ZJAWISKA ATMOSFERYCZNE

  • madohora Re: ZJAWISKA ATMOSFERYCZNE 14.02.21, 18:48
    Wyskoki i Chromosfera.

    »Najosobliwszem zjawiskiem na słońcu są wyskoki — protuberancye. Rozumiemy przez to masy różnorodnych i świecących gazów, wystę pujących w powierzchni słońca??? Występująca materya rozprzestrzenia się z nie zmierną szybkością i przybiera nieraz tak olbrzymie rozmiary, źe ziemia mogłaby się zanurzyć w niej, podobnie, jak ziarnko gorczycy w płomieniu świecy. Wyskoki, zarówno jak pochodnie, najczęściej są w okolicach najwyższej działalności słońca, nie są jednakowoż, jak n. p. plamy ściśle ograni czone do tych jego części«. Przytoczone powyżej astronomiczne wywody najjaśniej mnie upewniają, że słońce jest motorem produkcyi światła elektrycznego. Że plamy występują regularnie, bo w odpo wiednich okresach czasu; w połowie obrotu słońca, i że występują tylko wtenczas najsilniej, kiedy tar cza słońca jest zwrócona ku nam płaszczyzną swo ich trzech globów. Wyskoki i chromosfera udawadniają, że wła śnie fale iskier — fale żaru elektrycznego — wydo bywają się z pośrodka trzech globów, gdzie nastę puje niejako tarcie globów. Tam właśnie wyskakują języki ognisk na zewnątrz słońca — tworząc chromosferę. Uwydatnia tę czynność rysunek słońca w okolicach B, C, D, gdzie wyskoki oznaczają strzałki — autor. »Wyskoki podzielić można na dwie grupy, na wybuchowe i obłokowe. Pierwsze objawiają się w postaciach olbrzymich języków płomienistych, wybiegających ze słońca, drugie zdają krążyć spo kojnie ponad słońce, jakoky chmury w powietrzu«. Tak, tak! bo pierwsze wyskoki wyrzucają sza lone obroty globów, i wydają nam się, jakoby ogni ste -języki — są to właściwie ogniste języki, bo to fale iskier elektrycznych. Drugie wydają się nam spokojne, bo skupiają się one, niejako opona, około słońca, bo są to promienie światła elektrycznego, które oświecają i ogrzewają wszystkie ciała niebie skie, jak i naszą ziemię — autor. »Trwałe badania wyskoków wyjaśniły, że two rzenie się ich jest w ścisłym związku z pewną płytką warstwą gazów, spoczywającą na fotosferze i okalającą ją dookoła. Warstwę tę nazwaną chro- mosferą ze względu na jej czerwoną barwę, podo bną do barwy wyskoków. W istocie, główną cechą składową chromosfery jest wodór?? — niemniej je dnak w skład jej wchodzą jeszcze inne materyały w ilościach prawdopodobnie zmiennych ??«. — Byliście p. p. uczeni na tropie... ale zbija was z tropu wodorowa chromosfera — czer wonej barwy, której tam nie ma. Czerwona barwa światła pochodzi z nagromadzonej opony elektry cznej, błyszczącej się, dlatego czerwonawo, bo jej światło odbija się na tle niebieskiem, podobnie jak słońce przy zachodzie — zresztą dlatego, źe chro11 mosferę badano w czasie zaćmienia słońca, z poza którego, jako z poza czerni, wyłoniła się czerwona chromosfera — odblask słońca, naukowo zwany koroną — oto i wszystko. Wodór w chromosferze istnieć nie może, bo tam na słońcu mórz nie ma, zresztą oziębiony wo dór w dali od słońca tworzyłby olbrzymie chmury i opady, które osłaniałyby słońce tak, iż nie widzie libyśmy go — autor. »W postaci aureoli o matowym blasku, korona otacza słońce dokoła, wydzielając miejscami promie nie dłuższe, niż średnica jego tarczy. Rzadko wi dzialne zjawisko, nie jest dotąd wyjaśnione ani pod względem budowy, ani pod względem istotnego stosunku do słońca«. — Korona słońca składa się z kończyn wy skokowych, rozprószonych w pewnem oddaleniu od słońca i z odblasku słońca. Jest to opona świe tlana, wyrzucona olbrzymią siłą wyskoków, a zło żona z cząsteczek iskier i promieni elektrycznych, które niejako płomieniste gazy otaczają słońce, jak to wskazuje rysunek słońca, tam, gdzie napisano »Korona słońca« — autor.
  • madohora Re: HYBRYDOWE ZAĆMIENIE SŁOŃCA 14.02.21, 18:51
    Budowa słońca.
    »Błyszcząca powłoka słońca, fotosfera, bezpo średnio otaczająca jego wnętrze, jest prawdo podobnie powłoką gazową?? We wnętrzu tej warstwy, pływają mniej lub więcej zgęszczone pary??, z których powstają zjawiska plam, ziarnistości po 12 wierzchni i pochodni. Ponad fotosferą leży chromo- sfera, z które] wybiegają języki ogniste, zwane wyskokami albo protuberancyami. Nie jest też słońce ciałem ciekłem, w ścisłem znaczeniu, w rodzaju n. p. roztopionego metalu, gdyż ten wysyłając bezustannie w przestrzeń wielką ilość ciepła, we względnie krótkim czasie, musiałby ostygnąć i stwardnieć. Już^ przed trzydziestu laty wyjaśniono, źe wnę trze słońca, według wszelkiego prawdopo dobieństwa?? jest w stanie gazowym; wszelako gaz ten pod olbizymiem ciśnieniem warstw gazowych doprowadzony być musi do stopnia gęstości cieczy nieledwie. Dziś podobny pogląd nie daje się utrzy mać, wszystko przemawia przeciw przypuszczeniu istnienia jakichkolwiek stałych materyi na słońcu??. Oazy wewnętrzne słońca są pod wspólnem działaniem dwóch sił wręcz przeciwnych, stale wziastających. Siłami temi są: rozszerzalność ciał pod wpływem żaru i ciśnienia warstw górnych. I izeciętna gęstość słońca ma tylko 1 / 4 gęstości zie mi i równa się 1.4 gęstości wody??«. Panowie uczeni! Badania słońca udały wam się niejako w ca łości — naturalnie o tyle, o ile szkła na to pozwo- liły, składniki wasze mijają się z prawdą. Płyn, ciecz i gaz nie mają nic wspólnego ze sobą, bo gaz nie jest płynem ni cieczą. — Słońce jest stałe zgęszczone — podobnie, jak nasza zie mia, księżyc, aerolity i ciała niebieskie. W powietrzu mogą zawisnąć chwilowo i ukazać się tylko mgła- wice, gazy, dymy i chmury, od pewnego ciała pochodzące. Owe jednak zjawiska nie mogą stwarzać takiej działalności, jaką wytwarza słońce, co jest dowodem, że słońce jest stałą materyą. Słońce o gęstości wody, nie mogłoby nam się przedsta wiać, jako regularna kula, bo jako ciecz przybiera łaby różnorodne geometryczne figury; my jednak widzimy, że słońce jest wiecznie okrągłe, wiecznie kuliste. O płynnych gazach, o plynnem gazowem słońcu mowy być nie może, gdyż gazy powstają z palnych materyałów, których, jak sami twierdzicie, nie ma na słońcu ni też w słońcu. Spostrzeżenia uczonych twierdzą, że środkowe obroty słońca różnią się od obrotów biegunowych, że jest coś w środku słońca, co się szybciej obraca. Są to właśnie owe trzy globy, które około swych osi szybciej się obracają, niż obroty całego słońca.— autor.
  • madohora Re: ZJAWISKA ATMOSFERYCZNE 14.02.21, 18:53
    Źródło ciepła słonecznego

    »Z praktycznego punktu widzenia najważniej sze i najistotniejsze jest pytanie: Z jakich źródeł czerpie słońce swoje ciepło? Na powyższe pytanie zwięzłej odpowiedzi, niestety, podać nie możemy; wszelako zdaniem współczesnej nauki, z pewnem prawdopodobieństwem przy jąć można, że ciepło wypromienione przez słońce kompensuje się przez powolne zmniejszanie się jego objętości łącznie z pewnymi ruchami?? materyi w pobliżu jego powierzchni. Energia słońca utrzymuje się prawdopodo bnie, w ten sposób, że masy materyi promieniuI 14 jące ciepło, bezustannie wydobywają się z wnętrza słońca, dążąc ku jego powierzchni i tutaj oddają swe ciepło a następnie, oziębione spadają z powrotem??*. — Że energia słońca wydobywa się bezustan nie ze środka słońca i zdąża ku powierzchni jego, jest rzeczywistą prawdą, bo energia jest wpośród trzech globów, ale aby energia się oziębiała i z po wrotem spadała na słońce — toż w to nikt uwie rzyć nie może, bo energia jest siłą a nie przedmio tem. Przypuśćmy na chwilę, że wasza naukowa energia oziębia się — przy 6000 stopni ciepłoty?? — i oziębiona spada powrotnie na słońce, to w takim razie zachodzi pytanie: cóż więc oświeca i ogrzewa wszechświat??. — autor. Spadek powrotny wywołuje ciepło, podobnie jak i powolne kurczenie się średnicy słońca, łączne działanie obu czynników utrzymują siłę promienistą słońca ??«. — Jeżeli spadek powrotny wywiązuje ciepło, to musiałby być materyałem palnym a nie gazem — zaśmiała to kombinacya i nieprawdopodobna. — autor. »Nawet uznając powyższą hipotezę, jakoby słońce p o w st ało z m gła w i cy, nieroztrzy- gniętemi pozostają pytania: Skąd po wstała mgławica, co dało powód do po wolnego zgęszczania się gazów materyi i do obrotu wirowego?«. »Otóź dotarliśmy — mówi nauka — do kresu badań; pozatem przyrodnik może jeszcze stawiać pytanie, odpowiedzie będą tylko domniemaniem — Z naukowych wywodów powyżej opisa nych, widzimy, że one nie tylko są chwiejne, ale nawet zbyt kruche, bo nieprawdopodobne, a tylko zakończenie, to istotna prawda! Zresztą sama nauka, na pytanie: Z jakich źró deł czerpie słońce swoje ciepło? — odpowiedziała: Na powyższe pytanie zwięzłej odpowie dzi, niestety, dać nie możemy«. Hipoteza, o kurczeniu słońca, pozostanie hipotezą — autor.
  • madohora Re: ZJAWISKA ATMOSFERYCZNE 14.02.21, 18:56
    Okolica słońca. Dalej nauka dowodzi: Zbadano zapomocą spek troskopu, że czerwone protuberancye, których właściwości były tajemnicą w ciągu dwóch stuleci, wykazały w chwili całkowitego zaćmienia jasne linie wodoru?? na brzegach tarczy słonecznej, o rozmia rach tak wielkich, że ziemia w porównaniu z nimi jest tylko drobną plamką. Oczywiście były to ol brzymie masy rozżarzonego wodoru ??«. Ej, zakrawa to na bajkę wodorową... Czyżby i na słońcu istniały jeziora, morza i wogóle zbior niki wód? Owe protuberancye nie są niczem innem, jak tylko oponą, otaczającą słońce, pochodzenia elek trycznego, podobne do warkocza komety, a zgęsz- czona atmosfera nadała protuberancyi barwę czer woną, podobną do zachodzącego słońca; jest to więc zjawisko zupełnie naturalne. — autor.
  • madohora Re: ZJAWISKA ATMOSFERYCZNE 14.02.21, 18:57
    »Jest rzeczą prawdopodobną, że każdoczesny kształt korony jest w jakiś sposób oddziaływaniem sił magnetycznych, których siedlisko na powierzchni słońca jest stałe, lecz zmienne i okresowe, prze suwa się z okolic równikowych do okolic biegu nowych«. Powyższe zagadnienie jest tak jasno wypowie dziane, źe niepodobna ominąć go milczeniem. W myśl moich wywodów słońce jest złożone z trzech glo bów, około siebie motających się. Całość zaś słońca obiega około swych biegunów w 26 dniach. Globy składają się ze stałych materyałów ma- gnesowo-elektrycznych, jak: z magnesu, cynku, mie dzi, węglika żarowego, i t. p. Szalona szybkość obrotowa globów wytwarza fale iskier elektrycznych i je niejako wrzecionowato wyrzuca w przestworze poza słońce. Ponieważ ma gnes oddziaływa na owe fale przyciągająco, więc zatrzymuje je około słońca, a obroty słońca zmie niają położenie korony, bo widok protuberancyi, jak i korony stosuje się dla naszego oka, do obrotu całości słońca. Stąd oto pochodzi niestałość siedli ska magnesowego. — autor. Wreszcie nauka podnosi: »Również prawdopo dobna, że korona składa się z materyi wyrzuconej ze słońca i utrzymuje się w przestrzeni jakąś siłą odpychającą«. (W powyższym ustępie wyjaśniłem, że fale żaru elektrycznego koronę odpychają a ma gnes ją zatrzymuje około słońca. — autor). »W ten sposób promienie korony miałyby zastanawiające podobieństwo do warkoczów komet, które również przez słońce są wstecz odrzucane«. (Tak, bo korona to samo, co i warkocz komety. — autor).
    »Jest rzeczą prawdopodobną, że każdoczesny kształt korony jest w jakiś sposób oddziaływaniem sił magnetycznych, których siedlisko na powierzchni słońca jest stałe, lecz zmienne i okresowe, prze suwa się z okolic równikowych do okolic biegu nowych«. Powyższe zagadnienie jest tak jasno wypowie dziane, źe niepodobna ominąć go milczeniem. W myśl moich wywodów słońce jest złożone z trzech glo bów, około siebie motających się. Całość zaś słońca obiega około swych biegunów w 26 dniach. Globy składają się ze stałych materyałów ma- gnesowo-elektrycznych, jak: z magnesu, cynku, mie dzi, węglika żarowego, i t. p. Szalona szybkość obrotowa globów wytwarza fale iskier elektrycznych i je niejako wrzecionowato wyrzuca w przestworze poza słońce. Ponieważ ma gnes oddziaływa na owe fale przyciągająco, więc zatrzymuje je około słońca, a obroty słońca zmie niają położenie korony, bo widok protuberancyi, jak i korony stosuje się dla naszego oka, do obrotu całości słońca. Stąd oto pochodzi niestałość siedli ska magnesowego. — autor. Wreszcie nauka podnosi: »Również prawdopo dobna, że korona składa się z materyi wyrzuconej ze słońca i utrzymuje się w przestrzeni jakąś siłą odpychającą«. (W powyższym ustępie wyjaśniłem, że fale żaru elektrycznego koronę odpychają a ma gnes ją zatrzymuje około słońca. — autor). »W ten sposób promienie korony miałyby zastanawiające podobieństwo do warkoczów komet, które również przez słońce są wstecz odrzucane«. (Tak, bo korona to samo, co i warkocz komety. — autor).
    »Nader ważne jest pytanie, czy korona błysz czy światłem odbitem, czy też własnem?«. Na po wyższe pytanie w krótkości odpowiadam: Korona słońca to nic innego, jak tylko promienie słońca, składające się z drobnych iskier elektrycznych, które się gromadzą około słońca i są podobne do war koczy komet. Otóż łaskawy czytelnik przyszedł zapewne do przekonania, źe 25-cio wiekowa praca najznakomit szych uczonych, bo rozpoczynająca się od Pitago rasa i Platona, a kończąca się na Darwinie, na którą to pracę, począwszy od 720 roku przed Chrystusem aż po dziś dzień, złożyło się 230 uczonych, dopro wadziła do tak głębokiej wiedzy, że nie wykryto nawet, czy korona słoneczna błyszczy światłem od bitem, czy też własnem? Oto wiedza uczonych doprowadziła aż do tej świadomości, że 25-cio wiekowe badania nie oka zały nam najmniejszego pojęcia o budowie słońca, o jego ciepłocie, ani też o budowie wszechświata. Oto prawdziwość ewolucyi twórczej, na pod stawie której uczeni zbudowali wszechświat i czło wieka z małpy, a boską budowę uchylili — z jego woli. — autor)
  • madohora Re: ZJAWISKA ATMOSFERYCZNE 14.02.21, 18:59
    Słońce autora.

    Zapatrywania swoje o budowie słońca opisa łem w pamiętniku pod tytułem: »Bóg czy przyroda?«. Ponieważ zaatakowano mnie, tak ustnie, jak i listownie, że nie wyjaśniłem bliżej o zjawisku pro18 tuberancyi, ani też o plamach na słońcu, że o tych ważnych czynnikach zamilczałem, dlatego jestem zmuszony o owych zjawiskach obszerniej pomówić i je bliżej wyjaśnić. Słońce, w myśl moich zapatrywań, składa się z trzech globów, które stanowią całość naszego słońca — i to słońca elektrycznego. Globy te wi rują z szaloną szybkością około własnych osi w jednę i tę samą stronę, wskutek czego następuje w pośrodku globów, niejako, tarcie, co uwidocznia rysunek słońca — lit. A. Niezależnie od tych obrotów trzyglobowych i całość słońca obiega, w przeciągu 26 dniach wła sne bieguny, raczej obraca się około własnej osi. Owe trzy globy zawierają w sobie takie ma- teryały, które skutkiem szalonych obrotów wywo łują ze swych powierzchni formalne fale iskier ele ktrycznych i oblewają niemi całą powierzchnię słońca. Produkcya fal elektrycznych najenergiczniej wydobywa się ze środka słońca, bo właśnie tam odbywa się olbrzymie tarcie trzech globów — lit. A. Z wyrazu: »tarcie«.— nie można wnosić do słownie, jakoby owe trzy globy ocierały się o sie bie wzajemnie; one bowiem są w pewnem oddaleniu od siebie, jak to rysunek słońca wskazuje, a tylko szybkie obroty wywołują elektryczność. Fale żaru elektrycznego, wydobywające się z motoru elektrycznego, wydają nam się niejako ziarnka ryżu rozgotowanego, a- to z tej prostej przyczyny tak nam się wydają, ponieważ wydoby wają się z motoru ku nam zwróconego, więc wrze cionowato, i tworzą fotosferę, która przedstawia 19 nam się, jakoby poszarpana słomiana strzecha. Owe fale żaru elektrycznego, unosząc się wyżej i wyżej w postaciach języczków, tworzą około słońca pro- tuberancyę — chromosferę, a ponad chromosferą unoszą się promieniste odblaski, złożone z drobnych i skupionych iskier elektrycznych, podobnych do warkoczy komet; są to skupione promienie około słońca, niejako opona, otaczająca słońce, która przy nosi nam światło i ciepło — jest to właśnie korona słońca. Motorowe trzy globy zawierają w sobie takie materyały, któreby wytwarzały żar światła elektry cznego, bo światło zawiera w sobie i zjawisko cieplika. Otóż owe globy, które tworzą całość słońca, zawierają w sobie: magnes, miedź, cynk, materyał węglika żarowego i t. p. Słońce więc, jako siła magnetyczno-elektryczna, utrzymuje wśród ciał niebieskich równowagę, oświeca i ogrzewa je swymi promieniami, które ciała niebie skie, jak i nasza ziemia, ku sobie ściągają, wchła niają je w siebie i tym sposobem ogrzewają swe otoczenie. Że tak jest a nie inaczej, stwierdzają ten objaw dnie i pory nocne. Dzienna ciepłota ulatnia się — wyparowuje — a nocami napływa zimno, bo słońce przy zachodzie zabrało ze sobą i swe promienie elektryczne na drugą połowę naszej kuli ziemskiej. Gdyby zaś słońce było gazowo - ognistą kulą, a więc kulą palnego materyału, jak to uczeni wnio skują, toby atmosfera, nas okalająca, dniem i nocą zatrzymywała w sobie jednakową ciepłotę, my je dnak tego nie odczuwamy 20 Wszakże paląc w piecach zimową porą nie odczuwamy po nocach ciepła od płomienia, bo drzwiczki od pieców pozapierano, a mimo to od czuwamy ciepło i nocami, bo piecyki ogrzały całe otoczenie zdobytą ciepłotą dniową... Z tego więc wynika, że słońce nie ogrzewa atmosfery, lecz ogrzewają nas promienie słoneczno-elektryczne, ale aż przy zetknięciu się z naszą ziemią. — Dalsze wywody znajdzie łaskawy czytelnik w pamiętniku
  • madohora Re: HYBRYDOWE ZAĆMIENIE SŁOŃCA 14.02.21, 19:01
    O plamach słonecznych

    Zaatakowano mnie bardzo energicznie, że na słońcu wykryto plamy, a na moim rysunku, umie szczonym na czele pamiętnika, plam niema — skut kiem czego jestem zmuszony i o plamach tu pomó wić, bo zresztą plamy słoneczne, to woda na mój młyn, bo one najdobitniej popierają fakty, że słońce składa się z trzech wskutek czego i słońce zaczyna zwolna ostygać, co udowadniają plamy na słońcu. Myśl owa wydaje się bardzo głęboką i nawet zastraszającą, a w rzeczywistości jest ona zbyt płytką. Plamy na słońcu nie są nowością przez bada czy nieba wykrytą, lecz są to otwory wpośród tar czy słonecznej, właśnie tam, gdzie trzy globy nie jako stykają się ze sobą — pod lit.: A, B, C, D. Są to więc olbrzymie cienie w pośrodku trzech globów i sięgają aż do krawędzi słońca. Byłaby tam w miejscach pod: A, B, C, D, po prostu czerń, gdyby ją nie okrywały fale żaru elek trycznego. Obserwacye astronomów dowodzą, że owe plamy mają swój czas ograniczony — regulowany — że można je obserwować przez 14 dni, a po 14-tu dniach znów nikną, i że występują nie tylko w środku tarczy słonecznej, ale występują one i na krawędzi słońca, lecz nieco słabiej. Otóż owe obserwacye zgadzają się w zupeł ności z istniejącą tam rzeczywistością. Plamy w środku tarczy słonecznej występują silniej dlatego, że ol brzymia okrągłość trzech globów zacienia bardziej środek tarczy niż jej krawędzie, gdyż tam właśnie, zbliżone globy gromadzą czerń i zarazem produkują światło elektryczne, krawędzie zaś tarczy ocienia tylko przestworze, to też pod lit. B, C, D, plamy blednieją. Gdy zaś słońce zatoczy półkole około swej osi, co trwa 13 dni, to wówczas plamy dla naszego oka zupełnie znikają, gdyż słońce w tym czasie na-globów, i że jest niejako moto rem elektrycznym, a nie płonącą kulą gazową. Jak prastarem jest słońce, tak są prastare i plamy na słońcu. Dawniej plam nie wykryto, bo nie było tak udoskonalonych lunet ni aparatów fotografi cznych, jakie są obecnie. Ponieważ w ostatnich czasach wykryto plamy na słońcu, więc owo zjawisko naprowadziło astro nomów na domysł, że skoro plamy okazały się na słońcu, toż słońce rozpoczyna powolny zanik, bo nagromadzone na słońcu, czy też w słońcu, palne materyały mają się ku schyłkowi — wypalają się chyli się ku nam krawędzią jednego tylko globu, osłoniętego chromosferą. Sądzę, źe o słońcu i jego plamach, tak tu, jak i przy opisach naukowych, dałem dostateczne wyjaśnienie, a szczegółowy opis o słońcu umie ściłem w pamiętniku. Tu tylko dodam, źe za słoń cem elektrycznem wszystko przemawia, co nas tylko otacza: Atmosfera jest nasyconą elektrycznością, czego dowodzą błyskawice i pioruny. W naszej kuli ziemskiej jest znaczna ilość elektryczności. Kąpiel słoneczna zastępuje kąpiel elektryczną. Zapalamy papierosa zapomocą szkieł, które przebijają promienie światła elektrycznego. Elektryczność dodaje nam i roślinności energii a nawet zabija nas. Ponadto, co powiedziałem o elektryczności, przytoczę jeszcze dowody i uczonych astronomów: 1. Kepler przyjmował istnienie impulsu, wy twarzanego przez promienie światła, a Olbers przyj mował działania elektryczne pomiędzy słońcem a kometą. 2. Bersel jest przekonany, iż słońce wywiera na subtelną materyę warkocza przyciąganie słabsze, niżeli na jądro komety, a nawet odpychanie, i to odpychanie może być natury elektrycznej. 3. Fraunhofer w roku 1815 znalazł w widmie słonecznem 354 ciemnych linii i twierdzi, że widmo to jest światłem elektrycznem. 4. Wheatstane ogłasza w r. 1835 wynik swych badań, że błyszczące linie, to widmo światła elektrycznego. 5. Donati, z okazyi badania wielkiej zorzy w r. 1872, wypowiedział myśl, źe istnieją prądy elektryczne, biegnące od słońca do ziemi. Czyż to nie najpoważniejszy dowód moich twierdzeń? 6. Sir W. Thomson przypuszcza w roku 1857, źe dokoła słońca krąży pierścień materyalny; wsku tek oporu, stawianego ruchowi jego cząsteczek, pierścień ten zwęża się i w końcu zaczyna ocie rać się o słońce, a jego siła żywa zamienia się na ciepło i światło. A więc i ten uczony wydobywa ciepło i świa tło zapomocą tarcia, 'podobnie jak i autor. On wy krył koronę słońca, a nie mając dobrej lunety, za mienił ją na pierścień — w myśl dawnych poglą dów. — autor. Wreszcie uczeni mówią: »To, źe ziemia jest magnetyczną, skłania nas do mniemania, źe i inne planety oraz słońce są także magnetyczne«. — (Nie tylko magnetyczne, ale magnetyczno-elektryczne... autor). Może mi ktoś zrobić zarzut, źe w słońcu nie ma trzech globów, bo ich nie widać. Na taki zarzut odpowiadam, że astronomiczne badania wykryły znaczną ilość gwiazd podwójnych, które nam się przedstawiają jako jedno ciało. Odległość zresztą, która wynosi stąd do słońca 20 milionów mil, nie pozwala wykryć trzech globów, gdyż je osłania gruba opona światła elektrycznego. Gwiazda »Eros« składa się z dwóch ciał — globów —wirujących jedno około drugiego. Wszakże i słońce może się składać tylko z dwóch globów jak to w pamiętniku zaznaczyłem, bo i dwa globy mogą wytwarzać światło elektryczne i plamy słoneczne.
  • madohora Re: ZJAWISKA ATMOSFERYCZNE 14.02.21, 19:04
    Nieco o naszej ziemi.

    Naukowe rozumowania wnioskują, że nasza ziemia nie jest jeszcze dokładnie zbadaną. Przy puszczają jednak uczeni, źe ciśnienie ziemi zrobiło ją bardzo zbitą, bo w głębokości 1-go kim. wynosi ciśnienie 30 ton. Że wnętrze ziemi musi być nader gorące, bo w głębokości 20 kim. materyały są w stanie czer woności żaru; a w głębokości 70 kim. żar jest ognisto-ciekły, że cała kula ziemska była ognisto- ciekła, ale wystygła. Że wulkany i trzęsienia ziemi były podporą tej teoryi. Że sztywność ziemi równa się sztywności stali, ale uczeni sami siebie pytają: — »I jakże pogodzić ową wysoką temperaturę wnętrza ziemi z teoryą, wedle której ciepłota ziemi wynosi 2500 stopni, z przypuszczeniem sztywności? Jedna na to odpo wiedź brzmi: Wnętrze ziemi jest w stanie twardym dzięki ciśnieniu, bo drogą doświadczenia stwier dzono, źe w żarze stopionego materyału skorupy ziemskiej, poddane wysokiemu ciśnieniu ponownie twardną, a więc ciśnienie idzie w parze z przyro stem temperatury i całość utrzymuje się w stanie sztywnym«.Oto tyle tylko naukowej wiedzy o naszej ziemi, po której uczeni chodzą... W myśl powyższego ustępu, mimochodem wy łania się pytanie: Skoro uczeni chodzą po naszej ziemi i badają ją, a nic dotąd nie zbadali, to w ja- kiźe sposób zbudowali wszechświat i słońce, nie chodząc po nim?? Ażeby uczonym masonom zabić małego klina do ich mózgownic, przedstawiam poniżej własną hipotezę przeciw naukowej hipotezie o naszej ziemi. Oto moje zapatrywania, a stąd i wnioski. Ziemia nasza jest istotnie zbitą masą — szty wną, ale bez wewnętrznego żaru, czego są dowo dem wulkaniczne wybuchy i wygasłe już kratery. Powyższy ustęp zakrawa na ironię moich twierdzeń, bo uczeni dowodzą wulkanami i krate rami, źe wśród naszej ziemi istnieją odwieczne i nigdy nieprzerwane żary, a ja zaś twierdzę i udo wadniam wulkanami i kraterami, źe środowisko na- szego globu niema żarów — a tern mniej o ciepło cie 2500 stopni. Ażeby powyższe zagadnienia jasno rozwiązać, uzasadniam swoje twierdzenia następującymi wy wodami : Gdyby nasza ziemia gromadziła w swojem środowisku odwieczne ognie — żary — o ciepłocie 2500 stopni, tobyśmy odczuwali tak wysoką ciepłotę i nazewnątrzu naszej ziemi; i to tak latem, jak i zimą, bo odwieczne olbrzymie żary musiałyby ogrzać i skorupę ziemską, utrzymując zarazem regu larną ciepłotę. Wszakże miniaturowy tylko żar ce glanego pieca wypala cegłę aż nazewnątrz ułożonego stosu, a cóż dopiero musiałyby oddziaływać na naszą ziemię, tak olbrzymie i straszne ognie wewnętrzne, o jakich nas wiedza poucza? Jeżeli w domowych piecach regularnie palimy, to i piece utrzymują nazewnątrz regularną ciepłotę — i nawet pokoje ogrzewają... Żary wewnętrzne, w myśl naukowych wywo dów, wynoszą 2500 stopni ciepłoty, która jest tak wysoką, że wewnętrzne materyały, złożone z kamie nia, żelaza i metali, byłyby ognisto-ciekłym żarem, a tak wysoka ciepłota musiałaby przez tysiące wie ków rozegrzać i naszą skorupę ziemską. Wewnętrzne zresztą ognie bez dostępu powie trza — bez przewiewu — nie mogłyby wewnątrz istnieć i tak strasznym żarem, przez nieobliczone wieki, pałać, bo takich zjawisk nie zna przyroda. Wszakże węglarski »lemieź« — stożek drzewa — dotąd się tylko pali — raczej tleje — i drzewo zwę gla, dokąd ma zrobione umyślne otwory — w celu wciskania się doń powietrza, a gdy węglarz otwory prochami szczelnie pozatyka, toż i ogień natych miast gaśnie. Aby więc ognie w naszej kuli ziemskiej utrzy mywać się mogły, musiałyby mieć przewiew po wietrza, a ponieważ powietrze do wnętrza ziemi nie ma dostępu, przeto i naukowych żarów tam niema. Naukowe twierdzenia, jakoby wybuchy wul kaniczne pochodziły z żaru wewnętrznych ogni, są błędnie pojęte i niedorzeczne. Wnętrze ziemi jest stanowczo zbitą masą i ma ciepłotę odpowiednią swemu ciśnieniu, a tylko sko rupa naszej ziemi ukrywa w sobie różnorodne otwory, jaskinie i mnogie rezerwoary — zbiorniki, które są rozmieszczone w całej skorupie. Są to zja wiska czysto naturalne, bo pochodzą one z czasów potopowych. W powyż wzmiankowanych rezerwoarach kryją się olbrzymie pokłady palnych materyałów, jak: wę gla kamiennego, wosku, nafty, siarki i t. p. Owe materyały pochodzą z olbrzymiej ilości drzew, tudzież z olbrzymiej ilości różnorodnych ro ślin przedpotopowych, morskich żyjątek i lądowych, powalonych i przymulonych mułami, kamieniami, skałami, piaskami, iłami i kruszcami — a to wskutek różnorodnych katalizmów, jak: potopami, zapadnię ciami, usuwiskami, kurczeniami się ziemi i t. p. ka tastrofami. Tam więc, gdzie są nagromadzone palne ma teryały, nagromadziła się i znaczna ilość zapalnych gazów — atmosfera gazowa — ale, owa atmosfera gazowa nie zapala się bez przyczyny — samowła dnie — ani też nie wybucha. A jednak coś owe gazy zapala i spowodowuje podziemne huki, grzmoty i groźne wybuchy. * Ziemia nasza zawiera różnorodne gatunki me talu, kruszcu, żelaza, wapna i skał, wśród których ukrywa się ogromna ilość magnesu — siła magne tyczna — a oprócz siły magnetycznej, ziemia nasza jest nasycona i elektrycznością. Elektryczności naszej ziemi udziela słońce, wskutek czego ziemia nasza gromadzi w sobie siłę elektryczno-magnetyczną. Jak więc powstają wśród naszej atmosfery bły skawice, huki, grzmoty i pioruny, gdy się nagroma28 dzi w powietrzu znaczna ilość elektryczności, tak samo dzieje się i wśród naszej skorupy ziemskiej, bo i tam gromadzi się podziemna elektryczność i gdy nastąpi silne napięcie elektryczności, wówczas zapala się ona i następują podziemne huki, wysyła jąc zarazem swe iskry elektryczne do ściągających je przedmiotów, a uderzając w nie, zapalają owe przedmioty. Wtedy to właśnie słyszymy huki podziemnych piorunów i odczuwamy trzęsienia ziemi, a gdy iskra elektryczna natrafi na zgromadzone podziemne gazy i je zapali, wówczas następuje szalony wybuch w wulkanicznych kraterach, o których Dr. Duni kowski w swoich opisach z Meksyku bardzo zajmu jąco i barwnie wspomina. Jeżeli gazy nagromadziły się w dalekiej odle głości od pierwotnych kraterów, to w takich razach wybuch zapalonych gazów i para wodna rozdzie rają w słabszych miejscach skorupę ziemską i siła wybuchowa wyrzuca nowym kraterem na zewnątrz naszej ziemi lawinę — złożoną: z popiołów, żużli, piasku, kamienia i wrzącej wody. Miejscami zaś, wulkaniczne wybuchy wyrzucają i wypalone wapno, które też, jako gasząco-wrzące, gdy się dostanie do niego woda, przyczynia się do wulkanicznych wy buchów. Z powyższego przedstawienia, o źródłach wul kanicznych, wynika, iż ognie podziemne nie są skupione w środowisku naszej kuli ziemskiej, lecz tylko w skorupie ziemskiej i to tylko tam, gdzie są nagromadzone materyały palne i wybuchowe gazy. Huki więc podziemne, które w jednej sekun dzie rozciągają się na kilkaset — a nawet na parę tysięcy kilometrów, trzęsienia ziemi, wulkaniczne wybuchy, wygasłe kratery i wówczesny zamęt kli matyczny, są niezbitymi dowodami, że żary pod ziemne powoduje elektryczność, której iskry zapa lają gazy, a gazy znów zapalają palne materyały, i wreszcie palące się materyaiy rozpalają do wyso kości żaru swe otoczenie — jak: skały, wapno, kruszce, metale i t. p. Owo zaś żarowe otoczenie ogrzewa lub nawet gotuje w swych rezerwoarach wody do wysokości wrzenia, które, jako mineralno-gorące źródła, wydo bywają się szczelinami na powierzchnię ziemi, i są dalszym dowodem, źe podziemne ognie mieszczą się tylko w ziemskiej skorupie — i to tylko tam, gdzie są nagromadzone palne materyały. Powyż opisana czynność odbywa się wyłącznie tam, gdzie do tlejących materyałów ma łatwy przy stęp powietrze, które wewnętrzne ognie swoim po dmuchem podsyca... a powietrze może mieć dostęp tylko do skorupy ziemskiej — i to temi samemi szparami — szczelinami — któremi i woda wśród skorupy ziemskiej wsiąka — dostaje się. Do środowiska naszego globu, tam, gdzie nauka mówi o istnieniu żaru wysokości 2500 stopni, woda niema dostępu, jak również i powietrze niema do stępu, by mogło podsycać i podtrzymywać wewnę trzne żary. Wszakże tysiące wulkanicznych kraterów, obe cnie już wystygłych, udowadn
  • madohora Re: ZJAWISKA ATMOSFERYCZNE 14.02.21, 19:24
    O przypływie mórz. W moim pamiętniku wykazałem, źe przypływy morza — w myśl naukowych wywodów — błędnie pojęto, za który to wyraz spotkał mnie profesorski zarzut. Oto uczeni opierają swe wywody na zapatry waniu Darwina — i innych przyrodników — twier dząc, że przypływy mórz zależą wyłącznie od księ życa i słońca, które przyciągają wody do morskich brzegów. Że w ciągu doby zjawiają się dwa przy pływy co 12 godzin — a to jeden ną stronie ziemi zwróconej ku księżycowi, a drugi zaś na stronie przeciwnej?? »Zjawisko to ma pochodzić stąd, źe księżyc przyciąga nie tylko wodę oceanową, lecz i samą ziemię«!? — (Ej, zawiele tej prawdy! — autor). »Zgodnie z prawem powszechnego ciążenia, przyciąganie jest w stosunku odwrotnym do kwa dratu odległością — (Wysunięto tu prawo Carzen- discha... o wadze — kuli — dla fizycznej zabawkdziecinnej i to prawo zastosowano do księżyca... Czyż to nie ironia naukowa? — autor). »Księżyc tę część ziemi i oceanu, która leży doń najbliżej, przyciąga silniej, aniżeli sam środek; ten znów silniej aniżeli dalej położone okolice ziemi«. (A cóż się dzieje z wodami na odwrotnej kuli ziem skiej ? Czy i tam księżyc spowoduje przypływy, chociaż na nią nie świeci? Zbyt śmiałe twierdzenia. — autor)
  • madohora Re: ZJAWISKA ATMOSFERYCZNE 14.02.21, 19:27
    Autora uwagi: Przypuśćmy na marną chwilę, że księżyc przy- ciąga do siebie oceanowe wody i spowodowuje przypływy; ale zachodzi pytanie: jakaż znów siła odpycha wody od brzegów i powoduje odpływy?? Wszakże powyższe twierdzenie tak się przedstawia, jakoby owa siła księżyca każdego dnia się rwała i każdego dnia się spajała... Taka siła nie jest nam znaną — nie widzieliśmy jej. Przecież siła przycią gająca nigdy się nie zmienia na siłę odpychającą — i to wśród 6-ciu godzin. Wiadomo nam, że przypływy powtarzają się co 24 godzin, a po przypływach najpóźniej w 6-ciu godzinach następują odpływy. W którejże części księżyca spoczywa siła przyciągająca, a w której odpychająca?? Przypływy zjawiają się regularnie, co 24 go dzin, stosują się one do obrotów naszej kuli ziem skiej, zaś księżyc obiega ziemię w 29 dniach i 13 godzinach, z czego wynika, że ani obieg księżyca nie stosuje się do przypływów, ani też przypływy do biegu księżyca. — Przypływy i odpływy stosują się do obrotów naszej kuli ziemskiej, co jest sta32 nowczym dowodem, źe przypływy i odpływy należą wyłącznie do obrotów naszego globu. Owa, niby zawiła rzecz, tak się przedstawia: Gdy kula ziemska nachyli się południowymi krajami ku północy, to wtenczas przypływ nastę puje na północy, ku biegunowi północnemu, a od pływ na południe, ku biegunowi południowemu. A gdy ziemia obróci się na południe, wtenczas przypływ następuje na południu, ku biegunowi po łudniowemu, a odpływ na północy, ku biegunowi północnemu, i t. p. Panowie uczeni, a między nimi i Darwin, do wodzą, że słońce odpycha północny biegun i stąd jest wiecznie pochylony na północ; drugi raz zaś twierdzą, że słońce przyciąga wody do brzegów i stąd powstaje przypływ. Jakaż to logika? Skoro słońce odpycha biegun północny, to go odpycha wraz z wodami... Oto logika niewiadomości i takaż nauka! Przypływy więc i odpływy zależą od obrotów globu, a przedewszystkiem od nachylenia bieguna północnego o 23 stopni od osi pionowej. Gdyby nasz glob, raczej jego biegun północny nie był nachylony ku północy, to nie byłoby przy pływów ani odpływów — przemądra moc to urządziła... Obydwa powyższe czynniki jedyny wpływ wy wierają na równoważnik poziomu wód, bo chociaż odśrodkowa siła globu przykuwa wody do siebie, to jednak wody stosują swój poziom i do terenu, na którym spoczywają, bo gdy południowa strona globu stanie — raczej zatoczy się na północ, toż i równik globu zmieni swoje położenie, co do po ziomu pionowego, a w ślad tej zmiany i wody przelewają się w pochyłość łożysk, by zachować poziom, ale swego poziomu nie stosują do równika, lecz do pionowej osi globu. Gdy równik globu w czasie obrotu podnosi się do poziomu względem osi pionowej — i od wrotnie, to wody do nachylonej osi stosować się nie mogą. Wszakże widzimy co dnia, że wody bez względu na to, iż je odśrodkowa siła globu przy kuwa do siebie, płyną ku spadkowi swego terenu, by tam wyrównać poziom. Postawię tu uczonym bardzo zawiłe pytanie: Co spowodowało pochód lodów z południowego bieguna na północny biegun, pomimo, że odśrod kowa siła globu przyciąga wszystko do siebie, czy też księżyc? Sądzę, że nic, bo księżyc nie mógł stać miesiącami nad biegunem północnym, jak gdyby nieruchomy głaz — przyciągający. Spowodowało ów przypływ wody nachylenie się bieguna północnego, skutkiem jakichś zaburzeń wewnętrznych i katalizmów, a nagromadzona ol brzymia ilość lodów trzyma go do dziśdnia pochyło. Jeżeli się zważy, że pochyłość globu ku pół nocy wynosi 23 stopni, toż przy półobrocie globu wynosi ona 47 stopni, w stosunku do pionowej osi — a jest to zbyt duża różnica, aby ją poziom wód nie odczuł. Nawet różnorodne skorupiaki i ich muszelki, wyrzucane przez każdy przypływ na płaskie wy brzeża mórz, udowadniają, że wody mórz w czasie przypływów, płyną spodem swego łożyska i garną sobą to wszystko ku brzegom, co spoczywa na dnie morza, czego powierzchnia wód przez księżyc ściągana, nie mogłaby tego zjawiska dokonać. Z powyższego wyjaśnienia wynika dowód, że przy obrotach globu wody płyną po terenie swego łożyska w stronę nachylenia się globu i wyrównują poziom wód do osi pionowej. Otóż z powyższego wyjaśnienia wynika, źe księżyc nie ma nic wspólnego z przypływami, a tern mniej z odpływami, bo gdyby siła księżyca przyciągała przypływy, toby je wiecznie trzymała przy morskich brzegach — odpływ nigdy nie na stąpiłby. Do wspólnej czynności przypływów, jak rów nież i odpływów należą: Energia fal morskich, po ziom wód, wypukłość kuli ziemskiej, brzegi mórz, teren mórz, a przedewszystkiem nachylenia bieguna północnego i obroty globu około osi. Pierwotny opis tego zjawiska jest umieszczony w pamiętniku.
  • madohora Re: ZJAWISKA ATMOSFERYCZNE 14.02.21, 19:32
    Józef Nusbaum-Hilarowicz (ur. 11 grudnia 1859 w Warszawie, zm. 17 marca 1917 we Lwowie) – polski zoolog, ewolucjonista i propagator idei ewolucji, twórca lwowskiej szkoły zoologicznej.
  • madohora Re: HYBRYDOWE ZAĆMIENIE SŁOŃCA 14.02.21, 19:33
    Urodził się 11 grudnia 1859 roku w Warszawie, jako syn drobnego przemysłowca, pochodzenia żydowskiego, Hilarego Nusbauma i Ewy z domu Tenenbaum. W 1878 roku ukończył gimnazjum klasyczne w Warszawie. W latach 1878–1881 odbył studia przyrodnicze na Wydziale Fizyko-Matematycznym rosyjskiego Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego. W 1886 roku uzyskał stopień magistra zoologii i anatomii porównawczej na Uniwersytecie w Odessie (promotorami byli Aleksandr Kowalewski i Ilja Miecznikow).
  • madohora Re: ZJAWISKA ATMOSFERYCZNE 14.02.21, 19:34
    W 1888 roku uzyskał stopień doktora zoologii i anatomii porównawczej na Uniwersytecie Warszawskim. W roku 1891 habilitował się na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Lwowskiego u Benedykta Dybowskiego w zakresie anatomii porównawczej i embriologii. W 1892 roku przeniósł się do Lwowa, obejmując stanowisko prywatnego docenta anatomii porównawczej i embriologii przy Zakładzie Zoologii i Anatomii Porównawczej Uniwersytetu Lwowskiego. W 1906 roku po przejściu na emeryturę Benedykta Dybowskiego, Józef Nusbaum-Hilarowicz (w 1907 przyjął chrzest i zmienił nazwisko na Nusbaum-Hilarowicz) zrezygnował ze stanowiska w Akademii Weterynarii i objął kierownictwo Zakładu Zoologii i Anatomii Porównawczej na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Lwowskiego w charakterze rzeczywistego profesora zwyczajnego. Kierując tym zakładem do śmierci, rozszerzył go, przebudował i zorganizował. Zakład ten stał się z biegiem lat jednym z najnowocześniejszych pod względem naukowym ośrodków zoologicznych w Europie. W nusbaumowskiej szkole zoologicznej wyspecjalizowało się ponad 40 zoologów, spośród których 16 zajęło później stanowiska profesorskie w szkołach wyższych (m.in. Benedykt Fuliński, Jan Grochmalicki, Jan Hirschler, Antoni Jakubski, Rudolf Weigl). Jako wykładowca słynął z wielkiego daru wymowy, a jako nauczyciel młodych kadr zoologów z wielkiego talentu pedagogicznego i ojcowskiej wprost życzliwości. W trosce o naukowy rozwój swych uczniów często wyjednywał im stypendia i wysyłał do nadmorskich stacji zoologicznych, zwłaszcza Triestu, Neapolu i Monaco, z którymi ściśle współpracował.
  • madohora Re: ZJAWISKA ATMOSFERYCZNE 14.02.21, 19:34
    W latach 1902–1903 był prezesem Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Kopernika.
  • madohora Re: ZJAWISKA ATMOSFERYCZNE 14.02.21, 19:35
    Zmarł 17 marca 1917 we Lwowie. Został pochowany na Cmentarzu Łyczakowskim. Polskie władze samorządowe Lwowa uhonorowały Nusbaum-Hilarowicza poprzez nazwanie jednej z ulic miasta Lwowa jego nazwiskiem.
  • madohora Re: ZJAWISKA ATMOSFERYCZNE 14.02.21, 19:36
    Jego brat Henryk Nusbaum był neurologiem i filozofem medycyny. Jego żona Rozalia Hilarowiczowa (1859–1933) była przyrodniczką. Syn Henryk Hilarowicz, profesor, został zamordowany przez hitlerowców w lipcu 1941. Drugi syn Tadeusz był znanym teoretykiem prawa administracyjnego.
  • madohora Re: HYBRYDOWE ZAĆMIENIE SŁOŃCA 14.02.21, 19:40
    Napisał około 250 publikacji naukowych i popularnonaukowych z zakresu anatomii, ewolucjonizmu, embriologii, histologii, a także podręczników uniwersyteckich.
  • madohora Re: ZJAWISKA ATMOSFERYCZNE 14.02.21, 19:40
    Zasady ogólne nauki o rozwoju zwierząt (embryologia). Wydawnictwo Przeglądu Tygodniowego, 1887
    Przyczynek do embryologii maika (Meloë proscarabaeus, Marscham). Nakładem Redakcyi Czasopisma "Kosmos", 1891
    Zasady anatomii porównawczej. Wende i S-ki, 1899 T.1
    Z zagadnień biologii i filozofii przyrody. nakł. Księgarni im. H. Altenberga, 1899
    Szkice i odczyty z dziedziny biologii. Warszawa-Lwów: Wende, 1900
    Zasady anatomii porównawczej. T. 2, Anatomia porównawcza zwierząt kręgowych. Warszawa, 1903
    Idea ewolucji w biologii. Centnerszwer, 1910
    Rozwój świata zwierzęcego (1912–1913)
    Szlakami wiedzy: odczyty dla wykształconego ogółu o zagadnieniach biologii współczesnej : z portretem autora, ośmioma tablicami i licznymi rysunkami w tekście. Nakł. Księgarni Polskiej im B. Połonieckiego, 1904
    Pamiętniki przyrodnika: autobiografja. H. Altenberg. Księgarnia Wydawnicza, 1921
  • madohora Re: ZJAWISKA ATMOSFERYCZNE 14.02.21, 19:46
    O ewolucyi twórczej Prof. Nusbauma

    W pamiętniku: »Bóg, czy przyroda?« porów nałem ewolucyę twórczą z rumbarbarum na mala dze... za co mnie potężnie skarcono. Aby mój niewinny żarcik bliżej wyjaśnić, je stem zmuszony o ewolucyi twórczej szerzej pomówić, a to tern obszerniej, ponieważ trafiono mnie w ten nerw, który pobudza moją myśl do wymiany zdań. Ewolucya, to naukowa podwalina do obalenia Wszechmocnej twórczości, a zbudowanie świata za- pomocą ewolucyi twórczej i człowieka z małpy 35 Ewolucyę twórczą — intuicyę — wymyślili: Bergson, Spencer, Samark i Darwin, a Dr. Nusbaum, jako profesor lwowskiego Uniwersytetu, na podsta wie darwinizmu i wolnomularskich pobudek, uzu pełnił owe dwa »wytwory nicości«, bo ojcowie ewolucyi twórczej byli właśnie wolnomularzami. Oto dowody profesora Nusbauma, budującego w najwyższą potęgę naukową ewolucyę twórczą. Mówi on: »W zjadliwy sposób napadnięto na Darwina i ośmieszono go. Darwin napisał wywody o powstaniu gatun ków drogą doboru naturalnego skutkiem walki o byt i o pochodzeniu człowieka przez dobór płciowy, a oparł dowody na samozapłodnieniu storczyków??«. (A więc storczyki mają podstawową moc stwarzania człowieka z małpy?? — autor). Nusbaum dowodzi: * Olbrzymie były zasługi Darwina w dziedzinie biologii, że kształt, barwa, woń, nektar i cała budowa kwiatów powstają z związków, z odwiedzinami owadów, które zwa bione barwą, zapachem i słodyczą nektaru, latają z kwiata na kwiat i przenoszą pyłek z pręcików na słupki. Że owady zapładniają kwiaty przez obcy pyłek i tym sposobem następuje krzyżowanie kwiatów. — Że kwiaty są przystosowane do owadów??«. (Otóż Darwin podobnymi dowodami popiera dobór naturalny, krzyżowanie, celowość i ewolucyę.,. — Na powyższe Darwina wywody muszę ob szerniej odpowiedzieć, gdyż krótka odpowiedź nie dałaby zadawalniającego wyjaśnienia. A więc, według naukowych twierdzeń Darwina, kwiaty są przystosowane do owadów? Sądzę, że owo przystosowanie ma się wręcz prze ciwnie, źe owady przystosowały się do kwiatów, a nie kwiaty do owadów, bo przecież każdy laik to pojmie, źe najpierw kwiaty zostały stworzone, aby przysposobić pokarm dla owadów, a gdy ziemia pokryła się roślinnością i kwiatami, dopiero wten czas stworzono owady, które przystosowały się do kwiatów. Jakoby zaś owady zapładniały kwiaty przez obcy pyłek, toż i tu jest duża doza blagi, bo prze cież stworzono pyłek na to, aby zapładniał swój własny słupek, gdyż każdy pyłek jest zastosowany budową i wielkością do własnego kwiatowego słupka. Pyłek kwiatowy zapładnia słupek kwiatowy własnego gatunku, a samce owadów zapładniają swoje samiczki. Gdyby owady wyginęły, czy i ro ślinność musiałaby wyginąć? Sądzę, że nie, jak i każdy laik, źe roślinność wraz z kwiatami dalejby istniała i bez owadów dalejby się zapładniała. Są wypadki, że odmiana pochodząca z pew nego gatunku, jak n. p. bratki, zapłodni swoim pył kiem słupek drugiego kwiatu, ale to ten sam stosu nek, jak żyto zapłodni drugi kłos żyta. Czy żyto lub konopie, których owad nie znosi — nienawidzi — też zapładniają owady? A przecież tak żyto, jak i konopie istnieją od początku powstania, chociaż zapładniają się samowładnie. Gdyby n. p. bratek zapłodnił żyto, w takim razie uwierzyłbym w krzyżowanie i w waszą celo wość, ponieważ takie krzyżowanie nie okazało sod początku świata, więc wasze krzyżowanie i celo wość muszę nazwać naukową blagą. Prawda, źe owady pszczołowate wysysają ciecz — nektar — z kwiatowych słupków i zabierają pyłek na swoje nóżki, ale nie w celu zapładniania cudzych kwiatów, lecz w celu budowy swoich plastr, w które przerobiony nektar, gotowy miód składają. Zdarzają się lata, tak zimne i słotne, źe owady wprost obumierają, conajmniej w dwóch trzecich częściach, a mimo to kwiaty samowładnie się za- pładniają i owocują — bez pomocy owadów. Owady raczej są dla nas szkodliwe, niż poży teczne, bo one miliardy kwiatów niszczą. Owady wysysając nektar ze słupka, zabierają ukrytą w słupku zarodź, skutkiem czego słupek, tracąc ów żywotny nektar, nie może się zapłodnić, ni też owocować. Jak również ginie i zarodź owoców, wśród której owady składają swe jajeczka, z których wylęgłe larwy niszczą miliardy owoców. Raz w życiu miałem pod swoim nadzorem 70 pni pszczół. Około tej pasieki zasiałem ćwierć morga hreczki, która tak zakwitła, że owo stajanko hreczki wyglądało jak gdyby mleko. Kochajie pszczółki używając hreczkowego ne ktaru, motały się po całych dniach po hreczkowych kwiatach. Kiedy hreczkę zebrałem i omłóciłem, okazało się, źe zamiast kilku centnarów metrycznych, namłó- cono zaledwie ćwierć korca hreczki. I cóż to było przyczyną mojej niespodziewanej straty? Była to rzeczywista prawda, źe owady nie zapładniają kwiatów, lecz je niszczą, bo kochane pszczółki i trzmiele nektar kwiatowy wysysały, a py łek zostawiły — nie zapładniając nim nawet pobli skich lip... — autor. Wreszcie Nusbaum przyznaje, bo mówi: »Jest prawdopodobnem?? umożliwie nie roślinom samozapładnianie w razie, gdy warunki nie sprzyjają zapłodnieniu krzyżowa nemu za pośrednictwem owadów« — i dodaje: »oto fakta pokazują przenikliwość Darwina«. — (Ależ panie profesorze! Wszakże o tych faktach przeni kliwości Darwina każda baba wiedziała jeszcze przed sześciu tysiącami lat. Więc w myśl waszej teoryi pierwszym warun kiem są fakta przenikliwości Darwina, zapładnianie kwiatów przez owady, a ostatnim warunkiem przez samozapładnianie?? Dla podobnej teoryi mam tylko dwa uzasadnione dowody: »albo wasza ewolucya, albo sama przyroda dostała bzika« —jedno z dwojga! Otóż Krzywicki dowodzi: przyroda ma własną wolę?? a Darwin i Nusbaum dowodzą, że kwiaty przystosowują się do owadów, i że w pierwszym rzędzie owady zapładniają kwiaty, a czego owady nie dopełnią, to w ostatecznym razie samozapłod- nienie dopełnia. Oto łaskawy czytelnik ma ewolucyę twórczą i jej teoryę... autor. Nusbaum w imieniu Darwina dowodzi: »Trzmiele są konieczne do zapładniania koni- czu, że konicz naturalnym sposobem zapłodnić się nie może??? Że dwadzieścia główek koniczu wy dało 2290 nasion, a dwadzieścia innych główek, gdy je okryto przed owadami, nie wydały ani jednego nasionka«. — Powyższy dowód Darwina, zmierzający do poparcia ewolucyi, muszę znów bliżej wy jaśnić. Jasnem jest jak słońce, źe gdy główki koniczu okryto, tak, aby trzmiele nie mogły się do nich do stać, toż w takich okolicznościach i słońce, ani też opady atmosferyczne nie mogły się dostać, aby do statecznie pylniki wykształcić, pyłek do właściwego stanu osuszyć i nektar w słupku odwilżać; zrobić go zdolnym do przyjęcia zapładniającego pyłku — każda przeszkoda nadnaturalna niweczy miłość... Nusbaum w myśl Darwina twierdzi, źe gdyby trzmiele zupełnie zginęły, to konicz i bratki z pe- wnościąby znikły?? Zawiele tej śmiałości p. p. uczeni, bo z niej wynika, źe konicze ni bratki nie powin- nyby istnieć, gdyż trzmiele są tak rzadkimi okazami, iż jednego zagona koniczu nie mogłyby zapłodnić. Nie tylko bowiem myszy niszczą całe gniazda trzmieli, ale je niszczą mrówki, osy, borsuki i lisy, a dodajmy do tego czasy nawalnych deszczów, kiedy woda wszystko zatapia w ziemi, to dojdziemy do przeko nania o ilości trzmieli na naszej ziemi. Ponieważ trzmiele nie mają najmniejszego związku z koniczem na kilkudziesięcio hektarowej powierzchni, jaką zasiewają po dworach, przeto przyjdziemy do właściwego wniosku, że ewolucya jest blagą, bo konicze istnieją, chociaż trzmieli niema. Darwin dowodzi, »że struś nie może wpraw dzie latać, ale broni się kopaniem nóg«. — To też dowód ewolucyi... autor. Nusbaum dowodzi: »Największą zasługą Dar wina jest to, że ugruntował na szerokich podsta wach teoryę ewolucyi?? Że dobór naturalny idzie ręka w rękę z wymieraniem pewnych form«
    Ugruntowanie ewolucyi na powyżej opisanych podstawach nie ma najmniejszego znaczenia, jak również ewolucyą nie ma żadnego znaczenia, bo jak buk nie jest w możności zapłodnić brzozy, tak brzoza nie może zapłodnić buka, z czego wynika, że krzyżowanie wpośród obcych gatunków nie może się praktykować, samozapłodnienie zaś własnych gatunków nie jest k
  • madohora Re: ZJAWISKA ATMOSFERYCZNE 14.02.21, 20:02
    Wprost niemożliwem jest przypuszczenie, aby kura w swojem rozumowaniu była tak zdolną, iżby w myśl swego życzenia i z świadomością swe jaja zabarwiała stosownie do swego otoczenia — a i jaja nie są też mądrzejsze od kury. Mówi się wprawdzie, że jajo obecnie jest mądrzejsze od kury, ale autor w to nie wierzy... Mam u siebie dwa gatunki kur, które żyją wspólnie i w jednakowem otoczeniu, bo w ogro dzonym ogrodzie, a mimo to jeden gatunek kur znosi białe jaja, a druga odmiana znosi żółte jaja. Kolor więc jaj nie jest przywiązany do otoczenia, ani też żyjątko nie może stosować koloru jaj do otoczenia, gdyż kolor jaj nie zależy od mądrości żyjątka, lecz od gatunku rasy — żyjątka i od po karmu, w jakim się lubuje — w danej okolicy. Kolor jaj przedewszystkiem zależy od tego, co samiczka dzióbie w celu wytworzenia skorupy jajowej, bo gdy samiczka odczuwa w sobie zawiązki jaj, to zbiera ona taki kolor wapna wśród piasku, torfu, gliny, który lubuje i który w jej otoczeniu znajduje się — do jakiego samiczkę, pewnego gatunku, na tura, instynkt — nakłania, a jest to dziedziczność, przekazywana przez jej pierwotnych rodziców. Ko lor jaj zresztą zależy i od pokarmu osobnika, bo jakiej barwy pokarmy zbiera, taką barwę i jaja przy bierają. Jaja nakrapiane pochodzą stąd, że ptak dzióbie piasek różnobarwny, czego jest dowodem czajka, która znosi jaja nakrapiane na piaszczystem podłożu — bo taki piasek dzióbała... Czego jest dowodem pardwa, która znosi jaja czarno-brunatne na ziemiach torfiastych — bo czarno-brunatną, a więc torfiastą ziemię dzióbała... i t. p
    rzytoczone więc fakta nie mają nic wspólnego z ewolucyą Darwina, której kłam zadałem. Wszakże uczony Claparede najwyraźniej powiedział: »Teo- rya doboru płciowego ma zbyt kruche podsta wy«. Uczony Sprengel miał najzupełniejszą racyę, źe powiedział: »Wszechmądrość Stwórcy każdy włosek stworzyła celowo«... Wreszcie Cuvier powiedział: »Wszelkie grupy zoologiczne, czyli każdy z »typów« został stworzony niezależnie od innego, według pewnego swojego planu budowy; gatunki zaś są niezmienne, okazują sta łość od chwili powstania«. Otóż powyżsi uczeni i mnogo innych popie rają moje dowody, źe celowość i samozapłodnienie istnieje od początku stworzenia roślin, owadów, pła zów, ptactwa, zwierząt i człowieka. Cała więc naukowa ewolucyą w biologii nie ma najskromniejszego znaczenia dla ludzkości — tylko dla masonów. Nusbaum wreszcie opowiada: >Badania anatomiczne miały za cel wykazać, ażali istnieją wybitne jakieś różnice pomiędzy orga nizmami człowieka, a najbliższych mu zwierząt ssą cych, małp«. (Otóż wyłonił p. profesor swoją myśl, do czego zdąża jego ewolucyą... autor). »Ewolucyą 19-go wieku wykazała, źe pod względem budowy anatomicznej niema żadnych ró żnic zasadniczych, źe więc dobór naturalny, to głó wny czynnik udoskonalenia rodu ludzkiego?? Źe nawet Wincenty Lutosławski... ogromnie podnosi znaczenie Karola Darwina, dla rozwoju ludzkości*??
  • madohora Re: ZJAWISKA ATMOSFERYCZNE 14.02.21, 20:07
    Studiował w Tartu i Halle (na tym drugim uniwersytecie rolnictwo u prof. Juliusa Kühna). Studia ukończył w stopniu doktora, po czym krótko gospodarował jeszcze w Drozdowie i przeniósł się do Warszawy. Był wieloletnim redaktorem Gazety Rolniczej. Publikował artykuły z zakresu ekonomii, nauk społecznych i organizacji rolnictwa. Podpisywał się częstokroć tylko inicjałami. Od 1909 związany z czasopismem na stałe, jako współredaktor ze Stanisławem Leśniowskim, a potem samodzielnie, jako redaktor naczelny. W 1914, w wyniku działań wojennych znalazł się na terenie Rosji i kierował w Moskwie średnią szkołą dla polskich uchodźców. Od stycznia 1919 ponownie objął stanowisko redaktora naczelnego Gazety Rolniczej, piastując je do 1939. W tym czasie współpracował w wydawaniu szeregu zeszytów naukowych i wydawnictw specjalnych na różnego rodzaju jubileusze, zjazdy i kongresy (m.in. na I Polski Kongres Rolniczy w 1924, XII Międzynarodowy Kongres Rolniczy w Warszawie w 1925, czy na PeWuKę w 1929). Podczas okupacji i powstania warszawskiego stracił prawie wszystkich najbliższych i cały majątek, co spowodowało u niego załamanie psychiczne i zdrowotne. Wraz z żoną znalazł się w przytułku dla biednych starców, z którego ostatecznie się wydostał i skierował do Poznania, gdzie nawiązał kontakt z Poznańskim Towarzystwem Przyjaciół Nauk oraz Instytutem Zachodnim. Czasowo przebywał w Kórniku. W tym czasie zmarła mu żona. Po raz kolejny zmienił miejsce zamieszkania, przenosząc się do Krakowa i nawiązując kontakty z Polską Akademią Umiejętności. Umarł w zapomnieniu w grudniu 1950.
  • madohora Re: ZJAWISKA ATMOSFERYCZNE 14.02.21, 20:14
    O wartości ewolucyi napisałem najdobitniej w moim pamiętniku, a co do Lutosławskiego, to mogę podnieść tylko tyle, że widziałem go w Ko sowie u Dra. Tarnowskiego, gdzie w kapliczce klę czał przez całe nabożeństwo, z całą naboźnością. Skoro tylko małpy popierają waszą ewolucyę, to mi każdy przyzna, iż ona nie warta funta kłaków. W końcu Nusbaum mówi: »Zdaniem mojem, bo jest to fakt niezbity, iż pewne znamiona— pewne »coś«— przenoszą się za pośrednictwem plazmy zarodkowej przez całe szeregi pokoleń. Ale czem jest to »coś«, czem są owe związki przyszłych znamion, pod jaką występują postacią? Oto tajemnica, której dotąd nauka roz strzygnąć nie może«. Panie profesorze! Budowałeś pan gmach ewolucyi twórczej iście po mistrzowsku, bo na wzór tych, co na cyrkiel przysięgają — na wzór wolnomularski... bo budo wałeś gmach z wybranych przez siebie cegiełek, aby jedna drugą podpierała, ale zabrakło Ci cementu do silniejszego spajania cegiełek, skoro sam zawy rokowałeś, że to »coś« jest tajemnicą, której nauka rozstrzygnąć nie może. Otóż pańską budowę ewolucyi nie tylko oba liłem, ale i jej fundamenta na proch zgruchotałem, do czego mi dopomogło owo pańskie: »coś«!!! Owo pańskie »coś«, to tajemnica, którą w pamięt niku bliżej opisałem, a przeciw której pańskie wy wody o ewolucyi okazały się zerem. Ponieważ obaliłem, jako zawodowy naturalista, waszą ewolucyę wolnomularską do poziomu zera, dlatego porównałem waszą ewolucyę z rumbarba- rum na maladze... Wszakże sam Darwin powiedział: »Niema ści słego kryteryum, które pozwoliłoby powiedzieć, gdzie się kończy odmiana—rasa—a gdzie zaczyna się gatunek«. Zachodzi ostateczne pytanie, co też popchnęło Darwina do tak kolosalnej pracy około »doboru gatunków« i stwarzania ewolucyi twórczej? — Py tanie to w krótkości wyjaśniam: W czasach XVIII i XIX wieku rozwielmoźniło się w Anglii — a więc w kraju Darwina — wolno mularstwo — masonerya — gdzie roiło się od lóż wolnomularskich, co i Polskę w wysokim stopniu zaraziło... Do lóż wolnomularskich należeli lordowie, ka pitaliści i uczone głowy, do których należał i uczony Darwin, co najdobitniej stwierdzają jego pisma. Ówczesne stowarzyszenie wolnomularskie — jak i dzisiejszy darwinizm — miało na celu obalać: religijność, kościoły, wiarę w Chrystusa Pana, wiarę w Boga — i samego Boga — a to znów w tym celu, aby gromadzić kapitały na światowe rozpusty... bo koroną idei wolnomularskiej są kapitały, ku gro madzeniu których religijność im przeszkadzała. Ażeby dopiąć zamierzonego celu, każdy czło nek loży pracował według swej zdolności; to też jedni udzielali kapitałów, inni łatwowiernych nama wiali do swego stowarzyszenia, a uczeni pisali zdro żne dzieła, obalając wszechmocność Boską i Jego wszechtwórcze dzieło. Ponieważ do obalenia religijności potrzebowali masoni zasadniczej podstawy, przeto powierzyli ową
    47 czynność przyrodnikom: Bergsonowi, Spencerowi, Lamarkowi i w końcu Darwinowi. Darwin, jako zdolny przyrodnik, obmyślił pro gram swej pracy bardzo skuteczny, bo wywniosko wał, źe chcąc obalić zakorzenioną religijność, trzeba najpierw obalić pochodzenie człowieka — odebrać mu religijne miano: »Istota boska«... Że dokąd nie zrówna człowieka z małpą, dotąd nie da mu się obalić Stwórcy i dzieła Jego. Aby więc usunąć moc boską i samego Boga, postarał się Darwin o wynalazek owej nicości, pod nazwą: »ewo!ucya twórcza— intuicya«, którą powyżej w całości opisałem. Świetny to wynalazek dla masonów — owa »ewolucya twórcza« — bo pospolity śmiertelnik nie ma o niej najskromniejszego pojęcia, gdyż mą dry Darwin użył tu takiego działu przyrodniczego, który dla społeczeństwa jest tajemniczością, bo dla poparcia swego »doboru i celowości« zużytko wał: roślinność, kwiaty, pylnik, nektar słupkowy, owady, ubarwienie owadów i ptactwa, kolory jaj ptasich — i że struś nie lata, ale zato nogami kopie... A są to tajemnice, o których najzdolniejszy przyro dnik nie ma jeszcze szczegółowego pojęcia. Jest to dział nauk przepiękny, bo poznaje się w nim skrytą moc przyrody, ale nie jest on w zu pełności zbadany — nawet przez przyrodników. Kto więc nie zna naturalnych zjawisk i czyn ności, wytwarzanych przez owady, ptactwo, kwiaty; kto nie zna ich obcowań i zapłodnień, ten skutkiem niewiadomości rzeczy uległ złudzeniom Darwina i wyniósł go do wysokości chińskiego bożka.
  • madohora Re: HYBRYDOWE ZAĆMIENIE SŁOŃCA 14.02.21, 20:17
    Naśladowcami Bergsona, Spencera, Lamarka i Darwina — obecnie są: Dr. Nusbaum, Krzywicki, Straus, Peterson, Niemojewski — i inni im podo bni — bezwyznaniowych zapatrywań... Z powyż opisanych dowodów, jak i z dowo dów w pamiętniku zawartych, okazuje się, że nie potrzeba szukać »cudu« poza światami, bo istnieje on wśród biednej Galicyi. Owym »cudem« jest niniejsza krytyka — a to dlatego jest ona cudem, ponieważ galicyjski leśnik bez nauk, bez znajomości form literackich, bez lunet i aparatów fotograficznych... dowiódł rzeczowo, źe najwyższa wiedza — wiedza najwyżej uczonych — jest blagą. Wszakże galicyjski leśnik dosięgnął najwyż szych nauk — i nie tylko dosięgnął, ale je prześci gnął — bo zniweczył całą budowę wszechświata, przez powagi uczonych przedstawioną... a w miej sce starożytnych i nowoczesnych nauk wykazał wła sną rzeczową »ideę« o stwarzaniu wszechświata — wyszczególniając własnej »idei« dowody: o pier wotnej budowie wszechświata, o budowie i składzie słońca, o nachyleniu globu, o przypływach i odpły wach mórz, o składzie naszej kuli ziemskiej, o po chodzeniu podziemnych żarów, o źródłach, z których powstają wulkany i o źródłach wód mineralno-go- rących. Sądzę, iż potężna to wiedza — i bez pompaty cznych doktoratów... Otóż wykazałem źródła, z których wypływa groźny darwinizm i owa nicość: »ewolucya twór cza — intuicya« — tak w niniejszym dodatku, jak i w moim pamiętniku, z których wynika, że 49 Darwin zbudował ewolucyę twórczą na podstawie koloru jaj, bo wmówił w ptactwo, aby kolorowało swoje jaja do otoczenia, a owadom nadał moc za- pładniania kwiatów, a nie własnych samic... Czyż to nie ironia naukowa? Krzywicki obdarował przyrodę we własną jej wolę... Peterson zbudował wszechświat z mgławicy, lecz nie udowodnił, z czego powstała mgławica... Nietsche zbudował wszechświat z nicości i za mienił anarchistów na najwyższy stopień ludzkości, a panujących zniweczył... Straus obalił Chrystusa, a Niemojewski Matkę Jego... A Nusbaum podniósł to wszystko do najwyż szych ideałów. Możliwe, że po odczytaniu mego pamiętnika posądzi mnie łaskawy czytelnik, iż jestem bigotem lub fanatykiem? O, nie! — jestem tylko dobrym chrześcijaninem i niczem więcej, a do napisania sen- zacyjnego pamiętnika spowodowała mnie masońska groza, raczej groza masońskich pism i widoczny rozbrat między ludem a Bogiem; wreszcie rozchodzi mi się o naukową prawdę — i o nic więcej. Dowody swoje oparłem na 60-letniej praktyce — doświadczeniu, — bo jako zamiłowany leśnik, przez całe niemal życie badałem rozwój owadów, ich czynności, obcowania i zapłodnienia. Wszakże wszystkie gatunki owadów, dla lasów szkodliwe, corocznie zwalczać musiałem, co mi przy niosło znakomitą praktykę z tej tajemniczej gałęzi przyrody. Znając wreszcie ptactwo i jego jaj kolory, nie mogę puścić płazem bałamutnych wywodów Dar wina i Dr. Nusbauma, bo ubliżyłbym sam sobie — tając to, co się mija z rzeczywistością. Sądzę, że łaskawy czytelnik poweźmie pewne przekonanie o wartości »ewolucyi twórcze j« i zarazem wyda swój sąd o wartości moich wy wodów. Jak długo ucząca się klasa nie zrozumie, że darwinizm jest wytworem masońskich lóż, a ewolu- cya zerem, tak długo będzie się wzmagać prześla dowanie a nawet obalanie chrystyanizmu, bo to wolnomularski cel... oparty na kapitałach, które pracowników około tego celu... sowicie wyna gradzają. Proszę przeczytać pamiętnik z możliwą uwagą, bo — mimo ironicznych zwrotów — są tam zbyt poważne ustępy i również pouczające, jak i w ni niejszym dodatku. Pamiętnik ten, to duch czasu i duch idei...
  • madohora Re: ZJAWISKA ATMOSFERYCZNE 14.02.21, 20:19
    Herbert Spencer (ur. 27 kwietnia 1820, zm. 8 grudnia 1903) – angielski filozof i socjolog. Herbert Spencer był przedstawicielem organicyzmu oraz ewolucjonizmu w naukach społecznych. W drugiej połowie XIX wieku bardzo popularny, na początku XX coraz bardziej zapominany. Sporą popularność zyskał na kontynencie amerykańskim. Obecnie jego myśl przeżywa renesans w twórczości Jonathana H. Turnera. Wywarł też znaczący wpływ na myśl ewolucyjną Talcotta Parsonsa i Gerharda Lenskiego. Jego koncepcja ewolucji społecznej jako procesu wzrastającej złożoności połączonej z integracją stanowi punkt wyjścia większości teorii neoewolucyjnych w socjologii. Wprowadził do socjologii takie terminy jak funkcja, system, instytucja, spopularyzował inne terminy jak: społeczeństwo przemysłowe, struktura społeczna, organizacja.
  • madohora Re: ZJAWISKA ATMOSFERYCZNE 14.02.21, 20:20
    Spencer sformułował jeszcze przed Darwinem filozoficzną teorię ewolucji. Choć uznał, że odkrycia Karola Darwina w pełni potwierdzają jego koncepcje, nie zdecydował się na przejęcie sformułowań brytyjskiego biologa. Sam Darwin uznawał Spencera za najwybitniejszego filozofa angielskiego tej epoki. Jego zdaniem ewolucja przebiega na wszystkich poziomach rzeczywistości: nieorganicznym, organicznym i nadorganicznym (społeczeństwo), oraz wytworów życia nadorganicznego (kultura), przy czym zakładał, że zjawisk jednego poziomu nie da się zredukować do poziomu niższego, chociaż prawa w każdym z wymienionych rodzajów ewolucji są takie same. Uważał, że prawo ewolucji rządzi nie tylko w świecie przyrody żywej, ale jest prawem powszechnym: wyjaśnia kształtowanie się planet, umysłów, społeczeństw:
    Rzeczywistość społeczna wywodzi się z przyrodniczej – zachodzi między nimi jedynie różnica stopnia złożoności.
    Instytucje społeczne są tym, dzięki czemu dokonuje się przystosowanie niespołecznego z natury człowieka do naturalnego stanu współpracy ze społeczeństwem.
Pełna wersja