madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 21:30 Rozmaite kity. Zależnie od materjału, kitowanych części, od chemicznych wpływów, na które są kity narażone i potrzebnej sile wiąza nia dobiera się ich skład. Przy sporządzaniu kitów rozróżniamy; 1. Zasadnicze materjały. 2. Materjały wypełniające. 3. Środki rozpuszczające. Zasadniczemi materjałami są klej, guma, dykstryna, smoła, asfalt, parafina, surowy wosk pszczelny, ka- lafonja, kauczuk, gutaperka, celuloid, szkło wodne, gliceryna. Odpowiedz Link
madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 21:32 Kalafonja jest krucha i staje się przy dodatku 1% oleju lnianego już miękką i kleistą. Dodatek 10 do 15% parafiny od biera jej znowu kleistość. *1 ylko mały (5%) dodatek alkoholu utrzymuje b. silnie klejność. Odpowiedz Link
madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 21:38 Kit ten jest stanow-czo wytrzymały na działanie wody, rozpuszczonych kwasów; rozpuszcza się w wielu olejach, ben zynie i akloholu. Zależnie od składu zaczyna mięknąć mię dzy 70 a 120" Celsiusza. Odpowiedz Link
madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 21:40 d) kit do umocowania liter metalowych na szkle: 1) rozpuścić i zmieszać w kąpieli piaskowej lub wodnej 4% terpentyny, 5% palonego gipsu, 7% kalafonji i 35°/o żywi cy świerkowej. 2) 3% ogrzanego lakieru kopalowego, 1% oleju terpen tynowego. 1% pokostu malarskiego. 3) namoczyć klej na 12 godzin w wodzie, następnie rozpuścić w' cieplej kąpieli wodnej, poczem zmieszać z kitem (jak 1) i do ciepłej jeszcze mieszaniny dodać 2% wodorotlenku wapniowego. Odpowiedz Link
madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 21:56 Oryginalna wystawa zapałek. W Szwecji, ojczyźnie za pałek. król szwedzki otworzył uroczyście oryginalną wysta wę zapałek. Ilustruje ona powstanie, przemiany, kształty i ro dzaje zapałek, które przeszły bardzo ciekawą ewolucję od łuczywa aż do obecnej maleńkiej zapałeczki. Etykiety datują się z początków karjery zapałek i są bodaj pierwszemi plakatami reklamowemi. jakie zostały wy dane. Po zatem w witrynach szklanych możemy obejrzeć so bie 16 tysięcy pudełek od zapałek. Niektóre z nich są unikatami. Są to białe kruki, istnie jące wogóle w jednym egzemplarzu. Co do wartości mogą one rywalizować z najrzadszemi znaczkami pocztowemi na świę cie. Zbieracze europejscy, azjatyccy i afrykańscy wzbogacili wystawę swojemi zbiorami. Niektóre z tych zbiorów obejmują eksponaty z kilku dziesiątków lat i pochłonęły prawdziwy majątek. Odpowiedz Link
madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 21:59 Filmy, przesyłane przez radjo. Znany sowiecki wynalaz- ca-konstruktor, prof. Szorin skonstruował specjalną aparatu rę dla nadawania t. zw. barwnej muzyki filmowej. Jest to zupełnie dotychczas nie znany nowy wynalazek w dziedzinie kinematograficznej. Nowa aparatura prof. Szorian pozwala łą czyć dźwiękowy akompanjament filmu z barw-nemi efektami dynamicznemi, rzucanemi na ekran równocześnie z dźwię kiem. Niebawem lenigradzka fabryka taśm filmowych przy stąpi do produkcji pierwszych filmów z barwną muzyką. Aparat prof. Szorina nosi nazwę „ 1 ele-Kinoaparatu'* dla przesyłania filmów przez radjo. Obrazy, otrzymywane przez radjo. odznaczają się taką samą wyrazistością, jak i na zwy kłych ekranach wielkich kinoteatrów. Odpowiedz Link
madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 22:08 Elektryczność za bezcen. W położonej w około 20 kim od Berlina miejscowości Kładów nad Hawelą przystąpiono do budowy specjalnej elektrowni, która będzie czerpała energję z powietrza dla wyzyskania siły wiatru. Prąd uzyskany tą drogą ma być niezwykle tani i obliczono, że będzie kosztował około 1 do 2 fenigów niemieckich za kilo- wat-godzinę. Odpowiedz Link
madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 22:10 Poczta wyłącznie lotnicza. Jak donoszą z Haagi od dnia 1 kwietnia r. b. Dyrekcja Poczty Holenderskiej zarzą dziła ekspedjować całą pocztę w obrębie Europy Jedynie sa molotami bez żadnej dopłaty Odpowiedz Link
madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 22:32 Motocykle bez hałasu. Wydział przy stowarzyszeniu nie mieckich inżynierów do zmniejszania hałasów ulicznychstawił sobie za zadanie usunięcie hałasów, sprawiany przez motocykle. Zadanie to technicznie zostało już o tyle rozwiązane, że wynaleziono tłumiki, które zmniejszają hałasy, wychodzą ce z rury wylotowej motocykli. Po dokonanych ostatnio próbach na jezdni wyścigowej w Berlinie, okazało się, że szybkość jazdy, przy zastosowaniu nowowynalezionego tłu mika przy rurze wylotowej, zmniejszona została o 25X, maksi mum o 5%. Fabryki motocyklów w Niemczech do nowo- wyprodukowanych maszyn tłumiki te już zastosowały. Osta tnio urząd ruchu w Hanowerze zarządził bezwzględne po stępowanie wobec właścicieli motocykli, sprawiających ha łas i pociągnięcie ich do ponownego spraw'dzenia bezpie czeństwa jazdy w- prezydjum policji. Ma to na celu ochronę życia ludzkiego i zmuszenia właścicieli maszyn do zastoso wania nowowynalezionego tłumika motocyklowego. Odpowiedz Link
madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 22:34 Stalowa pajęczyna — stalowy mózg. Inżynier angielski Harry Mattehewf ulepsza w swoim laboralorjum nowowyna- lezione przez siebie promienie śmierci. Inżynierowi udało się dojść już lak daleko, że zabija swojem promieniami szczura na odległość 18 mtr.. Jego promienie śmierci zatrzymują roz pędzone auto przez odebranie jego magenlom siły działania. Zdaniem inż. Mattehewf jego promienie śmierci mogą zatrzy mywać w locie samoloty pod wpływem pocisku tajemniczego światła śmierci. Odpowiedz Link
madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 22:39 Ziemnowodny samochód. Wynalazca niemiecki. Jakób Danling z Koblencji skonstruował samochód, mogący — jego zdaniem — swobodnie posuwać się zarówno na lądzie, jak i na wodzie. Z początkiem maja b. r. wynalazca zamierza dokonać na swym nowym samochodzie przejazdu z Calais do Anglji. Przypuszcza on, że przy dobrej pogodzie potrafi przepłynąć kanał La Manche w 7 godzin. Wynalazca dokonał już sze regu prób na Menie pod Moguncją. Odpowiedz Link
madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 07.11.19, 23:27 Oddawna już dzienniki napomykały o planie opasania całej kuli ziemskiej olbrzymią linią te legraficzną. Otóż w ostatnich latach p. Schaffner, uczony niemiecki, odbył umyślnie podróż naokoło ziemi, dla przedsięwzięcia potrzebnych w tym ce lu badań i zawiązania przygotowawczych układów z rządami których współdziałanie ku temu byłoby koniecznem. Według jego pomysłu projektowa na linia telegraficzna wzięłaby kierunek następu jący: z Anglii przez Szkocyą do wysp orkadskich i shetlandskich, na archipelag Feroe, Islandyą, Grenlandyą, przez ziemię Labrador, Kanadę, Sta ny Zjednoczone i Kalifornią; potem, wzdłuż brze gów oceanu Spokojnego przez ziemię Oregon i posiadłości rossyjskie w Ameryce, dosięgłaby pół wyspu Alaszka, wysp aleutyjskich i Kamczatki; ztamtąd na Ochock, Irkuck, Kańsk, Koływoń, Omsk, Kazań zwróciłaby się ku Moskwie, i weszła tam w system telegraficzny wschodniej Europy. Za wykonaniem tego projektu przemawia szcze gólniej okoliczność, że telegraf elektryczny małe tylko stosunkowo przestrzenie morza miałby do przebycia; lecz z drugiej strony tę wielką widzie- my w nim niedogodność, iż nie dotyka najważniej szych pod względem handlowym obszarów Azyi i Australii. Linia taka łączyłaby wprawdzie Euro pę ze Stanami Zjednoczonemi, ale przechodzićby także musiała przez kraje Eskimosów, Kamczada- lów, Tunguzów, Samojedów i innych plemion, sto jących na równie nizkim stopniu cywilizacyi, co niezawodnie liczne i prawie niezwyciężone nastrę czałoby trudności. Proponują więc inni rozciągnięcie drutu telegricznego przez Europę ku Indyom, i skierowanie go ztamtąd z jednej strony ku Chinom, z drugiej przez wyspy Sunda ku Australii. Co się tyczy Sta nów Zjednoczonych, te najdogodniej będzie dosię gnąć przerzynając ocean atlantycki, jeżeli tylko głębokość tego morza położeniu linii telegraficznej niepokonanych nie stawi przeszkód. Najprostszą, a więc najkrótszą, w tym celu drogą byłaby linia od przylądka Clear w Irlandyi, do przylądka Race w Nowej Fundlandyi. Długość tej linii obliczono na 1,600 mil morskich angielskich, a poprowadze nie jej nierównie większe przedstawiałoby ko rzyści, jak zapuszczenie się w niegościnne oko lice podbiegunowe, zwłaszcza że według najnow szych badań uczonego hydrografa Maury, poru cznika w marynarce amerykańskiej, głębokość oce anu atlantyckiego w całej tej przestrzeni nie prze nosi nigdzie 10,000 stóp angielskich. Czy który z tych projektów, czy wreszcie może inny, wejdzie w wykonanie, okaże to przyszłość niedaleka; bo dziś już połączenie lądów dwóch półkól naszej ziemi za pomocą telegrafu elektrycz nego nie należy do marzeń, ale do blizkich urze czywistnienia, chociaż zatrważających olbrzymio- ścią, przedsięwzięć naukowo-przemysłowych. ( l ). ( 1 ) Przed samem podaniem tego artykułu do druku dowiadujemy się z gazet, że prace około linii telegraficz nej mającej połączyć Europę z Ameryką północną zostały już rozpoczęte. Przy poprowadzeniu od przylądka Breton, na wyspie tegoż nazwiska, do przylądka Bay w Nowej Fund landyi drut telegraficzny zerwał się. Obecnie jednak za częto w tym celu na nowo zajmować się robotami Odpowiedz Link
madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 06.05.20, 19:46 Więc w pierwszej połowie XVIII wieku puszczono w ruch w Paryżu pierwsze powozy dla publiczności. Nazwano je fiakrami od patrona woźni ców św. Fiakra. Ale fiakry, u nas dorożkami zwane, były dostępne tylko dla ludzi zamoż nych, bo fiakrzy kazali sobie płacić bardzo drogo za jazdę. Aż Anglik S i 11 i b e r padł na pomysł puszczenia w ruch wo zów zbiorowych, które nazwa no omnibusami. Omnibusy jeździły tylko stale określone mu drogami i zabierały po dro dze pasażerów. Ponieważ przedsiębiorstwo to było bar dzo kosztowne, bo musiało utrzymywać dużo koni, wo zów, ludzi, przeto SillibeP zbankrutował, ale omnibusy nie przepadły. Powstało w Londynie „Wielkie Towarzy stwo Omnibusów 44 , które pro wadziło przedsiębiorstwo zbio rowym kapitałem. Początko wo omnibusy nie były kryte, z czasem dano im dachy, a na dachach urządzono też siedze nia. Później na wzór kolei żelaznych podłożono pod nie szyny i w ten sposób oszczędzano na sile. Jeden koń mógł po szy nach ciągnąć ciężki omnibus. Omnibusy te nazwano kole j a- m i konnem i, albo z angielska t r a m w a j a m i, a krążyły uż nie tylko po ulicach-miast, ale woziły ludzi poza miasta na wycieczki i do odległych warsztatów lub mieszkań. Ludzie wciąż pracowali nad udoskonaleniem omnibusów. Próbowano zastosować do nich parę, próbowano nawet sy stemu zegarowego, a mianowicie umieszczono w wozie ma szynkę, podobną jak w zegarze, tylko wielką i silną i nakrę cano ją, ale omnibus szedł czas jakiś, a gdy sprężyna cała się odwinęła, wóz stawał i znowu trzeba go było nakręcać, więc wynalazek ten nie mógł wejść w życie. Wkońcu użyto do tramwajów prądu elektrycznego, który zastąpił konia i dziś prowadzi wozy elektryczne we wszyst kich większych miastach. Ale omnibusy i tramwaje krążą tylko wewnątrz miast, albo w ich najbliższych okolicach. Do dalekich podróży i trans Odpowiedz Link
madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 06.05.20, 20:37 Jak powstał automobil. Mały chłopczyk wiązł do drewnianego wózka i z całej siły popycha go nóżkami, a gdy wózek stoi na miejscu i nie rusza się, chłopczyk złości się i płacze. Ale za to, co za rozkosz, gdy chłopczyk puści się saneczkami z góry po śniegu i w sza lonym pędzie przeleci w chwili długą przestrzeń! Cieszy go nietylko to, że szybko jedzie, ale przedewszystkiem to, że sanki jego jadą same, bez konia i bez popychania. To marzenie, żeby wóz mógł poruszać się sam. swoją własną siłą, miały nietylko dzieci, ale i ludzie dorośli w wszystkich czasach. Na kamiennych pomnikach starożytnych Egipcjan znajdu jemy obrazki, przedstawiające wóz w biegu, a nad nim uno szącą się w powietrzu parę. A później, gdy już rozpadło się państwo Faraonów, tę samą myśl, wozu poruszającego się siłą pary, podnosi w pismach swych uczony Hero z A1 e k s a 11 - d r j i w I-szym wieku po Chrystusie. W wiekach średnich, w owych wiekach najazdów i wojen, ludzie nie mieli czasu ni wolnej myśli do pracy nad wynalazkami. Tylko uczony mnich Roger Bacon, żyjący w XIII wieku, pisze w jednem z swych dzieł o tern, że „należy obmyśleć i zbudować wóz, któryby bez siły zwierząt, tylko zapomocą wiedzy sztucznie mógł być wprawiony w ru c h . Pierwszą wiadomość o wozie, który rzeczywiście sam mógł jechać, przynosi kronika norymberska z r. 1649. Była to kareta poruszana jakimś mechanizmem w rodzaju wielkiego zegara. Spacerowała sobie po ulicach Norymbergji, musiano jednak od czasu do czasu przystawać, aby mechanizm na nowo nakręcić. Karetę tą sporządził zegarmistrz Jan Hantsch, a zakupił ją za 500 talarów książę szwedzki Karol Gustaw. I później raz jeszcze opowiada kronika o wozie po ruszanym zapomocą wielkiej sprężyny zegarowej. Wóz ten 33 przedstawiono królowi francuskiemu Ludwikowi XV. Był on nim tak zachwycony, że chciał łożyć na wyrób większej ilości takich wozów, jednak Akademja Nauk odradziła mego zamiaru twierdząc, iż takie wozy mogą być przyczyną nieszczęśliwych wypadków. Wozy poruszane nakręconym mechanizmem były wła ściwie na wielką miarę tern samem, czem są obecnie zabawki sprężynowe dla dzieci. Nieco później w r. 1663 sławny angielski, przyrodnik I z a k Newton, ten, który odkrył, że ziemia wywiera siłę przyciągania, podjął znowu myśl zbudowania wozu porusza nego zapomocą pary wodnej. W sto łat później francuski ofic u g n o t sporządził wielki automobil parowy do przewożenia armat. Parowóz ten poruszał się z wielką siłą, ale gdy z tym samym pędem wpadł na mur — rozwalił go w gruzy. Z cem XVIII wieku i z początkiem XIX stulecia amerykanin Evans i słynny mechanik angielski T r e v i t li i k obmyślili automobile parowe nowego systemu, spotkali się jednak z obojętnością publiczności i dlatego wkrótce zaniechali dal szego wyrobu wozów samochodowych. Dopiero w r. 1822 sir Goldsworthy Gurney puścił w obieg kilka samocho dów parowych własnego pomysłu. Objeżdżał on nimi naj znaczniejsze wzgórza w okolicy Londynu a te omnibusy systemu Gurneya wywołały ogromne zainteresowanie. Wkrótce jednak musiał ustąpić przed atakami konkurentów. * Pierwszy patent na omnibusy parowe uzyskał w roku 1833 Walter Hancok, który też wprowadził regularną jazdę dziewięcioma autobusami w okolicy Londynu, a wkrótce powstały takie przedsiębiorstwa i w innych miastach angiel skich. Widzimy więc, że z początkiem XIX stulecia automobilizm rozkwitł w Anglji w najlepsze. Były to wprawdzie niezgrabne jeszcze wozy parowe, opalane koksem, ale byłyby z pewno ścią stały się bardzo wygodnym i pożądanym środkiem ko munikacyjnym, gdyby współzawodnictwo nie stanęło na przeszkodzie. Współzawodnikami samochodów parowych były towarzystwa kolejowe, które przez zaprowadzenie paro wozów ponosiły straty. Towarzystwą te wykorzystały kilka nieszczęśliwych wypadków, jakie zdarzyły się samochodom i przeparły w rządzie nową ustawę, skierowaną przeciw pa rowym samochodom. Między paragrafami tej dość niemądrej ustawy był np. nakaz, aby przed każdym automobilem kro czył w odległości stu metrów człowiek z czerwoną chorągwią i przestrzegał publiczność. Drugi zaś, niemniej śmieszny, był zakaz ograniczający szybkość jazdy automobilów do czterech kilometrów na godzinę, to znaczy, że pieszo można było zajść prędzej, niż jechać samochodem. Skutkiem takiej ustawy znikł wkrótce utomobil jako środek komunikacyjny z miast angiel skich. Następnym modelem, który zwrócił na siebie powszechną uwagę, był automobil L o t z a na wystawie paryskiej w r. j 867. Był on urządzony na wielką ilość pasażerów i różnił się tern od poprzednich, że lokomotywa jego nie była z przodu, lecz z tylu, za wozem, czyli że popychała go naprzód.36 W latach 1860—1870 jeździły autobusy systemu Lotza na kilku linjaeh w miastach francuskich. Wkrótce jednak wojna z Pru sakami przeszkodziła- dalszemu rozwojowi tej komunikacji. Niezatartemi głoskami w historji automobilizmu zapisane jest imię francuza: Amedee Bollee Pere. Natychmiast po ukończeniu wojny, bo już w r: 1873 zbudował on wóz pa rowy w postaci wielkiego wozu myśliwskiego i nazwał wóz ten „Obeissante“, to znaczy „Posłuszna' 4 . Odbył tym wozem podróż 230 kilometrową z Le Maus do Paryża. Pieśniarze paryscy w teatrach i na ulicach sła wili cnoty „Obeissante“ i dawali je kobietom za przykład. Kobiety zaś oburzały się i odpowiadały zwrotką: „Wybyście chcieli, żeby dziewczyny posłuszne były jako maszyny . Wszystko to były jeszcze automobile parowe. Historja nowoczesnego automobilu benzynowego rozpoczyna się do piero w r. 1883, a wynalazcą jego był słynny inżynier G o 11 i e b Daimler, chociaż właściwie pierwszy patent na automobil benzynowy otrzymał w r. 1868 francuz Pierre Ravel. Dziwny i smutny los spotkał jednak wynalazek jego. Nowy automobil stał w szopie w Saint-Ouen i Ravel gotował się właśnie do pierwszej jazdy, gdy wybuchła wojna między Francją i Niemcami. Saint-Ouen leżało na linji obronnej Pa ryża. Otóż pewnego dnia zjawili się oficerowie z żołnierzami, zrównali szopę z ziemią i usypali na gruzach wał iorteczny, pod którym leży też pogrzebany automobil Ravela. Po wojnie, przez długie lata Ravel nachodził władze wojskowe i piosił, aby mu pozwolono wygrzebać automobil, ale naptóżno! Tak więc pierwszy francuski autofnobil benzynowy spoczywa po dziś dzień pod paryskim wałem fortecznym. Jeżeli Daimler zasłużył się tern, że pierwszy obmyślił praktyczny motor benzynowy, to firma B enz w Mannheimie była znów pierwszą fabryką, która otrzymawszy patent w r. 1886, samochody te rozpowszechniła. Samochód benzynowy ma w przedniej części wozu motor czyli silnik benzynowy, który w r óz wprawia w ruch. Oś sil nika za pomocą wałów i kół zębatych wprawia w ruch tylne koła samochodu, które posuwają samochód naprzód. Woźnica zw r any szoferem lub kierowcą, kieruje samochodem zapomocą koła kierowniczego, umieszczonego bądź z prawej, bądź z lewej strony. Przy siedzeniu kierowcy znajduje się dźwignia zmieniająca szybkość, oraz pedały, służące do hamowania jazdy i regulowania ruchu silnika. Dziś przemysł automobilowy z motorami benzynowymi rozwinął się ogromnie. Nawet sporządzane w Anglji i rancji samochody elektryczne, zwane t r a m c a r, nie mogły wyprzeć dotąd samochodu benzynowego, kto wie jednak, czy nie zwycięży elektryka, która coraz bardziej wypiera inne siły. U nas dotąd nieliczni ludzie posiadają samochody, ale obliczono, że w Ameryce na trzydziestu ludzi przypada je38 samochód. Tam jeżdżą samochodami nietylko przemysłowcy, kupcy, bankierzy, ale większa część urzędników, urzędni czek, nauczycieli posiadają małe, lekkie samochody, kt °ry™ 1 sami kierują, sami je czyszczą, sami naprawiają. Samochody te od nazwiska fabrykanta, który je wyrabia, nazwano f o r- dami. W wielkich fabrykach Forda sporządzają pojedyncze części tych samochodów nadzwyczaj dokładnie i szybko, a wyrabiają ich taką moc, że fabryka montująca te części składowe, wypuszcza co minutę gotowy samochód do han składowej. Aby zrozumieć, jak wielkie są te fabryki, jaka w nich wre praca, dosyć powiedzieć, że w roku 1922 fabryki Forda wyrobiły 1,603.720 samochodów. Wkrótce n Odpowiedz Link
madohora Re: Potrzeba - matka wynalazku. 06.05.20, 23:06 Jak chłopak drukarski stał się sławnym uczonym i wielkim mężem swego czasu. (Benjamin Franklin). Benjamin Franklin był w calem tego słowa znaczeniu teni co Amerykanie nazywają self—made—man, to znaczy czło wiekiem, który sam sobie zawdzięcza to, co w życiu osiągnął. Urodził się on w roku 1706 i był jedn3^m z czternaściorga dzieci mydlarza Franklina. Ojciec jego wywędrowawszy z Anglji do Ameryki, założył mydlarnię w Bostonie. Był to człowiek rozumny, pracowity, bardzo uczciwy i żonę miał pracowitą, zapobiegliwą i oszczędną, ale mimo to trudno im było wyżywić i wychować tak liczną gromadkę dzieci. To też rodzice nie mogli im dać wyższego wykształcenia i każde z dzieci po ukończeniu szkoły elementarnej ojciec oddawał na naukę rzemiosła, więc i Benjamin po dwóch latach nauki w szkole musiał ją opuścić w dziesiątym roku życia, ale zawsze czytał chciwie. Zamiłowanie czytania było powodem wyboru zawodu. Postanowił zostać drukarzem, a że właśnie wtedy przyjechał z Anglji jego brat starszy drukarz i założył w Bostonie dru karnię, ojciec oddał Benjamina do niego na naukę. Robotnicy zajęci w drukarni jego brata jadali wspólnie u sąsiada, któremu Jakób Franklin płacił za każdego pewną sumę pieniędzy. Benjamin zażądał od brata, ażeby mu wypła cił połowę tego, co płaci za innych a on sam będzie się żywił. Odtąd Benjamin zjadał na obiad kawałek chleba i popijał wodą, albo gotował trochę jęczmiennej kaszy i w ten sposób z owej skromnej sumy, którą mu brat wypłacał, oszczędzał jeszcze na światło i książki. Tak kształcąc się sam wieczorami, wczesnymi rankami i w przerwach obiadowych, nauczył się wiele i pisał bardzo* dobrze pod względem stylu i ortografji. Brat jego wydawał w swej drukarni pismo, a wieczorami schodzili się redaktorowie i omawiali treść numeru. Razu jednego Benjamin spróbował napisać artykuł w sprawie bardzo żywo zajmującej Stany Ameryki i opraco wawszy go starannie, rzucił bezimiennie do skrzynki redak cyjnej. Gdy redaktorowie zeszli się na naradę, Benjamin zna lazł sobie jakieś zajęcie w pokoju redakcyjnym, chcąc usły szeć sąd o swej pracy. Jakże uczuł się szczęśliwy, gdy po przeczytaniu artykułu, główny redaktor powiedział: To rzecz znakomita i posądził najwytrawniejszych pisarzy o napisanie artykułu. Sąd ten nie wzbił Franklina w pychę, lecz skłonił do su miennego zbadania braków w swem wykształceniu, kupił więc zaiaz podręczniki szkolne do nauki matematyki i nau czył się sam tyle, ile uczą w szkołach średnich, kupił też także dzieła filozoficzne a mianowicie Lockego: „O rozumie ludz- kim“ i „Sztukę myślenia". Gdy miał lat siedemnaście, był człowiekiem wykształco nym, był autorem licznych artykułów dziennikarskich, które wciąż bezimiennie rzucał do skrzynek redakcyjnych — a wła ściwie był dotąd tylko terminatorem drukarskim, który za swą pracą nie pobierał żadnego wynagrodzenia oprócz za płaty za skromny wikt, i w dodatku brat obchodził się z nim bardzo źle. Postanowił tedy opuścić drukarnię brata i wyjechać z Bo stonu. Sprzedał więc część swego ubrania, aby mieć czem opła cić koszt podróży. W drodze zerwała się burza, Benjamin pomagał ratować zagrożoną łódź a w tej walce z burzą zni szczył sobie do reszty zużyte ubranie. W starem, brudnem, zniszczonem, przemokniętem ubra niu, z kieszeniami wypchanemi koszulą, pończochami i Sokra tesem, z którym nigdy nie rozstawał się, z jednym talarem w kieszeni młody drukarz przybył do Filadelfji szukać pracy. Wstąpił do piekarza i kupił za trzy pensy trzy małe strucelki, wsunął jedną pod jedno ramię, drugą pod drugie a trzecią za jadał. Tak obładowany wrócił do łodzi, w której siedziała towarzyszka jego podróży, bardzo uboga kobieta z dzieckiem. Jej oddał pozostałe dwie bułki, sam napił się wody i poszedł na miasto. Spotkawszy ludzi idących w jednym kieiunku, poszedł za nimi i doszedł do kościoła kwakrów, wszedł tam także, usiadł w ławce, a zmęczony trudem bezsennej nocy usnął. Już wszyscy wyszli, on spał ciągle, dopiero obudził go ko ścielny, który miał zamknąć dom modlitwy, a dowiedziawszy się, że Franklin przyjechał szukać pracy w drukarni, wskazał mu takowe. Kilka lat pracował w drukarniach w Ameryce i w Lon dynie, a zawsze równie gorliwie i zawsze wszystkie godziny wolne od pracy zawodowej poświęcał samokształceniu się, zawsze żył nad wyraz skromnie, nie stracił na żadne przy jemności ani jednego pensa, az doprowadził do tego, że stał się właścicielem własnej drukarni. Wiedząc, że powodzenie interesu polega na tern, ażeby dostarczać możliwie najlepszej pracy w najkrótszym czasie, rozwinął nadzwyczajną sprężystość. Drukarnia jego wyko nywała druki, jakich dotąd nikt nie robił w Ameiyce. Zaczął też wydawać bardzo poważny dziennik, omawia jący sprawcy i potrzeby amerykańskie. Założył też sklep z przyborami do pisania, a przy tylu różnoiodnych zajęciach nie przestawał kształcić się dalej* Oprócz czytania książek naukowych, z których robił wycią gi, nauczył się też sam języków francuskiego, hiszpańskiego i ’włoskiego. A jakkolwiek był redaktorem, właścicielem pierwszej w mieście drukarni i sklepu, nie wstydził się żadnej najprostszej pracy i często sam zwoził taczka papier do dru karni. W Filadeflji mówiono o nim: że pierwszy w mie ście staje do pracy i ostatni od niej odchodzi. Kiedy miał już ustalone powodzenie, ożenił się a miał dopiero lat 24. Już kilka lat był żonaty, już nie tylko sam miał majątek, ale i innym mógł dopomagać, a zawsze żył bardzo skromnie, jadał cynową łyżką z glinianych naczyn. Zdobywszy takim trudem dostatek, pomagał chętnie każ demu, kto chciał szczerze pracować, wiedząc z własnego do świadczenia, jakto trudno zdobyć wiedzę bez pomocy, dopo magał innym, którzy pragnęli się uczyć. I rozmyślając nad tern, wpadł pierwszy na pomysł założenia publicznych bibljo- tek i wypożyczalń książek i założył pierwsze 1 o warz y- stwo bibljoteczne w Filadelfji. Oli pierwszy powziął myśl wydawania kalendarza, do którego dołączył część literacką i szczęśliwym pomysłem zdobył mu ogromną ilość odbiorców, bo nie sprzedawał ka lendarzy za pieniądze, ale wysyłał z nimi ludzi, którzy je mieniali na stare szmaty, jakich używał do wyrobu papieru, bo równocześnie założył fabrykę papieru. Prawie nie do uwierzenia wydaje się, ażeby jeden czło wiek mógł spełniać tyle pracy i mógł jeszcze ciągle praco wać naukowo i zdobyć tyle wiedzy, że zabłysnął jako jeden z najuczeńszych ludzi swego czasu, a Towarzystwo Umie jętności w Londynie zamianowało go swoim członkiem hono rowym. Praca, uczciwość, rozum, zjednały mu niebawem takie uznanie całej prowinji, że ustaliło się mniemanie, iż wszystko, do czego Franklin przyłoży rękę, musi się powieść, wzywano go też wszędzie, gdzie coś robić zaczynano a on na wszystko znachodził czas. I tak zamianowano go s e k r e Odpowiedz Link