Dodaj do ulubionych

Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, nowe

12.02.21, 17:38
https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uOqAO9LQZMg5pSRsX.jpg
Obserwuj wątek
        • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 17:41
          Był wnukiem ministra skarbu Królestwa Polskiego Franciszka Ksawerego Druckiego Lubeckiego (1778–1846). Żonaty z Marią Joanną z Zamoyskich, miał z nią syna Jana (ur. 1894). Studiował na Uniwersytecie w Dorpacie[1]. Odziedziczył po rodzinie liczne majątki na Grodzieńszczyźnie i Polesiu (m.in. w Szczuczynie, Stanisławowie i Poniemuniu)[2]. Pod koniec XIX wieku wzniósł pałac w Szczuczynie, który zachował się do chwil obecnych. W 1907 pełnił obowiązki prezydenta Grodna. W 1909 zakupił od Mieczysława Epsteina pałac w Teresinie. Był założycielem i pierwszym prezesem Towarzystwa Automobilistów Królestwa Polskiego. Zginął zastrzelony na terenie dóbr w Teresinie na Mazowszu. Jego śmierć stała się początkiem jednego z najdłuższych procesów na ziemiach polskich, oskarżano o nią barona Jana K.A. Bispinga von Gallen, ordynata na Massalonach i szambelana papieskiego (został ostatecznie uniewinniony w 1928)
            • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 17:43
              Opinia publiczna wciąż jeszcze żywo interesowała się sprawą Ronikiera, krytykując odwlekanie decyzji przez senat w Petersburgu, gdy Warszawą wstrząsnęła wieść o potwornej śmierci Władysława ks. Druckiego-Lubeckiego. Zwłoki księcia znaleziono w dniu 21 kwietnia 1913 roku w parku jego podwarszawskiej rezydencji Teresin. W ślad za przedstawicielami władz podążyli do Teresina specjalni sprawozdawcy pism stołecznych i przez szereg dni nawet komunikaty z frontu bałkańskiego szły w kąt, ustępując coraz to nowym szczegółom o ostatnich chwilach znanego arystokraty.
              • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 17:45
                Korespondent "Kuriera Warszawskiego" pisał:

                "Otrzymawszy wiadomość o tragicznym zgonie Władysława ks. Druckiego-Lubeckiego wczoraj z rana udaliśmy się samochodem na miejsce zbrodni.

                "Teresin, rezydencja wielkopańska, z pałacem, stu włókami ziemi i parkiem mającym z górą czterysta morgów, położony jest przy szosie wolskiej, o pięćdziesiąt wiorst od Warszawy.

                "Jednocześnie z nami przybyli do Teresina: gubernator warszawski baron Korff, pułkownik Fechner, radca prawny księcia mecenas Kazimierz Olszowski oraz przyjaciele zmarłego pp.: Czesław ks. Światopełk-Mirski, Tołłoczko, Chełmicki i Mroziński.

                "Dochodzenie sądowe było już wówczas w pełnym biegu, a prowadził je sędzia śledczy powiatu błońskiego p. Feliks Czerwiakowski.

                "Na podstawie przeprowadzonych wywiadów oraz stwierdzonych faktów jesteśmy w możności zgrupowania szczegółów następujących:
                • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 17:45
                  "Władysław ks. Drucki-Lubecki przez krótki czas bawił w Petersburgu, przyjechał zaś do Warszawy w sobotę, a już dnia następnego po południu w towarzystwie kuzyna ordynata Jana barona Bispinga, z którym łączyły go stosunki bardzo serdeczne, udał się do Teresina, który przekładał nad inne swoje rezydencje posiadane w Pińszczyźnie i Grodzieńskiem, jak: Szczuczyn, Stanisławów i Poniemuń.

                  "Dziwnym zbiegiem okoliczności z księciem jechał pociągiem również sędzia Czerwiakowski, który prowadzi obecnie dochodzenie sądowe.

                  "W poniedziałek z rana słyszano, że książę, zawsze bardzo gościnny i niechętnie rozstający się z miłymi sobie gośćmi, zatrzymywał barona Bispinga, który ze swej strony zapewniał o konieczności wyjazdu z powodu terminowych interesów.

                  "Po południowym śniadaniu książę oświadczył, że według zwyczaju odwiezie gościa na stację, i kazał podać powozik zaprzężony w swoje ulubione klacze. Około drugiej po południu panowie udali się na przejażdżkę po rozległym parku, ponieważ pociąg miał odejść dopiero za półtorej godziny.

                  "Książę lubił sam powozić i nigdy, udając się na przejażdżkę, nie brał ze sobą stangreta. Tak się też i tym razem stało.

                  "Chwila odjazdu była ostatnią, w której służba widziała księcia żywego.
                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 17:46
                    Znalezienie zwłok

                    "Gdy wybiła godzina piąta, a książę nie wracał do pałacu, nieobecność jego zaczęła niepokoić służbę. Mogli wprawdzie myśleć, że powziął nagłą myśl wyjazdu do Warszawy, ale cóż stało się w takim razie z końmi? Tłumaczono sobie, iż może dziedzic udał się na dłuższą przejażdżkę, co zresztą czynił dość często.

                    "Ale o zmroku nastąpił fakt alarmujący: oto bażanciarz, obchodząc park, na wąskiej drodze przylegającej z jednej strony do parku, z drugiej do pola, za którym w odległości mniej więcej wiorstowej znajduje się stacja, ujrzał powozik książęcy i konie przywiązane do drzewa. W powoziku leżało futro księcia.

                    "Bażanciarz odprowadził zaprząg przed pałac.

                    "Wówczas cała służba stanęła na nogi i pod wodzą miejscowego rządcy, z latarniami i pochodniami, bo mrok już zapadł, pospieszyła na poszukiwania.

                    "Około godziny dziewiątej wieczorem, w odległości kilkudziesięciu kroków od miejsca, w którym były przywiązane konie, ujrzano księcia leżącego w takiej pozycji, jak gdyby spał...
                    • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 17:46
                      Teren zbrodni

                      "Gdy przybyliśmy na miejsce, zwłoki leżały jeszcze tak, jak je znaleziono.

                      "Książę, odziany w zielone ubranie myśliwskie, żółte getry i brązowe buty, leżał na prawym boku z głową wspartą na czapce, w pobliżu były rzucone: laska, okulary księcia oraz złoty zegarek z rozerwanym łańcuszkiem. Książę zwykł był nosić dwa zegarki, drugi znaleziono w kieszeni. Pierwszy z nich szedł, drugi zatrzymał się na godzinie 4 min. 15. Na rękach, zaciśniętych, popękane rękawiczki pokryte krwią. O krok dalej znaleziono skuwkę od laski. Na kilku białych brzózkach stwierdzono znaki krwawe, gdyż książę, słaniając się, widocznie chwytał się drzew.

                      "Innych śladów po deszczu całą noc trwającym nie znaleziono.

                      "Po odfotografowaniu zwłok złożono je na trzcinowym leżaku i przeniesiono do pałacu.
                      • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 17:46
                        Wyniki sekcji

                        "O godzinie drugiej po południu lekarz powiatowy dr Sokołowski rozpoczął sekcję. Długo trwało zmywanie krwi tak grubą warstwą pokrywającej głowę i twarz księcia, że rysów niepodobna było rozpoznać.

                        "Stwierdzono przede wszystkim na twarzy i łysinie kilkanaście ran tłuczono-ciętych, ale tak powierzchownych, iż żadna z nich nie mogła być bezpośrednim powodem zgonu.

                        "Dalej stwierdzono dwie rany postrzałowe zadane z broni palnej, jak się zdaje, małego kalibru. Oba strzały wymierzone były z tyłu i z bliskiej odległości, jeden z prawej strony kręgosłupa, drugi za uchem. Kula drugiego strzału wysadziła oko.

                        "Książę był słabej kompleksji i wybitniejszą siłą fizyczną nie rozporządzał.

                        "Wszystko zdaje się dowodzić, że zaatakowany znienacka usiłował się bronić, oceniwszy zaś niebezpieczeństwo (książę nie miał przy sobie broni), rzucił się do ucieczki. Wówczas padły strzały mordercy, oba śmiertelne.
                        • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 17:47
                          Krzyk i strzały

                          "O trzysta kroków od miejsca zbrodni pracowało kilka dziewcząt przy sadzeniu żywopłotu.

                          "Książę, objeżdżając w poniedziałek park, zatrzymał powozik przy pracownicach i kilka słów do nich zagadnął, a odjeżdżając zapowiedział swój powrót, celem wydania rozporządzeń.

                          "Dziewczęta opowiadają, że w jakiś czas potem zdawało im się, że usłyszały krzyk, a następnie strzały. Dodać należy, iż mówiły to, zanim stwierdzono ślady ran postrzałowych.

                          - Dlaczego nie pobiegłyście w kierunku strzałów? - zapytujemy jednej z nich.

                          - Myśmy tak zrobiły, ale zawróciłyśmy zaraz z obawy, żeby kogo nie spotkać.

                          "Zresztą strzały w parku nie są zjawiskiem nadzwyczajnym: często się rozlegają, strzela się do jastrzębi, które zagrażają bażantom.
                          • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 17:47
                            Czy książę był na stacji?

                            "Funkcjonariusze kolejowi doskonale znający księcia utrzymują z całą stanowczością, iż w poniedziałek na stacji nie było go.

                            "Zazwyczaj odwoził swoich gości, sam kupował bilety, odprowadzał ich do wagonu, wychodząc zaś często zamieniał kilka słów ze spotkanymi pracownikami kolejowymi.

                            "Można przypuszczać, że obecności księcia na małej stacyjce nie mogli oni nie zauważyć.
                            • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 17:47
                              Kto zabił?

                              "Ohydne morderstwo, dokonane, jak wynika ze wszystkich danych, skrytobójczo, a jednak nie w celach rabunku, jest prawdopodobnie aktem zemsty.

                              "Któż miał do niej powód?

                              "Władysław ks. Drucki-Lubecki, magnat dumny ze swojego rodu, był jednocześnie przystępny i charakteru łagodnego. Jeśli nawet uniósł się, to gniew jego trwał bardzo krótko. Dbając o zwierzostan, założył w parku wielką bażanciarnię, ale nigdy do zwierzyny nie strzelał.

                              "W niedalekim sąsiedztwie parku jest lasek, który do niedawna był własnością włościan, książę wobec tego, iż zwierzyna starannie hodowana przechodziła na terytorium sąsiednie, przedsięwziął komasację, a ponieważ miał rękę szeroką, obdarzył dawnych sąsiadów ziemią bardzo hojnie.

                              "Wkrótce po nabyciu (przed czterema laty) Teresina od p. Mieczysława Epsteina nosił się z myślą parcelacji; włościanie przywiązali się do tego projektu, dziedzic jednak z czasem zamiaru tego zaniechał, co oczywiście wywołało niezadowolenie. W ostatnich czasach znów była mowa o parcelacji pewnej części dóbr teresińskich.

                              "Niedawno wydalono jednego ze strzelców.

                              "Książę był bardzo lubiany przez służbę, którą przywiózł ze sobą z Litwy, mniejszą sympatią obdarzała go miejscowa, bo dawniej rozpuszczona, przez nowego dziedzica ujęta została w karby.

                              "W związku z powyższymi obserwacjami aresztowano wczoraj trzech włościan.

                              "Jak wynikało z tych ustaleń, istotne dane do sprawy mogły wnieść zeznania ordynata Jana barona Bispinga, w którego towarzystwie zmarły książę spędził ostatnie chwile. Władze śledcze stwierdziły, że Bisping powrócił z Teresina do Warszawy w dniu krytycznym o godzinie 7 min. 43 wieczorem i po krótkim pobycie w swoim mieszkaniu przy ulicy Hortensji nr 3 wyszedł na miasto.

                              "Wieczór spędził ordynat w towarzystwie swojego plenipotenta, p. Zygmunta Marczewskiego; o godzinie dziesiątej wieczorem powrócił do mieszkania i zabrawszy walizę wyjechał na dworzec, skąd pociągiem o godzinie jedenastej wieczorem wyjechał do Grodna.

                              "O tragicznym zgonie ks. Druckiego-Lubeekiego wysłano depeszę. Ordynat Bisping zaraz po jej otrzymaniu ruszył w drogę powrotną do Warszawy, dokąd przybył w środę 23 kwietnia o ósmej rano. Natychmiast udzielił władzom prokuratorskim szczegółów co do rozstania się z księciem Druckim-Lubeckim. Przejażdżka ich po parku trwała półtorej godziny. Spotkali na drodze dwóch jegomościów ubranych z waszecia i książę nawiązał z nimi rozmowę. Widząc, że przeciąga się ona zbyt długo, zwrócił się do kuzyna oznajmiając, że uda się na stację piechotą. Tak też uczynił, a książę pozostał z owymi jegomościami.
                              • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 17:48
                                "Na stację Teresin baron Bisping przyszedł już po odejściu pociągu (wychodzącego o godzinie 3 min. 14) i nie chcąc wracać do Teresina, bądź nudzić się na małej stacyjce podczas trzygodzinnego oczekiwania na pociąg, a będąc zawołanym piechurem - ruszył do stacji następnej (stacją następną w kierunku Warszawy jest Błonie, odległe od Teresina o 12 wiorst) i przybył do Warszawy pociągiem przychodzącym na Dworzec Kaliski o godzinie 7 min. 43.

                                "Szczegóły te nie rzuciły światła na sam fakt tragicznej śmierci. Bisping pojechał do Teresina do trumny zmarłego przyjaciela. Po jego przybyciu prokurator Herszelman z sędzią śledczym Bezmienowem udali się na teren zbrodni. Ordynat Bisping wskazał dokładnie władzom śledczym całą drogę, którą przejechał z księciem Druckim-Lubeckim w dniu zabójstwa. Tam, gdzie ordynat z księciem zatrzymywali się dnia tego, władze śledcze interpelowały szczegółowo pana Bispinga. Miejsca zaś, gdzie znaleziono powozik i konie przywiązane do drzewa oraz zwłoki księcia, zbadano drobiazgowo. Ordynat Bisping potwierdził swoje zeznanie złożone prokuratorowi von Herszelmanowi w Warszawie, a mianowicie, że kiedy wracali alejką do szosy szerokiej i wygodnej, wiodącej z pałacu przez las i skręcającej następnie do Szymanowa, ordynat widział przejeżdżający szosą od pałacu wózek zaprzężony w dwa gniade kuce. Następnie spotkali dwu mężczyzn, z którymi książę wszczął rozmowę, po czym ordynat Bisping oddalił się w stronę stacji. Ordynat Bisping przypuszcza, że zabójców księcia mogło być dwu.

                                "Dodać należy, że ilość kroków od miejsca, gdzie znaleziono powóz, do miejsca zbrodni wynosi 180. Zastanawiał się również p. Bisping nad szczegółem charakterystycznym, mianowicie w miejscu mordu widnieje odarta z gałązek i kory maleńka lipa, której książę, ugodzony śmiertelnie, chwycił się prawdopodobnie mocno rękoma, po czym padł na ziemię. Miejsce przy dróżce, od którego ordynat zawrócił w stronę stacji, oznaczono przytwierdzeniem na drzewku arkusza papieru".
                                • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 17:48
                                  Śledztwo utknęło na martwym punkcie, władze gorliwie szukały zabójcy czy zabójców, ale błądziły po omacku, nie znając motywów, które mogły kierować ręką zbrodniarza.

                                  W dalszym ciągu utrzymywały się dwie wersje: jedna o dwu "Mazurach" spotkanych przez ks. Władysława w parku, druga o tajemniczym panu, który pociągiem o godzinie 3 min. 14 wyjechał ze stacji Teresin. Ta druga jednak upada ze względów logicznych, bo skoro ordynat Bisping po rozstaniu się z księciem nie zdążył na ten pociąg, to tym bardziej nie zdążyłby ów tajemniczy jegomość, gdyby mordował księcia. Podróżny ten przestępcą być nie mógł i wersja o nim wikłała jedynie sprawę i tak bardzo ciemną.

                                  Sprawą stale zajmowała się prasa. Wysuwano coraz to nowe hipotezy. Sporo miejsca zajęło też opisanie uroczystości żałobnych; zamordowanego księcia pochowano w jego dobrach dziedzicznych Szczuczynie, położonych niedaleko Grodna.

                                  Niebawem sprawa otrzymała nowy zastrzyk sensacji; w nocy z 28 na 29 kwietnia dokonano w pałacu w Teresinie włamania. Nawet władze sądowo-śledcze przerwały na kilka godzin dochodzenie dążące do wykrycia morderstwa i zajęły się szukaniem złodzieja.

                                  Ustalono, że po opieczętowaniu pałacu w Teresinie przez komisarza sądowego z Sochaczewa książęcy administrator Dażwański wyznaczył do pilnowania pałacu w nocy dwu stróżów, a na dzień jednego. Nadto w jednym z pokojów przyległych do kuchni, również opieczętowanej i odległej od pałacu o kilkanaście kroków, przebywało trzech strażników, z których jeden miejscowy. Ten ostatni miał obowiązek sprawdzania co pewien czas w nocy, czy stróże są na stanowisku. Zmiana stróżów odbywała się o godzinie szóstej rano. Dodać należy, że pałac otacza szeroka aleja posypana żwirem. Chodzenia po tej alei w obuwiu, zwłaszcza w nocy, nie można nie słyszeć. Złodziej pokonał tę przeszkodę dostawszy się do pałacu boso, o czym świadczą ślady stopy bosej na parapecie wąskiego dwuszybowego okna, przez które wszedł do pokoju przeznaczonego na garderobę dla gości. Okienko to było podwójne, od wewnątrz pokoju nie zamknięte, tak że złodziej wybił tylko jedną szybę zewnętrzną na dole, co oczywiście znacznie ułatwiło wejście do pałacu. Musiał on być dokładnie obznajmiony z rozkładem mieszkania, a przede wszystkim z położeniem gabinetu księcia - wiedział dobrze, że tylko obraną przez siebie drogą najłatwiej dostanie się do wnętrza. Wejście boczne z pokoju toaletowego do przylegającego doń gabinetu nie przedstawiało wielkich trudności, tym bardziej że złodziej zaopatrzony był w łom żelazny, długości około dwudziestu cali, zwany w narzeczu złodziejskim "szabrem", nadający się znakomicie do podważania drzwi. Zaznaczyć należy, że drzwi z pokoju toaletowego do gabinetu były od środka obite materią, tak że złodziej, pchnąwszy je, rozdarł sukno i przedostał się przez wąski otwór.
                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 17:48
                                    W gabinecie księcia stały: biurko dębowe i trzy szafki, gdzie znajdowały się różne skrytki i szufladki, słowem: urządzony był do przechowywania dokumentów księcia, kosztowności i pieniędzy, w szafkach znajdowała się nadto broń myśliwska.

                                    Dodać należy, że biurko księcia zaraz po dokonaniu zbrodni opieczętowały władze, zleciwszy pieczę nad nim naczelnikowi powiatu sochaczewskiego. Nawet najbliższej rodzinie księcia nie pozwolono zabrać dokumentów. Opasane taśmami biurko było w pierwszych dniach po śmierci księcia strzeżone przez strażników.

                                    Do gabinetu przylegał pokój, w którym przechowywano srebra księcia, ubranie, futra i inne wartościowe przedmioty. Z gabinetu prowadziło przez szerokie drzwi wyjście na półokrągły balkon z trzema kolumnami na wysokości półtora metra od ziemi. Złodziej więc musiałby wdrapać się na balkon wsparty na kamieniach ciosowych, która to czynność, dokonana boso, nie przedstawiała żadnych trudności.

                                    Oględziny porozrzucanych na podłodze papierów i jednej z szuflad, znalezionej na środku gabinetu, świadczą, że złodziej przede wszystkim szukał dokumentów. Robił to przy świetle lampy i latarki elektrycznej, gdyż na obu były ślady zapalania ich. Porozdzierane koperty świadczą, że nocny przybysz skrupulatnie przeglądał wszystkie papiery, jakie znajdowały się w szufladach. Nie wiadomo jednak, czy i jakie papiery interesowały złodzieja, który z taką śmiałością dostał się do gabinetu. Pootwierał on również wszystkie szkatułki, skrytki, szafki, słowem: ani jednego przedmiotu lub sprzętu nie pozostawił bez zbadania. Tak drobiazgowa praca musiała zająć co najmniej godzinę. Długa obecność złodzieja w gabinecie przy świetle latarki i lampy, zapalanych kolejno, śród nocy widnej, gwiaździstej, wydaje się czymś niezwykłym. Co robili dwaj nocni stróże? Czy ani razu przy obchodzeniu pałacu nie zatrzymali się z prawej, południowej jego strony? Czy nie słyszeli żadnego szmeru w gabinecie i nie dostrzegli światła? Na wytłumaczenie tego dodać można, że złodziej prawdopodobnie opuścił drewniane żaluzje i pozamykał okiennice. Stróże opowiadają, że po kilkanaście minut odpoczywali na schodkach frontowych pałacu i że zdrzemnęli się nocy wczorajszej na chwilę po godzinie drugiej. Drzemka ta jednak musiała być mocna, skoro nie słyszeli brzęku rozbitej szyby. Strażnik, który miał kontrolować stróżów, niewątpliwie również nie pokazał się już po godzinie drugiej.

                                    Stwierdzono, że łupem złodzieja stały się następujące przedmioty: broń angielska o jednym cynglu, broń dwunastokalibrowa z monogramem księcia, kupiona w Anglii, wartości 1500 rb., dubeltówka, również systemu angielskiego, kupiona w Warszawie, wartości 250 rb., mauzer dziesięciostrzałowy i brauning długi, dużego kalibru. Skradziono również 60 sznurków korali, kupionych przez księcia za granicą i przeznaczonych na podarunki dla dziewcząt folwarcznych, oraz pewną liczbę paciorków. Suma skradzionych pieniędzy nie jest pewna, gdyż złoto i srebro znajdowało się w rulonach, nie przeglądanych przy opieczętowywaniu biurka. Podobno gotowizna ta wynosić miała około 300 rb. W ogóle przy opieczętowywaniu gabinetu nie zrobiono dokładnego spisu znajdujących się w nim papierów i przedmiotów wartościowych
                                    • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 17:49
                                      Nie można było zatem ustalić, czy i jakie papiery oraz dokumenty zostały skradzione. Futra, ubrania i srebra znajdujące się w pokoju przylegającym do gabinetu pozostały nietknięte.

                                      Obładowany tak bogatym łupem, nie pozostawiwszy również dość ciężkiego łomu, złodziej wyszedł przez drzwi na balkon, zsunął się na ziemię i nie zauważony przez nikogo, oddalił się aleją za pałacem, po czym ślady na piasku giną.

                                      Rozbitą szybę w oknie zauważył przybyły na zmianę o godzinie szóstej z rana stróż dzienny Walenty Dzikowski i zaalarmował natychmiast szwajcara Wołowczyka nocującego w jednym z pokojów przy kuchni. Zawiadomiono również administratora Dażwańskiego. Doraźne, natychmiastowe poszukiwania nie dały żadnych wyników. Sprowadzona o godzinie wpół do drugiej po południu Mucha, suka policyjna, nie ułatwiła odnalezienia jakichkolwiek śladów złodzieja. Mucha nie okazywała nawet większej chęci odszukiwania śladów.

                                      Pomiędzy godziną trzecią a czwartą po południu zarządzono obławę, w której wzięło udział około stu mężczyzn i kobiet ze służby folwarcznej pod kierunkiem starszego strzelca Ormana. Przeszukano dokładnie las, wszystkie zagajniki, a zwłaszcza park i rów, gdzie w wodzie z lewej strony Orman znalazł, jadąc z prokuratorami, łom żelazny.

                                      Poza tym poszukiwań tych nie uwieńczył żaden inny wynik. Sprawca tajemniczej kradzieży pozostał nie wykryty.
                                      • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 17:49
                                        Natomiast zwrot sensacyjny nastąpił w sprawie samego zabójstwa.

                                        Pod zarzutem popełnienia go aresztowano ordynata Bispinga. Z całą atencją należną osobie tak wysokie zajmującej miejsce w hierarchii społecznej został on zaproszony do gabinetu prokuratora, gdzie po kilkugodzinnym przesłuchaniu zapadła decyzja zatrzymania ordynata w więzieniu śledczym. Przewieziono go do aresztu, dla uniknięcia sensacji, w prywatnym zamkniętym landzie. Do celi więziennej za staraniem pani Bispingowej wstawiono wygodne polowe łóżko. "Rzeczywistość czy jakiś szatański zbieg okoliczności?" - stawiano sobie pytanie na łamach prasy, stwierdzając, że ordynat na Massalanach jest skuzynowany z wielu dworami europejskimi przez małżonkę swoją, księżnę Radziwiłłową, wdowę po księciu Karolu, a córkę Andrzeja hr. Zamoyskiego z Podzamcza i księżny Karoliny de Bourbon, siostrzenicy nieżyjącej cesarzowej Elżbiety.

                                        Podawano, że władze śledcze wyłączają motywy materialne, a nawet premedytację przy spełnieniu przestępczego czynu. Oskarżenie ma być oparte na przypuszczeniu, że dokonano zabójstwa w rozdrażnieniu na tle sprzeczki.

                                        Dochodzenie śledcze prowadzono niemal rok, przesłuchano siedmiuset świadków. Prasa doniosła, że początkowo wdrożono śledztwo z art. 1455 k.k. głównego, czyli o zabójstwo bez premedytacji, ewentualnie w uniesieniu, w toku dochodzeń postawiono jednak oskarżenie ostrzejsze z art. 1453 k.k. głównego - o mord uplanowany. "Zdrowie ordynata nie pozostawia nic do życzenia - donosiły dzienniki - zajmuje się on introligatorstwem w celi specjalnej, obiady zaś otrzymuje z Klubu Myśliwskiego".
                                        • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 17:49
                                          Gdy w dniu 18 maja 1914 roku w Sądzie Okręgowym, w pałacu Paca, przystąpiono do osądzenia sprawy, wbrew oczekiwaniom i wzmocnionym posterunkom policyjnym uderzała nie tak liczna jak zazwyczaj frekwencja publiczności. Widocznie długotrwały przewód w sprawie Ronikiera ostudził zapał nawet stałych bywalców sądowych. Oskarża, podobnie jak i w tamtej sprawie, prokurator von Herszelman. Przewodniczy prezes Dumitraszko, jako członkowie zasiadają sędziowie Lwowicz i Gawriłow. Obronę wnoszą adwokaci przysięgli: Leon Papieski, Eugeniusz Śmrarowski, Wróblewski (z Wilna) i pomocnik adwokata Franciszek Paschalski.
                                          • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 17:50
                                            Salę zalega wielka cisza, wszystkie spojrzenia utkwione są w przejście poza kolumnami... Jak wygląda człowiek o przeszłości nieposzlakowanej, stojący dziś pod oskarżeniem o skrytobójstwo i fałsz... Wchodzi krokiem pewnym, ubrany wytwornie, w surdut czarny i ciemny krawat. Uczesanie bardzo staranne, krótka bródka jest przystrzyżona z pewną starannością.

                                            Oskarżony kłania się sądowi i siada na brzegu ławy dwurzędnej.

                                            Ale jakże się zmienił od zeszłego roku! Wprost do niepoznania... Policzki i skronie zapadnięte, twarz dziwnie drobna, cała postać z dość okazałej zmieniła się w nikłą, wąską w ramionach, wychudłą.
                                              • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 17:51
                                                Przewodniczący poleca wprowadzić Aleksandra ks. Druckiego-Lubeckiego i Włodzimierza Leńskiego, którzy w charakterze członków rady familijnej podczas śledztwa pierwiastkowego zgłosili akcję cywilną imieniem spadkobierców śp. Władysława ks. Druckiego-Lubeckiego.

                                                Na zapytanie przewodniczącego Aleksander ks. Drucki-Lubecki i Włodzimierz Leński oświadczają sądowi, iż wskutek postanowienia rady familijnej cofają akcję cywilną.

                                                Odczytanie aktu oskarżenia zajęło cały pierwszy dzień rozpraw. Podawał on stan faktyczny zgodnie z przytoczonymi powyżej ustaleniami reportażu prasowego. Stwierdzał następnie, że podczas rewizji osobistej znaleziono u Bispinga sześć nie wypełnionych blankietów wekslowych, zaopatrzonych w podpis w języku rosyjskim "Książę Władysław Aleksandrowicz Druckij-Lubeckij", oraz jeden weksel ze skrótem podpisu, każdy na sumę do pięćdziesięciu tysięcy rubli. Wyjaśnieniom oskarżonego, że pozostawał ze zmarłym księciem w ożywionych stosunkach finansowych, pożyczając mu w różnych okresach czasu większe sumy pieniężne, na których pokrycie wystawione były znalezione weksle, akt oskarżenia nie dawał wiary. Zarzucał oskarżonemu sfałszowanie podpisów księcia na wekslach w celu osiągnięcia korzyści majątkowych.
                                                • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 17:51
                                                  Wreszcie akt oskarżenia ustalał, że dwukrotnie wykryto truciznę w herbacie ks. Druckiego-Lubeckiego, wówczas gdy książę pił ją w towarzystwie Bispinga w swoim mieszkaniu warszawskim. Stało się to na kilka miesięcy przed zabójstwem w Teresinie, w okolicznościach następujących:

                                                  Pewnego dnia z rana Bisping przyszedł na śniadanie zaproszony przez księcia, o czym lokaj Żukiewicz wiedział już w przeddzień. Zaniósłszy do jadalni dwie filiżanki, które sam w kuchni napełnił herbatą, Żukiewicz zawiadomił o tym księcia, sam zaś udał się do sypialni i zaczął w niej robić porządki. Wkrótce jednak pan domu zawołał Żukiewicza do jadalni i zapytał go, dlaczego herbata ma w sobie jakąś niezwykłą gorycz. Służący, spróbowawszy herbaty z filiżanki księcia, musiał przyznać, że zarzut jest słuszny. Bisping również wziął do ust trochę tego płynu, ale wypluł go natychmiast. Książę i Żukiewicz spróbowali herbaty z filiżanki Bispinga, ta jednak, wbrew zapewnieniom gościa, miała smak zwykły, pozbawiony owej dziwnej goryczy; następnie obaj poszli do kuchni obejrzeć czajnik, z którego była nalana herbata, gdy zaś wrócili, do kuchni udał się Bisping. Tam zatrzymał się przed płytą, na której stał czajnik, a po chwili podszedł do kranu i puścił wodę - co widziała przez otwarte drzwi siedząca w swoim pokoju żona świadka, Ewa Żukiewiczowa.

                                                  Niebawem książę i Bisping herbatę zlaną w butelki odnieśli do laboratorium dra Serkowskiego.

                                                  Tego samego dnia ks. Drucki-Lubecki wyjechał do Teresina, wieczorem zaś Bisping wypytywał przez telefon Żukiewiczowa, która podeszła do aparatu, o samopoczucie księcia, i sam skarżył się na ból głowy.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 17:52
                                                    Tym razem nie oddano herbaty do analizy, ale książę skarżył się na symptomaty otrucia i nawet zasięgał rady lekarza.

                                                    Pierwsza analiza wykazała w herbacie ks. Druckiego-Lubeckiego strychninę z domieszką nieszkodliwej farby czerwonej, wskutek czego dr Serkowski wyraził przypuszczenie, iż herbata została zatruta preparatem do tępienia myszy.

                                                    Zbadany w charakterze świadka dr Kucharzewski, zapoznawszy się z aktem powyższej analizy, orzekł, iż doza strychniny stwierdzona w filiżance ks. Druckiego-Lubeckiego wystarczała do otrucia człowieka.

                                                    Na podstawie powyższych ustaleń dokonanych w toku śledztwa akt oskarżenia zarzucał szlachcicowi dziedzicznemu Janowi Kamilowi Antoniemu Bispingowi, ordynatowi na Massalanach, liczącemu 33 lata:

                                                    "Po pierwsze: że z postanowieniem z góry powziętym pozbawienia życia Władysława ks. Druckiego-Lubeckiego celem osiągnięcia korzyści materialnych dnia 21 kwietnia 1913 roku w parku dóbr Teresin, gm. Szymanów, pow. sochaczewskiego, gub. warszawskiej, wystrzałami z rewolweru zadał ks. Druckiemu-Lubeckiemu dwie rany w okolicach pasa i w głowę, z których ostatnia spowodowała śmierć księcia.

                                                    "Po drugie: że w roku 1912 celem osiągnięcia korzyści sprzeciwiających się prawu sfałszował podpisy Władysława ks. Druckiego-Lubeckiego na siedmiu blankietach wekslowych, każdy po 50 tysięcy rubli, znalezionych przez policję w dniu 30 maja 1913 roku.

                                                    "Po trzecie: że dnia 30 czerwca 1912 roku w Warszawie z postanowieniem z góry powziętym pozbawienia życia Władysława ks. Druckiego-Lubeckiego celem osiągnięcia korzyści materialnych wsypał strychninę do filiżanki herbaty nalanej dla Druckiego-Lubeckiego, ale zamiaru nie wykonał wskutek okoliczności od siebie niezależnych, ponieważ Drucki-Lubecki po pierwszym łyku, zauważywszy niezwykłą gorycz herbaty, więcej jej nie pił.

                                                    "Przestępstwa te są przewidziane w art. art. 1697 i 1453 ust. k.k."

                                                    Bisping kategorycznie zaprzeczał, aby popełnił którekolwiek z zarzucanych mu przestępstw.

                                                    Przed balustradą dla świadków staje jako pierwsza Władysławowa ks. Drucka-Lubecka. Na zapytanie prokuratora księżna odpowiada, że wiadomość o śmierci męża otrzymała w Paryżu. Rozstała się z nim na trzy tygodnie przed faktem tragicznym; był wówczas w doskonałym usposobieniu. Wrogów i nieżyczliwych książę nie miał. Mawiał, że dzięki swemu stanowi majątkowemu niczego nie potrzebuje sobie odmawiać.

                                                    Księżna oświadcza, iż po zgonie męża musiała zapoznać się z interesami majątkowymi. Dochód z dóbr po pokryciu utrzymania wszystkich rezydencji wyniósł w ostatnim roku 305 tysięcy rubli. Majątki w Królestwie: Teresin i Złoczew nie dały dochodu, przeciwnie, trzeba było do nich dołożyć.

                                                    W swoje stosunki finansowe z Bispingiem książę żony nie wtajemniczał.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 17:52
                                                    Ordynat Bisping, jadąc w swoim czasie na jeden dzień do Paryża, mówił księżnej, że celem tej podróży jest porozumienie się z księciem co do ceny, jakiej należy żądać za wywłaszczenie gruntów pod budowę fortecy, ale nie mówił, że wiezie blankiety wekslowe do podpisu.

                                                    Następują pytania obrony.

                                                    Adw. przys. Papieski: Czy książę, wystawiając weksle, mówił o tym z księżną?

                                                    Świadek: Nie, ale pewnego razu pokazywał mi wykupione weksle, które wystawił na Teresin. Gdy wyraziłam zdziwienie, iż dług w tak krótkim czasie został spłacony, książę odpowiedział: "Przecież mam dochody".

                                                    Adw. Papieski: Czy mąż mówił księżnej o celu swej wycieczki do Petersburga na krótko przed śmiercią?

                                                    Świadek: Starał się o zamianę gruntów, które miały być wywłaszczone pod fortecę, na las rządowy graniczący ze Złoczewem.

                                                    Adw. Papieski: Księżna nie przypomina sobie, jak opowiadał nieboszczyk o zdarzeniu z trucizną?

                                                    Świadek: Mąż, przyjechawszy do Teresina z panem Bispingiem, rzekł do mnie: "Wiesz, chciano mnie otruć". Obaj byli bardzo bladzi i mówili, że czują się niedobrze.

                                                    Adw. Papieski: Czy pan Bisping, dowiedziawszy się od księżnej o wynikach analizy, nie zapewnił, że nikomu o tym nie wspomniał, tylko własnej żonie?

                                                    Świadek: Tak jest. Prosiłam też Bispinga, żeby o tym nie rozpowiadał.

                                                    Adw. Papieski: A o drugim zdarzeniu z trucizną nieboszczyk opowiadał księżnej?

                                                    Świadek: Dopiero po śmierci męża dowiedziałam się o tym od lokaja.

                                                    W dalszym ciągu badana przez adwokata Papieskiego Władysławowa ks. Drucka-Lubecka zeznaje, że męża jej do dnia śmierci łączyły z panem Bispingiem stosunki przyjazne. Mówiąc o swoim przyjacielu książę nazywał go "człowiekiem z głową", o uczciwości pana Bispinga specjalnie mowy nie było, gdyż miał on pod tym względem reputację ustaloną.

                                                    Przewodniczący: Czy księżna może określić ściśle, kiedy mąż jej cierpiał na artretyzm?

                                                    Świadek: Od wiosny do jesieni roku 1911.

                                                    Przewodniczący: Czy były widoczne symptomaty tej choroby, jak na przykład spuchnięcie ręki?

                                                    Świadek: Nie pamiętam.

                                                    Członek sądu Gawriłow: Gdy książę nosił rękę na temblaku, czy nie zauważyła księżna w charakterze jego pisma jakiejś zmiany?
                                                    Świadek: Żadnej zmiany nie zauważyłam.

                                                    Adw. przys. Śmiarowski: Po kradzieży w Teresinie nie zauważyła księżna braku starego, czarnego pugilaresu?

                                                    Świadek: Zginęła teka.

                                                    Adw. Śmiarowski: Książę przywiązywał wagę do papierów złożonych w tej tece?

                                                    Świadek: Uważał je za bardzo ważne i tekę zawsze zabierał ze sobą. Według mego przekonania znana kradzież w Teresinie miała na celu właśnie zawładnięcie tą teką.

                                                    Przewodniczący: Uważa księżna za prawdopodobne, że książę pożyczał od pana Bispinga znaczne sumy i wydawał mu weksle?

                                                    Świadek: Sądząc po dochodach męża, zdaje mi się, iż nie potrzebował pomocy finansowej pana Bispinga.

                                                    Przewodniczący: Więc zdziwiła księżnę wiadomość o znalezieniu u pana Bispinga weksli z podpisem jej męża?

                                                    Świadek: Tak.

                                                    Przewodniczący: Czy mąż księżnej mówił kiedykolwiek, iż posiada długi?

                                                    Świadek: Z rozmów mogłam wnosić, iż nie miał długów. Przeciwnie, wspominał o bardzo dobrym stanie interesów, czego dowodem było przyznanie przez bank państwa kredytu w sumie dwustu tysięcy rubli.

                                                    Następnie księżna odpowiada przewodniczącemu, że z rozmowy, jaką książę miał w Biarritz ze swoją córką, odniosła wrażenie, iż pomiędzy księciem a panem Bispingiem nastąpiło pewne oziębienie stosunków.

                                                    Przewodniczący żąda powtórzenia szczegółów tej rozmowy.

                                                    Księżna odmawia odpowiedzi, tłumacząc się zmęczeniem.

                                                    Przewodniczący prosi, aby księżna nic nie ukrywała i dopomogła do wyjaśnienia tej zawiłej sprawy.

                                                    Księżna mówi, iż może zdoła przypomnieć sobie szczegóły tej rozmowy i powtórzy je sądowi innym razem
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 18:07
                                                    Do domu – zeznał – wrócił wieczorem. Spędził czas ze swoim plenipotentem, a o 22.00 wyjechał do Grodna, a później do swej posiadłości położonej w niedalekiej okolicy. Gdy 23 kwietnia wysłano tam depeszę zawiadamiającą o śmierci księcia, stawił się w Warszawie do dyspozycji policji, która pragnęła go natychmiast zobaczyć i usłyszeć, co ma do powiedzenia o swojej wizycie w Teresinie.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 18:08
                                                    Ustalono natomiast, że zginęła cenna broń myśliwska warta sporo rubli. Dwaj stróże, którzy mieli pilnować opieczętowanego pałacu, w pewnym momencie zdrzemnęli się i oczywiście nic nie słyszeli. Po włamywaczu czy włamywaczach nie pozostały żadne inne ślady. Pies policyjny nawet nie chciał podjąć tropu. Przeszukano starannie okolicę, ale znaleziono tylko żelazny łom.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 18:09
                                                    Bisping wyjaśniał, że są to weksle na pokrycie pożyczek udzielonych księciu, prokurator zaś twierdził, że podpisy podrobił podejrzany, by wyłudzić pieniądze. Czy były mu aż tak potrzebne, by ryzykować zabójstwo, skoro posiadał aktywa w wysokości około 600 tysięcy rubli, nie licząc majątków rolnych? Stan jego posiadania potwierdził potem podczas procesu szwagier barona – Michał hr. Kossakowski.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 18:10
                                                    Akt oskarżenia zarzucał Bispingowi, że: z postanowieniem z góry powziętym pozbawienia życia Władysława księcia Druckiego-Lubeckiego celem osiągnięcia korzyści materialnych zadał mu wystrzałami z rewolweru dwie rany w okolicach pasa i w głowę, z których ostatnia spowodowała śmierć. Drugi zarzut dotyczył sfałszowania weksli celem osiągnięcia korzyści sprzeciwiających się prawu, a trzeci – usiłowania otrucia księcia przy pomocy strychniny wsypanej do herbaty. Fakt ten miał mieć miejsce rzekomo rok wcześniej i był niezwykle zagadkowy, ale nie do udowodnienia
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 18:14
                                                    Inna grupa świadków wystawiała nie mniej pozytywną opinię oskarżonemu. Szlachetny, miły, opanowany – to najczęściej przewijające się określenia. – Pan Bisping to człowiek wierzący, głęboko religijny, sprawiedliwy, uczciwy, moralny, posiadający wyborną reputację – zachwycał się swoim parafianinem proboszcz z parafii, do której należała ordynacja Massalany stanowiąca własność podsądnego. Sławił też jego hojność
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 18:15
                                                    Przysięgam na prochy ojca

                                                    Dziennikarze obserwujący oskarżonego, pisali w swych sprawozdaniach, że na sali sądowej wyglądał bardzo źle. Cerę miał koloru ziemi, policzki i skronie zapadłe. Bardzo się postarzał, ale bronił się z determinacją. – Wiedziałem – skarżył się w oświadczeniu złożonym w toku procesu – że tu, na tej ławie, czekają mnie chwile ciężkie, ale nie wyobrażałem sobie, iż będą tak straszne. Wiem – ciągnął dalej – że to, co mówi oskarżony, nie ma dla sądu znaczenia, ale posiadam krewnych, przyjaciół, znajomych, którzy zawsze wierzyli w moją uczciwość, a dziś pod wpływem oskarżeń usłyszanych na sali sądowej, mogą zadawać sobie jakieś pytania. Więc na wiarę moją, prochy ojca, prochy pierwszej żony mojej, na wszystko, co człowiek może mieć na świecie świętego, przysięgam wobec tu obecnej żyjącej żony mojej, iż jestem niewinny.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 18:15
                                                    Zapewnienie to powtórzył już bez takiego emocjonalnego napięcia i w ostatnim słowie. Zanim je wygłosił, sala z uwagą wysłuchała wystąpień mecenasów Śmiarowskiego i Papieskiego, doskonałych mówców, którzy nie pozostawili suchej nitki na akcie oskarżenia, zwracając uwagę na zaniedbanie śledztwa.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 18:17
                                                    Sąd przyjął, zestawiając zeznania świadków, że zabójstwo nastąpiło nie później niż o godz. 14.00. A więc oskarżony mógłby bez trudu zdążyć na pociąg, który się spóźnił parę minut i odjechał tego dnia o 15.20. Podczas wizji lokalnej ustalono, że na przejście tego odcinka drogi potrzeba tylko 14 minut. Jest rzeczą niemożliwą – napisano w uzasadnieniu wyroku – by książę, znany ze swej uprzejmości dla gości, miał bez istotnych powodów zatrzymać się dla rozmowy z dwoma osobnikami i pozwolić Bispingowi wędrować podczas roztopów wiosennych i przy ulewnym deszczu pieszo na stację. Nieprawdopodobne też było, zdaniem sądu, by ów wędrował aż do Błonia.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 18:36
                                                    Mecenas Żegilewicz w dłuższym wywodzie zakwestionował zasadność łączenia obu tych spraw. – Wystarczy sobie uświadomić ówczesne położenie kraju, aby zrozumieć całą bezpodstawność tego zarzutu – dowodził i pytał dramatycznie: – W jaki sposób Bisping miał powstrzymać ten dziki potok? Z kodeksem, czy z bronią w rękach? Dziś pan prokurator podaje nam opowieść, że podobno wówczas spłonęło 17 chałup. Nie wiem, czy tyle spłonęło, lecz to wiem i rozumiem, że czynu występnego Bisping przez to nie popełnił. Jeżeli pan prokurator usiłuje w wydarzeniach tych znaleźć pomoc dla swej tezy oskarżycielskiej – to się myli, bo co innego jest czyn zbrojny, co innego skrytobójstwo. Rozumowanie oskarżyciela idzie po linii jakiegoś anachronizmu psychologicznego – kontynuował mecenas – co sprawy nie wyjaśnia, a z punktu widzenia ustawy postępowania karnego jest niedopuszczalne!
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 18:37
                                                    Przyjęto, że doszło między nimi do kłótni na tle rozliczeń majątkowych i Bisping – jak napisano w akcie oskarżenia – z całą furią wpadł na księcia i błyskawicznymi razami ogłuszył, pozbawił możliwości obrony, masakrując głowę. A bił byle bić. Może na razie nie chciał zabić. Ale widok krwi rozjuszył go i w pewnym momencie oddał do niego dwa strzały i położył trupem. Po fakcie dokonanym przyszło otrzeźwienie i myśl ratowania się ucieczką, a zupełna przytomność dopiero w domu.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 18:38
                                                    Sąd Najwyższy, do którego wpłynął wniosek o kasację złożony przez obrońcę, uchylił ten wyrok, dopatrując się w nim wielu sprzeczności. Sprawa znów trafiła do Sądu Apelacyjnego, który w innym już składzie, w maju 1928 roku uniewinnił Bispinga. Na rozstrzygnięciu tym zaważyła niewątpliwie opinia dwóch wybitnych medyków sądowych: profesorów Leona Wachholza i Witolda Grzywo-Dąbrowskiego.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 18:39
                                                    Sąd wypowiedział się też bardzo krytycznie pod adresem pierwszej instancji: – Rosyjskie sfery urzędowe – czytamy – uwierzyły w winę Bispinga. Sędzia śledczy Czerwiakowski nie chciał w tej sprawie prowadzić śledztwa wstępnego, gdyż podprokurator Werysocki już po 20 minutach pobytu w Teresinie orzekł, że sprawa jest jasna, bo zabił Bisping. Można sądzić, że w winę tę mocno uwierzył i sędzia, prowadzący w tej sprawie śledztwo.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 20:16
                                                    Kilka słów topografii. Z pałacu Teresińskiego wielka szosa pas cowa krzyżuje się na prawo i na lewo licznemi dróżkami; jedna ź nich, w prawo >d pałacu przecina rów z wodą i postawiony nad tym rowem „biały mostek"; prowadzi la do lasu, w kierunku południowym; drrn ga skręca na lewo w kierunku stacji kole j o* ■ ej. Prócz tego, szosa pałacowa przecina ielką szosę Szymanowską, idącą w obie .trony, a prowadzącą ku północy do plantu olejowego i dalej. Stacja Teresin mieści się .a północo-wschodzie od pałacu. Na plam e kole j owym od Teresina do Błonia zaznacz* ny dwa przejazdy kolejowe: jeden na skrzy* owaniu z szosą Szymanowską, drugi dalej, u wschodowi na drodze do Błonia, na skrzy ; owaniu z drogą do Serok. Zapamiętajmy; e wszelka naturalna droga do plantu kole owego zarówno Teresina, jak i Błonia prowadzi od pałacu, od pałacowej szosy, od miejsc, do tej szosy przyległych — nie na południe, na dół — a ku górze, ku północy
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 20:38
                                                    Jan Bisping.
                                                    Któż to jest ten człowiek, który spędził t księciem ostatnie półtora dnia, którego nieboszczyk odwoził na stację, ale nie od* wiózł, bo „dwaj z waszecia“ przeszkodzili, i pan Bisping zdecydował się odbyć samemu dziesięć minut drogi do dworca w Teres:' ' nie? Wiedziano, że to przyjaciel, człowiek tej samej sfery, do której należał książę, członek Klubu Myśliwskiego, szambelan pa* pieski. Ale wszystkie oczy zwrócone był\ ku Bispingowi: bo, niestety, zbieg okolic z* ności był fatalny i żaden zdawkowy opty* mizm nie mógł przestać na takich zapewnie* niajśr:^„przyjaciel, bogacz, arystokrata, re* ligijny“. Od czasu do czasu wiara ludzka W takie dobrotliwe rzeczy, co to niby zwy* ciężko nie dopuszczają do przypuszczeń o zbrodni, otrzymuje od rzeczywistości bar* dzo bolesne cięgi. Więc, nie chcąc już się na nie narażać, zaniepokojona, czeka, aż wszys. • ko się wyjaśni. P. Jan Bisping przyjaźnił się z księciem Druckim*Lubeckim od kilku lat; : nie bacz na różnicę wieku, byli na „ty“; byli, zrctą, spokrewnieni. Książę, człowiek uprzej? my i niezawistny, a pochopny do szanować nia w ludziach życiowych zdolności, był y/h M docznie pod wpływem swego młodego krew? nego, którego rzutkość w interesach, odwa? ga, chłód krytyczny w ocenie rzeczy i ludzi znajdowały jego uznanie. Ziemiaństwo poi? sicie bogatsze zamykało się w owych latach w prywatnych interesach; od czasu do cza? su, mniejsza lub większa, niejako automa? tyczna, Ofiarność na cele społeczne, zastępo? wała szerszą działalność. Pan Jan Bisping przypadł do gustu księciu. O tem wiedzieli wszycy. Ale szczegóły stosunku tych dwóch ludzi nie były znane — nikt się zresztą bardzo nimi nie interesował; to, co widoczne było dla wszystkich zda? wało się wvstarczającem. Zatem w „Klubie Myśliwskim", w stosunkach towarzyskich, dla otaczających, byli to przyjaciele ser?’ deczni. Co sie kryło pod pieszczotliwemi Jasio i ,,Władzio ‘ nikt nie wiedział i nikt się nie zastanawiał. Przynajmnej, nawet tragedja śmierci księcia Druckiego?Lubec? kiego nie spowodowała żadnych pod tym względem niespodzianych opowieści, rewe? lacyj. _ Jeśli znajomi ze sfer ziemiańskich wiedzieli nawet, że nie wszystko działo się najlepiej w stosunku księcia . i jego krewnego -w a Przecież słusznie mówią — że „wszystko się wie“ — to nikt o tem nie spie2 i szył zakomunikować ani w 1913 roku — ani nawet w 1926 roku. Jednakowoż fatalny zbieg okoliczności — tajemnicze zamordowanie człowieka, którv dopiero co rozstał sic; z przyjacielem — wy, maga! wejrzenia głębszego w stosunek przy* jaciół Żaden zdawkowy respekt dla towa= rzyskich i innych względów nie mógł się ostać przed natarczywem wołaniem o spra* wiedliwość, Wbrew głosowi publicznemu.. który, rzecz sądząc z dostępnych dla jego widzenia pozorów — odrazu rzucił podejrzę* nie na Bispinga, władze sądowe przypatrv* wały się i badały jeszcze ukryte podłoże ta* jemnicy — zanim zrezygnowały ze zgodnego z pisanem prav/em przypuszczenia o niewin* ności Bispinga. Dowiedziano się, że są ludzie, którzy kry tycznie i nie bez podstawy patrzyli na SlOsu* nek księcia i Bispinga. Tesc księcia, hr. Zdzi* sław Zamojski nie miał złudzeń pod tym względem; dla niego w stosunku księcia ón Bispinga — tylko książę był przyjacielem; wyrozumiałym, chętnym do usługi, korzy* stającym nawet z usług, ale opłacającym je sowicie i bez ociągania. Wspólne interesy Bispinga i księcia były korzystne tylko dla Bispinga. Przyjaźń Bispinga byk to rzecz droga,'na którą tylko wielki magnat i bogać mógł sobie pozwolić. Dowiedziano się, że nic baCząc na ol* brzymia dyskrecję księcia i Bispinga — to dobry znajomy obydwóch, Konstanty hr. Plater, nawet nie przypuszczał, że tych dwóch przyjaciół z klubu łączy cośkolwiek, prócz pokrewieństwa i sympatji •— sping, umiał obwarować swoje materjalne korzyści w stosunkach z księciem; że za- gwarantował sobie 100.000 rubli komisowe* go za podjęte przezeń pośrednictwo przy sprzedaży Stanisławowa; że przy bliższej analizie, stosunek Bispinga do księcia wyda* wał się stosunkiem pieniężnie bardzo ko* rzystnym cJa Bispinga. Niezdecydowana, mepewna sytuacja majątkowa Bispinga, ni* by to bogatego człowieka, właściwie szamo* czącego się w kłopotach, z których miał na* dzieję wydostać się, już jako bardzo solidny bogacz — pozwalała przypuszczać, że tak było w istocie. Zresztą, księciu, od czasu do czasu wyrywały się niecierpliwe słowa w rozmowach z najbliższymi, z których wi* dac było, że sam książę nie jest zadowolony z tej aureoli bezinteresowności, jaka, dzięki jego wiasnej dyskrecji — otaczała w oczach innych stosunek Bispinga do księcia. Nawet własna żona księcia ze zdziwieniem pewnego dnia dowiedziała się, że nie ma powodu tak roztkliwiać się nad bezinteresownością Bi* spinga, który nawet podczas miodowych dni drugiego swego małżeństwa, z pod pięknego włosidego nieba, pamięta o księciu i odjeż* dża od młodej żoyn i spieszy do kraju za in= teresami księcia. „Nie rozczulaj się tak nad Bisoingiem, ja mu dobrze płacę". O tem, że książę" dobrze płaci Bispingowi, wie może jeszcze ten lub ów; ale nie wypada dobrze wychowanym ludziom o tem mówić — nie wyoada nawet wiedzieć. ’ Stf każdym razie dowiedziano się, że nie zadługo " przed swoją tragiczną śmiercią, ksi-iże który dopiero co powrócił z Peters* burda,’ skarżył się gubernatorowi grodzień* skiemu, p- Stolarowowi, że czeka go nie* przyjemna rozmowa z Bispingiem, na którą zdecydować się musi. Robiło to wrażenie, jakby po wielu miesiącach tajonej chęci zer* wania tak jednostronnej przyjaźni, książę, postanowił dokonać śmiałej operacji. h.sią* żę był, zdaje się, człowiekiem nieśmiałym; jednym z tych, co tłumią w sobie sądy i uczucia; człowiek, taki, jak Bisping, pew* ny siebie, dużo mówiący, ruchliwy — z i , czątku mógł imponować nawet księciu, poz* niej tylko go onieśmielał. Książę, zresztą, był ironiczny i dowcipny; mógł mieć pewną przyjemność wyniosłą i skomplikowaną w trzymaniu koło siebie człowieka, co di którego codzień miał mniej złudzeń, a które* uiu wciąż się zdawało, że dawna aureola nie przestaje go otaczać w oczach księcia. Tyl* ko że, widocznie, tolerancja księcia, w pęw* nej mierze podtrzymywana, także jeszcze . nie rozwikłanemi węzłami interesów, nara* żana była na zbyt ciężkie próby ostatniemi czasy. Bo fatalnym zbiegiem okoliczności, w ro* ku 1912, dwukrotnie książę omało nie zestal otruty strychniną w herbacie; i dwukrotnie stało się to w obecności Bispinga. Nie moż* na było nikogo podejrzewać; działo się to przy śniadaniu; zaufany kamerdyner Żukie* wicz, werny i oddany księciu, nie mógł być sprawcą tego, zgruba i bez skutku dokona* nego zamachu. Bispinga również nie można było podejrzewać; przynajmniej książę nie mógł, albo nie chciał. I razem z Bispingiem pojechał do laboratorium Serkowskiego, ra* zern odnosili zatrutą herbatę do analizy. Ale groźne wrażenie, że tu ktoś czyha na życie księcia - pozostało na dnie jego duszy; nie rormułował jasno swoich podejrzeń, ale coś tam kiełkowało w jego głowie; zanic nie zechciał na usilne prośby córki, już później zagranicą, wyraźnie powiedzieć: „nie, to nie Bisping, nie może być mowy o Bispingu“, Poczerwieniał, rozgniewał się, zabronił o tein mowie ale nie zaprzeczył, . szczególne przejawy interesowno* ści, czy chciwości, czy nieszczerości Bispin* ga, podsycały w księciu proces nechęci — pozostanie na zawsze tajemnicą. Ale zda* wało się ustałonem, żc zaufania już książę nie miał do swego przedsiębiorczego przy* ja cielą i że na. wiosnę 1913 roku proces ten dojrzał zupełnie. Powrót z Petersburga był, prawdopodobnie, z góry nakreślonym ter* minein; i nie można przypuszczać, aby B• ^ wiedział, że czeka go wkrótce k PU ^n nieprzyjemna, decydująca o ich Kto* ku roznrawa. Dlatego tak nerwowo kil* sunku ro l via dywał się, czy książę wródł Z Petersburga. I dlatego, 20 kwiet wioch z Mvsliwskim, me mógł odmc w Klubie 'Teresina, bo wiedział, żc ta zaproszenia ^ Miał w głowie sze* HESS*" przeciwko postanowiła księciaT które odgadywał; może rozumia , t tego rodzaju likwidacja stosunku powi tego j7 j -
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 20:44
                                                    Dowody, świadkowie, eksperci. cały przewód Tla? tr J^aSu^^n^gtó^ nów 19. Alef^omiSo 11 ^ 1 ?^'dli est - ic?1 ■noro wezwanych. Kono tv’lVo ł J est zwać - wezwana Wdowa i S* & IKoSS, {“ At liter Sachs" V Fo y to0^afT- O:! ę ąbrO o Ski ’ bus confusedo. świadkowie osobłiwk'‘h I™' l tc * viski hvłv rj;?. , 1 - b y f y oskarżyciel yjSKi byty podprokurator Herszelm-m ' ' ‘ obronc y> adwokaci Śmiarowskfi Pachalski; mają oni zeznać o takich faktach, które osobiście obserwowali podczas pierw; szego przewodu, a których nikt inny ustalić nie może; mogą zeZnać o wyglądzie dowo; dów rzeczowych, obecnie zaginionych i t. d. Prócz wezwanych świadków, w ciągu pro> cesu będzie wielu takich, którzy kołatają do sadu ,aby ich wezwano, bo mają coś do za; komunikowania; przysyłają listy, depesze; jeden wie, że zabił ktoś ze dworu; inny ko* munikuje, że Bisping jest „biały“; jakiś rotmistrz donosi, że podczas wojny jakiś żołnierz ręczył, że sprawcą zabójstwa był taki a taki i jeszcze ktoś^telegrafuje do są; du: „powstrzymać wyrok“. Pierwszy list te* go rodzaju budzi zaciekawienie — później te próby stworzenia sensacyj — toną wśród ogólnej obojętności. Sąd referuje wszystkie te listy —- ale innego użytku z nich nie czyni
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 10.12.21, 22:44
                                                    Podejrzenie od razu padło na rodzinę: matkę i ojca JonBenet oraz jej starszego brata, 9-letniego Burke’a, jednak w ciągu pierwszego roku po morderstwie policja miała aż 1,6 tys. podejrzanych. Sprawy nie ułatwiał fakt, że zabójstwo było bardzo medialne – chętnie przypisywały je sobie osoby, które nie miały z nim nic wspólnego.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 27.02.22, 23:23
                                                    Jednym z pierwszych kierowców nadzianych na nowy ład i porządek, a przy okazji unowocześniony taryfikator kar za piractwo drogowe, jest 32-latek z Lublina. Umęczon przejściem ze starego w nowy rok uciął sobie drzemkę za kółkiem w całkiem nieodpowiednim do tego miejscu – na śródmiejskim skrzyżowaniu. Zauważyła go kierowczyni (kierownica?) trolejbusu i wezwała policję. Po przebadaniu
                                                    alkomatem śpiący królewicz stracił prawko na dwa lata i stanie przed sądem z wynikiem 0,6 promila alkoholu we krwi!
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 20:46
                                                    37 danie i doświadcznie, ekspert mniema, że dowód ten wystarczającym nie jest, że krew na palcie mogła być zmyta przez wielki deszcz. Ekspertyza grafologiczna, tycząca się podpisów księcia na znalezionych u Bispinga 7=u wekslach, spoczywała w ręku grafologa Lorentza i fotografa Kirchnera. Temu ostat* niemu sąd wręczył kilka weksli z autentycz' nemi podpisami księcia, przedstawionemi sądowi przez księżnę Drucką*Lubecką — dla wielokrotnego powiększenia podpisów. Eks* pert fotograf powiększył czterokrotnie pod* pis, a 20*krotnie niektóre z liter. Eksperci stwierdzili, że autentyczne pismo księcia by* ło szybkie, stanowcze i żadnych przerw nie zawierało. Na tej podstawie jeden z eks* pertów pierwszej instancji, Popow, orzekł, Że weksle są fałszywe, ponieważ pismo na kwestionowanych wekslach było przerywa* ne. Ekspertyza obecna, nie mając przed oczyma kwestionowanych weksli, nie może stwierdzić, że podpisy na wekslach były fałszowane, tembardziej, że eksperci grafo* logowie rosyjskich czasów, Popow, Zacha* rin i p. Krotowski twierdzą nawet, że byłv autentyczne, y że pewne różnice podpisów na 6 wekslach (siódmy przez wszystkich uznany był za autentyczny i pochodzenie, jego było objaśnione), tłumaczą się stanem' psychicznym podpisującego, stanem jego zdrowia, mianowicie artretyzmem (z którego zresztą, książę w roku 1911, po powro. cif ź wysp Kanaryjskich, w zupełności się wyleczył). Świadek Herszelman stwierdził, Te o L pamięta, podpisy w zaginionych wekslach nie były stanowcze i miały PrZ Eklpertyza buchaltera Sachsa czyniona na podstawie wykazów bankowych i bilan« su majątku Bispinga, dokonanego przez hrabiego Kossakowskiego, ustaliła, ze Dis sprng w dniu zabójstwa posiadał w bankach 21 074 rb gotówką i 185.744 rb. w papierach wartościowych. Winien był bankom 299.514 rb. i oprócz tego, miał 210.000 długów we* kslowych. Aktywa Bispinga w majątkach (o ile te aktywa mogły być zrealizowane i iak szybko, w razie potrzeby, ekspert me był badany) wynosiły 641.925 rubli Pasy, wów, poza bankami Bispmg me miał.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 20:49
                                                    Niemasz rękojmi szanowności..,, Niestety, niemasz już nigdzie rękojmi szanowności. Ani urodzenie, ani towarzy* ska, ani społeczna pozycja, nawet dosta* tek — nic nie jest dostateczną ostoją; z za wszystkich tych wałów ochronnych przera* źonym oczom ujawnia się czasami zbrodnia. Raz po raz oszołomiony świat dowiaduje się, że ktoś, kto mógł, kto winien być przy* kładem cnoty domowej i obywatelskiej — jest zwichniętym, na bezdroże wprowadzamym zbrodniarzem. Coś się popsuło w życiu społeczeństw — nie od dziś. Przed wiek kim kataklizmem wojny wszechświatowej już zaznaczyły się te straszne rysy w mo* ralności ludzkiej. Kto nie pamięta procesu tych oświeconych, w towarzyskich sferach cenionych łudzi, którzy powoli zabijali bo* gatego starca zatrutemi zastrzykami? Albo słynnej sprawy Wonlarlarskich. u szczytu społecznej drabiny stojących, tuż u podnó* ? a , carskiego tronu, którzy z dziką śmia* l.oscią, urągającą porządkowi społecznemu, tałszywemi testamentami powodzili swego fantastycznego prawa do majątku obcego im polskiego magnata? Albo okropnego mordu młodej kobiety, pani Thieme, Polki rodem, która tam, w Petersburgu przez Przygodnego kochanka, młodego studenta Z dobrego domu, szanownego otoczenia ujęta kapryśnie wdziękiem młodzieńca’ prawie v/ objęciach jego została zwierzęco za b ,ta , 1 nikczemnie obrabowana? jy J . Przed wojną — w epoce procesu Romkiera Bispinga. A obecnie — przedsta* wiciel jednego z największych rodów Euro py książę Wmdischgraetz, z zimnemwy* rachowaniem, z pomysłowością wielkiego przedsiębiorcy, zakłada kolosalną fabrykę fałszywych francuskich biletów bankowych! . ^ rzeba zerwać raz na zawsze - 1 - a jeśli nie na^ zawsze, to na długo — ze złudne* mcm. fasada szanowności nie knyje nigdzbrodni. Bo formy towarzyskie, bo dyskre* cja towarzyska i społeczna, bo układność form współżycia, bo pewne odosobnienie,, w którem żyją ludzie — to wszystko spra» wia, że prawdziwego oblicza człowieka można nie znać nigdy. Drzemią w ludziach, rozmaite straszne cechy, które czasami, na szczęście, w ciągu całego życia osobnika nie ujawniły się; bywa też tak, że znane temu lub tamtemu, ale starannie skrywane — ukażą się światu nagle, niespodzianie — i nikt, kto tylko pozory widział, a właścb wej istoty człowieka dojrzeć nie mógł — nie chce uwierzyć tak strasznej nędzy ludzkie* go charakteru. 'Zycie ludzkie jest często jak dom z zamkniętemi drzwiami i oknami; nikt nie śmie wejść i wejrzeć; dopiero kiedy ja* kaś straszna burza rozbija okna, otworzy drzwi — zaglądają wszyscy do wnętrza — i przerażeni cofają się. Zbrodnia jest dowiedzioną, namacalną,, widoczną — tylko ten człowiek, a nie kto inny jej dokonał. Ale gdzie motyw? Układ* ność i dyskrecja współżycia mogą czynić go prawie nieodstrzegalnym, ale on jest, on był, on być musi — jeśli zbrodnia była i sprawcą jest ten, a nie kto inny. Ale i mo* tyw W końcu się wyłoni. Bisping jest zdolny do zabójstwa. Któ njoże powiedzieć, że sprawiedliwość była niedosyć ostrożną względem Bispinga 2? nierozważnie i bezlitośnie rzuciła na niego ciężar oskarżenia? Choć od pierwsze? go dnia zewsząd glos publiczny, wskazówki mocne i nieodparte widziały mordercę w Bi? spingu — sprawiedliwość ociągała się, zanim przekreśliła względy urodzenia, rzekomego majątku, pozornych uczuć przyjaźni, łączą? cych oskarżonego z ofiarą; dopiero kiedy nacisk poszlak był tak wielkim, że, ignoro? wać go nie było wolno — dopiero wtedy, w dziewięć dni po zabójstwie — Bisping stanął przed sędzią śledczym w charakterze oskarżonego. Dopiero w dziewięć dni po zabójstwie aresztowano go. Ale glos pu? fcliczny ma tony różnorodne; z tą samą mo? cą, z jaką go oskarżał, nie znając dostatecz? nie, zbadanych przez sprawiedliwość, faktów, z tą samą mocą wołał: „to człowiek do za? bójstwa niezdolny". Odrzućmy wszelka, psychologię, wszelkie wnioskowania, zapomnijmy o faktach, o do? wodach. Posłuchajmy tylko samego Bispin? ga, kiedy na początku rozprawy mówił o so? bie, o tern nowem zabójstwie, które mu za? rzucają. Słyszeliśmy go wszycy. Ze słów je? go zatrzymujemy fakt najważniejszy, Bi? sping, już od pięciu lat pozostający pod cię? żarem nieodwołanego wyroku za zabójstwo, nie waha się rozporządzać bez kontroli ludz? kiem życiem. Powiada oskarżony, że groźba bolszewickiej rewolty we wsi, że koniecz? ność utrzymania zagrożonego w posadach. adu, kazała mu sterroryzować wieś. Dobrze* sterroryzował, podpalił cztery chaty, zabrał dobytek, który później, za pieniądze, tym sterroryzowanym chłopom odprzedał. Ale 1 jednocześnie zabrał jednego z podejrzewa* nych sprawców spodziewanej rewolty. Za* brał jako^ naczelnik* milicji, eskortowany- przez sześciu niemieckich żołnierzy. Badał jeńca; i tego badanego jeńca, bezbronnego, obezwładnionego, „podczas badania 1 ' za* strzelił. Nie powstrzymał go ciężar przvpi* śywanej jemu samemu zbrodni,'ani wzgląd należny jeńcowi; zabił „podczas badania"; jeszcze nie osądził, już wykonał wyrok, „jestem człowiekiem zdecydowanym; w pół* Środki się nie bawię“. Bisping nieodwołalnie określił sam sic - bie; jest on zdolny do zabójstwa.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 20:53
                                                    Dwaj niepodejrzani świadkowie.

                                                    A prawda w tej okropnej sprawie nvm chwiejnym względom, żadnej fanta* stycznej koncepcji, żadnym uczuciowym ustępstwom. Jest ona napisana jasnemi zgłoskami w aktach sprawy; bez zmiany, po upływie wielu lat, staje przed sądem; w Te* resinie przeczytać ją można było na każdym kroku, bila ona nieodparcie z oględzin miej*’ sca zbrodni, z wyjaśnień, oskarżonego, z ze* znań tych świadków, których wiarogodność nie jest niczem podważoną. Zróbmy wśzel* kie ustępstwa na rzecz obrony; oddajmy jej wiele dowodów i poszlak, które ona uważa za błahe; to, co pozostanie, starczy aż nadto dla pewności: zabił Bisping. Dziewczęta mówią, że strzały miały miej*: see po wpół do trzeciej, lub o wpół do trze* ciej — w każdym razie przed odejściem po* ciągu z Teresina do Warszawy. Dziewczęta się mylą — powiada Bisping — nie można polegać na określeniu czasu przez tak nie* pewnych świadków. Są one wszystkie za* hypnotyzowane wrażonem w nie przekona* iem, że winowajcą jest Bisping, że wina Bi* •miga będzie dowiedzioną, jeśli sąd uzna za •ewnik tę godzinę wystrzałów, jaką dziew* •'ęta podają. Urobiono w ten sposób, ich rażenia; nic ich już nie zmusi do ich skon* olowatfia. Dobrźe; ale nie zapominajmy o tragarzu Więckowskim i dlaczegoby ta pewność, z ja* 1 on utrzymuje, że wystrzały miały miejsce 2 godz. m. 35 —miała być kłamliwą? To nie jest człowiek z czeladzi księcia, ze dwo» ru; żadne uczucia solidarności z Grallą, manem, z dziewczętami go me łączą. Żadne względy przywiązania do księcia, nienawiści do Bispinga nim nie kierują. cy j s i - mu i tamtemu. A jednocześnie jest: t° czlo wiek, którego świadectwo o czasie maswoją podstawę w jego zajęciu; tragarz kolejowy rozróżnia dobrze godziny; one st^owią o chwili pracy, o chwili odpoczynku, one normują cały je^o dzień roboczy. Ula *v kogóż kłamie Więckowski? Dla nikogo, on mówi prawdę; i ta prawda jest dla Bisping zabójcza. Bo Bisping mówi, ze kiedy - się z ksieciem, pociąg odchodził; więc dis sping musiałby słyszeć wystrzały. I me od wrócił się. Nic dziwnego; to on sam je dar- wał. „Pociąg odszedł; poszedłem na prawo szosa pałacową; później szosą Szymanow ską na północ ku torowi; nie przekraczając plantu, drogą obok niego_ i do mego rowno ległą poszedłem na wschód przeszło 11 1 metrów do Błonia“. Pociąg odszedł o 3 m. zu Dróżnik Kononowicz z przejmującą pewno ścia powiedział sądowi, powiedział w oczy Bispingowi - i ten zaprzeczyć me srmal - że oskarżony przekroczył tor na odległości VI, kilometra od Teresina - Kononowic, się nie myli ani co do osoby, ani co do cza su. Bisping przekroczył tor o godzmie . po południu, zaraz po przejściu nik£° CiągU d ° Warszawy ’ koło budki dróż* skiw'RiQ 0 - przeci ® ż tak należy wnosić ze siow Bispinga — jeszcze nie zmęczony snort* smen; dopiero ropoczął swoją pieszą 1 we* drowkę; jesh z początku swojego reidu po* trzebował 40 minut dla odbycia jednego \ • RC I ';, . 0I J 1 ®l ra — to kiedy Bisping przybył do Błonia. Rachuba prosta; nawet przy sta- tej dosci przestrzeni, odbytej w ciągu godzi* ny, — nie wcześniei ial/ ^ Od Błoni? Hr. w e J wieczorem. W lal • ’ Warszawy 29 kilometrów v. jaki sposob mógł Bisping o 6 1 /, wsiąść do wagonu w Błoniu; w jaki sposób mógł szawie? VleCZOlem S1 ^ ć do dorożki w Wal Kononowicz mówi prawdę; o 4=ej po no- łudniu Bispmg miał odbyć jeszcze Ukoi metrów Bispmg nie mówi prawdy; nie szedł n ! i }? gą . do , iv °nonowiczowego przeiaz* du, o której mowi. Jest to drS<m prosta l krotka; doprowadziłaby Bispinga do budki znacznie wcześniej, nawet gdyby Bisninn rozpoczął swą podróż o 3 minut 20. Bispinf BW ° W1 • PraWdy 0 try bie odbycia drogi do n=) a - nl Prze P ode j śc mm do budki dróż* ke ńrzeÓ PO i em - DlaC , zego? Przeoczył bud* nfe y rf- mc] dróż nika. Ale dróżnik rnc przeoczył Bispinga. To był jedyny dnia ■k°M M y u 7 za si i zastanawiający podróż nik, Na kłamstwo czyha często gdzieś niepo strzeżenie zaczajona prawda
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 20:59
                                                    Wyrok

                                                    Sąd apelacyjny uznał Jana Bispinga za winnego zabójstwa księcia. Władysława DruckiegcfcLubeckiego pod wpływem silne* go duchowego wzruszenia. Uzna} go też winnym sfałszowania weksli. Z zarzutu usi* łowania otrucia Jan Bisping został uniewin* niony. Jan Bisping skazany został na 4 lata więzienia zastępującego dom poprawy, a po zastosowaniu amnestji na 2 lata 8 miesięcy zamknięcia w więzieniu.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 23:03
                                                    O stosunkowo wczesnym osadnictwie na tych terenach świadczą wykopaliska monet pochodzących z XI wieku. Do drugiej połowy XVI wieku ziemie te należały do książąt mazowieckich, później zostały włączone do korony polskiej. Ożywienie gospodarcze nastąpiło po 1815 roku. W 1839 roku spółka warszawskich bankierów i handlowców założyła w Szymanowie cukrownię. Następnie w pobliżu pałacu powstaje folwark, z którego wywodzi się miejscowość Teresin. Nazwa pochodzi od imienia córki poprzedniego właściciela majątku księcia Radziwiłła - Teresy. Majątek ten przeszedł następnie w ręce M. Epstejna. Od niego z kolei kupił go na przełomie XIX i XX wieku książę Władysław Drucki-Lubecki – ojciec księcia J. Druckiego-Lubeckiego, ostatniego właściciela Teresina.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 23:04
                                                    Parcelując swój majątek książę starał się nie osiedlać ludzi w pobliżu swego pałacu. Sprzedawał tylko tereny oddalone i odizolowane od miejsca swego zamieszkania lasem i torami kolejowymi. Z tego powodu tereny położone w pobliżu stacji i trasy przejazdowej księcia z pałacu do stacji pozostały nienaruszone.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 12.02.21, 23:10
                                                    W wyniku napaści ZSRR na Polskę we wrześniu 1939 roku miejscowość znalazła się pod okupacją sowiecką. 18 września lub wkrótce potem, do majątku Massalany przybyła uzbrojona grupa białoruskich komunistów i kryminalistów, na której czele stał Józef Gawryluk. Grupa ta kilka godzin wcześniej dokonała zabójstwa i grabieży na polskiej rodzinie w sąsiednim folwarku Golnie, zaś Massalany miały być jej prawdopodobnym kolejnym celem. Ordynat Jan Bisping, właściciel majątku, został jednak już wcześniej ostrzeżony przed niebezpieczeństwem i zbiegł wraz z rodziną poprzedniej nocy. Sformowany po 17 września w Massalanach prosowiecki komitet rewolucyjny zabezpieczył majątek przed rabunkiem i zmusił grupę Gawryluka do rychłego opuszczenia miejscowości
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 13.03.21, 13:39
                                                    W 1937 roku w Ostrawie pobiło się pobiło się kilkunastu cyganów. Wśród walczących były też kobiety i dzieci. Doszło do użycia broni palnej, W wyniku czego pięciu romów zostało rannych a dwóch z ciężkimi obrażeniami walczy o życie w szpitalu. Pozostałych przewieziono na posterunek policji gdzie poddano ich przesłuchaniu

                                                    Kurier Wieczorny - 1937
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 11.08.21, 18:58
                                                    Następnego dnia, pokazano mu film przedstawiający z grupę podejrzanych. W celu identyfikacji, każde zdjęcie było opatrzone indywidualnym numerem od 1 do 13. Zostawiono świadka samego, aby mógł obejrzeć zdjęcia tyle razy, ile potrzebował. Powiedziano mu, aby się nie spieszył. Czuł się dziwnie. Od ataku minęły cztery lata, a teraz szukał mężczyzny, który go dokonał. Oglądał taśmę w kółko. Dwa numery wydawały się wyróżniać – 4 i 7. Jednak nadal się przyglądał. Niedługo potem, zawołał śledczych i wskazał na zdjęcie na ekranie: „To on, numer 4.” “Jest pan pewien?” Ich pytanie go wystraszyło. „Może jeszcze raz się przyjrzę.” Obejrzał taśmę jeszcze kilka razy i powiedział: „Tak, jestem pewien. Mężczyzna, który mnie zaatakował to numer 4.” To był Ivan Milat.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 11.08.21, 19:05
                                                    Historia brutalnej zbrodni, inspirowanej morderstwami dokonanymi przez innego złoczyńcę. W listopadzie 2010 roku Matthew Milat, bratanek seryjnego zabójcy Ivana Milata, zamordował siekierą nastolatka w lesie Belanglo w Nowej Południowej Walii. Ofiarą młodocianego przestępcy był 17-letni David Auchterlonie.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 25.08.21, 14:53
                                                    Młoda dziewczyna patrzy na ukochanego mężczyznę rozmarzonym wzrokiem. Za kilka miesięcy na świat przyjdzie ich dziecko, na pewno więc wreszcie zamieszkają razem, a on się jej w końcu oświadczy. Gorąca lipcowa noc wzmaga marzenia. Rozalia jest szczęśliwa jak mało kto, bo Rudolfa zazdroszczą jej chyba wszystkie dziewczyny z całej okolicy. Taki ładny z niego chłopak. Kiedy dziewczyna mruży oczy ze szczęścia, nagle otrzymuje cios sztyletem w serce. Już wie, że została zwabiona w to odludne miejsce, bo ukochany to ukartował, tu przecież nikt nie usłyszy jej krzyku. Ostrze dziurawi serce kobiety jeszcze kilkakrotnie, bezwładne ciało morderca spycha do głębokiego na piętnaście metrów biedaszybu i przysypuje ziemią. Rudolf Hartmann czekał na tę chwilę kilka miesięcy. Jest wreszcie szczęśliwy, bo pozbył się kłopotu. Przecież nie chciał się żenić i dzieci też nie planował. Teraz wróci do swoich rozrywek i randek z dziewczynami, będzie żył beztrosko jak dawniej. A Rozalia? Będzie tylko wyrzutem sumienia, poza tym nikt jej tutaj nie znajdzie. Poznajcie historię tragicznej miłości Rozalii Smakałówny do Rudolfa Hartmanna, którą kończy śmierć dziewczyny i zasłużona kara dla jej oprawcy
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 25.08.21, 14:54
                                                    Sekcja zwłok wykazuje dodatkowo, że ofiara została zamordowana w bestialski sposób, a zmarła w wyniku dużej ilości ran kłutych klatki piersiowej. Siemianowiccy policjanci dowodzeni przez aspiranta Gawlika domyślają się, kto może stać za morderstwem. Dwudziestoośmioletniego Rudolfa Hartmanna podejrzewają już od dawna, że mógł stać za zniknięciem Rozalii. W myśl niepisanej zasady „nie ma ciała, nie ma morderstwa”, nie można mu jednak postawić żadnych zarzutów. Bo jaką można mieć pewność, że dziewczyna nie uciekła z rodzinnego domu, że nie wyemigrowała do Ameryki czy nie przystała do taboru cygańskiego? Hartmann, syn kupca kolonialnego z Katowic, był już przesłuchiwany na okoliczność zniknięcia Róży, jak nazywali ją znajomi, zarzekał się jednak, że nie wie, co się z nią stało, kiedy rozstali się wieczorem 1 lipca 1933 roku. Wiele osób widziało ich tego dnia razem, dziewczyna promieniała radością, bo wszystko wskazywało na to, że Rudolf na dobre do niej wrócił. Dumna spacerowała z nim pod rękę po katowickim Rynku, a kiedy szli przez Wełnowiec, była szczęśliwa widząc zawiść w oczach innych dziewczyn. Rudolf Hartmann był dość dobrą partią: nie dość, że z kupieckiej rodziny, to jeszcze – jak mówiło się w okolicy – przystojny jak filmowy amant. I – niestety – podobnie jak tacy amanci kochliwy. Dziewczęta lgnęły więc do niego jak muchy do lepu, prawiły mu komplementy, chciały się umawiać, pisały długie miłosne listy. Dziwiły się, że tak wiele czasu spędza z tą młodziutką Rozalką, z którą już od kilku lat stanowili parę. Tyle tylko, że dziwna to była para, bo rozstawali się często, przez czas jakiś nie odzywali się do siebie i złorzeczyli sobie nawzajem, robili sobie sceny zazdrości, by potem – jak gdyby nigdy nic – znowu się zejść i demonstrować całemu światu swoją miłość.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 25.08.21, 14:54
                                                    W związku Rudolfa i Rozalii była spora dynamika – od czułych słówek szeptanych w blasku księżyca i namiętnych pieszczot po karczemne awantury przed domem czy nawet na festynach, czemu nierzadko przypatrywał i przysłuchiwał się tłum ludzi. Zdarzało się, że Róża śledziła ukochanego podczas randki po to tylko, by po jej zakończeniu, kiedy już odprowadzi swoją nową wybrankę do domu, zagrodzić mu drogę i zrobić awanturę. Po jakimś czasie Rudolf wracał do zazdrosnej partnerki, by potem znowu odejść. Pełen zwrotów akcji związek trwał już ponad trzy lata, kiedy Rudolf dowiedział się, że Rozalia jest brzemienna i pod sercem nosi jego dziecko. Wiedział, że dziewczyna nie kłamie.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 25.08.21, 14:55
                                                    Dziewczyna patrzy na ukochanego rozmarzonym wzrokiem, wieczór jest gorący, nic więc dziwnego, że spacer się przedłuża. Hartmann prosi dziewczynę, by poszli w kierunku jego domu, skąd – kiedy dziewczyna czeka przed drzwiami – zabiera sztylet i chowa w kieszeni marynarki. Mężczyzna wie doskonale, że oto dzisiaj nadarza się doskonała okazja, by pozbyć się problemu. Na ojcostwo i małżeństwo ma jeszcze czas. Rozpromieniona dziewczyna wita go uśmiechem, idą szosą przez Koszutkę w kierunku Wełnowca. Rozalia trajkocze radośnie, mówi o planach, wspólnym mieszkanku, wymyśla imiona dla dziecka. Rudolf życzliwie przytakuje jej, markując przy tym uśmiech. Na ulicy Ludwika proponuje, by skręcili w pole, dziewczyna zgadza się, niczego nie podejrzewając. Siadają w małej dolince w pobliżu jednego z biedaszybów, których tu pełno, i kontynuują rozmowę. Przed północą Hartmann wyciąga nagle z wewnętrznej kieszeni marynarki sztylet i wbija go w pierś dziewczyny na wysokości serca. Ta pada na ziemię z okrzykiem: - Rudolf, co robisz? Już nie ma złudzeń, że ten, o którego tak walczyła, i dla którego gotowa była poświęcić wszystko, okazał się nikczemnikiem i do tego mordercą. Widząc obłęd w oczach kochanka, dziewczyna zaczyna krzyczeć: - Rettung! Nikt jej jednak nie słyszy. Hartmann wybrał to miejsce, wiedząc doskonale, że jest odpowiednio oddalone od najbliższych domostw, a wieczorami mało kto się tu zapuszcza, bo okolica cieszy się złą sławą, nazywają ją nawet „Doliną Śmierci”. Nożownik zatyka dłonią usta dziewczyny i wściekle dźga jej tułów kilkakrotnie nożem, trafiając za każdym razem w serce lub jego okolice. Zakrwawione ciało martwej już kochanki spycha do głębokiego na 15 metrów szybu i przysypuje warstwą ziemi. Morderca wie, że nikt tu Rozalii nie znajdzie, bo szyb jest opuszczony, nawet miejscowi bezrobotni uznali, że nie warto go już pogłębiać, bo grozi to zasypaniem, a węgiel w tym miejscu zalega zbyt głęboko pod ziemią.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 30.03.21, 19:22
                                                    Zderzenie z pługiemKilka lat temu w styczniowy ranek dyżurny świeckiej komendy odebrał zgłoszenie, z którego wynikało, że wzy-wa ich kierowca pługu odśnieżającego drogi gminy Warlubie, ponieważ w coś uderzył.Okazało się, że był to wyziębiony człowiek. Kiedy doszedł do siebie, powiedział policji, że wracał z impre-zy, poczuł się zmęczony, usiadł i pew-nie zasnął. Silny wiatr nawiał na leżą-cego bardzo grubą warstwę śniegu. Dopiero jadący tamtędy pług odkrył tę „śnieżną kołdrę”. To zapewne ura-towało mu życie. Wyziębiony mężczy-zna trafił do szpitala, ale na szczęście nie odniósł poważnych obrażeń. Może dlatego, że miał jeszcze 1,6 promila alkoholu.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 30.03.21, 19:23
                                                    Złodzieja piwa zamkniętego w toale-cie na jednej ze stacji paliw w Mogilnie musieli uwalniać policjanci. Gdy był już w środku, lekko uchylił drzwi, wysunął rękę i ze stojącego obok regału zabrał piwo w puszce. Mężczyzna nie był jed-nak świadomy, że jego „niewidzialną rękę” widzieli pracownicy stacji. Reak-cja była natychmiastowa. Klozetowy piwosz został zamknięty, a obsługa sta-cji zgłosiła zdarzenie dyżurnemu mogi-leńskiej policji. Piwa nie udało się jednak uratować. Młody mężczyzna przyznał, że wypił je zaraz po zabraniu z półki, nie podejrzewając nawet, że ktoś widział, jak je kradnie
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 08.08.21, 22:49
                                                    Dwie ofiary Christie to Beryl Evans i jej córeczka Geraldine, które wraz z mężem Beryl Timothy Evans, byli najemcami w 10 Rillington Place w latach 1948–49. Ta sprawa wywołała ogromne kontrowersje po tym, jak Evans został oskarżony o oba morderstwa, uznany za winnego zabójstwa córki i powieszony w 1950 r. Christie był głównym specjalistą oskarżenie świadek; kiedy trzy lata później odkryto jego własne zbrodnie, pojawiły się poważne wątpliwości co do integralności przekonania Evansa. Sam Christie przyznał się następnie do zabicia Beryl, ale nie Geraldine; Obecnie powszechnie przyjmuje się, że Christie zamordował zarówno Beryl, jak i Geraldine, a niewłaściwe prowadzenie przez policję pierwotnego śledztwa pozwoliło Christiemu uniknąć wykrycia i umożliwiło mu zamordowanie czterech kolejnych kobiet. Plik Wysoki Sąd unieważnił skazanie Evansa w 2004 roku, uznając, że Evans nie zamordował ani jego żony, ani dziecka
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 08.08.21, 22:56
                                                    Jak już powiedzieliśmy, John Christie lubił bierne kobiety. Tak miał. Niestety, przyszło mu żyć w czasach przed wprowadzeniem do powszechnego użytku dmuchanych lal. A te żywe ani rusz nie chciały leżeć cicho. Każdy radzi sobie jak może i potrafi, John Reginald proponował damom... kurację na katar.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 08.08.21, 22:59
                                                    Kazał więc panience pochylić się nad słoikiem, który miał zawierać uzdrawiający cudowny balsam. Wtedy przykrył jej głowę ręcznikiem i wsunął pod niego rurkę z gazem. Polecił, by oddychała naprawdę głęboko. Tylko tak lekarstwo miało zadziałać. Zadziałało szybko. Ruth Furrest już nigdy nie dostała kataru.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 08.08.21, 23:02
                                                    Następna była sąsiadka, pani Evans. Udusił ją pończochą. Jak później twierdził, zrobił to, bo... była nieszczęśliwa w małżeństwie. Poinformował nawet o tym jej męża, pana Evansa, który specjalnie się tym nie przejął, a nawet włączył do akcji, zabijając małą córeczkę. W ostateczności to Evans został skazany na śmierć za obie zbrodnię, zabójstwo żony i córki.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 09.08.21, 22:21
                                                    Jeffrey urodził się 21 maja 1960 r. w Milwaukee w stanie Wisconsin. Był zwykłym, radosnym dzieckiem, kochającym swojego psa o imieniu Frysky. Matka była nieco znerwicowana, a ojciec Lionel Dahmer, zajęty karierą naukową, nie poświęcał dzieciom zbyt wiele czasu. To była typowa rodzina z kilkoma trupami w szafie. Wbrew powszechnemu przekonaniu dzieciństwo psychopatycznych morderców nie musi być dramatyczne. Często wychowują się w podobnych warunkach jak inne dzieci. Dość wcześnie można u nich zaobserwować nietypowe zainteresowanie śmiercią i sadystyczne skłonności. Najczęściej od dzieciństwa są samotnikami, odrzucanymi instynktownie przez szkolną społeczność. Jeff na początku wydawał się normalny. Aż do okresu dojrzewania. Miał przyjaciela, nie dręczył zwierząt, był umiarkowanie towarzyski. Gdy odkrył swoje upodobania, zaczął zamykać się w sobie i stał się nieśmiały.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 09.08.21, 22:26
                                                    Zaczął krążyć po barach dla gejów i szukać kolejnej ofiary. Okazał się nią czternastoletni Jamie Doxtator. Jeffrey zwabił go do mieszkania, proponując pieniądze za pozowanie do zdjęć. Tam zabił chłopca i zaniósł do piwnicy, by masturbować się nad zwłokami. Dalszy los Jamiego był podobny jak jego poprzednika. To samo spotkało też Meksykanina Richarda Guerrero. Styl polowania stał się rytuałem. Dahmer podrywał mężczyzn, zwabiał ich do domu pod pretekstem pozowania do zdjęć, seksu lub zwykłej imprezy. Do alkoholu dodawał środki odurzające. Gdy ofiara stawała się bezbronna, z łatwością mógł ją zabić i przejść do punku kulminacyjnego, czyli stosunków ze zwłokami i masturbacji. Ćwiartował ciała i wyrzucał. Później coraz częściej zabierał coś „na pamiątkę”.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 09.08.21, 22:29
                                                    W maju 1990 r. Dahmer wrócił do swojego mieszkania przy North Street i poszedł na całego. Przez niecałe półtora roku jego ofiarą padło 12 mężczyzn i chłopców. Początek zawsze był podobny. Uwodził ich lub kusił łatwym zarobkiem za pozowanie do zdjęć, odurzał środkami nasennymi i zabijał, dusząc paskiem lub rękami. Dahmer był nietypowym seryjnym mordercą. Nie podniecało go zabijanie. Interesowali go martwi mężczyźni. Twierdził później, że robił to, bo nie chciał zostać sam. Nie mógł znieść porzucenia. Nie wiemy, czy była to prawda, czy kolejne kłamstwo i próba manipulacji. Z pewnością śmierć ofiary była środkiem do tego, co chciał z nią robić później. Jeśli zaczął zadawać ból, to po to, by stworzyć idealnie posłusznego kochanka, który go nie opuści i zrobi wszystko, czego Jeffrey sobie życzy. Dlatego zaczął wiercić dziury w czaszkach nieprzytomnych mężczyzn. Wstrzykiwał tam kwas solny lub wodę. Liczył, że w ten sposób zniszczy ich wolę i dłużej będzie mógł „korzystać” ze swoich ofiar. Te, jeśli miały szczęście, nie przeżywały lobotomii. Istnieje przypuszczenie, że niektórzy mogli pozostawać przy życiu jeszcze przez kilka dni.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 09.08.21, 22:32
                                                    Gdyby interwencję policyjną poprowadziły dwie czarnoskóre nastolatki Nicole Childress i Sandra Smith, prawdopodobnie morderca zostałby ujęty wcześniej. To one prawidłowo rozpoznały sytuację i zadzwoniły na policję. Opowiedziały, że po ulicy biega śmiertelnie przerażony nagi Azjata. Z jego bełkotu wywnioskowały, że boi się wysokiego białego mężczyzny, który podąża za nim i próbuje go nakłonić do powrotu. Policjanci okazali się bardziej podatni na manipulację Dahmera i gorzej wyposażeni w intuicję niż dziewczęta. Jeffrey przekonał ich, że jest to jego 19-letni kochanek, z którym się właśnie pokłócił. Funkcjonariusze pomogli mordercy zaprowadzić przerażoną ofiarę do jego domu i uznali sprawę za zamkniętą. Po chwili Konerak Sinthasomphone już nie żył. Dahmer udusił go i postąpił ze zwłokami tak, jak lubił najbardziej. Chłopiec był Laotańczykiem, bratem ofiary molestowania sprzed lat, i miał jedynie 14 lat.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 09.08.21, 22:36
                                                    Dahmer urodził się w Milwaukee w stanie Wisconsin. Niedługo potem jego rodzina przeniosła się do Bath w Ohio. Od wczesnych lat dzieciństwa fascynowały go martwe zwierzęta. W znanej tylko sobie kryjówce miał ukrytą czaszkę psa. Potrafił spędzać całe dnie obserwując rozkładające się szczątki zwierząt.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 09.08.21, 22:47
                                                    Matka Waltera stała się symbolem ofiary bezwzględnego systemu. Jej tragiczną historię w 2008 roku przeniósł na duży ekran Clint Eastwood. W rolę zdesperowanej kobiety wcieliła się Angelina Jolie. Produkcję zatytułowano Oszukana. Jednak na ile historia przedstawiona w filmie pokrywa się z prawdziwymi wydarzeniami?
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 09.08.21, 22:50
                                                    Christine wróciła na posterunek policji, prosząc o wznowienie poszukiwań. Zamiast pomocy spotkała się z agresją i została odesłana z opinią lekarza, który twierdził, że wszystkie zmiany można wytłumaczyć w logiczny sposób. Nie poddała się jednak. Postanowiła sama zebrać dowody potwierdzające nieprawdziwą tożsamość chłopca, z którym mieszkała.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 09.08.21, 22:52
                                                    Christine postanowiła, że nie puści płazem upokorzenia, jakiego doznała ze strony policji, i zdecydowała się na złożenie skargi przeciwko miastu oraz komendantowi. W tym samym czasie na komisariacie pojawił się 15-letni Sanford Clark z historią, która miała przerazić wszystkich mieszkańców Kalifornii.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 09.08.21, 22:55
                                                    W trakcie składania zeznań roztrzęsiony Clark opowiedział o tym, jak stał się pierwszą ofiarą wuja, który wykorzystywał go seksualnie oraz bił. Wreszcie mężczyzna znudził się siostrzeńcem i postanowił poszukać nowych „wrażeń”. Wraz ze Sanfordem jeździł po okolicy, wabiąc napotkanych chłopców do samochodu. Wybierał głównie meksykańskie dzieci, gdyż był przekonany, że nikt nie będzie ich szukać. Z czasem zmienił jednak upodobania – zaczął porywać również białych chłopców z „lepszych” dzielnic miasta. W w tym miejscu historia stała się jeszcze mroczniejsza.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 09.08.21, 22:58
                                                    Procesy Gordona Northcotta i jego matki zostały przez media okrzyknięte cyrkiem. Mężczyzna zwolnił prawników i sam podjął się swojej obrony. Twierdził, że jest niewinny, a chłopców przebywających na farmie kochał i nie mógłby skrzywdzić. Sarah natomiast zawarła ugodę z policją, by uchronić się przed karą śmierci. W trakcie rozprawy przyznała się do współudziału w morderstwie Waltera Collinsa. Kobieta miała zadecydować o jego losie, gdyż chłopiec znał jej syna ze sklepu, w którym wraz z mamą robił zakupy.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 11.08.21, 18:38
                                                    Poszukiwania
                                                    Podczas przeczesywania okolicy, które odbyło się następnego dnia, dwóch policjantów, znalazło kolejne zwłoki. Znajdowały się one zaledwie 30 metrów od ciała pierwszej ofiary i były częściowo przykryte pniem drzewa. Spod stosu liści i gałęzi wystawał but oraz dolna część nogi.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 11.08.21, 18:41
                                                    Dr Peter Bradhurst, patolog sądowy wyznaczony do pomocy przy tej sprawie, miał wątpliwą przyjemność dokonywania autopsji znalezionych ciał. Posunięte w rozkładzie szczątki dwóch dziewczyn zostały ostrożnie zabrane z lasu i przeniesione do kostnicy w Glebe, na przedmieściach Sydney. Pierwszym etapem badania było zważenie i prześwietlenie ciała Joanne w poszukiwaniu kul lub innych metalowych obiektów. Nie znaleziono w nim jednak nic takiego. Po prześwietleniu ciała Caroline, odkryto, że mimo, iż jej ciało było w bardziej posuniętym stanie rozkładu niż zwłoki Joanne, znaleziono w nim cztery kule.
                                                    Następnie dr Bradhurst zaczął zewnętrzne oględziny całego ciała w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów ataku fizycznego. Na bluzce oraz dłoniach Joanne znaleziono kilka ciemnych włosów. Z jej ust usunięto zgniłą pozostałość po szmacie, której użyto jako knebla. Inny fragment materiału znajdował się głębiej w gardle, co mogło wskazywać na śmierć przez uduszenie. Wewnętrzna analiza nie wykazała śladów waginalnej ani analnej penetracji, jednak, z powodu złego stanu tkanek ciała, nie można było tego z całą pewnością wykluczyć. Zebrano próbki włosów i paznokci, które mogły się później przydać do porównania. Pobrano także wymaz z pochwy, w poszukiwaniu śladów spermy.
                                                    Klatka piersiowa Joanne miała trzy rany kłute po prawej stronie, jedną po lewej oraz jedną przy szyi. Kiedy ciało przewrócono na drugą stronę, oczom patologa ukazało się coś, co można było nazwać „dzikim atakiem” – dwie kolejne rany po lewej stronie pleców, pięć nowych po prawej oraz dwie w kręgosłup u podstawy szyi. W sumie czternaście ran kłutych. Pięć z nich naruszyło kręgosłup. Według lekarza, jedna z ran kręgosłupa mogła zostać zadana jeszcze przed śmiertelnymi ciosami, co sprawiło, że ofiara stała się całkowicie bezbronna. Dwa z jej żeber zostały całkowicie zmiażdżone. Ręce nie nosiły śladów żadnych „ran obronnych”, które pojawiają się, gdy ofiara próbuje odeprzeć atak noża. Wszystko to, wraz z faktem użycia knebla, wskazywało na to, że w czasie dokonywania zabójstwa morderca miał wszystko pod kontrolą. Rany zadano nożem typu Bowie lub podobnym ostrzem.
                                                    Ręce Caroline Clarkes były rozciągnięte nad jej głową, którą owinięto kawałkiem czerwonego materiału. W gnijącym materiale wyraźnie można było dostrzec dziury po kulach. Szmatę ostrożnie usunięto, a wtedy oczom ukazał się dokładny rozmiar obrażeń ofiary. W czaszce znajdowało się dziesięć dziur po kulach. Znaleziono tylko cztery rany wylotowe. Z czaszki wydobyto cztery kompletne pozostałości po nabojach kalibru 22. Twarz i szczęka były zmiażdżone, prawdopodobnie przez pociski. Kobieta miała tylko jedną ranę kłutą, podobną do pierwszej ofiary – w górnej części pleców.
                                                    Znalezione pociski oczyszczono i przekazano sierżantowi Gerardowi Duttonowi, ekspertowi od balistyki, który był obecny przy sekcjach zwłok. Był pewien, że pociski te, wraz z tymi, które odzyskano z miejsca zbrodni oraz magazynkami, pozwolą znaleźć broń, jakiej użyto w czasie zabójstwa. Symulacja dokonana na miejscu zbrodni wykazała, że rany postrzałowe zostały zadane z trzech różnych kierunków, chociaż wszystkie dziesięć magazynków leżało obok siebie.
                                                    W drodze wyjątku, profesor John Hilton, szef wydziału medycyny sądowej, podał szczegóły analizy sporej grupie reporterów, którzy zgromadzili się pod kostnicą. Nieprzyzwyczajony do konferencji prasowych, mówił niepewnym głosem. Mimo, że był doświadczonym patologiem, wyraźnie niepokoił go wymiar obrażeń oraz brutalność ataków.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 11.08.21, 18:42
                                                    Żyje na przedmieściach miasta, w pół-wiejskiej okolicy.
                                                    Pracuje jako średnio-wykwalifikowany robotnik, prawdopodobnie nielegalnie.
                                                    Jest w niestabilnym lub niezadowalającym związku.
                                                    Miał do czynienia z homoseksualnością lub biseksualnością.
                                                    Ma na swoim koncie problemy z prawem.
                                                    Ma około 35 lat
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 11.08.21, 18:43
                                                    Minęło 26 dni, od kiedy w lesie znaleziono ciało Deborah Everist. Osoby pracujące w ekipach poszukiwawczych były zmęczone. Przeczesali już większość wyznaczonych terenów i mieli się udać do ostatniej sekcji, położonej niecałe 5 kilometrów od ostatniego grobu. Wszyscy, łącznie z prasą, byli już niemal pewni, że więcej ciał nie odnajdą.
                                                    Przewodzący tamtej ekipie, sierżant Jeff Trichter, poprowadził swoich ludzi na małą polanę. W zasięgu ich wzroku leżała para różowych damskich dżinsów oraz kawałek niebiesko-żółtego sznura. Obok nich leżał pusty magazynek po nabojach kalibru 22. Odkrycie nie było niczym niezwykłym, ponieważ podczas poszukiwań znaleziono wiele dziwnych rzeczy. Idąc w głąb polany, znaleźli o wiele więcej przedmiotów: puste puszki po napojach, podziurawione strzałami z broni, spory kawałek zwiniętego kabla, ładownice oraz puste butelki. Na skraju polany Trichter zobaczył coś, co zapaliło czerwone światło w jego umyśle -prymitywne ognisko. Wiedząc, że ostatni etap poszukiwań będzie intensywny, Trichter zdecydował się dać swoim ludziom przerwę na lunch i spędzić resztę dnia w okolicy. Prawie od razu, kiedy wznowili poszukiwania, coś znaleziono. To była kość wyglądająca na ludzką. Kilka metrów dalej, pod stertą drewna leżała czaszka. Niezwłocznie wezwano ekipę od oznaczania miejsc zbrodni.
                                                    Za drewnem leżała sterta patyków i gałęzi. Z jednego jej końca wystawała duża kość ubrana w but do wspinaczki, wykonany z brązowej skóry. Poszukujący rozdzielili się i przeczesali teren dookoła grobu, jednak żadnych innych szczątków nie znaleziono. Wstępnie określono, że znaleziono szkielet należał do kobiety. Wydawało się, że ta ofiara zginęła samotnie.
                                                    Na jej czaszce znaleziono fioletową opaskę. To oraz ubrania znalezione nieopodal ciała, po porównaniu z rejestrem osób zaginionych, wskazywały, że szkielet należał do młodej Niemki, Simone Schmidl. Inne przedmioty, o których wspomniano w raporcie osób zaginionych, czyli duży plecak oraz przybory kampingowe, nie zostały znalezione. Dr Chris Griffiths ponownie przybył do lasu Belangalo, tym razem, aby oficjalnie zidentyfikować ciało ofiary jako Simone.
                                                    Ta młoda, żądna przygód dziewczyna, którą rodzina nazywała „Simi”, była ostatnio widziana 20 stycznia 1991 roku w Liverpoolu, na zachód od Sydney, kiedy wybierała się w podróż autostopem na południe. Pewna siebie i doświadczona podróżniczka, która zobaczyła już kawał świata, skończyła samotnie w lesie, tysiące kilometrów od swojego bezpiecznego domu. W Niemczech, rodzice dziewczyny dowiedzieli się o jej śmierci w najgorszy możliwy sposób – z radia
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 11.08.21, 18:45
                                                    Griffiths potwierdził tożsamość Gabora. Jego szkielet był kompletny wraz z fragmentami zgniłego ubrania, w tym pary dżinsów w otwartym rozporkiem i zapiętym guzikiem. Drugie ciało należało do młodej kobiety (chociaż oficjalnie nie potwierdzono, że to Anja). Górna część ubrania podniesiona była na wysokość ramion, a dolnych części garderoby w ogóle nie znaleziono ani na, ani przy zwłokach. Różowe dżinsy znaleziono sporo dalej. Żeński szkielet miał jedną uderzającą cechę – brakowało czaszki oraz dwóch pierwszych kręgów szyjnych. Poza tym nie znaleziono na nim żadnych innych ran. Po dokładniejszym przyjrzeniu się, dr Bradhurst wydedukował, że głowa została odcięta od ciała za pomocą bardzo ostrego przedmiotu, prawdopodobnie maczety lub miecza. Kąt cięcia wskazywał na to, że ofiara prawdopodobnie klęczała z głową pochyloną w dół. Wyglądało to na egzekucję.
                                                    Dowódca grupy zadaniowej, Clive Small, udzielił mediom na miejscu zbrodni krótkiego wywiadu. Powiedział reporterom, że po odkryciu nowych ciał wiedzieli już, że szukają seryjnego mordercy. To nie było dla nikogo niespodzianką. Media wspominały o tym już od początku śledztwa.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 11.08.21, 18:49
                                                    Pomimo tak trudnych doświadczeń, zdecydował się zostać w Australii i znalazł tam dobrze płatną pracę. Niedługo potem przyjechała do niego z Anglii dziewczyna i razem podróżowali przez kilka tygodni po północy Australii, a następnie wrócili do domu. Po powrocie do Anglii, Paul próbował ułożyć sobie życie na nowo, jednak okazało się to trudniejsze niż przypuszczał.
                                                    Kilka lat później, Paul dowiedział się o odkrytych ciałach niedaleko miejsca, gdzie został zaatakowany. Samo wspomnienie tamtych zdarzeń spowodowało, że cały drżał.
                                                    Tymczasem, w Australii śledztwo nadal trwało. Ponad dwustu policjantów nadal przeszukiwało las. W siedzibie grupy operacyjnej bezustannie dzwoniły telefony. Dwa z telefonów były wyjątkowo interesujące. Jeden był od kobiety, która twierdziła, że jej chłopak pracował z mężczyzną, którego jak uważała powinni sprawdzić. Posiadał on działkę niedaleko lasu, posiadał samochód oraz dużą ilość broni. Nazywał się Ivan Milat. Drugi telefon był od Joanne Berry, która opisała zdarzenie z Paulem Onionsem. Wszystkie te telefony były nagrywane i wprowadzane do ogromnej bazy danych, która była już prawie przeciążona.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 11.08.21, 18:55
                                                    W czasie, gdy grupa ekspertów ponownie czytała niektóre z akt, zwrócono uwagę na jedno konkretne zeznanie, które dał im niejaki Alex Milat. Smalla zainteresowała ilość szczegółów, które zawierało, co sugerowało, że dana osoba posiadała fotograficzną pamięć. Basham zasugerował, że może oznaczało to po prostu, że dana osoba była częścią zdarzeń. To była ciekawa teoria. Basham uważał także, że w sprawę zamieszana była jeszcze jakaś osoba, być może brat mordercy.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 11.08.21, 18:57
                                                    Small był wściekły. Nie mógł zrozumieć jakim cudem tak ważny dowód mógł zostać przeoczony. Od razu zażądał oryginalnego raportu z posterunku policji w Bowral, jednak nie było go w ich aktach. Na szczęście, funkcjonariuszka Nicholson miała kopię pełnego raportu w swoim notesie, dzięki czemu śledczy dotarli do większej ilości szczegółów niż zawierało oryginalne zeznanie. Wiedząc, że Richard i Ivan Milat byli do siebie podobni fizycznie, policja sprawdziła, gdzie wówczas pracowali i okazało się, że Richard był w pracy w dniu ataku, a Ivan nie. W dodatku, kiedy sprawdzono ewidencję czasu pracy Ivana, odkryto, że w czasie, kiedy znaleziono plecak Jamesa Gibsona, Ivan pracował w Galston Gorge. Przesłuchano kilku kolegów z pracy podejrzanego, którzy opowiedzieli o jego zainteresowaniu bronią. Jeden z nich, Tony Sara, powiedział policji, że Milat posiadał motocykl oraz samochód marki Nissan i trzymał cały arsenał broni w swoim domu. Opowiedział im także historię o tym, jak pewnego razu wspólnie jechali do pracy i mijali las Belangalo. „Nie uwierzyłbyś co tam jest” – powiedział nagle Ivan, jednak, gdy Sara zapytał o szczegóły, ten tylko się uśmiechnął i nic nie powiedział.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 30.08.21, 16:47
                                                    23 marca 1944 roku spokój w miasteczku został zmącony ogromną tragedią. Dwie dziewczynki - 11-letnia Betty June Binnecker i 7-letnia Mary Emma Thames zostały brutalnie zamordowane. Tego dnia dziewczynki wybrały się na przejażdżkę rowerową, podczas której miały zamiar nazbierać trochę kwiatów dla swojej ulubionej nauczycielki. Długo nie mogły znaleźć rośliny, na której im zależało, dlatego przeszły przez tory, by poszukać w drugiej części miasta.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 17.10.21, 17:42
                                                    Dochodzenie wykazało również, że sprawa jest bardziej skomplikowana, niż śledczy początkowo sądzili. W otoczeniu Tillie Klimek umierało o wiele więcej osób niż tylko jej mężowie. Na ławę oskarżonych trafiła jej kuzynka Nellie Kulik, która również miała mordować swoich bliskich. Obu kobietom zarzucono udział w 20 próbach otrucia, z których 13 zakończyło się śmiercią ofiary. Wśród nich byli m.in: mąż Nellie Kulik - Jan Sztrymer, jej córka Zofia, syn Benjamin i wnuczka Dorota. Na liście ofiar znaleźli się też niewierni kochankowie Tille, kobiety, o które była zazdrosna, nielubiane sąsiadki. Klimek zaczęto określać w środowisku chicagowskiej Polonii jako "wysoką kapłankę Sinobrodego" i "Czarną wdowę"
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 05.04.22, 16:43
                                                    i stracony, umarł ze wszelkiemi oznakami zupełnego żalu i skruchy. Spowiedniko wi swojemu doręczył pismo tej treści: „Oświadczam że Lesurques hył niewinny; ale to oświadczenie, które składam w ręce mojego spowiednika, ma być dopiero w sześć miesięcy po mojej śmierci ogło szone. 44 Tak więc wszyscy winowajcy odnieśli zasłużoną karę: Bernard, Couriol, Duro- cliat, Vidal, Dubosq i Rossi oddali głowy pod topor gilotyny, a Richard, skazany na 24 lat na galery, tam cierpiał jako spólnik, za to, że ukrył część rzeczy skradzionych i Couriolowi u siebie dał przytułek. Daubenton więc dopiął tego co zamie rzył; udowodnił że Lesurques niewinnie był oskarżony, niewinnie stracony. To przekonanie dzieliło z nim tysiące osób,— dzielili może wszyscy. Ale, rzecz dziwna! ani przed pięćdziesięciu laty, ani dziś nie woliło tego mówić we Francyi że sąd nie winnego skazał na śmierć, że przysięgli mylnie wyrzekli; ktoby tak uczynił, popenil by wykroczenie i byłby przed sąd sta wiony. Zamiast iść prostą drogą, musiano pójść manowcami, aby pozostać w grani cach legalności. Wdowa i rodzina po Józefie Lesur- ques pozostała wystąpiła z prośbą żądając w drodze łaski rewizyi procesu, przywró cenia czci zmarłemu, żądając oraz aby naj wyższa władza sądowa przyznała, że Le- surques padł ofiarą opłakanej omyłki sądu. Fakta i dowody znajdowały się wpra wdzie w przyznani ach zbrodniarzy skaza nych na śmierć, w odwołaniu dawniejszych zeznań przez świadków z Mongeron i Lieur- saint, którzy wyraźnie, jasno powiedzieli i zaprzysięgli że się wprzódy omylili. Ale proszący nie mogli się na to powoływać, zagradzał im drogę wyrok wykonany nie odwołalny; musieli na bok odłożyć sw-oje święte i niewątpliwe praw o, a chwycić się uchybienia w formie. Do oczywistości wy kazano, że tylko pięciu było morderców" mianowicie: podróżny zapisany na poczcie pod imieniem Laborde, który zabił konduktóra, i czterech jeźdźców, którzy w Mon- geron i Lieursaint obiadowali i kawę pili, następnie zatrzymali konie i pocztyliona za rąbali. Oskarżenie wymierzone było tylko przeciw tym pięciu osobom, a jednak stra cono na rusztowaniu sześć osób, prócz Bernarda, skazanego na śmierć za najęcie koni. Jedne więc osobę zanadto skazano na śmierć i stracono. Na tym fakcie miał się opierać dowód.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 04.07.22, 21:12
                                                    Życie Marianny Dolińskiej dzieliło się na dwie części. Pierwsza z nich, ta sprzed grudnia 1923 roku, jest mniej znana. Wiadomo, że kobieta przyszła na świat w 1891 roku jako nieślubna córka Aleksandry Dolińskiej. Dzieciństwo i młodość spędziła wśród Romów zamieszkujących okolice wsi Antoniówka, nieopodal Radomia. Później wyszła za mąż i została matką.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 04.07.22, 21:15
                                                    Dolińska została przewieziona do szpitala psychiatrycznego w Tworkach, gdzie zajął się nią Witold Łuniewski, jeden z najbardziej znanych przedwojennych psychiatrów. Obserwował ją aż do jej śmierci w 1928 roku. Kilka miesięcy później w "Roczniku Psychjatrycznym" opublikował artykuł, w którym opisał jej przypadek.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 04.07.22, 21:17
                                                    Od kilkunastu lat wiele osób powielało informację, że fotografie rzekomo przedstawiają dzieci zamordowane przez UPA. Do zabójstwa miało dojść w 1943 roku. Pierwszy raz zdjęcia użyto w tym kontekście w piśmie "Na Rubieży". Fotografia pojawia się w jego numerze 3 z 1993 roku opatrzona podpisem "Dzieci polskie zamęczone i pomordowane przez oddział Ukraińskiej Powstańczej Armii w okolicy wsi Kozowa, w woj. tarnopolskim, jesienią 1943 roku (ze zbiorów dr Stanisława Krzaklewskiego)".
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 04.07.22, 21:19
                                                    Na niemiecką publikację bardzo szybko odpowiedziało polskie podziemie w "Biuletynie Informacyjnym", wyjaśniając 10 lipca 1941 roku, że "wianuszek z dzieci" to tak naprawdę obraz przerażającego morderstwa, którego w 1923 roku dopuściła się romska matka na własnym potomstwie.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 11.07.22, 11:59
                                                    31 lipca 1968 roku na policję zgłoszono zaginięcie 3-letniego Briana Howe’a. Po 8 godzinach poszukiwań, w których brało udział ok. 100 chętnych, ciało chłopca znaleziono między domami w Scotswood. Zwłoki były częściowo przykryte trawą oraz chwastami i nosiły ślady ran kłutych. Sekcja wykazała, że chłopiec zmarł w wyniku uduszenia, a rany zostały wykonane pośmiertnie. Sprawca okaleczył też jego genitalia.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 11.07.22, 12:15
                                                    Objęta kwarantanną kobieta po trzech latach przebywania w izolacji została ostatecznie zwolniona w 1910 roku w zamian za obietnicę, że nigdy już nie będzie pracować w zawodzie, narażając ludzi na kontakt z zatrutą przez siebie żywnością. Mallon przez kilka lat posłusznie zajmowała się cudzym praniem, aż wreszcie zmieniła nazwisko i kolejny raz zatrudniła się jako kucharka. Doszła do wniosku, że woli robić to co lubi i że w innym zawodzie… o wiele za mało zarabia. Następnie skrupulatnie podtrzymywała kamuflaż, regularnie zmieniając miejsca zatrudnienia.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 11.07.22, 12:19
                                                    Johann Georg Tinius był niemieckim duchownym i teologiem. Urodził się w 1764 roku w Niederlausitz (Dolne Łużyce). Ojciec Johanna był pasterzem. Młody Johann pomagał mu w pracy, dzięki czemu nauczył się rozpoznawać zioła – te przydatne i pomocne oraz niebezpieczne dla zdrowia. Szeroka wiedza zrobiła wrażenie na miejscowym duchownym, który umożliwił chłopcu otrzymanie dobrego wykształcenia.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 11.07.22, 12:22
                                                    Na drogach prowadzących do Lipska, od 1810 roku zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Wielu kupców padało ofiarami rabunku. Według zeznań okradzionych, winowajcą był pewien nieznajomy, który dołączał do podróżników i częstował ich tabaką. Nic więcej nie pamiętali. Nieznajomy podczas każdego z tych ataków był inaczej ubrany, a także czasami posiadał brodę lub wąsy, albo krótkie i długie włosy. Wiadomo było, że złodziejem jest jedna osoba, gdyż modus operandi za każdym razem był jednakowy. Tinius znał się na ziołach, przed kradzieżami przygotowywał spreparowaną tabakę, po której ofiary zasypiały, następnie kradł ich dobytek.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 11.07.22, 12:25
                                                    Bohater tekstu opuścił więzienie mając 71 lat. Siwy staruszek nadal posiadał świetną pamięć i upierał się, że jest niewinny (chciał podobno rewizji procesu). Nie wstydził się opowiadać o swojej historii, co wprawiało w osłupienie ludzi, ponieważ nie zauważali jakiejkolwiek skruchy w zachowaniu byłego kapłana. Żona rozwiodła się z nim, a dzieci nie chciały mieć kontaktu ze swoim ojcem.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 11.07.22, 12:29
                                                    Evangelos Goussis urodził się 14 września 1967 roku w Taszkent, w rodzinie greckich imigrantów. Był najmłodszym z czworga dzieci Aristidesa Goussisa, członka ruchu oporu przeciwko nazistom w czasie II wojny światowej, a później prosowieckiego partyzanta w greckiej wojnie domowej. W 1949 roku, po zwycięstwie prawicy, Aristides wraz z żoną uciekł na tereny dzisiejszego Uzbekistanu, gdzie mieszkał do 1975 roku.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 11.07.22, 12:33
                                                    W 2003 roku Radev stał się następną, śmiertelną ofiarą wojny gangów. „Ange” nie ochronił swojego patrona. W trakcie zabójstwa leżał w szpitalnym łóżku po nieudanej próbie samobójczej, miał paranoję i był uzależniony od narkotyków. Dla bezwzględnych przestępców stał się łakomym i łatwym w kontroli kąskiem. Po opuszczeniu szpitala skumał się z Faurem – i to z nim widziano go na miejscu dwóch wspomnianych wcześniej zbrodni.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 11.07.22, 12:36
                                                    Karl Denke urodził się w dolnośląskiej wsi, znanej dzisiaj jako Kalinowice Górne. Miał starszego brata Adolfa, a jego rodzice prowadzili gospodarstwo, które zapewniało rodzinie dostatnie życie. Karl jednak nie był łatwym w wychowaniu dzieckiem. Uparty i zawzięty, sprawiał wiele kłopotów. Jego tragiczne stopnie sprawiły, że nauczyciele zaczęli podejrzewać, iż mógł być opóźniony w rozwoju.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 11.07.22, 12:40
                                                    W pierwszej chwili policjanci sceptycznie podeszli do jego zeznań, jednak krwawa rana zmusiła ich do ściągnięcia Karla na posterunek. Choć ten zarzekał się, iż atak był odpowiedzią na próbę kradzieży ze strony Olivera, to funkcjonariusze zdecydowali się zatrzymać go na noc w areszcie w celu dokładniejszego spisania zeznań i przyjrzenia się sprawie z samego rana. Niestety, nie udało im się tego dokonać, gdyż o poranku znaleźli Denkego martwego w celi. Mężczyzna powiesił się na chuście, którą przywiązał do okiennych krat.
                                                  • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 11.07.22, 12:42
                                                    Karla Denkego pochowano w prostej trumnie, wczesnym rankiem na lokalnym cmentarzu. Przy jego grobie ustawiono wartę w obawie przed zbezczeszczeniem ciała. Zaczęto również dementować plotki, jakoby mężczyzna żywił się mięsem swoich ofiar lub handlował nim na targach. Nic nie potwierdzało tych teorii.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 22.07.21, 17:16
            Andrew Kellet to 23-letni wielbiciel szybkiej jazdy samochodem i łamania przepisów drogowych. Koleś ten nagrywał wszystkie swoje wykroczenia, a następnie umieścił filmiki w internecie. Na nich widać jak na dłoni tego inteligenta kradnącego paliwo na stacjach benzynowych, zażywającego narkotyki czy tez biorącego udział w nielegalnych wyścigach samochodowych.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 09.08.21, 22:27
            To go nie zatrzymało ani na chwilę. Oczekując na proces, dokonał kolejnego morderstwa, tym razem na 24-letnim czarnoskórym Anthonym Searsie. O ile scenariusz zbrodni był podobny do poprzednich, o tyle „pamiątka”, jaką zostawił sobie Dahmer, była upiorna. Zachował czaszkę ofiary. Oczyścił ją i pomalował białą farbą. Wyglądała jak eksponat do nauki anatomii. Jeffreyowi służyła jednak za obiekt do masturbacji.
          • madohora Re: Sprawy kryminalne te mniej znane, zapomniane, 11.08.21, 18:28
            Trzynaście miesięcy później policja odkryła ciała Deborah Everist i Jamesa Gibsona. Okoliczności były podobne, pozostałości szkieletu Deborah znaleziono w dwóch płytkich grobach. Została zamordowana ciosami noża, analiza szkieletu wykazała pogruchotaną szczękę i czaszkę. James zginął od ciosów nożem, tak mocnych, że w ich wyniku ofierze popękały kości.