Potrzeba - matka wynalazku.

    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 19.05.16, 09:35
      Radiometr 1873 Crookes.
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 19.05.16, 09:36
      Refrakcja (łamanie się światła) 1-sza teorja 1622 R. Descartes (1596-1650).
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 19.05.16, 09:37
      Rusznica 1537 (?) w Norymberdze.
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 19.05.16, 09:38
      Silnik elektryczny 1829 Jedlicke, Jacobi.
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 19.05.16, 09:38
      ól morska 1791 Leblanc (1713-1800).
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 19.05.16, 09:39
      Stalowe pióra 1803 Wise.
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 19.05.16, 09:40
      Swiatło elektryczne 1812 Davy.
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 19.05.16, 09:42
      System planetarny 1609 J. Kepler
      • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 21:31
        Materjały wypełniające: wapno, brzmień (siar czan barytu), tlenek cynku, tlenek żelazowy, opiłki żelazne i inne.
      • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 21:33
        Asfalt do 30%. jak również wosk, robi mieszaninę bar dziej ciągliwą. Zamiast kalafonji można użyć zwyczajnego la ku. Bardzo dobrą mieszaninę robi się z wosku i kalafonji w równych częściach. Przez wgniecenie poszarpanej na drobne włókna i pociętej bawełny (waty) zwiększa się wytrzymałość masy.
      • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 21:38
        a) kit glicerynowy odporny jest na wodę, kwasy, alkalja i alkoholów', jak również wytrzymuje temperaturę około 300". Rozciera się 100% glejty z 12% gliceryny, którą się stopnio wo dodaje do gęstej masy, którą trzeba dobrze przegnieść. Łą czone części naciera się gliceryną. W ciągu 10 minut kit twardnieje, należy go więc możliwie szybko obrabiać.
      • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 21:42
        ZIELONY CELLOFAN CHRONI ŚRODKI ŻYWNOŚCI PRZED ZEPSUCIEM - większa część barwnych papierów, służących jako opakowanie, przepuszcza światło słoneczne, co przyczynia się do psucia środków żywności. Tylko dwa koolry, mianowicie trawiasto-zielony i czarny wyłączają szko dliwe promienie. Kolor czarny nie przepuszcza, praktycznie biorąc, żadnego światła, zaś wpływ koloru trawiasto-zielo- nego jest taki sam, jak chlorofilu w roślinach. Obydwa te kolory absorbują z białego światła te promienie, które wy wołują działanie fotochemiczne. Podczas szeregu badań roz dzielono ten sam środek żywności na dwie szklanki, z któ rych jedną zawinięto szczelnie w czarny papier. Następnie wystawiono obie szklanki na przeciąg roku na działanie słoń ca. Wynik: pożywienie w szklance, zawiniętej w czarny pier zepsuło się i zgniło. Badanie wpływu barw światła na konserwację przeprowadzono następująco: po jednej szklance, napełnionej słoniną, masłem i oliwą do sałaty, umieszczono w dziesięciu naczyniach, nakrytych kolorowemi szybkami. Następne wystawioną je przez dłuższy czas na działanie słoń ca. Po zakończeniu doświadczania, tylko tłuszcze umiesz czone pod trawiasto-zielonem szkłem pozostały niezmienio ne, zaś tłuszcze z pod niebieskiego, purpurowo-czerwonego, żółtego, pomarańczowego, albo czerwonego szkła posiadały woń wybitnie zjełczałą. Ten sam rezultat osiągnięto, zawija jąc tłuszczowe produkty w cellofan o różnych barwnych od cieniach. Jedynie cellofan koloru trawiasto-zielonego chronił produkty przed zepsuciem się

        1934
      • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 21:57
        Gnące niełamiące się szkło. Możliwość wpływania na właściwości szkła polega głównie na działaniu wewnętrz nych stanów natężeń, które powstają przy wytwarzaniu szkła podczas hartowania go. względnie nagłego oziębiania. Obe cnie wprowadzono nową metodę chłodzenia tafli szkła za po mocą prądów zimnego powietrza, nieuszkadzającei lustrzanej powierzchni szkła. Na tej drodze wyprodukowano szkło pod nazwą ..Sckurit". posiadające 5 do S-mio krotnie większą giętkość w porównaniu do szkła dotychczas używanego. Szkło to posiada dużą odporność na zmianę temperatury. Poddawane było różnym próbom nagłego ziębienia w gra nicach temperatur między plus 80 do minus 60 stopni. Pardzo ciekawe jest zachowanie się tego szkła przy gwałtownych uderzeniach. Nie rozpryskuje się ono w ostrych ułamkach i szczerbach, lecz pęka. tworząc niedu że kawałki wielkości grochu, o krawędziach stosunkowo tę pych. które to cząstki stają się nieprzezroczyste, a samo szkło pokrywa się siecią żyłek, przez którą widzi się drogę jakby przez firankę.
      • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 22:00
        Fotografowanie z odległości 20 kim. Przez wprowadzone udoskonalenie w* technice fotograficznej, dziś już fotcgrafja sięga na bardzo dużą odległość. Zastosowanie nowowyna- lezionych teleobjcktywów pozwala na zdejmowanie przed miotów oddalonych o 20 kim. od aparatu. Koniecznym wa runkiem tych zdjęć są jednak specjalne klisze, wyjątkowo czułe na promienie podczerwone. Promienie te lepiej, niż in* ne przenikają przez mgłę i wilgoć, zawartą w powietrzu.
      • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 22:09
        Słynny lotnik amerykański Willey Post po nieudanej próbie przed paru miesiącami z powodu defektu silnika, 15 marca wystartował ponownie do przelotu stratosferycznego Los Angelos — Nowy Jork. Lot z powodu wyczerpania się zapasów tlenu nie zakończył się w Nowym Jorku, uwień czony jednak został wspaniałym wynikiem. Na trasie prze szło 2000 mil Post leciał na wysokości od 8 do 11,000 mtr. Lecąc ze średnią szybkością 445 km/godz., przyczem w prze ciągu kilku godzin z szybkością 344 kg/godz. Wspaniały ten wyczyn jest wielkim sukcesem lotnictwa stratosferycznego i pierwszym przelotem w stratosferze na samolocie. Willey Pot do swego lotu użył już nieco przestarzałej konstrukcji jednopłatowca Lockhed-Vega, nazwanym „Winnie -Mae". Na tym samym samolocie Post swego czasu dokonał rekor dowy lot dokoła świata.
      • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 22:11
        Konkurent radu. Wiedeński rengcnolog, prof. dr. Schwarz na posiedzeniu 1 owarzystwa Lekarskiego przedłożył wynale zione przez siebie rurki rentgenologiczne. Łatwość użycia takowych, (przystawiane są bezpośrednio do ciała), oraz zu pełne bezpieczeństwo w działaniu tego wynalazku wróżą du ży- przewrót w dziedzinie promieniolecznictwa. Jeśli zapo wiedzi D-ra Schwarz'a sprawdzą się, to rad — uważany do tychczas za jedyny środek leczniczy przy chorobie raka — utraci swoje docydujące znaczenie. Według oświadczenia D-ra Schwarz’a miał on już przez zastooswanie swego wy nalazku w 18 wypadkach całkowicie wyleczyć pacjentów z tej strasznej choroby. Wiedeńska Klinika Kobieca zainte resowała się wynalazkiem D-ra Schwarz’a i prowadzi z nim pertraktacje celem zaopatrzenia kliniki w rurki rentgenelo- giczne.
      • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 22:32
        Ulepszone aparaty iskrowo-radjowe. Ostatnio zarząd lasów- w- Stanach Zjedn. A. P. zaopatrzył swych robotni ków lasowych, którzy są przez szereg miesięcy odcięci od stosunku z pozostałym światem, w nowe aparaty, ważące tylko 6 kg. Aparaty te umożliwiają telefoniczny odbiór i nadawnie wszelkich rozmów', Dawne aparaty iskrowo-ra djowe ważyły 25 kg i były przystosowane do nadawania i odbioru alfabetu Mors-a. Inne lekkie aparaty tego typu nadawały się wprawdzie do odbioru telefonicznego, jednak nie były dostosowane do nadawania wspomnianego alfabetu.
      • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 22:36
        Mattehewf ulepsza w swoim laboralorjum nowowyna- lezione przez siebie promienie śmierci. Inżynierowi udało się dojść już lak daleko, że zabija swojem promieniami szczura na odległość 18 mtr.. Jego promienie śmierci zatrzymują roz pędzone auto przez odebranie jego magenlom siły działania. Zdaniem inż. Mattehewf jego promienie śmierci mogą zatrzy mywać w locie samoloty pod wpływem pocisku tajemniczego światła śmierci. Samoloty w pajęczynie. Drugim wynalazkiem, nad któ rym pracuje tenże inżynier jest „stalowa pajęczyna”. Są to rakeity, które lecąc w górę wybuchają na przeznaczonej wy sokości. Z rakiet wypadają spadochrony z nadzwyczaj deli- katnemi nićmi stalowcmi, które w miarę spadku rozkładają się bardzo szeroko w powietrzu, tworząc jakby pajęczynę stalową, w którą muszą się zaplątać samoloty nieprzyjaciel skie, próbujące lotu nad miastem, przeznaczonem do zbom bardowania. Wystarczy kilkanaście lub kilkadziesiąt takich rakiet, by utworzyć nad miastem ową sieć ochronną. Zdaniem fachowców stalowa pajęczyna ma wielką przy szłość przed sobą, a kto wie, czy wogóle uniemożliwi wszel kich ataków powietrznych i wojny w powietrzu.
      • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 22:40
        Stalowy mózg. W fizycznem laboratorjum uniwersytetu w Manchesterze zbudowano maszynę do liczenia. Jest to prawdziwy cud nowoczesnej techniki. Zwykła maszyna do liczenia ma się tak do nowowynalezionej maszyny, jak uczeń wstępnej klasy do profesora uniwersytetu. ,.Mózg stalowy" wykonywa zadania, wymagające od człowieka wielogodzinnej pracy*. Podajemy tu j.den przykład. Nowowynaleziona maszy na potrafi obliczyć pozycję w przestrzeni wystrzelonego dzia ła w pocisku. O ile ten stalowy Robol będzie wiedział, ja ka była szybkość i stopień pochylenia naboju, maszyna po trafi w każdej chwili obliczyć jego szybkość, zmieniającą się pod wpływem oporu powietrza i wykaże dokładnie misce, na którem upadł w cyfrach na oddalenie. Robot man- chesteski przeprowadza obliczenia z mechaniki, fizyki, astro- nomji i t. d. Jest to prawdziwy cud XX stulecia, odejmu jący' wiele pracy człowiekowi, zajętemu wymierzeniami w r róż nych gałęziach wiedzy matematycznej.
      • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 23:47
        Maszyny parowe
        Czyny człowieka świadczą o jego sile ducho wej, a dzieje jego narzędzi są dziejami jego oświa ty. Natura opatrzyła bronią prawie każde zwie rzę: ciało jego albo porośnięte jest włosem, pie rzem, uzbrojone rogiem albo łuską; może sobie ko pać nory w skorupie ziemskiej, w drzewie i skałach dla schronienia się przed burzą i słotą, a skutkiem swojej szybkości może uciekać przed napadają cym go nieprzyjacielem; tylko człowiek jest bez bronnym , bez pomocy, bez okrycia i mieszkania! Najkonieczniejsze potrzeby musi dopiero zaspaka jać sobie na drodze sztuki. Jego ręce bezbronne nie są w stanie ani uciąć drzewa na zbudowanie so bie mieszkania, ani wykopać kryjówki w ziemi, ani jej orać. Biegiem ani siłą nie podoła zwierzę tom , których skórą chce się okryć na zimę. Nie może również wznieść się w powietrze, dla schwy tania ptaka na pożywienie. Niema schronienia ani broni przeciw zwierzętom jadowitym i drapieżnym na jego czyhającym życie. Wszystko to zatem skłania go do robienia sobie sztucznych narzę dzi. Ale metale, najlepszy ku temu środek, głębo ko są ukryte w ziemi pod postacią kruszcu, zkąd dopiero po wielkich zachodach wydobywa się je na wierzch. Przypadkiem znaleziony kamień, burzą obalone drzewo, oto jest wszystko co skąpa natu ra zostawiła do obrony człowiekowi! I ten sam słaby, bez żadnej pomocy człowiek, podbija dla siebie całe państwo zwierzęce, zaspa- ( ! ) Pod tym nadpisem ogólnym umieszczać będziemy vr Księdze Świata artykuły traktujące w sposób przystępny najżywotniejsze kwestye teraźniejszości w dziedzinie me chaniki, wynalazków i przemysłu, pióra znanego w zawo dzie technicznym J. Kr. Pietraszka. aja bogactwami natury nietylko konieczne, ale i zmyślone swoje potrzeby, buduje olbrzymie gma chy, przepływa szerokie morza i wznosi się ponad chmury; kompilacyi martwych części żelaza i drze wa nadaje życie, i radośnie pogląda, jak to dzieło dogadzakoniecznym lub urojonym jego potrzebom. Tworzy sobie nieprzerwany szereg środków i na rzędzi z sił i materyj natury, wznosząc je coraz wy żej, od prostej pałki lub kostura, do złotem zdobio nego miecza; od kamienia rzucanego ręką, do dale- konośnego działa; od czółna z prostych zbitego desek, do żelaznych parostatków; od kamiennej siekiery, do delikatnego rylca miedziorytnika; od rybiej łuski, której dziki zamiast igły używa, do świdra górniczego; od prostej igły sieciarza, aż do zdumiewającej maszyny dorobienia tiulu; od garn ka Papina, do maszyny parowej, dzisiaj tak ważną rolę odgrywającej w przemyśle. Czem jest wynalazek drukarstwa dla kultury u- mysłowej, tern samem stała się maszyna parowa dla przemysłu i dobrego bytu narodów. Maszyna parowa stanowi no wą epokę w histo- ryi mechaniki, z zaprowadzeniem jej poczyna się nowa faza w przemyśle, a koniecznie dobre sku- ki jakie ten wynalazek za sobą pociągnie, za pewniają mu ważne stanowisko w dziejach ludz kości. Ważne już bez wątpienia uczynił człowiek po stępy, poznawszy obydwie elementarne siły, to jest: wodę i powietrze, i nauczywszy się ich używać stosownie do swoich celów. Z ich bowiem pomo cą ulżył sobie w ciężkich pracach, stosując je do handlu i przemysłu; za ich pośrednictwem odby wał wielkie podróże, zwidzając najodleglejsze okolice świata okrętami. Ale wynalazek maszyny parowej stał się niejako kulminacyjnym puwego postępu; przezeń albowiem stworzył sobie człowiek siłę, której w każdem miejscu i prawie do wszystkich celów przemysłowych używać może. Jakkolwiek wielka jest siła wiejących wiatrów i płynącej wody; jakkolwiek przyroda takowej nie szczędzi, zamiast jednak nad nią panować, czło wiek widzi się być od niej w każdym kroku za leżnym. Wiatr porusza wprawdzie młyny, a za pośrednictwem żagli okręty, ale z każdą chwilą zmienia się jego moc i kierunek; czasem zawieje i zaryczy gwałtownie, i znów na długo ucicha. Te same niedogodności przedstawia nam woda. Najzupełniej dopiero tym przeszkodom zapobie gła maszyna parowa. Wszędzie, gdzie tylko ma- teryał opałowy mamy pod'ręką, jesteśmy w stanie stworzyć sobie siłę jakiej potrzebujemy. Wynalazek prochu strzelniczego dał nam po znać gwałtowność jego działania; ale że siła ta jest tylko chwilową, nie odniósł więc z niej prze mysł wielkiego pożytku. Maszyna zaś parowa po zwala nam korzystać z siły ciągle działającej , i właśnie takiej, jakiej przemysł potrzebuje. Zajęła ona, jakeśmy już powiedzieli, w dziejach ludzkości ważne stanowisko, a cywilizacya przez nią tak wysoko postąpiła, jak wysoko postępuje naród przechodzący ze stanu łowieckiego albo paster skiego do rolniczego. Jako prawdy moralne, tak i najważniejsze tech niczne wynalazki czekać muszą wieków, nim się lu dy na ich wartości poznają i takowe wprowadzą w praktykę. Jakże dawno znano proch strzelni czy, nim go przyjęto do systemu wojennego! Jak że dawno znane już były ziemniaki, nimje za nie oceniony pokarm uznano! To samo powiedzieć można i o maszynie parowej. Najpierwsza maszyna przez Saveri/eg o około r. 1700 wynaleziona, nie miała jeszcze istotnego te chnicznego zastosowania: używano jej tylko w ogro dach przy wodotryskach, w którym to celu iPiotrl takową do Petersburga sprowadził. Maszyny Neveommeri’ a już obszerniejsze przedstawiały ko rzyści: używano ich bowiem w górnictwie, gdzie koszta na ich opalanie nie były tak znaczne. Siedm- dziesiąt lat upłynęło, nim Walt i Boulton wy rwali je z tego stanu, udoskonalając je więcej i stosu jąc do różnych operacyj technicznych. Ale nim zo stały użyte do nadawania ruchu po warsztatach, nim ich usługa prawie wszystkich w zadumienie wpra wiła, uległy jeszcze różnym z kolei odmianom. zącą wodę do 100 stopowej wysokości; młyn albioński, co do wielkości wszystkie inne przecho dzący, wprawiano w ruch za pomocą jednej tylko maszyny. Z pomocą innej maszyny, użytej w men nicy, odbijano 30,000 sztuk metallicznycli wjednej godzinie; wiele zalanych kopalń znowu osuszono. W Cornwalis w jednej sztolni 4 maszyny dzień i noc z siłą 810 koni pracują (kiedy koń dziennie tyl ko 8 godzin pracować może) i pracę ich na 2,400 koni ocenić można. W innej znowu kopalni zbudo wano kolosalne maszyny, podług systemu Woolf a. które razem siłę 900 koni stanowią. To samo zdziwienie obudzają dmiechy (wenty latory) i walcownie, siłą maszyn parowych poru szane; a gdy dawniej maszyny parowe tylko do ciągnienia wody używane były, pracują dzisiaj: w gorzelniach, piwowarniacli, cukrowniach , przą- dzalniach, tkalniach i pralniach publicznych ; świ drowanie, toczenie metali, drukowanie książek z ich odbywa się pomocą. Maszyny przenośne za stępują miejsce żywych koni; inne przy budowie dróg rozbijają kamienie; innych używają w rolni ctwie do poruszania młockarń i tłoczenia płynnych nawozów na pola ( 1 ). Czas wynalazku maszyny parowej, datuje się od lat 150. Już wprawdzie przed r. 1698 rozmaici uczeni mężowie robili próby i doświadczenia z si łą pary wodnej; jednakże maszyny parowej nieu- dało im się wynaleźć. Hero z Aleksandryi, na 100 lat przed Chrystusem żyjący, ogrzewał wodę w ruehomem i na osi za- wieszonem kulistem naczyniu. Salomon de Caus O Wn. 38 Gazety Rolniczej zr. 1855-podaliśmy nowy sy stem gospodarowania pana Kennedy wSzkocyi, na folwarku My er-Mili , niedaleko miasta Ayr. System p. Kennedy za sadza się na przemianie nawozu stałego na płynny. Czte ry wielkie nakryte zbieralniki przyjmują ze stajen wszy stkie ekskrementa stałe i płynne, a dla zapobieżenia osa dowi, zbieralniki te opatrują się wiosłami. Do nawozu domięszuje się pewna ilość guana i w kwasie siarkowym rozpuszczonych kości, a przed użyciem nawozu rozczynia się go, podług tego jak powietrze jest suche lub wilgo tne, jedną lub czterema częściami wody. Siłę potrzebną do poruszenia wioseł w zbieralnikach i do pompowania wody stanowi maszyna parowa, znajdująca się na folwarku, która zarazem pełni inne obowiązki gospodarcze, jak np. młóci i czyści zboże, rozcina głąbie i korzenie, rżnie sieczkę i t. p. Maszyna ta równa się sile 12 koni i zu żywa na godzinę, na siłę jednego konia, 10 funtów mate- teryału opałowego. Nawóz tłoczony bywa rurami pod-
      • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 06.05.20, 20:11
        Pastuszek wynalazcą kolei żelaznej.
        (Jerzy Stephenson)

        W małej angielskiej wiosce Wiliam, żył w drugiej połowie ośmnastego stulecia Robert Stephenson, powszechnie zwa ny „Starym Bobem“. Stary Bob był palaczem maszyny i pozostał palaczem do końca życia. Temu to człowiekowi w roku 1779 urodził się syn Jerzy, jako dziecko mały Je- rzyk, razem z siedmiorgiem rodzeństwa, zbijał bąki, stary Bob bowiem nie posyłał swoich dzieci do szkoły. Mając lat ośm Jerzy nieumiał ani czytać, ani pisać, że jednak musiał zarabiać, został pastuszkiem w małem gospodarstwie wiejskiem. Płacono mu wprawdzie zaledwie dwa pensy (18 fen.) dziennie, ale za to wiódł wspaniałe życie. Mógł przez cały dzień robić, co mu się żywnie podobało: bu dować z kory i odpadków drzewa małe młyny na prawdzi wych kołach, które w wodzie obracały się naprawdę. Mały Jerzyk przypatrywał się dobrze maszynie parowej, przy której ojciec jego był palaczem i próbował ją odtworzyć. Z gliny zrobił kocioł, z drewienek dźwignie, a rury z trzciny. Jakaż to była radość, gdy oglądał dzieło rąk swoich! Odtąd największem pragnieniem jego było dostać się do obsługiwa nia prawdziwej maszyny. Dążąc do tego celu, postarał się o przyjęcie do sortowni węgla, a potem węgiel zwoził wózkami. W czternastym roku życia został drugim palaczem, a w piętnastym, dozorcą maszyny. Młody Stephenson spędzał teraz niejedną noc przy ma szynie. Gdy załatwił wszystkie obowiązkowe czynności, lubił przy takcie jej ruchów pogrążać się w marzeniach. I rzecz dziwna: W wyobraźni jego maszyna ta nie była już przykuta do jednego miejsca;, lecz stawała się istotą żywą, pędziła przez pola, drogi, pędziła z miasta do miasta, a przed tą chyżością marzył młody palacz — malały odległości, ludzie wszystkich stron świata zbliżali się ku sobie. Jakiżby to był ogromny przewrót w świecie! Lecz czyż Jerzy Stephenson, biedny chłopak dorzucający węgiel do maszyny, nie umiejący czytać, ani pisać, mógł się pokusić o urzeczywistnienie tego marzenia? Wprawdzie nie posiadał pieniędzy, ani wykształcenia, ale był młody, a duszę jego przepełniała energja i żądza czynu. Postanowił więc przedewszystkiem zdobyć wykształcenie. W dziewiętnastym roku życia zaczął się uczyć czytać i pisać, uczęszczając trzy razy na tydzień do wieczornej szkoły w odległej wsi. Aby móc kupować książki i przybory do nauki, musiał powiększyć swoje dochody, w tym celu nauczył się szew stwa i nocą siedząc przy maszynie, naprawiał buty swoim znajomym, zaś w chwilach wolnych od pracy, gdy maszyna nie pracowała, rozbierał ją na pojedyncze części, oglądał do kładnie, starał się zrozumieć i składał napowrót. W naukach postępował szybko i wkrótce już z całą gorli wością oddawał się studjowaniu fizyki i mechaniki. Że zaś wydatki jego rosły, bo już się był ożenił i urodził mu się syn przeto wyuczył się jeszcze dwóch innych rzemiosł: zegar- mistrzostwa i krawiectwa damskiego. A warto dowiedzieć się, w jaki sposób nauczył się zegarmistrzostwa. W domu, gdzie mieszkał, wybuchnął razu jednego pożar. Wprawdzie pożar był niewielki i ugaszono go, ale zegar domowy zanie czyszczony sadzą, popiołem i wodą, użytą do gaszenia — sta nął; Stephenson rozebrał go, a rozbierając przypatrzył się uważnie mechanizmowi, potem oczyścił części składowe, zło żył napowrót i tak zaznajomił się z mechanizmem zegarów i nauczył się je naprawiać. Zdarzenie to dowodzi, jak bystry miał umysł i jak uważnie i rozumnie przypatrywał się wszyst kiemu i badał wszystko, na co patrzył. Był już więc maszynistą, szewcem, zegarmistrzem i kraw cem, a przy tern o właściwym celu swego życia nie zapominał ani na chwilę. W kopalni uważano go za zręcznego robotnika, nie byłby jednak jeszcze tak rychło posunął się naprzód, gdyby nie przypadek, który w życiu każdego prawie wynalazcy ważną dgrywa rolę. Zdarzyło się, że nowej maszyny, zakupionej do kopalni, nie można było wprowadzić w ruch. Przez cały rok biedzili się pizy niej inżynierowie i już miano ją sprzedać jako stare żelazo, gdy Stephenson poprosił, żeby mu pozwo lono spróbować, czy nie potrafi złemu zaradzić. Manipulował koło niej cztery dni i naprawił ją znakomicie. Zwróciło to na niego uwagę ludzi fachowych i do licznych jego zawodów przybył jeszcze jeden: montera maszyn. Teraz ten wytrwały i niestrudzony pracownik miał dstateczny zapas wiadomości i trochę zaoszczędzonych pie niędzy, mógł więc pomyśleć o urzeczywistnieniu swych ma rzeń i przystąpić do budowy pierwszej lokomotywy. Wynalazek jego polegał na tern, że ułożył poziomo tłok, który w zwyczajnej machinie parowej stoi pionowo, a połą czywszy odpowiednio koła, osadzone na wspólnej osi, nadał 25 im ruch obrotowy, ruch ten wskutek tarcia kół o szyny wpra wiał w ruch lokomotywę, która mogła pociągnąć za sobą wozy kolejowe. Udało mu sie pozyskać poparcie właścicieli kopalni, lecz gdy zabrał się do roboty, natrafił na największe trudności ze strony robotników. Do budowy maszyny potrzebni są kwali fikowani, to jest uczeni w swym zawodzie ślusarze i mecha nicy, ci zaś oświadczyli, że nie będą służyć byłemu pastu chowi i szewcowi! Tak więc skutkiem głupoty ludzkiej musiał Stephenson użyć do swego dzieła sił niekwalifikowanych i przy ich po mocy zbudował pierwszą lokomotywę, którą nazwał „M i- 1 o r d e in“. Dnia 14 czerwca 1814 roku „Milord 44 przywiózł po raz pierwszy mały pociąg ciężarowy, wiozący 30.000 kilogramów węgla z odległości ośmiu kilometrów do kopalni. Chyżość jego odpowiadała sile jednego konia, a koszta przywozu wy nosiły też tyle, ile przy zwożeniu ciężaru końmi. — Kiedy tak — oświadczył właściciel kopalni — nie my ślę łożyć pieniędzy na tak kosztowne „zabawki 44 . A ludzie śmieli się i dowcipkowali, że ten „milord 44 bardzo niebez^ pieczny, bo może wybuchnąć i spowodować pożar. Lecz Stephenson nie dał się odstraszyć ani kpinami, ani głupotą i rozpoczął budowę drugiej lokomotywy. Z czasem uznano i zrozumiano ideę Stephensona i właściciele pewnej wielkiej kopalni powierzyli mu budowę kolei dla transportu węgla. Przy pomocy swego siedemnastoletniego syna wykonał zadanie swe tak znakomicie, że sława jego jako wynalazcy rozeszła się po całym świecie. Teraz Stephenson, jako czło wiek sławny i zamożny, pozyskał przyjaciół i przy ich po parciu przystąpił do budowy pierwszego pociągu oso bowego. Dzień 25-ty września 1825 r. był owym pamiętnym dniem, w którym pomiędzy Stocktonem a Darlingtonem przejechał pierwszy pociąg kolei żelaznej, wiozący ludzi. W jednym z wa gonów siedzieli dyrektorowie kolei, w drugim kapela przy grywała wesołe meiodje, a oprócz tego 21 miejsc zajęli podróżni. o drodze i na stacji zebrana tłumnie publiczność pełnymi zachwytu okrzykami witała pociąg. Wszyscy czuli i rozu mieli, jak ważnym jest nowy wynalazek dla rozwoju kultury ostępu i dobrobytu ludzkości. Zdawałoby się, że Stephenson pokonał wszystkie prze szkody i nie napotka już trudności w dalszej pracy nad rozszerzeniem sieci kolejowej, a właśnie teraz zaczęto na dobre rzucać mu kłody pod nogi. Zapytacie może, kto był tak niemądry, że chciał prze szkodzić tak ważnemu i dobroczynnemu dziełu? Powodem zwalczania Stephensona była chciwość ludzka. Skoro tylko, rozeszła się wiadomość, że powzięto plan bu dowy drugiej linji kolejowej między najbardziej przemysło- wemi miastami angielskiemi Manchestrem i Liverpolem, pewna, dość liczna grupa ludzi zaczęła poruszać niebo i ziemię, aby przedsiębiorców zmusić do zaniechania powziętego zamiaru. Byli to głównie właściciele wozów transportowych, bryk i karet podróżnych, poczmistrze i właściciele domów za jezdnych na gościńcach, słowem wszyscy ci, którzy obawiali się utraty swych dochodów i postanowili dołożyć wszystkich starań, ażeby nie dopuścić do zmiany środków komunikacyj nych. A że byli między nimi ludzie energiczni i wpływowi, więc nie pominęli żadnego środka. Zwrócili się do parlamentu, domagali się ustaw, zakazujących budowę kolei, lżyli i spo twarzali Stephensona w najohydniejszy sposób. I udało się im pozyskać dla siebie właścicieli wielkich po siadłości, lordów, którzy obawiali się, że przeprowadzenie przez ich gru
      • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 06.05.20, 20:43
        Po wodzie i pod wodą. Płynie rzeka z góry, fale toczą się wartko, a na falach unosi się kawałek drzewa jeden... drugi... trzeci... Na brzegu rzeki siedzi człowiek i śledzi oczyma i nurtu rzeki i kawałków drzewa... Jeden i drugi popłynął z falami i wraz z niemi zniknął z oczu człowieka, ale jeden, pod wpły wem wiatru płynąc ukośnie, dotarł do przeciwległego brzegu rzeki i tam uwiązł wstrzymany krzewami porastającymi brzegi. Człowiek patrzył i jakieś niejasne myśli krążyły po jego głowie. Nie zastanawiał się nad tern, dlaczego woda płynie, dla czego drzewo unosi się na jej falach, a rzucony przez niego w wodę kamień tonie, ale ciekaw był, dokąd ta rzeka płynie, co jest tam, gdzie ona płynie. A potem pomyślał, czy i on nie mógłby tak, jak ten kawałek drzewa, dostać się na fali na drugą stronę rzeki, albo popłynąć w odległą dal i dowiedzieć się, czy tam daleko świat wygląda tak jak tutaj. Ostrożnie spuścił się w wodę, lecz woda go nie unosiła, zaczął tonąć, ale na szczęście nadpłynął nowy kawał drewna, człowiek uczepił się go, i tak z nim razem płynął czas jakiś i z nim razem dostał się na drugi brzeg rzeki. Tu było wszystko tak samo jak po tamtej stronie, wrócił więc nad brzeg, zgryzł kilka owoców dziko rosnących i zasnął. Gdy obudził się, wiatr wiał w innym kierunku, i drewno, co ugrzęzło między krzakami, poruszało się i usiłowało oder wać się od brzegu. Człowiek skoczył na ową kłodę, drągiem znalezionym na ziemi oparł sie o brzeg, kłoda ruszyła, a on siedząc na niej płynął z falą. Woda nie była głęboka, koniec trzymanego w ręku drewna sięgał dna, a człowiek zauważył, że opierając się drągiem o dno, mógł trochę kierować kłodą. Człowiek płynął dość długo i doznawał przyjemnego uczucia w tem posuwaniu się dalej i dalej bez żadnego ze swej strony wysiłku. Po jakimś czasie dobił do ziemi, kłoda doprowadziła go do brzegu, wyciągnął ja na brzeg, a sam ruszył na poszu kiwanie żywności. Pożywiwszy się, położył się na trawie i patrzył wciąż w fale rzeki, których szmer uśpił go. Zbu dziwszy się, postanowił wrócić tą samą drogą, którą przybył, ale kłoda nie dawała się cofnąć w górę pod prąd fali, więc człowiek siedząc na niej trzymał się brzegu, wspierał się drą giem w dno rzeki i tak przy pomocy drąga z wielkiem wy tężeniem sił wolno i z trudem posuwał się w górę rzeki. Tak to mogła się odbyć pierwsza próba tak potężnie dziś rozwiniętej żeglugi, a owa spostrzeżona na rzece kłoda prze istoczyła się z czasem w tratwę, potem w łódź; bo tratwa nie jest niczem innem, jak szczelnie z sobą powiązanemi kło dami drzewnemi, a ów drąg, którym pomagał sobie pierwszy żeglarz — to pierwsze wiosło, które później poruszało statki. A nietylko rzeką puścił się człowiek po wodzie. I mieszka niec wybrzeża morskiego zrobił podobną próbę, może ujrzał siedzącego na płynącej kłodzie ptaka lub inne zwierzę i jak one usiadł na kawale drewna i puścił się na niem w dal. Potem przekonał się, że w pień wydrążony można nało żyć większy ciężar, a pień razem z ciężarem nie zatonie i przekonał się, że łatwiej spławiać ciężar po wodzie, niż wlec go po ziemi. Chcąc odbyć wspólną po wodzie wycieczkę, ludzie zwią zali giętkiemi gałązkami wierzby lub jakiej pnącej rośliny dwie lub więcej kłód i tak powstała tratwa, w której szpary uszczelniono mchem lub liściem, później dopiero zalano je smołą. A tratwy te dotrwały aż do dnia dzisiejszego. I dzis jeszcze używają ich do spławiania drzewa z gór w niektórych okolicach Afryki, Ameryki, a nawet w Europie. Później zaczęto wyrabiać łodzie bądź z kory, bądź z pni wydrążonych ostrzem kamienia, a już wielki był postęp, gdy chroniąc łódź od przepuszczania wody do wnętrza, zaczęto je obijać nieprzemakalną skórą. Taka łódź pierwotna utrzymała się dotąd u niektórych plemion, jako bajadera u Czukczów, kajak u Eskimosów, u Tunguzów i Minegrów. Na rzece Amur w wschodniej Azji pływają dotąd lekkie brzozowe łopółtora do półtrzecia metra długie, które mogą pomieścić do sześciu ludzi, końce ich są wysoko w górę zagięte. Łodzi takich używają także plemiona zamieszkujące dorzecza zatoki Hudsońskiej. Gdy ludzie, mieszkający nad wodami, nauczyli się sporzą dzać łodzie i używać wioseł, gdy nauczyli się wydobywać z ziemi i z swego otoczenia pewne przedmioty, gdy dowie dzieli się, że dalej nad wodą mieszkają inni ludzie, którym ich ziemia i woda inne dają owoce i minerały, a które i im przydać by się mogły, zaczęli z swoimi towarami puszczać się w drogę łodziami i mieniąc jedne przedmioty na drugie. Tak to człowiek żyjący w odległej przeszłości, zapomocą tratwy i łodzi poznawał nowe ziemie, nowe tych ziem płody, a potem łodzie posłużyły mu do celów handlowych, a potem, w miarę poznawania, zapragnął też posiąść owe nowo poznane ziemie i ich bogactwa, zaczął używał łodzi do zdobywania, czyli użył ich do celów wojennych. Do tych trzech celów i dziś służy żegluga, a w miarę postępu ludzkości udoskonala się i udoskonala coraz bardziej. Żeglarstwo rozwinęło się nasamprzód w tych miejscach, gdzie niewielkie, spokojne wody i brzegi wyizeźbione dawały bezpieczną przystań, gdzie gęsto rozrzucone wyspy nęciły bliskim celem podróży. Dlatego pierwotnie żegluga rozwinąć się mogła wśród archipelagu Grecji, między Europą południo wą i północną Afryką, między wyspami Ameryki środkowej, na wybrzeżach Japonji, między Australją i Azją. Wiadomo, że starożytni Fenicjanie krążąc w celach han dlowych po wodach morza Śródziemnego, przeszli^ wyspy greckie, dostali się do Włoch, Sycylji, dotarli do Słupów Her kulesowych, przepłynęli je, a nawet płynąc wzdłuż zachodnich wybrzeży Europy, dotarli do wysp Brytyjskich; z drugiej zaś strony, przez morze Czerwone i cieśninę Bab-El-Mandeb, aż do południowej Afryki, a prawdopodobnie i do Indyj. ^ Ich następcami w rozwoju żeglugi byli Kartagińczyey, których potęgi morskiej długo nie mogli pokonać nawet Rzy mianie. Statki greckie posuwały się na wschód, a Aleksander „Wielki zrozumiawszy wielką wartość komunikacji morskiej, 43 kazał budować Jiczne i wielkie statki; za jego czasów Mace donia posiadała już flotę, na której admirał Nearch miał zdobyć Arabję, ale śmierć Aleksandra przeszkodziła temu zamiarowi. Robiąc przegląd żeglugi w czasch starożytnych, widzimy, że Egipcjanie posiadali statki wojenne i to poruszane już nie- tylko wiosłami, ale nawet żaglowe, o czem świadczą ich po dobizny, zachowane na starych budowlach egipskich. Grecy budowali wojenne statki, poruszane trzema rzęda mi wioseł, umieszczonymi jedne nad drugiemi i stąd nazwane trierami; na nich mieściła się już załoga, złożona z dwustu i więcej ludzi. Ale nie na takich statkach przedsięwzięli Argo nauci pierwsza swoja wyprawę, nawet na wojnę trojańska nie popłynęli jeszcze Achajowie na tego rodzaju okiętach wo jennych. Służyły im wtedy jeszcze niewielkie łodzie, urzą dzone z największa prostota, które na ląd dawały się wycią gnąć z łatwością, kodzie te były tylko środkiem komunika cyjnym, umożliwiającym przewóz wojowników, flotę wojenną stworzyli Grecy dopiero w czasie wojen perskich,^ odtąd też walczyli już nie tylko na lądzie, ale i na morzu. Że potężna Persja musiała się ugiąć przed małemi Atenami, zawdzięczali to Grecy swej flocie, która składała się przeważnie z trier. Później budowano tak zwane p e n t e r y, t. j. większe okręty 0 pięciu rzędach wioseł, które w wojnach oddawały bardzo dobre usługi. Chcąc powiększyć morską siłę wojenną, budo wano coraz większe okręty, aż doszły do niemożliwych roz miarów.. Potwory te o dwudziestu do trzydziestu rzędach wioseł wymagały około dwu tysięcy wioślarzy, aż w końcu wybudowano statek tak wielki, jakiego dotąd świat nie wi dział; miało nim kierować cztery tysiące wioślarzy, lecz statek ten miał jedną wadę, a to — że poprostu poruszyć się nie dał. Starożytne okręty wojenne zakończone były ostrymi ste rami, które szybko pędzący okręt starał się wbić w okręt nieprzyjacielski i przebić go. Z okrętów tych wyrzucano też kamienne pociski na nieprzyjaciela. Rzymianie mało przyczynili się do rozwoju żeglugi, Rzym zawsze był państwem ladowem, a duma Rzymian baidzo
      • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 06.05.20, 23:07
        Poskromiona niszczycielka Burza i towarzyszące jej zjawiska błyskawicy i grzmotu wywierały od najdawniejszych czasów silne wrażenie na umysł ludzki. U ludów pierwotnych i w czasach starożytnych wrażenia te były tern straszniejsze, że ludzie ówcześni nie umieli sobie tych zjawisk tłumaczyć w sposób naturalny, si łami przj^rody, lecz uważali je za gniew istot wyższych, nie znanych i strasznych. Strach ten był jednym z powodów powstania wiary w rozliczne gniewne bóstwa, którym skła dano o,tiary w celu przebłagania ich gniewu. Jednakże już i w owych odległych czasach niektóre wni kające w przyrodę umysły przeczuwały, że za pomocą pe wnych mechanicznych przyrządów możnaby się ochronić od piorunów. Że tak było w istocie i że istnienie piorunochronu sięga czasów starożytnych, o tern świadczą pewne wzmianki starożytnych pisarzy. I tak: przy świątyniach egipskich już w XV wieku przed Chrystusem zaczęto stawiać z obu stron bram wchodowych zwanych pylonami dwa wysokie maszty. W pewnej wzmiance pochodzącej z czasów Ptolomeuszy, w IV wieku przed Chry stusem i przetłumaczonej w nowszych czasach przez egipto- loga Brugsza znajdujemy następujące słowa: „Oto jest wy soka budowla pylonu boga Edtu, wysokie maszty ustawione parami, służą do przecinania burzy schodzącej z niebios", A dalej jest tam mowa o tern, że te maszty „okute są miedzią krajową, ażeby lepiej służyły celowi". Były to zatem pio runochrony podobne do naszych. Rzymianie usiłowali również chronić się przed piorunami. Oto co pisze przyrodnik Plinjusz młodszy, żyjący w latach 672—640 przed Chrystusem, o śmierci Tuljusza Hostiljusa, o którym historycy ówcześni twierdzili, że bogowie zabili go, ponieważ zaniechał nałożonej na niego pokuty: „W chwigdy Fuljusz próbował wedle metody ojca swego Numy ścią gnąć błyskawicę do ziemi, lecz uczynił to niezręcznie, błyska wica go zabiła' 4 . Znaczy to więc, że już ojciec Tuljusza, Numa Pompiłjusz znał metodę odwodzenia piorunów. Rzymski autor Lukanus opowiada o pewnym uczonym Etruryjczyku, że „skupiał ognie błyskawic rozsiane w powietrzu i grzebał je w ziemi 44 . Lecz ta umiejętność Rzymian przechowywana w tajem nicy zapadła w zapomnienie i całe wieki średnie, ani badały przyczyn piorunów, ani próbowały chronić się przed nimi. Dopiero uczony niemiecki W inkier w r. 1646 pierwszy wy głosił zdanie, że błyskawica jest prawdopodo bnie zjawiskiem elektryczne m, wówczas podjęto w tym kierunku badania naukowe, które zakończyły się sła wnym wynalazkiem F r a n k 1 i 11 a. Ażeby dowieść, że błyskawica jest rzeczywiście olbrzy mią iskrą elektryczną, zrobił Franklin w r. 1752 słynne do świadczenie publiczne z latawcem dziecięcym. Pewnego popołudnia, gdy nadchodziła burza, puścił w powie trze orła na sznurze konopnym. Na końcu sznura zawiesił klucz a do klucza uwiązał jedwabny sznur, który trzymał w ręku. Gdy deszcz przemoczył sznur, a Franklin zbliżył pa lec do klucza, wyskakiwały iskry elektryczne jedna po dru giej. Później, gdy ludzie nie znający się na rzeczy chcieli po wtórzyć to doświadczenie, zdarzały się wypadki śmiertelnych uderzeń prądem elektrycznym. Doświadczenie Franklina do wiodło, że rzeczywiście błyskawica jest zjawiskiem elektry- cznem. Wkrótce potem Franklin wykonał swój pomysł ochrony budynków od piorunów, a piorunochrony jego były od razu zupełnie takie, jakie jeszcze dziś są w użyciu, t. j. wysokie metalowe sztaby, wbite w ziemię, które ściągają elektry czność błyskawicy i odwodzą ją w ziemię. Pierwszy piorunochron Franklina stanął na domu kupca Westa w Filadelfji. Była to sztaba żelazna stercząca w wyso kości trzech metrów ponad domem a mająca 27 milimetrów średnicy, która za pomocą osobnego przyrządu metalowego łączyła się z ziemią. Ale jakto najczęściej bywa, ludzie nie odrazu poznali się na wartości tego wynalazku, i bali się umie102 szczać piorunochrony na budynkach. Najpierw umieszczono je na okrętach wojennych Rzeczypospolitej Weneckiej, później na masztach okrętów angielskich, wiadomo bowiem, że piorun uderza często w okręty znajdujące się na pełnem morzu. • W Europie do rozpowszechnienia piorunochronów przy czynił się głównie Szwajcar Benedykt de Saussure, przyrodnik, który w sławił się tern, że pierwszy wszedł na szczyt góry Montblanc. On to na swoim domu w Genewie umieścił pioru nochron, czem wywołał oburzenie ludności genewskiej. W Ameryce piorunochrony rozpowszechniły się szybko; w roku 1780 było ich już czterysta; umieszczano je na wszyst kich gmachach publicznych, tylko konsul francuski sprzeciwił się temu. Zdarzyło się jednak, że wkrótce w gmach ten ude rzył piorun i zabił człowieka; przekonany tym wypadkiem konsul zaprowadził piorunochron i na budynku konsulatu. Od tego czasu uczeni zaczęli badać siłę elektryczną, która wkrótce z groźnej niszczycielki stała się uległą służką człowieka.
      • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 25.01.21, 16:18
        http://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/61SKPjJtAATKeVTRCX.jpg
      • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 25.01.22, 14:39
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/3/wd/qa/jcow/RYdgUwFaa5fXUy7G2X.png
      • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 29.01.23, 17:30
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/ckBD9NLF1cbzFRyxX.jpg.
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 19.05.16, 09:43
      Telegraf 1844 Morse.
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 19.05.16, 09:44
      Telegraf bez drutu 1896 Brauly, Marconi.
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 19.05.16, 09:45
      Telefonu zastosowanie 1875 Bell.
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 19.05.16, 09:45
      Termoskop 1597 Galileusz.
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 19.05.16, 09:46
      Tuberkuły, bakcyle 1890 Koch.
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 19.05.16, 09:47
      Wahadła prawa 1583 Galileusz, 1656 Huyghens.
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 19.05.16, 09:49
      Welocypedy 1860 Michaut Cooper.
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 19.05.16, 09:50
      Wodorod 1766 Cavendish.
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 19.05.16, 09:50
      Wody skład 1785 Lavoisier (1743-1794).
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 19.05.16, 09:51
      Zapałki chemiczne 1833 (?).
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 19.05.16, 09:52
      Zegary 1500 Hele.
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 06.11.16, 20:09
      ***
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 02.04.17, 19:57
      Trzy sposoby na czkawkę:
      1. Zjeść łyżeczkę cukru
      2. Zatkać nos i nie oddychać przez parę minut
      3. Niech ktoś cię bardzo przestraszy
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 29.07.17, 17:45
      ***
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 17.09.17, 20:01
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/wb/qa/5ixj/2HJODeT7XkTb2i9OMX.jpg
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 30.09.17, 14:15
      Teraz zgłupiałam czy są aż dwa takie wątki?
    • madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 23.02.18, 16:10
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/eb24c5H6FDPZXb6z2X.png
Inne wątki na temat:
Pełna wersja