Anegdoty, dowcipy i coś więcej

    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 11.01.18, 00:24
      Jeśli kłócisz się z idiotą, on najprawdopodobniej robi dokładnie to samo.
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 11.01.18, 00:28
      - Zabraniam ci używania brzydkich słów - strofuje ojciec syna.
      - Ależ tato, tych słów używał Mikołaj Rej!
      - No więc już więcej się z nim nie baw!
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 11.01.18, 00:30
      Jasiek chodzi na imprezę co tydzień, Mariola co 16 dni. Znając okres cyklu miesiączkowego Marioli oblicz prawdopodobieństwo, że na wspólnej imprezie wpadną. Oblicz prawdopodobieństwo, ze będą to bliźniaki.
      Pytanie dodatkowe: ile będą wynosić alimenty po 6 latach?
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 11.01.18, 00:32
      Robotnik wykonuje swoją pracę w 4 dni i 5 godzin. Pijany robotnik tę samą pracę wykonuje w 7 dni i 8 godzin. Na budowie pracuje 7 robotników i 1 majster nadzorujący. Majster przychodzi trzeźwy na budowę co 3 dzień, a do sklepu monopolowego jest 13 minut biegiem.
      Oblicz zysk sklepu monopolowego, gdy budowany jest dom dwukondygnacyjny?
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 11.01.18, 00:35
      - Jaki język jest najczęściej używany przez programistów?
      - Wulgarny.
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 11.01.18, 00:36
      - No, takiego wirusa to ja jeszcze nie miałem! - rzekł zięć informatyk, widząc teściową przy swoim komputerze...
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 11.01.18, 00:36
      Żona informatyka wysyła go po zakupy.
      - Kup parówki, a jak będą jajka, to kup dziesięć.
      Chłopina po wejściu do sklepu pyta:
      - Czy są jajka?
      - Tak - odpowiada sprzedawca.
      - To poproszę dziesięć parówek.
      • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 18.01.18, 18:51
        Tato, chciałam ci powiedzieć, że jestem zakochana. Adama poznałam na eDarling, potem zostaliśmy przyjaciółmi na Facebooku, często gadaliśmy na WatsApp, teraz oświadczył mi się przez Skype.
        - Córeczko, wobec tego weź ślub na Twitterze, dzieci kupcie na eBay, a jak ci się mąż znudzi, to wystaw go na Allegro.
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 11.01.18, 00:37
      Prawdziwy informatyk ma grupę krwi C:\
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 11.01.18, 00:44
      https://img4.demotywatoryfb.pl//uploads/201801/1515403855_mkhwc6_600.jpg

      Przeżyłam to na własnej skórze. "Prezent" przyjęłam ale musiałam się bardzo trzymaćsmile
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 11.01.18, 00:45
      Do znakomitego lekarza specjalisty przychodzą rodzice pewnego młodego człowieka i biadolą:
      - Panie doktorze, nie możemy odciągnąć syna od komputera.
      - No cóż - wyrokuje lekarz - trzeba będzie go leczyć.
      - Ale czym?!
      - Normalnie! Dziewczętami, papierosami, piwem...
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 11.01.18, 00:48
      Informatyk do informatyka:
      - Wczoraj byłem na domowce, gdzie był ping do onetu 3ms!
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 11.01.18, 00:49
      - Czym różni się doświadczony informatyk od początkującego?
      - Początkujący uważa, że 1KB to 1000B, a doświadczony jest pewnien, że 1km to 1024m.
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 11.01.18, 00:54
      Poranek. Ponury jak chmura gradowa programista wchodzi do kuchni na śniadanie po nocy spędzonej przy komputerze.
      Żona jak to żona, natychmiast zauważyła, że coś nie w porządku:
      - Co się stało Maniuś, program nie zadziałał?
      - Zadziałał.
      - No to może się wieszał?
      - Chodził jak burza!
      - Więc czemu jesteś taki ponury?
      - Zdrzemnąłem się na Backspace.
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 11.01.18, 00:57
      https://img2.demotywatoryfb.pl//uploads/201801/1515583421_qpnthx_600.jpg
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 11.01.18, 01:14
      https://img3.demotywatoryfb.pl//uploads/201801/1515524759_twkb6z_600.jpg
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 11.01.18, 01:29
      Komputerowiec podrywa dziewczynę:
      - Chcesz herbaty?
      - Nie.
      - Kawy?
      - Nie!
      - Hm, może wódki?
      - NIE!!!
      - Dziwne, standardowe sterowniki nie pasują...
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 13.01.18, 00:07
      Zdrowie pań! Jak będą zdrowe to nas nie zarażą.
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 13.01.18, 00:08
      Napijmy się! Lepiej być znanym pijakiem, niż anonimowym alkoholikiem!
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 13.01.18, 21:57
      Toast wygłoszę w krótkiej osnowie,
      Narzeczonego wypijmy zdrowie !
      Niech żyje
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 14.01.18, 00:05
      Pan Kleofas Roztargnicki (wraca już o zapadają­cym zmierzchu w wigilię Bożego Narodzenia do domu, obładowany paczkami). Uf, zmachałem się, ale mam już wszystko 1 Teraz można wstąpić do handelku na lampeczkę wina (wstępuje do handelku). Jednę lampeczkę, panie Stanisławie, ani trochy więcej ! Zona czeka, dzieciaki czekają, o, widzisz pan, ile paczek... jedna, dru­ga, trzecia... Co, u licha, powinno być siedem, a jest sześć. Z pewnością zostawiłem w sklepie. -Co się należy? — muszę biedź co prędzej. (W sklepie).
      — Przepraszam, czy nie zostawiłem tutaj jednego pakieciku
      — Owszem jest, służę panu
      — No nareszcie 1 Teraz trzeba wsiąść do tram­waju, bo nie zdążę (siada do tramwaju i rozkłada paczki). Jedna, druga, trzecia... Ażeby cię! znowu sześć. Widocznie jednę zostawiłem w handelku, trzeba wysiadać.
      (W handlu). — Panie Stanisławie^ dobrodzieju, musiałem tu u was zostawić paczkę z zabawkami
      — Jest, jest, szanowny panie, schowałem umyślnie pod kontuar. O, służę panu!
      — Wiesz pan co, możeby jedną lampeczkę? Takem się zmęczył. Bo nie uwierzy pan, jaki to kłopot
      z temi paczkami. A tu ich aż siedem : raz, dwa, trzy. A bodajcie najsiarczystsze pioruny! Znowu sześć! Muiałem upuścić jednę w sklepie z zabawkami ! A już wiem. Tuzin chusteczek dla Marysi... Panie Stanisławie,
      jeszcze lampeczkę, bom zły. A teraz zostawiam tu wszystko i biorę dorożkę. Jak powrócę zabiorę resztę.
      (W sklepie). Ach to p an! Wiedziałam, że pan powróci. Upuścił pan tę małą paczkę, oto jest
      (W dorożce). — No, nareszcie trzeba wracać. Jużem się dobrze spóźnił. A tę przeklętą paczkę za­
      wieszę sobie u guzika. A, ta k ! dwa razy zakręcę, żeby nie przepadła.
      (W handlu). — Uf, gorąco! Panie Stanisławie prędko, dwie lampeczki i niech tam kto odniesie paczki
      do dorożki (rachuje). Znowu sześć ! Czy jakie czary? Aha, jednę mam u guzika, No, chwała Bogu! Co tam
      żona powie ? Do widzenia, panie Stanisławie !
      (W dorożce). — A popędzaj przyjacielu, bo przyjedziemy po wilii.
      (W domu). — Bój się Boga człowieku, co ty wy­prawiasz ! Wszystko wystygło, dzieci płaczą z głodu.
      Marysia awanturuje się w kuchni.
      — Przepraszam cię duszko, ale miałem tyle spra­wunków do załatwienia. Wyobraź sobie, siedem pa­czek. Tu jedna. A, żeby cię, jak się zaplątała 1 No, ju ż ! To chusteczki dla Marysi.
      — A reszta ?
      — Reszta? A prawda, gdzie reszta? A żeby to pioruny!!! Resztę zostawiłem w dorożce (pędzi do okna). Odjechała!
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 14.01.18, 17:45
      Boże! jakiś Ty łaskawy!
      Dzięki Ci za dary Twoje:
      Koncerta, bale, zabawy,
      Ostatnie mody i kroje.
      W lustrze od samego rana
      Mierzę, przymierzam i mierzę..,
      Ach! w teatrze, na spacerze
      Będę najmodniej ubrana.
      Powiadają, że to zbytki;
      0
      co tu tyle chałasu?
      Dwieście łokci aksamitki,
      Sześćdziesiąt dziewięć atłasu,
      Pięć piór, chustka haftowana.
      Z dyamentem brosza niewielka...
      Ach! doprawdy — bagatelka 1
      Będę najmodniej ubrana
      Co to tam tak w kuchni płacze,
      Że aż tu słychać przez ścianę?
      To nasze dzieci, smarkacze,
      Jakie to umorusane!
      Idźcie precz! a la pastrana,
      Przynieśli właśnie okrycie ..
      Ach! to dobrze! na odczycie
      Będę najmodniej ubrana
      Już idzie pan Piotr uczony
      Prawić o literaturze ;
      Niech plecie brednie do żony,
      Albo do kolegów w biurze.
      Nie ma mnie! Moja falbana
      Jak leży? pójdę, popatrzę...
      Ach! wieczorem w teatrze
      Będę najmodniej ubrana.
      Helenka mi się przysięga,
      Że noszą już inne bufki;
      A mój pan mąż, niedołęga,
      Mówi, że nie ma gotówki.
      Srebrna waza już sprzedana,
      Więc zastawiam cukiernicę...
      Ach! wybornie! na muzyce
      Będę najmodniej ubrana
      Onegdaj mnie rwała głowa,
      I ciężkie napadły smutki;
      Mówili, że Alfredowa
      Miała bąble u narzutki.
      Byłabym już pogrzebana
      Gdyby nie rada Anielki...
      Ach! mam te same bąbelki,
      Będę najmodniej ubrana.
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 14.01.18, 17:48
      Ja co państwu chcę powiedzieć,
      Niechaj państwo mi pozwoli
      U nas rabin był cudowny
      W naszej ładnej Bożej Woli.
      On był bardzo mądry człowiek,
      Znał mu Grodżysk, Pniewo, Rawicz,
      On był nawet taki mądry
      Jakby sam pan Ochorowicz.
      To un szedł raz przez ulicę
      I gromadę za nim całe
      I zobaczuł »nasze« dżecko,
      Takie dżecko bardzo małe.
      I to dżecko buło głupie,
      (Głupich dźecków mamy masę).
      Uno wtedy na ulicę
      Jadło sobie... tfy!... kiełbasę.
      Babin bardzo sze rozgniewał.
      To buł człowiek bardzo srogi —
      Jak sze gniewał!... tego gniewu
      Niech poznają moje wrogi!
      To powiedżał do te dżecko,
      Bardzo straszne robiąc miny:
      „Coby czebie piorun spalił
      Za okrągłe pół godżynyl“
      I un poszedł sobie dalej,
      Za nim żydki poszły w tyle,
      Ale znowu do te dżecko-
      Un powróczył w małe chwile,
      Trzeba dżecko to ocalić —
      Uno jeszcze bardzo głupie
      Po co ma go piorun spalić?...
      To un stanął z wielgim pompem,
      Wszyscy przy nim także stali
      I powiedżał on do dżecko:
      »Niech już piorun cze nie spali!...*
      To un swojem dobrem sercem
      Wnet ocalił dżecka tego,
      Bo — czy dacie państwo wiarę,
      Że już piorun nie trząsł w niego?
      Już nie spalił - daję słowo,
      A ja jestem człowiek słowny...
      Taki to był w Kożej Woli
      Rabin mądry i cudowny!
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 14.01.18, 17:49
      Co to jest strzelba? Strzelba jest to ładnie wyczysz­
      czona i politurowana, żelazna rurka, nabita prochem, lecz nie
      tym prochem co leży na drodze, ale żelaznym z saletry pro­
      chem i kuglami, ale nie kuglami szabasowemi, lecz kuglami olo-
      wianemi i żelaznemi nabita.
      Następnie. Na wierzchu jest taki kogucik i panewka,
      a pod spodem jest języczek. Pociągnij, Mojsze, za języczek,
      kogucik wyda trzask, a panewka błyśnie, a ładnie wypolituro-
      wana żelazna rurka zrobi wielki harmider, a ty Mojsze stań na
      sto kroków i patrz w tę rurkę; kula leci, leci i uderzy w końcu
      ciebie i ty będziesz zabity jak pies. Oto jest strzelba
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 14.01.18, 17:54
      W każdym narodzie coś zganić się zdarzy,
      Wprost nie przystoi, w bajeczce do twarzy.
      Wreszcie na trzeźwość któż przywilej kupił ?
      Wszakże i Kato raz w życiu się upił
      W kurcie, żupanie, na bakier na głowie,
      Toboł na plecach, opasany krajką.
      Jakoby król berłem machając nachajką,
      Na worku plewy, na chudej kobyle,
      Z domu na odpust wyjechał o milę ;
      I chcąc odpocząć ogarnąć się troszka,
      Skierował prosto, — jak zwyczaj — do Mośka.
      Wybiegł na przedsień żydek ukochany.
      (Pomoc w potrzebie i plaster na rany).
      W przyjęciu gościa nie szczędzi sposobu :
      Ciągnie kobyłę z szlachaicem do żłobu.
      Podał mu rękę, przytrzymał strzemiona ;
      Pan Piotr p zez wdzięczność wziął Mośka w ramiona.
      Byłby go może z duszy ucałował,
      Ale się spostrzegł i honor salwował.
      Żydek z radości nie wie gdzie mu głowa;
      Zdejmuje sakwy — do komory chowa,
      Głaszcze kobyłę — połami wyciera,
      Pyta, zkąd wyrwał takiego ogiera !
      Śmieszy szlachcica tak wielka omyłka.
      Daje mu poznać, że to jest kobyłka.
      Tak się toczyło pierwsze powitanie,
      Aż szlachcic wspomniał o wodzie i sianie.
      Ledwie to słowo z ust mu się wywinie,
      A tu już żydek w górze na drabinie,
      Już kur, indyków spłoszona gromada
      Z burtów zlatuje, na szlachcica siada.
      Unikł napaści — wyniósł się w podwórze,
      Szuka manatków po borsuczej skórze...
      Usiadł na przyzbie bez kurty, rozzuty,
      Dobył słoniny i smaruje buty.
      Mosiek chce pomódz, ale gdy się zbliża,
      Na bok odskoczył, jakby pies od jeża
      Zaśmiał się szlachcic i uwagę czyni,
      Jakąto człowiek ma wdzięczność dla świni.
      Bydlę mu żadne nie da tych korzyści ;
      Ona, jak matka, karmi go i czyści;
      Choć sama zwykle leży pośród gnojów,
      Szczeć swą poseła do pańskich pokojów.
      Wszakże to rzeczą jest tak oczywistą:
      Bez tych zwierzątek nie byłoby czysto!
      Ale, bodajże, cóż ja też to robię,
      Prawię o świniach, nie pomnąc o sobie.
      Bardzom się spruszył, jadąc ciągle truchty,
      Jestem podobny do dworskiego kuchty.
      Proszę cię, Mośku, bo to dzień świąteczny,
      Każno tu przynieść — proszę — jakeś grzeczny.
      Tu Mosiek skoczył — zniknął przed oczyma,
      I znów powrócił — flachę wódki trzyma.
      Nie, nie Mosieczku, nie o tem mówiłem,
      Jeszcze za rychło, jeszcze się nie myłem.
      Niedługo potrwa, a będę gotowy.
      Wódka przed myciem sprawia mi ból głowy.
      Wszystko ja robię, ale o swym czasie,
      Wnet się upomnę — postaw na szynkfasie.
      Niesie mu Sara misę pełną wody,
      Zlewa mu głowę, bryzga na jagody.
      Jak sum po stawie — łeb po misie pływa.
      Sara z garncówki strumieniem dolewa.
      Pan Piotr się kąpie i dmucha i pryska,
      Łeb coraz bielszy, a ciemniejsza miska.
      Wykręcił wąsy, otrząsł potok z głowy.
      Reszty dokonał ręcznik szabasowy.
      Jak wśród ogrodu pięknego Wołynia
      Świeci się arbuz, tykwa, albo dynia,
      Tak się świeciła zacnego szlachcica
      Po tej kąpieli goła mózgownica.
      Mosiek tymczasem patynkami dzwoni,
      Stróża to po to, to po owo goni;
      Sara rozstawia uprę na kominka,
      Mośkowa z pierzyn wyłazi do szynku.
      Wtem szlachcic prosto po śniadanie sunie :
      Łykną! kwaterkę, ale nie w smak — splunie.
      Zanim się dzwonek ozwie na kościele
      Szuka do fajki zażogi w popiele.
      Rylka pod piecem rozpościera nudle,
      Głaszcze bachory kudłate, jak pudle,
      A chcąc uciszyć wrzaskliwe krzykacze,
      Pcha im do gęby piątkowe kołacze.
      Wszczyna się odpust — a z nim hałas, wrzawa,
      Od pieszych, konnych powstaje kurzawa.
      Wóz się za wozem toczy z każdej strony;
      Jadą czubiaste i córy i żony ;
      Jadą proboszcze, pisarze, syndyki;
      Jak wilki wyją zgłodniałe kaleki,
      Pełne już stajnie pełne i gospody.
      Pan Piotr szedł na mszą Aby nie miał szkody,
      Daję Mośkowi torbę i nahajkę,
      Zleca kobyłę, w kieszeń chowa fajkę.
      Po drodze wita panów braci wiele,
      Jak ich zwykł witać na każdą niedzielę.
      Nim jeszcze suma wyszła za wotywą,
      Już im się jakoś jęło robić ckliwo.
      Jeden drugiemu poszepnął do ucha;
      Nie wiem, czym słaby, czy to moja skrucha,
      Alem tak nudny, niedyspozyt cały.
      Już mnie kominkowe zapachy owiały.
      Nie chcę jednakże dać złego przykładu;
      Wypada czekać pobożnie dbiadu.
      Na koniec przyszła chwila pożądana:
      Szlachta u Mośka za stołem zebrana,
      spełniwszy wszelkie ducha obowiązki,
      Bierze się skwapnie do smacznej przekąski.
      Trzykroć koleją poszedł już kieliszek,
      Trzykroć się wrócił — a nie rozgrzał kiszek.
      Takie od postu było zaziębienie !
      Mosiek jak doktor, radzi powtórzenie.
      Piotr, co go rodził pra-pra-prawnuk Piasta,
      Nie chciał pić więcej i zaw ołał: basta 1
      Mosiek się skłonił, pomusnął po brodzie.
      Nie wierzył temu i stanął w odwodzie.
      Już idą z toreb przeróżne przysmaki,
      Idą wędzonki, kiełbasy prosiaki.
      Lecz któż się swego ustrzedz zdoła losu !
      Jeden ze szlachty miał sądek bigosu.
      Ta rzecz, choć smaczna, jest bardzo niestrawna,
      Bigos bez wódki, to choroba jawna.
      Niedawno Paweł, co w pole się kwapił,
      Podjadł bigosu, wódki się nie napił,
      Takiej żołądka dostąpił zgryzoty,
      Że mu rumianku dawano na poty.
      Pan Piotr co z rodu miał wstręt do rumianku
      Zawołał: »Mośku, pójdźno tu kochanku!*
      Ten skoczył, nalał, nisko się ukłonił i
      Pan Piotr po trzykroć niestrawność odgonił.
      Każdemu lepiej, każdy się rozcieszył,
      Zaczął żartować, dykteryjką śmieszył,
      Czasem i świsnął, zaśpiewał pod nosem,
      Lub też zapłakał nad ojczyzny losem,
      Różne uczucia szły tam na przemiany.
      Miło wspomnieniem goić życia rany.
      Wreszcie przychodzi do rozjazdu pora
      Bo temu córka, temu żona chora;
      ,
      Już jaki taki szkapinę kulbaczył,
      Aż Mosiek wszystkich na wędkę zahaczył.
      Wyszedł z piwnicy, jak Apollo z lirą.
      Może kto powie, źe to jest satyrą,
      Że głośnej baśni chcę zostać autorem.
      Wyszedł — lecz wyszedł z potężnym gąsiorem.
      Cóżto ma znaczyć — szlachta patrzy z oka;
      Leje się rubin w szklanice z wysoka.
      Piotr, ledwie zwąchał, krzyknął do ataku!
      Bracia ! na honor ! odor dereniaku !
      Powąchać wszyscy rzucili się społem
      I przy gąsiorze usiedli za stołem.
      Przedziwny ! smaczny 1 każdy łyka, cmoka.
      Zkąd on go wyrwał? Słodki, jak patoka.
      To mi to likwor - nie żal mu dać gęby !
      Mosiek, pokusa słomką kole zęby.
      Jedna po drugiej próżni się szklenica,
      I skrzą się oczy i rumienią lica.
      Nie ma godziny — pękły dwa gąsiory.
      Żaden nie słyszał dzwonów na nieszpory.
      Panie Jakóbie ! Piotr powstawszy rzecze :
      »Słodkim strumieniem niech ci wszystko ciecze!«
      Wziął go za uszy Jakób w garści obie :
      »Takiej słodyczy wzajemnie i Tobie!*
      »Nasze życzenia!* Tu wszyscy powstali,
      Razem wypili i razem nalali.
      Nie ma ratunku — kurzą się czupryny.
      Jeden jest indor, drugi kogut z miny.
      Mosiek, zważywszy, że szlachta wykrzyka,
      Kiwnął jarmułką i już rznie muzyka.
      Stoją szlachcianki, jak gdyby bociany,
      Zdziwił je akord tak niespodziewany.
      Już jeden drygnął i drugi się rusza,
      Jak tu w tan nie pójść, gdy tną Tadeusza
      Poszli statecznie, skromnie i wspaniale.
      Jeden za drugim stanął przy cymbale,
      Odśpiewał swoje i dalej popłynął.
      Ten klasnął w dłonie, ten poły podwinął,
      Tamten, jak gdyby na damy przyjęcie,
      Złożył się mile — wykręcił na pięcie.
      Nie długo trwało — na słodkie wspominki
      Sara z Mośkową klepały w patynki.
      Zaświecił księżyc, zabłyszczały gwiazdy.
      • Panowie bracia 1 pono czas do jazdy!«
      Zawołał Jakób i zatoczył młynka,
      Padł i Mośkowi porwał z sobą synka.
      Chciał Stefan zabiedz, jeszcze gorzej zrobił,
      Bo się poślizgnął i Mojżeszka dobi
    • madohora Re: Anegdoty, dowcipy i coś więcej 14.01.18, 17:59
      Z Poematu „Pan Mateusz."
      Wyjątek.
      Natenczas Maciej chwycił na pasku przypiętą
      Korbę katarynki ■— długą, błyszczącą i krętą
      Jak wąż b o a: oburącz przed sobą postawił,
      Potem w bok katarynki mały kijek wprawił
      Przymknął wpół powieki, wciągnął w głąb pół brzuch
      I czapkę swoją zsunął w lewo, bliżej ucha
      I zagrał. Katarynka wirowatym dechem
      Niesie w górę muzykę i podwaja echem;
      Umilkły dzieci kucharki stały zadziwione
      Wszystkie w oknach — głęboką melodyą wzruszone
      Starzec cały kunszt, którym na podwórkach słynął,
      Jeszcze raz przed oczyma kucharek rozwinął.
      Napełnił wnet, ożywił domek parterowy,
      Jakoby weń napuścić chciał wody sodowej.
      Bo w graniu było rzeczy świetne wyłożenie :
      Zrazu zgrzyt głuchy — to jakby kranu wiercenie,
      Potem jęk — a po jęku piszczy — to się gaz dobywa,
      Potem chlupi i skrzeczy — to woda wypływa...
      Tu przerwał — korbę trzymał —wszystkim się zdawało,
      Ze to Maciej gra jeszcze — a to coś piszczało !
      , . . .
      Kręci znowu. Myślałbyś, że kształty zmieniała,
      Tak to w rękach Macieja korba dygotała,
      Udając głosy gazu jego syki, piski,
      To, zda się, katarynki koniec jest już bliski!
      Ale nie! — chociaż milknie i zwolna omdlewa,
      Po chwili nową nutą słuchaczy rozgrzewa,
      Tu przerwał — korbę trzymał—wszystkim się zdawało,
      Że to Maciej gra jeszcze, a to coś piszczało !
      )
      Maciej, obfedwie ręce odjąwszy od korby,
      Pochwycił swojej wielkiej się skórzanej torby..
      Zdjął czapkę i chwilę stał, jakby... natchniony,
      Łowiąc zręcznie groszaki, śląc wszędy ukłony...
      A tymczasem stróż Antek, co w miotłę stał zbrojny,
      Wzniósł swą rękę z powagą, pewny i spokojny...
      I rzekł:
      »Niech pan Maciej nie gra i więcej nie śpiewa,
      Bo pan rzundca o krzyki okropnie się gniewa 1»
Pełna wersja