoziemcy. Wygłoszono ogółem dziewięć mów, z tych cztery po polsku, a pięć w językach: niemie ckim , francuskim, włoskim, rosyjskim i bułgarskim. We Wiedniu uroczystego przyjęcia nie było z powodu zakazu władzy; dopiero w ostatniej chwili ' udało się komitetowi miejscowemu uzyskać pozwo- < lenie na otwarcie wagonu i złożeni
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 19:57
    W epickiej przędzy Pana Tadeusza — jak to już gdzieindziej zaznaczyłem — można od- różnić cztery główne składowe żywioły: hi storyczny, krajobrazowy, obyczajowy i osobisty. Ka żdy szczegół epickiego wątku da się odnieść do tych czterech kategoryj. O dwu pierwszych pisałem daw niej , teraz chcę pomówić o ostatnim, który z tego względu szczególnie zasługuje na uwagę, że wyja śnia tajemny związek, jaki zachodzi między współczesnymi a tak niepodobnymi do siebie utworami, jak Dziadów Część ill i Pan Tadeusz. Ale przez żywioł osobisty, o którym chcę mó wić, nie rozumiem wcale tych wynurzeń lirycznych, wypowiedzianych wprost od samego poety, które kilkakrotnie pojawiają się w ciągu poematu, zwykle u wstępu do nowej księgi, nadają mu szczególny nastrój i są — rzeeby można — tern dla słonecznej epopei, czem lekki rzęsisty deszcz z białego obłoku dla pogodnego dnia letniego. Więc nie należy tu ani inwokacya do Najśw. Panny na czele poematu, ze wspomnieniem cudownego ocalenia poety, gdy był dzieckiem, ani westchnienie do lat młodych i do swobodnego bujania wśród pól litewskich na czele drugiej księgi, ani wspaniała apostrofa do litewskich {asów, ani zwrot pełen żalu głębokiego do „pięknej mary sennej ", wiosny roku 1812, na początku księgi XI. We wszystkich tych ustępach jest żywioł osobi sty, ale nie wchodzi w przędzę epicką, nie wprowa dzony w wątek powieściowy. A właśnie o ten wątek tu chodzi wyłącznie, chodzi o to, co poeta weń wło żył z siebie, ze swojego życia zewnętrznego i we wnętrznego, to jest ze zdarzeń i uczuć własnych. Przed laty trzydziestu nie podejrzewano w tym poemacie wcale żywiołu osobistego; ale jak tylko, dzięki Listom z podróży Odyńca i Wspo mnieniom Ewuni, stał się znanym stosunek Mickiewicza z rodziną Ankwiczów, natychmiast bardzo wyraźnie wystąpił w poemacie ów żywioł na jaw. Mickiewicz poznał się w Rzymie z rodziną hra biów Ankwiczów, bogatych właścicieli ziemskich z Galicyi. Ich córka, jedynaczka, Henryka, była jakby odblaskiem Maryli. Pełna wdzięku, jeżeli nie piękna, (i Maryla taką nie była), to jaśniejąca świe żością młodości, wytwornie wykształcona, z wielkiem zamiłowaniem w poezyi i sztuce, z wyrobionem po czuciem artystycznem, tern wszystkiem, a ponad to wszystko religijnym nastrojem duszy, ujęła serce po ety; on też bardzo prędko spostrzegł, że posiadł jej wzajemność. Powtórzyła się sytuacya z czasów studenckich poety, tylko że w zmienionych warunkach. Sytuacya o tyle była podobną, że Mickiewicz pokochał pannę z arystokratycznego domu, że panna była mu wza jemną, i że poeta, jak wtedy, tak i teraz „na Par nasie miał tylko włości", a więc przedział majątkowy i społeczny między kochającą się parą był wielki. Ale ten przedział teraz miał czem poeta zapełnić. Był znakomitym i sławnym, miał „rangę" nie z potomno ści tylko, jak powiadał o sobie w wierszyku „Zaloty", ale i u współczesnych. Matka panny była za nim, pragnęła tego związku. Ale dla ojca taki związek był mezaliansem. Po nieważ jednak Ankwicz był bardzo grzeczny i uprzejmy dla sławnego poety, więc ten z początku nie mógł sobie zdać sprawy z tego, co on, ojciec, myśli o coraz wyraźniej objawiającem się uczuciu córki. Zapewne dla zbadania tej sprawy napisał wiersz w albumie Henryki, wiersz, o który go oddawna proszono, a w którym w przejrzystej zagadce było pytanie o swój los, albo raczej o los ich obojga. Wiersz nosi tytuł: „Do mego Cicerone w Rzy mie", a jego dwie ostatnie strofy brzmią, jak na stępuje : Mój cicerone, dziecinne masz lica, Lecz stara mądrość świeci nad twem czołem; Przez rzymskie bramy, groby i świątnice Tyś przewodniczym był dla mnie aniołom. Ty umiesz przejrzeć nawet serca z głazu, Gdy błękitnemi raz rzucisz oczyma; Odgadniesz przeszłość z jednego wyrazu, Ach'. ty wiesz z pytania o przyszłość, mogło mu się nie po dobać i wyrażenie o „sercach z głazu", bo je mógł wziąć do siebie — Ankwicz otoczył się w stosunku z Mickiewiczem bardzo wymownym chłodem. Sto sunki jednak nie były zerwane, wszystko zostało po dawnemu; i gdyby Mickiewicz miał tę giętkość cha rakteru, która pozwala naginać się do okoliczności, gdyby umiał głaskać dumę Ankwicza i wytrwale, po woli , potrochu, zdobywać sobie jego przychylność, zdaje się, że byłby tego dokazał przy pomocy wielu wspólnych przyjaciół. Ale poeta był więcej jeszcze dumny, chociaż inaczej od Ankwicza, i o zbliżeniu się, porozumieniu się tych ludzi mowy być nie mogło. Otóż miłość dla Henryety i stosunek poety względem jej ojca, to jest główny motyw osobisty, przeniesiony z życia do poematu. Występuje on naj silniej w księdze X, t. j. w spowiedzi Jacka. Nie które ustępy odzwierciedlają go w całej wyrazistości, niemal bez przymieszki tego, co fabuła przyniosła z sobą. Np.: Ileż to razy chciałem serce me otworzyć, I już się nawet przed nim do próśb upokorzyć! Lecz spojrzawszy mu w oczy, spotkawszy wejrzenia Zimne, jak lód, wstyd mi było mojego wzruszenia. Spieszyłem znowu jak najzimniej dyskutować O sprawach, o sejmikach, a nawet żartować. Wszystko to, prawda, z pychy, żeby nie ubliżyć Imieniowi Sopliców, żeby się nie zniżyć Przed panem prośbą próżną, nie dostać odmowy... I przedstawienie Ewy, córki stolnika, wziął po eta z osobistego stosunku, z wrażenia, jakie na nim czyniła Henryeta: Ach, nieraz przy bielinkach, gdy .się tak rozrzewniał, Gdy mię tak ściskał i o przyjaźni zapewniał, Potrzebując mej szabli lub kieski na sejmie, Gdy musiałem nawzajem ściskać go uprzejmie, To tak we mnie złość wrzała.... Ale Ewa zważając mój wzrok i mą postać, Zgadywała, nie wiem jak, co się we mnie działo, Patrzyła błagająca, lice jej bledniało, A był to taki piękny gołąbek, łagodny, I wzrok miała uprzejmy taki! tak pogodny! Taki anielski, że już nie wiem, już nie miałem Odwagi zagniewać ją, zatrwożyć — milczałem. Albo ten ustęp, w którym się malują cierpienia Henryety, wywołane rozwianiem się nadziei: Biedna, słysząc o moim odjeździe, pobladła, Bez przytomności, ledwie że trupem nie padła, Nie mogła nic przemówić ; aż się jej rzuciły Strumieniem łzy — poznałem, jak byłem jej miły ! Jacek Soplica, jak wiadomo, żeni się potem bez miłości, rozpija się i w natchnieniu, które mu pod suwa zemsta, zabija Stolnika. Wszystko to dorobiła już fantazya. Ale główna pobudka tego czynu, tej zbrodni, główna sprężyna duszy Jacka, nie z fanta- zyi wzięta; wziął ją poeta z siebie. Jest to ta sama duma, która mu nie pozwalała nachylać się z prośbą do hrabiego, choćby drobnym jej kosztem kupować szczęście; ta sama duma, która stanowi znamienny rys duszy Konrada. Konrad i Jacek są to rodzeni bracia, w różnych tylko sferach umieszczeni i stąd różni strojeni, językiem, zak16 grunt duszy w nich ten sam: pełnia sił, wywołująca poczucie mocy i dumę niezmierną, indywidualizm, rozwinięty do kulminacyjnego punktu. Konrad, im- prowizator-poeta, czuje potęgę swego geniuszu i w za pędzie dumy gotów jest Pana Boga na pojedynek wyzywać; Jacek, który trzęsie całym powiatem, choć tylko szlachcic na zagrodzie, który mówi o sobie: Mnie, com kiedy wyjeżdżał z mojego zaścianka, To liczniejszy dwór miałem, niżeli książęcy ! Kiedym szablę dostawał, to kilka tysięcy Szabel błyszczało wkoło, strasząc zamki pańskie! ma takie głębokie poczucie swojej siły indywidualnej i stąd dumę niezmierną. Tę dumę w Konradzie sza tan stara się rozdmuchać w płomień, w którymby się wszystkie dobre pierwiastki duszy obróciły w popiół; następnie chce go wprawić w rozpacz bluźnierczą. — W Jacku tak samo szatan dokazuje. Jacek tak często wspomina o nim w swojej spowiedzi, że i w tern można dopatrzeć pewnej analogii z Konradem. „Ile biesów w głowie i w sercu miałem , kto ich imiona wypowie! “ A potem mówi: Jadę pod bramę, szatan mnie tam wabił. Patrz, jak on hula! codzicń w zamku pijatyka, Ile świec w oknach, jaka brzmi muzyka! 1 ten zamek na łysą głowę mu nie runie. To są myśli, które szatan podsuwa Jackowi, pchając go do zbrodni, podobnie jak w III części Dziadów, gdy energicznymi okrzykami zachęca Konrada do bluźnierczej walki z Bogiem. Jak w Dziadach Konrada bolejącego, ściskającego swoje uczucie i gro
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 19:58
    OSBY DJALOGU: Ferdynand przewodniczący, Paweł, Ma ryan, Stanisław, Mikołaj, Karol, Adam, Michał, Łepak, Matwyj, Ozór, Anioł, Czar ny. Valery, Ziółko, Kazimierz, Juliusz.
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 19:58
    FERDYNAND '' Mamy rozprat^cMnad wyborem miejsca gdzie wystawić pomnik dla Mickiewicza, następnie będziemy truty - uowali koszta pomnika i inne z tym przedmiotem połączone sprawy. Pan Łepak ma głos
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 19:59
    ŁEPAK. ^ !a proponuję wystawić posąg dla Mickiewicza w Koloseum.
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 19:59
    ANIOŁ. Oo to za Koloseum?
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 20:00
    FERDYNAND. Przepraszam Panów. Zapomniałem podać do waszej wiadomości różne pro jekty które weszły do komitetu wzglę dem miejsca pod pomnik. Wzywam naszego sekretarza, p. Maryana, aby przeczytał te projekty.
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 20:01
    MARYAN^ (czyta).
    1. W środku roncfelu za brama Flo- ryańska.
    2. Zasklepić rondel w stylu pirami dalnym i na szczycie umieścić po stać Mickiewicza.
    3. Na szczycie bramy Floryańskiej.
    4. Na niższej wieży kościoła panny Maryi.
    5. W rynku głównym.
    6. Na szczycie ratusza.
    7. W środku Sukiennic.
    8. W dziedzińcu biblioteki jagiellońskiej.
    9. Przed akademia umiejętności.
    10. Przed uniwersytetem.
    11. Na zamku w środku dziedzińca.
    12. W pobliżu drukarni „Czasu“.
    13. Na moście kolejowym, aby każda razą, gdy pociągi przechodzą, świst maszyn składał cześć wielkiemu poecie.
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 20:02
    ERDYNAND. Prócz tych trzynastu projektów nadeszły jeszcze inne jak n. p. na cmentarzu, w ogrodzie botanicznym, na rynku kleparskim, na Łobzowie aby zwolna przygotowywać upiększenie dla letniej rezydencyi i t. d. ale ich nie można brać na seryo, więc nie będa Panom czytane. One zaś trzynaście pro jektów, które odczytał pan sekretarz, można badać na seryo.
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 20:02
    WSZYSCY: Tak jest, my tylko na seryo badać pragniemy.
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 20:03
    ŁEPAK. Powtarzam, że najlepsze miejce w całym Krakowie pod pomnik dla Mickiewicza jest bezsprzecznie Koloseum. Na pytanie Anioła odpowiadam, że ron del za brama Floryańską jest Krako wskim Koloseum.
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 20:03
    MAT WYJ. Dla czego aż tak daleko upatrzyłeś miejsce ?
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 20:04
    ŁEPAK. Prawidła archeologii zadają tego. Kiedy Mickiewicz nie był archeologiem za życia, niechże choć po śmierci za pozna sie z tą boską nauką
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 20:04
    KAROL. Przepraszam, bibliografia ma w so bie więcej boskości.
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 20:05
    PAWEŁ. Jakżeby go w tym twoim Koloseum umieścić?
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 20:06
    ŁEPAK. To zależy od gustu. Można dać dach łuskowy nad Koloseum i posąg poety umieścić na szczycie dachu; lub też postawić posąg w środku Koloseum nie pokrywając dachem. Tamten sposób przypomniał by twierdzę św. Anioła w Rzymie
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 20:09
    ANIOŁ. Jakto! mnie by przypominał?
  • madohora4 Re: KRAKÓW 01.02.20, 20:09
    CZARNY. Mamy dość fortec w Krakowie, więcej nam nie potrzeba.
Pełna wersja